e6bebde9365700af87c659404ce4266b.pdf

Media

Part of O potrzebie poznania poprzez dotknięcie źródeł kultury tej ziemi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.1

extracted text
O potrzebie poznania
poprzez dotknięcie źródeł kultury
tej ziemi
Działalność Fundacji „Muzyka Kresów"
Beata Wilgosiewicz
„Człowiek nie jest w stanie żyć po ludzku poza środowiskiem żywotnym, solidarnym i zadomowionym. Pierwotność nie jest przeto wyłączną właściwością społeczeństw uprzednich, a zwłaszcza utraconych, jest właściwo­
ścią wszelkich zasługujących na swą nazwę społeczeństw. Im bardziej rozczłonkowana i skomplikowana jest cy­
wilizacja - tym większa potrzeba lokalności i przejrzystości. Im bardziej rozproszone i urzeczowione więzy mię­
dzyludzkie, tym większe pragnienie związków skupionych i osobowych. Im bardziej upośredniona i okazjonalna
komunikacja, tym większe łaknienie porozumienia intensywnego i bezpośredniego. Im bardziej rozbite i sprzecz­
ne wyobrażenia symboliczne, tym większy głód wyobrażeń spójnych i spajających. [...]
Kultura jest nieustanną oscylacją pomiędzy tym, co pierwotne, a tym co wtórne. Pierwotne są bez wątpienia
rodzina, pokrewieństwo i wspólnota, a wtórne - własność, władza, państwo. Pierwotne jest również doświadcze­
nie świętości, duchowości i całości, a wtórna fabrykacja, materializacja i racjonalizacja rzeczywistości. Różne,
klasyczne już teorie trafnie wskazywały bieguny tej oscylacji: sacrum i profanum, societas i civitas, wspólnota
i stowarzyszenie. W tej perspektywie antropologia kultury nie jest tylko wiedzą o tym, co uprzednie i utracone, jest
również wiedzą o tym, co niezbywalne. Nie trzeba więc koniecznie uprawiać jej w lasach Majomby królestwa Loango. Można pytać samego siebie, czy chodzi się prosto, pytać zatem o właściwe relacje pomiędzy tym, co świę­
te i powszednie, plemienne i obywatelskie, społeczne i państwowe, duchowe i intelektualne." (podkreślenia B.W.)
Andrzej Mencwel, Wstęp: wyobraźnia antropologiczna, W: Wiedza o kulturze.
Część I. Antropologia kultury

Spór o istnienie kultury ludowej
Kultura ludowa - czym była, czym jest, czy w ogóle jest - te
pojawiające się od lat pytania w ostatnim czasie przybrały na si­
le. Możmy obecnie śledzić dyskusję, która toczy się w różnych
środowiskach, na łamach wielu czasopism. Przekonamy się
o tym, biorąc do ręki ostatnio wydaną książkę pod znamiennym
tytułem Czy zmierzch kultury ludowej?} Problem pojawia się już
przy próbach ustalenia samej definicji kultury ludowej. Etnogra­
fowie, socjolodzy, antropolodzy, artyści, powołując się na defini­
cje wypracowane przez różne dziedziny nauki, z konsekwencją
większą lub mniejszą, posługując się przyjętym terminem,
umiejscawiają koniec tej kultury: jedni w XIX wieku, drudzy
wraz z początkiem czy też końcem I I wojny światowej, jeszcze
inni w czasach współczesnych i przyszłych. Nie jest moim za­
miarem porównywanie poszczególnych stanowisk, przedstawie­
nie poszczególnych definicji i wynikających z nich sposobów ro­
zumienia kultury ludowej. Poszczególne głosy i sądy, charakte­
rystyczne dla prowadzonego sporu, są dla mnie ważne jako
punkty odniesienia, punkty zakreślające przestrzeń, w obrębie
której porusza się Fundacja „Muzyka Kresów".
Pierwszy, ważny dla mnie głos, to wypowiedź Rocha Sulimy.
Wskazuje on na to, co pod pojęciem kultury ludowej kryje się
w obecnym czasie. Pisze: „KULTURA LUDOWA UMARŁA.
ŻYJE JEJ MIT, wzmacniany m.in. przez ekologizm, uchodzący
dziś prawie za odmianę historiozofii.
Kultura ta obecna jest w symbolach, przypomnieniach alu­

zjach, jest treścią naszej podświadomości, zobowiązaniem wo­
bec świata wartości. Ale obok tego kultura ludowa pozostaje
wciąż emblematem kultury gorszej. Pielęgnuje zatem rolę kultu­
ry ofiarnej, nieagresywnej. Jest symboliczną ekspresją niezni­
szczalnej woli życia. Nieobce są jej zarazem nastroje fatalistyczne, poczucie finalizmu biegu świata. Witalizm tej kultury sąsia­
duje ze swoistą filozofią godnego umierania. Jest to tyleż kultu­
ra życia, co kultura śmierci, czyli ginięcia rozumianego jako zarodnia przyszłego życia.
Korzystając z przysługującego humaniście prawa do przesa­
dy, mogę stwierdzić: nie ma już kultury ludowej, jest natomiast
myślenie o kulturze ludowej, np. w literaturze odwołującej się do
ludowego słowa. Jest marzenie o kulturze ludowej, jako utraco­
nej ludzkiej prakulturze. Jest wreszcie w Polsce coś, co można by
nazwać PRZEKLEŃSTWEM kultury ludowej, dziwna niestosow­
ność mówienia o niej. Jest jej negacja albo apologia." (podkre­
ślenia B.W.)
Kolejna wypowiedź - Piotra Sarzyńskiego, zgodna z wyżej
prezentowanym sądem, głoszącym śmierć tej kultury, wskazuje
na dodatkowy aspekt - współczesne ożywienie w wielu dziedzi­
nach kultury, przejawiające się w różnego typu przeróbkach, cy­
tatach i pastiszach w nawiązywaniu do kultury ludowej. Wszel­
kie te próby nie służą jednak „identyfikacji etnicznej czy budo­
waniu wspólnoty, ale są jedynymi spośród setek innych kulturo­
wych puzzli dobieranych swobodnie do tworzenia nowoczesnej
kultury masowej". Według Sarzyńskiego nie można przywrócić
tego, co nieuchronnie odeszło, a takie programy jak przywraca2

3

9

nie „ginących zawodów" są jedynie kolejną próbą ożywiania tru­
pa. Tekst zaczyna się słowami, które można potraktować jako
konkluzję całej wypowiedzi: „Kultura ludowa umarła. Odeszła
bezpowrotnie w przeszłość tak, jak wcześniej kultura rycerska,
sarmacka czy ziemiańska. Właściwe miejsce dla niej to dziś mu­
zeum etnograficzne, skansen, izba pamięci. Zaś termin folklor
potrzebny jest tylko do rekonstrukcji historii, a nie opisu rzeczy­
wistości."
Dla równowagi przytoczę dwa odmienne sądy. Pierwszy:
spostrzeżenia Dyzmy Gałaja, kierują uwagę na dwie istotne ce­
chy, które są najważniejsze w kulturze chłopskiej, są jej ostoją.
Pierwsza, to stosunek chłopów do ziemi jako miejsca pracy i ży­
cia, „jako jedynego i centralnego wśród wszystkich spraw i rze­
czy świata miejsca, w którym kolejne pokolenia żyły, żyją i bę­
dą żyły - pamięć po sobie zostawiając w opiniach sąsiadów i na
parafialnym cmentarzu." Druga to silne poczucie wolności,
ujawniające się pomimo niedyskutowalnego przymusu przyro­
dniczego czy klimatycznego, gdyż „w ramach tego przymusu
jest wolność podejmowania prac każdego dnia czy też każdego
miesiąca". Przy tym autor nie idealizuje i nie mitologizuje sto­
sunku chłopa do ziemi. Widzi różnice w poszczególnych grupach
rolniczych, dokładnie opisuje zmiany, jakie zachodzą w dzisiej­
szych gospodarstwach, podając konkretne przykłady na to, iż
ziemia stopniowo z przedmiotu kultu i najwyższej wartości staje
się środkiem produkcji. Nad tym jest jednak to, co jest stałe i nie­
zmienne: „Inne niż dawniej są formy pracy, inne efekty, inne ce­
le i plany na przyszłość, ale gospodarstwo i rodzina nadal pozo­
stają sobą - nadal stanowią autonomiczną jedność gospodarczą,
kulturową i moralną." Sam widzi niewielką możliwość obrony
kultury ludowej w „zmaganiu się etosu ludowego z etosem ma­
sowym, etosu pracy z etosem konsumpcji". Jedyną szansą tej
grupy społecznej w nowej, zmieniającej się rzeczywistości jest
bycie partnerem „wobec innych grup zawodowych Polski i Eu­
ropy - w wykształceniu, dochodzie, wizerunku rodziny, stylu ży­
cia i aspiracji, obywatelskości i tworzeniu wartości kultury ogól­
nonarodowej, uniwersalnej".
Drugą wypowiedzią, dostrzegającą szansę przetrwania kultu­
ry ludowej, jest głos Anny Tatarkiewicz. Zastanawia się ona nad
możliwościami przetrwania tej kultury i podaje konkretne propo­
zycje. Pisze: „Mówiąc o sprawach wsi z reguły widzi się tylko
dwie możliwości: albo restrukturyzacja na wzór euroamerykański, albo skansen. Nasi Europejczycy nie dopuszczają myśli
0 trzeciej możliwości, jaką byłby awans cywilizacyjny wsi w pa­
rze z częściowym bodaj zachowaniem tradycyjnych wartości,
które nie od dziś próbuję ukazywać." (podkreślenie A.T.)
Wartość dyskusji tkwi w samym stawianiu pytań, w rozmo­
wie, dotyczącej roli i miejsca kultury ludowej w świadomości
1 rzeczywistości obecnych czasów. Artykułowane jest to, o czym
z trwogą myślał i przeciwko czemu kierował swoją działalność
już w XIX wieku Oskar Kolberg. Sądy o przemijaniu kultury lu­
dowej, ogłaszanie jej śmierci, zmuszają do głębokiej refleksji
nad jej rzeczywistym statusem. A wiara w przetrwanie tego świa­
ta tak naprawdę wskazuje na transformację zmierzającą w nie­
znanym kierunku, mówi o ostatnich iskrach, które jeszcze moż­
na uchwycić, czy też dzięki którym można zrozumieć tamten
świat. Przyszłość jest niewiadomą, nie wiadomo bowiem, co
owo ginięcie w zamian przyniesie, nie wiadomo co wyrośnie
z tej „zaradni przyszłego życia". Nie oznacza to jednakże, że po­
trzeba pierwotności, o której pisze Andrzej Mencwel, tej która
była fundamentem kultury ludowej, odchodzi na zawsze wraz
z wartościami, które w niej tkwiły. Są to bowiem wartości, które
Mencwel nazywa niezbywalnymi, i to niezbywalnymi dla każde­
go z nas, człowieka żyjącego pod koniec XX wieku.
Poprzez prezentację działalności Fundacji „Muzyka Kre­
sów", chcę włączyć się w powyższą dyskusję, przedstawiając
konkretny przykład współczesnych poszukiwań możliwości
4

