60201167868ada7d57fb7012e444a326.pdf

Media

Part of Fenomenologiczne studium "renty" we wsi Bolęcin

extracted text
Tomasz Rakowski
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Ciało i los.
Fenomenologiczne studium „renty"
we wsi Bolęcin
1

W najszerszym pojęciu praca etnograficzna polega na relacjonowaniu zdarzenia,
którym jest uczestnictwo w pewnej rzeczywistości. Wyjeżdżając do miejsca, w któ­
r y m miałem prowadzić rozmowy nie wiedziałem, jak potoczą się badania i co zrobi
ze mną inny poznawany świat. Wszystko dopiero się otwierało i takie poczucie już
świadczyło o różnych oczekiwaniach i wyobrażeniach. Jest to spontaniczny odruch;
wraz z pierwszym krokiem w stronę nowego miejsca zabieram ze sobą wiele apara¬
tów, poręcznych przedmiotów. Są to narzędzia-sieci, w które chwytam fakty Uży¬
wam ich często nieświadomie, posługując się nimi, nie zdaję sobie z tego sprawy.
O miejscu t y m , niewielkiej wsi Bolęcin w południowej Polsce, pomyślałem jako
o gęstym etnograficznie, jako o szerokiej wodzie dla antropologii, nie wiedząc do¬
kładnie, jak to się stało. Pomyślałem, że jest to miejsce niezwykłe, ponieważ krzyżu¬
ją się t u szlaki myślenia, kategorii, środowiska - wszystko zawieszone jest w hetero­
genicznej masie. Bolęcin jest granicą - z najwyższego punktu, bolęcińskiej skałki,
widać to wyraźnie: przez wieś przechodzi równo ucięta linia, na wschodzie rozcią­
gają się zielone pagóry Jury Krakowskiej, na zachodzie spopielałe tereny chrzanow­
skich i trzebińskich hut i kopalni. To ziemie zaboru austriackiego, dawna cesarsko-

1

Podstawą tego artykułu jest napisana p o d k i e r u n k i e m profesor A n n y Zadrożyńskiej praca magis­

terska, d o której badania prowadziłem w latach 2000 i 2001 w południowej Polsce, w okolicach C h r z a ­
nowa. Rozbudowałem nieco niektóre wątki interpretacyjne, jednak idea tekstu niewiele różni się o d
pracy magisterskiej. Była t o pierwsza praca, która dała m i umiejętność słuchania i n n y c h l u d z i i za­
razem pewną wyobraźnię etnograficzną, a stało się tak dzięki wsparciu i inspiracjom, które uzyskałem
o d Pani Profesor Język artykułu - narracja a n t r o p o l o g i c z n a - pozostaje w czasie teraźniejszym,
w zgodzie z t a m t y m i rozpoznaniami; przylega do o b s e r w o w a n y c h przeze m n i e wydarzeń i zachowań
i wysłuchiwanych wówczas rozmów. W y n i k i t y c h badań i interpretacja materiału zostały dotąd zapre­
zentowane w dwóch artykułach (Rakowski 2004, 2006).
D o k ł a d n y spis m o i c h rozmów i r o z m ó w c ó w znajduje się w pracy magisterskiej (archiwum I E i A K
UW).

270

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

-królewska Galicja, lecz zabór pruski czy Kongresówka były tuż obok, we wszystkie
strony wiodły szlaki k u reszcie świata (z czego skwapliwie korzystano). Wreszcie
tzw. struktura zatrudnienia jest tu zupełnie niejednorodna: mieszkają t u chłopi,
górnicy, cieśle, robotnicy z hut i wapienników, kelnerzy z katowickich lokali.
Taki pejzaż, pejzaż bolęciński, jest zatem moim pierwszym oglądem, pierwszym
krokiem ku rzeczywistości, który zakreśla obszar, wyznacza pole mojego zacieka¬
wienia. Narzędzie, którym się posługuję, często działa samo z siebie, jest spontanicz­
nym odruchem, jest detektorem miejsc wartych uwagi. Miejsce graniczne kumulu¬
je dziejący się świat, jest przedpolem rodzących się znaczeń.

Badania, narracje, fenomenologia
Tematem, którym rozpoczynałem badania, jest najszerzej pojmowana medycyna
ludowa, czyli wszelkie bolęcińskie tradycje dotyczące leczenia i chorowania i wszel¬
kie do nich odniesienia. Z różnych powodów medycyna ludowa opracowywana
była w antropologii wielokrotnie, jako zarówno pole kultury wymagające rejestracji,
opisu i zrozumienia (np. Biegeleisen 1929; Talko-Hryncewicz 1893; Tylkowa 1989;
Udziela 1894), jak i zjawisko, które wiedzie k u poznaniu czy też przedstawieniu
kultury (Paluch 1991; 1989; Stomma 1986). Z początku zaczynam rejestrować wąt­
ki, które układają się w znaczenia, pytam o etiologie i lecznicze sposoby ustalam ich
symboliczne odniesienia. M o i m zadaniem jest jednak przede wszystkim usłyszenie
w rozmowach o chorowaniu wypowiedzi wyrażających lokalną przemianę świata.
W opisach leków i nacierań, w opowieściach o znaczeniach lecznictwa ludowego
i chorowania słyszę więc fragmenty bardziej ogólnych, społecznych doświadczeń
ludzi. Fenomenologiczna perspektywa powoduje, że istotny staje się każdy szczegół,
każdy fragment „bycia tam" (Geertz). Rozumność i postępowanie bolęcińskich
„znachorów" wymyka się spod skrzydeł klasycznie pojętej kartezjańskiej metody
staranności myśli. Myślenie, pamiętanie dotyczyć zaczyna zatem ludowych leków,
substancji leczniczych; utrwaliła się w ten sposób praktyka zamów i cielesnych
wyobrażeń. Taka myśl fragmentuje i układa świat w swoiste tablice Mendelejewa
(zob. Stomma 1986), rozplenia wiele powiązań znaczeniowych poszczególnych
leków, zamów i tradycyjnych etiologii. O ile jednak w strukturalnych analizach
„tablice pierwiastków" mają wolne miejsca, a etnograf strukturalista (etnograf che¬
mik) potrafi przewidzieć nieodkryte jeszcze konstrukty, o tyle fenomenolog odpo¬
wiedzialny jest za każdą chwilę, każde spojrzenie, każde uchwycone rozegranie się
rzeczywistości (zob. Benedyktowicz 1980; Zadrożyńska 1968). Liczy się wszystko
to, co zaistniało.
Zaistniały zatem w moich badaniach ciągi opowieści o chorobie i chorowaniu.
Opowieść, proces nadawania sensu życiu i chorobie, to niezwykle istotny punkt
wyjścia analizy doświadczeń społecznych. Pojawia się tu możliwość odsłaniania
ukrytych światów. Odsłonięcia pochodzą jednak z działań badawczych i konstruk¬
cji badania - każda rozmowa będzie docierała do nieco innego rozumienia choroby
271

Tomasz Rakowski

i historii życia. Powstaje proces ponownego opowiadania życia, rozmówcy starają
się w rozmowie ponownie nadać sens swojej biografii. Jest to moment ruchu, narracje
bolęcinian przebudowują się, tak jak przebudowuje się relacja z własnym ciałem; są
to opowieści powstające poprzez ciało chore (trough a wounded body), jak pisze A r t u r
Frank (1995, s. 2), ciało i nowy sposób bycia i funkcjonowania w chorobie p o w o d u ­
ją, że dawne opowieści muszą zostać opowiedziane jeszcze raz. Oczywiście opo­
wieści tych jest kilka, są one nieustannie aktualizowane i zmieniane. Dzięki opowia­
daniu dochodzi do pewnej sedymentacji pokładów pamięci (Garro 1999, s. 72-73);
z jednej strony powstaje pamięć epizodyczna, budująca znaczenia, zmieniająca je
i dopasowująca (knowing, teraźniejsze poszukiwania), z drugiej strony pojawia się
coś w rodzaju wzoru pamięci, schematu czy m o t y w u — za ich pomocą „upakowane"
zostają doświadczenia (knowledge, pamięć spetryfikowana w postaci wzoru); pomię¬
dzy nimi zaś zachodzi nieustanna komunikacja.
„Opowiadanie choroby" odnosi się zatem do wszelkich kulturowych doświad­
czeń i sposobów budowania ciągłości narracji. Linda Garro (1999) pokazuje np., jak
konstruowane społeczne narracje chorych na cukrzycę kanadyjskich Odżibwejów
zaangażowane są w proces rozumienia przez pacjentów ich choroby W wielu przy¬
padkach cukrzyca, „słodka choroba", jak mówią Odżibwejowie, nabyta w trakcie
dorosłego życia (cukrzyca t y p u drugiego) wiązana była z cywilizacyjną koniecznoś¬
cią nieprawidłowego żywienia, spożywania przetworzonego, konserwowanego
jedzenia z supermarketów (odwrotność tradycyjnego, na ogół bezcukrowego
jedzenia Odżibwejów), a w szczególności dużej ilości cukru. Jednocześnie poja¬
wiały się w tych narracjach bardziej indywidualne sensy Były to m.in. wypowiedzi
młodej kobiety, która zachorowała na cukrzycę (początkowo na cukrzycę ciężar¬
nych) i wiązała to bardziej ze swym zwyczajem jedzenia zbyt dużych ilości słodkich
potraw właśnie w ciąży — umiejscawiała zatem sens swojej choroby przede wszys¬
t k i m w obrębie własnej, prywatnej biografii.
Sensy choroby i w ogóle współczesnego chorowania umieszczone zostały zatem
pomiędzy kulturowymi formułami społecznych wyobrażeń a osobistymi znaczenia­
mi biograficznymi. Za Danielem Bertaux (1990) można powiedzieć, że przekazy
takie mają przynajmniej dwa odniesienia czy też dwa konteksty. Pierwszym z nich
jest rys społeczny narracji, wszelkie ramy, motywy i wyobrażenia społeczne kształ¬
tujące zapis i organizacje doświadczeń narratora (np. m o t y w „chorowania" w Bolęcinie). To coś, co odnajdować by można na poziomie elementu znaczącego (signifiant)
wypowiedzi. Drugie odniesienie będzie już bardziej osobiste, to organizowanie się
sensu własnego doświadczenia. Jest to bardzo trudny proces, zawierający zupełnie
inne, nieraz zaskakujące rozumienia świata, następujących wydarzeń czy własnego
losu. To jakby drugie, głębsze odniesienie samej wypowiedzi, jej element znaczony
(signifie), coś, czego poszukujemy co jest trudne do rozpoznania i w ogóle z trudem
komunikowane. Powstaje tak zatem coś w rodzaju, powiedziałbym, trójkąta Bertaux, w którym jednym wierzchołkiem jest sama wypowiedź autobiograficzna (jej
272

