ee882e483e1b14217c9c25c056edaf73.pdf
Media
Part of Opowiedz o swojej podróży: Michel Leiris / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2
- extracted text
-
Opowiedz o swojej podróży
Michel Leiris*
J a m e s Clifford
Guinie, de ton cri, de ta main, de ta patience
II nous reste toujours des terres arbitraires.
АГМЁ CESAIRE
L'Afrique fantóme to monstrum: 533 strony gęstych zapi
sków etnograficznych, dziennika z podróży, badania samego
siebie, „onirografii". Weźmy priere d'inserer do tej książki,
reklamową ulotkę wsuniętą pomiędzy kartki skończonego
dzieła. W trakcie całej swojej kariery zawodowej Michel Lei
ris uprawiał taki właśnie mikroskopijny gatunek: chłodny
esej, który opisuje książkę, będąc z nią związany jednocześnie
intymnie i niezobowiązująco, prowadząc czytelnika lub wpro
wadzając go w błąd, pozwalając autorowi na zatarcie za sobą
śladów. Ostatnio priere d'inserer zaczęto drukować na tylnej
stronie okładki lub skrzydełku obwoluty opublikowanej książ
ki - w unieruchomieniu, nad czym Leiris ubolewał. W pierw
szym wydaniu L'Afrique fantóme (1934) była to luźna kartka
papieru:
„Chory z powodu życia w Paryżu, postrzegając podróż ja
ko poetycką przygodę, metodę zdobycia wiedzy konkretnej,
próbę, symboliczny sposób na powstrzymanie starzenia się,
zaprzeczenie czasowi przez przekraczanie przestrzeni, autor,
zainteresowany etnografią ze względu na wartość, którą przy
pisywał tej nauce w rozjaśnianiu kontaktów międzyludzkich,
przyłączył się do wyprawy przemierzającej Afrykę.
Cóż tam znajduje?
Niewiele przygód, badania, które pierwotnie pobudzają go,
wkrótce okazują się zbyt nieludzkie, by mogły dostarczać sa
tysfakcji, wzrastającą obsesję erotyczną, ciągle powiększającą
się pustkę emocjonalną. Pomimo niechęci do ludzi cywilizo
wanych i życia miast-metropolii, jeszcze przed końcem
podróży zatęsknił za powrotem.
Próba ucieczki okazała się kompletną porażką, i tak czy
owak przestał już wierzyć w wartość ucieczki. Nawet jeśli
zważymy na wzrastającą w kapitalizmie tendencję, by wszel
kie kontakty ludzkie uczynić niemożliwymi, czy nie jest tak,
że to właśnie w obrębie swojej własnej cywilizacji człowiek
Zachodu może odnaleźć okazję do samorealizacji na poziomie
emocjonalnym? W każdym razie ponownie przekona się, że tu,
podobnie jak gdzie indziej, człowiek nie może uciec przed
własnym osamotnieniem: wynik tego będzie taki, że któregoś
dnia, porwany przez nowe fantomy, zacznie na nowo - tym ra
zem już bez złudzeń. Tak wygląda schemat pracy, którą autor
być może napisałby, gdyby nie fakt, że będąc zainteresowany
przede wszystkim przedstawieniem możliwie najbardziej
* Niniejszy tekst jest 6 rozdziałem książki Jamesa Clifforda, The
Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography, Literature, and
Art, Cambridge, M.A. Harvard Univ. Press. Polskie tłumaczenie książki
ukaże się w Wydawnictwie KR. Wydawcy dziękujemy za zgodę na druk.
Teksty Clifforda z niniejszej książki drukowaliśmy już w następujących
numerach naszego pisma: 3-4/92, 1/93, 3-4/95 oraz omówienie całej
książki i postaci Clifforda w nr 1/91.
obiektywnego i szczerego dokumentu, wytrwał przy swoim
notatniku z podróży, publikując go w tej właśnie formie.
Plan ten można dostrzec, przynajmniej w utajonej formie,
w obrębie całego dziennika, w którym bez ładu i składu zano
towane są wydarzenia, obserwacje, odczucia, sny, myśli.
