ab38d4e864740606fb4300615205c85f.pdf

Media

Part of Język mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4

extracted text
W

WIESŁAW

pierwszym tomie tej książki zajmowaliśmy

JUSZCZAK

się p e w n y m i sposobami podejścia do religii
greckiej, rozumienia i wyjaśniania czym jest

m i t , czym k u l t , jakie związki zachodzą między n i m i ,

Język mitu*

próbując ukazać na koniec obie te dziedziny w per­
spektywie twórczego działania człowieka.
N i e było dotąd m o w y o środkach, j a k i m i owa twór¬
czość się posługuje, poza t y m , że w k u l t o w y m działaniu

'Do we walk in legends or on the green earth in the daylight?'

osoba ludzka staje się jego „materią", a o n o samo nie

A man may do both. [...] The green earth, say you? That is a mighty

prowadzi do fizycznie trwałej konkretyzacji jakiegoś

matter of legend, though you tread it under the light of day!'

„dzieła", oczywiście poza powtarzaniem danego, usta­
lonego przez tradycję, zapisanego w szczegółach „rytu¬
alnego k a n o n u " , który może przez to utrzymywać się
nieraz bardzo długo w nie z m i e n i o n y m kształcie.

zjod, z pewnością nie ukazują początku greckich wie­

Inaczej rzecz m a się z m i t e m , c h o ć - przy wstęp­

rzeń. Mocniejsze podstawy i zasady porządkowania da­

n y m oglądzie - różnice nie wydają się aż tak wielkie.

je czasem jakiś fragment odnoszący się do miejsca

Wystarczy sięgnąć do i n n y c h , niż greckie, religijnych

i okoliczności, z którymi można wiązać dane wyobra­

obszarów i p r a k t y k . W tekstach Wed, na przykład, ma¬

żenia albo wprost obrazy jawiące się poprzez opowieść.

m y zarówno h y m n y zawierające elementy mityczne,

Obrazy, które możemy porównywać w obrębie jednej

j a k i formuły ofiarne dające podstawę do rekonstruk¬

religijnej kultury, ale dla których m u s i m y często szu¬

c j i rytuału. To samo dotyczy ustnych - t y m razem - re¬

k a ć analogii w m i t a c h t w o r z o n y c h przez obserwowane

lacji, na przykład t y c h , jakie spisali pierwsi badacze

przez nas

p l e m i o n australijskich, które reprezentują najbardziej

i w związanych z n i m i , i n n y c h niż przekazywane przez

tradycje

obce,

a odleglejsze

w czasie,

p i e r w o t n e , ze znanych n a m , stadia rozwoju wierzeń.

słowo, wyobrażeniach

M i t i k u l t , zatem, mogą być poświadczane przez słowo

o tyle nie jest łatwe, że w zasadzie w każdym przypad¬

(jeśli takie istnieją). Zadanie

i dzięki t e m u zostawiać ślad.

k u niełatwy jest wybór przykładu czy k i e r u n k u , który
byłby najbardziej „funkcjonalny", najodpowiedniejszy

Lecz przekazy te, m i m o wspólnego i m środka, oka¬
żą się istotnie różne, gdy zaczniemy badać bliżej i c h

dla naszych założeń i k i e r u n k u poszukiwań. Wybór

charakter i treść. M i t jest niepomiernie o d k u l t u po-

wymaga więc często decyzji arbitralnej. Wszystko, co

datniejszy na zmiany. K i e d y wynurza się ze swego „mil­

powiedzieliśmy już o „uprawnionym subiektywizmie"

czącego" stanu, stanu objawienia

w przyjętym teraz postępowaniu, decyzję

(jak

założyliśmy

podobną

uprzednio), ulega wpływom zbiorowej najpierw, a na­

wspiera. Będziemy się zatem odwoływać do tego, wo¬

stępnie i n d y w i d u a l n e j potrzeby „dopełnienia". Odsła¬

bec czego odczuwamy najbliższe naszemu sposobowi

nia swe oblicze narracyjne, które w istocie obce jest

myślenia p o w i n o w a c t w a . To, i to t y l k o , możemy brać

formularności języka k u l t u . C h c e m y na wstępie po¬

za uzasadnienie i usprawiedliwienie zarazem (jeśli do

święcić nieco uwagi językowi m i t u , a zarazem relacji

jakichś usprawiedliwień m u s i m y się poczuwać).

między językiem a m i t e m .
N a pytanie „czym jest m i t ? " , W a l t e r F r i e d r i c h O t ­

... pamiętaj, że dawne nazwy
,
**
nie zawsze są opisowe, lecz często tajemnicze!

to odpowiadał: „Pewną starą opowieścią, zachowaną
przez przodków i przekazywaną p o t o m n y m " . To tylko
część wyjaśnienia, do którego wrócimy. Teraz skupimy
się przede wszystkim na t y m , że m i t jest

N a przełomie

opowieścią,

dwudziestych i trzydziestych lat

a stąd w jego analizie niezbędna się staje kwestia wy­

ubiegłego w i e k u , w okresie, z którego pochodzą d w a

Rola słowa i zmienności m o w y w czasie.

główne dzieła O t t a , i w którym ujawniać się zaczyna

powiedzenia.

1

2

M i t jest „opowieścią starą". A więc zawsze w swych

sławny „zwrot" w myśli Heideggera, zapowiadany roz­

pierwszych wysławianych f o r m a c h łączy się z archaicz¬

prawą Der Ursprung des Kunstwerkes

n y m językiem. Można stwierdzić, że język się rodzi, al¬

dynie f a k t y już poprzednio omawiane, a bezpośrednio

- by wymienić je¬

bo osiąga wczesne s t a d i u m dojrzałości, dzięki potrze¬

naszego w y w o d u dotyczące - w środowisku oksfordz-

bie opowiedzenia m i t u . Lecz trzeba o d razu zaznaczyć,

k i m formował się n o w y k i e r u n e k ( i program) studiów

że nie zawsze to, co dotarło do nas, j a w i się w t a k i m

n a d d a w n y m i językami Północy i staroangielską litera­

porządku czy wzajemnej zależności swych wersji, w ja¬

turą oraz jej źródłami. Jego pomysłodawcy i twórcy,

k i c h one powstawały. N i e w o l n o przeto odtwarzać

oraz zwolennicy tej reformy i i c h przyjaciele (nie za¬

c h r o n o l o g i i d a n y c h n a m warstw m i t u wedle języko¬

wsze zajmujący się samym t y m p r z e d m i o t e m ) , zawiąza-

w y c h wyłącznie kryteriów, a n i wedle znanych dat po¬
jawiania się przekazujących je źródeł. Jak się przeko¬
nujemy, „złoża" najwcześniejsze są nierzadko dostępne

* Tekst tutaj prezentowany stanowi wprowadzenie do drugiego
tomu Pani na żurawiach, zatytułowanego: Archeologia mitu

w redakcjach bardzo późnych. A n i H o m e r , a n i H e 257

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

l i nieformalną grupę, która przyjęła nazwę «The In¬

nym,

d l a archaicznego

okresu.

klings», a spotkania której poświęcone były dyskusjom

Zgodnie z podtytułem ( A Study in Meaning),

przed­

n a d p r e z e n t o w a n y m i t a m tekstami jej członków - na­

m i o t rozważań stanowiła zasadniczo relacja „wypowie­

ukowymi

zarówno, j a k l i t e r a c k i m i

(bo

większość

z n i c h miała i takie ambicje). D o grupy tej, o b o k po­

charakterystyczna

dzi p o e t y c k i e j " względem znaczenia słowa, ale poezja
była t u analizowana również jako język

staci t a k znanych, j a k Clive S. Lewis i jego brat, W a r ­

mitu.

Tym, co w relacji między słowem p o e t y c k i m a zna­

ren, J o h n R. R. T o l k i e n czy Charles W i l l i a m s , należał

czeniem najbardziej nas uderza, jest - wedle Barfielda

rówieśnik i najbliższy przyjaciej Lewisa, O w e n Bar-

- metafora. Jego zdaniem, obserwacje etymologiczne

field, autor wybitnej pracy dyplomowej ( M . A . ) , która

odsłaniają już na najniższym szczeblu fakt, że w każ­

w parę lat po obronie o p u b l i k o w a n a została w wydaw¬

d y m nowoczesnym języku, w tysiącach jego oderwa¬

n i c t w i e Faber a n d Gwyer p t . Poetic Diction, i jest wzna¬

n y c h terminów i i c h semantycznych odniesień, obcu¬

wiana do dziś. O książce tej napisano, że stała się z bie¬

j e m y z m a r t w y m i l u b skamieniałymi m e t a f o r a m i .

giem lat not only a secret book, but nearly a sacred

7

one,

A l e p r o b l e m znaczenia w metaforze czy znaczeń

a wywarła ona znaczący wpływ, między i n n y m i , na Le¬

metafory jest zagmatwany w tradycji badań n a d języ¬

wisa i T o l k i e n a .

k i e m , ponieważ - j a k dotąd - „wszystko n i e m a l , co po¬

3

wiedziano o semantycznych aspektach języka, wypo¬
„Barfield zajął się historią słowa i doszedł do wniosku, że

wiedziano z jednego tylko stanowiska": z pozycji usta¬

mitologia - z całą pewnością nie będąca «schorzeniem języ-

nawianej przez logiczny, a nie (poza n i e l i c z n y m i wyjąt¬

ka», jak ją nazywał filolog Max Muller - jest ściśle związana

kami) p o e t y c k i sposób myślenia. Zdumiewający, jak

z genezą wszelkiej mowy i literatury. W początkach języka,

pisze Barfield, związek między językiem a myśleniem,

twierdził Barfield, mówiący nie rozróżniali znaczenia do­

budził już z dawna zainteresowanie filozofów, lecz o d

słownego i metaforycznego, ale używali słów w sposób, któ­

Arystotelesa pozostawał sprawą logiki, a nie metafizy-

ry można by nazwać «mitologicznym». N a przykład, kiedy

k i . D l a potwierdzenia tego omówione są trzy przykła­

dziś tłumaczymy łacińskie słowo spiritus, zależnie od kontek¬

dy: trzecia księga z Essay on the Human

stu musimy rozróżnić, czy chodzi o płyn, oddech czy o du¬

Locke'a, Jardin

cha. Jednak początkowo użytkownicy języka nie musieli do­

wszystkim, wspomniane rozważania M a x a M u l l e r a .

konywać tego rodzaju wyborów. Dla nich takie słowo jak spi­

Wszystkim wspólna jest - czytamy dalej - błędna kon¬

8

dEpicure

Understanding

A n a t o l a France'a i , przede

ritus oznaczało coś w rodzaju «płyno-oddecho-ducha». Kie­

cepcja rozwoju języka, powodująca wszędzie podobne

dy powiał wiatr, nie było to tak, jakby ktoś odetchnął. To był

konsekwencje. M u l l e r traktował „znaczenie" - nawet

oddech boga. A gdy mówca używał słowa spiritus, mówiąc

to, zawarte jeszcze w archaicznych słowach - jako abs¬

o swojej duszy, nie porównywał jej z oddechem - dla niego

trakcję. Podczas gdy, wedle Barfielda, owe „nasycone

ona tym właśnie była, oddechem życia. Opowieści mitolo¬

znaczenia słów to kształty opalizujące, iskrzące się j a k

giczne były po prostu tym samym, tylko w narracyjnej for¬

płomienie - nieustannie migoczące ślady świadomości

mie. W świecie, w którym każde słowo niosło pewne ożywio¬

rozpościerającej się z w o l n a p o d n i m i " .

ne treści, gdzie nie było niczego czysto abstrakcyjnego ani

W

rozdziale zatytułowanym

9

«Znaczenie i mit»,

wyłącznie dosłownego, snucie opowieści o bogach rządzą¬

czytamy o „ jawnej sprzeczności" między estetycznym

cych żywiołami i kroczących po ziemi było czymś najzupeł¬

i filologicznym sądem:

niej naturalnym. Tak, w wielkim uproszczeniu, dowodził
Barfield w Poetic Diction".

„Z jednej strony, poeta i ten, kto poezję bada, cofając się

4

w czasie odkrywają, że język staje się coraz bardziej poetyc­
N a wstępie jasno zarysował horyzont swych rozważań:

ki. Z drugiej - ze stanowiska Locke'a Mullera-France'a - wi­
dzi się początki języka w jakiejś serii monosylabowych «pier-

„Należy pamiętać, że nie mamy teraz do czynienia z «po-

wiastków» [roots] o prostych postrzeżeniowych referencjach.

ezją», która obejmuje samo działanie twórcze, lecz z «poetyc-

Jakie jest rozwiązanie tego paradoksu? O ile m i wiadomo, je­

kim stylem» - to znaczy z językiem utworów poetyckich, jakie

dynym wartym tej nazwy wyjściem stało się to, które jest

obecnie są nam dostępne, powstałych w różnych epokach".

dość rozpowszechnioną mglistą ideą, lecz które wyraźnie od­

5

słania się u Maxa Mullera - to znaczy idea «okresu metafoPoezja sama nie zostaje wszakże usunięta z obrębu

rycznego», cudownej epoki, kiedy to jakaś rasa anonimo¬

t y c h dociekań, ponieważ musimy - jak mówi się o t y m

wych i wielkich poetów opanowała zasoby zaschłego języka

nieco dalej - przez nieuprzedzoną analizę przykładów

i nasyciła go wartościami poetyckimi. Ważne, by przypo¬

„poetyckiego stylu" (albo „wypowiedzi p o e t y c k i e j " )

mnieć, że wartości te nie są poetyckie jedynie w sensie bu¬

dojść w końcu aż do źródeł. „Metoda ta nie wyklucza

dzenia przyjemności, lecz również w prawdziwym twórczym

możliwości dotarcia w k o n s e k w e n c j i do stwierdzenia

sensie, jako przysparzające mądrości.

6

[ . . . ] , że element p o e t y c k i w języku jest, i był zawsze,

Dostrzeżenie tego ostatniego faktu winno nas chronić

s k u t k i e m i n d y w i d u a l n y c h usiłowań i prób", lecz nie to

przed zawiłym i niezbornym myśleniem, w jakie jawnie po¬

było najważniejsze, ale właśnie „anonimowa" twór¬

pada wielu, dla których istnienie poezji nie jest faktem real¬

czość i wynalazczość w zakresie poetycko-semantycz-

nym, ani obecność jej dla nich - jednym z mierników rzeczy258

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

wistości. Bo nierzadko sugeruje się, że sam fakt bezpośred­

ska, których przyczyn nie znali, budziły w n i c h zdzi­

niego związku z doświadczeniem zmysłowym jest wystarcza­

wienie i głęboki podziw. Poezja i c h była z początku

jący, by język stał się poetycki. I tak Macaulay [Essay on Mil­

«boska», wyobrażali sobie b o w i e m , że to bogowie są

ton] utrzymuje, że na wpół cywilizowane narody cechuje po-

przyczyną wszystkiego, co spostrzegają i podziwiają".

etyckość po prostu dlatego, że postrzegają bez abstrahowania,

Ponieważ t o , co nazywamy logiką, która - j a k pisze

i absolutnie bez względu na to co postrzegają. A pogląd po­

V i c o - jest, w przeciwieństwie do metafizyki, „rozwa¬

dobny przyjmuje Jaspersen [Progress inLanguage], który nad¬

żającej rzeczy według rodzajów b y t u " , rozpatrywa¬

13

to zadowala się pominięciem całej kwestii wartości poetyc¬

n i e m i c h „pod względem i c h znaczenia", jej przedmio¬

kich uwagą nieco powierzchowną, że przecież «wszyscy nie

t e m w i n n a być, i istotnie jest, baśń (favola),

możemy być poetami». Niewykluczone; lecz ta właśnie oko¬

ko s y n o n i m m i t u , czyli „opowieści p r a w d z i w e j "

liczność na pewno powinna była go skłonić do nieco bliższe¬

narratio),

go rozpatrzenia konsekwencji jego własnej konkluzji, że kie¬

zawierało w sobie greckie pojęcie uu0oc (obok ozna­

dyś, dawno temu, wszysy byliśmy poetami!".

brana ja­
(vera

które to dwa znaczenia - zdaniem V i c a -

czającego także „słowo" i „ideę" wyrazu Aóyoc, skąd

10

wywiodła się nazwa tej n a u k i ) . Oczywiście traktowa¬
nie m i t u jako „baśni" nie prowadzi t u do uznania tej

Podkreślana już zdumiewająca zbieżność poglą­
dów Barfielda z poglądami przedstawicielach wąskich

drugiej za czyste zmyślenie

wprawdzie, lecz reprezentowanych przez n a j w y b i t ­

wyobraźni. M i t o l o g i a jest „baśnią" z p o w o d u stosowa­

czy samowolny wytwór

niejsze umysły tego okresu środowisk, nierzadko dzia­

n y c h środków językowych.

14

łających w c e n t r a c h zupełnie p o z b a w i o n y c h wzajem¬
n y c h kontaktów, pozwala m n i e m a ć , że w t y m dopiero

„Z logiki poetyckiej - czytamy dalej - wynikają wszystkie

czasie d o k o n u j e się faktyczne odejście o d scjenty-

podstawowe tropy, z których najjaśniejszym, a przez to samo

stycznych nawyków myślenia wdrożonych przez na¬

najbardziej potrzebnym i najczęściej używanym jest metafo­

ukę poprzedniego stulecia. Ten prawdziwie r a d y k a l n y

ra; jest rówież najbardziej podziwiana, ponieważ dzięki me­

zwrot pozostaje d l a w i e l u , w ogólniejszej perspekty¬

tafizyce użycza rzeczom nieożywionym uczuć i namiętności.

wie, epizodem. A l e n a w e t jeśli był to epizod, pozosta¬

Pierwsi bowiem poeci nadali przedmiotom byt substancji

wił po sobie płodne s k u t k i , tyle że doceniane i wyko¬

ożywionych, zdolnych do tego wszystkiego, do czego sami

rzystywane w praktyce przez n i e w i e l u .

byli zdolni, to znaczy do uczuć i namiętności, i w ten sposób

11

R u c h t e n , jak

w pierwszej części obecnej pracy mogliśmy obserwo¬

stworzyli baśnie. Tak więc każdą metaforę można uważać za

wać, w niejako i n s t y n k t o w n y sposób sięgał zwłaszcza

krótką baśń. Możemy wyprowadzić stąd krytyczną zasadę

do r o m a n t y c z n y c h i n e o r o m a n t y c z n y c h autorów, wol¬

pozwalającą określić czas, w jakim pojawiły się w językach

n y c h o d uwikłań t y p o w y c h dla jakiejś jednej dziewięt¬

metafory. O t o na przykład wszystkie metafory, oparte na

nastowiecznej filozoficznej szkoły. T u , jako antena¬

analogii między przedmiotami i wytworami abstrakcyjnej

tów, wymienić wypada t a k i c h myślicieli (i często arty­

pracy intelektu, muszą pochodzić z czasów, w których poczę¬

stów zarazem), j a k Hölderlin i Schelling, Kierkegaard,

ła się kształtować filozofia".

15

Schopenhauer l u b Nietzsche, a sięgając dalej wstecz
- j a k ci, którzy w y m i e n i o n y c h i n s p i r o w a l i . Dziedzic­
t w o samo oferowało t o , co dawało oparcie. W
sposób „ o d k r y w a n i " b y l i ,

Gdyby B a r f i e l d sięgał do V i c a , musiałby często ne¬

ten

gować jego stwierdzenia, podobnie j a k k r y t y k u j e „ani-

lub powracali: Mistrz

m i z m " , a zwłaszcza tzw. l o g o m o r f i z m , o czym jeszcze

E c k h a r t , Pascal, Blake i , wśród w i e l u i n n y c h , także

będzie m o w a . A l e w k w e s t i i „panpoetyckiego" i meta¬

V i c o . O s t a t n i e z przytoczonych zdań Barfielda b r z m i

forycznego c h a r a k t e r u języków p i e r w o t n y c h wiele

n i e m a l j a k cytat z La Scienza Nuova.
sząc Poetic Diction,

A Barfield, p i ­

analogii o d n a j d u j e m y między La Scienza Nuova

nie miał pojęcia o i s t n i e n i u dzieła,

etic Diction.

i Po­

Przede wszystkim w podkreślaniu natu¬

którego p r z y p o m n i e n i a jakby wciąż spodziewamy się

ralności dawnej mowy, jako spontanicznej, a nie „kre¬

podczas tej l e k t u r y .

o w a n e j " poetyckiej wypowiedzi, a - wraz z t y m - do¬

12

m i n a c j i wyobraźniowego i emocjonalnego ogarniania

Ściślejsze „uzgadnianie" w y w o d u Barfielda z twier­
d z e n i a m i Nauki nowej nie może t u być naszym celem,

rzeczywistości,

bo obecne rozważania przeniosłoby w i n n e regiony,

n i a c h i n t e l e k t u „racjonalny" czy „abstrahujący" do

wyprzedzającego

oparty na

działa¬

lecz niezbędne zdaje się wskazanie p a r u punktów

niej stosunek.

poetica)

K i e d y Barfield pyta, czym jest prawdziwa metafora

miała być, wedle tez, jakie formułował V i c o , pierwszą

(uprzedzając rzecz, zaznaczmy na marginesie, że Tol¬

formą ogarniania świata, pierwszą „metafizyką l u d z i

k i e n będzie mówił o „prawdziwej b a ś n i " ) , odpowiedzi

zbieżnych.

„Mądrość p o e t y c k a "

(sapienza

p i e r w o t n y c h , całkowicie n i e z d o l n y c h do rozumowa¬

nie znajduje u współczesych, lecz w Advancement

nia, obdarzonych ogromną zmysłowością i bogatą wy¬

arning Bacona: „Nie są to żadne podobieństwa czy po¬

of Le­

obraźnią. Była ona poezją, to znaczy płynęła z i c h

równania, za jakie brać je mogą ludzie o ograniczonym

zdolności w r o d z o n e j , sama n a t u r a b o w i e m obdarzyła

p o l u widzenia, ale same k r o k i natury, po rozmaitych

i c h t a k i m i zmysłami i taką wyobraźnią. Zdolność ta

rzeczach i substancjach stąpające, lub odciskające się

rodziła się z nieznajomości przyczyn: wszystkie zjawi-

w nich".
259

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

„Są to te «kroki natury», których odgłos słyszymy zarów¬

szy, możliwe staje się dostrzeżenie różnicy między zawartością

no w pierwotnym języku, jak w najwspanialszych metafo¬

danego słowa, a jego

referencją".

