34d01a74d20a0bd5cc98f6e1f226435d.pdf

Media

Part of Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.1

extracted text
„ETNOGRAFIA POLSKA", I X X X V ; 1991 z. 1
PL ISSN 0071-1861

K

R

O

N

I

K

A

Przetrwanie etniczne
W 1968 r. Norman Lewis opublikował w „Sunday Times" artykuł zatytuło­
wany „Genocidě in Brazil" (Ludobójstwo w Brazylii) traktujący o losie Indian.
Jego treść żywo poruszyła opinię publiczną, co zmusiło parlament brazylijski
do wprowadzenia ustawodawczych ograniczeń w dowolnym dotąd traktowaniu
praw ludności indiańskiej przez pozostałych obywateli kraju oraz przez przed­
siębiorstwa eksploatujące bogactwa naturalne na terenach zamieszkałych przez
pierwotnych autochtonów (zakładając, że autochtonami są również pozostali
Brazyliczycy). Wywołał on też szerokie społeczne zainteresowanie losem lud­
ności tubylczej w ogóle, które przybrało formy zorganizowane polegające na
systematycznym śledzeniu sytuacji ludów plemiennych i publicznym reagowa­
niu na gwałcenie ich prawa do istnienia. Zadania tego podjęło się założone
w 1969 r. przez R. Hanbury-Tenisona stowarzyszenie International Survival
(pozostaje on nadal jego przewodniczącym).
Jest to międzynarodowy ruch na rzecz ochrony praw ludów plemiennych
zagrożonych wyginięciem. Powstał on początkowo w Wielkiej Brytanii, obec­
nie zaś istnieją jego sekcje narodowe we Francji, Hiszpanii i USA oraz grupy
lokalne w ponad 60 innych krajach. Rodowód jego tkwi w uczuleniu światlejszych umysłów na różnorodne przejawy lekceważenia praw wszelkiego rodzaju
mniejszości, tak charakterystycznemu dla drugiej połowy naszego stulecia.
Podczas badań terenowych etnografowie stykają się wielokrotnie z przejawami
nie tylko lekceważenia praw małych grup etnicznych, lecz także ich gwałcenia
a nawet celowego niszczenia takich grup. Świadomość etnografa nastawionego
dawniej na dokumentowanie ginących faktów kulturowych wzbogaciła się
o odruch protestu przeciwko bezmyślnej, choć nie zawsze zamierzonej, dzia­
łalności społeczeństw z kategorii cywilizowanych na szkodę tych, które do
owej kategorii nie należą. Ukuty został termin etnobójstwo (por. artykuł A. Posern-Zielinskiego „Etnocyd" w Słowniku pojęć etnologicznych pod red. Z. Staszczak, 1987).
W Ruchu Przetrwania Etnicznego uczestniczą etnolodzy, dziennikarze, in­
telektualiści, prawnicy a nawet politycy odczuwający moralną odpowiedzial­
ność za los kultur stojących na straconej pozycji w bezpośrednim zdarzeniu
z agrsywną cywilizacją techniczną. Postawa ta więc nie ma nic wspólnego z ro­
mantyczną spuścizną ludomańską. Intencją ruchu nie jest tworzenie rezerwa­
tów ani zachowywanie na siłę wartości kulturowych, których nosiciele adaptują
się do życia w otaczającym makrospołeczeństwie. Jego celem jest niesienie po-

i

218

KRONIKA

mocy ludziom asymilowanym pod przymusem zewnętrznym, którzy tego przy­
musu nie akceptują i pragną sami decydować o swoim losie. Są to ludy godzące
się na konsekwencje akul turacj i, ale w trybie i tempie, które są dla nich do przy­
jęcia. Skrajne sytuacje dotyczą fizycznego wyniszczania plemion, których ist­
nienie przeszkadza interesom grup ulokowanych w społeczeństwie dominują­
cym. Smutnych przykładów dostarcza sytuacja ludów Ameryki Południowej
i niestety wielu innych obszarów.
Ruch Przetrwania Etnicznego nie ogranicza się do współczucia, lecz próbu­
je organizować protesty publiczne przeciwko takim działaniom, wywierać na­
cisk na władze polityczne i administracyjne by te realizowały swoją odpowie­
dzialność za losy wszystkich obywateli, także tych o słabej pozycji przetargo­
wej. Dzięki zdecydowanej, choć wyważonej postawie i zawodowej kompeten­
cji swych członków ruch International Survival uzyskał status organizacji kon­
sultacyjnej w ONZ. Ruch udziela pomocy prawnej małym grupom etnicznym,
które chcą zachować prawo do życia według swoich zasad, czyli prawo do
samookreślenia. Dąży do tego, by ich interesy były właściwie reprezentowane
tam gdzie podejmuje sie decvzie dotyczące ich przyszłości Wychodząc z zało­
żenia że czynnikiem określającym los owych ludów jest gospodarka, ruch dąży
do zapewnienia im tytułu własności do ziemi i innych naturalnych źródeł utrzy­
mania Stad wvnikaia m in orotestv i petvcie przeciwko rucowaniu z terenów
zamieszkania Ostatnim teso przykładem a pierwszym w którym uczestniczy­
li polscy etnolodzy (choć byli leż tacv którzy odmówili udziału) była petycja
w snrawie nlemion Sarawaku usuwanych z zajmowanych terenów coraz aerervwnieTnr7ez fi mv nrow.dzace eksnloatacie lasów Protesty nie dotyczą samei
cLwSrTnod^
bv nrzed ich rozpoczęciem orze
™ X i ć n ^
s I T ™
usTwowe^ałTtS

nrzemv
że nit wystarcza samo
S u s l a w l c z n a kontrola społe-

Brazylia zresztą często zmienia przepisy prawne albo interpretuje je na nie­
korzyść rodzimej ludności. Ilustruje to sprawa tamy na rzece Xingu w Amazonii
projektowanej za fundusze Banku Światowego. Miała ona zalać tereny zamie­
szkane przez ok. 1500 Indian Kayapo. Gdy w 1988 r. dwu ich przedstawicieli
w towarzystwie etnologa udało się do siedziby Banku Światowego w Waszyng­
tonie by przekazać swe zaniepokojenie, po powrocie stanęli oni przed sądem
oskarżeni z artykułu o szkalowanie dobrego imienia kraju przez cudzoziem­
ców. Kilku działaczy indiańskich walczących o pokój ekonomiczny na swoim
terenie zostało zamordowanych, m. in. w aresztach policyjnych. Swoboda, z ja­
ką odmawia się im praw obywatelskich i traktuje jak obcych ludzi idzie w parzę
z niedotrzymywaniem zobowiązań ustawowych.
Przykładem szczególnie rażącym są Indianie Yanomami z północnej Bra­
zylii liczący niemal 10 tysięcy osób i zajmujący znaczne obszary dżungli przy
granicy z Wenezuelą. Presja międzynarodowa, w tym również Ruchu Przetrwa­
nia Etnicznego, zmusiła rząd Brazylii do odstąpienia od planów podziału ich
terytorium na izolowane rezerwaty. Plany te powstały tylko po to, by większość

i

KRONIKA

j
I
I
j
j
\
]


;
j
I
I

\
\

]
'
'
'




1

219

ziem poddać eksploatacji przemysłowej. W 1979 r. wprowadzono zakaz inwazji tego obszaru przez ludzi z zewnątrz i przyjęto zobowiązanie utworzenia
„parku indiańskiego" - autonomicznego i całościowego terenu użytkowanego
przez Yanomami. Przed kilku laty jednak odkryto tam złoto i obecnie już ok.
50 tysięcy poszukiwaczy wypiera Indian, szerząc wśród nich choroby a nierzadko wystrzeliwując całe ich grupy. Powstały osady górnicze, eksploatuje się
drzewo, buduje drogi z perspektywą rozwoju hutnictwa. Rząd znów powrócił
do projektów pozostawienia Indianom 19 małych i izolowanych od siebie re­
zerwatów obejmujących tylko 30% dotychczasowej ich ojczyzny. Ruch na
rzecz Przetrwania Etnicznego na nowo mobilizuje opinię światową przeciw tym
zamierzeniom, dzięki czemu m. in. Bank Światowy wstrzymał finansowanie
pewnych przedsięwzięć w Amazonii.
W akcji tej uczestniczy także miejscowy kościół katolicki, zwłaszcza duchowieństwo inspirowane przez teologię wyzwolenia. Natomiast destrukcyjną
rolę, i to nie tylko w Brazylii, odgrywają kolonie misyjne małych ruchów religijnych powstałych zwłaszcza w USA. Fundamentalizm tych sekt i ich fanatyczna ewangelizacja prowadzą często do drastycznej rewolucji w stylu życia
i wymierania grup tubylczych, którym sekty takie narzuciły swoją kuratelę.
W 20 lat po swym słynnym artykule Norman Lewis opublikował książkę The
missionaries poświęconą misyjnemu imperializmowi niektórych spośród 300
takich sekt działających w Ameryce Południowej, Azji i Oceanii. Ma ona znów
szeroki odbiór, tym razem jednak Ruch Przetrwania Etnicznego nie zmienia
zasadniczej koncentracji swojej uwagi na agresji ekonomicznej wobec małych
etnosów i na obowiązku państwa do bronienia interesów wszystkich swych
obywateli, zwłaszcza stanowiących mniejszość.
W ciągu 20 lat działalności Ruch Przetrwania pomógł przewartościować
założenia wielu projektów, których etniczna szkodliwość nie była brana pod
uwagę przez polityków i ekonomistów. Nie było to łatwe gdyż wyjątkową siłę
zachowują kontrargumenty o rzekomej szkodliwości politycznej wstrzymywania nieprzemyślanych i niehumanitarnych poczynań. Niemniej pragmatycy
z Banku Światowego bardziej niż ich partnerzy w rządach zainteresowanych
państw skłonni są uznawać racje etniczne. W rezultacie Bank zrezygnował ze
wspierania kilku inwestycji, m. in. tam energetycznych w Amazonii i Indiach.
W tych ostatnich zniszczeniu miały ulec podstawy egzystencji 60 tysięcy osób
należących do kilku plemion w dolinie rzeki Indravatii. Ruch podejmuje
i wspiera finansowo proeramv rozwojowe tvou społecznego w Wenezueli
Afryce Południowej Australii Ekwadorze Br.zylii Onanizuje dwujęzyczne
szkoły podtrzymuj' ć lokalne t'radvcie kulťrowe i ucząc poczucia bezpieczeń­
stwa w kontaktach ze światem zewnętrznym. Nie unika też działalności na poeraniczu filantronii nk nn wvkum'pnie 7 niewoli u nl-intitorów kiucyuku 100
Indian Andoke ÍKoliimhiVl iodvnvrh nn.nslntvrh L v žvciu nr^edstnwir.Vli
ludu l i c h e e ™ , w J nn TI TJnllZZlTw^
SneHnlnv nrn
rrnrn y m t r i dVnr/vwrnrenř, < h nnrmnlnom, zvři , i .IhworVenh, ich tZlť
mościT u h urowej
normalnemu zyc.u odtworzeniu
tozsa-

