ee882e483e1b14217c9c25c056edaf73.pdf

Media

Part of Opowiedz o swojej podróży: Michel Leiris / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2

extracted text
Opowiedz o swojej podróży
Michel Leiris*
J a m e s Clifford
Guinie, de ton cri, de ta main, de ta patience
II nous reste toujours des terres arbitraires.
АГМЁ CESAIRE

L'Afrique fantóme to monstrum: 533 strony gęstych zapi­
sków etnograficznych, dziennika z podróży, badania samego
siebie, „onirografii". Weźmy priere d'inserer do tej książki,
reklamową ulotkę wsuniętą pomiędzy kartki skończonego
dzieła. W trakcie całej swojej kariery zawodowej Michel Lei­
ris uprawiał taki właśnie mikroskopijny gatunek: chłodny
esej, który opisuje książkę, będąc z nią związany jednocześnie
intymnie i niezobowiązująco, prowadząc czytelnika lub wpro­
wadzając go w błąd, pozwalając autorowi na zatarcie za sobą
śladów. Ostatnio priere d'inserer zaczęto drukować na tylnej
stronie okładki lub skrzydełku obwoluty opublikowanej książ­
ki - w unieruchomieniu, nad czym Leiris ubolewał. W pierw­
szym wydaniu L'Afrique fantóme (1934) była to luźna kartka
papieru:
„Chory z powodu życia w Paryżu, postrzegając podróż ja­
ko poetycką przygodę, metodę zdobycia wiedzy konkretnej,
próbę, symboliczny sposób na powstrzymanie starzenia się,
zaprzeczenie czasowi przez przekraczanie przestrzeni, autor,
zainteresowany etnografią ze względu na wartość, którą przy­
pisywał tej nauce w rozjaśnianiu kontaktów międzyludzkich,
przyłączył się do wyprawy przemierzającej Afrykę.
Cóż tam znajduje?
Niewiele przygód, badania, które pierwotnie pobudzają go,
wkrótce okazują się zbyt nieludzkie, by mogły dostarczać sa­
tysfakcji, wzrastającą obsesję erotyczną, ciągle powiększającą
się pustkę emocjonalną. Pomimo niechęci do ludzi cywilizo­
wanych i życia miast-metropolii, jeszcze przed końcem
podróży zatęsknił za powrotem.
Próba ucieczki okazała się kompletną porażką, i tak czy
owak przestał już wierzyć w wartość ucieczki. Nawet jeśli
zważymy na wzrastającą w kapitalizmie tendencję, by wszel­
kie kontakty ludzkie uczynić niemożliwymi, czy nie jest tak,
że to właśnie w obrębie swojej własnej cywilizacji człowiek
Zachodu może odnaleźć okazję do samorealizacji na poziomie
emocjonalnym? W każdym razie ponownie przekona się, że tu,
podobnie jak gdzie indziej, człowiek nie może uciec przed
własnym osamotnieniem: wynik tego będzie taki, że któregoś
dnia, porwany przez nowe fantomy, zacznie na nowo - tym ra­
zem już bez złudzeń. Tak wygląda schemat pracy, którą autor
być może napisałby, gdyby nie fakt, że będąc zainteresowany
przede wszystkim przedstawieniem możliwie najbardziej

* Niniejszy tekst jest 6 rozdziałem książki Jamesa Clifforda, The
Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography, Literature, and
Art, Cambridge, M.A. Harvard Univ. Press. Polskie tłumaczenie książki
ukaże się w Wydawnictwie KR. Wydawcy dziękujemy za zgodę na druk.
Teksty Clifforda z niniejszej książki drukowaliśmy już w następujących
numerach naszego pisma: 3-4/92, 1/93, 3-4/95 oraz omówienie całej
książki i postaci Clifforda w nr 1/91.

