dd6cbb021e478459ab8c3489b4764e41.pdf

Media

Part of Cywilizacja Transatlantyk. Ocean, Okręty, Przystanie Norwida i Gombrowicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

extracted text
Aleksandra Melbcclmwska-Luty

» C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

O d rezultatów mylnego zamętu
Z kagańcem w ręku do przyczyn zstępuję,

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Jak smutny żeglarz po schodach okrętu,
Kiedy kotwicy szuka... burzę czuje...
Cyprian N o r w i d

W

Cywilizacja
Transatlantyk

iosną 1958 r o k u M a r i a Dąbrowska pisała do
Jerzego Giedroycia: „Gombrowicz, podobnie
jak N o r w i d i Wyspiański, jest świetnym do­

Ocean, Okręty,
Przystanie Norwida
i Gombrowicza

starczycielem cytat wchodzących o d razu w potoczną
mowę, czym nieczęsto bywają nawet najwięksi pisarze
[ . . . ] . Gombrowicz swoje myśli roztęczył i rozjarzył n a d
wyraz sugestywnie. Odcięty o d źródeł, z których wypły­
wa, sam sobie jakby w sobie wydrążył praźródło i aż
dziw, jak obficie z niego czerpie. W jego postawie jak
w losie widzę - m i m o oceany różnic — pewne podo­
bieństwo z N o r w i d e m " . Jest rzeczą oczywistą, że upływ
1

Dedykuję

czasu oddzielający Gombrowicza o d N o r w i d a określił

Lubię i Edwardowi

Wassermannom

- moim i Zbyszka wiernym

i c h różnice duchowe, ontologiczne i odmienność języ­

przyjaciołom

ka. Warsztat literacki i poglądy o b u pisarzy zostały
ukształtowane przez zupełnie inne okoliczności i ducha
dziejów X I X i X X w i e k u . Dlatego t r u d n o porównywać
i c h dokonania literackie. Estetyka tragifarsy, parodia,

wa, a także cechy charakteru, pasje, imperatywy, myśli,

antynomia, groteska, żart, ironia Gombrowicza zasad­

wybitna umysłowość, wysoki poziom intelektualny, ory­

niczo różnią się o d filozoficznych i profetycznych „prze­

ginalność, samoistność, nowatorstwo, niepokorna i nie­

kładni", paraboli, metafor i i r o n i i N o r w i d a , który po­

pospolita osobowość oraz szczególne

chylał się n a d Historią, Sztuką, Religią, M i t e m , Ideą,
N a r o d e m i Cywilizacją ludów. Gombrowicz na przekór

snego życia i krytycznym stosunku do otoczenia. I to, że

kpił z t y c h uniwersalnych pojęć, a na pewno odnosił się

każdy z n i c h wniósł do życia umysłowego swej epoki coś

do n i c h sceptycznie. Wszystko widział i opisywał „na

niepowtarzalnego - własną wizję świata. N o r w i d był

opak", wbrew obiegowym o p i n i o m , życie i twórczość

prekursorem niezwykłych naówczas idei, myśli, pojęć

podporządkował własnemu „ja", mawiał, że „jeżeli klę­

i trudnej do przecenienia teorii sztuki-pracy, podjętych

kać, to tylko przed sobą". Jednak t e n egocentryk, N a r ­

później przez modernistów,

cyz, ironista, mistrz absurdu i paradoksu, a zarazem ra­

a Gombrowicz stał się

współtwórcą stylu powieści „świadomej siebie", wyprze­

cjonalista, który całe życie kreował swój wizerunek

dzającym sztukę „doświadczenia ujemnego".

i udawał przed ludźmi (a może i przed sobą?) kogoś i n ­

2

Gombrowicz znał dzieła N o r w i d a i wysoko oceniał

nego, był twórcą podszytym smutkiem, zwątpieniem,
niepewnością, walczącym o swoje

powinowactwo

ujawniające się w bezkompromisowej ocenie współcze­

jego ingenium, może nawet po części identyfikował się

człowieczeństwo.

z n i m w swoich zmaganiach z otoczeniem; w tekście

N o r w i d był poważny i zasadniczy; nieustępliwie poszu­

Ferdydurke

kiwał swojej Veritas, propagował idee proroctwa i odno­

przywołał jego imię, które prowokuje „no­

woczesnych" mieszczuchów, a w Dzienniku

wy moralnej człowieka, a pojęcia o ideale (przejawiają­

wymienił go

jako jednego z najbardziej szlachetnych i wzniosłych

c y m się w życiu i sztuce) lokował zawsze w najwyższych

pisarzy. W i n n y m miejscu zastanawiał się, jak t r u d n o

rejestrach. W jego świadomości przełamywało się d o ­

jest geniuszom unieść swą niezwykłość, jak i c h przytła­

świadczenie mistyczne i racjonalne; na równi czerpał

cza stygmat własnej wielkości: „Piłsudski był przygnie­

z zasobu i n t e l e k t u i uczuć, darów rozumu i wiary. U l e ­

ciony a nawet przerażony Piłsudskim, Wyspiański nie

gał silnym emocjom, ale starał się działać zgodnie z kar-

mógł się ruszyć p o d ciężarem Wyspiańskiego, [a] N o r ­

tezjańską zasadą porządkowania myśli, tego naturalne­

w i d jęczał, dźwigając na barkach N o r w i d a " .

go światła umysłu. Wszelako emocje często brały górę,

3

N i e można uciec o d biografii artysty. Przyjmując za

b o w i e m - jak mówił Blaise Pascal - serce ma swoje ra­

temat t y c h rozważań głównie osobowość twórcy, jego

cje, o których rozum nic nie wie.

wewnętrzne przeżycie i motywacje, możemy się wes­

Jakiego więc pokrewieństwa można doszukać się

przeć słowami samego Gombrowicza: „Jakże katastro­

między N o r w i d e m a Gombrowiczem? Czy istnieją jakieś

falna okazała się metoda polegająca na zajmowaniu się

p u n k t y styczne i czy coś łączy autora Vade-mecum z au­

samym tylko dziełem, w o d e r w a n i u o d osoby autora -

torem Kosmosu!

Jak pisała M a r i a Dąbrowska, zbliżają

za tą abstrakcją poszły i n n e , odrywając jeszcze bardziej

i c h do siebie powikłane losy i podobna postawa życio-

dzieło o d osoby [ . . . ] , przenosząc wszystko na teren fał-

17

Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

szywej, kulawej p s e u d o - m a t e m a t y k i estetycznej [ . . . ] .

To wszystko budziło opór środowiska, ale podsycało

N i e w i e l e obchodzą m n i e romanse Szopena z George

jeszcze skłonność poety do profetycznych i dydaktycz­

Sand - ale poza muzyką Szopena szukam samego Szo­

n y c h wystąpień. Klęski życiowe sprawiły, że rychło stał

pena, c h c ę z dzielą zrozumieć twórcę, poza bajką, któ­

się nieszczęśliwym, podejrzliwym n e u r o t y k i e m , nie­

rą m i opowiada Рое, muszę odnaleźć tego, który opo­

znośnie uciążliwym dla otoczenia. Postrzegano go jako

wiada, jako - zrozumcie to - jedyną rzeczywistość, je­

pyszałka, dziwaka i szaleńca piszącego trudne, niezro­

dyny k o n k r e t . Tak tedy z dzieła muszę wnioskować

zumiałe teksty. Został zaszczuty przez prasę i koterie,

0 twórcy".

odrzucony i zapomniany na długie lata.

4

Warszawie

Gombrowicz przez całe życie grał z ludźmi i z sobą.

dwudziestoletni C y p r i a n objawił się jako obiecujący

O b a j pisarze d e b i u t o w a l i w k r a j u . W

To, co myślał o własnym talencie, twórczości i miejscu

poeta, który „do wszystkiego miał niepomierną zdol­

w literaturze, najlepiej wyrażają fragmenty listów pisa­

n o ś ć " , cieszył się uznaniem elit i n t e l e k t u a l n y c h , uzy­

n y c h - z przymrużeniem oka - do Jerzego Giedroycia.

skał wstęp do salonów literacko-artystycznych i n a j ­

Ferdydurke

lepszych domów. Sporo publikował, chociaż nie u n i k ­

runującym" (10 I I 1954), „jestem nieco zaniepokojony

nął zatargów z cenzurą. W i t o l d miał start dużo t r u d ­

własną wielkością [ . . . ] , Argentyńczycy leżą przede m n ą

niejszy; jego wczesne u t w o r y bywały akceptowane, na­

p l a c k i e m " (6 V I I 1954), „już nie ma wątpliwości, że

w e t podziwiane, ale budziły też zdumienie, k o n t r o w e r ­

wyskoczyłem na wieszcza,

sje i złośliwą krytykę. Po wyjeździe z Polski resztę życia

(25

spędzili na emigracji, po części z w y b o r u , po części

N A J W I Ę K S Z E G O P I S A R Z A P O L S K I E G O " (18 V I

„to bomba atomowa, utwór o działaniu pio­

I I I 1958),

„jestem

geniusza
za

granicą

i objawiciela"
uważany

za

z konieczności. W 1939 r o k u Gombrowicza odcięła o d

1961), Dziennik „to książka mająca rzeczywiście wpływ

k r a j u w o j n a ; p o t e m już nie chciał wracać a n i przeno­

na umysły [ . . . ] , na k i e r u n e k rozwojowy polskiej i n t e l i ­

sić się do „polskiego L o n d y n u " . N o r w i d wyjechał za

gencji" (26 X 1962), „już wyskoczyłem na Mickiewicza

granicę w 1842 r o k u , aby „doskonalić się w sztuce

N . 2" (23 V 1962). Tak budował sobie p o m n i k , praco­

rzeźbiarskiej". Parokrotnie zamierzał powrócić do Kró­

wał usilnie n a d autokreacją, ale też kpił z siebie, bo­

lestwa; w 1855

r o k u ukazem władz carskich został

w i e m sądził, że wszelkie poczynania ludzkie, także pisar­

uznany za wygnańca. I c h codziennością było ubóstwo,

stwo, powinny wnosić w życie luksus śmiechu, bezinte­

zabieganie o pożyczki, poniżenie, walka o przetrwanie.

resownej zabawy i „szał rozkoszowania się absurdem".