19

rach poetów. Ludzie nie wynaleźli tych tajemniczych związ¬
ków między osobnymi zewnętrznymi przedmiotami, i między

Zapewne n i c bardziej nie skazuje na potępienie

przedmiotami a odczuciami czy ideami, których odsłanianie

wspomnianej „pierwiastkowej" k o n c e p c j i języka niż

jest funkcją poety. Związki owe istnieją z pewnością nie nie¬

ów wszechobecny f e n o m e n m i t u . Bo m i t , w każdym

zależnie od Myśli, lecz od jakiegokolwiek indywidualnego

razie dla aryjskich ludów, jest m o c n o związany z wcze­

myśliciela. A zależnie od tego, czy kroki te odbijają się

snymi dziejami znaczenia. Z takiego p u n k t u widzenia

echem w pierwotnym języku czy, później, w tworzonych me¬

m i t musi być w y t w o r e m tego samego „okresu metafo­

taforach poetów, słyszymy je na różny sposób i z różnych po-

rycznego", w którym wynalazcza pomysłowość ludzko­

wodów . Język ludzi pierwotnych przedstawia je jako bezpo¬

ści, j a k się uważa, wypuszczała pędy i kiełkowała jak

średnie postrzeżeniowe doświadczenie. Mówiący dojrzał ja¬

nigdy przedtem. I jeśli M a x M u l l e r , który jasno po¬

16

kąś jedność, a stąd sam nie jest świadom relacji, żadnych od­

strzegał o b e c n o ś ć związku łączącego m i t z metaforą

niesień. Lecz my, w trakcie rozwoju świadomości utraciliśny

i znaczeniem, określał m i t jako chorobę

języka, poetyc­

moc widzenia tego jako jedni. [... ] i teraz język poetów, na

kie wartości poznawcze

ile tworzą metafory prawdziwe, jest tym, co musi przywracać

przez niego odnajdywane w micie, p o w i n n y być wy¬

[poetic wisdomvalues]

wciąż

tę jedność intelektualnie, po tym, jak została zagubiona

starczającą wskazówką, że słowo „choroba" jest t u cał¬

w postrzeganiu. Tak to «uprzednio niepojmowalne» relacje,

k i e m pozbawione sensu - czytamy w Poetic

Diction.

októrych mówił Shelley [wADefenceof Poetry], są wjakimś

Z drugiej zaś strony, szerzej akceptowana „naturali-

sensie powiązaniami «zapomnianymi». Bo chociaż nigdy

styczna" koncepcja m i t u jest niewiele bardziej satysfak¬

jeszcze nie zostały pojęte, były w pewnym czasie widziane.

cjonująca. O d l e g l i przodkowie H o m e r a (jak się n a m to

I wyobraźnia może je widzieć znowu".

do wierzenia podaje) postrzegając, że ciemniej jest zi¬
mą niż latem, natychmiast zdecydowali, że musi to

Dlatego „lepiej trzymać definicję p o d etykietą me­

mieć jakąś „przyczynę", i bez t r u d u uwinęli się „teore¬

tafora we właściwych granicach i t y m sposobem od¬

tycznie", wedle sformułowania Barfielda, z - powiedz¬

grodzić ją o d t y c h wczesnych znaczeń, które zjawiają

m y - „problemem" Demeter i Persefony, jako oczywistą

się w świecie bez osobowego piętna poetyckiego wysił-

eksplikacją tego naturalnego f a k t u . A w micie D w u

k u " . Ten zwrot - czy lepiej t u powiedzieć „figura re¬

Bogiń „idee przebudzenia i snu, lata i zimy, życia

1 7

toryczna" - ukazuje przez się owe jednolite znaczenia,

i śmierci, śmiertelności i nieśmiertelności, wszystkie za¬

i c h objawianie się, w obrazowej p i e r w o t n i e formie. N i e

tracają się w j e d n y m wszechogarniającym znaczeniu".

jakieś puste „pierwiastkowe" znaczenie czy znaczenie

O b o k „naturalistycznego" wyjaśniania m i t u , m a m y

20

„pierwotnego rdzenia" zjawia się u początku, lecz ta

jeszcze teorię „animistyczną", w Poetic Diction

sama określona d u c h o w a rzeczywistość, która z jednej

ze szkołą Junga i psychologicznym t r a k t o w a n i e m mi¬

łączoną

strony stała się czystym l u d z k i m myśleniem, a - z dru¬

tów jako „projekcji" (w d o d a t k u podświadomych) we-

giej - istniała odkąd pojawiło się fizyczne światło. N i e

wnętrzenego życia człowieka na „nieożywiony" świat

jakaś abstrakcyjna

koncepcja,

ale

rozbrzmiewające

zewnętrzny.

21

Tę operację Barfield określa właśnie ter¬

echem k r o k i b o g i n i N a t u r y . N i e metafora, lecz żywa

m i n e m „logomorfizm", definiując go jako rzutowanie

i żyjąca Postać [ F i g u r e ] .

myślenia badaczy

18

i

stosujących

przeciwstawiających

się do zasad logiki,

„subiektywne"

„obiektywne¬

„[... ] historia języka pisana nie z punktu widzenia logiki,

m u " , na badaną archaiczną świadomość: „prelogicz-

lecz ze stanowiska poety, mogłaby przebiegać, dajmy na to,

n ą " i nie skażoną jeszcze dualizmem i opozycją tego, co

w następujący sposób: mogłaby dostrzegać w konkretnym

„podmiotowe" i „przedmiotowe".

słownictwie, jakie pozostawiły po sobie mitologie, pierwszy -

22

Z wprowadzanej w Poetic Diction

k o n c e p c j i „praw¬

z zaistniałych na świecie - «styl poetycki». Idąc dalej, winna

dziwej m e t a f o r y " w y n i k a - powtórzmy - że w i n n o ist¬

- po długiej przerwie - dojść do najwcześniejszych epok,

n i e ć jakieś starsze nie podzielone „znaczenie", z które¬

z których pochodzi znane już nam słowo pisane - do czasu

go wyrosły wszystkie te nie powiązane logicznie, lecz

Wed w Indiach, albo Iliady i Odysei w Grecji. N a tym etapie

poetycko złączone idee.

znalazłoby się znaczenie zabarwione mitycznie, a w myśleniu
człowieka bez reszty ożywiona Natura. [... ] W międzyczasie

„Poetyckiemu pojmowaniu mit ukazuje zgoła odmienne

historyk dostrzegłby, na ile zaczęło dochodzić do głosu to, co

oblicze. Owe baśnie są niby zwłoki, które - na nasze szczę­

poetyckości przeciwne, lub czysto racjonalne. Odnalazłby

ście - pozostały widoczne po tym, jak uszła z nich żywa treść.

znaczenia splątane w sposób opisany uprzednio, oraz począt¬

[...] Widzimy jak poeta za poetą wyraża w metaforze i po­

k i zmian zachodzących w charakterze języka, z którego

równaniu analogię między śmiercią a snem i zimą, i znów:

uchodzi życie. Zauważyłby też zapewne, że wzmagającemu

między narodzinami, przebudzeniem i latem, a z nich znowu,

się działaniu tej zasady towarzyszą narodziny dotąd nie zna¬

raz jeszcze, nieustannie czyni się rozmaite rodzaje duchowe¬

nych antytez: między prozą i poezją, a nadto między obiek¬

go doświadczenia - śmierci akcydentalnego elementu osob¬

tywnym a subiektywnym światem, tak że teraz, po raz pierw-

niczej duszy i zakładanie tego, co niezniszczalne. «Jeśli ziar260

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

no pszeniczne wrzucone w ziemię nie obumrze, tedy samo
zostawa; lecz jeśli obumrze, wielki owoc przynosi»".

teraźniejszy ruch, nasze zlęknione dusze odczuwają lekkie
dotknięcie i drżące, miękkie jak pióra ciepło, które oznajmia

23

nam, że zjawiła się poezja. Tylko wtedy, gdy wznosimy się
Fakt, że żyjemy w „świecie prozy", który jest na­

nad postrzeganie tworzenia ku postrzeganiu stwarzania, na­

szym światem „naturalnym", lecz o d d a l o n y m n i e m a l

sza śmiertelna natura chwyta przez moment muzykę obraca­

bezpowrotnie o d N a t u r y ; myśl o t y m , że cywilizacja

jących się sfer".

24

i naukowe myślenie odgradza nas o d rzeczywistości
jednorodnej i pełnej, że postęp oddala nas o d niej i k u ­
si jej o p a n o w y w a n i e m - wszystko to, co budzi tęskno­

Only when poesy, who is herself alive, looks backward, does she see

tę za jakimś „eskapizmem" (którego zasadności i war­

at a glance how much younger is the Tree of Knowledge

tości bronił później T o l k i e n ) , było w książce Barfielda

than the Tree of

Life.***

w dużym stopniu wyrazem postawy łączącej całą wspo­
mnianą oksfordzką grupę. Dlatego Poetic Diction uzna­
ne być może za jeden z jej manifestów. A stąd „mani¬
festacyjny"

w dużym

s t o p n i u przejaw

stanowiło

K i e d y czytamy Władcę

Pierścieni,

w i n n a n a m nie¬

wspomniane zainteresowanie starymi językami i pół¬

ustannie

n o c n ą mitologią łączące «Inklingów». O w o c e m po­

o g r o m n a wiedza i doświadczenie

wszechnie znanym, który w t y m środowisku zawiązy­

przed i równocześnie z pisaniem tego dzieła zajmował

wał się p o w o l i , był Władca

się archaicznymi językami, starą poezją epicką, m i t e m ,

Pierścieni:

wielka metafora

towarzyszyć świadomość,

że stoi za n i m
uczonego,

który

i zarazem epos wskrzeszony w najmniej epice sprzyja¬

z jakiego wyrastała, w i e r z e n i a m i n i m poświadczanymi.

jącym stuleciu. Tekstem Tolkiena, odsłaniającym ko¬

Jeśli zapomnimy o t y m , p o m y l i m y g a t u n k i , i tak j a k ci,

rzenie drzewa, jakie ów owoc wydało, był - wygłoszo¬

co je notorycznie mylą, nadamy owej opowieści depre¬

ny w początkach 1939 r o k u - wykład On

cjonującą etykietę „fantasy",

Fairy-Stories.

ściągając wszystko na ni¬

D r u g i , o b o k książki Barfielda, n a u k o w y esej o charak¬

ski - wobec tego, z czym t u obcujemy - poziom kary¬

terze nie m n i e j manifestacyjnym.

katuralnej „mitologicznej science fiction",

swobodnie

snutej przez (dla niektórych może dość utalentowa¬
nego) narratora. A l e T o l k i e n nie tworzył „swobodnie".

Z a n i m pójdziemy dalej, przytoczmy jeszcze jeden
fragment z Poetic Diction:

N i e notował własnych rojeń p o d s u w a n y c h m u przez

rodzaj patetycznego przesła¬

wolną o d j a k i c h k o l w i e k więzów imaginację, ale rekon¬

nia, które należy do „kadencji" tego w y w o d u :

struował p e w i e n k o n k r e t n y świat z możliwie najwier¬
niejszego oglądu źródeł, zawierających po części wy¬

„Sens życia wysycha jak gdyby nieustannie, i skazany jest
na zamarcie w umyśle ludzkim przez działanie czysto dyskur-

raźne, po części już na wpół tylko czytelne fragmenty

sywnych intelektualnych czynności, których język - jako bu­

jego odległych konturów i detali, poddawane nace¬

dowany przez natłok danych zmysłowych - stanowi niezbęd­

c h o w a n e m u akrybią, c h o ć zawsze „wtórnemu" - we¬

ne narzędzie. To dyskursywne działanie jest nieodłączne od

dle jego deklaracji - tworzeniu, albo o d t w a r z a n i u .

ludzkiej samoświadomości, z której wyniszczyłoby i usunęło

Jego opowieść, b ę d ą c w znacznym stopniu również re¬

zarówno dane Znaczenia, których echo przechowuje język ze

lacją sumiennego filologa i historyka, jest więc udoku¬

swych wcześniejszych stadiów, oraz znaczenia, które poeci

m e n t o w a n a i „źródłowo ścisła", a wyobraźnia kierują¬

wprowadzili doń później, przez twórcze działanie w zakresie

ca o w y m przedstawianiem mitycznego kosmosu pełni

metafory. «Język - napisał Emerson w błysku intuicji, który

tu

praktycznie ogarnia wszystko, co napisano na tych stronach

a w dalszej kolejności dopiero narzędzia po części tyl¬

przede wszystkim f u n k c j e poznawczej

25

władzy,

- jest skamieliną poezji». Żywa poezja, z drugiej strony -

ko kreującego fabułę: wiążącego osobne wątki, uzu¬

obecne poruszenie estetycznej wyobraźni - rozświetla się

pełniającego brakujące ogniwa, dodającego postaciom

wtedy, gdy normaly przebieg tego procesu jest przerwany

i miejscom szczegółów, które je czynią bliższymi odczu¬

w taki sposób, że tworzy się rodzaj luki, i coś wcześniejszego

w a n i u (przez samego pisarza, a stąd i przez nas) przy¬

wkracza w miejsce późniejszego - coś bardziej żywego,

bliżanej zmysłom rzeczywistości

w miejsce bardziej świadomego. To jest usprawiedliwieniem

Chociaż - powie ktoś - w każdej baśni jest coś

archaizmu. [...] bez ciągłego istnienia poezji, bez stałego

z prawdy, w t y m dziele, wskrzeszającym p i e r w o t n e

przypływu nowego znaczenia do języka, nawet wiedza i mą¬

wzorce epiki, prawda góruje n a d indywidualną inwen¬

drość, którą sama poezja wzniosła w przeszłości, musi prze­

cją czy - j a k się dalej przekonamy - m a z założenia

mienić się w martwy rodzaj mechanicznej kalkulacji. Wielka

sprawować n a d nią kontrolę: „mityczna prawda" ludów

poezja jest progresywnym wcielaniem życia w świadomość

Północy na pierwszym miejscu, dopełniana elementa¬

[Great poetry is the progressive incarnation of life in consciousness].

m i innego jeszcze pochodzenia, k o r z e n i a m i zawsze się¬

[...] Duch poezji, na zawsze niezdolny zapłonąć, unosi się

gającymi głębokiej przeszłości.

nad ciągłą ewolucją ludzkiej świadomości, która odciska się

o d młodości i nigdy ostatecznie nie ukończony Silma-

w transformacjach języka. Tylko wówczas, gdy zostajemy wy¬

rillion: jakby k o t w i c a rzucona poza zasięg ludzkiej pa¬

niesieni ponad tę transformację, tak że postrzegamy ją jako

mięci, gdzie w mulistej, zmąconej m a t e r i i majaczą śla-

261

26

Potwierdza to pisany

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

dy jakichś t e o g o n i i i kosmogonii, historie pierwszych

Przyjęcie t a k zaznaczonej t y l k o m e t o d y nie zwal¬

boskich i półboskich istot poprzedzających zjawienie

n i a o d ścisłości dowodzenia i w n i o s k o w a n i a . Przeciw¬

się człowieka, oraz bohaterskich sag z początków ludz¬

nie: narzuca właśnie w s p o m n i a n e przed chwilą rygo¬

kiego czasu, dzieje t y c h , co podlegają władzy, p r a w u

ry, których przestrzegać by należało ze wzmożoną

lub łasce śmierci.

bacznością.

O t w i e r a j ą c b o w i e m wyraźną z pozoru

ścieżkę k u prześwitowi, który zdaje się kusić uwolnie¬
Weźmy z jego literackiej prozy dwa fragmenty, jako

n i e m wyobraźni, a które t o kuszenie prowadzić może

przykład pewnego stylu wypowiedzi, którego sami nie

do a n a r c h i i , t r o p t a k i wymaga k o n t r o l i każdego ru¬

musimy się koniecznie wystrzegać w analizie danej

c h u , gruntowniejszego namysłu, mocnego trzymania

n a m opowieści mitycznej, umieszczanej w zazwyczaj

się źródeł i t w a r d y c h faktów, jeśli t y l k o n i m i dysponu¬

niepotrzebnie zawężanych r a m a c h dyskursu „nauko¬

jemy. To wyłącznie, co przez przyjęcie t a k rysującej się

wego" (bo któż udzieli n a m n i e o d p a r t y c h wyjaśnień,

d r o g i zyskamy, t o swobodniejsze poruszanie się w ob¬
szarze hipotez, jakie podsuwa n a m płynąca ze studio¬

co m a l u b w i n n o znaczyć tutaj to słowo?).

w a n i a źródeł „wiara" (czy - wedle sformułowania sa­
Posłuchajmy jak p e w i e n bohater z Drużyny Pier¬

mego autora - „wiara w t ó r n a " ) , akceptowanie prze¬

ścienia próbuje po latach opisać oczy najstarszego

konań, których nie jesteśmy w stanie odeprzeć, m i m o

z entów, „pasterzy drzew", jednej z pierwszych istot za¬

u r u c h a m i a n i a całego k r y t y c y z m u , na jakiego urucho¬

mieszkujących Śródziemnie:

m i e n i e stać nas wobec samych siebie, i j a k i ciągle mu¬
simy utrzymywać w gotowości. W y d a j e się - powtórz¬

„One felt as if there was an enormous well behind these eyes,

m y to w i n n y sposób - że takiego zachowania, takie¬

filled up with ages of memory and long, slow, steady thinking; but

go t r a k t o w a n i a spuścizny uczy nas dzieło T o l k i e n a ,

their surface was sparkling with the present; like sun shimmering

k i e d y o b c u j ą c z n i m myślimy „zwrotnie" o pracy hi¬

on the outer leaves of a vast tree, or on the ripples of a very deep

storyka. By stało się t o wyraźniejsze, dodajmy, że da¬

lake. I don't know, but it felt as if something that grew in the

lekiej analogii dostarcza też n a m t u t a j , na przykład,

ground — asleep, you might say, or just feeling itself as something

dzieło G i b b o n a , rozpięte również między wielką lite¬

betwen roottip and leaftip, between deep earth and sky had

raturą a historiografią.

suddenly waked up, and was considering you with the same slow
care that it had given to its own inside affairs for endless years". '
2

1

A u t o r WAadcy Pierścieni,
się równocześnie

powtórzmy, wciąż porusza

na d w u obszarach: tworząc

swój

„epos", zawsze myśli jak historyk i lingwista. W 1955 ro­
k u pisze do redakcji „New York Times Book Review":

I ustęp drugi, ukazujący wielką postać z r o d u Elfów,
Galadrielę:

„Jestem filologiem i cała moja praca jest filologiczna. [...]
„był zapatrzony w piękną Panią i zasłuchany w jej głos.

Dla mnie najpierw powstaje imię, a potem opowieść. Wolał­

Nie wydawała mu się już groźna ani straszna, ani władająca

bym pisać po «elficku». Oczywiście jednak taka praca, jak

tajemną potęgą. Stała się już teraz w jego oczach [...] istotą,

Władca Pierścieni, została zredagowana i pozostało w niej ty¬

jaką widzieli ludzie późniejszych wieków: obecną a zarazem

le tylko «języka», ile moim zdaniem mogliby strawić czytel¬

odległą, żywą wizję świata, który pozostał daleko za nimi, od¬

nicy. (Teraz okazuje się, że wielu z nich chciałoby go więcej).

rzucony przez falę Czasu".

W książce jest jednak sporo materiału lingwistycznego (po­
za «elfickimi» imionami i wyrazami) włączonego do tekstu

Bez tego, co wciąż jest t u obecne wprost lub jasno su¬

lub wyrażonego w sposób mitologiczny. Dla mnie jest to

gerowane i wyczuwalne jako tropienie i odsłanianie

w każdym razie w dużym stopniu esej o «estetyce lingwi-

określonej rozległej tradycji, wizja emanująca z owej

stycznej», jak czasami odpowiadam ludziom, pytającym

„powieści" nie miałaby takiej inspirującej siły, jaką ma

mnie «o czym to jest?»".

28

nie tylko dla w y t r a w n y c h czytelników, lecz i uczonych,
zwłaszcza tych o rozleglejszej humanistycznej kulturze,

Równocześnie p r o b l e m archaizacji języka

(który

wśród n i c h może t a k i c h szczególnie, których zajmuje hi¬

wcześniej poruszał Barfield) m u s i być rozwiązywany

storia dawnych wierzeń czy ogólna antropologia religii.

wedle rozważnych zasad: T o l k i e n p o w i a d a , że b o l i go

Mówię to teraz, ponieważ myśląc o sposobie zamie¬

zawsze, „kiedy ktoś - w epoce, gdy w imię sztuki czy

rzonego t u poruszania się w obszarze m i t u Persefony,

«osobistej ekspresji» dozwolone jest prawie każde au­

odsłaniania jego złóż i ustalania jego rozwarstwień, do¬

torskie p o n i e w i e r a n i e angielskim (a szczególnie, kie¬

strzegłem u Tolkiena jakiś błysk światła ukazującego

dy jest o n o niszczycielskie) - z miejsca odrzuca zamie¬

początek szlaku, który by, w poczuciu nadziei, pozwa¬

rzony «archaizm».

lał na postawienie p a r u pierwszych przynajmniej kro¬

gielszczyzna jest o wiele bardziej zwięzła o d współcze¬

ków. Jeżeli w i e l k i uczony postąpił tak, j a k postąpił,

snej; p o n a d t o wiele rzeczy nie mogłoby być powie¬

dlaczego nie dałoby się skorzystać z jego przykładu,

dzianych w naszej niedbałej i często powierzchownej

niejako odwracając kolejność etapów drogi przezeń

mowie".

przebytej?

t y l k o pewne elementy w z o r u do naśladowania w i n n e j
262

2 9

[...]