obiektywnego i szczerego dokumentu, wytrwał przy swoim
notatniku z podróży, publikując go w tej właśnie formie.
Plan ten można dostrzec, przynajmniej w utajonej formie,
w obrębie całego dziennika, w którym bez ładu i składu zano­
towane są wydarzenia, obserwacje, odczucia, sny, myśli.
Od czytelnika zależy, odkrycie zarodków budzącej się
świadomości, którą osiągnął już dobrze po powrocie, i jedno­
czesne podążanie za autorem pośród ludów, miejsc, zmiennych
kolei losu między Atlantykiem a Morzem Czerwonym." (Lei­
ris 1966a: 54-55)
Priere d'inserer nie została umocowana - nie jest ani wstę­
pem, ani konkluzją, została napisana z myślą o czytelnikach,
którzy nie mają czasu na czytanie - dla wydawców pism,
sprzedawców książek, dystrybutorów, recenzentów. (Klasyfi­
katorzy gatunków: gdzie umieścić tę niezręczną i budzącą za­
kłopotanie Afriquel) Dla kartkujących tę książkę ciekawskich,
jest ona tylko niewielką frunącą do kosza na śmieci kartką pa­
pieru. Autor opisuje stronice przeznaczone dla anonimowych
czytelników: szansa na to, by ruszyli oni właściwym tropem,
powiedzenia, o czym (o kim) jest ta książka, i w końcu, dostar­
czenia tym stronicom tematu. Ostatnia szansa, żeby powie­
dzieć to, co zostało powiedziane, przywołać schemat, opo­
wieść, którą zamierzał napisać. (Jednak autor opisuje historię,
której nie zamierzał napisać i którą odrzucił.) Szansa, by za­
cząć pisać od początku...
Pięćdziesiąt lat później, mimo pomocy nowego objaśniają­
cego wprowadzenia i jeszcze innego „Preambule", nadal trud­
no zorientować się, co należy zrobić z 638 nie tworzącymi
zwartej całości zapiskami w tej książce: „Od czytelnika zale­
ży, odkrycie zarodków budzącej się świadomości, którą osią­
gnął już dobrze po powrocie, i jednoczesne podążanie za au­
torem pośród ludów, miejsc, zmiennych kolei losu..." Nie­
możliwe do wykonania dwojakie czytanie: ponieważ jeśli ma­
my w pamięci kształt narracji ukazujący się (zawsze) dzięki
spojrzeniu wstecz, to nie możemy wówczas śledzić rozrasta­
jącego się nadmiernie we wszystkich kierunkach dziennika;
a jeśli naprawdę poświęcimy się tym doraźnym wędrówkom,
wówczas problematyczne staje się stworzenie jakiejkolwiek
opowieści, która by je relacjonowała i tłumaczyła. Autor
odrzuca tworzenie narracji ze skrawków doświadczeń, publi­
kując je teł quel, w chronologicznym następstwie - jak gdyby
mogło to rozwiązać ostateczny dylemat związany ze stworze­
niem publicznej formy dla osobistych doświadczeń bez zdra­
dzania ich szczególnej, przeżytej autentyczności. Leiris do
czytelników: „Ostrzeżenie - ta książka nie nadaje się do czy­
tania."
„... tak obiektywny i szczery dokument, jak to tylko możli­
we." L'Afrique fantóme nie gromadzi swoich obiektów w taki
sposób, jak gdyby były one artefaktami, których przeznacze­
n i

