3e11fa5928ac37e72357e8daba2769fc.pdf
Media
Part of Kronika/ ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49
- extracted text
-
K
R
O
N
I
K
A
„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
ZACHWYCAJĄCO - WSTYDLIWA STRONA KULTURY
W rzeczywistości społecznej opanowanej przez wszelkie odmiany kiczu - od polityki poczy
nając, a kończąc na literaturze - Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie otworzyło
znakomitą wystawę plastyki pt. Kicz - między wstydem a zachwytem . W niezwykle starannie
wydanym katalogu, tekst Wojciecha Burszty pt. Kultura gadżetu, sytuuje kicz w kulturze współ
czesnej. Uzupełnia go opracowanie Marii Fiderkiewicz, komisarza wystawy, pt. Kicz - między
wstydem a zachwytem, odnoszące się bezpośrednio do eksponowanych przedmiotów, uzupełnione
kilkudziesięcioma barwnymi ilustracjami.
Zjawisko kiczu w kulturze akademickiej jest problemem wieloaspektowym, trudnym do zdefi¬
niowania, budzącym wciąż ogromne emocje. Granice między dziełem sztuki, a kiczem zacierają
się, obiekty ewidentnie kiczowate trafiają do muzealnych kolekcji. Kicz przenika wszystkie sfery
naszego życia, bowiem, jak utrzymują psychologowie - jest nam potrzebny.
Słowo kicz pojawiło się w latach 70-tych X I X w. w monachijskich kołach malarskich, gdzie
oznaczało przedmiot niewielkiej wartości. Używane pierwotnie dla oznaczenia szkiców łatwo
sprzedażnych, później charakteryzowania rzeczy bez wartości, pozbawionych smaku (w tym
szczególnie obrazów), stało się wreszcie synonimem lichego oszustwa oraz mianem określają
cym gatunek wszelkiej sztuki, która sama w sobie jest nieprawdziwa, ponieważ zastępuje piękno
przez gładkość, uczuciowość przez czułostkowość, wielkość przez pustą pozę lub bezwartościowy
patos, tragedię przez sensację, albo też unika jej przez happy-end. Kiczowi brak zwykle poczucia
umiaru. Cokolwiek bądź przedstawia, jakby było na fałszywym miejscu... Sąd o tym jest indywi
dualny i związany z epoką... [Podkr. M . D-P] . Ale najniebezpieczniejszy jest kicz dostojny,
który polega na rutynowej umiejętności i wyrafinowanym opanowaniu psychologii mas .
Kolejne słowniki i leksykony zawsze podkreślają pejoratywny charakter tego zjawiska. We
wszystkich definicjach kicz jest wartościowany ujemnie, jest godzien pogardy, lichy, nieudolny.
Stanowisko takie charakteryzuje także wydawnictwa polskie .
Wśród klasyfikacji kiczu plastycznego wymienianych najczęściej w literaturze przedmiotu
występuje:
Kicz akademicki, opierający się na powielaniu zastanej konwencji. Charakteryzuje go we
wnętrzna spójność, logiczne zorganizowanie oraz bardzo często poszanowanie praw materiału
i wysoka umiejętność (znajomość) rzemiosła.
Czymś zupełnie innym jest kicz pamiątkarski . Cechuje go m.in. niezgodność funkcji i formy,
użycie odmiennych materiałów (np. plastiku i gipsu zamiast marmuru czy porcelany), karykaturalne
1
2
3
4
5
1
Kwiecień - wrzesień 2005 r.
Encyklopedia Brockhausa z 1955 r.; cyt. za: Banach 1968, s. 14.
Encyklopedia Brockhausa z 1955 r.; cyt. za: Banach 1968, s. 15.
W Słowniku współczesnego języka polskiego, opracowanym przez Wydawnictwo Wilga, czy
tamy, iż kicz znaczy: 1) Lekceważąco o dziele sztuki, sztuce mało wartościowej, pozbawionej smaku
artystycznego, łatwej w odbiorze, skierowanej do przeciętnych, niewymagających odbiorców; szmira;
filmowy, malarski kicz. Ckliwy, pretensjonalny kicz, 2) tani bezwartościowy towar, pozbawiony smaku;
tandeta... Warszawa 1998 (t. 1, s. 372).
Oczywiście nie każde pamiątkarstwo jest kiczem. Wśród tych wyrobów są rzeczy artystycznie
złe, lepsze, jak też bardzo dobre. Piętno kiczu, które ciąży nad nimi, jak się wydaje wynika z tego, że
jako kiczową odbieramy samą ideę tworzenia przedmiotów uważanych przez nas za niepotrzebne,
służących przeważnie tylko wątpliwej ozdobie.
2
3
4
5
224
KRONIKA
naśladownictwo wzorów przejętych z innego okresu historycznego i kręgu kulturowego, natrętne
powielanie stereotypów, wewnętrzna niespójność. Ten rodzaj kiczu dzieli się na różne grupy,
wśród których do najważniejszych należą dwie: kicz „artystyczny" i kicz „tandetny".
Kicz „artystyczny" wykonywany sprawnie, przy zachowaniu niezbędnych reguł tzw. dobrego
smaku, poprawności rzemiosła, często czerpiący ze sztuki awangardowej, sprowadzający nową
prawdę artystyczną do banału, „sposobu". Jest to kicz produkowany przez zawodowych plastyków.
Spotykamy go w sklepach byłej Cepelii, galeriach artystów - plastyków, w rzeźbie rozprowadzanej
w kurortach (np. Zakopane, Szczawnica) na warszawskim i krakowskim rynku staromiejskim.
Może on dawać odbiorcy pewne wzruszenia, np. sentymentalne, rzewne (kotki, pieski, laleczki
z buziami słodkich dzieci), estetyczno-seksualne (np. widoki rodzajowe i pejzaże, porcelanowe
figurki nagich nimf), może zaspokajać potrzebę eleganckiej nowoczesności (np. wzorzysty serwis
do kawy o geometrycznej formie).
Kicz „tandetny" jest natomiast jakby pamiątką dla ubogich. Czasami nazywany „agresyw¬
nym", traktowany jako zyskowny proceder. Jest masowy, tani, wykonywany pospiesznie, nie¬
chlujnie, ponieważ nie chodzi tu o sztukę, lecz o masę towarową. Jego wykonawców interesuje
głównie zarobek i pod tym kątem patrzą na tworzone formy. Dlatego też wykonują je wyraźnie pod
gust określonych grup społecznych, mieszkańców wsi, młodzieży, dzieci itd. Stąd np. w kolorysty¬
ce zabawek, broszek, koralików występuje przewaga barw jaskrawych, zestawień zieleni, różu itd.
Producent kiczu musi wciąż przeliczać, rozważać np. czy warto dać pozłotkę, czy wystarczy żółtobrązowa farba na baranim runie. Jest to więc rzemieślnicza produkcja tandety, wśród której zawsze
można znaleźć coś zabawnego czy podobającego się, nie zmienia to jednak ogólnej oceny zjawiska.
W pojęciu sztuka jarmarczna zawarta jest suma wytworów o aspiracjach estetycznych pro¬
ponowanych na jarmarkach, odpustach, w miejscach kultu religijnego, na które istnieje określone
zapotrzebowanie. Spotykamy tu przedmioty, posiadające wartości artystyczne, w swej istocie
należące do sztuki ludowej. Wyrosły z niej i są związane z jej tradycją (np. figurki z cukru,
bukiety z bibułki itp.). Obok są przedmioty wytwarzane z myślą o odbiorcy wiejskim czy mało¬
miasteczkowym, który zachował pewne nawyki i potrzeby estetyczne niezaspakajane przez
sztukę miejską, a także szmaciane, plastikowe, szklane lub metalowe gadżety przynależne do
współczesnej pop kultury (np. lalki, pluszaki, kwiatki, postacie z seriali telewizyjnych itp.) oraz
związane z kultem religijnym.
Tematy sztuki jarmarcznej są zawsze te same, z reguły jednakowo ujęte.
Dewocyjne obrazki, kopie i reprodukcje wykorzystują jako wzór oryginały największych
twórców profesjonalnych. Wśród „dostawców" sztuki jarmarcznej są więc Rafael i Leonardo,
Courbet i Wierusz-Kowalski, Cenowa i Czachórski. Wszędzie wykonują j ą mniej lub bardziej
sprawni amatorzy, wyaranżerowani plastycy, sprzedając wokół miejsc kultu religijnego, na ulicach,
targach, odpustach, jarmarkach, a nawet w galeriach plastyków profesjonalnych. Ich produkcja
i zbyt są wciąż dość znaczne. Niektórzy malarze obsługują całe województwa, często zatrudniając
członków rodziny. Wytwarzane przez nich obrazy olejne są zbywane z niewielkim tylko zyskiem,
ale za to masowo. Właśnie w odniesieniu do nich określenie kicz często wydaje się najtrafniejsze,
najbardziej adekwatne. Tu bowiem następuje zakłócenie między ideą obrazu, a jego realizacją.
