1dd96821cb7b8f70d0fae8562e9c9631.pdf

Media

Part of Festiwal "Misteria, Inicjacje" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

extracted text
„ M I S T E R I A , I N I C J A C J E " - DYSKUSJA P A N E L O W A

Festiwal
„Misteria, Inicjacje"
Dyskusja panelowa
Krystyna Bartol, Jerzy
Danielewicz,
Jacek Dobrowolski, Ireneusz
Guszpit,
Wiesław Juszczak, Tomasz
Kubikowski,
Włodzimierz Lengauer, Czesław
Robotycki,
Richard Schechner, Włodzimierz
Staniewski,
Zbigniew Taranienko, Uch
Trzcionkwski

Z

apis dyskusji zamykającej Festiwal Misteria, Ini­
cjacje", która odbyła się 14 października 2000 r.
w sali im. St. Wyspiańskiego Państwowej Wyższej
Szkoły Teatralnej w Krakowie z udziałem: prof. Krystyny
Bartol, prof. Jerzego Danielewicza, Jacka Dobrowolskiego,
dr. Ireneusza Guszpita, prof. Wiesława Juszczaka, dr. To­
masza Kubikowskiego, prof Włodzimierza
Lengauera,
prof. Czesława Robotyckiego, prof. Richarda Schechnera,
dr. Zbigniewa Taranienki oraz dr. Lecha Trzcionkowskiego. Dyskusję prowadził Włodzimierz Staniewski. Poniższy
zapis stanowi wersję skróconą i przeredagowaną.
Spotkanie rozpoczęło się od wystąpienia prof R. Schech­
nera, które miało stanowić uzupełnienie jego wykładu
Z dnia poprzedniego. W jego trakcie Schechner podjął jed­
nak, niejako obok tematu głównego, kilka wątków, które
stały się punktem wyjścia do dalszej dyskusji. Te fragmen­
ty jego wystąpienia zamieszczono w zapisie.
R i c h a r d Schechner: Chciałbym powiedzieć kilka
słów o tej turystycznej wersji afrokubańskiego rytuału,
którą widzieliśmy wczoraj. T o jest dla mnie poważny
problem - rytuał wyrwany ze swego naturalnego kon­
tekstu. Jedno z najważniejszych pytań dotyczących te­
go przedstawienia brzmi: jak jest możliwe jego skutecz­
ne działanie wtedy, gdy jest on odprawiany na polskiej
wsi, w jakimś namiocie, wobec publiczności, która się
składa całkowicie z cudzoziemców. T o jest bardzo inte­
resujące zagadnienie - owa transpozycja doświadcze­
nia rytuału, btak jego naturalnego kontekstu.
I druga sprawa - wiedzą Państwo doskonale, że nie
po raz pierwszy mamy do czynienia z taką sytuacją, że
ktoś twierdzi, iż udało mu się ponownie odkryć Grecję.
Rola Grecji w kulturze zachodniej zawsze była olbrzy­
mia. Już wielu przed nami twierdziło, że odkryło staro­
żytną Grecję, my dzisiaj mówimy, że tamci się mylili, bo
to dopiero myśmy tego dokonali. A za pięćdziesiąt lat
przyjdą inni, spojrzą na nasze dokonania i powiedzą, że
byliśmy w błędzie, bo prawdziwą Grecję odkrywają do­

piero oni. T o przecież już starożytny Rzym odkrył an­
tyczną kulturę grecką i za jego pośrednictwem wywar­
ła ona olbrzymi wpływ na całą kulturę europejską.
Przypomnieć też trzeba wczesny renesans włoski, teatr
włoskich humanistów - o n i też twierdzili, że odkrywa­
ją dziedzictwo starożytnej Grecji. Z czasem ich odkry­
cia w dziedzinie tańca i pieśni stały się fundamentem
nowożytnej opery, ale początkowo ci ludzie, ci uczeni
byli przekonani, że odkryli prawdziwą starożytną Gre­
cję. Podobnie rzecz się ma w z Isadorą Duncan, która
starała się czerpać inspirację z waz greckich, z rzeźby
greckiej i także była przekonana, że prezentuje praw­
dziwy taniec antyczny. Powołując się na Greków staro­
żytnych mówiła, że należy uwolnić ciało, postulowała
taniec ekstatyczny. Te same idee przyświecały też Delcrozeowi i szkole Hellerau - oni również starali się po­
nownie odkryć Grecję. Chóry, które tworzyli oparte
być miały na wzorach greckich. Mówię o tym, by Pań­
stwu pokazać, że wiele już razy artyści byli w pełni prze­
konani, że udało i m się odkryć istotę starożytnej Gre­
cji, ale potem znów ktoś przychodził i mówił, że w rze­
czywistości Grecja była inna. Wydaje mi się, ze ci wszy'
scy ludzie tworzyli sobie taką Grecję, jaką sami chcieli
mieć, wybierali pewne elementy i tworzyli z nich to co
dla nich było najważniejsze Doceniam wszystko co ro­
bi Włodzimierz Staniewski i jego te \ * - ruchy ksztaltovvsnc n 3 podobieństwo wizerunków z waz i tak dalej
- ale wydaie mi się ~e t i k naprawdę nie możemy być
newni teao co na tych wazach widzimy Nam sie wy
daie że te Dostacie to tancerze ale może iest całkiem
inaczej. Może starożytni przedstawili w ten sposób k o
zunełnie
co
oczywiste
;

wcale bvć mo^e takie nie iest Wedłus mnie naiwi k '
s~a wart )ścia Grecii iest ro ze stanowi ,na w e l o m
dzaju otwartą księgę, któtą można czytać na wiele róznych sposobów Dotyczy to zwłaszcza ruchów i pieśni
Być może interpretacja literatury jest łatwiejsza, ale
w przypadku waz trudno już cokolwiek pewnego po­
wiedzieć. Ale ja nie krytykuję tego - ja staram się po­
wiedzieć tylko, że nie pierwszy raz mówimy o odkryciu
Grecji, o Grecji autentycznej.
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Dziękuję bardzo. D o za­
gadnień poruszonych przez profesora Schechnera wró­
cimy jeszcze z pewnością w dalszej części naszej dysku­
sji, teraz jednak, zgodnie ze wstępnym planem chciał­
bym prosić o dwa wystąpienia dotyczące istoty staro­
żytnych misteriów greckich. Pierwsze z nich, na temat
misteriów dionizyjskich wygłosi profesor Włodzimierz
Lengauer.
W ł o d z i m i e r z L e n g a u e r : Profesor Schechner
w swoim wystąpieniu wspomniał między innymi o dzie­
jach poszukiwania oblicza Grecji, o różnorodnych obli-

142

I
„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czach Grecji. Jednym ze źródeł owych poszukiwań,
owych prób znalezienia prawdziwej Grecji była sztuka
Eurypidesa Bachantki, o któtej Goethe powiedział, że
należy do najwybitniejszych osiągnięć dramatu antycz­
nego w ogóle, a bez wątpienia jest najlepszą tragedią
Eurypidesa. O d tej właśnie tragedii chciałbym zacząć.
Zastanawiając się nad historią recepcji, czy nad h i ­
storią interpretacji Bachantek Eurypidesa, trzeba po­
wiedzieć, że szukano w tym dziele wielu różnych
prawd, wielu różnych znaczeń. Wydaje mi się, że jed­
nym z najważniejszych kluczy, czy motywów, które mo­
gą stać się podstawową kategorią interpretacyjną przy
lekturze tej sztuki jest kategoria, czy może raczej pro­
blem, mądrości. Problem mądrości, problem tego, co
to jest sophia, co to jest mądtość, kto jest mądry. Przy­
pomnę Państwu, że ten problem jest spuentowany
u Eurypidesa już pod koniec tragedii, kiedy posłaniec
przynosi do Teb Kadmosowi wiadomość o tym, co się
stało z Pentheusem. I tam w jego relacji pada bardzo
charakterystyczne, nie tylko dla tej sztuki i nie tylko
dla Eurypidesa, ale w ogóle dla Greków, stwierdzenie,
co to jest to sophronein To sophronein to właśnie być
mądrym". Więc, co to znaczy być mądrym, co to jest
mądtość ludzka. I może nie tylko sophronein, ale też
sebein, co znaczy czcić bogów, szanować bogów. Posła­
niec powiada, że najpiękniejszą rzeczą je to sophronein
koi sebein ta ton theon - „być mądrym i czcić rzeczy bo­
gów". Ale to nie jest tylko puenta, to nie jest zakończe­
nie sztuki. Stwierdzenie, że tragedia Pentheusa polega­
łaby na tym, że nie czcił bogów byłoby banalne.
Problematyka tego, co to jest sophia i co to jest so­
phronein pojawia się znacznie wcześniej. O d początku
zresztą pojawia się w tej wymianie zdań między Pen­
theusem a Dionizosem (dla uproszczenia, nie wcho­
dząc w interpretacje, k i m jest ten, kogo spotyka Pentheus, uważam go za Dionizosa, za jakąś postać Dioni­
zosa). Otóż już ptzy pierwszym spotkaniu Dionizosa
i Pentheusa mowa jest o tym, kogo uważać należy za
mądrego, k t o jest mądry. Za mądrego uważa się Pentheus. Pentheus dlatego właśnie nie przyjął kultu Dio­
nizosa i chce ptześladować czczące go kobiety, ponie­
waż we własnym mniemaniu reprezentuje pewną mą­
drość, mądrość w wąskim znaczeniu. T u właśnie soph­
ronein, bardziej jeszcze niż sophia, łączy się z innym po­
jęciem greckim, które również ma z mądrością coś
wspólnego, z pojęciem sophrosyne. A sophrosyne to jest,
uptaszczając, mądrość praktyczna. Sophrosyne polega
na cym, że zachowujemy umiar, że nasza mądrość pro¬
wadzi nas do umiaru, spokoju. T o właśnie reprezentu­
je Pentheus, lub raczej jest przekonany, że to właśnie
teptezentuje. Gdy pojawia się Dionizos, od razu po­
wiada on mniej więcej tak: „ty mnie nie rozumiesz, ale
nic w tym dziwnego, bo ja, ten obcy, jestem
któ¬
ry mówi rzeczy m^dre A ten leto mówi rzeczy mądre

uważany jest za głupca, za kogoś bezmyślnego przez te­
go, kto - ptzekład polski Jerzego Łanowskiego o ile do­
brze pamiętam, używa terminu „uczony" - czyli przez
kogoś, k t o sam nie jest uczony - amatheis. Można by
lepiej oddać ten użyty przez Dionizosa przymiotnik ja­
ko „nieuczony", „niewiedzący", bo to właściwie znaczy
amatheis - ktoś, kto się czegoś nie nauczył, nie ma ja­
kiejś wiedzy, wiedzy wyuczonej. I to właśnie zarzuca
Dionizos Pentheusowi.
Ta sprawa pojawia się zresztą wielokrotnie w sztuce,
potem także chór w kilku miejscach mówi, co to jest
mądrość, co to jest mądrość śmiertelnych. Z kolei Dio­
nizos potem raz jeszcze podkreślając, że Pentheus nie
wie, co mówi, powiada: „Nie wiesz nawet, k i m jesteś".
Na co Pentheus zdumiony, odpowiada, że on przecież
wie, kim jest - jest synem Echiona z Teb, synem Echiona i Agaue. I warto może sobie uświadomić, że w kon­
strukcji tej sztuki jest pewna symetryczność - dokład­
nie te same słowa, które padają w wierszu 507, kiedy
powiada Pentheus Dionizosowi „jestem Pentheusem,
synem Echiona i Agaue", dokładnie te same słowa po­
wtarza Pentheus, kiedy jest rozszarpywany przez ba­
chantki z własną matką na czele, z matką, która go nie
rozpoznaje I właśnie matce mówi on- ja jestem Pen­
theus, syn Echiona i Agaue". Te
słowa, które
wcześniej mówi do Dionizosa, wypowiada w chwili
swojej śmierci - on ciągle wie, że jest Pentheusem, ale
można by powiedzieć, że nic z tej wiedzy nie wynika.
O n wie że jest Pentheusem i to jest właściwie ptawda
ale Dionizos mu na to mówi nie wiesz kim jesteś"
Potem w trzecim stasimonie, w partii chóralnej pa­
dają kolejne ważne słowa dotyczące tego, co to jest to
sophon - „rzecz mądra", co to jest mądrość, powiedzmy.
W odpowiedzi na to pytanie padają w tym miejscu sło­
wa groźne, bo to jest zapowiedź tego, co spotka Pen­
theusa. Jest tam mowa o tym, co to jest mądrość i że
nie ma nic piękniejszego niż położyć ręce na głowie
wroga - to jest zapowiedź tego, że Pentheus zginie. T u ­
taj mądrość, którą reprezentuje chór bachantek lidyjskich, towarzyszek Dionizosa, prowadzić ma do zguby
Pentheusa.
Co wobec tego jest mądrością Pentheusa - tą nie­
dobrą mądrością, fałszywą, a co jest mądrością D i o n i ­
zosa? Można by powiedzieć, że obaj reprezentują pew­
ną tradycję. Bo to jest tylko taki zabieg sceniczny, że
Dionizos jest bogiem nowym. Eurypides dobrze wie, że
Dionizos już w tym momencie wcale taki nowy nie
jest. O n zresztą jest nowy i nienowy, bo on przybywa
wprawdzie z Lidii, ale pochodzi przecież z Teb. T o są
dwie różne tradycje. O tradycji Pentheusa, wedle któ­
rej Dionizos jest kimś obcym i wrogim, można by po­
wiedzieć, że jest to tradycja polis. Wskazuje na to k i l ­
ka miejsc w tekście, w których Eurypides czyni wyraź­
ne aluzje do współczesnych mu wydarzeń, do współ-