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

kontekst, prozodia), drugim społeczno-kulturowe treści i wzory zawierające się
w narracjach (mitologie, wyobrażenia, stereotypy), trzecim w końcu wewnętrzne
procesy przemian biograficznych (doświadczenie, droga życia, prywatna historia
choroby).

Renty, emerytury, choroby
W Bolęcinie wielu ludzi choruje. Spodziewałem się tego już wcześniej. „Jedź tam
— mówiono mi w sąsiedniej mieścinie — one tam wszystkie chore, one tam wszystkie
chore...". Szybko usłyszałem pierwsze słowa o chorowaniu: bliska sąsiadka leży już
dwa tygodnie, „ona tam leży tako chora, bo tutaj chorują l u d z i e . . . wszyscy się p o ­
chorowali". Mówiono też o moim sąsiedzie: „on ma cukier... t a k . . . on ma teraz cu­
k i e r . . . on jest teraz chory". Kilka dni później usłyszałem:
O . . . i d z i e K a z e k . . . t y n , co m i t u z r o b i , c o nieraz p o m o ż e . . . ale teraz o n c h o r y j e s t . . .
K o z u b t o już był, k u p i ł . . . t e n K o z u b o n już ma l a t a . . . o n teraz na serce c h o r y ! . . .
c h o d z ą w s z y s t k i e . . . sklep t o teraz długo c z y n n y . . . J ó z e k t o o n już t u n i e p r z y ­
c h o d z i . . . t a k i b y ł z niego d o b r y c h ł o p a k . . . . o n ma teraz straszne n e r w y . . . t a k i ci c h o ­
r y że ja nie w i e m . . .

W moich rozmowach nie jest żadną tajemnicą, że ten, k t o się pochorował i dostaje
z tego tytułu ryntę, osiągnął rodzaj lokalnego sukcesu. Rynty (tj. świadczenia spo­
łeczne, w t y m przede wszystkim renty inwalidzkie, a od 1998 r. renty z tytułu nie¬
zdolności do pracy) są najróżniejszego rodzaju: z tytułu choroby, z wypadku, wie¬
loletnich prac w kopalni czy w hucie; poza t y m można otrzymać śmiesznie niskie
świadczenia rolnicze i jako takie kolejarskie. Orientacja w tych zawiłościach, decyzje
0 przejściu lub nieprzejściu na rentę podejmowane w odpowiednim czasie decy¬
dują o całym statusie. K t o odpowiednio rozpoznał chorobę, umotywował niedo¬
magania, skorzystał z właściwej placówki, odwołał się do właściwego zakładu, ten
zyskiwał dostatnie lata w na wpół wybudowanym domu.
Bolęciński zwyczaj mówienia o chorowaniu i sama czynność (bo nie jest to prze¬
cież stan) chorowania związane są więc, przynajmniej w części, z obecną sytuacją
regionu, z narastającym bezrobociem. Wraz z początkiem transformacji górnictwa
1 okolicznego przemysłu w latach 90. rozpoczęło się bowiem coraz powszech¬
niejsze zwalnianie pracowników. W zakładach dotąd stabilnych i względnie dobrze
prosperujących zaczęto redukować miejsca pracy, zaczęły się pierwsze rynty, wiele
osób w stosunkowo młodym wieku zostało rencistami lub otrzymało tzw. wcześ¬
niejszą emeryturę. Schorzenie, jego rodzaj i przynależność do grupy chorych stały
się podstawą wypłaty i jej wielkości. Chorowanie często było jedyną szansą na ja­
kikolwiek dochód. Chorowało więc wielu moich sąsiadów, właśnie na ogół w wieku
przedemerytalnym — wraz z pierwszymi zwiastunami zamykania zakładów objawia¬
ły się ich różne dolegliwości, więc „chodzili po doktorach". Jeden z bolęcińskich
strażaków ochotników mówił:
273

Tomasz Rakowski

o się w s z y s c y w t e d y połapali i d a l e j . . . na e m e r y t u r y p o p r z e c h o d z i l i , na r e n t y . . .
p r z e p r a c o w a ł s w o j e i d a l e j ż e . . . na k o p a l n i t o trzeba d w a d z i e ś c i a p i ę ć lat r o b i ć i już,
masz e m e r y t u r ę . . . t o w t e d y się m a . . . ile t r z e b a . . . b y l e się na g ó r n i c z ą z ł a p a ć . . . b y ł
t u t a k i , c o t a k i pieniądz zrobił, b o w s z y s t k o polega na t y m , ż e b y się w p o r ę z o r i e n t o ¬
wać, z r o b i ć p o d l i c z e n i e , b o o d tego, j a k i k i e d y p o d l i c z y s z , t o i n n y p i e n i ą d z .
najstarszy j e s t e m z t y c h , c o pracują.

b o t u c h o r u j ą wszyscy, na r y n t a c h są.

ja t u
na

wcześniejszych e m e r y t u r a c h . . . wszyscy jak mogli, t o p o s z l i . . .

Renta, czyli jedyny stały niezależny dochód, jest według rolników (Jaworska, Pie­
niążek 1995), ale także tzw. chłopów-robotników, w czasach wolnego rynku i ukonkurencyjnienia rolnictwa jedyną podstawą utrzymania i funkcjonowania gospo¬
darstwa (zob. m.in. Laskowska-Otwinowska 2000). W Bolęcinie rodzaj schorzenia,
a więc i renty wydaje się często wyznaczać pozycję, określać miejsce w społeczności;
„ważne stało się to, na co k t o choruje, a nie np. to, co posiada, co zgromadził"- po¬
wiedział mi kiedyś jeden z miejscowych lekarzy W trakcie badań wielokrotnie mó­
wiono mi o tej sytuacji, nieraz lekko kpiąco: „idzie ten z Piasków... d o doktora
i d z i e . . . tu się rok kończy... on r o b o t y ni m a . . . to co r o b i ? . . . d o doktora i d z i e . . . " .
Pojawił się więc pewien sposób uzyskiwania dochodu, polegający na odpowiednim
wykorzystaniu świadczeń. Miarą zaradności, miarą osiągniętego „sukcesu" staje się
odpowiednie skalkulowanie renty czy wcześniejszej emerytury.