Od czytelnika zależy, odkrycie zarodków budzącej się
świadomości, którą osiągnął już dobrze po powrocie, i jedno
czesne podążanie za autorem pośród ludów, miejsc, zmiennych
kolei losu między Atlantykiem a Morzem Czerwonym." (Lei
ris 1966a: 54-55)
Priere d'inserer nie została umocowana - nie jest ani wstę
pem, ani konkluzją, została napisana z myślą o czytelnikach,
którzy nie mają czasu na czytanie - dla wydawców pism,
sprzedawców książek, dystrybutorów, recenzentów. (Klasyfi
katorzy gatunków: gdzie umieścić tę niezręczną i budzącą za
kłopotanie Afriquel) Dla kartkujących tę książkę ciekawskich,
jest ona tylko niewielką frunącą do kosza na śmieci kartką pa
pieru. Autor opisuje stronice przeznaczone dla anonimowych
czytelników: szansa na to, by ruszyli oni właściwym tropem,
powiedzenia, o czym (o kim) jest ta książka, i w końcu, dostar
czenia tym stronicom tematu. Ostatnia szansa, żeby powie
dzieć to, co zostało powiedziane, przywołać schemat, opo
wieść, którą zamierzał napisać. (Jednak autor opisuje historię,
której nie zamierzał napisać i którą odrzucił.) Szansa, by za
cząć pisać od początku...
Pięćdziesiąt lat później, mimo pomocy nowego objaśniają
cego wprowadzenia i jeszcze innego „Preambule", nadal trud
no zorientować się, co należy zrobić z 638 nie tworzącymi
zwartej całości zapiskami w tej książce: „Od czytelnika zale
ży, odkrycie zarodków budzącej się świadomości, którą osią
gnął już dobrze po powrocie, i jednoczesne podążanie za au
torem pośród ludów, miejsc, zmiennych kolei losu..." Nie
możliwe do wykonania dwojakie czytanie: ponieważ jeśli ma
my w pamięci kształt narracji ukazujący się (zawsze) dzięki
spojrzeniu wstecz, to nie możemy wówczas śledzić rozrasta
jącego się nadmiernie we wszystkich kierunkach dziennika;
a jeśli naprawdę poświęcimy się tym doraźnym wędrówkom,
wówczas problematyczne staje się stworzenie jakiejkolwiek
opowieści, która by je relacjonowała i tłumaczyła. Autor
odrzuca tworzenie narracji ze skrawków doświadczeń, publi
kując je teł quel, w chronologicznym następstwie - jak gdyby
mogło to rozwiązać ostateczny dylemat związany ze stworze
niem publicznej formy dla osobistych doświadczeń bez zdra
dzania ich szczególnej, przeżytej autentyczności. Leiris do
czytelników: „Ostrzeżenie - ta książka nie nadaje się do czy
tania."
„... tak obiektywny i szczery dokument, jak to tylko możli
we." L'Afrique fantóme nie gromadzi swoich obiektów w taki
sposób, jak gdyby były one artefaktami, których przeznacze
n i
niem są oczekujące gabloty muzealne. Etnograficzne kolekcjo
nerstwo, jakie w niej znajdujemy, nie kieruje się wyraźnymi
wskazówkami, ani estetycznymi ani naukowymi. Stronice te
nie odbijają też żadnego autorytatywnego punktu widzenia, ani
też nie przybierają tonu niezaangażowania: muszą sobie wza
jemnie przeczyć. Będą też dziwnie drobiazgowe: „Mam zabło
cone buty, długie włosy i brudne paznokcie. Ale lubię ten brud,
gdyż wtedy wszystko, co kocham, staje się tak czyste i tak od
ległe" (s. 287). Nadmiar subiektywności, gwarantuje rodzaj
obiektywności - takiej, jaką (paradoksalnie) niesie osobista et
nografia. Realistyczna wyobraźnia, wytwórczym vraisemblable, została odrzucona na rzecz nieprawdopodobnie szczerego
zapisu rzeczywistości: postrzeżenia, nastroje, fakty.
