-
extracted text
-
„Etnografia Polska", t. XXXVIII: 1994, z.1 - 2
PL ISSN 0071-1861
HALINA G E R L I C H
(Katowice)
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO - OSWAJANIE
ZIEM ZACHODNICH. ANALIZA JEDNEGO PRZYPADKU
W ŚWIETLE RELACJI AUTOBIOGRAFICZNYCH
„Płacz, nasza wędrówka się skończyła" (mówi Pawlak do Kargula, sąsia
da i wroga z biednej wioski na byłych polskich Kresach Wschodnich, teraz
w nowej sytuacji znów sąsiada i być może znów wroga, ale już w realiach wsi
dolnośląskiej. Te słowa padają w niezapomnianym filmie Sylwestra Chęciń
skiego „Sami swoi", którego akcja toczy się w początkowej fazie, jak to
określają znawcy problemu tzw. okresu osadniczego na Ziemiach Zachod
nich (Misiak 1989, s. 98). Wypowiadane są w chwili szczególnej, gdy owa
wędrówka obiektywnie się skończyła, a w wielu mikroświatach tzw. Ziem
Odzyskanych Polacy pochodzący z różnych regionów kraju zaczęli od wio
sny 1945 r. budować, jak określali, „swoje polskie życie". Kształtowana była
rzeczywistość będąca od początku, lecz z różnym natężeniem, obiektem
badań etnograficznych. Część z nich dotyczyła obszaru Dolnego Śląska
- Silesia Interior, Niederschlesien (Orzechowski 1971, s. 82-83). Henryka
Wesołowska wyróżniła dwa zasadnicze ich kierunki. „Pierwszy [...] reprezen
towały zainteresowania rodzimą kulturą wsi dolnośląskiej, a zwłaszcza za
stanymi tutaj po I I wojnie światowej tradycyjnymi elementami środowiska
kulturowego. Drugi nurt dotyczył badań nad współczesnymi przemianami
kulturowo-społecznymi zachodzącymi na wsi dolnośląskiej, stanowiącymi
konsekwencje powojennych procesów migracyjnych oraz towarzyszących im
zjawisk modernizacyjnych, które w tym regionie przebiegały ze szczególnym
nasileniem" (Wesołowska 1989, s. 13). Naszym natomiast celem jest próba
ukazania wybranych aspektów zbiorowego losu Polaków zasiedlających
Ziemie Zachodnie na podstawie jednostkowych relacji autobiograficznych
mieszkańców wsi N . w województwie wałbrzyskim . Owe jednostkowe
1
1
Wieś N . leży w woj. wałbrzyskim, konkretnie w trójkącie, którego wierzchołki stanowią
miejscowości: Ząbkowice Śląskie, Kamieniec Ząbkowicki, Bardo Śląskie. W chwili zasiedlania
przez Polaków wieś liczyła 53 gospodarstwa i taki mniej więcej stan utrzymuje się przez
cały okres. Jest to ulicówka o długości ok. 1,5 km. W analizowanym okresie powierzchnia
26
HALINA G E R L I C H
relacje to tzw. historie życia. Dla etnografii stanowią niezwykłe źródło, lecz
trzeba pamiętać, iż w każdym konkretnym przypadku jest to oryginalny,
specyficzny i niepowtarzalny tekst, który jednak wymaga, jak to określa
Anna Giza „pogłębionej interpretacji i rozumienia" (Giza 1991, s. 105). Tak
rozumiana relacja wspomnieniowa to swobodna, niczym nie skrępowana
indywidualna opowieść autobiograficzna formułowana w typowy dla jed
nostki sposób. Interwencja badacza jest tu sprowadzona do niezbędnego
minimum, owa relacja zaś ogranicza się do prezentaqi głównych, z punktu
widzenia narratora, wydarzeń, zjawisk i procesów, spraw małych i wielkich,
specyficznego sposobu ich widzenia i komentowania. Historia życia jest tu
widziana poprzez filtr własnych doświadczeń, także poprzez filtr zbiorowej
świadomości historycznej pokolenia. W tym kontekście należy przywołać
Gerharda Kloskę, który mówi, że „świadomość historyczna [...] to właściwy
jednostce zbiór wyobrażeń, pojęć i sądów dotyczących wydarzeń prze
szłości i wpływających na jej zachowania werbalne i pozawerbalne" (Kloska
1979, s. 113). Dodajmy, że chodzi tu o świadomość potoczną, a więc
dalece zmitologizowaną w znaczeniu, jakie nadaje temu procesowi Czesław
Robotycki (Robotycki 1980, s. 77-78). Trzeba wreszcie zwrócić uwagę, że
widoczna w tych relacjach postawa wobec przeszłości ma swoisty charakter
- jak to określa Jerzy Maternicki - „antropologiczny". Dlatego, że historia
jest tu „weryfikatorem takich pojęć, jak szczęście, godność, miłość, lojal
ność, obowiązek, poświęcenie, honor..." (Maternicki 1990, s. 42-43).
Relacje autobiograficzne mieszkańców wsi N . to relacje o konkretnym
fragmencie rzeczywistości minionej, także wyobrażenia, opinie, sądy i komenta
rze. Jest to historia tak właśnie widziana, historia własnego życia i tamtych
czasów to znaczy - w interesującej nas perspektywie - od okresu stopniowego
wkraczania na ziemię dolnośląską, zasiedlania nowej przestrzeni i wspólnego
bytowania z Niemcami, aż do chwili ich wyjazdu. Konkretyzując, jest to okres
od wiosny 1945 r. do kwietnia 1946. W tych ramach czasowych interesują nas
pewne wybrane aspekty ówczesnej rzeczywistości.
Bez komentarza pozostawiamy kwestię obiektywności historycznej. Nie
interesuje nas tu bowiem wiarygodność opisywanej rzeczywistości minionej.
Najważniejsze jest bowiem to, że tak, a nie inaczej została zachowana
w pamięci. A zatem, nie interesuje nas w perspektywie indywidualnych
historii życia obiektywna rzeczywistość lat 1945-1946, lecz obiektywna
pamięć o niej.
gruntów wynosiła 372,10 ha. Uprawiano głównie żyto, pszenicę, jęczmień, owies, ziemniaki,
buraki cukrowe i pastewne, lucernę. We wsi działały m.in. warsztat kowalski, szewski, sklep
spożywczy, także karczma. W 1879 zbudowano we wsi szkołę, a elektryfikację przeprowa
dzono w 1919 r.
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
27
Pierwsi polscy mieszkańcy wsi N . to głównie, podobnie jak i w innych
miejscowościach Dolnego Śląska (patrz пр.: Kościk 1982; Kusiak 1982;
Misiak 1967), dwie kategorie migrantów. Pierwsza z nich to tzw. migranci
wewnętrzni, druga - tzw. migranci zewnętrzni. W kilku zaś przypadkach
interesującą nas wieś zasiedlali także reprezentanci tzw. osadnictwa woj
skowego oraz osadnicy, którzy wracali do Polski po przymusowych robo
tach w I I I Rzeszy. Dla jasności wywodu trzeba zaznaczyć, co wyraźnie
podkreśla Wanda Czapran (1988, s. 313), że w literaturze etnograficznej,
w interesującym nas zakresie problemowym stosuje się pojęcia zaczerpnięte
z oficjalnej terminologii stosowanej przez ówczesne urzędy repatriacyjne,
a odnoszącą się do osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych. Do grupy głów
nych pojęć należały między innymi: „osadnik" i „repatriant".
Wyjaśnijmy zatem, że „osadnicy" to najogólniej kategoria ludności
przybywająca „na Zachód" z centralnych obszarów Polski, czyli z tzw.
Centrali. „Repatrianci" natomiast to ludność przybywająca z byłych pol
skich Kresów Wschodnich. Stosując to pojęcie w większości opracowań
pomija się szczególną formę politycznej manipulacji. Bo w klasycznym
rozumieniu „repatriacja" to po prostu powrót obywateli konkretnego kraju
(np. internowanych, przesiedleńców czy wysiedlonych) do swojej ojczyzny.
A przecież w interesującym nas przypadku polska ludność Kresowa nie
zmieniła swojego miejsca zamieszkania. Jej sytuacja uległa zaś dramatycznej
zmianie wskutek przesunięcia granic, co spowodowało jej włączenie do
obcego organizmu państwowego. W efekcie konkretnych decyzji między
narodowych i konkretnych umów dyplomatycznych nastąpiła też możliwość
i konieczność migracji.
W tradyqi językowej mieszkańców wsi N . „migranci wewnętrzni" to
przede wszystkim właśnie „osadnicy", ale także: „Centralaki", „ci z Cen
trali", „Górale". „Migranci zewnętrzni natomiast to przede wszystkim
„repatrianci", a ponadto: „Zaburzanie", „ci zza Buga", „Wschodniaki",
„Kresowiaki", i już bardziej pejoratywnie „Ruski", „Ukraińcy" czy „Warszawiaki zza Buga".
W świetle omawianych historii życia przyczyny opuszczenia „ojcowizny",
czy jak to inni określają „stron rodzinnych" i osiedlenia się na Ziemiach
Zachodnich upatrywane są w dwóch zespołach czynników. Pierwszy z nich,
typowy dla „migrantów wewnętrznych" czyli inaczej „osadników", określany
jest w kategoriach dobrowolnej decyzji o migraqi, której źródłem jest odczuwa
na potrzeba poprawy dotychczasowych warunków życia. To była migracja „za
chlebem" i „lepszym jutrem". W takim rozumieniu ten typ motywaqi znajdo
wał wówczas potwierdzenie nie tylko w mikroskali analizowanego przypadku
wsi N., ale także w makroskali. Nader wyraziste potwierdzenie tego odnajduje
my w literaturze przedmiotu. I tak, przykładowo, Józef Chałasiński we wstępie
do Pamiętników z Ziem Zachodnich i Północnych zilustrował zasygnalizowaną
tendencję na przykładzie biografii 19-letniej dziewczyny, o której napisał
- określając zarazem lapidarnie pewien model migracyjny - następująco:
28
HALINA GERLICH
„Jechała z własnej inicjatywy, w dążeniu młodości do tworzenia nowego,
lepszego życia na nowych ziemiach" (Chałasiński 1965, s. 5).
Ta grupa jechała na Ziemie Odzyskane z dwóch przestrzeni, to znaczy
z obszaru Niemiec, gdzie przebywała na robotach, albo z tzw. Centrali.
Wspomniany socjolog tak pisze o tych, którzy powracali z I I I Rzeszy: „Na
Zachód! Dla wielu osadników, którzy natychmiast po zakończeniu działań
wojennych osiedlili się na Ziemiach Zachodnich i Północnych nie był to
nowy szlak migracyjny. Niejeden z nich był w czasie wojny na pracy przy
musowej [...]" (Chałasiński 1965, s. 5). I to właśnie oni byli nieraz realnie
pierwszymi osadnikami. Ale z tzw. Centrali i terenów przyległych do Śląska
już od początku szli „na Zachód" ci osadnicy, którzy wręcz podążali za
posuwającymi się w kierunku Odry i Nysy wojskami. Janusz Ziółkowski
w związku z tym pisze: „Już w pierwszych miesiącach 1945 roku krok
w krok za Armią Czerwoną i administracją polską obejmującą Ziemie
Odzyskane napływać tu poczęła samorzutnie ludność przyległych woje
wództw Polski centralnej tworząc łącznie z ludnością polską przebywającą
w Rzeszy na robotach przymusowych pierwszą kadrę osiedleńczą odzy
skanego terytorium" (Ziółkowski 1959, s. 142).