niem są oczekujące gabloty muzealne. Etnograficzne kolekcjo­
nerstwo, jakie w niej znajdujemy, nie kieruje się wyraźnymi
wskazówkami, ani estetycznymi ani naukowymi. Stronice te
nie odbijają też żadnego autorytatywnego punktu widzenia, ani
też nie przybierają tonu niezaangażowania: muszą sobie wza­
jemnie przeczyć. Będą też dziwnie drobiazgowe: „Mam zabło­
cone buty, długie włosy i brudne paznokcie. Ale lubię ten brud,
gdyż wtedy wszystko, co kocham, staje się tak czyste i tak od­
ległe" (s. 287). Nadmiar subiektywności, gwarantuje rodzaj
obiektywności - takiej, jaką (paradoksalnie) niesie osobista et­
nografia. Realistyczna wyobraźnia, wytwórczym vraisemblable, została odrzucona na rzecz nieprawdopodobnie szczerego
zapisu rzeczywistości: postrzeżenia, nastroje, fakty.
W Afryce Leiris zaczyna prowadzić terenowe notatki na te­
mat samego siebie, czy może bardziej precyzyjnie - na temat
niepewności egzystencji. Notatki te prowadzone na pieczoło­
wicie zestawionych kartkach, stworzą dane dla L'age d'homme
{Wiek maski, przełożony przez Teresę i Jana Błońskich) oraz
czterech tomów La regle du jeu: nie tyle autobiografii, co zbio­
ru „zdarzeń i obrazów, których nie chciałem wykorzystywać,
pozwalając wyobraźni, aby je obrabiała i rozpracowywała.
Słowem, szło o zaprzeczenie powieści. Odrzucić wszelkie
zmyślenia i jako materiał przyjmować tylko fakty prawdziwe
(...) tylko te fakty i wszystkie te fakty" (1972 [1946]: 12).
,Д1еп que ces faits." „Lecz podróż musi zostać opowie­
dziana." Nie może być stosem obserwacji, notatek, pamiątek
- poszczególne elementy przedstawione są w kolejności na­
stępowania. Dziennik ma sens jako „budzącej się świadomo­
ści"; opowieść konsoliduje się wokół tożsamości. (Opowiedz
nam o swojej podróży!) Ale co stanie się jeśli odmówimy
opowiadania? (Jak każde dziecko Leiris uczył się opowiadać
prawidłową historię. Co było dziś w szkole? Nie, nie chodzi
o to, żeby powiedzieć, co rzeczywiście się wydarzyło - że
byłeś w klasie, że było gorąco i nudno, latały muchy, zao­
strzyłeś ołówek i poszedłeś do tablicy. Nie musisz przywoły­
wać wszystkich rzeczy, które były urocze, ani tych, które cię
zirytowały: ptak uderzający skrzydłami o okienną szybę,
wstrętna kupa w łazience.) „Pisząc ten dziennik, od samego
początku walczyłem z trucizną, jaką jest myśl o publikacji"
(1934: 215).
Czy wystarczyłoby wrócić z Afryki, tak jak Marlow u Con­
rada, wrócić z jednym tylko mocnym słowem? Jakiego rodza­
ju retuszu trzeba i kłamstw, żeby stworzyć możliwą do przyję­
cia historię? Czy może trzeba wyprowadzić w pole opowiada­
nie i w jakiś sposób powiedzieć wszystko, transkrybując z jed­
nakowym rygorem to, co nudne, i to, co pasjonujące, interesu­
jące, nieoczekiwane i banalne? Inny sposób opowiadania: jak
gdyby tysiąc fotografii mogło zaświadczyć o tym, co rzeczy­
wiste na swój własny sposób: tak było. Ca a ite. Et ca, ca, ca.
„Być w faktach jak dziecko. Tam chciałbym się dostać" (1934:
234). Pragnienie cofnięcia się do egzystencji poprzedzającej
stan, kiedy zaistniała potrzeba kontrolowania się, wyjaśnienia
rzeczy i siebie samego.
Ale L'Afrique fantóme przedstawia surrealistę-etnografa
usidlonego w pisanie - pisanie siebie poprzez innych. Pod ko­
niec intensywnego okresu badań nad opętaniem zar w Etiopii,
specjalnie dla Leirisa złożona została ofiara. Dziennik donosi,
że próbował on krwi ofiarnego zwierzęcia, lecz nie wykonał
gourri, tańca opętanych. Widzimy go kiedy siedzi pośród
adeptów obrzędu zar - pomieszczenie wypełnia zapach kadzi­
dła, potu i perfum. Głowę posmarowaną ma masłem i - jak te­
go wymaga rytuał - wnętrzności martwego zwierzęcia owinię­
te są wokół jego czoła. Tym niemniej nie przerywa sporządza­
nia notatek.

