a25d1e2617887ca6fd455afe15ba6fe2.pdf

Media

Part of Nieskończoność dalekich dróg / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4

extracted text
Nieskończoność dalekich dróg
Podpatrzona i podsłuchana Zofia Rydet A.D. 1989*
Andrzej Różycki
Andrzej Różycki: №) co, mam wg uímiec/гпас, wyprojZofia Rydet: Nie, masz siedzieć tak, żebyś sobie zdawał
sprawę z tego, że to jest doniosła chwila, że jednak my robimy
coś, co zostanie. Mnie nie będzie, ciebie nie będzie, a twoje
zdjęcie zostanie. Ja tak przynajmniej wierzę w to... i na całym
świecie będą ciebie oglądali. Wśród tych pięknych dekoracji.
To jest bardzo ważne, nie uśmiechać mi się broń Boże
i patrzeć prosto w obiektyw. To jest naprawdę doniosła
chwila.
Mam бус poważny, fo&?
Poważny, tak, jak najbardziej poważny.
Jeszcze jedno - teraz tutaj, tylko proszę przejść mi tutaj,
prędziutko, jeszcze,
- Oj.
No, nic nie szkodzi. Oj, nie, oj, tak, na wprost, na wprost, na
wprost, tak, nie bokiem, tak, tam z tyłu mam „Solidarność".
I z tyłu mam tych dwóch. I też jest bardzo dobrze. O tak i te
ręce, o to, to!! Nie! Tak, tak jak ręce przedtem. Tak, tak jest
ładnie, bo to ręce masz zdeformowane i to jest ładne, nie są
takie ważne, wielkie.
Już...
A co mom z re&omo zrobić?
Ręce trzymaj tak, jak trzymałeś. Dobrze... Ale czekaj
troszeczkę nie, jeszcze bardziej złożyć. Oj, zanadto złożyłeś,
tak tylko razem, razem.
Żadne uśmiechy, żadne uśmiechy.
W ooi'e&fyw mam ле pafrzeć?
- Так, w obiektyw.
W of ooie&fyww ?
- Так, tak całkiem prosto. Miałeś mało uduchowioną minę,
mimo wszystko. Jeszcze powtórzmy jednak.
Nas nie będzie i twoje zdjęcie zostanie, chcesz ludziom dać
tak właśnie uśmiechnięty niepoważnie, prawdziwy twórca.
Tak, teraz jest bardzo dobrze.
A może ja ci zrobię dwa portrety? Jeden będzie taki od dołu
bardzo poważny i dostojny. Ale tu świeci się flesz - to bardzo
* Wypowiedzi Zofii Rydet ze ścieżki dźwiękowej filmu M e j t o ń Рофаггголл //мхЫыслдлд
#yd« AD.
/Р<9Р. Reż. Andrzej Różycki; Operator: Stefan Nitosławski; Montaż:
Jolanta Kopania; Kierownik produkcji: Zdzisław Przydonik; Opraco­
wanie muzyczne: Zofia Kucharska-Kowalik; Redakcja programowa:
Teresa Oziemska; Produkcja: Wytwórnia Filmów Oświatowych,
Łódź, 1990 r.
Taśma 35 mm, czarno-biata, czas trwania filmu 28 min.
Nagrody: Brązowy Smok - Kraków V I 1990 r. X X V I I Między­
narodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych; Grand Prix - „Biała
K o b r a " , ! Festiwal Mediów pod hasłem: „Człowiek w zagrożeniu",
Łódź, 27 X 1990 r. Grand Prix - „Cinema du Reel", 13 Festiwal
International de Films Ethnographiques et sociologiques - Centre
Georges Pompidou. Paryż. III 1991 г.