W relacjach autobiograficznych ten typ motywaqi, dodajmy bardzo
wyraźnie charakteryzowany, odzwierciedla przykładowo następujący frag
ment wspomnień: „Wojna się skończyła. Dokoła bieda. Siostry i bracia
w różnym wieku. Pole małe. Żyć się chce, a tu bieda. To co było robić.
Chciało się żyć lepiej. A w głowie było zielono. Świat stał otworem. Były te
ziemie na Zachodzie, to zaraz też pojechałem do tego nowego świata".
Natomiast ludność z Kresów Wschodnich jechała z innego powodu.
„Nagle się to wszystko zawaliło. Było już wiadomo, że Polski tu u nas
nie ma, że żyliśmy tu przez wieki, a teraz to już inne państwo. Zakręciła
się historia i co było robić. Między cudzymi żyć nie szło i na pewno by nie
pozwolili, tośmy szli tam, gdzie Polska była [...]". Wskutek umów między
PKWN a władzami Ukraińskiej i Białoruskiej SRR (z 9 września 1944 r.)
i Litewskiej SRR (z 22 września 1944 r.) a także porozumienia Tymczaso
wego Rządu Jedności Narodowej z władzami sowieckimi (z 6 lipca 1945 r.)
rozpoczął się proces przesiedlania. Historyk Wojciech Roszkowski pisze:
„Polacy i Żydzi, którzy potrafili udokumentować swe obywatelstwo RP
2
2
Wszystkie przywoływane w artykule wypowiedzi informatorów pochodzą z badań
własnych autorki. Zostały przeprowadzone, z przerwami, w okresie od wiosny 1991 do
wiosny 1994 r. Przede wszystkim wykorzystane zostały następujące relacje - „historie życia":
Franciszka Adamowskiego, Marii Adamowskiej, Ireny Biernackiej, Stefana Biernackiego,
Wandy Biernackiej, Cecylii Bryśkiewieżowej, Kazimierza Dudleja, Heleny Kogut, Władysława
Koguta, Wandy Korczyńskiej, Marii Korczyńskiej, Katarzyny Kudryńskiej, Emilii Kuzerowej,
Władysława Paciorka, Benedykta Rataja, Janiny Rataj, Józefa Sędzika, Weroniki Sędzikowej,
Marty Tracz, Władysława Tracza, Józefy Westler, Karola Winiarskiego oraz Michała Zarzy
ckiego. W tym miejscu chciałabym podziękować moim wszystkim rozmówcom, a szczególnie
Pani Janinie Rataj.
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
29
sprzed 1939 г., mogli wybrać przynależność państwową i miejsce zamiesz
kania w Polsce lub w Związku Radzieckim" (Roszkowski 1991, s. 157). Tym
samym rozpoczęła się wędrówka do Polski, zwłaszcza na Ziemie Odzyskane.
Ta fala dotarła również do wsi N . „I tu zaczęło się nowe życie, bo zacząć się
musiało. Wyboru za wielkiego tam na wschodzie nam nie dali".
Pomijając prezentaqe szczegółowych danych statystycznych, należy
stwierdzić, iż w analizowanym okresie stan ilościowy dwóch głównych kate
gorii migrantów pozostawał na tym samym mniej więcej poziomie. Znajduje
to również swoje odzwierciedlenie w relacjach: „Było nas tu mniej więcej
równo, po połowie nas ze Wschodu i z Centrali. Ale nas ze Wschodu chyba
zawsze jednak trochę mniej [...]".
Z jakich zaś zbiorowości pochodzą obecni mieszkańcy wsi N.? To, poza
nielicznymi wyjątkami, przede wszystkim migranci ze środowisk chłopskich,
głównie z dalece tradycyjnych społeczności wioskowych charakteryzujących
się ograniczoną ilością kontaktów zewnętrznych, wyraźną koncentracją
życia do wewnątrz. Zarówno w przypadku „Centralaków", jak i „Kreso
wiaków" wsie są na ogół określane jako „takie starodawne", „spokojne",
w których „żyło się i pracowało spokojnie", „wszyscy się znali", „każdy
miał do drugiego zaufanie". Jednak w przypadku Centralaków bardzo
wyraźnie eksponuje się niski standard życia, a nawet „biedę i głód, bo one
ciągle były w naszych domach".
Obraz opuszczonych wsi rodzinnych to obraz ulegających dekompozycji
dalece tradycyjnych społeczności, z których każda to po prostu „swojska
ekumena", w pełni „oswojona", bezpieczna, znana, nasycona tylko tym, co
własne, typowe i bezpieczne. Po prostu „tam człowiek czuł się jak u siebie
w domu". Tak rysowane są nawet społeczności Kresów Wschodnich, które
były narażone na konflikt etniczny.
Ta miniona już rzeczywistość jawi się jako wręcz idealna, swoiście baj
kowa. Krajobraz jest nostalgicznie wyidealizowany. To jest zwłaszcza typo
we dla Kresowiaków. Oni też podkreślają nieodparty urok swoich stron,
niespożytą siłę rodzenia „cudownego czarnoziemu". Zwracają uwagę „na
zapierający dech w piersiach bezkres równin". To tylko tam niebo było
prawdziwe i piękne, tylko tam wody były czyste, a powietrze krystaliczne.
Tylko tam można się upajać zapachami traw i zbóż, tylko tam jest, czy
raczej była bujna przyroda. Tylko „tam" wiosny były cudowne, lata parne,
gorące, jesień prawdziwie złota, a zimy prawdziwie mroźne i białe.
W konsekwencji obraz tych stron rodzimych jest w przypadku Kresowia
ków obrazem sielskiej, nierealnej krainy. Tę minioną przeszłość swoiście się
idealizuje, i chce się idealizować bezustannie.
Jeśli chodzi o Centralaków, obraz stron rodzinnych również podlega
idealizacji, ale ograniczonej. Tam, skąd odeszli, również było wspaniale
i pięknie, ale przecież można to łatwo zweryfikować. Poza tym trudno
idealizować rzeczywistość, którą porzucono, bo w jej realiach nie istniała
żadna szansa „na lepsze życie".
30
HALINA GERLICH
W obu przypadkach ten idealny lub prawie idealny świat uległ jednak
w pewnym momencie rozpadowi. Nastąpiło to w chwili wybuchu I I wojny
światowej. Odtąd, zwłaszcza dla Kresowiaków, rozpoczęło się wręcz „piekło",
bo tak jest określana rzeczywistość, która nastała po upadku I I Rzeczypospo
litej. „Rusy wkroczyli i zaczęło się piekło. I trwało to już do końca. Bo po nich
przyszli Niemcy; Ukraińcy już zaczęli mordować:. A po Niemcach znów Ruski
weszli. A przez całe te lata głód, głód i mordowanie [...]"•
Odwołując się do prezentowanych historii życia można powiedzieć, że
w każdym indywidualnym przypadku I I wojna światowa spowodowała roz
chwianie, dekompozycję, a nawet rozpad istniejących struktur społecznych.
Jest to wyraźnie eksponowane. „To wszystko zaczęło się przez wojnę.
Wszystko się obróciło. Miliony ludzi zaczęły nie ze swojej woli wędrować.
Przez to żeśmy się znaleźli tu, w tej naszej wiosce. Tu nas ta wojenna
zawierucha przygnała, a Niemcy co ten wicher zapoczątkowali poszli stąd
daleko. I jak to zrozumieć?". To pytanie zadaje się rzeczywiście ciążyć nad
sposobem pojmowania rzeczywistości.
Jadąc na Zachód, jechali z pewną wizją tych ziem. Przede wszystkim
wiedzieli o nich, że „przez wieki należały do Niemców", „do Germana".
II
A jaka była podówczas wizja Ziem Zachodnich? Nie ma wątpliwości, iż
jawiła się jako terra incognita. Wyjdźmy zatem od stwierdzeń podstawo
wych. Otóż dla społeczeństwa polskiego cały Śląska, a więc zarówno Górny
Śląsk (patrz пр.: Bełza 1902; Wasilewski 1915; Wanatowicz 1992), jak
zwłaszcza Dolny Śląsk (patrz пр.: Zieliński 1974; Kolbuszewski 1985) był
- użyjmy określenia Zofii Kossak-Szczuckiej - „ziemią nieznaną" (Kossak-Szczucka 1932). Stąd zgodzić się trzeba z Ewą Maleczyńską, która tuż po
I I wojnie światowej pisała na łamach „Odry": „Dolny Śląska jest ziemią
nieznaną. Nieznaną nie tylko szaremu człowiekowi z głębi kraju, nie tylko
dzisiejszemu Dolnoślązakowi. Jest ziemią nieznaną w gruncie rzeczy nawet
specjalistom w danej dziedzinie, a w jej obrębie specjalistom w zakresie
zagadnień śląskich" (Maleczyńską 1946, s. 1). Tym bardziej musiał być
„ziemią nieznaną", a nawet złowrogą dla mieszkańców dalece tradycyjnych
społeczności wioskowych, którzy ku niej podążali, obojętnie - przymusowo
czy dobrowolnie. Lecz w tej szczególnej sytuacji, jaka nastąpiła po 1945 r.
dla wielu jawiła się również jako „terra repremissionis".
Mówiąc o ówczesnym obrazie Ziem Zachodnich trzeba odwołać się do
złożonej sytuacji politycznej tego okresu, zwłaszcza zaś zmiany polskich
granic państwowych, co spowodowało kontynuację polskiego ruchu migra
cyjnego, który rozpoczął się tuż po wybuchu I I wojny światowej. Wraz
z wysiedleniami Polaków dokonywanymi zarówno przez państwo sowieckie,
jak i nazistowskie (patrz пр.: Davies 1991, t. 2, s. 696-697) rozpoczęła się
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
31
owa, jak to określają mieszkańcy Ziem Zachodnich, „wielka polska
wędrówka ludów". Wiedza zaś o tych obszarach zawarta była po 1945 r.
głównie w akcji propagandowej tworzącego się państwa polskiego, ale
także w konkretnych ludzkich działaniach tych, którzy chcieli „na Zacho
dzie" budować „swój nowy dom". Jeden z informatorów mówi, a jest
to opinia dosyć typowa: „Politycy robili wtedy swoje. To znaczy ci wielcy
ze Wschodu i z Zachodu, te wszystkie Churchile i Staliny. Ale my, zwykli
ludzie chcieliśmy żyć i szukaliśmy miejsca na świecie. Było nam zabrane,
to szliśmy do tej nowej ziemi obiecanej. I wierzyliśmy, że trzeba tam
iść, bo to kiedyś było nasze".
Wizję Ziem Zachodnich, w tym także Dolnego Śląska, prognozowały
konkretne organy i urzędy państwowe (jak np. PKWN, Urząd Pełno
mocnika Generalnego dla Ziem Zachodnich, później od 13 listopada 1945 r.
Ministerstwo Ziem Odzyskanych, terenowe urzędy repatriacyjne, czyli tzw.
PUR-y, partie polityczne, wyspecjalizowane struktury wojskowe (np. Głów
ny Zarząd Polityczno-Wychowawczy WP), a także różne organizacje i towa
rzystwa, zwłaszcza Polski Związek Zachodni. Istotne znaczenie odgrywała
również ówczesna prasa, która zawierała sporo informacji o Ziemiach Od
zyskanych. W przypadku Śląska na szczególną uwagę zasługują: „Dziennik
Zachodni", „Pionier", „Gazeta Dolnośląska", „Odra", „Zaranie Śląskie"
i wiele innych (patrz пр.: Brożek 1947, s. 105-109). Masowo pojawiały się
również różne prace naukowe, jak i popularno-naukowe (patrz пр.: Bednorz
1946 b; Grabski 1945; Piwarski 1947; Wrzosek 1945) poświęcone skom
plikowanym dziejom Śląska, zawsze jednak eksponujące ich piastowską
przeszłość. Podobnie było w przypadku literatury pięknej (patrz пр.:
Hierowski 1946; Papee 1946). Jednak w przypadku środowisk wiejskich,
wiedzę o Ziemiach Zachodnich czerpano głównie z działalności agitacyjnej
urzędów, także z różnych apeli i odezw.
