51779dff750d65f8c59454efeaa8a379.pdf

Media

Part of Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1970 t.24 z.3-4

extracted text
AKTUALNE PROBLEMY LUDOWEJ TWÓRCZOŚCI I OPIEKI NAD NIA W POLSCE
16.XII.1969 r. redakcja wraz z P r a c o w n i ą Badania
Sztuki Nieprofesjonalnej IS P A N z o r g a n i z o w a ł a konferen­
cję dotyczącą
aktualnego stanu twórczości
ludowej
w Polsce i form opieki nad s z t u k ą l u d o w ą . W dyskusji
wzięli udział: dr Kazimierz Pietkiewicz, dyrektor P a ń ­
stwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie,
mgr
S t a n i s ł a w Stroiński, prezes Z a r z ą d u Z w i ą z k u Spółdzielni
P r z e m y s ł u Ludowego i Artystycznego „Cepelia", dr M a r ­
cin Czerwiński, socjolog, pracownik Zespołu prognoz spo­
łecznych Instytutu Filozofii i Socjologii P A N , redaktor
Aleksander M a ł a c h o w s k i , pracownik redakcji publicy­
styki i r e p o r t a ż y w Naczelnej redakcji audycji literackich
Polskiego Radia, prof. Wanda Telakowska, plastyk, kie­
r o w n i k Pracowni ś r o d o w i s k o w y c h inwencji plastycznych
Instytutu Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o , mgr Tadeusz W i ę c ­
kowski, z a s t ę p c a prezesa do spraw artystycznych w Z w i ą z ­
k u „Cepelia", mgr S t a n i s ł a w Błaszczyk, kustosz w Dziale

Etnografii Muzeum Narodowego w Poznaniu, mgr A n t o ­
ni K r o h , etnograf,
asystent w
Muzeum T a t r z a ń s k i m
w Zakopanem, Maciej S z a ń k o w s k i , rzeźbiarz, pracownik
W y d z i a ł u nadzoru artystycznego w Cepelii, mgr Zygmunt
Ciesielski, k i e r o w n i k Z a k ł a d u Badawczego Cepelia, mgr
Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, redaktor „Polskiej Sztuki
Ludowej", mgr A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a z Pracowni
Badania Sztuki Nieprofesjonalnej Instytutu Sztuki P A N ,
prof. Maria Bujakowa, dyrektorka Technikum Tkactwa
Artystycznego i m . H . Modrzejewskiej w Zakopanem, mgr
A n t o n i K a m i ń s k i , k i e r o w n i k Działu nadzoru etnograficz­
nego i artystycznego w Cepelii, mgr B o ż e n a Golczowa,
pracownik W y d z i a ł u nadzoru etnograficznego w Cepelii.
Referat w p r o w a d z a j ą c y wygłosił redaktor naczelny „ P o l ­
skiej Sztuki Ludowej", mgr Aleksander Jackowski. Poni­
żej drukujemy opracowany i autoryzowany stenogram
konferencji.

A L E K S A N D E R JACKOWSKI

nej sztuki ludowej — wieś w i d z i , że jej obyczaje i w y ­
t w o r y ludowej k u l t u r y artystycznej cieszą się zaintere­
sowaniem miasta, zagranicy, że s ą cenione i poszukiwa­
ne. N a s t ę p u j e w i ę c jakby w t ó r n a ich nobilitacja w ro­
dzimym ś r o d o w i s k u .
Jakby jednak nie był silny sentyment dla w ł a s n e j
tradycji artystycznej, nie zmienia on faktu, że sztuka
ludowa w swych dawnych funkcjach i formach obumie­
ra. I nie należy łudzić się,' że d z i ę k i r ó ż n o r a k i m formom
pomocy uda się ten proces p o w s t r z y m a ć . M o ż n a go jedy­
nie opóźnić, m o ż n a m ą d r ą działalnością s p o w o d o w a ć , że
w z g l ę d n i e długo żyć b ę d z i e ludowa inwencja, i że pro­
ces scalania się r ó ż n y c h n u r t ó w k u l t u r y narodowej, tra­
dycje ludowej sztuki w c i ą ż o d g r y w a ć b ę d ą istotną rolę.
W a ż n e jest więc, aby z d a w a ć sobie s p r a w ę z obecnej
sytuacji sztuki ludowej i widzieć zadania jakie przed
nami stawia życie.

Wprowadzenie do dyskusji

Żyjemy w czasie w i e l k i c h i szybko
postępujących
przemian. Sytuacja ludowej twórczości zmienia się do­
słownie z r o k u na rok, toteż w a r t o co j a k i ś czas zastano­
wić się nad t y m , jaka "jest aktualna sytuacja tej t w ó r ­
czości, co zmieniło się i co się powinno zmienić w for­
mach naszej opieki nad s z t u k ą l u d o w ą .
Dawna, tradycyjna k u l t u r a ludowa ginie nieuchron­
nie, przestały bowiem działać bodźce, k t ó r e prowoko­
wały dawniej jej powstanie i życie. J u ż w nielicznych
tylko enklawach spotkać m o ż n a regionalny strój, oby­
czaj, zdobnictwo, a i tam, gdzie tradycje takie do nie­
dawna jeszcze istniały — zwłaszcza w ś r ó d ludzi star­
szych — z a n i k a j ą one w szybkim tempie. J e d n o c z e ś n i e
w y r a ź n i e r o ś n i e w ś w i a d o m o ś c i powszechnej ranga ludo­
wej sztuki jako jednego z n u r t ó w naszej narodowej, po­
wszechnej tradycji. Sztuka ludowa w sposób najbardziej
chyba w y r a ź n y i czytelny uosabia w tej tradycji rysy
rodzime i o d r ę b n e , zdolne przy t y m w c i ą ż jeszcze do dal­
szych inspiracji naszej współczesnej k u l t u r y artystycznej,
choć na pewno w sposób inny,
niż to m i a ł o miejsce
w przeszłości.
Szacunek nasz i sympatie
dla
ludowej twórczości
artystycznej wolne s ą przy t y m od romantycznych unie­
sień, młodopolskich t ę s k n o t i programowych deklaracji
minionych lat. S z t u k ę l u d o w ą cenimy przecież tak wyso­
ko nie dlatego, że jest dziedzictwem dorobku naszego
ludu, ale dla jej rzeczywistych w a l o r ó w artystycznych,
powszechnie dziś odczuwanych. Dzięki wystawom, festi­
walom, książkom, prasie, telewizji, w y s t ę p o m estrado­
wym, ś w i a d o m o ś ć w a l o r ó w ludowej sztuki budzi się na
nowo w macierzystym jej ś r o d o w i s k u , m i m o iż na co
dzień preferuje się dziś na wsi inne mody, inny styl ży­
cia. P r z y k ł a d o w o — strój ludowy stał się rekwizytem
wszelkich zbiorowych w y s t ą p i e ń wsi czy regionu na ze­
w n ą t r z . Strój ten pojawia się na procesjach Bożego Cia­
ła, D o ż y n k a c h Centralnych, podczas ś w i ą t i uroczystości
p a ń s t w o w y c h i lokalnych, wszędzie tam, gdzie istnieje
miejscowa tradycja a zachodzi potrzeba reprezentacji.
Stał się więc symbolem regionu, symbolem w ł a s n e j i go­
dnej szacunku przeszłości.
Rozwój t u r y s t y k i i z a i n t e r e s o w a ń zabytkami przesz, łości r ó w n i e ż pomaga w zmianie stosunku do tradycyj144

