f1dd9b7cc89c5bb6d9ea22cc3ff9ff86.pdf
Media
Part of Śmierć jako przynęta / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2
- extracted text
-
„Ton nadaje Radio Zet"
Agnieszka Kirchner
A n n a Wróbel
- Skończone! - powiedział ktoś nad nim.
Usłyszał jeszcze to słowo i powtórzył je w swojej duszy:
„Śmierć się skończyła, już jej nie ma"
Lew Tołstoj, Śmierć Iwana Iljicza
Przedmiotem kilku naszych refleksji na temat s'mierci w me
diach jest rozgłos'nia radiowa Radio Zet. Przedstawione niżej
uwagi nie są wyczerpującą analizą treści przekazu tego radia, są
to jedynie nasze uwagi, w jaki sposób niektóre z tych treści moż
na odczytać.
Radio Zet jest stacją ofensywną. Krótkie teksty mówione,
muzyka i reklamy pojawiają się z dynamiką analogiczną do ujęć
wideoklipu. Radio kładzie nacisk na szybkość i aktualność
(świeżość) podawanych informacji, relacjonowanie wydarzeń na
gorąco w formie czytanych jednym tchem lapidarnych i wyrazi
stych komunikatów:
...ale czy pomyślałeś o strefach czasowych? Ty słyszysz, my
doganiamy zdarzenia, zanim do ciebie dotrą. Ty odbierasz, my
przesuwamy je we właściwe miejsce, wyprzedzamy czas o dwa
naście godzin. Ton nadaje Radio Zet!
Temat śmierci w mniej lub bardziej bezpośredni sposób poja
wia się w Radiu Zet w serwisie informacyjnym, w reklamie roz
głośni i w Magazynie Sensacyjnym „Rewolwer i mikrofon". Ta
ostatnia audycja nadawana jest w poniedziałki. W oprawie aku
stycznej przypominającej ścieżkę dźwiękową filmu akcji odpo
wiada się na pytania - jak uniknąć kradzieży samochodu, jak za
bezpieczyć się przed włamaniem, czy posiadanie broni powinno
być dozwolone itd.
Reklama rozgłośni to piosenka stylizowana na folklor war
szawski; jest to rodzaj ponurej ballady z morałem, opowiadają
cej o ofierze szalonego fryzjera-mordercy:
[...] Dzidka zakład odwiedziła, koafiurę zamówiła,
złe Edmunda opętało, stało się, co stać się miało.
[krzyk kobiety]
Dzidko, Dzidko, och ty w życiu, czemuś loki swe suszyła,
Zetka przed nim ostrzegała, czemuś radia nie słuchała ?!
[głos]: Z Radiem Zet nie zginiesz.
Trzydzieści sekund grozy na małych ekranach.
Można wskazać na dwa aspekty obecności śmierci w Radiu
Zet: wskazać na częstotliwość, intensywność, z jaką radio o niej
mówi; oraz spróbować opisać charakter tej obecności.
Poprzez oczywisty fakt, że media żywią się spektakularnymi
wydarzeniami i poruszają się w globalnej skali - słuchacz Zetki
„ociera się o śmierć" w stopniu przekraczającym bezpośrednie
doświadczenie przeciętnego człowieka. Wystarczy, jeśli wysłu
cha kilka razy dziennie serwisów informacyjnych. Ma do czynie
nia z przekazem stale się radykalizującym:
Uwagę publiczną, chronicznie przytępioną
i zblazowaną
przez atrakcje coraz to liczniejsze, krzykliwsze i coraz bardziej
niesamowite, przyciągnąć mogą tylko zdarzenia szokujące, i to
szokujące bardziej niż wstrząsy wczorajsze. Jeśli zatem o pożą
daną siłę wstrząsu idzie, działa niejako tendencja jednoznacznie
i uparcie zwyżkowa, a nie ma lepszej recepty na wstrząs niż aro
gancka losowość i ostentacyjna bezcelowość aktów gwałtu.
„Eskalacja gwałtu" jest nieuniknionym następstwem szybkiego
„przejadania się " najbardziej nawet mrożących krew w żyłach
i odrazę budzących odmian terroru.'
Śmierć w Radiu Zet funkcjonuje jako informacja, jako ele
ment tej wizji świata, jaką radio tworzy, i jako chwyt reklamowy
(co jest powiedziane wprost w reklamie i sloganie reklamowym).
