2b43fe94b4919fb463f2533c33dc73c0.pdf

Media

Part of Sztuka naiwnych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4

extracted text
Aleksander Jackowski
SZTUKA NAIWNYCH
my

Pierwsze p y t a n i e , k t ó r e n a l e ż y r o z s t r z y g n ą ć d o t y c z y feno­

sami, o d b i o r c y tej s z t u k i . To m y d e c y d u j e m y co jest naiwne a co

m e n u n a i w n o ś c i . Czy istnieje coś takiego j a k niezmienna k a t e ­

d o j r z a ł e . To m y t w o r z y m y s z u f l a d k i , do k t ó r y c h w p y c h a m y bogu

goria n a i w n o ś c i ? O t ó ż s ą d z ę , że skoro przez n a i w n o ś ć b ę d z i e m y

ducha w i n n y c h m a l a r z y czy r z e ź b i a r z y , s p i e r a j ą c się o to

pojmowali p o g l ą d y na świat, k t ó r e grupa „ n a z y w a j ą c a "

J e d y n y m dowodem na istnienie „ n a i w n y c h " j e s t e ś m y

czy

jeszcze s ą l u d o w i czy j u ż n a i w n i , u ł a d z e n i przez k u l t u r ę czy od
niej n i e z a l e ż n i , j a k c i , k t ó r y c h J e a n D u b u f f e t

zalicza do

ka­

dążeń ogółu, związane z

sądami

wartościującymi,

O b i e k t y w n e k r y t e r i a „ n a i w n o ś c i " t r u d n e są do ustalenia.

cych w k u l t u r z e s p o ł e c z e ń s t w a , w jego p o g l ą d a c h

n y m c h ł o p , w i e r z ą c y iż w noc w i g i l i j n ą z w i e r z ę t a m ó w i ą l u d z k i m

wartościowania.

g ł o s e m . N a i w n y m w y d a się w ł a d c a , k t ó r y od h o r o s k o p u u z a l e ż n i a
wypowiedzenia

wojny,

hippis,

anachoreta,

buddyjski

m n i c h . A l e dla niego w ł a ś n i e m y j e s t e ś m y n a i w n i , z n a s z ą p o g o n i ą
za d o b r a m i m a t e r i a l n y m i , niszczeniem p r z y r o d y , w i a r ą w nieo­
graniczony p o s t ę p

nauki.



to

wszystko s p r a w y

filozofów,

e s t e t y k ó w , j a c h c i a ł b y m t y l k o z w r ó c i ć u w a g ę na j e d e n aspekt
zagadnienia — n a s z ą p e w n o ś ć siebie, nasze poczucie w y ż s z o ś c i .
M ó w i m y : dzicy, p r y m i t y w n i , n a i w n i . A t a m : w i e l k i e
sztuka

Beninu,

Gabonu,

symbolizm

kultury,

sztuki

tana-

t r y j s k i e j , d o ś w i a d c z e n i e mistyczne i n d i a n m e k s y k a ń s k i c h , zadzi­
wiające

światy

Nikifora,

Monsiela czy

jugosłowiańskiego

Bosilja. S t ą d w i ę c s k r u p u ł y i n i e c h ę ć przed t a k ą

Tlj i

klasyfikacją.

N i e c h ę ć , w y n i k a j ą c a z r e s z t ą przede w s z y s t k i m z p e j o r a t y w n e j
o t o c z k i , k t ó r ą m a u nas o k r e ś l e n i e „ n a i w n y " . O k r e ś l e n i e ? E p i ­
tet ! T o t e ż g d y zachodzi potrzeba, w o l a ł e m w swojej d z i a ł a l n o ś c i
z a s t ą p i ć jo i n n y m , nie d e z a w u u j ą c y m
„inni", „samorodni",

człowieka. S t ą d nazwy:

„nieprofesjonalni".

Ale u n i k nio l i k w i d u j e p r o b l e m u . P r z y j m u j ą c wszelkie po­
p r a w k i z w i ą z a n e z r e l a t y w i z a c j ą zjawiska, trzeba p r z e c i e ż

do­

to

i sposobach

N a i w n o ś ć , j a k o kategoria, estetyczna, b ę d z i e więc zawsze
w stosunku do c z e g o ś , do zastanych czy p a n u j ą c y c h
wypowiedzi.

„Naiwność"

Venus

z Lespugues,

sposobów

obrazów

Dirka

Boutsa czy G i o t t a w s w o i m czasie b y ł a n o r m ą czy w r ę c z o d k r y w ­
c z o ś c i ą . S p o s ó b przedstawiania p e j z a ż u , selekcji e l e m e n t ó w , i c h
hierarchizacji, w y d a w a ł się na tle ó w c z e s n e j p r a k t y k i n a t u r a l n y
(podczas g d y n a i w n o ś ć wydaje się n a m o d e j ś c i e m o d tej n a t u r a l ­
ności). K i e d y na obrazach K a t a r z y n y G a w ł o w e j p o s t a ć k s i ę d z a
j e s t niemal t a k w i e l k a j a k k o ś c i ó ł , przed k t ó r y m s t o i — odbie­
r a m y to j a k o efekt n a i w n o ś c i . A l e g d y G i o t t o m a l o w a ł ś w . F r a n ­
ciszka znaczonego s t y g m a t a m i w tej

samej skali co

bazylikę

S a n t a - С г о с е we F l o r e n c j i , b y ł o to n a t u r a l n e , p r z y j m o w a ł b o w i e m
p e r s p e k t y w ę i n t e l e k t u a l n o - h i e r a r c h i c z n ą , a nie z w i ą z a n ą ze z ł u d ­
n ą fizjologią w z r o k u . A l e w ó w c z a s ten s p o s ó b m y ś l e n i a b y ł n o r m ą ,
podczas gdy d z i ś wydaje się efektem „ n a i w n o ś c i " , b y nie rzec —
infantylizmu

czy n i e d o r o z w o j u .

Czym jest dzisiaj n a i w n o ś ć ? Co k o j a r z y m y z t y m p o j ę c i e m 1
K t o w y d a się n a m n a i w n y ? O t ó ż n a i w n e są w n a s z y m odczuciu

strzec istnienie c z e g o ś takiego j a k n p . kategoria n a i w n o ś c i w este­

dzieci, ludzie,

którzy

t y c e , sztuce. Mało p r e c y z y j n a , jeszcze nie oswojona, nie

postępowania,

nie

zdefi­

nie

t a k a n a i w n o ś ć i s t n i a ł a i istnieje, n i e z a l e ż n i e od z m i a n z a c h o d z ą ­

Z a l e ż ą b o w i e m od k u l t u r o w e g o k o n t e k s t u . D l a nas b ę d z i e naiw­

wspaniała

które

z n a j d u j ą potwierdzenia w brutalnej konkretyzacji życia —

t e g o r i i I'art brut.

datę

uważa

za anachroniczne, i n f a n t y l n e , dziwaczne, sprzeczne z k i e r u n k i e m

odrzucają

dążą

do

powszechnie

sukcesu,

uznane

materialnych

normy

wartości.

niowana do k o ń c a , ale p r z e c i e ż b u d z ą c a zainteresowania este­

N a i w n e s ą i d e a ł y i s ł o w a , k t ó r e z d a j ą się n a m na miejscu t y l k o

t y k ó w , k r y t y k ó w sztuki. Poświęcił jej c y k l konwersatoriów

Ro­

wtedy, gdy padają z ambon kościołów: miłosierdzie, szlachetność,

m a n I n g a r d e n , o n a i w n o ś c i p i s a ł a M a r i a G o ł a s z e w s k a , za g r a n i c ą

p o k o r a , d o b r o ć , w z n i o s ł o ś ć . . . Z w r ó ć m y u w a g ę , te s ł o w a b r z m i ą

Bihalji-Merin, Keleman, Jakovsky.

j u ż podobnie s t a r o ś w i e c k o j a k s u r d u t , honor, r a p t u l a r z , g e t r y .

