389f7cd51a628ec8637f455e792be32e.pdf
Media
Part of Ocaleni krwawą historią/ Barbarzyńca 2005 nr 10
- extracted text
-
Joanna Sobolewska
„OCALENI K R W A W I Ą H I S T O R I Ą "
J A K ŻYĆ P O D O Ś W I A D C Z E N I U H O L O C A U S T U ?
Podstawą rozważań w niniejszej pracy będą konkretne zaisy ocalonych z Holocaustu. Autorka postawiła sobie za cel
' upienie się na indywidualnych biografiach, ponieważ zajmuc się wyłącznie suchymi faktami i datami historycznymi, traci
ę z oczu człowieka i jego indywidualny los. Makrohistoria poądkuje wydarzenia, ale pozwala się łatwo zdystansować,
tym samym zapomnieć. Tylko przeżycia indywidualnego człoeka, jego świadectwo cierpienia, jest w stanie poruszyć do
ębi i spowodować, że zostanie w naszej pamięci.
Po Holocauście na nowo rozgorzała dyskusja o istnieniu
naczeniu wartości, a pytanie: jak po takiej hekatombie żyć,
orzyć obrazy, pisać wiersze? stało się jednym z najbarziej palących i ważnych. Jednak od teoretycznych refleksji
rdziej znaczące wydaje się pytanie najprostsze (a może
"jtrudniejsze): jak żyją ci, którzy przeżyli Holocaust? Jakie
ylematy muszą rozstrzygać w swoim sumieniu? W jaki spob radzą sobie ze swoją przeszłością ci, którzy „krwawią
storią"? T. Adorno pisze:
!
Wciąż trwające cierpienie, ma takież prawo do ekspresji,
jak maltretowany do krzyku, dlatego raczej mylny byłby
sąd, że po Oświęcimiu nie można już napisać żadnego
wiersza. Nie ma jednak błędu w mniej kulturalnym pyta
niu: czy po Oświęcimiu można jeszcze żyć, a zwłaszcza,
czy ma do tego pełne prawo ten, kto przypadkowo Oświę
cimia uniknął, a w zasadzie powinien by być stracony [...]
drastyczna wina oszczędzonego.W odwecie nawiedzają
go sny w rodzaju tego, że już nie żył, że został zagazowa
ny w 1944 roku, i że swą dalszą egzystencję prowadził
jedynie w wyobraźni, jako emanację obłąkanego życze
nia człowieka zamordowanego przed dwudziestu laty.
1
„Drastyczna wina" ocalonego, o której pisze Adorno, na
*rwc.7\i rzut
r7i it oka
n k a jest
iest czymś
C 7 v m ś absurdalnym.
ahsi irrlalnvm T
pierwszy
Dlaczego bowiem
mają czuć się winni ci, którzy przeżyli Shoah? Niech winni
poczują się ci, którzy doprowadzili do Zagłady! A jednak
poczucie winy jest czymś, co nieustannie powtarza się we
wspomnieniach ocalonych. Nie chodzi tu nawet o poczucie
winy w o b e c konkretnych osób (choć takie też często się
pojawia, zwłaszcza wobec bliskich), jest to abstrakcyjne po
czucie winy wobec zgładzonych. Zagłada - niewinne ofiary,
ocaleni - „winni, że żyją". Potwierdzeniem tego mogą być
słowa, które padają w komiksie Arta Spiegelmana Maus,
a dotyczą Władka - ocalonego: „...bo sam czuł się winny, że
ocalał" . Poczucie winy, że przeżyło się Holocaust, staje się
piętnem w życiu ocalonych. Mało tego, owo „patologiczne"
poczucie winy nie dotyczy tylko naocznych świadków, jest
ono „transmitowane" dalej, na drugie pokolenie świadków,
z tym że przybiera ono nieco inną postać. Art Spiegelman,
którego rodzice przeżyli Oświęcim, pisze: „To chyba jednak
ma coś wspólnego z poczuciem winy, że mam łatwiejsze
życie niż oni mieli".
2
3
Ci, „co krwawią historią", dostają się w ręce oprawcy po
raz drugi, z tym że teraz jest to ich własna pamięć i gnębiące
poczucie winy. Być może pewnym antidotum na owo poczu
cie winy mogą być świadectwa ocalonych, które przez wielu
są traktowane jako spłata długu wobec tych, co zginęli.
