56873c0050f193d175d0944f9e904d69.pdf
Media
Part of Ogarnia mnie wówczas dziwny niepokój / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4
- extracted text
-
Ogarnia mnie wówczas
dziwny niepokój*
Bronisław Malinowski
Pisane dla Anieli Zagórskiej
ŁoMdyM 2J.//.Í j
Риале dła Ратму
Aniełi Zagórskie/'
w Zakopanem.
Тгиа/ioby mi бук oobowiedziec yasMo i po prosfw па pyfonie, dfaczega właściwie po/ecAałem do Ьопаули,
¿iiaczego w 26. roku życia rozpocząłem zupełnie nowy kierunek pracy naukowe/ i diaczego w rym, wzg łganie
późnym, wiekw zaorałem sie dopisania wygzyku angieiskim, kfóregoprzedfem prawie nie znałem, przyjmując
w fen sposób kuffurg angieiską - fakże prawie całkowicie mi obcą - у'ако, do pewnego sfopnia, - drwgą
o/czyzng duchową. Poprzednio zajmowałem sig wyłącznie sfwdjami przyrodniczymi i frocbg /ifozo/Zą, aie
zawsze na fie zagadnień przyrodniczych i w kierunkach wyraźnie sfojących w związkw z mafemafyką i/izyką.
Przezprzyrodg rozumiem fu fo, co właściwie nazywa sig „przyrodą ścisłą" fzn. mafemafykg, Jizykg i cne/mg.
Wprawdzie zajmowały mnie zawsze zagadnienia ogóine; nie miałem nigdy skłonności do specjaiizowania sig
i nie było żadne/ dziedziny naukowe/, kfóra by mnie nie pociągała; w sfwajach przyrodniczych przerzucałem
sig fw ciągłe z mafemafyki do jizyki, z jizyki do cnemu; od pracy feorefycznej do iaborafor/wm. Го wszysfko
było wyrazem dyfefanfyzmw umysłowego, z kfórego sig zreszfą nigdy nie wydobgdg i kfóry osfafecznie
popchnął mnie w dziedzing nawk społecznych - fok zifpełnie odmiennych od przyrody. Mam wrażenie, ze feraz
przesfang juz"przerzucać* sig, zwłaszcza ze rozpocząłemjwż szereg proc, kfóre bgdg chciał ukończyć, a w miarg
posuwania ich naprzód wyłonią sig nieraz, fyko ze nowe, probiemy i fok nie bgdg sig juz mógł z fego zakresu
wyrwać. Bezpośrednio przed przyjazdem do Londynu, w Lipskw, pracowałem juz, obok zajgc w faboraforjum
chemicznem, nad f.zw. „ Yołkerpsychołogie " - fo znaczy nad zagadnieniami z wierzeń i zwyczajów różnych
iwdów. Pozprawg z fej dziedziny, rozpoczgfą w Lipskw, pojechałem wykończyć w Londynie. To był jeden
z powodów.
Aie obok fego ważną rołg odegrał /akr, ze miałem ochofg poznać* Angłig, kfóra mnie od dawna pociągała
jakimś dziwnym urokiem. Teraz zaś miałem dobrą sposobność do zookfimafyzowania sig w fym kra/u, bo
jechała właśnie z Lipska do Londynu dobra mo/a znajoma i przyjaciółka Mrs. iV', Angiefka z ATołonii (Nowej
Zeiandii), kfóra dia sfudjów muzycznych bawiła w Ewropie i chciała przez jakiś rok posiedzieć w Londynie
przed osfafecznym powrofem do kraju. Zarówno jej fowarzysfwo samo przez sig, jak fez łiczne ułafwienia
w poznaniu łudzi, sfosunków, w szybkiej nawce jgzyka - wszysfko fo pociągało mnie i skłaniało do decyzji.
Mam wrażenie, z'e gdybym nie był poznał Mrs. Ai. nie byłbym nigdy zajmował sig socjoiogią, ani fez
zangiizował sig do pewnego sfopnia. Tak fo w życiw, mofywy najbardziej odfegłe od racjonainego
i fogicznego frakfowania swego zawodu, karjery czy powołania, odgrywają zasadniczą rołg/ Przy fem nie
mogg sig wważac za człowieka wyjafkowo wraż/iwego, janfasfycznego, pogardzającego frzezwem iprakfycznem kierowaniem swego życia, jesfem jednak niewąfpiiwie mało sponfaniczny i dysproporcja migdzy danymi
zmysłowymi a energią konieczną do pełnej ich ekspioafacji sfwarza ze mnie człowieka wiecznie sfojącego na
rozdrożu.
Wracam do mego sfosunku do Angiii i rzeczy angieiskich. Bezwarunkowo nie jesfem bynajmniej wyjąfkiem
w fem, ze miałem wysoce rozwinigfą ongłomanig, jakiś pmwie, ze misfyczny kwif dia kuffury bryfyjskiej i jej
przedsfawicieii. Mam wrażenie, ze wyfworzyło sig fo u mnie w pierwszym rzgdzie skufkiem bezpośredniego
wrażenia, jakie na mnie Angiicy robiii. Podróżowałem dość* dużo - przed przyjazdem do W. Bryf., i zagranicą
spofykałem oczywiście wszgdzie dużo Angiików. Bezpośrednie i zupełnie przygniafajoce wrażenie nieopisa
nego szyku, wyższości w wygładzić, manierach, ruchach - wszysfko fo sfawiało mi Angfików na jakimś
piedesfaie, ofaczało nimbem fego niewchwyfnego afrybufu, kfóry okreśiamy wyrazami „rasa", „arysfokrafycznośc " - afrybwfw, kfóry mwsi byc wynikiem zasadniczych cech duszy fudzkiej, skoro zeń płyną wszysfkie
* Tytuł pochodzi od redakcji, wzięty z rękopisu, por. s. 212.