czoMOjc ćWetic/z

niedobrze. Так, ja muszę, niestety, aż klęknąć przed tobą
całkiem na dole, tutaj, tak.
A co mam z re&om; zrooic?
Ręce trzymaj tak, jak trzymałeś. Nie, tak niedobrze, złożyć
ręce, złożyć, to zanadto, tak tylko razem, razem, troszeczkę
wyżej ręce, troszeczkę wyżej, no nie! Ja chcę ręce mieć, jedna
i druga musi być razem, bardziej tak tylko troszeczkę do góry,
bo ja mam je bardzo duże na przodzie, a nie mam ciebie. O,
teraz jest dobrze. Chociaż nie bardzo. To bardzo trudno, to od
dołu jest trudniejsze. Złóż ręce tak, zaraz się wywrócę. Tak,
ale troszeczkę podciągnij je do góry.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie jest zabawa, tylko
jakaś wielka prawda. Tak. Bardzo dobrze. Co uśmiechasz się
głupio, przepraszam, ale żadne uśmiechy, żadne uśmiechy.
Musisz sobie zdawać sprawę z tego, że to jest ważna chwila,
że zostałeś uwieczniony, że będziesz pokazywany w różnych
krajach świata itd.
Ak rrofZćczAce л;е można л'е шт;есмла_с?
Nie, żadne uśmiechy, żadne uśmiechy.
Bardzo powoz/Hf?
Bardzo poważnie, jak najbardziej poważnie, jak najbardziej
poważnie. Musisz sobie zdawać z tego sprawę, że ci robię to
zdjęcie, które jest nie byle jakim zdjęciem, że zatrzymuję
twoją jaźń po prostu. Jest to coś ważniejszego, ponieważ
patrzysz się na mnie, to ta dusza po prostu tak jakby
wychodziła. To jest może złe powiedzenie, ale wiem, że jak ja
chodziłam na te kursy, to mi właśnie mówiono, że właściwie
to, co w człowieku jest, to się ukazuje przez oczy głównie.
Dlatego też patrzę się na ciebie, prawda? I w ten sposób cię
zaczarowuję...
[Napisy tytułowe filmu]
[CmcMfarzj: Mój kasztan mnie tak chroni tutaj. On wpraw­
dzie bardzo zaśmieca, ale to jest takie bardzo piękne właśnie,
takie jakieś... Ja bardzo, zresztą lubię kasztan...
Miejsce sobie wybrałam takie, wydawało mi się, że to
będzie najładniejsze właśnie tutaj, na końcu cmentarza. Swoje
drzewo, swoje ptaki i swoi najbliżsi, których kochałam. Tak,
że kawałek tej Rabki mam, kawałek tych gór.
Pierwsza jest matka, potem ojciec, a na końcu jest brat...
a potem idę ja.
Ojciec umarł na pogrzebie matki, ja miałam równocześnie
dwa pogrzeby, znaczy w momencie, kiedy matkę wkładali do
grobu, do ziemi, w tym samym momencie mi ojciec umarł.
Ja w swojej nieskończoności dróg między innymi do tego
doszłam, że po śmierci te drzewa mijają, wchodzisz w niebyt
i nagle ukazuje się między tymi drzewami maleńkie światło

7¿U

jasne. To jasne światełko się zaczyna rozszerzać, ana samym
końcu jest głowa Chrystusa. Ja sobie to tak uzmysłowiłam.
Właśnie tak powinno być, jeśli się wierzy w coś. A wydaje mi
się, że tylko wiara pomaga, żeby człowiek się zupełnie nie
zapadł, ona w najcięższych chwilach jest bardzo potrzebna.
Ogromnie potrzebna.
Ja wciąż uważam, że wielką zaletą fotografii jest to, że ona
do pewnego stopnia przedłuża życie, że ona jest jakby taką
jedyną bronią, która może coś zatrzymać z tego, co mija
bezpowrotnie. Tylko fotografia może zatrzymać, nic więcej.
No film, ale film to jest to samo - fotografia.
Praktycznie jestem na tym progu, stoję, już mam odejść.
Wobec tego jest to problem, który wciąż mnie w jakiś sposób
przytłacza. Bo właściwie to śmieszne - ja się nie boję tej
śmierci. Ja tylko bym chciała żeby ona jeszcze odeszła, że ja
tyle rzeczy mam do zrobienia. To jest ważne. Nie to, że się
boję, jak to będzie za tymi drzwiami. Nie wiem, jak będzie...
Robiłam tysiące zdjęć, przecież tych filmów mam tyle. Inni
będą je oglądali i będą mówić: co ta idiotka tyle porobiła, po
co ona zrobiła to czy tamto, stary but czy wyrzucony, albo
koszulę, co wisiała tam na tym, aja to mam do swoich cykli
różnych.
Wiesz, ta koszula, co wisiała na płocie, była właśnie do tego
cyklu wyrzuconych martwych rzeczy. Świat, który umiera, bo
wszystko umiera. Nie tylko umrzesz ty, nie tylko ja umrę, ale
umiera wszystko razem...
Ja bez fotografii nie mogę już żyć. Dlatego, że niczego
innego więcej nie mam, tylko ją. Tylko tę fotografię. Jest to
w tej chwili największa moja pasja, największa moja miłość,
no, największe wszystko to, co mam. Wtedy, kiedy jestem
ciężko chora i źle się czuję, to idę do ciemni i wszystko
przechodzi...
Zaczęłam ci mówić, że mam przygotowaną w negatywach
wystawę, która was najbardziej zdziwi, powiedz- zwariowała
zupełnie, po co ona to robi, tzw. inwentaryzację krajobrazu,
właściwie krajobrazu normalnie nie robię, niemniej przez
pewien czas zaczęłam robić krajobraz inaczej.