7

N o r w i d nigdy nie zaistniał na emigracji tak, jak n p .

M n i e j zabawne były te głosy k r y t y k i , które boleśnie

C h o p i n czy M i c k i e w i c z ; przez czterdzieści lat wegeto­

go dotykały i poniżały. Miał apologetów, ale i zajadłych

wał na granicy nędzy i umarł w przytułku. G o m b r o ­

przeciwników. Po w y d a n i u Ferdydurke

wicz żył w A r g e n t y n i e z urzędniczej pensji w Banco
Polaco, ze s k r o m n y c h honorariów i stypendiów uzyski­

utwór cząstkowo, zawsze p o d kątem bieżącej potrzeby

niejszych latach doczekał się sukcesów, sławy, nagród.

i pozostają tylko „w luźnym, raczej towarzyskim, sto­

O b a j uważali, że twórcy należy się pomoc o d społe­

sunku ze światem ducha", nie dorastają do poziomu

czeństwa, które w i n n o m u zapewnić choćby elemen­

sprawy, którą mają o c e n i ć . Z tego „rodzi się cały skan­

tarną egzystencję, jeżeli to „społeczeństwo polskie jest

dal k r y t y k i i jej niemoralność". W j a k i sposób człowiek

M a t k ą , Siostrą, a nie jędzą piekielną, płaczącą n a d
[...]

odmawiającą

„jest

zofią"), zarzucał i m , że nic nie rozumieją, odczytują t e n

w a n y c h dzięki staraniom Jerzego Giedroycia. W póź­

umierającymi

(która

książką o degradacji i niedojrzałości, c y r k i e m a nie filo­

niższy może krytykować wyższego? „Iksiński, osądzają­

i m kruszyny życia

cy człowieka tej klasy, na przykład, co N o r w i d , umiesz­
cza siebie w sytuacji karkołomnej, niemożliwej. Gdyż,

1 chleba, i uznania, n i m u m a r l i " . „Niech Pani powie
5

każdy artysta, co bezinteresownie dla prawdy coś pra­

aby sądzić N o r w i d a , musi być powyżej N o r w i d a - a jed­

cował, przez co przeszedł [ . . . ] , jeżeli wpierw z nędzy nie

nocześnie jest poniżej N o r w i d a . Ten zasadniczy fałsz

umarł albo w szpitalu wariatów nie zamknięty". G o m ­

wywołuje nie kończący się łańcuch dalszych fałszów".

6

8

browicz, który w okresie trudności finansowych bia­

G o m b r o w i c z został za życia uznany za w i e l k i e g o

dał, że czeka go „bryndza, klęska, katastrofa", z naci­

pisarza i myśliciela, a N o r w i d nie doczekał się tej sa­

skiem podkreślał, że społeczność polska zobowiązana

tysfakcji. W 1850 r o k u , odpowiadając na zarzuty d o ­

jest do stworzenia artyście na emigracji o d p o w i e d n i c h

tyczące Promethidiona

warunków twórczej pracy.

stwo", „ciemność i zawiłość", „gmatwanina wyrazów

(ocenianego j a k o „szał i głup­

I N o r w i d , i Gombrowicz czuli się niedocenieni, nie-

i myśli" biednego szaleńca), pisał z rozpaczą d o Jana

rozumiani, odrzuceni, t y m bardziej że żywili niewzru­

Koźmiana: „miejcie t r o c h ę p o k o r y i wyznajcie żem

szone przekonanie o własnej wartości, a nawet wielko­

nie w a r i a t - że nie c i e m n o piszę, ale w y c i e m n o czy­

ści. A u t o r Promethidiona

chciał się stać nauczycielem

t a c i e " . W y p o m i n a ł k r y t y k o m , że nie wiedzą, j a k m ó ­

n a r o d u , p r o r o k i e m , a u t o r y t e t e m m o r a l n y m . Pragnął

wić o rzeczach sztuki, bo nie znają warunków tworze­

9

o d n o w y społeczeństwa, próbował wpływać na świado­

nia, umieją t y l k o „beczeć i szkodzić". Tymczasem za­

mość i światopogląd otaczających go ludzi. W i e l e wy­

d a n i e m k r y t y k i jest „wszystko postawić na właściwym

magał o d siebie i i n n y c h , a gdy doznawał zawodu, upo­

miejscu i otworzyć o k n o - pozostawiając resztę świa­

minał się o zasady choćby elementarnej przyzwoitości.

tłu i czasowi - n i c w i ę c e j ! " . Jeżeli artysta nie widzi

18

Aleksandra MeUxchowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„zbiorowego obrazu swej rzeczy względem p u b l i c z n o ­

nie odsłaniają się „Prawdy, Hasła, Filozofie, M o r a l n o ­

ści, nie jest w stanie dalej trwać, i t y m sposobem za­

ści, Religie, Kodeksy - wszystko to już było"

biera się człowiekowi więcej niż utwory, bo twór-

1955).

czosc .

wał z tej k l a t k i " . M i c k i e w i c z „wykuł kształt polskiego

u

(Dziennik

Uciekał o d p o l s k i c h królów duchów, „wylaty­

ducha, dziś ja, jak Mojżesz, wyprowadzam Polaków

N o r w i d a i Gombrowicza łączy w i e l o l e t n i a w a l k a
z krytyką, ale najbardziej wyraziste analogie rysują się

z n i e w o l i tego k s z t a ł t u " .

w i c h „naprawczym" stosunku do społeczności p o l ­

do niego Giedroyć - ma Pan t a l e n t wzbudzania na­

skiej, krajowej i emigracyjnej, w skłonności d o perswa­

miętności.

zji i sprawowania „rządu dusz" n a d r o d a k a m i . A u t o r

14

D r o g i Wieszczu - pisywał

I r o n i a N o r w i d a przesycona była cierpieniem, a po­

Zwolona kategorycznie rozprawiał się z przywarami Po­

rażająca

laków i wypowiedział wiele ostrych słów o narodzie

śmiech, o k r u t n y żart, groteskę i absurd. Wszelako, nie

i społeczeństwie (które to pojęcia rozdzielał). Pisał, że

w i a d o m o do końca, j a k i G o m b r o w i c z był naprawdę,

arystokracja nasza to salon francuski, demokracja to

jak myślał i czuł, kiedy zdejmował maskę. W 1961 ro­

karczma flamandzka, a szlachta -

k u pisał w Dzienniku,

parafiańszczyzna.

Polska to tylko w i e l k i sztandar narodowy, „ostatnie na

ironia

G o m b r o w i c z a wyrażała

się

przez

że był kimś „z nieprawdziwego

zdarzenia", człowiekiem, który siebie szukał, m i m o że

globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród [ i ]

zawsze wynosił się p o n a d i n n y c h . Niezależnie

tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek

wszystkich negacji i bluźnierstw przeciwko obiegowym

w Polaku jest karzeł - i jesteśmy k a r y k a t u r y " .

od

Mówił

a nadużywanym k r y t e r i o m wartości wcale nie uciekał

więc N o r w i d o „człowieku zbiorowym" swojej epoki,

o d Niepojętego i Niewyrażalnego, o d spraw D u c h a

o ludziach lękliwych sumień, nikczemnych, i o środo­

i A b s o l u t u . Wyznawał, że przeżywa niepokoje metafizycz­

wisku, w którym „każda książka wychodzi za późno,

ne. Fascynowały go „otchłanne" doznania Nietzschego

a każdy czyn za wcześnie". G ł ę b o k o go poruszała spra­

i myśl Heideggera, „przepaść istnienia", tajemnica by­

11

wa powstań polskich; popierał zrywy niepodległościo­

t u i ingerencja Złego w świecie. Uważał, że ma prawo

we, ale sprzeciwiał się bezsensownej ofierze k r w i : „do

do „metafizycznej

powstania mieczem trzeba powstania siłą myśli [ . . . ] . Ja

i transcendentalnego deszczu", po w a r u n k i e m że nie

nie wierzę, ażeby krew zdobywała przyszłość. Ja wierzę,

sprzeniewierzy się codzienności.

że pot czoła, ale nie k r e w " .

