6e72b40e474abaef738d5a1b99a00aeb.pdf

Media

Part of Dlaczego Pan podróżuje?.../Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1

extracted text
Dlaczego Pan
podróżuje? •••
Zapis spotkania z Peterem Brookiem
w Teatrze Polskim we Wrocławiu,
9 marca 2005, przed próbą spektaklu
Tierno Bokar prezentowanego na zaproszenie
Ośrodka im. Jerzego Grotowskiego

Pytanie: Dlaczego p a n tyle podróżuje? Czemu słu­
żą podróże warsztatowe i p r y w a t n e , czym się one róż­
nią o d siebie i jakie znajdują p o t e m odbicie na scenie,
w teatrze?
Peter B r o o k : To pytanie, które sam sobie zadaję
każdego dnia. Wydaje m i się, że zawsze należy patrzeć
na teatr z dwóch punktów widzenia jednocześnie: z te­
go, który s t a n o w i czyjeś osobiste, skryte marzenie i te­
go, który jest praktyczny. Jeśli teatr nie jest zakorze­
n i o n y w życiu, nie jest praktyczny. Dlatego osobiście
Bogdan Tosza: Dzień dobry, chciałbym serdecznie

nie lubię, gdy ktoś mówi o teatrze jako o sztuce. To

powitać państwa w Teatrze Polskim we Wrocławiu,

kwestia odróżnienia rzemiosła o d k u n s z t u . W y k o n u j e ­

przede wszystkim zaś chciałbym

my naszą pracę, aby utrzymać się jako zawodowcy, jak

powitać

naszego

i n n i artyści czy rzemieślnicy wyrabiający krzesło czy

wspaniałego gościa - Petera Brooka.
Dziękuję dyrekcji Ośrodka Badań Twórczości Je­

d y w a n , a marzeniem jest, by robić to możliwie najle­

rzego Grotowskiego i Poszukiwań T e a t r a l n o - K u l t u r o -

piej. Wówczas może pojawić się jakość. Jesteśmy j e d ­

wych, gospodarzowi wizyty Petera Brooka we W r o c ł a ­

n a k zanurzeni w życiu, zatem jeśli podróżujemy, t o dla­

wiu, dyrektorowi Jarosławowi F r e t o w i i d y r e k t o r o w i

tego, że gdybyśmy pozostawali w j e d n y m miejscu, nie

programowemu Grzegorzowi Ziółkowskiemu, że n a

moglibyśmy się utrzymać, z drugiej j e d n a k strony - na­

prośbę, aby to spotkanie odbyło się w naszym teatrze,

sza praca ograniczyłaby się wówczas gwałtownie do

odpowiedzieli z entuzjazmem. Ta

jest d o ­

k o n t a k t u z j e d n y m rodzajem ludzi, j e d n y m miastem,

wodem, że mieliśmy rację. Spotkanie poprowadzi au­

językiem, jedną kulturą, j e d n y m systemem wartości,

tor monografii Petera Brooka Grzegorz Ziółkowski,

j e d n y m zestawem uprzedzeń. Po pierwsze jednak, t o

a tłumaczyć będzie Jacek D o b r o w o l s k i . To wszystko,

nie m y decydujemy, dokąd jedziemy; musimy zostać

co należy do mnie. Życzę państwu wspaniałej rozmo­

zaproszeni. A kiedy t a k się stanie, jesteśmy wdzięczni,

wy. Dziękuję.

ale widzimy też, że m u s i m y dać coś w zamian. Otrzy­

frekwencja

m u j e m y wciąż impulsy, które uzmysławiają n a m , iż je­

Grzegorz Ziółkowski: Przedstawianie Petera Brooka

steśmy o d m i e n n i niż ludzie w miejscach, do których

byłoby nietaktem. Również zabieranie czasu s w o i m i

przyjeżdżamy. Za każdym razem jest to nowe wyzwa­

pytaniami byłoby nietaktem. Chciałbym oddać w pań­

nie. A zatem dokądkolwiek jedziemy, staramy się być

stwa ręce Petera Brooka, rezerwując sobie p r a w o do

tak bardzo pożyteczni, jak to t y l k o możliwe. Jednak

zadania ostatniego pytania, które zakończy spotkanie,

każdy p o w i n i e n sobie otwarcie zadawać to f u n d a m e n ­

ponieważ, jak państwo wiedzą, zespół gra dzisiaj wie­

talne i o k r u t n e pytanie - jaką to wszystko ma wartość?

czorem spektakl i potrzebuje jeszcze czasu n a próbę.