143

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czesnego obrazu życia w Atenach. Pentheus reprezen­

latorośli, ale przede wszystkim w ogóle życia i wegeta­

tuje przekonania typowe dla wyobrażeń, na temat te­
go, jaka powinna być polis grecka. Polis czyli, uprasz­
czając i używając terminu, z którym się sam nie zawsze

cji. Ale równocześnie - i to zaskakująca sytuacja - po­
wiada Herakht w jednym ze słynnych fragmentów, że
Dionizos i Hades to jedno. T o utożsamienie Dionizosa

zgadzam - miasto-państwo, wspólnota polityczna i re­
ligijna, która ma na celu zachowanie porządku, po­

z Hadesem pojawia się też w kilku innych wczesnych

rządku świata. Polis jest zgodna z porządkiem świata

wypowiedziach. Być może to stwierdzenie Heraklita
jest tylko jakimś zagadkowym skrótem myślowym lub

i może właśnie dlatego najlepiej jeden z ideałów polis
reprezentuje wyraz eukosmia - „dobry porządek".

metaforą, ale w podobny sposób miał się także wypo­
wiadać Aischylos. Co prawda t u jesteśmy w sytuacji

W polis powinien panować dobry porządek, należy za­
chowywać kult bogów, ale zgodny z tradycją, której

bardzo niedobrej - co często się zdarza w przypadku h i ­
storii literatury starożytnej - bo nie znamy tekstu
Aischylosa tylko fragment, który co gorsza nie jest cy­

nikt nie może naruszyć. T o właśnie reprezentuje Pen­
theus i to o n uważa za mądrość.

tatem a został przekazany w bardzo późnym leksykonie,
gdzie glosator powiada, że Aischylos miał nazywać

Dionizos tymczasem niesie z sobą coś, co istotnie
jest sptzeczne z porządkiem polis, który reprezentuje

Dionizosa Zagreusa Hadesem, albo synem Hadesa

Pentheus. Dionizos jest tego świadomy, proszę znów
zwrócić uwagę na pewne momenty w tej jego słynnej

czej. Można też przywołać inny tekst - pierwszy tekst,
w którym jest mowa o odpowiedniku, czy raczej duble­

rozmowie z Pentheusem, kiedy on powiada wyraźnie,
że reprezentuje rzeczy, które są arreta. Przekład polski

cie Dionizosa, drugim Dionizosie o imieniu Zagreus imieniu tajemniczym zdaniem niektórych trackiego

z braku lepszych terminów tłumaczy to po prostu jako

a w każdym razie niegreckiego pochodzenia. Ów tekst

„tajemnice". Arreta to rzeczy niewypowiedziane, takie,
których nie można powiedzieć, lub które są z natury

to znowu fragment - zacytowana w pewnym leksyko­
nie jedna linijka z niezachowanego poematu epickiego

swojej niewypowiedziane. T o właśnie reprezentuje
Dionizos. O tych niewypowiedzianych rzeczach mówi

z V I w. Alkrnaiorus. Otóż we fragmencie tym wezwany
jest Zagreus jako najwyższy z bogów razem z Ziemią,

on, że nie może ich poznać ktoś taki jak Pentheus -

Panią Ziemią, Potma Ge. T u mamy właśnie do czynie­

niewprowadzony. Wcześniej jest mowa o tym, że Dio­
nizos swoich czcicieli sam wprowadza w swoje obrzędy.

nia z sytuacją absolutnej sprzeczności Dionizosa z po­
rządkiem polis Dionizos wprawdzie wkracza do polis

T u nie pada słowo misteria, pada słowo „obrzęd" - telete, teletai w liczbie mnogiej. I pada także słowo „wpro­

zostaje w polis jest w niej przyjęty nie w postaci jakichś
obrzędów, które zwalcza Pentheus ale w postaci świąt,

wadzić" - eisbaino - „wejść" i „wprowadzić". Wobec te­

przynajmniej w A t e n a c h , gdzie w V w. najważniejszym

go Dionizos wprowadza w takie I ~ C i.
które si| uTfctci
Nie może ich oczywiście poznać Pentheus, który nie

swięrem poliadycznym są bez wątpienia Wielkie Dionizja. W i ę c Uionizos został przyjęty, ale właśnie jako bó­

chce być wprowadzony.

stwo życia, bóstwo wegetacji. Natomiast gdzieś pojawial się tez Dionizos który jest chyba bóstwem smietci,

1

Jakie to więc są rzeczy? Pentheus widzi je tylko jako
zachowania bachantek, a przecież to jest tylko zewnęttzna strona tych arreta, mimo że to, co one czynią
też należy do arreta - bo to są rzeczy niewypowiedzia­
ne, nienazywalne. A l e za rym kryje się jeszcze co wię­
cej, kryje się właśnie owa mądrość Dionizosa - boga,
który jest inny niż porządek poUs, a który coś sobą re­
prezentuje. Niesłychanie trudno byłoby powiedzieć
w stosunkowo krótkim czasie, co sobą Dionizos repre­
zentuje, ale warto zwrócić uwagę na ten jego aspekt,
który on z całą pewnością reprezentuje dla tych, którzy
wiedzą, że jest coś niewypowiedzialnego dla niewta­
jemniczonych, coś, W co trzeba być wprowadzonym.
Dla wielu różnorodnych i skomplikowanych nurtów
religii dionizyjskiej, bo czasem się mówi o wręcz od­
dzielnej religii dionizyjskiej, rzeczą charakterystyczną
jest to, że Dionizos łączy w sobie sprzeczności, łączy
rzeczy, które się wzajemnie wykluczają. Powszechne
przekonanie odnoszące się do tego Dionizosa, który
znany jest wszystkim Grekom w czasach Eurypidesa
głosi, że jest to bóg życia, bóg wegetacji - bóg winnej

a w każdym razie bóstwem chtonicznym. A łączenie
tych dwóch porządków, porządku olimpijskiego i chro­
nicznego, łączenie ich w tym samym kulcie i w tej sa­
mej postaci wydawałoby się chyba Grekom bardzo
sprzeczne z tym porządkiem z t y m wszystkim co eukosmia poleis i co eusebeia polis, czyli szacunkiem polis wo­
bec bogów by nazwali.

144

I tera ' inne poświadczenie spoza tekstów literac­
kich też ciągle kłopotliwe różnie inte, •pretowane O t o
z Olbii nad Morzem Czamynipochodzi l y zestaw fa¬
lo mówiących zabytków
wielkie i - z a c e ' m n i e i wiecei 4 5-5 na 3 5-3 cm ta'
blic-ki > kość. zwterzecych na którvch sa wydranane
newne "nanisy Znalezion , ie na terenie ttrZ s czyli
okręgu świeteg o w Olbii Znaleziono ie w roku 1950
ale opublikowano no raz nierwszy na noczarku lar 70 '
wiec ze zna-znym o c e n i e n i e m i bez dobrze ud , k u '
menrowaneen stanu i mteisca z n a W e J a T a L * L a
-

c a

wanie m X
rMcnJZ

rr ,rhe , w
nl

nl\

ar

flj

W

n ni/aż \nw7



n l e W a Z

Z

Opiera S ę

caiKOwicte n a paieograrn, na sposouie zapisu, na KSZułł*

I
„MISTERIA. INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

cie liter. Datowanie jednak wedle tych kryteriów wska­

maczone. Chodzi o wiersze 860-861, gdzie Dionizos

zuje, że pochodzą one z wieku V , a zatem s ą mniej wię­

jest określony jako en telei theos. M o i m zdaniem po en

cej współczesne tekstowi Bachantek. Są to tabliczki

telei theos należy postawić przecinek i tłumaczyć to (do­

sporządzane przez orfików. Co do tego nie ma wątpli­

kładniej mówiąc tam jest pephyken en teki theos) - „bóg

wości, bo są one podpisywane właśnie w ten sposób -

z natury doskonały", „bóg z natury spełniony, skończo­

orfikoi, „orficy". Wyryte na nich teksty to właściwie ha­

ny". A dopiero dalej, w następnym wierszu, już po prze­

sła, słowa-klucze bios-thanatos-bios, najwyraźniej słowa

cinku, można czytać, że jest deinotatos - „straszny",

związane z obrzędowością czy mistetiami orfików. Jaką

„najstraszniejszy" - i jednocześnie anthropois epiotatos -

pełniły funkcje ttudno powiedzieć. Są to zapewne

„najżyczhwszy, najłagodniejszy dla ludzi." I tego wła­

przedmioty święte, tabliczki święte, używane, może

śnie dowiadują się wtajemniczeni w orfickie misteria

wręczane inicjowanym lub wypisywane przez osoby

Dionizosa, dowiadują się, co jest najżyczliwsze i najła­

wprowadzane w misteria orfickie. O misteriach tych

godniejsze dla ludzi - dowiadują się, że najłagodniejsza

wiadomo dzisiaj bardzo mało, właściwie tylko tyle, że je

i najlepsza, i najstraszniejsza dla ludzi jest śmierć - bios,

odbywano i chyba były połączone

który następuje po thanatos. I tyle tylko chciałem Pań­

z Dionizosem,

o czym świadczą i inne znaleziska, które tę formułę

stwu powiedzieć. Dziękuję za uwagę, (brawa sali).

bios-thanatos-bios rozwijają. Rozwijają ją między innymi
teksty na innych tabliczkach sporządzanych najczęściej
na złotym listku - złota tabliczka jest nieco mylącym
określeniem, bo to jest niewielka, kilkucentymetrowa,

W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Dziękujemy bardzo. Po­
proszę teraz Lecha Trzcionkowskiego.

bardzo cieniutka złota folia, którą można było zwinąć.
My tych „tabliczek" mamy dzisiaj sporo, pochodzą one
z różnych okolic świata greckiego - nie tylko z Gtecji
w znaczeniu geograficznym - pochodzą

7

południowej

miennie niż misteria dionizyjskie, są to misteria organi­
zowane przez polis, to znaczy przez wspólnotę obywa­

Italii z Macedonii Tesalii Krety także z Grecji właści
wej. Najstarsze z nich datowane są na początek I V lub
raczei koniec V w Z teeo właśnie okresu D o c h o d z i t e '
iedna z naislvnnieiszvch z

U c h T r z c i o n k o w s k i : Mówiąc o istocie misteriów
eleuzyńskich trzeba po pierwsze powiedzieć, że od­

d l u r i m tekstem

telską, czy też coś, co z dużym przybliżeniem można by
uznać za starożytną formę państwa. Są organizowane
w sanktuarium pozostającym pod opieką wspólnoty
obywatelskiej. Jednocześnie przystąpienie do tych m i ­

tabliczka z H.ononion odzie wyraźnie iest mowa że

steriów zależało od decyzji indywidualnej, co odróżnia­

zmarły, dusza zmarłego', po śmierci ma taki sam los'jak

ło je od innych świąt obywatelskich, państwowych,

inni bakchoi, inni wtajemniczeni w misteria dionizyj-

w których każdy, już z racji tego, że był obywatelem,

skie. Jeszcze dobitniej związek orfizmu z dionizyzmem

brał udział. W przypadku misteriów każdy mógł brać

wynika z dwu tabliczek z Tessalii, z Pelliny, gdzie jest

udział, ale nie był to obowiązek obywatelski, była to i n ­

mowa o tym, że oto Dionizos (dokładniej Bakchios, bo

dywidualna decyzja. T o jest pierwsza rzecz, która już

takiego imienia tam się używa), uwolnił duszę, uwol­

wprowadza nas w to, co można by nazwać poszukiwa­

nił teeo zmarłego Te tabliczki w literaturze nrzedmioM ' I ™ "
t ! ^
„ ^
.
,
,

niem istoty, esencji misteriów. Misterium jest to indy­

tu nazywano kiedyś paszportami śmierci, b o byiy prze­

rytualny.

n

J

n

m

i

m

i

r

r

widualne ptzejście przez pewien scenariusz obrzędowy,

znaczone dla zmarłych. Kładziono je zmarłym do gro­
bu po to, by zmarły nie zapomniał, dusza jego nie za­
pomniała tego tekstu, który jest na tabliczce zapisany
- to jest cała formuła o losie pośmiertnym duszy - by
dusza ten tekst przeczytała, wyrecytowała, powiedzia­
ła bogini Świata zmarłych Persefonie. I to jest właśnie,
myślę, najważniejszy element misteriów dionizyjskich,
orfickich misteriów dionizyjskich, który mamy dobrze
acz szczątkowo poświadczony dla okresu współczesne­
go już Eurypidesowi. Istotą owych misteriów jest prze­
kazanie wiedzy o nieśmiertelności duszy i może więcej
- przygotowanie do śmierci, przygotowanie do spotka­
nia z Persefona. A jest to możliwe właśnie dlatego, że
Dionizos, o którym Karl Kerenyi pisał, że jest to bó­
stwo i bóg wiecznego życia, jest tak naprawdę bogiem
życia i śmierci.
Być może tego dotyczą słowa z Bachantek, które
w polskim przekładzie są trochę niedokładnie przetłu­

Po drugie, żeby mówić o tym rytuale trzeba opisać
scenę i główne osoby świętego dramatu, czy świętych
działań (żeby przywołać etymologiczne znaczenie słowa
dramat - działanie). Otóż miejscem jest ziemia attycka, czyli ziemia należąca do obywateli polis Ateńczyków, Ateny. Dlaczego mówię „ziemia" - otóż dlatego,
że misteria eleuzyńskie rozgrywały się w kilku miej­
scach. W samym centrum polis Ateńczyków. czyli
w Atenach, w mieście Ateny, było sanktuarium po­
święcone Demeter i jej córce Korę. T o sanktuarium już
sanieli sw£| nazwtj przywoływało główne miejsc obrzę­
dów, bowiem nazywało się Eleuisinion,

czyli przybytek

eleuzyński, związany z Eleusis, czy z boginiami z Eleu­
sis. Drugim miejscem było sanktuarium Demeter i Ko­
rę, czyli córki, położone w mieście leżącym na samyni
krańcu, granicy przestrzeni obywatelskiej, w Eleusis.
Było to miasto o niezwykle starych tradycjach osadni-