209
uczwcKZ jMobf'zmw,
Zowarzjftff/, a /wzwef cały wsfrdy „fowarzysfwa". Ang/icy byii Ла mnie,
yednem jłowem a/ysfoArac/q marodow, 6y/f yata narad fern, czemyesf „fowarzysfwo" w danem społeczeńst
wie, faza wroJWem osobis/fgo szyAw, angielszczyzna miała fez za sobą dane naywyższey ełegancy;
i wyzwomosci przení&ayacey całą kwłtwrę 6гугу/дАф Zarówno tsiqzAf angieMie, w swe/ zewnęłrzney szacie,
yak worania, sfyi mieszkań i domów - wszysfko fo imponowało mi niewymownie. Przy/em Angiia i angiełski
miała dła mnieyeszczeyeden wroŁ- było cos fayemniczego, niezupełnie zrozumiałego mi, wybiegayącego poza
moye poczucie fego co zwykłe i łogiczne - we wszystkim. - Me znałemyęzyka bardzo dobrze; ałe czułem ze stył
angiełskiyesf mi obcy i niezrozumiały nie fyłto dłafego, ze nie opanowałem dostatecznie jgzyAa, ałe dłafego,
że nie rozumiem ducha fego styiu. Prace naukowe angiełskie także były mi do pewnego sfopnia obce. Tb jamo
odczuwałem zawsze w stosunku do ang.[iełskichj urządzeń społecznych, ich Aisforii, szfwki, rełigii ifp.
Ponieważ zas uważałem wszysfko co bryfy/skie a 'priori za nayłepjze - przypisywałem więc fę obcość moyemu
własnemu niezrozumieniu, femu ze nie dorosłem do odczucia fycn rzeczy i spodziewałem się odkryć w fem,
niezrozwmfałem dła mnie residuum, całe otchłanie rzeczy nadzwyczajnych. Zayemniczosc Angłii rozciągała
się dła mnie nawet na /żzyczną sfronę krayu. Me mogłem sobie wyobrazić, yak Angłicy mieszkają, yak
wygłądayą icn miasfa, icn abmy, wsie i poła. Dłafego fez Angł/a pociągała mnie zupełnie niesamowitym
urokiem. Ta bar/era, oagradzayąca moya, wyobraźnię od krayu, a móy umysł od kułfury ang.[iełskiey]
rozciągała się na moye osobiste stosunki z Angłikomi. % oni niewąfpłiwie bardzo sztywni, zwłaszcza wobec
łudzi, którzy nie mówią dobrze icn yęzykiem. Dłafego fez w moicn podróżach, jakkoiwiek widziałem mnóstwo
Angiików, nie zbhzyłem ani nawet nie zapoznałem się właściwie z żadnym.. Miałem jednak siłne poczucie
wŁisnie towarzyskiej wyższości Angiików; marzyłem o osobistej przy/aźni zAngłikiem łub - fakie marzenia są
yeszcze siłnieysze i bardzie/ nafurałne/ - o yakieys piękne/ Miss, z którąbym mógł jłfrfowac - konkrefniejszey
postaci moye marzenia, zdaye się, nie przybierały. ATfo wie czy fo aprioryczne oczekiwanie nie wpłynęło siłnie
na podniesienie moye/ sympatii do Mrs. Ai. a przynajmniej na przyspieszenie rozwoju tej sympaf/i. Była ona
pierwszą Angiełką, z którą zapoznałem się łepiey, i która odniosła się ab mnie z wyraźną sympatią.
Pamiętam dokładnie, yakby fo było wczoraj, ów dzieH wiosenny, pełen nastroju, wraże/ź i nadziei, ów dzie/i,
którego iffofa zawarta byłą między błado zieionemi^darni morza Północnego a mgłistym niebem, na którym
słonce opałizowało z poza dziwnych, wpófprzezroczysfycn chmur szybko pędzącycA ku wschodowi, - dzień
w którym po raz pierwszy przeyeżdżałem przez kanał z kontynentu do Angłii. Ten przejazd ma swoya treś*c)
swóy nasfróy i poezyę, które mnie/ wiece/ siłnie przezywam za każdym razem, kiedy wy/eżdzam na Wiełką
Wyspę, ałe kfóre wryły mi się w duszę najsiłniey może za tamtym pierwszym razem. Jechałem wtedy przez
Ojfendę - Dover, i ta droga pozostanie dła mnie na zawsze ktasycznem dojazdem do Angłii. W samey rzeczy
nieporównanie pięknym yesf zarówno wyyazd z portu Ostendy - yak i widok skał białych wapiennych, w^ród
których, w dołinie otwartej na morze iezy Dover. W Ostendzie przy/ezdza się na sam brzeg przystani
i wycnodzi się z dużego, ładnego banhoju wprost na statek, kfóry zaraz oayeżdża. Po łewej ręce łeży
miasteczko. Najprzód mi/amy port stary, w którym zwykłe yesf natłoczone mnóstwo łodzi rybackich i małych
zagłowców. №z brzegu targ ryb, dużo bab w czarnych sukniach; hałe targowe, z tyłu domy starego
miasteczka; wąskie i nizkie kamieniczki, pomałowane we wszystkich możłfwycn i niemożłiwych kołoracA,
bardzo barwne i piękne w charakterystyczne/ dziwacznosci i asymefrji włafciwey mafym miasteczkom
portowym. Podnosi bardzo fo wrażenie /akt, ze na pierwszym płonie stoją sobie spoko/nie rzędami żag łowce
o różnokołorowych płótnach; a także fo, że domki ustawione nad brzegiem basenów portowych przeg¿adaya
się w wodzie i są nieproporcjonałnie duże w zestawieniu z małenkim nieraz dockiem a nieproporcjonałnie
małe w zestawieniu z ołbrzymiem morzem, kfóre się ałbo widzi ałbo przeczuwa. Jest w fem wrażeniu yakaf
zamknięta, uwięziona sprzeczność uczuciowo-wyobrażeniowa - yedna z tych, kfóre naddyą niektórym
rzeczom wewnętrzny urok. - Stare, różnobarwne i bardzo małownicze miasteczko /Zamandzkie, usadowione
nad portem, mi/a, w miarę yak się zbłizamy ku szerokiemu morzu, nad kfórem rozłożyła się nowoczesna