Prawdziwa archaiczna

an¬

K i e d y dostrzeżemy w t y c h tekstach choćby

Wiesław Juszczak • J Ę Z Y K M I T U

dziedzinie niż czysto literacka, t y m co t e n wzór n a m

T r u d n o pominąć tutaj zasadniczy fragment z roz¬

unaocznia i podsuwa, jako j e d n ą z d o z w o l o n y c h por-

prawy O t t a , którą Kerenyi wspomina, bo istotnie uzu¬

cedur, będzie - powtórzmy - ogólny styl mówienia

pełnia ona to, co już pisaliśmy o trybie, w j a k i m autor

o rzeczach z a t o p i o n y c h w dawności. Styl, który bar­

Bogów

dziej może się zbliżać do poetic diction,

ukazując je jakby w p e w n y m o d d a l a n i u się o d „home-

m y się w czas.

i m głębiej cofa­

Grecji

traktował greckie wierzenia, t y m razem

r y c k i e j " religii branej w węższym sensie:

30

H i s t o r i a w ujęciu T o l k i e n a stapia się z m i t e m , co
już w i a d o m e , ale trzeba zwrócić uwagę, że ta jedność

„jeśli istnieje jakiś punkt, co do którego wszyscy świad¬

odsłania, bo odsłaniać m u s i - i m y też m u s i m y podda¬

kowie są zgodni, to jest n i m to, że szczytowym momentem

wać się t e m u p r a w u - pełnię i związaną z t y m d w u -

misteriów eleuzyjskich nie był rytuał, ani coś, czego misto-

stronność obrazu rzeczywistości, zgodnie ze słowami,

wie doświadczali fizycznie, lecz jakaś wizja. [...] Co mogli wi¬

jakie uczony i artysta każe wypowiedzieć jednej ze

dzieć? Tego nie dowiemy się nigdy. Możemy jednak wyrobić

swych postaci: „kto był w Błogosławionym Królestwie,

sobie pewną ideę rzeczy, jaka i m się objawiała, a to jest waż¬

t e n żyje w o b u światach naraz i zarówno w i d z i a l n y m ,

niejsze niż konkretne szczegóły, które same wymagałyby in¬

j a k niewidzialnym siłom może przeciwstawić własną

terpretacji. Żaden dramat nie mógłby dać takiego skutku,

wielką moc".

gdyby widzowie nie mieli pewności, że nie jest to tylko od¬

Tak mówi, i może tak najlepiej mówić p o w i n i e n

grywanie czegoś, lecz wydarzenie rzeczywiste. A owa prawda

ten, k t o bada naturę i treść m i t u : angażując w to

wyjawiana mistom przez obrazy, znaki czy słowa, musiała być

wszystkie dane m u władze, j a k tego chciał również

czymś absolutnie nowym, zdumiewającym, niedostępnym

Walter Friedrich O t t o .

racjonalnemu poznaniu. To jest niemal oczywiste. Jednak
często ulega zapomnieniu. Bo chyba żadna z hipotez dotąd

W t y m momencie stosowna się zdaje pewna dygre¬

przedkładanych nie bierze tego w rachubę. [... ] Przejdźmy

sja, która nawiązuje do pierwszej części tej książki, po¬

do punktu centralnego. Najważniejsze świadectwo tyczące

zwalająca wyraźniej przybliżyć do t a m t y c h rozważań -

świętej nocy zawdzięczamy Apollodorowi z Aten; osoba te¬

obecne.

go autora czyni je wolnym od wszelkich podejrzeń. W mo¬
mencie gdy wzywano Kore, stwierdza on, hierofant uderzał

1939 r o k u , gdy T o l k i e n prezentował swój wy¬

w tzw. r ) X E i o v , rodzaj spiżowego gongu. Kontekst nie pozwa¬

kład o baśniach, O t t o opublikował s t u d i u m poświęco¬

la wątpić, że królestwo zmarłych stawało otworem. Bo bez¬

ne m i s t e r i o m eleuzyjskim, które zawierało, wedle opi¬

pośrednio po tym mówi się, że w podobny gong uderzano

n i i K a r l a Kerenyiego, pewną „śmiałą teorię":

przy śmierci spartańskich królów. Sugeruje to odwieczne ry¬

W

tuały, które zachowywane były zarówno w Eleusis, jak
„W filologicznym i humanistycznym planie, O t t o propo¬

w Sparcie. Uderzanie w gong przypomina orientalne, zwłasz¬

nuje podejście zgoła odmienne od już wspomnianych; lecz

cza chińskie obrzędy pogrzebowe. Persefona wzywana była

niestety jego osobliwa teoria nie wpłynęła zbyt dobrze na je¬

z głębokości w innych kultach greckich. [... ] A w Eleusis Ko-

go reputację jako uczonego. Twierdzenie to było równo¬

re również przychodziła w odpowiedzi na wezwanie. Wsta¬

znaczne z prowokacją. Wzywał swych czytelników, by roz¬

wała z martwych. Zjawiała się. Jest to dowiedzione, jeśli jesz¬

ważyli rozproszone aluzje, tyczące doświadczeń - pathe -

cze potrzebny tu dowód, przez nowo odkryty papirusowy

inicjowanego w Eleusis, z nowego punktu widzenia i próbo¬

tekst, w którym Herakles oświadcza, że nie jest mu potrzeb¬

wali uwzględnić fakt, który on sam brał bardzo poważnie, że

na inicjacja, ponieważ już w swym zejściu do podziemnego

uczestnicy Misteriów mogli doświadczać

tego, co - jak wie¬

świata zobaczył wszystko, co misteria mają do zaofiarowania.

rzyli - było autentyczną boską epifanią. Można powiedzieć,

Opowiada o świętej nocy, a na koniec mówi: «Zobaczyłem

że O t t o miał tu prekursora w osobie holenderskiego bada¬

Kore». Królowa podziemnego świata jest obecna. [...]

cza K. H . E. de Jonga, który już interpertował był klasyczny

W Eleusis uprawnieni do wtajemniczeń pozostawali wzglę¬

passus z Fajdrosa Platona (250c) jako pośrednie świadec¬

dem owego wydarzenia, którego mieli być świadkami,

two, że w Eleusis zmuszano duchy, by się zjawiały. [... ] Ot¬

w pewnej istotnej relacji. [... ] Byli jak gdyby przenoszeni

to, ze swej strony, nie czynił owej tezy bynajmniej wiarygod-

w mit, a w tym niezwykłym momencie mit stawał się rzeczy¬

niejszą sugerując, w dodatku, że ziarno zboża mogło wzra¬

wistością.

stać i w cudowny sposób dojrzewać podczas misteryjnej no¬

Czym przeto jest mit? - Pewną starą opowieścią, zacho¬

cy. Uwaga ta wydawała się zbyt bliska cudu św. Januarego

wywaną przez przodków i przekazywaną potomnym. Lecz

w Neapolu".

przeszłość stanowi tylko jeden z jego aspektów. Prawdziwy

31

mit jest nierozdzielnie związany z kultem. Dawno temu jest
Kerenyi dodaje, że sam usiłował postawić nową hi¬

również jakimś teraz, to co było, jest także żywym zdarze¬

potezę, odnoszącą się do zagadki Eleusis, poprzez i n ­

niem. Tylko w owej podwójnej jedności «wtedy» i «teraz»

oraz

wypełnia się prawdziwa istota mitu. Kult jest jego uobecnio¬

nawiązanie do rzekomego procesu, j a k i m i a n o wyto¬

ną formą, odtworzeniem zdarzenia archetypowego, umiesz¬

czyć A j s c h y l o s o w i za ujawnienie czegoś z tajemnicy

czonego w przeszłości, lecz wiecznego w istocie. A chwila,

misteriów .

gdy mit ten się urzeczywistnia, jest uroczystością na cześć

terpretację finałowej sceny z Edypa

w Kolonos,

32

263

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

bogów, świętym dniem powracającym w ustalonym odstępie.

w swej analizie, odrzuca z niego „opowieści podróżni­

W owym dniu cała pamięć wielkiego dziedziczonego do­

cze"

świadczenia znów jest prawdziwa i obecna. Bogowie są bli¬

w nawias marzenia sennego", oraz to co dla nas jest

(w typie Guliwera),

wszelkie narracje

„brane

sko, jak byli u początku czasu, nie tylko jako majestatyczne

zwykle „bajką" w przeciwieństwie do baśni: „ezopowe"

postacie domagające się czci, lecz jako to, czym są: najwyż¬

- powiedzmy - p o w i a s t k i z morałem, w których boha­

szymi realnościami tego co tu i teraz, pierwotnym objawia¬

t e r a m i są zwierzęta ucieleśniające ludzkie charaktery

niem się biegu bytu, tworzącymi i cierpiącymi mocami żywej

czy raczej typy („bajki zwierzęce"). M i m o t y c h wstęp­

chwili, która także zawiera w sobie śmierć. Bez śmierci nie

n y c h zastrzeżeń, t e r m i n „fairy-story"

może być życia; bez umierania - płodności. Powraca mo­

wyczerpuje nadawanego m u t u zakresu i siły znacze¬

ment groźny, moment, kiedy młoda bogini zostaje porwana

nia, gdy po prostu o d d a m y go przez „baśń" w przyję¬

bynajmniej nie

przez ciemności, gdy boska matka szuka jej lamentując i pła¬

t y m powszechniej sensie. Bo pojęcie fairy-story

cząc, póki nie dowiaduje się, że stała się ona Królową Umar¬

muje sobą, bywa równoznaczne z l u b - zbliża się do

łych i że nią pozostanie; lecz córka wychodzi na ziemię,

pojęcia „mitu", jako opowieści „pierwotnej", co może

obej¬

a wraz z nią ziarno, któremu ludzie zawdzięczają ucywilizo¬

znaczyć „świętej": nie stworzonej przez ludzi, w każ¬

wane życie. I mistowie są świadkami tego wydarzenia, które

d y m razie ściśle związanej z wierzeniami, j a k w trakcie

nie jest w istocie odgrywaniem czegoś, ale boską obecnością,

w y w o d u to wyczuwamy (nie zawsze z pełną jasnością),

mitem urzeczywistnionym. Persefona jest obecna dla ludzko¬

by się na koniec upewnić o t y m , kiedy do owego „ga¬

ści, dla zgromadzenia, w owym wielkim momencie, który

t u n k u " T o l k i e n zaliczy Ewangelie, traktując je jako

przynosi czas. I będzie obecna znowu, osobno dla każdego

najwyższe, z tego rodzaju, dzieła sztuki ( ! ) ,

człowieka, kiedy nadejdzie śmierć, to straszliwe święto

„artyzm zawiera się raczej w samych zdarzeniach, a nie

śmiertelnej nocy, z którym eleuzyjskie misteria tak często by¬

w sposobie opowiadania", ponieważ „autorem t y c h

35

których

ły porównywane. Nierozważne byłoby nawet uleganie poku­

zdarzeń nie był żaden z ewangelistów".

sie, by uchwycić w konkretach obraz tego, co postrzegano

zaznaczonymi b i e g u n a m i rozciąga się dyskurs przybli¬

w takim momencie. A skoro próba taka byłaby też jakimś

żający istotę owego zjawiska.

szacowaniem misteriów, badacz sam musi dojść do tego, jak

Fairy-story

36

Między tak

to a story of faierie: „opowieść z Zaczaro­

absurdalne jest mniemanie, że coś tak wielkiego potrafimy

wanego Królestwa", l u b „Królestwa Elfów", j a k d o w o ­

pojąć przez zwykłe zastosowanie metody filologicznej i płyt¬

dzi T o l k i e n , powołując się na o d n o t o w a n e w

kiej nowoczesnej psychologii. To tak, jak byśmy metodą na¬

English

uk ścisłych próbowali się zbliżyć do największych na świecie

r o k u , użycie słowa fairy w Gowera Confessio

dzieł sztuki".

gdzie o prezencji pięknego i strojnego młodzieńca po¬

33

Dictionary

Oxford

pierwsze, pochodzące sprzed 1450
amantis,

wiada się „as he were of faierie": „jak gdyby był z czaro­
Już odrzucając hipotezę „odgrywania" m i t u pod¬

dziejskiego świata" [Faerie] (a nie „a faierie", jak błęd¬

czas misteriów w Eleusis ( m i t u l u b jednego z możli¬

nie zacytowano w haśle z tego słownika, zarazem myl¬

w y c h apokryfów m i t o l o g i c z n y c h , z których najważ¬

nie oddając całe wyrażenie przez: „jak gdyby był

niejszym z zachowanych będzie, w t y m przypadku,

elfem"). G d y więc iść za tą sugestią (a nie sposób jej

Hymn do Demeter, jak próbujemy dowodzić dalej), Ot¬

p o m i n ą ć ) , tłumaczenie czy rozumienie tytułu poema¬

to zdaje się traktować tę formę przekazu, i zarazem in¬

t u Spencera The Faerie Queene jako Królowa

terpretacji opowieści w rytuale, z podtekstem zbliżo¬

(albo Elfów)

n y m do zasady wydobytej ostro przez angielskiego

odnosi się do żadnych postaci, lecz do pewnego obsza¬

uczonego w związku z wszelkimi wizualizacjami narra¬

ru, k r a i n y jaką ta królowa włada. Stąd, powiada Tol¬

cji „baśniowych" (czytaj: m i t y c z n y c h l u b epickich, al¬

k i e n , nadawanie baśni (fairy-story)

bo, w szczególnym, dalej eksplikowanym t u znaczeniu,

ści o elfach l u b i n n y c h czarodziejskich istotach" jest

„fantastycznych"), w t y m zwłaszcza sprowadzanych na

stanowczo zbyt zawężone:

Wróżek

jest też opaczne, bo tytułowe faerie nie

znaczenia „opowie¬

obszar d r a m a t u .
„antropocen-

„baśnie bowiem - w normalnym tego słowa użyciu - to

t r y c z n y " , t z n . przenoszący wszystko n a g r u n t wyłącz¬

Tolkien,

nie po prostu historie o elfach, ale opowieści o Faerie, Kró­

nie w i d z i a l n y c h l u d z k i c h zachowań i działań, stwier¬

lestwie Czarów. W królestwie tym istnieją nie tylko elfy

dza, że uniemożliwiałoby to przejście w stan „zacza¬

i wróżki, nie tylko krasnoludy, czarownice, trolle, olbrzymy

r o w a n i a " . Rozważał bliżej tę kwestię w rozprawie On

i smoki, ale także morza, Słońce, Księżyc, Ziemia i wszystko,

Fairy-Stories,
podjąć.

określając

dramat jako

z której pewne wątki m u s i m y teraz

co się na niej znajduje: a więc drzewa i ptaki, woda i kamie¬
nie, chleb i wino, i my, śmiertelnicy, jeśli nas tam zaklęto.

3 4

Pierwszym i nie najmniejszym stopniem trudności

[...] Określenie, czym jest baśń albo czym być powinna, nie

do p o k o n a n i a jest t u sama terminologia. T o l k i e n uży¬

może opierać się na żadnych definicjach czy historycznych

w a słowa fairy-story,

l u b fable, w czym

przekazach dotyczących elfów lub innych czarodziejskich

można by upatrywać rozróżnienia między „baśnią"

istot, ale na naturze samej Niebezpiecznej Krainy - Króle­

i „bajką". T y m bardziej, że już na początku w y w o d u ,

stwa Czarów - i wiatru, jaki tam wieje. Nie podejmuję się tu

dokonując selekcji materiału, j a k i bierze p o d uwagę

ani zdefiniowania tych ziem, ani nawet próby ich opisania.

nie fairy-tale

264

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

Nie sposób bowiem pochwycić Królestwa Czarów w sieć

słowa", czyli o d głoszenia treści o b j a w i o n y c h , których

słów; jedną z jego właściwości jest to, że nie da się go opisać,

człowiek jest tylko wyrazicielem, a nie autorem, albo -

choć na pewno można go doświadczyć. M a ono wiele aspek¬

w jeszcze mniejszej mierze - twórcą. U Tolkiena tak

tów, a ich analiza nie musi doprowadzić do odkrycia sekretu

właśnie i n t e r p r e t o w a n y jest przykład Ewangelii: jako

całości. M a m wszakże nadzieję, że to, co powiem za chwilę

ujętej w m o w i e opowieści skądinąd „danej", a przeka¬

w związku z pozostałymi pytaniami, rzuci nieco światła na

zywanej jedynie przez ludzi.

mą własną - jakże niedoskonałą - wizję tej krainy. [... ]

C h o ć nigdzie nie jest to wyjaśnione wprost, wypa¬

Najistotniejszą mocą Królestwa Czarów jest to, że może

da założyć, że dla Tolkiena istnieje różnica między „mi¬

ono tchnąć życie w najbardziej nawet fantastyczne wizje.

t e m " (który i u niego można chyba traktować jako coś

[... ] Ten aspekt mitologii - tworzenie, a nie odzwierciedlanie

bliskiego objawieniu) a baśnią (dziełem człowieka, ja¬

czy symboliczna interpretacja piękna i grozy - jest, jak sądzę,

ko „pomniejszego s t w ó r c y " ) na hierarchicznej skali
40

zbyt zaniedbany. Czy to dlatego, że pełniej ujawnia się on

opowieści, które na tej podstawie dałoby się rozróżnić

w Królestwie Baśni niż na wyżynach Olimpu? A może dlate¬

jako „sakralne" i „laickie" (lub przynajmniej ciążące

go, że uważa się go raczej za cechę mitologii «niższej» niż

k u świeckiemu obszarowi). W t y c h d r u g i c h podstawo­

«wyższej»?"

w y m czynnikiem tworzenia jest „fantazja", czego nie

37

da się powiedzieć o „micie" w sensie m o c n y m . Słowo
Tolkien ani nie odrzuca, ani nie zaciera tej relacji, mi¬

„baśń" stosuje o n jednak, w zasadzie, wobec o b u . Mo¬

tem i baśnią (czy ściślej: „prawdziwą baśnią") choć wy¬

i m zdaniem trzeba przyjąć, że „mit" i „baśń" są blisko¬

wód, przynajmniej na początku, nie odsłania jej wprost.

znaczne, aczkolwiek można wątpić, czy są t r a k t o w a n e

„Mit" zdaje się t u najpierw kwestią głównie filolo¬

do k o ń c a synonimicznie (może baśń jest istotnie „niż¬
szą", albo „wtórną" postacią m i t u , z t y m , że o d m i t u -

giczną.

co najmniej „ f o r m a l n i e " - zależną?). T r u d n o b o w i e m
„Można bez żalu - czytamy we fragmencie, w którym

wyobrazić sobie, że ktoś przypisuje fantazji tę samą ro¬

wolno upatrywać nawiązania do Barfielda - porzucić pogląd

lę w przekazywaniu

Maxa Mullera, że mitologia to «choroba języka». Równie

ona dla niego w tworzeniu i n n e j . Jednak mówi o n tak¬

jednego t y p u opowieści, jaką pełni

dobrze można by powiedzieć, że myślenie to choroba umy¬

że o „baśni prawdziwej". N a j p i e r w trzeba przyjrzeć się

słu. Mitologia nie jest żadną chorobą, choć naturalnie, jak

uważnie t e m u , co pisze o fantazji:

wszystkie ludzkie wytwory, sama może być chora. Bliższe
prawdy byłoby już chyba stwierdzenie, że języki - a szczegól¬

„Zdolność umysłu do tworzenia obrazów to jedna sprawa

nie współczesne języki europejskie - są chorobą mitologii.

- i słusznie umiejętność tę określa się mianem wyobraźni.

Nie sposób wszakże odrzucić języka. Wcielony umysł, język

[...] Umiejętność wyrażenia, które (mniej czy bardziej udat-

i opowieść liczą sobie w naszym świecie tyle samo l a t " .

nie) nadaje temu, co wyobrażone, «spójność cechującą rze-

38

czywistość», to zupełnie inna sprawa. Potrzeba jej innej na¬
Stwierdzenie, że mitologia jest w y t w o r e m l u d z k i m ,

zwy - jest to sztuka, wtórne stwarzanie, ogniwo łączące wy¬

odnosi się w naszym p r z e k o n a n i u niewątpliwie do

obraźnię i jej ostateczny produkt: utwór. Brakuje m i jeszcze

słownego ujęcia m i t u , do m i t u „wypowiedzianego" czy

słowa, które łączyłoby w sobie pojęcie sztuki wtórnego two¬

„opowiedzianego", do opowieści mitycznej. Lecz zara¬

rzenia jako takiej i ową cechę dziwności

zem powstaje dylemat, czy mitologia jest czymś różnym

w sposobie wyrażenia, a obecną już w obrazie wytworzonym

o d poszczególnych mitów (właśnie jako opowieści nie

przez wyobraźnię: niezbędną cechę baśni. [... ] wybieram dla

41

i cudowności

t w o r z o n y c h przez ludzi, lecz tylko relacjonowanych

mych celów słowo «fantazja» - i to zarówno w jego starszym

przez n i c h . Czy jest to więc generalny t e r m i n określa­

i bardziej wzniosłym sensie «wyobraźni», jak i w pochodnym

jący jeden typ opowieści (wyłącznie jeden, rzecz jasna),

znaczeniu «nierzeczywistości» (to jest niepodobieństwa do

czy też jest nazwą zbiorczą szerszego g a t u n k u narracyj¬

pierwotnego świata) i uwolnienia się od dominacji «faktu»

nego, jeśli w o l n o to tak nazwać, zważywszy, że m i t

- jednym słowem «fantastyczności»".

42

43

w zasadzie jest pozbawiony wyraźniejszych l u b jakich¬

Słowo to znaczy t u zarówno „rzeczy, które nie są

k o l w i e k narracyjnych reguł. A stąd: czy „baśń" mieści

bezpośrednio obecne" (te więc, które wyobraźnia jest

się w obrębie „mitologii", i czy jest zarazem tożsama

zdolna przywoływać), jak takie, które nie

z „mitem", czy też jest wobec m i t u - w m o c n y m sen¬

w „świecie p i e r w o t n y m " , tzn. w rzeczywistości „praw¬

sie: m i t u „wyższego" - czymś obocznym, n p . „mitem"

dziwej". S t ą d „fantastyczność" czyni z t a k pojętej „ba¬

niższego rodzaju?