145

„MISTERIA. INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

czych i , co jest nieoddzielne oczywiście, religijnych w starożytności tam, gdzie są ludzie, tam są i bogowie.
Sanktuarium tamtejsze wyrosło na miejscu pałacu
z epoki brązu, z epoki mykeńskiej, która później prze­
tworzyła się w epokę heroiczną. Ciągłość kultu jest po­
świadczona od bardzo wczesnego okresu archaicznego.
Z czasem, gdy polis poczuła się szczególnie odpowie­
dzialna za przebieg obrzędów odbywających się w Eleu­
sis, sanktuarium tamtejsze zaczęło przybierać coraz
bardziej monumentalną formę, która osiągnęła swoje
apogeum u szczytu potęgi państwa, chociaż później
Rzymianie dodali także kilka swoich budynków. M i m o
wszystkich tych zmian centralnym miejscem świątyni
w Eleusis pozostało Miejsce Wtajemniczeń - dziwna
budowla wzniesiona przez najznakomitszego atchitekta
starożytności Iktinosa. Rył to rodzaj olbrzymiej hali, za­
daszonej, w pewnym sensie odizolowanej od świata ze­
wnętrznego. W jej centrum wznosił się budynek zwany
Domem Królewskim - pomieszczenie, którego najważ­
niejszym elementem byty drzwi otwierające się na za*
mknie tą przestrzeń Tajemnicy od widzów dramatu sie­
dzących w Miejscu Wtajemniczeń.
-

Jeżeli chodzi o osoby tego dramatu, to oczywiście,
najważniejsze są dwie czczone w Eleusis boginie, cza­
sem po prostu tak właśnie nazywane - Dwie Boginie.
Pierwsza z nich to Demeter nazywana tez Matką, Me¬
ter. Co znaczy imię Demeter nie jesteśmy w stanie do­
kładnie powiedzieć. Starożytni De- interpretowali jako
„ziemia", a więc Matka Ziemia. Współcześni próbują
mówić, że raczej chodzi o Matkę Zboża - zostawię tę
kwestie otwartą. Druga z bogiń to córka Demeter, zwa­
na imieniem, które jest nieprzekładalne - Persefone,
czy Ferefatte według attyckiej tradycji, lub też imie­
niem określającym jej istotę - Kore - Córka. Te bogi­
nie właśnie królowały w sanktuarium w Eleusis. Są one
związane z mitem o porwaniu przez Hadesa, boga pod­
ziemia, córki - Kore, Persefony - i poszukiwaniu jej
przez zbolałą matkę. Rozwiązaniem tej opowieści m i ­
tycznej był powrót córki do matki, ale z zastrzeżeniem,
że musi ona pewną część roku spędzać w domu swego
boskiego małżonka, boga świata umarłych Hadesa.
Oczywiście to już nas wprowadza w atmosferę Eleusis,
a mianowicie w dwa związki, które są tutaj niezwykle
istotne - związek matki z córką i związek Dziewczyny
z mężczyzna Hadesem ktćiry Dorywa młoda dziewczy
ne ii c-vni ia gwałtem swoia nriłżonki A wiec relac a
mąż-żona i relacja matka-córka.
Chciałbym teraz powiedzieć kilka słów o tym, co się
działo w Atenach w czasie wielkich misteriów. Ale czy­
nię to z pewnym niepokojem, dlatego że mówię o rze­
czach, które nie powinny być wypowiedziane, o tym co
jest arreta, co jest nie do wypowiedzenia. Mówię z nie­
pokojem podwójnym - z jednej strony będę mówił
o rzeczach, które nie powinny być wypowiedziane, ale

z drugiej strony jako ktoś, kto z perspektywy teraźniej­
szości patrzy na te fragmenty starożytności, które nam
pozostały, od razu spostrzega, że starożytni tego, co nie
powinno być wypowiedziane, rzeczywiście nam nie po­
wiedzieli. Kilka słów na temat istoty misteriów eleuzyjskich powiedzieli nam pisarze chrześcijańscy, którzy
nie czuli się już zobowiązani do zachowania tajemnicy,
ale nie jest pewne, czy możemy ufać ich informacjom.
Pewne informacje przekazali nam też pisarze gnostyccy, którzy chcieli też dla swoich, gnostyckich celów
wskazać na wtajemniczenie w Eleusis. Wszystko to jed­
nak jest zbyt mało, żeby, odrzuciwszy drżenie religijne,
zrekonstruować samo misterium.
Otóż wszystko rozgrywało się teraz, to znaczy w tej
porze roku, pomiędzy 14 a 23 dniem miesiąca Broedromion, który z przybliżeniem odpowiada naszemu wrze­
śniowi i październikowi. N o , powiedzmy trochę prze­
szliśmy już tę porę, ale będę mówił tak, jakbyśmy świe­
żo ptzeszli drogę wtajemniczanych w misteria eleuzyńskie. C i , którzy byli wtajemniczani 2500 lat temu, mie­
li ten tydzień mistetiów i inicjacji batdzo, bardzo świe­
żo w pamięci. Otóż - pierwszego dnia, 14., efebowie a więc chłopcy, którzy pełnią służbę wojskową, co
w starożytności oznaczało, że przechodzą rodzaj inicja­
cji w życie dorosłe, w życie obywatelskie - przenoszą
w uroczystej procesji z Eleusis święte przedmioty. Jakie
to były przedmioty nie jestem w stanie powiedzieć starożytni też tego nam nie powiedzieli. Przedmioty te
przenoszono z Eleusis do Eleusinion w Atenach.
A więc Ateny w tym momencie stawały się centrum
sceny obrzędów, ale proszę zauważyć, że centrum to
miało bardzo silny związek z krańcem, z granicą, i że
misteria zaczynały się od procesji z granicy z sanktu¬
arium misteryjnego do sanktuarium poliadycznego, do
sanktuarium miejskiego. Następnego dnia keryh, he­
rold ogłaszał początek misteriów i składano ofiary. C i ,
którzy mieli być wprowadzani w misteria, zaczynali
działać dopiero nas tęp ne JĘO dnia który nazywał się Halademistai czyli do morza mistowie" do
jemniczani". W tym dniu ci, którzy mieli być mistami'
wtajemniczonymi brali na rece nrósieti i z tvmi zwie
rzetami które nóźniei stawały sie zwierzętami ofiarny'
mi szli 4o starem ateńskiepo n o m . Faler^nu Tam In
konywano obmycia zwierząt w wodzie morskiej - wta¬
jemniczani wchodzili ze zwierzętami do morza.
Ponieważ wspomniałem o mistach, czyli o wtajemni­
czanych, musze otworzyć nawias i powiedzieć o tym,
kto mógł być wtajemniczany, kto mógł, na mocy swo­
jej indywidualnej decyzji, przystąpić do misterium.
Otóż mogli to zrobić wszyscy ci, którzy mówili po hel­
leński! i nie byli splamieni zbrodnią, pod warunkiem że
odpowiednio wcześnie - wiosną, w miesiącu Anthesterion (kwietnym), na początku naszego marca - dostą­
pili wstępnego oczyszczenia, tak zwanych małych m i -

146

I
„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

stenów, w sanktuarium M a t k i i Córki leżącym opodal
A t e n , w miejscu zwanym Agraj - Dzikie Pole. Zamy­
kam nawias.
.

Po tym oczyszczeniu w morzu, w tym długim rytuale,
który opisuję, następuje jakby dwudniowa przerwa.
Następne informacje, jakie posiadamy dotyczą bowiem
dopiero 19. dnia miesiąca Broedromion. W tym dniu
efebowie, kapłani i urzędnicy zanoszą z powrotem do
Eleusis święte przedmioty i w t y m momencie centrum
działań rytualnych przenosi się do Eleusis. Na razie
dzieje się to poprzez przedmioty, ale następnego dnia
ich śladem ruszają też mistowie. Idą oni do Eleusis
w procesji, na której czele stoi bóg Jakchos - bóg tań­
ca i okrzyków ekstatycznych (samo jego imię jest wy­
prowadzone z okrzyku ekstatycznego). Mijając most na
rzece Kefizos, która stanowi symboliczną granicę mię­
dzy miastem a terytorium bliższym Eleusis, uczestnicy
procesji są obrzucani obelgami i wyśmiewani przez
tłum zgromadzony wokół. Przechodząc pewne stacje,
o których nie będę mówił, dochodzą w końcu do miej¬
sca zwanego Studnią Pięknych Chórów, które znajdo­
wało się przy samym wejściu do sanktuarium w Eleusis.
T a m właśnie, sądzę, że pod wieczór, a później ptze^ ca¬
łą noc, odbywają się tańce, których zaczątek stanowiła
procesja A więc mamy do czynienia z dwoma zasadni­
czymi formami chorei greckiej czyli tej jedności tańca
śpiewu i muzyki - choreja procesyjną gdńe ruch jest li
niowy i choreą cykliczną edzie ruch odbywa sie DO
okreeu c i s n r a w i a ze w s D ó L t e D r z v s z ł v c h wtaiemn.
czanych zaczynają łączyć coraz ściślejsze więzy.

ału było niemożliwe. Otóż w związku z tym ci, którzy
wchodzą do miejsca wtajemniczeń po raz pierwszy ma­
ją prawdopodobnie zasłonięte oczy, są ślepi, są wpro­
wadzani - i tu znowu można przywołać to, co widzieli­
śmy w czasie ostatniego tygodnia - są wprowadzani
przez mistagogów, to znaczy tych, którzy wprowadzają
do misteriów, to znaczy tych, którzy byli już inicjowani
i uczą każdego właściwego gestu. T o jest fizyczna obec­
ność i fizyczny kontakt pomiędzy mistagogiem a mistą.
Najważniejsze wydarzenie misterium, właściwy dra­
mat, rozgrywał się w nocy. W tym momencie staję
przed największym kłopotem, ponieważ to, co tam wła­
ściwie się działo, cały scenariusz rytualny, jest właściwie
nie do opisania z powodów, o których mówiłem wcze­
śniej. Wiemy tylko, że tym, którzy przechodzili przez
epopteję coś pokazywano. Mówi się, że pokazywano
w milczeniu kłos zboża. Wiemy też, że dokonywano ja­
kichś czynności. C i , którzy mogli patrzeć, oglądali jakiś
dramat, prawdopodobnie rodzaj pantomimy rytualnej.
Znamy dwie formuły, któte wówczas wypowiadano.
Jedna mówi: „pościłem, piłem z kykeon (kykeon to praw­
dopodobnie rodzaj odurzającego napoju), zabrałem z ki¬
ste (ze skrzyni), pracowałem (czy działałem), włożyłem
do kakthos (do otwartego koszyka) i włożyłem z powro­
tem do kiste." Centralnym punktem tej formuły opisu­
jącej kolejne czynności mistów jest OWO „działałem",
czy „pracowałem". O jakie działania czy prace tu cho­
dzi? Sugeruje się, że było to mielenie moździerzem cze­
goś, co służyło do przygotowania kykeon.

Następnego dnia, pod wieczór wszyscy uczestnicy
misteriów wchodzą na teren sanktuarium. Przechodzą
koło Skały bez Radości, jakby można dosłownie przeło­
żyć jej nazwę, skały, która mitycznie jest związana ze
zdarzeniem bodaj najistotniejszym w tej drodze zbolałej
Matki w poszukiwaniu Córki, to znaczy z momentem,
kiedy matka juz nie jest w stanie dalej poszukiwać, sia­
da na skale i pogrąża się w smutku i tam zostanie zna­
leziona przez dziewczęta, które poszły po wodę. M i ¬
nąwszy Skałę bez Radości, mistowie podchodzą do
Miejsca Wtajemniczeń, wrzucają prosięta do dołów, do
megara, a następnie zaczynają wchodzić do sanktu­
arium. Zaczynają wchodzić, ale nie wszyscy tak samo.
Działo się tak dlatego, że pełne wtajemniczenie w m i ­
steria eleuzyjskie składało się z dwu stopni. Pierwszy,
z w a n y myesis, czyli wtajemniczenie, stąd słowo miste­
rium - łacina to tłumaczy jako initiatio, czyli jako wpro­
wadzenie, wtajemniczenie, wejście. Było to jak gdyby
wprowadzenie do obrzędów misteryjnych po raz pierw­
szy i dopiero przeszedłszy je można było w następnym
roku przystąpić do drugiego stopnia, który nazywał się
epopteja, to
ogląd, widok. Już s a ni a nstz w a w ska­
zuje 'e w pierwszym stopniu widok patrzenie było nie­
możliwe w każdym razie w pewnych momentach rytu­
147

Ale chociaż nie wiemy dokładnie, co działo się
w środku, wiemy, co otrzymywali ci, którzy przeszli te
wszystkie etapy wtajemniczenia. Otóż mogli uli! mieć
nad"ieję na szczęsne życie po śmierci Prawdopodob­
nie podobnie jak w misteriach Bakchów dionizyj
skich właśnie to jest istotna przyczyna dla której l u J-ie podejmowali decyzję o przystąpieniu do misteriów
Następnego dnia wszystko stawało się ogólnodo­
stępne, społeczne. Składano wielkie ofiary, w atmosfe­
rze ogólnego święta ofiary te spożywano i ostatniego
dnia, 23., wracano do A t e n .
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Dziękuję bardzo.
Chciałbym teraz zadać pytanie nawiązujące do tego
o czym mówił wcześniej profesor Schechner, a miano­
wicie - z czym mieliśmy do czynienia wczoraj w nocy,
w czasie obrzędu Santerii? (śmiech R. Schechnera). Ze­
spół z Kuby pokazał nam dwa widowiska: jedno, to
społeczne w hali „Sokoła" i drugie, do którego trzeba
być wprowadzonym i którego tajemnice nie powinny
być wypowiedziane. Chcę przypomnieć fragment
z Apulejusza, z Metamorfoz, którego używamy w na­
szym przedstawieniu, u jego końca. Brzmi on tak:
„Usłyszałeś tedy, ale chociażeś usłyszał, trzeba żebyś nie
rozumiał. Zobaczyłeś tedy, ale chociażeś zobaczył, trze-