Kicz, który w swoim założeniu ideowym miał być kopią, jest nieudolnym malowidłem.
Do niedawna do sztuki jarmarcznej zaliczano także sztukę tzw. naiwnych czy prymitywnych
(malarstwo, czasem i rzeźbę) wydzieloną następnie z uwagi na jej walory artystyczne, w których
dostrzegamy, poza gorzej, lub lepiej powielonym stereotypem, okruch twarzy autora, jego odręb¬
nego świata, czasem projekcję jego psychiki .
W twórczości naiwnych, wypływającej z „potrzeby serca", występują zakłócenia, które od¬
bieramy jako ciekawe, dające nam estetyczne i psychiczne przeżycia. Reagujemy w ten sposób
6
7
6
Jest wśród nich m.in. potrzeba zdobienia wnętrza, przystrajania, intensywnego koloru (np.
moda na „pikasy" wiązała upodobania do ostrych barw i zestawień z aspiracjami do nowoczesności
i miejskości).
Ich wystawa pt. Talent, pasja, intuicja I I była czynna (do 9.10.2005 r.) w Państwowym Mu¬
zeum Etnograficznym w Warszawie.
7
KRONIKA
225
m.in. na twórczość Nikifora, Ociepki, Zagajewskiego, Lady, Rybkowskiego, Buczyńskiego. Ich
wizja jest innego gatunku niż środki, którymi dysponują. Zakłócenie stereotypów wynikło w tej
twórczości z potrzeby wypowiedzi osobistej, ekspresyjnej, szerszej na skutek wyraźnej domi
nacji treści, które pragnęli wyrazić. Właśnie dlatego jest to sztuka, w której odczytujemy czy
odczuwamy emocje, obsesje i odrębne perspektywy twórcy. Zarówno środowisko, jak i tradycja
sprawiają, że dzieła te mają pewne cechy kiczo-podobne, ale istotne w nich jest to, co prze¬
bija przez warstwę akademickiej czy kiczowo-drobnomieszczańskiej konwencji. Nie są to więc
kicze, mimo że niejednokrotnie wywodzą się z tej tradycji, czego przykładem jest chociażby
twórczość Zagajewskiego.
Równocześnie są prace, które wyraźnie kwalifikujemy jako kicz, a mimo to nie możemy
przejść obojętnie obok nich, ponieważ nacechowane są jakąś nutą osobistą, szczerą. Zdarzają się
bowiem przypadki, kiedy kicz kompromituje konwencjonalną tematykę, ale poza tym wnosi
w temat i sposób jego rozwiązania jakiś element świeży, autentyczny. Poprzez naiwne, osobiste
widzenie tematu, nawet nie pozbawione groteskowości czy nieświadomej karykatury, odświeża
go, wnosi nowe wartości.
Istnieje więc sfera dzieł kiczowatych, które w określonym kontekście kulturowym mogą być
artystycznie interesujące, a nawet inspirujące. Wśród artystów polskich np. nowe źródło rozwiązań
formalnych znaleźli: Władysław Hasior - w kiczu jarmarcznym i Roy Lichtenstein - w komiksie.
Postawa taka nie świadczy oczywiście o pozytywnej wartości dzieł, które posłużyły tu za wzór
inspirujący. Kicz może być bowiem punktem wyjścia tak jak każda inna inspiracja, doznanie, wpływ
- i sam fakt nobilitacji kiczu u Hasiora czy Lichtensteina nie oznacza jeszcze jego rehabilitacji.
Świadczy jednak o tym, że w pewnych sytuacjach poszukiwania awangardy znajdują w kiczu
sojusznika, chociażby przez kompromitację zastanych konwencji, sprowadzenie ich do parodii.
Na warszawskiej wystawie pokazano eksponaty ze wszystkich wspomnianych wyżej kate¬
gorii kiczu. Prowokacyjnie zestawiono w niedużej sali kolorowe, błyszczące cekinami, obszyte
futerkami przedmioty z nagimi kobietami, łabądkami, pawiami, końmi w galopie, jeleniami na
rykowisku i świętymi obrazami.
Udało się zgromadzić imponującą kolekcję dzieł „pięknych inaczej". Wśród nich prace
Władysława Hasiora - miłośnika sztuki naiwnej i prymitywnej; są współczesne stroje zaprojekto
wane przez Kasję Michorowską inspirowane modą japońskiej ulicy i obrazy Kuby Dąbrowskiego,
których bohaterem jest gwiazdor muzyki pop Michał Wiśniewski. Dzieła w estetyce socreali¬
stycznej, a nawet chusty rezerwistów wyszyte symbolami seksu i siły.
Na wystawie w Muzeum Etnograficznym znalazło się też sporo makatek i innych przedmio
tów, które najlepiej sprzedaje się na jarmarkach. Są nie tylko święte obrazy, ale też nowoczesne
gadżety z Supermanem czy Czarodziejką z Księżyca.
Drażliwość tematu, kontrowersje estetyczne związane z pejoratywną oceną kiczu, znalazły
wyraz w postawach wobec samego pomysłu wystawy wśród najbliższych twórców, a nawet
profesjonalnych pracowników muzealnych. Jak relacjonuje komisarz wystawy Maria Fiderkiewicz,
kilka muzeów warszawskich odrzuciło sam pomysł oględzin eksponatów pod pretekstem, że
nie przechowują kiczu. Córka Jerzego Dudy-Gracza, spadkobierczyni jego twórczości, od¬
mówiła wypożyczenia obrazów artysty, „tłumacząc, że nie będzie szargała dobrego imienia ojca"
(Kowalska 2005, s. 6).
Ostatnia refleksja, jaka narodziła się przy okazji wystawy kiczu dotyczy jego związku ze
sztuką ludową .
Odnoszę się tu do historycznie początkowego okresu „odkrywania" sztuki ludowej i włącza¬
nia jej w obręb sztuki ogólnonarodowej. Dla poszczególnych dziedzin sztuki ludowej data ta jest
inna (np. wcześniejsza dla tkaniny, późniejsza dla malarstwa na szkle). Dopóki dana gałąź sztuki
ludowej nie uzyskała, najpierw w gronie entuzjastów i specjalistów, a później i szerszych kręgów
inteligencji - aprobaty i miana sztuki, określana była przez te środowiska jako kicz. Bronisław
8
8
Celowo nie używam określenia sztuka typu ludowego jako nieadekwatnego dla historycznego
etapu rozwoju tej sztuki, o którym wspominam.
226
KRONIKA
Gustawicz np. pod koniec X I X w. notował na temat obrazów o charakterze sakralnym znajdujących
się w chatach u podbabiogórskich górali: ... są to najnędzniejsze litografie i chromolitografie,
jakimi nas zagranica zarzuca, albo też malowidła olejne wykonywane przez domorosłych wsiowych
artystów. Od niejakiego czasu do domów bogatszych zaczynają się wciskać olejodruki, które
gdyby były skromniej wykonane, mogłyby choć w części wpłynąć na wyrobienie lepszego smaku
u ich posiadaczy. Mimo to, chociaż są to olejodruki, które się na wieś dostają, jednak celują
pomiędzy najnędzniejszymi jeszcze litografiami i olejnymi bazgraninami domorosłych bogomazów (Gustawicz 1897, s. 12-13).
Podobnych ocen dotyczących i innych dziedzin sztuki ludowej wypowiadanych w tym czasie
istniało więcej. Były one naturalną konsekwencją poglądów estetycznych, jakie reprezentowała
przeważająca część inteligencji w I I połowie X I X w. Ludowe obrazy o charakterze religijnym
wywoływały jednak szczególne reakcje. Znane są przypadki, gdy tępili je w swoich parafiach
proboszczowie. W zamian proponowali wiernym barwne oleodruki, czym przyczyniali się do
realizowania recepty Gustawicza na uzdrowienie smaku artystycznego ludu. W akcji tej zasłynął
m.in. ks. Stolarczyk, pierwszy proboszcz Zakopanego, który nakazał parafianom potłuc obrazy
malowane na szkle, a ich resztki wrzucić do potoku (Kietlicz-Rayski 1928, s. 36).
Negatywne opinie o malarstwie ludowym utrzymywały się szczególnie długo i wypowiadane
były przez największe autorytety. Nie mógł się przekonać do obrazów na szkle Stanisław Witkie¬
wicz, mimo iż tak wysoko cenił „sztukę podhalańską", a Jan Stanisław Bystroń jeszcze w 1926 r.
we Wstępie do ludoznawstwapolskiego, pisał: ...obrazy malowane (napłótnie czy drzewie), treści
wyłącznie religijnej przyszły na wieś z miasta i są wzorowane na znanych obrazach kościelnych,
malowane w wielkich ilościach dla potrzeb mało wybrednej ludności, nie przedstawiają
żadnej
wartości artystycznej (Bystroń 1926, s. 156).