5

6

7

8

9

10

10

funkcjonowania kultury ludowej czy też świadomości jej
istnienia. Jest to próba uchwycenia owych migotliwych iskier,
które mogą stać się życiodajnym niezbywalnym ogniem.
Działalności Fundacji
Fundacja „Muzyka Kresów" wraz z działającym przy niej
Ośrodkiem Badań Muzykologicznych i Kulturowych Europy
Środkowo-Wschodniej powstała w 1991 roku za sprawą dwóch
osób - Jana Bernada i Moniki Mamińskiej. Fundacja swoją dzia­
łalnością włączyła się w nurt poszukiwań, które pytają o możli­
wości, cele i kierunki kontynuacji tradycji ludowej. Kształtując
własny sposób patrzenia na tę kulturę, pytają o to, co w jej obrę­
bie jest jeszcze ważne i żywe dla współczesnego człowieka. Są
to próby wypracowania nowych form rozmowy na temat trady­
cji, wsi, a co za tym idzie, są to próby innego pokazywania tego
świata i jego rozumienia. W 1992 roku, w początkowym okresie
istnienia „Muzyki Kresów", Jan Bernad tak określił program
działalności Fundacji: „Nie chcemy być placówką naukową,
choć staramy się, by przygotowywane przez nas sesje teoretycz­
ne były na wysokim poziomie. Nie chcemy być też agencją kon­
certową, sprowadzającą chóry i zespoły folklorystyczne. Chcemy
powołać nową formą rozmowy o kulturach naszych narodów, fir­
mę, w której byłoby miejsce zarówno dla uczonych, twórców,
jak i ludzi młodych, zainteresowanych kulturą, która powstała
kilkaset lat temu na ziemiach zwanych w naszej tradycji Kresa­
mi. Formę tę chcemy tworzyć z podobnie myślącymi Białorusi­
nami, Litwinami, Ukraińcami." (podkreślenia B.W)
Cel, jaki wyznaczyła sobie Fundacja, to wspieranie, prezen­
tacja, popularyzacja i badanie muzyki ludowej i sakralnej (ko­
ścielnej, cerkiewnej i synagogalnej) narodów i grup etnicznych
środkowowschodniej części Europy, zamieszkujących te tereny,
które w dużej części pokrywają się z obszarem Rzeczypospolitej
Dwojga (czy wielu) Narodów. Słowo kresy w nazwie Fundacji
jest tu rozumiane jako pojęcie historyczne.' Przy tym Bernad
i Mamińska, tworząc Fundację, chcieli zerwać z taką wiedzą
o naszych wschodnich sąsiadach, która nie opiera się na znajo­
mościach realiów, ale na mitach i wyobrażeniach, często zresztą
negatywnych.
Współtwórcami programów i biorącymi w nich udział, od
początku istnienia Fundacji, są wybitni etnolodzy i etnomuzyko­
lodzy z krajów sąsiednich, bowiem: „rzetelność podejścia do te­
matu wymaga, byśmy o muzyce białoruskiej rozmawiali z twór­
cami i naukowcami Białorusi, o muzyce litewskiej z Litwinami
itd. Co do szans kulturowych - myślę, że za wcześnie o nich
mówić, bo nie wiemy jeszcze, co zostało żywe, a co obumarło
w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Na tym etapie rekonstruk­
cji obrazu naszych kultur, na jakim się znajdujemy, trzeba mieć
oczy i uszy otwarte i stwarzać fakty. Doprowadzać do wspólnych
badań, formułować nowe podejście do kultury i historii tego ob­
szaru".
Od 1991 roku, czyli od momentu powstania Fundacji, do dnia
dzisiejszego odbyło się kilkanaście konferencji, które, jak zau­
waża Piotr Dahlig, stały się ważnym forum dla spotkań etnomuzykologicznych, ponadto już w drugim roku działalności Fun­
dacja wykroczyła poza ramy ściśle etnomuzykologiczne, posze­
rzając tematykę spotkań o sferę zagadnień odnoszących się do
duchowości narodów Europy Środkowo-Wschodniej.
Można wyróżnić trzy bloki tematyczne, w obrębie których
skupiają się poszczególne tematy sympozjów. Pierwszy - Muzy­
ka Ludowa Europy Środkowo-Wschodniej , program ten
o charakterze naukowo-badawczym, edukacyjnym i popularyza­
torskim ma na celu wszechstronną prezentację muzyki tradycyj­
nej i jej roli w kulturach archaicznych oraz we współczesnej kul­
turze. Przedstawiając aktualny stan badań nad muzyką tradycyj­
ną prowadzonych w różnych ośrodkach naukowych Europy
11

2

13

14

15

Środkowo-Wschodniej, program ten ma również na celu integra­
cję środowisk naukowych i twórczych tej części Europy. Obok
konferencji, koncertów, prezentacji muzyki tradycyjnej i war­
sztatów muzycznych, Fundacja prowadzi badania terenowe oraz
archiwum, gromadzące materiały z konferencji, dokumentację
filmową i fonograficzną ekspedycji naukowo-badawczych oraz
rejestrację koncertów i organizowanych przez siebie różnych
prezentacji muzycznych.
W celu dopełnienia całości obrazu należy przeprowadzić we­
wnętrzny podział i wyróżnić te sympozja, które odbywają się let­
nią porą. Ich specyfika polega na połączeniu formuły konferen­
cji z koncertami, warsztatami, indywidualnymi spotkaniami.
Aleksandra Domańska tak opisuje jedno z letnich sympozjów,
w nadbużańskich Dołhobrodach: „Różne były intencje uczestni­
ków: jedni śpiewali, drudzy badali, trzeci słuchali. Chwilami
spotkanie zamieniało się w rodzaj warsztatów muzycznych
i wzajemnej wymiany doświadczeń, chwilami były to koncerty,
kiedy indziej po prostu zabawa."
Drugi blok tematyczny - Duchowość narodów Europy
Środkowo-Wschodniej , pojawił się wraz z przeświadczeniem,
iż nie można mówić o muzyce ludowej bez szerszego kontekstu
kulturowego. Duchowość jest tu rozumiana „jako tworzący się
na przestrzeni tysiącleci stosunek wobec rzeczy ostatecznych:
Boga, narodzin, śmierci, miłości, choroby, cierpienia, czasu,
przemijania [...] w postawie wobec spraw ostatecznych tkwi
źródło duchowości człowieka, plemienia, grupy etnicznej, naro­
du. Pytania są te same, natomiast odpowiedzi w każdym przy­
padku są inne i ta inność stanowi o wartości i niepowtarzalności
zarówno jednostki, jak i całych kultur." Sympozja te mają cha­
rakter interdyscyplinarny, udział w konferencjach biorą uczeni
z różnych dziedzin nauki: filozofowie, teolodzy, religioznawcy,
etnolodzy, muzykolodzy, historycy, historycy sztuki, teoretycy
literatury oraz twórcy: poeci i malarze.
Trzeci blok tematyczny, zatytułowany Kontynuacja trady­
cji, to również wieloletni, wielowątkowy i interdyscyplinarny
program. Obok szeregu spotkań i konferencji, istotną częścią te­
go cyklu jest szeroko zakreślony blok edukacyjny w przedszko­
lach, który jest realizowany od września 1997 roku. W tym cyklu
tematycznym mieści się również długofalowy program naukowo-badawczy Pieśni obrzędowe Podlasia - wzajemne wpływy
oraz odrębności lokalne na pograniczu z białorusko-ukraińskim
Polesiem prowadzony od stycznia 1995.
Wysoki poziom naukowy konferencji jest wynikiem dbałości
w doborze tematów, które ukazują wieloaspektowość omawia­
nych problemów. Równocześnie podczas tych sympozjów
próbuje się odtworzyć taki obraz kultury ludowej, który umożli­
wia całościowe spojrzenie na człowieka i świat tradycyjnej wsi.
Omawiając poszczególne dziedziny, dany rodzaj pieśni, dany
aspekt duchowy, zwraca się uwagę na sieć powiązań, relacji
i znaczeń, na ich określone miejsce w czasie i przestrzeni, które
tworzyły spójny świat znaczeń.
Bernad i Mamińska zwracają szczególną uwagę na to, by
w przypadku sesji etnomuzykologicznych zapraszać takich nau­
kowców, którzy prowadzą badania w terenie i mogą zaprezento­
wać rzeczywiste fakty muzyczne, które jeszcze istnieją na wsi.
Jest to poszukiwanie ludzi, którzy podobnie myślą o muzyce tra­
dycyjnej, dla których nie tylko istotne jest rejestrowanie dźwię­
ków, ale samo ich odtwarzanie, by poprzez ten dźwięk dotrzeć
do świata przeszłego. Samo połączenie konferencji z warsztata­
mi, z możliwością praktycznego kontaktu z muzyką i pieśnią,
z możliwością wykonywania prostych, tradycyjnych instrumen­
tów i nauką gry na nich, jest próbą połączenia wiedzy teoretycz­
nej i wiedzy zdobytej w trakcie badań z edukacją i szukaniem
sposobu przekazywania tej wiedzy. Tego rodzaju próby umożli­
wiają z jednej strony bezpośredni kontakt naukowców, z drugiej
strony następuje przekaz pomiędzy naukowcami a ludźmi szuka­
16

17

18

19

20

jącymi praktycznych rozwiązań, zadającymi pytania: jak uczyć
się ludowych pieśni, muzyki czy tańca, jak pracować z dziećmi.
Nacisk położony zostaje na to, czemu dane spotkanie ma służyć.
Konferencje organizowane przez „Muzykę Kresów" nie odby­
wają się bowiem dla samych konferencji, naukowcy w większo­
ści wiedzą o swoich dokonaniach (choć oczywiście nie można
podważyć roli samego spotkania, wymiany wiedzy, stanowisk,
doświadczeń), konferencje skierowane są w stronę tych, którzy
mają potrzebę pogłębiania i poszerzania znajomości kultury lu­
dowej, po to by działać i czynić, i po to też, by przez umiejętne
stawianie pytań otwierać kolejne drzwi zamknięte przez czas
i niepamięć. Jak mówi Monika Mamińska, chodzi o czynne po­
znawanie kultury ludowej.
Tadeusz Kornaś, próbując opisać, czym są sympozja organi­
zowane przez Fundację „Muzyka Kresów", mówi o konsekwent­
nej całości, ale otwartej na przeróżne nieprzewidziane okoliczno­
ści. Wpisując działalność Fundacji w krąg tego rodzaju przedsię­
wzięć, które znajdują swój rodowód w kulturze czynnej Grotow­
skiego, pisze: „Bernad z naciskiem mówi, że on i Mamińska są
twórcami, a nie wyłącznie organizatorami [...] komponują kilku­
dniowe czy kilkutygodniowe spotkania. Ich praca polega na for­
mowaniu dzieła, w którym nie ma anonimowych uczestników,
w którym każdy potrafi odnaleźć swoje miejsce, a zarazem struk­
tury otwartej". Najważniejsze, co jest zgodne z nakazem Gro­
towskiego, „aby żyć w sposób istotny, ryzykować całym sobą" ,
że twórcy „Muzyki Kresów" nieustannie dążą do realizacji wła­
snych marzeń. Samo powołanie Fundacji, jest tym - jak mówi
Jan Bernad - co ma te marzenia chronić , co umożliwia realiza­
cję niemożliwego.
21

22

23

24

W głąb kultury ludowej
W programie zatytułowanym Kontynuacja tradycji czytamy:
„Powrót do tradycyjnej kultury jako jednolitego systemu jest już
niemożliwy. Procesy cywilizacyjne, wojny, migracje, zwłaszcza
XX w. sprawiły, że takiej tradycji już nie ma. Dziś odwołać się
można do tego, co widzialne: sztuki, ludzkiej pamięci..."
Zadaję sobie szereg pytań. Czym jest wyżej opisana działal­
ność Fundacji „Muzyka Kresów"? Czy można poszukiwać
w obrębie świata, który już nie istnieje? Czy działalność ta pod­
lega diagnozie, jaką postawił sztuce ludowej Czesław Robotycki, mówiąc iż „przez ostatnie 50 lat jej promowania i ochrony
skostniała w kanonie, który określili dla niej etnografowie, entu­
zjaści i instruktorzy. Zamknięta w ramy tradycji i normy nieod­
wracalnie osiadła w muzeach?' (podkreślenia B.W.) A jeśli tak
jest - czy twórcy Fundacji nie przyjęli postawy archeologów lub
twórców kolejnego skansenu? (Nie chcę tu bynajmniej podwa­
żać roli archeologów i roli muzeów czy skansenów. Walka jed­
nakże toczy się o żyjącą i wciąż życiodajną część ludzkiej kultu­
ry.) I czego poszukiwać? I co czynić z tym odnajdywanym, od­
krywanym w nie istniejącym systemie? Czy może rzeczywiście
te poszukiwania zatrzymują się na poziomie myślenia i marze­
nia, wyobrażania sobie kultury ludowej, a więc poruszania się
w obrębie mitu - tak jak o tym pisał Roch Sulima?
Przyglądając się poszczególnym przedsięwzięciom „Muzyki
Kresów", wsłuchując się w słowa wypowiadane przez Jana Bernada i Monikę Mamińska, próbuję odpowiedzieć na postawione
wyżej pytania, by odszukać tę drogę, która prowadzi w głąb kul­
tury ludowej i daje możliwość spotkania z nią. Już na samym
początku należy przyjąć założenie, że jest to spojrzenie człowie­
ka z zewnątrz, który wie (o czym była już mowa wcześniej), że
harmonijna całość tradycji została utracona, że powrót jest świa­
domy i jak mówi Monika Mamińska, „jeśli świadomy, to już sty­
mulowany z zewnątrz".
„W poszukiwaniu, które jest z jednej strony poszukiwaniem
uniwersaliów, a z drugiej strony odmienności, jakoś częściej za25