182

Leiris nosi wspaniały tytuł „sekretarza-archiwisty" misji
Dakar-Djibouti. W związku z tym oczekuje się od niego, że
stworzy historię wyprawy, historycznej przeprawy przez Czar­
ny Kontynent; lecz historia ta w rzeczywistości została napisa­
na zanim sporządził pierwszą notatkę czy wypełnił pierwszą
kartę identyfikacyjną, dla któregokolwiek spośród 3600 pozy­
skanych przez misję obiektów. Opowieść ukryta jest w samej
nazwie: Misja Dakar-Djibouti. Słowo misja funkcjonuje jako
uniwersalny termin dla każdego zbawczego kolonialnego za­
dania, czy będzie ono miało charakter militarny, ewangeliczny,
medyczny czy etnograficzny (patrz Barthes 1979). Podsuwa to
na myśl setki innych podróży, z których wszystkie są heroicz­
nymi, pewnymi siebie gestami, stanowczego i silnego podmio­
tu, który podbija, naucza, nawraca, opisuje, podziwia, repre­
zentuje ... inne ludy i ich światy.
„Ne visitez pas l'Exposition Coloniale" (brzmi hasło surrealistów z 1931 roku).
Dokładnie wtedy, gdy członkowie zespołu Dakar-Djibouti
przygotowywali się do drogi, w bois de Vincennes szykowano
wielką pompę egzotycznych światów. Pawilony z wszystkich
kolonii, stroje, posągi, maski, wszelkiego rodzaju ciekawostki,
„dzikie tańce" miały bawić podróżującego po lądzie dobrze
uporządkowanego oczarowania. Oficjalnie wyznaczone ścież­
ki gładko wiodły zwiedzającego od jednej placówki postępu
do kolejnej - Indochiny, Francuska Afryka Zachodnia, Mada­
gaskar, Nowa Kaledonia, Gwinea, Martynika, Reunion. Histo­
ria Misji Dakar-Djibouti, której oczekiwano od Leirisa, ekspe­
dycji, która przecina trzynaście krajów afrykańskich, spośród
których dziesięć znajduje się pod panowaniem Francji niesie
w sobie ryzyko stania się właśnie tego typu sekwencją.
Kolejne gładko przebiegające etapy ekspedycji zostały za­
trzymane na granicy ówczesnej nigdy nie skolonizowanej
Etiopii - sytuacja ta prowokuje do tego, że spod pióra secretaire-archiviste wychodzą najdłuższe, najbardziej niespokojne
i dręczące stronice. Tu właśnie autorytet i władza, authority,
misji spotyka się z pierwszymi, poważnymi przeszkodami;
zmuszeni są zmienić trasę, starając się wybrnąć z kłopotów
związanych z napiętą sytuację polityczną. W Gondar Leiris bo­
ryka się ze zmieniającymi się rolami, szachrajstwem i podstę­
pami, nieoswojonym erotyzmem własnej pracy z adeptami zar,
na dobre traci resztki pewności siebie niezbędnej do sformuło­
wania autorytatywnej opowieści o Afryce. Opowieść, która
w założeniu miała być prowadzona w imię misji, rozwija się
w postaci codziennych efemerycznych zapisków jego dzienni­
ka.
By być zastąpiony przez co? Przez pewien czas Leiris opie­
rał się ustalonym podejściom narracyjnymi, stanowiskom ści­
śle przypisanym białym w koloniach, jakiekolwiek byłoby ich
osobiste, polityczne czy estetyczne inklinacje. Na początku
podróży przy okazji pokazów gry na bębnach i tańców notuje:
„Zatrzymałem się na chwilę, zagubiony w tłumie, później, kie­
dy zobaczyłem, że zarezerwowano dla mnie miejsce koło ad­
ministratora, po wielu wahaniach zdecydowałem się tam
usiąść" (1934: 32).
O ile można rozpoznać kolonialne stanowisko i do pewne­
go stopnia zachować wobec niego dystans, o tyle inne postawy
są już mniej widoczne. Dopiero pod koniec podróży Leiris ze­
rwał z alternatywnym, liberalnym nastawieniem proponowa­
nym przez naukową etnografię, dyskursywną postawą „rozu­
mienia" Afryki, jej ludów i kultur, jeśli to tylko możliwe, w ich
własnych kategoriach. Etnografia bada swoje przedmioty
z empatią, rozumiejąco i systemowo. „Intensywna praca,
której się oddałem z pewną wytrwałością, lecz bez krztyny pa­
sji. Wolałbym raczej stać się opętanym, niż badać innych opę­
tanych ludzi, raczej poznać cieleśnie wiedzę 'zanine', niż wie-