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

ba żebyś nie rozumiał." Pojawia się też pytanie, z którą
ze sfer, z tą społeczną, o której mówiła Maria Reyna
przy okazji pokazu społeczności z Pueblo Taos. Mówi­
ła, przypomnę, że to co oni mogą zaprezentować, do
czego są upoważnieni przez starszych i przez swoją spo­
łeczność to są tak zwane widowiska społeczne, jak ktoś
tłumaczył „towarzyskie". A to czego nie mogą zapre­
zentować jest po drugiej stronie kurtyny i do tego trze­
ba być wprowadzonym. Więc z którą ze sfer należy wią­
zać powinność teatru dzisiaj - z tą społeczną, towarzy­
ską, czy z tą do której trzeba być wprowadzonym. Ri­
chard - proszę cię o zabranie głosu. Muszę jeszcze po­
wiedzieć, że wciąż nie wiem, czy stosunek Richarda do
tego co się wydarzyło wczoraj był krytyczny czy apologetyczny. Widziałem go wczoraj przejętego...
R i c h a r d Schechner: N o właśnie - w czasie wczo­
rajszego przedstawienia mieliśmy do czynienia z tym,
co pozwolono nam zobaczyć. Byłem tam wczoraj z mo­
ją żoną i poruszaliśmy się po całej przestrzeni, by móc
oglądać widowisko z różnych perspektyw. W pewnej
chwili znaleźliśmy się w pobliżu ołtarza, za którym, za
przykrywającą go zasłoną, coś się działo. Chciałem zo­
baczyć co, ale wtedy jeden z Kubańczyków powstrzy­
mał mnie i nie pozwolił m i tam zajrzeć. Dowodzi to, że
nie wszystko zostało nam pokazane, że pokazano nam
tylko to, co pokazane być mogło. I to jest strategia sto­
sowana przez wszystkich wtajemniczonych wobec
świeckich. Rzeczy prawdziwe świętych nie wolno oglą­
dać, są one przeznaczone tylko dla wtajemniczonych.
Z wczorajszym przedstawieniem wiąże się jeszcze
jedna ważna rzecz, o której muszę powiedzieć. Prezen­
tacja rytuału afrokubańskiego na polskiej wsi, przed
obcą publicznością jest zjawiskiem tego samego typu,
jak prezentacja tańców z Bali w Paryżu, tych tańców,
które stanowiły tak ważne odkrycie dla Artauda. Jak
Państwo wiecie, ten pokaz został przygotowany przez
władze kolonialne, a A r t a u d odczytał w n i m coś zupeł­
nie odmiennego, odczytał w n i m własne myśli. T a k i c h
sytuacji było wiele i przedtem, i potem. Trzeba więc za­
pytać, k i m jesteśmy wobec prezentacji, która miała
miejsce wczoraj? K t o jest kim, gdy rytuał kubański po­
kazywany jest w czasie festiwalu obcej publiczności. Je­
śli taka sytuacja się wydarzyła, to jej dopełnieniem po­
winna być autentyczna wymiana myśli oparta na zasa­
dzie równości. Bo inaczej zachowujemy się, jak koloni­
ści któtzv sa przekonani że Czarni maia tvlko ciała na
które można patrzeć a B iali są tymi którzy paitrzą 'ba
dają i analizują
'
Zet>vśmv sie dobrze zrozumieli — sam czuie sie odno
wiedzialny za to o co oskarżam was i wszystkich nas'
Moia biała skóra jest c:ześcia mnie czesic i a m n
moia

„nr vwileirLna
7

nn vHa
7

Wtóra

cliedwLłem

n
nlnnXrniI /
A il i, e \ZZ
aiemne
pon lK-OioiiLdiizmie.
jesieni Lan
tego świadom
swiduoiii. W
wrzdjeniiic

stosunki między kulturami to sprawa niezwykle deli¬
katna. Gdybym ja organizował to spotkanie, nalegał­
bym, by Kubańczycy siedzieli tutaj, by mogli zracjona­
lizować, zanalizować swoje doświadczenie. Byłbym jak
najdalszy do zakładania, że działający przybyli z innych
stron prezentują swe ciała i swą wiarę, ale nie mają in­
telektu. Nie zakładałbym też, że i my nie mamy głębo­
kich przekonań, któte wyrażamy ciałem, ale sami ich
nie rozumiemy, nie potrafimy odczytać. Chciałbym
wiedzieć, co o n i myślą o naszym Kościele. Chciałbym,
by powiedzieli m i , co sądzą o moim żydostwie. Chcę]
prawdziwej wymiany zarówno na poziomie fizycznymi
jak i intelektualnym. Byłem pod wielkim wrażeniem f
tego, co widziałem wczorajszej nocy byłem tympotu-F
szony ale jednocześnie byłem bardzo mocno poiryto-[
wany wręcz rozsierdzony nierównościć| wymiany po
między oboma grupami, (brawa sali).
Włodzimierz Staniewski: Czasem emocje wypo­
wiedzi znaczą więcej niż sama jej treść. N i k t nie trak­
tuje naszych gości z Kuby jako ludzi, któtzy byliby
przedmiotem, o n i byli głównym podmiotem naszego
spotkania. Bardzo chciałem, żeby o n i byli tutaj dzisiaj.
Schechner
trzeba...

(krzyczy): N o właśnie! Właśnie tak,

gon
sunt
takii
tak
zwai
ną, 1
niejs
dza

ofiar
Staniewski (równocześnie): Przepraszam, Richatdi
ca, j
przepraszam cię bardzo... Chciałem, żeby dzisiaj tuby-p
mięc
l i . Robiliśmy nieprawdopodobne starania o to, ażefcf
tymi
przedłużyć i c h pobyt. Jeszcze do godziny siedemnaste);
jest t
wczoraj wydawało się, że zostaną dłużej. Niestety nie?
Ic
dało się tego ze względów organizacyjnych załatwić
korę
Trzeba wiedzieć, że wszystko, co wiązało się z ich poby­
nestc
tem, było realizowane ściśle według ich instruktażu,
co k i
Nie odbyło się nic, czego Santero i Ernesto nie życzyli­
wą i r
by sobie. M y byliśmy raczej uczniami instruowanymi
: a gh
i posługującymi, zakrystianami tej sytuacji.
3ard2

Chcę też powiedzieć, że po t y m wydatzeniu ja, jat
książi
również wielu innych, pomyślałem sobie, że na resztę
życia muszę się głęboko zastanowić, czy mogę być reży­
Ri
serem teatralnym, czy nie powinienem raczej zostać za

po
krystianem, posługującym ludziom odprawiającym ob­
rządki, związane ze swoją własną religią. I teraz proszę Istotr
zwrócić uwagę, że na koniec Ernesto wypowiedział do rytuał
syć ważne słowa, które mnie osobiście zaskoczyły, a 01 jest n
miał do ich wypowiedzenia prawo i miał mandat. Mia­
Ire
nowicie powiedział: tak wygląda nasza kultuta, jeste
ście dobrymi ludźmi, cieszę się, że mogliśmy pokazai ję, bo
wam i odsłonić wam tajemnice i fragmenty naszej kul że pos
tury. Jesteście dobrymi ludźmi. I myślę, że z tym błogo na wi(
sławieństwem powinniśmy pozostać. Aczkolwiek,. działo
A h a ! I zdecydowanie protestuję przeciwko identyfiko w pen
waniu motywacji które skłoniły mnie do zaproszeni! mentć

148

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA P A N E L O W A

aik
:h
i3-

:h
m
n,

ni
ni

li­

tej
lie
ić.
>yZU.

'li»
mi
ak
ztę
zyza>bszę
lo­
on
iatezać
ul¬
goko¬
nia

coleczności ze wsi Honduras jako postawie kolonial¬
nej. Cale moje życie, cale moje 23-24 lata pracy, to
1 posługiwanie kulturom ludowym. Wszystkie wyftawy które zrobiliśmy, zarówno do wsi we wschodniej
[południowej Polsce, jak również później wyprawy do
fołeczności tradycyjnych i plemiennych za granicą to
niebyło nic innego jak posługiwanie. W związku z t y m
K tylko nie utożsamiam się. ale gorąco, gwałtownie
ptotestuję przeciwko takiej identyfikacji. Myślę, że ma¬
m do czynienia z jakimś istotnym przełomem w stownku do kultur tradycyjnych. I nieprzypadkowo prókijemy szukać analogii między tym, z czego, uważamy,
wyrośliśmy, czyli kulturą śródziemnomorską a współceśnie żywymi kultutami tradycyjnymi. Chciałem też,
jfieli pozwolisz Richard - mam nadzieję, że ciągle jeiteśmy umówieni na kolację wieczorem - powiedzieć
etakie zdanie: my ludzie z miasta bardzo często trak­
tujemy ludzi ze wsi jako egzotycznych. Egzotyka, tak
iwany egzotycyzm, bym powiedział, przestał być kate­
gorią, która cokolwiek znaczy i która określa nasz stoanek.do zjawisk. To kiedyś było, dzisiaj nie ma czegoś
takiego. Dzisiaj szukamy wzajemności między tym, co
Bk zwanie wysokie i tak zwanie niskie. Między tak
waną kulturą niską, czy tak zwaną kulturą prymitywktóra czasami uszlachetnia nas bardziej niż najważ­
niejsze teksty, a tak zwaną kulturą wysoką, która zbrzyianas i postponuje bardziej niż najbardziej krwawe
To jest tak samo desperacka i rozpaczliwa pra­
ca, jak szukanie wzajemności i przerzucanie mostów
:ądzy północą a południem, miedzy biednymi a bogaimi, I to jest to, co próbujemy robić. T o jest misja i to
'pposłanie tego spotkania i tego projektu.
I chciałbym jeszcze powiedzieć, że mam głęboką po¬
L wobec tych ludzi, wobec społeczności, wobec Er­
nesto, wobec Santero, ponieważ o n i reprezentują coś,
to kiedyś Jacek Dobrowolski nazwał bardzo ładnie ży­
ta inteligencją, za którą stoi obszerna wiedza dotyczącagłębokich strun natury ludzkiej i wobec tego jestem
bardzo pokorny mimo, że pewnie przeczytałem więcej
książek niż oni.
:

Otóż ja sobie myślę tak, że człowiek ma wiele róż­
nych potrzeb. Jeżeli ma potrzebę rytu, idzie do kościo­
ła. Jeżeli ma potrzebę poznania tego, co było kiedyś, co
było przeszłe, najczęściej idzie do muzeum. Jeżeli ma
potrzebę nauki, idzie do szkoły. Takie potrzeby ma
również artysta. Jeżeli artysta ma potrzebę rytu, szuka
go w teatrze. Jeżeli chce poznać przeszłość, idzie do guślarza. Jeżeli ma potrzebę nauki, idzie do bajarza.
Teatr znaczy tyle, ile znaczy. Teatr jest do patrzenia,
do widzenia, do postrzegania. Natomiast ryt, najpro­
ściej mówiąc, nie wnikając w jakieś ustalenia o szcze­
gółowym charakterze, ryt to działanie. Zresztą była
0 tym mowa w dwóch bardzo pięknych wystąpieniach,
szczególnie w tym, które traktowało o misteriach eleuzyjskich. Trzeba działać.
Jest proszę Państwa takie zdanie, które ja powtarzam
dość często, wypowiedziane przez wielkiego twórcę
polskiego teatru, zmarłego wiele lat temu: „teatr stwo­
rzył Bóg dla tych, którym nie wystarcza Kościół". A n o
jeśli tak, to można by rzec, że tutaj nam się jakoś roz­
wiązuje ta sprawa rytu i teatru. Teatr to nie ryt, bo to
jest to miejsce inne, które Bóg stworzył.
Proszę Państwa, guślarz pośredniczy między ezoteryką a egzoteryką, zna dobrze obszar ziemi i nieba,
w którym jest. Ja posługuję się tutaj t y m określeniem
„obszar ziemi i nieba" za Staniewskim, który wielo­
krotnie bardzo pięknie o t y m mówił. Obszar tej ziemi
1 tego nieba, na którym jestem, guślarz zna i my o t y m
wiemy. Bajarz to jest ten, który bając, mówiąc otwie­
ra drzwi i do chaty wkracza rozgwieżdżone niebo,
które sprawia, że gwiazdy włączają się w narrację,
włączają się w tę opowieść. T a k właśnie pisze o t y m
Mickiewicz w Lekcji X V I i jeżeli myślę o bajarzu, to
myślę o n i m z perspektywy tej lekcji. Jest tutaj jesz¬
cze proszę Państwa pieśń. Pieśń, która, znowu posłu­
gując się słowami Wieszcza, co zresztą mieści się
w porządku naszych rozmów tutaj, jest arką przymie­
rza między dawnymi i nowymi czasy. A więc mamy
parę tych elementów.

Proszę Państwa - wczorajszy rytuał. T o jest tak,
przykro m i rzec... Ja mam tyle lat, ile mam i jeszcze n i ­
gdy nie odwiedziłem przybytku, który się nazywa peep¬
Richard Schechner: Uznaję tę postawę szacunku,
K pokorę, ale nie zmienia ona nierówności sytuacji. -show. Natomiast wczoraj czułem się tak, jakbym po­
Istotne pytanie brzmi bowiem, k i m jesteśmy oglądając szedł do peep-show. Niby wiem, jak to wygląda, ale
rytuał wyrwany ze swego naturalnego kontekstu, jaka niewiele z tego wynika dla mnie i jest m i trochę wstyd.
A n o właśnie, bo się pytam, czy to był teatr, czy to był
jest natura naszego patrzenia?
rytuał. Jeżeli to miał być teatr, to miałem prawo tam
być,
jeżeli był to był rytuał, to przykro m i , że odwiedzi­
Ireneusz Guszpit: Czy można, czy można? Dziękułem
peep-show.
I % bo na razie, proszę Państwa, odnoszę takie wrażenie,
Wiemy od dawna, że teatr nie jest życiem i wkracza­
\ ieposadzono nas tutaj, żebyście Państwo mogli patrzeć
nie
życia do teatm nie wychodzi teatrowi na zdrowie.
! nawięcej osób. Ja chciałbym się odnieść do tego, co się
N a pewno Państwo znacie tę piękną historię, kiedy
falo wczoraj, ale chciałbym się do tego odnieść
Konstanty Stanisławski pracował nad Potęgą ciemnoty
i perspektywie trochę szerszej, bo to był jeden z ele­
Lwa Tołstoja i jako dwoje ekspertów sprowadził sobie
mentów tego, co się dzieje tutaj przez parę d n i .

