6153f23696f65b2548dbb88d3ae27c9f.pdf

Media

Part of Recenzje/ Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.3

extracted text
Woźniak

Jamneński

Maria,

obyczaj

weselny.

Wróblewski
morza

„Życie i K u l t u r a " 1995, n r 39
Woźniak
polskiej.
Woźniak
ty

Maria,

jamneńskie.

Woźniak

ornament

w

Zatrybówna
i

Wesele

w

Jamnie.

Tygodnia"



Po­
nasza

zabytków

„Glos T y g o d n i a "

dod. tyg. „Dziennika

„Głos T y g o d n i a "

słowiń­

1953, n r 40

Bałtyckiego"

— dod. tyg. „Głosu

Koszalińskiego"

..Życie i K u l t u r a " — dod. tyg. „Głosu Szczecińskiego"

Pomorskie

Maria,



Wśród

Alicja,

przeszłości.

„Rejsy"

„Literatura

1959, n r 1—2

Woźniak

skiej

haf­

„Życie i K u l t u r a " 1955, n r 46

zarys

„Pomorze Z a c h o d n i e

z i e m i a o j c z y s t a " . Poznań 1960

sztuce

Koronki

Sieja Stefan,

Maria,

Ludowa"
Glos

O pomorski

Maria,

„Życie i K u l t u r a " 1959, n r 22

Etnograficzny

Tadeusz,

Zachodniego.

malarstwo.

„I^rny

„7-my Głos T y g o d n i a "



niedzielne wydanie

„Głosu

Szczecińskiego'*

1958, n r 12

N
Wilhelm

Gaerte,

VOLKSGLAUBE

UND

BRAUCHTUM

Holzner-Verlag,

OSTFREUSSENS,

Würzburg

1956, s. 128, i L 34.
dawnych

Pru­

w Królewcu, p u b l i k u j e sporo n i e z n a n y c h d o t y c h c z a s

Wilhelm

G a e r t e , były w i e l o l e t n i d y r e k t o r

sów c z y L i t w i n ó w są już rzadsze, n a t o m i a s t do

zwy­

materiałów

czajów

z zakresu

zwyczajów

w y c h , które — o p r a c o w a n e

zycje

o

zajmuje

V

(obejmującej

niedwuznacznym

Autor

i obrzędów

„Mar-

Włoch;

W

zagadnieniami

do­

poza P r u s a m i W s c h o d n i m i

i tań­

Kurpiach nazywano

t e m a t y przeważ­

aby

(s. 66);

szeroka

analiza w s z e l k i c h z n a n y c h autorowi

Zjawisk

pokrew­

nych stwarza

również w

możliwość wyłowienia

stach dotyczących i n n y c h tematów szeregu

tek­

ciekawych

d l a n a s wiadomości porównawczych, n p . o „maikach"
kulcie

drzew,

o

obrzędach

p a s t e r s k i c h , żniwnych, o m a g i i

wiosennych

urodzaju

i

płodności.

W

i ogólnie

licznych

wywody

o

przypisach

materiałami

autor

potwierdza

historycznymi i

swoje

przeważnie z e źródeł n i e m i e c k i c h , n a t o m i a s t
mina
bardzo

w

ogóle. W

rezultacie omawiane

pieczołowicie

mieckimi,

a nawet

powiązane

dalszymi



z

uchronić

3)
XX

o

analogiami

nie­

z e S k a n d y n a w i i czy

jest

słowiańskiego
rosemaka"

n i e były z n a n e w

w

przypisie

innych

podaje,

że n a

j e „raz m ó k j " (s. 23 i 26);

dziecko

wodą

od

miejsce

i

wbijali

t a m nóż,

wpływu

złych

demonów

w

początkach

którym

łych P r u s a c h W s c h o d n i c h

„jeszcze

uroczystość

oficjal­

4) p r z y o m a w i a n i u z a b a w y chłopców, z w a n e j

„posz-

ną l u b d o m o w ą "

każdą

(s. 114);

k e " , a u t o r p r z y p u s z c z a , że n a z w a t a j e s t zapożyczona
od Polaków i przyszła z południa (s. 120).
Tego



a

polewali

polonezie,

siedztwa

zjawiska

miano­

w i e k u r o z p o c z y n a n o w Ostródzie i w ogóle w c a ­

o źród­

łach p o l s k i c h — z wyjątkiem Długosza — n i e w s p o ­

Niemiec,

dziecka

ale

literaturą,

przypadkowe.