śni" - zdaniem T o l k i e n a - formę sztuki „niemal naj¬

39

Wszystko to prowadzi do próby pogodzenia t y c h

istnieją

czystszą, a więc (gdy jest udana) najpotężniejszą".

rozróżnień z d o k o n a n y m w poprzedniej części tej pra¬
cy podziałem na m i t jako formę objawienia, która jest
pierwotnie „niema" (der stumme Mythos),

„Fantazja ma naturalnie pewną przewagę nad innymi ro¬

a dalej: ob¬

dzajami twórczości: fascynującą obcość i dziwność - ponow¬

jawienie wysłowione, i wreszcie opowieść apokryficz¬

nie podkreśla pisarz. - Wielu ludzi nie lubi ulegać fascyna¬

ną, która o d strony języka nie różni się (jak w o l n o

cjom. [... ] Głupio i złośliwie mylą więc fantazję z marzenia¬

m n i e m a ć ) zasadniczo o d m i t u już „dochodzącego do

mi, które nie mają nic wspólnego ze sztuką, oraz z zaburze-

265

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

niami psychicznymi, nad którymi człowiek nie ma żadnej

ficzny" d r a m a t u , „bardziej autentyczny" - powiedzieli¬

władzy [...]. W ludzkiej twórczości fantazję najlepiej pozo­

byśmy - jego o d p o w i e d n i k , który (i jeśli) rozgrywa się

stawić słowu, prawdziwej literaturze. [...] Fantastycznych

niejako „wewnątrz" baśniowego świata. Gdy, za Tol¬

form nie można udawać".

k i e n e m , przeciwstawimy „magii" „zaczarowanie" wy¬
twarzające (znów podkreślmy: tylko)

T y m razem chodzi o wszelkie wizualizacje tego, co

„wtórny świat",

do którego zarówno twórcy, j a k i widzowie

mogą

wykreowała czysta fantazja w opowieści. K o r o n n y m

wejść, a gdy się już w n i m znajdą, doświadczać go

przykładem są t u deformacje „opowieści" wywołane

wszystkimi zmysłami", zaczarowanie o w o wprowadzi

posługiwaniem się i m tylko właściwymi, i c h niejako

nas w „dramat czarodziejski", w :

n a t u r a l n y m i środkami - w dramacie, o czym była już

„przedstawienia elfów, których widzami tak często by¬

m o w a . D r a m a t b o w i e m , jak czytamy dalej, jest w isto¬

wali ludzie: twory realistyczne, niemal dotykalne fantazje,

cie „rodzajem udawanej l u b zastępczej m a g i i " :

niedostępne dla jakichkolwiek ludzkich środków. W rezul¬
tacie jego oddziaływanie (na człowieka) wykracza zazwyczaj

„jest widzialnym i słyszalnym przedstawieniem ludzi wy¬

poza wtórną wiarę. Jeśli znajdziesz się na czarodziejskim

myślonych w opowieści. [... ] Każde, nawet udane pod wzglę¬

dramacie, przeniesiesz się (albo tak ci się będzie zdawało)

dem technicznym, wprowadzenie w ten niby-magiczny wtór¬

do wnętrza wtórnego marzenia. [...] Czarodziejski dramat

ny świat dalszych fantazji lub czarów, każe nam przenieść się

wprowadza cię w sen snuty przez cudzy umysł, choć możesz

na kolejny poziom rzeczywistości: w świat trzeciego rzędu.

łatwo zapomnieć o tym fakcie. [... ] Pierwotny świat pozo¬

A to już o jeden świat za daleko. [...] Niewiele można powie­

staje więc tym samym dla elfów i dla ludzi, nawet jeśli jest

dzieć w dramacie o drzewach jako o drzewach".

przez nich inaczej ceniony i postrzegany. [... ] To właśnie el¬

44

fy mogą nam uzmysłowić kluczowe pragnienia i aspiracje
D l a zrozumienia całego w y w o d u m a to kluczowe

ludzkiej fantazji, nawet jeśli same są tylko jej wytworem,

znaczenie. Po pierwsze, okazuje się, że wcześniej Tol¬

a może właśnie dlatego. [... ] Fantazja to natualny aspekt

k i e n posługiwał się t e r m i n e m „magia" przenośnie l u b

ludzkich działań. N a pewno nie niszczy rozumu ani go na¬

zastępczo. W zasadzie b o w i e m t r a k t u j e o n ją tak, j a k

wet nie obraża; nie stępia też apetytu na prawdę naukową

się ją traktować zwykło w h i s t o r i i i d e i religijnych: ja¬

i nie zaciera jej postrzegania. Wręcz przeciwnie. I m bystrzej¬

ko wynaturzenie wierzeń, przewrotną c h ę ć wykorzy¬

szy i trzeźwiejszy umysł, tym wspanialsze będzie snuł fanta¬

stania b o s k i c h m o c y dla l u d z k i c h celów. „Magia nie

zje. [... ] U podstaw prawdziwie twórczej fantazji leży ostra

jest sztuką, lecz techniką, wyrasta z pragnienia władzy

świadomość tego, że świat jest taki, jaki się nam jawi, a więc

n a d t y m światem, d o m i n a c j i n a d materią i wolą" -

rozpoznanie faktów, choć niekoniecznie uznanie ich władzy.
[...] Ludzie poczęli nie tylko elfy, lecz wymyślili bogów i za¬

czytamy dalej.
Po drugie, o d k r y w a m y t u istotę stosunku fantazji

częli oddawać i m cześć; czcili nawet bóstwa przesiąknięte

do „pierwotnego", czyli stworzonego, nie o d nas zależ¬

złem swych twórców. [...] Abusum non tollit usum. Człowiek

nego w swym i s t n i e n i u i biegu świata. Stwierdzenie,

nie utracił praw do fantazji: tworzymy na swą własną miarę

że dalszy niż tylko (dodajmy) „wtórny" p o z i o m rzeczy¬

i na swój własny, wtórny sposób, ponieważ my także zosta¬

wistości, na j a k i m dokonują się prawidłowe i „dozwo¬

liśmy stworzeni, i to na obraz i podobieństwo naszego

l o n e " działania fantazji, to już wkroczenie w „o j e d e n

Stwórcy.

świat za daleko", zostało poparte i d o d a t k o w o wyja¬

[... ] baśniowe opowieści pozwalają nam wyzdrowieć.

śnione, między i n n y m i , w jednej z n o t uzupełniają¬

Wyzdrowienie (to jest trwały powrót do zdrowia) jest odzy¬

cych tekst zasadniczy: „Fantazja nie zaciera ostrych

skaniem: odzyskaniem jasnego spojrzenia. Nie chcę tu za¬

konturów rzeczywistego świata - raczej jest o d n i c h

głębiać się w filozofię i mówić o «widzeniu rzeczy takimi, ja­

zależna. W naszym z a c h o d n i m , europejskim świecie

k i m i są», ale mógłbym zaryzykować mówienie o «rzeczach

to «poczucie rozdziału* często bywa w dzisiejszych

takich, jakimi przeznaczone jest (czy było) nam je widzieć*

czasach osłabiane i atakowane nie przez fantazję, ale

- jako rzeczy poza nami. Musimy umyć okna, aby uwolnić

przez teorie n a u k o w e " .

S t ą d zupełnie inaczej pojmo¬

świat zewnętrzny od brudnych zacieków trywialności lub

wać należy c y t o w a n y wyżej f r a g m e n t o „nierzeczywi¬

powszedniości - od poczucia posiadania. [... ] Kreatywna

stym" charakterze wytworów fantazji. Można zapew¬

fantazja jest władna otworzyć na oścież drzwi twego skarb¬

ne słowo to rozumieć jako „nadempiryczny"

ca i wypuścić na wolność, niczym ptaki z klatek, uwięzione

45

(czy

„nadzmysłowy"), l u b „rzeczywisty wtórnie". Fantazja

w n i m rzeczy. I oto klejnoty przemienią się w kwiaty i pło¬

b o w i e m poszerza rzeczywistość, a nie deformuje jej

mienie, a ty wreszcie uświadomisz sobie, że wszystko to, co

i nie neguje a n i nie odbiega o d praw nią rządzących,

posiadałeś (lub znałeś), było groźne i potężne, nie dość sku¬

czyli o d „pierwotnego świata". Czy nie dałoby się po¬

tecznie zakute w łańcuchy, wolne i swobodne: nie bardziej

wiedzieć, że sprowadza na poziom fenomenów to, co

twoje, niż było sobą. Wszelkiego rodzaju «element fanta-

w niej niewidzialne?

styczny» w poezji i w prozie pomaga w tym uwolnieniu. Jed¬
nak najpełniej czyni to baśń - świat zbudowany na fantazji

W r a c a j ą c do przerwanego f r a g m e n t u : wedle Tol¬

lub wokół niej, którego samym sercem jest fantazja właśnie.

kiena może istnieć rodzaj „wyższego" niż „antropomor-

[... ] Baśnie opowiadają głównie albo (te lepsze) niemal wy266

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

łącznie o sprawach podstawowych, nie tkniętych przez fan¬

„Nietrudno wyobrazić sobie owo niezwykłe podniecenie

tazję, ale jej oprawa przydaje blasku tej prostocie. Bo twór¬

i radość, jakie stałyby się naszym udziałem, gdyby jakaś

ca opowieści, który pozwala sobie na «swobodę» wobec na¬

szczególnie piękna baśń okazała się prawdziwa w «pierwot-

tury, może być jej miłośnikiem, ale nie niewolnikiem. To

nym» sensie tego słowa, gdyby jej fabuła objawiła się jako

baśnie pierwsze pozwoliły przeczuć moc słów i cudowność

zdarzenie historyczne, nie tracąc przy tym owego mitycznego

rzeczy takich, jak kamień, drewno i żelazo, dom i ogień,

i alegorycznego znaczenia, które miała jako baśń. Nietrud­

chleb i w i n o " .

no, gdyż nie byłoby to doświadczenie o zupełnie nowej, nie

46

znanej nam jakości".

47

Skoro padło wyrażenie „moc słów", m u s i m y wrócić
do kwestii języka samego. A l e przedtem konieczne jest

T o l k i e n m a t u n a myśli szczególną „baśń", o której

ujawnienie jeszcze jednej ze stron streszczanego t u wy¬

już n a początku wspominał, a do której n a koniec wra­

wodu.

ca, pisząc o jednej z najważniejszych cech tego gatun­

Słowo jest najistotniejszym środkiem

tworzenia,

k u , jaką jest szczęśliwe zakończenie (ściślej „rozwiąza­

które - jak pamiętamy - T o l k i e n uznawał za nazbyt za¬

nie a k c j i " ) : euktastrophe.

poznany aspekt m i t u , w t y m momencie utożsamiając

ca „jest najdoskonalszą formą baśni [ . . . ] . Jest to dana

Opowieść d o niej prowadzą­

z n i m baśń, traktując j ą (czasem między wierszami) za

n a m , w oprawie baśniowego l u b innego świata, nagła

jeden z jego przejawów, jedną z postaci mitycznej opo¬

i c u d o w n a łaska, której p o w r o t u nigdy nie można być

wieści. Przy pierwszej lekturze rozprawy O

p e w n y m . [...] Łaska ta jest swego rodzaju

baśniach

evangelium,

sprawa relacji pomiędzy t y m i dwiema f o r m a m i przeka¬

oferującą u l o t n y przebłysk radości - owej radości, któ¬

zu czyni wrażenie nie d o k o ń c a wyjaśnionej, o czym

ra czeka poza m u r a m i tego świata, równie przeszywa¬

wspominałem. Jednak i m więcej analogii znajdujemy

jąca, j a k żal". Przez użycie tego środka nawet współ¬

dla zasadniczego przesłania tego tekstu i i m głębiej

czesna opowieść o baśniowym charakterze może mieć

w sam jego gąszcz wkraczamy, t y m jaśniejsze się staje,

w sobie „coś z owej dziwnej mistycznej jakości dawnej

że „baśń" i „mit" są tutaj zasadniczo

baśni, przerastającej opowiadane w y d a r z e n i e " . I t u

t y m samym

w istocie.

48

wreszcie o d k r y t y zostaje ostatecznie k i e r u n e k tego wy¬
w o d u i najgłębsza treść jego przesłania:

U O t t a m i t , b ę d ą c „pewną starą opowieścią", nie¬
ustannie przechodzi ( i zarazem przenosi nas) w teraź¬
niejszość: „to, co było, jest także żywym zdarzeniem".

„W eukastrophe otrzymujemy sugestię większej odpowie­

Jej prawdziwe życie aktualizuje się n i e u s t a n n y m jej

dzi - dalekiego odbłysku czy echa Evangelium w rzeczywistym

p o w t a r z a n i u (opowieść taka jest „zachowana przez

świecie. [...] Ewangelia to przecież baśń albo raczej wzniosła

przodków i przekazywana p o t o m n y m " ) i w k u l c i e ,

opowieść, która jest samą istotą baśni. Mówi o wielu cudach,

który n a swój sposób wprowadza nas w sam k r w i o b i e g

osobliwie artystycznych, pięknych i poruszających: «mistycz-

wysławianych wydarzeń. K u l t , czyniąc niejako tę opo¬

nych», w swej doskonałości i pełni. Pośród tych cudów znaj­

wieść wiarygodniejszą, wzbudza w jego uczestnikach

duje się i owa największa, najpełniejsza eukatastrophe, jaką

wiarę w jej prawdziwość. W i a r ę , której - w sakralnej

można sobie wyobrazić. Baśń ta wtargnęła w historię i świat

sferze, w jaką m i t nas przenosi - nie możemy już okre¬

pierwotny. Pragnienie i aspiracje twórcze wypełniły się jako

ślić jako „wtórnej". Jest to wiara l u b wierzenie w sen¬

Stworzenie; narodziny Chrystusa to eukatastrophe historii

sie bezwzględnym. W religiach p i e r w o t n y c h świętość

człowieka; Zmartwychwstanie zaś - eukatastrophe historii

m i t u jest zagwarantowana przez świętość słowa. I wie¬

Wcielenia. Opowieść zaczyna się i kończy radością. Odzna¬

rzenia sięgają aż t u , l u b stąd czerpią swą autentycz¬

cza się też górującą nad innymi historiami «wewnętrzną spój¬

n o ś ć i siłę. Jeśli, j a k czytaliśmy, zakłócenie

„wiary

nością cechującą rzeczywistość». Nigdy nie pojawiła się żad¬

w t ó r n e j " albo wyjście poza stan „zawieszenia niewia¬

na opowieść, którą człowiek tak bardzo pragnąłby widzieć ja¬

r y " p o w o d u j e nagłe rozczarowanie, wytrącenie ze

ko prawdziwą, i żadna, której prawdziwość uznałoby tak wie¬

świata fantazji przez konfrontację baśni (jako „zmy¬

lu sceptyków. Jej artyzm nosi najbardziej przekonujące piętno

ślenia", „literackiej f i k c j i " ) z prawdą

pierwotnej sztuki - aktu Stworzenia. Odrzucenie jej prowa¬

„pierwotnego

świata", którego częścią jesteśmy sami - o tyle wyjście

dzi albo do smutku, albo do gniewu. [...] Sztuce nadano wy­

poza prawdę m i t u nie jest możliwe. B o nie m a dokąd

miar prawdy. Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów. Legen­

wyjść. Jest o n równie prawdziwy j a k rzeczywistość,

da i historia spotkały się i zlały w jedno".

49

skoro o n a cała potwierdza p r a w d y przezeń oznajmia¬
ne, b ę d ą c - kiedy inaczej n a t o spojrzymy - tylko jej
kontynuacją,

k i e d y zachowuje

„wewnętrzną

D o p i e r o p o t y m może być p o d d a n y właściwemu

spój¬

rozbiorowi p r o b l e m podstawowego środka, j a k i m po¬

Wedle Tolkiena istnieje w t y m zakresie, który czę¬

jest w stanie ujawnić się w pełni swego „wtórnego

ność" ją cechującą.

sługuje się sztuka baśni, poprzez który fantazja ludzka

ściej nazywa baśniowym niż m i t y c z n y m , jeden - wspo¬

stwarzania".

Postawa,

jaką

reprezentuje

Tolkien,

m n i a n y już - przypadek, który w pełni rozwiązuje

w oczywisty sposób czyni słowo

wszelkie wątpliwości i k o m p l i k a c j e , jakie jego wywód

C y t o w a n y już fragment, gdzie mówi o n o zaniedbaniu

mógł wywoływać:

„tego aspektu m i t o l o g i i , j a k i m jest tworzenie", prowa267

analogonem

Słowa.

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

dzi do pytania, dlaczego t a k się dzieje: „Czy dlatego -

żam, że sporym w a l o r e m l i t e r a c k i m jest pozostawienie

jak sam pisze - że tworzenie pełniej u j a w n i a się w Kró¬

w i e l u spraw nie wyjaśnionymi (szczególnie, jeśli wyja­

lestwie Baśni niż na wyżynach O l i m p u ? " Ze baśń, gdy¬

śnienie istnieje); być może z tego p u n k t u widzenia po¬

by ją m i t o w i przeciwstawić jako gatunek mniej krępu¬

pełniłem błąd, starając się wyjaśnić zbyt wiele faktów

jący fantazję artysty, pozwala swobodniej obchodzić

z historii".

53

prawa „pierwotnego świata" i wprowadzać w życie
„najbardziej fantastyczne wizje"? Ze zatem m i t wier¬

Wreszcie odpowiedź, której szukamy, zostaje udzie¬

niej odzwierciedla p i e r w o t n y świat, bo go bezpośred¬

lona wprost:

n i o reprezentuje wyrastając zeń, nie b ę d ą c t w o r e m
wtórnym, zapośredniczonym przez aktywność ludzką?

„[Władca Pierścieni]to

«baśń», lecz napisana - zgodnie

A l e , j a k mówiliśmy, istnieje „baśń prawdziwa" l u b

z przekonaniem, które kiedyś wyraziłem w obszernym eseju

„czysta" (może równie p i e r w o t n a j a k pierwsze wysło¬

0 baśniach, że to są jej właściwi czytelnicy - dla dorosłych.

wienie m i t u ) , która jest swoistym m o d e l e m „baśni",

Uważam, że baśń ma swój właściwy sposób odzwieciadlania

jako g a t u n k u - na p e w n y m etapie rozwoju najszerzej

«prawdy», odmienny od alegorii, (dłuższej) satyry czy «reali-

rozumianej „opowieści" - zajmującego miejsce m i t u

zmu», i jest on pod pewnymi względami bardziej przekonu¬

wraz z laicyzacją kultury, co się łączy z n a r o d z i n a m i

jący. [...]Pod tą opowieścią kryje się oczywiście struktura mi¬

„wiary wtórnej"? Z a t e m „baśń" nie byłaby określeniem

tologiczna. Została napisana na samym początku i być może

jednego tylko typu narracji, lecz zbioru wewnętrznie

będzie teraz częściowo opublikowana. Można powiedzieć,

zróżnicowanego, ustopniowanego. Zbiór t a k i obejmo¬

że jest to «mitologia monoteistyczna», a zarazem «wtór-

wałby zatem i to, co zwykło się nazywać m i t e m .

stwórcza»".

54

55

Porządkując w analizowanym t u tekście argumen¬
ty tego przekonania dotyczące, jeden z ważniejszych

W z m i a n k a o „teologicznym" charakterze przypo¬

znajdujemy w dopiskach do w y w o d u głównego. Jest to

m i n a n a d t o uwagę zawartą w liście do jezuity, Rober¬

uwaga nawiązująca do baśni A n d r e w Langa opartej na

ta M u r r a y a , który po przeczytaniu części The Lord

micie Perseusza i Gorgony:

the

Rings

of

napisał do Tolkiena, że dzieło wywołało

w n i m poczucie „wielkiej zgodności ze stanem Łaski":
„co do początku baśni: trudno znaleźć lepszą formułę niż
«dawno, dawno temu». [...] Zaczyna się tak i nie określa ani

„Władca

Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym

roku, ani miejsca, ani osób. Zabieg ten prowadzi do czegoś,

1 katolickim; początkowo niezamierzenie, lecz w popraw¬

co można byłoby określić jako przemianę mitologii w baśń.

kach świadomie. Dlatego nie umieściłem w n i m czy też wy¬

Osobiście wolałbym tu mówić o przemianach wzniosłej ba¬

ciąłem z niego niemal wszystkie wzmianki o czymkolwiek, co

śni (bo czymże innym jest grecka opowieść) w tę szczególną

mogłoby być «religią», kultem czy obrzędami w tym wymy¬

formę, tak obecnie popularną w naszym kraju: w opowiast¬

ślonym świecie. Element religijny został bowiem wchłonięty

kę dla dzieci [...]. Bezimienność to nie cnota i nie należy jej

przez opowieść i jej symbolikę".

56

naśladować, bo niedookreśloność prowadzi w tym wypadku
do obniżenia jakości, zepsucia wynikającego z zapomnienia

A w i n n y m jeszcze miejscu czynił taką uwagę:

i braku inwencji. Ale nie bezczasowość. Początek nie jest zu¬
bożeniem - jest znaczący. Pozwala natychmiast przeczuć roz¬
legły świat czasu, nie objęty żadną mapą".

„Pod względem teologicznym (jeśli ten termin nie jest
zbyt pretensjonalny) wyobrażam sobie, że to, co przedstawi¬

50

łem, w mniejszym stopniu odbiega od tego, co niektórzy
W korespondencji o d n a j d u j e m y dodatkowe wyja¬
śnienia tej kwestii.

(łącznie ze mną) uważają za prawdę. [...] Opowieść głównie
dotyczy Śmierci i Nieśmiertelności oraz «ucieczek» od nich:

Z listu, pisanego jeszcze w 1938 r o k u , pochodzi

długowieczności oraz gromadzenia wspomnień".