W Afryce Leiris zaczyna prowadzić terenowe notatki na te
mat samego siebie, czy może bardziej precyzyjnie - na temat
niepewności egzystencji. Notatki te prowadzone na pieczoło
wicie zestawionych kartkach, stworzą dane dla L'age d'homme
{Wiek maski, przełożony przez Teresę i Jana Błońskich) oraz
czterech tomów La regle du jeu: nie tyle autobiografii, co zbio
ru „zdarzeń i obrazów, których nie chciałem wykorzystywać,
pozwalając wyobraźni, aby je obrabiała i rozpracowywała.
Słowem, szło o zaprzeczenie powieści. Odrzucić wszelkie
zmyślenia i jako materiał przyjmować tylko fakty prawdziwe
(...) tylko te fakty i wszystkie te fakty" (1972 [1946]: 12).
,Д1еп que ces faits." „Lecz podróż musi zostać opowie
dziana." Nie może być stosem obserwacji, notatek, pamiątek
- poszczególne elementy przedstawione są w kolejności na
stępowania. Dziennik ma sens jako „budzącej się świadomo
ści"; opowieść konsoliduje się wokół tożsamości. (Opowiedz
nam o swojej podróży!) Ale co stanie się jeśli odmówimy
opowiadania? (Jak każde dziecko Leiris uczył się opowiadać
prawidłową historię. Co było dziś w szkole? Nie, nie chodzi
o to, żeby powiedzieć, co rzeczywiście się wydarzyło - że
byłeś w klasie, że było gorąco i nudno, latały muchy, zao
strzyłeś ołówek i poszedłeś do tablicy. Nie musisz przywoły
wać wszystkich rzeczy, które były urocze, ani tych, które cię
zirytowały: ptak uderzający skrzydłami o okienną szybę,
wstrętna kupa w łazience.) „Pisząc ten dziennik, od samego
początku walczyłem z trucizną, jaką jest myśl o publikacji"
(1934: 215).
Czy wystarczyłoby wrócić z Afryki, tak jak Marlow u Con
rada, wrócić z jednym tylko mocnym słowem? Jakiego rodza
ju retuszu trzeba i kłamstw, żeby stworzyć możliwą do przyję
cia historię? Czy może trzeba wyprowadzić w pole opowiada
nie i w jakiś sposób powiedzieć wszystko, transkrybując z jed
nakowym rygorem to, co nudne, i to, co pasjonujące, interesu
jące, nieoczekiwane i banalne? Inny sposób opowiadania: jak
gdyby tysiąc fotografii mogło zaświadczyć o tym, co rzeczy
wiste na swój własny sposób: tak było. Ca a ite. Et ca, ca, ca.
„Być w faktach jak dziecko. Tam chciałbym się dostać" (1934:
234). Pragnienie cofnięcia się do egzystencji poprzedzającej
stan, kiedy zaistniała potrzeba kontrolowania się, wyjaśnienia
rzeczy i siebie samego.
Ale L'Afrique fantóme przedstawia surrealistę-etnografa
usidlonego w pisanie - pisanie siebie poprzez innych. Pod ko
niec intensywnego okresu badań nad opętaniem zar w Etiopii,
specjalnie dla Leirisa złożona została ofiara. Dziennik donosi,
że próbował on krwi ofiarnego zwierzęcia, lecz nie wykonał
gourri, tańca opętanych. Widzimy go kiedy siedzi pośród
adeptów obrzędu zar - pomieszczenie wypełnia zapach kadzi
dła, potu i perfum. Głowę posmarowaną ma masłem i - jak te
go wymaga rytuał - wnętrzności martwego zwierzęcia owinię
te są wokół jego czoła. Tym niemniej nie przerywa sporządza
nia notatek.
182
Leiris nosi wspaniały tytuł „sekretarza-archiwisty" misji
Dakar-Djibouti. W związku z tym oczekuje się od niego, że
stworzy historię wyprawy, historycznej przeprawy przez Czar
ny Kontynent; lecz historia ta w rzeczywistości została napisa
na zanim sporządził pierwszą notatkę czy wypełnił pierwszą
kartę identyfikacyjną, dla któregokolwiek spośród 3600 pozy
skanych przez misję obiektów. Opowieść ukryta jest w samej
nazwie: Misja Dakar-Djibouti. Słowo misja funkcjonuje jako
uniwersalny termin dla każdego zbawczego kolonialnego za
dania, czy będzie ono miało charakter militarny, ewangeliczny,
medyczny czy etnograficzny (patrz Barthes 1979). Podsuwa to
na myśl setki innych podróży, z których wszystkie są heroicz
nymi, pewnymi siebie gestami, stanowczego i silnego podmio
tu, który podbija, naucza, nawraca, opisuje, podziwia, repre
zentuje ... inne ludy i ich światy.