Pojęcie „ s z t u k a l u d o w a " jest nieostre, o t y m wiemy.
Pojęcie to staje się jednak, mimo w y s i ł k ó w etnografów,
coraz bardziej wieloznaczne wobec zjawisk r ó ż n y c h od
siebie. S z t u k ą l u d o w ą nazywa się w i ę c :
1 — Relikty dawnej twórczości zachowane jeszcze „w te­
renie", p a m i ą t k i , t k w i ą c e w kufrach, na strychach,
rzadko — na ś c i a n a c h izb.
2 — Twórczość żywą, k o n t y n u u j ą c ą dawne, tradycyjne
formy, czasem twórczo,
p r z e w a ż n i e jednak coraz
bardziej mechanicznie
kopiującą
dawne wzory.
Twórczość jednostek, p r z e w a ż n i e ludzi starych, k t ó ­
rzy p a m i ę ć dawnych technik i f o r m wynieśli je­
szcze z rodzinnego domu, i k t ó r z y — m i m o tego, że
uczestniczą już dziś w i n n y m modelu k u l t u r y —
nadal stare formy o d c z u w a j ą jako swoje, bliskie
sobie.
3 — Adaptacje
dokonywane
przez
ludowego twórcę
z i n i c j a t y w y w ł a s n e j lub instytucji z a m a w i a j ą c e j .
Adaptacje takie b a z u j ą
oczywiście na dawnych
wzorach, a rolę ś r o d o w i s k a , k t ó r e n i e g d y ś akcepto­
w a ł o lub o d r z u c a ł o i n n o w a c j ę , p e ł n i ą eksperci z ze­
wnątrz
(komisje etnograficzne
Cepelii, plastycy,
działacze, przypadkowi doradcy — jak dziennikarz,
turysta, k u p u j ą c y ) .
4 — W y t w o r y o charakterze l u d o w y m (a ściślej mówiąc
„w stylu ludowym") p o w s t a j ą c e w z a k ł a d a c h zwar­
tych, produkowane
przez
różnych
wytwórców,

w t y m t a k ż e i p l a s t y k ó w . P r o d u k c j ę m a s o w ą , fa­
bryczną, b a z u j ą c ą na mniej czy bardziej „ l u d o w o podobnych" wzorach.
5 — Dzieła p o w s t a ł e d z i ę k i inspiracji plastyka-opiekuna,
u m i e j ę t n e g o r e ż y s e r a talentu uzdolnionej jednostki
lub grupy regionalnej. Dzieła w k t ó r y c h dochodzi
do głosu inwencja
osobista
twórcy,
bazującego
w sposób naturalny (nieświadomy) na zapleczu daw­
nej k u l t u r y artystycznej regionu, na ż y w e j jeszcze
tradycji ludowej.
В — W y t w o r y oparte o pewne wzory dawnej sztuki l u ­
dowej, a zwłaszcza o zasady m y ś l e n i a charaktery­
styczne dla ludowej rzeźby czy malarstwa. Do tej
kategorii zaliczam prace c a ł e j plejady rzeźbiarzya m a t o r ó w , ś w i a d o m i e w y b i e r a j ą c y c h „ l u d o w ą " kon­
w e n c j ę f o r m a l n ą , jako tę, w k t ó r e j n a j ł a t w i e j jest
i m się w y p o w i e d z i e ć i k t ó r a jest pokupna.
7 — Współczesną s z t u k ę ż y w ą na w s i i w ś r ó d pewnych
grup ludności miejskiej, s z t u k ę t w o r z o n ą z a r ó w n o
przez siebie d l a siebie (sztuczne kwiaty, czasem —
„ d y w a n y " ) , j a k też i z a s p o k a j a j ą c ą potrzeby este­
tyczne tych g r u p (np. d y w a n y czyli m a k a t k i , „ o b r a ­
zy" na szkle, w i e ń c e nagrobne ze sztucznymi k w i a ­
tami, f i g u r k i c u k r o w e i gipsowe odlewane z form,
jak np. baranki), g a l a n t e r i ę j a r m a r c z n ą i odpusto­
wą, t a n d e t n ą , ale b a r w n ą , j a s k r a w ą , n a w i ą z u j ą c ą
do istniejących potrzeb estetycznych k u p u j ą c y c h .
Można oczywiście ten p o d z i a ł uściślić, w y o d r ę b n i ć
inne jeszcze zjawiska, k t ó r e nazywa się potocznie „sztu­
ką l u d o w ą " , nie w t y m jednak rzecz. Wystarczy, jeśli
uprzytomnimy sobie, j a k
różne
kategorie twórczości
i jak r ó ż n e rzeczy nazywamy „ s z t u k ą l u d o w ą " .
Jeśli teraz s p r ó b u j e m y d o p a s o w a ć " do wymienionych
wyżej grup powszechnie s t o s o w a n ą definicję sztuki l u ­
dowej jako sztuki wytwarzanej na u ż y t e k w ł a s n y (wła­
snej społeczności), sztuki z n a j d u j ą c e j p o w s z e c h n ą apro­
batę, to okaże się, że najbliższą tej d e f i n i c j i jest grupa
7, a więc w s p ó ł c z e s n e -makatki, sztuczne k w i a t y , hafto­
wane ręczniki, kolorowe t ł a — obrazki pod fotografie —
słowem to, co najczęściej dyskwalifikuje się jako „kicz",
jako p r o d u k t rozpadu k u l t u r y a nie jej d ą ż e ń konsty­
tuujących.
Twórczość ta odpowiada ż y w o t n y m potrzebom este­
tycznym pewnych grup społeczności miejskiej i żyjącej
na wsi, opiera s i ę o wciąż jeszcze ż y w e z a m i ł o w a n i e do
barwnych kompozycji, do s t r ó j ności, p a r a d n o ś c i . Jest ona
n a m i a s t k ą sztuki ludowej naszego czasu. N a m i a s t k ą , po­
nieważ w p e ł n y m sensie tego o k r e ś l e n i a „ s z t u k ą ludo­
wą" nie jest. Wyrasta bowiem z reliktowych u p o d o b a ń
grup, k t ó r e coraz silniej u t o ż s a m i a j ą się z k u l t u r ą ogól­
nonarodową. Jest to więc klasyczny p r z y k ł a d twórczości
okresu pogranicza, rozpadu jednej formacji kulturowej
i tworzenia się nowej. W t y m procesie zespalania się
różnych warstw i grup społecznych
g i n ą podstawowe
przesłanki dawnej stratyfikacji społecznej, choć nie g i ­
ną przecież automatycznie wszystkie różnice — w cha­
rakterze wykonywanej pracy, tradycji, n a w y k ó w k u l t u ­
rowych a więc i preferencji estetycznych. Obserwuje się
raczej powstawanie r ó ż n y c h subkultur, tworzonych za­
równo na podłożu różnic z a w o d ó w , j a k w y k s z t a ł c e n i a ,
pozycji społecznej, wieku.
Dystans m i ę d z y s z t u k ą n o w o c z e s n ą a p r z e c i ę t n y m
odbiorcą wciąż jest duży, a w zakresie plastyki nie
istnieje takie z r ó ż n i c o w a n i e p o d a ż y r y n k o w e j j a k w m u ­
zyce, gdzie r ó w n o l e g l e na antenie radiowej i telewizyj­
nej w y s t ę p u j e pełen
repertuar od m a d r y g a l i s t ó w do