Jednak niniejsza praca nie będzie poświęcona świadec
t w o m rozumianym jako „misja mówienia za tych co zginęli",
interesować nas będzie wymiar jednostkowy, osobiste zmie
rzenie się ze swoją traumatyczną przeszłością. Punktem
wyjścia będą tu wspomnienia Krystyny Żywulskiej, Żydówki,
która uciekła z warszawskiego getta, a później, jako Polka,
przeżyła Oświęcim. Prześledzimy w jaki sposób ocalona ra
dzi sobie ze swoją sytuacją w getcie, w obozie, jak odnajdu
je się na wolności (chociaż po wyjściu z getta długo się nią
nie cieszyła). Przyczynkiem do tego będzie analiza języka,
jakim operuje Żywulska. Przez to, w jaki sposób ocalona
BAWŹ^CA
PISMO ANTROPOLOGICZNE
Joanna Sobolewska
werbalizuje swoje traumatyczne przeżycia, można dotrzeć
do tego, jak próbowała ona, mimo dramatycznych warun
ków, w jakich przyszło jej żyć, ocalić w sobie człowieczeń
stwo i godność. A to jest podstawa do tego, aby później pró
bować „normalnie żyć". J. Winterson pisała: „Język zawsze
nas zdradza, mówi prawdę, kiedy chcemy skłamać i rozpły
wa się w bezkształcie, wtedy kiedy najbardziej zależy nam
na precyzji". Skupiając się nie tylko na tym, co, ale także na
tym, jak, mówi Żywulska: spróbujemy uchwycić kondycję
człowieka, który przeszedł przez Holocaust, i aby żyć musi
jakoś uporać się z traumatyczną przeszłością. W pracy od
wołamy się także do poezji Tadeusza Różewicza, poszerza
jąc tym samym perspektywę z jednostkowej (przypadek Żywulskiej) do bardziej ogólnej refleksji na temat kondycji oca
lonych.
4
Aby być ocalonym, czy ocaloną, nie wystarczy jakimś
zrządzeniem losu uniknąć śmierci z rąk oprawcy. Trzeba rów
nież mieć siłę, aby samemu nie odebrać sobie życia. „Czę
sto myślałam, aby wejść pod niemiecką kulę. Nie wiem do
prawdy co mnie zatrzymywało?" , mówi Halszka, współwięź
niarka Żywulskiej na Pawiaku. No właśnie! Co może powstrzy
mać człowieka, który żyje „w piekle na ziemi", przed samo
bójstwem? Co trzyma go przy życiu? Czy można mówić
o jakiejś „irracjonalnej"woli istnienia? Jak można chcieć żyć,
skoro tak naprawdę jest to wegetacja uwłaczająca godności
człowieka? A jednak! „Nic się nie martw [...] człowiek może
znieść dużo, więcej niż sam przypuszcza" , mówi współtowarzyszka Żywulskiej z Oświęcimia. Ale to, że ocaleni znieśli
straszliwe warunki gett i obozów, nie znaczy wcale, że sobie
z tym poradzili wewnętrznie. Nie wystarczy przetrwać i prze
żyć, aby funkcjonować później „w normalnym" świecie jako
człowiek, a nie jako wrak człowieka.
5
Czyżby więc Żywulska przyjęła postawę pogodzenia się
z rzeczywistością getta? Czy chce powiedzieć: słuchajcie,
to jest getto, tu nie śpiewa się piosenek o miłości. Umieranie
to tutaj „zwykła sprawa", trzeba się z tym pogodzić. Wydaje |
się, że takie dosłowne odczytanie tekstu jest błędne - to prze
cież wypowiedź zabarwiona gorzką ironią, i z tego też wzglę
du nie można wnioskować, że ocalona godzi się z rzeczywi
stością getta. „Pod naporem okrutnych wydarzeń, myśl ludz
ka układa się niezwykle łatwo w kategoriach obłędu. Zupeł
nie nie wiadomo, kiedy i jak zaczyna się wypowiadać zdania [
bezlitosne i obce". To, że ocalona wypowiada czasem zda
nia bezlitosne, nie znaczy wcale, iż przejęła reguły gry getta.