W poglądach przeciwstawiających tradycyjną (dawną) sztukę ludową kiczowi, podkreślane
jest przede wszystkim to, że kicz szerzy się najskuteczniej w sytuacjach kulturowo heterogenicz¬
nych (Beylin 1966, s. 148). Kicz [...], który jest istotnym komponentem sztuki jarmarcznej, jest
kosmopolityczny, zawiera odpryski różnych konwencji, które mniej lub bardziej szczęśliwie ze
sobą współżyją (Jackowski 1966, s. 173).
Sztuka jarmarczna - według Aleksandra Jackowskiego - weszła na rynek dawniej obsługi¬
wany przez sztukę ludową. Nie ma natomiast istotnych cech ludowej sztuki i mieć nie może.
[Chociaż] Elementy jej wchodzą w zakres zjawiska, które określamy mianem współczesnej sztuki
ludowej... sztuką ludową nie jest i być nie może, chociażby dlatego, że niwelacja różnic kulturo¬
wych i społecznych prowadzi do zatarcia odrębności a nie do ich kultywowania, a tradycyjna
sztuka ludowa bazowała na swej odrębności od sztuki oficjalnej. Nosiła też wyraźne cechy regio¬
nalne (Jackowski 1966, s. 173).
Czy rzeczywiście w całym okresie szczytowego rozwoju sztuki ludowej była ona zupełnie
wolna od kiczu?
Zarzut, że sztuka jarmarczna żyje odpadami sztuki oficjalnej, tej przez duże S, wydaje się
tylko w części prawdziwy, bowiem mechanizm rozwoju twórczości ludowej polegał na tym, że
sztuka ta, zachowując swój tradycyjny zrąb, wciąż wzbogacała się elementami dorobku sztuki
elitarnej. Nie można więc czynić tego zarzutu współczesnej sztuce ludowej, jeśli nie przeszkadza
nam to w pozytywnej ocenie sztuki ludowej dawnej (Reinfuss 1966, s. 169). Należy również
pamiętać o tym, że ludowa twórczość plastyczna (zwłaszcza rzeźba, malarstwo na szkle) w X I X w.
oceniana była jako zdecydowany kicz. Dziś natomiast przyznaje się jej pełną wartość artystyczną.
Pogodziliśmy się z tym, że sztuka ludowa przeszłości jest sztuką, co więcej zyskała ona również
aprobatę oficjalną. Czy zatem wszystko to, co oceniamy obecnie jako kicz będzie również
w przyszłości nosić to miano? Przed udzieleniem autorytatywnej odpowiedzi na to pytanie po¬
wstrzymuje świadomość tego, że w żadnej epoce nie miała miejsca pozytywna ocena współczes¬
nej jej sztuki ludowej. Ale bywało także tak, iż: ... młode pokolenie oceniało jako kicz to, w czym
starsza generacja widziała kształt prawdziwy (Banach 1968, s.14).
Ogólna ocena kiczu jako zjawiska nie powinna ograniczać się wyłącznie do jego cech nega¬
tywnych. Należy rozpatrywać zarówno jego pozytywne, jak i negatywne funkcjonowanie w kon-
227
KRONIKA
kretnej strukturze kulturalnej i społecznej. Negatywna rola kiczu polega przede wszystkim na
przyzwyczajeniu do stereotypów, zabijaniu wrażliwości, świeżości odbioru, znieczulaniu na pod¬
niety intelektualne, hamowaniu rozwoju zainteresowań sztuką wielką.
Wśród jego cech dodatnich, których nie można przeceniać ponieważ nie równoważą oddzia¬
ływania cech ujemnych, ale dla jednostek, czy pewnych grup mogą być ważne, należy podkreślić
stabilizacyjne walory kiczu. Pospieszny, gorączkowy rytm naszego życia zakłóca równowagę
psychiczną człowieka, powodując masowe nerwice i inne schorzenia układu nerwowego. W świe¬
cie, gdzie wszystko ulega szybkim zmianom szczególnie ważne są rzeczy trwałe, niezmienne,
dobrze znane. Dla człowieka dorosłego symbolem stabilności może być stary szlagier, figurka,
obraz - konwencja, do której przywykł. Dodatnie wartości kiczu leżą tu nie w jego walorach
estetycznych, lecz w kontekście, który przywołuje. Gdyby potrzeby te mogły być zaspokajane
inaczej, pozytywna wartość kiczu, o której mówię zostałaby oczywiście zniwelowana.
Kicz może wynikać z konwencji artystycznych epoki, z typu wyobraźni, z autentycznych
potrzeb. Te elementy należy widzieć w innym planie, niż seryjną produkcję obrazów z jeleniem
lub figurek półrozebranych baletnic.
Trzeba także pamiętać o tym, że kicz nie istnieje wyłącznie w dziele, ale też w odbiorze.
W płaskim widzeniu tylko jednej warstwy utworu. Kicz bywa także w nas samych, często
wręcz odczuwamy jego potrzebę. Jest on np. sygnałem wywoławczym wzruszeń z dzieciństwa,
które każdy nosi w sercu, nie znając momentu, kiedy dadzą o sobie znać (por. Jackowski 1966,
s. 169-174; Broch 1998, s. 103).
LITERATURA
B a n a c h A. 1964, Hasior, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
- 1968, O kiczu, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
B e y l i n P. 1966, Struktura i funkcje społeczne kiczu, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s.141-149.
B r o c h H. 1998, Kilka uwag o kiczu i inne eseje, Czytelnik, Warszawa.
B u r s z t a W. J. 2005, Kultura gadżetu, [w:] Kicz. Między wstydem a zachwytem. Katalog wy
stawy, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, kwiecień-wrzesień 2005 r., s. 5-8.
B y s t r o ń J. S. 1926, Wstęp do ludoznawstwapolskiego, Warszawa.
D y s k u s j a , 1966, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s.150-180.
F i d e r k i e w i c z M . 2005, Kicz - między wstydem a zachwytem, [w:] Kicz. Między wstydem
a zachwytem. Katalog wystawy, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, kwie¬
cień-wrzesień 2005 r., s. 9-19.
G u s t a w i c z B. 1897, O góralach podbabiogórskich, Lud, t. 12, s. 12-13.
J a c k o w s k i A. 1966, Głos w dyskusji, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s.169-174.
K i e t l i c z - R a y s k i K. 1928, Sztuka góralska na Podhalu, Lublin.
K o w a l s k a A. 2005, Kiczu się nie wstydzimy, Gazeta Wyborcza, 2-3 kwietnia, s. 6 (Gazeta
Stołeczna).
K u n c z y ń s k a - I r a c k a A. 1966, Głos w dyskusji, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s. 175-176.
Ł a g o d a J. 2004, Ilustrowane szczęście - ilustrowany kicz, Przegląd Humanistyczny, nr 3,
s. 87-102.
M o l e s A. 1978, Kicz, czyli sztuka szczęścia. Studium z psychologii kiczu, PIW, Warszawa.
P i ą t k o w s k i K., 1996, Kicz ante portas - kicz na piedestał, [w:] Sztuka - nie sztuka?,
M . Fiderkiewicz (red.), Mysłowice, s. 34-42.
P i w o c k i K. 1966, Głos w dyskusji, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s. 178-180.
P o r ę b s k i M . 1966, Głos w dyskusji, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s.156-157.
R e i n f u s s R. 1962, Malarstwo ludowe, Wydawnictwo Literackie, Kraków.
- 1966, Głos w dyskusji, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s. 168-169.
S ł a w i ń s k i J. 1966, Głos w dyskusji, Polska Sztuka Ludowa, nr 3-4, s. 162-164.
Mirosława
Drozd-Piasecka
228
KRONIKA
„BRASŁAWSZCZYZNA - KRESY KRESÓW I I RZECZYPOSPOLITEJ"
M U Z E U M ETNOGRAFICZNE W GDAŃSKU OLIWIE: LISTOPAD 2004 - MARZEC 2005
M U Z E U M NIEPODLEGŁOŚCI W WARSZAWIE: KWIECIEŃ-CZERWIEC 2005
W przeddzień Święta Niepodłegłości, 10 listopada 2004 roku, Oddział Etnografii Muzeum
Narodowego w Gdańsku otworzył wystawę pt. „Brasławszczyzna - kresy Kresów I I Rzeczy¬
pospolitej". Wystawa stanowiła kontynuację prezentowanego od 1998 roku w Muzeum Etno¬
graficznym w Gdańsku Oliwie cyklu poświęconego dawnym Kresom Wschodnim. Jak dotąd eks¬
ponowane już były wystawy ukazujące Wilno, Lwów, Grodno i Wołkowysk, Polesie i Wołyń.