220

KRONIKA

Ruch Przetrwania Etnicznego zainicjował również kampanię, która nie­
oczekiwanie stała się bardzo popularną i w pewnym sensie pokazową. Jeden
z londyńskich domów aukcyjnych wystawił w 1988 r. na sprzedaż makomakai
czyli zmumifikowaną głowę maoryjskiego wojownika, tatuowaną i liczącą
ponad 200 lat. Napłynęły protesty z nowozelandzkiej komisji praw człowieka
i z całej Wielkiej Brytanii, w wyniku czego aukcję odwołano. Z etycznego pun­
ktu widzenia protesty były usprawiedliwione, lecz ich siła była niewspółmierna
do jednostkowej przecież spawy. Ofiary z życia współczesnych nam ludzi
w odległych dżunglach lub bezpośredniego zagrożenia egzystencji całych grup
nie wvwoluia tak żvwei reakcii. Opinia traktuje ie prawie tak normalnie jak
ofiary wojny; chociaż jest to wojna między kulturami.

i

ni
:ili
j|
lili!
¡¡
i|
I
iii
l
¡L
lii
ni
I

li

Jedna głowa maoryjska skoncentrowała na sobie więcej dowodów współ­
czucia niż Mapucze będący ofiarami represji w Chile, meksykańscy Zapoteko­
wie wysiedlani z powodu zamieszkiwania terenów atrakcyjnych turystycznie,
tubylcy kanadyjscy spychani przez bazy wojskowe, plemiona Indonezji podda­
ne masowym przesiedleniom albo ludy Filipin bombardowane przy okazji walk
z partyzantką. Szerszym, chociaż koniunkturalnym zainteresowaniem obdarzo­
no los tubylców australijskich, którzy rocznicę 200-lecia Australii ogłosili ro­
kiem żałoby, był to jednak produkt uboczny intensywnej reklamy samej rocz­
nicy przez władze kraju.
Z powodu takiej oziębłości społeczeństw cywilizowanych nie zdolnych do
ciągłego skupiania uwagi na nieszczęściu calych'rzesz innych ludzi Ruch Przetrwania Etnicznego musi mobilizować opinię w skali świata, by jego stanowi­
sko miało odpowiednio liczne poparcie. Publikuje on w Paryżu „Ethics",
w Londynie zaś ..Survival International News", regularnie ukazujące się pisma
podejmujące problematykę przetrwania. Przekazuje on też zainteresowanym
biuletyny szybkiej akcji informujące o wydarzeniach wymagających podjęcia
działania i zachęca do pisania petycji pod adresem odpowiednich władz lub
osób. W szczególnie ważnych sprawach inicjuje centralną akcję protestacyjną,
jak to ostatnio miało miejsce w przypadku masowej wyprzedaży terenów plemiennych Sarawaku kompaniom przemysłowo-handlowym.
Najczęściej protesty nie przynoszą bezpośrednich skutków. Tworzą jednak
atmosferę, w której coraz trudniej o otwarty gwałt na ludziach o odmiennej
kulturze, w której pogarda dla odmienności zaczyna być moralnie osądzana.
Tworzą też pewną nową wartość o znaczeniu ogólnym, mianowicie przekonanie, że losy np. Dajaków lub Yanomami są lub mogą być przedmio cm troski
całego świata, że sami Dający i Yanomami muszą być traktowani jako obywa­
tele swych państw, lecz także są obywatelami świata. Jeśli ludzkość będzie mia­
ła mniej zaścianków, mniej wówczas będzie tolerancji dla samowoli i gwałtów.
Najcenniejszym rezultatem działalności Ruchu Przetrwania jest wszakże
tworzenie postawy obronnej samych zainteresowanych i wspieranie ich poczucia własnej wartości, jak też przekonanie, że powinni oni walczyć o swoje prawa. Izolowane plemiona, których polityka ograniczała się dawniej do kontaktów z sąsiadami wychodzą obecnie na arenę międzynarodową. Powstały takie
organizacje jak Unia Ludów Indiańskich czy Związek Amazoński, które pro-

j
\
j
i
j
!
|
\
i
j
i

'
'
!
,
;

KRONIKA

221

wadzą dyplomację, uczestniczą w działalności agend ONZ, ich działacze otrzy­
mują prestiżowe nagrody rangi światowej. Po powrocie do kraju giną często
skrytobójczo ale fakty te nic są już przemilczane. Szczególnie odpowiednim
forum dyplomatycznym jest podkomisja Obrony Mniejszości Etnicznych przed
Dyskryminacją istniejąca przy ONZ, o działalności której w Polsce mało wia­
domo. Stanowisko zajmowane przez Polskę w tej podkomisji również nie jest
znane publicznie, ani w profesjonlnym kręgu etnologów.
Wiadomo, żc ONZ ogłosiła Światową Dekadę Rozwoju Kulturalnego,
w programie której los małych etnosów zajmuje szczególne miejsce. Właśnie
w ramach owej Dekady odbył się w 1988 r. W Filipinach Międzynarodowy Fe­
stiwal Kultur Tubylczych i Tradycyjnych, w którym uczestniczyli wysłannicy
takich kultur z 20 krajów. Prócz folklorystycznego charakteru przewidywał on
imprezy edukacyjne i dyskusje na temat polityki etnicznej. Zakończył się on
przyjęciem tzw. deklaracji manilskiej, która m. in. głosi: „Narody Zjednoczone
winny przyznać wszystkim wspólnotom etnicznym i tubylczym prawo do uz­
nawania ich członków za pełnoprawnych obywateli swych państw, prawo do
zwrotu skonfiskowanych ziem ich przodków, podtrzymywania i ochrony ich
kultury oraz tradycji przede wszystkiem, oraz stworzyć forum ludów plemien­
nych celem uczestniczenia w podejmowaniu decyzji dotyczących ich kultury
i życia".
Przebudzenie świadomości ludy le w niemałym stopniu zawdzięczają dzia­
łaniom Ruchu Przetrwania Etnicznego. Dowodzi to, żc u podstaw idei leży ide­
alistyczne, co nic znaczy nierealne, założenie, żc świat współczesny może rzą­
dzić się humanitarnymi prawami. Ruch występuje przeciwko powtarzaniu me­
tod powszechnych w przeszłości - masowym mordom, zawłaszczeniu cudzych
terenów, spychaniu na obszary marginalne, wymuszonej asymilacji. Etnogene­
za większości ludów świata zawiera takie przypadki w postaci czynnej lub też
w formie poddania się gwałtowi. Miejmy odwagę zapytać samych siebie czy
będziemy akceptowali kontynuację tych metod również współcześnie.
Pytanie to nic jest odosobnione. Liczne autorytety moralne dają na nie od­
powiedź jednoznaczną. W posłaniu z okazji Światowego Dnia Pokoju obcho­
dzonego przez Watykan Jan Paweł II powiedział ł stycznia 1989 г., że prawa
mniejszości wynikają z godności jednostki ludzkiej i rozciągają się na zbioro­
wości w jakich ona fukcjonujc, oraz zc wspólnoty rodzaju ludzkiego. „Pewne
ludy - kontynuował - zwłaszcza określone jako tubylcze, zawsze utrzymywały
szczególny związek zc swoim terytorium, związek stanowiący o tożsamości
grupowej wynikającej z plemienności tradycji społecznych i religijnych. Gdy
ludy tc pozbawione zostają swej ziemi tracą podstawowy składnik swego spo­
sobu życia i narażone zostają na ryzyko wymarcia".
Filozofia ruchu otrzymała ostatnio silne wsparcie wywodzące sięspoza jego
kręgu, lecz motywowane podobnie silną postawą moralną. Myślę tu o przebu­
dzeniu radzieckiej opinii publicznej w kwestii losu małych narodów Syberii,
zwłaszcza północnej. Ich środowisko i samo istnienie zostały poważnie zagro­
żone przez agresję ekologiczną przemysłów wydobywczych, bezmyślne dzia­
łania transportowców a częściowo dawniejsze doświadczenia jądrowe. Głosy