7&?

To znaczy właśnie jako inwentaryzację.
Ziemia - ale ziemie wszystkie są zrobione w ten sposób jak
moje drogi, tzn. jakby faktura tej ziemi, i te faktury okazały się
cudowne, różnego rodzaju, bo i były różne, z kwiatkami
i różne ze śniegiem, a niebo znowu robiłam w ten sposób, że
maleńki najwyżej brzeżek tylko ziemi, prawic że nic. Nato­
miast te różne konfiguracje i różnego rodzaju zachody słońca,
chmury itp. (...) więc będzie tak: same ziemie, potem będą
same nieba, potem drzewa. Jest to cała taka książeczka,
w każdym razie w takim zeszycie spisane całe masy różnych
tytułów, takich, które chciałabym zrobić, które mogłabym
zrobić.
Nigdy z tego nic nie zrobię przypuszczalnie.
*
Początkiem „zapisu socjologicznego" jest Podhale. Pod­
hale dlatego, że mieszkam tutaj od lat, znaczy od końca wojny.
Jakeśmy uciekali, tośmy się tutaj osadzili, cała rodzina. Poza
tym brat fotografował, też bardzo dużo tego Podhala, tysiące
tych typów różnych. Jeździliśmy na różne jarmarki itd., więc
ja tym Podhalem byłam zafascynowana.
Jest to zupełnie inny... inni ludzie aniżeli w całej Polsce. Są
to ludzie o bardzo wielkich ambicjach... Góral jest dumny
z tego, że jest góralem. Oni tam mają bardzo charakterystycz­
ne twarze, bardzo ładne twarze. Bo np. w Rzeszowskiem czy
gdzie indziej bardzo dużo brzydkich twarzy, takich nic nie
wyrażających. A tutaj nic, tu nawet jeżeli baba jest stara, czy
chłop jest stary, to ma jednak tak piękne rysy i tak piękną
twarz, że zawsze podobają mi się. Więc początkiem było
Podhale.

*
Dzień dobry panu, a pięknie! Cała chatka drewniana.
Ślicznie, zrobimy panu tu zdjęcie.
А/е _/a Wf'gm, czy /a Mg Zgodzę ла fo?
Pan jest taki ładny, że pan musi się zgodzić.
,S%ad /?ал; w/e, z'g ya yejf fab' a/6a ГаЛз7 Л może л(7
A siadać, siadać tak ładnie.

Уд se musze papierosa...
Nie, nie, ... z tym papierosem bardzo dobrze będzie. Do
góry głowa, coja będę miała tylko samą czapkę? E, to tak nie
chcę. Troszeczkę głowę do góry. Na tym miejscu, tutaj tak, ja
ustawię aparat. Już jest gotowy. Ślicznie pan wygląda, jeszcze
panu portret zrobię, dobrze, tak od dołu. Klęknę przed panem.
Klęknę przed panem, pan sobie wyobraża, ja będę klękała
przed panem. I zrobię panu portret, taki jest pan śliczny.
Pan pięknie mówi, właśnie tak prawdziwie po góralsku.

Oy frzewúz&i тощ ouf&ówш т о т
Kup mi jfaro, 60 Jig gMiwom

A/e fig nie 6q/cie ром/...
Ślicznie będzie razem z wszystkimi obrazami. To potem
pójdzie do Ojca Św. Do Ojca Świętego pójdzie to...
[Я060.]: Dotrze, dotrze, o/e wiedzą cAitrfecztg wezwę мо

gfowg.