W 2002 roku pokazywana była Huculszczyzna jako południowo-wschodni kres Kresów I I Rzeczy¬
pospolitej. Ta wystawa ukazała północno-wschodni skrawek międzywojennej Polski, czyli
Brasławszczyznę. Nie była ona wprawdzie znana tak powszechnie, tak barwna i frapująca jak
Huculszczyzna, której odwiedzanie było bardzo modne, był to jednak także ciekawy turystycznie
teren, choć można powiedzieć: „piękny inaczej". Przed wojną nazywany był nawet „Finlandią
I I Rzeczypospolitej" z uwagi na jeziorny charakter tej ziemi. Kompleks jezior brasławskich sta¬
nowił największy obszar wodny w Polsce międzywojennej, gdyż w obrębie naszych granic nie
było wówczas Pojezierza Mazurskiego. Tę piękną, leżącą na styku trzech granic, ziemię zamiesz¬
kiwały różne nacje: Białorusini, Polacy. Litwini, Rosjanie, Tatarzy, Łotysze, Żydzi. Jak podają
statystyki, w okresie międzywojennym Polacy stanowili ponad 60% mieszkańców.
Wystawa powstała we współpracy ze Stowarzyszeniem Brasławian w Polsce oraz Muzeum
w Brasławiu (Białoruś). Głównym inicjatorem wystawy był Brasławianin mieszkający na Flory¬
dzie John Conrad (Jan Klenowicz). Wystawa pochodzi przede wszystkim ze zbiorów Brasławian
mieszkających w Polsce. Część eksponatów została wypożyczona z muzeów: Muzeum Naro¬
dowego w Krakowie, Muzeum Etnograficznego w Zielonej Górze, Muzeum Podlaskiego
w Białymstoku, Muzeum w Sulejówku oraz z Muzeum w Brasławiu (Białoruś). Na wystawie
znalazło się około 440 obiektów. Zgromadzone fotografie dokumenty, obrazy (głównie ze zbio¬
rów prywatnych) ukazywały położenie, krajobraz oraz życie mieszkańców Brasławszczyzny
w okresie międzywojennym. W klimat pokazywanych miejsc wprowadzały dwie aranżacje
wnętrz: wiejskiego, z charakterystycznym piecem białoruskim, i dworskiego. Zgromadzone na
wystawie publikacje, zarówno te z okresu międzywojennego, jak i ukazujące się współcześnie
w Polsce i na Białorusi, stanowią dowód, że ten zakątek Rzeczypospolitej posiada bogatą litera¬
turę, nie tylko wspomnieniową.
W zagadnienie położenia Brasławszczyzny wprowadzała mapa województwa wileńskiego
wydana nakładem drukarni i księgarni Józefa Zawadzkiego w 1928 roku w Wilnie, z wyraźnie
zaznaczonymi granicami powiatu brasławskiego. Szczegóły topograficzne ziemi brasławskiej
można było rozpoznać na prezentowanych na wystawie reprintach map wydawanych przez W I G
oraz sztabowej mapie niemieckiej z okresu I I wojny światowej. Niezwykle interesującym dla
brasławian był „Plan sentymentalny Brasławia", z wyraźnie zaznaczonymi domostwami i poda¬
niem ich przedwojennych właścicieli, narysowany na podstawie wspomnień ojca i innych
Brasławian przez Wrzesława Żurawskiego. W krajobraz Brasławszczyzny wprowadzało duże
fotograficzne powiększenie przedstawiające widok Brasławia z jeziora Nowiaty oraz plansze
z przedstawieniami widokówek z Brasławszczyzny. Widoki Brasławszczyzny można też było
obejrzeć na wystawie w malarskich przedstawieniach Piotra Siegijewicza , którego obrazy uło1
1
Piotr Siergijewicz artysta, malarz (1900-1984) urodzony w Stawrowie powiatu brasławskiego, zmarł w Wilnie. Uczył się pod kierunkiem Ferdynanda Ruszczyca i Benedykta Kubickiego na
Wydziale Sztuk Pięknych USB w Wilnie oraz pod kierunkiem Józefa Pankiewicza w Akademii
Sztuk Pięknych w Krakowie. Mieszkał i tworzył w Stawrowie i w Wilnie. Autor licznych portretów,
kompozycji, pejzaży, rysunków. Jego prace wystawiane były w Wilnie, Mińsku i w Warszawie
(w 1968 w Zachęcie). Pierwszą monograficzną wystawę tego artysty w Polsce oglądać można było
w 2003 roku w Białymstoku i w Gdańsku (na podstawie katalogu wystawy autorstwa Heleny
Głogowskiej oraz informacji od rodziny artysty).
KRONIKA
229
żone zostały w cykl zatytułowany „Cztery pory roku na Brasławszczyźnie". Pokazane na wysta¬
wie prace pochodziły ze zbiorów jego rodziny mieszkającej w Łodzi.
Kolejna cześć wystawy prezentowała życie mieszkańców Brasławszczyzny przedstawione
na tematycznych planszach. Można było na nich oglądać fotografie i dokumenty ukazujące życie
mieszkańcow Druji, ważniejsze wydarzenia odbywające się na Brasławszczyźnie, w tym także
pokazujące wizytę prezydenta I . Mościckiego, życie sportowe, rodzinne i towarzyskie uroczystości
mieszkańców Brasławszczyzny, dokumenty i fotografie przedstawiające pracę urzędników oraz
prezentujące działalność niezwykle zasłużonego dla Brasławszczyzny doktora Stanisława OstykNarbutta. Materiał planszowy poszerzony był o prezentowane w gablocie dokumenty, dowody
osobiste, legitymacje, listy, kwity, zaświadczenia, upoważnienia należące do mieszkańców
omawianego regionu. Cześć wystawy ukazywała zagadnienie szkolnictwa na Brasławszczyżnie.
Pokazano rozwój szkolnictwa, budowę nowych szkół, zaprezentowano Szkołę Rolniczą w Opsie,
materiały związane z dwoma istniejącymi na terenie Brasławszczyzny szkołami ponadpodstawowymi: gimnazjum Stefana Batorego, prowadzonego przez ojców marianów w Druji, oraz gim¬
nazjum brasławskiego. Ukazano życie szkolne, przejawy działań artystycznych w szkołach,
utrwalone na fotografiach wizerunki nauczycieli i uczniów różnych szkół powszechnych Brasławszczyzny. Nie zabrakło fotografii przedstawiającej akcję dożywiania dzieci szkolnych pod¬
czas klęski żywiołowej, która spotkała region brasławski w 1928 roku. Ukazano też znakomite
publikacje znanych nauczycieli brasławskich: historyka Ottona Hedemanna oraz tomiki wierszy
znanego polonisty z gimnazjum brasławskiego Józefa Bujnowskiego. Otton Hedemann, widząc
wielkie luki w historiografii powiatu, sam zajął się opracowywaniem prac historycznych poświę¬
conych regionowi opierając się na źródłach archiwalnych i bibliotecznych. Wydał w krótkim
czasie publikacje: Historia powiatu brasławskiego, Druja i Dzisna - miasta magdenburskie, Dawne
puszcze i wody, stanowiące istotny i nieprzemijający wkład w dzieje powiatu. Przedwojenne wy¬
dania tych prac, pozyskane od prywatnych osób, znalazły się na wystawie. Obok nich obejrzeć
też można było interesujące przewodniki po regionie wydawane w okresie międzywojennym,
w tym też przewodnik kajakarski Adama Wisłockiego Przez jeziora
Brasławszczyzny.
Regionem w okresie międzywojennym zajęli się także etnografowie. Rezultaty ich badań
zostały zaakcentowane na wystawie. Po raz pierwszy ukazano archiwalne zdjęcia rybaków
z Przebrodzia, zachowane w Archiwum Muzeum Etnograficznego w Toruniu, wykonane podczas
badań, które prowadziła Maria Znamierowska-Prufferowa w 1933 r. Zaprezentowane zostały też
informacje dotyczące urodzonego w Ciecierkach na Brasławszczyźnie etnografa i działacza biało¬
ruskiego Mariana Pieciukiewicza i jego badań poświęconych staroobrzędowcom z tego obszaru.
W klimat życia ludności wiejskiej obszaru Brasławszczyzny wprowadzała zaaranżowana izba
wiejska z charakterystycznym piecem białoruskim zajmującym około połowy izby. Ten ogromny
piec służył nie tylko do gotowania, pieczenia chleba, ale także do spania. Był centrum życia, przy
którym gromadziła się liczna zazwyczaj rodzina, domowe zwierzęta, zimą także ptactwo. Łóżko,
stół, ława, szafa, obrazy święte, naczynia, tkaniny, ubrania wypełniały aranżację izby. Stanowiła
ona ważny akcent wystawy, przywołując zwiedzającym wystawę Brasławianom wspomnienie
domu rodzinnego, a osobom nie znającym tej ziemi rysując obraz życia wsi brasławskiej.