57

znamienne zdanie: „mój umysł, jeśli chodzi o opowie¬
ści, jest prawdziwie zajęty «czystymi» baśniami czy też
mitologiami

Ważny i najobszerniejszy komentarz zawiera list do
M i l t o n a W a l d m a n a z w y d a w n i c t w a Collins,

Silmarillionu".

51

które

Pier¬

w momencie wahań Stanleya U n w i n a co do publika¬

ścieni, T o l k i e n formułuje myśl, w której dopatrzyć się

c j i gotowej już powieści, ze względu m a jej rozmiary,

można tęsknoty za „mitem n i e m y m " : „Opowieść trze¬

zainteresowało się nią:

K i l k a lat później, w trakcie pracy n a d Władcą

ba opowiedzieć, bo inaczej nie będzie

opowieścią,

a m i m o to najbardziej poruszające opowieści są nieopowiedziane".

52

„Mit i baśń muszą, tak jak cała sztuka, odzwierciedlać

Zdanie, którego dopełnieniem będą

i zawierać rozcieńczone elementy moralnej i religijnej praw¬

uwagi zapisane w dziewięć lat później: „Nieunikniony

dy (lub błędu), ale nie w sposób bezpośredni, nie w znanej

jest oczywiście k o n f l i k t między techniką «literacką»

formie «prawdziwego» świata. (Mówię oczywiście o naszej

i fascynacją związaną ze szczegółowym dopracowywa¬

obecnej sytuacji, a nie o dawnych pogańskich, przedchrze¬

n i e m wymyślonej, mitycznej e p o k i (mitycznej, nie ale¬

ścijańskich czasach. Nie będę powtarzał tego, co usiłowałem

gorycznej: m o j e m u umysłowi obca jest alegoria). U w a -

powiedzieć w moim eseju, który czytałeś).[...] zawsze mia268

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

łem poczucie zapisywania czegoś, co już gdzieś było «istnie-

w o d k r y w a n i u i poznającym przybliżaniu rzeczywistości

jące», a nie «wymyślone». [... ] Nie lubię alegorii - świado¬

poprzez znaczenia, jakie odkrywa w niej i z niej dobywa

mej i zamierzonej alegorii - a jednak każda próba wyjaśnie¬

pierwotne słowo. Jego wypowiedzi - również po więk­

nia sensu mitu czy baśni musi posługiwać się językiem alego¬

szej części zawarte w listach - dotyczą, w przeciwień­

rycznym. [...] W każdym razie cały ten materiał dotyczy

stwie do rozważań Barfielda, p r a k t y k i pisarskiej, tak o d

Upadku, Śmiertelności i Machiny. Upadku w sposób nie¬

strony środków językowych, jak t e c h n i k i narracyjnej.

58

unikniony - i motyw ten pojawia się na kilka sposobów.
Śmiertelności, a szczególnie jej wpływu na sztukę i twórcze

T o m Shippey, następca Tolkiena jako profesor sta-

(lub, jak bym to określił, wtórstwórcze) dążenie, wydające

roangielskiego na uniwersytecie w Leeds, doskonale

się nie mieć żadnej funkcji biologicznej ani związku z rado¬

zorientowany w jego badawczej zarówno, j a k literac¬

ściami zwykłego biologicznego życia, z którym w naszym

kiej działalności, pisze: „istotę wiary Tolkiena, odartej

świecie faktycznie pozostaje zwykle w konflikcie. To dążenie

z powłok akademickiej ostrożności, stanowiło prze¬

jest związane z namiętną miłością do prawdziwego, pierwot¬

świadczenie, że «słowo czyni rzecz autentyczną*. Było

nego świata, a zatem przepełnione poczuciem śmiertelności

to przekonanie głęboko zakorzenione w filologii. Tol¬

- a jednak ta miłość go nie zaspokaja. Dążenie to ma różne

k i e n uważał, wręcz wiedział, że wiele słów i i c h f o r m

możliwości „Upadku". Może stać się zachłanne i trzymać się

można podzielić na dwie klasy: «stare-tradycyjne-au-

rzeczy zrobionych jako swej „własności"; wtórstwórca chce

tentyczne»

wówczas być dla swego prywatnego dzieła stworzenia panem

świadczenie to stało się p u n k t e m wyjścia dla o p i n i i ,

i Bogiem. Chce się też zbuntować przeciw prawom Stwórcy

mniej pewnej, ale nie mniej wiarygodnej, że pierwsza

i «nowe-niehistoryczne-błędne».

Prze¬

- a szczególnie przeciw śmiertelności. Oba te zjawiska (ra¬

z grup jest nie tylko poprawniejsza, ale i ciekawsza niż

zem czy osobno) doprowadzają do pragnienia Władzy, pra¬

druga; m a b o w i e m sankcję całych tysiącleci, a więc

gnienia szybszego wprowadzania w życie swej woli - a po¬

odznacza się zdecydowaną «wewnętrzną spójnością»,

przez to do Machiny (czy też Magii). Przez to ostatnie rozu¬

niezależnie o d tego, czy byłaby to «wewnętrzna spój¬

miem wszelkie użycie zewnętrznych planów czy urządzeń

n o ś ć c e c h u j ą c a rzeczywistość», czy też zaledwie spój¬

(aparatury) w miejsce rozwijania wrodzonych wewnętrznych

ność wtórnej s z t u k i " .

60

mocy czy talentów - lub nawet wykorzystywanie tych talen¬
tów z haniebną chęcią dominacji: zastraszenia rzeczywistego
świata lub łamania woli innych osób. Machina jest bardziej
oczywistą współczesną tego postacią, choć pozostaje ściślej

You look at trees and label them just so,

związana z Magią, niż się to zwykle dostrzega. [... ] Elfowie

(for trees are 'trees', and growing is 'to grow');

istnieją (w moich opowieściach) po to, by ukazać tę różnicę.

you walk the earth and tread with solemn pace

Ich «magia» to Sztuka wyzwolona z wielu jej ludzkich ogra¬

one of the many minor globes of Space

niczeń: jest mniej wysilona, żywsza, pełniejsza (nie skażona
niczym zgodność wizji i wytworu). Jej celem jest Sztuka,

Yet trees are not 'trees', until so named and seen —

a nie Władza; wtórstwarzanie, a nie dominacja i tyrańskie

and never were so named, till those had been

przekształcanie dzieła Stworzenia".

who speech's involuted breath unfurled,

59

faint echo and dim picture of the world
W r a c a j ą c do języka „mitu" w ścisłym sensie (jako
Tolkien, Mythopoeia

próby ujęcia w słowa objawienia p i e r w o t n e g o ) , powtó­
rzyć trzeba, że jest o n archaiczny, a stąd „formalna"
formuła baśni: „dawno t e m u " byłaby t u czymś nie na

Mythopoeia,

wiersz zadedykowany „temu,

który

miejscu. W i a d o m o , że m i t jest „opowieścią począt¬

powiedział, że m i t y są kłamstwami, a stąd nie są n i c

ków", a także - nierzadko - opowieścią o początkach

w a r t e " , powstał p r a w d o p o d o b n i e w 1931 r o k u , jako

czasu. Baśniowe „dawno t e m u " , jako swoista meta¬

ślad rozmowy, którą T o l k i e n i Clive Lewis, w towarzy¬

morfoza m i t u , wyjście poza jego uświęcone religijną

stwie H u g o Dysona, anglisty - też zaliczającego się do

tradycją rygory i ramy, mogłoby zwalniać zatem każde¬

«Inklingów» - o d b y l i wczesną jesienią podczas wie¬

go późnego narratora z archaizacji środków wypowie¬

czornego

dzi. A l e t a k nie jest. Jak przekonaliśmy się, T o l k i e n a

W s p o m i n a o t y m C h r i s t o p h e r T o l k i e n we wstępie do

obchodzą przede wszystkim stare

baśnie. W

tym

spaceru po terenach

M a g d a l e n College.

cytowanego wyżej zbioru tekstów ojca, Tree and

Leaf,

przypadku kwestia języka nie m u s i więc być czymś róż¬

powołując się jeszcze na Carpentera, który dokładnie

niącym w zasadniczy sposób te dwa g a t u n k i (czy dwa

opisał ów dialog, przede wszystkim na podstawie l i ¬

w a r i a n t y jednego). O b a należą do obszaru poezji.

stów Lewisa.

Tolkien opowiada się poza t y m za archaizacją (odpo¬

Lewis lubił mity, ale uważał je za k o m p l e t n e zmy¬

wiednio „modelowaną") przy pisaniu takich dzieł, które

ślenia, całkowicie pozbawione prawdy. Tego wieczoru

nawiązują do istniejących mitów, przetwarzając je tylko.

zapewne powtórzył, że są to tylko „bezwartościowe

N a obszarze t y m porusza się - co już w i e m y - j a k fi¬

kłamstwa", c h o ć pełne u r o k u . „Nie - odparł T o l k i e n .

lolog, a nie filozof zgłębiający ontologię m o w y i jej rolę

- To nie są kłamstwa".
269

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

„Właśnie wtedy (jak wspominał później Lewis) «nagły

umysły poetów, a powstające w nich obrazy odzwierciedlają

podmuch wiatru zerwał się niespodzianie w ten cichy i cie¬

fragmenty wiecznej prawdy? N o cóż, chrześcijaństwo - mówił

pły wieczór, strącając tyle liści, że przypominało to deszcz.

- jest takim właśnie odzwierciedleniem; jednakże, co ogrom¬

Wstrzymaliśmy oddechy».

nie ważne, poetą, który je wymyślił, był sam Bóg, posługujący
się rzeczywistymi ludźmi oraz prawdziwymi faktami.

Kiedy Tolkien podjął przerwany wywód, wykorzystał ja¬
ko argument to, co przed chwilą widzieli.

62

Czy chcesz powiedzieć, spytał Lewis, że historia śmierci
i zmartwychwstania Chrysutsa jest odwieczną opowieścią

«Spoglądasz na drzewa - powiedział - i nazywasz je 'drze­

o umierającym bogu?

wami', zapewne wcale się nad tym nie zastanawiając. Nazy¬

Tak, odparł Tolkien, tyle że to jest prawdziwy umierający

wasz gwiazdę 'gwiazdą' i więcej o tym nie myślisz. Musisz jed¬

Bóg, którego śmierć nastąpiła w konkretnym czasie i miała

nak pamiętać, że takie słowa, jak 'drzewo' czy 'gwiazda' były

określone konsekwencje historyczne. Stary mit stał się fak¬

(w oryginalnej formie) nazwami nadanymi tym obiektom

tem, nadal jednak zachował charakter mitu. Tak więc pyta¬

przez ludzi o zupełnie innych zapatrywaniach niż twoje. Dla

nie o jego znaczenie jest absurdalne. [...] Czy [Lewis] nie poj¬

ciebie drzewo jest po prostu organizmem roślinnym, a gwiaz¬

muje, że to jest mit i czy naprawdę nie potrafi się nań otwo¬

da kulą nieożywionej materii poruszającą się po ściśle określo¬

rzyć? Ponieważ, jak stwierdził Tolkien, jeśli Bóg jest twórcą

nym torze. Tymczasem pierwsi ludzie mówiący o 'drzewach'

mitów, to człowiek powinien stać się ich miłośnikiem".

63

i 'gwiazdach' widzieli je zupełnie inaczej. Dla nich świat roił się
od mitologicznych istot. Spoglądali na gwiazdy jak na żywe

Wedle Barfielda, który był najbliższym przyjacielem

srebro stające w ogniu pod wpływem wieczystej muzyki. Wi¬

Lewisa, i którego książkę cenił o n zapewne wyżej niż po¬

dzieli niebo jako kopułę wyszywanego klejnotami namiotu,

glądy Tolkiena, „mityczne słowo", nadając znaczenie

a ziemię jak łono, z którego wyszło wszelkie życie. Dla nich ca¬

rzeczom, znaczenie to wyjawia. Wedle zacytowanej t u

ły proces stworzenia był 'przetykany mitem i usiany elfami'».

Mythopoei,

nazywając je, stawia barierę między prawdą

rzeczywistości, a i c h rzeczywistym sensem. Nazywać - to
Ta koncepcja nie była nowością dla Lewisa, gdyż Tolkien

„zaciemniać obraz świata". Mówić - to przekraczać gra¬

na swój sposób wyraził to, co Barfield powiedział w Poetic

nicę między czystą kontemplacją lub po prostu refleksją,

Diction. Zdaniem Lewisa nie stanowiło to odpowiedzi na je¬

a uzewnętrznianiem, którego jedną z f o r m jest „odgry¬

go zarzut, że mity są kłamstwami.

wanie" czegoś. Jak pamiętamy, wedle Tolkiena dramat

Przecież, odparł Tolkien, człowiek nie jest zaprzysięgłym

jest „antropocentryczny". Można się zastanawiać, jak

kłamcą. Może sprowadzać swoje myśli do kłamstw, lecz po¬

widziałby o n kult, pojmowany za O t t e m jako nieoddziel-

chodzi od Boga i od Niego czerpie swoje najwznioślejsze ide¬

ny o d m i t u , czyniący z niego zawsze „jakieś teraz", jego

ały. Lewis zgodził się z tym: w rzeczy samej już od wielu lat

dawność przeobrażający w aktualnie „żywe zdarzenie".

skłaniał się do tego rodzaju koncepcji. A więc, ciągnął Tol¬

Fragment z Mythopoei przypomina przytaczaną już tutaj

kien, nie tylko abstrakcyjne ludzkie myśli, ale również wy¬

inną myśl jej autora, trudną do zanegowania: „Niewiele

twory jego wyobraźni muszą pochodzić od Boga, a zatem mu¬

można powiedzieć w dramacie o drzewach jako o drze¬

szą odzwierciedlać choć odrobinę wiecznej prawdy. Tworząc

wach". M i t natomiast zdolny jest czynić to właśnie, bę¬

mity i różne mitologie oraz zaludniając świat elfami, smoka¬

dąc tylko czymś ludziom danym, a nie tworzonym przez

m i oraz goblinami, opowiadający człowiek - albo «podkre-

n i c h . N i e narusza istoty rzeczy, jaką ogarnia i przybliża

ator», jak określał go Tolkien - w istocie współtworzy Boże

sobie właściwą mową. Jaka jest ta mowa? T u t k w i sedno

dzieło i przekazuje nam drobny, rozszczepiony refleks praw¬

problemu, a wyrażając się ściśle: tajemnicy.

dziwego światła. Tak więc pogańskie mity wcale nie są jedy¬

Wszak m i t - skoro ma wejść w obieg tradycji, sko¬

nie «kłamstwami», one zawsze zawierają odrobinę prawdy".

ro m a być i jest przekazywany z p o k o l e n i a na pokole¬

61

nie (jak mówił O t t o ) - m u s i być u c h w y c o n y w sieć
Lewis był wówczas w stanie zbliżania się do „ja¬

słów. Wypowiedziany w sposób, który dostępny jest lu¬

kiejś" wiary. Lecz „przedmiot" tej tęsknoty pozostawał

dziom. Odsłaniając pole znaczeń, nie jest w stanie

wciąż nieokreślony. Wątpił w prawdy głoszone przez

ocalić tego, co najważniejsze w n i m : bezpośredniości

chrześcijaństwo i twierdził, że w B i b l i i postać Jezusa

ogarniania, najtajniejszej swej treści. T o l k i e n to rozu¬

nie jest szczególnie ważna. Skąd więc wiara, że właśnie

miał, skoro napisał: „Opowieść trzeba opowiedzieć, bo

Jego śmierć i zmartwychwstanie mogłyby i miały „zba¬

inaczej nie będzie opowieścią", dodając, że dla niego

wić świat"? Carpenter, relacjonując tę rozmowę, opo¬

najbardziej poruszającymi opowieściami były te, które

wiada z zasadzie o „metanoi" Lewisa. Rozmowa o mi¬

nie zostały opowiedziane. Co rozumiał przez to? M i t

cie właśnie, co t u dla nas szczególnie znamienne, do¬

jeszcze „niemy"? Coś, co pozostaje tylko „przedmio¬

prowadziła (co najmniej pośrednio) do tego zwrotu.

t e m przeżycia" i rozwiewa się w nic, gdy zostaje ujęte
w skarlałą mowę naszych czasów? Jeżeli, j a k wspomi¬

Na pytanie dotyczące soteriologicznej roli Chrystusa „Tol¬

naliśmy, w p i e r w o t n y c h religiach świętość m i t u jest za¬

kien odpowiedział mu natychmiast. W istocie, rzekł, rozwią¬

gwarantowana przez świętość słowa, a słowo - z dru¬

zania należy szukać w tym, o czym powiedział wcześniej. Czyż

giej strony - zostaje uświęcone przez m i t , zlaicyzowa¬

nie wykazał, że w pogańskich mitach Bóg objawia się poprzez

na k u l t u r a współczesna nie jest w stanie ocalić owej

270

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

leżnie o d człowieka. T o l k i e n , podobnie j a k

świętości. Może nawiązaniem do tego jest, w traktacie

Blake,

zdanie (ironicznie trawestujące M u l l e r a ) ,

wspomina o swoistym spisywaniu rzeczy m u „dyktowa¬

że dzisiejsze języki, europejskie zwłaszcza, to „choroba

n y c h " , o niezależnym o d jego w o l i czy p l a n u „samo-

mitologii"? Spostrzeżenie niebezpodstawne.

kształtowaniu"

O baśniach,

się

opowieści

-

przypominamy.

66

I wszystko to godzi dzięki k o n c e p c j i „pomniejszania"

Lecz zachodzące w języku zmiany nie stanowią jedy¬
nej przyczyny owego schorzenia. W istocie jest to jeden

twórcy (artysty l u b zwykłego narratora) wobec Tego,

z symptomów wielu przez w i e k i dokonujących się prze¬

którego traktuje jako S t w ó r c ę . ' Pomniejszania świata

obrażeń, których nic nie jest w stanie cofnąć. M i m o że

baśni w zestawieniu ze światem r e a l n y m

Barfield próbuje niejako ratować coś z panowania „praw¬

World).

6

(Primary

W t e n sposób t e r m i n „prawdziwa baśń", jak

dziwej metafory", i dopatrzyć się jej śladów w twórczości

sugerowaliśmy, ogarnia sobą m i t . N i e m i t zagubiony

wielkich poetów różnych epok, jego wywód - niby niepo¬

i niedający się w swej pełni wskrzesić w zsekularyzowa-

strzeżenie - odsłania gorzką konkluzję, którą już znamy:

nej kulturze współczesnej, ale zachowujący tę „we¬

nie ma p o w r o t u do świata, w którym „wszycy byliśmy po¬

wnętrzną spójność", jaką ma rzeczywistość p i e r w o t n a ,

etami", kiedy Myśl dominowała n a d indywidualnym my¬

obdarzona m o c ą wzbudzającą „pierwotną wiarę". A to

śleniem, a ludzką świadomość kierowały w tajemnicze

wiele, jak na czas zdominowany przez racjonalizm, na¬

obszary bezszelestne i nieomylne „kroki N a t u r y " - jak

u k i ścisłe, techniczną cywilizację, wszechwładzę „ra¬

czytaliśmy. „Prawdziwa metafora" należy całkowicie do

chującego myślenia". To już tyle, by poważniej zasta¬

archaicznego języka, a indywidualna twórczość może od¬

nowić się n a d sformułowaną przez Barfielda maksymą,

zwierciedlać tylko cień „mitycznej m o w y " .

że „Drzewo W i a d o m o ś c i jest niepomiernie młodsze o d

64

Drzewa Życia". Drzewa Życia, dodajmy, w którego ga¬

C h o ć więc Barfield wywarł jakiś wpływ na Tolkiena,
i c h poglądy nie były we wszystkim zgodne. D l a Barfiel­

łęziach gnieździł się p i e r w o t n y m i t , a o którego istnie¬

da - przypomnijmy - baśń była „widmową

n i u wciąż może świadczyć życie Prawdziwej Baśni.

formą życia

m i t u po jego schyłku". Jedyne, co dla niego pozostało

Dalej więc rzecz w t y m , by baśni bedącej s k u t k i e m

z oryginalnej postaci m i t u , to - jak się zdaje - metafora,

„wtórnego stwarzania" nigdy nie traktować j a k czyste¬

czyli pewien przejaw archaicznego języka, w którym nie

go zmyślenia, f i k c j i , którą bierzemy za niczym niekrę-

istniała różnica między dosłownym i przenośnym zna¬

powaną „grę f a n t a z j i " .

czeniem, a zarazem większość słów ogarniała szerokie

autentyczna,

„udana", wzbudzająca prawdziwe

semantyczne obszary. Narracja zaś miała być czymś po¬

condary Belief)

to taka, którą - by przypomnieć wyra­

dobnym, przeniesionym na obszar składni.