222

KRONIKA

'

protestu wywodzą się z grona intelektualistów pochodzenia rosyjskiego oraz
autochtonicznie syberyjskiego, etnolodzy nie biorą w nim na razie udziału.
Wydaje się, że polscy etnolodzy są wystarczająco otwarci, by wzbudzić
w sobie czynne zatroskanie sprawami, o które walczy Ruch Przetrwania Etnicznego. Przemawiają za tym względy ogólne i partykularne. Pamiętajmy bowiem o znanym prawie etnologicznym - zasadzie wzajemności. Jak powiedział
trafnie dr Jackowski: gdyby świat częściej słyszał nasz głos w sprawach powszechnych, byłby bardziej skłonny wypowiadać się z większą determinacją
na temat gwałtów czy etycznie wątpliwych wydarzeń w historii naszych włas­
nych stosunków etnicznych, a być może i w generalnych kwestiach naszego
bytu narodowego.
Sądzę, że Komitet Nauk Etnologicznych mógłby już obecnie powołać lo­
kalną grupę Przetrwania Etnicznego. Problem dotyczy nie tylko 200 milionów
członków małych grup plemiennych czy też zachowania kolorowej palety róż­
norodnych kultur. Dotyczy on zastosowania - w specyficznej dla etnologów
dziedzinie - zasad samookreślenia, wolności od eksploatacji i dyskryminacji,
oraz przyjęcia niezależnej postawy w ocenianiu konfliktowych interesów etnicznych. Jest to zatem problem godności profesjonalnej, czyli pojęcia, którym
dotąd nie mieliśmy czasu zajmować się poważniej .
1

Slcmoj Szynkicwicz

]
¡
\
]
j
i
1

j
]
j
j

1

Osoby zainteresowane działalnością ruchu International Survival mogą kontaktować siez mgr Dagnoslawem Demskim, 1HKM
PAN. ul. Świerczewskiego 105, Warszawa ¡Red.].

750-lecie „Tajnej historii Mongołów" i triumfalny
powrót Czyngis-chana.
Przez dziesiątki lat władze Mongolii, wspierane przez gorliwych urzędni­
ków i - niestety - także posłusznych uczonych, próbowały wymazać imię Czyn­
gis-chana, twórcy potężnego imperium, z ludzkich serc i pamięci. Dawny wódz
-jak powiadają wierzenia: zrodzony z woli Nieba i zesłany na ziemię, by ocalić
ludzkość, został wykreślony z oficjalnej historii i skazany na zapomnienie.
Tych, którzy upominali się o przywrócenie Czyngis-chanowi należnego mu
miejsca w dziejach Mongolii karano, zarzucano im nacjonalizm i antysowietyzm, wykluczano z partii, zmuszano do emigracji .
W tych warunkach prawdziwym aktem odwagi było wystawienie okazałego,
pomnika w miejscowości Gurvan Nuur, w ajmaku chentejskim, tam gdzie
przed 800 laty Czyngis-chan przyszedł na świat. Był rok 1962. Lokalne władze,
zaskoczone tym dowodem samowoli ludności, nakazały zniszczenie kamien­
nego obelisku z portretem Wielkiego Mongoła. Wieczne Błękitne Niebo czu­
wało jednak nad swym synem. Pomnik trwa do dziś, a niedawno w tym samym
ajmaku stanął kolejny głaz z napisem głoszącym, że na tej ziemi właśnie urodził
1

i

«L.

KRONIKA

223

się Czyngis-chan. Obydwa monumenty pokazywane są teraz z dumą turystom,
także coraz liczniejszym grupom zagranicznych przybyszów.
Powracający w pełni chwały bohater spogląda dziś na swój lud z licznych
plakatów, okładek książek i prezentowanych na wystawach portretów. Czyn­
gis-chan jest obecny w spektaklach teatralnych i dziełach operowych, w reper­
tuarze baletu i filmu. Poświęcane mu są utwory literackie i muzyczne, wielkie
koncerty na chór i orkiestrę, wiersze i pieśni. Przedstawienia ukazujące geniusz
tej postaci, przypominające jej legendę i podnoszące Czyngiza do rangi bóstwa,
przyjmowane są entuzjastycznie zarówno przez bywalców stołecznych przy­
bytków sztuki, jak i przez mieszkających na prowincji pasterzy, uczestniczą­
cych w spektaklach prezentowanych przez amatorskie zespoły.
Te z pozoru mało znaczące fakty świadczą jednak o ogromnych przemia­
nach dokonujących się we współczesnej nam Mongolii. Cechą tych przeobrażeń
jest m. in. zmiana stosunku Mongołów do własnych tradycji narodowych, nowe
spojrzenie na historię i kulturę mongolską połączone z próbą przywrócenia bla­
sku wartościom, które przez lata chciano zniszczyć i zastąpić tworami tzw. kul­
tury socjalistycznej.
Dziś w dawnych i nowo otwartych muzeach coraz liczniej prezentowane są
zabytki dokumentujące kulturę mongolską i jej bogate tradycje. Władze przy­
wracają też oficjalną rangę świętom, z którymi walczono widząc w nich relikty
feudalnej przeszłości i zacofania, przejawy kultury pasterskiej, uznanej za ha­
mulec postępu. Swoisty proces rehabilitacji przeżywa religia Jamajska, oskar­
żana do niedawna o szerzenie zabobonów i otumanienie ludzi. Religii tej przy­
wraca się należne jej miejsce w intelektualnym rozwoju Mongołów, docenia jej
wkład w kształtowaniu kultury mongolskiej od X V I w.^. Od 1970 r. działa
w Ułan Bator Instytut Buddyzmu, w którym kształcą się przyszli lamowie
z Mongolii i ZSRR (Buriacja). Dopiero teraz jednak działalność Instytutu uzy­
skała niejako oficjalną i powszechną akceptację. Wzrasta też zainteresowanie
ludności moncolskiei lamaizmem i udziałem w oraktvkach reli<ninvch Znika
obawa że przekroczenie prorów Gandanu - jedynej czynnej świątyni na obsza­
rze stolicy - może być poczytane za karygodny postępek.
Na ulicach, w witrynach księgarskich, na okładkach czasopism, coraz czę­
ściej można zobaczyć napisy w języku staromongolskim. W latach czterdzies­
tych naszego stulecia obowiązujące przez wieki w Mongolii pismo ujgurskie
zastąpiono zmodyfikowaną cyrylicą. Teraz powraca się do niego przede wszy­
stkim poprzez publikacje i naukę w szkołach. Niebawem zaś alfabet, którego
nie udało się wyrugować mimo upływu lat, stanie się znów powszechnie obo­
wiązującym pismem Mongołów.
Niemały udział w dokonujących się przemianach ma działające od marca
1990 r. Forum, które nosi nazwę „Ognisko Czyngis-chana". Celem tego stowa­
rzyszenia, powstałego z inicjatywy około stuosobowej grupy intelektualistów,
jest przede wszystkim odrodzenie najcenniejszych tradycji kultury mongolskiej
(w tym także religii) oraz ich propagowanie w kraju i na świecie. Głównym
zadaniem jest także odkłamanie historii i przekazanie jej prawdziwego obrazu
przyszłym pokoleniom. Planuje się stworzenie Muzeum Czyngis-chana ukazu-

IT
224

fi

łi!"

I

ifí: >
"¡I
¿
l!