Ostenda, „Pashionab/e'% i wzdłuż kfórego rozciąga się wspaniało espionada wiłłi i Aofełów o najwykwinfnieyszey i najparszywszej ełegoncyi. Póżnobarwnosc usfępuyeyednostayney szarzyźnie - nie odrazu; zabawna
yesfpowołna ay^zja tych dwu zupełnie niewspółmiernych szyiów. Popaczone, ziełone, żółte i czerwone domki
zwofna prosfuyą się, przechodzą no/przód w przyzwoitą cegłę, i ciemny kamień a pofem dopiero w kołor i gust
białey szfukaferyi. Ałe z dałeka, od morza, widok długiego, yasnego szeregu wiłłi nie yesf brzydki; powołi
zachodzą one mgłą i widać fyiko długą smugę, łinię płaskiego wybrzeża piasków /ZamandzkicA, o kfóre
w długich /a łach rozbi/a się zazwyczay fu niespokojne, morze Północne, zawsze ziełone i mętne, zawsze pełne
subfełnych e/ekfów pasfeiowych, czy yakieys niezmiernie wytworne/ porcełany. 7Va morzu zaraz po wy/eżdzie
z Ostendy i długo yeszcze pofem roi się wprost od łodzi rybackich. O iłe morze yesf trochę wzburzone widok
yesf wspaniały; co cAwiłę giną za ziełonym pagórkiem wody - widząc fo pierwszy raźnie można się opędzić od
przerażenia: zupełnie wygłądd yakby ich morze połknęło - fo znów wypływa/ą na szczycie jałi. W ogółe morze
yesf w tych okołicacA niezmiernie zaiudnione; rzadko żeby nie było paru żagłi większych łub mnieyszycA, paru
kominów na horyzoncie. Mnieyjze łódki znika/ą w miarę yak statek się oddała od brzegów kontynentu. Me
276
wiem czy fo ¿fofego, że tofo pohaWa zawsze sig niebo rozjaśnia, czy fez rzeczywiście cbmwry gromadzą sig
bardziej nad ładem, a nad morzem niebo jesf czysfsze, w każdym razie, zawsze jak przejeżdżałem przez tanat
w połowie drogi cbmwry były za nami i przed nami, nad konfynenfem i nad Лngł/ą, a nad głową było czysfe,
jakkoiwiek zamgłone. Lądw nigdzie nie widać i rozpoczyna sig nasfró/ pełnego morza. /Vasfrój fat pofężny,
niewysłowiony, specy/iczny, a przyfem wszysfkiem, fot prosfy jak samo - morze. Widok tfóry sig ma ciągłe
przed oczami jesf w ogóinycn zarysacb niezbyf skompiikowany; oibrzymi obszar wody, przecigfy bwrfą
otrgfową i kawał nieba, zcigfy również szyną żeiozną, o iłe sigpofrzy zpokładw przykryfego, a nieograniczony
niczem, o iłe sig jesf na pokładzie odkryfym. Л ie w fycb szerokicb, cnoć niezmiernie prosfycA ramacb, iłe sig
mieści zmian nieskończenie swbfełnyc/i i bogafycb w cbarakferze morza i nieba, w oświefłeniu, w sfanie
morza zwłaszcza, zakżnig od fego czy jesf ono mniej iwb bardziej wzburzone/ Oczywiście najpiękniejsze jesf
morze wzburzone, a przynajmniej jesf ono najbardziej inferesujące. /Viesfefy wiełu, i mnie migdzy innymi, nie
sądzonem jesf rozkoszować sig fym nieporównanie dramafycznym widokiem, z pokładw przynajmniej
- z powodu cnoroby morskiej. Ałe pamigfam, że pomimo cnoroby nawef (tfóra zreszfą byłą wówczas
wzgłgdnie iekkaj wrażenie jakie na mnie zrobiła burza, z tfórą spofkaiiśmy sig na pełnym Afianrykw, na
wysokości wysp Azorsticn - było nieporównane. Sfafet duży i bardzo wyładowany tołysał sig mało, powołi
i łeniwie. Oibrzymie jaie szły Z południa, wprosf na nas. Załamywały sig w oibrzymicn kaskadacn nad
dziobem sfaftu, tfóry zanwrzał sig w ic/i zieionycb wnęfrznościacb, jakby miał zafonąć aż do połowy swej
długości. -Ałe morze spokojne, morze zupełnie gładkie, ma fez swq/а niewypowiedzianą poezje. Pełne morze
fo więzienie ołbrzymie, fo najbardziej ofwarfa i piękna pusfta - wzrok niespokojnie biegnie tu krańcom,
okrąża je, wraca; za nim mysi; a za nią fęstnofa; fakim jesf świaf szeroki - najszerszy, droga, tfóra prowadzi
wszędzie, obiecuje wszysfko - , a w swej bezfreściowej rozłegłości zawiera już jakby zdrad/iwy wśmiecb
ofrzeźwienia. Z począfkw ogarnia dziwny niepokój, zaprawiony nudą, szukamy jakiegoś pwnkfw oparcia
w fem, co daje sfafet. ATonfrasf między fem życiem, wykrojonem z najbardziej iwksusowej i najdoskonaiszej
fecbnicznie rzeczywisfości tułfurałnej, rzeczywisfości sfworzonej przez człowieka a między fcnnieniem
nieubłaganej i niezrozumiałej, nieczysfej w swej isfocie rzeczywisfości pełnego morza - fen tonfrasf jesf
czasami, co - zawsze działa niezmiernie siłnie, a co nabrało - Tragicznego pafosw w kafasfrojie Tifanica jak
zreszfą i we wszyśftic/i innyc/i morstic/i nieszczgściocn. - /Vasfrój pełnego morza jesf czemuś fot siinem,
Żywiołowem i niezmiennem, że wydaje sig równie infensywnem, że przezywa sig go zawsze z rym samym
dreszczem, niezaieżnie od fego czy podróż na pełnem morzu frwa przez godzinę czy dwie, jak na kanaie, czy
przez parę dni; czy fez przez fydzień. (Tydzień jesf najdłuższym okresem czasu jaki przeżyłem na pełnym
morzu, między porfami Hamburgiem a Fwncbaiem na Maderzej.