W innym miejscu zaaranżowano kącik dworski wypełniający część wystawy poświęconej
zagadnieniu majątków i dworów Brasławszczyzny. Wizerunki dworskiej i pałacowej architek¬
tury Brasławszczyzny oglądać można było nie tylko na nielicznych zachowanych fotografiach,
2
2
Marian Pieciukiewicz (1904-1983) - etnograf, działacz białoruski W 1938 roku uzyskał tytuł
magistra filozofii w zakresie etnologii i etnografii na USB w Wilnie, przedstawiając pracę dyplomową
Cechy prymitywne w kulturze materialnej staroobrzędowców w powiecie brasławskim. Po zwolnieniu
z zsyłki, na którą skazany został przez władze radzieckie za „nacjonalizm białoruski", przyjechał
do Polski i podjął pracę bibliotekarza w Muzeum Miejskim a potem w Etnograficznym w Toruniu.
Jego materiały dotyczące Brasławszczyzny znajdują się w archiwum tego muzeum (na podstawie
informacji uzyskanych od pracowników Muzeum Etnograficznego w Toruniu oraz: H . Muzalewska,
Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, t. 1, Kraków 2002).
230
KRONIKA
planach sytuacyjnych, ale także na rysunkach Napoleona Ordy, który podczas swojej podróży
w 1876 roku wykonał akwarelę z widokiem Druji, pałacu Platerów w Belmontach, wizerunki
Krasławy, a także szkic panoramy Brasławia. Dobrze zaprezentowany został na wystawie pałac
Platerów w Opsie (od 1922 stanowiący siedzibę Szkoły Rolniczej Samorządu Brasławskiego)
dzięki fotografiom Witolda Węgrowskiego, nauczyciela matematyki w szkole opeskiej. Pokaza¬
no także dwór i młyny Millewiczów z Zaracza. Dotarcie autorki wystawy do spadkobierców
słynnego rodu Łopacińskich - Krzysztofa i Anny z Annodworu sprawiło, iż na wystawie zna¬
lazło się szereg cennych pamiątek tej rodziny. Można było oglądać oryginalny, pisany na perga¬
minie, patent szlachectwa nadany Ignacemu Łopacińskiemu w 1826 roku, plany Annodworu
i Tadulina, albumy, wywód szlachectwa z 1834 roku z herbem Łopacińskich, fotografie, jak rów¬
nież oryginalną, haftowaną na muślinie wyprawkę, w której chrzczeni byli wszyscy Łopacińscy,
poczynając od połowy X I X wieku. Autentyczny zegar Łopacińskich z Annodworu otwierał aran¬
żację dworską, w której znalazła się sekretera, stół z krzesłami, stojący na stoliku samowar. Na
ścianach umieszczone zostały portrety Fortunata oraz Jerzego Samsona Podbereskich - przedsta¬
wicieli innego, zasłużonego w dziejach Brasławszczyzny rodu.
Jednym z ważniejszych obiektów na wystawie było wykonane w brązie popiersie mar¬
szałka Józefa Piłsudskiego, dłuta Alfonsa Karnego. Pomnik z tym popiersiem stał w Brasławiu od
1936 roku na terenie kolonii urzędniczej. Stanowił on dar Centralnego Instytutu Wychowania
Fizycznego w Warszawie i samego autora, często odwiedzającego jeziora brasławskie. Pomnik
zaginął wraz z wkroczeniem bolszewików do Brasławia. W 2002 roku został odnaleziony i dzięki
staraniom Jana Klenowicza znalazł swoje stałe miejsce w Muzeum w Sulejówku, skąd wypoży¬
czony został na wystawę. Wyeksponowany przed dużym powiększeniem fotografii kolonii urzęd¬
niczej po raz pierwszy po tak długim czasie zaistniał we wspólnym z Brasławiem kontekście.
Wystawę kończył mały aneks współczesny. Pokazaliśmy w nim fotografie Brasławia i okolic,
wykonane przez Katarzynę Kulikowską podczas naszego muzealnego wyjazdu penetracyjnego
w lipcu 2004 roku. Przedstawiliśmy także wydawane po wojnie polskie (przeważnie wspomnienio¬
we) wydawnictwa opisujące Brasławszczyznę oraz współczesne publikacje białoruskie wydawane
głównie przez pracownika Muzeum w Brasławiu, wielkiego miłośnika tej ziemi - Konstantego
Szydłowskiego. Zaznaczyć tu należy, iż małe muzeum w Brasławiu prowadzi wielką działalność
(konferencje, jarmarki, festyny, publikacje, ożywianie twórczości ludowej) popularyzującą
Brasławszczyznę, jednocześnie rzetelnie rejestrując historię tej ziemi. Ogromnie cieszy fakt, że na
otwarcie wystawy do Gdańska przybyć mogło sześciu pracowników Muzeum Brasławskiego wraz
z dyrektor Haliną Padalian, co sprzyja zacieśnianiu więzi między naszymi muzeami, wspólnej
pracy nad historią tego terenu i wymianie doświadczeń. Otwarcie wystawy stanowiło zarazem swo¬
isty światowy zjazd Brasławian, na który przybyli nie tylko goście z Brasławia, ale także z USA
i Anglii oraz różnych miast Polski. Ogółem w otwarciu wzięło udział około 200 osób. Wystawa
niezwykle zintegrowała środowisko trójmiejskich Brasławian, którzy zawiązali Koło Brasławian.
Podczas trwania wystawy mieli oni możliwość trzykrotnego spotkania: 11 listopada 2004, w związ¬
ku z prelekcją Konstantego Szydłowskiego na temat współczesności Brasławszczyzny, 10 stycznia
2005 roku podczas prelekcji Wandy Bauline z Łotwy, przedstawiającej krajobraz kulturowy Łatgalii, oraz 14 marca - na spotkaniu wielkanocnym, stanowiącym zarazem pożegnanie z wystawą.
Wystawa brasławska w Gdańsku zakończona została 26 marca. Druga edycja wystawy otwarta
została 6 kwietnia 2005 roku w Muzeum Niepodległości w Warszawie, w nieco zmienionej szacie.
Rozszerzony został materiał poświęcony dworom, który dostarczyli warszawscy Brasławianie.
Dołożony został także nadesłany z Muzeum w Brasławiu materiał fotograficzny poświęcony
wieloetniczności tego regionu. Zaprezentowana została też namalowana na podstawie wspomnień
i fotografii przez Wrzesława Żurawskiego panorama międzywojennego Brasławia od strony
jeziora Drywiaty. Wycofany został natomiast aneks poświęcony współczesnym publikacjom na
temat Brasławszczyzny. Wystawa w Warszawie trwała do końca czerwca.
Wystawa przygotowana przez Muzeum Narodowe w Gdańsku, Oddział Etnografii, otrzymała
I I I nagrodę przyznaną przez Ministerstwo Kultury w X X V edycji Konkursu na Wydarzenie Mu¬
zealne. Na konkurs wpłynęły 243 zgłoszenia w 10 kategoriach
231
KRONIKA
Wystawie towarzyszył bogaty treściowo informator podzielony na dwie części. Pierwsza
- historyczna (autorstwa Grzegorza Niewiadomego i Wiktorii Blacharskiej) zawierała opis historii
i kultury Brasławszczyzny od pierwszych wzmianek o tej ziemi do wybuchu I I wojny świato¬
wej. Druga, wspomnieniowa (autorstwa Jana Klenowicza, Jerzego Żurawskiego, Wity Rożek,
Michała Milinkiewicza, Janiny Gellert) zawierała teksty na temat Brasławia, pomnika Marszałka
J. Piłsudskiego, miasta Druji, szkolnictwa i tekst dotyczący doktora S. Narbutta. W aneksie za¬
mieszczony został wykaz majątków Brasławszczyzny. Informator zawierał również wiele zdjęć
Brasławszczyzny z okresu międzywojennego, kopie prac Napoleona Ordy i Piotra Siergijewicza.
Mam nadzieję, iż stanowić on będzie skromny wkład w poznawanie dziejów tego nieznanego,
przygranicznego zakątka I I Rzeczypospolitej (bardzo często mylonego z leżącą obecnie na Ukrai¬
nie Bracławszczyzną) - zakątka, po którym stąpały całe pokolenia także moich przodków.
Wiktoria Blacharska
(autorka wystawy)
D N I KULTURY TYBETAŃSKIEJ „TYBET W POZNANIU"
Poznań jest pierwszym miastem w Polsce, gdzie od 2001 roku regularnie w okresie wiosen¬
nym organizowane są kilkudniowe spotkania z kulturą tybetańską. W latach wcześniejszych miały
miejsce okazjonalne wystawy, prelekcje, pokazy slajdów, jednakże przedsięwzięcie, zainicjowane
w 2001 roku przez etnologów i ówczesnych studentów z Instytutu Etnologii i Antropologii Kul¬
turowej U A M , z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk Oddział w Poznaniu
oraz z Muzeum Etnograficznego Oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu, rozpoczęło cykl
corocznych wykładów, wystaw, paneli, spotkań kulturalnych, przeglądów filmów i różnego ro¬
dzaju inicjatyw kulturalno-społecznych.