KRONIKA

jąccgo również kulturę jego czasów. Nazwa stowarzyszenia ma znaczenie sym­
boliczne. „Ognisko Czyngis-chana" jest bowiem symbolem zjednoczenia Mongołów. Forum pragnie złączyć wszystkich ludzi pochodzenia mongolskiego
mieszkających w MRL i poza jej granicami. Działacze Forum wierzą, że imię
Czyngis-chana może pomóc w odradzaniu się narodowej tożsamości Mongo­
łów i wskrzeszeniu gasnącej, zwłaszcza w młodym pokoleniu, dumy z przyna­
leżności do tej właśnie grupy ludów świata .
Miejmy nadzieję, że owym w pełni zrozumiałym dążeniom nie będą towa­
rzyszyły tak powszechne dziś w świecie przejawy narodowej megalomanii, na­
cjonalizmu, braku tolerancji, że nie staniemy sięświadkami wybuchu kolejnych
konfliktów, które nie są, niestety, obce i Mongolii. Z coraz większą mocą ujaw­
niają się bowiem antagonizmy mongolsko-kazachskie (muzułmanie) i waśnie
między Chałchasami a mniejszościami etnicznymi zaliczanymi do tzw. Ojratów (Mongołów zachodnich). Jawnie manifestowana jest wrogość wobec Ro­
sjan. Negatywny jest też niestety na ogół wizerunek Polaka,
Mongolia odwraca się od swych tradycyjnych partnerów handlowych, politycznych i kulturalnych. Z nieukrywaną nadzieją patrzy natomiast na Japonię,
kraje Europy Zachodniej, USA. Znika też wrogość w stosunkach z Chinami, na
terytorium których, notabene, mieszka więcej Mongołów niż w obecnych gra­
nicach MRL. Coraz częściej można spotkać w Mongolii Japończyków. Ich
prężny kapitał ma ogromne znaczenie a zarazem pole do popisu na pustym ryn­
ku mongolskim. Rozwija się także współpraca kulturalna i naukowo-technicz­
na. Wielki rozgłos nadano też w obu krajach pracom mongolsko-japońskiej eks­
pedycji etnograficzno-archeologiczncj poszukującej miejsca pochówku Czyn­
gis-chana (jest ono do dziś owiane mgłą tajemnicy).
Doskonale układa się współpraca Mongolii z UNESCO. Z funduszu tej orga­
nizacji płyną ogromne sumy przeznaczone na ratowanie zabytków kultury (m. in.
architektury sakralnej) oraz organizację prestiżowych kongresów i konferencji na­
ukowych o zasięgu międzynarodowym. UNESCO miało m. in. ogromny udział
w organizacji V światowego Kongresu Mongolistów w 1987 r. Patronuje leż Mię­
dzynarodowemu Stowarzyszeniu Mongolistów . Przyczyniło się również do zor­
ganizowania 1 Letniej Szkoły Młodych Mongolistów w sierpniu 1989 r.
3

4

|i;
#
¡I

W

Jednym z przedsięwzięć - mających nie tylko prestiżowe i naukowe, lecz
także symboliczne znaczenie, zwłaszcza w czasie gwałtownych przemian,
obejmujących m. in. stosunek Mongołów do własnego dziedzictwa kulturowego - była międzynarodowa konferencja zorganizowana w dniach 14-16 sierpnia
1990 r. w Ułan Bator, z okazji 750-lccia Tajnej historii Mongołów.
Ta bezcenna Kronika, napisana prawdopodobnie w okresie od 1228 do 1240
г., ukazuje na poły mityczną, na poły rzeczywistą genealogię Czyngis-chana
i niezwykle interesujące dzieje jego życia (ostatnie rozdziały poświęcone są
natomiast następcy Czyngis-chana - Ógedejowi). Tajna historia jest źródłem,
z którego czerpią badacze reprezentujący różne dziedziny nauki. I - jak można
wnioskować chociażby na podstawie referatów wygłoszonych podczas wspo­
mnianej Konferencji - źródło to wciąż bije obficie. Trwają jeszcze np. spory
o czas powstania Kroniki, nie rozstrzygnięto też, kim był autor dzieła. Nic wia-



KRONIKA

225

domo również, jak wyglądała pierwotnie oryginalna wersja Kroniki. Podstawą
do badań i przekładów jest wersja pochodząca z połowy X I V w., oddająca
dźwięki języka mongolskiego znakami pisma chińskiego,. Wokół każdego tłu­
maczenia na języki obce toczą się'dyskusje wskazujące, iż żaden z tłumaczy
nie zbliżył się do stanu doskonałości. Proponowane są rozmaite, niejednokrot­
nie krańcowo odmienne interpretacje poszczególnych słów, wersów, paragra­
fów. Z okazji Konferencji i - rzecz jasna - 750-lecia Kroniki badacze mongol­
scy przygotowali kolejne wydanie Tajnej historii, tym razem w języku używa­
nym współcześnie i w staromongolskim (być może tak właśnie wyglądał ory­
ginał...). Można się jednak spodziewać, że i ten najnowszy (biorąc pod uwagę
rok wydania) tekst nie zadowoli mongolistów.
Problemy językoznawcze, trudności przekładu, różnorodność interpretacji
itp. były jednym z podstawowych zagadnień dyskutowanych podczas Konfe­
rencji. Mówiono też np. o cechach języka Kroniki, jego strukturze, związkach
z językami ludów sąsiednich, o imionach własnych, sposobach określania
barw, roślin itp. Niektórzy wskazywali na obecność motywów epickich i fol­
klorystycznych. Nieco uwagi poświęcono charakterystyce głównych postaci,
m. in. kobiecych, przede wszytskim jednak Czyngis-chanowi.
Tajna historia jest nie tylko jednym z podstawowych źródeł do badania
dziejów Mongolii. Dostarcza też bezcennych danych o strukturze plemiennej
i etnicznej państwa mongolskiego, etnogenezie, stosunkach społecznych i są­
siedzkich, podstawach gospodarki, prawa, taktyki wojskowej. Znajdują się
w niej także interesujące informacje o obrzędach, wierzeniach, sposobie widze­
nia świata, symbolice, astrologii, wróżbiarstwie, tzw. kulturze materialnej. Nie
było chyba dziedziny życia Mongołów, o której by nie wspomiano w refera­
tach, powołując się na Tajną historię... I choć badania nad Nią mają długie tra­
dycje nic nie wskazuje na to by zostały rychło zakończone Znamienny wy­
daje się też np. fakt (świadczący o wciąż, jeszcze znacznych możliwościach wy­
korzystania Kroniki dla aktualnych badań) że aż czterech uczestników Konfe­
rencji powołało sie w referatach na ten sam paragraf Tainei historii posłueuiac
się zawartymi w nim informacjami dla zupełnie innych celów badawczych Jest
to paragraf 57 w którym mówi sie że Mongołowie Taiczi'uci zeromadzili sie
nadOnonem by wybrać nowego chana a obrawszy nim Kutułe tańczyli wokół
rozłożystvch'drzew rosnących w lesie zwanym Korkonak Dżubur S Szvnkie
wieżowi oarmnf ten nosłużył m in do rozważań nad problemem' kim byli
Taicyi'uci C h S ^
łów do d
5

stroni níírrUdnknn

n^H^wS

w ^ n , T n ^

W Konferencji uczestniczyło ok. 150 osób; 86 przybyło z zagranicy (w tym
13-osobowa grupa Mongołów z Chin). Prace toczyły się w 3 sekcjach: „Języka
i literatury", „Historii i filozofii" oraz „Kultury duchowej". Niestety, układ pro­
gramu nie został do końca przemyślany. Wystąpienia na podobny temat znala­
zły się bowiem w różnych zespołach, a treść niektórych referatów z kolei nie
odpowiadała tematyce sekcji.

г
226

KRONIKA

Wróćmy jednak do przytoczonych przeze mnie liczb. Są one - jak sądzę
- znaczące. Chciałabym przede wszystkim zwrócić uwagę na dość pokaźny
udział Mongołów z Chin, reprezentujących ważniejsze ośrodki naukowo-ba­
dawcze znajdujące się na terenie tzw. Mongolii Wewnętrznej. Jest on rezultatem
rozwijającej się dopiero od kilku lat współpracy między naukowcami mongol­
skimi, mieszkającymi wprawdzie w różnych państwach, lecz należącymi do
tego samego narodu i równie zainteresowanymi badaniami jego kultury. Domi­
nacja Mongołów wśród uczestników międzynarodowej konferencji wskazuje
natomiast nie tylko na to, iż przedmiot spotkania był im szczególnie bliski, lecz
- moim zdaniem - świadczy o przełamywaniu pewnych barier i kompleksów
oraz pragnieniu demonstrowania własnych osiągnięć na równi z innymi bada­
czami, niekiedy zajmującymi wierzchołek światowej mongolistyki.

;
;••
1

P
I
f
V
I,;
I
¡:;
¡:
L
f

;:

Należy dodać, że organizatorzy Konferencji (Akademia Nauk MRL, Między­
narodowe Stowarzyszenie Mongolistów, UNESCO oraz rząd mongolski) nie
szczędzili wysiłków, by nadać jej odpowiednią oprawę i rozmach. Uczestnikom
stworzono więc nie tylko okazję do zapoznania się z rezultatami najnowszych ba¬
dań naukowych (reprezentowanych zarówno w postaci referatów, jak też publikacji, które można było obejrzeć na wystawach i kupić na kiermaszach), umożliwiono im również udział w najważniejszych wydarzeniach kulturalnych stolicy. Roz­
maite programy kulturalne, które mogliśmy obejrzeć, połączone były postacią
wielkiego bohatera Mongołów - Czyngis-chana ich twórcy zaś czerpali inspiracje
z bogatych kart TaineihLrii
Gości zawieziono ponadto do ajmaku chentejskieeo odzie na własne oczy modi zobaczyć stojące tam pomniki upamiętniające
rocznice
urodzin Czyneis chana Atrakcja wycieczki miał być także naadam - wyścigi koni zapasy i zawody łucznicze który - jak nakazuje tradycja - organizują
Mongołowie m i n dh uczczeni-, wrżnych wydtrzeń podkreślenia momentów
historveznego przełomu Niestety' z nie wyiasnionvch do końca przyczyn nie do¬
szło do udzitłu zagranicznych mongolistów
Nie wiem, czy może być w Mongolii piękniejsze miejsce od tego, w którym
w 1162 r. przyszedł na świat Tcmudżyn, znany później pod imieniem Czyngischana. Narodzinom dziecka towarzyszyły liczne znaki, znamionujące jego
wielkość i rolę, jaką miał odegrać w przyszłości. Ze szczytu góry Deligiin Bolda biły promienie światła, a na niebie pojawiła się tęcza. Przez trzy doby nie
było dnia, ani nocy. Rzeka Onon, do której wylano wodę z pierwszej kąpieli
dziecka, stała się na trzy dni niezwykle przejrzysta i pływały w niej wielkie,
złote ryby. Chłopiec przyszedł na świat trzymając w ręku grudkę zakrzepłej
krwi , a na jego czole wystąpiły znaki zwiastujące, iż będzie on zdobywcą świa¬
ta. Gdy urodził się Czyngis-chan, ptak, którego pojawienie się uważane jest
przez Mongołów za dobry omen, krążył przez trzy dni wokół kamienia, a następnie wpadł do jurty wołając trzykrotnie „činggis, činngis", tak więc chłopca
nazwano Czyngisem . Już sama data urodzenia Temudżyna może być interepretowana przy użyciu całego aparatu pojęć z zakresu symboliki. Było to w południe dnia czerwonej pełni księżyca, w 16 dniu pierwszego miesiąca lata, roku
czarnego konia (według mongolskiego badacza L . Tcrbisza, był to 1 maja
1162 г.). W relacjach o narodzinach przyszłego chana Mongołów pojawiają się
6