1 2

Odrodzenie n a r o d u m o ­

burzy, do kosmicznej

katastrofy

D u c h o w a wspólnota naszych rozdzielonych stule­

że dokonać się t y l k o przez pracę, a elity umysłowe m u ­

c i e m pisarzy u j a w n i a się też w i n n y c h kwestiach. O b a j

szą przekształcić się w inteligencję zawodową zdolną

opatrywali k o m e n t a r z a m i swoje u t w o r y bądź występo­

do przebudowania polskiej świadomości.

w a l i w r o l i narratorów, wykazywali również upodoba­

Gorzka i r o n i a N o r w i d a przejawiała się w wyrazi­

nie do słowotwórstwa. N o r w i d dociekał „pierwszego

stym zarysie charakterów i postaw l u d z k i c h zarówno

wygłosu" wyrazów, obnażającego i c h późniejszy, se­

w słowie pisanym, j a k i satyrycznych szkicach. G o m ­

mantyczny pozór, a Gombrowicz bawił się n i m i , żon­

browicz równie silnie j a k N o r w i d był uwikłany w spór

glował, używając fraz paradoksalnych,

z polskością, ale wyrażał swoje protesty inaczej. Prze­

i słów-dziwolągów, czasem sprowadzanych tylko do

nikliwie

gardził

dźwięku. Podobnie d o t y k a l i spraw zasadniczych o d n o ­

miernotą i p a r t a c t w e m , gromił, szydził, prowokował,

szących się do historii, współczesności i k o n d y c j i ludz­

z lubością szargał fałszywe świętości i autorytety, sto­

kiej, zastanawiali się n a d upływem i przezwyciężaniem

sował „odświeżającą chłostę i uzdrawiający śmiech",

czasu. C y p r i a n intensywnie przeżywał etos historii,

bo mniemał, że „wszystko co dotyczy Polaków jest

mówił o wiecznym powrocie do źródeł, a W i t o l d pisał

rozpoznawał

zjawiska społeczne,

archaizmów

kretyńsko głupie i p o n u r o śmieszne" (list do J. Gie­

o dwoistości życia i myślenia, o hołdowaniu dwóm o d ­

droycia z 18 V I I 1954). Uderzał w zasadę n a r o d o w e ­

m i e n n y m systemom - światu magicznemu i racjonal­

go s a m o u w i e l b i e n i a , w „niewiarygodne

spłycenie

n e m u . Przecięcie przyszłości i przeszłości „w samym

głów p o l s k i c h " . C h c i a ł wyzwolić Polaków z polskości,

punkcie przemijania pozwala odczuć, że t o , co było,

z i c h chorej przeszłości dziedzicznie obciążonej „nie­

ciągle

u s t a n n y m u m i e r a n i e m " i presji życia zbiorowego na

z przeszłością jest więc ciągłym d o p r a c o w y w a n i e m się

jednostkę, wypracować dystans d o „stylu polskiego",

jej, powoływaniem do b y t u . Przeszłość t o p a n o p t i k u m

«jest», jest j a k o coś

«byłego».

Obcowanie

wynieść o s o b ę p o n a d masę. O b a l a ł stereotypy i zdzie­

zrobione z okruchów,

rał maski przez „parodię f o r m y i parodię d u c h a " . Prze­

wszystko, mieć pełną, żywą, wypełnioną osobami, k o n ­

w r o t n i e rozprawiał się z zastaną i dawną kulturą (cho­

kretną".

ciaż w gruncie rzeczy był wierny starej t r a d y c j i ) , de­

twórców:

maskował naiwną grę polskiej i n t e l i g e n c j i i doraźne

C h o p i n a . Stworzyli też równoległe pojęcia ezoterycz­

cele pisarzy. Wiedział, że po w o j n i e polscy twórcy

nego pierwiastka, zwanego przez N o r w i d a „Kształtem"

15

[ale] m y ją chcemy,

mimo

O b a j pisarze m i e l i t y c h samych u l u b i o n y c h
Dantego,

Szekspira,

Goethego,

„znaleźli się w k l a t c e " , ale nie mógł znieść, że niektó­

(wizyjna postać ducha h i s t o r i i w n o w e l i

rzy zmieniali osobowość j a k m a r y n a r k i .

Byrona,

Stygmat),

Przyznawał

a przez Gombrowicza „Formą" l u b „Kształtem", który

się do sceptycyzmu wobec t a k i c h wartości j a k p a t r i o ­

jest c z y n n i k i e m burzącym bądź porządkującym wszel­

tyzm, wiara, zacność, honor, wykazywał, j a k ironicz­

kie przejawy życia i działalności człowieka.

13

19

16

Aleksandra Melbechowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Jeszcze inną analogią i c h myśli było postrzeganie

kokieterii i pilnie strzeżonych pozorów tego świata p u ­

n a r o d u Izraela i jego znaczenia dla ludzkości. N o r w i d

stoty, masek, „woskowych łez" i ślicznie wiązanych kra­

przypisywał Żydom starszeństwo w historii, czerpał i n ­

watów. Gombrowicz bez pardonu atakował salony; t a m

spiracje z B i b l i i , która była dlań świętą księgą mistycz­

spotyka się t e n styl szarmancki, podrygiwanie fraków,

nego poznania i źródłem O b j a w i e n i a ; wierzył, że Judea

taniec peruk, perfumy, konfekcję

Złotousta wniosła niezniszczalne wartości do życia d u ­

„w miarę opieprzoną". Należy zniszczyć, rozbić salony.

chowego człowieka. G o m b r o w i c z uważał, że Żydzi za­

W 1953 r o k u pisarz obserwował na koncercie w C o l o ­

w a r l i w sobie najważniejsze inspiracje świata i odcisnę­

nie: hrabiostwo, znakomity tłum, paradę nazwisk, god­

l i pieczęć swoją na dziejach. Ten naród stał się tak

ności, tytułów, pieniędzy i władzy, ale gdy zbliżył się do

męską i damską

w i e l k i przez poniżenia, które przetwarzają się w twór­

n i c h „nastąpił zmierzch bogów, zniknęła wielkość i po­

czość i postęp, w ciągłe odradzanie się.

waga". D a m y wpinały sobie Wagnera we włosy jak bry­

W istocie ludzkiej Gombrowicza ekscytowała przede

lantową agrafę; niemiecki pianista galopował jak koń,

wszystkim triumfująca „młodość wiecznie naga", po­

grał jak bokser, który dosiadł Mozarta. A p o t e m rozle­

czątek życia, rozkwitająca cielesność, piękno dziewcząt

gły się oklaski znawców, amatorów, ignorantów i „sta­

i „giętkie h a r m o n i e " chłopców, a także dziecięcość

dowe". Każdy klaszcze, bo wszyscy klaszczą.

20

tkwiąca w człowieku. N o r w i d kochał młodość i urodę

Polskie środowiska emigracyjne często bywały nie­

ciała, ale ponad wszystko podziwiał i czcił starość, jej

spójne, skłócone, rozpolitykowane, niszczące talenty.

mądrość, doświadczenie i smutek, dlatego w całej swej

N o r w i d i G o m b r o w i c z , dramatycznie zmagając się

twórczości - literackiej i plastycznej - stale powracał

z emigracją, starali się ulokować na t y m pograniczu,

do archetypicznych figur starców, mędrców, proroków,

gdzie sztuka styka się z życiem, a nawet je przewyższa.

kapłanów, pielgrzymów, z którymi się identyfikował.

A u t o r Trans-Atlantyku był przekonany, że siła twórcza

W jeszcze i n n y m obrazie rzeczywistości obaj z wielką

przezwycięża wszelkie okoliczności i oderwanie o d

wrażliwością odczuwali wspaniałość i piękno miast, ale

swego naturalnego miejsca nie może zaszkodzić praw­

również dostrzegali i c h antynaturę, drugie, „podziem­

dziwie w i e l k i e m u artyście. „Rimbaud? N o r w i d ? Kafka?

n e " życie - Gombrowicz slumsy i śmietniki Buenos

Słowacki?... (rozmaite bywają wygnania). Sądzę, że ża­

Aires, N o r w i d labirynty i lochy Wenecji, r u i n y jej b u ­

d e n z n i c h nie przeraziłby się zbytnio t y m właśnie ga­

d o w l i . Miasta „sklepią się, budują i rozwijają na k l o ­

t u n k i e m piekła. Przykrą jest rzeczą nie mieć czytelni­

akach [ . . . ] . Leniwe ramię rozkładającego się olbrzyma

ków - bardzo nieprzyjemnie nie m ó c wydawać swoich

przeciąga się, ale nieustającą walkę co dnia i co chwila

utworów - wcale nie jest słodkie być nieznanym, [...]

toczy - coś jakby wciąż gnijący L a o k o o n , przewraca się

ale sztuka naładowana jest pierwiastkami samotności

w pieczarach stolic p o d u m i e c i o n y m i gładko ulica­

i samowystarczalności, znajduje ona swoje zadowole­

mi".

nie i swoją rację b y t u w sobie s a m e j " .

1 7

Urzekała i c h „zielona natura świata". M i e l i też

21

podobny stosunek do zwierząt. Gombrowicza raniła
„otchłań i c h bólu", ów bezsens i bezkres cierpienia,

• ••

które jest „nagim f a k t e m ziejącym absolutem rozpaczy"
i ta łatwość w odbieraniu i m życia dla własnych za­
chcianek lub p o t r z e b .