Inną chusteczkę?
/ллц, úwq.
No to niech sobie pani weźmie inną chusteczkę.
A taką piękną chusteczkę pani bierze. To dobrze. Tak, teraz
ślicznie, bardzo pięknie. Bardzo ładnie teraz pani wygląda,
teraz jest dobrze.
Teraz dopiero widzę całą chatę razem z tym zegarem,
razem z tym wszystkim. Teraz jeszcze żeby pani siadła
w drugim miejscu, tutaj. Tak i tu siąść na łóżku. O świetnie,
ślicznie to wygląda.

*
Mam stałą swoją manierę wchodzenia do domu. Polega to
na tym, że najpierw pukam. Wydaje mi się, że to bardzo
ważne, bo wtedy jest tak, jakbym pytała się o zezwolenie
i w tym momencie jeżeli wchodzę, pierwsze, co robię-podaję
rękę. To jest też bardzo ważny moment. Ten człowiek, jak ja
mu podam rękę, to on wie, że jestem jego jakimś przyjacielem
i od razu z miejsca patrzę na wnętrze i widzę coś, co mnie
w jakiś sposób emocjonuje. To może być kompletny kicz.
I od razu mówię: o jakie to pan ma ładne! Tak.
Każdy człowiek lubi, żeby mu powiedzieć, że on jest ładny,
czy coś jest ładnego. Ja mówię - ja pani zaraz tu zrobię zdjęcie
- nie, nie, bo ja jestem nie ubrana... Nie szkodzi... nie szkodzi!
To nic, że nie ubrana, to takie śliczne, o jakie piękne, gdzie
pani to robiła? itd. - zgaduję. A ona nawet nie wie, kiedy bez
butów jest, nie ubrana ładnie i siada. Ja jej każę całkiem
sztywno siedzieć naprzeciwko mnie. By to wyglądało dobrze,
by wyglądało jednakowo. Żeby wszyscy byli jednakowi. Oni
siedzą tacy niby sztywni bardzo, ale mi się wydaje, że jednak
dla nich to jest bardzo ważny moment.

*
Początkowo wydawało mi się, że jeżeli robię te wnętrza, to
właściwie taką pewną dokumentację tylko robię, a potem...
Potem przekonałam się, żc jest to właściwie kwestia niemal
mojego życia, żc to zrobiło się pasją taką, że ja nie mogę
o niczym innym myśleć, tylko właśnie o tym, jak bym tych
ludzi fotografowała.
Ja w wieczór jeszcze sobie myślałam o tej parze. Jaka
piękna była. Czy piękna? Właściwie oni byli bardzo brzydcy,
ale ile tam było siły tego, że oni tyle tych dzieci mieli. Jak oni