Zreszfą nie fyiko zaieżnie od fego, jakiem jesf morze i niebo, zaieży widok pełnego morza. Zmienia sig on
isfofnie w załezności od fego z jakiego pwnkfw na sfaftu wygiądamy. Całkiem innem jesf nasfró/ morza
z samego dzioba, fam gdzie naokoło nie widać nic fyiko wodę i niebo; gdzie sig zupełnie zapomina o fem, że sig
za sobą włecze ciężki kadłub sfaftu, a mysi i dusza cała łofem bezcieiesnym biegnie w dał, przed siebie.
Całemi godzinami przesiadywałem fam, wgnieciony między dwa zbiegające sig baie czy szyny żełazne. O iłe
morze jesf wzburzone wrażenia fu są wprosf wściekłe; cnwiiami wznoszę się nad przepaścią, fo znowu
oibrzymia góra idzie na mnie. Oczywiście o iłe morze jesf bardzo wzburzone nie można sfać nie fyiko na
dziobie, aie nawef w ogółe na przednim pokładzie, tfóry co cnwiia jesf pod wodą. 7eżeii sfafet jesf błisto iądw
częsfo fowarzyszą mu deł/zny, kfóre zawsze płyną fuż koło szpicu, co cnwiia wyskakując, pełnym wdzięku
rwcbem, ponad wodą. /Va Afianfykw, koło Wysp ATanaryjskicb znowu nieraz widziałem ryby iafające, kfóre
zwłaszcza o iłe morze jesf niespokojne, wyła fu/ą z jai i na rozłozbnyc/i płefwac/i, jakby w oibrzymim skoku
przejrwwają dość znaczne przesfrzenie, nawef poprzez szerokość przedniego pokładw (dość zreszfą
nieznaczną).
Tnocze/ znowu wygiąda morze, jeśii się na nie pafrzy z fyinego pokładw. Tam nie można się fot łafwo oderwać
od poczucia, że się jesf przykiejonym do sfafkw, nie można się zafopić w czysfej, niczem nie skażonej
przesfrzeni Oceanw i nieba. /Vie fyiko wyobrażenie, poczucie fego, że się ma przed sobą przesfrzeń już
przejechaną, już odbyfą - aie jizyczne siady sfafkw; srebrny pas na wodzie i brudne pasmo dymw w powiefrzw
nadają fej części morza specyficzny cnarakfer. Osobiście nie iwbię fej sfrony widoku, tfóra jednak o fyie
czasami jesf najwygodniejszą, o iłe z przodu i po botocłi jesf zbyf siiny wiafr.
/Va nowoczesnych, porządnie wrządzonycb sfaftoc/i pasażerskicb są umieszczone po bokacn dłwgie gałerje,
biegnące, nieraz w kiikw pięfracn jedne nad drugimi wzdłuż obu sfron sfafkw, czasem aż do samego fyłw, aż do
J/f długości, czasem fyiko wzdłwż środkowej części sfafkw. Są one bardzo wygodne, zwytłe bowiem
przynajmniej jedna sfrona zasłonięfa bywa od wiafrw. Są zwykie przytryfe, fot że się ma wrażenie jakby się
chodziło po wąskiem krwżgankw o bardzo swbfeinycn koiwmnacb i niskiem sfropie. Aie właściwie mało się
widzi morza i nie ma się bezpośredniej łączności z niem niejako, widać go fyiko po jednej sfronie, okrojone
baiwsfradą. Zreszfą fen promenade-deck zwykie bywa zaiwdniony eiegancką - mniej więcej - pwbiicznością,
zosfawiony deck-cbair'ami, fat że się nadaje najmniej do - marzycieiskiego wpijania się nieskończonością.
Pozofem morze po bobzcm parowca ma zawsze m'e Wne, роо"(игме jaie ¿wegnqce od sfafkw pod kąfem ostrym,
yaie, kfóre powsfoły od rozdarcia morza dziobem sfafkw. najpiękniejszym, wz/poeryczme/szym yesf zawsze
przednipoWad/ - łVa bocznych pokładach, promenade-decka 'ach można czasem, o iieyesf siiny bardzo wiafr
wprawiać specyficzny i niezmiernie zabawny sporf. ZwyWe od sfrony wiafru deski pokładu są całkiem mokre
od piany morskie/' i skwfkiem fego śiizkie. Ofóż można sobie fam wrzodzie śiizgawke, anaiogiczną do fe/, kfórą
uiieznicy wprawiq/q na zamorźnięrych rynszfokach.. Czasem wiafr bywa fok sibry, ze bez rozpędzania się
możno pod /ego naciskiem jechać" po śiiskich deskach. Taki sporf pamięfam uprawiałem mo Gerfrudzie
Woermann [? słabo czytelne] "y'adqc no Wyspy fonaryjskie. Przyfem poniewoźyaie dochodziły czosem oz do
połowy fego pokładu (od sfrony wiafruj, sporf miał swój wrok pewnego ryzyka -przynajmniej przemoczenia
oz do swehey nifki.