26

27

11

Poprzez muzykę

I V Międzynarodowe Sympozjum „Muzyka Ludowa Europy Środko­
wo-Wschodniej". Rybaki n/Narwią, 1994.
Tańce litewskie i huculskie (na s. 13)

trzymuję się na wsi, na peryferiach, na obrzeżu... Tam najwięcej
znajduję. Tam też spotykam ludzi, z którymi jest mi co jakiś' czas
po drodze. A wieś to matecznik kultury tradycyjnej i oczywiście
muzyki." Jednym z pierwszych, znaczących wyborów jakich
Jan Bernad i Monika Mamińska dokonali był wybór przestrzeni,
dziedziny, w obrębie której prowadzą poszukiwania owych uniwersaliów i odmienności. Oboje swoje spotkanie z wsią i ludź­
mi, którzy tam żyją, nazywają istotnym, „przeogromnym" do­
świadczeniem swojego życia. Wieloletnie wędrówki po tych ob­
szarach, wielogodzinne rozmowy, wspólne muzykowanie
i śpiewnie stało się dla nich swoistego rodzaju wtajemniczeniem,
które dokonywało się przez wiele dni o różnych porach dnia i ro­
ku. Wielokrotnie powtarzają, iż tego rodzaju doświadczenie nie
mogło skierować ich na inną drogę, wzbudzić w nich innch py­
tań. Tak o czasie wspólnych gardzienickich, choć zapewne też
i późniejszych kolędniczych wędrówek pisze Krzysztof Czyżew­
ski: „... dla niektórych z nas ta podróż (poprzez wyprawy i reko­
nesanse ku ludziom na wsi) już dawno przestała być podróżą po
nowe środowisko dla teatru, po wiedzę krajoznawczą, czy histo­
ryczną, po atrakcyjny materiał, który później można by na różny
sposób wykorzystać. Niepostrzeżenie godziny spędzone
w izbach ze starcami przy wtórze ich pieśni, modlitwy, skargi
i tęsknoty stawały się godzinami wtajemniczenia na takiej samej
zasadzie, na jakiej kiedyś chcąc przyuczyć chłopaka do śpiewu
w cerkiewnym chórze, stawiano go pomiędzy śpiewaków pod­
czas każdej liturgii, aż sam nie dosłyszał tonu, który odtąd zestrajał będzie jego duszę i przywoływał".
Zetknięcie ze światem wsi nastąpiło poprzez patrzenie i słu­
chanie, a więc poprzez doświadczenie bezpośrednie. Jest to tego
rodzaju sytuacja badacza (choć myślę, że w pierwszym okresie
swojej działalności, a zwłaszcza przed założeniem Fundacji,
Bernad i Mamińska nie określali swojego sposobu kontaktu ze
wsią na zasadzie badacz i podmiot badany), czy też postawa oso­
by poznającej, przez Annę Wykę określona postawą „ucznia
podmiotu badanego", czyli aktywnego świadka, uczestnika, dla
którego relacje z wsią stają się sytuacją wymiany. Zastana rze­
czywistość ma znamiona wspólnego - bo ważnego dla obydwu
stron - świata. Jest to pójście o jeden krok wprzód, czy też
w głąb, w stosunku do podejścia, jakie prezentowało i prezentu­
je Stowarzyszenie Teatralne „Gardzienice" w swoich wiejskich
penetracjach, w których Jan Bernad w latach 1977-1983 jako
członek tej grupy teatralnej uczestniczył. Wybór wsi przestaje
być sposobem postrzegania kultury ludowej, widzialnego i nie­
widzialnego tam świata jako materiału wykorzystywanego po­
tem przy budowaniu spektakli, czy do wzbogacania własnego re­
pertuaru muzycznego. Świat wsi jawi się już nie tylko jako pew­
na tajemnica, po którą można sięgnąć w dowolny sposób, by po­
tem o niej świadczyć. Ale taka tajemnica, w której tkwią prawdy
- ukryta wiedza i mądrość wypracowana przez wieki, której to
odkrywanie staje się wyzwaniem i zobowiązaniem w wymiarze
praktycznym i metafizycznym.
28

29

30

31

12

„... muzyka w kulturze ludowej istniała jako dziedzina całko­
wicie nieautonomiczna, niosąc ze sobą znaczenia specyficzne
i jedynie właściwe dla określonej sytuacji społecznej. Każda sce­
na muzycznego dramatu życia społeczności wioskowej otrzymy­
wała sens poprzez przyporządkowanie do sytuacji będącej zna­
kiem swego czasu. W tej jednoznaczności przyporządkowania
ujawnił się sakralizujący walor muzyki. Pieśń ludowa była więc
zarówno w warstwie treściowej, muzycznej oraz wykonawczej
ściśle związana z pełnioną funkcją. Spójność sensu muzyki (uza­
leżnionego od sytuacji), jej struktury i sposobu wykonywania
strzegła tradycja."
Słowa Sławomiry Żerańskiej-Kominek, określające funkcje
muzyki w kulturze ludowej, wskazują na jej wszechobecność, na
jej sakralny charakter, na muzykę jako integralną część wielora­
kimi więzami połączoną z całym systemem kultury i życiem na
wsi. Słowa te odnoszą się do czasów, kiedy śpiew był codzienno­
ścią - był zwierciadłem i odbiciem życia człowieka. Do takiej
obecności muzyki w świecie starają się dotrzeć Jan Bernad i Mo­
nika Mamińska, czy też taką obecność próbują odtworzyć. Usy­
tuowanie muzyki w centrum swoich zainteresowań (co znalazło
swój wyraz już w samej nazwie Fundacji), jest wskazaniem na
kolejny znaczący wybór, jakiego dokonali. Oboje wielokrotnie
powtarzają, że to właśnie poprzez muzykę odkryli wieś, że przez
nią patrzą na kulturę ludową. Muzyka jest „takim oknem, w mia­
rę czystym, przez które mogę patrzeć na kulturę tej ziemi."
Obok dużej liczby konferencji, które mają ukazywać różne
aspekty muzyki tradycyjnej, obok indywidualnej pracy Jana Bernada i Moniki Mamińskiej - różnego typu ekspedycji prowadzo­
nych przez nich od lat, ważną częścią działalności Fundacji jest
prezentacja muzyki tradycyjnej. Na konferencje, sympozja, festi­
wale przyjeżdżają zespoły z różnych stron Polski i Europy Środ­
ki owo-Wschodniej, które poprzez śpiew i muzykę pokazują owe
„utracone" obszary. Są to przede wszystkim autentyczni wyko­
nawcy, którzy znają tradycyjny repertuar „od zawsze", bądź lu­
dzie, dla których zachowanie oryginalności linii melodycznej
i wierności w odtwarzaniu jest podstawową wartością w prezen­
tacji tej muzyki. Tu, jak zauważył podczas jednego ze spotkań
Aleksander Jackowski, poprzeczka w traktowaniu muzyki ludo­
wej postawiona jest wysoko, nie ma mowy o prezentacji tak
modnego współcześnie „nobilitowanego" i „uszlachetnionego"
folku - czyli różnego typu przeróbek, połączeń i przekształceń
dokonywanych na muzyce ludowej. Tu prezentacja muzyki tra­
dycyjnej, pieśń jest tym, czym „wydobywanie na powierzchnię
rubinów czy diamentów". Ponadto Bernad i Mamińska próbu­
ją stwarzać takie warunki dla koncertów czy prezentacji i tak je
aranżować, by móc przekazać najbardziej autentyczną muzykę
w odwołaniu do kontekstu, w jakim dawniej ona występowała.
Stąd zrodził się pomysł osobnych prezentacji poszczególnych
gatunków muzycznych i obrzędowych z odpowiednim komenta­
rzem - jak w przypadku prezentacji muzyki weselnej czy koły­
sanek.
W tym miejscu powraca pytanie o cel organizowania tego ty­
pu festiwali, koncertów, prezentacji, jeśli w nich, choćby nawet
najlepiej przygotowanych, nie przywróci się dawnych funkcji
muzyki, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę obrzędową, czyli tę,
która dla kultury ludowej była najważniejsza. W odpowiedzi
przychodzą słowa Jana Bernada, podkreślające rolę tradycyjnej
muzyki jako świadka czasów przeszłych, jako tę odziedziczoną
po przodkach możliwość zachowania z nimi łączności i zrozu­
mienia ich świata, „... to jest świadectwo, jedno z najstarszych
żywych świadectw tej ziemi. Różni się tym od eksponatów wy­
kopanych gdzieś w ziemi, które później leżą w muzeum (a w mu­
zeum, wiadomo, eksponatów dotykać nie wolno), że jest możli­
wość doświadczania bezpośredniego tego, co było bardzo daw32

33

34

3S

no." Nie jest to jednak prosta droga, poszukiwania mają indy­
widualny charakter, a osiągnięcie celu zależy od tego, który szu­
ka, od jego postawy. Pieśń może być wehikułem - jak mówi Mo­
nika Mamińska - który przenosi gdzieś dalej czy głębiej, doda­
jąc przy tym: „Ale jaki jest warunek? Jeśli chcesz poznać, jeśli
nurtuje cię jakieś pytanie, to to, czy zostaniesz na poziomie od­
twórcy, zależy tylko od ciebie."
Jednym z częstych gości „Muzyki Kresów" jest Jewgienij Jefremow, znany etnomuzykolog z Kijowa. Jego poglądy na obe­
cność i funkcję muzyki, zarówno w tradycyjnym świecie, jak
i dzisiaj spotkają się z poglądami twórców Fundacji - „w obe­
cnej sytuacji na wsi, kiedy wnukom bliższa jest już tradycja
miejska, przeważnie obca tej regionalnej, bardziej kosmopoli­
tyczna, idąca z Zachodu, między wnukiem i babcią powstaje ta­
ka odległość, że zarówno dawne zwyczaje, sposób myślenia, jak
i oczywiście obrzędy i związane z nimi pieśni stają się zupełnie
nieprzydatne w nowej sytuacji i umierają. [...] ...nie ma sposo­
bu na zatrzymanie tego procesu. To by było jak przedłużanie
agonii umierającemu człowiekowi. Jednak bardzo smutno jest
patrzeć, jak to ginie i zostaje jedynie w zapisach magnetofono­
wych, w książkach. Muzyka musi być słuchana, inaczej to jakby
jej nie było. Dlatego założyłem zespół Drewo. [...] A mimo to
nasza działalność jest sztuczna. Dawniej muzyka była elemen­
tem całego systemu, wpisywała się w naturalny kontekst wie­
rzeń, zabobonów, zwyczajów. My żyjemy już w innym świecie,
jesteśmy innymi ludźmi, więc i pieśń nie będzie taka jak wte­
dy." (podkreślenia B.W.) W celu uzupełnienia, należy w tym
miejscu przytoczyć słowa Jefremowa, wypowiedziane w trakcie
innej z nim rozmowy: „sam proces emisji dźwięku, śpiewania
wytwarza jakieś nieokreślone, wewnętrzne samopoczucie. Ma­
gia dźwięku, magia muzycznej komunikacji i poczucie polifonii,
w jakiej uczestniczy twój głos, twój umysł - naprawdę wywiera
ogromny wpływ na świadomość w momencie śpiewania. Nie
wiem, na ile to można nazwać magią, którą odczuwali nasi
przodkowie. Możliwe, że to coś innego."
Po pierwsze muzyka nie jest tu postrzegana jedynie w wy­
miarze estetycznym. Pomimo świadomości zaniku funkcji, które
pełniła pieśń i muzyka w kulturze ludowej, istnieje nadal przeko­
nanie, że warto podejmować trud poszukiwań w obrębie jej sa­
mej i w jej kontekstach, by przez to docierać do jej pierwotnych
znaczeń. Poszukiwania te mają z jednej strony odkrywać taje­
mnice tkwiące w muzyce, z drugiej, są odkrywaniem oblicza sa­
mej kultury ludowej. Tu pojawiają się pytania już nie tylko o ro­
dzaj pieśni, muzyki, o jej strukturę rytmiczną i melodyczną, ale
o manierę wykonawczą i techniki śpiewu, od których skutecz­
ność tych dźwięków zależała. Są to próby odtworzenia tych naj­
starszych sposobów śpiewania, które były wpisane w cały kom­
pleks magiczno-wierzeniowy i pełniły funkcje magiczne - „nie
śpiewano ich dla przyjemności ani rozrywki, lecz jedynie w cza­
sie obrzędów. Z ich pomocą ludzie zwracali się ku duchom
przodków, ku swoim bogom: słońcu, wodzie drzewom. Prosili
o deszcz lub o pogodę. To nie mogło być zwyczajnie mówione,
oni musieli się do bogów dokrzyczeć. Na dodatek śpiewali
w otwartej przestrzeni, na łące w polu, pod lasem. Głos musiał
polecieć daleko, za rzekę lub do sąsiedniej wsi. Dlatego śpiew
ten był bardzo głośny, na pograniczu krzyku." Pojawiają się po­
nadto następne pytania, stawiane przez samych twórców „Muzy­
ki Kresów": „Jaki byłby dziś cel tego rodzaju śpiewania? W kul­
turze tradycyjnej nie każdy mógł śpiewać, więc kto dziś może
w ten sposób śpiewać? Pieśni z jakiego regionu Polski ma śpie­
wać dziewczyna od pokoleń mieszkająca w mieście?" Jak
mówi Jan Bernad, obok problemu - co w pieśni jest jeszcze ży­
we, jest to problem kontynuacji tradycji. Te zagadnienia, jak i sa­
me pytania są wyrazem, iż istnieje ciągła potrzeba odkrywania
tajemnic dźwięku, tajemnicy sposobu porozumiewania się po­
przez muzykę i pieśń z sacrum.
36