"i
ś.
1
I
I
i,
I
•*>*•<

Ш*

7


227

KRONIKA

¡
i
j


- w zależności od źródła - wątki centralnoazjatyckie (rodzime) i buddyjskie. Te
ostatnie przedstawiają Czyngis-chana jako inkarnację (mong. chubilgan) bodhisattwy Wajrapani lub Esrua Tengri, Chormusty i in. Niektórzy badacze mongolscy, np. G. Suchbaatar, są zdania, iż sposób przedstawienia narodzin Temudżyna w Tajnej historii, podobnie jak poczęcie dziecka przez Alan Goę, wska­
zuje na wyraźne zapożyczenie z tradycji buddyjskiej . Dla mongolskich pastei
rzy Czingis-chan był jednak przede wszystkim synem Wysokiego Nieba, zesła,
nym na ziemię, by uchronić ludzi przed zagładą i zawojować ogromne obszary
] świata podobnie jak np. bohaterowie eposów.
T. Skrynnikova (z Ułan Ude) dowodzi, że Czyngis-chan obdarzony był cha­
ryzmą. Do tego wniosku doszła ona analizując odpowiednie fragmenty tekstu
Kroniki i interpretując w ten sposób m. in. termin siilde, tłumaczony dotychczas
przez mongolistów przede wszystkim jako sztandar, dusza, dobry omen. We­
dług Skrynnikowej, charyzma może się przenosić z człowieka na dowolne obie­
kty, wcielać się w nie, (takimi obiektami są np. miejsca pochówku, relikwie,
j sztandary, przedstawienia ikonograficzne, teksty rytualne itp.). Trwa ona, or¬
! ganizując przestrzeń sakralną i niektóre zachowania społeczne. Dzięki chary¬
; zmie człowiek jest obecny wśród żywych nawet w kilkaset lat po śmierci ,
j
Akredytowani przy Konferencji dziennikarze z tokijskiej gazety „The Yoj miuri Shimbun" przeprowadzili, opublikowany następnie, wywiad z wybrany¬
! mi uczestnikami tego spotkania, zadając m. in. pytanie o stosunek do Czyngisi chana w ich krajach. Na pytanie to odpowiedzieli m. in. mongoliści z Francji,' *
Niemiec, Węgier, ZSRR, Chin, Japonii i Polski. Myślę, że Polakom Czyngis; chan kojarzy się głównie ze zniszczeniami i zagrożeniami, jakimi niewątpliwie
\ były dla Europy wojska mongolskie. To żołnierze jego następcy Ógedeja zdoj byli Sandomierz, gdzie zamordowali 40 osób w kościele noszącym dziś imię
św. Jakuba, a następnie zgładzili Henryka Pobożnego w bitwie pod Legnicą.
Ciekawe, że im dalej od terenów bezpośredniego działania średniowiecznych
Mongołów, tym większy podziw dla potęgi i geniuszu Czyngis-chana, tym wy¬
raźniejsze wyciszenie negatywnych emocji i ocen.
i

8

9

4

:

Dla Mongołów Czyngis-chan jest niekwestionowanym bohaterem, symbo­
lem ich dawnej wielkości i obecnych dążeń do lepszego życia, do wyrwania się
z opłotków Azji i wejścia do światowej czołówki, tam gdzie tylko to będzie
możliwe. Czyngis-chan powraca do Mongolii w bardzo trudnym momencie,
gdy kraj ten boryka się z problemami ekonomicznymi i przeżywa przemiany,
które zachodzą także w innych krajach tzw. byłego obozu socjalistycznego. Je­
go triumfalny powrót jest z pewnością nieprzypadkowy. Etnologa ciesząjednak
' przede wszystkim przemiany kulturalne, które pozwalają na przywrócenie
Mongołom (a także światu) zabytków przeszłości i obalenia niezbyt korzyst: nych dla Mongolii stereotypów.
Iwona Kabzińska-Stawarz

If
228

KRONIKA

Przypisy
1

Informacje m.in. za: Den roidenija Čingis chauna, „Novosti Mongolii", nr 22 z dn. 27 maja 1990 r„ s. 1.

2

Patrz пр.: Л. D a m d i n s u r e n , Vlračcnnoc „nslaJie, „Mongolija", nr 1: 1990, «. 5-7.

3

Szerzej o działalności Forum, patrz пр.: „Novosti Mongolii" nr 20 z dn. l í m a j a 1990r„ s. 13.

4

Dokładniejsze informacje o Kongresie oraz celach I organizacji Międzynarodowego Stowarzyszenia Mongolistów patrz: I.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z , „Etnografia Polska", t. 3?: 1989. z. 1, s. 241-246.
5

Według mongolskiego badacza Ch. Dalaj, studia nad Tajną historią trwały już w okresie dynastii Ming (1368-1643),. Ch.
D a l a i , 77te Study of the SH in China, [v,:] Abstracts of Papers of the Conference Participants, Ulaanbaatar 1990, s. 64.
6

Niektóre źródła, пр. Koke sudur Injaanasi, informująo 2 grudkach krwi, które Temudżyn trzymał w obydwu rękach przychodząc
na świat, [za:] K. Sagaster, 77te Birth of Ćinggis Khan. Tlte Development of a Motif from the Secret History of the Mongols until
Injaanasi's Koke Sudur, referat wygłoszony na Konferencji.
7

Szerzej na ten temat mówił K. Sagaster we wspomnianym wystąpieniu podczas Konferencji.

8

S u i h b a a t a r, TJie Mongol-Nirun Stale, Sil, referat przedstawiony na Konferencji.

' T. S k r y n n i k o v a , Tlie Ideas of ihe Mongols about the Charisma in XIII Century anil the Chingis-Khan Cull, referat
wygłoszony na Konferencji w Ulan Bator; maszynopisy referatów wspomnianych w przyp. 7-9 są w moim posiadaniu.

Badania etnograficzne nad kulturę ludową
i plemienną w Gudżaracie

j:j
p
I-;
ÍÍ
ri
I
|;i
j"
I
1;
\r
llj!
l' '
i
"
!
I
\

j;

fj,
JL
L
i!

1

!

I

Gudżarat to stan w zachodniej części Indii, który kojarzy się najczęściej z
postacią Mahatmy Gandhiego urodzonego w Porbandar na wybrzeżu. Obecnie
uznawany jest obok Pendżabu i Maharasztry za jeden z najbogatszych i najlepiej rozwiniętych stanów Indii. To kraj, w którym tradycyjnie najwyżej cenione
były pracowitość, przedsiębiorczość i zapobiegliwość. Ziemia ta leży na drodze
z północnego zachodu (Pendżab, Radżastan) na południe, oraz z zachodu (Be­
ludżystan, Sind) na wschód. Takie położenie geograficzne ułatwiało zawsze
liczne kontakty handlowe, a duże znaczenie miała również droga morska. Gudżarat stosunkowo wcześnie zetknął się z rozprzestrzeniającym się od zachodu
islamem. To wszystko złożyło się w ciągu wieków na ukształtowanie pewnej
odmienności kulturowej tego regionu. Dzisiejszy Gudżarat to połączenie elementów ortodoksyjnych i konserwatywnych z nowoczesnością i duchem przedsiębiorczości, połączenie ksenofobii z ruchliwością ludzi interesu. To właśnie
ludzie interesu emigrują licznie okresowo lub na stałe do Wielkiej Brytanii i
Stanów Zjednoczonych, inni mieszkańcy wyjeżdżają do pracy w charakterze
robotników niewykwalifikowanych do Arabii Saudyjskiej, Omanu lub Kuwejtu. Jak już wspomniałem, to stan bogatszy od innych, ale równocześnie o jed¬
nym z najwyższych procentowych udziałów ludności plemiennej. To także kraj
bogactwa kultur i religii, których tradycje wciąż są jeszcze żywe. Znaczne
wpływy przejawia wisznuizm, ale także dżajnizm, preferowany jest wegetarianizm, obowiązuje prohibicja na napoje alkoholowe. Muzułmanie stanowią zna­
czną część ludności.
W czasie panowania Anglików Gudżarat wchodził w skład Bombay State.
Z tego okresu pochodzą pierwsze opisy kraju i ludzi. W 1896 roku ukazał się
pierwszy tom Gazetteer of the Bombay Presidency, w którym różni autorzy
zamieścili swoje prace o charakterze historycznym, raporty z podróży, relacje
z radżpuckich dworów, czy też pierwsze opisy etnograficzne. Jedną z pier-

