11c80566d26187f2c0be57f73e4d64bd.pdf
Media
Part of Od Dakaru do Dżibuti, od "Afrique" do "fantôme"/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4
- extracted text
-
TOMASZ SZERSZEŃ
A
fryka jest więc słowem, pretekstem zaled
wie...” - pisał o L'Afrique fantôme Philippe
Soupault [„Europe”, 1934]. Trudno zgo
dzić się z autorem Ostatnich nocy paryskich, bo
wiem dla Leirisa „Afryka” nie jest „słowem zaledwie” ,
lecz „aż słowem”. Przekleństwo tego tytułu polega na
tym, że, podobnie jak dziennik przemierzającego Czar
ny Ląd etnografa i poety w jednej osobie, mówi on
wszystko i nic. Leirisowi udała się rzecz niebywała:
dwa tytułowe słowa zawierają w sobie całą książkę.
Upraszczając: nie można wymyślić lepszego tytułu dla
tego dziennika. W związku z tym zdecydowałem się
pozostawić tytuł oryginalny - francuski.
Soupault wskazywał na problem z wyrazem Afrique
(Afryka). To jednak nic przy kłopotach, jakie stwarza
człon drugi: fantôme bowiem, to w języku autora
„cień”, „duch”, „widmo”, „mara”, „upiór”, „zjawa” , ale
także „pozór” i „urojenie”... Nie tylko o wieloznacz
ność słowa tu jednak chodzi. Dopiero złączone razem
(L’Afrique fantôme), zaczynają produkować sensy,
zwodząc interpretatorów i gubiąc tłumaczy.
Po kolei, więc. L ’Afrique fantôme może być czytana
jako opowieść o opętaniu. Badający kulty zâr Leiris
nawiedzany jest przez duchy, demony i obsesje
(fantômes). Podczas pobytu w Etiopii nawiedza go
„najstraszliwszy demon”: zakochuje się w córce ka
płanki - noszącej tajemnicze imię Emawayish. Zakaza
na platoniczna miłość etnografa do „przedmiotu”
swych badań nie ma rozwiązania ani dalszego ciągu:
Emawayish jest tak nierzeczywista i niedostępna, że
staje się alegorią. Niczym inne kobiety pojawiające się
u Leirisa, zostaje zredukowana do roli pięknego, ale
gorycznego posągu. „Zawsze pociągały mnie alegorie,
obrazy pouczające i zagadki do rozwiązania, będące
często kobiecymi postaciami, silnymi własną piękno
ścią i tym, co ciemne zawsze i niepokojące w symbolu”
- pisał w Wieku męskim.1 Alegorie pojawiające się
w L ’Afrique fantôme wzajemnie się uzupełniają: Emawayish uosabia Afrykę, zaś Afryka (czyli tytułowa
L ’Afrique) jawi się jako kobieta - niedostępna i nierze
czywista. Również Z. (czyli Zette, czyli Louise Godon
- żona Michela Leirisa), pojawiająca się wielokrotnie
na stronach dziennika jako adresatka listów lub obiekt
marzeń erotycznych, traci cechy żywej osoby, stając
się hasłem, literą po prostu. Nie byle jaką jednak:
„w alfabecie francuskim Z jest egzotyczną literą: przy
czynia się do efektu starożytności (Zefir) lub też orientalizmu, feeri, erotyki: Zaira, Zelida, Tanzaj...”.2
Leirisowa Afryka jest urojeniem - znika każdego
wieczora, by rano znów się pojawić („sen jest drugim
życiem” pisał Gerard de Nerval; Leiris, miłośnik Syl
wii, podąża tym tropem: kolejne dni rozpoczynają się
niejednokrotnie opisami snu. Takich zapisów jest
w L ’Afrique fantôme aż 25 - to prawdziwy sennik). Po
dobnie jak pisanie, które jest procesem rozpoczyna
nym każdego dnia na nowo. Tytuł jest więc metaforą
Od Dakaru do Dżibuti,
od Afrique do fantôme...
literatury w ogóle - przestrzeń białej kartki papieru
wydaje się równie trudna do wypełnienia jak misja
Dakar-Dżibuti, sam zapis zaś - równie efemeryczny
jak Afryka.
Podróż na Czarny Ląd jest wyprawą w „zaświaty” do krainy naznaczonej śmiercią, podlegającej nie
ustannemu rozpadowi, znikającej. Odyseja Leirisa
okryta jest żałobą: to nie tylko pożegnanie z „prawdzi
wą” Afryką („Afryka Livingstone’ów i Stanleyów nie
istnieje...”), czy pozbycie się złudzeń, które wiązały się
z zamorską podróżą w tropiki (poszukiwanie naiwnej
epifanii, męska przygoda, która byłaby zwieńczeniem
kuracji psychoanalitycznej). Michel ociera się
0 „śmierć”, którą jest depresja tak silna, że niemal ni
welująca „ja”. Śmierć pojawia się również jako atrybut
etnografii. Autor L ’Afrique bada ryty pogrzebowe Dogonów, które stają się równocześnie literacką figurą
pożegnania ze złudzeniami związanymi z badaniami
1 z Czarnym Lądem w ogóle. Figurą pożegnania z Afry
ką taką, jaką sobie wyobrażał - Afryką z klisz, z kartek
powieści, z lekcji geografii, która wtedy już nie istnia
ła lub raczej przestawała istnieć (czy istniała kiedykol
wiek?), grzebiąc zarazem dziecięce marzenia i fantazje
Michela.