149

wieśniaka i wieśniaczkę, którzy mieli sprawdzać, jak
wygląda praca nad Potęgą ciemnoty, czy to jest zgodne
z tym, jak faktycznie wygląda wieś rosyjska w guberni
tulskiej. W pewnej chwili członkowie zespołu doszli do
wniosku, że owa wieśniaczka mogłaby zagrać małą
scenkę. Kiedy zaczęła grać jako naturszczyk, wtedy się
okazało, że i n n i aktorzy nie mają, co tam robić, że jej
prawda i wyrazistość jest tak mocna, że przeszkadza.
Więc postanowiono ją usunąć z pietwszego planu
i gdzieś tam ustawiono w tylnych rzędach. A l e jej śpiew
i wizerunek b y ł tak mocny, że nadal skupiała uwagę
wszystkich, postanowiono zatem zostawić tylko głos,
który biegł spoza kulis. Okazało się, że to również było
złe. Więc wreszcie postanowiono coś — i to jest piękna
puenta - otóż głos jej tylko płynął z taśmy. Okazuje się,
że żvcie musiało wviść z teatru bo jeżeli w n i m bvlo to
teatr się kończył. Piękna historia, bardzo piękna
o

p

o

,

wieść N o wiec właśnie - t a k jak teatru nie można la
c z v ć z żvriem nie można wnrnwadzać żvcia do teatru
rak

samo

mvśle

w teatrze

rvt nnimnwanv

tak

iak

hvłn t o w i d a ć n i e m a I I « ł - z i a w i a r i w i e m
o tym od wczoraj na pewno.
Jaki jest więc sens takich z w i ą z k ó w , takich złączeń,
które mają miejsce tutaj w trakcie tych naszych spo­
tkań. A n o sensem jest transformacja, czyli to twórcze
spożytkowanie wyprawy. Człowiek powinien wyprawiać
się, by odsłonić. Należy dokonać twórczej ttansformacji
tego, po co się wyprawiło. T o samo odnosi się do tej
twórczej wyprawy artystów w stronę rytu, wyprawy ar­
tystów w stronę bajarza, wyprawy artystów w stronę guślarza i w stronę pieśni. Dla mnie takim przykładem
bardzo pięknym na dokonanie takiej właśnie transfor­
macji są Metamorfozy, które od jakiegoś czasu prezentu­
je nam teatr „Gardzienice". T o jest właśnie przykład na
działanie, o którym mówię i które jest m i bliskie,
spójrzcie jednocześnie, że oni nie są w historii, o n i nie
w rycie oni nie sa w micie
)ni« ą we współczesno­
ści we w s D Ó ł c z e s n v m świecie ze wsDÓłczesnvm czło
wiekiem - ten człowiek to chyba bardzo mocno jest Po¬
lak mimo ^e także i Każdy — i są z tym tak mocno że ja
nie wiem czv można bvć bliżej Gardzienice" to przy¬
kład że możliwa jest taka droga, w której teatr szanuje
ryt i pozostaje w dalszym ciągu teatrem, czyli tym, co
„Bóg stworzył dla tych, którym nie wystarcza Kościół".
wr orai
7

Włodzimierz Staniewski: Ja jestem fundamen­
talnie na nie w stosunku do wypowiedzi doktora
Guszpita i ...
Ireneusz Guszpit: Ja się nawet cieszę, że tak jest.
Włodzimierz Staniewski: Ja bym bardzo prosił,
ażeby uważać na porównania i na używanie terminolo­
g i i szczególnie wtedy, kiedy terminy dotyczą zjawisk,

z którymi się nie miało do czynienia. N o więc Irku - je­
żeli nigdy nie byłeś w peep-show, to nie opowiadaj
0 peep-show. T o jest sprawa, która, jak wiesz bardzo
mnie mocno dotyka - taki rodzaj porównania, który
zbrudza tamto doświadczenie, ponieważ nie jest to do­
świadczenie sytuujące się w przestrzeniach klubów pla­
cu Pigalle. Wprost przeciwnie - mieliśmy do czynienia
z doświadczeniem o wyjątkowym poziomie moralności,
gdzie wszystko, co dotyczy podstawowych racji związa­
nych z etyką zostało uchronione i przekazane nam ja­
ko pewnego rodzaju przesłanie. Podczas kiedy w peep"
-show mamy do czynienia z deprecjacje! wartości etycz¬
nych, mamy do czynienia ze wszystkim, czym się brzy­
dzimy.
Ireneusz Guszpit: Ja nawet jestem rad, że my się
nie rozumiemy. Może tak musi być.
Włodzimierz Lengauer: Pozwolę sobie tylko przy¬
pomnieć banalną rzecz z mojej, oczywiście, dziedziny.
Mianowicie związki teatru i obrzędowości nie s ą wca­
le takie proste, a że istnieją nie ulega najmniejszej w ą t ­
pliwości. Geneza obrzędowa teatru starożytnego, te­
atru greckiego jest rzeczą na pewno wszystkim Pań­
stwu doskonale znaną. Znana jest Państwu zapewne
w postaci owej teorii, którą s i ę czasem nazywa teorią
Arystoteles-Wilamowitz, bo jej początkiem jest słynny
fragment Poetyki Arystotelesa, którego interpretację
rozwinął później jeden z najwybitniejszych filologów
nowożytnych U l r i c h v o n Wilamowitz-Moellendorf.
Teoria nie jest może do końca słuszna, dzisiaj bywa
często kwestionowana, ale to, że u podstaw nie tylko
tragedii jako gatunku, ale teattu właśnie leży obrzęd
dionizviski iest rzeczą niewątpliwa Co wiecei można
D o w i e d z i e ć że w oewnvm momencie wtedv kie dv te
a t r erecki nowstawał istniała svtua'cia trochę może
nodobna d o rei kroräsmv w c z o r a i obserwowali O t o
bowiem zdaniem p e w n e j bardzo wvbitneeo uczone
on
tworrv i e n W i % m o z l i w v r h t e o r i i w v i a s n i a i a r v r h
genezę obrzędową teatru greckiego, Waltera Burkerta, teatr, przedstawienie rytualne bierze s i ę z rytuału
ofiarnego. Następuje składanie ofiar przez wąski krąg
uczestników obrzędu - tego, co zabija oraz tych, co
stoją obok i wznoszą pieśń. Ta pieśń jest skonwencjo­
nalizowanym, zrytualizowanym krzykiem rozpaczy, że
oto zadaje s i ę śmierć, wobec tego jest i autentyczna,
1 trochę zagrana, ale przecież pozostaje w niej przede
wszystkim przeżycie ludzi biorących udział. Dopiero
gdzieś dalej jest ten inny krąg ludzi i z niego dopiero
potem powstaje theatron, czyli miejsce, skąd się patrzy.
Ale ci co patrzą - nawet w t e j koncepcji, która odno­
si się też do A t e n w V wieku, kiedy istnieje tekst lite­
racki, kiedy istnieje teatr - ci patrzący, ta publiczność,
k t ó r a patrzy, na tych którzy coś tam przedstawiają, coś

150

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Obrzęd Santería. Zespól Jagüey. Kraków 2000 „Misteria, Inicjacje".
Fot. Joanna Holcgreber

rzeczywiście czynią na t y m miejscu, które się nazywa­
ło orchestra - ci patrzący, ci którzy siedzą w theatron są
też uczestnikami obrzędu, bo cale przedstawienie te­
atralne, łącznie z obecnością publiczności jest auten­
tycznym obrzędem. I przypomnę, proszę m i wybaczyć,
rzecz już tak najbardziej banalną - widzi się w teatrze,
w tragedii antycznej czasem rzeczy okropne, rzeczy
straszne. I jest paradoksem tragedii, że oglądanie cier­
pienia ma przynieść przyjemność. A l e idzie przecież
o to, żeby ta przyjemność z oglądania cierpienia, prze¬
praszam z a banał, prowadziła do katharsis.
Tomasz K u b i k o w s k i : Kilka rzeczy m i się nasuwa.
Pierwsza: zawsze, kiedy słyszę, że teatr powstał z ob­
rzędu, zadaję sobie pytanie: a co musiało się stać po
drodze, żeby z obrzędu powstał teatr? Najkrócej to u j ­
mując - mam poczucie, że teatr, który się wyodrębnił
jako zjawisko w miarę (nie zawsze) autonomiczne,
wiodące pod swoją nazwą względnie niezależny byt
kulturowy - jest czymś pomiędzy, czymś na styku bar­
dzo różnych obszarów, z których tylko jednym (naj­
częściej i najchętniej podkreślanym, bo to tradycja
najwyższa) jest obrzęd religijny, czy też T T i i s t e r i u n i re¬
ligijne. Z równym przekonaniem można by chyba po­
wiedzieć, że teatr równie dobrze wywodzi się Z OSZU"
s t w a na t a r g u że równie dobrze wywodzi się ze stręczycielstwa, czy z kłamstw wszelkiego rodzaju, czy

z godowej albo i nie-godowej rywalizacji... można
rzec, że wiele tych sfer - jedne szlachetne, inne wsty­
dliwe, jedne zaliczane do godnego dziedzictwa inne
do kłopotliwego brzemienia - musiało się złożyć, żeby
powstał właśnie teatr: teatr w swojej cudownej anar­
chii, polimorficzności, nieprzewidywalności i przeko¬
rze, w jakich go znamy. Teatr się wymyka, obrzędowi
także - i przyznaję, że do takiego jego międzybytu je­
stem mocno przywiązany.
Druga rzecz - ja owszem, byłem w peep-show, panie
Irku, ale to m i zupełnie nie przypominało tego, czego
doświadczyłem wczoraj w nocy. I nie uwierało mnie
także to, o czym mówił profesor Schechner. Ja nie pró­
bowałem wprawdzie wejść za ołtarz, ale nie próbowa­
łem też tego nigdy w czasie mszy katolickiej i wcale nie
miałem wobec tego poczucia, że doświadczam z tej
mszy tylko tyle, ile m i wolno. Miałem poczucie, że par¬
tycypuję w pełni - tylko w roli, która jest dla mnie
przewidziane; że ten dramat, który się rozgrywa (bo to
jest niewątpliwie dramat), ma swoje wstępne ustalenia
dotyczące porządku przestrzennego, dynamiki grup
i zachowania jednostek, które w n i m uczestniczą - ze
istnieje tu po prostu pewna struktura której jestem
częścią i której nie oowinienem za bardzo zakłócać
o ile rzecz ma sie dooelnic w otóle A zatem nie musi
sie to wiązać z kontekstem kulturowym z obcością wo
bec jakiejś religii czy zakorzenieniem w niej. W noc-

151

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Obrzęd Santería. Zespół Jagüey. Kraków 2000 „Misteria, Inicjacje". Obrzęd Santería.
Fot. Joanna Holcgreber

nym obrzędzie uczestniczyłem oczywiście jako człowiek
obcy, który wprawdzie teoretycznie wie co nieco
o Santerii, ale z pewnością nie jest w żaden sposób
oswojony z tymi bogami. I w związku z tym, jednym
z naturalnych pytań, jakie się w głowie pojawiały, było
pytanie, które zadawał sobie wspomniany dzisiaj Kerenyi. O n się zastanawiał, co jawiło się starożytnym Gre­
kom jako Hermes? Ja nie potrafię oprzeć się pytaniu:
co jawiło się naszym wczorajszym gospodarzom jako
Ochum czy Obatalia? I to jest dla mnie pytanie wyj­
ściowe: mam poczucie, że zadając je, stawiam się wo­
bec obrzędu w uczciwej sytuacji wyjściowej.

lonialnymi tęsknotami i zaszłościami. Z drugiej jednak
strony jesteśmy w kraju, który pod koniec X V I I I wieku
został rozebrany na kolonie przez państwa, które wła­
snych kolonii zamorskich nie miały i tutaj szukały do­
datkowego terytorium. Nas w dużej mierze potrakto¬
wano jako „tubylców", pamięć o tym głęboko wrosła
w tutejszą kulturę i stała się nieodłącznym składnikiem
tutejszej świadomości, czy nawet tutejszych schizofre­
nii. Kiedy czytam dzisiejsze analizy kultur postkolonialnych, w wielu miejscach przypominają m i one polską
kulturę X I X wieku. O tym rozdwojeniu świadomości
warto chyba pamiętać.