mandolinistów.
Brak podobnego zaspokojenia potrzeb
wizualnych z r ó ż n i c o w a n y c h k r ę g ó w odbiorczych sprawia,
że n a s t ę p u j e t u polaryzacja o wiele ostrzejsza wokół „to­
waru", k t ó r y jest na r y n k u . Nie m u s z ę t ł u m a c z y ć , dla­
czego sztuka „ j a r m a r c z n a " m a tak liczną klientelę. Po
prostu nie s t w o r z y l i ś m y dostatecznie dostępnej i atrak­
cyjnej sztuki dekoracyjnej, k t ó r a b y zaspokoiła potrze­
by istniejące w r ó ż n y c h grupach. Toteż makaty, obrazki
na szkle i r ó ż n e „ m o n i d ł a " spotykamy z a r ó w n o w ś r ó d
ludzi biednych j a k i z a m o ż n y c h ,
na wsi i w mieście,
w mieszkaniu .rolnika, robotnika, u r z ę d n i k a a nawet
i reprezentanta wolnych z a w o d ó w (choć t u oczywiście
znaczniej rzadziej —- istnieją t a m b o w i e m inne wzory
ś r o d o w i s k o w e ) . Nie jest to więc „ l u d " w klasycznym po­
jęciu i dlatego t e ż nie jestem pewien czy m o ż n a z czy­
stym sumieniem p o w i e d z i e ć o omawianej t u grupie, iż
jest „ w s p ó ł c z e s n ą s z t u k ą l u d o w ą " . Jest to jednak sztuka
peryferii, sztuka okresu rozpadu ludowej k u l t u r y .
Na pewno i w tej grupie znajdzie się niejedno godne
uwagi, n o b i l i t o w a l i ś m y j u ż b u k i e t y ze sztucznych k w i a ­
tów, k t ó r e wystawione przed k i l k u laty przez Cepelię
w Warszawie szybko zdobyły sobie rynek i to ten naj­
wybredniejszy. Pierniki, c u k r y a nawet n i e k t ó r e (nie­
liczne!) makaty czy obrazy na szkle r ó w n i e ż zasługują
na życzliwą u w a g ę osób i instytucji zajmujących się
s z t u k ą l u d o w ą i r e g i o n a l n ą p a m i ą t k ą . T y m bardziej że
zmienia się i zastosowanie tej twórczości we w n ę t r z u
współczesnym, r ó ż n i c u j e zależnie od poziomu kultury
plastycznej odbiorców, konwencji estetycznych dominu­
j ą c y c h w poszczególnych grupach społecznych i grupach
wieku. Wydaje s i ę t e ż celowe, aby Cepelia i muzea etno­
graficzne o r g a n i z o w a ł y co pewien czas konkursy i prze­
glądy tej twórczości, s t a r a j ą c się w ten sposób — na­
grodami i selekcją — o d d z i a ł y w a ć na jej poziom. Może
to d a ć lepszy efekt dydaktyczny niż zakazy administra­
cyjne i p o t ę p i a n i e w c z a m b u ł wszelkich makatek z jele­
niami. J e l e ń przecież jeleniowi nie r ó w n y , i nie zawsze
jest „kiczem".
S z t u k ą l u d o w ą jest też oczywiście i przede wszystkim
wymieniona przeze mnie grupa „1" — a u t e n t y k ó w . Do­
d a ł b y m dla jasności

„autentycznych autentyków".
Chodzi t u zresztą głównie o d r e n a ż istniejących jeszcze
w terenie z a b y t k ó w rzeźb z kapliczek (już ostatnich...),
t k a n i n ze skrzyń, części stroju, dawnych haftów, korali,
g a r n k ó w i t d . A u t e n t y k i te z rzadka m o ż n a jeszcze zoba­
czyć w sklepach Cepelii, p r z e w a ż n i e oferowane s ą m u ­
zeom. Stroje autentyczne, mniej czy bardziej opracowa­
ne, p o s i a d a j ą też zespoły pieśni i t a ń c a (np. „Mazowsze"),
a nawet r e k w i z y t o r n i e t e a t r ó w (w muz. teatralnych w y ­
stawione są np. kostiumy z „ P a s t o r a ł k i " L . Schillera).
Są to zabytki przeszłości, tak j a k sprzedawane w „De­
sie" lampy naftowe i secesyjne przedmioty. Jeszcze m o ż ­
na znaleźć w n i e k t ó r y c h wiejskich domach ostatnie au­
tentyki dawnej sztuki ludowej, są to j u ż jednak praw­
dziwe relikty przeszłości. Warto o t y m p a m i ę t a ć , i chy­
ba t r z é b a z a d a ć sobie pytanie, czy stać nas na to, aby
je z b y w a ć w s p o s ó b przypadkowy, w y s y ł a ć za granicę,
niszczyć na scenie. Ż ą d a m y dziś od „Desy" świadomego
stosunku do z a b y t k ó w k u l t u r y narodowej, warto więc pa­
m i ę t a ć , że te ludowe relikty to r ó w n i e ż zabytek. I nic
to, ż e w y r a b i a się dziś nawet p ó ł p r z e m y s ł o w o wiele
ludowych „ w z o r ó w " , zabytek jest d z i e ł e m unikalnym,
nieraz dziełem sztuki, podczas gdy jego naśladownictwo,
kopia czy replika — s ą tylko n a ś l a d o w n i c t w e m , mniej
czy bardziej ł a d n y m wyrobem, towarem.
Oryginałem
i w s p ó ł c z e s n y m n a ś l a d o w n i c t w e m . Miejsce najcenniej­
szych z a b y t k ó w ludowej k u l t u r y jest w muzeach i w
zbiorach krajowych kolekcjonerów. A jeśli m a j ą tra145