13

Zresztą s p r ó b u j m y jeszcze inaczej określić sferę n a i w n o ś c i ,
przez wymienienie p o j ę ć , k t ó r e odczuwamy jako o d w r o t n o ś ć
naiwności. Oto pierwsze z n a s u w a j ą a y c h się n a m y ś l : t r z e ź w o ś ć ,
dojrzałość, rozsądek, spryt, zapobiegliwość, koniunkturalizm,
racjonalność, b r u t a l n o ś ć . Zdecydowanym przeciwstawieniem
n a i w n o ś c i w y d a j ą s i ę więc nam te pojęcia, k t ó r e w i ą ż ą się z tzw.
realizmem ż y c i o w y m , te zachowania, które p r z y n o s z ą wymierne
korzyści. W opozycji: idealizm — realizm, n i e w ą t p l i w i e ten pier­
wszy wyda nam się b l i ż s z y naiwnośoi. Podobnie, gdy zastano­
wimy się nad (traktowanymi opozycyjnie) p o j ę c i a m i : romantyzm
— pozytywizm, d z i e c i ń s t w o — wiek dojrzały.
Ś w i a d o m i e rzeoz sprowadzam do kategorii etyoznej. Naiw­
n o ś ć bowiem jako w a r t o ś ć estetyczna jest tylko p o c h o d n ą na­
iwnej postawy. Naiwnej, a więc przed-rozumowej, intuicyjnej,
w y w o d z ą o e j się z wiary, z prostyoh o d r u c h ó w c z ł o w i e c z y c h .
Naiwna jest bowiem nie kreska czy k s z t a ł t wyoiosany n i e p o r a d n ą
ręką — ale z a m y s ł , realizowany d o s t ę p n y m i sobie ś r o d k a m i .
Naiwni oswajają ś w i a t na miarę swych m o ż l i w o ś c i , w n o s z ą w e ń
i n n ą z a s a d ę p o r z ą d k o w a n i a , selekcji. Nawet wtedy, gdy pilnie
p r z y p a t r u j ą się p e j z a ż o w i czy p o o z t ó w c e interpretują je zgodnie
z w ł a s n ą hierarchią z a i n t e r e s o w a ń . Malują nie tylko to, co
w i d z ą , ale i to, co w i e d z ą . L a s przedstawiony w oddali zachowuje
d o s ł o w n o ś ć widzenia n a odległość ręki. K a ż d y listek namalowany
jest oddzielnie, z w i e r z ą t k o , którego nie mamy prawa z tej per­
spektywy z o b a c z y ć , na obrazie widoczne jest d o k ł a d n i e . Bo
jest w a ż n e , podczas gdy efekty fizjologii wzroku s ą c z y m ś nie­
istotnym, niegodnym analizy. N a i w n o ś ć jest więo konoepcją
w y o b r a ż e n i a r z e c z y w i s t o ś c i , s z c z e g ó l n ą p o e t y k ą ; i chociaż jest
ona uzalożniona od psychicznych i manualnych m o ż l i w o ś c i
malarza etanowi c o ś w i ę c e j niż tylko n i e u d o l n o ś ć , n i e z a m i e r z o n ą
prymitywizację.
Naiwni t w o r z ą w ł a s n y ł a d , w ł a s n y p o r z ą d e k , w ł a s n ą formę
opisu ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o czy w e w n ę t r z n e g o . Nie mieszajmy
więo ich poetyki z nieporadnośoią prymitywa, z n i e u d o l n o ś c i ą
pozbawionego talentu amatora. N a i w n o ś ć — jako w a r t o ś ć po­
z y t y w n a — w y r a ż a się bowiem w koncepcji, w o s o b o w o ś c i artysty
a nie w katalogu rzeczy, k t ó r y c h nie zna, nie umie, ozy u w a ż a
za nieistotne.
H e r ó d e k m i a ł trudności z w y r z e ź b i e n i e m rąk, jego r z e ź b y są
w oczywisty s p o s ó b w y p a d k o w ą ograniczeń manualnych i wizji,
które w tych warunkach realizował. R a c j ę m i a ł Goethe; artysta
realizuje się w pokonywaniu o g r a n i c z e ń , nawet gdy są one tak
drastycznie „ d a n e " j a k w t y m przypadku. H e r ó d e k m.in. właśnie
dlatego nie m ó g ł w y r z e ź b i ć Matki Boskiej czy A n i o ł ó w , j a k by
to u c z y n i ł w p e ł n i sprawny snycerz-rzemieślnik, zmuszony
b y ł s t a r a ć się o u o g ó l n i e n i a , o podkreślenie t y c h oeoh postaci,
które u w a ż a ł z a n a j w a ż n i e j s z e . Ledwo zaznaczona w szczapie
drewna twarz Matki Boskiej w y w o ł u j e ogromne w r a ż e n i e , trudno
z a p o m n i e ć p e ł n y c h w y r a z u oczu. C z y m o ż n a b y ł o z n a c z ą c w drew­
nie tak niewiele, w y r a z i ć więcej t Widzimy j a k ograniozenie
w y z w o l i ł o w rzeźbiarzu w y o b r a ź n i ę , wręoz z m u s i ł o go do znale­
zienia ekwiwalentu emocjonalnego na m i a r ę tematu, k t ó r y chciał
w pokorze i miłości w y r a z i ć . „ J a k u m i a ł e m " — p i s a ł n a swych
p ł ó t n a o h V a n E y c k . T o samo m ó g ł b y u o z y n i ć H e r ó d e k , gdyby
u m i a ł pisać. Zadziwiająca prawda s z t u k i ! D z i e ł o beskidzkiego
kaleki, zrodzone z cierpienia i wzruszenia sprowadzone do naj­
prostszego znaku zdolne jest w y w r z e ć n a widzu g ł ę b o k i e w r a ż e n i e ,
nie mniejsze n i ż r z e ź b y ozy obrazy n i e p o r ó w n a n i e bardziej
skomplikowane i d o s k o n a ł e warsztatowo. D l a mnie, na p r z y k ł a d .
Matka Boska z Dzieciątkiem
H e r ó d k a r ó w n i e jest w a ż n a j a k Ma­
donny — Cimabue czy Simone Martini. Ale t u w grę w c h o d z ą nie
tylko estetyczne kryteria, ale i zdolności przebicia się treści,
ujrzenia na nowo, z oalą m o c ą , istoty p r z e ż y c i a , k t ó r y m jest
fenomen Matki Boskiej. P r z y prostocie tej r z e ź b y , nawet mis­
trzostwo formalne m o ż e się w y d a ć k o k i e t e r i ą , odejściem od spraw
n a j w a ż n i e j s z y c h . Więo zaskoczenie. Że tak m a ł o — znaozy tak
wiele, że i tak m o ż n a , że z trudem r y t y zarys oozu — uet —
twarzy tak silnie m o ż e działać na n a s z ą w y o b r a ź n i ę .
Zaskoczenie. I n n o ś ć . O tych ozynnikaoh nie wolno zapora-