Trzecia rzecz - bezpośrednio do profesora Schechnera, którego postkolonialne uwagi rozumiem. Będąc
akurat w miejscu, w którym Pan się dzisiaj znalazł, trze­
ba jednak chyba wziąć pod uwagę specyficzny czynnik
lokalny. Pewnie, jesteśmy tutaj białymi ludźmi i uczest­
niczymy w kulturze białego człowieka, łącznie z jej ko-

Czesław R o b o t y c k i : Przysłuchując się tej rozmo­
wie mam uwagę metodologiczną, wartą chyba podkre­
ślenia. Niektórzy badacze bardzo łatwo posługują się
w naszych rozważaniach analogią między rytuałem
greckim a kulturą współczesną, szczególnie między ry-

152

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

tuałami ludowymi a tradycjami greckimi. Pytanie czy
można ich szukać i dowolnie takich analogii używać
jest właśnie kwestią metodologiczną. T e n rodzaj postę­
powania to stara koncepcja, jeszcze ewolucjonistyczna.
Za metodologią porównywania stoi X I X - wieczna
myśl etnologiczna dzisiaj już anachroniczna. Współcze­
śnie, szczególnie strukturaliści i semiotycy, kiedy po­
szukują archaiki, czynią to w inny sposób. Śledzą mia­
nowicie transformacje i konteksty rytuałów, żeby do­
chodzić przede wszystkim do znaczeń, a nie do po­
wierzchownych analogii. T e n rygor postępowania jest
niezwykle ważny, ponieważ w założeniach ewolucjonistycznych przyjmowano jedność i stałość ludzkiej psy­
chiki bez względu na to, gdzie i kiedy rytuał na świecie
występował. W t y m typie rozumowania analogie moż­
na bvło stosować z przekonaniem że dotyczą one esen­
cji ludzkiego sposobu bycia w świecie. Ponieważ ten
wszędzie powinien być taki sam wiec nawet różnice
czasowe i geograficzne nie nrzeszkadzały analogiom
Tvmczasem kmvczne nurty myśli antropologiczne!

ciu. Udało m i się psim swędem dostać do kaplicy świę­
tych Piotra i Pawła, która w ciągu całego roku służy ja­
ko miejsce odprawiania mszy katolickich. Tej jedynej
nocy i tego jedynego poranka może wejść do kaplicy
kilka lub kilkanaście kobiet, które odprawiają rytuał.
Proszę zwrócić uwagę - w kaplicy katolickiej. Również
mogą być tam obecni niektórzy członkowie ich rodzin.
Pozostaje jedna jedyna osoba spośród gremium kościel­
nego. T o jest zakrystianin, który czyni posługę wobec
zdarzeń podobnych do tego, w którym uczestniczyliśmy
wczoraj. Są to zdarzenia, które odwołują się do stanów
transgresji, mamy tam do czynienia z owładnięciem,
mamy do czynienia z czymś, CO z medycznego punktu
widzenia nazwalibyśmy zarówno stanem epileptycznym,
jak i kataleptycznym, mamy do czynienia ze śpiewami,
z krzykami, z bieganiem wokoło ołtarza oraz z wbiega¬
niem poziomo do pewnej wysokości na. ściany przez sta
re kobiety. Mnie sie udało tak jak powiedziałem osim
swędem tam dostać Oczywiście możecie sobie Państwo
wyobrazić co sie dzieie z człowiekiem który iest podda

które skuniaia sie na nosznkiwaniach sensów i znaczeń

ny nresii rakich wrażeń

poszczególnych kultów, koncentrując swoje zaintere­
sowania przede wszystkim na aspekcie synchronicz­
nym. Spojrzenie synchroniczne jest bardzo ważne i do­
piero gdy je zastosujemy, rekonstrukcje archaicznych
kultut, bo takie przecież semiotycy też czynią, nabiera­
ją innego wymiaru i służą innym celom. Wątpliwości,
które się t u pojawiły w związku z pytaniem czy jesteśmy
w stanie zrozumieć, odczuć sposób widzenia i przeży­
wania świata charakterystyczny dla kultury archaicz­
nej, skłaniają mnie do odpowiedzi, że niestety nie, że
jest on dla nas niedostępny. Ciągle obracamy się w krę­
gu własnego doświadczenia, z którego nie możemy się
wyrwać. T o jest w antropologii problem, o którym nie­
zwykle dużo się mówi.

J e l o t y s i e n n y tłum

Richard Schechner: Skoro już mówimy o rytuale
i teattze. T o w Europie przyjęło się twierdzić, że teatr
powstał z rytuału. W Indiach na przykład jest całkiem
odwtotnie - tam najpierw jest teatr, który dopiero
w trakcie swego rozwoju nabiera cech rytuału. Cała ta
sprawa nie jest więc wcale taka prosta. Choć jeśli spoj­
rzeć na nią z nieco innego punktu widzenia, to może
stać się jasna. Zarówno rytuał jak i teatr są przecież w i ­
dowiskiem , tyle tylko, że widowisko to może pełnić
różne funkcje - kultowe lub teatralne.
1

Włodzimierz Staniewski: Granica między miste­
rium a teatrem, który ma funkcje przede wszystkim spo­
łeczne bywa granicą bardzo ażurową. Opowiem o jed­
nym wydarzeniu, którego doświadczyłem. Mianowicie
uczestniczyłem w rytuale tarantyzmu w Galatina d i
Lecce w Pulii, miałem wtedy dwadzieścia parę lat. Jed­
no z najbardziej porażających doświadczeń w moim ży­

Na zewnam rei kanlicy iesr

który d y s y żądza wdarcia sie do
7

środka. Tak właśnie - jak na każdym jarmarku, jak na
każdej fieście, jak na każdym festiwalu, jak na każdej
paradzie religijnej - tłum po prostu dyszy żądzą wdarcia
się do środka. Jest on otoczony i hamowany przez kor­
don policji, więc do kaplicy n i k t się nie może wedrzeć.
W pewnym momencie jedna z kobiet wpada w stan tak
granicznego owładnięcia, że nie wystarcza jej zamknię­
ta przestrzeń sakralna. Wówczas obecni posługujący te­
mu rytuałowi, czyli zakrystianin oraz rodzina tej kobie­
ty otwierają dźwierza kościoła i ona wybiega w stanie
owładnięcia na zewnątrz i odczynia coś, co już nie jest
rytuałem, nie należy do sakralnej, zamkniętej części
zdarzenia, ale staje się tylko i wyłącznie teatrem, ponie­
waż te kilka tysięcy ludzi patrzy na jej taniec, który jest
tańcem, twierdzi się, pająka. Później jest zabierana do
środka i znów cale doświadczenie przechodzi w sferę za­
krytą, hermetyczną, ezoteryczną. Mnie osobiście inte­
resują takie zjawiska, aczkolwiek ten Festiwal, zwróćcie
Państwo uwagę jak on jest skonstruowany — nie jest on
Festiwalem, który miałby w sposób doktrynerski propa*"
gować jeden typ zjawisk. Dzisiaj na przykład będziemy
uczestniczyć w koncercie, w którym pieśni starożytnej
Grecji śpiewać będzie jeden z najbardziej filharmonicz
nych chórów najbardziej znanych chórów który pod
przewodnictwem Anne Belis zaimuie sie rekonstrukcja
autentycznych reliktów i zabytków starożytnej Grec i
Mieliśmy również do czynienia z widowiskam kostiu
mowymi
należą

mi

do tei soołecznei sfery spełniaia
rei 7 o w i n n n ś H h L i e i J w L y s k i e
7

inne
^ Zltru

niż i a k i L w k

Ale^w
Rzecz, w
^ „ czym rzecz?
^
„ pewnym
. „ „ , ^pyta^
F

m u , Które w a r t o sooie m o ż e teraz zaaac i
się w d r u g i m c z ł o n i e t y t u ł u p r o j e k t u , k t ó r y z a p r o p o n o -

153

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

wałem - inicjacje. Rzecz w systemie wartości etycz­
nych. Jak należy tworzyć system wartości etycznych
również na terenie teatru? Czy powinien teatr posiadać
system wartości etycznych? I jeżeli tak, to czy nie powi­
nien czerpać z wartości etycznych, które zachowane są
w tradycjach misteriów, w tradycjach rytu? Ponieważ
jak wiemy teatr, który spełnia funkcje społeczne, który
spełnia funkcje towatzyskie, tych wartości etycznych
nie posiada. One są albo znieprawione, albo zdegrado­
wane. Pod względem etyki teatr, ten teatr towarzyski,
jest zupełnie czczy. I to jest kwestia, która mnie intere­
suje osobiście.
L e c h T r z c i o n k o w s k i : Chciałem zwrócić uwagę na
kilka drobnych punktów. Pierwszy problem, który był
tu już w różny sposób omawiany, to problem związku
pomiędzy rytuałem i teatrem problem przejścia od ry­
tuału dionizyjskiego, od składania ofiary krwawej do
teatru, to znaczy do pojawienia się widzów i do poja­
wienia się czegoś, co można nazwać sztuką teatralną.
Otóż tym punktem przełomowym jest przede wszyst­
kim pojawienie się imiennego poety, który pisze tekst,
jest twórcą i jest nauczycielem chóru. Chór zaczyna
śpiewać jego pieśń, a nie pieśń tradycyjną. I to jest to,
o czym chciałem mówić - nie tylko ciągłość tradycji ale
także przerwa w tej ciągłości, przerwa jaką jest poja­
wienie się twótcy Takie przerwy są dla kultury i dla
nas niezwykle istotne. T o jest problem tych wyłomów
w ciągłości tradycji Być może - jak ktoś powiedziałwynalezienie dru J e m aktora nrzez Aischvlosa iest nai
ważniejszym wynalazkiem ludzkości.
Dtugi problem dotyczy tego, co tutaj oglądaliśmy.
Mówiąc o tym, chciałbym użyć ogólnego schematu ko­
munikacji pomiędzy nadawcą i odbiorcą. Otóż sądzę,
że poszukiwanie nowych nadawców wynika z potrzeby
poszukiwania, czegoś nieznanego, co wykracza poza
nasze doświadczenie. Być może jest tak, jak jest w do­
brym małżeństwie, które sobie już wszystko powiedzia­
ło i wobec tego się znakomicie rozumie - język nadaw­
cy jest identyczny z językiem odbiorcy i w związku
z tym nie ma już nic ciekawego do powiedzenia. A więc
szukamy kogoś na zewnątrz. I teraz chodzi o to, k i m bę­
dzie ten ktoś - czy będzie to coś przelotnego, czy będzie
to nasza nowa miłość. Poruszano tutaj już problem
analogii i jej niewystarczalności. Jeżeli nie analogia, to
trwały, znaczący układ. I znalezienie tego trwałego
znaczącego układu w badaniu zewnętrznego wobec nas
tekstu jest chyba istota tych właściwych poszukiwań
teatru, poszukiwań nowego rytu dla teatru
Zbigniew T a r a n i e n k o : T o chyba oczywiste, że bez
dotykania najważniejszych rzeczy etycznych nigdy nie
było teattu. Jeżeli to zostało zagubione, to znaczy, że
coś się złego w teatrze stało. I w tej perspektywie wypo­

wiedź doktora Guszpita nie by\a zrozumiana-, porówna­
nie z oglądaniem peep-show dotyczyło zasad moral­
nych. Wczoraj byliśmy podglądaczami, n i k i m więcej.
Nie mogliśmy być uczestnikami, nawet jeżeli ktoś czy­
tał jedną książkę, nic nie wie o tamtej kulturze. Byli­
śmy też nimi, bo tak był skonstruowany rytuał: mogli­
śmy zobaczyć raczej plecy znajomych lub nieznajo­
mych. Można było pójść trzy kroki dalej i podskakiwać,
jak zrobiło parę kobiet, albo dać się tłumowi nosić.
Co to wczoraj było? Czy to był rytuał, czy - teatt?
I rytuał, i teatr, wszystko jest przecież pomieszane. Po­
lowa siedzących przy t y m stole może stworzyć teorią
rytuału, czy teatru, podzielić to na gatunki, pociąć pod
różnymi kątami: ze względu na stmkturę, dramatur­
gię, kulturę, jakąś moralną prawdę, związki z innymi
rzeczami, czy widowiska. T o są worki, które nie wiado¬
mo czemu służą. Zajmowałem się kiedyś genezą teatru
greckiego i teoriami genezy. Różne rzeczy tam można
znaleźć, ale jeden punkt jest ważny - teatr powstał,
kiedy rytuał przestawał być rytuałem - obrzęd uległ ześwieczczeniu. Zasadnicza intencja funkcjonowania te­
atru jest inna niż rytuału. Nie możemy dojść do bo­
gów, którzy są nam obcy, do wartości, które nie są na¬
sze. Nie możemy uczestniczyć w cudzym rytuale. Do­
pięto jak to wszystko weźmiemy w nawias zaczynamy
go oglądać, ale wtedy zaczynamy oglądać tylko teatr.
T a k i teatr wczoraj był, choć nie wiem do jakiego
stopnia to, co się działo w t y m obrzędzie było wyreży­
serowane, do jakiego prawdziwe. Jednak upadki ko­
biet, które oglądałem - upadały, a potem szybciutko
wstawały i wracały - nie były do końca opętaniem,
lecz robieniem opętania - grą aktorską. Czy jest w tym
coś złego? Myślę, że nie, oczywiście, że nie, ale zabija­
na kura była kurą, a gołąb gołębiem. Wydaje m i się, że
okrutne, rytualne zabawy z gołębiem nawet mniej
wrażliwe osoby przyprawiały o niechęć do tego wszyst­
kiego. I można mieć na to alergię.
Co my z tego możemy mieć? Możemy niewątpliwie
poznawać obcą kulturę. Nie możemy natomiast być
uczestnikami, chyba że ptzemontujemy sobie to, co ist­
nieje wewnątrz nas. Czy nam się to uda i czy jest po­
trzebne? T o pytanie. Wydaje m i się, że zupełnie niepo­
trzebne, że można żyć tak, jak się żyje w tej chwili. Co
by warto było zrobić? Uporządkować pojęcia. Sądzę, że
rytuały zwierzęce nie mają wiele wspólnego z rytuałami
typu msza katolicka, a także z różnego rodzaju rytuała­
m i społecznymi, na ptzykład z panelami, festiwalami,
czy sympozjami. I jeżeli to sobie troszkę uporządkuje­
my, powiemy, że teatr nie jest na przykład pokazywa­
niem Lunatyków Brocha - olbrzymiej prozy serią bar­
dzo pięknych obrazków - tylko czymś, co ma w sobie
konflikt i musi być czymś dramatycznym, możemy
w ten sposób coś wyjaśnić ewentualnie łatwiej sie ze
sobą nie zgodzić.