- w odniesieniu do wszystkich aspektów życia, nie ne­

A zatem zamieniam się w strażnika czasu.

gując a n i nie niszcząc samego siebie, bo byłoby t o zbyt

Peter B r o o k : Ja mogę zadać pierwsze pytanie: jak

łatwe. Trzeba po prostu uwolnić się o d iluzji, w której

udało wam się t u , we Wrocławiu, osiągnąć t o , co pró­

t k w i niestety w i e l u l u d z i t e a t r u , że jesteśmy nadzwy­

bują osiągnąć kobiety na całym świecie? Ponieważ w i ­

czajnymi i s t o t a m i , które mogą zmienić świat. Dlatego

dzę, że to kobiety dominują na sali. Jestem j e d n a k go­

nie cierpię słowa: „artysta". N i e m a n i c bardziej pre­

towy odpowiedzieć na pytania zarówno o d kobiet, j a k

tensjonalnego niż stwierdzenie: „Poeci i artyści - to

od mężczyzn; obie płcie są mile widziane. Żadnej dys­

my zmienimy świat".

kryminacji.

29

Dlaczego Pan podróżuje

• ZAPIS S P O T K A N I A Z PETEREM B R O O K I E M W T E A T R Z E P O L S K I M W E W R O C Ł A W I U

Wielką wartością, jaką niesie ze sobą grupa ludzi
pracująca

razem w teatrze,

grupa, która

P y t a n i e : C h c i a ł b y m zapytać o pana ścieżkę d u ­

wchodzi

chową

kształtowaną

przez mistrzów d u c h o w y c h .

w k o n t a k t z nieznaną publicznością, jest t o , że p o wie­

Czy mógłby p a n i c h p o d a ć w k o l e j n o ś c i c h r o n o l o ­

l u latach o d k r y w a się, iż jej praca pewnego wieczora

gicznej ?

w szczególny sposób poruszyła jedną czy dwie osoby.

Peter Brook: Dlaczego w kolejności chronologicznej?

Tak bywa naprawdę. Ktoś powiedział - widziałem t e n

Pytanie: N i e chodzi m i ściśle o chronologię, ale

spektakl wiele lat t e m u , gdy przechodziłem akurat

o wewnętrzny rozwój duchowy.

t r u d n y okres w życiu. I przedstawienie t o pokrzepiło

Peter B r o o k : Kiedy ktoś mówi o duchowości, nie

m n i e i przywróciło m i nadzieję. Jest t o najlepsza n a ­

rozumie znaczenia słowa, j a k i m się posługuje. Jeśli my­

groda, jakiej można sobie życzyć.

śli, że wie, co t o znaczy, t o n i e m a t o n i c wspólnego

Pytanie: Towarzyszył p a n zawsze t e a t r o w i ekspery­

z duchowością. Mówiąc o c h r o n o l o g i i , przenosi się d u ­

m e n t a l n e m u w Polsce. Czy sądzi pan, że nowe t e c h n o ­

chowość w codzienność, a więc t r a c i się d u c h o w y w y ­

logie, które t a k pociągają młodych ludzi, m a j ą sens

miar. T y m , d o czego naprawdę odsyła duchowość, sta­

w teatrze?

n o w i bardzo i n t y m n e , bardzo osobiste poszukiwanie.

Peter B r o o k : Kiedy jako młody człowiek pełen

To niekończące się poszukiwanie jest o d k r y w a n i e m te­

ekscytacji i energii zaczynałem pracę w teatrze, wszyst­

go, co oznacza duchowość. Jest t a k poważne i i n t y m ­

kie technologiczne możliwości tamtego czasu, czyli

ne dlatego, że można się podzielić n i m tylko z jedną

siedemdziesiąt lat t e m u , wydawały m i się bardzo k u ­

czy d w i e m a osobami w bardzo szczególnych okoliczno­

szące i chciałem wypróbować każdą z n i c h . S t o p n i o w o

ściach. A l e mówienie o duchowości na o t w a r t y m spo­

j e d n a k odkrywałem, że niektóre były użyteczne, a i n ­

t k a n i u oznacza, że prostytuuje się temat, o którym nie

ne n i e . N o , może przesadziłem - t o było n i e siedem­

p o w i n n o się rozmawiać w t e n sposób. N i e chodzi więc

dziesiąt, ale p o n a d sześćdziesiąt lat t e m u . E l i m i n o w a ­

o t o , że nie c h c ę odpowiedzieć n a pańskie pytanie, ale

łem je n i e dlatego, że poszukiwałem prostoty. Prostota

w t y m kontekście nie mogę.