U

nieć, analizując działanie sztuki naiwnej. Stają s i ę , szczególnie
w k o n t e k ś c i e naszej kultury, w a r t o ś c i a m i estetycznymi. Posze­
rzają horyzont w y o b r a ź n i , p o m a g a j ą p r z e c i w s t a w i ć się n a t ł o k o w i
o b r a z ó w , informacji, s z u m ó w — wszystkiomu co g ł u s z y , wypa­
cza a nawet zabija o s o b o w o ś ć .
Jest to z r e s z t ą zaskoczenie nie mistrzostwem, nie fantas­
t y c z n ą p r e c y z j ą , lecz k o n s t a t a c j ą , ż e i tak m o ż n a . Zaskoczenie,
jakiego doznajemy, kiedy k t o ś w prostej p r z y p o w i e ś c i u ś w i a d a ­
mia nam p r a w d ę , istota k t ó r e j zda się n a l e ż e ć do r o z w a ż a ń
teologa ozy filozofa. W przypadku H e r ó d k a n i e p o r a d n o ś ć zmusza
go wręoz do znajdowania e k w i w a l e n t ó w zdolnych s t a ć się n o ś n i ­
kiem treści emocjonalnyoh. N i e u d o l n o ś ć s t a ć s i ę więc m o ż e pod­
n i e t ą dla oryginalnych ujęć. P o n i e w a ż obok niej jest jeszcze coś
innego — o s o b o w o ś ć rzeźbiarza, jego wiara, wrażliwość, dobroć,
niezależność od otoczenia. Zakrawa to n a paradoks, ale w ł a ś n i e
n i e u m i e j ę t n o ś ć rzeźbienia tak j a k inni, stała się w t y m przy­
padku źródłem w ł a s n e j formy z m u s z a j ą c e j nie do p o w t ó r z e n i a
wzoru, ale do w y r a ż e n i a jego istoty.
Ł a t w i e j b y ć szczerym i n a p r a w d ę s o b ą , gdy s i ę jest „ p o z a "
ś r o d o w i s k i e m , gdj nie m o ż n a p o s ł u ż y ć się r o z w i ą z a n i a m i już
i s t n i e j ą c y m i . P o n i e w a ż szczerość i w y p o w i e d ź r z e c z y w i ś c i e
w ł a s n a , k s z t a ł t o w a n a „ o d ś r o d k a " bliższe są sferze natury niż
kultury. T a szczerość wypowiedzi, m ó w i e n i a o sobio stanowi j e d n ą
z n a j w a ż n i e j s z y c h cech sztuki naiwnyoh. Nie boją się ś m i e s z n o ś c i ,
nie boją s i ę tego, że k t o ś ich przezwie naiwnymi. P o n i e w a ż nie
w i e d z ą , ż e nimi s ą .
r

T a szczerość jest c e c h ą o s o b o w o ś c i . R z e ź b i ą , m a l u j ą aby
o s w o i ć ś w i a t , aby go z r o z u m i e ć i u k a z a ć i n n y m . A b y r o z w i k ł a ć
sprawy, które ich dręczą. Czasem n a tej zasadzie, k t ó r ą u w a ż a m y
za t y p o w ą dla d z i a ł a ń magicznych. Oto dwa p r z y k ł a d y .
1. W ę g i e r s k i malarz „ n a i w n y " Csontvary. Przez wiele lat
u w a ż a ł za s w ą p o w i n n o ś ć i n f o r m o w a ć Cesarza Franciszka J ó z e f a
o w a ż n i e j s z y c h wydarzeniach swego ż y c i a . „ N a j j a ś n i e j s z y Panie
— p i s a ł — moja grypa m a się k u k o ń c o w i . W k r ó t c e znowu
zabiorę się z a malowanie...". Ale Cesarz nigdy nie o d p o w i e d z i a ł .
Po śmierci malarza znaleziono jednak w ś r ó d setek obrazów jeden,
n a k t ó r y m w i d n i a ł w paradnym mundurze sam Cesarz, pochylony
nad k a r t k ą listowego papieru. G ę s i m p i ó r e m , d u ż y m i , kaligra­
ficznymi literami p i s a ł : ,,M6j drogi Csontvary...".
2. Nikifor. W ś r ó d t e m a t ó w , które p o d e j m o w a ł wielokrot­
nie, w r ó ż n y c h okresaoh swego ż y c i a , kilka powtarza się stale,
przez lata. Oto Nikifor-Malarz przychodzi do c z y j e g o ś miesz­
kania, do c h a ł u p y , willi, kuchni D o m u Zdrojowego — a wszyscy
z radością go w i t a j ą , w y c i ą g a j ą k u niemu ręce... Drugi cykl —
uczty Malarzy. Po śmierci, t ł u m a c z y ł , malarze z o s t a n ą zapro­
szeni do P a ń s k i e g o s t o ł u , s i e d z ą więc obok siebie, wszyscy (jak
za c z a s ó w m ł o d o ś c i Nikifora) w czarnych pelerynach, kapelu­
szach z d u ż y m rondem, fontaziami z a w i ą z a n y m i na k o ł n i e r z y k u
koszuli. P o n i e w a ż — j a k wierzył — malarze z n a j d u j ą się W hie­
rarchii ś w i a t a przed innymi l u d ź m i . I m bowiem d a ł P a n z d o l n o ś ć
tworzenia.
I trzeci temat — wymierzanie kary tym, k t ó r z y go skrzyw­
dzili. Nikifor staje (czasem w stroju archimandryty) przy oł­
tarzu i r ę k ą skazuje na p o t ę p i e n i e . I d ź do p i e k ł a ! ! A kośoiół
j a k sala teatralna. Po lewej stronie w „ l o ż a c h " c i , k t ó r z y z a s ł u ­
żyli n a niebo, po prawej — w ś r ó d j ę z y k ó w ognia — p o t ę p i e n i .
N a jednym z o b r a z k ó w kościół obwieszony jest k i e ł b a s k a m i .
Skazana — kobieta. „ O n a mnie o s z u k a ł a n a wadze!" m a m r o t a ł
Nikifor, gdy go p r o s i ł e m o interpretację tej dziwnej sceny"
Zmiany proporcji, selekcja e l e m e n t ó w , hieratyzacja —
wszystko to s ł u ż y koncepcji dzieła. Sytuacje, które naszemu
d o ś w i a d c z e n i u z d a d z ą się „ n a i w n e " w y n i k a j ą z innych k r y t e r i ó w
w a r t o ś c i . T o , co w a ż n e jest duże. Ale czasem w a ż n y bywa w ł a ś n i e
szczegół. V i v i n precyzyjnie n a m a l o w a ł k i e d y ś Partenon, d o k ł a d ­
nie licząc kamienie, k t ó r e w y r a ź n i e z a z n a c z a ł czarnym konturem.
Model nigdy nie jest w e d ł u g naszych p o j ę ć zgodny ze swoim wi­
zerunkiem, ale dla malarza czy rzeźbiarza jego p o d o b i e ń s t w o
jest oczywiste. Nikifor, gdy p o p r o s i ł e m go, by zrobił m ó j portret,
usiadł przy ł ó ż k u ( l e ż a ł e m chory), i wciąż p o p a t r u j ą c n a mnie