Od 18 lutego do 11 marca 2001 miały miejsce w Muzeum Etnograficznym cztery wykłady na
wybrane zagadnienia z kultury i historii Tybetu, prowadzone przez członków wyprawy etnologicznej „Kailas'98" : „Tybetańczycy na uchodźstwie" (mgr Agnieszka Oleśkowicz-Popiel),
„Kultura tybetańska a ekspansja turystyki Zachodu" (Dariusz Sowul), „Kailas - góra bogów
i pielgrzymów" (mgr Anna Urbańska), oraz przez dr. Piotra Klafkowskiego z I E i A K U A M : „Pow¬
stanie narodowe 1959 na tle historii Tybetu". Wykładom towarzyszyła wystawa zdjęć „Szlakiem
tybetańskich pielgrzymów", autorstwa członków grupy „Kailas'98", połączona z prezentacją
filmu dokumentalnego „Podróż na Wschód", Waldemara Czechowskiego, o pielgrzymce hima¬
lajskiej, a także ekspozycja przedmiotów kultury materialnej Tybetu z prywatnych zbiorów grupy
„Kailas '98" i ze zbiorów Muzeum Etnograficznego oraz prezentacja dokumentów i książek doty¬
czących historii niepodległości Tybetu, przygotowana przez dr. Klafkowskiego. Kustoszem wysta¬
wy była mgr Justyna Kowalińska z Działu Kultur Pozaeuropejskich Muzeum Etnograficznego.
1
Ta inicjatywa autorstwa poznańskich etnologów cieszyła się ogromnym zainteresowaniem
i dużą frekwencją. W związku z tym postanowiono rok później przygotować spotkania kulturalne
dotyczące Tybetu o podobnym charakterze.
1
Wyprawa etnologiczna "Kailas'98" została przygotowana i przeprowadzona od lipca 1998 do
lutego 1999 przez mgr Annę Urbańską z I A E PAN w Poznaniu. Wzięło w niej udział pięciu ówczes¬
nych studentów etnologii IEiAK U A M . Przeprowadzono etnologiczne badania terenowe w Tybecie
oraz w obozach uchodźców tybetańskich w Nepalu i indyjskich Himalajach na następujące tematy:
1) Tradycja i kult góry Kailas i Jeziora Manasarowar wśród Tybetańczyków; 2) Współczesna kulturowo-społeczna sytuacja Regionu Kailas-Manasarowar; 3) Tradycyjne szlaki pielgrzymie w Tybe¬
cie; 4) Ikonografia świątyń tybetańskich w Tybecie i Himalajach; 5) Sikkimski Nowy Rok i taniec
czam; 6) Funkcjonowanie i organizacja obozów uchodźstwa tybetańskiego w Himalajach; 7) Młode
pokolenie Tybetańczyków na uchodźstwie; 8) Postrzeganie turysty wśród mieszkańców Himalajów
i Tybetu: wzajemne relacje i zachowania.
232
KRONIKA
W listopadzie 2001 roku okazało się, że na wiosnę 2002 roku kilka instytucji poznańskich
planuje różnego rodzaju spotkania i prelekcje tybetańskie. Należały do nich Teatr Ósmego
Dnia, polski Związek „Garuda" oraz etnolodzy z IEiAK, IAE PAN i Muzeum Etnograficznego.
Przedstawiciele tych instytucji spotkali się, aby ustalić wspólne działania. W ten sposób narodził
się pomysł dni kultury tybetańskiej pod nazwą „Tybet w Poznaniu".
Od 4 do 13 kwietnia 2002 miały miejsce pierwsze dni kulturalne „Tybet w Poznaniu".
W pierwszy dzień, w Klubie Fotograficznym „Ciemnia", Anna Urbańska zaprezentowała slajdy
z cyklu „Portret tybetański z tłem". 6 kwietnia w Muzeum Etnograficznym nastąpiło oficjalne
otwarcie tybetańskich dni kulturalnych. Przygotowano tam wystawę reprodukcji obrazów Mikołaja
Rericha pod tytułem „Pokój poprzez kulturę", z kolekcji Małgorzaty i Piotra Klafkowskich.
Rozpoczęły się również prelekcje naukowe i popularno-naukowe, które trwały do 13 kwiet¬
nia i odbywały się w Muzeum Etnograficznym oraz Teatrze Ósmego Dnia. Wykłady w Muzeum
wygłosili w kolejności: dr Piotr Klafkowski - „Prawa Tybetu do niepodległości", mgr Małgorzata
Gdok-Klafkowska z Instytutu Historii U A M - „Mikołaj Rerich i jego droga do Tybetu", mgr Anna
Urbańska - „Współczesne chińska i tybetańska tożsamości narodowe", dr Jacek Sieradzan z War¬
szawy - „Tak zwani szaleni tybetańscy mężowie tantryczni", Edyta Nowacka ze Związku Khordong (buddyjska szkoła ningmapa) - „Ningmapa jako stara szkoła tybetańskiego buddyzmu".
Następnie Tadeusz Uchto, z sanghi karma kagyu lamy Ole Nydhala, prezentował pogląd głoszą¬
cy, że buddyzm nie jest religią, lecz jedynie systemem filozoficznym i etycznym. Mgr Rafał
Becker z Instytutu Filozofii U A M przedstawił referat „Miejsce kobiet w historii Tybetu", Cezary
Woźniak - „Filozofia dzogczen", a w Teatrze Ósmego Dnia mgr Anna Urbańska - „Organizacja
i funkcjonowanie obozów uchodźstwa tybetańskiego w Himalajach", mgr Agnieszka Oleśkowicz-Popiel - „Młodzi Tybetańczycy na uchodźstwie", dr Piotr Klafkowski mówił o historii Tybetu
(referat zakończył się dyskusją z udziałem Yeshi Sangpo, Tybetańczyka studiującego w Polsce).
W ostatni dzień „Tybetu w Poznaniu" mgr Piotr Wasyl z Warszawy przedstawił w Muzeum Etno¬
graficznym historię tybetańskiej tradycji jundrung-bon.
Od 8 do 10 kwietnia w Centrum Kultury „Zamek" i w Klubie „Kisielice" odbywał się prze
gląd filmów dokumentalnych i fabularnych o Tybecie, w czasie którego wyświetlono 8 filmów.
Ponadto 8 kwietnia odbyły się dwa koncerty charytatywne na rzecz dzieci mieszkających w obo¬
zie uchodźstwa tybetańskiego w Dolanji w Indiach: w „Zamku" - pod nazwą „Dzieci dla dzieci",
wystąpiła Szkoła Baletu i Tańca „Fouette" z Poznania; w kinie „Malta" koncertowali muzycy:
Tymon Tymański, „Marsija", „L.E.M.".
Gościem honorowym pierwszych dni kultury tybetańskiej był Nyima Dakpa Rinpoche, nau¬
czyciel buddyzmu tybetańskiego szkoły bonpo, autor licznych książek i prac filozoficznych, dy¬
rektor sierocińca tybetańskiego w Dolanji w Indiach - Bon Children's Home, który przybył
do Polski na zaproszenie związku buddyjskiego Garuda. W Państwowej Szkole Podstawowej
„Łejery", spotkał się z uczniami i rozmawiał z nimi o szkole i życiu małych Tybetańczyków.
Dzieci przygotowały przedstawienie dla gościa. Spotkaniu towarzyszyła wystaw zdjęć tybetań¬
skich autorstwa Alony Susłowej i Agnieszki Oleśkowicz-Popiel. Nauczyciele zaprezentowali
ścieżkę edukacyjną „Tybet". Także w Podstawowej Szkole Anglojęzycznej „Poznań British
School" nauczyciele przygotowali dzień tybetański z pokazem slajdów, prezentacją muzyki, pre¬
lekcjami oraz nauką malowania mandali i znaków tybetańskich.
11 kwietnia w poznańskim oddziale Polskiej Akademii Nauk w Pałacu Działyńskich Nyima
Dakpa Rinpoche przedstawił wykład otwarty „Historia term - spisanych i ukrytych świętych
nauk w tradycji jundrung-bon". Następnego dnia udzielił nauk dla osób zaawansowanych w prak¬
tyce medytacyjnej z zakresu pogłębionych ćwiczeń oddechowych i oczyszczających, wypra¬
cowanych w kulturze tybetańskiej. Wieczorem natomiast, w Teatrze Ósmego Dnia, opowiadał
o małych Tybetańczykach na uchodźstwie. Prelekcję wzbogaciła wystawa fotograficzna pod
tytułem „Budda patrzy na uchodźców", autorstwa Natalii Bloch i Macieja Wojtkowiaka, a także
prezentacja filmu dokumentalnego i wspomniane wcześniej wykłady poznańskich etnologów.