Niewątpliwie szczególną, choć jeszcze nie w pełni rozpoznaną rolę ode
grał także Kościół, choć jego zasługi polegają przede wszystkim na dążeniu
do bezkonfliktowego zasiedlenia Ziem Odzyskanych (patrz пр.: Majka 1971;
Raina 1994).
Sumując, z różnych źródeł wyłaniał się w efekcie dość jednolity obraz
tych ziem, który przede wszystkim podkreślał ich polskość, piastowską
przeszłość, grabieżcze zawładnięcia przez „ziejącego nienawiścią Niemca, co
nastąpiło w X V I wieku", i sprawiedliwy akt powrotu do Macierzy, który się
właśnie dokonywał. Ci zaś, którzy w tym procesie zasiedlania ziem piastow
skich „na Zachodzie" uczestniczyli, byli nie tylko pionierami, ale wręcz
herosami nowych czasów. Potencjalnych osadników przekonywano, iż oto
spełnia się cud, na który Polska czekała przez wiele wieków. „Mówiono
nam, że idziemy szlakiem Chrobrego i na Odrze słupy już stoją, a my mamy
tam gospodarzyć dla siebie i wszystkich".
W rezultacie, nie wchodząc w szczegóły, w rozumieniu informatorów
panował pewien kanon wiedzy historycznej o Ziemiach Zachodnich, który
32
HALINA GERLICH
powtarzano: „Człowiek to znał już na pamięć, jak pacierz. I mieliśmy to
w głowie i szliśmy". Ów kanon (patrz пр.: Nowakowska 1981, s 446-447)
obejmował na ogół następujące informacje: „Śląsk od prawieków był zamie
szkały przez Słowian, to znaczy Polaków [...]"; „Za jednego króla przed
sześcioma wiekami Śląsk zabrali Niemcy [...]"; „Teraz musimy tu przyjść, bo
to nasze i tu żyć [...]". Natomiast w typowej broszurze propagandowej
z początku 1945 г., wydanej na pewno jeszcze przed zakończeniem I I wojny
światowej stwierdzano: „Śląsk już w zamierzchłych, przedhistorycznych cza
sach zamieszkiwały plemiona lechickie [...]" (O Ziemie Polskie..., b.r.w.,
s. 12). „Przed 6-ciu wiekami oderwano lud polski na Śląsku od Macierzy
(tamże, s. 13), „Sprawa powrotu Śląska do Polski, to nie tylko odzyskanie
zrabowanej nam przed wiekami ziemi, ale także warunek bezpieczeństwa
państwa polskiego" (tamże,, s. 16). Wyraźnie też uzasadniano przyczynę
zmiany polskich granic państwowych: „Odpadną od Polski ziemie wschod
nie, gdzie mieli swe olbrzymie majątki najwięksi obszarnicy. Natomiast
zostaną przyłączone do Polski ziemie na Zachodzie [...]. Znikną magnaci,
którzy posługując się swym bogactwem i wpływami łamali reformę rolną,
którzy zwalczali uprzemysłowienie kraju [...]. Wrócą do Polski ci, których
pracą została zbudowana i żyła cała potęga przemysłu Śląska. Ziemie
wschodnie niepolskie były źródłem, z którego na cały kraj rozlewała się fala
reakcji. Na tzw. Kresach wschodnich stosowano wobec innych narodowości
ucisk policyjny i administracyjny, który potem przenoszono na resztę kraju"
(tamże, s. 9). Odwołując się do relacji autobiograficznych można stwierdzić,
iż owa argumentacja dotycząca Ziem Odzyskanych przekonywała w katego
riach racji patriotycznych, lecz odrzucane były te treści, które miały charak
ter ideologiczny i polityczny. Nie akceptowano też, co oczywiste, utraty
Kresów Wschodnich, a na Zachód podążano, choć z obawą i troską, „bo
nikt nie wiedział, czy będzie to już na pewno nasze [...]. A byli też wśród nas
tacy, którzy jechali z Kresów, a mieli wbite do dokumentów: „ewakuacja
tymczasowa", to mocno liczyli, że posiedzą trochę na Ziemiach Zachodnich,
a potem wszyscy znów do domu wrócą".
Owa wizja Ziem Odzyskanych była cząstkowa, ale dla większości stano
wiła szansę „na nowe życie".
Spróbujmy więc prześledzić, lecz tylko w sensie ogólnym, drogę jaka
wiodła „na Zachód". Na samym wstępie trzeba wyraźnie podkreślić, iż sam
fakt rozpoczęcia owej szczególnej podróży w nieznane, zwłaszcza w przypad
ku ludności z Kresów Wschodnich, pobudzał do szczególnej refleksji, do
budowania specyficznej pamięci. Jest to tendencja niezwykle typowa, często
zawarta w różnych wspomnieniach i pamiętnikach. I tak, przykładowo,
autor pamiętnika „Ziemia rodzinna" (nr 3897) zawartego w Pamiętnikach
Ziem Zachodnich, tak rozpoczął swoje wspomnienie tamtego czasu: „Jadąc
na Zachód, na Ziemie Odzyskane, w wagonach bez dachu, najbardziej
wtedy zacząłem pamiętać" (Chałasiński, Gołębiowski, Jagiełło, Jakubczak
1965, s. 55). Podobnie jest również w relacjach - „historiach życia" miesz-
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
33
kańców wsi N . : „Jak wsiedliśmy, i zaczęła się ta jazda, to za serca coś brało,
ściskało, łzy płynęły. Bo się wiedziało, że tu powrotu nie będzie. To na
wszystko człowiek patrzył i chciał jak dziecko zapamiętać na całe życie [...]".
Ale była to reakcja znamienna dla Kresowiaków, która już w przypadku
„migrantów wewnętrznych" czyli tzw. „osadników", „Centralaków", nie
występowała, lub pojawiała się sporadycznie.
Zawsze jednak jazda na Zachód była jazdą, która charakteryzowała się
swoistą obawą przed tym co nowe, jak i silnym trwaniem w pamięci ob
razów opuszczonej „ojcowizny", obojętnie, przymusowo, czy dobrowolnie.
Owej jeździe towarzyszyło też uparte poszukiwanie polskości. O ile jed
nak jeszcze na tzw. Opolszczyźnie była ona widoczna, to już dalej zupełnie
nieobecna. Wokół było natomiast, co tak wyraźnie eksponują informatorzy,
pełno dowodów niemieckości. Rodziły się pytania i rozterki. Sam fakt
obecności wojska polskiego i polskiej administracji był wprawdzie oczywis
ty, ale nie rozstrzygający. „Wojsko było, urzędniki, a co z tego, bo i Niemcy
też byli [...]". Ich obecność drażniła i wywoływała obawę: „Ludzie się
zastanawiali, co oni tu jeszcze robią, i jak to będzie dalej wszystko wy
glądało. Niby, że Polacy i Niemcy razem mają żyć. Bali sie tego ludzie".
Jacek Kolbuszewski komentując dziś te reakcje pisze, że „osadnicy polscy
wchodzili [...] w nowy dla siebie krajobraz jako przestrzeń otoczoną wroga
mi" (Kolbuszewski 1988, s. 77). Zbyszko Bednorz zaś w owym czasie wręcz
stwierdzał (w artykule pod jakże znamiennym tytułem „Jeszcze nie wyzwo
lone"), że w świadomości społeczeństwa polskiego ziemie nad Odrą i Nysą
Łużycką ciągle jeszcze jawią się jako całkiem obce. Konkretnie: „nie wy
zwolone" (Bednorz 1946 a, s. 1). Trudno zweryfikować tę tezę w makroskali
ówczesnej rzeczywistości społecznej. Znajduje ona wyraźne potwierdzenie
w mikroskali analizowane rzeczywistości wsi N., to znaczy w relacjach
autobiograficznych jej mieszkańców. W drodze do niej, już po przekroczeniu
granicy Ziem Odzyskanych, tj. przedwojennej granicy województwa ślą
skiego i I I I Rzeszy, etnicznie polska Opolszczyzna, ale zwłaszcza ziemia
dolnośląska, napawała obawą, jawiła się jako wyraźnie inna, od tej, którą
nazywano „ziemią rodzinną". Można nawet powiedzieć, że dla migrantów
kierujących się do wsi N., wszystko było nieprzyjemne, niezrozumiałe, pełne
sprzeczności, tajemnicze. Było przede wszystkim „nie-polski", konkretyzując
po prostu „obce". Obce w tym sensie, co wyraźnie się podkreśla, że różniło
się od przestrzeni swojskich, obce także ze względu na brak polskości,
a obecność trudnej do zdefiniowania niemieckości. „U nas było inaczej, nie
tak jak się widziało z pociągu [...]". Lecz owe mijane ziemie były też obce,
bo istniała świadomość ich przynależności do innego organizmu państwo
wego, do Niemców, którzy jawili się jako wrogowie. „Jechało się i myślało,
że to przecież wszystko jest to tego Niemca, tych hitlerowców, co nas
mordowali i mieli za nic [...]". Ogląd całej złożonej rzeczywistości Ziem
Zachodnich dokonywał się więc doraźnie pod wpływem realnej obserwacji.
Ale nad wszystkim ciążyły przeżycia lat wojennych. U wielu rodziła się
34
HALINA G E R L I C H
refleksja, iż wkraczają w obręb ziem zajmowanych przez państwo nazistow
skie, państwo zapowiadające trwanie 1000-letniej Rzeszy, a także państwo,
które doprowadziło do zagłady milionów ludzi, państwo które budowało
obozy koncentracyjne. Można się też odwołać, zwłaszcza w przypadku
„Centralaków", do szczególnego postrzegania Niemców, jako tych - co jest
zawarte w „Przepowiedniach królowej Saby" - którzy mogli doprowadzić
do zagłady świata . To wszystko potęgowało uczucie niepewności i nara
stające przekonanie, że wokół wszystko jest dalece obce.
W wielu relacjach, zwłaszcza członków pierwszej fali osadniczej, ziemia
dolnośląska jest widziana w dwóch wymiarach, to znaczy przestrzeni, która
jest zniszczona wskutek działań wojennych i przestrzeni, która jest od nich
wolna. I tak, obszary zdewastowane wskutek wojny opisywane są nader
plastycznie, barwnie, wręcz naturalistycznie. Rysowane są szczegółowe opisy
zburzonych domów, spalonych parków, zniszczonych ulic i chodników.
Uwaga koncentrowana jest na rozbitym sprzęcie wojskowym, czołgach,
działach. Wspomina się o rannych i zabitych. Ale powtórzmy wyraźnie
- tego rodzaju opisy są znamienne zwłaszcza dla tych, którzy szli tuż za
armią sowiecką. Bo oni właśnie to widzieli. „Niemal na żywo się to spoty
kało", skutki działań wojennych w okolicach Głubczyc i Nysy (które zostały
opuszczone przez wojska hitlerowskie 24 marca 1945 г.), bo te właśnie
miejscowości są przede wszystkim przywoływane (Dolata 1985, s. 183, 187).
