f2cae365c9720476067c6769d98ee353.pdf
Media
Part of O losie, z którym nie można się pogodzić/ Barbarzyńca 2005 nr 10
- extracted text
-
Ewa Jupowieck,
O L O S I E , Z K T Ó R Y M N I E M O Ż N A SIĘ POGODZIĆ
[...] kopię wiecznym piórem swój grób, pracowicie, jak
przymusowy robotnik, na którego wrzeszczą co dzień,
żeby głębiej rył łopatą i mocniejszym, słodszym głosem
wyśpiewywał nuty swojej śmierci.
Imre Kertesz
1
W 2002 roku węgierski pisarz, były więzień o b o z ó w
w Oświęcimiu i Buchenwaldzie, Imre Kertesz, otrzymał lite
racką Nagrodę Nobla za pisarstwo, które przeciwstawia do
świadczenie jednostki barbarzyństwu historii. Co wyjątkowe
go odnajdujemy w twórczości Kertesza?
Bez wątpienia odważny bezkompromisowy język, rzeczo
wy i zdystansowany, jak również filozoficzny bagaż jego po
wieści zmuszający czytelnika do stawiania sobie trudnych,
nie zawsze przyjemnych pytań. A także poruszaną przez
Kertesza wciąż niewyczerpaną tematykę Zagłady, którą pi
sarz łączy z uniwersalną refleksją nad człowiekiem i jego
kondycją we współczesnym świecie. W kontekście zbrodni
ostatniego stulecia pisze o cenie, jaką trzeba było zapłacić,
aby przetrwać, oraz o sensie życia i statusie kultury po Oświę
cimiu.
PIÓRO JEST MOJĄ ŁOPATĄ
Bohater Kadyszu za nienarodzone dziecko podobnie jak
Kertesz jest pisarzem i tłumaczem, który był więźniem obo
zu w Oświęcimiu. Pisanie jest dla niego nie tylko zawodem,
sposobem zarabiania na życie, lecz warunkiem istnienia: „ja
zawsze pracuję, a zmusza mnie do tego nie tylko koniecz
ność zarabiania na chleb, lecz fakt, że g d y b y m nie praco
wał, to bym istniał, a g d y b y m istniał zmusiłoby mnie to do
najrozmaitszych, lepiej żebym nie wiedział jakich, rzeczy"
(IKK, s. 9). Pisanie jest dla niego formą radzenia sobie z ży
ciem lub raczej ucieczką przed nim. Narrator Kadyszu zma
ga się z wewnętrzną pustką, strachem, wspomnieniami, tłu
mi uczucia, świadomie odsuwa od siebie bliskich I wybiera
samotność. Nie tylko dobrowolnie skazuje się na wygnanie,
lecz niemal rozkoszuje się własnym bólem: „nie piszę po to,
by odnaleźć w tym radość, wręcz przeciwnie, pisząc szu
kam bólu, tak zapewne dlatego, że ból jest prawdą, a na to,
co jest prawdą, istnieje bardzo prosta odpowiedź: prawda
nas zjada" (IKK, s. 109-110).
pobytu w obozie zagłady, uzmysławia, że można zabić czło
wieka, nie uśmiercając go. Bezpowrotnie zabić w nim część
człowieczeństwa, czyniąc niezdolnym do miłości, do zwy
czajnego życia, skazując na wieczny strach, na trwanie ku
śmierci. I podobnie jak bohater mówi o matce swojej żony,
że jej chorobą było Auschwitz, a z tego nie można się wyle
czyć, tak on sam cierpi na nieuleczalną traumę mającą źró
dła w jego tragicznej przeszłości. Jest ona jednym z powo
dów, dla których kategorycznie sprzeciwia się posiadaniu
dziecka. Swą decyzję uzasadnia, powtarzając, że świadoma
rezygnacja z dziecka jest koniecznym i ostatecznym znisz
czeniem jego własnego istnienia. Inny objaw tej traumy to
życie „jak gdyby w każdej chwili mogli wrócić Niemcy [...}!
właściwie nie było to życie, ale wegetacja, tak, mówiąc ści
śle, wegetacja, żeby przeżyć" (IKK, s. 77).
Postawa bohatera wpisuje się w model kultury posttraumatycznej skupiającej się „wokół centralnego urazu, zadaw
nionego i wypartego, który niespodziewanie powraca i pod
daje rewizji całą bieżącą rzeczywistość. Kultura owa nie chce
wyleczenia - raczej spełnia się w obsesyjnym wpatrywaniu
w niegojącą się ranę".