przychodzi sama, kiedy rezygnuje się z tego, co n i e w y ­

Pytanie: C z y m dla pana jest kolor, który t a k bar­

daje się niezbędne. Myślę, że katastrofą byłoby, gdyby

dzo nas uderza w pańskich przedstawieniach? Jaką ro­

jakaś młoda osoba próbowała podążyć moją drogą,

lę odgrywa w pana życiu?

ponieważ urodziłem się w pierwszej ćwiartce X X wie­

Peter B r o o k : To jedna z rzeczy, które dają m i naj­

k u , a więc wszystkie wpływy, jakie m n i e ukształtowały,

więcej radości. Jest dla m n i e niczym metafora nas ja­

spowodowały, że chciałem zbuntować się przeciw te­

ko grupy międzynarodowej. N i g d y n i e byłem w stanie

a t r o w i dziewiętnastowiecznemu;

złamać i zniszczyć

zrozumieć rasizmu. N i e tyle z teoretycznego, politycz­

wszelkie k o n w e n c j e , które istniały wokół m n i e , aby

nie poprawnego p u n k t u widzenia dobrego obywatela,

odnaleźć t o , co żywe w X X w i e k u .

ale p o prostu z uwagi na różnice między nacjami, i c h

Dzisiaj ktoś młody, pracujący w teatrze, m u s i p o ­

k o l o r e m skóry, ciałami, językami, religiami, sposobami

sługiwać się technologią, i n t e r n e t e m , k o m p u t e r a m i ,

bycia - wykraczając poza antropologię. T o między i n ­

wideo i wszystkim, co się z t y m wiąże, ponieważ t o jest

n y m i sprawia, że t e n o k r u t n y świat jest jednocześnie

świat, w którym się teraz pracuje i należy przekonać

t a k i wspaniały.

się, co z tego można wykorzystać, a co jest bezużytecz­

Pytanie: A l e m n i e n i e d o końca o t e n kolor cho­

ne. Kamery w i d e o i telewizję wykorzystałem w dwóch

dziło. Chodziło m i bardziej o kolor scenografii, kolor

zrealizowanych przez nas sztukach o mózgu, ponieważ

w przedstawieniach.

uznaliśmy t o za konieczne; ale technologia sama w so­

Peter B r o o k : A l e t o jest właśnie kolor! P u n k t e m

bie mało m n i e interesuje. Dzisiaj interesuje m n i e coś

wyjścia jest przyjemność, która z niego wynika, i fakt,

innego. I dlatego mówię, że młodemu człowiekowi n i ­

że wszystko jest wibracją. Nasi muzycy są bardzo świa­

gdy nie wychodzi na dobre podążanie cudzą ścieżką.