I I . 3. Nikifor, akwarela na kartce z zeszytu, ok. 1928—30

starannie r y s o w a ł szkic. P ó ź n i e j , śliniąc p ę d z e l , m a l o w a ł . G d y

W a ż n e b y ł o nie to, oo malarz w i d z i a ł , ale to oo — i j a k — ohoiał

s k o ń c z y ł p o d a ł mi swe dzieło. Т а к , to b y ł e m j a , s t a ł e m sztywny

p r z e d s t a w i ć . Co w i e d z i a ł . T a k w i ę o Tomasz T e r e ń , gdy m a l o w a ł

w czarnym garniturze, w czerwonym krawacie, koło pieca, obok

gospodarstwo, na prostokąoie p ł ó t n a umieścił widziane — j a k

regalu z k s i ą ż k a m i . Jedna ręka oparta b y ł o o biurko, w drugiej

z lotu ptaka — dom mieszkalny i dwie obory. Ale same budynki,

trzymałem

zeszyt

czy k s i ą ż k ę . N a u c z y ł e m się j u ż p o z n a w a ć

a t a k ż e to, co w nich się z n a j d o w a ł o , p r z e d s t a w i ł z innego punktu

portrety Nikifora, relacje m i ę d z y nimi a osobami, k t ó r e przed­

widzenia. C z y tylko dlatego, że nie m ó g ł sobie poradzić z perspek­

s t a w i a ł y . Zawsze różnił je zestaw e l e m e n t ó w , które Nikifor uznał

t y w ą ? Nie, nie tylko, najważniejsze b y ł o bowiem

za istotne w charakterystyce postaci. Okulary, broda, linia za­

by p o k a z a ć wszystko, oo u z n a ł za w a ż n e , lekoe sobie w a ż ą o

dla niego,

rostu, k s z t a ł t g ł o w y , atrybut zawodu. Obserwaoja m i a ł a o o z y w i ś -

takie drobiazgi, j a k w y b ó r i prawda punktu z k t ó r e g o patrzy

nio znaczenie, ale s t a n o w i ł a tylko punkt w y j ś c i a dla dzieła.

n a to gospodarstwo. O n nie p a t r z y ł na nie, on je p r z e d s t a w i a ł .

15

I I . 4. N i k i f o r , Amcłyka

, a k w a r e l a n a papierze, w y m . 3 4 x 2 7 c m .

II.

5. Nikifor

przyszedł,
akwarela na
ok. 1955 r.

papierze,

II.

6.

N i k i f o r , Uczta malarzy'
akwarela na papierze

N a j w i ę k s z ą t r u d n o ś ć sprawia „ n a i w n y m " uchwycenie r u c h u
postaci,

osiągnięcie

m i ę d z y postaciami.

wierności
Dlatego

budowy

anatomicznej,

t e ż , m i m o iż rysunek

relacji
Nikifora,

Ociepki, Chajca czy Kaweckiego sam w sobie jost z n a k o m i t y ,
w sensie realistycznego

sposobu opisu zawodzi

zdecydowanie.

1

„ s t w o r z y ł e m sobie w c i ą g u l a t w ł a s n ą t e c h n i k ę i z: , p ó ź n o j u ż ,
b y m j ą m ó g ł z m i e n i ć " . K t o zna pierwszy obraz
mistrza, przechowywany

w muzeum

francuskiego

j .'g > i ż n u n i a

(w

Laval,

we F r a n c j i ) zdaje sobie s p r a w ę j a k dlugę. d r o g ę m u s i a ł on prze­
b y ć o d nieudolnie realistycznego

l o r e m . T y m na ogół p o s ł u g u j ą się ze s w a d ą t w o r z ą c d z i e ł a w r ę c z

Pierre L o t i . Z a r ó w n o Rousseau j a k i nasz N i k i f o r czy Ociepka

zdumiewająco

r z e c z y w i ś c i e s t w o r z y l i sobie w t o k u pracy w ł a s n ą f o r m ę w y ­

doskonałe

(Nikifor,

Rybkowski,

Michałowska,

Płonkowa).

„Zaklinaczkę

wężów"'

b i t w y po za­

chwycającą

Wnękowa, Wojtowicz,

„Yadwigę",

przedstawienia

Cechuje to z r e s z t ą n a i w n y c h nie t y l k o u nas. Inaczoj jest z k o ­

czy

portret

powiedzi.

N i o w a d y czy ograniczenia m o ż l i w o ś c i w y r a z o w y c h s t a n o w i ą

I c h s t y l powstaje j o d n a k z u p e ł n i e inaczej niż a r t y s t y pro­

jednak o charakterze prac n a i w n y c h a r t y s t ó w , lecz u m i e j ę t n o ś ć

fesjonalnego.

tworzenia j e d n o l i t y c h s t r u k t u r a l n i e d z i e ł , k t ó r e p r z y r ó ż n o r o d ­

c y c h k i e r u n k ó w , p r ą d ó w a r t y s t y c z n y c h , m ó d , toehnik. L'prasz-

T o n o s t a t n i t w o r z y go b o w i e m ś w i a d o m

istnieją­

Każdy

c z a j ą e m o ż n a p o w i e d z i e ć , że w y b i e r a s p o ś r ó d w i e l u m o ż l i w o ś c i .

bowiem z prawdziwie utalentowanych „ n a i w n y c h " wypracowuje

N a t o m i a s t n a i w n y musi w y j ś ć od w ł a s n y c h , s z c z e g ó l n y c h i ogra­

i doskonali sobie t y l k o w ł a ś c i w ą t e c h n i k ę . H e n r i Rousseau, g d y

niczonych d y s p o z y c j i . N i o szuka — lecz znajduje. N i o zasta­

mu

nawia się, j a k b y t u tak m a l o w a ć , aby osiągnąć własny „ e h a r a k -

ności postaw i ś r o d k ó w m a j ą swój i n d y w i d u a l n y s t y l .

zarzucano, iż maluje podobnie

wszystkie obrazy

odparł:

17

ter pisma", ale dochodzi do swej t e c h n i k i sam, przez mniej czy

p o n i e w a ż w t e n s p o s ó b m o g l i się w y p o w i e d z i e ć , a czuli tego po­

bardziej u ś w i a d o m i o n e w y k o r z y s t a n i e w ł a s n y c h m o ż l i w o ś c i .

t r z e b ę . K a ż d y z nieh m a s w ó j w ł a s n y ś w i a t , z d e t e r m i n o w a n y

M a l u j e p r z y t y m lub r z e ź b i nie po to, aby b a d a ć p r o b l e m y

przede w s z y s t k i m o s o b o w o ś c i ą , rodzajem w y o b r a ź n i , dyspozycja­

a r t y s t y c z n e , t w o r z y ć nowe w a r t o ś c i czy d o s k o n a l i ć w a r s z t a t —

m i p s y c h o - f i z y c z n y m i . K e ż d y z n i c h jest i n n y —• i w ł a ś n i e

Iocz po to by p o w i e d z i e ć i n n y m o t y m , co u w a ż a za istotne, p i ę k n e ,

i n n o ś ć o d s z t u k i „ u c z o n e j " sprawia, że w i d z i m y ich j a k b y poza

ważne.

czasem a c z ę s t o i poza p r z e s t r z e n i ą .