154

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Jeszcze jedna sprawa - zgubiliśmy tutaj coś po dro­
dze - mianowicie magię. Mówimy obrzęd, rytuał, ini­
cjacje - ale inicjacje to wychowanie, forma wychowa­
nia, taka szkółka niedzielna, archaiczny kurs dokształ­
cający, a misteria, to nauka religii. T o wszystko można
objąć w perspektywie dawnej nauki i już. A l e w t y m
wszystkim, i w teatrze, i w sztuce jest coś, co przypomi­
na opisy różnego rodzaju czynności magicznych doko¬
nywane przez tych przeklętych ewolucjonistów, którzy
do tej pory pokutują w umysłach bardzo wielu huma­
nistów. Stworzyli o n i różne teorie magii. Znaleziono
dwa szeregi nieprzyległych do siebie czynności, dwa
niewspółmierne ciągi - mówi się tam jakieś słowa,
a jest to zaklęcie magiczne, które ma spowodować coś
konkretnego. Zabija się jakąś kurę, po to żeby duch ja­
kiejś tam boeini w s t a D i ł akurat od nasa w dół albo od
i

s

iv

V

i

pasa w górę. A l b o trzeba zabić koguta, żeby to się sta­
ło. I tak mniej więcej wysiada maeia - w y k o n u j e sie i a
kieś czynności J U o w f c d a sie iakieś słowa i oczekuie
się określonego skutku.
Włodzimierz Staniewski: Ja myślę, że trochę banalizujesz.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nie, opis magii jest właśnie
mniej więcej taki. T o nie s ą . . .
Włodzimierz Staniewski: Ja chcę tylko powie­
dzieć, że kury i koguty są dobierane według...
Zbigniew T a r a n i e n k o : Są różnego rodzaju przepisy,
a podręcznik czarnej magii, daje rzeczy niesłychane.
Mówię tu o niewspółmiemości dwóch szeregów, to zna­
czy słów, działań i oczekiwanego skutku. Ryty, to nie tyl­
ko modlitwy prawdziwe i prawdziwe ofiarowania czegoś.
Magia jest w tym, że za ofiarowanie ktoś chce czegoś
konkretnego, to znaczy - między aktem ofiarowania, ży­
czeniem i realizacją - nadzieję na spełnienie. Są takie
momenty w rytach, ofiatach, w teatrze, że magii nie ma,
ale jest bardzo dużo momentów, że jest. Nie mówiliśmy
o niej. W sztuce też jest, szczególnie w plastyce. W i e m
od malarzy, że w akcie malowania bardzo często i m się
coś takiego zdarza: nagle coś się zapętla, zamyka - i jest
akutat to czego oczekiwali. Może w teatrze też jest. Jest
to tównie ważne źródło wszystkiego, jak rytuał. Rzecz
ieszcze bardziej tajemnicza nieznana trudna do roznoznania kiedy ze względu ńa jakieś działania nie takie
jak planowaliśmy, coś jednak następuje
Włodzimierz Staniewski: Może powiesz o swoim
wczorajszym doświadczeniu osobistym. Widziałem, że
zostałeś dotknięty.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Nudziłem się okropnie.

Włodzimierz Staniewski: A l e widziałem, że zosta­
łeś dotknięty wczoraj.
Zbigniew T a r a n i e n k o : Tak, oczywiście. Upodo­
bał mnie sobie ten szaman z pierwszej części. D w u ­
krotnie się do mnie zwracał. Stałem pod ścianą, żeby
oszczędzić oczy - reflektory raziły. Szaman dwukrot­
nie dotknął mnie zdejmując jakby „złą energię" - jeże­
l i się tak dotyka od szyi po ramiona, to ściąga się tą
energię. Miał rzeczywiście niebywałą siłę w rękach,
którą odczułem jako zenergetyzowanie. Może uważał,
że jestem pełen niepotrzebnego w t y m rytuale napię­
cia, że chętnie bym jednak wszedł w jego środek? Nie
było tak jednak.
Włodzimierz Staniewski: Bardzo przepraszam,
ale muszę interweniować, żeby w czasie tak ograni­
czonym. ..
Zbigniew Taranienko: Jeszcze dwa zdania. Santeria
trwały sześć godzin, było tam teatru na 45 minut, może
na pół godziny - świetnego. Po wcześniej zobaczonym
spektaklu „Gardzienic" pomyślałem, że następny wie­
czór, na który wszyscy tak bardzo czekają będzie gorszy,
że wszystko będzie to mniej interesujące niż teatr, który
robi Staniewski. Nie zawiodłem się. Mnie to nudziło,
chwilami było coś interesującego, a nie mogło wciągnąć,
bo ja w te bóstwa nie wierzę. Nie mogę wierzyć.
Włodzimierz Staniewski: Skoro się mówi o aler­
giach, to ja mam ochotę ogłosić początek końca post­
modernizmu. I zrobię to: ogłaszam początek końca
postmodernizmu. Teraz pan profesor Danielewicz pro­
sił o głos.
Jerzy Danielewicz: Chciałbym oderwać się na chwi­
lę od bieżącej dyskusji i wrócić do dzisiejszych wystąpień,
świetnych moim zdaniem, pana profesora Lengauera
i pana doktora Trzcionkowskiego, pewien aspekt rozwi­
jając. M o i m zdaniem profesor Lengauer dokonał bardzo
ciekawej interpretacji najbardziej dionizyjskiej tragedii,
interpretując ją pod kątem sophia - mądrości, identyfi­
kowanej z sophrosyne - umiarkowaniem, przestrzega­
niem porządku, ładu społecznego. A więc w kategoriach
dość na pierwszy rzut oka zaskakujących. Gdy się przyj­
rzeć temu pojęciu, to rzeczywiście Pentheus taki rodzaj
mądrości, czy też wiedzy reprezentuje. Jest to wiedza pottzebna w kierowaniu społeczeństwem, w zapewnieniu
mu ładu bezpieczeństwa Natomiast mądrość Dionizosa
należałoby rozumieć w trochę innych kategoriach. Tak
iak mądrość Pentheusa dotvczv ootzadku soołeczneeo
tak mądrość Dionizosa iest innego rodzaiu Dotycząca
norzadku misteriów czy nawet w newnych wyoadkach
przekraczania granic świata
'

155

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

Spójrzmy na problem sophia z punktu widzenia
uczestników orgii dionizyjskich, ogarniętych stanem
ekstazy, stanem enthusiasmos. Dla nich ta wiedza jest
czymś innym, tak samo jak dla uczestników wtajemni­
czeń. Chciałem zwrócić uwagę, że w formułach misteryjnych powtarza się czasownik określający stan osią­
gnięcia wiedzy: oida - wiem. Otóż ten czasownik jest
w języku greckim związany etymologicznie z czasowni­
kiem eidon - zobaczyłem, a więc owa wiedza ma swoje
źródło w ujrzeniu czegoś. Spójrzmy na misteria eleuzyńskie, o których mówił doktor Trzcionkowski. Nie­
przypadkowo w terminologii określającej mistów znaj­
dujemy słowa odwołujące się do obserwacji wzrokowej:
mystes od myo myeo zamykać oczy, to ten, który pa­
trzeć jeszcze nie może, nie jest do patrzenia uprawnio¬
ny Ten, który może spoglądać, to epoptes — ten który
spogląda k u czemuś W formułach rytualnych - a są
autorzy którzy iednak ie zdradzaia na przykład Pindar
- powtarza się to słowo nie tylko w tej wersji.
Wiesław Juszczak: Jak wiadomo, istnieje taki frag­
ment Pindara, w którym wyraźnie mówi się o transmigracji dusz, związanej z darem uczynionym Persefonie,
z zapłatą uczynioną Persefonie. Być może - taka jest
moja teza - głównym celem inicjacji było wprowadze­
nie w świadomość odradzania się dusz. Myślę, że to
mogłoby być treścią zasadniczą misteriów eleuzyńskich
oraz orfickich. Chciałbym też, w związku z tym, o czym
mówił profesor Lengauer, wspomnieć, że pierwszy w l i ­
teraturze epitet Persefony występuje już u Homera,
gdzie jest ona nazywana Straszliwą. W t y m fragmencie
ona nie jest wcale córką Demeter - ona jest Boginią
Straszliwą, Panią Podziemi. W Eleusis, jako Kore wy­
stępuje w złagodzonej wetsji, w wersji, która nie wiado­
mo czy jest druga czy jest pierwsza Jeżeli chodzi o mi¬
steria eleuzyńskie, można by mówić, że nie wiadomo,
czy nie były one pierwotnie albo czv nie wywodziły się
z misteriów pierwotnie czysto rytualnych chtonicz
nych czy nie były wprowadzaniem w tajemnice śmier
ci tak iak wszystkie zeiścia wszystkie katabazy PO
czawszy od G i J a m e s z a nonrzez erinskie ksieri umar
łych i katabazy greckie 'takie iak Heraklesa Tezeusza
Orfeusza i tak dalej. T o o czym mówię nawiązuje oczy¬
wiście do znanej pracy Guntera Kunza na temat prób
wywiedzenia kultu Persefony z Malty, gdzie zresztą spę­
dziłem sporo czasu, żeby się przekonać, do jakiego
stopnia jest to wyspa misteriów - niezamieszkała wła­
ściwie, pozbawiona pochówków, gdzie się odbywały
wtajemniczenia, na które przypływano prawdopodob­
nie tratwami aż z Sycylii, czyli osiemdziesiąt kilome¬
trów, co na owe czasy było wielką wyprawą.
Jerzy Danielewicz: Ad vocem, dla poparcia tezy pa­
na profesora, chciałem przypomnieć, że Herakles przed

swoją katabazą przeszedł oczyszczenie w Agrai po za­
bójstwie Centaurów, i przeszedł wtajemniczenia wła­
śnie w Eleusis, co by tę tezę potwierdzało.
W i e s ł a w Juszczak: Z tym wiąże się moja, nieco dy­
letancka hipoteza, wynikająca raczej z podróży i z prze­
myśleń niż z wyuczonej wiedzy, to znaczy - mam wię­
cej książek niż przeczytałem. T o się zdarza często
(śmiech i oklaski sali). Ja uważam, że w Grecji, po­
wiedzmy już archaicznej, mamy do czynienia z odwró­
ceniem porządku - jajko jest wcześniejsze od kury, De­
meter jest córką Persefony, Demeter jest wyłoniona
z Persefony przez rozdzielenie i dlatego Demetet jest
boginią chtoniczną. A l e to są sprawy już szczegółowe,
do dyskusji w innym miejscu.
Natomiast jeśli idzie o dyskusję, która poszła w stro­
nę związków rytuału i teatru, chciałbym odnieść się po
pierwsze do tego, o czym mówił profesor Schechner, do
stosunku badacza do przedmiotu, do pytania, k i m je­
steśmy wobec tego, co oglądamy, do tego swego rodza­
j u zażenowania, kłopotów i jakichś innych tam spraw.
Ja mam na to bardzo proste rozwiązanie, które może
wynika z fałszywej skromności. Uważam, że uczony po­
winien starać się odwracać tradycyjną relację wobec
badanego przedmiotu. Podmiotem jest według mnie
przedmiot, który badamy - to o n rządzi nami, a nie my
nim. M y jesteśmy przedmiotem, a przedmiot badany
podmiotem, czyli czymś aktywnym, co na. nas działa
i czemu, my się musimy poddać.
T o jest jedna kwestia. Druga kwestia, to jest taka
króciutka tylko pretensja do pana doktora Kubikowskiego - uważam, że myśmy nigdy nie byli skolonizowa­
n i . Kolonizacja jest działaniem odnoszącym się do i n ­
nej kultury, a myśmy nigdy nie byli poza Europą, nawet
wtedy, gdy byliśmy pod obcymi rządami. Myśmy byli
podbici częściowo przez Europejczyków, częściowo
przez Azjatów. Natomiast nie przestaliśmy nigdy być
Europejczykami.
I wreszcie trzecia, podstawowa sprawa - to, o czym
dzisiaj była mowa bez przerwy, a mianowicie rytuał
i niemożność wybrnięcia z tego, co jest rytuałem a co
jest teatrem. Dla mnie sprawa jest absolutnie prosta
i oczywista, więc może upraszczam i to w sposób rady­
kalny. Jeżeli Państwo nie chcą słowa rytuał, niech Pań­
stwo wezmą sobie słowo sakrament. N a czym polega
sakrament? Polega na uczestnictwie. T o , co pan Kubikowski powiedział, że nie zagląda do zakrystii, to jest
oczywiste, ale pan uczestniczy, pan jest włączony.
A poza tym sakrament jest połączony z sacrum, aczkol­
wiek słowo sacrum jest dla mnie słowem przegranym,
tak samo jak słowo rytuał.
T y m , co powoduje moją absolutną furię jako histo­
ryka sztuki, historyka, po części, religii, historyka czy
uczestnika sztuki teatralnej jest słowo „odbiór", któte

156

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

i
A

WKtm

Studenci A k a d e m i i Praktyk Teatralnych. Zajęcia warsztatowe z i n s t r u k t o r e m Capoeira A n d r e Reisen (Brazylia), Gardzienice 2000. Fot.
Przemek Sieraczyński

zrobiło s t r a s z l i w ą karierę p o p r z e z s t r u k t u r a l i z m . Jest
to słowo, które u k a z u j e w i d z a jako kogoś b i e r n e g o
w o b e c akcji, którą o b s e r w u j e , c z y l i kogoś, k t o
nie
uczestniczy
tylko odbiera, t a k j a k d z i e c k o , które
otwiera b u z i ę i w t e d y w k ł a d a m u s i ę ł y ż k ę z k a s z k ą
i ono albo w y p l u j e , a l b o n i e . Słowo „odbiót" j e s t d l a
mnie s ł o w e m z a b ó j c z y m , jeśli i d z i e o k o n c e p c j ę k o n ­
t a k t u c z ł o w i e k a ze s z t u k ą , dlatego, że o z n a c z a ono, że
moja a k t y w n o ś ć d u c h o w a , c z y i n t e l e k t u a l n a , c z y j e d ­
n a i d t u g a , są l u b mogą b y ć w y ł ą c z o n e . Tutaj z a w s z e
posługuję

się

przykładem

interpretacji

muzycznej.

I t v l k n r a k w y o b r a ż a m s o b i e k o n t a k t ze s z t u k a tvtura w y k o n y w a n a nr ez dvrvaenta
7

v 7 n i L L a

Ra

czy

spiewaKa

ptawaztwy
moim

kiedy

Mogło

ale n a s t ą p i ł

wystąpienia,

Lengauera.

profesora

pan

profesor

mówił

o orfizmie i związku

na

kultu

Dionizosa z m i s t e r i a m i o r f i c k i m i . Otóż w y d a j e m i s i ę , ż e
m o ż e m y p o d e j r z e w a ć , iż i s t o t ą m i s t e r i ó w b y ł j e d n a k w y ­
miar

eschatologiczny.

Pan

profesor w s p o m i n a ł

o

zło­

tych listkach, które mogły m i e ć związek z misteriami
fików,

or­

że

w misteria, by po śmierci mogli przejść etap z życia ziem­

Kontakt

jeayny

skiego

kontakt
jest

związku

rytuałem, a

skończyło

byc

swojego

co

jest

z

się

azieiem

azieiem.