Plagi, zachorowania, nerwy
Wydaje się, że Bolęcin jest wsią zapełnioną chorującymi sąsiadami. Teraz wszyscy się
pochorowali, chorują t u i umierają - tak wynika z moich rozmów - coraz młodsi l u ­
dzie, „teraz to jak ktoś ma czterdziestkę, t o on już choruje, on już może umrzeć...".
Przyczyny powszechnych miejscowych niedomagań są tematem długich rozmów.
Przyczyn tych jest wiele, zwykle układają się one w dwie grupy. Po pierwsze,
chodzi o ciało, jego kondycję i zabiegi wokół niego. Teraz, jak często słyszę, ludzie
już tak nie pracują, wynika t o przecież z warunków renty. Jednocześnie w roz¬
mowach praca jest przede wszystkim przedstawiana jako ruch ciała i wysiłek mięśni.
Pracy w świecie bolęcińskim nieraz więc nie widać, tylko gdzieś ona się toczy - tak
jak poruszające się ciało; „ręce pracują, nogi pracują... i kręgosłup, i barki". Praca
ciała, praca mięśni, stawów - to obraz zdrowiejącego ciała. Bezczynność - odwrot¬
nie, jest stanem, w którym organizm wydaje się ulegać rozstrojeniu, rozstrojeniu
ulega przede wszystkim układ nerwowy; „oni wszyscy tacy nerwowi - mówiono nerwy mają... zajęcia nie dostają, kiedyś mieli r o b o t y . . . teraz oni siedzą... rynte
dostają.... siedzą, t o i nerwy dostają...". Nerwy to swoiste słowo klucz wymawiane
w Bolęcinie przy różnych okazjach, mające różne znaczenia, ubrane w różne fasady
emocji. To ekspresja niepokoju, lęku, wszelkich potocznie ujętych nerwic. Nerwy są
ważnym sposobem komunikowania stanu ciała („tak mnie głowa boli, tak boli, tak ja­
koś oczy mnie b o l ą . . . . ale t o nie głowa i nie o c z y . . . t o n e r w y . . . " ) , ciała, które teraz
dopiero niedomaga.
274

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

Ale takimi „nerwami-chorobami", czyli wysławianymi zespołami cielesnych d o ­
świadczeń, migrujących gdzieś po społeczeństwach, jest też wiele innych jednos­
tek chorób tworzonych społecznie. Należą do nich „choroby ludowe" (zob. Helman
2001, s. 86-89) ludzi ubogich i wykluczonych społecznie, choroby mające związek
ze stresem psychospołecznym, poczuciem bezradności i ciągłymi niedoborami
finansowymi. Taką chorobą jest m.in. susto, dolegliwość ubogich mieszkańców
Ameryki Łacińskiej, tłumaczona z języków indiańskich jako „lęk duszy". Objawia
się bezsennością, spadkiem nastroju, ciągłym zmęczeniem, ale nieraz wymiotami,
dreszczami i gorączką. Susto, jak pisze Avis M y s y k (1998), an illness of the poor, to coś
w rodzaju społecznie wytwarzanej choroby ciężko pracujących, ubogich pracow¬
ników (working poor) zakładów tytoniowych, plantacji kawy czy przemysłu wy¬
dobywczego. Wędruje po zakładach, osiedlach przemysłowych, po kopalniach A m e ­
ryki Łacińskiej. Podobnie nerwy czy nervios, nervoso, nerves, nerva, które zaobserwo­
wane zostały wśród ubogich społeczności na Kostaryce przez Sethę L o w (1996),
ale też w Gwatemali (Low 1981), wśród sycylijskich emigrantów w Kanadzie ( M i g liore 2001) czy w miastach Brazylii, w dzielnicach ubogich robotników (Rabelo,
Souza 2003). Podobnie manifestują się napięciem, bólami głowy czy w nadbrzuszu,
pobudzeniem, dysforią. N e r w y są więc pewnym migrującym społecznie zaburze¬
niem o charakterze, powiedzielibyśmy, psychosomatycznym .
2

Podobnie brzmią zresztą opowieści o zabiegach leczniczych, które płynnie
wkomponowują się w bieżące poszukiwania etiologii bolęcińskiej plagi. Jedną z naj­
chętniej stosowanych tam uzdrawiających substancji jest tłuszcz: psi, rzadziej borsuczy Określa się go najczęściej po prostu słowem tłuste. Tłustości mają swą „siłę"
niezależnie od stanu zdrowia, mogą zmienić organizm, nawet bardzo chory w wiecz¬
nie zdrowy. Przekonania o skuteczności tłustego często poparte są opowieściami
o jego wyraźnie magicznych właściwościach:
jedna t u miała c ó r k ę . . . ona znalazła t a k i słoik w spiżarce, myślała, ż e t o smalec i chleb
sobie z t y m j a d ł a . . . a t o właśnie t o b y ł o t o t ł u s t e . . . ona p o t e m na n i c nie chorowała,
panie, drągi t a k i e niosła, raz w i d z i a ł e m , że t o ż a d e n m ę ż c z y z n a b y nie w z i ą ł . . .

Tłustości są więc oznaką jakiejś uprzedniej, mitycznej siły, zdrowia, czasem wręcz
pobrzmiewa t u mit nieśmiertelności. Sadło pijano z kawą, ze spirytusem, wcierano
w stopy nacierano nim piersi. C i , którzy je pijali, żyli wiele lat, siłę zachowywali aż
do końca, właściwie nigdy nie chorowali . Ludzi takich oraz tych, którzy tłuste przy¬
gotowują, już się prawie nie spotyka.
3

2

W e współczesnym piśmiennictwie coraz częściej używa się bardziej adekwatnej i pojemniejszej

kategorii: M U S , c z y l i medically unexplained symptoms - są t o wszelkie istotne dla pacjenta i dla jego k o m ­
f o r t u o b j a w y dolegliwości, które nie znajdują uzasadnienia w żadnych lekarskich rozpoznaniach
(Page, Wessley 2003).
3

Tłuste jest substancją cudowną, minimalna jej ilość ma niezwykłe działanie, „przyszedł mój k u z y n

275

Tomasz Rakowski

Druga grupa przyczyn leży już na zewnątrz ciała i nazwałbym je ekologicznymi.
Człowiek w Bolęcinie słabnie, bo tak jak pękła jego wewnętrzna struktura, tak zmie­
nił się świat na zewnątrz, w którym zatrucie i skażenie, niezależnie od rzeczywis­
tych zmian, dosięgło wszystkiego. Skażenie, choć mówi się o rzeczach konkretnych,
o marchwi, o mięsie, o wodzie w kanałach, d o t y c z y całego świata, wszelkiej sub¬
stancji. Sięga ono wewnątrz, k u chemicznym konstelacjom, np. ku wyobrażeniom
chemicznych składników pożywienia, lecz także wybiega daleko w świat, np. ku w y ­
obrażeniom górskich kurortów. Zepsute, sczerniałe kartofle są efektem pracy w takim
zepsutym ekologicznie świecie i jednocześnie bardziej ogólnego zatrucia, jakiegoś
całościowego skażenia świata. Świat jest zepsuty i nie ma żadnej ucieczki: „pyły
siarka - mówią mieszkańcy Bolęcina - to zewsząd leci i wszędzie d o t r z e . . . " .
W y p o w i e d z i moich rozmówców układają się zatem w dosyć typową konfigu­
rację mityczną. Kiedyś nie było chorób. To teraz ludzie się pochorowali. Czasem tyl¬
ko ktoś umierał, kogoś „szlag trafił", ktoś przewrócił się podczas pracy w polu.
W rozmowach ciągle wraca przeświadczenie o sile i odporności dziadów i pradzia­
dów. To poczucie „genetycznej" siły, lecz przede wszystkim - jak chcą ludzie z Bolęcina - normalny, właściwy ludziom stan ciała. Tak było zawsze, takie są ciała, je¬
dynie teraz coś się zmieniło, „nikt tak od choróbsk nie umierał - mówił mężczyzna
z Bolęckiej Góry - jakoś nie było t a k . . . i k t o żeby zachorował albo żeby tak na u l i ­
cy zasłabł... jak umierał, to umierał". Jest to przeświadczenie o innych organiz¬
mach, zupełnie inaczej zbudowanych. Ciało było silne, krzepkie, funkcjonowało
samo, bez pomocy woli, samo z siebie „działo się" zdrowie. W tej samej rozmowie
usłyszałem:
K i e d y ś w o l n o r o b i l i , dokładnie, o s z u s t w nie b y ł o . . . m y teraz w s z y s t k o r o b i m y chao­
t y c z n i e . . . b o co, ś p i e s z y s i ę . . . a t o d o k ł a d n i e t r z e b a . . . , b o o r g a n i z m sam musi sobie
p o s z u k a ć , a nie ż e b y się p r ó ż n i a c z y ł . . . w s z y s c y teraz składniki p o d nos d o s t a j ą - o n
sam sobie musi p o s z u k a ć . . . i teraz t y l e tej t r u c i z n y t o z z i e m i idzie, o t . . . o r g a n i z m t o
z b i e r a , ale n i e w y p r a c o w u j e , o n n i e w y b i e r a , n i e w a l c z y . . . a i w c z ł o w i e k u jest zawsze
c o ś z ł e g o . . . t o teraz słabnie c z ł o w i e k .

Kiedyś ciało funkcjonowało doskonale, wychwytywało wszelkie składniki; t o ­
ksyny eliminowała praca organizmu, niemal utożsamiana z pracą fizyczną - z ekwi­
walentem życiodajnych przemian. Opozycje pracy i bezczynności oraz czasu obec­
nego i czasu przeszłego (dawniej - teraz) regulują zatem całą opowieść o pladze,
o chorobie. Niegdyś ciało zużywało minimalne ilości pokarmu, ponieważ doskonale
go wykorzystywało i przetwarzało, „tylko pół c h l e b a . jakoś tak to było przerobio- mówiła 66-letnia kobieta z sąsiedztwa - taki żółty i mówi tak: nie masz t y tego tłustego, a ja mówię,
nie mam, ale popatrzę, czy nie mam flaszek (po tłustym - T R . ) , a ja miałam te flaszki i mówię, wlej
sobie t u czego gorącego, k a w y albo mleka, i w y p i j — B o ż e na świecie, jak on m i dziękował, jeszcze jak
mnie teraz spotka, t o d z i ę k u j e . . . bo t o wszystko o d ręki p r z e c h o d z i . . . " .