Aie wracając no ATanoł, nosfróy pełnego morza opanowwje mnie zawsze podczas fego krófkiego przeyazdw
i przecina niejako pasmo wrażeń konfynenfałnych od nasfroyw W. Bryfanii. Pomiędzy zgiełk i chaos, jaki
sfwarzo zawsze podróż koieyg, rozsuwa sie fa krófko a jednak nieobygfa chwiia przeyrzysfey pusfki, kfóra
wydłuża fen dzień i sfwarzo odfegłość miedzy femi dwoma pasmami przeżyć. Przez chwiię fą przechodzą sfany
psychiczne fok zupełnie odmienne od innych rzeczy, kfóre poprzedzają i nasfepwyą. Rodzi sie fęsknofo za
rzeczami, kfóre kiedyś* były znakami nayiepszego rozwoju, za rzeczami, kfóre rodzą sie z somofniczej
konfempiocji, gwoifownie i z nofarczywością wyrzufów sumienia budzą sig insfynkfy wewnęfrzney oscezy,
kfóra pcha do objęcia świafa wyormie nayprosfszey i najczystszej - fakiey, yak fo morze roziegłe i niebo nad
niem. Rzeczy fe, kfóre czasem nawef nie dochodzą do pełnego uświadomienia, czasem fyiko przenikają
wszysfko wokoło jakimś niewidziainym smufkiem i fęsknofą bez przedmiofu i ukojenia, rzeczy, kfóre niosą
w sobie krzyk za życiem nowem, za wyrwwmem sie, oddaieniem od samego siebie... W świefie ich możno
czasem dojrzeć dużo rzeczy w ogóie ukryfych i dofrzeć do zakamarków własnej dwszy, o kfórych isfnieniu
przedfem sie nie śniło-/ Ogarnia mnie wówczas dziwny niepokój. Chodzę szybko po pokładzie. Czasem
szukam czegoś ,,pod ręką"; przegłądam fwarze foworzyszów podróży." pubiiezność jadąca przez kanai yesf
częsfo zabawno, mieszanina czysfey krwi Angiików i hołofy konfynenfainej i fa zabawna maskarada
cudzoziemców, kfórzy mieszkają w Angiii i kfórzy sie „przyongiizowoii". Poznać ich iafwo no pierwszy rzuf
oka/ (Ja sam naieże do fej, pogardy godnej i komicznej kafegoryi). Twarze pięknych kobief są oczywiście
punkfomi oriefocyi w fym przegłądzie upadłego mefa/izyka. Tęsknofa zrodzona z sinej głębiny morza rada by
się zaspokoić w spojrzeniu pary niebieskich oczu/ (uwiadomienie fakiey rzeczy odrzuca mnie nazod na
wędrówkę po zieionej pusfyni. Czasem wspomnienia przychodzą... Л ż ofo z mgły, kfóra fu yesf wieczna, powołi
wyłaniają się jakieś bardziej okreśione yormy. Zdaieka frudno się zorjenfowaćpocząfkowo, czy fo nie są białe
chmury ieżące nisko fuż nad wodą,- aie powołi widać coraz wyraźniej.- pomiędzy jasno zieioną przesfrzeń
morza i nieba zaznaczają się eiegoncko zarysowane białe skały. Przed nami dwie szerokie ściany wyłaniają
się coraz wyraźniej; na prawo i na łewo brzeg ucieka; no łewo południowe wybrzeże, na prawo wschodni
brzeg, na kfórym skały wapienne kończą się niedługo i usfępuyą miejsca płaskim przesfrzeniom, ofaczającym
szeroką zafoke w wyścid Tamizy. Pomiędzy dworno ścianami ofwiera się szeroko doiino, zomknięfa z fyłu
pagórkiem z przodu otwierająca się na morze; całą szerokość doiinki zajmuje miasfo Dover, kfóre pozafem
rozpina się naokoło na pochyłości pagórków ofaczo/ących. Widok jego mo pewien wrok, zwłaszcza jako
pierwsze powifanie Angiii, pierwsze wrażenie krajobrazu angiełskiego z całym jego specyyicznym charmem.
Charm fen poiega w pierwszej iinii na fem, że powiefrze w Angiii yesf bez porównania bardzie/ przesycone
wiłgocią niż np. w nas i w ogóie gdzietoiwiek na kontynencie. Z fego powodu powsfoje zupełnie inno
perspekfywa powietrzna i szereg ejekfów maiarskich nam zupełnie nieznanych. Tłoryzont jesf bardzo mały.
Daisze piony nikną, sfopione w niebieskiej mgie, kfóra w odda ii przechodzi czasem w głęboki szafir. Biiźsze
przedmiofy wychodzą dziwnie miękko; barwy wszysfkie są zmodyfikowane i sfonowane znacznie bardziej.