d o m i relacji zachodzącej między wibracją muzyki a w i ­

Przeciwnie, należy pławić się z radością w dzisiejszej

bracją poruszającego się aktora. W i d o c z n a jest tylko

t e c h n o l o g i i i zobaczyć, co może mieć wartość, a co

różnica w formie. A k t o r stojący n i e r u c h o m o jest jed­

niszczy jakość. T o jest różnica między techniką i tre­

n y m dźwiękiem, a aktor w r u c h u - i n n y m . Wszystko

ścią. Stanisławski jest dla m n i e bardzo ważny, p o n i e ­

jest r y t m e m , a kolor stanowi oczywiście wibrację w ryt­

waż był j e d n y m z pierwszych, którzy poszukiwali j a k o ­

mie. O s t a t n i o zastanawiałem się n a d t y m , że ludzki

ści; dlatego stale s t a n o w i dla m n i e inspirację. O s o b i ­

umysł nie jest w stanie wymyślić nowego k o l o r u . Żad­

ście jednak jego metody raczej mało m n i e interesują,

na technologia nie może wynieść ludzkiego umysłu po­

ponieważ nie należą d o mojego czasu. A mój czas z k o ­

nad jego wysoko rozwiniętą zdolność postrzegania już

lei n i e koresponduje z czasem kogoś innego. Można

istniejących barw. Można je widzieć coraz lepiej, ale nie

powiedzieć, że każda technologia, każda f o r m a , każda

można i c h całkiem na n o w o wymyślić. Radzimy więc

możliwość m u s i być testowana wciąż n a n o w o . N a j ­

sobie z t y m , co m a m y do dyspozycji.

gorszą rzeczą, jaką można stwierdzić, jest t o , czym te­

Pytanie:

atr p o w i n i e n być i czym nie w o l n o m u być. To d y k t a ­

O s t a t n i o wyszedł t o m pańskich

pism

przełożonych n a język polski, który nosi tytuł Ruchomy

tura k u l t u r a l n a .

punkt. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby zechciał pan

30

Dlaczego Pan podróżuje

• ZAPIS S P O T K A N I A Z PETEREM B R O O K I E M W T E A T R Z E P O L S K I M W E W R O C Ł A W I U

odnieść t e n metaforyczny tytuł do pańskiego doświad­

do dzieła kompozytora pozostaje pańska Tragedia

czenia teatralnego.

men. C h c i a ł a m zapytać, j a k i jest dzisiaj, po latach, pa­

Peter B r o o k : G d y b y m był poetą, malarzem,

Car­

na stosunek do opery.

foto­

grafem, wszystko, co pokazywałbym i n n y m ludziom,

Peter B r o o k : O d p o w i e m w bardzo prosty sposób.

pokazywałbym z jednego p u n k t u widzenia. Naprzeciw­

Jeśli ktoś powiedziałby dzisiaj: „W j a k i c h o k r o p n y c h

ko mnie jest fotograf. Może nas ukazać tylko z jednego

czasach żyjemy" - zgodziłaby się p a n i . Czy chciałaby

p u n k t u widzenia, który właśnie zajmuje. P u n k t widze­

więc p a n i zostać prezydentem S t a n ó w

nia kogoś siedzącego obok jest zupełnie inny. Jeśli coś

nych? Jeśli ktoś pracuje tak, jak ja kiedyś w wielkiej

pojawi się w p o l u widzenia fotografa, przesłoni obraz,

operze, to w p e w n y m sensie przypomina to bycie pre­

zablokuje go i wpłynie na całkowitą jego zmianę.

Zjednoczo­

zydentem S t a n ó w Zjednoczonych. C o k o l w i e k się robi,
jest się przytłoczonym presją gigantycznej m a c h i n y

Sfilmowałem k i l k a spektakli, które wystawiliśmy
na scenie, dlatego mogłem dobrze się t e m u przyjrzeć.

pełnej

Praca w teatrze polega na zebraniu w i e l u różnych

złości, tak że życie staje się k o m p r o m i s e m . Żyje się jak

punktów widzenia. D o b r y autor, który oczywiście dys­

prezydent, który próbuje przetrwać jedynie do następ­

ponuje p u n k t e m

zmieniać,

n y c h wyborów. Taka okazała się moja praca w C o v e n t

„wprawić w r u c h " — jednak zdarza się to niezwykle

G a r d e n i w M e t r o p o l i t a n O p e r a - dość szybko zdałem

rzadko. Jeśli więc mówi coś, o czym sądzi się, że jest

sobie sprawę, że to ogromna strata energii, ponieważ,

dobre, to próbuje zrozumieć również, dlaczego uważa

kiedy zaczynałem pracę z grupą aktorów w małej prze­

się to za złe. Udało się t o osiągnąć tylko w i e l k i m auto­

strzeni, przestawałem być prezydentem kraju czy kor­

rom, na przykład Szekspirowi. Żaden z tysięcy profeso­

p o r a c j i wewnątrz o k r o p n e j m a c h i n y .

rów na setkach uniwersytetów nie był j a k dotąd w sta­

w zwyczajną ludzką relację z i n n y m i żywymi ludźmi.