;

m

KRONIKA

229

wszych prac monograficznych była Rasa Mala Aleksandra Forbesa wydana w
1924. W tym samym okresie wydano także pierwsze prace słownikowe przed­
stawiające opisy wszystkich kast i plemion zamieszkujących te tereny (R. E .
Enthoven). Anglicy rozpoczęli także wydawanie tzw. Census of India, czegoś
w rodzaju zbioru aktualnych informacji statystycznych. Wydano je w latach
1901, 1911, 1931 i 1961.
Uzyskanie niepodległości przez Indie przyniosło nowe formy zaintereso­
wania kulturą tradycyjną. W nowej sytuacji politycznej władze centralne, jak i
lokalne - stanowe stanęły przed potrzebą wypracowania nowego podejścia do
tego rodzaju badań. Pojawiło się zainteresowanie i pierwsze prace socjologicz­
ne i etnograficzne poświęcone grupom nawet najbardziej odległym od centr
cywilizacyjnych. Powstała też potrzeba włączania coraz szerszych kręgów spo­
łecznych w życie nowoczesnego państwa. W 1960 roku Bombay State został
podzielony na Maharasztrę, gdzie dominuje język marathi, oraz Gudżarat z ję­
zykiem gudżarati. Do Gudżaratu zostało również przyłączone Księstwo Kaczczu leżące na granicy z Pakistanem.
W latach sześćdziesiątych na terenie prawie wszystkich stanów powołano
do życia tzw. Tribal Research and Training Institute, m. in. w Ahmedabad, Udaipur, Puna, Ranczi, Czindwara, Hajdarabad. Zadaniem tych placówek najczę­
ściej związanych z ośrodkami uniwersyteckimi były prace naukowo-badawcze
nad społecznościami plemiennymi. Miały one raczej opisowy charakter nawią­
zujący do brytyjskiej antropologii kultury. Innym zadaniem było szkolenie pra­
cowników państwowych, których praca wiązała się z kontaktem z tego rodzaju
ludnością. Długoletnim dyrektorem Tribal Research and Training Institute w
Ahmedabadzie był prof. Т. В. Naik, autor wielu prac dotyczących m. in. Bhilów.
Obecnie w Instytucie swoje prace naukowe prowadzą prof. R. B. Lal, Haku
Shah, S. Solanki itd. Tego rodzaju prace badawcze prowadzone są także w in­
nych ośrodkach naukowych Gudżaratu, m. in badania o charakterze socjologi­
cznym realizuia G Punalekar z South Guiarat University w Surat oraz H Patel
z Saurashtra University w Raikot Prace dotyczące tradycyjnej sztuki plemien­
nej i ludowej rozpoczęli prof Muhammad Sheikh i prof J Bhatt z Faculty of
Fine Arts z M. S. University w Ba roda.
Dzięki stypendium przyznanemu przez Ministerstwo Kultury miałem spo­
sobność podjęcia badań terenowych pod opieką pracowników Tribal Research
and Training Institute w Ahmedabadzie.
Przedmiotem moich badań nie była ludność pochodzenia plemiennego, lecz
pasterze Rabari traktowani jako kasta. Jest to grupa, która podobnie jak społe­
czności plemienne przez wiele lat pozostawała z dala od głównych nurtów cy­
wilizacyjnych. W sposobie zorganizowania tej grupy brak jest cech uważanych
za charakterystyczne dla społeczności plemiennych.
Rząd Indii powołał około 10 lat temu tzw. Bakshi Commission, czyli komi­
sję do spraw opóźnionych w rozwoju grup społecznych. Zadaniem tej komisji
było przeprowadzenie szczegółowych badań nad wszystkimi grupami ludności
zamieszkującymi Gudżarat bez względu na religię, status, czy rodzaj pracy.
Badania te miały ustalić kondycję ekonomiczną, poziom edukacji, czy też sto-

230

KRONIKA

pień adaptacji do wymogów współczesnego państwa każdej z badanych grup.
Po zakończeniu pracy komisja opublikowała raport, w którym znaczną część
ludności Gudżaratu zakwalifikowano do tzw. backward communities, czyli
opóźnionych w rozwoju społeczności, a te z kolei podzielono na trzy rodzaje:
- plemiona {scheduled tribes)
- kasty tradycyjnie uważane za nieczyste (scheduled castes)
- inne opóźnione w rozwoju grupy (OBC, czyli other backward communi­
ties).
Warto dodać, że na liście tej znalazło się ponad 200 różnych grup społecz­
nych Gudżaratu. Umieszczenie na tej liście przynosiło pewne korzyści, ponie­
waż umożliwiało korzystanie z różnego rodzaju „opieki" państwa, czy też
władz stanowych (np. zachęcano do posyłania dzieci do szkoły przydzielając
rodzicom określoną pomoc materialną). Na tej ostatniej liście (OBC) znalazły
się także m. in. niektóre kasty, które przejęły islam, a nawet chrześcijanie.
Poprzedni rząd Indii premiera V. P. Singha próbował wprowadzić pewną
ilość dodatkowych miejsc pracy dla tych ludzi, jednak wywołało to ostry sprze­
ciw pozostałej ludności. Bezrobocie i narastające konflikty religijne spowodo­
wały, że musiano się z tej decyzji wycofać.
Ludność która znalazła się na tej liście stanowi około połowy mieszkańców
Indii: jest jej biedniejszą warstwą, zaniedbaną najczęściej w dziedzinie eduka­
cji. Jest ona silnie związana z własną tradycyjną kulturą, która przetrwała dzięki
temu, że w tradycji hinduistycznej było możlwie znalezienie miejsca dla każ­
dego. Tradycyjnie o ich pozycji w hierarchii społecznej decydował stopień za­
awansowania w hinduistycznym rytuale. Tak więc ortodoksja rytualna ozanczała równocześnie czystość rytualną i wysoki status społeczny. Obce elementy
w rytuale powodowały brak idealnej czystości lub wręcz nieczystość, oraz niski
status w hierarchii społecznej.
Społeczności plemienne zachowały w największym stopniu elementy auto­
chtoniczne, niearyjskie, a więc obce wielkiej tradycji. Ich odrębność ma swoje
lokalne korzenie. Inne społeczności opóźnione cywilizacyjnie znalazły się na
peryferiach hinduizmu i to było przyczyną ich zacofania.
Odpowiedź na pytanie, jakie są obce elementy w życiu i rytuale niektórych
grup znajdujących się na tej liście, było jednym z głównych zadań mojej pracy
w terenie. Czy była to ludność pochodzenia plemiennego wcześniej zasymilo­
wana przez świat hinduizmu, czy leż może jej pochodzenie było jeszcze inne?
Rabari - pasterze z Gudżaratu także znajdują się na tej liście. Przy tak po­
stawionym sobie zadaniu moja uwaga koncentrowała się na odnajdywaniu róż­
nic i podobieństw w życiu codziennym, obrzędach rodzinnych i dorocznych, w
panteonie bóstw, stroju pomiędzy Rabari a sąsiednią ludnością reprezentującą
wszystkie poziomy hierarchii społecznej. W różnych częściach Gudżaratu spot­
kałem się z koncepcją ter tasli, czyli dosłownie trzynastu talerzy, co oznaczać
ma kasty które zgodnie z obowiązującymi zwyczajami mogą spożywać wspól­
nie posiłek, lecz nie wymieniają swoich córek. Wszystkie te grupy, których
skład i liczba zmienia się w zależności od regionu Gudżaratu, wykazują pewne
podobieństwa. Moim zdaniem grupy te jako całość prezentują pewien odmień-

231

KRONIKA

ny sposób życia i rytuału wobec klasycznego modelu hinduizmu z braminem
jako kapłanem. Zebrane przeze mnie materiały terenowe dotyczące pasterzy
Rabari z zachodniego Gudżaratu po odpowiednim opracowaniu zostaną opub­
likowane. Był to już drugi pobyt w tym terenie, pierwszy miał miejsce w marcu
1989 roku.
Na zakończenie chciałbym dodać, że tematyka dotycząca różnych form lu­
dowego hinduizmu wydaje się godna dalszej kontynuacji.
DagnoslawDemski