37

38

Poprzez pytania
Czesław Robotycki i Stanisław Węglarz, przedstawiając ce­
chy kryzysu epistemo-metodologicznego, jaki objął nauki huma­
nistyczne, przypominają nieraz uświadamianą prawdę, że nie ist­
nieje wiedza absolutnie obiektywna, pewna i prawdziwa. Wska­
zują równocześnie na nauki humanistyczne, których nie można
zwolnić od sądów wartościujących i podkreślają znaczenie tych
teorii i propozycji, które uwzględniają te fakty. Są to propozycje,
w których „zawierają się częściej postulaty rozumienia świata
niż jego pozytywnego wyjaśniania, więcej w nich pytań niż od­
powiedzi, albowiem nieustająca sytuacja pytajna wydaje się nie­
zbywalną cechą ludzkiego myślenia".
Nie tylko sama wiedza żywi się wciąż nowymi i starymi py­
taniami, życie, ta nieustająca sytuacja pytajna, zmusza, by
wciąż odkrywać stare i nowe znaczenia, które rodzą kolejne py­
tania. Ta niezbywalna cecha ludzkiego myślenia świadczy też
0 tym, iż człowiek nieustannie obcuje z niepoznawalnym. Jan
Bernad odpowiedział kiedyś na poważnie zadane pytanie o dzia­
łalność Fundacji, krótkim stwierdzeniem - chodzimy po świecie
1 pytamy. I ta odpowiedź, wypowiedziana jakby z przymruże­
niem oka, bardzo trafnie określa ich status. Można odnieść wra­
żenie, iż ilość pytań, które już dotychczas pojawiły się w tym
tekście oraz tych, które zapewne rodzą się przy jego czytaniu,
zamazuje obraz działalności „Muzyki Kresów". Bernad i Ma­
mińska sami mówią, iż nie mają gotowych odpowiedzi i recept,
mają natomiast mnóstwo pytań. Co jednak jest istotne - wy­
trwale od lat, zmagając się z tymi pytaniami, realizują własny
konkretny program, który zdecydowanie odbiega od oficjalnego
podejścia do kultury ludowej. Myślę, że to właśnie nieustanne
stawianie pytań, o to „jak, a nie czym się zajmować" jest tym,
co wyróżnia ich działalność jako inną spośród wielu propozycji
zajmowania się kulturą ludową (do dookreślenia ich pozycji nie
chcę używać nie do końca adekwatnego do opisu tego zjawiska
słowa „alternatywna", wolę zostać przy słowie inna) i wyznacza
wciąż dalszy kierunek tych poszukiwań. Ponadto ważne jest to,
że pytania o kulturę ludową, o to, co jest w niej jeszcze żywe,
traktują jako pytania osobiste, które nie są ważne dla kogoś, ale
są istotne „dla mnie, dla mojego życia i moich dzieci". W takim
też podejściu można odnaleźć źródło rozumienia, iż: „Kultura
tradycyjna, jej rdzeń, to nie wystylizowane resztki z procesu,
który zwykło się nazywać cywilizacyjnym, w postaci strojów
ludowych czy ludowych tańców. Kultura tradycyjna to postawa
i wynikające z niej pytania wobec rzeczy ostatecznych: naro­
dzin, śmierci, choroby, losu."
41

42

43

Poprzez szczeliny istnienia
„Niebawem umrą ostatnie babki, które na własne oczy oglą­
dały świat duchów. Oglądały z wiarą i spokojem, oczywiście
z lękiem też. Żywa, istniejąca nadprzyrodzona rzeczywistość
odejdzie wraz z nimi. Wyjąwszy rzadkie, mistyczne doświadcze-

39

40

13

nie wybranych, będziemy skazani na pełną wysiłku i trudu
ufność w istnienie niewiadomego. Gładka, wypolerowana po­
wierzchnia codzienności usłużnie podsunie nam nasze własne,
płaskie odbicie jako głębię.
[... ] W ich osobach, w osobie mojej babki, można było znaleźć
cos' na podobieństwo szczelin istnienia, przez które sączyło się in­
ne, niecodzienne światło. To był pierwszy krok w uznaniu niejed­
noznaczności świata, dowód, że coś tkwi poza tym, co dane."
Nie wiem, czy szczeliny istnienia znikną wraz ze śmiercią
starych babek, wiem, że już są coraz węższe, a światło wpada
przez nie coraz węższą wiązką. Taką coraz węższą szczeliną jest
świat kultury ludowej, świat poszczególnych osób, ale też i taki­
mi przesmykami są dźwięki i cała sfera rzeczy dotykalnych i nie­
dotykalnych, które przynależały bądź jeszcze przynależą do tego
44

świata. Dlaczego zajmować się tym światem? Monika Mamińska
mówi, że etnografia, etnologia są dla niej ważne jako nauki
o człowieku do któregoś momentu, punktu, i „nie tyle opisowo,
co od środka znają człowieka" A poszukiwanie odpowiedzi na
pytania, które są pytaniami uniwersalnymi, dotyczącymi każde­
go człowieka, niezależne od kultury, z jakiej się wywodzi, dla
niej i dla Jana Bernada, znalazły swoją przestrzeń właśnie w kul­
turze ludowej. Tych odpowiedzi można poszukiwać w każdej in­
nej dziedzinie i nauce, dla nich tą szczeliną wpada s'wiatło. Czy
jest ona niezbywalna dla świata ?
„Po co wam to, Moniko i Janie? Monika: - To moje życie.
Jan: - Kiedyś przyśniło mi się, że powinienem szukać pierwsze­
go dźwięku muzyki. Bardziej serio mówiąc, mam potrzebę po­
znania - poprzez dotknięcie - źródeł kultury tej ziemi."
4 3

46

PRZYPISY

Czy zmierzch kultury ludowej? Wybór i opracowanie Stanisław Za­ Kultura tradycyjna a świat dziecka (styczeń '96), Muzyka ludowa Euro­
py Środkowo-Wschodniej - Muzyczny Folklor Dziecięcy (lipiec '96), Fe­
górski, Łomża 1997. Opublikowane tu referaty zostały wygłoszone na
stiwal Muzyka Utracona - Kołysanki (listopad '96), Festiwal Muzyka
ogólnopolskiej sesji popularnonaukowej pod tym samym tytułem, sesja ta
Utracona - Pieśni leśne, pieśni polne (październik '97).
była podsumowaniem dorobku Ogólnopolskiego Roku Glogerowskiego
Pierwsze sympozjum, dotyczące tego tematu, odbyło się w czerw­
i kolejnej, V I I edycji konkursu o Nagrodę i Medal Zygmunta Glogera.
cu 1997 roku.
Roch Sulima, Kultura ludowa i polskie kompleksy. W: Czy zmierzch
Wywiad z Moniką Mamińska, publikowany w niniejszym
kultury ludowej?, op. cit. s. 115
numerze.
Piotr Sarzyński, Żegnaj Konopielko. W: Czy zmierzch kultury ludo­
Tadeusz Kornaś, Paradoks kultury czynnej, „Teatr" 1997 nr 2,
wej? s. 127
s. 20
Ibidem, s. 123
Słowa wypowiadane kilkakrotnie przez Jerzego Grotowskiego
Dyzma Gałaj, Rola kultury w rozwoju wsi. W: Czy zmierzch kultu­
podczas spotkania w Teatrze Polskim we Wrocławiu w marcu 1997 roku
ry ludowej?, s. 145-146
podaję za: Grzegorz Niziołek, Źródło czyste - źródła zatrute? „Didaska­
Ibidem, s. 147
lia" 1997, nr 18, s. 12
Ibidem, s. 148
Wywiad z Janem Bernadem, publikowany w niniejszym numerze.
Bronisław Gołębiowski: Po zmierzchu i nocy - świt? W: Czy
25
Kontynuacja tradycji, broszura Fundacji.
zmierzch kultury ludowej? s. 171
Czesław Robotycki, Etnograficzne déjà vu, „Konteksty" 1996,
Dyzma Gałaj, op. cit., s. 155
Anna Tatarkiewicz, Miasto i wieś. W: Czy zmierzch kultury ludo­nr 1-2, s. 138-139
Monika Mamińska, wywiad, op. cit.
wej?, s. 161; zob. też Anna Tatarkiewicz, Ku przemienionym kołodziejom,
1

2 0

2

21

3

2 2

4

2 3

5

6

7

8

2 4

9

2 6

10

2 7

„Sycyna" 1995, nr 6
Jan Bernad, Muzyka Kresów, „Biuletyn Wschodni" 1992, nr 1,
s. 48
11

12

Według wypowiedzi Moniki Mamińskiej, Idzie pieśń pieśń przez

wieś. Rozmowa z Moniką Mamińska prezesem Fundacji Muzyka Kre­
sów, i Janem Bernadem, dyrektorem Ośrodka Badań Muzykologicznych
i Kulturowych Europy Środkowo-Wschodniej przy Fundacji Muzyka
Kresów, „Nowa Res Publica" 1994, nr 6, s. 48
13

28

Idzie pieśń przez wieś. Rozmowa z Moniką Mamińska, prezesem

Fundacji Muzyka Kresów, i Janem Bernadem, dyrektorem Ośrodka Ba­
dań Muzykologicznych i Kulturowych Europy Środkowo-Wschodniej
przy Fundacji Muzyka Kresów, „Nowa Res Publica" 1994, nr 6,
s. 49
Wywiady z Janem Bernadem i Moniką Mamińska, op. cit.
Krzysztof Czyżewski, List z podróży, „Konteksty" 1991 3-4, s. 63
Zob. Anna Wyka, Badacz społeczny wobec doświadczenia, War­
szawa 1993
Sławomira Żerańska-Kominek, Muzyka w przemianach tradycji et­
2 9