Natłok informacji i obrazów śmiertelnych ofiar katastrof, wo
jen i wypadków, powoduje oskarżenia mediów o drastyczność
i epatowanie śmiercią. Śmierć nie jest przedmiotem codziennej
ludzkiej refleksji, być może więc właśnie częstość tych obrazów
mogłaby uświadamiać odbiorcy jej powszechność, realność,
o jakiej na co dzień nie myśli; powodować jakiś rodzaj oswoje
nia z nią. Niepewność o jutro, o to, co może się przydarzyć za ro
giem albo w zaciszu domowym lub podczas nocnego powrotu do
domu, jest potęgowana przez natłok doniesień opisujących prze
moc. Wizja świata, jaką kreśli przed nami radio, to rzeczywistość
pełna zagrożeń i niebezpieczeństw. Nie tylko w wielkim mieście,
ale praktycznie wszędzie można spodziewać się aktów przemo
cy ze strony innych ludzi. Radio chce ułatwić nam poruszanie się
w tym świecie, a nawet przetrwanie w nim. „Rewolwer i mikro
fon" ma być właśnie czymś w rodzaju poradnika survivalu. Po
radnika niezbędnego, ze względu na wagę problemu. W zapew
nieniu, że „z Radiem Zet nie zginiesz" pojawia się sugestia, że
ostateczność, nieuchronność śmierci nie jest ani ostateczna, ani
nieuchronna. Tak jak wszelka krańcowość w świecie massmedialnym ulega ona stępieniu. Reklamowy slogan to coś więcej
niż utarty związek frazeologiczny, to zdanie należy potraktować
dosłownie: radio uchroni cię przed śmiercią. Odbiorca poddawa
ny jest wrażeniu, że istnieje możliwość odłożenia śmierci na
później, unikania jej w nieskończoność; jest to pozór nieśmier
telności, tak kuszący, że z lubością można się mu poddać. Dzia
ła tu i ta pokusa nieśmiertelności, i obawa przed nieoczekiwaną
śmiercią.
We wszystkich reklamach pojawiają się wybrane elementy
jakości ludzkiego życia, stanowiąc dla odbiorcy motyw do dzia
łania, do zachowania zgodnego z intencjami twórców reklamy.
W tym raju, który dostępny jest wszystkim pod pewnymi warun-
67
kami, w którym starość, brud i choroba nie mają prawa istnienia
- pojawia się śmierć. Jest chwytem, „przynętą" na potencjalnych
klientów. Przekaz brzmi: dzięki naszemu produktowi możesz ją
wyeliminować, nie obawiać się jej.
Śmierć, o jakiej słyszymy w Radiu Zet, to wiadomości z ser
wisu prasowego (wojny, masakry, kataklizmy, morderstwa), albo
informacje z takiej audycji jak „Rewolwer i mikrofon". Jest to
śmierć przypadkowa, irracjonalna, trudna do wytłumaczenia (jak
niezrozumiałe są okrutne zabójstwa dokonywane przez nastolat
ków). Śmierci nie można wyjaśnić. Nikt nie mówi, czym ona
jest. Radio Zet ostrzega przed śmiercią tak samo jak przed niską
temperaturą na zewnątrz, spodziewanym deszczem czy korkiem
w centrum. Te zjawiska są na równych prawach.
W rezultacie powstaje pewna wizja końca ludzkiego życia:
Śmierć jako przypadek: śmierć w następstwie wypadku sa
mochodowego, napadu itp. jest kwestią absolutnego przypadku;
czymś, co może się przytrafić w każdej chwili; jest zdarzeniem
losowym, czymś, co nie powinno się było zdarzyć, pewnego ro
dzaju patologią. Zawsze mowa jest o śmierci nagłej, o wyjątku
od reguły; o tym, że można zginąć, ale nie o tym, że trzeba
umrzeć. Ktoś znalazł się przez przypadek w tym, a nie innym
miejscu i czasie, to głupi przypadek, pomyłka.
Śmierć jako błąd: przy spełnieniu pewnych warunków ona
nie miałaby miejsca (gdyby Dzidka Zetki słuchała...). Rzeczy
wistość jest podobna do gry komputerowej, która kończy się zbyt
szybko przez niezręczność lub brak czujności grającego.
Śmierć jako dzieło ludzkie: jest efektem ludzkiej przemocy;
skrajnym, ale wyłącznie ludzkim działaniem, to człowiek dyspo
nuje śmiercią, jest zależna od niego, nie jest ponad nim ani poza
nim.