nie ustalić, j a k i był p u n k t widzenia Szekspira, ponie­

Zdecydowałem się więc nie ruszać opery przez trzy­

waż jego p u n k t widzenia jest ruchomy, a w jego sztu­

dzieści lat; uważałem t o za stratę czasu. A l e p o t e m

kach w każdej kolejnej c h w i l i t o , co było dobre, oka­

nadszedł etap, kiedy dysponowaliśmy własnym

zuje się złe, a to, co złe - dobre, t o , co moralne - nie­

a t r e m i własną instytucją, i Opera Paryska wystąpiła

moralne i t d . Z m i e n i a się to w t a k i sposób, że każda

z propozycją, abym wystawił operę w naszym teatrze.

osoba na w i d o w n i wyrabia sobie własny p u n k t widze­

Odpowiedziałem, że to bardzo interesujące, ponieważ

nia, otwarty na chwilę. Dobry, szczery i uczciwy autor

mogliśmy zmienić każdy najdrobniejszy jej element,

ma inne podejście, kiedy pracuje w teatrze, a i n n e kie­

a jednocześnie poświęcić k i l k a miesięcy na próby.

w i d z e n i a , próbuje

go

skostniałych

struktur, namiętności, ambicji,

Wchodziłem

te­

dy pisze powieść. Również reżyser musi próbować

Mieliśmy trzy obsady, które cały czas pracowały razem,

otworzyć się na wszystkie p u n k t y widzenia. A k t o r ,

więc nie pojawiała się pomiędzy n i m i zawiść czy nie­

który przychodzi na próbę z gotową koncepcją r o l i ,

zdrowa rywalizacja. Wszystkie były równorzędne, nie

jest złym aktorem, ponieważ każdy człowiek jest bar­

było podziału na pierwszą i drugą obsadę. K i e d y pre­
zentowaliśmy spektakl i wszyscy przyszli go zobaczyć,

dziej złożony, niż się to może wydawać.

byłem głęboko poruszony widząc, jak jedna C a r m e n

Jednak przy kręceniu f i l m u jest dokładnie o d w r o t ­

na w i d o w n i oklaskuje drugą na scenie. Możliwe oka­

nie. Wszyscy wielcy reżyserzy f i l m o w i , począwszy o d

zało się, by wszyscy, łącznie z orkiestrą, przez p o n a d

Alfreda H i t c h c o c k a , pracują w oparciu o jeden p u n k t

pół r o k u pracowali razem n a d t y m samym t e m a t e m ,

widzenia - swój własny. Po t y m rozpoznaje się i c h styl

by poświęcali cały czas na próby i drążyli temat, p o d ­

i chodzi się na nowy f i l m „takiego a takiego" reżysera.

czas gdy w zwykłej operze ludzie rozchodzą się po pię­

Na tym polega różnica między t y m , co jest dobre

c i u przedstawieniach. Możliwy był więc między n i m i

i mocne w przypadku jednego p u n k t u widzenia, a t y m

organiczny rozwój. Mogliśmy wówczas

kiedy jest o n zmienny. Dlatego właśnie w teatrze zda­

zrealizować

własną ideę, która polegała na wyzbyciu się w tej pra­

rzenie teatralne jest stale do pewnego stopnia „w r u ­

cy wszystkiego, co nie pasowało do naszej koncepcji,

chu". Relacja pomiędzy sceną a publicznością jest

a co należało do „wielkiej opery". Mogliśmy umieścić

wówczas bogatsza niż w zastanym, staroświeckim te-

orkiestrę poza kanałem orkiestrowym, do

attze o jednym punkcie widzenia.

którego

przywykła. I odkryliśmy coś fundamentalnego: grupa

Pytanie: Co pana dzisiaj interesuje w teatrze?