3 0

31

Ibidem, s. 48
Piotr Dahlig, Konferencja Fundacji Muzyka Kresów w Lublinie,
nicznej Litwinów... W: Kultura muzyczna mniejszości narodowych w Pol­
„Muzyka" 1993, nr 3-4, s. 177
sce. Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Warszawa 1990, s. 42
W ramach tego bloku odbyły się następujące sympozja: Muzyka lu­
Magdalena Stopa, Gdzie jest Nowogródek? „Rzeczpospolita"
dowa Kresów (lipiec '91); Bożonarodzeniowe i noworoczne obrzędy na
Kresach (styczeń '92), Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej1992,
- nr 168
Określenie użyte przez Aleksandra Jackowskiego podczas dysku­
Aspekt magiczny i kulturowy w systemie muzycznym obrzędów wiosen­
sji w trakcie Festiwalu Muzyka Utracona, który odbył się w Krakowie
nych i letnich wschodniej Polski, Białorusi, Litwy i Ukrainy (lipiec '92);
w listopadzie 1995 roku.
Muzyka obrzędów rodzinnych Europy Środkowo-Wschodniej - Chrzty
i pogrzeby (styczeń '93); Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej 35 Muzyka archaiczna dzisiaj... Z Janem Bernadem rozmawia Tade­
usz Kornaś, „Echo Krakowa" 1995, nr 159
- Tradycyjny obrzęd weselny (lipiec '93); Instrumenty muzyczne w kultu­
Wywiad z Moniką Mamińska, op. cit.
rze tradycyjnej Europy Środkowo-Wschodniej. Najstarsze formy muzyki
37
instrumentalnej (styczeń '94); Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wscho­ Dokrzyczeć się do Bogów. Z Jewgienijem Jefremowem rozmawia
Magdalena Stopa, „Rzeczpospolita" 1992, nr 188
dniej - Muzyka instrumentalna (lipiec '94).
Jewgienij Jefremow za Tadeuszem Kornasiem, Weselna Muzyka
Aleksandra Domańska, Ludowa, ale autentyczna... Muzyka Kre­
Kresów, „Dialog" 1993, nr 10, s. 179
sów, „Gazeta Wyborcza", lipiec 199
14

3 2

15

3 3

3 4

3 6

3 8

16

Pierwsze spotkanie tego cyklu nosiło nazwę całego bloku Ducho­
wość narodów Europy Środkowo-Wschodniej (kwiecień '92), następne Eros i Thanatos, cz. I , I I i I I I (kwiecień '93, 1994, 1995), kolejne - Kult
17

zmarłych (listopad '94, grudzień '95). Obecnie Fundacja przygotowuje

39

Dokrzyczeć się do Bogów, op. cit.
Idzie pieśń przez wieś..., op. cit., s. 48
Czesław Robotycki, Stanisław Węglarz, Chłop potęgą jest i basta.
O mityzacji kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa" 1983, nr
40

41

kolejny cykl konferencji, zatytułowanych - Dobro i zło w kulturze trady­ 1-2, s. 7

cyjnej, nowoczesnej i ponowoczesnej.
Raport z działalności 1991-1996, Fundacja Muzyka Kresów, Ośro­

4 2

Jan Bernad, wywiad, op. cit.
Kultura tradycyjna, druk ulotny Fundacji.
Andrzej Stasiuk, Babka i duchy, „Tygodnik Powszechny".
dek Badań Muzykologicznych i Kulturowych Europy SrodkowoWywiad z Moniką Mamińska.
- Wschodniej, druk ulotny.
Tadeusz Burzyński, Ku ojcowiźnie, Magazyn Tygodniowy „Gaze­
W jego ramach odbyły się już następujące spotkania: Festiwal M u ­
zyka Utracona - Archaiczne pieśni Bałtów i Słowian (październik '95), ta Robotnicza" 1996, nr 8
18

43

4 4

4 5

19

14

4 6

Chodzimy po
świecie
i pytamy
Z Janem Bernadem rozmawia
Beata Wilgosiewicz
- W1983 roku znalazłeś się wśród osób, które odeszły od te­
atru „Gardzienice". Rozeszłiście się w różne strony. Jak to się
stało, że dla Ciebie spotkanie z wsią zostało zwieńczone powo­
łaniem Fundacji „Muzyka Kresów" i działającego przy niej
Ośrodka Badań Muzykologicznych i Kulturowych Europy
Środkowo-Wschodniej, i dopytując dalej - co dla siebie odkry­
łeś w kulturze ludowej, co każe Ci już od sześciu lat penetrować
jej przestrzenie?
-Trzeba się cofnąć w czasie do 1977 roku, kiedy to pojawi­
łem się w Gardzienicach i zakładaliśmy tę grupę. Miałem wtedy
22 lata, a odchodząc stamtąd - 28. Tam, w „Gardzienicach", wte­
dy w 1977 roku, to był dziewiczy teren - ten rodzaj poszukiwań.
Nikt tak po wsiach nie chodził, nikt w ten sposób nie penetrował
kultury wiejskiej. Więc przede mną, przed nami, otworzyło się
całe bogactwo, z jednej strony przyrody, natury, a z drugiej stro­
ny nie znany nam świat kultury tradycyjnej - dla nas, którzy tak
naprawdę nie potrafili rozmawiać z ludźmi ze wsi. Przez te sześć
lat mieszkałem we wsi Gardzienice, jeździłem na rekonesanse,
zbierałem muzykę i przygotowywałem ją do spektakli, brałem
udział w stażach, grałem w przedstawieniach. Na nic innego ab­
Kolędowanie na Łemkowszczyźnie, 1985 r.
solutnie nie starczało czasu. Ten rodzaj pracy wykluczał jakie­
kolwiek inne życie i siłą rzeczy te sześć lat, przy całej swojej róż­
norodności, było czasem dosyć monotematycznym.
kalendarza prawosławnego w tym dniu obchodzona jest Wigilia)
z Kunkowej, maleńkiej wsi na Łemkowszczyźnie. Później Mał­
Obcując ze światem wsi, chociażby po to, by odaleźć się
gosię i Krzysia absorbowała praca w Poznaniu, tak że nie mogli
w jego codzienności, trzeba było go dla siebie odkryć i zrozu­
przyjeżdżać, a ja jeszcze przez następne dwa lata jeździłem tam
mieć prawa, jakie nim rządzą. Przemierzając wsie, pokazując
z Moniką Mamińską i Jolą Wróbel.
przedstawienia, spotykając się z ludźmi na Zgromadzeniach wie­
czornych, słuchając ich muzyki, zostawialiśmy też wiele rzeczy
Pracując jeszcze w „Gardzienicach" nad muzyką do spektaklu
po drodze. Podejrzewałem, że jest tam jeszcze obecny inny świat
Żywot protopopa Awwakuma, poszedłem śpiewać do cerkwi i do­
- niewidzialny, gęsty, pełen tajemnic i znaków, dotyczących te­
świadczenie tej muzyki to był szok - szok tak duży, że po odejściu
go, co ludzkie, i tego, co w zaświatach, i że jest jakaś pamięć
z „Gardzienic" przez kolejne trzy lata w każdą sobotę i niedzielę
zbiorowa, która oczywiście nie zostanie odkryta przed pierw­
chodziłem tam śpiewać. To było dla mnie odkrycie całkiem nowe­
szym lepszym. Teatr zaś rządzi się swoimi potrzebami, prawami,
go, innego świata, świata Wschodu, właśnie poprzez muzykę. Bar­
swoim rytmem. Do pewnych rzeczy, pewnych miejsc, pewnych
dzo ważne było dla mnie odkrycie prawosławnej muzyki liturgicz­
ludzi nie można było wrócić, bo taki był rytm, taka była praca.
nej. To było bardzo intensywne doświadczenie, śpiewałem na po­
Po odejściu z „Gardzienic" miałem więc czas, żeby samemu już
grzebach, na chrzcinach i na ślubach, poznałem całą społeczność
doświadczać, wracając też do tamtych miejsc.
prawosławną w Lublinie. Myślę, że oni zapomnieli z czasem, że je­
stem „rymokatolikiem". W tym też okresie, między 1983 a 1985,
Kiedy więc w 1983 roku odchodziłem, zdecydowanie wie­
poznałem w Lublinie nowych ludzi. Byli to studenci z filozofii, te­
działem, czego nie chcę, pytania dotyczyły jak, a nie czym się
ologii i historii sztuki KUL, którzy zaczęli razem ze mną i z Moni­
zajmować. W tym samym czasie z „Gardzienic" odeszli między
ką śpiewać w cerkwi, razem wyjeżdżaliśmy też na kolędowanie.
innymi Krzysztof Czyżewski i Małgosia Sporek (w parę miesiąCały czas myślałem o wsi, o tamtych przestrzeniach, o pieśniach,
cy później pobrali się), zamieszkali w Poznaniu, ja natomiast by­
wiedziałem, że sprawy trzeba posuwać jakoś naprzód, ale nie wie­
łem w Lublinie. Po pięciu latach wspólnej pracy, po tym niesa­
działem, czy sam czy z kimś, więc skoro pojawiali się ludzie, to
mowitym doświadczeniu, dzień w dzień, noc w noc, przy takiej
dlaczego nie z nimi. Ale jak to w życiu bywa, skończyli studia, roz­
pracy, przy której mało rzeczy może się ukryć, czy też mało rze­
jechali się i to się skończyło. Później pojawiła się druga grupa lu­
czy można ukryć, żal i ciężko było się rozstawać. W tym jest
dzi, z którymi cyklicznie spotykaliśmy się wokół tego samego, to
źródło idei kolędowania (to był rok 1984); chcieliśmy spotykać
znaczy pieśni ludowych i liturgicznych pieśni cerkiewnych. Wtedy
się chociaż raz w roku po to, żeby pobyć ze sobą, opowiedzieć,
byli studentami wydziału malarstwa i grafiki w Poznaniu. Przez
co się zdarzyło, patrzeć na siebie, i to wszystko przy czymś kon­
dwa lata spotykaliśmy się w Lublinie i w Poznaniu, a każdy rok
kretnym, takim jak kolędowanie. Status kolędników jest jasny:
wieńczył Plener na wsi, gdzie - jak mówiłem - żartem próbowali­
przychodzą, śpiewają pod drzwiami, dostają kielicha i idą dalej.
śmy połączyć muzykę z malarstwem (notabene zrobiliśmy tam
Równocześnie jest to wspólne doświadczenie. Udało się trzy ra­
spektakl). Szukając miejsca na drugi letni plener, wybraliśmy Kunzy wyjechać, trzy razy z rzędu wyruszaliśmy 6 stycznia (według
15