Pieniężnieńskie Spotkania z Religiami:
„Dni buddyjskie"
W dniach 20-21 kwietnia 1989 r. w Wyższym Seminarium Duchownym
Księży Werbistów w Pieniężnie odbyła się piąta z kolei Sesja religioznawcza
dotycząca tym razem buddyzmu. Sesja ta zbiegła się z jubileuszem 25-lecia
istnienia Muzeum Misyjno-Etnograficznego tegoż Seminarium, gdzie otwarto
okolicznościową wystawę pod nazwą „Budda w sztuce". Eksponaty w znacznej
części udostępniło warszawskie Muzeum Azji i Pacyfiku.
Na tzw. „Dni buddyjskie" zostali zaproszeni znawcy tej problematyki inter­
esujący się buddyzmem od strony naukowej, sympatycy kultur Wschodu oraz
wyznawcy buddyzmu skupieni w kilku stowarzyszeniach buddyjskich działa­
jących na terenie naszego kraju. W sympozjum uczestniczył też ks. bp dr hab.
Z. Pawłowicz z Gdańska. Podczas Mszy Św. koncelebrowanej wygłosił on ho­
milię, w której m. in. poruszył jakże ważną we współczesnym świecie kwestię
dialogu między religiami.
W związku z jubileuszowym rokiem wyżej wymienionego Muzeum pier­
wszy odczyt przedstawił alumn mgr D. Piwowarczyk SVD, omawiając dorobek
pieniężnieńskicj placówki muzealnej.
Doc. dr hab. T. Pobożniak (Uniwersytet Jagielloński) ukazał genezę oraz
rozwój logiki, na bazie której rozwinęła się jedna z najpotężniejszych religii
świata - buddyzm. Problemem afirmacji życia w buddyzmie zajął się mgr inż.
M. Kalmus (UJ). Wyjaśnił on przyczyny błędnego pojmowania buddyzmu na
Zachodzie, jako światopoglądu pesymistycznego skupiającego się na cierpieniu
i odrzucającego pełnię życia, a zarazem przedstawił tradycję buddyjską, której
idea polega na wyzwoleniu się od cierpienia i problemów otaczającego nas
świata, aby przez wykorzystanie wszystkich uczuć, doświadczeń i emocji dojść
do osiągnięcia stanu doskonałości, tzn. stanu Buddy. Dr A. J. Korbel (Związek
Buddyjski Zen „Sangha" - Bielsko Biała) omówił narodziny buddyzmu Zen w
Polsce. Z formalnego punktu widzenia buddyzm Zen istnieje w naszym kraju
od 1975 г.; wówczas to przyjechał do Polski jeden z buddyjskich nauczycieli
Zen. Jego uczniami została grupa około 20 osób przyjmując tzw. „wskazania
buddyjskie". Obecnie w Polsce funkcjonuje 6 grup buddyjskich różniących się

232

KRONIKA

między sobą pod względem tradycji, szkół i nauczycieli. Ogólna liczba prakty­
kujących buddystów wynosi ok. 5 000, nie licząc kilkudziesięciu tysięcy sym­
patyków. Ksiądz doc. dr hab. H. Zimoń SVD (Katolicki Uniwersytet Lubelski)
mówił o formach architektury i symbolice budowli sakralnych w buddyzmie.
Uwzględniał on zróżnicowaną architekturę stup, świątyń i klasztorów buddyj­
skich w rozwoju historycznym (od III w. p. n. e. do VIII w. po Chrystusie) na
terenie Indii środkowych i północnych. Kolejne referaty wygłosili: A. Szoska
z Krakowa ("O sztuce Zen") oraz mgr A. Polakowski z Gdańska ("Dzwony w
kulturze buddyjskiej na tle dzwonów innych tradycji religijnych"). Omawiano
ponadto przyczyny rozkwitu buddyzmu w świecie. Głos zabrał m. in. prof, dr
hab M J Kiinstler (Uniwersytet Warszawski) który zaiał sie przyczynami
zwycięstwa buddyzmu w Chinach Od połowy II w po Chrystusie nastały tam
czasy politycznego i gospodarczego chaosu W wyniku tych niepokojów i nie­
pewności ludność zwróciła sie ku nowej wierze która głosiła że życie jest
cierpieniem w kolejnych wcieleniach a celem żyda staie sie wyrwanie z tego
cyklu wcieleń poprzez osiągnięcia stanu nirwany.
Uczestnicy Sesji mieli także możliwość wysłuchania referatów C. Kwiat­
kowskiego (Krajowy Klub Miłośników Kultury Dalekiego Wschodu - Łódź)
oraz dr. P. Karpowicza (Stowarzyszenie Buddyjskie Zen Kwan Um - Warsza­
wa), który omówił historię buddyzmu Zen koreańskiej tradycji Czogie. Nie za­
brakło też prezentacji podstawowych technik medytacji, których dokonał na­
uczyciel Dharmy A. Czarnecki przy współpracy z J. Wójcickim (obaj ze Sto­
warzyszenia Buddyjskiego Zen Kwan Um - Warszawa). Na zakończenie pier­
wszego dnia Sesji część uczestników wzięła udział w buddyjskiej medytacji
Zen, jak również w projekcji filmów o omawianej tematyce.
Dla chętnych pragnących uczestniczyć w porannej medytacji Zen następny
dzień rozpoczął się o godzinie 4 . Wszyscy wysłuchali natomiast referatu ks.
doc. dr. hab. M. Ruseckiego (Katolicki Uniwersytet Lubelski), który poruszył
problem cudów w buddyzmie. Musimy pamiętać, że w każdej religii wierzący
oczekują pewnej nadzwyczajnej ingerencji Boga. Także w przypadku buddy­
zmu stawiamy pytanie, czy Budda posiadał zdolności taumaturgiczne? (tzn.
czynienia cudów). Badania najstarszych tradycji, dla których źródłem są m. in.
teksty palijskie i sanskryckie pozwalają stwierdzić, że Budda nie przypisywał
sobie takich zdolności, ani też nie przywiązywał do nich większego znaczenia.
W jego przekonaniu, cuda to efekt działania pewnych sił magicznych, które są
posiadaniu wielu osób. Dlatego też cud na płaszczyźnie fizycznej nie jest
W
przemawiającym argumentem za prawdziwością religii. Budda uznał jedynie
cud nauki o możliwościach niwelowania cierpienia, a przez to dojścia do stanu
nirwany. Mimo takiego stanowiska, w świętych księgach buddyzmu znajduje
się wiele opisów zjawisk cudownych przypisywanych Buddzie. Nie chodzi przy
tym o kwestię prawdziwości tych opisów lecz o będącą faktem wiarę w możli­
wość zaistnienia cudu na płaszczyźnie buddyzmu.
30

|[

I

jtji.

Następna prelekcja mgr. E . Sakowicza (KUL) dotyczyła dialogu Kościoła
katolickiego z buddyzmem. W 1965 г., na zakończenie obrad Soboru Watykań­
skiego II, papież Paweł VI podpisał deklarację „Nostra aetate" o stosunku Ko-

KRONIKA

233

ścioła do religii niechrześcijańskich. Dokument ten jest wyrazem otwarcia się
Kościoła na świat, włączając dialog z religiami Wschodu, m. in. z buddyzmem.
Należy tu podkreślić szczególną rolę Jana Pawła II w nawiązywaniu dialogu
między wyznawcami różnych religii. Przykładem takiej postawy może być au­
diencja dla japońskich buddystów i szintoistów, która miała miejsce w 1981
roku, jak też orędzie wygłoszone przez Radio Veritas w Manilii na Filipinach
do wszystkich narodów Azji. Pewnego rodzaju fenomenem jest też zorganizo­
wane przez Jana Pawła II spotkanie przedstawicieli dwunastu religii świata,
które odbyło się 27 X 1986 r. w Asyżu. Byli tam również obecni reprezentanci
buddyzmu z Japonii oraz przywódca buddystów tybetańskich Dalaj Lama.
W dalszej części Sesji zabrali głos mgr В. K. Peczko (Ośrodek Terapii i
Rozwoju Osobowości - Warszawa), który mówił o relacji buddyzmu i współ­
czesnej psychologii, a następnie - mgr M. Woźniak (Uniwersytet Warszawski),
który przedstawił możliwość dialogu między Wschodem a Zachodem (pomo­
stem mogą tu być dalekowschodnie sztuki walki). A. Czarnecki zaś (Stowarzy­
szenie Buddyjskie Zen Kwan Urn - Warszawa) prezentował „Kido" - czyli me­
dytację dźwięku. Sympozjum zakończono dyskusją, praktycznymi ćwiczenia­
mi medytacji oraz projekcją filmów o tematyce buddyjskiej.
Myślę, że tego rodzaju spotkania religioznawcze dają chrześcijanom głęb­
szy wgląd w naszą religię, poszerzają nasze horyzonty na inne wierzenia i kul­
tury, a co najważniejsze pobudzają do refleksji nad własną świadomością reli­
gijną i jej urzeczywistnieniem we współczesnym zmaterializowanym świecie.
Każda religia niesie pozytywne wartości, które po przetransportowaniu na
grunt chrześcijański mogą przyczynić się do naszego duchowego ubogacenia.
Slawomir Janowic: SVD

Wystawa sztuki ludowej województwa łomżyńskiego
w Kazaniu. Refleksje etnografa
Muzeum Okręgowe w Łomży zorganizowało w czerwcu br. w Kazaniu wy­
stawę sztuki ludowej województwa łomżyńskiego. Była ona jedną z wielu form
prezentacji naszej kultury w ramach dni województwa łomżyńskiego w Tatar­
skiej ASSR, będących podsumowaniem trwającej od trzech lat współpracy kul­
turalnej i gospodarczej.
Na wystawie pokazano te dziedziny sztuki ludowej, których tradycja pod­
trzymywana jest do dzisiaj. Pozwoliło to przedstawić sztukę ludową w przekro­
ju czasowym, umożliwiającym porównanie i ocenę zachodzących zmian. Mie­
szkańcy Kazania mieli okazję obejrzeć dawne i współczesne wyroby tkackie,
hafciarskie, garncarskie i plecionkarskie, obok których pokazano także rzeźby,
pisanki i ciasto obrzędowe, a ze zdobnictwa wnętrza wycinanki i „pająki". Dru­
gą przesłanką tej wystawy było ukazanie zróżnicowania etnograficznego wo­
jewództwa łomżyńskiego, którego północna część należy do Kurpiowskiej PuL