dzieć o niej wszystko z punktu widzenia nauki. Wiedza ab­
strakcyjna nigdy nie będzie dla mnie niczym więcej jak kiep­
ską namiastką wiedzy" (1934: 324).
Kolejny punkt widzenia, z którego (z pewnością siebie)
podróżny proponuje nam opowiedzieć o tym, jak wchodzi
w lokalną kulturę i wraca, żeby przywołać inicjację, utratę sie­
bie, przerażenie, oświecenie. Nim jeszcze wyjechał do Afryki
Leiris był pod wrażeniem napisanej przez Williama Seabrooka
powieści przygodowej na temat haitańskiego voodoo, The Ma­
gie Island (przełożonej na francuski w 1929 roku). Seabrook
pojawia się na fotografii przy ołtarza voodoo z namalowanym
na czole krwią krzyżem, znakiem przebytej inicjacji. W czasie
przeciągającego się bez końca opóźnienia na granicy angloegipskiego Sudanu Leiris powtórnie czyta afrykańską fanta­
styczną opowieść podróżniczą Les secrets de la jungle (1931).
Ponownie kusi go ta „raczej olśniewająca fantazja" (1934:
202). Jednak pewna pudeur zawsze wydaje się powstrzymy­
wać Leirisa, który w każdym razie robi wrażenie, że czerpie
przynajmniej tyle samo natchnienia z Notes and Queries on
Anthropology (lektura W. H. Riversa na temat teorii snów
Freuda i Junga, stała się przewodnikiem po tej rozwijającej się
etnografii samego siebie) i Klubu Pickwicka, znalezionego
przypadkiem w domu gościnnym.
Utknąwszy na granicy etiopskiej, czytając co się trafi i gryzmoląc dla zabicia czasu, Leiris zostaje pochłonięty rodzajem
narracji, którą zbiera. Które spośród wszelkich możliwych po­
staw związanych z wypowiadaniem się, enunciative position,
powinien przyjmować niechętny historyk, a których powinien
unikać? Jak nie napisać książki podróżniczej, opowieści przy­
godowej, grand reportage, utopii, sprawozdania z pielgrzym­
ki, pełnego zachwytu (lub ironii) dostępu do mądrości, etno­
graficznej bajki na temat kontaktu, humanistycznego obrzędu
przejścia, naukowego mitu odkrycia, wędrówki w poszukiwa­
niu (kobiety, dziwaczności, cierpienia, sztuki, odnowy, auten­
tycznego głosu)? Napotykamy listę ,jmagerie africaine" (które
zostaną zapomniane) - Prester John, śmierć Livingstona, Fachoda, Rimbaud, Kitchener, Impressions d'Afrique Raymonda
Roussela, „les amazones de Behanzin" ... (s. 294).
Leiris spędza senne dni szkicując zarysy przedmów (dwie
spośród nich znalazły się w środku LAfriquefantóme). Do pro­
blemów z gatunkiem i formą narracji dochodzą kłopoty i niepo­
koje związane z zasadami włączania i wykluczania. Broni ry­
gorystycznej subiektywności, prawa (obowiązku), by zapisać
przebieg snu czy napisać o problemach gastrycznych - wraz
z obserwacjami dotyczącymi miejsca, wydarzeń związanych
z misją i dociekaniami naukowymi. Chciał, żeby jego tekst po­
został otwarty na obiektywny przypadek, zapisując wszystkie
myśli, problemy czy fantazje, które mu się narzucały.

Leiris kontynuuje poszukiwanie satysfakcjonującego spo­
sobu opowiedzenia - zebrania i przedstawienia - egzystencji.
Ostatnie strony L'Afrique fantóme zawierają szkic powieści,
skoncentrowanej wokół oczywistego alter ego, postaci nazwa­
nej od Axela Heysta, bohatera ze Zwycięstwa Conrada. Heyst
odgrywa różnorodne seksualne obsesje i lęki Leirisa - niepo­
koje związane z nadciągającym powrotem do Europy, spotka­
niem z żoną, wiecznym problemem sprostania mrocznej, re­
strykcyjnej normie wieku męskiego. Skłębienie wątku jest in­
trygujące, chociaż nie wiedzie do żadnego rozstrzygnięcia (ss.
499-504). Ważniejszy jest dający się z tego dzieła wywniosko­
wać model narracji, który stanowi prefigurację dla późniejszej
twórczości literackiej Leirisa.
Projektowana powieściowa forma zawdzięcza mniej Con­
radowskiemu Zwycięstwu niż Jądru ciemności, które to opo­