fiać za granicę, niechże to będzie pod k o n t r o l ą m u z e ó w
etnograficznych, w ramach ś w i a d o m e j i celowej w y m i a ­
ny muzealnych kolekcji. P a m i ę t a j m y , też, że wzrost samowiedzy naszego społeczeństwa, decentralizacji życia
kulturalnego prowadzi — ca w y r a ź n i e w i d a ć w ostat­
nich latach — do powstania lokalnych m u z e ó w , skanse­
nów, izb sztuki ludowej. Sprzyja temu masowy wzrost
turystyki... Za k i l k a lat nie będzie już co chronić, czym
się chlubić, co p o k a z y w a ć . Warto więc, aby centralne
ośrodki muzealne mogły zwiększyć, póki m o ż n a jeszcze,
swój stan posiadania, w ł a ś n i e po to, aby m i e ć na przy­
szłe lata n i e z b ę d n e rezerwy. Wniosek więc konkretny —
muzea etnograficzne powinny mieć na ten cel zwiększo­
ny fundusz zakupu. I drugi wniosek. Muzea powinny
mieć zapewnione prawo p i e r w o k u p u z a b y t k ó w ludowej
sztuki, uzyskanych w drodze „ d r e n a ż u " terenu przez Ce­
pelię czy Desę.
Szczególnie jednak i n t e r e s u j ą c a jest dla nas grupa
„2" — starych t w ó r c ó w ludowych, k o n t y n u u j ą c y c h —
p r z e w a ż n i e — z inspiracji z e w n ę t r z n e j dawne swe umie­
jętności. Są to już ostatni Mohikanie sztuki ludowej, l u ­
dzie, k t ó r z y z lat młodości wynieśli znajomość trady­
cyjnych technik, którzy zdążyli jeszcze w c h ł o n ą ć i przy­
swoić sobie dawniej obowiązujące konwencje estetycz­
ne. I to ich w ł a ś n i e odróżnia od rzeszy n a ś l a d o w c ó w l u ­
dowych wzorów, od wszystkich mniej czy bardziej w y ­
kwalifikowanych „kopistów",
wyrobników powielają­
cych zatwierdzone czy nawet opracowane przez cepeliow­
skiego plastyka wzory.
Starzy t w ó r c y p r z y n a l e ż ą już do d w ó c h ś w i a t ó w . B l i ­
skie s ą i m i często nawet drogie tradycje rodzime, na t y ­
le m a j ą je „ w e k r w i " , że m o g ą je jeszcze k o n t y n u o w a ć ,
a nawet rozwijać, jako że twórczość zawsze polega na
a k t y w n y m stosunku do zastanej tradycji, na inwencji
przejawianej przy poszanowaniu reguł r z ą d z ą c y c h ludo­
w ą sztuką.
Ale starzy t w ó r c y l u d o w i są jednocześnie
członkami społeczności w k t ó r e j n a s t ą p i ł kryzys daw­
nych, estetycznych wartości. Żyją na co dzień w ś r ó d me­
b l i kupionych w sklepach GS czy M H D , w t y p o w y m bu­
downictwie, otoczeni w s p ó ł c z e s n y m życiem, w ś r ó d t r a k ­
torów, samochodów, pralek i lodówek, kupnej odzieży.
Ich upodobania estetyczne ulegają przemianom, kształ­
tują się na pograniczu dawnych potrzeb i nowych, for­
mowanych przez coraz bardziej uniwersalne wzory lan­
sowane przez środki masowego przekazu. Jest to więc
generacja z pogranicza d w ó c h ś w i a t ó w , d w ó c h kultur,
dwóch różnych s y s t e m ó w ocen. Na co dzień reprezentan­
ci tej generacji p r z e j m u j ą wzory miejskie, k u l t u r y ogól­
nonarodowej, r e d u k u j ą c coraz bardziej dawne upodo­
bania, potrzeby estetyczne w y r o s ł e jeszcze z rodzime­
go podglebia tradycyjnej ludowej k u l t u r y . I gdyby pozo­
stawić tych ludzi w ł a s n e m u losowi, szybko zerwaliby
więzy łączące ich z k u l t u r ą ojców, u t o ż s a m i a j ą c się
z dzisiejszą społecznością w i e j s k ą z ambicjami p r z e j ę ­
cia w z o r ó w miejskich, w z o r ó w cywilizacji p r z e m y s ł o w e j .
Na luksus o d r ę b n e j „sztuki ludowej" nie starczyłoby
bodźców materialnych, prestiżowych, kulturowych.
Ale generacja pogranicza jest j e d n o c z e ś n i e genera­
cją u k s z t a ł t o w a n ą jeszcze w atmosferze żywej egzysten­
cji ludowej sztuki (a przynajmniej n i e k t ó r y c h jej dzie­
dzin), toteż w sprzyjających warunkach, przy stworze­
niu odpowiedniego systemu zastępczych b o d ź c ó w , zdol­
na jest jeszcze w sposób szczery i t w ó r c z y k o n t y n u o w a ć
dawne procedery, dawne n a w y k i estetyczne. A więc —
gdyby nie opieka z z e w n ą t r z , nie m i e l i b y ś m y już od k i l ­
kunastu lat malowanych d o m ó w Zalipia, kurpiowskich
czy łowickich wycinanek, kaszubskiej ceramiki i podta­
trzańskiej snycerki. Nie istniałoby j u ż niemal tkactwo,

