c3cbce9a3e94f03e370548f3370a4458.pdf

Media

Part of Zostały zdjęcia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4

extracted text
Zostały zdjęcia
Anna Beata Bohdziewicz
W sierpniu 1988 roku razem z moim mężem przez dwa
tygodnie towarzyszyliśmy pani Zofii Rydet w jej pracy na
Podhalu. Pani Zofia chciała przede wszystkim odwiedzić
ponownie wsie, w których przed 10 laty robiła zdjęcia do
ZapiM jogofogicznego. Ja chciałam sfotografować ją przy
pracy i zobaczyć na własne oczy, jak powstaje kolejny etap
tego gigantycznego dzieła. Żałuję, że nie robiłam wtedy
obszerniejszych notatek, że nie zanotowałam dokładniej,
gdzie zrobiłam zdjęcia, że nie nagrałam więcej materiału
z rozmów pani Zofii z bohaterami jej zdjęć (przyszło mi to do
głowy w ostatniej chwili). Nagrałam za to długą rozmowę

o Zapijig foc/oZogicznym.

Codziennie rano wyruszaliśmy naszym maluchem i objeż­
dżaliśmy kolejne wsie w okolicy Rabki (Jordanów, Skomiel­
na, Naprawa, Łętownią, Podwilk, Lipnica, Obidowa, Kliku­
szowa, Krempachy...). Po dojechaniu do wybranej na dany
dzień wsi, przejeżdżaliśmy najpierw całą wieś, a potem, mając
już wstępnie wybrane jakieś chałupy, stawaliśmy gdzieś
najbliżej nich i już na piechotę szliśmy od chaty do chaty.
Większości starych chałup, które pani Zofia fotografowała 10
lat wcześniej, już nie było! Te, które się jeszcze uratowały,
stały najczęściej obok nowo wybudowanych „nowoczesnych"
domów „z kamienia". Pani Zofia szukała chat, w których
spodziewała się jeszcze znaleźć jakieś starocie, wybierała jak
najstarsze chałupy. Mówiła: - O! Tutaj wejdziemy! Jeśli
gospodyni widząc naszą grupę wychodziła na zewnątrz, pani

Zofia bardzo słodkim głosem od razu przystępowała do ataku:
- Dzień dobry, dzień dobry! A my tu idziemy do pani robić
zdjęcia. - Jakie zdjęcia? - próbowały się dowiedzieć atakowa­
ne osoby. - Takie zdjęcia, co to się za nie nic nie płaci i Ojciec
Święty będzie je oglądał... Taka rejestracja starych chat.
Można wejść do pani? - i już wchodzimy do środka, a pani
Zofia wykrzykuje - O! Jak tu u pani ładnie, bardzo ładnie!
- i nie przyjmującym żadnego sprzeciwu tonem: - Tutaj, tutaj
niech pani usiądzie... - Ale pani, ja taka nie ubrana, stara,
brzydka, na co to?... - rozlegały się nieśmiałe protesty. - Ależ
skądże, doskonale jest pani ubrana, tak pani wygląda świetnie!
Rzadko kiedy pani Zofia pozwalała na zmianę fartucha,
założenie butów czy coś podobnego. Takie zdecydowane
„wejście" powodowało, że ludzie byli jej posłuszni i bez
dalszych sprzeciwów robili to, co im kazała. Pani Zofia była
zresztą świadoma tego, że czasami jest nawet niegrzeczna
(słyszała kiedyś swój głos w radiowym reportażu o swojej
pracy), ale się tym za bardzo nie przejmowała. Chodziło jej
przede wszystkim o to, by zrobić zdjęcia, i zabierała się od
razu do ustawiania kadru, ostrości, blendy, flesza... Wszystko
to zabierało jej bardzo dużo czasu, nie widziała już zbyt
dobrze malutkich cyferek na obiektywie, nie była pewna
ostrości obrazu. - Ja nic nie widzę ostrości... Ty kiedyś
będziesz świadkiem, że to wszystko było na ślepo robione
- żartowała, prosząc mnie czasami o pomoc w zrobieniu
zdjęcia. Kiedy już fotografowanie było skończone, pani Zofia

Sama... powolutku... małymi krokami... od chaty do chaty... od wsi do wsi. Zofia Rydet w jednej ze wsi polsko-słowackich.

Niekiedy pani Zofia czekała cierpliwie, aż wszyscy przyzwyczają się do jej obecności.

zapisywała w notesie dane swego modela (imię, nazwisko,

wiek, nazwę wsi) i zwykle potem rozpoczynała się rozmowa
i tłumaczenie, po co to wszystko. Ludzie, na ogół tak samo
starzy jak ona, dziwili się, dlaczego taka stara kobieta zadaje
sobie tyle trudu, dlaczego już nie odpoczywa, tylko wydaje

pieniądze ze swojej emerytury na robienie zdjęć starych chat

i starych ludzi. Pani Zofia mówiła im: - Ja nie chcę od­
poczywać, nie chcę odpoczywać! Ja chcę pracować! Jestem
szczęśliwa, jak mogę jeszcze coś robić, jak mogę jeszcze