Trudno zdystansować się o d tak okrutnej rzeczywistości,
a tym bardziej niemożliwym jest, żeby ona nie wpływała na
człowieka. Znamienne jest, że choć autorce zdarza się mó
wić rzeczy okrutne, dodaje, iż w istocie są to słowa „obce",
Przejęcie kategorii getta jest pozorne, Żywulska daje dowo
dy zdystansowania w wielu fragmentach wspomnień. Nie ma
w niej zgody na taką „rzeczywistość", tak jak nie ma w niej j
pogodzenia się ze straszliwym losem. Doskonale obrazują
to słowa:
9
Doznaję uczucia, że biorę udział w spektaklu. Uczestni
czę w nim jednak na czyjeś polecenie. Odgrywam rolę
nie mającą nic wspólnego z moim losem osobistym. Sce
neria tego spektaklu jest mocno przesadzona.
10
6
We wspomnieniach Żywulskiej padają słowa: „[...] są tacy,
którzy w otchłani potrafią zachować g o d n o ś ć " . Nasuwa się
jednak pytanie: jak ocalić godność, skoro ludzie są trakto
wani jak zwierzęta? Jak zachować indywidualność w rzeczy
wistości, w której człowiek to egzemplarz opatrzony nume
rem bądź opaską z gwiazdą Dawida? Czy istnieją jakieś
mechanizmy obronne, które pozwalają zdystansować się od
okrutnej rzeczywistości? Próbując odpowiedzieć na powyż
sze pytania, skupimy się na konkretnych przykładach. Na
początku swoich wspomnień z getta K. Żywulska pisze:
7
Mogę iść dalej. Wszystko jest w porządku. Za mną bie
gnie zwyczajna melodia getta. I słowa najzwyklejsze, bo
o umieraniu. I treść najzwyklejsza, bo o człowieku, który
umarł, mówi się, że oddał bono.
8
W powyższym stwierdzeniu uwidacznia się mechanizm I
przetrwania, polegający na dystansowaniu się od otaczającej
rzeczywistości, skazującej kobietę na upakarzające wegeto
wanie. To nie moje życie, to nie mój „osobisty los", jeżeli byłby!
mój, to ja bym go kształtowała - zdaje się mówić ocalona - to,
co przeżywam w gettcle, to jakaś koszmarna rola do odegra
nia, na którą zostałam skazana. Taka strategia nie działa
w dłuższej perspektywie, ale pozwala przetrwać tu i teraz.
Wątek dystansowania się od rzeczywistości getta i obo
zów koncentracyjnych w znamienny sposób pojawia sięteżj
u E. Wiesela. W jego autobiografii pt. Noc uwidacznia się
podobny mechanizm, mający ocalić Wiesela od całkowite
go utożsamienia się ze swym teraźniejszym, upakarzającyrr
bytowaniem: „Odczuwałem siebie, jako dwie odrębne cało
ści, moje ciało i j a " . Wiesel zdaje się mówić: to moje ciałc
jest zmaltretowane, ulega upokorzeniom, jest traktowane jak
zwierzę; ja nie jestem zwierzęciem, nie sprowadzam się tyl
ko do podstawowych funkcji życiowych (które i tak nie są
zaspakajane), ja jestem człowiekiem! Powyższa dychotomia
ma ocalić „własne Ja" w tym, który w obozie jest tylko nume
rem.
Numer 10/2005
11
.OCALENI K R W A W I Ą H I S T O R I Ą '
Interesujące jest to, w jak odmienny sposób Żywulska
i Wiesel werbalizują swe próby ocalenia własnego człowie
czeństwa. Wiesel dokonuje separacji na ciało i „moje ja",
przy czym swoje ciało sytuuje na zewnątrz siebie. Powyższa
opozycja jest charakterystyczna, bowiem „Kulturowe asocja
cje, wedle których umysł kojarzy się z męskością, ciało zaś
z kobiecością są w obrębie filozofii i feminizmu doskonale
udokumentowane". „Męski świat" od dawna waloryzował
to, co związane z „duszą", świadomością, umysłem, a ciało
to tylko nic nie znacząca „baza wyjściowa". Nic więc dziw
nego, że ocalony próbuje odciąć od swego ciemiężonego
ciała „własne ja". Jeżeli zaś chodzi o doświadczenie Żywulskiej, to widać wyraźnie, że u niej nie ma podziału na ciało
i moje „ja", stanowią one spójną całość (co charakterystycz
ne w pisaniu kobiet). A skoro tak, to ocalona, aby ochronić
w sobie „własne ja" i odseparować się od tragicznego losu,
mówi o nim jak o roli do odegrania.
12
Powyższe wypracowane mechanizmy obronne pomagały
przetrwać w warunkach uwłaczających ludzkiej godności.