„Ne visitez pas l'Exposition Coloniale" (brzmi hasło surrealistów z 1931 roku).
Dokładnie wtedy, gdy członkowie zespołu Dakar-Djibouti
przygotowywali się do drogi, w bois de Vincennes szykowano
wielką pompę egzotycznych światów. Pawilony z wszystkich
kolonii, stroje, posągi, maski, wszelkiego rodzaju ciekawostki,
„dzikie tańce" miały bawić podróżującego po lądzie dobrze
uporządkowanego oczarowania. Oficjalnie wyznaczone ścież
ki gładko wiodły zwiedzającego od jednej placówki postępu
do kolejnej - Indochiny, Francuska Afryka Zachodnia, Mada
gaskar, Nowa Kaledonia, Gwinea, Martynika, Reunion. Histo
ria Misji Dakar-Djibouti, której oczekiwano od Leirisa, ekspe
dycji, która przecina trzynaście krajów afrykańskich, spośród
których dziesięć znajduje się pod panowaniem Francji niesie
w sobie ryzyko stania się właśnie tego typu sekwencją.
Kolejne gładko przebiegające etapy ekspedycji zostały za
trzymane na granicy ówczesnej nigdy nie skolonizowanej
Etiopii - sytuacja ta prowokuje do tego, że spod pióra secretaire-archiviste wychodzą najdłuższe, najbardziej niespokojne
i dręczące stronice. Tu właśnie autorytet i władza, authority,
misji spotyka się z pierwszymi, poważnymi przeszkodami;
zmuszeni są zmienić trasę, starając się wybrnąć z kłopotów
związanych z napiętą sytuację polityczną. W Gondar Leiris bo
ryka się ze zmieniającymi się rolami, szachrajstwem i podstę
pami, nieoswojonym erotyzmem własnej pracy z adeptami zar,
na dobre traci resztki pewności siebie niezbędnej do sformuło
wania autorytatywnej opowieści o Afryce. Opowieść, która
w założeniu miała być prowadzona w imię misji, rozwija się
w postaci codziennych efemerycznych zapisków jego dzienni
ka.
By być zastąpiony przez co? Przez pewien czas Leiris opie
rał się ustalonym podejściom narracyjnymi, stanowiskom ści
śle przypisanym białym w koloniach, jakiekolwiek byłoby ich
osobiste, polityczne czy estetyczne inklinacje. Na początku
podróży przy okazji pokazów gry na bębnach i tańców notuje:
„Zatrzymałem się na chwilę, zagubiony w tłumie, później, kie
dy zobaczyłem, że zarezerwowano dla mnie miejsce koło ad
ministratora, po wielu wahaniach zdecydowałem się tam
usiąść" (1934: 32).
O ile można rozpoznać kolonialne stanowisko i do pewne
go stopnia zachować wobec niego dystans, o tyle inne postawy
są już mniej widoczne. Dopiero pod koniec podróży Leiris ze
rwał z alternatywnym, liberalnym nastawieniem proponowa
nym przez naukową etnografię, dyskursywną postawą „rozu
mienia" Afryki, jej ludów i kultur, jeśli to tylko możliwe, w ich
własnych kategoriach. Etnografia bada swoje przedmioty
z empatią, rozumiejąco i systemowo. „Intensywna praca,
której się oddałem z pewną wytrwałością, lecz bez krztyny pa
sji. Wolałbym raczej stać się opętanym, niż badać innych opę
tanych ludzi, raczej poznać cieleśnie wiedzę 'zanine', niż wie-
dzieć o niej wszystko z punktu widzenia nauki. Wiedza ab
strakcyjna nigdy nie będzie dla mnie niczym więcej jak kiep
ską namiastką wiedzy" (1934: 324).