Interesują

go

zagadnienia

egzystencjalne,

etyczne,

ta

czym jest ś w i a t ? czym ż y c i e ? P o j ę e i a ogólne p r z e k ł a d a j e d n a k

Nie dostrzegamy m i ę d z y n i m i z a l e ż n o ś c i , -wpływów — tepo

na j ę z y k n a r r a c j i , s y m b o l i k i , opowiada prostodusznie j ę z y k i e m

wszystkiego co t a k charakterystyczne d l a p o d r ę c z n i k ó w h i s t o r i i

b a j k i , ewangelicznej p r z y p o w i e ś c i . T r u d n o t u z r e s z t ą o u o g ó l ­

s z t u k i . Odniesieni© do

nienia. I s t o t ą t w ó r c z o ś c i istotnie naiwnej jest b o w i e m t o , że nie

w s z c z e g ó l e , w r e k w i z y t a c h p a m i ę c i . Oto

czasu historycznego p o j a w i a się

stanowi żadnego p r ą d u , żadnego kierunku, żadnej

Ucieczka do

tylko
Egiptu

konwencji.

N i k i f o r a . Ś w i ę t a R o d z i n a p ł y n i e na l o d z i , k t ó r e j d z i ó b m a kszt łt

N a i w n i r ó ż n i ą się b o w i e m od siobie cechami o s o b o w o ś c i , dyspo­

g ł o w y o s i o ł k a . Morze, niebo, k r w a w y z a e h ó d s ł o ń c a , a w c h m u r a c h

z y c j a m i , d o ś w i a d c z e n i a m i ż y c i o w y m i . I to ich r ó ż n i od regional­

aeroplan, jeszcze t a k i j a k przed I w ' j n ą ś w i a t o w ą . A u E d m u n d a

nej s z t u k i ludowej (stroju, z d o b n i c t w a , snycerki), a z b l i ż a

Monsiela: f a n t a s t y c z n y , g r o ź n y ś w i a t oczu, s z p i e g u j ą c y c h

zjawisk m a r g i n a l n y c h i s z c z e g ó l n y c h w r z e ź b i o
Właśnie

różnorodność

postaw

frapuje

do

nas

—•

n a k a z u j ą c y c h — p i l n u j ą c y c h . Oczy Boga. I w tej g ę s t w i n i e a ż

ludowej.
najbardziej

pulsującej

tymi

tylko

jedon ś l a d

genoralny O N Z — H a m m e r s k j o l d . W i ę c p i s z ą c o sztuce n a i w n e j
nieprzydatno

W i ę k s z o ś ć z nas żyje c u d z y m i p r a w d a m i , w i e d z ą , k t ó r e j nawot

h i s t o r i i s z t u k i , b u d o w a n a na koncepcji r o z w o j u linoarnego czy

nie p r ó b u j e m y k o n t r o l o w a ć . Żyje niejako na k r e d y t . A oni s ą sami

spirali. Abraham spłodził Izaaka, Izaak Jakuba, Jakub Józefa.

dla siebie p r a w o d a w c a m i , m a l u j ą i r z e ź b i ą t a k j a k i m to d y k t u j e

A t u nic z tego. Rozsypmy r e p r o d u k c j e d z i e ł s z t u k i „ o f i c j a l n e j "

w y o b r a ź n i a , ich r z e c z y w i s t o ś ć w e w n ę t r z n a . J e ś l i element „ n a i w ­

— d r o g ą logicznej d e d u k c j i z r e k o n s t r u u j e m y i c h c h r o n o l o g i c z n ą

n o ś c i " t o w a r z y s z y t o m u , to w ł a ś n i e w t y m sensie, że dajo i m

k o l e j n o ś ć . A l o d o w o l i m o g ę t a s o w a ć reprodukcje

o d w a g ę b y c i a s o b ą . I s t o t ą zjawiska jest b o w i e m z d o l n o ś ć w y p o ­

P o m i j a j ą c „ g n i a z d a " t a k i e j a k H l e b i n e , nie d o s t r z e ż e m y z w i ą z ­

wiedzenia swych

wizji,

k ó w m i ę d z y n i m i , s ą b o w i e m w istocie poza m o d a m i , p r ą d a m i

środowiskowych,

kulturowych.


Łączy

niezależnie
więc

ich

od

wpływów

podobieństwo

r o z w i ą z a ń : nie s t y l , z k t ó r y m się i d e n t y f i k u j ą (jak t o m a miejsce

chronologie,

filiacje,

sekretarz

ś w i a t a n i e z a l e ż n ą od t r a d y c j i , w p ł y w ó w — a n a w e t w z o r ó w .

przeżyć

będą

zginął

czasu

s z t u k i z a r ó w n o uczonej, j a k i l u d o w e j .

wizję

zarys s a m o l o t u , w k t ó r y m

naszego

teraźniejszego

T y m , że kreuje



oczami raz

w t w ó r c z o ś c i n a i w n y c h . Interesuje nas t y m , ż e jest t a k inna od

tradycyjna

metoda

„naiwnych".

a r t y s t y c z n y m i , poza czasem. J e d y n i e dostrzec m o ż n a

pogłos

ś r o d o w i s k a k u l t u r o w e g o , z k t ó r e g o się w y w o d z ą . Z w ł a s z c z a g d y

w k u l t u r z e l u d o w e j ) lecz z d o l n o ś ć i potrzeba t w o r z e n i a w ł a s n e j

jest ono p r ę ż n o i o d r ę b n e od i n n y c h . D l a t e g o tak w y r a ź n i e rysuje

w i z j i a r t y s t y o z n e j . K a ż d y z n i c h jest skazany na samogo siobie,

się g r u p a „ n a i w n y c h " w y r a s t a j ą c y c h z podglebia k u l t u r

na p i e k ł o czy niebo, k t ó r e jest w n i c h . B r a k i m s p r a w n o ś c i ,

skich.

chłop­

k t ó r a pozwala łatwo s z u k a ć , n a ś l a d o w a ć , m a l o w a ć w r ó ż n y c h

N i k t nie jest i z o l o w a n y szczelnie od ś w i a t a . Z niego czerpie

konwencjaoh. Z r e s z t ą n a w e t nie s z u k a j ą w o k ó ł siebie, łecz d r ą ż ą .

cegiełki w y o b r a ź n i , c h o ć m o ż e z n i c h p o t e m w y b u d o w a ć g m a c h

I d ą w g ł ą b w ł a s n ą d r o g ą . Nie w y b i e r a l i swego losu, p r z y j ę l i go,

nie p o d o b n y do i n n y c h . N a i w n y u r o k o b r a z ó w G a w ł o w e j zwraca