146

w y g a s ł y b y ośrodki takie j a k W ę g r ó w czy Sokółka, k o ń ­
czyłby się haft, ceramika, zdobnictwo w drzewie i me­
talu.
To, że się tak nie stało, jest zasługą tych instytucji
i osób, k t ó r e od p o c z ą t k u istnienia Polski Ludowej pod­
jęły t r u d opieki nad s z t u k ą l u d o w ą , zorganizowania dla
tej sztuki w ł a ś c i w e g o k l i m a t u społecznego, w ł a ś c i w y c h
f o r m materialnej egzystencji.
W pierwszym okresie powojennym opiekę t ę spra­
w o w a ł o Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki, organizując pe­
netracje terenowe, konkursy i wystawy, f u n d u j ą c sty­
pendia, nagrody, zapomogi twórcze, z a k u p u j ą c p o w a ż n ą
część prac n a d s y ł a n y c h na konkursy i wystawy.
Dzięki t y m formom opieki u d a ł o się nie tylko zahamo­
w a ć szybki proces obumierania ludowej sztuki tradycyj­
nej, ale i o d t w o r z y ć pewne zjawiska już zanikłe, ocalić
je dla p o t o m n o ś c i . 'Dzięki zaktywizowaniu starych t w ó r ­
ców ludowych i d z i ę k i badaniom terenowym, prowadzo­
n y m g ł ó w n i e przez zespół prof. Reinfussa w Instytucie
Sztuki, u d a ł o się z r e k o n s t r u o w a ć przybliżony obraz sztu­
k i ludowej z czasów p o p r z e d z a j ą c y c h g w a ł t o w n e proce­
sy urbanizacyjne. A l e p r z e d ł u ż e n i e czasu d z i a ł a n i a l u ­
dzi, k t ó r z y są jeszcze nosicielami tradycji nie mogło za­
leżeć tylko od d o r a ź n y c h imprez i form pomocy. Wyma­
gało odpowiedniej
organizacji
tej twórczości, za­
pewnienia jej stałego zbytu i merytorycznej opieki, nie­
zbędnej dla z a s t ą p i e n i a uprzednio istniejących w grupie
społecznej m e c h a n i z m ó w r e g u l u j ą c y c h poziom i charak­
ter twórczości. Zadania te p r z y p a d ł y przed dwudziestu
laty Cepelii i co b y ś m y krytycznego dziś nie powiedzieli
na temat d z i a ł a n i a tej instytucji, nie ulega w ą t p l i w o ­
ści jedno — gdyby nie Cepelia, nie m o g l i b y ś m y dzisiaj
m ó w i ć o żywej twórczości ludowej k o n t y n u u j ą c e j trady­
cyjne formy. Cepelia b o w i e m podjęła n a j w i ę k s z y trud
opieki nad t ą twórczością, podjęła wobec niej rolę nie
tylko kupca, p o ś r e d n i k a , organizatora produkcji — ale
i mecenasa, d b a j ą c e g o z a r ó w n o o losy tradycji, j a k i losy
ludzi, z k t ó r y m i w s p ó ł p r a c o w a ł a . Ś w i a d o m o ś ć tych zadań
r o s ł a w trakcie działalności, p o c z ą t k o w o Cepelia była
przecież p o m y ś l a n a przede wszystkim jako instytucja
o charakterze gospodarczym. Działała też w innej sy­
tuacji naszej plastyki zawodowej. U p r a s z c z a j ą c można
powiedzieć, że w pierwszych
latach swej działalności
funkcje mecenatu p e ł n i ł a Cepelia głównie wobec pla­
styków, j e d n o c z e ś n i e
eksploatując
w
ramach pionu
„wiejskiego" dawne formy ludowe i a d a p t u j ą c je do
nowych potrzeb. Z biegiem czasu p o w s t a ł y jednak liczne
spółdzielnie artystyczne, zmniejszyły się więc obowiązki
opiekuńcze wobec rzesz p l a s t y k ó w - u ż y t k o w c ó w , zwięk­
szyły natomiast niepomiernie wobec t w ó r c ó w ludowych.
A l e jeśli w stosunku do innych kategorii sztuki rola
Cepelii polega przede wszystkim na organizacji produk­
cji i selekcji dzieł oferowanych na rynek, to w stosunku
do twórczości ludowej nie m o ż e w y s t a r c z y ć t y l k o troska
o poziom rzemiosła, konieczne się stało podjęcie zadań
o p i e k u ń c z y c h nad samymi t w ó r c a m i , troska o ich wa­
r u n k i bytowe, o remonty w a r s z t a t ó w (zwłaszcza garnca­
rzy), o stworzenie bodźców dla rozszerzenia k r ę g u ludo­
wych twórców.
I czy chcemy tego, czy nie chcemy —
nie Resort, nie Muzea czy Rady Narodowe — ale Cepe­
lia musi r e a l i z o w a ć te zadania opiekuńcze. Los skazał
j ą na wielkość, ona i już tylko ona odpowiada dziś za
sztukę l u d o w ą , za tempo jej zaniku, za egzystencję arty­
stów k u l t y w u j ą c y c h tradycje dawnych pokoleń. S t ą d też
tak w a ż n e jest, aby mogła te zadania r e a l i z o w a ć statuto­
wo, z u r z ę d u , z ś w i a d o m o ś c i ą ciążących na niej zadań.
Sądzę, że dzisiejsza narada powinna p r z y c z y n i ć się
do lepszego sprecyzowania tych z a d a ń , jako że, jak to