Obrazy ziemi dolnośląskiej, w których dominują ślady zniszczeń były
zarazem obrazami, które wyraźnie eksponują ogrom ludzkiego nieszczęścia.
Jest to przestrzeń, która przeraża, i to w takim zakresie, że w efekcie
zupełnie nie dostrzega się w niej niemieckości. Ten problem zupełnie nie
istnieje. Jest ona obecna w zasadzie tylko w kontekście niemieckiej machiny
wojennej. Tak rozumiana niemieckość przeraża, ale przecież zarazem jest na
swój sposób znana. „Człowiek patrzył na to wszystko, na te działa i armaty
i auta i wiedział, że to jest koniec tej niemieckiej wojaczki". Niemiecka
machina wojenna została pokonana, ale pozostał jeszcze trudny do zdefinio
wania „niemiecki duch". On zaś zniewalał, przerażał i nadal był groźny.
Wciąż odczuwano jego obecność. Jeszcze dziś mówi się, że to „niemiecki
pieroństwo wszędzie się czaiło. Wyłaziło z każdego kąta".
Obrazy przestrzeni zniszczonej przerażały zarazem i uświadamiały ogrom
ludzkich cierpień. Przestrzenie wolne od zniszczeń pobudzały do refleksji,
uświadamiały, że niemiecka machina wojenna została zniszczona, ale nie
mieckość nadal jest wszędzie obecna. Rodziła się obawa i niechęć do całej
niemieckiej infrastruktury, do konkretnych, udomowionych ikonosfrer małych
przestrzeni, w konkretny sposób oswojonych przez niemieckich użytkowni
ków. Ta reakcja była znamienna nie tylko dla tych, którzy szli pierwsi „na
3
3
Część informatorów odwołuje się do wizerunku Niemców, którzy w świetle tej przepowie
dni, konkretnie jej wersji z lat wojny i okupacji, przedstawiani byli jako ludobójcy, „budow
niczowie pieców do palenia ludzi", także potencjalni sprawcy „końca świata".
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
35
Zachód", ale dla wszystkich kolejnych fal osadników. Po prostu konfrontaqa
pejzażu świata opuszczonego, a więc „orbis interior" - w rozumieniu, jaki
nadaje jej Ludwik Stomma (1986, s. 68). z nową przestrzenią wyraźnie
wskazywała, że jest ona obca etnicznie. „Wszędzie się czuło niemieckość,
wszędzie się widziało Niemców. I pełno tych wszystkich niemieckich rzeczy, to
było pełno widać z pociągu, i na stacji, wszędzie [...]". Reakcja była jedno
znaczna: „To aż do nerwów bolało. Bo człowiek myślał, że tego widzi po
drodze pełno. I myślał o tym miejscu, w którym stanie". Kolejne jednak fale
osadnicze już tak spontanicznie nie reagowały. Wynikało to również z tego, że
owa niemieckość już tak nie drażniła, bo zmniejszyło się poczucie zagrożenia.
Ponadto dostrzegano i to, że „polskość walczy z niemieckością". Dorota
Strzeszewska-Bieńkowska tak wówczas pisała na ten temat: „Nowe właści
cielki domów na ogół szybko przerabiają je na naszą modłę. Najprędzej
i najgruntowniej robią to wieśniaczki niszcząc całe stosy «tryrolskich» figurek,
serduszek z napisami, niemieckich ilustracji [...] a wszystko to z pasją: «żeby
już ani śladów po tych... (tu zwykle pada niecenzuralne określenie) nie
zostało!» (Strzeszewska-Bieńkowska 1946, s. 6).
Zwrócić też trzeba uwagę na to, że poczucie obcości wynikało z szoku
rodzącego się pod wpływem kontaktu z „bogatą kulturą materialną" i wyż
szym od polskiego „poziomem życia" (patrz: Simonides 1988, s. 30).
III
Te swoiste doświadczenia kształtowane w czasie wędrówki przez ziemię
dolnośląską rzutowały w efekcie również na sposób widzenia, a może nawet
na pierwsze wrażenia rodzące się w chwili wkraczania do wsi N . W relacjach
autobiograficznych jest to moment niezwykle ważny, „bo wtedy, jak weszli
śmy do tej naszej nowej wioski, to się zaczęło to nasze tu nowe życie [...]".
Pierwsza wędrówka przez wieś, przekroczenie progu własnego, choć za
razem jeszcze nie-własnego domu, to w każdym prawie przypadku swoistego
rodzaju reportaż z przeszłości. To już nie jest zwyczajna relacja, opowieść
o własnym życiu. W odniesieniu do tego momentu jest to opis niezwykle
barwny, wartki, pełen ekspresji. Jeśli zaś przyjąć, że charakter reportażu,
a więc swoistego gatunku publicystyczno-literackiego, określa zwłaszcza
„stosunek elementów informacyjnych oraz autorskiej interpretacji i oceny"
(js 1988, s. 431) to w tej specyficznej próbie potocznego opisu czasu minio
nego komentarz dominuje nad informacją. Nad wszystkim zdaje się zaś
dziś unosić jakby egzaltacja i znamienny patos. Powiada się: „bo to była
wielka historyczna chwila. Tak, jak myśmy wchodzili, tak i inni. To były
wielkie sprawy dla narodu polskiego [....]"; „Myśmy byli ci pierwsi osadnicy,
jak na Dzikim Zachodzie. Myśmy tu nowe życie zaczynali", „Jak myśmy
do tej wsi weszli, tacy jak ja, to trzeba powiedzieć, że pierwsi byliśmy tu po
całych wiekach, jak to niemieckie było".
36
HALINA GERLICH
Jak wspomina się pierwszy widok wsi N.? „Ten pierwszy widok to było
coś wielkiego. Chyba dla każdego". I rzeczywiście, ów moment jest silnie
eksponowany w relacjach autobiograficznych. „Wieś pomału się pokazy
wała. Jeszcze niewyraźnie, potem coraz bardziej. Pola dookoła i tam te
domy. Nie wiedzieć co tam będzie człowieka czekać. Jak z daleka było, to
nerwy grały [...]"• Zaś informátorka spod Olkusza tak wspomina ten moment:
„Furmanką wieźli nas nocą do N . [...]. Wszystko wokoło było oświetlone,
wszędzie jasno, tak nienormalnie [...]. To była chwila, że się ta wieś zbliżała
do człowieka [...]". Ten pierwszy wizualny kontakt z nową przestrzenią
życia znalazł też swoje równoczesne odzwierciedlenie literackie. W nie
zwykłym tekście Gorący dzień w Heinzendorfie, opublikowanym w 1945 r. na
łamach katowickiej wówczas „Odry", nowy osadnik za Ziemiach Zachodnich
Henryk Worcell, autor niezapomnianych przedwojennych Zaklętych rewirów,
tak go prezentuje: „Grupa nasza, składająca się z kilkunastu ludzi, zbliżała się
do wsi Heinzendorf [...]. Na wzgórzu, z którego ujrzeliśmy wieś ciągnącą się na
dnie doliny i ginącą gdzieś z załomach terenu ludzie nasi zatrzymywali się
jakby dla odpoczynku, a w gruncie rzeczy był to odruch pewnego niepokoju,
może nawet lęku" (Worcell 1945, s. 4).
Na pewno na początku był lęk; lęk i zdziwienie. W przypadku prezentowa
nych relacji przede wszystkim podkreśla się, i to bardzo wyraźnie, odmienność
nowej przestrzeni w stosunku do innych, wcześniej znanych przestrzeni
wiejskich, zwłaszcza własnej. Wskazuje się też na analogie z realiami wiejskimi.
Stąd pojawiają się sformułowania w rodzaju: „Domy tu były wielkie, tak to
widziałam"; „Jak tylko się obejrzeć, to domy stały równo, wielkie takie, jak
w mieście [...]". Widzi się podobieństwa ze znanymi przestrzeniami zarówno
małych miast, przykładowo Olkusza czy Buczacza, jak i wielkich, jak choćby
Lwowa, czy Krakowa. Zaskoczenie wywołują nie tylko domy mieszkalne, ale
także zabudowania gospodarcze, stodoły, stajnie, chlewy. Kojarzone są one
często z „pańskimi folwarkami". Zdziwienie wywołują też wysokie mury
okalające niektóre gospodarstwa. Również i one lokowane są gdzieś w bliżej
nieokreślonych, lub wręcz precyzyjnie skonkretyzowanych realiach miejskich.
Zdecydowany szok wywołuje elektryfikacja.
Tak więc potrzeba określenia nowej przestrzeni, jej identyfikowania,
wstępnego klasyfikowania poprzez wyodrębnienie typowych znaków toż
samości wiejskiej była bardzo utrudniona, („Człowiek szukał tu tego co na
wsi [...]"), bo wokół była rzeczywistość przynależna do innego, niż wiejski,
porządku („A tu wkoło wszystko było jakieś wielkie, i domy i wszystko, jak
nie na wsi [...]").
O tym, że wkraczało się do - użyjmy typowego określenia - „prawdziwej
wsi" świadczyły w efekcie wprawdzie dość typowe elementy tego rodzaju
jednostki osadniczej, ale w pierwszym momencie jakby pomijane. „Człowiek
tak był tym widokiem wsi zaskoczony, wiedział, że to wieś, ale bardziej patrzył,
jak to inaczej wygląda [...]". Bardzo wyraźnie potwierdzały zatem tożsamość
wiejską przede wszystkim zabudowania gospodarcze, lecz i one szokowały
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
37
swoimi rozmiarami" „Jak widzieliśmy te stodoły, te stajnie [...] to się człowieko
wi lepiej robiło, ale też myślał, że to folwark bardziej niż zwykła wieś".
Nie można pominąć tego, iż w identyfikowaniu nowo zasiedlanej prze
strzeni istotną rolę odgrywały zapachy. One potwierdzały jej wiejski cha
rakter, one też powodowały, iż pozbawiana była znamion obcości. „Bo na
wsi i tak jest tylko zapach. Wszędzie go poznać, i tu też był". Ktoś inny
zaś mówi: „Weszliśmy, to poznać było, że wiejski zapach. U nas ziemia
pachniała inaczej, i krowy, i drzewa, i łąki i od domów. Ale w tym jednak
coś było takiego samego, to już człowiek wiedział, że się do krańca swej
wędrówki przybliżył [...]".
Obraz wkraczania do wsi, pierwszego z nią kontaktu, jest w owych
relacjach właśnie taki, a nie inny. Na ogół wszystko jawiło się jako „inne",
„nieznane", a nawet „tajemnicze". Wywoływało szok, a nawet swoiście
zniewalało. Był to kontakt z rzeczywistością tak bardzo odmienną od zna
nej, że nadmiar informacji płynącej od niej przekraczał możliwości percepcyjne. „Ludzie szli i już nie wiedzieli na co patrzeć. Bo to i strach, i potrzeba,
żeby wszystko dojrzeć. Aż się gadać nie chciało i ze spuszczoną głową się
nawet szło, bo już człowiek na to patrzeć nie chciał [...]".
Pierwszy kontakt ze wsią N . to nie tylko pierwszy kontakt wizualny,
to również kontakt face to face z jego mieszkańcami. Z reguły dotyczył on
mieszkańców domu, który był odgórnie wskazywany do zasiedlenia. Docho
dziło wówczas do zetknięcia się Polaków z Niemcami, przybyszów z tubyl
cami, zwycięzców ze zwyciężonymi, wysiedlonych, lub szukających nowej
szansy z tymi, którzy mieli być niedługo wysiedleni, a wreszcie po prostu
chłopów z chłopami. Dzieliło ich wszystko, być może poza tym, że jedni
i drudzy żyli w bliskim kontakcie z przyrodą, zgodnie z jej rytmem,
ale w innych przestrzeniach. Ten moment jest wyraźnie obecny w relacjach.