wiadanie Leiris bardzo podziwiał (s. 196). Podobnie jak Con­
rad przedstawił śmierć tajemniczej kolonialnej postaci (Heyst/Kurtz) w taki sposób, w jaki widzi ją druga osoba („le docteur"/Marlow), składając opowieść z fragmentów - listów,
dokumentów, pogłosek, wymykającego się i nieuchwytnego
osobistego kontaktu. Kiedy wiarygodna relacja o śmierci bo­
hatera zostaje już ustalona, druga postać stwarza fikcyjną wer­
sję, by wykorzystać ją w szczególnym kontekście, w którym
stanie się ona wiarogodna. Odgrywany proces zbierania i opo­
wiadania osobistej historii, sam staje się ogniskową narracji.
Szkic powieści Leirisa obejmuje żmudną dokumentację histo­
rii życia, kłamstwo każdej z pojedynczych jego wersji oraz
wzajemną grę bohatera, pisarza i publiczności na scenie po­
wieści.
Teatralne pojęcie podmiotu pojawia się później w nauko­
wych rozważaniach Leirisa dotyczących badań nad obrzędem
zdr, jego dwuznacznej, niepokojącej grze ról: La possession et
ses aspects thiatraux chez les Ethiopiens de Gondar (1958).
W rzeczy samej jego literackie prace zawsze objawiają
„aspects theatraux", posyłając częste spojrzenia poza scenę pi­
sania. Praktyka Leirisa przypomina tę, którą posiada wyćwi­
czony, disciplined, aktor, łącząc jednocześnie udawanie
i szczerość w poszukiwaniu obecności, która nie udaje się nig­
dy do końca.
Ta dyscyplina widoczna jest w dziele, które przychodzi po
L'Afrique fantóme. Wiek męski (1946) przybiera formę narra­
cji, która z powodzeniem czerpie z intymnego dziennika i fik­
cji powieściowej, nie ulegając żadnej z tych form do końca.
W pierwotnej priere d'inserer (włączonej później do wprowa­
dzającego eseju Literatura a tauromachia) autor nadal poszu­
kuje sposobu, żeby „mówić o sobie z możliwie największą
trzeźwością i szczerością." Wszelako robi to, paradoksalnie,
unikając form prezentujących się jako ekspresje podmiotu,
który ujawnia siebie. Leiris odwraca naszą uwagę od auten­
tycznego głosu, kierując ją na ,,1'objet fabrique", oferowaną
nam krzykliwą samokreację, kamienną twarz zwróconą do pu­
bliczności. Wiek męski, powieść o edukacji, nie kończy się wy­
łonieniem tożsamości, lecz osoby. Urywa się krótko, nie za­
kończona, słowami, które są cytatem ze snu: „Wyjaśniłem
swojej przyjaciółce, że muszę koniecznie zbudować wokół sie­
bie mur - przy pomocy ubrania."
„Szczerość", której szuka Leiris ma tak niewiele wspólne­
go z romantycznym pojęciem wyznania (niezapośredniczona
prawdziwa mowa), jak „obiektywność", którą uprawia, z nau­
kowym oderwaniem. W każdym z tych przypadków autor wy­
daje się przyjmować zasadę obowiązującego sposobu bycia,
lecz później wywierając na nią nacisk i badając do granic moż­
liwości ujawnia, że takie postępowanie jest jeszcze jednym
podstępem subiektywizmu, który wiecznie opowiada i powtór­
nie opowiada siebie. („Podstęp" nie jest dobrym słowem, po­
nieważ zawsze następuje kolejny zwrot, dzięki któremu Leiris
przekonuje nas w pewien sposób o prostocie tego przedsię­
wzięcia.) „Nieudawane wykorzystanie retoryki", wyrażenie
Leirisa zastosowane wobec Raymonda Queneau (w przedmo­
wie do Contes et propos, 1981), opisuje w równym stopniu je­
go własne konstrukcje narracyjne na temat siebie samego, jak
i tego, co się wokół niego dzieje - przebrania, które tworzą
człowieka. L'Afrique fantóme z uporczywą naiwnością utrzy­
muje dystans do akceptowanych form narracji, napomykając
jednocześnie (w priere d'inserer) o ich niezbędności. Wiek mę­
ski przechodzi ponad antynarracją dziennika, zwykłą chrono­
logiczną kolekcją cytatów i zdjęć. Konstmuje opowieść, po­
wiada nam Leiris, wzorując się na fotomontażu (1946: 13).
Ułożona w ten sposób antologia własnego ,ja", kultywuje fo­
tograficzny punkt widzenia - dokumentalny, quasi-naukowy,
183