W prowadzonym przez całą powieść monologu główne
go bohatera towarzyszy mu utwór Paula Celana Fuga śmier
ci. To chyba najbardziej znany wiersz poety, którego twór
czość zakorzeniona jest w tematyce Holocaustu; poety, któ
rego życie napiętnowane zostało przez Zagładę i któremu
z piętna tego nigdy nie udało się uwolnić. Wybór właśnie
tego utworu, którego kolejne wersy przeplatają Gak w mu
zycznej fudze) strukturę Kadyszu nie jest z pewnością przy
padkowy.
Warunkiem pracy jest dla niego bycie nieszczęśliwym.
Wybiera emocjonalne i fizyczne odosobnienie w imię roz
paczliwie bronionej wolności, która jednak, jak sam przyznaje,
jest zamykaniem się wwiezieniu. Jest wolnością zawsze prze
ciw czemuś lub komuś, atakiem lub ucieczką. Bohater Ker
tesza podąża ku „emocjonalnej sklerozie" i z pewną d u m ą
mówi o swoim nieprzystosowaniu do świata. Potrafi pisać
jedynie z sarkazmem i drwiną, nigdy spod jego pióra nie
powstają opisy szczęścia, miłości czy czułości. Sam tłuma
czy: „może po prostu dlatego, że chyba we mnie
nie ma
miłości, ale - mój Boże! - kogóż ja miałbym kochać i dlacze
g o " (IKK, s. 14). To dramatyczne wyznanie wydaje się klu
czowe dla zrozumienia postawy bohatera. Ukazuje skutki
48
Numer 10/2005
2
Krzyczy słodziej zagrajcie śmierć ta śmierć jest mistrzem
z Niemiec
Krzyczy ciemniej ciągnijcie po skrzypkach a z dymem
wzlecicie w powietrze
Grób wtedy macie w chmurach tam się nie leży ciasno
3
Dla narratora Kadyszu pióro jest jego łopatą. Kopie nią
grób, który inni zaczęli kopać dla niego w powietrzu. To upar
cie powracające zdanie świadczy o nieumiejętności pogo
dzenia się i oderwania od przeszłości (bo czy z taką prze
szłością można w ogóle się pogodzić?), a tym samym po
wrotu do „normalnego" życia.
SZCZĘŚCIE O B O Z Ó W
KONCENTRACYJNYCH
Los utracony to historia piętnastoletniego węgierskiego
Żyda zesłanego najpierw do obozu w Oświęcimiu, następ
nie w Buchenwaldzie i Zeitz. Rzeczowy, nie pozbawiony iro
nii, antypatetyczny styl powieści oraz relacja chłopca, który
niewolę traktuje początkowo jak przygodę, m o g ą szokować
czytelnika. Bohater, choć nie rozumie narzuconego mu losu,
nie sprzeciwia się mu, nikogo nie ocenia, nie oskarża; aby
przetrwać, stara się jak najlepiej dostosować do sytuacji,
w której się znalazł. Otaczającą go obozową rzeczywistość
przyjmuje z poczuciem oczywistości, próbuje dostrzec jej
sens, a nawet polubić. Niemal na wszystko znajduje wytłu
maczenie, nie użala się nad sobą, ani pomimo wciąż pogar
szającej się kondycji fizycznej, nie załamuje: chciałoby mi
się jeszcze trochę pożyć w tym pięknym obozie koncentra
cyjnym - mówi, będąc na skraju wyczerpania.
4
W Buchenwaldzie Gyorgy poznał, czym jest solidarność,
gdyż przetrwał dzięki nieoczekiwanej p o m o c y współwięź
niów. Doświadczył także, choć brzmi to szokująco, chwil
szczęścia. Równie niezwykłe są jego wspomnienia o nudzie
w obozie, o czasie, o szarych dniach powszednich niewoli.
Różnica pomiędzy narratorem Kadyszu a bohaterem Losu
utraconego to różnica w odbiorze świata przez dziecko i przez
osobę dojrzałą. To ta sama różnica, o której mówi Kertesz,
porównując biografię własną i Tadeusza Borowskiego:
podmienieni, teraz nie czuliby tej „inności", a nikt nie zauwa
żyłby różnicy.
Podobne zmagania z własną tożsamością przeżywa żona
narratora Kadyszu za nienarodzone dziecko. Nie jest osobą
religijną, nie zna żydowskiej kultury i nie interesuje się nią,
ani język, ani sposób życia nie odróżnia jej od innych. Od
tego przekleństwa-jak sama mówi - nie ma ucieczki, a chcia
łaby przynajmniej wiedzieć, co czyni ją Żydówką. Z rodzin
nego d o m u zapamiętała uwikłany w poczucie winy nakaz,
że jako Żydówka „musi mieć wyłącznie żydowskie
uczucia
i żydowskie myśli" (IKK, s. 104), lecz jednocześnie, patrząc
na twarze na zdjęciach z obozów zagłady, zadaje drama
tyczne pytanie: co ja mam z nimi wspólnego?