18

П . 7. S t a n i s ł a w K a r u l a k , Obrona Częstochowy,

o l e j ; i l . 8. J a n P i l a r s k i , Złocisty

n a s z ą u w a g ę w s t r o n ę dawnej k u l t u r y c h ł o p s k i e j : w i a r y , legend
o ś w i ę t y c h , a zarazem n a w y k ó w w y o b r a ź n i — u p o d o b n i a do
b a r w c z y s t y c h , j a s k r a w o zestawianych, r o z w i ą z a ń k o m p o z y c y j ­
n y c h z a m k n i ę t y c h , z b u d o w a n y c h na zasadzie s y m e t r i i , r y t m i z a c j i
e l e m e n t ó w , stosowaniu o r n a m e n t y k i r o ś l i n n e j . G a w l o w a nie
posługuje się p e r s p e k t y w ą zbieżną, maluje p ł a s k o — t w o r z y
w o k ó ł siebie na ś c i a n a c h swej i z b y , na k a r t o n a c h — niebo,
a n i o ł ó w , ś w i ę t y c h . Z podglebia ludowego w y r a s t a t w ó r c z o ś ć
N i k i f o r a , H e r ó d k a , S z c z y p a w k i - G o ł ę b i e w s k i e j , Szczepana M u c h y
c h o ć jost t o t y l k o p u n k t w y j ś c i a , t o oo n a z w a ł e m c e g i e ł k a m i
w y o b r a ź n i . Decyduje b o w i e m i c h o s o b o w o ś ć , w y o b r a ź n i a , rodzaj
t a l e n t u , p r z y c z y n y dla k t ó r y c h t w o r z ą . A b y t o dostrzec wystar­
cza p o r ó w n a ć z jednej s t r o n y w ł a ś n i e G a w l o w ą , S z c z y p a w k ę
czy H e r ó d k a — z d r u g i e j z a ś N i k i f o r a , W n ę k o w ą , M u c h ę . Pierwsi
m ó w i ą o niebie, d o b r o c i . G a w l o w a z a c z ę ł a o d tego, że s w ą m a ł ą ,
z i m n ą i z b ę rozmalowala w b ł ę k i t nieba, a n i o ł y a d o r u j ą c e
Matkę Boską wśród k w i a t ó w ; H e r ó d e k rzeźbił z klocków małe
a n i o ł k i , k t ó r e u s t a w i a ł na k a m i e n i a c h w p o t o k u . I ona i o n
sprowadzali niebo na z i e m i ę . A l e g d y i c h ś w i a t k o j a r z y się n a m
z n i e b i e m , t w ó r c z o ś ć M u c h y czy W n ę k o w e j p r z y w i e d z i e na m y ś l
raczej p i e k ł o , k a r y d l a g r z e s z n i k ó w , p o t ę p i e n i e z ł a , przestrogi
dla l u d z k o ś c i , k t ó r a stacza się w o d m ę t p o t ę p i e n i a . Czasem
nawet — j a k N i k i f o r czy W n ę k o w a w r ę c z w y m i e r z a j ą na s w y c h
obrazach k a r ę t y m , k t ó r z y i c h s k r z y w d z i l i .
Te i inne p o s t a w y m o ż n a dostrzec t a k ż e w t w ó r c z o ś c i l u d z i
zo ś r o d o w i s k m i e j s k i c h . A l o odniesienia k u l t u r o w e nie zawsze s ą
w ich pracach z a u w a ż a l n e , w k a ż d y m razie nie t a k w y r a z i ś c i e
j a k t o m a miejsce w p r z y p a d k u l u d o w e j k u l t u r y . C z y m sil­
niejsza jost praca w y o b r a ź n i , t a m bardziej zaciera się p i e r w o t n e
ź r ó d ł o samych w y o b r a ż e ń . Czasem trzeba z n a ć c z ł o w i e k a ,
w i d z i e ć j a k się ubiera, j a k mieszka, j a k pracuje a b y dostrzec
ź r ó d ł a t a k i c h czy i n n y c h r o z s t r z y g n i ę ć w jego sztuce. I n t u i c y j n i -)
o d c z u w a ł e m „ l u d o w o ś ć " b u k i e t ó w W o j t o w i e ż o w e j , ale dopiero
g d y p o z n a ł e m j e j t r o s k i , niepokoje, g d y z o b a c z y ł e m j a k się
ubiera — z y s k a ł e m tego potwierdzenie. Obrazy, b l u z k i , s u k i e n k i

karp,

olej na p ł . , w y m . 4 4 , 5 x 8 0 cm

— t o b y ł t e n sam ś w i a t , h o r r o r v a c u i , g ę s t y splot
b a r w — z t y m , żo na obrazach z a d z i w i a j ą c o

kwiatów,

doskonały.

D l a R y b k o w s k i e g o ( k t ó r y podobnie j a k M i c h a ł o w s k a z a c z ą ł
m a l o w a ć j u ż u s c h y ł k u ż y c i a ) t w ó r c z o ś ć n a w i ą z u j e do p r z e s z ł o ś c i ,
k l i m a t u d z i e c i ń s t w a . Jest w niej b a j k o w a f l o r a , fauna.

Leśno

zwierzątka

bajek

i owady zachowujące

G r i m m a i zarazem

rzeczywistość

się j a k l u d z i e , ś w i a t
zderzona

z tą

konwencją:

Król Bambula II napada na Vietnam, Kongres Pokoju w
Michałowska

zaś wraca

do pierwszych u c z u c i o w y c h

dżungli.
uniesień

z l a t m ł o d o ś c i , do m a l a r s t w a o k t ó r y m p o d ś w i a d o m i e m a r z y ł a
cało ż y c i e , i k t ó r e w i ą z a ł o się z o s o b ą j e j ukochanego,

malarza-

-amatora, j e ń c a rosyjskiego, k t ó r y m o p i e k o w a ł a się w s z p i t a l u
podczas I w o j n y

ś w i a t o w e j . T w o r z y ś w i a t y , k t ó r y c h nio

ада.

Time p l a n e t y , lepsze, ale p r z e c i e ż i na n i c h spostrzega z ł o , k t ó r o
kala ziemię.
N a t o m i a s t Ociepka (podobnie j a k Monsiel) przede w s z y s t k i m
k o m u n i k u j e i n n y m o rzeczach n a j w a ż n i e j s z y c h .
Pokazuje,
ostrzega. N a k a z a ł m u t o w czasie snu jego p r z y j a c i e l , k t ó r y
przed l a t y w p r o w a d z a ł go w t a j n i k i w i e d z y tajemnej, t e o z o f i i .
Ociepka n i g d y nie z a m i e r z a ł b y ć m i l a r z e m , s t a ł się n i m po t o ,
a b y głosić p r a w d ę , p o k a z y w a ć t o , co d l a i n n y c h jest u k r y t o .
Patrzcie j a k i jest ś w i a t ! — zdaje się m ó w i ć . Lecicie w kosmos?
to j a w a m p o k a ż ę j a k w y g l ą d a Człowiek Saturna czy Krowa na
ksiqiycu. I pokazuje. A wio t o wszystko z k s i ą g teozoficznych.
Postronnemu w i d z o w i z d a w a ć się m o ż e , że c o ś jest po p r o s t u
s u r r e a l i s t y c z n ą k o m p o z y c j ą : ucho w y r a s t a z t u ł o w i a , oko znaj­
duje się na ł y d c o , r ę c e , n o g i dziwacznie s p l ą t a n e . A t o — t ł u ­
maczy Ociepka — s t a n o w i po p r o s t u d o w ó d na t o , że m u s i b y ć
B ó g , k t ó r y d a ł w s z y s t k i e m u w ł a ś c i w y k s z t a ł t i miejsce. M a r k ­
siści m ó w i ą , że nie m a Boga? P r o s z ę , popatrzcie j a k b y w t e d y
wyglądał świat...
:

Czasem zdarza s i ę , że m o t y w a c j e u l e g a j ą zmianie a n a w y k
czy c h ę ć t w o r z e n i a zostaje.