Kolejny punkt widzenia, z którego (z pewnością siebie)
podróżny proponuje nam opowiedzieć o tym, jak wchodzi
w lokalną kulturę i wraca, żeby przywołać inicjację, utratę sie
bie, przerażenie, oświecenie. Nim jeszcze wyjechał do Afryki
Leiris był pod wrażeniem napisanej przez Williama Seabrooka
powieści przygodowej na temat haitańskiego voodoo, The Ma
gie Island (przełożonej na francuski w 1929 roku). Seabrook
pojawia się na fotografii przy ołtarza voodoo z namalowanym
na czole krwią krzyżem, znakiem przebytej inicjacji. W czasie
przeciągającego się bez końca opóźnienia na granicy angloegipskiego Sudanu Leiris powtórnie czyta afrykańską fanta
styczną opowieść podróżniczą Les secrets de la jungle (1931).
Ponownie kusi go ta „raczej olśniewająca fantazja" (1934:
202). Jednak pewna pudeur zawsze wydaje się powstrzymy
wać Leirisa, który w każdym razie robi wrażenie, że czerpie
przynajmniej tyle samo natchnienia z Notes and Queries on
Anthropology (lektura W. H. Riversa na temat teorii snów
Freuda i Junga, stała się przewodnikiem po tej rozwijającej się
etnografii samego siebie) i Klubu Pickwicka, znalezionego
przypadkiem w domu gościnnym.
Utknąwszy na granicy etiopskiej, czytając co się trafi i gryzmoląc dla zabicia czasu, Leiris zostaje pochłonięty rodzajem
narracji, którą zbiera. Które spośród wszelkich możliwych po
staw związanych z wypowiadaniem się, enunciative position,
powinien przyjmować niechętny historyk, a których powinien
unikać? Jak nie napisać książki podróżniczej, opowieści przy
godowej, grand reportage, utopii, sprawozdania z pielgrzym
ki, pełnego zachwytu (lub ironii) dostępu do mądrości, etno
graficznej bajki na temat kontaktu, humanistycznego obrzędu
przejścia, naukowego mitu odkrycia, wędrówki w poszukiwa
niu (kobiety, dziwaczności, cierpienia, sztuki, odnowy, auten
tycznego głosu)? Napotykamy listę ,jmagerie africaine" (które
zostaną zapomniane) - Prester John, śmierć Livingstona, Fachoda, Rimbaud, Kitchener, Impressions d'Afrique Raymonda
Roussela, „les amazones de Behanzin" ... (s. 294).
Leiris spędza senne dni szkicując zarysy przedmów (dwie
spośród nich znalazły się w środku LAfriquefantóme). Do pro
blemów z gatunkiem i formą narracji dochodzą kłopoty i niepo
koje związane z zasadami włączania i wykluczania. Broni ry
gorystycznej subiektywności, prawa (obowiązku), by zapisać
przebieg snu czy napisać o problemach gastrycznych - wraz
z obserwacjami dotyczącymi miejsca, wydarzeń związanych
z misją i dociekaniami naukowymi. Chciał, żeby jego tekst po
został otwarty na obiektywny przypadek, zapisując wszystkie
myśli, problemy czy fantazje, które mu się narzucały.
Leiris kontynuuje poszukiwanie satysfakcjonującego spo
sobu opowiedzenia - zebrania i przedstawienia - egzystencji.
Ostatnie strony L'Afrique fantóme zawierają szkic powieści,
skoncentrowanej wokół oczywistego alter ego, postaci nazwa
nej od Axela Heysta, bohatera ze Zwycięstwa Conrada. Heyst
odgrywa różnorodne seksualne obsesje i lęki Leirisa - niepo
koje związane z nadciągającym powrotem do Europy, spotka
niem z żoną, wiecznym problemem sprostania mrocznej, re
strykcyjnej normie wieku męskiego. Skłębienie wątku jest in
trygujące, chociaż nie wiedzie do żadnego rozstrzygnięcia (ss.
499-504). Ważniejszy jest dający się z tego dzieła wywniosko
wać model narracji, który stanowi prefigurację dla późniejszej
twórczości literackiej Leirisa.