śpiewaków mogła znakomicie pracować, nie widząc

Peter Brook: Jeśli coś jest żywe, jest interesujące.

dyrygenta. W t e n sposób r y t m spektaklu tworzyli sami

Jeśli nie jest żywe, nie jest interesujące. Jeśli jestem

aktorzy. Postaci pracujące razem i ludzie prowadzący

poruszony, interesuje m n i e t o . Jeśli nie jestem p o r u ­

opowieść pozostawali w bezpośrednim kontakcie z p u ­

szony, nie intetesuje. I to zmienia się cały czas, zarów­

blicznością. W

no dla mnie, jak dla pani.

t y m celu umieściliśmy orkiestrę po

dwóch stronach, tak że zarówno ona, jak dyrygent po­

Pytanie: Chciałabym zapytać o pana doświadcze­

zostawali niewidoczni. Jasne jest teraz, jak radykalne

nia operowe, ponieważ w i e m , że d a w n o t e m u praco­

było to posunięcie - treść podawana była przez żywych

wał pan w Covent Garden, realizował opery w M e t r o ­

wykonawców, a orkiestra i dyrygent dawali jedynie

politan Opera House. Oczywiście najbardziej k o n t r o ­

oparcie. W k o n w e n c j o n a l n e j operze hierarchia jest i n -

wersyjnym przykładem, skrajnym podejściem reżysera

31

Dlaczego Pan podróżuje

• ZAPIS S P O T K A N I A Z PETEREM B R O O K I E M W T E A T R Z E P O L S K I M W E W R O C Ł A W I U

na, c e n t r u m ekspresji stanowi dyrygent, następnie -

Proszę n i e wymagać ode m n i e , abym stworzył teraz

petne brzmienie orkiestry, a dopiero p o t e m - historia.

wykładnię tego, czym się zajmowali i jakie t o miało

Wyobraźmy sobie, co by było, gdybym dzisiaj próbował

znaczenie - t o element czegoś bardzo szczególnego, co

mówić z tej samej odległości, a przede m n ą znajdowa­

jest poszukiwaniem prawdy, a co stanowi prywatną

łoby się osiemdziesięciu ludzi grających najgłośniej j a k

sprawę każdego człowieka.

potrafią, między n a m i zaś stałby dyrygent. Byłby t o

Pytanie: Jest p a n uważany za klasyka, za wzór do

S ą d Ostateczny.

naśladowania. Proszę m i powiedzieć, gdy widzi p a n

Pytanie: C h c i a ł e m się dowiedzieć, co dokładnie

kogoś w orbicie swoich dokonań, czy p o t r a f i p a n się

spowodowało, że t a k bardzo zainteresował się pan po­

z tego cieszyć, czy raczej myśli pan: „Dlaczego o n nie

stacią T i e r n o Bokara i poświęcił m u swój o s t a t n i spek­

szuka swojej własnej drogi?".

takl?

Peter B r o o k : To pytanie trafia w samo sedno po­

Peter B r o o k : Myślę, że t o jedno z pytań, n a które

przedniej kwestii. Dziś bardziej niż k i e d y k o l w i e k ota­

bardzo t r u d n o odpowiedzieć, ponieważ przy układaniu

czają nas odpowiedzi. O f e r u j e się n a m tysiące sposo­

planów używa się r o z u m u . A przecież r o b i m y wiele a l ­

bów życia, tysiące postaw, tysiące rzeczy, w które moż­

t e r n a t y w n y c h planów, m a m y wiele a l t e r n a t y w n y c h

na uwierzyć l u b które można odrzucić. Każdy p o l i t y k

możliwości. Podejmowana decyzja s t a n o w i zaś p o ­

żyje, mówiąc kłamstwa w t a k atrakcyjny sposób, że

c h o d n ą i n t u i c j i . Powiedziałbym więc, że każdej decyzji

w końcu głosujemy n a niego, a nie n a kogoś innego.

(dlaczego robić t o , a n i e coś innego) towarzyszy prze­

Sądzę, że na t y m polega praca polityków - są kłamca­

czucie szczególnego znaczenia tego właśnie m o m e n t u .

m i , którzy próbują mówić prawdę. W i d a ć więc, że

W długotrwałej pracy n a d w i e l o m a t e m a t a m i pojawia

w rzeczywistości społecznej, politycznej czy religijnej

się chwila, która - j a k owoc na drzewie - nagle okazu­

możemy znaleźć jedynie odpowiedzi k o m p r o m i s o w e .