276

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

ne, tak przetworzone, że taki był człowiek, że t o starczało". Przywołany zostaje nie¬
mal wprost obraz rajskiego, prawie niecielesnego organizmu, zużywającego mini¬
malne ilości pokarmu (corpus non caro).

Bolęcińskie doświadczenia społeczne: lata 90.
Jakie są więc przyczyny tego pochorowania się świata? Bolęcin wpisuje tutaj swą
lokalną historię, historię opowiadaną, w historię bardziej powszechną, w społeczne
doświadczenie, które stało się udziałem wielu Polaków. Myślę tutaj o zmianie sys¬
temowej, zmianie społecznej i ekonomicznej, która rozpoczęła się po upadku komu¬
nizmu. Doświadczenie restrukturyzacji przemysłu, rolnictwa, doświadczenie zmiany
całej gospodarki z socjalistycznej na wolnorynkową jest w dużym stopniu doświad­
czeniem traumatycznym - i właśnie takiej formuły użył np. Piotr Sztompka (2000),
pisząc o „społecznej traumie" w czasie polskiej transformacji. Jest t o swoją drogą
ponowienie interpretacji zachowań społecznych w nowych, niezrozumiałych, jed¬
nym słowem: nienormalnych, warunkach, którą zaproponował, na podstawie doświad¬
czeń społeczeństwa amerykańskiego, socjolog Robert K. M e r t o n (1982). Jest to
więc diagnoza społecznych reakcji na zmianę, które mogą przyjmować postać wy¬
cofania, rytualizmu w działaniach, w końcu praktyk innowacyjnych, znanego nam
„kombinowania". Jak zatem wygląda owa „społeczna trauma" w lokalnym, bolęcińskim wydaniu? W Bolęcinie i okolicach socjalistycznej pracy było pod dostatkiem
- w kopalniach rozrzuconych wokół Trzebini i Jaworzna, w chrzanowskim „Fabloku", w trzebińskiej hucie „Trzebionka", kopalni „Siersza", zakładach „Gumownia".
W samym Bolęcinie, na peryferiach istniały dwa zakłady w których produkowano
stropy, kostki brukowe, betonowe płyty; niedaleko było d o zakładów eternitu, pro¬
dukujących słynne faliste płyty dachowe.
Cement, bruk i cegłę wszędzie można było dostać czy „załatwić". Rosły więc
dookoła dwupiętrowe domostwa. Wszystkie te centra pracy i społecznego awansu
zgasły wraz z transformacją. C z ę ś ć z nich uległa albo właśnie ulega likwidacji, nie¬
które prowadzą jeszcze chwilowy żywot, wstrzymują produkcję, zwalniają. Zmiana
ostatnich lat, niczym katastrofa, przejawia się w wielu bezsensownych, absurdal¬
nych wręcz poczynaniach. W opowieściach bolęcinian widać znaki jakiegoś pier¬
wotnego chaosu: „Sierszę zamykają, teraz już z Libiąża d o elektrociepłowni węgiel
wożą... i gdzie to r o z u m . . . tak to przecie taśmą przejeżdżało... teraz tyle k i l o m e t ­
rów jeżdżą ciężarówki... i co t u się dziwić, że zakłady pozamykane... klęska". Na¬
rzekania, obraz upadku, publicystyczna „równia pochyła" obecne są prawie wszę¬
dzie. Miejscowa gazeta „Przełom" (nr 5-7, 2001) pełna jest nagłówków i wziętych
w ramki sformułowań: „Czy tak musiało się stać?", „Skazani na bezrobocie", „Sołty¬
sowe żale i smutki", „Likwidacja to katastrofa". Jest to zjawisko opisywane i inter¬
pretowane przez polskich antropologów jako „chłopskie zrzędzenie" czy „społecz¬
ne biadolenie" (zob. Buchowski 1996; Kędziorek 1996). To wyraźnie rozpoznawany
język społecznego komunikowania, pewien wzór komunikacyjny, odwrotność
277

Tomasz Rakowski

znanego nam keep smiling (Jaworska, Pieniążek 1995). Ten szczególny rodzaj komuni­
kacji, w swej lokalnej, bolęcińskiej wersji, a także wypływający z niego obraz świata
są właśnie przedmiotem moich rozważań.

Antropologia słowa w badaniach bolęcińskich
Uprawianie etnografii rozpoczyna się zazwyczaj niepewnymi krokami, którymi prze¬
mierzamy drogę do jednego z domów: wejście, przywitanie, w końcu rozmowa. Sy¬
tuacja r o z m o w y jest pierwszym, niepodważalnym faktem, który otwiera proces
zdobywania wiedzy. Mowa, z którą się spotkam i którą utrwalam, jest mową żywą,
skierowaną d o mnie, d o innych, zawsze jednak związaną przez współrzędne miejsca
i porę dnia. Mowa, mam nadzieję, spowoduje otwarcie się zamkniętych horyzontów —
„językowa refleksja ma więc ze swej natury charakter dialogiczny i dlatego język jako
narzędzie takiej refleksji otwiera przed nami te rejony świata, które sam uprzednio
zamknął" — napisał Robert Kwaśnica (1991, s. 48). Komunikacja wstrząsa językiem, po¬
woduje jego narodziny i jednocześnie przestawia jego ramy, granice, „umożliwia stałe
wyzwalanie się z jego ograniczeń poprzez tworzenie nowych znaczeń i rewidowanie
struktur myślowych" ( Kwaśnica 1991, s. 48). Słucham więc słów, najpierw słów
wymawianych, później mowy utrwalonej, zakrzepłej na taśmie magnetofonowej.
Przedmiotem mojej uwagi jest świat języka zontologizowanego. Uznaję więc, że
w miejsce „rzeczywistości obiektywnej", pewnej fikcji, istnieje „rzeczywistość ludz¬
ka" („rzeczywistość czyjaś", jak pisał Znaniecki), świat, który jest widziany i o któ¬
r y m się mówi. W konflikcie świata słów i myśli, czyli w konflikcie uznania absolut¬
nego wpływu języka na rozumienie świata (determinizm językowy) i przekonania,
że myśl istnieje niezależnie od języka, przyjmuję jeszcze inną postawę. Zakłada ona
koegzystencję myśli i słów, ich silny, dynamiczny związek.
Z a k ł a d a się t u j e d n o ś ć myśli i j ę z y k a , z t y m ż e g r a n i c e myśli i j ę z y k a n i e są t u
u z n a w a n e za stałe i p r z e s ą d z o n e są p r z e z j ę z y k . M y ś l jest wyrażalna w j ę z y k u i jako
taka i s t n i e j e r z e c z y w i ś c i e , z t y m ż e g r a n i c e m i ę d z y wyrażalnym i niewyrażalnym n i e
są absolutne, n i e z m i e n n e i nieprzekraczalne, lecz są p r z e g r o d ą relatywną i z m i e n n ą .
[ . . . ] M ó w i e n i e , r o z m o w a , posługiwanie się j ę z y k i e m jest w i ę c ze swej n a t u r y c z y n ­
n o ś c i ą p o z n a w c z ą , z m i e r z a j ą c ą d o z n a l e z i e n i a j ę z y k o w e j f o r m y w k t ó r e j myśl m o g ł a ­
b y z a i s t n i e ć . M ó w i ą c , c z y n i m y niewyrażalną jeszcze myśl wyrażalną, a w i ę c — obec¬
ną, r z e c z y w i ś c i e i s t n i e j ą c ą ( K w a ś n i c a 1 9 9 1 , s. 4 9 ) .