kową, gdzie zamieszkaliśmy w dwóch pustych chałupach. Plener
polegał na tym, że rano - przed i po śniadaniu - śpiewaliśmy i gra­
liśmy, a potem na cały dzień rozchodziliśmy się. Oni malowali, ry­
sowali, a wieczorem znów graliśmy i śpiewaliśmy. Nie szukaliśmy
kontaktów z miejscowymi, chcąc spokojnie pracować, no ale jak to
w życiu, miejscowi absolutnie nie przejmowali się moimi sygnała­
mi, że nie należy nam przeszkadzać. Wytrzymali chyba tylko
pierwszych pięć dni, a potem przyszli z siatką wódki: Proszę pań­
stwa słyszymy jak wy gracie łemkowskie, my wam zaśpiewamy,
jak to jest, bo tutaj trochę inaczej się śpiewa. No i zaczęli. Wzięli­
śmy instrumenty i w ten sposób do końca Pleneru, czyli przez ca­
ły miesiąc, odbywały się takie cowieczorne spotkania. Pieśni, me­
lodii zrobiliśmy wspólnie tak dużo, że miejscowi chłopcy zapropo­
nowali, żeby zorganizować we wsi zabawę, z pozwoleniem naczel­
nika milicji, z biletami i bufetem. Wieczorami śpiewaliśmy też
czterogłosowe pieśni cerkiewne z Wieczerni, bardzo piękne (chłop­
cy siedzieli wtedy na ławce przed chałupą). Którejś niedzieli zapro­
siliśmy na obiad księdza prawosławnego, który tam dojeżdżał, i po
obiedzie nic nie spodziewającemu się księdzu zaśpiewaliśmy jedną
z pieśni. On po prostu zdębiał. Nie chciał uwierzyć, że nie jesteśmy
młodzieżą prawosławną na obozie wakacyjnym. Zaproponował, by
przygotować Wieczernię, całe ponaddwugodzinne nabożeństwo.
Kiedy przyjechał w następnym tygodniu, ustaliliśmy dokładną ko­
lejność tego, co śpiewa chór. Zabawa miała być w starej, zaniedba­
nej, przez ostatnie kilkanaście lat nie używanej szkole. Wieś kupi­
ła farby, a my z chłopakami pomalowaliśmy podłogę, ściany, okna.
I zakończenie pleneru wyglądało w ten sposób: w sobotę cała wieś
poszła do cerkwi na Wieczernię, a później wszyscy zeszli do szko­
ły - czyli do dawnej karczmy, gdzie miało miejsce przecięcie wstę­
gi, wystrzelił szampan, a ksiądz powiedział o wartości pracy ludz­
kiej. Potem zagrała kapela i grała do rana. Wtedy zobaczyłem, jak
naturalna jest potrzeba tego rodzaju spotkań, jak bardzo potrzebne
jest takie święto, zrozumiałem, że ciągle w świadomości jest miej­
sce na zabawę i taniec - jako uwolnienie. To odkrycie było tak sil­
ne, że jesienią przyjechaliśmy znowu, później na sylwestra. Zauwa­
żyłem, że pewne elementy zabawy, między ósmą wieczorem
a czwartą, piątą rano, energetyczne się powtarzają, o tej samej po­
rze podchodzi do nas miejscowy i mówi: No, teraz odpocznijcie, bo
kobiety chcą sobie pośpiewać. O tych samych porach była ta sama
liczba tańczących. Zobaczyłem, że zabawa ma swoją strukturę dra­
matyczną, która jest zakodowana w każdym z uczestników zabawy.
Był to też rodzaj gotowego scenariusza i, że gdyby skondensować
ten czas, można by myśleć o spektaklu. Moje myślenie szło wtedy
w tym kierunku. Potem były kolejne spotkania i zabawy, ale po kil­
kunastu miesiącach okazało się, że ludzie ze wsi, szczególnie ci
młodzi, w rozmowach stawiali taką alternatywę: No, teraz musisz
się zdecydować - albo jesteś z nami, czyli chłopakami Łemkami,
albo z resztą świata. Zaproponowali nam, byśmy kupili tam ziemię,
a oni pomogą postawić dom, żebyśmy tam zamieszkali, stając się
jednymi z nich. Wtedy zrozumiałem, że dochodząc do ich sacrum
i profanum (cerkiew i karczma) dotarłem do „granicy tożsamości".
Jak się domyślasz, nie doszło do zrealizowania tego spektaklu, ale
to było dla mnie, w wielu aspektach, przeogromne doświadczenie.
Między innymi wtedy zrodziły się zabawy, przyjeżdżali tam jako
muzykanci Wacek i Mutka , a wcześniej na kolędowanie przyjeż­
dżał Wolfgang. Wkrótce potem druga grupa też się rozpadła. A ja
któregoś dnia poczułem, że nie mogę już śpiewać, coś się wypali­
ło. Szczękościsk i milczenie przez dwa lata. Jednocześnie pojawia­
ły się pytania o twórczość i odtwórczość, w kontekście kultury tra­
dycyjnej.
1

2

W tym czasie miałem sen, ktoś w rozmowie spytał mnie, ja­
ki był pierwszy dźwięk, a ja miałem silne wrażenie, że ten
dźwięk to jest dźwięk, który stwarzał wszechświat, dźwięk jako
energia. I wtedy zacząłem myśleć o odpowiedzialności za wszy­
stkie te dźwięki, które powołuję. Nie wiedziałem jeszcze, że tu
chodzi o śpiewy obrzędowe, czyli ten śpiew, który pośredniczy
16

w rytuale między uczestnikami a Kosmosem. Jesteśmy w okoli­
cach 1987 roku. Lata 1988-89, to był dla mnie horror, myślę zre­
sztą, że dla wszystkich. Wyjeżdżałem za granicę, zarabiałem pie­
niądze, wracałem tu i żyłem kolejne miesiące, z uporem osła,
wierząc, że musi przyjść czas odpowiedzi na tych parę moich py­
tań, które są we mnie jak ziarna w glebie. No i jest rok 90, moż­
na się stowarzyszać. Czy ja w tamtych latach mogłem robić coś
innego, nie wiem, trudno mi powiedzieć. Dziś wydaje mi się, że
w tym, co mi się zdarzyło, jest pewna logika, i powołanie przeze
mnie i Monikę Fundacji jest naturalną konsekwencją poprze­
dnich piętnastu lat. Nasze doświadczenie, całe lata osiemdziesią­
te, wszystkie wyjazdy na koncerty, festiwale z chórem cerkiew­
nym, kolędowanie i zabawy, to nasze doświadczenie jako osób
prywatnych wypełniło się. Wiedziałem też, że jeśli chcę poznać
pieśni ukraińskie, to nie od mniejszości ukraińskiej w Polsce,
tylko trzeba pojechać na Ukrainę, no a jeśli będę chodził po
Ukrainie z magnetofonem i nagrywał tam staruszki, to pierwszy
posterunkowy wsadzi mnie do gazika i odstawi na granicę. Trze­
ba było zinstytucjonalizować doświadczenie, to znaczy stworzyć
coś takiego, co by chroniło moje marzenia. Wtedy Krzyś pierw­
szy założył Fundację „Pogranicze" i to zafunkcjonowało; poja­
wiły się kolejne fundacje. Potem my założyliśmy naszą.
- Dlaczego akurat muzyka ma dla Was tak szczególne zna­
czenie?
- Po pierwsze ten rodzaj sztuki jest mi najbliższy, a fenomen
muzyki, która spełniała w kulturach archaicznych o wiele doniośniejszą rolę niż dziś, jest dla mnie wyzwaniem w wymiarze
praktycznym i metafizycznym. Odnoszę wrażenie, że - szcze­
gólnie jeśli chodzi o najstarsze formy obrzędowe - tkwi w tym
jakiś rodzaj tajemnicy. Do dziś nie został stworzony klucz, który
pozwoliłby otworzyć przynajmniej pierwsze drzwi do tej taje­
mnicy, za którymi na pewno będą następne. Kultura tradycyjna,
mająca tysiące lat, była poprzez pokolenia pośrednikiem między
człowiekiem a Bogiem, Kosmosem, absolutem. To dziś bardzo
determinuje próby odczytania jej na nowo.
Skupmy się teraz na tym, co mnie najbardziej interesuje, czy­
li na śpiewie. W planie praktyki pytanie jest następujące: czy
śpiewając starą pieśń, mamy szansę na powołanie aktu twórcze­
go, aktu rozumianego jako połączenie z Bogiem. Jeśli już, to pra­
ca powinna odbywać się na dwóch poziomach. Pierwszy doty­
czyłby procesu twórczego, z jakim mamy do czynienia również
w przypadku innych dziedzin sztuki: malarstwa, rzeźby, poezji
(mam na myśli arcydzieła). Drugi plan jest bardziej skompliko­
wany, ponieważ mamy tutaj do czynienia z pieśnią, która po­
wstała wieki temu. W pracy trzeba byłoby więc skoncentrować
się na tym, co wspólne, to znaczy na spotkaniu kodu kulturowe­
go osoby śpiewającej z tym, co zakodowane jest w pieśni.
Kiedy kończy się odtwórczość (kopia), a pojawia się twór­
czość? Czy w tym przypadku można mówić o arcydziele, a może
nie trzeba? Tylko jaką to miarą mierzyć? Od strony praktycznej
pojawiają się pytania z zakresu techniki śpiewu; przy śpiewie
obrzędowym techniki nie są przypadkowe, są równie ważne jak
struktura rytmiczna czy melodyczna pieśni. Należy również pa­
miętać, że ta pieśń jest wyjęta z obrzędu, który trwał parę dni i no­
cy. Kultura tradycyjna jest tajemnicą, i jeśliby szukać klucza do tej
tajemnicy, to przez pieśń, taniec, muzykę, czyli to, co w niej na­
macalne. Taka postawa nie traktuje kultury tradycyjnej jako obiek­
tu muzealnego, jako czegoś martwego. Odwrotnie, rzetelna praca
nad techniką uruchamia wewnętrzny rozwój człowieka, to nie jest
tylko sprawa krtani. Ten rodzaj pracy dotyczy drogi duchowej. Jak
w każdym duchowym rozwoju, tu też są etapy; kiedy człowiek
idzie pod górę: może iść dalej, może zrezygnować. To powoduje,
że muzyka tradycyjna ma dla mnie szczególne znaczenie.
- Jako klucz?
- Na początku szukam klucza do pieśni, później pieśń staje
się kluczem do mnie, a to, co udaje się powołać w czasie pracy,