W doiinie Dovru dałszy pian, pagórki sfoyoce z tyłu wydają się przez fo fokże znacznie większe, bardziej
imponujące. Przyfem iinie, orchifekfuro pejzażu jesf rzeczywiście piękno. iVa prawo na szczycie ścięfey skały
szeroko, majestatycznie rozkłada się Dover Casfie. łVo iewo, jako pendant, na drugim pagórku koszary, czy
inny budynek. Sam porf jesf wcaie niebrzydki, dwa kamienne woły (piers, po angieisku) objmują, jak dwa
wyciągnięte ramiona, szeroki basen przysfani. Aie no/piękniejsze w krajobrazie są niewąfpłiwie skały
wapienne, sławione w piosence pafri/ofycznej ,,fhe whife cii#s o/fngiand", zdaieka połyskujące jak kły iwa
^C(X/^i%o. A w sfóp ich morze rozbi/a się i ofacza wyspę „opaską srebrną", ,,fhe siiver bełf". Ten widok
zowiero w sobie, sfreszczo swoim nosfrojem całą „wyspiorskość" Angiii, fe wszysfkie przeczucia
i wyobrażenia jakie się mo o fym ołbrzymim płaskim kroju, kfóry fok ofo-przed nami wyłania się z zieionych
yoi morza. Całkiem inaczej odbywa się przyjazd do krajw, kfóry jesf wyspą, niż zwykie przekroczenie granicy.
Wyspę ma się przed sobą, jako pewną całość infegroiną, ograniczoną. / jokkoiwiek, w wypadku Angiii
przynajmniej, nie można objąć okiem jej całości, niemniej fen biały brzeg, wyłaniający sie z powoii z mgły
sine/, ponad srebrzysfą pianą jai - symboiizuje niejako całą oibrzymią wyspę i mysią ogarnia się doiekie
obszary, ieżące poza fem co widać/ Przyjazd yesf fufaj czemś kompiefnem, czego jizyczną reainość przeżywa
272
się rzeczywiście, w czem poezji wyobrażeń i syf wagi odpowiada pigtno widoków i jwoisfosd przeżyć*. To nie
ra przekłęfa współczesna fecW&a podróżowania kołeją, gdzie zmianę trq/ы pozna/e sic po gałonach
kondwkfora i A:oiorze obie wagonu; podróżnym, tfórzy mogą sobie zapłacie (rain de /шее nawef fe wrażenia
bywa/ą oszczędzone. Dojazd morzem do jakiegoś nowego konfynenfu ma w sobie zawsze fę pierwofną,
fajemniczą moc rzeczy nowycA, kfóre powoii powsfają, jakby sfwarzane, uciełeśniane z nicości, powsfają
z sinej daii i zgłębi mgłisfego mrotw i w oczocA, nieznacznie rosną i przybierają kszfałf, kfóry odgadną[c] sie
sfaramy zanim w swej peini sfanie przed nami. Pamięfam nieopisane wrażenie, kfóre miaiem podróżując
pierwszy raz po morzu Śródziemnem. Nad brzegiem morza siedząc w cudownej zafoce, gdzie wśród gaju pinii
i długicA szpaierów aioesu i erica arbórea nikf nie zakłócał piętna i samofności jesiennycA dni, czyfałem
Odyseję, po grectw, wcząc się do mofury. gyłem po ciężkiej cAorobie, wycieńczony i fot przygnębiony, że
nawef cudowne sionce nie uśmiechało się do mnie; nie woino mi wówczas było czyfac samemw i łekarze
sfawiaii bardzo ponure horoskopy dia mojego wzro&w. Mafta pracowała ze mną. Po wołiprzychodziłem do sił
i całe piętno, - upajające szczęście budzącego się we mnie życia, przeżyłem i przełałem na dałe&ie, sine
morze; na gaje ołiwne wśród kamiennych wałów, położone na łagodnycA sfotacA okrąg łycA pagórków; na
drogi wysypane żwirem, po kfórycA można było cAoazió nad samym brzegiem morza. Jedna dróżta
prowadziła nad zafo&ą, wzdłwż, aż do kapłiezki, tfóra sfała na drugim tońcu zafoki, południowym - Л-fa
Maria Anunziafa, zdaje mi się. Czasem, już j a t czułem się zdrowszy, chodziłem z Maftą do miasfeczka (Łwsin
piccoło-j drogą poprzez pagóret, przecinającą przyłądek, kfóry odgradzał naszą zafotę, Cigałe, od porfw
miasfeczka. Pamięfam foki ja&iś wieczór księżycowy, kiedy późno dosyć, zaraz po zacAodzie słońca
docAodziłem do porfw. Miasfo bardzo pwsfe, prawie j a t wymarłe; na cicAej wodzie tołyszą się w ciepłem,
mięttiem powiefrzu barti o ciemnych żagłach; zapach ołiwy smażonej i szybka, dźwięczna, okrągła mowa
włosta; z dałeta słychać piosentę; „Mneffa mia б'оп' barcaroia - j'ono dei'arfe e sono genfiłe - Aiełł mia
barca se vuoi venire - J'wii' ałfo mare andaremo...". Pamięfam dobrze fę chwiłę, jej zapach i jej mełodję
- tfóra do dziś dnia budzi we mnie freśc fej epoti; nieświadome, wyfęstnione ujęcie włostości w jatie/'ś
wyideałizowanej, mojej własnej jbrmie, tfórą rzeczywisfość* później zabiła. Ałe we wspomnieniu mam ją
jeszcze, znam jeszcze fen traj nieznanego szczęścia, tfóre przez chwiłę było mi buskiem, prawie mojem; ałe
sfopy moje już fam nie powrócą/
Wówczas byłem bardzo przejęfy pięknością TYomera. poe^/ą Odysei. Dźwięki skandowanej gręczyzny, na
wpół mi fyłko zrozumiałe; a raczej obce mi zwpełnie jako mowa , jako narzędzie bezpośredniego