Projektowana powieściowa forma zawdzięcza mniej Con
radowskiemu Zwycięstwu niż Jądru ciemności, które to opo
wiadanie Leiris bardzo podziwiał (s. 196). Podobnie jak Con
rad przedstawił śmierć tajemniczej kolonialnej postaci (Heyst/Kurtz) w taki sposób, w jaki widzi ją druga osoba („le docteur"/Marlow), składając opowieść z fragmentów - listów,
dokumentów, pogłosek, wymykającego się i nieuchwytnego
osobistego kontaktu. Kiedy wiarygodna relacja o śmierci bo
hatera zostaje już ustalona, druga postać stwarza fikcyjną wer
sję, by wykorzystać ją w szczególnym kontekście, w którym
stanie się ona wiarogodna. Odgrywany proces zbierania i opo
wiadania osobistej historii, sam staje się ogniskową narracji.
Szkic powieści Leirisa obejmuje żmudną dokumentację histo
rii życia, kłamstwo każdej z pojedynczych jego wersji oraz
wzajemną grę bohatera, pisarza i publiczności na scenie po
wieści.
Teatralne pojęcie podmiotu pojawia się później w nauko
wych rozważaniach Leirisa dotyczących badań nad obrzędem
zdr, jego dwuznacznej, niepokojącej grze ról: La possession et
ses aspects thiatraux chez les Ethiopiens de Gondar (1958).
W rzeczy samej jego literackie prace zawsze objawiają
„aspects theatraux", posyłając częste spojrzenia poza scenę pi
sania. Praktyka Leirisa przypomina tę, którą posiada wyćwi
czony, disciplined, aktor, łącząc jednocześnie udawanie
i szczerość w poszukiwaniu obecności, która nie udaje się nig
dy do końca.
Ta dyscyplina widoczna jest w dziele, które przychodzi po
L'Afrique fantóme. Wiek męski (1946) przybiera formę narra
cji, która z powodzeniem czerpie z intymnego dziennika i fik
cji powieściowej, nie ulegając żadnej z tych form do końca.
W pierwotnej priere d'inserer (włączonej później do wprowa
dzającego eseju Literatura a tauromachia) autor nadal poszu
kuje sposobu, żeby „mówić o sobie z możliwie największą
trzeźwością i szczerością." Wszelako robi to, paradoksalnie,
unikając form prezentujących się jako ekspresje podmiotu,
który ujawnia siebie. Leiris odwraca naszą uwagę od auten
tycznego głosu, kierując ją na ,,1'objet fabrique", oferowaną
nam krzykliwą samokreację, kamienną twarz zwróconą do pu
bliczności. Wiek męski, powieść o edukacji, nie kończy się wy
łonieniem tożsamości, lecz osoby. Urywa się krótko, nie za
kończona, słowami, które są cytatem ze snu: „Wyjaśniłem
swojej przyjaciółce, że muszę koniecznie zbudować wokół sie
bie mur - przy pomocy ubrania."
„Szczerość", której szuka Leiris ma tak niewiele wspólne
go z romantycznym pojęciem wyznania (niezapośredniczona
prawdziwa mowa), jak „obiektywność", którą uprawia, z nau
kowym oderwaniem. W każdym z tych przypadków autor wy
daje się przyjmować zasadę obowiązującego sposobu bycia,
lecz później wywierając na nią nacisk i badając do granic moż
liwości ujawnia, że takie postępowanie jest jeszcze jednym
podstępem subiektywizmu, który wiecznie opowiada i powtór
nie opowiada siebie. („Podstęp" nie jest dobrym słowem, po
nieważ zawsze następuje kolejny zwrot, dzięki któremu Leiris
przekonuje nas w pewien sposób o prostocie tego przedsię
wzięcia.) „Nieudawane wykorzystanie retoryki", wyrażenie
Leirisa zastosowane wobec Raymonda Queneau (w przedmo
wie do Contes et propos, 1981), opisuje w równym stopniu je
go własne konstrukcje narracyjne na temat siebie samego, jak
i tego, co się wokół niego dzieje - przebrania, które tworzą
człowieka. L'Afrique fantóme z uporczywą naiwnością utrzy
muje dystans do akceptowanych form narracji, napomykając
jednocześnie (w priere d'inserer) o ich niezbędności. Wiek mę
ski przechodzi ponad antynarracją dziennika, zwykłą chrono
logiczną kolekcją cytatów i zdjęć. Konstmuje opowieść, po
wiada nam Leiris, wzorując się na fotomontażu (1946: 13).