Były walką o osobisty los i o „własne ja". Dzięki tym strate
giom można było przeżyć kolejne minuty, godziny, dni aż do
wyzwolenia. Jednak okazało się, że koniec Zagłady nie ozna
cza wymazania traumatycznej przeszłości. Ci, którzy prze
żyli Shoah, oprócz wytatuowanego numeru na przedramie
niu niosą ze soba piętno pamięci rzeczy, które wykraczają
poza rozum, poza „człowieczeństwo". Traumatyczne prze
życia zostawiają piętno i mają wpływ na późniejsze życie
ocalonych. Czasem sprawiają, że życie w „normalnym świe
cie" traci dla nich znaczenie, jest pustą formą. T. Różewicz
pisał:
Moje ciało mówi do mnie/ ja nigdy nie przestanę oddy
chać/ ja nigdy nie przestanę jeść trawić kochać/ ja twoje
ciało nie przestanę widzieć/ co ty robisz ze mną gdzie
mnie prowadzisz/ czemu chcesz mnie powiesić, na tym
haku pod czarnym sufitem/ czemu chcesz mnie wy
pchnąć/ z okna drapacza chmur/ czemu mnie rzucasz
pod koła/ zostaw mnie tutaj czyste/ chcę wdychać powie
trze/ mój język chce wejść w usta dojrzałej dziewczyny/
Jednak moje ciało mówi do siebie/ ja będę żyło bez troski
bez ciebie.
jest godna litości/ o! Różowe ciałka/ wielkogłowych dzieci/
tłuste pędraki/ z białymi pomarszczonymi/brzuszkami/
rośnijcie rośnijcie/ a wy drodzy przyjaciele, towarzysze nie
doli/ wypchane skóry/ cudacznych zwierzaków/ o! Wory
skórzane/ z których ucieka woda żywa/ spróbujcie się na
pełnić./ Spróbujcie jeszcze raz.
14
Człowiek po Holocauście to powłoka cielesna pusta w środ
ku, wydrążona z wszystkich ludzkich uczuć. Jak ma je mieć
ten, kto na własnej skórze doświadczył, że są one tylko wid
m e m , które s z y b k o znika, g d y pojawia się strach, głód
i wszechobecna śmierć? „Choć organizm funkcjonuje mimo
wszystko", ocalony umiera „za życia". Jest „wykastrowany"
wewnętrznie. Poeta degraduje podmiot liryczny do skóry nie może być człowiekiem ten, kto jest pusty w środku. Ko
niec wiersza to apel do „towarzyszy niedoli", aby spróbowali
wypełnić pustkę i na nowo stać się człowiekiem. Pojawia się
cień nadziei, Różewicz jest przekonany, że warto podjąć
wysiłek. „Pragnę wtopić się w tłum. To o wiele trudniejsze niż
można by sądzić. Tak trudne, że niweczy radość ocalenia"
- pisze K. Żywulska po wydostaniu się z getta. I nie chodzi tu
chyba tylko o problem ukrycia się przed gestapowcami. Prze
nosząc powyższą kwestię na poziom wyżej, można zadać
pytanie, czy ocalona do końca życia skazana jest na wyob
cowanie ze społeczeństwa? Trauma, której doświadczyła,
sprawia, iż nigdy do końca nie zidentyfikuje się z „normal
nym światem, normalnych ludzi". Mało tego, jak sama pisze,
„Ż początku ich zwyczajność wydaje się niemal zniewagą".
Jak można żyć, skoro obok, tuż za murem, ludzkie życie jest
nic nie warte, a o godności dawno już zapomniano? Jak
można spokojnie budzić się i zasypiać, skoro nieopodal lu
dzi traktuje się jak zwierzęta? Świat idzie dalej swym torem,
nie ma w nim miejsca na żałobę.
15
16
Bo ludzie którzy czekają/ ludzie którzy przywarli uchem
do ziemi/ ludzie którzy śpią z otwartym okiem/ nie śmieją
się/ Ludzie którzy oddychają/ pod ziemią milczą/ Nadcho
dzi czas/ Rośliny których korzenie i kwiaty, rozwijają się
pod ziemią do słońca/ zaczną lecieć/ W ciszy tak drogo
okupionej/ słychać piosenkę więźnia/ Padają trawy pod
kosą / można je ogniem wypalić/ ale kto mocen jest roz
kazać/ ziemi wiosennej:Ziemio!/ Nie wolno ci rodzić zie
leni/ I nie noś na sobie bujnych traw.