„To była chwila. Aj, to była, To było dla nas przeżycie. Nie tylko dla nas,
na pewno dla nich też. Bo nas wygnali z domu i tu przyszliśmy, i na to
nas narazili, bośmy ich domy musieli wziąć. Nie nasza to była wina". Ten
argument pojawia się również w przypadku migrantów wewnętrznych:
„Przychodziliśmy do ich domów i braliśmy je, bo były już z wyroku historii
dla nas. Nie brali by my. Ale czy to my tą wojnę rozpoczęliśmy?".
W tym szczególnym momencie, wyraźnie opisywanym w relacjach auto
biograficznych, stykali się ze sobą z owego „wyroku historii" Niemcy
i Polacy. Niemcy odczuwali gorycz porażki, bali się, nie zgadzali się z decy
zjami polityków. Wiedzieli zaś jedno, że to jest na pewno ich ziemia, ich wieś
i ich dom. Polacy zaś wiedzieli, że to są już teraz ich ziemie, niedawno
jeszcze niemieckie, ale kiedyś Polakom zagrabione, potem straszliwie zgermanizowane. Teraz zaś w 1945 roku przyszła chwila zwycięstwa i powrotu,
szansa na nowe życie, i nową pracę. Wnosili też tragizm własnych przeżyć,
za które obciążali Niemców, sprawców I I wojny światowej. Dla nich
Niemcy byli hitlerowcami. Tak właśni charakteryzowane są w omawianych
relacjach obie strony. Tak jest „zapamiętany" ten moment.
38
HALINA G E R L I C H
Realny kontakt Polaków i Niemców - nosząc znamiona wielkiego „wy
roku historii", tego, że „Bóg tak chciał, i tak miało być" - sprowadzał się
jednak każdorazowo, „gdy przejmowano niemiecki dom", do szczególnego
rodzaju dramatycznej interakcji. Interakqi, której charakter był uzależniony
od cech osobowościowych obu stron. „Bo to naprawdę wszystko zależy od
ludzi, jacy są, bo są dobrzy, to jest i dobrze. A jak kto głupi, to potem
wiadomo jak jest".
Duże znaczenie dla realnego przebiegu tego spotkania miało to, że wieś
N. była w owym czasie zasiedlona zwłaszcza przez kobiety, dzieci i starusz
ków. To łagodziło potenqalne konflikty, choć mogło rodzić inne. „Człowiek
wchodził to takiego domu i widział te zastraszone kobiety, te dzieci, tak nie
widział już w nich hitlerowców. No bo jak mógł widzieć. I złość mijała".
Jednak owo wejście do niemieckiego domu nie zawsze następowało
w sposób bezkonfliktowy. Bo były one, jak to mówią mieszkańcy wsi,
„przez Niemców bronione". Wspomina się takie oto wydarzenia: „Przyszedł
akurat sołtys i mówię: «Sołtysie, mamy skierowanie do was». Sołtys spoj
rzał i mówi: «Wiem, dzwonił wójt z Zabkowic». Sołtys wyznaczył dom,
wyznaczył nam dom, ten co teraz B. zamieszkują. Chcemy wejść, a tu
Niemki, bo tam same kobiety mieszkały, zamknęły się i nie chciały wpuścić.
L. tłumaczył im, że to nic nie da, bo on, a właściwie ja, mam to zgłoszenie.
Nic. Cisza. To krzyczymy. W końcu ustąpiły. Ale długo to trwało [...]".
Niewątpliwie od chwili przekroczenia progu nowego domu rozpoczynało
się w rozumieniu informatorów to „nowe na Zachodzie, polskie życie".
Rozpoczynał się okres realnego zasiedlania nowej przestrzeni. Nie wchodząc
w szczegóły, w pierwszym etapie charakteryzował się intensywnym jej
poznawaniem, co nas tu nie interesuje, oraz jej „oswajaniem". Stanisław
Kolbuszewski tak o tym pisał, choć sam proces analizował na przykładzie
innego, nie-chłopskiego środowiska: „Człowiek nie może żyć na stałe wśród
obcych, nie może żyć wieczną świadomością tymczasowości i bez wsparcia
się o przeszłość i tradycje; życie dopiero wtedy znamion trwałości nabiera,
gdy się ma własny dom, gdy się jest «u siebie». A «u siebie» znaczy mieć nie
tylko materialne rzeczy, ale swoją własną atmosferę duchową. Tę atmosferę
trzeba było dopiero stworzyć [...]" (S. Kolbuszewski 1946, s. 2).
We wsi N . ten proces „oswajania" na początku dotyczył pomieszczenia,
które rodzina otrzymywała. Potem zaś stopniowo „oswajano" dom miesz
kalny, zabudowania gospodarskie, obejście, a wreszcie następować zaczął
zbiorowy proces nasycania całej przestrzeni „swoimi znakami", znakami,
które jednoznacznie określano w kategoriach narodowych. W historiach
życia mówi się: „Były to nasze polskie znaki na tej niemieckiej ziemi. Słupy
jakieś, które Polskę tu głosiły". A należało tak postępować, bo wokół
„pełno było Niemców", zewsząd przenikał „niemiecki duch". Oto jak mówi
osadnik z wsi Gródek nad Dunajcem (woj. nowosądeckie): „Niemców było
pełno, wszystkie domy zamieszkałe przez rodziny niemieckie. To byli prze
ważnie inwalidzi, dziadkowie i dzieci. Mężczyzn w sile wieku było mało, bo
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
39
pewnie wyginęli na wojnie. Ich się tak nie bano, ale obok we wsi rzucano
wtedy ulotki: «Wyjezdzajcie Polacy, bo później będzie za późno, nie zdąży
cie na pociągi i was Niemcy pozabijaja». Różne więc były powody, aby
„oswajać" nową przestrzeń, demonstrować ową „siłę polskości", o której
w relacjach autobiograficznych tak wiele się mówi.
Owa przestrzeń była intensywnie „oswajana" nie tylko z tego powodu, że
jawiła się jako obca etnicznie, ale także dlatego, że była obcą w wielu innych
wymiarach. Wieś N . , podobnie jak wiele innych wsi na ziemiach Zachod
nich, stanowiła przed polskim zasiedleniem także „określone środowisko
geograficzne, posiadające podstawowe wyposażenie materialne: układ pól,
łąk, pastwisk, ulic, ogrodów, zagród z ich zabudowaniami i pewnym wypo
sażeniem technicznym. Wszystko to stanowiło potencjalnie zdecydowane
warunki życia nowych osadników, po prostu określone formy ich material
nego bytu" (Burszta 1965, s. 51). Na początku podstawowe znaczenie miał
jednak ów etniczny wymiar nowej przestrzeni.
Pierwszy kontakt z fragmentem nowej przestrzeni, pojmowanym czę
ściowo jako już swoiście własny, dotyczył zasiedlanego domostwa. „Weszli
śmy. Sołtys (już Polak - przyp. HG) wszedł razem z nami. Kazał im (to jest
niemieckim właścielkom - przyp. HG) zagrzać wody, żebyśmy się mogli
umyć. Ta Niemka nagrzała wody, umyliśmy się i zaczęło się nowe życie".
Dla niektórych to pierwsze mycie miało charakter wręcz obrzędowy. W tym
momencie następowało bowiem jakby zmycie znamion świata, który się
opuściło. Był „swoim" światem, ale zarazem światem, który trzeba było
pożegnać. Trzeba było z nim zerwać, aby móc żyć „na nowo". Jednocześnie
jednak musiał być zachowany w pamięci, bo to umożliwiało egzystencję
w nowym środowisku. „To człowieka męczyła ta nostalgia. Ale się mówiło,
że trzeba z tym skończyć. Myśleć trzeba o nowym, a tamto tkwiło, ale były
nowe obowiązki [...]. To przez to ciężko człowiekowi było [...]".
Ten początkowy okres zasiedlania wsi N . jawi się też niekiedy jako czas
niezwykły, niecodzienny, swoiście nawet świąteczny. Z całą pewnością zaś
inauguracyjnym działaniem w „nowym domu" było działanie polegające na
swoistej jego sakralizacji. Była ona jednak pojmowana jakby w dwóch
wymiarach: religijnym i „rodzinno-sentymentalnym". Początek był w zasadzie
zawsze taki sam. „Na ścianie trzeba było powiesić te swoje święte obrazki,
co się przywiozło, obrazy święte, krzyż". W związku z tym mówiono: „Jak się
to zrobiło, to było wiadomo, że jest już jak w domu. No, a najważniejsze było,
że się już modlić można. Miało się już Boga. Wyraźnie też należy zaznaczyć,
iż na początku polskie rodziny uzyskiwały w niemieckich domach jeden
przydzielony pokój. „W nim zaczynało się to nasze życie. Dlatego też ważne
było, żeby swoje święte rzeczy w nim pozawieszać". Szczególne zaś znaczenie
miały owe działania w przypadku „Kresowiaków". Organizowali oni, wzorm
stron rodzinnych, tzw. święte kąty (patrz пр.: Staszczak 1963, s. 34).
„Bardzo też ważne było, żeby swoje pamiątki rodzinne powiesić na
ścianie [...]. To robili i my (czyli „Kresowiacy" - przyp. HG), jak i ci
40
HALINA G E R L I C H
z Centrali. Bo się chciało mieć tu jak w domu. Zdjęcia to przypominały.
Było jak w domu, choć to jeszcze dom nie był". Specyfikę tego działania,
przynajmniej w części środowiska, odzwierciedla następująca opinia: „Jak
już wisiały zdjęcia, czy przykładowo jakieś pamiątki rodzinne, to było jakby
ci zmarli to nowe miejsce święcili". Żyjący wprowadzali ich wizerunki do
nowej przestrzeni próbując zmarłych włączyć w swoisty proces przejęcia
nowej przestrzeni.
Niekiedy „oswajanie" nowej przestrzeni wiązało się z pewnymi działania
mi mającymi charakter „gwałtu symbolicznego". Chodzi tu o nieraz bardzo
rygorystyczne usuwanie, a nawet niszczenie pewnych pamiątek niemieckich.
„Wziołem ten ich obraz i rzuciłem za szafę. Może się i rozbił, może na
pewno [...]. Swoje, znaczy nasze powiesiłem. Nie mogłem patrzeć na to ich
zdjęcie, na te niemieckie mundury [...]".
Szczególny przypadek, niewątpliwie nieodosobniony, zawarty jest w jed
nej z relacji autobiograficznych: „Wisiały tam krzyże, w tych domach, ich
niemieckie krzyże. Bo to katolicy byli [...]. A mnie to drażniło, bo u nas też
wisiały. Krzyż jak krzyż. Pan Jezus jest dla wszystkich. Ale to bolało po tych
wszystkich latach poniewierki. Zdjąć bym nie zdjął. Swojego my nie mieli to
z Centrali mi dali i ten powiesiłem. I już było inaczej, bo swój Chrystus
wisiał u nas [...]".
Nawet prozaiczne, na pozór nic nie znaczące gesty i działania nabierały
w tym czasie szczególnego, wręcz symbolicznego znaczenia. „Jak weszliśmy
do tego naszego pałacu, jeden pokój to był, to na gwoździu spodnie swoje
powiesiłem, zwyczajnie je powiesiłem, bo u cudzego swoich spodni się nie
wiesza, tylko u siebie". To były jakże różne, wyraźnie zindywidualizowane
gesty i działania, które charakteryzowały się pewną prawidłowością. „Każdy
po swojemu robił, a jednak tak samo". To stwierdzenie wydaje się odzwier
ciedlać tę tendencję.