2) o z w y c z a j u g a l i c y j s k i c h Żydów, którzy
upadku

mi

Ale

zupełnie

1) o t y m , że słowo „rosemak"

i magii pisma, zabawy

i pogrzebowe.



pochodzenia; o b o k s t w i e r d z a , że „gonitwy

dów, z wyjątkiem n i e l i c z n y c h , j a k l a s k i z brzękadławeselne

Polski

prowincjach

n i e n i e znajdują analogii wśród z n a n y c h u n a s obrzę­

obrzędowości

całej książce są t y l k o c z t e r y w z m i a n k i , a

magii

ca, a także sądownictwa. O m a w i a n e

c z y korony

ludności

do

wicie:

m . i n . także p o ­
politycznym).

nawiązania

i rodzinnych,

dorocznych

m e d y c z n e j , demonologii

tom s e r i i

zabarwieniu

się w y b r a n y m i

tyczącymi obrzędów

ludo­

drobiazgowo i n a szerokim

tle 'porównawczym — wypełniają
burger Ostforschungen"

muzeum

pozory

rodzaju

potraktowanie

omawianego

znajdującej

Pomimo

tego

południowego

terytorium

są­

stwarza

fałszywe

mankamentu,

książka

się t a m p u s t k i .
poważnego

s t a n o w i cenną pozycję

naukową.
Maria

Przeździecka

R o m a n R e i n f u s s i J a n S w i d e r s k i , S Z T U K A L U D O W A W P O L S C E , W y d a w n i c t w o L i t e r a c k i e , K r a k ó w 1960,
s t r o n 176, i l u s t r a c j i n u m e r o w a n y c h
216 i 15 n i e n u m e r o w a n y c h , c a l o s t r o n i c o w y c h .
Piękna 'książka o p o l s k i e j s z t u c e l u d o w e j , w y d a n a
w r. 1960 w K r a k o w i e , n i e doczekała się dotąd omó­
w i e n i a . C o p r a w d a podziela o n a tę „zmowę m i l c z e ­
n i a " z i n n y m i , l i c z n y m i dziełami dotyczącymi s z t u k i
ludowej i nieludowej. Istnieje bowiem u n a s zakorze­
niony od d a w n a zwyczaj niepisania recenzji, by nie
narażać się a u t o r o m , a l b o p i s a n i a i c h z wyraźnym
c e l e m pogrążenia w r o g a . Krótkie m o j e u w a g i
na
t e m a t tej książki są skromną
próbą
przełamania
wspomnianej
zmowy.
Książka m a dwóch autorów: etnografa,
zajmują­
cego się o d l a t już ludową twórczością, i fotografa —
j e s t b o w i e m pomyślana j a k o a l b u m pięknych zdjęć
z towarzyszącym,
popularnie
napisanym
tekstem.

N a j p i e r w więc k i l k a słów o s t r o n i e w i z u a l n e j w y ­
d a w n i c t w a . Już o d d a w n a w i a d o m o , że u n a s j e d y n i e
K r a k ó w , a w szczególności D r u k a r n i a N a r o d o w a —
umieją dorównać w budowie, d r u k u i poziomie o d ­
b i t e k i l u s t r a c y j n y c h dziełom w y d a w a n y m z a granicą.
„Sztuka l u d o w a w P o l s c e " należy do
najbardziej
u d a n y c h e d y t o r s k o książek ostatniej doby. N i e p o d a n o
n a z w i s k a autora makiety, ale jest on na pewno
współtwórcą równorzędnym z a u t o r a m i
wymienio­
n y m i n a okładce. C o p r a w d a miał o n z a d a n i e ułat­
w i o n e p r z e z z n a k o m i t y dobór zdjęć i i c h w y s o k i p o ­
ziom. W całej książce n i e z n a j d z i e się i l u s t r a c j i sła­
bej. Ujęcie p r z e z S w i d e r s k i e g o każdego p r z e d m i o t u
j e s t z a w s z e n i e o m y l n i e celowe, c h a r a k t e r y s t y k a m a 185