65

Pomijając

68

Baśń b o w i e m (ale tylko baśń
Se­

żenie Goethego - kieruje „fantazja ścisła" (die exakte
Jeśli, dodajmy jeszcze, baśń - tak pojmowa¬

fakt, że „mitologiczna relacja" była w zasadzie wyłącznie

Phantasie).

poetycka, można chyba wyobrazić sobie, że - sięgając

ną - policzymy między dzieła sztuki, i spojrzymy na nią

do przykładów późniejszych - poemat prozą dawałby

jako n a k o n t y n u a c j ę

n a m , oczywiście dalekie, ale prawdopodobne przybliże¬

z p r a m i t u , będziemy m o g l i powtórzyć za Schellingiem,

tradycji,

która w y w o d z i

się

że bezpośrednią przyczyną wszelkiej sztuki jest Bóg, ja¬

nie opowieści mitycznej sensu stricte.
D l a Tolkiena t a k i m późnym o d p o w i e d n i k i e m m i t u

ko „źródło wszelkiego zespalania tego, co realne, i te¬

była baśń. Bo jeśli mówił o n , że ma ona właściwy sobie

go, co idealne, na czym wszelka sztuka się opiera".

sposób odzwierciedlania „prawdy", rozumiał przez to

A stąd elfy, smoki i gobliny - powtarzając wyliczenie

bez wątpienia, że prawda taka zbliżała się do pierwot¬

Tolkiena - są pośrednio b o s k i m i t w o r a m i . Bo - jak

nej prawdy m i t u . Stąd ośmielał się nazywać Ewangelie

czytaliśmy - baśń i t e n (dodajmy o d siebie: „wtórny")

raz prawdziwą

m i t , którego twórcą jest człowiek, zawierają w sobie

baśnią,

nadal zachowując

raz mitem, który stał się prawdą,

„rozszczepiony refleks prawdziwego światła".

charakter mitu, co zasługuje na uwagę

- i przypisywał i m pochodzenie niezależne o d człowie¬
ka (co t y m razem byłoby zgodne z literą chrześcijań¬

He sees no stars who does not see them first

stwa, traktującego je jako teksty w ścisłym znaczeniu

of living silver made that sudden burst

„objawione"). Ewangeliści nie b y l i „twórcami" Ewan¬

to flame like flowers beneath an ancient song,

gelii. W a r t e przemyślenia jest rówież i to, czy a u t o r e m

whose very echo after-music long

„prawdziwej baśni" nigdy nie mógł być człowiek? Ze by¬

has since pursued. There is no firmament,

ła więc ona zawsze tylko „prawzorem", a takie jej poj¬

only a void, unless a jewelled tent

mowanie ogarniałoby także m i t , jako kreację

myth-woven and elf-patterned; and no earth,

wtórną"? To zdaje

„nie

się najbardziej prawdopodobne.

A jest pewne, gdy weźmiemy p o d uwagę m i t jeszcze nie

unless the mothers womb whence all have birth.
Mythopoeia

wysłowiony, o którym wciąż się t u napomyka.
Baśń, jako wytwór fantazji (odznaczająca się, we¬

W wykładzie z r o k u 1936: „Beowulf". Potwory i kryty¬

dle jego słów, „pewną przewagą n a d i n n y m i rodzajami

cy, Tolkien mówił: „Znaczenie m i t u jest trudne do ujęcia

twórczości: fascynującą obcością i dziwnością"), fanta­

w referacie, drogą analitycznych rozumowań. Najlepiej,

zji tworzącej niejako samoczynnie „formy, których nie

gdy przedstawia go poeta, odczuwający raczej, niż obja¬

można udawać", w jakimś stopniu powstawała nieza-

śniający to, co kryje temat [...]. Obrońca m i t u będzie
271

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

więc w trudnej sytuacji. Jeżeli nie będzie ostrożny, nie bę¬

Wydaje się to sprzeczne ze stwierdzeniem Tolkie¬

dzie przemawiał przypowieściami, to zabije przedmiot

na, że rzecz zawdzięcza swą „autentyczność" słowu.

swych dociekań w t o k u wiwisekcji i zostaną m u alegorie,

Lecz ową sprzeczność rozwiązuje fakt, że m o w a t u

formalne i mechaniczne, które zapewne nie będą działać.

o rzeczy, a nie o micie samym, jako „opowieści" nie

M i t jest bowiem żywy jako całość, we wszystkich elemen¬

wypowiedzianej jeszcze, o której teraz myślimy. To sa¬

tach, i umiera, zanim poddamy go sekcji. Sądzę, że moż¬

m o dotyczy „głębi", w której T o l k i e n upatrywał naj¬

na być poruszonym potęgą m i t u , niewłaściwie rozumie¬

wyższej literackiej w a r t o ś c i .

71

jąc doznawane uczucia i przypisując je w całości czemuś

Problem „głębi" wiązał się w istocie z zagadnieniem

zupełnie i n n e m u , co także występuje w danym utworze:

metamorfoz m i t u . Przede wszystkim jego stopniowe¬

metryce, stylowi lub kunsztowi doboru słów".

m u zbliżaniu się k u słowu, jeśli to t a k określić.

69

Język m i t u odznacza się zatem kunsztownością sło¬
wa i stylu. A poezja jest jego „naturalną" formą wypo­

„By powtórzyć jego słowa o Sir Gawainie - pisze Shippey -

wiedzi. Dlatego przede wszystkim poeta ma coś do po¬

głębia to jakość, «która kompensuje wszelkie nieuchronne

wiedzenia o jego wartości, niezależnej o d samego tema¬

usterki i niedoskonałe połączenia, które muszą się pojawić, gdy

t u . Styl p o e t y c k i m i t u jest już wystarczającym środkiem

wątki, motywy, symbole zostaną powtórnie wprowadzone i na¬

jego działania, które odznacza się potęgą i głębią, i któ¬

gięte do służby zmienionym umysłom w czasach późniejszych».

r e m u wystarczy się poddać bez „analitycznych rozumo¬

Jest to jakość, która może istnieć w jednym tekście, ale tworzy

wań". Którego znaczenie - podkreślmy - może być

ją cały układ tekstów. Jest wzmocniona przez wiek, straty, re¬

ogarniane, jest już ogarnialne wyłącznie w płaszczyźnie

konstrukcje, nieporozumienia. Żywotnym jej aspektem jest po­

przeżycia, emocji samej. Przyznać trzeba, że nie tak się

czucie, że nawet autorzy tekstów takich jak Vólsungasaga nie

zwykło do m i t u podchodzić w powszechniejszym mnie¬

rozumieli swojej własnej opowieści, ale robili, co mogli, żeby ją

m a n i u . Lecz wykładane przez Tolkiena podejście ma

opowiedzieć. A cały urok podobnego utworu, zadziwienie, po¬

przenieść nas w czas pierwotny: w najodleglejszy obszar

czucie obecności gdzieś u podstaw lepszej, bogatszej i praw¬

życia najstarszych mitycznych wysłowień. I w to, co jest

dziwszej opowieści nigdy nie przedstawionej może wynikać nie

jeszcze przed n i m i , a o czym mówić t r u d n o .

z literackiego sukcesu, ale z literackiej klęski. Nawet «nie-

M i m o wszystkie związki, poprzednio wymieniane, m i t

uchronne usterki i niedoskonałe połączenia» przynoszą sku¬

bez wątpienia różni się o d baśni z paru względów i na róż¬

tek. Przede wszystkim mogą skłonić późniejszych autorów, by

nych poziomach. W płaszyźnie wysłowienia jedna z tych

sami opowiedzieli daną historię, narzucając na nią swoje wła¬

różnic jest łatwa do wydobycia, choć kryje się między

sne wyobrażenie co do sposobu jej przedstawiania".

72

wierszami tekstu O baśniach: mityczna narracja jest wolna
od narracyjnych reguł. N i e obowiązuje w niej ani otwie­
rające „dawno t e m u " , ani zamykająca

„Głębię" rozumieć więc można jako rezultat wysił¬

eukatastrophe.

ków mających na celu dotarcie do niewysłowionego,

Wszystko, co dotyczy „mitycznego stylu" - jeśli go rozpa¬

a nie tylko do zaginionego, już kiedyś opowiedzianego

trujemy z p u n k t u widzenia „opowieści" - dotyczy „formy"

m i t u . P r a m i t zatem to w istocie gdzieś „u p o d s t a w " ist¬

i języka, które cechuje „naturalna" (a nie wtórna) archa¬

niejąca, „lepsza, bogatsza, prawdziwsza opowieść nigdy

iczność, a więc „semantyczna gęstość" obecnych w n i m

nie przedstawiona". N a p e w n o nie przedstawiona

słów, co wywołuje wrażenie i c h spotęgowanego we¬

przez „zwykłego" człowieka.

wnętrznego życia, kojarzącego się (już n a m tylko) - co na
pozór paradoksalne - z językiem martwym, jak to określał

Shippey dodaje jeszcze:

Barfield analizując poezję M i l t o n a . Z takim więc językiem,
jaki istniał zanim pojawiło się wyodrębnianie i petryfika¬

„Efekt, który Tolkien cenił sobie wysoko, można nazwać

cja znaczeń, poddawanych definicyjnemu uściślaniu, czy¬

«epicentrycznym»: było to poczucie, że dawno temu zdarzy¬

l i zawężaniu. Językiem, który był dla człowieka równie ta¬

ło się coś wstrząsającego, nigdy w pełni nie zrozumianego,

jemniczy, jak rzeczywistość, którą miał nazywać.

z czym wielu gawędziarzy próbowało sobie poradzić, a ich

„Pytać o źródła opowieści jako t a k i c h znaczyłoby py¬

klęski i częściowe sukcesy odzwierciedlały siłę owego centralne¬

tać o źródła ludzkiego języka i umysłu", pisał T o l k i e n .

70

go wydarzenia, jak igły podskakujące na sejsmografach od¬

A rozwiązać tego pytania nie potrafimy. Odpowiedzi

dalonych od epicentrum. Tolkien napisał coś na ten temat

możemy się tylko domyślać, przybliżać ją w hipotezach.

we fragmencie The Notion Papers [...]: «Nie sądzę, abyś zda¬

Jeśli przyjmiemy, że to m i t jest źródłem języka i znaczeń,

wał sobie sprawę, aby ktokolwiek z nas zdawał sobie sprawę

zjawi się myśl, że gdy źródło to zaczyna uzewnętrzniać

z dajmonicznej siły, jaką mają wielkie mity i legendy, z owej

swą moc, zaczyna też ją tracić. Wyczerpuje się i p o w o l i

głębi emocji i percepcji, które je poczęły i z ich mnożenia się

wysycha. Język m i t u nie jest ludzkim językiem. A kiedy

w wielu umysłach - a każdy umysł, pamiętajcie, to genera¬

t a k i m się staje, jego tajemniczość znika wraz z tajemni¬

tor niejasnej, lecz niezmierzonej energii»".

73

czością zjawisk, k u j a k i m się odnosi, nazywając je: trees
are not 'trees', until so named and seen. Nazywanie odsu¬

Wedle przytaczanych t u zdań Tolkiena, m i t jest dla

wa nas o d widzenia, bo staje się postrzeganiem „przez

niego zawsze opowieścią kiedyś istniejącą w stanie nie¬

nazwę", a nie wprost, czyli przestaje być wizją samą.

wypowiedzianym. I gdy wydobywa się o n ze swego
272

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

pierwotnego milczenia czy „niemoty", wówczas muszą

bokie i ciężkie o d znaczeń, które m u s i dźwigać, któ¬

się otworzyć usta, by wypowiedzieć pierwsze słowa.

r y c h nie może redukować a n i „destylować" w procesie

M o w a rodzi się z uprzednich e m o c j o n a l n y c h i zmysło¬

abstrakcji. Przez taką w i e l o - l u b raczej wszech-znacz-

w y c h doświadczeń, które niesie ze sobą i ogarnia sobą

ność, pierwsze dotykające m i t u słowa muszą - w rela¬

m i t . Język jest u początków bliższy widzeniu i zarazem

cjach wzajemnych - tworzyć metafory w sposób, j a k i

„ślepemu" o d c z u w a n i u niż myśleniu, które m a coś po¬

tutaj opisywano: naturalny, konieczny, zgodny z pul¬

rządkować. Jest na p e w n o d a l e k i myśleniu „pojęcio¬

sem całej przyrody, z biologicznym r y t m e m ludzkiego

w e m u " , ale może w o l n o też wątpić, czy o d początku

życia, wyobraźni, a w końcu - z t ę t n e m fantazji.

jest metaforyczny. Może jest „ubogi" (wortarme,

jak -

wedle O t t a - sam m i t , już nie niemy, ale t a k się jawią¬

Fantastic forms are not to be counterfeited.

75

Dlaczego?

Bo wartość t y c h f o r m t k w i w t y m , że są tak bliskie

cy w pierwszych próbach wypowiedzenia)?

prawdy, j a k tylko to możliwe w l u d z k i m wymiarze od¬

I może dlatego chaos jest zawsze pierwszym obra¬

twarzania tego, co już zostało Stworzone. N i e można

zem świata, w którym człowiek m a się pojawić, w któ¬

postąpić o k r o k dalej o d tego, bo byłoby to „o jeden

ry m a dopiero wejść. Chaos jako pełnia możliwości,

świat za daleko". Przypomina to koncepcję „mimesis"

j a k buddyjska Pustka, śunyata:

samo „serce" rzeczywi¬

u Platona: „mimesis" rozumianej jako oddalanie się o d

stości (i d o k t r y n y próbującej ją o g a r n ą ć ) . Obraz po¬

prawdy przez „małpowanie", udawanie kogoś k i m się

tencji, która wszystko jest w stanie zdziałać. „Obraz"

nie jest, l u b symulowanie przez rzecz tylko „podobną"

z którego wszystko może się wyłonić jako kształt.

czegoś istniejącego realnie. To - dość oczywiste - sko¬

„Znaczyć" znaczy najpierw „wskazywać", „pokazy¬

jarzenie pozwala wyraźniej uchwycić pojęcie „nierze-

wać coś". A p i e r w o t n a m o w a m i t u to środek służący

czywistości" baśni stawiane przez Tolkiena przeciw

najpierw (i nieporadnie) wizji niż określaniu.

wszelkiemu „realizmowi": fantazja narzuca wtórnemu

To jedno¬

cześnie jakby tylko rozpoznawanie w zdziwieniu, nie¬

stwarzaniu rygory pierwotnego stwarzania i dlatego

pewności i zachwycie samej możliwości

przez nią spontanicznie podsuwanych czy wręcz dyk¬

mowy.

Trzeba przeto założyć, że n i m się zrodzi „metafo¬
ryczne" poetic diction,
n i e ć mythical

t o w a n y c h f o r m nie można „imitować", tylko wiernie

odnoszące się do m i t u , m u s i ist¬

undiction:

„mityczne

wskazywać na nie i chwytać je w sieć słów.

niewysłowienie",

Baśń nie tylko ma, ale musi być naznaczona obco¬

0 nie mniej p o e t y c k i m charakterze.

ścią i dziwnością (naznaczoną własną wewnętrzną

Słowo, w swoim zjawianiu się, wedle m n i e m a ń

-

wa­

gą, jak pisał B a r f i e l d ) , bo te cechy w n o s i ze sobą ludz¬
76

naszym zdaniem - najbliższych prawdy, najpierw okrą¬

ka fantazja jako - jeszcze raz powtórzmy - naturalny,

ża jakby zagadkę zjawisk, jeszcze nie wyodrębniając

wrodzony, dany „obszar tworzenia", któremu podpo¬

i c h z danej całości, lecz przeciwnie - poddając się

rządkowanym i najmniej o d „widzenia przez fantazję"

płynnym między n i m i związkom, i c h wzajemnemu

o d d a l o n y m narzędziem jest słowo. N i e m a t u więc mo¬

„przechodzeniu w siebie".

„godzi"

w y o swobodnym poruszaniu się w obrębie „nierzeczy¬

1 oswaja człowieka ze światem, służąc r o z u m i e n i u , któ¬

wistego". Tylko przez takie oddalanie się o d Pierwotne¬

W

t e n sposób

re m y zdolni jesteśmy oglądać „ jak w zwierciadle":

go Świata (jeśli wypada to uznać za oddalenie, a nie za

przez odwrócenie naszych nawyków p o j m o w a n i a .

wierność wobec niego) człowiek wyrzeka się n a d n i m

Shippey pisał: „Można powiedzieć, że w oczach

władzy i nie tylko nie „konkuruje" ze Stwórcą, ale idzie

Tolkiena słowo nie było podobne do cegły, jakiejś po¬

właśnie drogą przez Niego m u wyznaczoną, nawet w ja¬

jedynczej, zdelimitowanej j e d n o s t k i ; przypominało ra¬

kiś swój, zawsze ułomny sposób kontynuując j ą .

czej stożek stalaktytu, interesujący sam w sobie, ale
znacznie ciekawszy jako w y n i k procesu

7 7

W i e l k i paradoks artysty sformułowany przez Tolkiena

narastania.

ująć można najkrócej tak: i m dalej sztuka zanurza się

T o l k i e n uważał, że w t y m procesie jest coś ponadludz-

w „nierzeczywistym" (czyli zwalniającym nas o d trzymania

kiego, a przynajmniej ponadjednostkowego, n i k t bo¬

się „faktu"), t y m bardziej jest rzeczywistości wierna i bliż­

w i e m nie jest w stanie przewidzieć, jakie kształty i zna¬

sza. I m bardziej subcreator ma świadomość tego, że jest tyl­

czenia przybiorą słowa w przyszłości, nawet jeżeli wia¬

ko n i m , t y m mocniej wiążą go prawa Pierwotnego Świata.

d o m o coś o dotychczasowych z m i a n a c h " .

Interpretacja i ocena dramatu jest t u bardzo wymowna:

74

Zgodnie z r e f e r o w a n y m i tutaj poglądami, słowo raz

sztuka nie powinna być „antropomorficzna", bo - co mo¬

zjawia się u początków „całe", pełne, nieporównywal¬

że teraz w nowy sposób rozumiemy - taką się jawi, gdy zo­

nie pełniejsze o d t y c h , j a k i m i się posługujemy teraz.

staje przez człowieka zawłaszczona.

A l b o rośnie p o w o l i . A l e , w o b u wypadkach, niczego

o n ją w świecie, który uważa za wyłącznie swój.

Gdy bez reszty zamyka

nie określa wyraźnie, nie jest zwrócone w j e d n y m tyl¬

Człowiek bezprawnie wkłada na siebie kostium fan¬

ko k i e r u n k u , nie zostawiając miejsca na „jeszczenie-

tazji, „utkany z m i t u i ozdobiony przez elfów", jak mówi

wysłowione", lecz „wskazuje na": każe patrzeć i wi¬

Mythopoeia,

dzieć jakieś nieogarnialne całości, coś co jest pozba¬

nej dosłownie, czy przenośnie), tworzy tak, że zarazem

w i o n e konturów, co może być nazwaniem rzeczy (jeśli

wkracza w dziedzinę wtórnie

są one już w ogóle wyodrębnialne), rzeczy tworzących

Tym razem traktuje już więc świat fantazji i fantastycz¬

j a k gdyby ogniwa jednego łańcucha. Pełne, gęste, głę-

n y c h tworów nie jako dany, lecz własny. Po dwakroć od273

i ukazując się w n i m na scenie (czy to bra­
naśladującą

wtórny

świat.

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

dalając się o d prawdy Stworzenia. A świat „dyktowany"

ła najstarsze, pojęcie m i t u różni się w zasadniczy sposób

przez fantazję jest tylko dany. I za t e n dar trzeba dzięko¬

o d tego, jakie funkcjonuje w o b u w y m i e n i o n y c h dyscy¬

wać, chroniąc go przed wszelkimi zniekształceniami.

plinach, a również w antropologii k u l t u r y i historii idei.

W t ó r n e stwarzanie wymaga zatem nade wszystko poko¬

Dlatego może inspirować i kierować k u rozwiązanom

ry i uległości wobec tego, co n i m kieruje.

i w n i o s k o m i n n y m niż znane powszechniej i już w dużej

„Nierzeczywistość" b o w i e m , to nie deformacja rze¬

mierze wyjałowione. Pojawiająca się obecnie sekwe¬

czywistego, ale jego rozszerzanie na to, co niewidzial¬

ncja: mit-legenda-baśń (której człony mogą być usta¬

ne na r o z m a i t y c h p l a n a c h i w różnym stopniu. Przede

wiane w różnym porządku, a zależności między n i m i

wszystkim może na zamkniętą dla zmysłów (a otwiera¬

rozmaicie interpretowane), jest ważna - między i n n y m i

j ą c ą się dzięki fantazji) dziedzinę treści i obrazów, dzie¬

- dlatego, że rozszerza pole każdego z n i c h i z tego złą¬

dzinę rzeczy, które w istocie okazują się dopełnieniem

czenia czyni nieomal n o w y „przedmiot badań". Język

Pierwotnego Świata. Dziedzinę wtórnie

kreowaną,

m i t u , którego opisu szukaliśmy na t y m terenie, w t y m

która jest p i e r w o t n i e prawdziwa, a w każdym razie

kręgu (który nazwaliśmy „szkołą oksfordzką"), koncen¬

ukazująca coś z „wiecznej p r a w d y " .

trując się w zasadzie na d w u wybranych jego przedsta¬

78

Słowo - powiedzmy raz jeszcze - i tylko słowo mo¬

wicielach i d w u tekstach - język ów okazał się w pew¬

że wiernie przybliżyć i „ukazać" te obszary. Wszelkie

n y m stopniu nieopisywalny, nieuchwytny do końca. Za¬

środki bezpośredniej wizualizacji tutaj zawodzą. Słowo

gadnienie jego metaforyczności jest z pewnością nie bez

ukazuje t e n tajemniczy świat, przez nasze analityczne

znaczenia, ale okazuje się mniej istotne, niż spodziewa¬

i

liśmy się tego. N a pierwszy plan wystąpił pogląd wyra¬

wątpiące

myślenie

wciąż

podważany

w

swej

(jakkolwiek byłaby względna) prawdzie. Słowo rosną¬

żony przez Barfielda, a także potwierdzany przez Tolkie¬

ce i nabrzmiewające znaczeniami dzięki treściom, ja¬

na, że m i t istniał „przed narodzinami m o w y " , jako coś

kie zdolne jest chwytać, c h o ć zawsze pogrążone na po¬

jeszcze bardziej żywego niż w momencie pierwszego je¬

ły w niedomówieniu, w zawieszeniu między rzeczami

go wypowiedzenia. Stosunek zatem języka do m i t u , to -

i zjawiskami, nigdy nie trafiające w to, co pojedyncze

z jednej strony - tajemniczy związek niewysłowionego

i dlatego dla nas, nawykłych do widzenia fenomenów

z już postrzeżonym i ogarniętym przez świadomość,

z osobna, i „okonturowanych", będące - j a k pisał Tol¬

z drugiej -

k i e n - tylko słabym echem i przyćmionym obrazem

„pełni mitycznych treści", której człowiek żyjący jeszcze

świata. To wszystko, co mogłoby się n a m wydawać nie¬

w okresie czysto mitycznego myślenia jest przytomny,

trwała, zawsze obecna niewysławialność

doskonałością czy nietrafnością owego słowa, dobywa

a co sytuuje m i t w pobliżu tego, co dzisiaj ograniczamy

samą naturę m i t u , z którego dla nas pozostaje widocz¬

do sfery mistycznych doświadczeń. „Mowa m i t u " jest

n y tylko fragment, j a k wierzchołek góry l o d o w e j . Jego

zawsze w części tylko jego uzewnętrznieniem czy uzmy¬

zanurzenie w niepoznawalnym l u b n i e o d g a d n i o n y m

słowieniem. Gdyby to odnieść do koncepcji

pozwala n a m oglądać już jedynie odblask prawdy, nig¬

Waltera O t t a , należałoby dodać do tego, o czym już pi¬

Gestalt

dy nie dającej się postrzec wprost, przesłoniętej t y m ,

saliśmy w Realności

co t u nazwano „ f a k t a m i " , które są rozczłonkowanymi

jawia się wprawdzie w pełni u c h w y t n a „postać" bóstwa,

przejawami kiedyś, dla i n n y c h , jednej rzeczywistości,

ale nie da się nigdy w pełni „opisać".

bogów,

że u samych początków po¬

jako jednego wielkiego p o t o k u życia. Życia już o d daw¬

I n n y m z kolei, ważnym f a k t e m , do o d k r y c i a które¬

na i wciąż na naszych oczach, za sprawą naszego spo¬

go zostaliśmy przez wspomniane l e k t u r y doprowadze¬

sobu myślenia, wysychającego w swym znaczeniu pier¬

n i , to - jeśli t a k wypada to nazwać - rehabilitacja ba¬

w o t n i e bezbrzeżnym - j a k pisał Barfield.