Śmierć jest jednym z wielu niebezpieczeństw, na które czło
wiek musi być przygotowany, i z którym musi się zmagać sam;
nie pomaga mu żadna ze struktur, organizacji stworzonych
przez społeczeństwo. Instytucje takie jak wojsko, policja, są
downictwo z karą śmierci - nie wystarczają już, aby uchronić
obywatela przed niespodziewanym zgonem. W sytuacji krytycz
nej musi on sobie radzić sam, musi być gotowy na odparcie ata
ku, na „odpłacenie pięknym za nadobne". Jednostka sama wy
łącznie odpowiada za swój los. W ciągu życia świat zewnętrzny
jest dla niej tylko źródłem doznań, które przeżywa bez poczucia
więzi z innymi. Śmierć jest takim radykalnym indywidualnym
doznaniem. Nie chodzi o to, że się ją indywidualnie odczuwa,
bo to oczywiste, ale o to, że przestała być sprawą społeczności,
zbiorowości. Ona nie umie ani śmierci zapobiec, ani nie dostar
cza żadnych sposobów na sytuację obcowania ze śmiercią, do
świadczania jej.
Częstotliwości, z jaką pojawiają się w mediach obrazy śmier
ci, nie towarzyszy poczucie jej wyjaśnienia i rozumienia. Nastą
piło stąpienie wrażliwości na obrazy okrucieństwa i cierpienia
ludzkiego, oglądane dziś na co dzień, w warunkach tak normal
nych i ilościach tak olbrzymich, że nutą już bardziej niż szokują;
nie upływa dzień bez obejrzenia tuzinów nowych trupów i mor
derstw na ekranach telewizyjnych - w audycjach zwanych wia
domościami czy tych, które klasyfikują się jako przedstawienia
teatralne, seriale policyjne, filmy fabularne czy programy dla
dzieci [...]. Widoki okrucieństwa przestały być zdarzeniem od
świętnym, wymknęły się z karnawałowego rezerwatu i wlały się
szeroką strugą w nurt przeżyć codziennych.
2
Być może wszelka refleksja nad śmiercią to próba szukania
odpowiedzi na pytanie, czy i co jest poza tą granicą. To nie za
trzymywanie się przy znaku ze słowem „koniec". A tylko to sło
wo media są w stanie nam komunikować. W wyniku uporczywe
go powtarzania nie nabiera ono nowej treści, odczuwa się raczej
dewaluację jego siły i znaczenia.
PRZYPISY
1
2
Zygmunt Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności,
Tamże, s. 47
Toruń 1995, s. 62.
Śmierć jako przynęta
Dorota Hall
„Jeśli modernizm prowadził niegdyś do ukształtowania
»estetyki szoku«, to wydaje się, że wysiłek ten skończył się po
rażką." - stwierdził Matei Calinescu opisując nasz pluralistycz
ny świat, w którym w zasadzie wszystko jest dozwolone. Mnie
zastanawia, czy aby na pewno szokowanie przedstawieniami
śmierci jest tak bardzo passe, jak chciałby tego Calinescu (i jak
to powszechnie głoszą inni badacze kultury współczesnej).
Przyjmuję więc rolę advocatus diaboli i śpieszę zawezwać
świadka.
W hiszpańskiej gazecie „El Pais" z 8.06.1996r. znalazłam
zdjęcie nieżywej, porzuconej w trawie dziewczyny. Była to foto
grafia rodem jak z kroniki kryminalnej, a widniał pod nią taki oto
podpis:
1
1
no
Przemoc jako przynęta
Australijskie pismo młodzieżowe „Juice" wywołało skandal swoim
ostatnim numerem. Na sześciu stronach poświęconych modzie zaprezen
towało modelki sfotografowane tak, jakby zostały uduszone, utopione,
zgwałcone, jakby zmarły na skutek przedawkowania narkotyków, zawa
łu serca czy jakiejś innej choroby. Makabryczne zdjęcia tączyt sugestyw
ny tytuł: „Live fast... Fashion to die for". Na zdjęciu modelka upozowana na - przypuszczalnie - uduszoną.
Towarzyszył mu krótki felieton:
MODA
(Vincente Verdu)
Australijskie młodzieżowe czasopismo „Juice" wywołało wzburze
nie publikując przed paroma dniami zdjęcia mody. Modelek nie pokaza
no na nich jako dziewczyny pełne życia; przedstawiono je jako martwe.
Niektóre wyglądały na ofiary gwałtu z uduszeniem, inne prezentowały
sobą zwłoki rozbite w wypadku, jedna - osobę zmarłą w wyniku
przedawkowania.