już powiedziałem, m ó w i ć dziś o losach współczesnej
twórczości ludowej to znaczy w praktyce m ó w i ć o Ce­
pelii.
Zadania tej instytucji są oczywiście r ó ż n o r o d n e . Wo­
bec grupy „1" — „ a u t e n t y c z n y c h " a u t e n t y k ó w — zada­
nia te polegają na dystrybucji w y t w o r ó w pozyskanych
w drodze skupu i penetracji terenowej. Cepelia w y s t ę ­
puje tu w r o l i „ s p a d k o b i e r c y " r o z p r z e d a j ą c e g o nagro­
madzone przez pokolenia dobra. Chodzi w i ę c o to, aby
była mądrym spadkobiercą, bowiem w ś r ó d a u t e n t y k ó w
zdarzają się unikaty, dzieła, k t ó r e p o w i n n y znaleźć się
w kolekcjach publicznych. Podobnie zresztą jak i szczy­
towe osiągnięcia współczesnych ludowych rzeźbiarzy.
Wobec grupy „2" — k o n t y n u a t o r ó w dawnych trady­
cji Cepelia pełni rolę szczególną. We wszystkich innych
przypadkach istotne są potrzeby r y n k u , one d e c y d u j ą
i z myślą o konkretnym odbiorcy Cepelia produkuje, i n i ­
cjuje różne nowe wzory, adaptuje s z t u k ę l u d o w ą . W y ­
stępuje jako instytucja troszcząca s i ę o e s t e t y k ę przed­
miotów codziennego użytku, w n ę t r z , u b i o r ó w . T u jednak
— w grupie „2" dochodzi troska nowa, o losy żyjących
jeszcze ludowych t w ó r c ó w . O zachowanie ż y w e g o cha­
rakteru ludowego rękodzieła, ż y w e j t r a d y c j i .
Istotne są t u dwa zakresy działań. Troska o poziom
i charakter powstającej współcześnie tradycyjnej sztuki
ludowej oraz troska o zorganizowanie zbytu dla tej t w ó r ­
czości, brak bowiem zbytu oznacza niemal automatyczny
zanik danej gałęzi ludowej sztuki (co w i d a ć na przy­
kładzie kowalstwa artystycznego). Z kolei z w i ę k s z e n i e
zamówień poza r o z s ą d n ą g r a n i c ę prowadzi do o b n i ż a n i a
się poziomu twórczości.
Wystarczy, aby w sytuacji ograniczonego r y n k u zby­
tu (np. pisanek), dopuścić do handlu d u ż ą p a r t i ę jajek
zdobionych przez nieludowych c h a ł u p n i k ó w czy plasty­
ków, aby z a b r a k ł o miejsca dla prawdziwych wiejskich
kraszanek. Wprowadzenie na rynek pseudoludowych pastiszy czy różnego rodzaju parafraz grozi autentycznej
twórczości, wypiera ją. Tak więc oferując c e r a m i k ę l u dowopodobną, ograniczamy m o ż l i w o ś ć zbytu ceramiki
naprawdę ludowej. Jasne też, że g d y b y ś m y zaczęli po­
wielać sztancowo n a j p i ę k n i e j s z e wycinanki — doprowa­
dziłoby to bardzo szybko do zaniku wycinanki auten­
tycznej.
A trzeba z d a w a ć sobie z tego s p r a w ę , że pokusy me­
chanizacji produkcji sztuki ludowej istnieją i b ę d ą kusić
coraz bardziej. W pewnej fazie rozbudzonych potrzeb
rynku, zwłaszcza eksportu, m o ż e o k a z a ć się celowe ma­
sowe powielanie ludowych
wzorów.
I teraz przecież
w Cepelii powiela się liczne wzory w z a k ł a d a c h zwar­
tych i b y ć może z p u n k t u widzenia ekonomiki ł a t w i e j
jest przysparzać m a s ę t o w a r o w ą (nawet o wysokim stan­
dardzie estetycznym) w ten sposób niż w drodze pracy
z indywidualnymi t w ó r c a m i . Tylko że k a ż d a taka de­
cyzja waży w sposób zasadniczy na losach żyjących je­
szcze p o k o l e ń ludowych t w ó r c ó w . Tak np. p r o f i l spół­
dzielni hafciarskiej w Makowie, o b e j m u j ą c e j p r o d u k c j ę
haftów r ó ż n y c h t y p ó w , z r ó ż n y c h r e g i o n ó w — podwa­
ża w sposób automatyczny los hafciarek w innych ośrod­
kach kraju. To są dylematy wobec k t ó r y c h
stajemy
już dzisiaj, a k t ó r e w przyszłości m o g ą okazać się je­
szcze ostrzejsze. Dlatego też w zakresie sztuki ludowej
każda decyzja musi być w Cepelii rozpatrywana w spo­
sób kompleksowy, z u w z g l ę d n i e n i e m r ó ż n y c h a s p e k t ó w .
Trzeba przy t y m z d a w a ć sobie s p r a w ę z tego, że w sa­
mej Cepelii m o g ą i chyba m u s z ą istnieć r ó ż n i c e stano­
wisk. Decyzje pozytywne z p u n k t u widzenia handlowego
mogą być jednocześnie zgubne z p u n k t u widzenia z a d a ń

opiekuńczych. Dlatego trzeba a p e l o w a ć do w ł a d z nad­
r z ę d n y c h o w y r a ź n e dostrzeżenie tego aspektu Cepeliow­
skiej działalności. O statutowe określenie tych zadań.
W obecnej c h w i l i bowiem, mimo wysiłków i troski pre­
zesów Cepelii, trudno niekiedy bywa przewalczyć istnie­
j ą c e u k ł a d y gospodarcze,
a problem opieki nad żywą
twórczością l u d o w ą wciąż jeszcze nie jest dostatecznie
doceniany.
Warto też podjąć analizę c z y n n i k ó w p o w o d u j ą c y c h
o b n i ż a n i e się poziomu artystycznego twórczości ludo­
wych a r t y s t ó w . Niestety, Obniżanie się tego poziomu do­
strzegalne jest w y r a ź n i e , zwłaszcza w zakresie skupu.
P o w i e d z i a ł b y m więcej — sam proces jest zrozumiały
i naturalny. Grupa t w ó r c ó w , o k t ó r e j m ó w i m y , istnieje
niejako w p r ó ż n i , pomiędzy
środowiskiem,
które tej
twórczości już nie potrzebuje, a nowym odbiorcą, który
często dezorientuje t w ó r c ę swoimi ocenami. O poziom
i w i e r n o ś ć d a w n y m wzorom d b a j ą więc komisje etno­
graficzne Cepelii i n a d z ó r plastyczny. Nie zawsze jest to
dostateczne, a i nie zawsze komisje działają bez b ł ę ­
dów. Jeśli jednak przyjmiemy, że o wysoki poziom zabie­
gają komisje, to dodajmy, że w interesie w y t w a r z a j ą c e g o
jest p r o d u k o w a ć szybko i tanio. W sytuacji twórczości
na s p r z e d a ż , nie poddanej ocenie własnego środowiska,
d z i a ł a niestety prawo Greshama m ó w i ą c e , iż zły pie­
n i ą d z wypiera dobry. Bodźce rynkowe p r o w a d z ą do de­
generacji, a p r z e c i w d z i a ł a ć temu ma komisja Cepeliow­
ska. Jak w i d a ć , nie jest to ł a t w e . T y m bardziej że „to­
war" odrzucony przez Cepelię ł a t w o znajduje innego na­
b y w c ę (np. rzeźby wyeliminowane przez komisję kupo­
wane są przez Desę czy t u r y s t ó w często odwiedzających
ludowych t w ó r c ó w ) .
Wydaje się, że jednym z czynników mogących przy­
czynić się do poprawy sytuacji
byłoby ustalenie listy
t w ó r c ó w z a s ł u g u j ą c y c h na szczególną opiekę (tzw. arty­
stów ludowych), wobec k t ó r y c h zastosowano by ulgi po­
datkowe, k t ó r y m by płacono wyższe ceny za dostarczone
prace, zapewniono świadczenia takie j a k ubezpieczalnia,
emerytura, renta. Pozwoliłoby to na stabilizację ekono­
miczną tych ludzi, na większe z a a n g a ż o w a n i e się w pra­
cy artystycznej. Pozwoliłoby to na silniejsze niż to ma
miejsce obecnie przyciągnięcie m ł o d y c h , którzy pod kie­
r u n k i e m starych m i s t r z ó w ,
opanowaliby umiejętności,
w n i k a l i w istotę twórczego procesu.
Obecnie bowiem
obserwujemy szybkie „ k o ń c z e n i e " się starych t w ó r c ó w
i niemal zupełny brak d o p ł y w u m ł o d y c h sił. (Orientacyj­
nie m o ż n a przyjąć, że w ostatnich 10 latach o połowę
zmniejszyła się liczba działających a r t y s t ó w ludowych).
I s t o t n ą rolę odegrać też m o ż e system bodźców dodatko­
wych, takich j a k konkursy, wystawy, p r z e g l ą d y t w ó r c z o ­
ści, nagrody i popularyzacja istotnie cennych osiągnięć.
P r z e j d ź m y z kolei do z a d a ń Cepelii wobec innych
wymienionych na w s t ę p i e grup (3—6). Mamy t u do
czynienia z d z i a ł a n i a m i b a z u j ą c y m i na inwencji ludowej
oraz z d z i a ł a n i a m i b a z u j ą c y m i na ludowym stylu.
Twórczość oparta o istnienie „ i n w e n c j i ludowej" w y ­
daje się tu szczególnie w a ż n a . W ś r o d o w i s k u szybko za­
nikają ludowe „mody", przejmuje się nowe wzory, bliż­
sze repertuarowi miejskiemu.
Ale pozostają potrzeby
u k s z t a ł t o w a n e jeszcze w k r ę g u ludowej tradycji, powsta­
je też w pewnych
środowiskach
zdolność myślenia
w kategoriach plastycznych bliskich
zasadom dawnej
sztuki ludowej. Dzięki temu w ł a ś n i e istnieją współczesne
formy „ n o w e j sztuki ludowej", potrzeby estetyczne, k t ó ­
rych nie zaspokaja sztuka „oficjalna". Na istnieniu tej
„ i n w e n c j i ludowej"
bazują
doświadczenia Instytutu
Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o (zespołu kierowanego przez
prof. W a n d ę T e l a k o w s k ą ) . P r z y k ł a d e m bazowania na