chodzić, rozmawiać z ludźmi... i potem to sobie wszystko

wywołać i patrzeć na to... - i pokazywała im swoje zdjęcia,

których niewielką ilość zawsze miała przy sobie. Oglądając te
zdjęcia, ludzie najczęściej dziwili się, że wnętrza ich starych
chałup mogą rzeczywiście tak pięknie wyglądać. Zauważali też
sami, że rzeczywiście takie wnętrza już zanikają i że jest ich
coraz mniej. Troszkę niedowierzali, że zdjęcia te były pokazy­
wane na całym świecie i że miał je też oglądać Ojciec Święty
(pani Zofia chciała mu sama ofiarować swoją książkę (%ecмшг). Często te rozmowy przedłużały się. Najbardziej wzru­

szająca była rozmowa z panią Anną Wolwą z Naprawy. Ta

prawie 90-letnia staruszka recytowała nam kilkudziesięcio-

zwrotkowe poematy, opowiadała o swoich wrażeniach z lektur

Tołstoja, Balzaka, Wiktora Hugo. Podzieliła się z nami swoimi

gorzkimi refleksjami o współczesnym życiu. Żegnała się

z nami słowami: „Bóg zapłać, że państwo tak jeszcze o starych

ludziach pamiętali! Do zobaczenia w niebie!...".

W czasie naszej dwutygodniowej wędrówki nie mogłam się

nadziwić pasji i niezwykłej zawziętości, z jaką pani Zofia

„atakowała" rzeczywistość. Chciała właściwie sfotografować

wszystko. Zamysł Zap/.w rozrastał się do ogromnych rozmiarów.

Już nie miały to być tylko zdjęcia chat z zewnątrz i ich

gospodarze na tle jednej, najbardziej dekoracyjnej ściany. Pani

Zona robiła teraz zdjęcia ludziom na tle czterech ścian. Chciała

potem, przy okazji następnej wystawy, z dużych odbitek takich

zdjęć budować jakby cały dom. Robiła też portrety. Ludziom
kazała składać ręce na piersiach. Mieli to potem być jej „święci".
Prości, starzy, brzydcy ludzie, ujęci w ozdobne ramy, jak portrety
świętych w kościołach. Pani Zofia spostrzegła też, że bardzo
interesujące są sionki chałup, albo pewne detale na zewnątrz
domów, a także okna widziane od wewnątrz, razem ze stojącym
pomiędzy nimi stołem i przedmiotami, które na nim leżą.

Fascynowały ją też święte kąciki, a także stare fotografie, jakie
ludzie przechowywali. To był cykl pt.
Odkryła też,
że giną już tradycyjne wiejskie zawody i z pasją zaczęła
fotografować stare kuźnie, gamcamie itp. A także szyldy

warsztatów... Wszystko mogło pasować do jakiegoś „podcyklu".

Skutek był taki, że właściwie co krok pani Zofia widziała coś, co
chciała sfotografować i dziwiła się bardzo, że ja - też przecież

fotograf - bardzo rzadko byłam zainteresowana tymi rzeczami co
ona. - Zrób to, to ci się może przydać do czegoś - mówiła. Jej

„łakomstwo" fotograficzne było nieposkromione... Chciała ogar­

nąć swym Zap/jem cały ginący świat polskiej wsi. Podziwiałam

też jej upór i wytrwałość. Była starą, zgarbioną, niewysoką
kobietą. Żeby zobaczyć coś wyżej, z trudem musiała zadzierać

głowę. Nawet mała torba fotograficzna (na jeden aparat i nieduży
flesz) były dla niej dużym ciężarem. Ale codziennie, powoli,
małymi kroczkami szła od chaty do chaty i gromadziła materiał

do swojego Zap/jw. Ale nie był to zapis „socjologiczny",
gromadzony według rygorystycznych i metodycznych reguł. Był
to zapis emocjonalny, nieco sentymentalny, magiczny. Sama

.ale najczęściej natychmiast chciała rozpocząć robienie zdjęć, rzadko pozwalając np. na zmianę fartucha.

pani Zofia przyznała, że nigdy nie miała ambicji, aby „to było
Zofia Rydet dołączy do zacnego grona naszych wybitnych
naukowe". Nadała temu cyklowi na początku zupełnie inny tytuł,
artystów fotografów, których dzieła nie zna nikt poza garstką
alejakijuż nie pamiętała. Tytuł Zapuirxyokgiczmy miała ponoć
znawców? Byłoby to bardzo smutne...
według niej wymyślić dla cyklu Urszula Czartoryska.
Warszawa, październik 1997
Zofia Rydet wierzyła
w magiczną siłę fotogra­
fii. Jej wiara w moc foto­
grafii była dla mnie za­
dziwiająca. - Tylko foto­
grafia może zabić śmierć
- mówiła często - mnie
nie będzie, ciebie nie bę­
dzie, a ta fotografia bę­
dzie, będzie długo. Wszy­
stko się zmienia, wszyst­
ko ginie, ale zdjęcia zo­
stają.
Tak. Zdjęcia zostają.
Ale aby mogły spełniać
swoją rolę, muszą być
pokazywane,
muszą
być oglądane. Czy uni­
katowy w skali świato­
wej dorobek Zofii Ry­
det zostanie fachowo
zabezpieczony i opra­
cowany? Czy doczeka
Pani Zofia bardzo szybko wybierała tło do portretu i robiła zdjęcia, nie zwracając uwagi na panujący wokoło chaos.
się wydania? Czy też

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.