18

Bezpowrotne odejścia, wychodźstwo, podróże spi­

N o r w i d , który rozmawiał ze

nają biografie N o r w i d a i Gombrowicza, m i m o że roz­

zwierzętami, bo nawet „psalmy mówił z koralem,

mijały się w czasie, miały o d m i e n n e motywacje i p u n k ­

a z delfinem pacierz", traktował je z sympatią i zrozu­

ty docelowe. Peregrynacje morskie o b u pisarzy można

m i e n i e m . Widział w n i c h „parabolicznych braci na­

uznać za zbieżność czysto przypadkową, l u b - jeśli k t o

szych", należących do wspólnej familii żyjących i czują­

w o l i - postrzegać je jako zjawisko metafizyczne, tajem­

cych istot, studiował i c h mowę i zachowania, i napisał
0 n i c h piękne opowiadanie Ostatnia

niczą okoliczność, impuls, który uruchomił w i c h

z bajek. Wyłożył

twórczości oceaniczne wątki ogarniające obszary u n i -

w n i m tezę, że „wszelki żyjątek" posiada uczucia praw­

versum.

dy, a jego pierwotne „spół-położenie" z człowiekiem

o d samego siebie, o d miejsca stałej egzystencji, pracy,

przestało istnieć, gdy t e n zaczął wszystko podstępem

otoczenia,

chwytać, zabijać i „dla samego siebie z-użytecznić".

szczęść. Trzeba uciekać, bo „tu" jest źle, a „tam" będzie

19

Z y g m u n t Freud sądził, że podróż jest ucieczką
monotonii,

rutyny, niepowodzeń

i nie­

Wśród różnych przejawów życia, N o r w i d a i G o m b r o ­

lepiej l u b choćby inaczej i my staniemy się i n n i . Złud­

wicza szczególnie zajmowała kwestia obyczajowości elit

ne wrażenie. Ludzie wędrowali, pielgrzymowali, po­

snobizmów

dróżowali o d najdawniejszych czasów szukając o d ­

1 konwenansów. Obracając się w tych środowiskach nie

mienności (a więc różnicy), ale przede wszystkim wła­

towarzyskich,

„stylu" salonowego, jego

byli w stanie i c h zaakceptować, chociaż sami ulegali

snej tożsamości. M a r z y l i o d o t a r c i u na wyspy szczęśli­

n i e w i n n y m snobizmom — Cyprian wywodził swój ród o d

we, odbywali podróże p o d y k t o w a n e rozpaczą bądź na­

n o r m a n d z k i c h przodków i szczycił się parantelą z rodzi­

dzieją, podejmowali eskapady awanturnicze, senty­

ną Sobieskich, a W i t o l d przechwalał się drzewem gene­

mentalne i „malownicze". W epoce N o r w i d a , do ka­

alogicznym i uważał za „Plantageneta". N o r w i d odcinał

n o n u literatury weszły rzeczywiste bądź imaginacyjne

się o d powierzchownego b l i c h t r u , wyszukanych manier,

opisy w y p r a w J o h a n n a W o l f g a n g a G o e t h e g o

20

do

Aleksandra Melbechowska-Lury • C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Pocztówka w y d a n a w 6 0 rocznicę
wypłynięcia m/s „Chrobry" d o
A r g e n t y n y , 1999, N a d b a ł t y c k i e
C e n t r u m Kultury w Gdańsku
W i t o l d G o m b r o w i c z przy p a r t i i
szachów, Vence, 1967, fotografia
W 60. rocxnkq w b i c i a x Gdyni m / » Chrobrz Marjanam Witoldem Gombrowiczem na pokłodch

w M u z e u m Literatury
w Warszawie
W i t o l d G o m b r o w i c z z żoną R i t ą ,
Vence, maj 1969, fotografia
w M u z e u m Literatury
w Warszawie
Cyprian N o r w i d , fotografia
z k w i e t n i a 1856 r o k u

21

Aleksandra Mdbechowska-luly

• C Y W I L I Z A C J A , TRANS-ATLANTYK

O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

22

Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

W ł o c h , Juliusza Słowackiego do Z i e m i Świętej, C h a r -

od „bezhonoru

les'a Baudelaire'a na Cyterę, Etienne'a Cabeta do I k a -

i „hańby domowej", o d tych ludzi, którzy później wszczy­

rii

nali bójki na pogrzebie Mickiewicza i tańczyli na balu

( u t o p i j n e j k r a i n y sprawiedliwości

i przede wszystkim Wędrówki

i równości)

Chude Harolda

Byrona.

polskiego", „trywialnego p o l a c t w a "

w Hotel Lambert po zgoriie Krasińskiego. Wiązał duże

necesse est. D o przemierzania o g r o m n y c h

nadzieje z pobytem w Stanach Zjednoczonych, bo pocią­

przestrzeni wód służył okręt, który utrwalił się w świa­

gał go demokratyczny ustrój tego kraju, wizja wolnego

domości

państwa, które było niejako „przedłużeniem" Europy, ale

Navigare

zbiorowej jako archetyp, figura mityczna

dawało każdemu równe możliwości pracy i awansu.

i magiczna, przypisana pojęciu drogi i żeglugi życia. Był
łodzią płynącą przez morze namiętności do Góry O c a ­

... p r z e r y w a m C i , Panie,

lenia, a jego maszt kojarzono z osią świata i drzewem

B o w żagle dmiesz, a n i e chcesz dobywać k o t w i c y :

kosmicznym. W świecie symboli oznaczał m . i n . żywot

A m e r y k a n i e któż są?...

i los człowieka, przemijanie, śmierć, trumnę, zmar­
twychwstanie, nieśmiertelność, nieskończoność, d u ­

Europejczycy!

G d y już poczułem, że spod mojej stopy

szę, naczynie, świat snu, wielkie myśli, stateczność,

Usuwała się ziemia E u r o p y -

n a t c h n i e n i e poetyckie, potęgę, ojczyznę, państwo, na­

I albo morza zostawały głębie,

dzieję, szczęście, wszechświat „zamknięty" oraz S ł o ń c e

A l b o azjackiej łaska ambasady,

i Księżyc jako dwie łodzie pływające po niebiańskim

Ja -

oceanie. O k r ę t y zawijały do portów H i s t o r i i , M i t o l o g i i
i L i t e r a t u r y począwszy o d A r k i Noego, „wiosłoskrzydłych" okrętów Odysa i Argonautów, aż do czasów,

odleciałem, jak czynią

gołębie,

Wężom i płazom zostawując

zdrady.

Wcześniej

gdy pojawił się Statek pijany R i m b a u d a „Prądem Rzek

poeta

odbył dwie podróże

morskie;

w 1845 r o k u płynął z Senigalii do Triestu, w

obojętnych niesion w ujścia s t r o n ę " i wyszły w morze

1848

ogromne m a c h i n y naszej cywilizacji -

z N e a p o l u do Palermo, a następnie przez Morze Sród-

oraz jej prawdziwa historia - niezliczone wyprawy w o ­

kierkę, L o n d y n i P o r t s m o u t h . N a d Tamizę przybył

lotniskowce
i łodzie p o d w o d n e o napędzie a t o m o w y m . W t y c h gra­ I ziemne i Egejskie aż do K r e t y i w pobliże południo­
w y c h wybrzeży G r e c j i . Za ocean wyruszył przez D u n ­
n i c a c h mieści się wielowiekowa legenda i m i t żeglugi

3 g r u d n i a 1852 r o k u , a trzynastego wszedł na pokład

jenne, h a n d l o w e , rozbójnicze, odkrywcze i badawcze.

okrętu towarowego -

Trwa pamięć o statkach K o l u m b a , Vasco da Gamy,
Magellana, Francisa Drake'a i Jamesa Cooka. Po oce­

d a w n y służący jego ojca. N o r w i d miał przy sobie t y l k o

i skazanego na wieczną wędrówkę Latającego H o l e n ­

dwie gwinee i m o d l i t e w n i k ofiarowany m u w 1845 r o ­

dra, a k a p i t a n N e m o wciąż penetruje głębiny na swym

k u przez Marię Kalergis. Statek zawinął do p o r t u

N a u t i l u s i e . Pływają do dziś, bo żyją w tradycji.

w N o w y m J o r k u 11 lutego 1853, po, bez mała, dwóch

Morze i okręty fascynowały naszych romantyków,

miesiącach męczącej i obfitującej w dramatyczne m o ­

m . i n . M i c k i e w i c z a i Słowackiego, który chciał być
mój).

m e n t y żeglugi. W czasie rejsu umarła nagle „piękna

(Testament

I r l a n d k a " i dwoje niemowląt; początkowo nie sprzyjał

W polskiej poezji tego czasu, bodaj najpiękniej­

wiatr, później, koło I r l a n d i i , zaskoczyły i c h burze, roz­

szym u t w o r e m , poświęconym walce z żywiołem morza,

trzaskał się maszt i c z t e r o k r o t n i e zerwały żagle. Rozbi­

jest wizyjny sonet M i c k i e w i c z a Burza.

ły się płynące w pobliżu okręty. N o r w i d opisywał te
dramatyczne m o m e n t y w listach d o M a r i i Trębickiej

Z d a r t o żagle, ster prysnął, r y k wód, szum zawiei,

i powracał do n i c h w s p o m n i e n i e m , m . i n . w

Głosy trwożnej gromady, p o m p złowieszcze jęki,

i Białych

O s t a t n i e l i n y m a j t k o m wyrwały się z ręki,

kwiatach oraz l i c z n y c h wierszach.

S ł o ń c e k r w a w o zachodzi, z n i m reszta nadziei,
W i c h e r z t r y u m f e m zawył, a na m o k r e góry,

M u s i a ł e m rzucić się za t e n O c e a n ,

W z n o s z ą c e się piętrami z m o r s k i e g o o d m ę t u ,

N i e a b y m szukał A m e r y k i - ale

Wstąpił genijusz śmierci i szedł do okrętu,

Ażebym nie był t a m . . . O ! wierz m i , Pani,

Jak żołnierz szturmujący w p o ł a m a n e mury.

Ze dla zabawki nie szuka się g r o b u

[...]

N a pólokręgu przeciwległym g l o b u .
[...]

Horacy pisał w Listach, że ci „którzy pływają po m o ­
rzach, odmieniają klimaty, ale nie myśli". W 1852 roku

D n i e były głodu, p r a g n i e n i a i i n n e ,

N o r w i d postanowił wyjechać do A m e r y k i , która stała

D n i e m o r u , dzieci konały n i e w i n n e

się jego Ikarią - ziemią wyobrażoną.