Spotkania w Teatrze Ósmego Dnia odbywały się w ramach cyklu prowadzonego od kilku lat
przez Teatr pod nazwą „Historia Pod Prąd". Także w radio i telewizji organizatorzy „Tybetu
w Poznaniu" udzielili wywiadów na temat różnych aspektów kultury tybetańskiej.
233
KRONIKA
Dni kulturalne, dotyczące mało jak dotąd znanej w Polsce kultury azjatyckiej, przeprowa¬
dzone na tak szeroką skalę, przygotowane przez pracowników kilku instytucji naukowych i kulturalnych , sprawiły, że zarówno media, prasa, jak i sami mieszkańcy Poznania licznie i czynnie
brali udział we wszystkich przedsięwzięciach. Muzeum Etnograficzne, jak stwierdzili pracow¬
nicy, od dawna nie zanotowało tak ogromnej frekwencji. W kolejnym roku, 2003, na „Tybet
w Poznaniu" przyjechali m.in. zainteresowani słuchacze nie tylko z różnych miast polskich, ale
również z Niemiec i Czech.
Drugie dni kultury tybetańskiej odbyły się w dniach 11-20 marca 2003. Uroczyste otwarcie
miało miejsce w Sali Wielkiej Centrum Kultury „Zamek". Odbyła się wówczas promocja książki
Leczenie formą, energią i światłem (REBIS 2003) znanego już w Polsce ze swych publikacji tybe¬
tańskiego nauczyciela Tenzina Wangyala Rinpoche. Organizatorzy przygotowali w Muzeum Etnogra¬
ficznym wystawę fotografii tybetańskiej Anny Urbańskiej, Natalii Bloch i Macieja Wojtkowiaka,
w Centrum Kultury „Zamek" ekspozycję tkanek tybetańskich (świętych obrazów malowanych na
materiale), wystawę kaligrafii autorstwa Tenzina Wangyala Rinpoche i zdjęć Adama Sanockiego
z Tybetu oraz przegląd filmów dokumentalnych i fabularnych. Pokazano widzom 8 filmów fabular¬
nych i 14 dokumentalnych. Ponadto organizatorzy przygotowali cykl wykładów i prelekcji wygło¬
szonych przez zaproszonych gości. Koordynatorem działań była mgr Olga Budasz z IEiAK U A M .
12 marca, w Collegium Historicum Uniwersytetu Adama Mickiewicza, dr Alexander Berzin
z Berlina, który przyjechał do Poznania na zaproszenie Instytutu Etnologii i Antropologii Kultu¬
rowej U A M , wygłosił dla studentów i zainteresowanych odczyt o buddyzmie tybetańskim. Na¬
stępnego dnia w Muzeum Etnograficznym odbyły się trzy prelekcje: dr. hab. Jaromira Jeszke
z Instytutu Pedagogiczno-Artystycznego U A M w Kaliszu - „Koncepcja choroby w kulturze ty¬
betańskiej", mgr Agnieszki Oleśkowicz-Popiel z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej
U A M w Poznaniu - „Tybetańczycy - życie na uchodźstwie" oraz mgr Adama Kozieła z Helsińskiej
Fundacji Praw Człowieka w Warszawie - „Prawa człowieka w Tybecie". 14 marca, w oddziale
PAN w Pałacu Działyńskich, dr James Low z Londynu, zaproszony przez związek buddyjski
Khordong, miał wykład pod tytułem „Uniwersalne wartości filozofii i praktyki buddyjskiej
w tradycji dzogczen". Przez dwa kolejne dni w sali konferencyjnej hotelu „Olimp" dr Low wpro¬
wadzał zainteresowanych w arkana medytacji i nauk dzogczen. 16 marca w Muzeum Etnograficz¬
nym miały miejsce dwie kolejne prelekcje: dr. Piotra Klafkowskiego z Instytutu Socjologii Uniwer¬
sytetu Szczecińskiego - „Nie tylko dalaj-lamowie - ewolucja form sprawowania władzy w Tybecie
od pradziejów do roku 2003" i mgr Małgorzaty Gdok-Klafkowskiej z Instytutu Socjologii Uniwer¬
sytetu Szczecińskiego - „Mikołaj Rerich i Pax Cultura jako forma współistnienia i przetrwania
różnych kultur". 18 i 20 marca w Pałacu Działyńskich, a 19 marca w Collegium Historicum U A M ,
prof. John Reynolds z Dorthmundu, zaproszony przez związek buddyjski Garuda, wygłosił trzy
wykłady o tzw. dziewięciu ścieżkach i filozofii dzogczen w tybetańskiej tradycji bon.
2
3
Podobnie jak rok wcześniej, dni kultury tybetańskiej cieszyły się ogromnym zainteresowa¬
niem. Pomysł organizacji takich dni podjęli studenci z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie
i działacze Domu Kultury w Natolinie w Warszawie, którzy - korzystając z pomocy poznańskich
organizatorów - na przełomie 2003 i 2004 roku przygotowali podobne dni w swoich miastach.
Trzeci „Tybet w Poznaniu" odbył się w dniach 20-30 maja 2004. Organizatorzy - już tradycyj¬
nie - przygotowali przegląd filmów dokumentalnych i fabularnych dotyczących Tybetu i kultury
4
2
W 2002 roku organizatorami byli przedstawiciele Instytutu Archeologii i Etnologii PAN Od¬
działu w Poznaniu, Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej U A M , Muzeum Etnograficznego,
Teatru Ósmego Dnia, Centrum Kulturalnego „Zamek", Kina „Malta", Związku „Garuda", Klubu
„Kisielice," Szkoły Podstawowej „Łejery", Szkoły Podstawowej „British School of Poznań".
IEiAK U A M , Muzeum Etnograficzne, Centrum Kultury „Zamek" i Związek „Garuda".
W 2004 roku organizatorami byli przedstawiciele Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturo¬
wej U A M , Instytutu Archeologii i Etnologii PAN Oddział w Poznaniu, Muzeum Etnograficznego
(oddział MNP), Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu (przy współ
pracy Amnesty International, ELSA i Stowarzyszenia „Jeden Świat"), Centrum Kultury „Zamek",
Związku „Garuda".
3
4
234
KRONIKA
buddyjskiej, wystawy zdjęć i cykl wykładów. Nowością były ponadto dwa panele dyskusyjne
i Pierwsza Poznańska Konferencja Tybetologiczna. Koordynatorem działań była mgr Olga Budasz
z IEiAK U A M .
20 maja, w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, odbyła się Pierwsza
Poznańska Konferencja Tybetologiczna „Tybet znany i nieznany". Wystąpienia prelegentów
zostały podzielone na dwa bloki tematyczne: polityczno-historyczny i etnologiczno-kulturowy.
Konferencję prowadził dr hab. Sebastian Wojciechowski z WSNHiD. W pierwszym bloku udział
wzięli: prof. dr hab. Andrzej Furier z Instytut Historii Uniwersytetu Szczecińskiego - „Chiny
- państwo wielu narodów i wielu kultur", dr Wojciech Stankiewicz z Katedry Prawa Międzyna¬
rodowego Publicznego Uniwersytetu Gdańskiego - „Chiński mur wokół Tybetu - aspiracje nie¬
podległościowe", mgr Natalia Bloch - „Opozycja tybetańska na uchodźstwie", Piotr Cykowski
z Amnesty International ds. Chin i Tybetu w Warszawie - „Prawa człowieka w Tybecie" oraz mgr
Izabela Idzik ze Stowarzyszenia „Jeden Świat" w Poznaniu - „Program edukacyjny Różni
- Równi". W drugim bloku tematycznym wystąpili: dr Anna Urbańska z Instytutu Archeologii
i Etnologii PAN Oddział w Poznaniu - „Tradycja sakralizacji przestrzeni i pielgrzymowania do
świętych gór w Tybecie", dr Natalia Maksymowicz-Maciata - „Tybetański Nowy Rok w tradycji
bon" (prezentacja multimedialna), dr Maciej Gaca z Katedry Orientalistyki U A M - „Tybetańczycy
a kultury ludów Yunnanu" oraz mgr Rafał Beszterda z IAE PAN Oddział w Poznaniu - „Biblia
tybetańska". Konferencja zakończyła się otwarciem wystawy fotografii Natalii Bloch i Macieja
Wojtkowiaka pod tytułem „Dharamsala-tybetańska stolica Indii" oraz tybetańskim poczęstunkiem
(słona herbata na maśle i mleku z pierożkami momo). Przewidziana jest publikacja pokonferencyjna.
21 maja, w poznańskim oddziale PAN w Pałacu Działyńskich miał miejsce panel o miłosierdziu
i współczuciu w kulturach tybetańskiej i katolickiej, z udziałem księdza prof. dr. hab. Tomasza
Węcławskiego (Wydział Teologiczny U A M ) , księdza prof. dr. hab. Romualda Niparko (Wydział
Teologiczny U A M ) i Nyimy Dakpy Rinpocze - nauczyciela tybetańskiego ze szkoły bonpo,
dyrektora Bon Children's Home w Indiach. Panel zorganizowała i prowadziła dr Anna Urbańska.