Kazay z

autentycznie

tym

teatrem,

w

tym,

co

tozdział,

w

so­

sprawa
było

l eatr powstał

wte­

bezpośrednie

-

nas,

tutaj

uczestnictwo

Czym to było na p o c z ą t k u sakramentem



sztukę

stosunek

ostatnia

kwestia rozmc między

w-dramacie.

końcu

wykładzie
tego,

to

z

dy

w

iedvny

bie

pokazywane:

poruszonych

Przede w s z y s t k i m d o

skrzyń

musi ten

mianowicie

spraw

n i a n i ste

jeżeli

w

K r y s t y n a B a r t o l : Ja c h c i a ł a b y m n a w i ą z a ć do d w ó c h

konraWV d.iełem

i w istnienie z a a n g a ż o w a n y ,
wyzwolić,

trudem

niedopuszczalna.

iesr

możliwy

zdaniem,

jest

to

7

ka

nar

żeby z o s t a ć p r z y t y m s ł o w i e , k t ó r e m i t r o c h ę z
przechodzi przez gardło -

me

wiemy.

prawdopodobnie

było -

rozerwanie

na

salę

I w związku z tym powstała możliwość

i

widownię.

nieuczestnicze-

ma, k t ó r a w t y m , co było t u t a j n a z y w a n e

rytuałem

do

pewną

wskazówką

niebiańskiego.

o

tabliczkach

z

Turioi, b a r d z o

ficzną epifanię

z

Pan

przypomniał

jeśli c h o d z i

się

o

funkcjonuje

się

jak niektórzy badacze nawet

jako

bóstwo

sprawcze

nek

Dionizosa

w

postaci

koziołka

i

bardzo

odradzania

sądzą

reinkarna

ciLNatym złotym listku widnieje mianowicie
wskoczyłeś

też
listek

teriomor-

Dionizosa, k t ó r y w t y m a s p e k c i e

dobrze
czy

wtajemniczonych

profesor w s p o m n i a ł

Pelieny. Mnie
interesujący,

dla

napis

do m l e k a " . Badacze i n t e r p r e t u j ą

wizeru
koziołku

to

orzed

stawienie bard.o s y m b o l W n i e w kateaoriarb odrod™
stawienie
n i a się

Darozo symDoncznie, w k a t e g o n a c n

umierania i zyskiwania ponownego

oorooza-

życia

Druga r z e c z , k t ó r a m i s i ę s k o j a r z y ł a d o t y c z y t y c h

-

dzo c i e k a w y c h rozważań interpretacyjnych

157

pana

bar­

profe-

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

sora na temat Bachantek. Właśnie ta antynomia: porzą­
dek polis - porządek misteriów, czyli tego, co irracjonal­
ne. Zastanawiam się, czy tą ogólną antynomią nie moż­
na wyjaśnić również poglądów Platona na literaturę, na
poezję. Chodzi m i o ten zdecydowanie negatywny sto­
sunek Platona do boskiego szalu, o te fragmenty, w któ­
rych Platon powiada, że poezja, muzyka porusza te stru­
ny duszy, które nigdy drgać nie powinny. I czy nie jest
to właśnie dalekie echo tego przeciwstawienia.
J a c e k Dobrowolski: Ważnym pytaniem, które tu
jeszcze nie padło, jest pytanie o to, czego szukamy
w misteriach i jakich bogów przyzywamy? Jest na pew­
no rzeczą niebezpieczną, jeżeli przyzywamy bogów nie­
bezpiecznych. Jeżeli szukamy tego, co nieśmiertelne,
jeżeli szukamy światła, to nie uda nam się tak łatwo do
niego dotrzeć, ponieważ wędrujemy przez naszą pod­
świadomość, która w większości tradycji przedstawia­
na jest w sposób piekielny. Zmagamy się z tymi potwo­
rami i w końcu powinniśmy - jak na to wskazują losy
różnych herosów, bohaterów - dotrzeć do celu podró­
ży, do tego, co nieśmiertelne. A l e czy zawsze nam się
udaje, czy musimy przyzywać niebezpieczne potęgi, za­
fascynowani nimi? Z jakimi uczuciami do tego pod­
chodzimy? Czy jesteśmy kolekcjonerami, którzy zbie­
rają każde doświadczenia bo nas interesuje jakieś eks
tremum czy interesuje nas moc czy interesują nas
krwawe ońarv czv też chcemv iak naiszvbciei czv mo
że iak naisorawniei przedostać sie przez te wszystkie
warstwy nanwrności i dotrzeć do repo co nieśmiertel
ne. Otóż w tej chwili na świecie bardzo modne są
wszelkiego rodzaju stany zmienionej świadomości
modne jest słowo szamanizm, i jest batdzo wielu na­
uczycieli rozmaitej jakości. A musimy zawsze pamię­
tać, że „po owocach poznacie i c h " . Trzeba zawsze py­
tać, jaka to jest wspólnota. Czy ta wspólnota, która
oferuje jakieś misterium jest rzeczywiście wspólnotą
braterską, przepełnioną miłością i otwartą? I musimy
pytać, k i m jesteśmy, gdy do tego przystępujemy. Czy
tylko ulegamy fascynacji, bo jesteśmy znudzeni naszym
codziennym życiem, czy szukamy mocnych wrażeń,
czy też rzeczywiście poszukujemy prawdy, rozumianej
jako lekarstwo?
R i c h a r d S c h e c h n e r : Niezależnie od tego, co sami
myślimy, musimy wszyscy przyznać, że Santeria od­
prawiana dla Polaków ma zupełnie inne znaczenie,
niż ten sam rytuał odprawiany w jego naturalnym śro­
dowisku. Ja uczestniczyłem w rytuale Santerii na K u ­
bie i proszę m i wierzyć, że znaczy on tam zupełnie coś
innego. T a m na przykład n i k t nie ukrywa sytuacji od­
prawiania rytuału. T u wywieziono nas za daleko za
miasto, w ściśle dobranym gronie, więc pojawił się też
taki aspekt jak chęć uniknięcia skandalu. Nie unik­

158

niemy też chyba tego, że pojawienie się takiego zjawi­
ska w t y m a nie innym miejscu zawsze będzie w jakimś
stopniu egzotyką.
Mówimy t u wiele o przekazywaniu rytualnej wiedzy,
o tradycji rytuału. A przecież prezentacja Santerii
w Polsce pokazuje wyraźnie, że rytuał nie jest czymś
stałym, że wciąż się zmienia, odnawia, nieustannie
ustanawia nowe związki. Jak się wobec takiego zjawi­
ska zachować? Jakie mamy prawo uznać, że jakaś for­
ma rytuału jest „właściwa", „czysta" a inne są „nieau­
tentyczne"? Myślę, że tego typu hierarchie są niepraw­
dziwe i bezwartościowe. To, co jest wartościowe, to
pełna i oparta na równości wymiana. M y zbyt często
chcemy czcić, imitować, zachowywać zmitologizowany, „autentyczny" rytuał, używając argumentów typu:
„bo tak jest od wieków". Wczoraj, mówiąc o ramlili
w mieście Ramnagar wspominałem o takich elemen­
tach które Lizria.vva.i~ie Scj. za bardzo stare a w rzeczywi¬
stości pojawiły się kilkadziesiąt lat temu. T o pokazuje,
jak nieprawdziwe jest przekonanie że coś jest auten¬
tyczne bo pochodzi sprzed wielu lat a coś i n n e m nie
autentyczne, bo wykorzystuje n o w o c z e s n e środki i narzedzia la nie wierze w tern tvpu hierarchie W ogóle
nie wierzę w hierarchie, ale w różnorodność. Przywiążujemy n a przykład wielkie znaczenie d o transu, a prze­
cież wielcy aktorzy Z-ichodu też grają w transie A co
zrobić z postulatem zachowywania tradycji zachowy­
wani?! ryTnałnw

w n h p r r a l c i r h 7i?iwisk i a k oWalecyanip

kohier
Afwce albo
srare nrzeriez
rradvcyi
KODiet w ruryce,
diuo, hardzo
oaruzo stare
przecie i trauycyj
ne

rvrnnlv

w r z a s i e k r r n / r h s k ł a d a ł o sie o f i a r v z l u d z i

N i e można zakładać

że w s z v s r k o

co h a r d z ,

r a r r iesr

i n ż z rracji
r i i tego
ę p bDarcizo
ardz w
r śY
n
ż n n zawężać
zawe r
juz
wartościowe,
nice m
można
poia opserwacji t y i K o a o tego, co rzeicomo autentycz­
ne, wierzę w różnorodność, wierzę w potrzeoę intere­
sowania się tym, c o odmienne, c o nie powtarza niewol­
niczo wzoru, w zmienność, wierzę w proces historyczny
jalco prawdziwy przedmiot zainteresowania i oadania.

Włodzimierz i>toniewski: N a zakończenie te, naszej:j długiej rozmowy chciałbym
cnciałbym przypomnieć pewne
wydarzenie. Kilkanaście lat temu organizowałem inne
sympozjum, w innym czasie - to byt jeszcze komunizm,
była żelazna kurtyna, żyliśmy w całkiem innej rzeczywi­
stości. Sympozjum to było zatytułowane „Przyroda sło­
wa w tradycjach teatralnych . Zaprosiłem na nie wyko­
nawców roli Hamleta z różnych krajów, z różnych kon­
tynentów. Był wśród nich między innymi aktor, który
grał Hamleta w spektaklu Ingmara Bergmana, był Jerzy
Radziwiłowicz, który próbował rolę Hamleta ze Swinarskim, byli wybitni wykonawcy tej roli z Norwegii,
z Japonii. Byłem nawet o krok od zaproszenia Smoktunowskiego. Wszyscy oni mówili o momencie transgre­
sji. A l e najciekawszą osobą był Joseph Chaikin, który
nie grał nigdy roli Hamleta, natomiast był wówczas cią-

„MISTERIA, INICJACJE" - DYSKUSJA PANELOWA

gle jeszcze w fazie rekonwalescencji po bardzo ciężkim
wylewie. I on czytał swój bardzo piękny poemat, który
się nazywał Wojna w niebie . Czytał ten poemat czło­
wiek, który na skutek wylewu stracił mowę i odzyski­
wał ją czytając. Wszyscy mieliśmy poczucie, że mamy
do czynienia, inaczej się tego nie dało ująć - z miste­
rium, że mamy do czynienia z rolą, której nie możemy
już ujmować w kategoriach artystycznych, że mamy do
czynienia z sytuacją, w której magia nieustannie się
przeplata z teatrem, ponieważ był to występ publiczny.
Sposób, w jaki o n walczył ze swoim ograniczeniem wy­
mawiając słowa tak, jakby rzeźbił je z kamienia, był
obezwładniający. Mieliśmy do czynienia z teatrem, ale
mieliśmy jednocześnie do czynienia z misterium mortis.
Mówiono — to jest zwykłe szmaństwo, to nie jest teatr
- takie różne rzeczy
1

Ja przez te wszystkie lata zawsze miałem taką reflek­
sję, że moment graniczny, w którym misterium czy rytu­
ał łączy się z teatrem, to jest moment szczególnego ro­
dzaju wysiłku, szczególnego rodzaju trudu, trudu prze­
kroczenia swojego własnego ograniczenia, trudu prze­
kroczenia progu swoich własnych możliwości. I jest to
właściwe zarówno zjawisku rytuału (wczoraj mieliśmy
z tym do czynienia) jak i pewnym stanom w teatrze.
Bardzo m i przykro, że doszło do kontrowersji między
mną a doktorem Guszpitem i doktorem Taranienką,
którzy są zwolennikami naszego przedstawienia, ale
w trakcie procesu prób myśmy się zatrzymali w punk­
cie, który dopiero dla nas stawał się najbardziej ape­
tyczny, najbardziej pociągający i który kieruje nas k u
misteriom starożytnej Grecji i k u współcześnie żywym
tradycjom rdzennym, w których mamy do czynienia

k

159

z rytuałem. W odniesieniu do obu tych sfer doznaję te­
go stanu pokory, o którym już wspomniałem. Doznaję
go wtedy, kiedy mam do czynienia z niezwykle precy­
zyjnym przekazem wiedzy. Czyli w stosunku do na­
ukowców, którzy mnie instruują, tak jak profesor Danielewicz, dzięki któremu, między innymi, Metamorfo­
zy mogły powstać, którzy mnie instruują, jak pewien
materiał do którego sięgamy, materiał archaiczny, mo­
że a jak nie może być potraktowany i również wpadam
w stan pokory, kiedy mam do czynienia z Santero, któ­
ry mówi m i , jak fraza zaklęcia może być, a jak nie mo­
że być zaśpiewana.
Myślę, że do wielu kwestii, które poruszyliśmy pod­
czas tej dyskusji wielokrotnie jeszcze będziemy wracać,
bo są to sprawy ważne, bodaj, czy nie jedne z najważ­
niejszych w dzisiejszej kulturze i w dzisiejszym teatrze.
Bardzo dziękuję Państwu za to spotkanie i wszystkim
Państwu na widowni za uwagę i cierpliwość, z jaką ze­
chcieliście nas wysłuchać.
(oprać. Dańusz

Kosiński)

Schechner użył t u oczywiście angielskiego słowa

performance,

Przypisy
1

które ma nieco inne zabarwienie znaczeniowe niż polskie
„przedstawienie" czy „widowisko" odnosząc się raczej do samej
czynności, a nie do faktu obrazowania czego lub pokazywania
czegoś. N a tę istotną różnicę zwracał uwagę m . i n . Jerzy Gro­
towski (zob. J. Grotowski, Przemówienie

doctora honoris causa,

„Notatnik Teatralny" 192 n r 4, s. 24). Zwracam uwagę na tę
różnicę, ponieważ odwołanie do samej czynności pozwala swo­
bodnie obejmować t y m samym słowem i rytuał (ritual perfor­
mance) i teatr (theatrical performance).
2

O p u b l i k o w a n y w polskim tłumaczeniu Grzegorza Godlewskie­
go w „Dialogu" n r 6 z 1988 r.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.