13
Przytoczony wyżej wiersz możemy odnieść do sytuacji
ocalonego, który po doświadczeniach Holocaustu nie może
się odnaleźć w zwykłej rzeczywistości, chce popełnić samo
bójstwo. Jednak „jego ciało" nie godzi się na to. Ciało, które
przeszło tyle mąk i upokorzeń, ciągle chce żyć. Różewicz
ukazuje jak trudny jest proces „wchodzenia w świat" po tym,
gdy było się świadkiem Zagłady. W „normalną" rzeczywistość
najpierw wpisuje się ciało, wraz ze swoimi zwykłymi potrze
bami i pragnieniami. Jednak podmiot liryczny dystansuje się
wobec ciała, ma w sobie „trwogę", która nie pozwala mu
„normalnie" żyć, a tego właśnie chce ciało. Być może i sam
podmiot liryczny z czasem pójdzie za głosem swego ciała,
nauczy się żyć, mimo wszystko...
Tragiczną kondycję ocalonego opisuje Różewicz jeszcze
dobitniej w wierszu Opowiadanie spreparowanej
skóry:
Wypchany. Z fałszywym/ okiem w którym światło/ zała
muje się jednak prawidłowo/ bo oko jest prawdziwe/ (pro
szę mi wierzyć/ organizm funkcjonuje/ mimo wszystko bez
zarzutu)/ spreparowany przez/ lśniących jak narzędzia/
chirurgiczne gestapowców/ (precyzyjne instrumenty fa
szyzmu/ pokrywały się potem/ uderzając miarowo głowę/
żołądek krocze badanego)/ jestem skórą/ nieznanego
człowieka/ którego wnętrzności/ rozniosły szczury/ po
śmietniskach świata/ wypchana skóra/ nie kocha nie cier
pi/ nie śmieje się i nie płacze/ udaje udaje/ wypchana skóra
17
Ziemia dalej rodzi swe plony, choć nasiąknięta jest krwią
niewinnych ofiar, a ocaleni, włączając się w nurt świata, czu
ją się jak zdrajcy. „I zobaczyłem, że moje piekło nie jest wszę
dzie. Ciągle dzieje się zwykłe życie" - mówi Władek, boha
ter komiksu Maus, jakby zdziwiony, że życie dalej toczy się
jak gdyby nigdy nic. Rządzi się ono swoimi prawami, trudno
mieć o to pretensję, tylko jak ma usytuować się w nim ocalo
ny? Skoro w gettach i obozach podważono wszystkie „ludz
kie" wartości, złamano wszelkie tabu, to czy można wrócić
do życia? Ocalony jest mieszkańcem ziemi niczyjej, nie na
leży już do zwykłego świata, choć tak do niego tęsknił. Wkra
cza w świat z takim bagażem doświadczeń, że już zawsze
będzie trochę z boku. Paradoksalnie, po Holocauście ocale
ni dalej żyją w swoistym gettcie, do którego nie mają dostę
pu ci, którzy nie doświadczyli na własnej skórze „piekła na
ziemi".
18
Ona była po ciemnej stronie/ którą ja nawiedzam we śnie/
budzę się przestraszony(...)/ jej twarz rozpada się w mo
ich dłoniach .
19
Niezależnie od stopnia pokrewieństwa czy zażyłości po
między tymi, którzy przeszli przez „piekło obozów i gett",
a tymi, którzy stali obok, czy też tymi, którzy urodzili się już
PISMO ANTROPOLOGICZNE
Joanna Sobolewska
po Zagładzie, zawsze będzie istniała szczelina, której nie da
się zniwelować. „Wiem, że to brzmi kretyńsko, ale w pew
nym sensie żałuję, że nie mogłem być w Auschwitz razem
z rodzicami, żeby zrozumieć co oni naprawdę p r z e s z l i " wyznaje Art Spiegelman w Mausie. W stwierdzeniu tym wi
dać, że syn ocalonych czuje się odseparowany od rodziców.
Ma poczucie, że nigdy nie będzie w stanie wniknąć w „ich
świat" i na zawsze pozostanie kimś z zewnątrz. Kiedy Art
pyta ojca o to, co przeszła mama podczas Holocaustu, Wła
dek odpowiada: „Ona przeszła to samo co ja, okropność".
Mimo że każdy z nich przez piekło na ziemi przechodził in
dywidualnie, to o w a wspólnota traumatycznej przeszłości
łączy na swój sposób ocalonych. Tworzą oni pewien zamknię
ty świat, niedostępny dla „zwykłych ludzi".