terii dzieł d o p r o w a d z o n a
do niezwykłej wrażliwości
(proszę sprawdzić choćby n a t a b l i c y oznaczonej cyfrą
V ) , dobór tła podkreśla z a w s z e w a l o r y p l a s t y c z n e
obiektu ( w y s t a r c z y popatrzeć n a pejzaż k a p l i c z k i —
i l . 20 l u b n a kompozycję tła żelaznego p t a s z k a —
i l . 139). T a k t r u d n e i często p r z y p a d k o w e
„kadro­
w a n i e " zdjęć —• j e s t w o m a w i a n e j książce z reguły
głęboko przemyślane i służy d o p r o w a d z e n i u
..treści"
zdjęcia i j e j u w y p u k l e n i u
(zbliżenie malowań n a
c h a c i e łowickiej — i l . 8 a l b o kąt c h a t y spod R a w y —
i l . 23). M a j s t e r s z t y k i e m fotograficznym
jest tablica
V I I I — równocześnie charakteryzująca nastrój t a r g u
i z a b a w k i n a l a d z i e p r z e k u p n i a . Rozmaitości t w o r z y ­
w a i gałęzi s z t u k i l u d o w e j
t o w a r z y s z y rozmaitość
aranżowania s a m y c h zdjęć i użycia i c h w e w n ą t r z
układu graficznego. P ó ł k a n a s t r o n i e 26 w y b i e g a n i e ­
spodzianie, j a k b y inicjał, w
tekst; w y c i n a n k i n a
płaszczyźnie s t r o n y 39 układają się w e f r y z ; rzeźby n a
rozkładzie s t r o n 144 i 145 flankują j a k b y portal w i o ­
dący w głąb gęsto zapisanego t e k s t u . Dość już c h y b a
przykładów świadczących o p o z i o m i e s a m y c h i l u s t r a ­
c j i i rozwiązania graficznego książki.
Wdzięczne, a l e i niełatwe miał z a d a n i e prof. R e i n fuss tworząc p o p u l a r n e W p r o w a d z e n i e c z y t e l n i k a w
l a b i r y n t l u d o w e j twórczości. Wdzięczne, bo s z t u k a t a
zdobyła i Wciąż z d o b y w a w n a s z y m społeczeństwie
coraz l i c z n i e j s z y c h w i e l b i c i e l i , choć jej z a k r e s i i s t o t ­
ne w a l o r y wciąż jeszcze n i e są dostatecznie z n a n e .
Niełatwe, b o w s z e l k a p o p u l a r y z a j a może grozić spły­
c e n i e m z a g a d n i e n i a i ściągnąć n a się gromy „akade­
m i c k i c h " z n a w c ó w p r z e d m i o t u . Z a d a n i e to u t r u d n i !
sobie j e s z c z e a u t o r wprowadzając d o tekstu e l e m e n t y
a k t u a l n e j , p o l e m i c z n e j o c e n y niektórych z j a w i s k a k c j i
p o p i e r a n i a s z t u k i l u d o w e j , a także z a c h o w a n i a j e j
zabytków.
Z trudności t y c h wybrnął — trzeba to
stwierdzić — zwycięsko. T e k s t n a p i s a n y jest j a s n o