że intencje były dobre, ale w latach sześćdziesiątych i siedemdzie­
staje się kluczem do otaczającej mnie rzeczywistości. Myślę, że
siątych powstawała polska muzyka młodzieżowa; tymczasem nie
mógłbym zajmować się innymi rzeczami, mógłbym robić teatr,
poszukując nowych form prezentacji muzyki ludowej, utracono jej
mógłbym grać folk i robić coś tam jeszcze. Ale jeśli dorosłem do
adresata. W jednej audycji, w jednym koncercie estradowym, pre­
pewnych pytań (co traktuję jako dar) i mam za sobą dwudziesto­
zentowano pieśni, które mają kilkaset i więcej lat, z pieśniami cał­
letnie doświadczenie twórcze - może nie ze względu na to, co
kiem nowymi, nie pokazując przy tym kontekstu i ich miejsca
zrobiłem, ale ze względu na ludzi, jakich spotkałem - to jest to
w cyklu rodzinnym czy kalendarzowym. Trzeba również pamiętać
już moja droga.
-W kwestii stawiania pytań, jaką widzisz różnicę pomiędzy 0 tym, że jest to okres masowej migracji młodych ludzi ze wsi do
Waszymi sesjami a innymi konferencjami, podejmującymi miasta. Oni bardzo szybki chcieli przestać być „wsiowymi". Od
początku naszej działalności postanowiliśmy prezentować muzykę
podobną problematykę?
według poszczególnych gatunków, po to, by można było zobaczyć
- Dla nas sesje spełniają podwójną rolę. Jeśli chodzi o sesje
każdy gatunek osobno, z komentarzem: kołysanki osobno, osobno
etnomuzykologiczne, nieprzypadkowo były one poświęcone mu­
pieśni obrzędowe itp. Problem jest też natury socjotechnicznej;
zyce obrzędowej, czyli najstarszym formom muzycznym. Po
pytanie o formę - jak robić, by ludzi w tym cywilizacyjnym pędzie
pierwsze, chcieliśmy zorientować się, jaki jest stan muzyki obrzę­
zatrzymać. Ja nie chcę ich za wszelką cenę zatrzymać, organizując
dowej w tej części Europy. Akurat tak się szczęśliwie składa, że
festiwal poświęcony kołysankom, ale jestem głęboko przekonany,
przyjeżdżają do nas najlepsi etnomuzykolodzy, którzy prowadzą
że brak kołysanek, a co za tym idzie - brak takiego aktu usypiania,
badania w terenie. Mamy więc informacje z pierwszej ręki. Po
ma ujemny wpływ na wychowanie pokoleń.
drugie, szukamy aliantów, to znaczy ludzi, którzy podobnie my­
ślą o muzyce, kulturze tradycyjnej. Po trzecie, obok sesji teore­
W związku z pytaniami dotyczącymi praktyki odchodzimy
tycznej jest miejsce na praktykę; mówiłem o tym wcześniej. Za­
od popularnego, powierzchownego spojrzenia na muzykę trady­
praszamy tych, którzy próbują podobnie pracować w Petersburgu,
cyjną. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji i nieefektowności ta­
Kijowie, Rydze, Wilnie, Mińsku. Myślę, że w tym właśnie tkwi
kiej postawy, więcej, wydaje mi się, że taka postawa jest dziś wy­
różnica między naszymi sesjami a innymi konferencjami na ten
soce elitarna. Wróćmy choćby do technik śpiewu. Wiele rozma­
temat. Natomiast sesje o duchowości... Temat ten pojawił się po
wiałem o tym w Kijowie, Wilnie, St. Petersburgu. Wszędzie zga­
roku działalności Fundacji, kiedy doszliśmy do wniosku, że trud­
dzaliśmy się, że praca tjad techniką to sprawa wielu, naprawdę
no mówić o muzyce ludowej bez szerszego kontekstu kulturowe­
wielu lat żmudnych poszukiwań. Ostatnio rozmawiałem o tym
go, bez tego, co się równolegle działo w kulturze w tej części Eu­
z Rytisem . Potwierdza to, mówiąc, że rzeczywiście jest to obe­
ropy. Stąd temat: Duchowość narodów Europy Środkowo-Wscho­
cnie jeden z najważniejszych problemów w pracy nad pieśnią,
dniej. Duchowość pojmowana jest tutaj jako zmaganie się czło­ przez dziesiątki lat w ogóle nie zauważany. Teraz organizuje
wieka z paroma pytaniami, które były obecne w każdym okresie
w Wilnie konferencję na ten temat i mam nadzieję, że wkrótce
ludzkości, od neolitu aż do dziś. Po co człowiek tu jest, a jeżeli
wszyscy spotkamy się w Polsce na wspólnie zorganizowanym
jest, to jak ma być. Pytania są te same, odpowiedzi różne, i nas
sympozjum. Powiedz m i , ile osób jest gotowych p o ś w i ę c i ć swój
interesują odpowiedzi poszczególnych etnosów. Ponieważ ducho­
czas, swoją młodość, talent na tego rodzaju poszukiwania?
wość to jest bardzo pojemne pojęcie, postanowiliśmy podchodzić
Obumieranie kultur zaczyna się od tego, że zanika coś, co nie
do tego z różnych stron, paroma kluczami, odwołując się do pod­
poddaje się opisowi. Melodię i rytm można upraszczając zapisać,
stawowych elementów życia człowieka, które je konstytuują.
natomiast indywidualnego sposobu śpiewania nie. Pod wpływem
A więc: stosunek do Boga, narodzin, śmierci, drugiego człowie­
różnych czynników maniera śpiewu bardzo się zmieniła. Obrzę­
ka. Stąd tematy konferencji, które zorganizowaliśmy w ostatnich
dów już nie ma, a ponieważ śpiew przestał pełnić swoją magicz­
latach; najpierw przez trzy lata Eros i Thanatos, następne dwa la­ ną funkcję, stracił swego adresata, stał się śpiewem popularnym.
ta. Kult zmarłych, a teraz przymierzamy się do takiego kilkuletnie­ Kobiety w ten sam sposób śpiewają pieśni obrzędowe, jak lirycz­
go cyklu, który nazwaliśmy Dobro i zło w kulturze tradycyjnej,
ne. Monika, będąc w Dobrywodzie, w Białostockiem, poprosiła,
nowoczesnej i ponowoczesnej. Problematyka duchowości wynika by kobiety zaśpiewały pieśń wiosenne (wieśnianki), ale tak, jak
z pytań, które my sami sobie stawiamy, które pojawiają się w na­
je dawniej śpiewano, a one na to - o nie, tak „dziko" to śpiewać
szym życiu. Są one bardzo istotne.
nie będziemy. Jeszcze dziesięć lat temu tak właśnie śpiewały i in­
- Tak, ale mógłbyś szukać tych pytań i odpowiedzi na nie ny śpiew był dla nich nie do pomyślenia. Dzisiaj już tak „dziko"
nie będą. A przecież to, co było istotne, to właśnie to, jak te pie­
również w innych dziedzinach.
śni były zaśpiewane. To było najcenniejsze.
- Skoro tak potoczyło się moje życie i skoro zajmowałem się
tym, czym się zajmowałem, to patrzę na świat przez to, a nie in­
- Czy można więc jeszcze dzisiaj uczyć się od ludzi tego spo­
ne okno. Reszta jest logiczną konsekwencją kolejnych wyborów.
sobu śpiewania, czy pozostaje już - jak sam mówisz - tylko moż­
Na początku był temat związany tylko z muzyką ludową Europy
liwość pracy laboratoryjnej?
Środkowo-Wschodniej. Po roku pojawił się program poświęco­
- Jeśli weźmiesz zmatowiałą grudkę złota, najpierw musisz ją
ny duchowości narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Po
oczyścić, a do tego potrzebna jest wiedza i technika. Ale technika
czterech latach działalności Fundacji pojawił się problem konty­
potrzebna jest również po to, aby w następnej fazie wejść w ma­
nuacji tradycji: czy możliwe jest zatrzymanie procesu obumie­
terię kruszcu, rozpoznać ją i rozłożyć, a potem, by umieć złożyć
rania kultury tradycyjnej? Proces ten jest z jednej strony natural­
1 wyjść z niej. Podobnie z pieśnią. Dostajemy ją od osoby już star­
ny, a z drugiej nie. Naturalny w tym znaczeniu, że ludzie umie­
szej; nie może młoda dziewczyna kopiować starego głosu. To jest
rają, ale nienaturalny, że nie ma tego komu przekazać. Zastana­
proces oczyszczania. I do tego potrzebna jest technika. Następna
wialiśmy się nad tym i stąd idea programu edukacyjnego dla
faza to praca nad strukturą rytmiczną i melodyczną pieśni. Tu
przedszkoli. W pewnym momencie pojawił się temat wywołany
trzeba wiedzieć, że struktura rytmiczna pieśni rytualnych jest po­
przez Tadeusza Kornasia Muzyka utracona, to on zaproponował,
chodną struktury rytualnych tańców. Jest to etap pracy nad struk­
żeby zorganizować cykliczny festiwal w Krakowie.
turą materii. Dalej pieśń trzeba osadzić w aparacie głosowym;
- Co roku w całej Połsce odbywa się kilkadziesiąt festiwali, niezbędne jest przy tym poznanie dialektu. Ten rodzaj śpiewu jest
śpiewem otwartym - śpiewem krzykiem. Występuje przy nim
na których prezentowana jest muzyka ludowa, czym różni się
ucisk na opony mózgowe i nie znając techniki, można zrobić so­
i czym jest Wasz festiwal?
bie krzywdę przez niedotlenienie mózgu. Więc technika jest po
- Sposób, w jaki prezentowano muzykę ludową przez ostatnie
to, by na każdym etapie pracy zachować kontrolę .
kilkadziesiąt lat, wyrządził jej wielką szkodę. Jestem przekonany,
3

7

8

4

5

6

9

17

Środkowo-Wschodniej, śpiewające od kilkunastu lat, które
Jeżeli pewna struktura rytmiczna i melodyczna zachowała
próbują powrócić do tradycyjnego sposobu śpiewania. Ale te po­
się przez tysiące lat, nie poddając się żadnym wpływom, to
szukiwania zatrzymały się na pewnym etapie, czegoś zabrakło;
z jednej strony jest s'wiadectwem tamtego czasu, a z drugiej
martwa sztanca.
s'wiadczy o organicznym jej związku z tym, co dzisiaj jest
Jest schyłek pewnej kultury. Jedna z teorii mówi, że umiera­
w człowieku i jego kulturze. Jeżeli dotrwało to do dzisiaj i ma
jącą kulturę mogą uratować ludzie spoza tej kultury. Może ta tra­
tysiące lat, to między tamtym czasem a dzisiejszym musi istnieć
dycyjna forma śpiewania tych pieśni umrze. Praca laboratoryjna
ciągłos'ć. Ileż zmieniło się od średniowiecza w obyczaju, języ­
powinna więc wypracować umiejętność odwoływania się do te­
ku, a popatrz - zdawałoby się prosta, wręcz prymitywna melo­
go, co w tych pieśniach zostało jeszcze żywe, i co może odwoły­
dia, przetrwała.
wać się do kodu kulturowego współczesnego człowieka. Te pie­
- Czy przetrwała? Przecież jeśli chodzi o Polską, to ten ro­
śni nie będą już spełniały - jak kiedyś - funkcji magicznej, ale
dzaj śpiewu jest już nieobecny w życiu.
może będą spełniały jakąś inną. Na pewno poszukiwania nie po­
- Ten rodzaj śpiewu można jeszcze spotkać w różnych czę­
winny iść w stronę grania pieśni obrzędowych z Podlasia z bęb­
ściach Polski, choć są to już wyspy. W Polsce jest oczywiście
nami albo z komputerem, bo to jest tylko kolejna propozycja mu­
wiele archiwów muzycznych prowadzonych od lat. Ale w przy­
zyki rozrywkowej. Trzeba zamknąć się w laboratorium na parę
padku kontynuowania tradycji trzeba szukać bezpośredniego
lat. Tu pojawia się z kolei problem środków.
kontaktu. Tak więc trzeba tych ludzi odnaleźć, zobaczyć. Do czę­
ści można dotrzeć tropem Kazimierza i innych festiwali. Do in­
- W takim razie, czy widzisz sens w pracy nad wiernym od­
nych, wyruszając samemu w drogę. Na Roztoczu mieszka Wła­
twarzaniem muzyki ludowej, w tym, co robi właśnie Drewo czy
dysława Małek, ma głos niesamowity, nikt się nią nie intereso­
też inne zespoły? W Polsce właściwie brak takich zespołów, ale
wał, aż dwa lata temu została odnaleziona i dostała pierwsze
na przykład na Węgrzech jest ich dużo.
miejsce w Kazimierzu. Takich ludzi i miejsc jest więcej.
- Należy zadać pytanie, czy praca nad pieśnią, muzyką, tań­
- Pieśń i muzyka są istotnymi cząściami kultury ludowej, alecem zmusza mnie do pracy wewnętrznej, czy pomaga w moim
równie ważne są postawy wobec życia i śmierci, wobec natury, duchowym rozwoju. Bo jeżeli jest tak, że ktoś jedzie na wieś,
pracy, i pomimo szybkich przemian, jakie dokonują się na wsi, znajduje pieśń, uczy się jej melodii, tekstu i śpiewają dla siebie,
ten rodzaj postawy można jeszcze zaobserwować szczególnie we przyjaciół, a potem może by mieć z tego chleb, to jestem niemal­
że pewien, że nie ma możliwości dotarcia do tej pieśni zbyt głę­
wschodniej Polsce.
boko. Od strony muzycznej będzie na średnim poziomie wyko­
-To przeminie. Twoje pytanie jest takie, czy ludzie z miasta
nawcy estradowego. Natomiast jeśli przyjmiesz, że praca nad tą
mogą przejąć ten rodzaj stosunku do świata. Tak, ale jestem pe­
pieśnią, tym tańcem, który ma tysiąc lat, będzie szła w stronę po­
wien, że nie ma tu miejsca na wycieczki grupowe. Nie wyobra­
konywania wszystkich pojawiających się po drodze trudności,
żam sobie, by III rok Katedry Kultury Polskiej z Warszawy po­
które masz z ciałem, umysłem, z udawaniem, z nieudawaniem,
jechał do jakiejś wsi i tam kształtował sobie światopogląd. Nie.
ze wszystkimi pokusami świata, to może istnieje szansa. Jeżeli
To jest bardziej skomplikowane, to jest bardzo skomplikowane.
człowiek się z tym nie zmierzy, to jego śpiew będzie na poziomie
Najpierw muszą pojawić się w człowieku pytania, później bar­
średniej piosenki kabaretowej, i nic więcej. Natomiast z chwilą,
dzo często jest to zbieg różnych okoliczności: lektury, spotkania
kiedy podejmuje się ten wysiłek, to uruchamia się proces we­
z innymi ludźmi, podróże do miejsc. Dla wielu osób, które były
wnętrzny. Napisałem kiedyś o tym tekst."
na przykład w „Gardzienicach" na stażach lub w „Pograniczu",
czy też pojechały do „Węgajt", to raczej przyjemność obcowa­
- Jednak kultura tradycyjna obok tego, że dotyczyła jedno­
nia z cyganerią niż prawda, przez duże P. Oczywiście na tych
stki, dotyczyła określonej społeczności, określone wartości łą­
miejscach spoczywa wielka odpowiedzialność, one w pewien
czyły łudzi i głęboki sens kułtury tradycyjnej tkwił w jej społecz­
sposób są pośrednikami między ludźmi ze wsi a ludźmi z mia­
nym wymiarze.
sta. „Dom Tańca" w Warszawie, też pośredniczy, i czy chce te­
- Świat tych wartości został rozbity. Ten sens nie jest już
go czy nie, daje świadectwo. Niestety nie zawsze jest to świa­
możliwy. A przeniesienie pewnych wzorców społecznych ze wsi
dectwo kultury tradycyjnej, a raczej świadectwo większych lub
do miasta jest nieporozumieniem.
mniejszych zdolności artystycznych prowadzących. Tu bardzo
- Ałe przecież to też chodzi o rełacje między ludźmi.
łatwo dać fałszywe świadectwo duchowości wsi. Każdy przy­
- To masz w planie horyzontalnym, ty - ja, ale nie zapomi­
chodzi z innymi pytaniami i podejrzewam, że na sto osób, które
naj, że na wsi funkcjonowała bardzo mocno pamięć zbiorowa,
były w „Gardzienicach", „Węgajtach", „Domu Tańca", te czte­
Ludzie na wsi pamiętają, że ktoś przed pierwszą wojną zamordo­
ry, pięć gdzieś tam na własną rękę będzie szukać. Ludzie też do
wał kogoś, albo że dziecko się tam w tym konkretnym miejscu
nas przyjeżdżają, też przyglądają się i dopytują. To jest duża od­
utopiło, pamiętają, że jak gdzieś tam na weselu konie się zerwa­
powiedzialność.
ły, to była zła wróżba, bo potem rzeczywiście ktoś zachorował.
- Czyli nie widzisz możliwości odrodzenia kultury tradycyj­To wszystko się pamięta, to jest pamięć zbiorowa, która się na­
warstwia i jest fundamentalnym spoiwem. Natomiast dzisiaj na
nej?
osiedlu, gdzie możesz w każdej chwili zamienić mieszkanie
- W trzech wybranych przedszkolach województwa biało­
i wyjechać, te rzeczy absolutnie nie istnieją. Na wsi młodzi lu- ;
stockiego wprowadziliśmy program edukacyjny Ku tradycji.
dzie z miasta tworzą komuny, jest tam marihuana i jakiś sposób
Próbujemy stworzyć mechanizm, który pozwoliłby przekazywać
zarobkowania, paciorki itd... I nawet jeśli oni wynajmują chału­
lokalną tradycję; dzieci poznają pieśni, tańce, haftują, tkają, ro­
pę na wsi, to to nie ma nic wspólnego ze wsią. Miejscowi raczej
bią najprostsze instrumenty. Wykładowcami są lokalni twórcy
im przeszkadzają, bo patrzą na nich. Mało tego, sam świat wiej­
ludowi, ponieważ uważamy, że są oni ciągle potencjalnymi
nadawcami. Adresatem w tym programie jest dziecko. Jeśli cho­ ski jest już teraz rozbity. Spójrz na Białostocczyznę czy Suwal­
skie: młodzi powyjeżdżali, zostali starzy, samotni ludzie. Ta pod­
dzi o wieś, to jestem sceptykiem. Procesy cywilizacyjne z jednej
stawowa zasada kultury tradycyjnej, że przekazywana jest na­
strony i odchodzenie starszego pokolenia z drugiej strony, spo­
stępnemu pokoleniu wiedza, ale też i pamięć tego, co było: przed
wodować mogą, że jeżeli nawet ten program się sprawdzi, to nie
pierwszą wojną światową, przed drugą, w XIX wieku, za cara
wiem, czy zdążymy wprowadzić go w innych regionach Polski.
i za rozbiorów, ten podstawowy mechanizm właściwy kulturze
Natomiast myślę, że ludzie z miasta prędzej dostrzegą w tym
tradycyjnej, jakim jest bezpośredni przekaz, nie funkcjonuje. To
wartość, podejmą jakiś trud, wysiłek, ryzyko, ale to może odbyć
jest już tylko czekanie na śmierć.
się tylko w indywidualnym wymiarze. Są zespoły w Europie
1