Proces „oswajania" nowej przestrzeni, konkretnych jej fragmentów nie
zawsze przebiegał w sposób spontaniczny i gwałtowny. Był również swoiście
uwikłany we wspomnienia przestrzeni, które zostały opuszczone, obojętne czy
przymusowo, czy „za chlebem", lecz z całą pewnością owo ciążenie nostalgicz
nych obrazów „ojcowizny" było silniejsze w przypadku „Kresowiaków".
Informátorka ze wsi Tołstobaby (dawne województwo tarnopolskie) tak o tym
mówi: „My ze sobą przywieźli krowę, zboże i obrazy od I komunii świętej;
różne święte obrazy - małe i duże. Mebli nie. Obrazy my zaraz wieszali na
ścianach pokoju, który my na początku dostali. To my mieli taką swoją małą
cząstkę co nam przypominała nasz dom. A znów w oborze my mieli swoją
krowę. Ile razy człowiek zaszedł do stajni, do swojej krowy, żeby ją pogłaskać,
to przez tę krowę człowiek wspominał swoje strony rodzinne. Głaskało się, a łzy
same się cisnęły do ócz". Odwołując się do tej relacji i wielu innych można
powiedzieć, że pamięć stron rodzinnych, choć była przepojona silną nostalgią,
to jednak właśnie tak ukształtowana ciążyła nad nową rzeczywistością stwarza
jąc szansę jej okiełzania, zgodnie z potrzebą.
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
41
Stopniowo proces „oswajania" nowej przestrzeni ulegał poszerzeniu. Na
początku dotyczył „własnego pokoju", potem domu, jeszcze wspólnie zamiesz
kałego z Niemcami, potem obejścia, całej zagrody, „tego, co przed zagrodą",
i dalej „gdzie się dało to się znaczyło, że to swoje, a nie cudze". Na początku
były to swoiste, jak to określa jeden z informatorów, „nasze polskie wyspy".
Często zresztą ów proces zaznaczania swojej obecności, „oswajania" nowej
przestrzeni przyjmował charakter znamiennej manifestacji polegającej na
skupieniu w konkretnych miejscach narodowej symboliki. Ale bywało i tak,
że poprzez konkretne hasła próbowano ogłosić światu to, co się stało na
Ziemiach Zachodnich. Henryk Worcell w znakomitej powieści Najtrudniejszy
język świata również o tym wspomina kiedy opisuje salę wiejską, w której
odbywały się zabawy. Otóż pewnego dnia nad sceną zawisły „czerwono-białe
szarfy z bibuły i wielki napis: JESTEŚMY U SIEBIE - patriotyczny pomysł
porucznika Stopki" (Worcell 1975, s. 23). Tak postępowano wielokroć. Trud
no jednak określić czy tego rodzaju napisy były manifestaba przekonania
i pewności, czy też bezsilności i bezradności. Trudno odpowiedzieć, ale tak
postępowano. Zresztą w owych pierwszych tygodniach, miesiącach, a nawet
latach Ziemie Odzyskane były nasycone różnymi hasłami. Tak działo się
zarówno w sferze propagandy, jak i w sferze spontanicznych działań oddol
nych. Znane później hasło: „Byliśmy, jesteśmy, będziemy" znajdowało różne
lokalne uzasadnienia, swoją konkretną argumentację: „Tu jest Polska",
„Nigdy nie opuścimy naszej ziemi". To było zrozumiałe, skoro było oczywiste,
iż: „Ziemia dolnośląska jest piastowską", a „Wrocław zawsze był polski".
Elżbieta Nowakowska słusznie pisze, iż „Krzewienie w społeczeństwie poczu
cia więzi emocjonalnej z Ziemiami Odzyskanymi miało pomagać osadnikom
w wiązaniu się z nową «ojczyzna prywatna». Okres ten wpłynął w poważnym
stopniu na kształtowanie się podstawowych stereotypów, które funkqonuja
w świadomości historycznej społeczeństwa po dzień dzisiejszy" (Nowakowska
1981, s. 447). Właśnie w owym czasie ukształtowały się przekonania trwające
do dziś wśród mieszkańców wsi N . dotyczące przykładowo zarówno swojej
ziemi, jak i pobliskiej ziemi kłodzkiej (patrz np. Gładkiewicz 1987, s. 134).
Szczególną formą „oswajania" przestrzeni i manifestowania polskości
były również takie działania: „Tu niedaleko, na tym rozwidleniu w naszej
wiosce myśmy po przybyciu niedługo krzyż postawili. Taki duży krzyż i był
na nim napis dany: «Bogu - Polacy». To było na pamiątkę tego, żeśmy tu
szczęśliwie dotarli, i tu żyjemy, i będziemy [...]".
IV
Proces „oswajania" nowej przestrzeni, częściowo tu przedstawiony to
jednak tylko pewien szczególny aspekt szeroko rozumianego, jak się to okre
śla „zagospodarowywania" Ziem Zachodnich. „Jak wszędzie na Zachodzie
tak i w naszej wiosce zagospodarowywali my wszystko, bo to już nasze
42
HALINA G E R L I C H
było [...]. Zaczęło sie dla niektórych zaraz po wojnie [...]. I tak pomału w te
ziemie żeśmy korzenie zapuszczali [...]".
Ten szczególny proces wrastania Polaków w nową rzeczywistość był
wielekroć podejmowany w pracach naukowych, w publicystyce, także
w prozie i poezji. I chyba właśnie wizje poetyckie zdają się najtrafniej
oddawać jego specyfikę. Przykładowo, Edward Kozikowski, współtwórca
życia kulturalnego na ziemi dolnośląskiej, w wierszu „Słowo Śląsk mi się
rzekło" tak pisał:
„Śląsku, Ojczyzno moja, w twych ramach tkwiący
Oddycham łąk bezmiarem, nurtem wód twych tętnię
i cały wrastam w ciebie, z miesiąca na miesiąc
jak jodła, która soki z ziemi czerpie skrzętnie
I tak pozostanie [...]" (Derda 1990, s. 123).
Lecz ów proces „wrastania" w nową rzeczywistość nie przebiegał cał
kowicie bezkonfliktowo. Trudno ze względu na ramy tego studium omówić
całokształt zagadnień. Dlatego też zaznaczmy, że w sensie ogólnym wizja
omawianego okresu koncentruje się zwłaszcza wokół pewnego w miarę
określonego zespołu zagadnień. Odwołując się do typowych określeń są to:
- „Trudna sytuacja wszystkich, którzy tu przybyli..."
(„Na początku było tu trudno. Bo to nawet nie można powiedzieć o co
chodzi. Po prostu było ciężko i przez to co było w wiosce, i co z zewnątrz
dochodziło [...]");
- „Napady różne, rozboje i kradzieże były..."
(„Było tych napadów wiele, różni robili [...]"; „Co jakiś czas były napady
w wiosce, co 2 albo 3 tygodnie w nocy. Nikt nie wiedział kto napada. Napadali
przeważnie na końcu wsi [...]. Napadali na Niemców i na Polaków. A najgorzej
było jak sie okazało, że to Ruski byli, bo to tak było, żeśmy ich przyłapali.
Patrzymy, a tu Rusek [...] jeden trzymał Niemkę za włosy, a drugi pakował
rzeczy do poszwy. Rusek mówi: «My Polaków nie tykamy, a to Niemcy».
My jednak z pomocą sąsiadów, bo już sie zbiegli, przepędzili ich [...]");
- „Niepewność była wielka między ludźmi, czy politycy coś już nie zmienią, tak jak
wpierw to w Jałcie i Poczdamie zrobili [...]"
(„Ludzie sie bardzo bali, niepewni byli. Każdy myślał, że być może to
wszystko jest tymczasowe [...]. To chłopy sie spotykali po domach i o tym
politykowali"; „Niepewność była wielka. Ludzie nadsłuchiwali ze świata czy
znów dalej wędrować nie będzie trzeba. Tak było długo [...]");
- „Była też wielka obawa przed jakąś nową wojną"
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
43
(„Było tak, że się wiedziało, że wszystko jak w kotle sie gotuje. To się
zaraz nowa wojna mogła zacząć. A my ich już przeżyli. No bo polsko-niemiecka, i polsko-sowiecka, i sowiecko-niemiecka, i potem ta sowiecka
z nami, i światowa była, to ludzie w tym wyrośli i tą wojną byli prze
niknięci"; „Bali sie też ludzie wojny z Niemcami. Słyszało się, że wojsko
jeszcze wielkie mają. Nawet niektórzy mówili, że się niedaleko po lasach
kryją. Oni mogli zacząć i dalej byłaby nowa wojna [...]");
- „Problemy wielkie były, bo tej nowej ziemi ludzie się musieli uczyć, wszystkiego
i przyrody i gospodarki, i ludzi...**
(„Było ciężko, bo wszystko nowe. Jak tu zacząć? jeden tak drugiego
pytał. Maszyny były takie, że człowiek w życiu nie widział [...]. Nie było też
wiadomo, jak żyć z innymi, a najbardziej z Niemcami [...]"; „Jak teraz
mówią inni o tym, co było z nami w tamtym czasie to wiadomo, że mówią
0 naszych trudnościach z przyzwyczajeniem. Mają rację. Nie umieliśmy na
początku nauczyć się tej nowości, na którą nas los skazał. Ale się jakoś
to zrobiło, z dnia na dzień, bo żyć trzeba było [...]");
- „Była wielka dyskusja i obserwowanie Niemców, jacy są, co jedzą, jak się ubierają
i pracują...*'
(„Wszyscy my sie patrzyli na tych Niemców, całymi dniami, bo się z nimi
pod jednym dachem żyło. Nad tym wszystkim myśmy się dziwowali, no bo
wszystko było inne"; „Na co dzień to niby się od nas nie różnili. Ale chodzili
w kapeluszach i w rękawiczkach w niedziele i święta [...]. Niemiec też
punktualnie o 12 w południe kończył robotę w polu. Wieczór, gdzieś około
6 kończyli zawsze, choćby była jedna skiba, to zostawili to na drugi dzień. To
było u nich bardzo ciekawe i o tym się mówiło"; „O 6 wieczór to u nich było po
robocie, myli się i odpoczywali, bo mieli swoje godziny do roboty, jedzenia
1 odpoczywania"; „A jedli też inaczej. I się ludzie dziwowali. Na śniadanie taka
milch-zupa z grysikiem, albo z czymś, dalej ziemniaki w mundurkach, trochę
białego sera, do tego masło"; „A na niedzielę to gotowali sobie królika, albo
bili gołębie. Z podróbek to Niemka zrobiła zupę np. krupnik, na drugie kluski,
kompot, najlepiej z agrestu, czereśni, ale to było ze słoików [...]";
- „Wspólne życie Polaków i Niemców..."
(„To nie można powiedzieć tak prosto; różnie było i dobrze i źle, jak to
między ludźmi, jedni do drugich miłości na pewno nie czuli, no bo jak czuć
mogli. Było w zgodzie, ale niekiedy Niemcom też nie łatwo przy nas Polakach
było [...]"; „To się wie, że było po wojnie. Niemcy krzywo patrzyli na Polaków,
a my chcieliśmy już do roboty tu wszystko mieć dla siebie. Było jak było, łatwo
na pewno nie było, ale bijatyk między Polakami i Niemcami nie było"; „Ja się
z nimi spotykał, inni też. Ale większość sie trzymała z daleka [...]");
44
HALINA G E R L I C H
- „Stosunki miedzy Polakami różne na początku były, bo ludzie zewsząd do wioski
przyjechali..."