20
21
Dla człowieka z zewnątrz rzeczywistość obozu, getta to
przerażający nocny koszmar, natomiast dla ocalonych to
część ich życia, której nie mogą wymazać z pamięci. „To nie
takie proste wyzwolić się z balastu przeszłości, która nie daje
o sobie zapomnieć". Ocaleni, mimo że często mieli wraże
nie, jakby sytuacja, w której się znaleźli, była sennym kosz
marem, musieli borykać się z realnymi problemami, podej
mować decyzje, które zaważyły na całym ich życiu. W przy
padku K. Żywulskiej ową najtrudniejszą decyzją było to, że
uciekając z getta, postanowiła, że zabierze tylko matkę,
a ojca zostawi. Wychodząc z mieszkania, Żywulska oznaj
mia „zdroworozsądkowym" tonem: „Nie może iść, ponieważ
zaszkodzi sobie i nam. Ojciec chyba rozumie". Być może
ojciec rozumie, a jeśli nie, to wybaczy. Problem jednak w tym,
czy ocalona może wybaczyć sobie? Na początku ma się wra
żenie, że nie jest to dla niej żaden problem. Jej beznamięt
ne, lapidarne stwierdzenie zdaje się wyrażać myśl: trudno,
tak już musi być, jeżeli my mamy przeżyć, ojciec musi zo
stać. Mimo wszystko oczekuje się, że Żywulska powróci do
tematu. Jednak ona milczy, a w tym milczeniu wyczuwa się
pełną determinacji konsekwencję i ogromne napięcie. Po
pewnym czasie ocalona podejmuje wątek ojca. Po spotka
niu z byłym gestapowcem, który uratował Żydówkę i przy
padkowego mężczyznę, Żywulska mówi: „A jednak to on
właśnie powiedział do obcego: będziesz żył, podczas gdy ja
tego dnia zatrzasnęłam - niby wieko trumny - drzwi mieszka
nia w gettcie, opuszczając mojego ojca". Owo gorzkie i głę
boko tragiczne wyznanie dowodzi tego, jak bardzo ocalona
22
23
24
cierpi z powodu swej decyzji. Znamienny jest sam fakt, że
swój „podły" czyn zestawia ze „szlachetnym" uczynkiem by
łego gestapowca. Zabieg ten pozwala chociaż w części uświa
domić czytelnikowi, jak strasznie musi się czuć Żywulska, któ
ra zdaje się mówić: cóż ze mnie za człowiek, skoro zostawiam
własnego ojca? Nawet gestapowiec zdolny jest do „ludzkich"
czynów, podczas gdy ja sama zachowałam się jak kat swoje
go ojca. „Szczelina zmierzchu, jaką był Holokaust, jest odręb
nym konstruktem kulturowym. Był to świat, który miał własną
przestrzeń, własny czas, własne reguły postępowania i nor-f
my m o r a l n e " - pisze B. Engelking. Trudno się z nią nie zgo
dzić. A skoro tak, to dlaczego Żywulska czuje się winna, że
zostawiła ojca? Przecież świat, w którym go zostawiła, rządził
się innymi prawami. Aby przeżyć, musiała kierować się zdro-j
wym rozsądkiem, a ten nakazywał jej zostawić zniedołężniałego ojca, mógłby on udaremnić ucieczkę. Jednak dla ocalo
nej sprawa nie jest taka prosta. Czuje się winna, bo mimo
okrutnych doświadczeń, które ją spotkały, pozostała Człowie
kiem, w pełnym tego słowa znaczeniu.
25
Ocaleni sytuują się między d w o m a światami, a ich trage
dia polega miedzy innymi na tym, że prawa zwykłego życia
przykładają do tego z czasu pogardy. „Ten pociąg jest już
daleko. Ale odtąd już zawsze będzie przejażdżał przede
m n ą " - pisze Żywulska, gdy po wyjściu z getta widzi po
ciąg z transportem Żydów. Ten pociąg będzie symbolicznie)
przejeżdżał podczas ukrywania się w Warszawie, ale i po
wojnie, kiedy to Żywulska zajmuje się pisaniem, poniewa
zawsze już będzie czuła „winę ocalonej".