T a k i o sytuacje z r e g u ł y w i ą ż ą się

z i n g e r e n c j ą c z y n n i k a z e w n ę t r z n e g o , z w ł a s z c z a z zaintoresowa-

19

n i e m k o l e k c j o n e r ó w , a więc z b o d ź o a m i h a n d l o w y m i . T w ó r c z o ś ć ,
k t ó r a b y ł a p o t r z e b ą w e w n ę t r z n e j ekspresji staje się w ó w c z a s
zawodem, k t ó r y się w y k o n u j e z w i ę k s z ą l u b m n i e j s z ą saty­
sfakcją.
O c z y w i ś c i e zainteresowanie m o ż e w p ł y w a ć p o b u d z a j ą c o na
t w ó r c z o ś ć . T a k się s t a ł o z G a w l o w ą czy S t a n i s ł a w e m Zagajew­
s k i m . A l e g d y liczba z a m ó w i e ń nadmiernie się z w i ę k s z a a f a k t
n i e w y w i ą z a n i a się z obiotnic lub obaw% nie w y k o r z y s t a n i a
szansy s p r z e d a ż y prac zaczyna c i ą ż y ć —- t w ó r c z o ś ć uloga stag­
n a c j i , zaczyna się (jak w ł a ś n i e u Ociepki, M a r i i K o r s a k , Zbignie­
w a W a r c z y g l o w y czy L u d w i k a Holesza) powielanie w ł a s n y c h
p o m y s ł ó w . T w ó r c z o ś ć staje się r z e m i o s ł o m , p r o f e s j ą . Czasem
z r e s z t ą na w y s o k i m poziomie, j a k n p . u Zonona Rj,dkogo. Z d a r z a
się t e ż , że w p r a w a , k t ó r ą się uzyskuje w t o k u pracy sprawia, że
malarz, pierwotnie „ n a i w i z u j ą e y " — ponieważ w t a k i sposób
najlepiej m ó g ł się w y p o w i e d z i e ć , stajo wobec d y l e m a t u : j u ż
u m i e m a l o w a ć „ j a k ż y w i " w i d o c z k i , c h c i a ł b y iść w t y m k i e r u n k u ,
ale w t e d y p r z e s t a ł b y b y ć uznawany za „ n i i w n g o " , a co za t y m
idzie s p r z e d a w a ć . P r z ó d t a k i m wybor3na s t a n ę ł a n p . M a r i a K o r ­
sak. W y b r a ł a . Zaczęła p o w i e l a ć j u ż w y p r a c o w a n y przez siebio
naiwny styl.
K i e d y więc p a t r z y m y na zjawisko zwano s z t u k ą n i i w n ą ,
dostrzegamy dwa bieguny. Są n i m i : a u t e n t y z m i k o n w e n c j a ;
a u t e n t y z m — c z y l i p e ł n e zespolenie c z ł o w i e k a z d z i e ł o m , skazonio

9

20

na f o r m ę w y p o w i e d z i , a z drugiej s t r o n y konwencja, s t y l , p r z y .
j ę t y s p o s ó b m a l o w a n i a . N i e t r u d n o z a u w a ż y ć , że s ą c z y n n i k i
s p r z y j a j ą c e z a r ó w n o jednej j a k i drugiej postawie t w ó r c z e j .
P o p y t na „ n a i w n y c h " , z w ł a s z c z a g d y nie jest k o n t r o l o w a n y
ś w i a d o m o ś c i ą odbiorcy, wiedzie do ich sztucznego r o z m n a ż a n i a .
S t a j ą się j e d n ą z a t r a k c j i t u r y s t y c z n y c h , rodzajom l o k a l n y c h
„ p a m i ą t e k " . W i d z i a ł e m w Spoleto, u r o c z y m miasteczku w ł o s k i m ,
w k t ó r y m o d b y w a j ą się co r o k u s ł y n n o festiwale, k i l k u n a s t u
„ n a i w n y c h " f r y z j e r ó w , f o t o g r a f ó w , właścicieli t a w o r n . Jeden
p o d p a t r y w a ł drugiego i t a k k s z t a ł t o w a ł się miejscowy „ s t y l
naiwny".
S t y l miejscowy powstaje z r e s z t ą t a m , gdzie d z i e ł o w y b i t n i e
utalentowanego a r t y s t y staje s i ę wzorem dla i n n y o h , a i s t n i e j ą
dostatecznie silne m o t y w y do zajęcia się tego r o d z a j u t w ó r ­
czością. N i e i n n y b y ł p r z e c i e ż m e c h a n i z m k s z t a ł t o w a n i a się
s z t u k i l u d o w o j . Jost s p r a w ą miejscowych t r a d y c j i j a k tego
r o d z a j u zjawisko n a z w i e m y . W J u g o s ł a w i i H l e b i n e u c h o d z i za
c o n t r u m naiwnej s z t u k i , u nas j e d n a k , gdzie w c i ą ż ż y w a jest
t r a d y c j a s z t u k i ludowej, podobne p r z e j a w y o k r e ś l a się m i a n e m
w s p ó ł c z e s n e j s z t u k i ludowej. M a m y w i ę c nowe „ l u d o w e " o ś r o d k i
m a l a r s t w a na szkle (Podhale), o ś r o d k i r z e ź b y ludowej (Sierpc,
Ł u k ó w , Paszyn, Ł ę c z y c a , R a d o m ) .
tów

10

I s t n i e n i e w Polsce w c i ą ż ż y w y c h t r a d y c j i l u d o w y c h i r e l i k ­
dawnoj gospodarski c h ł o p s k i e j sprzyja t e m u , że w ś r ó d

П . 9. T e o f i l Ociepka, Mamut, olej na p ł . , w y m . 50 X 70 c m ; i l . 10. J ó z e f Szul ort, Spotkanie rodzinne, olej, s k l e j k a ; i l . 11. Tomasz T e r e ń ,
Pejzaż z krówkami,
olej, w y m . 3 6 x 4 0 c m ; i l . 12. Seweryn O d r z y w o l s k i , Damy na dziulzińcu,
olej na p ł y c i e , w y m . 6 1 x 7 3 c m ; i l . 13.
W ł a d y s ł a w B y b k o w s k i , Zamek króla Jombego IV, olej, w y m . 66,5 x 86,5 c m ; i l . 14. M a r i a K o r s a k , Ogród Saski, olej na p ł . , w y m . 68 X
95 c m