przedłużali ten ród ludzki i w tej strasznej nędzy, w tym
wszystkim, a jednak byli bardzo pogodni. Tam nigdzie nie
było widać w tych najbiedniejszych chatach tego narzekania,
tego, co mają ludzie, którzy mają wszystko. Wręcz przeciw­
nie, oni są pogodni.
Teraz chcę mówić, dlaczego zaczęłam to robić, bo tak sobie
myślałam, że właściwie tylko ja jedna im przedłużam życie.
Ich już połowy nie ma. Jak teraz chodziłam po Śląsku do tych
chat, do domków, to 10, 15 domków przeszłam, a z tych
wszystkich zaledwie w pięciu jeszcze ludzie żyją. U mnie oni
są na fotografii pokazani i w Paryżu, i w Nowym Jorku,
i w Kioto, i w Polsce, i oni są w jakiś sposób wciąż jeszcze
żywi...
Ja mam poczucie takiego jakby wielkiego zadowolenia, że
im przedłużam życie.
To, co robię, nie ma jednak nic wspólnego z reportażem, to
jest ułożony schemat pewnych rzeczy. Może się za dużo
powtarzam? Może powinnam zmienić? Nie wiem, nie wiem,
czy warto zmienić czy nie? Tyle rzeczy mam jeszcze do
zrobienia.
Cały szereg osób uważa, że fotografia nie jest ważna.
Wobec tego, jak ktoś umiera z fotografików, to... ja widziałam
cztery śmierci fotografików - to się wszystko po nich
wyrzuca. Zostawia się 4-5 zdjęć, bo się myśli, że to się da na
wystawy. A resztę, wszystko: filmy, wszystko idzie na śmieci.
Dlatego ja bardzo jestem przewrażliwiona. Bardzo bym
chciała kogoś uczulić ze swoich, wciąż im mówię: może to
nieładne słowo, tak jak w ten sposób mówię, ale doszłam do
wniosku, że lepiej to tak powiedzieć, że tu są pieniądze w tym.
Bo - hm, hm (śmiech) - bo to pamiętajcie, że jak ja umrę, to
będzie miało wartość, hm, hm (śmiech).
Możecie to sprzedać, nie wyrzucajcie tego wszystkiego.
Zasadniczo dużo lepiej, jeżeli ktoś ze mną chodzi. Chcia­
łam zainteresować innych... ale nie mogłam tego zrobić...
Została Zosia, która jest bardzo wrażliwa, która od początku
tak jak ja malowała. Widziałam, że jest w niej wrażliwość.
Zosia nie ma jeszcze takich naleciałości - co to jest
pieniądz, wartość tego wszystkiego. Jest jeszcze taka czysta.
Więc ja ją mogę tylko uczyć tego piękna. Ja mówię, popatrz
przez obiektyw, popatrz jak to wygląda ślicznie.
Rzeczywiście, zobaczyła rzeczy zupełnie banalne i tam
taka niby-droga, a to nie droga, tylko jakieś faktury się ułożyły
bardzo ładne. Zosia w tej chwili jest moją największą
miłością. Teraz ta miłość się przesuwa, nawet miłość do
własnego dziecka nie jest tak silna, jak do wnuka.
Mam ogromny uraz na punkcie śmierci. Ponieważ całą
masę osób straciłam w sposób tragiczny, wobec tego ten uraz
jest taki silny. A jak ja zrobię dajmy na to taką dokumentację,
to ja widzę, że jednak to, co ja zrobiłam, ma bardzo wielką
wartość, bo to wszystko ginie. Już nie ma tych chatek, już nie
ma tego wszystkiego, co trudno sobie będzie wyobrazić
niektórym. To będzie taka, jakby ja wiem... jakby Polska
Jagiellonów, czy coś takiego, taka dawna prawda. Już nie­
długo, bo to idzie w strasznym tempie, ogromnym tempie...
Bardzo wzruszająca jest historia wioski Maniowy. Chcia­
łam tam jeszcze pojechać i zrobić zdjęcia, pokazać umierają­
cych nie tylko ludzi, ale wieś. To jest wieś, która jest skazana
/as

na zagładę, ma być zalana wodą i ludziom kazano się wynosić.
Zbudowano dla nich piękne osiedle, gdzie ludzie nie chcą
mieszkać, to jest dla nich zupełnie obcy świat, zimny
i nieprzyjemny. Część ludzi została w Maniowach i oni się
bronią w straszliwy sposób. Jest to bardzo wzruszające
dlatego, żc są tam domy, już pozamykane, pozabijane des­
kami i widzi się tak z jednej strony tc domy już opustoszałe,
gdzie jest tylko buda psia. drzwi pozamykane, okna zabite,
a tutaj nagle ni stąd, ni zowąd znajduje się jeden dom,
w którym jest ten człowiek, który jak słyszy ludzi, to zamyka
na gwałt drzwi, żeby się tam nie dostać do niego.
*
W latach siedemdziesiątych robiłam fotomontaże. Miało
się to nazywać „Świat uczuć i wyobraźni ".chciałam pokazać
świat, który z wszystkich stron nam zagraża i w którym jedyną
rzeczą, która nas ratuje, jest miłość. To były bardzo piękne dla
mnie lata. Cztery czy pięć lat nad tym pracowałam. To było...
każdy obraz był moją własną koncepcją, moimi własnymi
myślami.
Niektóre rzeczy były lekkie, ale właśnie to, co mi jest
bardzo drogie, było trudne, wciąż nic miałam ekspresji tego
wszystkiego, co chciałam pokazać w tym obrazie, znaczy
takiej ogromnej tragedii z tego, że świat przestaje istnieć, że
nam zagraża ze wszystkich stron wojna i cały szereg konflik­
tów, które wtedy były bardzo silne.
I wreszcie raz wieczorem ni stąd, ni zowąd wpadłam na po­
mysł zupełnie inny. Wycięłam to w inny sposób, całą głowę,
i stało się to, co chciałam. Byłam bardzo szczęśliwa, to było
jedno z większych szczęść, powiedziałabym, mojego życia...
Nie potrafiłabym już żyć bez fotografii.
Wydaje mi się, że to jest celem mojego życia w tej chwili.
To, co robię, to cały szereg cykli, a nie poszczególne zdjęcia.
To tak jakbym pisała, potrzebuję mieć jakieś słowo i tego
słowa nie mam, znajduję słowo albo przecinek, albo nawet
kropkę.
Wszystkie rzeczy, jakie zrobiłam, są opowieściami o czło­
wieku.