Ułożona w ten sposób antologia własnego ,ja", kultywuje fo
tograficzny punkt widzenia - dokumentalny, quasi-naukowy,
183
lecz także surrealny ton. Nie ma próby - jak w przypadku antyretorycznego romantyzmu - mówienia bez sztuczności i for
telu, prosto z serca. „Obiektywna", „szczera" postawa Leirisa
uporczywie objawia się jako skutek działania stylu, w dużym
stopniu poprzez systematyczną, niezdarną i skomplikowaną
inscenizację tekstu, której rekwizytami są różnorodne skom
plikowane wyjaśnienia, dodatkowe noty, ukryte przedmowy
i priere d'inserer.
To, co jednak najtrudniejsze do wyjaśnienia w L'Afrique
fantóme, nie wiąże się wcale z niezdarnością, dadaistycznym
podejściem do danych, odrzuceniami, a nawet z jego nudą
(forma disponibilite). Nie chodzi też o stałe rozczarowanie,
które dziennik odgrywa. (Jeśli zdana się coś jasnego i zrozu
miałego, to szybko okazuje się być to niegodziwym spekta
klem, kupiecką transakcją, dalszą sposobnością dla ambiwalencji, depresji i temu podobnych.) Po Conradzie przyzwycza
iliśmy się już do tristes tropiques, z ich bajkami o rozczarowa
niu. To, co pozostaje niewyjaśnialne, to dziwna dziecięca nie
winność wyłaniająca się w jakiś sposób za każdym razem po
doświadczeniu. To zupełnie niewiarygodne, że Leiris nie za
przestaje pisania, a my nie przestajemy czytać, zanurzając się
i wynurzając z tych kart. Jednak każdego dnia pojawiają się
skrupulatne zapiski dziennika - długie, krótkie, zawiłe i wy
pracowane lub zwięzłe - a każdy z nich obiecuje, że coś się ja
koś zdarzy i wkrótce zobaczymy, do czego prowadzi ten nieu
błagany ciąg. Nie doczekamy się tego. Żadnego momentu
prawdy: L'Afrique fantóme - to pióro, które zaczyna pisać każ
dego dnia na nowo.
Przypominamy sobie później intensywność, spotkania,
przypadki zwątpienia w siebie, diatryby przeciwko koloniali
zmowi i etnografii, jak gdyby znaczyły one wątek, postęp
opowieści. Zapominamy wszystkie drobne wstępy, zapiski:
„Coup de theatre sur coup de theatre" ... „Źle spałem" ... „In
tensywna praca, której oddałem się z pewną wytrwałością" ...
„Jesteśmy znudzeni, wszyscy" ... „Zamaskowane matki,
którym składa się ofiary z ludzi; oto opowieść Tabyon" ...
„Odjazd z Bordeaux o 5:50 po południu" ... „Kolejna noc
w Malkam Ayahou" ... „Zbliżamy się do Malakal. Zielone tra
wy. Żółte trawy."
Pisarskie życie Leirisa łączy ostre odczucie daremności ist
nienia z nieustępliwym pragnieniem uratowania pełnych zna
czenia detali - cytat, postrzeżenie, wspomnienie. Wraca do
swoich notatek terenowych. Praca z 1981 roku, Le ruban au
сои d'Olympia, ponownie przybiera formę złożoną z fragmen
tów - zebranych tekstowych świadectw pewnego istnienia.
Priere d'inserer do niej rejestruje podwójny cel: „na chwilę
pozwolić tego rodzaju bohaterowi (czasem szczeremu, czasem
zawoalowanemu) na publiczne wyznanie, na upajające odczu
cie prowadzenia drugiego życia; zmuszenie adresata, by do
strzegł to, co mówiąc o aktorze i jego grze [son jeu] nazwałby
'obecnością'."
Priere d'inserer - uwolniona gdzieś pomiędzy stronami na
pisanej książki a upragnionym czytelnikiem. Zaczynamy od
nowa. Kolejny Leiris...