śni związana, co pozornie zaskakujące, z ostatecznym

Prawdziwe legendy, przez co bez wątpienia rozu¬

odejściem o d baśniowego t r a k t o w a n i a m i t u . T o l k i e n

mieć trzeba m i t y i „baśnie prawdziwe", mogą być już

stwierdzał, że „pod baśnią" - gdy zbliża się ona w swej

tworzone

strukturze do „spójności cechującej rzeczywistość" -

jeden z boha¬

może się kryć s t r u k t u r a mitologiczna. A poza t y m , j a k

brane tylko za b a j k i (fables nie fairy-stories)
przez ludzi - mówi we Władcy

Pierścieni

terów - kiedy zanika, więdnie, wygasa mądrość praw¬

czytaliśmy, stosunku m i t u do baśni (lub o d w r o t n i e )

dziwa: as true knowledge

fades.

nie da się w zasadzie jednoznacznie i raz na zawsze

Podsumowanie t y c h rozważań jest nie tylko trud¬

ustalić. I pierwszy, i druga, są „dawnymi opowieścia¬

ne, ale - j a k m i się zdaje - niekonieczne. Jednak to, co

m i " , a różnice mogą się n i e k i e d y ograniczać do cech

79

t u powiedziane, p o w i n n o się zapamiętać i mieć nieja¬

akcydentalnych, j a k choćby różnice k u l t u r

ko za sobą, by czynić następne k r o k i na p o l u , na któ¬

n y c h zawsze), z których się wywodzą. I n n y m zaś razem

re wchodzimy. Bez wątpienia coś z tego zostanie, na¬

bywają tak t r a k t o w a n e i p o j m o w a n e , że odsłaniają się

w e t jeśli to będzie tylko wzmożone poczucie niepew¬

między n i m i odmienności głębsze.

ności, wzmagające naszą czujność.

(religij¬

80

Baśń jest zawsze opowieścią, m i t staje się nią z czasem.

Próbowaliśmy uporządkować terminy, wychodząc

Kiedy to następuje, zmniejsza się lub nierzadko znika „od¬

do m i t u . Lecz w prezentowanych tutaj tekstach, rzadko

stęp" między n i m i . Z natury słowem m i t u jest poetyckie

uwzględnianych w historii religii i zapoznanych także

słowo, choćby się ograniczyło do języka tylko metaforycz¬

przez historię literatury, tę nawet, która obejmuje dzie-

nego stosowanego w prozie (co następuje dopiero w póź274

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
Sylwanowicz, Poznań 2000, s. 160 [z listu do syna Christophe¬

n y c h fazach rozwoju mitycznej narracji). V i c o mówił, że

ra, 24 X I I 1944].

sapienza poetica zapoczątkowała metafizyczny ogląd świa¬
ta, była „metafizyką pierwszą". Jeśli zgodzimy się z t y m ,

Por.: Humphrey Carpenter, The Inklings. C. S. Lewis, J. R. R. Tol­
kien, Charles Williams and their friends, London 19'8. Przekład

i powrócimy do koncepcji „archaicznej ontologii" Eliade-

polski Zbigniewa A . Królickiego: Inklingowie, Poznań 1999, s. 62.

go, będziemy mogli zbliżyć k u sobie wzajem te dwa poję¬

W tymże miejscu czytamy, jak to, niedługo po opublikowaniu Po­

cia i założyć podobieństwo samego stylu wypowiedzi, na

etic Diction, Lewis „donosił Barfieldowi w liście: «Może zaintere­

j a k i wskazują. W o b u przypadkach będzie to „poetic dic¬

suje cię, że [...] Tolkien powiedział mi, że twoja koncepcja pier¬
wotnej jedności semantycznej zmieniła jego zapatrywania i co ja¬

tion", w znaczeniu, jakie m u nadał O w e n Barfield.
Pozostaje jeszcze p r o b l e m „legendy", n i g d y - j a k

kiś czas powstrzymuje go podczas wykładów przed powiedzeniem
czegoś, co zamierzał. 'To jeden z tych faktów - zauważył - któ­

mogliśmy zauważyć - nie stawiany i nie analizowany

rych dostrzeżenie nie pozwala nam powtarzać utartych prawd'»".

bliżej. Wypadałoby przyjąć, że legenda jest najbliższa

Inklingowie, op. cit., s. 62. Carpenter dodaje: „[Barfield] nie był je­

„mitowi h e r o i c z n e m u " , m i t o w i (lub baśni) przetwarza¬

dyną osobą, która doszła do takiego wniosku; na przykład

j ą c e m u l u b „przyswajającemu" historię,

uwznioślając

j ą i przenosząc n a p o z i o m wyższy niż tylko l u d z k i . H i ­

w Niemczech Ernst Cassirer niezależnie od niego powiedział pra¬
wie to samo. Jednak Barfield wyraził swoje zdanie z niezwykłą si¬
łą". Co do Cassirera: jego trzytomowa Philosophie der symbolischen

storia ( i może legenda) t a k się m a d o m i t u , j a k widzial¬

Formen ukazała się w Berlinie w latach 1923-1929, a jej skróco­

n a strona rzeczywistości d o n i e w i d z i a l n e j . Bo - przy¬

na wersja: An Essay on Man. An Introduction to a Philosophy of

p o m i n a j ą c powiedzenie T o l k i e n a - „można żyć w o b u

Human Culture, powstała w okresie wojny w Stanach Zjednoczo¬

światach naraz". Wyrażenie „dwa światy" należy trak¬

nych. (Por. przekład polski A n n y Staniewskiej: Esej o człowieku.

t o w a ć z pewnością metaforycznie: są przecież w istocie

Wstęp do filozofii kultury, Warszawa 19'1). Niemiecki filozof po¬
wtórzył w zasadzie to, co mówiło przed n i m wielu, m.in. Schel-

j e d n y m . Green earth is a mighty matter of legends. Stą¬
p a j ą c p o zielonej ziemi, depczemy „w pełnym blasku
d n i a " p o n i e w i d o c z n y c h p o d nią legendach.

ling: „Mit łączy w sobie element teoretyczny i element twórczo¬
ści artystycznej. Przede wszystkim uderza nas bliskie pokrewień¬
stwo mitu z poezją." (Esej..., s. 141). Ważniejsze dla nas są jego
odwołania do Maxa Mullera, który zwłaszcza w pracy Lectures on

Chcieliśmy dotrzeć d o określenia języka m i t u . Wy¬

the Science of Religion (New York 1893), pisał o tym, że pierwotny

daje się, na k o n i e c , że osaczyliśmy t y l k o tę rzecz, i że

język „nie potrafi wyrażać pojęć abstrakcyjnych inaczej jak pod

nasze sidła nie są dość skuteczne, nasze sieci nie dosyć
gęste, b y t o , co najważniejsze, zostało schwytane. Zo¬

postacią metafory i nie jest przesadą twerdzenie, że cały słownik
religii starożytnej składa się z metafor" (cyt. za: Cassirer, Esej..., s.
192). M i t , jego zdaniem, powstanie swe zawdzięczał „tkwiącej

stajemy w p o c z u c i u , że coś się wymknęło, i że nie mo¬

w języku dwuznaczności, w której zawsze znajdował duchową po¬

gło b y ć inaczej. W p o c z u c i u albo w p r z e k o n a n i u , że

żywkę". Stąd mit był dla niego jedynie „ubocznym produktem ję¬

0 języku m i t u da się coś naprawdę istotnego powie¬

zyka" i jego „chorobą". Niczego istotnego zatem Barfield nie

dzieć t r a f n i e t y l k o językiem m i t u :

mógłby od Cassirera zaczerpnąć, nawet gdyby go czytał. Nato¬
miast mógłby wziąć coś z przytaczanej przez tego ostatniego

I am not going to tell you my name, not yet at any rate. For one

(Esej..., s. 141) pracy F. C. Prescotta, Poetry and Myth, New York
192', który pisał m.in. (s. 10): „Mit starożytny jest mową, z któ¬

thing it would take a long while: my name is growing all the time, and

rej stopniowo wyrastała nowożytna poezja dzięki procesom zwa¬

I've lived a very long, long time; so my name is like a story. Real na­

nym przez ewolucjonistów rozróżnieniem i specjalizacją. Umysł

mes tell you the story of the things they belong to in my language, in

mitotwórczy jest prototypem, umysł zaś poety jest wciąż w istocie

the Old Entish as you might say. It is a lovely language, but it takes

swej mitotwórczy". Ten tekst, bliski pewnym spostrzeżeniom Bar-

a very long time to say anything in it, because we do not say anything

fielda, z pewnością jednak nie był mu znany, bo go nie cytuje.

in it, unless it is worth taking a long time to say, and to listen to.

81

A Cassirer czerpał z Mullera i Prescotta, kiedy pisał np., że żywot¬
na zasada mitu „jest dynamiczna, a nie statyczna; można ją opi¬
sać jedynie w kategoriach działania. Człowiek pierwotny wyraża
swe uczucia i emocje nie w czysto abstrakcyjnych symbolach, lecz

Tekst tutaj prezentowany stanowi wprowadzenie do drugiego
tomu Pani na żurawiach, zatytułowanego: Archeologia mitu.

w sposób konkretny i bezpośredni; aby więc uświadomić sobie

Przypisy

wszystkich jej aspektach." (Esej..., s. 1 4 ' ) . Mimo to, poglądy Cas-

strukturę mitu i religii pierwotnej, musimy zbadać tę ekspresję we
*

J. R. R. Tolkien, The Lord od the Rings. (Przekład Marii Skibniewskiej:„ «Czy znaleźliśmy się w świecie legend, czy też chodzimy po
zielonej ziemi, w blasku dnia?» - «Można żyć w obu światach na­

„szkoła oksfordzka".

legendy, chociaż ją depczesz w pełnym blasku dnia»".)
Nie poruszamy tu sprawy wypowiadania formuł kultowych, któ¬
re z zasady nie mogą być naruszane, bo tracą przez to najczęściej

backs^: University Press of New England, Hanover (New

przy zestawianiu języka kultu z językiem mitu.

Hampshire) - London 1984, s. ' 1 .

J. R. R. Tolkien, On Fairy-Stories (1939), w tegoż: Tree and Leaf. Inc­

„Poetic diction", wedle stosowanej teraz zasady, oddawać będziemy

luding the poem Mythopoeia. The Home-coming of Beorhtnoth Beorhthelms Son, London 2001, s. 1 ' : To ask what is the origin of stories (ho­
wever qualified) is to ask what is the origin of language and of the mind.
**

O. Barfield, Poetic Diction. A Study in Meaning, London 1928.
Tu korzystamy z ostatniego z wydań (w serii «Wesleyan Paper­

swą „liturgiczną moc". A l e to również warto mieć w pamięci
2

Diction, jak i od ogólnie branego stanowiska, jakie w tych kwe¬
stiach zajmowała omawiana tu literaturoznawcza i lingwistyczna

raz. [...] Zielona ziemia, powiadasz? Jest w niej wiele tematów dla
1

sirera zarówno w kwestii języka, jak mitu, oraz ich wzajemnych
odniesień, zdają się bardzo odległe od tego, co czytamy w Poetic

Tenże, Listy. Wybrane i opracowane przez Humphreya Carpentera, przy współpracy Christophera Tolkiena. Przeł. Agnieszka
2'5

wymiennie przez jedno z tych dwu wyrażeń, choć zwykle słowni¬
kowo danym jego odpowiednikiem jest tylko pierwsze z nich.
Barfield, op. cit., s. 63-64. „Jeśli tropimy znaczenia wielkiej licz¬
by słów - lub elementów, z jakich się one składają - na tyle, na

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
ile nam etymologia pozwala, od razu uprzytamniamy sobie, że

barrassement, with which, a few years later after is was written, the

przeważający procent, jeśli nie wszystkie z nich, odnosiły się we

highly original author of Poetic Diction learned that early in the

wcześniejszych dniach do jednej z dwu rzeczy - pewnego kon­

eighteenth century a man called Giambattista Vico had propounded

kretnego przedmiotu, albo jakiegoś (prawdopodobnie ludzkie­

something he called „sapienza poetica„ as the earliest form of hu­

go) działania na poziomie zwierzęcym".

man thought. (Ibid., s. 219)

Ibid., s. 61, z wtrąconym t u zjadliwym komentarzem, od przyto­

Giambattista Vico, Nauka nowa. Przeł. Jan Jakubowicz. Opra­

czenia którego trudno się powstrzymać: To anyone attempting to

cował i wstępem opatrzył Sław Krzemień-Ojak, Warszawa

construct a metaphysic in strict accordance with the cannons and

1966, s. 167. Uwagę o „boskości" można zestawić z tym, co pi­

categories of formal Logic, the fact that the meaning of words chan­

sze Barfield w paru miejscach, np.: „[...] wykazane zostało, że

ge, not only from age to age, but from context to context, is certain­

wartości poetyckie dane były w obfitości, jako znaczenia, we

ly interesting; but it is interesting solely because it is a nuisance. [...]

wczesnych stadiach rozwoju tych języków, z którymi jesteśmy

VWiat money is to the conservative economist, words are to the con­

obeznani; znaczenie to było następnie wyprowadzone ze źródeł

servative philosopher. For the conception of money as a «symbol of

teokratycznego okresu «mitycznego myślenia», a wykazano da­

barter» and the conception of words as «the names of things» are,

lej, że mity, które reprezentują znaczenia najwcześniejsze, nie

both alike, not so much untrue as «out of date»; and from the same

stanowiły arbitralnych kreacji «poetów», lecz naturalny

reason: not because the advance of science has revealed avoidable

w owym czasie wyraz ludzkiego bytowania i świadomości. Te

ancient errors, but because the facts themselves have changed. [... ]

pierwotne «znaczenia» były niejako dane przez Naturę, lecz sam

In both instances, it may be that somewhere — deep down in the un­

warunek tego, że były dane, stanowiło to, że nie mogły być roz¬

conscious — a voice has cried Lass mich schlafen!.

poznawane, lecz doświadczane lub przeżywane tylko. Zatem nie

Warto wspomnieć przy tym raz jeszcze, że pierwsze próby seman¬

można powiedzieć, że w owym czasie jednostki były odpowie¬

tycznych analiz terminów, greckich przede wszystkim, dokony¬

dzialne za wytwarzanie poetyckich wartości. Tworzącymi byli

wane przez Heideggera w perspektywie ontologicznej, czyli (mó­

bogowie, nie człowiek - albo, w żargonie psychologicznym, jego

wiąc wbrew przyjętemu przez niego znaczeniu) „metafizycznej",

«podświadomość». Lecz z rozwojem świadomości, kiedy tego

jak określiłby to Barfield właśnie, zostały przez niego dostrzeżo­

«danego» poetyckiego znaczenia coraz bardziej ubywało, poeta,

ne później, co stwierdza w napisanym w 1972 r. posłowiu do

jako jednostka, stopniowo zajmował swe miejsce. W miejscu

omawianej teraz książki (ibid., s. 224), wymieniając - jako bliskie

prostego, danego znaczenia odnajdujemy metaforę - rzeczywistą

swym młodzieńczym intuicjom - teksty filozofa o Holderlinie.

kreację jednostki - chociaż, na ile to prawda, jest to tylko od¬

Ibid., s. 75. W oryginale fragment ostatniego zdania brzmi: the

twarzanie, rejestrowanie jako myśli jednego z tych wieczystych

full meanings of the words are flashing, iridescent shapes like flames

faktow, które mogły już być doświadczone w percepcji". I jesz¬

— everflickering vestiges of the slowly evolving consciousness beneath

cze dalej: „Kiedy więc spojrzymy wstecz na postawę, jaką wobec

them, co niemal dosłownie zdaje się trawestować Tolkien

poety przyjmowali jego pobratymcy od czasu, kiedy po raz

w wierszu Mythopoeia (z 1931 r.?): He sees no stars who does not

pierwszy uświadomili sobie jego od nich samych odmienność,

see them first / of living silver made that sudden burst / to flame like

znów, jak myślę, odkryjemy coś z natury pewnego «postępu». Po

flowers beneath an ancient song... (Tree and Leaf..., s. 87).

pierwsze, poetę uważano za wyraźnie «opętanego» przez jakiś

Poetic Diction...., s. 83-85. I dalej trzeba odnotować na marginesie

odmienny byt, bóstwo czy boskiego posłańca, który wypowiadał

jeszcze jeden ważny passus (s. 85-86): „Tak usiłowałem pokazać

coś przez jego usta, czyniąc to tylko tak i wtedy, gdy zamierzał.

osobiste racje, dla których pierwszą z tych teorii uważam za absur¬

Następnie, owa boska moc, jak mówiono, była przekazywana

dalną i nie do utrzymania. Oczywiście druga w ogóle nie jest żad­

poecie przez «tchnienie» istot takich, jak Muzy w szczególnych

nym rozwiązaniem. Przesuwa jedynie problem na inne miejsce; bo

chwilach i miejscach, nad którymi w jakiejś mierze dana mu by¬

musimy nadal pytać, dlaczego owa bezpośrednia percepcja ma sa­

ła kontrola, bo mógł on udawać się do owych miejsc i «wzywać»

ma w sobie mieć wartość jako przyczyna mądrości. [...] Istnieje

Muzę. Wreszcie to «tchnienie» czy inspiracja przyjmowała bar¬

jednak rozwiązanie trzecie, które stanowi to, jak mniemam, do

dziej metaforyczny sens, niż ten, jaki ma dzisiaj - zachowując

czego z konieczności zostaliśmy doprowadzeni przez wszystko, co

jednak bezwzględnie myśl o ograniczonej samoświadomości.

było przedtem. Jest to tak: owe poetyckie i najwyraźniej «metafo-

[... ] Tak więc w biegu dziejów poezji wyróżnić możemy, w każ¬

ryczne» wartości od początku kryły w sobie znaczenie. Innymi sło¬

dym razie odzwierciedloną w opinii, stopniową redukcję nie¬

wy, ktoś może twierdzić, jeśli chce, za Hugh Blairem [ Lectures on

uniknionego przedziału między dwoma rodzajami nastrojenia,

Rhetoric], że najwcześniejszymi z używanych słów były «nazwy

których niemniej w swojej istotnej naturze nie da się pogodzić".

zmysłowych, materialnych przedmiotów» i więcej nic — tylko, w ta­

(Poetic Diction, s. 102-103; s. 109-110).

kim przypadku, trzeba założyć, że same te «zmysłowe przedmioty»
to coś więcej; trzeba założyć, że nie były one, jak się jawią obecnie,
odizolowane czy odsunięte od myślenia i odczuwania. Później,
w trakcie rozwoju języka i myśli, tamte proste znaczenia splotły się
w pary przeciwieństw - tego, co abstrakcyjne, z konkretnym;
szczególnego z ogólnym; obiektywnego z subiektywnym. Zaś po¬

Nauka nowa, s. 183: „Mitologie były naturalnym językiem ba­
śni, na co zresztą wskazuje jej nazwa (méyow)". Warto to zapa­
miętać, by dalej, przy omawianiu rozprawy Tolkiena O baśniach,
uznać za naturalne wymienne - w zasadzie - stosowanie termi¬
nów „mit" i „baśń" (choć i Tolkien do Vica się nie odwołuje).

ezja, której obecność odczuwamy w dawnym języku, zasadza się

ibid., s. 186.

właśnie na tym, że wyprowadza nas ze stanu owej późnej, anali¬

Wypada przypomnieć jeszcze fragment z dalszej partii tekstu (s.

tycznej, «subiektywnej» świadomości - jaką dysponujemy razem

146-147), gdzie Barfield łączy „naturalność" wypowiedzi pier¬

z owym splątaniem znaczeń, a w pewnej mierze z tego powodu -

wotnej z organicznym czy biologicznym „pulsem" przyrody:

i kieruje na powrót ku doświadczaniu jedności pierwotnej".