i gładko, w t a j e m n i c z a c z y t e l n i k a w e w s z y s t k i e n a j ­
ważniejsze
zagadnienia
potrzebne
do
zrozumienia
s z t u k i l u d o w e j zarówno o d s t r o n y j e j w a r s z t a t u , j a k
i danych historycznych. Nie pomija
zróżnicowania
regionalnego
a n i związków
'poszczególnych
gałęzi
twórczości z i n n y m i działami k u l t u r y l u d o w e j , i to
z a w s z e w rozsądnie w y w a ż o n y m z a k r e s i e , właśnie p o ­
trzebnym d l a zrozumienia jej problematyki.
N a wstępie a u t o r krótko próbuje definiować w spo­
sób przystępny pojęcie s z t u k i l u d o w e j (która jego
z d a n i e m j e s t twórczością artystyczną l u d u ) i z w r a c a
uwagę n a h i s t o r y c z n y a s p e k t j e j r o z w o j u i zróżni­
cowań. P o t e m o m a w i a architekturę ludową, p o c z y ­
nając o d b r y ł y i p l a n u chaty. P r z e c h o d z i następnie
do z d o b n i c t w a a r c h i t e k t o n i c z n e g o o r a z do b u d o w n i ­
ctwa
sakralnego,
przemysłowego i
gospodarczego.
Z kolei o m a w i a architekturę wnętrza chaty, a więc
sprzęty, m a l o w a n i a i w y c i n a n k i . W d a l s z y m ciągu
z a t r z y m u j e się n a d o p i s e m s t r o j u l u d o w e g o różnych
stron k r a j u , łącząc go z z a g a d n i e n i e m h a f t u i k o ­
r o n k i , biżuterii i z d o b n i c t w a skórzanych części s t r o j u .
T k a c t w o , ujęte s t o s u n k o w o z b y t zwięźle, p o z n a j e m y
po opisie s t r o j u , b y wkroczyć w dziedzinę z d o b n i c t w a
w d r z e w i e i bogato eksponowanego g a r n c a r s t w a . K o ­
w a l s t w o z jego c i e k a w i e opowiedzianą historią poprze­
d z a zafoawkarstwo, które z n o w u jest wstępem d o
przedmiotów związanych z o b y c z a j e m i d o rzeźby
l u d o w e j . H i s t o r i a i a n a l i z a grafiki i obraźnictwa l u ­
dowego kończy tekst książki. W każdym w y p a d k u
autor w sposób treściwy, a l e wyczerpujący, z w r a c a
u w a g ę n a d z i e j e d a n e j gałęzi s z t u k i l u d o w e j , j e j
powiązania z o b y c z a j a m i i w i e r z e n i a m i , umiejętnie
tłumaczy specyfikę techniczną i z d r a d z a w a r s z t a t o w e
k u l i s y s z t u k i , dostatecznie o b s z e r n i e potrąca sprawę
twórców l u d o w y c h
różnych d z i e d z i n ,
wymieniając
n a z w i s k a n a j w y b i t n i e j s z y c h spośród n i c h . W ten s p o ­
sób c z y t e l n i k o t r z y m u j e rzetelną i możliwie pełną
informację. Równocześnie — j a k wspomniałem