*
L'Afrique fantóme rozpoczyna proces pisania, który będzie
bez końca stwarzał i przetwarzał tożsamość. Jej poetyka wiąże
się z niezakończeniem i procesem, pozostawiając miejsce dla
tego, co obce i nie związane. Przerywając gładką opowieść et
nograficzną o dostępności Afryki, podkopuje przypuszczenie,
że ,ja" i inny mogą być uchwyceni w stabilnej, koherentnej
narracji. Dziwną „książkę" Leirisa o otwartym zakończeniu
można umieścić w obrębie nowej, heterogenicznej sytuacji hi
storycznej. W przełomowej dekadzie po drugiej wojnie świato
wej Leiris zostanie przyjacielem Aime Cesaire'a, w czasie gdy
surrealizm jako kulturowo-polityczna krytyka powróci na ro
dzinną ziemię, do Paryża, choć tym razem w jego mowie sły
chać będzie akcenty negritude. (Leiris jest być może pierw
szym zawodowym etnografem, który w 1950 roku nazwał i za
nalizował kolonializm, jako nieuchronne ideologiczne podło
że.) Powszechne stało się rozróżnienie dwóch rodzajów negri
tude. Jako spojrzenia wstecz na tradycję i elokwentne groma
dzenie wspólnej „afrykańskiej" esencji w wydaniu Senghora.
I bardziej synkretyczne, modernistyczne i parodystyczne negri
tude Cesaire'a - karaibskie w swojej akceptacji dla fragmentów
i docenieniu mechanizmu kolażu w życiu kulturowym.
Obecnie w naszych urbanistycznych archipelagach wszy
scy jesteśmy Karaibami. „Gwineo - (Cesaire pisze - stara
Afryko) - z twojego krzyku z twojej dłoni z twojej cierpliwo
ści / ciągle mamy pewne arbitralne ziemie" (1983: 207). Być
może nikt już nie może powrócić do rodzimej ziemi - zostały
jedynie terenowe notatki, żeby ją ponownie wynaleźć. Powieściopisarz i krytyk gujański, Wilson Harris, zaleca „zasadę ze
stawienia" jako sposób na wytłumaczenie „stwarzania tradycji
(...) heterogenicznej podstawy autentycznej społeczności". Za
interesowany jest on czymś, co nazywa „piłką krzywką natury
i dialogiem rzeczywistości" (1973: 7, 9, 81). Możemy rozpo
znać w tej wizji postrzępioną inscenizację dla współczesnej et
nografii i etnopoetyki. Zaczynając od burzącej równowagę iro
nii Cesaire'a (1983: 51):
I znasz już całą resztę
Że 2 plus 2 daje 5
że las miauczy
że drzewo wydobywa z ognia maroons
że niebo gładzi sobie brodę
etc. etc. (...)
Kim i czym jesteśmy?
Pytanie zasługujące na najwyższy szacunek!
Przełożył Sławomir Sikora
BIBLIOGRAFIA:
Barthes Roland.
1979
thologies, ss. 103-109. New York: Hill and Wang.
Cesaire Aime
1983
1958
La possession et ses aspects theatraux chez les Ethiopiens de
1966
Brisćes. Paris: Mercure de France.
African Grammar, (w:) tenże, The Eiffel Tower and Other My
Gondar. Reprint. Paris: Le Sycomore, 1980.
1972
Aime Cesaire: The Collected Poetry, Berkeley: University of Ca
lifornia Press.
Wiek męski. Przełożyli Teresa i Jan Błońscy, Warszawa, PIW.
Wyd. francuskie L'age d'homme 1946.
Leiris Michel
Harris Wilson
1981
1973
Quaneau Raymond
The Whole Armour and the Secret Ladder. London: Faber and
Faber.
1981
Leiris Michel
1934
L'Afrique fantóme.
Gallimard, 1950.
184
Le ruban au сои d'Olympia. Paris: Gallimard
Contes et propos. Paris: Gallimard.
Seabrook William
Kolejne wydanie z nowym wstępem. Paris:
1931
Les secrets de la jungle. Paris: J. Haumont