wypowiedzenia freści wewnęfrznycA - kojarzyły się właśnie dła fego w dziwnie płasfyczny sposób z całym
nafłokiem bujnie rozwijających się wrażeń i odczuć*. Poe^/'a w języku dobrze mi znanym, w kfórym się bardziej
przeczuwa, niż rozumie słowo; wjęzyku nie skałanym codziennością i powszedniością wżyfkw, ma swój własny
czar i pofęgę. /esf fo jakby język składający się z imion własnych, oznaczających indywiduałnie fyłeż
swoisfycA sfanów duszy. Oczywiście poe^/a w języku ojczysfym, własnym jesf fą właściwie i w pełni
zrozumianą poezją, ałe famfa ma fez swoją warfośó. Dia mnie niekfórejrazesy z Odysei były fym konkrefnym
kszfałfem, w kfóry zeszfywniała owa jała życia, załewajaca mnie wówczas z źródeł najgłębszych. Poza
językiem równołegłe z dźwiękami jascynowały mnie fez obrazy, powoii rozfaczajace się przedemną, freśc
przygód boskiego fułocza i, zwłaszcza, scena fych przygód - morze. Z nieopisaną fęsknofą wybiegałem,
poprzez wąski ofwór zafoki, oczami i myśłą na szerokie, ,,/iołkowe" morze; śłi%ałem się po jego gładkiej,
szerokiej powierzchni, hen, dałeko aż ku brzegom /foki, obejmowałem Włochy i szedłem ku бусуЩ ku
ojczyźnie Połifema; i fam dałeko, w przeciwną sfronę ku wodom Ponfw skąd się fułoczka Odyseja zaczęła i ku
brzegom Egipfw, gdzie mieszkałi lofojagowie. 7 morze famfo, przesfrzeń famfa raczej wydawała mi się
dziwnie głęboka, czy fajemnicza, jakby ofoczoną jakąś mgłą błękifną, kfóra nad morzem zwisała, jak noc.
7 wprosf nie chciało mi się wierzyć że fa ofo woda, nad kfórą siedzę, kfóra do sfóp moich dobiega, fo część* fego
samego - morza, kfóre fam dałej gwbi się w mroku łegendy, sfaje się baśnią, łedwo dosfępną wyobraźni.
Л pofem po parodniowym pobycie w Cigałe, wsiadłem na sfafek i pojechałem na połwdnie, ścigać* cienie mej
myśłi - próżna pogoń/ Pierzchają, jak noc przed słońcem i przed sobą mam zawsze fyłko fo samo morze
rzeczywisfe, kfóre fyłko ciągłe pcha w dał i mami fęsknofą; i brzeg wspaniały, winnice i gaje ołiwne, skały
nagie i miasfeczka o białych murach. Aie pamięfam dobrze moje uczucia jak się obudziłem dojeżdżając do
Raguzy. Me wiem dłaczego, ałe po raz pierwszy miałem wrażenie poczucia, że jesfem na wodach fego
wspaniałego basenu śródziemnego, nad kfórym wyhodowała się cała kułfura świafa sfarożyfnego, gdzie
w faki sam ranek pogodny i słoneczny spokojnie płynęły frirery rzymskie nad oświefłonym jasno -, śmiejącym
się brzegiem, Jechaiiśmy wówczas sfafkiem wzdłwż brzegów Dałmacji, zajeżdżając po kołei do wszysfkich
większych miosf i zwiedzając je. Podróż fa zrobiła na mnie siłne wrażenie, właśnie dłafego, byc może, że
byłem do niej przygofowany długą fęsknofą, ciszą wewnęfrzną, w kfórej owe rzeczy bez kszfdłfw i bez freści,
a fok niezmiernie siłne, owe promienie zwiasfujące życie, mogą rozwijać* się swobodnie.
Pierwszy porf. Zdra zaciekawił mnie niezmiernie jako pierwszy okaz małego miasfeczka włoskiego, jaki
widziałem. Dopafrywałem się w ciasnych, ciemnych ułiezkach, gazie łudzie chodziłi sobie, jakby po jakiś
27Л
koryfarzüc/i LrwAowaMycA, w Á^fCfó^toc/z ma/owMÍczo w/:ryfycA mredzy
w zycm, бгЫлет
¿ ZozZćZT-onj&ffm^ «с^е/еУл^елш fycA wsgyadwcA myj/f / /narzf/z 6ez Уогту, a raczę/ o formie mgffjfe/,
nffzmfggrowang/, kfóre mm/em fy/e razy w ги/щг^м z fym Werne/n magfcznym Wżocny/ Takie wcieWnienie
бштнелле mys/i ma(ycA f mzpm^zon^cA, fakfe zcaftow/anff w zjwq üfofg fego co gdzzes z^q/aowafo ffg [w]
kra/w snów, sfawwf dfa mnf e yeden z nq/wf^^fzycA uroWw p<xfn%oww;fa. W fycA wra¿fn;ocA, kfóre zawsze
ZJ'f^pw/q MfgjpoazwiMff, podróż bywa rzfczyw¿fcfg р/^кла; fak yak mrWćl W r a w ¿yciw jm/arza fo, za czem
fe^jbiimy, a/e nie ¿m;emy praw/fg wż^rzyć w jego rz^czy^ij/ojc. Cza^f/м
marzg»^ wysfgpw/e
fak nag/e, m/c niejpodzzanie, uderza w wmysZ zmoczony г рггуууролу pyfem wraz^H ггуж/д/мус/%, fak pofgzng
^j&aoĄ р ^ Ы д oczyfzcza/^cfgo i frwoznggo, ze mfq/e yak jen wcfeZejmony; ze posiada r^wnocz^jn/g wrok
fa/emmczy тли f zycf em fry^jka/¿%c^ Weлдуи/доУсyawy. famKffam faAi 6yZ mo/ pterwjzyprzy/azd do ТУелес/L
Zmoczony, z^f^Z(ZM(^m Wiedma w wpaine / swcAe ол( Wrzej/ziowe, M/ycz^rpa/i}' spacerem po grofocA
fosfomy, w^iodkm z Mdfto. późno p^poWM^w w poci'% yaaqcy ao Wenec/f. ByZem (at przemycony
wrazeMfomf, ze zacz4^m rozmawiać z fOM/arzyJzamf powrozy; rtomfwoyazgrgm Żyaows&wn f yego zow%.
famigfam cafy zafo/z^/M w aya/etryczw; dymk(«/e o олГуает;'гу6л;'е, po/ffyce wewngfrzMe/ Afwfry: ffp.