D l a mnie fotografia jest przede wszystkim środkiem wyra­
zu, dlatego nigdy nic robię w ten sposób, żc chodzę, biegam
i fotografuję. Przedtem wiem, czego j a szukam. To są pewne
elementy, jakby l i t e r y , j a k b y słowa, z których później składam
całość. Tak było przy wszystkich m o i c h wystawach, że
najpierw m i a ł a m ideę, a później s z u k a ł a m . 1 zawsze wydawa­
ło m i się, że język wizualny, język fotografii jest tysiąc razy
silniejszy i mocniejszy aniżeli słowa. Jeśli r o b i ł a m np. „ Ś w i a t
uczuć i wyobraźni", to m i chodziło nic o pokazanie piękna
macierzyństwa jako takiego, tylko pokazanie l e g o , ż c w t y m
świecie, który nam ze wszystkich stron zagraża, jedyną
rzeczą, która jest - to miłość m a t k i , miłość w ogóle do
drugiego człowieka.
Robię t o , co czuję, co myślę, pewnie że z m i e n i a m pewne
środki wyrazu, to jest zupełnie jasne, a czy to jest sposób taki
czy inny, zupełnie m i na tym n i c zależy, żeby m i m ó w i l i , żcja
jestem w awangardzie.
Do tej pory właściwie nigdy nic zrobiłam wielkiej wystawy
zapisu socjologicznego. M i a ł a m j ą robić w 8 1 roku, m i a k i m
mieć na to Zachętę, ale ponieważ wyskoczyła cala nasza
wojna, powiedziałam, żc dziękuję bardzo, ale niestety n i c
mogę zrobić tej wystawy, i odmówiłam. I to się zrobiło
dobrze, bo dzięki temu przedłużyło m i się, zebrałam więcej
m a t e r i a ł u , zaczęło m i się to poszerzać, bo l a m są nie tylko
ludzie, ale cała masa jeszcze innej dokumentacji. Po pierwsze,
robię domy na zewnątrz, robię cały szereg szczegółów
w takich domach... Wiesz, niektóre rzeczy są kapitalne,
śmieszne itp., ale to wszystko mówi o człowieku. Sprzęty,
wszystkie rzeczy, które go otaczają, mówią o n i m , o jego
charakterze w jakimś sensie.
Nieraz jest tak. żc ja zrobię tylko parę domów, ho jest tam
ciekawie, ktoś zaczyna m i opowiadać h i s t o r i ę swojego życia,
jego ustosunkowanie się do problemów, to m n i e bardzo dużo
uczy. Byłam w najbardziej biednej chatce, w Rzeszowskiem,
w której waliły się kompletnie ściany, deszcz przeciekał, b o
akurat padało, światła w o g ó l e nie było, podłoga t y l k o taka
dawniejsza, lepianka zupełnie bez niczego, babka nie mogła