„Upiorem” (fantôme) jest również kolonializm
sprawiający, że Afryka nie jest „sobą”. Leiris, pozosta
jąc szczególnie wyczulonym na detal, tropi absurdy
rzeczywistości kolonialnej. Odnajduje je np. w takich
widmowych instytucjach jak „bufet-dancing-kino-hotel” - dziwaczne efemerydy, zdegradowane karykatury
europejskiego świata. Biali odgrywający swoje role, tu
bylcy odgrywający swe rytuały specjalnie na użytek
białych... To świat, w którym nikt nie jest u siebie. Po
czucie wyobcowania staje się doświadczeniem autora
L'Afrique - w tekście z 1935 roku pt. L ’Abyssinie inti
me, Leiris napisze: „Etiopia jest jednym z ostatnich re
gionów Afryki, gdzie da się jeszcze podróżować” (te za
skakująco „aktualne” słowa - przypomnijmy: jest
pierwsza połowa lat 30.! - kontrastują z konstatacją
Claude’a Lévi-Straussa ze Smutku tropików: „Jakieś
dwadzieścia lat temu nie podróżowano wcale...”). Po
dróż jako próba opuszczenia „własnej skóry” [de-
105
Tomasz Szerszeń • OD DAKARU DO DŻIBUTI, OD AFRIQUE DO FANTÔME...
pays(peau)ment jak można by powiedzieć, przybierając
strategię wyciskającego słowa niczym cytrynę Leirisa]
- antropologiczna idea zarysowana wyraźnie w artyku
le Metamorphose - okazuje się niemożliwa do zrealizo
wania w fantomatycznej, kolonialnej Afryce.
Złudzeniem okazuje się nie tylko Afryka, ale rów
nież etnografia. Leiris jako pierwszy podkreśla jej uwi
kłanie właśnie w kolonializm (Marcel Griaule, szef mi
sji Dakar - Dżibuti, był członkiem rządowej komisji do
spraw kolonii), nudę badań terenowych i, przede
wszystkim, niemożność odsłonięcia najbardziej skry
tych tajemnic. Ucieczka w etnografię okazuje się roz
wiązaniem zaledwie pozornym, nie zaś - jak pisał Levi-Strauss w Smutku tropików - „najbardziej krańcową
formą schronienia”...
L ’Afrique fantôme pomyślana została jako wyzwa
nie rzucone nie tylko klasycznej etnografii, czy kla
sycznym strategiom narracji z podróży. Parodystyczne
ostrze wymierzone jest również w Georges’a Bataille’a (którego łączyły przecież z Leirisem więzy przyjaź
ni) i w patronującego dziennikowi „ojca wyznania” Je
ana Jacques’a Rousseau... Ten polemiczny ton
sprawia, że książka Leirisa jest dziełem absolutnie
„ikonoklastycznym” i dzięki temu do niczego niepo
dobnym - bezforemnym.
Losy L ’Afrique były równie nieoczywiste jak jej
treść i forma. Dziennik zostaje wydany przez Gallimarda w 1934 roku w serii „Les Documents bleus” - na
zwa ta skrywa dzieła najbardziej efemeryczne, sytuują
ce się poza granicami gatunków, dzieła pozostające
problemem (Jak bowiem zaklasyfikować książkę Leirisa? Jako „etnografię” ? „Opis podróży” ? „Literaturę”?
„Dziennik intymny” ? „Powieść przygodową” ?).3 Publi
kacja L ’Afrique fantôme zostaje uznana za prowokację
przez trzech najważniejszych francuskich etnologów
tamtych czasów: Marcela Maussa, Marcela Griaule’a i Paula Riveta. Oburzony był zwłaszcza Griaule:
konflikt z wpływowym badaczem sprawia, że Leiris po
zostaje przez wiele lat na marginesie środowiska, zaś
jego dzieło uznane zostaje za sztubacki wybryk. Nie za
wsze śmieszny, trochę zbyt długi żart.
Pisząc o L ’Afrique fantôme nie sposób pominąć
pewnej nasuwającej się wątpliwości. Cóż bowiem jesz
cze pozostaje z wyprawy Dakar - Dżibuti, poza prze
dziwnym dziennikiem Michela Leirisa? Odpowiedź
jest prosta: setki4 zebranych (lub raczej zabranych de
cyzją władz kolonialnych) obiektów, których przezna
czeniem stało się muzeum etnograficzne. Prawdziwa
widmowa Afryka.
Przypisy
1
2
3
4
Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972, s. 44
Jean Starobinski Wynalezienie wolności, Gdańsk 2006,
przeł. M. Ochab, s. 29
Dopiero po latach L ’Afrique fantôme wydane zostaje
w tej samej serii co Smutek tropików Lévi-Straussa.
Dokładniej - 3600
Widmowa Afryka. Pocztówka Union Postale Universelle.
106