22

Evans"

porności). Odprowadził go w tę podróż ubogi szewc,

anach błąkają się jeszcze cienie Sindbada Żeglarza

„sternikiem d u c h a m i napełnionej łodzi"

żaglowca „Margaret

( k a p i t a n Isaiah Pratt, 168 pasażerów, 1000 t o n w y ­

Decyzja opuszcze­

D l a m l e k a m a t e k , które niewczas psowa.

nia Francji została podyktowana rozczarowaniem i roz­

Widziałem także o k r ę t a rozbite

paczą, a złożyło się na nią wiele powodów: fatalna sytu­

I twarze m a j t k ó w wątpiących o naszym;

acja materialna, brak stałego zajęcia, depresja i uczucie

W i d z i a ł e m m a r n o ś ć ludzką tak, j a k n i g d y !

obrzydzenia do społeczności emigracyjnej. Poeta uciekał

A l e - bez kłamstwa - ale w prawdzie nagiej;

23

Czarnych

Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Wrażenia z oceanicznego szlaku utrwalił N o r w i d
w dzienniku

podróżnym

ilustrowanym

rysunkami,

które zachwyciły J. I . Kraszewskiego wrażliwością i au­
tentycznością przeżycia. Dziś znamy tylko k i l k a t a k i c h
szkiców: dwa z „Margaret Evans" i jedną akwarelę m a ­
lowaną na parowcu „Pacific". N a żaglowcu poeta o d ­
tworzył w i d o k pokładu z pracującymi marynarzami
i s a m o t n y m człowiekiem wspartym o burtę oraz wnę­
trze p o d pokładem, z kobietą karmiącą niemowlę przy
rozwieszonych pieluszkach, postaciami i n n y c h podróż­
n y c h , drabiną i l i n a m i . K i l k a lat później narysował już
„z n a t u r y wspomnień" większą kompozycję, przedsta­
wiającą

u b o g i c h emigrantów,

gromadę

znękanych

mężczyzn, kobiet i dzieci drzemiących lub czuwających
w ciasnym pomieszczeniu p o d pokładem kruchego ża­
glowca. Z p o w r o t n e j podróży parostatkiem pochodzi
barwny szkic, podpisany „na Oceanie małym", z w i d o ­
k i e m wysokiego o l i n o w a n i a , zarysem błękitnych fal,
postacią marynarza i sylwetkami szybujących mew.
Wspomnienie atlantyckiej podróży, jej przyczyn i k o n ­
tekstów, powróciło jeszcze po l a t a c h w dwóch symbo­
licznych rysunkach N o r w i d a . Alegorią jego „odejścia"
o d paryskiej egzystencji jest późna kompozycja „z k l u ­
czem", wyobrażająca energicznie naszkicowany pejzaż
m o r s k i z kołyszącą się na falach łodzią żaglową, i - co
znaczące - porzuconą na brzegu lirą. Poeta podpisał tę
pracę g r e c k i m alfabetem:

„Kipar «i» ssos N o r w i d

1876", przyrównując swe imię do greckiej nazwy ża­
łobnego drzewa - cyprysa. Dużo wcześniej, bo w 1858
r o k u , „rzucił na papier" dynamiczny, ekspresyjny szkic
biegnącego mężczyzny. Z e n o n Przesmycki nazwał t e n
rysunek Rozpoczną

ucieczką

pędzącego na oślep czło­

wieka „z kurczowo zaciśniętymi n a d głową rękoma w wichurze wzbijającego się p y ł u " . '
2

N o r w i d miał jeszcze jeden prywatny powód, by
wyjechać do dalekiego kraju - chciał stracić z oczu
Marię Kalergis, zapomnieć o swojej zawiedzionej miło­
ści, „pochować łzy w O c e a n i e " . D w a d n i przed w y j ­
ściem w morze wysłał do Jana Koźmiana konfesyjny
wiersz, z wyraźnymi aluzjami i n u t ą żalu do „białej cza­
rodziejki", towarzyszki jego włoskich „dni l a u r o w y c h " .
C o k o l w i e k s ł o ń c a w żaglach się prześwieca,
O m u s k a maszty lub na fale s-pryska:
Mgły n i k n ą n i b y z a s ł o n a

kobieca,

O b ł o k i widać za nią j a k z w a l i s k a ! . . .
„Czemu zwaliska? i czemu zasłona?
C z e m u niewieścia?..." - k r y t y k n i e c h już pyta,
I n i e c h oskarża Muzę, że zmącona
W h a r m o n i i - p o j ę ć - s w o i c h ta k o b i e t a Ja — nie w i e m . . . widzę i rzecz kreślę s m u t n o ,
J a k b y m był j e d n y m z c i ą g n ą c y c h żurawi,
C o cień swój wiodą przez masztowe p ł ó t n o ,
N i e m y ś l ą c , czy s t ą d o b r a z się

zostawi!...

W N o w y m Jorku N o r w i d zatrzymał się zrazu w ja­
kimś zajeździe, razem z grupą ubogich emigrantów,

C y p r i a n N o r w i d , żeglarz. Z inicjału „D" ( D e t e r m i n a t i o n ) d o
a l m a n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m J o r k u , 1853

a później w wynajętym mieszkaniu, gdzie miał pracow-

24

Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

nię z w i d o k i e m na cmentarz oraz mały ogródek. M o ­

nego najstaranniej gwoździa okrętowego aż do gwiaz­

delował płaskorzeźby, rzeźbił krucyfiks z bukszpanu

dy w niebiosach jak gwóźdź błyszczącej". „Oto i widzisz

i malował kajutę kapitana na okręcie „Black W a r r i o r " .

[wiele rzeczy]

Ozdobił ściany swojej izdebki fryzem en grisaille,

a które spoczywają na samym dnie łodzi okrętowej;

ze

budowanie arki

przypominających,

scenami historycznymi, p o r t r e t a m i „mężów w i e l k i c h "

przeszedłszy następnie miejsca ciemne, gdzie ordza-

i w i z e r u n k i e m Safony. Jego najkorzystniejszym zatrud­

w i o n e wodą słoną łańcuchy k o t w i c się pierścienia l u b

n i e n i e m zarobkowym była wówczas praca przy alma­

wyciągnięte są podłużnie w niedbałym na posadzce

n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m Jorku 1853/54-

odpocznieniu; przeszedłszy jeszcze wyżej, do korytarzy

Wykonywał r y s u n k i do drzeworytów według fotografii

k a b i n , i wyżej, na pokład okrętowy, którego każda de­

eksponatów; był bardzo zadowolony z tego zajęcia,

ska biała jest i miękka o d umywań, a wszystkie są ja­

które przynosiło m u 5 do 6 dolarów dziennie. Pomyśl­

koby w i e k o skrzypiec pięknie wygięte; i podniósłszy

ny okres trwał k i l k a miesięcy, ale almanach zosta!

oczy t a m , gdzie l i n w i e l u okrętowych niewzdrygliwe

ukończony i N o r w i d znów pozostał bez środków do ży­

siatki się przekreślają na niebiosach, albo i gdzie po­

cia, zdecydował się więc na powrót do Francji. Dzięki

wietrze rozbija n a m i o t y swoje szerokimi żaglami, albo

wsparciu Marcelego Lubomirskiego 24 czerwca

1854

i gdzie trzy masztów krzyże kończynami s w o i m i podob­

r o k u odpłynął do Europy na p a r o w c u „Pacific". O w a

ne są jakiejś mistycznej troistości, kiedy umierają we

podróż „najpogodniejszym morzem" trwała niespełna

mgłach r a n n y c h , w m ę t a c h opalowego światłocienia

dwa tygodnie; 5 lipca „Pacific" zawinął do p o r t u w L i -

a wilgoci ciepłej i słonawej, m ę t a c h niekiedy przedar­

v e r p o o l u . N a statku napisał poemat Szczęsna

t y c h zgubionymi przez odeszłe słońce p r o m i e n i a m i " .

i czytał

poezje Byrona.

25

W pojęciu N o r w i d a , okręt żaglowy jest bezcen­
n y m dziedzictwem kultury, symbolicznym znakiem,

Takie są głębie t a m , na O c e a n i e

a zarazem rzeczywistym p r z e d m i o t e m użytkowym, w y ­

Ze f a l i o g r o m , gdy p o r n i e się z dołów,

znacznikiem najgłębszych l u d z k i c h potrzeb, dążeń,

O d r z u c a - ć z szumem wypuszczony ołów -

idei i wartości, łączącym historyczny obszar człowie­

B o - p i o n u już się kończy p a n o w a n i e . . .

czego b y t u , pracy, powinności i nieodzownego impera­

I g w i a z d o m odtąd zwierzony a słońcu

t y w u podróży ze sferą duchowości, metafizyki i m i ­

N i e z ziemią radzisz o wędrówki k o ń c u . . .

stycznego

doznania tajemnic

Kosmosu. Bo

„prze­

strzeń, w której płynie żaglowiec, odznacza się stereo-

N o r w i d często przywoływał w różnych u t w o r a c h
i listach bosko-kosmiczny obraz morza, jego przestrzeń

metryczną pełnią, ujęta jest w transcendentne ramy,

i czas, oraz magię okrętu i figurę żeglarza. W

jej oś w e r t y k a l n a sięga n i e b a " .