To niecodzienne spotkanie cieszyło się ogromną frekwencją i zainteresowaniem. W przyszłości
przewiduje się opublikowanie tej ciekawej dyskusji.
W tym samym dniu i następnym, także w Pałacu Działyńskich, Nyima Dakpa Rinpoche, który
przybył do Polski na zaproszenie Związku „Garuda", wygłosił trzy wykłady na temat dzogczen
w tybetańskiej tradycji bon. Wieczorem w Centrum Kultury „Zamek" odbyło się uroczyste otwar¬
cie dni kultury tybetańskiej, w czasie którego zaprezentowano wystawę fotograficzną „Losar
w tradycji bon - obchody Nowego Roku 2004 w klasztorze Menri", autorstwa Natalii Maksymowicz-Maciatej i Marii Kulik oraz pokazano zgromadzonym film dokumentalny o sierocińcach
w Dolanji, „Dziecięca wioska w Himalajach", który został poprzedzony słowem wstępnym
dyrektora jednego z tych sierocińców - Nyimy Dakpy Rinpoche. Zdjęcia do filmu nakręcił
Klaudiusz Warszewski z TVP w Warszawie, autorkami koncepcji i realizatorkami wywiadów
wykorzystanych w filmie były mgr Olga Budasz (IEiAK U A M ) i dr Anna Urbańska (IAE
PAN Poznań), a wyprodukowany został przez dr Przemysława Hincę, Olgę Stobiecką i Dorotę
Fidziukiewicz w Laboratorium Antropologii Wizualnej I E i A K U A M .
Od 23 do 29 maja trwał przegląd filmów o Tybecie w CK „Zamek". Wyświetlono 17 filmów
dokumentalnych i 4 fabularne. Wyborem i przygotowaniem filmów do przeglądu zajął się, po¬
dobnie jak w latach poprzednich, dr Przemysław Hinca z I E i A K U A M .
24 maja, w Pałacu Działyńskich, prof. John Reynolds z Dorthmundu (zaproszony przez Zwią¬
zek Garuda) przedstawił wykład pod tytułem „Tantra i praktyki szamańskie w tradycji bon".
27 maja, także w Pałacu Działyńskich, Patrul Rinpoche - nauczyciel tybetański ze szkoły nyingmapa, zaproszony do Polski przez związki buddyjskie Samten Deden Ling i Khordong, wygłosił
odczyt „W jaki sposób umysł - bodki pomaga czującym istotom".
Jak co roku, także w Muzeum Etnograficznym miały miejsce liczne spotkania w ramach
„Tybetu w Poznaniu". 23 maja do południa mgr Adam Sanocki z Warszawy poprowadził niezwykle
interesujący panel dyskusyjny „Tybet w polskiej polityce", na temat współczesnego stanowiska
rządu polskiego, polityków i działaczy wobec problemu Tybetu, z udziałem dr. Jarosława Kotasa
235
KRONIKA
z Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, mgr Michała Missali z Warszawy, prawnika
i redaktora naczelnego „Pulsu Świata" oraz mgr Piotra Dynowskiego z Polskiego Stowarzyszenia
Przyjaciół Tybetu z Warszawy. Po południu mgr Rafał Becker z Poznania przedstawił odczyt
pt. „Patrul Rinpocze jako reprezentant niezwykłych linii dzogczen: khandro, longczen ningthig".
28 maja dr Agata Bareja-Starzyńska, z Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego,
wygłosiła wykład „Stosunki chińsko-tybetańskie w kontekście historycznym". Kolejnego dnia
mgr Natalia Bloch, dr Natalia Maksymowicz-Maciata i dr Anna Urbańska zaprezentowały wy¬
kłady multimedialne pt. „Klasztor Menri i tybetańska osada w Dolanji: serce bon na uchodź
stwie". W ostatni dzień dni kultury tybetańskiej odbyły się trzy prelekcje: dr. Jarosława Kotasa
- „Tybetański jogin Milarepa", dr. Piotra Klafkowskiego - „Prawda i legenda o V I Dalaj Lamie"
oraz mgr Małgorzaty Gdok-Klafkowskiej - „Kilka słów o Helenie Roerich".
Na podstawie projektu dr Anny Urbańskiej, mgr Justyna Kowalińska, kustosz Działu Kultur
Pozaeuropejskich Muzeum Etnograficznego, przygotowała wystawę prac plastycznych wykona
nych przez dzieci i młodzież tybetańską w wieku 4-18 z obozu uchodźstwa tybetańskiego
w Dolanji oraz dzieci w wieku 5-12 ze szkół i ośrodków kulturalno-wychowawczych w Poznaniu:
ze Szkoły Podstawowej „Łejery", z Podstawowej Szkoły Anglojęzycznej „Poznań British School",
z Młodzieżowego Domu Kultury nr 3, Domu Kultury „Bajka", Domu Kultury „Dąbrówka"
i z Państwowego Pogotowia Opiekuńczego. W ww. placówkach nauczyciele i wychowawcy
w ciągu roku szkolnego przeprowadzili prelekcje, pogadanki i lekcje multimedialne na temat
Tybetu, kultury tego kraju, jego mieszkańców i warunków życia. Następnie uczniowie namalo¬
wali lub narysowali prace na temat „Jak żyją dzieci w Tybecie". Około 50 z prawie 100 najcie¬
kawszych prac wystawiono w Muzeum. W lutym i marcu dzieci w Dolanji, pod kierunkiem
dr Urbańskiej, wzięły udział w konkursie plastycznym „moja ojczyzna Tybet". Młodzi Tybetańczycy, z których wszyscy urodzili się już na uchodźstwie w Indiach i Nepalu i nigdy nie widzieli
kraju swojego pochodzenia, starali się przelać na papier swoje wyobrażenie o życiu w Tybecie.
Powstało ponad sto prac, spośród których pokazano około 60. Grupa Polaków, przebywająca
w tym czasie w indyjskiej wiosce na obchodach tybetańskiego Nowego Roku, pomogła w reali¬
zacji projektu finansując zakup przyborów plastycznych i nagród. Wraz z rysunkami zaprezento¬
wano na wystawie zdjęcia dzieci i młodzieży z sierocińców w Dolanji, autorstwa Natalii Bloch,
Natalii Maksymowicz-Maciatej, Olgi Budasz i Anny Urbańskiej.
Projekt ten, poza znaczącymi wartościami wychowawczo-edukacyjnymi, przynosi także wiele
danych do badań etnologicznych nad wyobrażeniami odmiennych kultur wśród młodego pokolenia
poznaniaków i ojczyzny wyobrażonej Tybetańczyków wychowanych na uchodźstwie.
Trzecie dni kulturalne „Tybet w Poznaniu" zakończyły się Ceremonią Pokoju na Cytadeli
przy Dzwonie Pokoju, zorganizowaną przez poznańskie związki buddyjskie.
Uczestniczyło w niej - tak jak we wszystkie dni - wielu poznaniaków i gości spoza miasta.
Ten coroczny festiwal kulturalno-naukowo-społeczny wpisał się już w tradycję Poznania i jest
kontynuowany. 19 maja 2005 r. odbyła się I I Poznańska Konferencja Tybetologiczna pt. „Azja
a globalizacja: społeczeństwo - kultura - idea", zorganizowana przez Wyższą Szkołę Nauk Huma¬
nistycznych i Dziennikarstwa oraz Instytut Archeologii i Etnologii PAN. Wzięli w niej udział pra¬
cownicy polskich placówek naukowych. Referaty podzielone zostały na trzy bloki tematyczne:
historyczno-filozoficzny, kulturowo-etnologiczny i ekonomiczno-polityczny. Materiały z I i I I Kon¬
ferencji zostaną wydane przez WSNHiD w bieżącym roku. Najbardziej interesujące referaty
z I Konferencji zostały wydane w wersji angielskojęzycznej w czasopiśmie „Ethnologia Polona"
(vol. 25:2004); wybrane referaty z I I Konferencji zostaną wydane w kolejnym numerze tego pisma.
Ponadto, w maju 2005 r., na zaproszenie Związku „Garuda", gościł w Poznaniu, jak co roku,
Nima Dakpa Rinpocze. Wygłosił on wykłady w Centrum Kultury „Inner Space" w Poznaniu oraz
w Centrum Kultur Azjatyckich „Mandala". Spotkał się również z dziećmi z przedszkola „Skrza¬
ty" w Borówcu pod Poznaniem, które utrzymują przyjazne kontakty z dziećmi z sierocińca pro¬
wadzonego przez Rinpocze w Dolanji w Indiach.
Anna
Urbańska-Szymoszyn