234

KRONIKA

szczy Zielonej, południowa natomiast pozostaje pod wpływem sąsiedniego
Podlasia. Eksponaty zostały dobrane i zaprezentowane w ten sposób, by zilu­
strować tę niejednorodność. Obok kraciastych, zielono-czerwonych „buroriek"
kurpiowskich tkanych splotem rządkowym znalazły się piękne, dwubarwne dy­
wany dwuosnowowe ze zbiorów Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. Wyso­
kie, smukłe siwaki podlaskie kontrastowały z nieco przysadzistymi, czerwony­
mi garnkami kurpiowskimi, a ogromny, beczkowaty kosz słomiany na zboże
uzupełniał ciekawą kolekcję kurpiowskich wyplatanek z korzeni sosnowych i
wilkliny.
Duże zainteresowanie zwiedzających wzbudziły plecionki z okorowanych
korzeni sosnowych wykonane techniką spiralną. We wsiach tatarskich do dzi­
siaj używa się analogicznych naczyń wykonanych tą samą techniką i z tego
samego materiału. Także zaprezentowane obuwie kurpiowskie nawiązywało do
tradycyjnego obuwia tatarskiego. Co prawda, z Tatarami kazańskimi nierozdzielnie kojarzą się piękne, kolorowo aplikowane buty skórzane, to jednak nie­
obce, zwłaszcza ludności wiejskiej, były buty plecione z łyka techniką taśmowo-krzyżową.
Wiele narzędzi i sprzętów tradycyjnego gospodarstwa domowego (stępy,
maglownice, tłuczki), jakie miałam możliwość oglądać w muzeach, swoim
kształtem i materiałem, z jakiego zostały wykonane przypomina wytwory na­
szej kultury ludowej.
Wspominając swój pobyt w Tatarii chciałabym podzielić się kilkoma jesz­
cze refleksjami.
Kazań jest wielkim (1,5 min mieszkańców) miastem położonym nad Wołgą
i jej dopływem - Kazanką. Jego ciekawej historii można uczyć się z zachowa­
nych zabytków. Nasi kazańscy przewodnicy pokazali nam trzy, bardzo różne,
oblicza tego miasta. Część muzułmańską, z górującymi nad nią minaretami,
część rosyjską, o charakterze handlowym, z nielicznymi zachowanymi kopuła­
mi cerkwi (na początku naszego stulecia Kazań był nazywany miastem tysiąca
cerkwi) oraz najnowsze dzielnice będące przede wszystkim osiedlami miesz­
kaniowymi. Naszą uwagę przyciągnęła architektura części muzułmańskiej,
wśród której zachowało się sporo budynków drewnianych. Zbudowane z okrą­
głych bali metodą zrębową, są aktualnie szalowane deskami i malowane róż­
nokolorowymi farbami. Jeżeli w sąsiedztwie znajdują się jakieś zabudowania
gospodarcze są one także szalowane i malowane. Integralną częścią takiej za­
grody (a raczej w warunkach miejskich - podwórka) jest wysoka, dwuskrzyd­
łowa brama zdobiona podobnie jak dom.
Z tradycyjnego stroju tatarskiego przetrwały jedynie wspomniane wyżej ap­
likowane buty a także nakrycia głowy, noszone zarówno przez mężczyzn, jak
i kobiety. Te ostatnie okrywają głowy chustkami innymi jednak niż znane nam
polskie okrycia tego typu. Tatarska chustka ma kształt prostokąta i jest wiązana
węższym bokiem pod brodą lub na karku. Prawie cała chustka spoczywa wów­
czas na plecach. Tego typu wiązanie tłumaczono względami praktycznymi - w
przeszłości, gdy zbliżał się mężczyzna kobieta zasłaniała twarz częścią chustki
znajdującą się na plecach. Dzisiaj kobiety nie zasłaniają twarzy, a mimo to tra-

KRONIKA

235

dycja nakrywania głowy przetrwała wśród starszego pokolenia. Dziewczęta i
kobiety w średnim wieku nie noszą tego typu chustek. Dawniej chustki wyko­
nywane były z samodziałowego płótna i zdobione kolorowym haftem łańcusz­
kowym. Dzisiaj kobiety noszą kupowane w sklepach pasmanteryjnych, różno­
barwne chustki, chociaż nadal dominują białe nakrycia głów.
Męskie nakrycie głowy „tubitejka" to rodzaj niewielkiego toczka wykona­
nego z czarnej miękkiej tkaniny zdobionej haftem lub koralikami. „Tubitejki"
noszą mężczyźni w średnim wieku, a także starsi.
Wspomniane nakrycia głowy, kobiece i męskie, spotyka się zarówno w mia­
stach, jak i na wsiach.
Dobrym pretekstem do obserwacji było święto ludowe, w którym mieliśmy
możliwość uczestniczyć. Święto to, zwane sabantuj (dosłownie Święto Pługa)
organizowane jest po siewach, a przed żniwami. Jest to stare święto obchodzone
już w IX wieku, którego genezy nie udało się naukowcom dokładnie określić.
Tradycyjnie Święto Pługa urządza sięza miastem, koniecznie w brzozowym
zagajniku. Istotą święta jest zabawa, w której biorą udział wszyscy uczestnicy
imprezy. Było więc i przeciąganie liny przez dwie grupy mężczyzn, i bieganie
w workach (tu dominowały dzieci) a także wspinanie się na wysoki słup. Słup
był tak wysoki, że kiedy mężczyzna spoglądał na jego wierzchołek „tubitejka"
spadała mu z głowy.
Dużą liczbę kibiców zgromadziła walka workami z sianem. Dwóch męż­
czyzn siedzących na wąskiej belce, umocowanej 1,5 metra nad ziemią, biło się
takimi workami. Zwyciężał ten, który potrafił siłą swoich uderzeń zwalić prze­
ciwnika na ziemię.
Szczególną atrakcją Święta Pługa są wyścigi konne. Ich bohaterami są męż­
czyźni, chociaż nie brakuje w siodłach także i kobiet. W przeszłości podczas
tego święta zawierano liczne małżeństwa. W związku z tym niejedna z opisy­
wanych zabaw kryła w sobie zaloty czy rywalizację o rękę oblubienicy. Był
zwyczaj, że jeżeli chłopak dogonił i pocałował dziewczynę podczas wyścigu
na koniach, miał wówczas prawo wprowadzenia jej do swojego domu. W przy­
padku gdy próba nie powiodła się, tracił na zawsze szanse u tej dziewczyny.
Aktualnie głębszy sens tej zabawy został zagubiony, natomiast ona sama zy­
skała dodatkowy element widowiskowy gdvż dziewczyna broni sie Drzed za­
lotami uderzając chłopaka nahaika Starzy Tatarzy odnoszą siedo tego nowego
zwyczaju z wyraźną dezaprobata twierdząc że dawniej było to nawet nie do
pomyślenia.
'
Główną jednak atrakcję święta stanowi kuresz. Jest to rodzaj zapasów. Męż­
czyzna, który pokona po kolei wszystkich walczących, otrzymuje główną na­
grodę święta - żywego barana i jest bohaterem przez cały rok, do następnego
święta. Zwyczaj obdarowywania zwycięzcy żywym baranem został wprowa­
dzony przez Pieczyngów, którzy wierzyli, że przez niego spływa na człowieka
łaska Boga.
W przeszłości do walki z mężczyznami stawały kobiety, które nie ustępo­
wały im ani siłą, ani sprytem. Zdarzało się, że zwyciężała dziewczyna. Z bie­
giem czasu kobietę zastąpił mężczyzna z jej rodu. W ten sam sposób kuresz stał

236

KRONIKA

się walką czysto męską. Zmieniły się czasy i obyczaje, ale zainteresowanie
pozostaje wciąż takie same. Zawody skupiły liczną publiczność żywo dopin­
gującą swoich faworytów.
Wszystkim zabawom święta towarzyszyły występy zespołów ludowych i
artystów profesjonalnych. Kazańscy handlowcy ustawili wiele straganów, a ga­
stronomia zorganizowała bufety, gdzie można było zjeść prawdziwy tatarski
szaszłyk i skosztować kumysu. W rytm muzyki tańczyły kobiety, podczas gdy
ich mężowie i bracia stali z boku zabawiając się rozmową. Zwyczaj zakazuje
mężczyznom tańczyć w miejscach publicznych, oni tańczą tylko we własnych
domach.i to tylko po jednym lub dwóch kieliszkach alkoholu. Mimo to wesoła
zabawa w podkazańskim lasku trwała do wieczora. O zmierzchu jej uczestnicy
zaczęli rozjeżdżać się do domów, żegnając się do następnego święta za rok.
Urszula Raszki ewicz

¡llii
i ill

i lii.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.