24

Autobio­

26

grafii z dumą podkreślił, że oprócz wielu krajów również

Ludzi X I X w i e k u fascynował rozwój nowoczesnej

„zwiedził Ocean". Wszelako poetycka wyobraźnia pod­

t e c h n i k i , ogrom, siła i pęd potężnych m a c h i n , dlatego

powiadała m u , że „Ocean by przepadł, gdzie łza drobna

inne jeszcze odczucia budziły n p . koleje żelazne i paro­

płynie". W Białych kwiatach wspomniał m o m e n t , kiedy

statki. W

to na „Margaret Evans" doświadczył dojmującego o d ­

w swojej Legendzie w i d m o takiego olbrzyma. W wigilię

czucia k o n t e m p l a c j i , przeżycia niezwykłej „wielkiej c i ­

Bożego Narodzenia bohater tej opowieści zobaczył, jak

1840

r o k u Z y g m u n t Krasiński przywołał

chości" ogarniającej i stapiającej w jedność „otchłanie

„daleko na w o d a c h stała plama czarna, jakby żywa, co­

niebios i morza otchłanie". W liście do M a r i i Trębickiej

raz większa i lecąca k u m n i e - wreszcie ogromna [ . . . ] .

z k w i e t n i a 1853 r o k u opisywał rekiny ogromne, mewy,

W i e l k i to i posępny okręt bez płócien i masztów

którym

drogi",

a wszystkie fale kołami rozbija na pianę - a z pośrodku

i „słońce czerwone, za płaszczyzną ruchomą zachodzą­

jego bucha słup d y m u , który leci nazad w nieskończo­

słabną

skrzydła

„od przestworów

ce tyle a tyle razy".

-

ność. Coraz to ciemniej — o n jak w i d m o czarne, toczy

1861 r o k u N o r w i d napisał paraboliczną przy­

się, grzmiąc - dwa o g n i k i nocne spadły przed n i m

powieść Cywilizacja. Legenda, w której stworzył wizyj­

w morze". N o r w i d a najwidoczniej urzekła ta wizja, bo­

ny obraz okrętu żaglowego i nowoczesnego parowca,

w i e m zacytował fragment owego tekstu w I V Lekcji -

jako dwóch wytworów dawnej i nowej cywilizacji; po­

0 Juliuszu Słowackim,

równał obydwa statki, aby uchwycić i pokazać i c h

ten jest to arkan cywilizacji całej, w której żyjemy: w o ­

wzajemne relacje i różnice. Równocześnie wprowadził

zy i okręty parowe, mechanicznie wiążące i popędzają­

do fabuły wątki autobiograficzne, zapis własnego d o ­

ce l u d y " .

świadczenia, „dotknięcia ręką" tego wszystkiego, co

śladem poety na parostatku zwanym

się wiąże z podróżą oceaniczną. N a początku u t w o r u

który jest p r o d u k t e m dziewiętnastowiecznego racjona­

zamieścił niezrównany, romantyczno-symboliczny opis

lizmu, r o z k w i t u myśli technicznej i przemysłu, ale też

„podwalin żaglowego okrętu", zadziwiający precyzją

niebezpiecznego,

szczegółów i d u c h o w y m stygmatem. N o r w i d - n a r r a t o r ,

nawet zaanektował ówczesną sztukę). N a nowocze­

który miał kiedyś „klucze piękności o n y c h " , opowiada

snym, wygodnym, szybkim okręcie, tak sprawnie „łą­

o żaglowcu młodemu przyjacielowi, bo „poezja t y c h

czącym świata części", wszystko jest „równo, pięknie

rzeczy bezpośrednio była m u znana [...] o d oczyszczo­

1 gładko", ale nie ma w n i m tego ducha tradycji, który

W

25

2 7

dodając swój komentarz: „Okręt

W Legendzie N o r w i d a , narrator podróżuje,

bezdusznego

„Cywilizacją"

„mechanizmu"

(który

Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Gombrowicz

opromienia okręt żaglowy. Jego pasażerowie zatracają

szukał

d l a siebie

wewnętrznego

więzi międzyludzkie, są zróżnicowani klasowo, obcy so­

usprawiedliwienia: „Ja b y m do Polski popłynął, ale po

bie, samotni. A l e czują się bezpiecznie, przekonani, że

co m n i e do Anglii? lub do Szkocji?". Później zarzuco­

nic i m nie zagraża. Podziwiają przestrzeń oceanu, białe

n o m u niewłaściwą postawę, tchórzostwo, uchylanie

grzbiety fal i ogromną tęczę „podobną do ukośnie

się o d patriotycznego obowiązku: „Idź p a n do wojska!

wspartego gotyckiego o k n a " ; nawet burze wydają i m

Bij się p a n za Ojczyznę!". A l e „ja nie jestem d o tego

się „do widzenia możebne jak opera". Jednak t e n wspa­

stworzony [ . . . ] , jako żołnierz byłbym katastrofą [ . . . ] .

niały olbrzym ulega nagle katastrofie - idzie na d n o po

Może wystarczyłoby powiedzieć, że w c h w i l i w y b u c h u

zderzeniu z górą lodową, „krągłą bryłą jakoby kryształ

w o j n y miałem kategorię wojskową «С», a p o t e m , gdy

jaśniejącą". Opis d r a m a t u , j a k i rozegrał się na „Cywili­

stawiłem się w Poselstwie w Buenos A i r e s przed k o m i ­

zacji", chwile dezorientacji, p a n i k i , rozpaczy i stanu

sją lekarską, zaliczono m n i e do kategorii «D»

Kapitana, który, być może, „pomylił się w r a c h u n k a c h

nik 1954). Przyznawał, że bał się okropności wojny,

(Dzien­

swoich", jawią się jak „wspomnienie z przyszłości", bo

lecz osąd emigracyjnych publicystów głęboko go zranił

przywodzą na myśl relacje z katastrofy „Titanica", jaka

i tkwił w n i m jak cierń przez całe życie. Deklarował, że

wydarzyła się pół w i e k u później. Metaforyczne porów­

na emigracji usiłuje „wywiązać się ze swoich zadań d u ­

nanie odwiecznej stateczności żaglowca i zagłady n o ­

c h o w y c h i artystycznych możliwie najrzetelniej, a tak­

woczesnego parostatku, brzmi jak prorocze ostrzeżenie.

że z największą szczerością", tymczasem postrzegany

N o r w i d o w a pochwała konstruktywnej myśli i pracy zo­

jest jako „dekadent, destruktor i dezerter, gorszyciel

stała t u zmącona lękiem przed bezmyślną pogonią za si­

i

łą materii, empirii, m e c h a n i k i . „Utwór N o r w i d a gorzko

w s w o i m zgniłym « j a » " .

ironiczny i tragicznie dwuznaczny w ocenie cywilizacji

i Narcyz

zakochany

31

W lecie 1939 r o k u atmosfera w kraju była już napię­

jako możliwości postępu i katastrofy jednocześnie, o d ­

ta i Gombrowicz musiał sobie zdawać sprawę z zagroże­

krywa przed n a m i oblicze «smutnego żeglarza», który

nia wojną. Wspominając sierpniowy rejs „Chrobrym",

pojął wszystkie ironie: rzeczy, h i s t o r i i i losu, a z i r o n i i
«zdarzeń i czasów» wysnuł ironię tragiczną".

zdrajca, i n f a n t y l n y egotysta

opowiadał w Dzienniku

28

1954,

jak statek mijał „brzegi

niemieckie, francuskie, angielskie, wszystkie te ziemie
Europy zastygłe w lęku nie narodzonej jeszcze zbrodni,

Pożegnałem, co k o c h a ł e m -

w klimacie duszącym oczekiwania, zdawały się krzyczeć:

U p o m i n e k złączy nas:

bądź lekkomyślny, nic nie znaczysz, nic nie zdziałasz".

J e d n ą ręką p r z e s t r z e ń dałem,

To, że Gombrowicz bez oporów wyjechał z kraju, było za­

R ę k ą drugą dałem c z a s .

pewne spowodowane jeszcze inną okolicznością; chciał

1939 r o k u W i t o l d G o m b r o w i c z został zapro­

- podobnie jak N o r w i d - odciąć się i odetchnąć o d pol­

szony przez polską linię żeglugową na ekskluzywną

skiego środowiska, o d obciążenia Polską, aby wypraco­

W

do

wać w sobie dystans do rodzimego zaścianka, wyrazić

A m e r y k i Południowej. Wypłynął z G d y n i 1 sierpnia,

człowieka, nie naród, wyprzedzić swój czas. Z małymi

a 21 przybił do Buenos A i r e s . Miał zabawić t a m k i l ­

wyjątkami nie akceptował literatury

ka t y g o d n i , a pozostał 24 lata. Później w k i l k u sło­

i jej twórców. Był przekonany, że są to ludzie, którzy swe­

wycieczkę

dziewiczym

rejsem

m/s „ C h r o b r y "

międzywojennej

w a c h opisał tę „lekkomyślną" i „przypadkową" po­

go życia nie przeżyli, byli niedouczeni, niewyraźni, nie­

dróż: „Żegluga była nadzwyczaj rozkoszna... i n a w e t

pełni, e m b r i o n a l n i , b o t r w a l i w

n i e c h ę t n i e m i się na ląd wysiadało, bo przez d n i d w a ­

w znieruchomieniu świadomości, czym przyczynili się do

dzieścia, człowiek między n i e b e m a wodą, niczego nie

późniejszej Wielkiej Maskarady. Irytowały go środowiska

pamiętny, w p o w i e t r z u , w f a l i r o z t o p i o n y i w i a t r e m

Skamandra i awangardy, i c h - jak sądził - niski poziom

przewiany".

intelektualny, „minimum sprawności umysłowej".