chodzić, tylko tak przesuwała się naokoło, łoże było tylko ze
słomą, a ona taka pogodna!
Pytam się, jak ona tu żyje, w jaki sposób, - No, są dobrzy
ludzie, to od czasu do czasu coś przyniosą, jakoś tak żyję, to
nie szkodzi, że tak jest, ale za to, co ja będę miała potem, jak
mi Pan Bóg to wynagrodzi.
Jaka piękna fotografia! Była tak pogodna i taka miła, mimo
tej całej strasznej nędzy.
Problem śmierci jest dla mnie bardzo ważny, te stare babki,
które wcale się nic boją śmierci, które żyją w największej
nędzy i czekają tylko tego momentu, kiedy przejdą, i twierdzą,
że za to ciężkie życie, które miały, będą nagrodzone w przy­
szłości.
Dzieciństwo moje było bardzo piękne, bardzo dobre. Ojciec
był bogaty, mieliśmy wszystko, co trzeba było, matka nic
pracowała, służby było dużo. A polem zaczęła się cała
tragedia, prawda, więc... te... pierwsze drogi są takie proste,
autostrady ładne, gładkie itd. Nie ma żadnych krzyży, nic ma
nic. A dopiero potem zaczyna się wojna, zaczyna się pierwszy
krzyż wielki, zaczynają się wyżłobienia różnego rodzaju.
I szukałam różnych takich właśnie... na drodze znaków, które
by mi coś mówiły. Zgubionego jakiegoś buta, który coś mi
mówił. To były dwa lata... dwa lata pracy zasadniczo
nieskończonych takich dróg. A potem były te... te znaki, które
były dla mnie trudne, bo nic wiedziałam, jak... jak te znaki
pokazać. Bo to mało, że są drogi życiowe, ale każdy z nas ma
różnego rodzaju znaki, to jest i religia, i pewne dawne
przyzwyczajenia czy może nawet pozostałości rodzinne ja­
kieś..., które kierują naszym życiem...
Tc drogi... te znaki chciałam robić... bo one były z jednej
strony odczytane, a równocześnie, żeby było coś takiego...
tajemniczego. Jest znak, ale nie wiadomo właściwie jaki, jaki
len znak, dokąd to życie ma iść. Ja w swojej nieskończoności
dróg do tego doszłam, żc do śmierci... już jak jest ta śmierć, tc
drzewa mijają, już wchodzisz w ten niebyt. 1 nagle ukazuje się
między tymi drzewami maleńkie światełko jasne. To jasne
światełko się zaczyna rozszerzać, na samym końcu jest głowa
Chrystusa. To tak powinno być, jeżeli się wierzy w coś,

a wydaje mi się, że tylko wiara pomaga żeby człowiek się
zupełnie nie zapadł. Ona w najcięższych chwilach jest bardzo
potrzebna, ogromnie potrzebna jest.
Wydaje mi się, że o tym się rozmawia dopiero wtedy, kiedy
się jest naprawdę przy końcu życia. Ponieważ ja już jestem
przy tym końcu życia, to jest to bardzo ciężkie, powiedzenie
drugiemu człowiekowi,jak to jest, kiedy się kończy to życic...
jak krótkie jest to życie. One tutaj stojąc, rozmyślają nad
życiem każdego człowieka (...) Trzeba myśleć, żeby nie
stracić niepotrzebnie czasu, który ucieka niemiłosiernie.
Ja już jestem przy tej drugiej stronie życia... Człowiek
powinien wiedzieć o tym, żc ma życic ograniczone. Wobec
lego musi się liczyć z każdą godziną, z każdym dniem, bo
każdy dzień stracony jest właściwie bezcenny. Ja teraz, jak
mam taki dzień stracony, jak siedzę, jak nic nie zrobię, to mam
bardzo silne poczucie tych niewielu dni, które są przede mną.
Chciałabym zrobić jeszcze jedną wystawę, wystawę, nad
którą pracuję już od paru lat i która jest na razie tylko
zamierzeniem. (...) To będzie cały szereg drzwi. Takich jak te
drzwi czy tamte drzwi, wielkości normalnej. Będzie się
wchodziło najpierw przez drzwi do korytarzy, a tam znowu
będą korytarze. I znów trzeba będzie wchodzić do następnych
drzwi i wciąż nie będzie końca tych drzwi. Potem dopiero
będą zamknięcia, kłódki wielkie, wiszące, które trzeba rozbić,
żeby się dostać tam. Jest to wszystko przenośnią, metaforą
życia po życiu i śmierci. Jak by to było duże, można sobie
wyobrazić. Teraz mamy to metrowe, wchodzi się do tego i tam
jest dalszy korytarz i znowu są nowe... nowe bramy i znowu
korytarze, takie zagmatwane bardzo. Mam zrobione takie
zdjęcia długich korytarzy w biurowcach, gdzie jest mnóstwo
drzwi. I tędy. i tędy, i tędy... właściwie jedna pusta droga. To
też będzie w jednym z tych okien. No i tc różne przenośnie...
jak np. te kłódki pozamykane. Całość ma być przenośnią
odchodzenia, kończenia życia i równocześnie przechodzenia
na drugą stronę.
Każdy z nas myśli wciąż, bez przerwy o śmierci i o od­
chodzeniu.
To wszystko jest dopiero przygotowywanie.
Kiedy zabiorę się do tego, to jeszcze nie jestem pewna.

7Д7

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.