18

- Ale przecież są jeszcze miejsca, są ludzie, choćby Józef zuje go na anonimowość, tak samo jak informatora, i stąd bunt
Murawski na Suwalszczyźnie, który pracuje i wierzy w moc przeciw uprzedmiotowieniu. Choć myślę, że jest to bunt jedno­
stek. W przypadku naszej pracy na pewno jest też coś z pracy et­
przetrwania.
nografa; muszę wiedzieć, o co pytam. Natomiast zebrany przeze
-To jest ten moment, kiedy w Kunkowej chłopcy zapropono­
mnie materiał jest na równi ze mną podmiotem.
wali mi, żebym tam zamieszkał, żebyśmy mogli razem grać, ro­
bić zabawy, śpiewać w cerkwi. Ja wtedy w osiemdziesiątym
- W takim razie czy mógłbyś umiejscowić swoją pracę? Kim
szóstym roku zrozumiałem, na czym ma polegać istota obecno­
jesteś: animatorem, badaczem, twórcą, miłośnikiem?
ści animatora kultury. Powinien on poznawać język, dialekt,
- Teraz naprawdę nie wiem, może będę wiedział za dwadzie­
świętość i powszedniość, cerkiew i karczmę. Sytuacja była więc
ścia lat. Czuję się szukającym. Trudno o jednoznaczny status,
odwrócona, zapraszali mnie: nie animuj, tylko bądź częścią na­
trudno o status samej Fundacji. Fundacja z jednej strony robi to,
szej kultury, naszego pejzażu.
co ośrodki naukowe, z drugiej strony próbuje robić to, co labora­
toria, z trzeciej strony organizuje koncerty, czyli pełni rolę pew­
- Jestjeszcze praca etnografów, to jestjeszcze inna droga prze­
ciw zapomnieniu, ale tu pojawia się problem hermetyczności, nego
za­ rodzaju impresariatu czy agencji koncertowej. Formuła
Fundacji jest niedookreślona. Osobiście nie czuję potrzeby takie­
mknięcia tematu w pracach naukowych, archiwach, skansenach.
go dookreślania. Kłopot pojawia się wówczas, kiedy staramy się
- To nie wina etnografów, że nauka została ustawiona w ten
o pieniędze na działalność.
sposób. Naukowcy są pośrednikami między informatorem a całą
tak zwaną wielką nauką. Jadą na wieś, zbierają materiał, opraco­
Mam parę pytań, na które chciałbym szukać odpowiedzi
wują według pewnych stworzonych przez siebie lub innych me­
przez następne dwadzieścia lat, może więcej lat. To jest tak jak
tod, wydają książki i ten materiał, opracowany przez nich, wcho­
z programem dla przedszkoli. Kiedy widzisz coś gasnącego, ga­
dzi do panteonu. Na pewno nikt nie korzysta z tego materiału,
snącą świecę, i wydaje ci się, że wiesz, jak temu zaradzić, to im­
chcąc wybudować dom, a już na pewno nie traktuje go jako
puls staje się tak silny, że musisz to zrobić, niezależnie od tego,
wzorca na życie. Ale etnograf, antropolog, w pewnym momencie
ile zajmie ci to czasu i jak się to dalej potoczy. Będziemy się tym
połapał się, że w tej sytuacji jest „manipulowany", że nie jest
zajmowali przez następne cztery, pięć lat. Jeśli uda się wypraco­
podmiotem, tylko przedmiotem. Tak jak informator. Nauka ska­
wać pewien model, pewną metodę, to innym będzie już łatwiej.
PRZYPISY
1

Wacek i Mutka Sobaszkowie - twórcy Teatru Wiejskiego „Węgajty"; zaba­
wa jako forma spotkania ma istotne znaczenie w ich pracy teatralnej.
Mowa tu o Wolfgangu Niklausie, twórcy i aktorze Teatru Wiejskie­
go „Węgajty".
Sesje etnomuzykologiczne wchodzą w skład jednego z trzech głów­
nych programów realizowanych przez Fundację - Muzyka ludowa Euro­
py Środkowo-Wschodniej, w jego ramach odbyły się następujące sympo­
zja: Muzyka ludowa Kresów (lipiec '91); Bożonarodzeniowe
i noworocz­
ne obrzędy na Kresach (styczeń ' 1992), Muzyka ludowa Europy Środko­
wo-Wschodniej - Aspekt magiczny i kulturowy w systemie muzycznym
obrzędów wiosennych i letnich wschodniej Polski, Białorusi, Litwy
i Ukrainy (lipiec '92); Muzyka obrzędów rodzinnych Europy Srodkowo•Wschodniej - Chrzty i pogrzeby (styczeń '93); Muzyka ludowa Europy
Środkowo-Wschodniej - Tradycyjny obrzęd weselny (lipiec '93); Instru­
menty muzyczne w kulturze tradycyjnej Europy
Środkowo-Wschodniej.
Najstarsze formy muzyki instrumentalnej (styczeń '94); Muzyka ludowa
Europy Środkowo-Wschodniej
- Muzyka instrumentalna (lipiec '94).
2

3

4

„Kontynuacja tradycji" to nazwa trzeciego programu Fundacji.
Od września 1997 roku, w ramach bloku „Kontynuacja tradycji",
realizowany jest program edukacyjny w trzech wsiach województwa bia­
łostockiego, dzieci poznają kulturę tradycyjną poprzez bezpośredni kon­
takt z muzykami, pieśniarzami, twórcami ludowymi z danego regionu,
przy czym każde przedszkole realizuje własny, indywidualny program.
5

6

W cyklu Muzyka utracona w październiku 1995 roku odbył się fe­
stiwal zatytułowany Archaiczne pieśni Bałtów i Słowian, w 1996 roku
„Kołysanki", a w 1997 roku Pieśni leśne, pieśni polne.

7

Mowa tu o Rytisie Ambrazeviciusie, etnomuzykologu z Wilna.
Na lato 1998 roku planowana jest międzynarodowa sesja poświęco­
na archaicznym sposobom śpiewu.
Na ten temat Jan Bernad szerzej mówi w rozmowie z Tadeuszem
Kornasiem, zob. „Drzewo pieśni" „Didaskalia" nr 18 (kwiecień 1997), s. 9.
Fragment z tekstu Kontynuacja tradycji... napisanego przez Jana
Bernada, do którego nawiązuje w czasie rozmowy: „To nieprawda, że
kultura tradycyjna umarła. Uległa transformacji, posiada inne formy, in­
aczej się nazywa, nie umarła, bo pytania, które j ą tworzyły, pozostają te
same i ciągle są aktualne. Formy, które ją tworzyły, cały zespół zacho­
wań obowiązujących w społecznościach tradycyjnych, dziś już nie istnie­
ją. Dziś każdy indywidualnie w czasie swojego życia odtwarza w sobie
proces powstawania i umierania kultury tradycyjnej. Część z tego przej­
mują nasze dzieci, ale już nie sąsiad. Jej trwanie kończy się wraz z naszą
śmiercią.
Przyjrzeć się temu procesowi to przyjrzeć się sobie, to przyjrzeć się
własnej, niepowtarzalnej indywidualności, pytaniom, lękom, naszemu
rozumieniu dobra i zła, to przyjrzeć się czemuś, o czym mówiliśmy od
lat w czasie przeszłym, a co istnieje już tylko w indywidualnym losie
człowieka. Tym czymś jest właśnie kultura tradycyjna. Oprze się ona
wszelkim indoktrynacjom, zmianom granic i systemów. Jest niezależna
od religii, w jakiej się wychowaliśmy. W nas płynie strumień, nad którym
tylko w części panujemy i tak naprawdę nie potrafimy tego do końca na­
zwać.
Na takim rozumieniu kultury tradycyjnej, na takim rozumieniu czło­
wieka opieramy działalność naszej Fundacji i Ośrodka".
8

9

10

I I M i ę d z y n a r o d o w e Sympozjum „Muzyka ludowa Europy Środkowo-Wschodniej". Muzyka obrzędów kalendarzowych.
Rybaki n/Narwią, 1992 r. Warsztaty instrumentalne, litewskie ragaj. Prowadzi A . Karaska

19

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.