Chodziło nie tylko o to, aby powab seksualny modelek przesiąknięty
był śmiercią; ważniejsze było, że śmierć je dosięgła właśnie w tych, a nie
innych ubraniach. Kogo śmierć pozostawia nagiego, jak topielca, zosta
wia go także bez historii i - w konsekwencji - bez seksualności. Tutaj
z seksualnością mamy do czynienia, ponieważ modelki, ubrane, mie
szczą w sobie intymność i tajemniczą biografię. Cały żywot martwych
ciał streszcza się w fałdach ich spódnic, w nieładzie ich bluzek. Zwykli
śmy wiązać erotyzm z podnieceniem, a nie ma pobudzenia większego,
niż to zrodzone na granicy śmierci. Kobiety są powalone, ujarzmione, ale
już nie przez przyjemność; przez zniewolenie nieszczęściem.
Na wszystkich fotografiach pojawiają się w ekstazie bardziej „stam
tąd", podczas gdy ubrane są „stąd". Ich bezwładne ciała jednoczą modę
z tragedią, pospolitość z nieskończonością, perfekcyjną sylwetkę z total
nym zniszczeniem. Z tej kombinacji rodzi się erotyzm wyższego rzędu.
Gdy modelki prezentują modele na wybiegu, głównymi bohaterkami są
one właśnie. Ale tutaj obiektami pierwszoplanowymi są ubrania, zamie
nione w świadków i całuny. Pod nieobecność rozkołysanego chodu, ży
wego oddechu i uśmiechu cała zmysłowość modelek koncentruje się na
ich stroju. Jest to całkowite przeobrażenie. Pozostaje tylko moda.
Z nagłówka prasowej notki zaczerpnęłam tytuł mojego te
kstu, zastąpiłam jednak słowo „przemoc" słowem „śmierć",
aby wskazać na to, co rzeczywiście przyciąga uwagę oglądają
cego zdjęcia - właśnie śmierć, tu konkretnie martwe ciało. In
teresuje mnie z jednej strony, jak ją wykorzystano w „Juice"
(śmierć jako przynęta dla oglądających zdjęcia), a z drugiej jak o niej napisano w „El Pais" (śmierć jako przynęta dla ko
mentatorów).
Okazuje się, że trudno jest pisać o opublikowanej w „Juice"
modzie, w każdym razie gazeta „El Pais", mimo iż odważnie
podjęła temat, nie zdołała wyjść poza wypróbowane metody opi
su (zaatakować lub wyśmiać, a najlepiej jedno, i drugie) fotogra
fii kłopotliwych (tak właśnie myślę: kłopotliwych - nie takich
znowu równych innym, wystawionym obok w „kulturalnym su
permarkecie"). Krótki tekst spod zdjęcia nawiązuje do toczonej
w wielu krajach (także w Hiszpanii) dyskusji nt. nadmiaru prze
mocy w mediach i jest niczym innym jak tylko oskarżeniem au
stralijskiego pisma o propagowanie przemocy. Wprawdzie nie
sformułowanym wprost, lecz łatwo dającym się odczytać, nie
tylko z samego nagłówka, lecz także - a może przede wszystkim
- z pełnego dezaprobaty wyróżnienienia kursywą słowa „suge
stywny", gdy mowa o „sugestywnym tytule", pod którym ukaza
ły się zdjęcia. Natomiast do przewrotnego potraktowania tematu
ucieka się autor felietonu Vincente Verdu (pisząc lekkim tonem
uzyskuje spory dystans do szokujących zdjęć).
Verdu nie chce zapewne dołączać do niezbyt oryginalnych
głosów krytyki świadomym będąc, że takie głosy niewiele dziś
znaczą - przecież tak naprawdę wszystko jest dozwolone. A mo
że po prostu (niby na wzór fenomenologów) zawiesza swoje są
dy (a konkretnie odczucia związane z widokiem zamordowanych
dziewczyn), aby dotrzeć do nowych znaczeń (pokazać, jak dzięki
takiemu przedstawieniu modelek maksymalnie dało się wyeks
ponować prezentowane ubrania). Tak czy inaczej, w swoim tek
ście, mimo iż błyskotliwym, zdaje się nie przywiązywać należy
tej wagi do pierwszego wrażenia, które pojawia się, gdy spojrzy
my na komentowane fotografie - bo czy pomimo ciągłego obco
wania z różnorodnością naszego świata, nie doznajemy na ich
2
widok szoku i zgorszenia? Wydaje mi się nadto, że to na tym
właśnie doznaniu p o p r z e s t a j e
większość oglądających
zdjęcia; wszak liczne reklamy, niezliczone kolorowe fotosy,
którymi bombarduje nas kultura masowa, obliczone są zwykle
właśnie na emocje pojawiające się w pierwszym odruchu odbior
cy. Zgorszony czytelnik pisma „Juice", zaznajomiony z językiem
kultury masowej, nie ma więc powodów, aby porzucać swoje
pierwsze odczucia i otwierać się na nowe doznania, szczególnie,
że nic go tutaj wyraźnie do tego nie prowokuje (a mógłby to być
np. umiejętnie dobrany tytuł zdjęć; zdarzają się tego typu sloga
ny reklamowe).