186

a u t o r k i l k a k r o t n i e p r z e s t r z e g a p r z e d tandetą p o d s z y ­
wającą się p o d s z y l d s z t u k i l u d o w e j i u c z y p o s z a n o ­
w a n i a d l a w i e l k i c h wartości tkwiących w t r a d y c y j ­
nej twórczości polskiej w s i . T a k więc spełnia —
j a k sądzę — w s z y s t k i e z a d a n i a , j a k i e stają p r z e d p o ­
p u l a r y z a t o r e m . Książka z a t e m w pełni o d p o w i a d a
c e l o m j e j twórców.
Oczywiście m a m p e w n e p r e t e n s j e do a u t o r a t e k s t u
i pragnę dać i m t u w y r a z . Dotyczą o n e p r z e d e w s z y s t ­
k i m kolejności o m a w i a n i a poszczególnych gałęzi s z t u ­
k i l u d o w e j . J e s t e m w pełni świadom, że w s z e l k i układ
m a s w o j e n i e d o s t a t k i i nielogiczności i n a p e w n o
można znaleźć a r g u m e n t y przemawiające z a porząd­
k i e m , przyjętym p r z e z R e i n f u s s a . Rozdziały n i e są
ujawnione
w tekście, p r a w d o p o d o b n i e dlatego,
że
nieprzerwany nurt opowiadania m a niejako symbo­
lizować płynność podziału s z t u k i l u d o w e j n a posz­
czególne d z i e d z i n y i gałęzie. N i e m n i e j w y d a j e m i się,
że n p . wepchnięcie s n y c e r k i między t k a c t w o i g a r n ­
c a r s t w o , omówienie t k a c t w a p o o p i s a c h s t r o j u —
n i e d a się l o g i c z n i e uzasadnić. Można polemizować,
czy pomieszczenie problemu w y c i n a n k i w rozdziale
traktującym o a r c h i t e k t u r z e wnętrz, g d y w w y c z u c i u
dzisiejszego o d b i o r c y oderwała się o n a d a w n o o d
s w o i c h p i e r w o t n y c h przeznaczeń, j e s t u z a s a d n i o n e .
W y d a j e m i się j e d n a k , że tutaj a u t o r słusznie pod^
kreślą d a w n e z n a c z e n i e tej gałęzi s z t u k i , a l e w t a ­
k i m r a z i e p i e c i k a f e l należało c h y b a oddzielić od
właściwego g a r n c a r s t w a ? N i e chcę mnożyć t y c h w ą t ­
pliwości, choć może znalazłoby się i c h Więcej. O s t a ­
tecznie d o p o w i e d z e n i a t e k s t u pozwalają c z y t e l n i k o w i
zorientować się w e w z a j e m n y c h powiązaniach p o r o z ­
r y w a n y c h układem gałęzi n a s z e j sztuki l u d o w e j .
D a l s z e p r e t e n s j e dotyczą p e w n y c h opuszczeń w p o ­
kazanym materiale. W architekturze przykro uderza
w i l u s t r a c j a c h b r a k w i a t r a k ó w i młynów, choć są
to o b i e k t y d l a c z y t e l n i k a n a p e w n o c i e k a w e i c h a ­
r a k t e r y s t y c z n e . W tekście także b u d o w l e przemysło­
w e zostały n i e c o p o m a c o s z e m u p o t r a k t o w a n e
w
przeciwieństwie do z a j a z d u , który otrzymał o b s z e r n y
opis, a l e n i e został u j a w n i o n y w i l u s t r a c j i . N i e w i e m
także, c z y słusznie pominięto w b u d o w n i c t w i e a r c h i ­
tekturę miałomiastecżkową,
która n i e r a z
ujawnia
starsze t y p y polskiego sposobu b u d o w a n i a . Jeśli o m a ­
w i a się kościoły d r e w n i a n e , s t a w i a n e r a c z e j p r z e z
cieśli małomiasteczkowych i n a z l e c e n i e d w o r s k i c h
fundatorów — to Czy n i e należało wspomnieć o p l e ­
baniach, spichrzach dworskich i swironkach? Este­
t y c z n a wartość t y c h obiektów j e s t często n i e m n i e j s z a
niż kościołów i k a p l i c . Z przykrością n i e znalazłem
w tekście a n i w zdjęciach — budynków gospodar­
c z y c h , poza krótką wzmianką i j e d y n y m zdjęciem
n r 2. C h a t y d z i s i a j giną s z y b c i e j , a piękne bryły b u ­
dynków gospodarczych j e s z c z e można spotkać n a w e t
w o k o l i c a c h doszczętnie z u r b a n i z o w a n y c h .
D b opuszczeń — m o i m z d a n i e m n i e u s p r a w i e d l i ­
w i o n y c h — należy także b r a k p l e c i o n k a r s t w a . Z łyka,
w i c i i słomy powstawały i j e s z c z e powstają p r z e d ­
mioty o w y s o k i m poziomie oddziaływania e s t e t y c z ­
nego. W a r t o było zwrócić n a n i e u w a g ę c z y t e l n i k a i
N a k o n i e c j e s z c z e j e d n a , ostatnia, u w a g a . Książka
m a zainteresować c z y t e l n i k a sztuką ludową. C z y n i e
w a r t o było podsunąć m u n i e c o b i b l i o g r a f i i ? D l a t y c h ,
którzy — zachęceni pięknym dziełem i j e g o treścią —
c h c i e l i b y sięgnąć d o dzieł b a r d z i e j
szczegółowych.
C z y n i e należałoby p r z y n a j m n i e j pokrótce powiedzieć
o d z i e j a c h zainteresowań sztuką ludową, które p r z e ­
cież n i e zaczynają się o d formistów (s. 128)?
Oczywiście u w a g i t e n i e podważają w c a l e m o j e j
o p i n i i wyrażonej n a wstępie. Książka jest d o b r a i n a
p e w n o d o b r z e spełni s w o j e z a d a n i e : zbliży sztukę
ludową i j e j wartości d o człowieka współczesnego,
n a u c z y szanować ją i rozumieć.
Ksawery

Piwocki

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.