247

„inwencji ludowej" są rzeźby Adama Zegadły, Zygmun­
ta Skrętowicza czy Edwarda Kołacza. Z a c h o w u j ą one
pewne zasady ludowej sztuki, choć s ą zarazem przeja­
wem twórczości indywidualnej. Rzeźby Henryka Zegadły
czy obrazy na szkle Jachimiaka — to z kolei p r z y k ł a d
inwencji ludowej w y p o w i a d a j ą c e j się w formach ś w i a ­
domie bądź instynktownie n a w i ą z u j ą c y c h do tradycji
plastycznych nieludowych, do doświadczeń szkoły K e ­
nara, współczesnego malarstwa itd.
Istnienie tego rodzaju zjawisk z pogranicza dawnej
sztuki ludowej jest na pewno warte uwagi. Są to nieraz
dzieła bardzo interesujące, twórcze, a zarazem w y r a ź n i e
bazujące na dawnej tradycji. Specyfika naszej sytuacji
sprawia, że mamy jeszcze nader liczne p r z y k ł a d y takiego
kojarzenia ludowej inwencji z i n n y m i wzorcami este­
tycznymi. Mamy więc pogranicze ludowo-naiwne ( N i k i ­
for, Lampart, L a m ę c k i , A d a m Zegadło), ale i ludowo- współczesne (Jachimiak, Henryk Zegadło).
Mamy też — idąc jeszcze dalej — s p o r ą liczbę rzeź­
biarzy a m a t o r ó w w y p o w i a d a j ą c y c h się w konwencji b l i ­
skiej sztuce ludowej, i to nie tylko dlatego, że ta kon­
wencja jest i m bliska, że się z nią chcą i d e n t y f i k o w a ć
(A. Słowiński), ale i dlatego, że jest j e d y n ą , w k t ó r e j
u m i e j ą się wypowiedzieć, w ramach k t ó r e j zdolni są
realizować swe pomysły.
Wobec tych zjawisk staje r ó w n i e ż Cepelia i jej k o m i ­
sje etnograficzne, a czasem plastyczne. Bywa, że jedna
komisja odsyła takie prace drugiej, n i k t się do nich nie
przyznaje.
A zagadnienie przecież istnieje, warte jest
uwagi, bowiem p r ó b y „z pogranicza" m a j ą nieraz w so­
bie autentyzm prawdziwej twórczości.
Niezależnie od
tego jak dalece odbiegają od ludowych wzorców. Toteż
nieporozumieniem jest dyskwalifikowanie prac artystycz­
nie w a r t o ś c i o w y c h i oryginalnych tylko dlatego, że od­
biegają od przyjętego m o d u ł u . Jest to przejaw t w ó r c z o ­
ści nowej, nieraz już nie mieszczącej się ani w ramach
ludowych, ani w z o r ó w plastyki oficjalnej, ani naiwnej.
Nie odrzucajmy tej twórczości, jeśli jest ciekawa, a nie
mieści się w ustalonych „szufladkach".
P r z e j d ź m y z kolei do problemu adaptacji. Adaptacje
nie są „sztuką l u d o w ą " , a jedynie zastosowaniem jej mo­
t y w ó w . Praktyka pokazuje przy t y m , że większość uda­
nych adaptacji jest w y n i k i e m w s p ó ł p r a c y ludowego t w ó r ­
cy z p l a s t y k i e m - r e ż y s e r e m . Plastykiem, k t ó r y znając sztu­
kę danego regionu, znając technikę, umie odpowiednio
zainspirować czy s k o r y g o w a ć ludowego t w ó r c ę . Trze­
ba mieć duży talent, k u l t u r ę , c i e r p l i w o ś ć i u m i e j ę t n o ś ć
kontaktu z wiejskim a r t y s t ą , aby osiągać w inspirowaniu
ludowych t w ó r c ó w dobre rezultaty. A l e w tej dziedzinie
mamy w ł a ś n i e p o w a ż n e osiągnięcia, p r a k t y k ę w a r t ą ana­
lizy. Działalność takich a r t y s t ó w j a k K a r o l Stryjeński,
Buszek, P l u t y ń s k a , Kenar, Bujakowa,
Grześkiewiczowie.
Oczywiście, wszystkie te adaptacje i inspiracje nale- '
żą już do k r ę g u zjawisk nazwanych przez prof. B u r s z t ę
— folkloryzmem. Nie jest to autentyczna sztuka ludowa,
choć ze sztuki tej wyrasta. I jeśli chodzi o o c e n ę tych
wszystkich adaptacji i inspiracji, ocenę masowej pro­
dukcji różnych ludowopodobnych w y r o b ó w , to decydo­
w a ć m u s z ą — j a k sądzę — kryteria jakości,
poziomu
artystycznego takich prac. K r y t e r i a b a z u j ą c e nie tyle
na wierności z e w n ę t r z n y m
motywom regionalnym, co
na w e w n ę t r z n e j spójni dzieła, konsekwencji jego budo­
wy, m a t e r i a ł u , techniki, przeznaczenia.
„ F o l k l o r y z m e m " jest j u ż w d u ż y m stopniu p r o d u k ­
cja w z a k ł a d a c h zwartych, nawet w ó w c z a s gdy opiera
się o dobre rozpoznanie tradycji regionu. Produkcja ta
oparta jest b o w i e m o wzory zaakceptowane przez nad­
148