14

21

П. 15. J a n P ł a s k o c i ń s k i , Lew i antylopa, olej

„ n a i w n y c h " silnio zaznacza się grupa t w ó r c ó w w y w o d z ą c y c h się

Oczywiście dla nas najbardziej

z podglebia ludowego, a zarazem na mapie pojęć w y r a ź n i e od­

grupa „ a u t e n t y c z n y c h n a i w n y c h " , l u d z i , j a k ż e c z ę s t o z d o l n y c h

dziela się granice tego co „ n a i w n e " o d togo co „ l u d o w e " . ( R ó ż n i ­

w y p o w i a d a ć s i ę t y l k o w jeden s p o s ó b , w ł a ś n i e „ n a i w n y " . N a ­

ca d o t y c z y stosunku j e d n o s t k i do otoczenia. W sztuce ludowej

i w n o ś ć jest n i e m a l z r e g u ł y i c h w ł a s n ą f o r m ą opisu ś w i a t a , pro­

d z i e ł o j o d n o s t k i s t a n o w i w a r i a n t t w ó r c z o ś c i akceptowanej

przez

j e k c j ą ż y c i a w e w n ę t r z n e g o . C z ę s t o w y n i k a z izolacji c z ł o w i e k a ,

ś r o d o w i s k o , podczas g d y n a i w n i s ą poza ś r o d o w i s k i e m , osamot­

skazy psychicznej, poczucia p o s ł a n n i c t w a , z w y b i ó r c z e g o r o z w o j u

n i e n i w n i m , i n n i , a i c h w y p o w i e d ź z w i ą z a n a jest przede wszyst­

o s o b o w o ś c i . Skaza, l e ż ą c a u ź r ó d ł a t w ó r c z o ś c i staje się w ó w c z a s

k i m z osobowością, z indywidualnymi

darem

predyspozycjami).

Moda na „ n a i w n y c h " s p o w o d o w a ł a j e d n a k , że ze zjawiska
indywidualnego zaczyna się ono p r z e k s z t a ł c a ć w „ s t y l n a i w n y " .
Ściślej m ó w i ą c , o b o k autentycznej t w ó r c z o ś c i n a i w n y c h powstaje
malarstwo i r z e ź b a n a ś l a d u j ą c a naiwność. M a m y więc

obecnie

w naszej k u l t u r z e k i l k a zjawisk, o p a t r y w a n y c h e t y k i e t k ą

„na­

i w n i " . S p r ó b u j m y je w y m i e n i ć . B ę d ą t o :
1. M a l a r s t w o i r z e ź b a nieudolne, p r y m i t y w n e w p e j o r a t y w n y m

naiwności;

interesującym

p r z e ż y c i e , izolacja, c h ę ć

d o z n a ń —• b o d ź c e m

z j a w i s k i e m jest

wyrażenia

dla w y p o w i e d z i osobistej,

swych

niekorygowanej

j ę k i e m p r z e d otoczeniem.
N a koniec jeszcze dwie u w a g i . N i e k i e d y m ó w i s i ę , że sztuka
n a i w n a jest w s p ó ł c z e s n ą „ s z t u k ą l u d o w ą " p e r y f e r i i m i e j s k i c h .
N i e , „ s z t u k ą l u d o w ą " e p o k i i n d u s t r i a l n e j jest kicz.
Zainteresowanie s z t u k ą n a i w n ą m a r ó ż n e ź r ó d ł a .

Wynika

cechom

z a r ó w n o z tego, co w n o s i w s p ó ł c z e s n a s z t u k a j a k i z tego, czego

c h a r a k t e r y s t y c z n y m dla autentycznej s z t u k i naiwnej ( t a k i m

niezdolna jest d a ć c z ł o w i e k o w i . W y d a j e m i się j e d n a k , że „ n a ­

jak

i w n o ś ć " w naszyoh czasach s p e ł n i a przede w s z y s t k i m t a k ą r o l ę ,

znaczeniu
np.

tego

słowa.

zakłócenie

Odpowiadające

proporcji,

błędy

niektórym
rysunku,

rytmizacja

f o r m y , n a r r a c y j n o ś e , z a t r z y m a n i e r u c h u , hieratyzaoja postaci),

j a k ą dawniej o d g r y w a ł a e g z o t y k a . Rozszerza nasze

alo pozbawiono w a r t o ś c i p o z y t y w n y c h t a k i c h j a k s t r u k t u r a l n a

porusza

j e d n o ś ć dziel;:, jego p o e t y c k i w y r a z i t d ;

e g z o t y k a u t r a c i ł a s w ą a t r a k o y j n o ś ć , s p o w s z e d n i a ł a przez tele­

2. N a i w n o ś ć inspirowana wzorcem, k s z t a ł t o w a n a

na

zasadzie

wyobraźnię,

odrywa od codzienności.

doznania,

O d czasu g d y

w i z j ę , f i l m , i l u s t r a c j ę , m a s o w ą t u r y s t y k ę — n a i w n o ś ć w sztuce

z b l i ż o n e j do m e c h a n i z m u r o z w o j u s z t u k i ludowej (w H l e b i n e

z a c z ę ł a , po ozęśoi p r z e j m o w a ć j e j r o l ę . Zaspokaja



innym światem, barwnym, baśniowym, zredukowanym — jak

będzio n i m m . i n . twórczość

Generalicia, a w

dalszym

t ę s k n o t ę za

jed­

k o m i k s y — do e l e m e n t ó w najprostszych, ale w o d r ó ż n i e n i u od

np.

k o m i k s ó w — p o z b a w i o n y c h zła, b r u t a l n o ś c i , k o n f l i k t ó w , n a p i ę ć .

osobowości,

raozej uspakaja n i ż bulwersuje. O d r y w a o d c o d z i e n n o ś c i , o d ż y ­

4. N a i w n o ś ć ś w i a d o m i e k s z t a ł t o w a n a j a k o s t y l , przez a m a t o r ó w ,

w i e m y , iż jest to s z t u k a naiwna. N a t o m i a s t o n i , k t ó r z y t ę s z t u k ę

planie inspiracjo m . i n . B r e u g h l e m , u nas: p r o p o z y c j a
nostki

przyjęta

i rozwijana

w

licznych

wariantach,

w .Pfiszynie, o ś r o d k u sierpeckim czy ł u k o w s k i m ) ;
3. N a i w n o ś ć

„autentyczna",

stanowiąca

wyraz

proji k e j ę ś w i a t a w e w n ę t r z n e g o ;

Sztuka

naiwna, niezależnie

od i n t e n c j i

swych

cia p r a w d z i w e g o , j a k b a j k a — dla d o r o s ł y c h . A l b o w i e m to m y

p o d k s z t a ł c o n y c h p l a s t y k ó w a nawet i n s p i r u j ą c y c h się t y m

t w o r z ą , c z ę s t o n a w e t nie w i e d z ą o t y m , iż istnieje c o ś takiego

s t y l e m profesjonalnych

j a k p o j ę c i e s z t u k i n a i w n e j , naiwnego

artystów-plastyków.

stylu.

Kot.; S. D^ptuszewski, il. 8; A. Jackowski, il. ?; T. Kaźmierski, 11, 5; L . Sempoliński, il, 1, 15; J . Świderski, il. 3, 4, Г—H

22

twórców,

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.