W^?ad?em w fen sfan Wemego рггетесгелм z роо^/еселш nenvowego;уес/мо^Го/лу jfw/zof ко/ о mzyny,
бгыоле, mrwgay^ce śwfafZo Zampy, ocArypfe gfomy kfóremf fig zawrze mów/, ażeby przekrzyczeć na/dj
pocfiŁgw, огЫло-zo^e wngfrze wagonw j . k/asy - ofo е/етелгу zewMg/rzne dobrze z/rawego mzyfro/w
Á%)Ze/owego. Do fego aoabcf yejzcze /:a/e;¿fosA:cip obrazów pamf^czowyc/z, лгерокоу czy ^(g oojfan;e fafwo,
wygoomfe f fonio тсАгол^ел/е ла лос - 6fzrad/zofcpewna f poczwcie, ze m;eyejf ла ffopfe wo/елме/ z fa czf^c%
Wz^oscf, z W r g
ma oeq?o^redn¿o ao сгул;ел*д. Dworzec to/eyowy w Wenec/f, fragarze, бал aa jfwz-qcycA
Aofe/owycA, fo wszyjf&oyefzcze przyczy»(fo
do гоа^сел^м;алга fe/ л/егткегте бала^ле/Jbrmy, w kfóre/
po raz pferwfzy z^a/az^m
ла /д^млле. Z dworca wyc/zoazf
bezpośrednio ла Сома/ Grande. /Vag/е
wderzyfa тлге c:fza улуле/ лосу kjfgzycowe/. W srebrnem, л ^ е б / е ^ ж у т jwfef/e ¿óffe fWoffa Zafamf,
pryska/qce w odoícfw ла íejktoуЬ/w/qce/ wodzfe. CfcAo p/wj&afa wodo о Аат:елле fc/zody ¿ fen fzmer fak
а^г^лу m¿ Jfe wydd^, fat dwzo mów¿¿ odrazw o fe/ ла/gfgojze/ irfocfe Wenec/f - o marmwracA owzfycA,
об/ап^сА zf^/onq woda, o yWac/z Zagwny, w WrycA przegZadq/q л е gofyc^e korona pajaców, ¿ kfóre fam
dafeko o6/ewa/4 wfOfkf ryooc&fe ; ргаЩ f mwfüfe ¿rzegf p&zj&e. Wjzed/f^my w gondo/e, kfóra naj w;ozfo,
frocAg przez wqskfe калачу ooczne, c/zwiZamf wypfywa-fd znów ла Сала/ Grande. ŹTfZfaffy dobrze m¿ znane,
wymarzone z c/enfów wysfępowafy рггеаетла^' jryjzo^em nazwy, ze drZenfem, z dziwnym wczwcfem radoJCf,
yatgdybymprzezjwaf w*eík¿% cAwffg, yakby fe wíe/кге rzeczy dopiero feraz Jff wrzeczywfsfnfo^y; wpokarza/^cy
jympfom, ogóZnego zreszfq egocenf ryzmw - zreszfą mo¿e nawef nie wpokarza/qcy - przecf ez у#елсгдг czzdem
zwpe/nie fyfko famfo f 6yfem fyiko рггерекюлу enfw^/azme/n. CAfera deg/f ^ca/z4 Pa/ozzo Vendramm
- CaZergAf; Pa/azzo Fosean - fe nazwy do dz# pamfefam z owe/ nocy.
© Copyright by Helena Wayne
Transkrypcja z rękopisu i орг.
Danuta Benedyktowicz, Zbigniew Benedyktowicz
PRZYPISY
' „Mrs N." to Anna Brunton, pochodząca z Południowej Afryki, nie Nowej Zelandii (wydaje się, że
Malinowski chciał jakby ukryć jej tożsamość tutaj). Jej postać pojawia się w dziennikach w zakreślonym
kółkiem „n". inna kobieta, spotkana później w Australii, Nina Stirling występuje pod „pełnym N.".
Malinowski poznał Annę Brunton w czasie swoich studiów w Lipsku (1908-1910), kiedy studiowała tam
muzykę. Można znaleźć świadectwa o ich podróżach do Szwajcarii w jego dziennikach z tego okresu. Gdy
powróciła do Południowej Afryki, przez pewien czas korespondowali ze sobą. Spotkali się ponownie, gdy
odwiedziła Anglię w 1929 roku (por. Helena Wayne, 77м Sfory of д Marriage, t. I I , s. 146, Routledge,
London 1995). Jej wyjazd do Anglii w 1910 roku był, jak pisze o rym Malinowski impulsem dla niego by
podjąć tę podróż (por. Helena Wayne, R^fyw to¿»gf na zyćie г dzfffo gronWawa МдИлт%Ше#?, tłum. G .
Kubica-Heller, „Konteksty", nr 1-2/97, s. 153-161.)
^ lazaron - prz«f. łazik, bezdomny włóczęga (neapolitański), żyjący z dorywczych posług albo
żebraniny; wł. lazzarone.
274