zór artystyczny i powielane w zasadzie d a w n ą techni­
ką, nieco tylko u s p r a w n i o n ą . N i e jest to już „ ż y w a t w ó r ­
czość", a rzemiosło b a z u j ą c e na tradycyjnych wzorach,
r e p l i k i , kopie muzealnych z a b y t k ó w , adaptacje przepro­
wadzone w m y ś l zaleceń plastyka. S ą to, trzeba przy­
z n a ć , wyroby często o bardzo wysokiej jakości, dobrze
ś w i a d c z ą c e o kierownictwie spółdzielni i uzdolnieniu
jej p r a c o w n i k ó w . Zwłaszcza na w y s o k ą ocenę zasługuje
t u spółdzielnia
„Opocznianka"
r e k o n s t r u u j ą c a często
z o c a l a ł y c h s k r a w k ó w dawnych m a t e r i a ł ó w p i ę k n e , peł­
ne blasku barwne tkaniny. C h w a l ą c wyroby „ O p o c z n i a n k i " czy niedawny pokaz „ S z t u k i Ł o w i c k i e j " , m y ś l i m y jed­
nak nie o tkaczkach, a o prezesie spółdzielni, pracowni­
kach nadzoru artystycznego. Co by b o w i e m nie m ó w i ć ,
jest to już nie tworzenie a odtwarzanie i powielanie
ludowych w z o r ó w , nie kontynuacja a eksploatacja ź r ó ­
deł sztuki ludowej. Eksploatacja często m ą d r a , utrzy­
m u j ą c a wysoki poziom artystyczny wyrobu, pozwala­
j ą c a na p o r ó w n a n i e
go z
autentykiem muzealnym,
z dziełem indywidualnego t w ó r c y .
I o to w ł a ś n i e chodzi, by e k s p l o a t u j ą c s z t u k ę ludo­
w ą d b a ć o jej poziom, o jej r a n g ę . A b y pod w p ł y w e m
naporu z a m ó w i e ń , koniunktury, mody
— nie obniżyć
w a r t o ś c i artystycznej produkowanych w y r o b ó w . A b y nie
d o p r o w a d z i ć sztuki ludowej do tego upadku, j a k i obser­
wujemy w w i e l u krajach zachodnich czy afrykańskich,
gdzie pseudoludowy „ a r t y s t a " wykonuje w domu towa­
r o w y m na oczach publiczności tandetne
figurki.
Mamy m o ż l i w o ś ć utrzymania wysokiej rangi sztuki
ludowej, w ł a ś n i e jako sztuki. Tylko w ó w c z a s zrozumia­
ła b ę d z i e jej rola w przeszłości naszej kultury, tylko
w ó w c z a s będzie ona m o g ł a nadal i n s p i r o w a ć w y o b r a ź n i e
naszych p l a s t y k ó w , żyć w ś w i a d o m o ś c i narodu.
Sprawa wykracza t u jednak poza ramy d z i a ł a n i a Ce­
pelii. Chodzi b o w i e m o to, aby u t r z y m a ć rzeczywistą ran­
gę a r t y s t y c z n ą sztuki ludowej, aby nie d a ć się zepchnąć
na mielizny przez fałszywe ambicje regionalnych działa­
czy czy prasy.
Popieramy b o w i e m s z t u k ę l u d o w ą nie
dlatego, że jest „ l u d o w a " , a dla jej w a l o r ó w artystycz­
nych. Trzeba w i ę c o t y m m y ś l e ć t r z e ź w o , bez b a ł a m u ctwa, bez przesady, bez programowego reklamowania
r ó ż n y c h imprez, tylko dlatego, że s ą one „folklorystycz­
ne". Taka propaganda staje się w rezultacie antyprop a g a n d ą . P r z y k ł a d e m s ą t u dla mnie dni f o l k l o r u w Wej­
herowie, zorganizowane z d u ż y m w y s i ł k i e m organizacyj­
n y m (pięknie udekorowane miasto, z a a n g a ż o w a n i e dzia­
łaczy) — ale s m ę t n e jeśli chodzi o to, co pokazano na
kiermaszu sztuki ludowej i na ad hoc zorganizowanej
wystawie w Domu K u l t u r y .
I t u dużo zależy od Cepelii. Ona b o w i e m w p o w a ż ­
nej mierze odpowiada za r a n g ę , j a k ą sztuka ludowa ma
i będzie m i a ł a w ś w i a d o m o ś c i społeczeństwa. W tym
miejscu trzeba z a a p e l o w a ć do pionu handlowego Cepelii.
Niestety — trzeba być z n a w c ą , aby odróżnić na półkach
cepeliowskich s k l e p ó w o r y g i n a l n ą s z t u k ę l u d o w ą od pa­
m i ą t k a r s t w a czy pseudoludowych w y r o b ó w . P o w s t a ł a
kiedyś myśl, aby wydzielić k ą c i k i autentycznej sztuki
ludowej. Dobra to myśl, m ą d r a . Dlatego warto zachęcić
do jej realizacji.
Z a s t a n a w i a j ą c się nad s y t u a c j ą
w s p ó ł c z e s n ą sztuki
ludowej m ó w i ę w rzeczywistości o Cepelii. Jest to chy­
ba z r o z u m i a ł e , sprawy Cepelii są bowiem naszymi spra­
w a m i . Nie m o ż e więc b y ć w tej dyskusji p o d z i a ł u na
„ m y " i „wy". Łączy nas bowiem w s p ó l n a troska.
Troska o to aby sztuka ludowa j a k najdłużej mogła
żyć, aby z n a j d o w a ł a n a l e ż n e jej miejsce w ś w i a d o m o ­
ści społecznej, aby p r z e n i k a ł a do n u r t u żywej kultury
artystycznej naszego kraju.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.