lecz także surrealny ton. Nie ma próby - jak w przypadku antyretorycznego romantyzmu - mówienia bez sztuczności i for­
telu, prosto z serca. „Obiektywna", „szczera" postawa Leirisa
uporczywie objawia się jako skutek działania stylu, w dużym
stopniu poprzez systematyczną, niezdarną i skomplikowaną
inscenizację tekstu, której rekwizytami są różnorodne skom­
plikowane wyjaśnienia, dodatkowe noty, ukryte przedmowy
i priere d'inserer.
To, co jednak najtrudniejsze do wyjaśnienia w L'Afrique
fantóme, nie wiąże się wcale z niezdarnością, dadaistycznym
podejściem do danych, odrzuceniami, a nawet z jego nudą
(forma disponibilite). Nie chodzi też o stałe rozczarowanie,
które dziennik odgrywa. (Jeśli zdana się coś jasnego i zrozu­
miałego, to szybko okazuje się być to niegodziwym spekta­
klem, kupiecką transakcją, dalszą sposobnością dla ambiwalencji, depresji i temu podobnych.) Po Conradzie przyzwycza­
iliśmy się już do tristes tropiques, z ich bajkami o rozczarowa­
niu. To, co pozostaje niewyjaśnialne, to dziwna dziecięca nie­
winność wyłaniająca się w jakiś sposób za każdym razem po
doświadczeniu. To zupełnie niewiarygodne, że Leiris nie za­
przestaje pisania, a my nie przestajemy czytać, zanurzając się
i wynurzając z tych kart. Jednak każdego dnia pojawiają się
skrupulatne zapiski dziennika - długie, krótkie, zawiłe i wy­
pracowane lub zwięzłe - a każdy z nich obiecuje, że coś się ja­
koś zdarzy i wkrótce zobaczymy, do czego prowadzi ten nieu­
błagany ciąg. Nie doczekamy się tego. Żadnego momentu
prawdy: L'Afrique fantóme - to pióro, które zaczyna pisać każ­
dego dnia na nowo.
Przypominamy sobie później intensywność, spotkania,
przypadki zwątpienia w siebie, diatryby przeciwko koloniali­
zmowi i etnografii, jak gdyby znaczyły one wątek, postęp
opowieści. Zapominamy wszystkie drobne wstępy, zapiski:
„Coup de theatre sur coup de theatre" ... „Źle spałem" ... „In­
tensywna praca, której oddałem się z pewną wytrwałością" ...
„Jesteśmy znudzeni, wszyscy" ... „Zamaskowane matki,
którym składa się ofiary z ludzi; oto opowieść Tabyon" ...
„Odjazd z Bordeaux o 5:50 po południu" ... „Kolejna noc
w Malkam Ayahou" ... „Zbliżamy się do Malakal. Zielone tra­
wy. Żółte trawy."
Pisarskie życie Leirisa łączy ostre odczucie daremności ist­
nienia z nieustępliwym pragnieniem uratowania pełnych zna­
czenia detali - cytat, postrzeżenie, wspomnienie. Wraca do
swoich notatek terenowych. Praca z 1981 roku, Le ruban au
сои d'Olympia, ponownie przybiera formę złożoną z fragmen­
tów - zebranych tekstowych świadectw pewnego istnienia.
Priere d'inserer do niej rejestruje podwójny cel: „na chwilę
pozwolić tego rodzaju bohaterowi (czasem szczeremu, czasem
zawoalowanemu) na publiczne wyznanie, na upajające odczu­
cie prowadzenia drugiego życia; zmuszenie adresata, by do­
strzegł to, co mówiąc o aktorze i jego grze [son jeu] nazwałby
'obecnością'."