Sam narrator Kadyszu o swoim byciu Żydem mówi jako
o „fakcie niezbyt przyjemnym, a zwłaszcza niezupełnie zro
zumiałym, który w dodatku czasami może się okazać nie
bezpieczny dla życia" (IKK, s. 34). Rozpaczliwie sprzeciwia
się posiadaniu dziecka między innymi dlatego, że „skazu
jąc" je na żydostwo, nie mógłby dać mu niczego, „ani wytłu
maczenia, ani wiary, ani broni", nie wiedziałby, co odpowie
dzieć, gdyby usłyszał od niego/ niej: „Nie chcę być Żydem!".
Własną tożsamość bohater tak opisuje:
Potraktowałem swoje obozowe przeżycia jak materiał,
który należy opisać. Borowski nie mógł tego zrobić, bo
był starszy ode mnie, gdy trafił do Oświęcimia. Gdy jest
się dzieckiem, to ma się zaufanie do świata pomimo strasz
nych przeżyć. Człowiek dorosły po takim koszmarze jak
Auschwitz załamuje się.
moje żydostwo nic dla mnie nie znaczy, mówiąc ściśle,
jako żydostwo nie znaczy dla mnie nic, jako doświadcze
nie jest wszystkim, [...] moim życiem, czyli przetrwaniem,
formą bytu duchowego, jakim żyję i jaki podtrzymuję ni
czym duchową formę istnienia, poprzez którą trwam,
i mnie to wystarcza (IKK, s. 115).
5
Jednym z najbardziej dotkliwych dla Gyorgya doświad
czeń jest sam powrót do Budapesztu. Okazuje się, że nie
potrafi przekazać swoich przeżyć, inni nie są w stanie go
zrozumieć. Dopiero będąc w d o m u na pytanie, co czuje,
odpowiada - „Nienawiść".
BYĆ ŻYDEM
„Jakim Żydem jest bowiem człowiek, który nie otrzymał
religijnego wychowania, nie mówi po hebrajsku, dzieła źró
dłowe kultury żydowskiej są mu w zasadzie obce i żyje nie
w Izraelu, lecz w Europie?" - pyta Kertesz sam siebie i z po
dobnym pytaniem zmagają się bohaterowie jego powieści.
Dla młodych bohaterów Losu utraconego bycie Żydem
wiąże się z noszeniem żółtej gwiazdy, z antyżydowskimi prze
pisami, z pracą przymusową, a ostatecznie z zesłaniem do
obozów koncentracyjnych. Nie rozumieją jednak, dlaczego
to akurat ich dotykają te represje i nienawiść, jaki jest „sens"
bycia Żydem i związanego z tym „poczucia inności". Gyorgy
w rozmowie z koleżankami przytacza bajkę o królewiczu
i żebraku, mówiąc, że gdyby to oni zostali jako niemowlęta
6
Do podobnych wniosków dochodzi Gyorgy z Losu utra
conego, mówiąc, że nie można rozpocząć nowego życia,
a jedynie kontynuować stare, że on także przeżył dany mu
los („To nie był mój los, ale ja go przeżyłem") i nadal musi
kroczyć wraz z nim.
Dla bohaterów Kertesza ich żydowska tożsamość jest
czymś, czego nie rozumieją, co zostało im odgórnie narzu
cone, a co na dodatek stanowi zagrożenie (włącznie z za
grożeniem życia). Szukają prawdy o sobie i swoim losie poza
źródłami mogącymi tkwić w religii, języku czy kulturze.
Jest to nie tylko odważne, ale przede wszystkim trudne
potraktowanie tematu. Sam Kertesz nie daje też łatwych o d
powiedzi. O własnym stosunku do bycia Żydem pisze: „Żeby
moje „bycie pisarzem" i moja żydowskość zespoliły się we
mnie w jedną kategorię, musiałem zacząć postrzegać ży
dowskość tak samo, jak postrzegałem bezbłędnie wykorzy
stywanie możliwości tworzenia - jako zadanie".
Bohaterowie Kertesza zmagają się ze swoją tożsamością,
próbują ją zrozumieć, uczą akceptować. Dla nich również,
tak jak dla samego autora, jest ona zadaniem.
PISMO ANTROPOLOGICZNE
7
Ewa Jupowiecka
JĘZYK HOLOCAUSTU, KULTURA PO
HOLOCAUŚCIE
Kopali i nic już nie słyszeli;
nie stali się mądrzejsi, nie wynaleźli żadnej pieśni,
nie wymyślili sobie żadnego języka.