je się „dojrzała". Jak w i a d o m o , temat przemocy jest te­

Podążanie za kimś ślepo pokazuje, że sami jesteśmy

m a t e m a k t u a l n y m . Temat n i e t o l e r a n c j i t o temat, k t ó ­

ślepi, zazwyczaj n i e zdając sobie z tego sprawy. W y d a ­

ry d o nas trafia. W Tiemo

Bokar poruszyliśmy sprawę

je się n a m , że myślimy jasno. Powtarzam zatem: jeśli

tego, co naprawdę znaczy tolerancja, czego wymaga,

ktoś chce ( t o jego w o l n y wybór), może próbować roz­

z j a k i m i trudnościami m u s i się zmierzyć. Wydaje m i

wijać postawę poszukiwacza. Oznacza t o bycie otwar­

się, że w czasach, gdy religia wkracza z ogromną siłą n a

t y m i p o z b a w i o n y m j a k i c h k o l w i e k podejrzeń. Dlatego

t e r e n życia politycznego, społecznego i wojskowego,

Gurdżijew mówił o drodze człowieka przebiegłego.

p o n o w n i e ożywić trzeba kwestię, czym jest d l a nas

Oznacza t o bycie n i e w i n n y m j a k głupek, a jednocze­

prawda dzisiaj. Można t o uczynić dzięki prawdziwej h i ­

śnie - bardzo przebiegłym i n i e dającym się łatwo w o ­

storii skromnego człowieka, który spędził swe życie n a

dzić za nos. W t y m celu w danej c h w i l i może n a m po­

próbach o d k r y c i a , co znaczy być prawdziwym w t y m

m ó c wiele rzeczy. Rola wszystkich sztuk polega na t y m ,

złożonym świecie. Zawsze sądziłem, że w teatrze te­

by n a chwilę zaspokoić nasze pragnienie bardziej ja­

m a t , j a k i m a się pojawić, m u s i być czymś nieznanym -

snego widzenia - wiedząc jednocześnie, że nigdy nie

tak j a k kolory scenografii - w p r z e c i w n y m razie k w e ­

można tego osiągnąć raz n a zawsze. Jesteśmy ślepi,

stia religii, t o l e r a n c j i i n i e t o l e r a n c j i nie będzie się n i ­

chcemy przejrzeć. Przez chwilę widzimy trochę wyraź­

czym różnić o d tego, o czym czytamy w gazetach

niej i wtedy o r i e n t u j e m y się, że ślepota wraca, i zaczy­

i oglądamy w telewizji przez cały czas. T y m , co m n i e

namy n a n o w o . N i e poddajemy się, musimy robić t o ,

przyciągnęło, była prawdziwa historia, niewywołująca

o czym mówi w spektaklu T i e r n o Bokar: szukać wie­

jednocześnie oczywistych skojarzeń.

dzy w najdalszym zakątku świata.

Pytanie: Jak w i a d o m o T i e r n o Bokar był mistrzem

Grzegorz Ziółkowski: Pozwolę sobie zadać ostat­

sufizmu - czym jest dla pana sufizm w kontekście na­

nie pytanie. Jest o n o bardzo niebezpieczne. Zapytam

uczania Gurdżijewa?

o ciszę.

Peter B r o o k : T o pytanie również otwiera t a k o b ­

Peter B r o o k : To wyjątkowe wydarzenie w m o i m

szerny temat, że odpowiedź m u s i być bardzo prosta.

życiu. Tak często słyszałem ludzi rozprawiających o c i ­

Gurdżijew był młodym człowiekiem, który opuścił

szy, a teraz po raz pierwszy ktoś wypowiedział t o w i e l ­

swój d o m i zaczął podróżować po Wschodzie z grupą

kie słowo i zamilknął. Mogę więc t y l k o pójść za jego

przyjaciół, którzy wówczas, w X I X w i e k u , zajmowali

wspaniałym przykładem.

się różnymi dziedzinami: filozofią, muzyką, nauką - l u ­
dzi, których nie satysfakcjonowały istniejące o d p o w i e ­

Spisała

dzi n a pytania, jakie sobie stawiali. N a z w a l i siebie Po­
szukiwaczami Prawdy. Zaszli bardzo daleko w swych
poszukiwaniach i o d k r y l i , że w sercu tego, co popular­
nie rozumiane jest jako religia, istnieje prosty rdzeń całkowite poświęcenie poszukiwaniu prawdy. Bractwa
sufich gromadzą się z tego samego p o w o d u . S ą poszu­
kiwaczami prawdy.

32

i przełożyła Justyna

Rodzińska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.