26
Ja człowiek pobity w tej wojnie/ jak drzewa i trawa/ ja
wyziębiony, jak podziemia kościołów/ ja dół pełen wspo
mnień/ a jedne leżą na drugich pisze Różewicz, po chwili dodając:
Wy nie znacie naszej śmierci/ nie kryjecie pod korą/ ciem
nych korytarzy/ wy z twarzami w słońcu/ dzieci moje/ Dla
was milczę w środku majowego pola.
27
W cytowanym powyżej wierszu poeta doskonale uchwy
cił kondycję ocalonego, który nie może odseparować się od
swej przeszłości. Wspomnienia nachodzą go w zwyczajnych
Numer 10/2005
OCALENI K R W A W I Ą HISTORIĄ"...
sytuacjach, podczas trywialnych czynności. Czy to znaczy,
że ocaleni skazani są na życie przeszłością? Chyba nie...
Poeta mimo wszystko milczy, „w środku majowego pola",
nie chce kalać wiosennego krajobrazu. Mówi, że robi to dla
dzieci, ale wydaje się, że jest to również sugestia, iż ocaleni
powinni uczyć się „wchodzić w świat", powinni zacząć cie
szyć się krajobrazem, a nie dystansować się od niego. Jed
nak to nie jest takie proste.
„Pamiętam, jak w czasie pierwszej akcji siedziałam z moją
rodziną w piwnicy, a nad nami chodzili Niemcy. Myśmy się
tylko modlili, żeby oni byli bez psów. Cały czas jedliśmy kru
che ciastka. Śmieszne jest to zestawienie - ten strach i kru
che ciastka" - wspomina Irena Tarłowska. Prawdopodob
nie do końca życia kruche ciastka kojarzyć się będą ocalo
nej z tą sytuacją. Zwykłe przedmioty działają jak katalizatory
- wywołując lawiny w s p o m n i e ń , przypominają o strachu,
bólu, upokorzeniu. Ocaleni żyją więc w swoistym „podwój
nym świecie". Tego nie można uniknąć, można natomiast
starać się utrzymać r ó w n o w a g ę pomiędzy t y m , co było,
a tym, co jest. Inaczej przeszłość wchłonie teraźniejszość.
Z drugiej jednak strony wypieranie na siłę traumatycznej
przeszłości i życie chwilą teraźniejszą jest oszukiwaniem sa
mego siebie. „Nie można sobie amputować kawałka prze
szłości; trzeba być sobą z całym dobrodziejstwem inwenta
rza" - stwierdza w wywiadzie I. Tarłowska. Rzeczywistość
gett i obozów na swój s p o s ó b ukształtowała o c a l o n y c h ,
wpłynęła na ich postrzeganie świata, ludzi, samego siebie
bez względu na to, jak bardzo chcieliby zdystansować się
od niej.
z getta, a później z obozu, dowodzi tego, że jej tożsamość
wyznaczają także tamte traumatyczne wydarzenia. „Życie to
historia tego życia poszukująca sposobu opowiedzenia o niej.
Zrozumieć siebie samego, to być zdolnym do opowiadania
o samym sobie historii..." Można więc mieć nadzieję, że wspo
mnienia napisane przez Żywulska, były swoistą psychoautoterapią, która pomogła jej w zrozumieniu siebie.
32
Historia cierpienia przestaje być możliwa do przyjęcia,
a nawet przestaje być historią. Cierpienie zrywa nić narra
cyjną, ponieważ powoduje skrajną koncentrację na jed
nej chwili. Koncentracja ta niszczy ciągłość między prze
szłością, teraźniejszością a przyszłością, stając się przy
czyną niemożności opowiadania o sobie.
28
29
W tomiku Nożyk Profesora Różewicz opisuje nóż „z ob
ręczy beczki", który jego przyjaciel przywiózł z obozu:
33
Idąc tym tropem, można zaryzykować stwierdzenie, że
skoro ocaleni potrafią mówić o swoich traumatycznych przej
ściach, to w pewnym stopniu przepracowali w sobie (jak
powiedzieliby terapeuci) cierpienia, jakich doznali w prze
szłości, a dzięki t e m u m o g ą m i m o wszystko s p o g l ą d a ć
w przyszłość...
1. T.W. Adorno, Dialektyka negatywna, przeł. K. Krzemieniowa, Kra
ków 1986, s. 509.
2. A. Spiegelman, Maus cz. II. Opowieść ocalałego. I tu się zaczęły
moje kłopoty, przeł. R Bikont, Kraków 2001, s. 44.