Język jest ciągłym wytwarzaniem, wytwarzaniem siebie, formą ekspresji prze¬
kraczającą ograniczenia. Jest t o po prostu „nasz język", możliwości językowe, „per¬
formance" (Chomsky), „parole" (de Saussure).
Mowa, która bardzo silnie związana jest ze światem, z miejscem, uzyskuje swą
wagę w działaniu. Teoretyczne spojrzenie Bronisława Malinowskiego na język T r o briandczyków przedstawia pierwotną sytuację działania, wspólnego uczestniczenia
w koralowym połowie. Charakter języka zdominowany jest przez aspekt pragma278

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

tyczny, łączący słowa z rzeczywistością, z dziejącym się wydarzeniem. Ogrody
koralowe opowiadają o języku działającym. „Stosuje się go wtedy, gdy może on spo¬
wodować działanie, nie zaś po to, b y tłumaczyć myśli" (Malinowski 2000, s. 337;
zob. też Godlewski 2008). Język dotyczy tutaj dziejącej się rzeczywistości, współ­
udziału w świecie. Wspólnota sytuacji, jako źródło wypowiedzi, widoczna jest w ga­
wędzeniu, w którym odniesienie przyćmiewa znaczenia. Takie wyrażanie „jest aktem,
którego bezpośredni cel stanowi związanie mówiącego i słuchacza więzią takiego
czy innego społecznego uczucia. Język spełniający tę funkcję [ . ] ukazuje się nam
nie jako narzędzie myślenia, lecz jako sposób działania" (Malinowski 2000, s. 337).
Podkreślam więc znaczenie mowy rozumianej jako „odnoszenie się d o świata".
M o w a jako ekspresja, jako wyrażenie świata jest tą mową, którą staram się utrwa¬
lić. Z tego źródła czerpię swoje postrzeganie Bolęcina. Słowo wypowiedziane jest
pierwszym stopniem obiektywności, ale „obiektywność", którą poznaję, istnieje
tylko w związku ze stawaniem się; jak pisze Gramsci: „skoro człowiek jest histo¬
rycznym stawaniem się, t o również poznanie i rzeczywistość są stawaniem się,
również obiektywność jest stawaniem się" (Gramsci 1961, s. 127). Serie ekspresji
wypełniają moje bolęcińskie „bycie tam". Są fragmentem czy przejawem kultury
widzianej poprzez człowieka stwarzającego język.
M o i m zadaniem jest zapis opowieści wypowiadanej k u mnie, k u światu. Każde
słowo będzie wyrażać chłopski, bolęciński świat. Utrwalam więc fragmenty życio¬
rysów, wspomnień, pamięć zamawiań. Zostają mi w rękach fragmenty chłopskiego
słowa, które zawsze są — jak pisał badacz kultury chłopskiej Roch Sulima — „próbą
całości, stawaniem sam na sam ze światem" (Sulima 1992, s. 31). N a czas rozmowy
zamykam się w kręgu jednej, dwóch istot, ich słów, ich prób wysłowienia historii
życia. A l b o w i e m chłopska „filozofia życia jest zarazem filozofią słowa" — jak pisał
Sulima (1992, s. 31). Ponieważ w notesie zostają mi tylko rzędy zapisanych słów,
trzeba u ż y ć słów, o d w o ł a ć się d o p r o c e d u r r o z u m i e n i a , aby je o d c z y t a ć [ . . . ] . K o ­
n i e c z n e jest z a t e m swego r o d z a j u „ d o w a r t o ś c i o w a n i e " słowa, g d y ż s ł o w o jest t u n i e
t y l k o s ł o w e m , ale t a k ż e s e g m e n t e m w c i e l o n e j w s ł o w o r z e c z y w i s t o ś c i „ p r z e d s ł o w n e j "
(Sulima 1992, s. 2 5 ) .

Chcę w ten sposób uzyskać dostęp d o wypowiadanych, tworzonych wyrazów,
ułożonych z samej egzystencji: ciała, pracy, skarg i ubolewań.

Ciało, pamiętanie, ekspresja
Język społecznego komunikowania, jak łatwo zauważyć, lokuje się w t y m przypad¬
ku w sferze ciała. Jest t o szczególna sytuacja, spontaniczny akt wynikły z sytuacji,
z aktualnej, społecznej praktyki utrzymywania gospodarstwa domowego właśnie
z renty. Jest pewną strategią przetrwania przyjmowaną w warunkach kryzysu, stra¬
tegią nieformalną i lokalnie rozpowszechnioną. Z jednej strony renta jest obrazem
„innowacji", opisywaej przez Mertona (1982, s. 238—242). Takie zachowania poja279

Tomasz Rakowski

wiają się, według niego, w warunkach kryzysu społeczno-ekonomicznego i przekra­
czają granice praw i instytucji („kombinowanie"). Z drugiej strony jest przede wszyst¬
kim lokalną praktyką komunikacyjną i jako sposób komunikowania jest także sposo¬
bem przedstawiania świata czy też uczestnictwa w świecie. Ciało jest więc tutaj sferą,
gdzie otwiera się perspektywa antropologiczna. Jest to przestrzeń intersubiektywna w szerokim znaczeniu tego słowa. Intersubiektywność ta dotyczy czegoś więcej
niż tylko doświadczenia ciała. Cały fenomen renty i jej endemicznej (lokalnej) rze¬
czywistości sięga od ciała do świata zewnętrznego, do doświadczenia jego historii
i jego kondycji, do doświadczenia przeszłości — aby doświadczona została teraźniej¬
szość. Jak to wygląda w samym tekście, w samej rzeczywistości zachowań i aktów
komunikacji? Przedmiotem rozważań bolęcińskich rozmówców jest obrazowanie
przeszłości i teraźniejszości. Roch Sulima (2003, s. 133) napisał niegdyś, że spo¬
łeczności zdegradowane posługują się zwykle opozycją dawniej — teraz, w przeci¬
wieństwie do opozycji teraz — jutro (która to, jeśli funkcjonuje w społeczności zde¬
gradowanej, to zwykle jako rama dla katastroficznej eschatologii). Twierdzi się za¬
zwyczaj w naukach społecznych, że przedstawienie teraźniejszości jest niemożliwe
i że jedyną możliwością jej uchwycenia jest uczynienie z niej czasu przeszłego. Po¬
dobnie jednak doświadczenie przeszłości czy doświadczenie historii nie jest w peł¬
ni możliwe, bo polega na budowaniu reprezentacji.
Jak zaś wygląda praktyka doświadczania teraźniejszości i historii w Bolęcinie?
Jest ona zawarta w cielesności prowadzonych tam rozmów i w takich aktach komu¬
nikacji, których naturalnym środowiskiem jest doświadczenie cielesne. Jest to pe¬
wien szczególnie zmysłowy sposób rozmawiania: wspólne wspominanie, gawędze¬
nie, zrzędzenie i narzekanie związane właśnie z rentą, z ciałem, które się pochoro¬
wało, i bezrobociem, któremu renta ma przecież zaradzić. Towarzyszy temu lokal¬
na, głosowa interpretacja tekstu, zwykle jest to melodyjne powtarzanie tych samych
słów w trakcie wypowiedzi. Szczególnie zaś d o t y c z y to słowa „boli". „Tak go głowa
booli — mówiła mi w czasie rozmowy starsza kobieta z Bolęcina — tak go booli, i on
na oczy nie może p a t r z e ć . " ; słowa te są zazwyczaj przedzielone potocznymi
sądami, krótką sprzeczką. Czasami są tylko samym ponawianiem, lamentacją, ni¬
czym więcej, czystą komunikacją pozbawioną zdyskursywizowanej treści (phatic
communion). Te słowa, ponownie wymawiane, pozwalają dostrzec wyróżniające się ele¬
menty powtórzeń: „ b o l i . b o l i . narobili s i ę . namęczyli się".
Ciało, można powiedzieć, jest w Bolęcinie nadmiernie doświadczane, przez co
zmienia nieustannie czas wypowiedzi. Dzieje się tak z powodu renty jako pewnego
sposobu bytowania, który zwiększa koncentrację na symptomatologii organizmu.
Tak jak w stosunku d o przeszłych wydarzeń — ślubów, zarobków czy afer miłos¬
nych sprzed kilkudziesięciu lat (w t y m historii mojego pradziada, do którego strze¬
lał były narzeczony mej prababki, gdy jechali w ślubnym orszaku) — wypowiedź
należy do czasu przeszłego w sensie gramatycznym, tak tutaj pojawia się czas teraź¬
niejszy. Narracja doświadczeń cielesnych raz jeszcze przenosi wydarzenia do chwili
280

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

obecnej, pomiędzy rozmawiających. Wypowiadaniu słów „boli, boli", bolęcińskiemu ubolewaniu, towarzyszy monotonny ruch w przód i w tył i krótki półsen - opowia¬
dający przymykają zwykle oczy. Jest to najczęstszy sposób rozmawiania w Bolęcinie i najczęstsza tematyka. Wydaje się wtedy, że wraz z takim rozmawianiem czucie,
zapachy, ciemne plamy przed oczami ożywiane są w wypowiedzi i po raz kolejny
niosą ze sobą życie, teraźniejszą chwilę. Historia indywidualnego ciała zapisana jest
zatem pamięcią jakiejś zamkniętej chwili, zamkniętego wydarzenia. Rozbrzmiewa
ona dla wypowiadającej osoby dla osób słuchających na nowo, jest to jakby zniesie¬
nie ciała przeszłego. Pamięć mechaniczna wraz z pewną historią - ciągiem wyda¬
rzeń - znika w oddali, przeszłość w sensie chronologicznym ucieka, ulatnia się. Po¬
zostaje ciało, a pamięć, która mu towarzyszy, jest pamięcią zupełnie innego rodzaju,
jest pamięcią mimowolną, która przekreśla granicę między czasem przeszłym i te¬
raźniejszym. Pamięć ciała - pisał patron tego tekstu, Maurice Merleau-Ponty - jest
„wysiłkiem ponownego otwarcia czasu w oparciu o implikacje teraźniejszości"
(1999, s. 90). To zatem jakby (auto)komunikacja zakorzeniona w percepcyjno-ekspresyjnych odruchach; ciało stanowi tutaj „egzystencjalne podłoże dla kultury i sen­
su własnego »ja«", by przywołać sformułowanie Thomasa Csordasa (2001) .
4