Paul Celan
8
[...] Oświęcim dowiódł niezbicie klęski kultury. Fakt, że
mogło się to wydarzyć pośród całej tradycji filozofii, sztu
ki i oświecających nauk, mówi coś więcej niż tylko to, że
ta tradycja, ów duch, nie potrafił owładnąć ludźmi i ich
zmienić. W samych owych dziedzinach, w ich emfatycznym domaganiu się autarkii, mieszka nieprawda. Wszel
ka kultura po Oświęcimiu, włącznie z jej najwnikliwszą
krytyką, jest śmietniskiem.
9
powrocie do domu nie potrafi przekazać swoich doświadczeń,
jest i już zawsze pozostanie całkowicie niezrozumiany. Kosz
maru obozu nie można bowiem wyrazić językiem kultury
sprzed Holocaustu. Jednocześnie nie istnieje wyłączny język
Holocaustu, bo - zauważa Kertesz - czyż język ten nie byłby
tak straszliwy i tak żałosny, że w końcu zniszczyłby tych, któ
rzy by nim mówili? Istnieją jedynie świadkowie i dopóki żyją,
dopóty w nich żyje język ich doświadczeń, którym próbują
nam je przekazać. Pisarze Holocaustu, według Kertesza, za
wsze są duchowymi wygnańcami, bez ojczyzny, języka, kul
tury. Paul Celan pisał, że język musiał przejść przez własne
niemożności odpowiedzi, milczenie, przez mroki niosące
śmierć mowy, lecz nie odnalazł słów na to, co się wydarzyło.
Szedł jednak przez „dzianie się", a ci, którzy się z nim zmaga
li, wkroczyli własnym istnieniem do języka.
10
Nawiązując do słynnej tezy Adorno, że tworzenie poezji
po Oświęcimiu byłoby barbarzyństwem, Kertesz twierdzi, że
po Oświęcimiu można pisać tylko o Oświęcimiu, że nie ist
nieje współczesna literatura, na którą doświadczenia Zagła
dy nie miałyby wpływu.
Bohaterom Kertesza, tak jak milionom ofiar Holocaustu
trudno pogodzić się z losem, który ich spotkał. O losach tych
nie wolno jednak zapomnieć, gdyż są częścią naszego wspól
nego losu - człowieka i kultury europejskiej.
Imre Kertesz dzięki swojej twórczości nie pozwala nam
o tym zapomnieć.
1
I. Kertesz, Kadyszza nienarodzone dziecko, przeł. E. Sobolewska,
Warszawa 2003, s. 48. Cytaty z tego wydania oznaczone są w nawiasie
skrótem IKK i numerem strony.
2
J. Tokarska-Baklr, Jedwabne - historia jako fetysz, „Gazeta Wybor
cza" z dnia 15-16.02.2003, s. 20.
3
R Celan, Fuga śmierci, przeł. S. J. Lec, [w:] Tenże, Utwory wybrane,
oprać. R. Krynicki, Kraków 1998, s. 25.
4
1 . Kertesz, Los utracony, przeł. K. Pisarska, Warszawa 2002, s.192.
1 . Kertesz, cyt. za: Kertesz o Borowskim, [w:] K. Varga, Węgierski No
bel, „Gazeta Wyborcza" z dnia 11.10.2002, s. 4.
5
Kertesz niewątpliwie zgodziłby się w tym miejscu z The
odorem Adorno. Dla niego również w Oświęcimiu upadła
europejska kultura wraz z całym swym etycznym dorobkiem;
czas Oświęcimia uważa on za jej punkt zerowy. Obecnie stoi
przed nami moralne zadanie ożywienia wartości i wniesienia
ich do nowej kultury europejskiej. W odbudowę tę musi być
jednak wpleciona pamięć Zagłady.
Młodemu Gyorgyowi z Losu utraconego wszystko to, cze
go nauczył się, dorastając, cały kulturowy bagaż, jaki ze sobą
przywiózł, w obozie okazał się nieprzydatny. Aby przetrwać,
musiał go odrzucić i przejąć język swoich katów. Dlatego po
50)
6
I. Kertesz, Los odzyskany, przeł. J. Goszczyńska, „Gazeta Wybor
cza" z dnia 11.10.2002, s. 6.
7
tamże, s. 6.
8
P. Celan, A ziemia była w nich, przeł. F. Przybylak, [w:] Tenże, Utwo
ry wybrane, s. 123.
9
T. Adorno, Dialektyka negatywna, przeł. K. Krzemieniowa, Kraków
1986, s. 514-515.
10
R Celan, Przemówienie z okazji przyjmowania Nagrody Literackiej
Wolnego Hanzeatyckiego Miasta Bremy, przeł. F. Przybylak, [w:] tenże,
Utwory wybrane, s. 315-317.
Numer 10/2005