29

N a cztery d n i przed w y b u c h e m wojny,

nierzeczywistości,

32

Ka­

k a p i t a n o w i „Chrobrego" p o l e c o n o , by odpłynął do

wiarnia Ziemiańska przed wojną była kuźnią haseł:

A n g l i i . Według relacji Jeremiego Stempowskiego, dla

Awangarda, Proletariat, Surrealizm, Socrealizm, Poezja,

G o m b r o w i c z a było to traumatyczne przeżycie. N i e

Sztuka, ośrodkiem zapotrzebowania na „ideę i wiarę",

wiedział, jaką podjąć decyzję. „Witold był bardzo zde­

„ckliwą ludzkość kobiet" i szały estetyczno-filozoficzne.

n e r w o w a n y - wahał się, czy wracać d o Polski, czy też

Spotykając w A r g e n t y n i e przyjezdnych Polaków,

przeczekać działania w o j e n n e w A r g e n t y n i e [ . . . ] .

pisarz słuchał i c h głosu, który brzmiał „obco i dziko

Odprowadziłem go do p o r t u . O d d a ł rzeczy tragarzo­

na brzegu milczącej A m e r y k i , był j a k ryba wyrzucona

w i , pożegnał m n i e i wszedł na statek. S t a ł e m na m o ­

na t e n brzeg, o, był j a k ryba wyjęta z P o l s k i " .

l o . W 10 m i n u t później rozległ się dźwięk pożegnal­

I wreszcie, z bolesną przekorą odnotował w

nej syreny, a ja zobaczyłem W i t o l d a : z d w i e m a waliz­

ku 1960:

k a m i w ręku zbiegał po trapie na m o l o . Była t o ostat­

Dzienni­

„Składam d a n k Najwyższemu, że wydobył

m n i e z Polski, gdy m o j a sytuacja l i t e r a c k a zaczęła się

nia c h w i l a do podjęcia decyzji i skorzystał z n i e j .

polepszać i przerzucił na ląd amerykański, w obcy j ę ­

Drżał i powtarzał: «Nie mogę» [ . . . ] . A l e m o r a l n i e

zyk, w samotność, [...] w k r a j bardziej zasobny w k r o ­

cierpiał n a d s w o i m położeniem; [...] był w rozpaczy,
ale nie okazywał t e g o " .

33

wy niż w sztukę [ . . . ] . Dzięki C i też, Najwyższy, za
Dziennik".

30

26

Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„Chrobry" przeniósł Gombrowicza na brzeg amery­
kański, gdzie narodził się jego literacki
będący następnym po Ferdydurke

rze; jego Trans-Atlantyk

„płynął po zmurszałych w o ­

Trans-Atlantyk,

dach", ale w rzeczywistości ocean dostarczał m u eks­

bojem pisarza z Pol­

cytujących wrażeń, darzył „błogosławieństwem wód

ską, przesłaniem skierowanym do rodaków „poprzez

olbrzymich, rozbełtanych w wieczności, które m n i e

A t l a n t y k " . Tytuł tego u t w o r u nawiązuje do oceaniczne­

oddzielały o d europejskiej h i s t o r i i ! " . Stygmat wód pły­

go statku widzianego jako terytorium i p u n k t spinający

nących, materię i siłę mórz odnosił do własnych losów,

życie polskie w kraju i Argentynie, a zarazem jako stre­

do żeglugi życia. Polska i A r g e n t y n a były jak „dwie fa­

fa przepływu zdarzeń i przejścia do innej rzeczywistości.

le przewalające się po m n i e i pustoszące przeraźliwym

W t a k i m metaforycznym miejscu dokonuje się zderze­

n i e b y t e m [ . . . ] . Pochyl się n a d rzeką czasu przepływają­

nie dawnej polskiej mentalności, „naiwnej, ciasnej i po­

cego, Narcyzie, i próbuj złowić migocącą w wodzie

czciwej" z prawdziwym n a r o d o w y m kataklizmem i pro­

uchodzącej, nieubłaganie czarującą twarz..." i swoją

blemami współczesności. Gombrowicz rozpoczął pracę

nagość transoceaniczną (Dziennik

nad t y m dziełem w 1948 r o k u , łącząc m o t y w autobio­

8 k w i e t n i a 1963 r o k u Gombrowicz opuścił Buenos

graficzny (pamiętnik) z powieścią utrzymaną w stylu

Aires i powrócił do Europy na statku „Federico". Po­

tragifarsy rodzinno-obyczajowej i kryminalnej, z prowo­

czątkowo mieszkał w Berlinie, p o t e m osiadł we Fran­

kacyjnym wątkiem homoseksualnym. „Trans-Atianty/c

c j i . Przybył na Stary K o n t y n e n t „przeżarty czasem

jest fantazją. Wszystko - wymyślone w bardzo luźnym

i przestrzenią [ . . . ] . Czułem się zgubiony, g d y m wypły­

związku z prawdziwą kolonią polską w Buenos A i r e s " .

wał z Buenos A i r e s , [boj zanadto tkwiłem jednak

Jest o n „po trosze wszystkim, co chcecie: satyrą, kryty­

w A r g e n t y n i e . W i ę c gdy A r g e n t y n a za m n ą cofa się,

ką, traktatem, zabawą, absurdem, dramatem - ale n i ­

odpływa, wyrastająca przede m n ą Europa jest jak pira­

czym nie jest wyłącznie, ponieważ jest tylko mną, moją
«wibracją», m o i m wyładowaniem, moją

mida, jak Sfinks i obca planeta, jak fatamorgana"

egzystencją

(Dziennik

[ . . . ] ; zgadzam się, że to statek korsarski, który przemyca
34

wówczas The

Trans-Atlan­

tyku obejmuje okres sierpnia i początku września 1939

wydarzeń, które radykalnie odmieniły bieg jego życia.
„«Spotkanie» nastąpiło dziś o wczesnym świcie, na

morystycznej instrumentacji", wydała się G o m b r o w i ­

północny wschód o d Wysp Kanaryjskich [ . . . ] . W nocy

czowi najbardziej oczywistą i stosowną formułą, gdyż

nie spałem, wyszedłem na pokład zanim jeszcze dzień

w utworach artystycznych szczególnie m u odpowiadało

się zapowiadał, [...] ujrzałem światła k i l k u statków,

„to tajemnicze odchylenie, które sprawia, że utwór

prujących ocean k u A f r y c e [ . . . ] ; t u i ówdzie pojawiłby

przylegając do swojej epoki, jest jednak dziełem wyod­

się białe zagęszczenia, które w surowości coraz obojęt-

rębnionej jednostki, żyjącej własnym życiem".

niejszej przedświtu wypełzły niczym wata i morze zaro­
iło się o d t y c h białych icebergów z mgły, pośród któ­

„Figury" powieści są wielce znaczące: w relacjach

rych ujrzałem to, w co zawsze można się wpatrywać,

f a m i l i j n y c h ojciec uosabia Starca, Kościół, Ojczyznę,

wodę, fale rozkogucone

Boga i Tyrana, jest reprezentantem H o n o r u , Czysto­

bielą. Wtenczas

wypłynął

z białych opatuleń, też biały, z dużym k o m i n e m , który

ści, Męstwa i Wierności, „prawości wszystkich spraw",

zaraz rozpoznałem, w odległości jakichś 3-4 k i l o m e ­

a zatem nienaturalności i celebracji. Syn-Młodzieniec,

trów. Zaraz zapadł w kłąb mgły, znowu się wychylił, ja

to b u n t o w n i k , skłonny do najdzikszych wybryków (na­

co prawda nie patrzyłem, w wodę raczej byłem zapa­

wet ojcobójstwa), a zarazem przedstawiciel f e r m e n t u

trzony... wiedząc dobrze, że to się nie dzieje, tego nie

i deformacji, Sromoty, Hańby, B r u d u , Zdrady, T c h ó ­

ma, wolałem nie patrzeć, ale niepatrzenie moje jak

rzostwa, zaś uwodzący go Gonzalo jest psychopatą, złym

gdyby potwierdzało jego o b e c n o ś ć [ . . . ] . Tymczasem

35

zjawisko przepływało - nie przepływało w fantasmago­

Groteskowe „dramaty" bohaterów kończą się pojed­

r i i rozwichrzonych kłębów z o p e r o w y m prawie pato­

n a n i e m i w y b u c h e m oczyszczającego śmiechu. Tak

sem i coś, jak zatracone braterstwo, jak brat zabity,

właśnie pod „gęsie, zwariowane pióro" Gombrowicza

brat umarły, brat niemy, brat zagubiony na zawsze i zo­

wjechała zwiewna, urojona polskość transatlantycka.

bojętniały - coś takiego ujawniło się i zapanowało

N a pokładzie statku znalazła się też „ta trzpiotka Fer­
dydurke i t e n niepokojący Mariage.

Ship, swojego Holendra-Tuła-

A m e r y k i . Było to dojmujące przeżycie, wizja odległych

zująca i nie stroniąca o d kiczu fabuła, rozegrana w „hu­

i zbrodni.