(„Wiadomo ludzie młodzi byli, z różnych stron. Między swoimi się przez
to żyło, to znaczy krajanami. My Kresowiaki razem żeśmy się trzymali, oni
z Centrali razem. Ale na zabawach już było w gromadzie"; „Ludzie jednak,
choć wszyscy Polacy, to jednak patrzyli na innych, obserwowali ich. Szukali
co w nich podobne, a co inne, bo każdy chciał wiedzieć"; „Ale było też, że
ci bardziej krewcy [...] to się między sobą na zabawach bili [...]"; „Życie było
naznaczone na początku tym, skąd kto jest, czy zza Buga, czy z Centrali, czy
spod gór. A już najwięcej się miało zaufanie jak był ktoś z tej samej wioski,
czy okolicy. Był swój, i do niego się miało pewność [...]");
- „Było też to nasze na początku uczenie się nowych warunków życia..."
(„Człowiek przyjechał tu na Zachód i inny świat zobaczył. Te domy, te
stodoły, jeszcze te maszyny. Nawet nie było wiadomo, co do czego jest [...].
Ziemia też była inna niż u nas na wschodzie [...]"; „Klimat był inny, góry
były, wiatry inne, deszcze inaczej tu padały. To wszystko trzeba było wi
dzieć, bo jak bez tego gospodarzyć"; „Ludzi dziwota brała, bo tu prąd
elektryczny był, a u nas co my tu przyjechali, to kto go na wsi widział [...]";
- „Długo ludzi tęsknota żarła za stronami rodzinnymi, nawet tych, co pamiętali, że
u nich banderowcy mordowali..."
(„Było niełatwo. Tu się żyło, a tęsknota brała za domem rodzinnym.
Najbardziej nas, co wiedzieliśmy, że Rusek nas już nie przyjmie, że to już
zabrał [...]"; „Myśmy myśleli o tym co za nami i żal serce ściskał, bo dom
co dopiero tam wybudowany my zostawili, ale jak się przypomniało co
Ukraińcy z nami zrobili, to człowiek był szczęśliwy, że jest tu spokój"; „My
osadnicy też myśleli, o naszych wioskach, ale już nie tak jak ci zza Buga, bo
ich z domem granica rozdzielała, a my zawsze do domu jechać mogli [...]").
Wśród eksponowanych problemów jeden zdaje się mieć szczególne zna
czenie. Chodzi o o tzw. polskie świętowanie, o którym mówi się wyraźnie nie
tylko w polskich relacjach autobiograficznych mieszkańców wsi N . , ale
również w relacjach niemieckich, co znajduje swe odzwierciedlenie w litera
turze także tej, dotyczącej interesującego nas obszaru (Bógner 1982,
s. 257-258). Obok problematyki stosunków polsko-niemieckich w latach
1945-1946 jest to z całą pewnością jeden z bardziej intrygujących i kont
rowersyjnych tematów badawczych. Dlatego też spróbujmy zwrócić uwagę
na pewne jego aspekty.
Mówi „Kresowiak", mieszkaniec byłego woj. stanisławowskiego: „Za
częli ludzie zjeżdżać z różnych stron do wioski. Bawili się razem, razem
pili bimber. Schodzili się u jednego, to u drugiego, politykowali zawzię
cie [...]. No i stopniowo, pomalutku zasiedlali wszystkie domy, dookoła [...].
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
45
W kwietniu (1946 roku - przyp. HG) też nas na koniec Niemcy opuścili.
Do czasu ich wyjazdu, co tu ukrywać Niemcy wszystko robili, a my
odpoczywali po wojnie [...]". „Centralak" z byłego woj. krakowskiego
tak zaś to określa: „Ludzie tu przyjechali po wojnie, wymordowani, wy
męczeni, wygłodniali. I mieli też w sobie tą całą niemiecką pogardę, co
nas skazała na poniewierkę. Szczęście ludzie ogarnęło. Wojna się skończyła,
człowiek sie uratował, to chciał żyć [...]. I przez to też leżeć brzuchem
do góry, na niebo patrzeć, trawę podgryzać i odpoczywać, a wieczorem
bimberek i zabawa [...]". Tak było do czasu.
Te dwie wypowiedzi to sygnalizacja niezwykle złożonego zjawiska spo
łecznego, które jest prezentowane w większości relacji autobiograficznych.
Jego ogląd, sposób widzenia i komentowania, to szczególna cząstka wizji lat
1945-1946, wspólnego bytowania Polaków i Niemców.
Zjawisko, co zaznaczyliśmy, znalazło swoje odzwierciedlenie w literatu
rze niemieckiej, także tej dotyczącej interesującego nas obszaru. I tak przy
kładowo Josef Bógner w pracy Heimatchronik der Pfarrgemeinde Baumgarten, odwołując się do relacji byłych mieszkańców parafii wręcz wskazuje na
wyraźną skłonność Polaków do różnych uciech i zabaw. Natomiast ówcze
sny proboszcz ks. J. Mikulsky twierdzi, że zachowanie przybyszów było
naganne, stąd ów okres nazywa „czasem wielkiej rozpusty" (Bógner 1982,
s. 257). Autor monografii jednoznacznie dowodzi, iż Polacy po przybyciu do
wsi N . pili nadmierne ilości wódki. Twierdzi, iż we wsiach całej parafii
działało wiele bimbrowni. Polacy też na bieżąco ubijali hodowane przez
Niemców zwierzęta. Bógner przywołuje dwa hasła, które jego zdaniem okre
ślały wtedy postawę przybyszy. Pisze: „Nach dem Motto: «Jetz ein Jahr
Feiertag» und «jetz ich Chef, du arbeiten» [...]." (Bógner 1982, s. 257). To,
że Niemcy postrzegali Polaków jako tych, którzy ówczesny czas pojmowali
jako święto, siebie jako szefów, Niemców jako robotników, zdaje się tkwić
mocno w niemieckiej świadomości.
Warto zaznaczyć, że to niezwykle złożone zjawisko znajduje również
swoje częściowe odzwierciedlenie w literaturze polskiej, także etnograficznej.
W jednej z prac autorka wręcz stwierdza, że Śląsk zasiedlali „zazwyczaj
młodzi ludzie traktujący wyjazd na tzw. Zachód jako rodzaj przygody,
w wyniku której stali się posiadaczami ziemi, zabudowań gospodarskich,
inwentarza itp." (Gołubkow 1988, s. 318). Z całą pewnością Ziemie Zachod
nie zasiedlali ludzie młodzi, lecz trudno motywacje związane z zasiedlaniem
tej przestrzeni redukować tylko do przygody. Zjawisko jest bardziej złożone,
co zresztą wyraźnie odzwierciedla większość relacji autobiograficznych:
„Ludzie tu jechali z bardzo różnych stron. A było to po wojnie. Żyli przez te
sześć lat w ciągłym strachu. U nas na Wschodzie każdego dnia było niespokoj
nie, to mordowali nas, to palili. Jedzenia coś w domu było, to zawsze ktoś
chciał dla siebie [...]", „Ludzie dość mieli tego wszystkiego, a potem nagle
okazało się, że te niemieckie pieroństwo zostało pokonane. I my przyszli
do wioski. No i jak w życiu - radować się człowiek chciał. Niekiedy za bardzo,
46
HALINA GERLICH
ale po tych latach wojny. A młodość też się chciała wyszumieć [...]. Ale Boga
ludzie w sercu mieli, choć na początku księdza polskiego nie było, tylko
Mikulsky, Niemiec, ale przyznał się, że ojca miał Polaka. On się już Niemcem
czuł. Ale prawdziwie było tak, że przez pierwszy czas ludzie tu mocno się
bawili, może się nawet bali, że znów zawierucha jaka będzie [...]".
W czym wyrażało się owo „polskie odpoczywanie"? Przede wszystkim
w swoistym jakby świętowaniu. Zresztą to pojęcie jest w niektórych „histo
riach życia" przywoływane. Co więc było treścią owego świętowania?
Z całą pewnością afirmacja życia. „Ludzie się radowali, że przeżyli, że
życie przed nimi. Radowali się, że żyją, że żyją ich najbliżsi". W rezultacie
ta swoista erupqa afirmacji życia prowadziła do afirmacji różnych jego
aspektów. Idąc tropem myśli bachtinowskiej (Bachtin 1983) można zau
ważyć, iż szczególną rolę odgrywać zaczęła wielowymiarowa cielesność,
wyraźna nadkonsumpcja, alkoholizowanie się, wreszcie „rozbujała wol
ność". Było to zrozumiałe, bo skończyło się zagrożenie życia. „Trwała
wojna to groziła śmierć [...]. A chodziła ta pani ciągle, tańcowała, gdzie
popadnie. To już człowiek myślał, że śmierć jest na tym Bożym świecie
ważniejsza niż życie [...]". Kiedy więc skończył się realny czas panowania
śmierci oczywista i konieczna zdawała się być afirmacja życia. Mówi się
w wielu relacjach: „Życie ma swoje prawa. Była wojna to i było wojennie,
i śmierć była. Jak się wojna skończyła to nastał czas, że się zaczęło
myśleć o czym innym [...]. Wszystko się zaczęło od nowa, ludzie sie żenili,
dzieci mieli, chrzciny były [...]".
Ów czas postrzegany jest w efekcie jako czas niezwykły, jakościowo
odmienny od czasu wojny, a więc sytuacji ekstremalnej, jak i banalnej,
powtarzalnej codzienności. Wyraźnie podkreśla się nawet, iż był to czas
„uroczysty", „podniosły", „historyczny", także „niczym święto jakie". Eks
ponowane są też typowe dla tak pojmowanego czasu jego swoiste atrybuty.
Są to: próżnowanie („Niektórym ludziom sie robić nie chciało, jak diabeł od
niej uciekali [...]")> ludyczność („Co tu dużo gadać, był to czas, że ludzie
lubili sie bawić, zabawy sie robiło po domach, i jak tam wyszło"), ucztowa
nie („Jadło się wtedy, bo było. Jeden, drugi do Niemca poleciał, kazał zabić
i było jedzenie. Niczym na święta [...]")> alkoholizowanie się („Przyznać
trzeba, że ludzie dużo pili. To się aż Niemcy dziwili [...]").
Prezentacja tego zjawiska, także w przywołanej pracy Josefa Bógnera,
sprowadza się do opisu cech zewnętrznych. Tymczasem powinno ono być
analizowane w całej złożoności ówczesnych uwarunkowań politycznych,
społecznych, interetnicznych wynikających z realiów lat wojny i okupaqi,
kulturowych i psychologicznych. Pomijanie tego kontekstu prowadzi w efek
cie do uproszczeń, lub wręcz jest przejawem mityzacji lub ideologizacji
problemu.
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
47
Horst Bienek to nie tylko znakomity niemiecki pisarz, ale również reprezen
tant pokolenia, które po I I wojnie światowej skazane było na opuszczenie - jak
się to działo w tej części Europy - stron rodzinnych. W przypadku autora Die
erste Polka był to Górny Śląsk. W kilkadziesiąt lat po tym wyjeździe
w sentymentalnej podróży do przeszłości Brzozy i wielkie piece pisał, że
„Dzieciństwo jest jak palimpsest. Odnajduje się obrazy, słowa, fragmenty
(Bienek 1991, s. 6). Tylko już nie wie się dokładnie z czym były związane, czego
dotyczyły, do czego przynależały, albo wie się nader mało. Zaś młodość
postrzega jako czas, który jawi się każdemu wspomnieniami gwałtownymi
i zdumiewającymi, i dopiero dystans tworzy w jej obrazach ład."