Pamięć społeczna jest więc, w t y m przypadku, komunikowaną wewnątrz spo¬
łeczności pamięcią ciała. M a to olbrzymie konsekwencje dla perspektywy uczestni¬
czącego w tej rzeczywistości. Związek komunikacyjny opiera się na postrzeganiu
i doznawaniu ucieleśnionego świata. W ten sposób powstaje wspólna sfera, w której
akumulowana jest pamięć wydarzających się chwil, mikrohistoria i obraz teraźniej¬
szego świata. Dzięki rozpoznaniom Merleau-Ponty'ego (1999; 2001) w naukach
społecznych ujawnia się pole cielesne społecznej rzeczywistości, które jest ramą dla
dalszych obserwacji i interpretacji. W tej przestrzeni dychotomie dystansu i blis¬
kości, podobnie jak dychotomie indywidualności i kolektywności czy wewnętrzności (duch, umysł) i zewnętrzności (ciało, widoczne zachowania), zostają zawie¬
szone, tworzą zaledwie początek poszukiwań, pole społecznej, fenomenologicznej
interpretacji, intersubiektywną cielesność. I tutaj należy wprowadzić najważniejsze
dla tego tekstu rozpoznanie Merleau-Ponty'ego: dzięki tej cielesnej koegzystencji
stosunek intersubiektywny, intercorpoerite, łączy uczestników komunikacji i przenosi
ich jednocześnie w stronę świata (zob. Coenen 1989, s. 264-277). Analiza fenome¬
nologiczna pozwala zobaczyć, że jesteśmy zrobieni z tej samej materii co świat, la
chair du monde, i to dzięki temu jesteśmy wspólnie zorientowani na świat, wspólnie
„zainteresowani sprawą" dzięki wspólnej praktyce, w t y m przypadku praktyce ko-

4

Prace Thomasa Csordasa (1990; 2001) odnalazłem d o p i e r o w 2002 r., r o k p o napisaniu pracy

magisterskiej (która jest podstawą niniejszego w y w o d u ) . D l a t e g o t e ż powołuję się tutaj głównie na
swoje własne czytanie f e n o m e n o l o g i i Merleau-Ponty'ego i aplikacje jego pisarstwa d o badań a n t r o p o ­
logicznych, c h o ć T h o m a s Csordas wprowadził tę m e t o d ę interpretacyjną jeszcze w latach 20. ubieg¬
łego w i e k u .

281

Tomasz Rakowski

munikacyjnej renty dzięki wypowiadanym, niemal na powitanie, słowom: boli, boli,
boli. W ten sposób cielesna sytuacja komunikacyjna face to face, pozostając pewnym
zdarzeniem w całej swojej złożoności, jest komunikacją z resztą świata, ów świat
przywołuje i d o niego się odnosi, znaczy zawsze coś więcej. Pojawia się hermeneutyczny ciąg: strategia przetrwania (renta) - komunikowanie renty (ubolewania) - i n tersubiektywność aktu słowno-cielesnego - wzmożony kontekst aktu, czyli świat,
owo coś więcej. Znacząca jest lokalizacja tego tajemniczego procesu, w którym
indywidualne nadawanie sensu wydarzeniom pozostaje we wspólnym świecie. Intercorporeite Merleau-Ponty'ego jest zatem samym źródłem i miejscem narodzin pamię­
ci społecznej, pamięci wydarzeń przeszłych i teraźniejszych, pamięci indywidualnej
i kolektywnej, pamięci zarówno ciała, jak i świata.
Otwiera się w ten sposób przestrzeń mówienia o ciele; jest t o pole ekspresji,
w którym słowo i ciało stają się dwoma pojęciami jednej przestrzeni. Jest t o odkry­
cie mocno etnograficzne, niemal empiryczna rejestracja słowa, które może być
używane - jak pisał Bronisław Malinowski (1987) w językowym studium Ogrody ko­
ralowe i ich magia - „równolegle z ruchami ciała", które jest ekwiwalentem gestu i r u ­
chu. Ciało obejmuje świat, rzeczy Ciało, według Merleau-Ponty'ego, powoduje
spójne bądź rozkojarzone istnienie pomiędzy rzeczami, tak jak ono samo jest spójne
czy rozkojarzone. Ciało i rzeczywistość właściwie nie odnoszą się d o siebie. Świat,
na t y m poziomie, nie jest treścią jawną, którą należy odczytać, nie jest też żadnym
signifiant podminowanym przez jakieś signifié, jądro znaczenia. Cały pejzaż mieści się
w jednej, dynamicznej przestrzeni działającego ciała, które ucina drogę jakiejkol¬
wiek egzegezie. Ciało nie obrazuje więc rzeczywistości. Ciała chorują, są zatrute,
próżniaczą się, na równi ze światem. Roztrzęsienie, nerwy to stan zarówno organizmu,
jak i życia na rencie. Zatrucie ciał jest katastrofą świata i niczym się od niej nie różni,
zatruty świat wymienia się na zatrute ciała. Ciało bezczynne, ciało niepracujące jest
chylącym się, zaniedbanym, a przez to pochorowanym światem. „Problem świata - p i ­
sał Merleau-Ponty - oraz [ . . . ] problem ciała polega na t y m , że wszystko się w nich
zawiera" (1999, s. 115). Jak może się zawierać? N a poziomie analizy fenomenolo­
gicznej ciało sięga aż po horyzont. Jak t o się dzieje? Hermeneutyka wyrastająca
z filozofii Merleau-Ponty'ego, jak każda hermeneutyka, jest rodzajem gry, nie wiado¬
mo, czy to my, podmioty, wywołujemy świat, czy to świat jest sprawcą naszych od¬
kryć, naszych interpretacji.
Tylko popatrzmy: Bolęcin t o miejsce, d o którego trafia się zazwyczaj z pobli­
skiego miasteczka, Chrzanowa, z przystanku przy ulicy Szpitalnej (notabene szpi­
tal jest nowy i, jak się słyszy nadmiernie rozbudowany). „Bolęcin" t o nazwa, która
ma swoje liczne miejscowe etymologie. W pierwszym z wariantów nazwa pochodzi
od pewnego zdarzenia: Cygan złodziej został wychłostany w centrum maleńkiej
jeszcze wioski, zaś jego krzyki: boli, boli, b o l i . . . roznosiły się po okolicy Ktoś z są­
siadującego przysiółka ujął w opowieściach owe krzyki i przemienił w nazwę miejs­
ca. Bolęcin jest obleczony w mityczną topografię zarazy (która rzeczywiście prze282

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

chodziła przez wsie południowej Polski w X I X w. i w początkach X X w . ) . Wciąż
krążą tutaj opowieści poświęcone epidemiom cholery i czerwonki, które przetacza¬
ły się po okolicznych wzgórzach i wsiach. Główne cmentarzysko, na którym grze¬
bano zmarłych w wyniku zarazy, było w Bolęcinie: na ogół wskazywano obecny
cmentarz, centrum i pobliskie wzgórze. Mówiono: „ludzie tutaj wtedy takich boleści
dostawali strasznych i tu ginęli, t u był cmentarz cholerny, gdzie ich zewsząd zwo¬
żono". Jest też miejsce zwane Krzykiem, „taka niwa, miejsce, gdzie grzebali tych, co
dostawali boleści, a jak się tam idzie i dzień jest spokojny t o słychać tam k r z y k i . . .
echo j a k b y . . . słychać też księdza i śpiewy jakby msza żałobna..." - idący przez
pola w stronę Płazy mówią, że „idą na K r z y k i " . Centralnym punktem wsi jest usytu¬
owany na wzgórzu nowoczesny, i znów: wyraźnie za duży, ośrodek zdrowia, dawniej
był tam dwór dziedzica Chwaliboga. O t o kolejny tekst dołączający się d o pro¬
wadzonych rozmów, szczególnie tych katastroficznych, wyrażających ból i bezsil¬
ność: na głównym skrzyżowaniu w Płazie, nad tabliczką „Bolęcin 2" (km), na fron¬
cie domu jest zegar, a wokół niego napis (z inicjatywy poprzedniego proboszcza
- zegarmistrza): „Jedna z tych godzin będzie twa ostatnia". Jest t o swoisty komen¬
tarz d o godzin rozmów, ubolewań nad losem, nad skażonym, chylącym się świa¬
tem. Ulica zwana niegdyś Bolęcką, Bolęcka Góra, wciąż obecna na mapach, wszel¬
kie ubolewania i pochorowania, codziennie powtarzane „boli, boli, boleści" wiążą
się ze sobą jako znaczące, współbrzmiące signifiant sięgające niemal po horyzont.