Phantom

cza, w i d m o „Chrobrego", którym przed laty płynął do

r o k u w stolicy Argentyny. Jego dwuznaczna, skandali-

duchem, nosicielem m o t y w u zboczenia

1965). W k r ó t c e na oceanie nastąpiło m i ­

styczne „Spotkanie" pisarza z przeszłością. Dostrzegł

sporo d y n a m i t u , aby rozsadzić nasze dotychczasowe
uczucia n a r o d o w e " . Czas i miejsce akcji

1965).

w rozpaczy, głuchej i doszczętnie oniemiałej, wśród

A dla n i c h nie ma

kłębów białych. Pomyślałem w końcu o sobie na t a m ­

innej Ojczyzny, jak t y l k o Zachód E u r o p y " (List do Je­

t y m pokładzie - i że dla tamtego ja jestem tutaj praw­

rzego Giedroycia z 9 V I I I 1951).

dopodobnie taką samą zjawą, jak o n dla m n i e . Potem

G o m b r o w i c z przez całe życie uciekał o d ludzi,

j a k b y m sobie przypomniał, że przed laty, płynąc na

szkoły, ojczyzny, wojny, a także o d czasu i przestrzeni,

C h r o b r y m do A r g e n t y n y , jednej nocy w pobliżu Wysp

natomiast intensywnie przeżywał urodę świata; „z na­

Kanaryjskich nie mogłem spać i o świcie wyszedłem na

pięciem o k r o p n y m przyjmował w siebie krajobrazy",

pokład, aby wpatrywać się w morze... i czegoś szuka-

oddychał pejzażem. Szczególnie fascynowało go m o ­

27

I
Aleksandra Melbechowska-Luly

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

łem [ . . . ] . C o za m a n i a : wpatrujesz się w kulę szklaną,

1 0

w szklankę wody, i n a w e t t a m coś c i się z niczego w y ­
snuje, k s z t a ł t . . . " .

1858 г., Pwsz., t. 8, s. 367

swego

11

List C. Notwida do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej z 14 X I

12

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z 3 I V 1863 г., Pwsz.,

pierwszego statku, gdyż „Chrobry" już nie istniał. T e n

1862 г., Pwsz., t. 9, s. 63

wspaniały m o t o r o w i e c pasażersko-towarowy (154 me­
try długości, 1098 miejsc, 260 członków załogi) został

t. 9, s. 91; List C. Norwida do Karola Ruprechta po 5 X I 1863 г.,
Pwsz., t. 9, s. 117

zbudowany w 1939 r o k u w D a n i i dla l i n i i żeglugowej
G d y n i a - A m e r y k a . W przededniu w o j n y odpłynął z A r ­
gentyny do A n g l i i , gdzie przebudowano go n a transpor­

"

W. Gombrowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 59

1 4

O stosunku Gombrowicza do polskich elit intelektualnych i pisatzy zob. S. Gębala, Diagnoza stanu świadomości Polaków zawar­

towiec dla wojska. Służył w k a m p a n i i norweskiej; zapa­

ta w „Dzienniku" Witolda Gombrowicza, [w:] Pisarz na obczyźnie,

lił się o d b o m b n i e m i e c k i c h w rejonie Bodoe, a w nocy

praca zbiorowa pod redakcją T. Bujnickiego i W. Wyskiela,

z 14 na 15 maja 1940 r o k u został omyłkowo zatopiony

Wrocław 1985, s. 139-155

przez brytyjski samolot z lotniskowca „Ark R o y a l " .
„Pacific", który został t a k przejmująco zobrazowa­
ny przez N o r w i d a

w Cywilizacji,

15

W. Gombrowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 230

16

Temu zagadnieniu poświęcił tozprawę J. Jarzębski, Pojęcie Jormy"
u Gombrowicza, [w:] Gombrowicz i krytycy, op. cit., s. 313-346

również poszedł na
17

d n o . Zaginął w styczniu 1856 r o k u w niewyjaśnionych
okolicznościach (być może zderzył się z górą l o d o w ą ) .
W

Pwsz.,

t. 6, s. 538; List C. Notwida do Antoniego Zaleskiego z gtudnia

36

G o m b r o w i c z nie mógł wówczas zobaczyć

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z października 1868 г.,
Pwsz., t. 9, s. 373; C. Notwid, [Sztuka okolicznościowa],

r o k u 1861 paryski d z i e n n i k „Le M o n i t e u r U n i v e r -

C. Norwid Tajemnica lorda Singelworth, Pwsz., t. 6, s. 158, 159

1 8

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., s. 37

19

C. Norwid, Ostatnia z bajek, Pwsz., t. 6, s. 90, 94

2 0

sel" zamieścił krótki tekst o katastrofie słynnego pa­

W. Gombrowicz, Dziennik 1953-1956, op. cit., s. 53, 54

21

j . w., s. 64-65

r o w c a wraz z odnalezioną w butelce n o t a t k ą . N o r w i d

22

O tekstach Notwida poświęconych mofzu i oktetom zob. M .

bardzo przeżył tę wiadomość, która przypomniała m u

Śliwiński, Peregrynacja morska, [w:] Tenże, Szkice o Norwidzie,

powrotną podróż z A m e r y k i

Warszawa 1998, s. 71-95; A . Melbechowska-Luty, Sztukmistrz.

swojej Książki

pamiątek

d o Europy. W k l e i ł

do

Twórczość artystyczna i myśl o sztuce Cypriana Norwida, Warsza­

w y c i n e k prasowy, „list z b u t e l ­

wa 2001, s. 107-113, 180-182

k i , która dotąd jest jedyną pozostałością tegoż s t a t k u "
i b i l e t pasażerski z „ P a c i f i c u " .

37

2 3

N i e ulega wątpliwości,

że ta tragedia, zaprzeczająca złudnej potędze nowocze­

1911, s. 1085-1086

snej t e c h n i k i , stała się dla N o r w i d a i m p u l s e m d o n a ­
pisania oceanicznej Legendy

o mirażach

2 4

cywilizacji.

C. Norwid, Cywilizacja. Legenda, Pwsz., t. 6, s. 46, t. 7, s. 519-522

2 6

M . Śliwiński, op. cit., s. 86-97

(komentatz J. W. Gomulickiego)

wynurzył się w jego wyobraźni z oceanicznej mgły. C y -

2 7

Słowackim, Lekcja IV, Pwsz., t. 6, s. 440

Przypisy
Cyt. za: jerzy Giedroyć,

Witold Gombrowicz, Listy

2 8

M . Janion, op. cit., s. 15

2 9

W. Gombtowicz, Trans-Atlantyk, Watszawa 1957, s. 11

3 0

Zapis z wywiadu przeprowadzonego z Jeremim Stempowskim,
[w:] Rita Gombrowicz, Gombrowicz w Argentynie.

1950-1969,

1993, s. 244, 245

3

Świadectwa

i dokumenty 1939-1963, Wroclaw 1991, s. 13

wybrał, opracował i wstępem opattzył A . Kowalczyk, Warszawa
2

Z. Ktasiński, Legenda, [w:] Trzy myśli pozostałe po śp. Henryku
Ligenzie, wyd. 3, Paryż 1863, s. 47-48; C. Norwid, O Juliuszu

i Trans-Atlantyk uległy zagładzie. W t a k i o t o

sposób okręty i ludzie doświadczyli d o t k n i ę c i a losu.

1

2 5

zapamiętać,

skoro po 24 l a t a c h zatopiony statek, ów „brat zabity",
wilizacja

Pisała o tym Maria Janion, Jak smutny żeglarz...", [w:] C. Not­
wid, Cywilizacja. Legenda, Gdańsk 1978, s. 5-15

Również G o m b r o w i c z musiał wiedzieć o w o j e n n e j ka­
tastrofie „Chrobrego" i dobrze t e n f a k t

Z. Przesmycki, Opis dodatków artystycznych, [w:] Cypriana Nor­
wida Pisma zebrane, wydał Z. Przesmycki, Warszawa - Kraków

31

W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie,
Warszawa 1990, s. 7

Z. Łapiński, ja Ferdydurke, Lublin 1985, s. 103; Tenże, wstęp do:
Gombrowicz i krytycy, wybór i opracowanie Z. Łapiński, Kraków

3 2

S. Gębala, op. cit., s. 139-155

1984, s. 22

3 3

W. Gombtowicz, Risum teneatis. Od autora, [w:] J. Giedroyć, W.

3 4

W. Gombrowicz, Przedmowa do „Trans-Atlantyku",

W. Gombrowicz, Ferdydurke,

Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 456

[w:] Tenże, Dzieła, t. 2, redakcja

naukowa tekstu J. Błoński, Kraków 1987, s. 152, 153, 171.

[w:] Tenże,

Trans-Atlantylc, op. cit., s. 6-7

W Gombrowicz, Dziennik i953-J956, [w:] Tenże, Dzieła, t. 7,
tedakcja naukowa tekstu J. Błoński, Ktaków 1988, s. 18, 245

35

Z. Malić, „Trans-Atlantylc" Witolda Gombrowicza, [w:] Gombro­
wicz i krytycy, op. cit., s. 235-256

4

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., t . 8, s. 177

s

List C. Notwida do Jana Szwańskiego przed 6 IX 1876 г., [w:]

5 6

W. Gombtowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 106-107

Cyprian Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem

37

J. W. Gomulicki, Komentarz do Cywilizacji Norwida, Pwsz., t. 7,
s. 519-522

i uwagami krytycznymi opattzył Juliusz W. Gomulicki, t . 10,
Warszawa 1971, s. 78. Dalej cytuję: Pwsz., tom, strona.
6

List C. Norwida do Marii Trębickiej z maja 1854 г., Pwsz., t . 8,
s. 213.

'

Za udostępnienie mi tocznicowej pocztówki, poświęconej wypłynię­

Jerzy Giedroyć, Witold Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 100, 112,

ciu m/s „Chrobry" do Ameryki, dziękuję p. prof. Teresie Grzybkow-

241,317,340,352
8

W. Gombtowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 122

9

List C. Notwida do Jana Koźmiana z około 7 X I 1850 t., Pwsz.,

skiej i p. prof. Andrzejowi Grzybkowskiemu. Za przekazanie m i
dwóch fotografii Witolda Gombtowicza dziękuję p. dt Annie Lipie.

t. 8, s. 102

28

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.