3. Tamże, s. 16.
4. J. Winterson, Płeć wiśni, przeł. Z. Batko, „Literatura na Świecie"
1996, nr 4, s. 254.
5. K. Żywulska, Pusta woda, Warszawa 1963, s. 171.
6. K. Żywulska, Przeżyłam Oświęcim, Warszawa 1960, s. 71.
zobaczyłem go pierwszy raz/ na biurku Profesora/ tak
gdzieś w połowie wieku XX/ dziwny nożyk - pomyślałem / ani to nóż do cięcia papieru/ ani do obierania (strugania)
kartofli/ ani do ryby ani do mięsa/ leżał między Matejką
i Rodakowskim/ między Kantorem Jaremianką i Sternem
[...]/ minęło dwadzieścia lat/ „dziwny nożyk" pomyślałem/
leżał między książką o kubizmie/ i końcem krytyki/ pew
nie otwiera nim koperty/ a w obozie/ obierał kartofle/ albo
się golił/ no tak - powiedział Profesor - obierki mogły ura
tować od śmierci głodowej [...].
7. K. Żywulska, Pusta woda, s. 78.
8. Tamże, s. 14.
9. Tamże, s. 47.
10. Tamże, s. 30.
11. E. Wiesel, Noc, przeł. E. Horodycka, Oświęcim 1992, s. 90.
12. J. Butler, Podmioty płci, płciowość, pragnienia, przeł. B. Ko
peć, [w:] Spotkania feministyczne, Warszawa 1994-1995, s. 65.
13. T. Różewicz, Opowiadanie traumatyczne duszyczka, Kraków 1979,
s. 33-34.
30
14. T. Różewicz, Czerwona rękawiczka, [w:] tenże, Poezja, t. I, Kra
ków 1988, s. 105.
Co robi ten dziwny przedmiot, pochodzący z „innego
świata", na biurku profesora? Jak może leżeć spokojnie
wśród książek, albumów z malarstwem, notatek? A jednak!
Bo całe „piekło", jakie musiał przejść profesor, należy d o jego
życia, stanowi jego bolesną, ale jednak część.
Będąc w więzieniu, Żywulska zastanawia się:
15. K. Żywulska, Pusta woda, s. 68.
16. Tamże.
17. T. Różewicz, Czas który idzie, Kraków 1951, s. 6.
18. A. Spiegelman, Maus, s. 105.
19. T. Różewicz, Opowiadanie traumatyczne duszyczka,
s. 42-43.
20. A. Spiegelman, Maus, s. 16.
21. Tamże, s. 160.
„Jaki jest mój życiorys? Jak się nazywam, dokumenty
zmieniałam wielokrotnie... Dokonam obrachunku ustalę
swoją biografię?"
22. K. Żywulska, Pusta woda, dz. cyt., s. 100.
23. Tamże, s. 60.
31
24. Tamże, s. 114.
25. B. Engelking, Na łące popiołów, Warszawa 1993, s. 5.
I słowa te, chociaż bezpośrednio odnosiły się do konkret
nej sytuacji (Żywulska musiała ustalić wersję dla gestapo),
można zinterpretować także na płaszczyźnie bardziej osobi
stej. Ocalona cały czas zmaga się z problemem własnej toż
samości, ciągłe zmiany dokumentów, życiorysów, permamentne „odgrywanie ról" sprawiają, że Żywulska czuje się zagu
biona. Nie chce utożsamić się ze swoimi „rolami", bowiem są
one wymuszane przez rzeczywistość getta, a w niej nie ma
zgody na taką rzeczywistość, chce odseparować od niej swo
je „ja". Jednak sam fakt, że ocalona opisuje swoje przeżycia
26. K. Żywulska, Pusta woda, s. 97.
27. T. Różewicz, Czas..., dz. cyt., s. 13.
28. I. Tarłowska, cyt. za: B. Engelking, Na łące popiołów, s. 163.
29. Tamże, s. 162.
30. T. Różewicz, Nożyk profesora, Wrocław 200, s. 18.
31. K. Żywulska, Pusta woda, s. 138.
32. P. Ricoeur, Filozofia osoby, przeł. M. Frankiewiczów:] Tożsamość
człowieka, red. A. Gałdowa, Kraków 2000, s. 136.
33. J. Pawlak, P. Ricoeura koncepcja
Tożsamość człowieka, s. 137.
BAW^CA
PISMO ANTROPOLOGICZNE
tożsamości narracyjnej,
[w:]