Etnograficzne ucho igielne
Jak zatem działają mechanizmy pamiętania społecznego? Jak działają p o d m i o t y
społeczne, ludzie, grupy? Dzieje się t o zupełnie inaczej niż w t y p o w y c h rozpozna¬
niach społecznych, t u zaczyna się zatem fascynująca droga poznania etnograficz¬
nego. Przemiany społeczne i ich lokalne sensy kształtują się bowiem zupełnie ina¬
czej, to doświadczenia, które powstają wewnątrz społeczeństw i które często mijają
się z rozpoznaniami wytwarzanymi przez oficjalnych interpretatorów.
Przez oficjalne, dominujące interpretacje rzeczywistości społecznej rozumiem
tutaj przede wszystkim głosy powstające na podstawie analiz dokumentów i zja¬
wisk dyskursywnych (historia wydarzeniowa, analizy dokumentu osobistego i za¬
pisu narracji biograficznej, analizy dyskursu) i wytwarzane przede wszystkim przez
ludzi nauki, historyków, socjologów, publicystów, słowem: przez grupy intelektuali¬
stów, elity posługujące się własnymi wyobrażeniami procesów społecznych. To, co
badani przez nas ludzie mówią, deklarują i co zostaje utrwalone w naukach spo¬
łecznych, zwykle tylko w niewielkim stopniu odnosi się d o tego, jak żyją i działają
w ramach swojej codzienności. Podmioty społeczne nie są bowiem „uczonymi so¬
cjologami" ani „nie tworzą grup seminaryjnych", jak pisał Paul Willis (2005, s. 13),
a zatem sensu ich działań doszukiwać się trzeba nie za pomocą naukowych kategorii
elit, lecz uruchamiając bezpośrednią, badawczą wyobraźnię i podążając za odmien¬
nością lokalnych praktyk życia codziennego. Jest to droga fascynująca, jednak p r o b 283

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

lem zaczyna się w samej tradycji i szkole poznania społecznego, od próby sił, po¬
wiedzmy, „wyobraźni społecznej". C o w t y m przypadku może t o oznaczać? Sięg¬
nąć t u należy właśnie d o precyzyjnej i zarazem rewolucyjnej myśli etnografa Paula
Willisa oraz poprzedzającego jego pracę o ponad dwie dekady klasycznego tekstu
Charlesa Wrighta Millsa The Sociological Imagination (2007).
Mills pokazywał, że także empiryczne, szczegółowe studia nie zawsze pozwalają
odsłonić ukrytą dynamikę struktur społecznych i kulturowych. A b y bowiem odkryć
to, co dzieje się wewnątrz społeczeństw, dowodził Mills, aby sprząc empiryczne
fakty z koncepcją wielkich struktur i wielkich przemian, konieczna jest wyobraźnia
- wyobraźnia socjologiczna; rodzaj zębatki pozwalającej łączyć na każdym piętrze
procesu abstrahowania to, co niedostrzegalne i co jednocześnie napędza ruchy
dużych struktur społecznych. Paul Willis, jak sam pisze, „kontynuuje ten tok myśle¬
nia" (Willis 2005, s. 17), stara się jednak zbudować praktyczniejszy wymiar tej w y ­
obraźni - i tytułuje ją etnografią. Jest ona ową metodologiczną zębatką, która napędza
wiedzę o kulturowych wymiarach człowieka i społeczeństwa, o przemieniających
się kształtach kultury Badania społeczne są dla Willisa nieskończenie zaskakujące:
doświadczenia społeczne formowane są w ostateczności przez działające podmio¬
ty, choć to warunki społeczne i materialne tworzą środowisko tych działań. Wiedza
badacza rodzi się dopiero wewnątrz empirycznego, etnograficznego poznania:
c h o d z i m i o p o d k r e ś l e n i e , ż e to, c o e t n o g r a f i c z n e , w a r u n k u j e , zakorzenia i ustala całe
s p e k t r u m w y o b r a ż o n y c h z n a c z e ń w o b r ę b i e myśli s p o ł e c z n e j . [ . . . ] E t n o g r a f i a jest
u c h e m i g i e l n y m , p r z e z k t ó r e muszą p r z e j ś ć n i c i w y o b r a ź n i ( W i l l i s 2 0 0 5 , s. 13).

Powstaje tak zatem coś - tak jak w interesującym mnie przypadku pamiętanie,
praktyka i znaczenia renty - co na poziomie codzienności zasila całe piętrowe
wyobrażenia i sensy społecznej egzystencji. Podmioty społeczeństw - twierdzi
Willis - nie tylko bowiem starają się żyć i prze-żyć, ale także wkładają w życie swoje
niezliczone próby zrozumienia i przedstawienia własnej sytuacji.
Ten poznawczy ruch ma zatem dwie składowe. Z jednej strony jest t o ruch od¬
krywający to, że istnieje pewien złożony proces oddolnego, bezpośredniego wy¬
twarzania znaczeń społecznych, pewna aktualizująca się historia, dzięki której duże
struktury w ogóle mogą być rozumiane. Z drugiej strony pokazuje on, że sam ten
proces jest czymś niezwykle trudno rozpoznawalnym, jest frapujący (to „społeczna
łamigłówka", pisze Willis), a usłyszenie tych cichych, pozajęzykowych działań i eks¬
presji wymaga właśnie swego rodzaju wyobraźni. N i e jest to zatem poszukiwanie
prawdy. Jest t o nieustanna i nigdy niezakończona próba rozpoznania reprodukcji
społecznych sensów egzystencji. „Praca ta - pisał - nigdy nie będzie całkowicie w y ­
konana: jedynie za pomocą wyrażania siebie na przestrzeni czasu istoty ludzkie d o ­
konują stałej reprodukcji w sferze kultury" (Willis 2005, s. 16).

285

Tomasz Rakowski

Ciało, teraźniejszość, mit: renta jako doświadczenie
Ciało jest więc w Bolęcinie pewną osnową i twórczym aparatem, jest szerokim po¬
lem zarowno dla społecznej pamięci transformacji ostatnich lat, jak i dla pamięci ży¬
cia jako takiego, życia tych ludzi. Jak wygląda ta lokalna historia świata? Przecież
w ciągu ostatnich lat oczywiście nie było jakiejś wyraźnej katastrofy, skażenia, plagi
chorób. C o więcej, część upadłych przedsiębiorstw znalazła i znajduje nowych
właścicieli, odnowicieli (jak np. firma z kapitałem francuskim, która przejęła zakład
prefabrykatów w Bolęcinie). Pomiędzy tekstami narzekań i ubolewań trafiają się
opinie bolęcinian, że miejscowa rzeka i jej bobrowe żeremia są świadectwem nie¬
skazitelnej przyrody i że Bolęcin niczym oko w cyklonie industrializacji zawiera
w sobie fragment wolnej od skażeń natury. W Bolęcinie życie toczy się dalej: powoli
powstają nowe przedsiębiorstwa i nowe miejsca pracy, a dawne zostają zapomniane,
służby socjalne i medyczne działają prężnie, a drobny handel - jako tako. Wskazów¬
ka znacząca stolicę bolęcińskiego świata znów mozolnie przesuwa się na południe
- w stronę dawnej stolicy cesarsko-królewskiej, w stronę Wiednia. W Bolęcinie licz¬
ba chorób spada i wzrasta tak samo jak wszędzie. Cóż się więc stało?
W ciągu ostatnich lat powstała w Bolęcinie pewna forma pamięci społecznie ko¬
munikowanej, którą nazywam rentą. Krótko podsumuję kolejne elementy fenomenu
renty jako praktyki i światopoglądu. Jest to kolejna forma mitu złotego wieku ludz¬
kości, wyobrażenia, zgodnie z którym ciało śmiertelne, chorujące zamienia się
w ciało doskonałe. N i e ma jednak w praktyce renty praktyce komunikacyjnej, świa¬
topoglądowej i ekonomicznej historii rozumianej t y p o w o jako czas przeszły. W y ¬
starczy jeden cielesny komunikat, słowo „boli", ubolewanie, a przywołana zostaje ta
przeszłość, która tak naprawdę jest teraźniejszością. O ile bowiem myśl dyskursywna o teraźniejszości może wypowiedzieć się tylko o przeszłości (każde bieżące wy¬
darzenie zamienia na już przeszłe), o tyle społeczna pamięć ciała - bolęcińska renta
- znosi podział czasu i wypowiada się o przeszłości (albo przyszłości - mam tu na
myśli eschatologię i katastrofizm klęski ekologicznej) po to, aby zakomunikować te­
raźniejszość, bieżący stan świata. W dawnym, nieokreślonym bliżej czasie (początek
życia, dzieciństwo, życie dziadków - lata bieżące), a tak naprawdę w czasie sprzed
transformacji, kiedy to pracy nie brakowało, a reguły życia w komunistycznej Polsce
zostały w miarę oswojone, wszystko było inaczej: pracowano starannie i przynosiło
to efekty słowo „nerwy" w ogóle się nie pojawiało, a ziemia i powietrze nie znały żad¬
nego skażenia i zanieczyszczeń. Charakterystyczna jest owa bliskość, nagły prze¬
skok - jedna substancja, inny sposób życia, sposób jedzenia i sposób metabolizo¬
wania prowadzą k u nieśmiertelności, k u doskonałości. Kirsten Hastrup w eseju o m i ­
cie i historii ujęła to bardzo zwięźle: mit - pisała - jest w stanie „więcej znaczyć, niż
mówi" (Hastrup 1997, s. 27). W Bolęcinie mit znaczy więcej, od ciała przenosi nas
do reszty świata, przestrzenie ciała i świata zdają się przebiegać równolegle i tak
blisko, że stają się jedną wspólną przestrzenią: tak, jak pogarsza się świat, pogarszają
się ciała. Jej elementy: przemiany rzeczywistości, wyrazy kondycji biologicznej czy
286