A jak jest w analizowanym przypadku? Wydaje się, że przedstawione
„historie życia" zawierają obie, tak przecież odmienne tendencje. I dodać tu
trzeba, że ujawniają się nie tylko w zasygnalizowanych perspektywach czaso
wych. Są raczej elementami pamięci. Nieuświadomiona i uświadomiona
nieokreśloność i nieostrość widzenia przeszłości współgra z przekonaniem, że
„tak właśnie było, nie inaczej". Podkreślamy ten fakt, bo obrazy minionej
rzeczywistości, zwłaszcza w ostatnich latach, i ten problem staraliśmy się
przedstawić, nie są już stabilne i jednolite. Zwłaszcza zdaje się pryskać heroiczny
mit o historycznej misji osadników na Ziemiach Zachodnich, co jednak nie
osłabia przekonania, że właśnie tam , jest nasz dom". Straciły natomiast swój
sens argumenty ideologiczne, a polityczne, pozbawione zwłaszcza treści nacjo
nalistycznych, nabrały innego znaczenia. Swój sens zyskał patriotyzm wyrażany
w prostych słowach codzienności: „U nas na Dolnym Śląsku...".
LITERATURA
B a c h t i n M.M.
1983
Dialog, język, kultura. S. Czaplejewicz, E . Kasperski (red.), Warszawa.
B e ł z a S.
1902
Na Śląsku polskim. (Wrażenia i spostrzeżenia), Kraków.
B e d n o r z Z.
1946 a
Jeszcze nie wyzwolone, „Odra", nr 1, s. 1-2.
1946b
Śląsk wierny Ojczyźnie, Poznań.
Bienek H.
1991
Brzozy i wielkie piece. Dzieciństwo na Górnym Śląsku, Gliwice.
B ó g n e r J.
1982
Heimatchronik der Pfarrgemeinde Baumgarten. Kreis Frankenstein - Schlesien,
Bad Oeynhausen.
Brożek L.
1947
Bibliografia Śląska za lata 1945-1946, „Zaranie Śląskie", z. 1 - 2 , s. 83-111.
B u r s z t a J.
1965
Etnografia a współczesność. Nieco refleksji metodologicznych w związku z badaniami na Ziemiach Zachodnich, „Etnografia Polska", t. 9, s. 41-60.
C h a ł a s i ń s k i J.
1965
Wstęp, [w:] Młode pokolenie wsi Polski Ludowej. Pamiętniki i Studia. Tu jest
mój dom. Pamiętniki z Ziem Zachodnich i Północnych, wybór i opracowanie:
48
HALINA GERLICH
J. Chałasiński, B. Gołębiowski, E . Jagiełło-Łysiowa, F . Jakubczak, t. 2, War
szawa, s. 3-65.
C z a p r a n W.
1988
Problemy adaptacji i integracji kulturowo-społecznej współczesnej dolnośląskiej wsi,
[w:] Kultura ludowa sercem Śląska, B. Bazielich (red.), Wrocław, s. 297-316.
D a v i e s N.
1991
Boże igrzysko. Historia Polski, t. 2, Kraków.
D e r d a S.
1990
Przypisany tej ziemi... (Edward Kozikowskt), „Zaranie Śląskie", z. 1-2,
s. 104-133.
D o l a t a B.
1985
Wyzwolenie Dolnego Śląska w 1945 г., Wrocław.
G i z a A.
1991
Życie jako opowieść: analiza materiałów autobiograficznych w perspektywie socjo
logii wiedzy, Wrocław-Warszawa-Kraków.
G ł a d k i e w i c z R.
1987
Sesja naukowa „Tysiąc lat Kłodzka", Zeszyty Muzeum Ziemi Kłodzkiej, t. 2,
Kłodzko.
G o ł u b k o w M.
1988
Społeczne potrzeby funkcjonowania kultury na Dolnym Śląsku, [w:] Kultura ludo
wa..., s. 316-326.
Grabski J.
1945
Polska nad Nissą, Odrą i Pasłęka, b.m.w.
H i e r o w s k i Z.
1946
Pisarze polscy na ziemiach Odzyskanych. (Odpowiedź na ankietę), „Odra",
nr 34, s. 6.
js [Sławiński J.]
1988
Reportaż, [w:] M . Głowiński, T . Kostkiewiczowa, A . Okopień-Sławińska,
J. Sławiński, Słownik terminów literackich, Wrocław, s. 431 -432.
Kloska G.
1979
Świadomość historyczna i jej badanie, „Lud", t. 63, s. 113-127.
Kolbuszewski J.
1985
Krajobraz i kultura, Katowice.
1988
Oswajanie krajobrazu. Z problematyki integracji kulturowej na ziemiach odzy
skanych, [w:] Symbolika regionów. Studia etnologiczno-folklorystyczne, D . Simoni
des (red.), Opole, s. 67-82.
K o l b u s z e w s k i S.
1946
Kolumna duchów nad nami, „Odra", nr 42, s. 2.
K o s s a k - S z c z u c k a Z.„
1932 'Nieznany kraj, Warszawa.
Kościk E.
1982
Osadnictwo wiejskie w południowych powiatach Dolnego Śląska w latach
1945-1949, Wrocław.
Kusiak F.
1982
Osadnictwo wiejskie w środkowych i północnych powiatach Dolnego Śląska w la
tach 1945-1949, Wrocław.
L u t m a n R.
1947
Śląsk w życiu Polski - dawniej i dziś, „Kalendarz Polskiego Czerwonego Krzyża",
s. 175-201.
M a j k a J.
1971
Wpływ Kościoła na integrację kulturalną na ziemiach Zachodnich, [w:] Kościół na
ziemiach Zachodnich, Wrocław, s. 135-149.
OBRAZY ŚWIATA MINIONEGO
49
Maleczyńska E.
1946
Z dziejów naszego Śląska, Wrocław.
1946
Sprawa i metoda, „Odra", nr 15, s. 1.
M a t e r n i c k i J.
1990
Wieloksztaltność historii. Rozważania o kulturze historycznej i badaniach historiograficznych, Warszawa.
M i s i a k W.
1967
Cechy kulturalne grup ludności osadniczej na Dolnym Śląsku w latach 1945-1949,
„Acta Universitatis Wratislaviensis", t. 13, s. 161-181.
1989
Uwagi o kulturze i stylu życia społeczności wiejskich Dolnego Śląska, [w:] Wieś
dolnośląska, E . Pietraszek (red.), Wrocław, s. 97-115.
Moszyński K.
1947
Zadania etnografii w związku z zasiedlaniem Ziem Odzyskanych, [w:] Biuro Stu
diów Osadniczo-Przesiedleńczych.
5 Sesja Rady Naukowej dla Zagospodarowania
ziem Odzyskanych, 24 - 28 VI. 1947, Kraków, s. 28-30.
Nowakowska E.
1981
Wiedza historyczna a kształtowanie się świadomości regionalnej na Pomorzu Szcze
cińskim w latach 1945-1970, [w:] Świadomość historyczna Polaków. Problemy
i metody badawcze, J. Topolski (red.), Łódź, s. 435-471.
N.N.
b.r.w. 1945 P] O Ziemie Polskie na Zachodzie, Poznań.
Orzechowski K.
1971
Terytorialne podziały Śląska, cz. II, „Kwartalnik Opolski", nr 3, s. 74-91.
P a w ł o w s k a J.
1968
Dolnośląska wieś Pracze w powiecie milickim, Prace i Materiały Etnograficzne,
t. 25, cz. 1 i 2, Wrocław.
P a p e e S.
1946
Nowe tematy literackie Śląska, „Odra", nr 3, s. 4-5.
Pietraszek E .
1989
Wieś Z. w woj. wrocławskim, [w:] Wieś dolnośląska..., s. 237-297.
Piwarski K.
1947
Historia Śląska w zarysie, Kraków - Wrocław.
P y z i k Z.
1945
Głuchołazy miłe miasto, „Odra", nr 9, s. 8.
R a i n a P.
1994
Kościół w PRL, Dokumenty. Kościół katolicki a państwo w świetle dokumentów
1945-1989, t. 1, Poznań.
Robotycki C.
1980
Tradycja i obyczaj w środowisku wiejskim. Studium etologiczne wsi Jurgów na
Spiszu, Wrocław.
R o s z k o w s k i W. [A. A l b e r t ]
1991
Historia Polski 1914-1990, Warszawa.
Simonides D.
1988
Etnospołeczne potrzeby tworzenia się nowych regionów kulturowych na Ziemiach
Zachodnich i Północnych, [w:] Symbolika regionów..., s. 29-43.
Staszczak Z.
1963
Kształtowanie się współczesnej kultury ludowej na Ziemiach Zachodnich na przy
kładzie dwu wsi powiatu kłodzkiego, Zeszyty Etnograficzne, Wrocław, 1.1, s. 9-79.
Stomma L.
1986
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa.
S t r z e s z e w s k a - B i e ń k o w s k a D.
1946
List ze Szklarskiej Poręby, „Odra", nr 29, s. 6.
50
HALINA G E R L I C H
Wanatowicz M.W.
1992
Społeczeństwo polskie wobec Górnego Śląska (1795-1914), Katowice.
Wasilewski L.
1915
Śląsk polski, Warszawa.
W e s o ł o w s k a H.
1989
Etnograficzne badania na Dolnym Śląsku w okresie XL-lecia PRL, [w:] Wieś
dolnośląska..., s. 13-26.
Worcell H.
1945
Gorący dzień w Heinzendorfie, „Odra", nr 11, s. 4-6.
1975
Najtrudniejszy język świata, Katowice.
Wrzosek A.
1945
Nad Odrą i Nysą, Katowice.
Z i e l i ń s k i A.
1974
Polskie podróże po Śląsku w XVIII i XIX wieku (do 1863), Wybór i opracowa
nie..., Wrocław.
Z i ó ł k o w s k i J.
1959
Ludność Ziem Zachodnich, [w:] Polskie Ziemie Zachodnie, Poznań, s. 135-152.
HALINA GERLICH
I M A G E S O F T H E W O R L D B Y G O N E - T A R N I N G OF WEST LANDS.
ANALYSIS O F T H E ONE CASE IN T H E LIGHT
OF AUTOBIOGRAPHICAL NARRATIONS
Summary
The article concerns a particular, short period in the history of a village community
situated in the part of Silesia which was annexed to the Polish state territory after 1945
(formerly under German rule). The base of the author's narrative are individual biographies
told, as spontaneously as possible by selected informants.
The present inhabitants of the village settled there at the end of 1945 and the beginning of
1945, coming from different places in Central Poland as well as from the former Eastern
Regions of Poland incorporated to the Soviet Union after 1945.
The author's analysis is focused on the relatively short, first period, a little longer that one
year. It concerns two crucial events in the villagers' lives: Leaving their previous places ("their
small homelands") and settling down in new places turning them into new homelands.
The approach to the problem has been determined by two factors: the author's theses and
the specificity of people's spontaneous narratives. The main events presented as they were
perceived of the autobiographies, in a particular, mystified way. Telling about abandoning
their former abodes the respondents emphasized deliberate cultural destruction of familiar
places, how they were stripped of the most important elements of local symbolic universe. The
new places were, more of less consciously "familiarized" and endowed with material objects
and symbols connected with previous, well-know homeland. The difference between people
who re-settled voluntarily and deported forcibly was relevant for their attiudes. The most
meaningful fragment of the narratives are quoted in extenso.
Translated by Anna
Kuczyńska-Skrzypek