Zdjęcia z „Juice" epatują śmiercią, którą posłużono się w tak
niestosownych okolicznościach - na użytek pokazu mody. Być
może właśnie na skandal były obliczone. Tak czy inaczej zgor
szenie budzą. I to w każdym. Sądzę, że także w antropologu,
otwartym przecież na wielorakie ich interpretacje. Nieraz zdarza
się nam oglądać reklamy, obrazy, fotografie, wokół których wy
buchają skandale (w takich przedstawieniach celuje np. firma
Benetton), ale zwykle gorszą one określoną grupę ludzi. Ostro
protestują na przykład konserwatywni chrześcijanie przeciwko
reklamie dżinsów Otto Kern ukazującej Ostatnią Wieczerzę, na
której Jezus i apostołowie-kobiety siedzą topless (ubrane w same
dżinsy). Ale poza oburzonymi są liczne osoby zupełnie obojętne
wobec takiego przedstawienia, albo tacy, którzy na jego widok
uśmiechają się tylko pod nosem, a znajdą się także obrońcy bluźnierczej fotografii. Tak to się już kręci nasz pluralistyczny
świat. Jednak pokazanie śmierci tak pierwszoplanowej i dra
stycznej jak w „Juice" (i do tego w celach komercyjnych!) nie
pozwala na żadną obojętność - śmierć dotyczy, a więc przejmu
je każdego i w tym właśnie leży jej wielka siła.
Wprawdzie charakterystyczną cechą estetycznego przekazu
jest jego wieloznaczność (odmienne opinie o dziele mogą być
punktem wyjścia do dyskusji), jednak trudno jest pojmować fo
tografie opublikowane w „Juice" wyłącznie w kategoriach sztu
ki. Już sam ich tytuł mieszczący się świetnie w konwencji rekla
mowego sloganu („Live fast... Fashion to die for") skłania do
mówienia o nich jako o zdjęciach reklamowych. Ale i bez niego
nie można byłoby traktować fotografii wyłącznie jako artystycz
ne, gdyż lansując nowe modele zawierają w sobie element per
swazyjny. A jako przynależne kulturze masowej, czyli oddziału
jące natychmiastowo, zatracają swą wieloznaczność. Pierwsze
wrażenie na widok tak przedstawionej śmierci jest na tyle silne,
że pozostawia niezwykle małą furtkę dla dalszych rozważań.
I nawet jeśli uznamy, że wślizguje się w nią Vincente Verdu, to
jego tekst, potraktowany poważnie, budzi pewien protest: śmierć,
przynajmniej w niektórych swoich przedstawieniach (takich jak
to z „Juice"), pozostaje obojętna na zmianę czasów, wciąż jest te
matem kłopotliwym, szokuje, trudno o niej mówić czy pisać (i to
dzisiaj - w czasach, gdy nazywamy siebie społeczeństwem deliberacyjnym, doskonalącym się w rozważaniach i orzekaniu
o przedmiotach, od których właśnie poprzez deliberacje coraz
bardziej się oddalamy). Może wobec tego wciąż przynależy do
(nie do końca przebrzmiałej) „estetyki szoku"?
A tak przy okazji: mówi się o mediach, że banalizują śmierć.
Czy fotograf modelek ją zbanalizował? Na pewno, choćby w tym
sensie, że posłużył się nią jako (skuteczną!) przynętą dla celów
komercyjnych. Ale czy śmierć rzeczywiście daje się zbanalizować? Skoro wciąż silnie oddziałuje, to może nie ma powodów,
abyśmy o banalizowaniu mówili?
PRZYPISY:
' M. Calinescu, Faces of Modernity: Avant-Garde, Decadence, Kitsch,
Bloomington 1977, s. 146. Cyt. art. za Z. Baumana, Prawodawcy i tłumacze,
w: Postmodernizm. Antologia tekstów, (red.) R. Nycz, Kraków 1997, s. 286.
2
Znany w Hiszpanii ze swych licznych artykułów antropolog zaj
mujący się kulturą współczesną.
69