Priere d'inserer - uwolniona gdzieś pomiędzy stronami na­
pisanej książki a upragnionym czytelnikiem. Zaczynamy od
nowa. Kolejny Leiris...
*

L'Afrique fantóme rozpoczyna proces pisania, który będzie
bez końca stwarzał i przetwarzał tożsamość. Jej poetyka wiąże
się z niezakończeniem i procesem, pozostawiając miejsce dla
tego, co obce i nie związane. Przerywając gładką opowieść et­
nograficzną o dostępności Afryki, podkopuje przypuszczenie,
że ,ja" i inny mogą być uchwyceni w stabilnej, koherentnej
narracji. Dziwną „książkę" Leirisa o otwartym zakończeniu
można umieścić w obrębie nowej, heterogenicznej sytuacji hi­
storycznej. W przełomowej dekadzie po drugiej wojnie świato­
wej Leiris zostanie przyjacielem Aime Cesaire'a, w czasie gdy
surrealizm jako kulturowo-polityczna krytyka powróci na ro­
dzinną ziemię, do Paryża, choć tym razem w jego mowie sły­
chać będzie akcenty negritude. (Leiris jest być może pierw­
szym zawodowym etnografem, który w 1950 roku nazwał i za­
nalizował kolonializm, jako nieuchronne ideologiczne podło­
że.) Powszechne stało się rozróżnienie dwóch rodzajów negri­
tude. Jako spojrzenia wstecz na tradycję i elokwentne groma­
dzenie wspólnej „afrykańskiej" esencji w wydaniu Senghora.
I bardziej synkretyczne, modernistyczne i parodystyczne negri­
tude Cesaire'a - karaibskie w swojej akceptacji dla fragmentów
i docenieniu mechanizmu kolażu w życiu kulturowym.
Obecnie w naszych urbanistycznych archipelagach wszy­
scy jesteśmy Karaibami. „Gwineo - (Cesaire pisze - stara
Afryko) - z twojego krzyku z twojej dłoni z twojej cierpliwo­
ści / ciągle mamy pewne arbitralne ziemie" (1983: 207). Być
może nikt już nie może powrócić do rodzimej ziemi - zostały
jedynie terenowe notatki, żeby ją ponownie wynaleźć. Powieściopisarz i krytyk gujański, Wilson Harris, zaleca „zasadę ze­
stawienia" jako sposób na wytłumaczenie „stwarzania tradycji
(...) heterogenicznej podstawy autentycznej społeczności". Za­
interesowany jest on czymś, co nazywa „piłką krzywką natury
i dialogiem rzeczywistości" (1973: 7, 9, 81). Możemy rozpo­
znać w tej wizji postrzępioną inscenizację dla współczesnej et­
nografii i etnopoetyki. Zaczynając od burzącej równowagę iro­
nii Cesaire'a (1983: 51):
I znasz już całą resztę
Że 2 plus 2 daje 5
że las miauczy
że drzewo wydobywa z ognia maroons
że niebo gładzi sobie brodę
etc. etc. (...)
Kim i czym jesteśmy?
Pytanie zasługujące na najwyższy szacunek!
Przełożył Sławomir Sikora

BIBLIOGRAFIA:
Barthes Roland.
1979

thologies, ss. 103-109. New York: Hill and Wang.
Cesaire Aime
1983

1958

La possession et ses aspects theatraux chez les Ethiopiens de

1966

Brisćes. Paris: Mercure de France.

African Grammar, (w:) tenże, The Eiffel Tower and Other My­

Gondar. Reprint. Paris: Le Sycomore, 1980.
1972

Aime Cesaire: The Collected Poetry, Berkeley: University of Ca­
lifornia Press.

Wiek męski. Przełożyli Teresa i Jan Błońscy, Warszawa, PIW.
Wyd. francuskie L'age d'homme 1946.

Leiris Michel

Harris Wilson

1981

1973

Quaneau Raymond

The Whole Armour and the Secret Ladder. London: Faber and
Faber.

1981

Leiris Michel
1934

L'Afrique fantóme.
Gallimard, 1950.

184

Le ruban au сои d'Olympia. Paris: Gallimard
Contes et propos. Paris: Gallimard.

Seabrook William
Kolejne wydanie z nowym wstępem. Paris:

1931

Les secrets de la jungle. Paris: J. Haumont

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.