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

wizje historiozoficzne, zostają skoncentrowane. M i t jako ekspresja afektu nie odnosi
się do jakiejś przeszłości, aby wyjaśnić teraźniejszość. Opowieść mityczna, zgodnie
z zasadą koncentracji, zaczyna zacierać czas i pokazuje, że przeszłość przylega do te¬
raźniejszości, że między nimi jest tylko minimalny dystans, że „czas, który znajduje
się »pomiędzy« znika" - pisała Hastrup (1997, s. 24). M i t , by użyć słów duńskiej
antropolożki, „osadza przeszłość w teraźniejszości".
Pamięć bolęcinian ostatnich kilkunastu lat, pamięć pracy, gospodarowania czy
właśnie renty zawarta w tych mitach-słowach łączy zatem różne aspekty świata. M i t
jako sztuka pamięci pozwala na totalną przemienność, ustawia obok siebie wyda¬
rzenia z różnych czasów i łączy je w związek przyczynowy . Z różnorodności i cha¬
osu przeżywanych przez wspólnotę doświadczeń tworzy jedność i syntezę (Hast¬
rup 1997). Jest to jednocześnie opowieść dramatyczna, świat mitu jest „światem
działań, sił i ścierających się potęg" (Cassirer 1971). Ciało jest w Bolęcinie polem
tkania się tej opowieści. M i t jest więc uwydatnieniem: ciała takiego, jakim jest (ta¬
kiego, które się teraz pochorowało, naprawdę doskonałe), i świata takiego, jakim jest
(teraz skażony i wadliwy niegdyś doskonały). Bolęciński mit ucieleśnienia lokalną
historię, historię gospodarczą, historię transformacji niosącej dla wielu rentę
i bezrobocie i tę egzystencjalną, historię narodzin, życia, choroby i umierania. Ta
społeczna pamięć ciała - we wszystkich wymiarach - oznajmia, że tak właśnie jest,
jak jest. Ciało, podobnie jak świat, w ostatnich latach mocno niedomaga.

Bibliografia
Benedyktowicz Z .
1980

O niektórych zastosowaniach metodyfenomenologicznej w studiach nad religią, symbolem
i kulturą, „Etnografia Polska", t. XXIV, s. 9-46

Bertaux D
1990

Funkcje wypowiedzi autobiograficznych w procesie badawczym, w: Metoda bio¬
graficzna socjologii, red. J. Włodarek, M . Ziółkowski, Warszawa-Poznań,
s. 71-81

Biegeleisen H .
1929

Lecznictwo ludu polskiego, Kraków

Buchowski M .
1996

Klasa

i kultura w okresie transformacji. Antropologiczne studium przypadku

społeczności lokalnej w Wielkopolsce, Berlin
Cassirer E.
1971
Esej o człowieku, Warszawa
287

Tomasz Rakowski

Coenen H .
1989

Cielesność i życie społeczne. O podstawowym problemie socjologii fenomenologicznej,
w: Fenomenologia i socjologia, red. Z . Krasnodębski, Warszawa, s. 2 5 5 - 2 8 7

Csordas T (red.)
2001
The body as representation and being-in-the-world. Introduction, w: Embodiment and
Experience. The Existential Ground of Culture and Self, Cambridge, s. 1-26
Csordas T.
1990

Embodiment as a Paradigm for Anthropology, „ Ethos", t. 18, s. 5 - 4 7

Derrida J.
1999

Ogramatologii, Warszawa

Dilthey W
1987

O istocie filozofii i inne pisma, Warszawa

1982
Pisma estetyczne, Warszawa
Jaworska E., Pieniążek W
1995

Wolny rynek na wsi z punktu widzenia antropologa, Warszawa

Frank A .
1995

The Wounded Storyteller: Body, Illness and Ethics, Chicago

Garro L .
2000

Cultural knowledge as resource in illness narratives: remembering through account of ill¬
ness, w: Narrative and the Cultural Construction of Illness and Healing, red. C. M a t tingly L . Garro, Berkeley Los Angeles, s. 7 0 - 8 7
Godlewski G.
2008

Słowo-pismo-sztuka słowa. Perspektywy antropologiczne, Warszawa

Gramsci A .
1961

Pisma wybrane, t. 1, Warszawa

Hastrup K.
1997

Przedstawianie przeszłości. Uwagi na temat mitu i historii, „Konteksty Polska Sztu¬
ka Ludowa", nr 1-2, s. 22-28
Helman C.
2001

Culture, Health and Illness. An Introduction for Health Professionals, London

Kędziorek P.
1996

Chłopskie zrzędzenie, „Konteksty Polska Sztuka Ludowa", nr 1-2, s. 114-124

Kwaśnica R.
1991

Rzeczywistość jako byt sensu. Tezy o językowym tworzeniu rzeczywistości, w: Język
a kultura, red. J. Anusiewicz, J. Bartmiński, t. 1, Lublin, s. 31-60
288

Ciało i los. Fenomenologiczne studium „renty" we wsi Bolęcin

Laskowska-Otwinowska J.
2000

Człowiek stary w ubogiej rodzinie polskiej wsi współczesnej, w: Zrozumieć biednego,
red. E. Tarkowska, Warszawa, s. 118-148

Libera Z .
1994

Ziemscy bogowie, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", nr 3-4, s. 113-121

L o w S.
2001

Embodied metaphors. Nerves as lived experience, w: Embodiment and Experience. The
Existential Ground of Culture and Self, red. T Csordas, Cambridge, s. 139-162

Malinowski B.
1987
2000

Ogrody koralowe i ich magia. Język magii i ogrodnictwa, t. 1, Warszawa.
Problem znaczenia w językach pierwotnych, w : Jednostka, społeczność, kultura, War­
szawa, s. 317-369

Merleau-Ponty M .
1999
2001

Proza świata. Eseje o mowie, Warszawa
Fenomenologia percepcji, Warszawa

M e r t o n Robert. K.
1982

Struktura społeczna i teoria socjologiczna, Warszawa

Migliore S.
2001

From illness narratives to social commentary. A Pirandellian approach to „nerves",
„Medical Anthropology Quartely", t. 15, s. 100-125

Mills C.
2007

Wyobraźnia

socjologiczna, Warszawa

Mysyk A.
1998

Susto: An Illness of the Poor, „Dialectical Anthropology", t. 23, s. 187-202

Page L . A . , Wesseley S.
2003

Medically unexplained symptoms. Exacerbating factors in the doctor-patient encounter,
„Journal of the Royal Society of Medicine", t. 96, s. 223-227

Paluch A .
1989

Zerwij ziele z dziewięciu miedz, Wrocław

1991

Choroby, zioła, znachorzy, Namysłów

Rabelo M . , Souza I .
2003
Temporality and experience. On the meaning of nervoso in the trajectory of urban work­
ing-class women in Northeast Brazil, „Ethnography", t. 3, s. 331-361
Rakowski T.
2005

Ciało i los. PamięćBolęcina, w: Ból. Almanach „Punkt po punkcie", red. S. Rosiek,
A. Czekanowska, Gdańsk, s. 264-270
289

Tomasz Rakowski

2006

Body and fate. The pension as a practice of social remembering, „Anthropological
Yearbook of European Culture", t. 15, s. 37-48

Stomma L.
1986

Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa

Sulima R.
1992
2003

Słowo i etos, Kraków
O rytualnych formach komunikacji społecznej, „Przegląd Humanistyczny", t. 6,
s. 113-119

Sztompka P.
2000

Trauma wielkiej zmiany. Społeczne koszty transformacji, Warszawa

Talko-Hryncewicz J.
1893

Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi południowej, Kraków

Tylkowa D.
1989

Medycyna

Udziela M .
1984
Medycyna
Willis P.
2005

ludowa w kulturze wsi Karpat polskich, Wrocław
i przesądy lecznicze ludu polskiego, Warszawa

Wyobraźnia etnograficzna, Kraków

Zadrożyńska A.
1968

Fenomenologiczna koncepcja historii i kultury. Zastosowanie - w polskich badaniach
etnograficznych, „Etnografia Polska", t. X I I , s. 15-27.

290

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.