„Wszelka literatura u swych początków jest metryczna, to zna¬

Typowym przejawem tego, że ontologia przez ów kierunek

czy oparta na mniej lub bardziej regularnym rytmie. Musimy za¬

wskrzeszona w nowej, „fundamentalnej" postaci jest wciąż spy­

tem przyjąć, że najwsześniejsze rytmy wersowe zostały «dane»

chana w filozofii na dalszy plan (lub zapominana po chwilowym

przez Naturę w ten sam sposób, jak najwcześniejsze «znacze-

ocknięciu się z „pozytywistycznej drzemki").

nie». I jest to dostatecznie zrozumiałe. Sama Natura jest prze¬

Dopiero w przywołanym posłowiu (por. tutaj przyp. 8) wspomi¬

niknięta stałym rytmem. Tak jak mity wciąż żyją swym widmo¬

na: I still recall rather vividly the surprise, slightly tinged with em-

wym życiem jako baśnie, odkąd zamarły jako realne znaczenia,
tak stara rytmiczna ludzka świadomość Natury (co powinno być

276

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
raczej nazwane partycypacją

17

niż świadomością) żyje nadal jako

wo o „dziwności", archaizmowi bliskiej: „[...] prawie każdy ro­

tradycja metrycznej formy. Możemy pojąć początki metrum tyl­

dzaj «dziwności» może wywołać estetyczny skutek, to znaczy ta­

ko przez cofnięcie się do tych wieków, kiedy ludzie byli świado­

ki, który - jakkolwiek nikły - jest pod względem jakości tożsa­

mi, nie tylko umysłem, lecz uderzeniami serca i tętnem krwi -

my z działaniem poważnej poezji. Przy bliższym zbadaniu, jedy¬

kiedy myślenie nie odnosiło się tylko do Natury, ale było Natu­

nym warunkiem okazuje się to, że dziwność będzie miała zawsze

rą samą".

ważność wewnętrzną;

Poetic Diction, s. 86-87, 88. Choć odmiennie wyrażona, nie jest

z odmiennej płaszczyzny czy trybu świadomości, a nie z samej
tylko ekscentryczności wyrazu" (s. 171).

ta myśl tak daleka, jak ktoś mógłby sądzić, od tego, co powiada

18

musi być odczuwana jako pochodząca

Vico, prócz cytowanej już uwagi o znaczeniach danych przez

* * * Ibid., s. 90.

Naturę (op. cit., s. 202): „Wszyscy filozofowie i filologowie win¬

2 5

W korespondencji Tolkien często czyni aluzje lub wprost mówi

ni byli rozpocząć swe rozważania o genezie języków i liter od

o tym, jak proces pisania „panuje nad nim". Por. Listy..., op. cit.,

stwierdzenia, że pierwsi ludzie świata pogańskiego nie mogli

np. s. 118: „Na scenę wkroczył nowy bohater (jestem pewien,

inaczej wytworzyć sobie pojęć o rzeczach, jak tylko personifiku-

że go nie wymyśliłem, nawet go nie chciałem): Faramir, brat Bo-

jąc i ożywiając przedmioty martwe i nieme". Podobnie pisał Bla­

romira" [6 maja 1944]; s. 157: „Nie wiem jeszcze, co się stanie

ke, w The Marriage of Heaven and Hell, pod koniec X V I I I w.

z entami. Kiedy to wszystko rzeczywiście zostanie napisane,

Ibid., s. 88-89. Jeśli przypomnimy, w jaki sposób W. F. O t t o de¬

prawdopodobnie bardzo odbiegnie od planu, jako że kiedy się

finiował i przeciwstawiał istniejącym kierunkom badawczym

rozpędzam, rzecz zdaje się pisać sama, jakby wtedy wychodziła

swą koncepcję Gestalt, zestawienie takie wydać się może bardzo

na jaw prawda, jedynie niedokładnie dostrzegana we wstępnym

wymowne (przynajmniej dla określenie „ducha czasu", w któ¬

szkicu" [29 listopada 1944]; i już po ukończeniu całości stwier­

rym się te dwie koncepcje zjawiają).

dza (s. 400): „ [...] dopiero gdy sam przeczytałem książkę (z po¬

19

Ibid., s. 93-94.

dejściem krytycznoliterackim), uświadomiłem sobie dominację

2 0

Ibid., s. 91-92. I t u dalej: „Naturalista ma rację, kiedy łączy mit

tematu Śmierci" [10 kwietnia 1958]. A jesienią tego samego
roku pisze (s. 622): „Żaden człowiek nie może wydać pewnego

ze zjawiskami przyrody, lecz błądzi wyprowadzając je wszystkie

sądu o własnym rozsądku. Jeśli w jego dziele zamieszkuje świę¬

wyłącznie z nich. Psychoanalityk ma rację, gdy łączy mit z «we-

tość lub też rozświetla je ona jako przenikające przezeń światło,

wnętrznymi» (jak je teraz zwiemy) doświadczeniami, lecz nie

to nie pochodzi ona od tego człowieka, lecz [zjawia się] poprzez

ma racji, jeśli wszystko t u wywodzi tylko z nich. Mitologia jest

niego".

widmem konkretnego znaczenia. Związki pomiędzy wyraźnymi
fenomenami, które są teraz traktowane jako metafory, niegdyś

2 6

były postrzegane jako bezpośrednio dane w realności. Poeta usi¬

Świadomie „epickie" założenia przyjęte przy tworzeniu The Lord
of the Rings, potwierdza kilka uwag w listach. N p . : „Obawiam

łuje, na swój własny sposób, widzieć je takimi, i sprawiać, by in¬

się, że zbytnio wydłużając i komplikując mój ciąg dalszy i prze¬

ni tak je widzieli - znowu".

ciągając jego pisanie, popełniłem wielki błąd. Epicki tempera¬

2 1

Ibid., s. 203-204.

ment w tej zatłoczonej erze, oddanej wartko tłoczącym się dro¬

2 2

Ibid., s. 90: „A good name for [...] the fruit, as it is, of projecting

biazgom, to przekleństwo!". A l b o : „Moje dzieło nie jest «powie-

postlogical thoughts back into a prelogical age - would perhaps

ścią», lecz «romansem heroicznym» - odmianą literatury o wie­

be

le starszą i zupełnie inną". (Ibid., s. 135 [31 lipca 1944]; s. 623

«Logomorphism»".

2 3

Ibid., s. 91.

24

Ibid., s. 179,180-181. Por. też związane z tym ustępy dotyczące

[październik 1971]).
2 7

Ten i następne polskie cytaty z Władcy Pierścieni (czasem - jak

zagadnień archaizmu i „dziwności" [strangeness] (s. 165 i 171):

w tym przypadku - dla ukazania stylu Tolkiena podawane też

„[... ] naturalny postęp w języku, jeśli pozostawiony zostaje jak

w oryginale) pochodzą ze znakomitego przekładu Marii Skib-

gdyby sam sobie, jest przejściem od poetyckiego ku prozaiczne¬

niewskiej: „Wyczułem poza nimi jak gdyby bezdenną studnię

mu. [... ] Nie dziwi przeto odkrycie, że najbardziej charaktery¬

pełną odwiecznych wspomnień i długich, powolnych, spokoj¬

styczne zjawiska stylu poetyckiego, najbardziej typowe różnice

nych rozmyślań; na powierzchni ich wszakże iskrzyło się odbicie

między poetyckim językiem i językiem prozy, mogą być umiesz¬

teraźniejszości jak odblask słońca na liściach ogromnego drze¬

czone wspólnie pod nagłówkiem «Archaizm».[...] Faktycznie,

wa albo na zmarszczkach tafli bardzo głębokiego jeziora. Nie

dla przeciętnej osoby wyrażenie «styl poetycki» jest zapewne sy¬

umiem tego wyrazić, ale wydawało m i się, że coś, co wyrasta

nonimem tego, co literacko rozumiane jest przez «Archaizm».

z ziemi, by tak rzec, uśpione czy też tylko siebie czujące od ko¬

[... ] Pomijając wersyfikację, którą już poddano osobnemy trak¬

rzeni po brzeżek liścia, między głębią ziemi a niebem, nagle ock¬

towaniu, możemy podzielić obszar archaizmu w poetyckim sty¬

nęło się i patrzyło na mnie z takim samym powolnym skupie¬

lu na dwie części - Doboru Słów i Gramatyki. [...] aluzyjny styl,

niem, z jakim od niepamiętnych lat rozważało swoje wewnętrz¬

w jakim celował M i l t o n , jest faktycznie jedną z form archaizmy

ne sprawy".

gramatycznego. I tak, aby uchwycić w pełni smak [jakiegoś

2 8

fragmentu jego poematu], trzeba być obeznanym nie tyle

Listy, s. 325, 328

2 9

Ibid., s. 336-337 [wrzesień 1955]. I jeszcze jedna istotna uwaga:

z wcześniejszą manierą własnego języka, ile z czymś jeszcze bar¬
dziej zapoznanym - z językiem martwym. [...] Prawdziwy archa­

„w badaniach historycznych mamy do czynienia jednocześnie
z dwiema zmiennymi, które znajdują się w ruchu i są zasadniczo

izm nie zakłada unieruchomienia, lecz powrót do czegoś daw¬
niejszego, i jeśli badamy to dokładniej, odkrywamy, że general¬
nie znaczy to ruch w kierunku języka na jakimś wcześniejszym
etapie jego własnego rozwoju. Mamy nadzieję, że niczego wię¬
cej nie trzeba mówić w sprawie ogólnych powodów, dlaczego ję¬
zyk we wcześniejszej fazie swego rozwoju winien być bardziej
odpowiedni dla poetyckiej ekspresji, ani dlaczego powrót w t y m
kierunku odpowiadać winien w pewnej mierze powrotowi do
«Natury». To, że oba, po prawdzie, często idą razem, wynika

odrębne, nawet jeśli «przypadkiem» mają na siebie wpływ - zna­
czenia i skojarzenia znaczeń to jedno, a formy słów to drugie; ich
zmiany są niezależne. Forma słowa może przejść cały cykl zmian,
aż staje się fonetycznie nierozpoznawalna, przy jednoczesnym
braku wymiernej zmiany znaczenia; a z kolei w każdej chwili mo¬
że się zmienić znaczenie słowa bez żadnej zmiany fonetycznej".
(Ibid., s. 401 [4 maja 1958]). Problem wzajemnych związków
między mitem i baśnią (lub jeszcze: między tą ostatnią a mitem
„teologicznym" i „heroicznym" [jak m.in. saga]) nigdy nie został,

oczywistoście z historii literatury europejskiej.[...] właściwie po¬

w moim przekonaniu, rozwiązany prawidłowo, bo nie był prawi¬

jęty, archaizm wybiera nie stare słowa, lecz młode". I jeszcze sło-

dłowo podstawiony (zwłaszcza z punktu takiego, jak tu prezen-

277

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U

towane, pojmowania mitu). Z prac ważniejszych należy wspo­

gosławiony nad błogosławionymi zwać się godzi; odprawialiśmy

mnieć o wielkim studium Eleazara Mieletyńskiego (Poetyka mi­

go z uniesieniem, z łaski losu cali i zachowani od zła, które nas

tu. Przeł. Józef Dancygier, Warszawa 1981), który jednak rozpa­

czekało w czasie późniejszym; spod powiek przymrużonych

truje problem w sposób zbyt szczegółowy i bliższy etnologii niż hi­

i z szeroko rozwartymi oczami widzieliśmy jawy, z łaski losu ca¬

storii religii. Pisze m.in., że „trudno odróżnić mit i bajkę w folk­

łe i proste, niewzruszone i szczęsne, w poświacie czystej sami

lorze", tak jakby mit był w ogóle obecny w tym, co przez „folk¬

czyści, bez piętna, które teraz obnosimy pod mianem ciała, jak

lor" rozumiemy. Poza tym zdanie, że „bajka w odniesieniu do mi¬
tu - mimo maksymalnego fabularno-semantycznego podobień­

ślimaki w skorupie".
3 2

Uber des Geheimnis der eleusinischen Mysterien, „Paideuma" vii

3 3

Cyt. za angielskim przekładem R. Mannheima: The Meaning of

stwa - jest z racji swej specyfiki «literaturą piękną»", jest zda¬
niem o tyle podważalnym, że mit również, w wielu swych „wcie¬

(1959), s. 69-82.

leniach" do takiej literatury może (a nawet często musi) być za¬

the Eleusinian Mysteries, w: The Mysteries: Papers from the Eranos

liczany, itd. Jedna z niewielu generalna uwaga godna jest odno¬

Yearbooks, London 1955, s. 14-31. Oryginał niemiecki publiko­

towania: „Swoiście bajkową semantykę można interpretować
tylko z perspektywy źródeł mitologicznych. Jest to nadal seman­

wany był w „Eranos-Jahrbucher" v i i (1939).
3 4

tyka mitologiczna - z dominującą rolą kodu «społecznego»" (s.
324). Ostatnie zdanie leży poza obrzeżem t u poruszanych kwe­

Olszański, Poznań 2000, s. 146-213 (zdanie przytoczone: s.

stii. Nadto pojęcie „mitu", z powodu zakresu, jaki w tej pracy mu

207). Rozprawę O baśniach,

się nadaje, jest zbyt szeroki, i stąd en bloc dla nas nie do przyję­
cia. Inny tekst, o jakim - dla porządku - wspomnieć należy, to

Ze wstępem Christophera Tolkiena. Przeł. Joanna Kokot, Ja¬
kub Z. Lichański, Krzysztof Sokołowski, Poznań 1994 (wyd. 2:

besonders in seinem Verhältnis zu Heldensage und

1998), s. 11-82. On Fairy-Stories

Mythos (Helsinki 1954), opublikowana w „La Nouvelle Revue
Française" (maj 1954), pt. Mity i baśnie, włączona do tomu

ukazała się drukiem po raz pierwszy w tomie: Essays presented
to Charles Williams, Oxford 1947; następnie - razem z opowia­

Aspekty mitu. Przeł. Piotr Mrówczyński, Warszawa 1998 (s. 191¬

daniem Tolkiena Leaf by Niggle — w książce: Tree and Leaf. In¬

-199). Z tego tekstu, głównie referującego poglądy de Vriesa, tu

cluding the poem Mythopoeia, London 1964; i znowu w zbiorze

przytaczamy jeden fragment (s. 195), w ostatnim punkcie zbież­

historycznoliterackich szkiców Tolkiena: The Monsters and the

ny z wywodem Tolkiena: „Mitowi bliska jest saga, a nie baśń.

Critics and Other Essays. Ed. by Frank Richard Williamson

Bardzo często trudno rozstrzygnąć, czy saga jest «uheroicznioną»

and Christopher Reuel Tolkien, London 1983 (przekład po­

opowieścią o losach postaci historycznej, czy też - przeciwnie -

lski jw.). Tu, sięgając niekiedy do oryginału, korzystamy

zeświecczonym mitem. Oczywiście identyczne archetypy - to

z ostatniego, poszerzonego wydania Tree and Leaf...

znaczy te same wzorcowe postacie i sytuacje - pojawiają się
hatera sagi kończą się zawsze tragicznie, to baśń oferuje nam za¬

3 5

Podkreślmy: w zasadzie to samo uczynił O t t o w przytoczonym
przed chwilą zdaniu, porównując misteryjne wydarzenie z Eleu¬

wsze szczęśliwe zakończenie". Niewiele więcej godnych uwagi

sis do największych dzieł sztuki.

prac poświęconych samemu językowi mitu udało m i się znaleźć,
choć i te, teraz wspomniane, w istocie też tego ściśle problemu

3 6

O baśniach, op. cit., s. 213, przyp. 41.

nie poruszają.

3 7

Ibid., s. 152-153, 161.

3 8

Ibid., s. 160.

O „głębi", jako podstawowej cesze (czy kierunku) stylu Tolkie­

(op. cit.

por. wyżej przyp. 2).

w mitach, sagach, jak i baśniach, a jednak podczas gdy dzieje bo¬

3 9

na, pisze Tom A . Shippey (Droga do Śródziemia. Przeł. Joanna

Odpowiedź pozytywna na tę ostatnią kwestię podważałaby sens
pytania o różnicę między „wyższą" i „niższą" mitologią, przeno¬

Kokot, Poznań 2001, s. 341): „Tolkien [...] był zaprzątnięty nie

sząc je na różnice zachodzące zawsze i tylko między opowieścia¬

samymi opowieściami, ale stylem ich przekazu. Czy miał kiedy­

mi należącymi do tej jednorodnej dziedziny.

kolwiek odnaleźć jakąś korzyść z tych zawodowych zawiłości?

3 1

było wykładem wygłoszonym

na uniwersytecie w St. Andrews wiosną 1939 r. Rozprawa

Aspects du mythe (Paris 1963); wydanie polskie: M . Eliade,

3 0

w przekładzie Joanny Kokot, po­

wtórzono t u za: J. R. R. Tolkien Drzewo i liść oraz Mythopoeia.

Mircei Eliadego recenzja z książki Jana de Vriesa, Betrachtungen
zum Märchen,

O baśniach. Tu cytowane za wydaniem: Potwory i krytycy i inne
eseje. Pod redakcją Christophera Tolkiena. Przeł. Tadeusz A .

4 0

Pojęcie twórcy (artysty) jako „stwórcy pomniejszego" [subcre¬

Jest jedno słowo, które odpowiada na to pytanie, a słowem tym

ator] jest podstawowym w Tolkiena teorii baśni i charakterysty¬

jest «głębia», jakość literacka, którą Tolkien cenił najwyżej. Nie

ce wszelkiej „artystycznej" (w specyficznym dla jego myślenia

jest to cecha powszechnie uznawana czy nawet zuważana i wy¬

o sztuce znaczeniu) działalności człowieka. Obok tego mamy

maga dalszych wyjaśnień, których dostarczyć mogą publikacje

inne terminy. Pojęcie „wtórnego świata" [Secondary World]łą-

prac Tolkiena z ostatnich dziesięciu lat". [Shippey opublikował

czy się t u z pojęciem „świata pierwotnego" [Primary

swą pracę w 1982 r.]. Por. tu jeszcze niżej tekst do przypisu 60.

a wszystko to razem - z koncepcją „wtórnej wiary" [Secondary

Karl Kerényi, Eleusis. Archetypal Image of Mother and Daughter.

Belief]. Tam, gdzie mówił o wyobraźni, jako sile nadającej swym

Transl. from the German by Ralph Mannheim, „Bollingen Se¬

wytworom „spójność cechującą rzeczywistość", Tolkien dodaje

World],

ries" LXV, 4, Princeton, N . J. 1967, s. xxxiv-xxxv. Por. także:

(przyp. 29, s. 213): „To jest taką spójność, która wzbudza lub

Karel Hendrik Eduard de Jong, Das antike Mysterienwesen in re¬

powoduje wtórną wiarę" [«the inner consistence of reality» that is:

ligionsgeschichtlicher, ethnologischer und psychologischer Beleuch¬

which commands or induces Secondary Belief]. Łączy się to ściśle

tung, Leiden 1909. Co do fragmentu z Fajdrosa, brzmi o n nastę­

z pojęciem „pomniejszego stwórcy" lub - w tłumaczeniu Listów

pująco: elBóu te Kai èTEÀouvTo T Û U T E À E T G O V f|V Séuiç Àéyeiu

— „podkreatora" [subcreator], twórcy świata „wtórnego". Na s.

uaKapiGûTCCTTiv, f|v copyiàÇoueu óAókAhpoi uèu a ù t o i ÔUTEÇ

172-173 czytamy: dzieci „są zdolne do literackiej wiary [literary

Kai àpaSeïç Kakùu ö a a r;uäs èu ûatépa} xpoucp ÛTTÉueueu,

belief] pod warunkiem, że narrator jest dość dobry, by ją spro¬

oÀOKÀripa Bè Kai àpÀS Kai atpeufj Kai eùBaiuoua f à a u a t a

wokować. Ten stan umysłu zwykło się nazywać dobrowolnym

uuoûueuoi te Kai èpopTeûouteç èu aùyfj KaSapS, KaSapoi

zawieszeniem niewiary [ willing suspension of disbelief].

ôuteç Kai àarjuautoi toutou ö uûu BT] a û u a pepifépouteç

zdaniem nie jest to poprawny opis tego, co się rzeczywiście dzie¬

ououàÇoueu, oatpéou t p ó p o u BeBeaueuuéuoi [250b-250c].

je. Nadawca opowieści okazuje się owocnym twórcą wtórnego

Moim

Edward Zwolski daje następujący przekład tego fragmentu

świata, w który może wniknąć umysł odbiorcy, a wszystko,

(Phaidros, Kraków 1996): „oglądaliśmy radość oczu, błogosła¬

o czym mówi, jest «prawdziwe» w ramach tego świata. A więc

wiony widok, i uświęciliśmy się przez święty obrzęd, który bło-

wierzysz, dopóki pozostajesz «wewnątrz» opowieści. Kiedy poja-

278

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
wia się niewiara, czar pryska: magia czy raczej sztuka zawiodła.

4 1

jako «fantazji» czy zmyślenia" (s. 168). Są, innymi słowy, „pozo¬

Jesteś z powrotem w pierwotnym świecie i spoglądasz z dystan¬

stałościami" mitów. Znów powtórzyć trzeba, że Tolkien widzi tu

su na ów karłowaty, poroniony wtórny świat. [... ] zawieszenie

zależność „genetyczną". Ewangelię dlatego odważa się zaliczyć

niewiary może więc być równoznaczne ze zmęczonym, nie upo¬

do baśni, bo - choćby przez rodowód - te ostatnie zawierają

rządkowanym bądź sentymentalnym stanem umysłu, zatem łą¬

w sobie, jak mitologia, coś „wyższego": religię. Stąd dyskusja, ja¬

czy się raczej z «dorosłością». Myślę, że jest to istotnie stan

ką podejmuje z Andrew Langiem, dla którego najwyraźniej mit

umysłu wielu dorosłych w obliczu baśni". Dopiero zaczarowanie

był tylko pewną postacią baśni (właśnie jako czystego zmyśle¬

[Enchantment], w rozwijanym t u dalej sensie, wzbudza i gwaran­

nia), i który „powiedział kiedyś, że mitologia i religia to dwie zu¬

tuje „wtórną wiarę". [Odpowiedniki angielskie podawane za:

pełnie różne sprawy, które się nieodwołalnie ze sobą splątały,

Tree and Leaf... , m.in. s. 37-38, 47-49].

choć mitologia sama w sobie jest niemal pozbawiona znaczeń

Por. wypowiedź Barfielda na temat tego pojęcia i cechy (tu wy¬

religijnych. Tolkien dodaje: „A jednak obie te rzeczy - mitolo¬
gia i religia - splątały się ze sobą, a może dawno temu rozdzieli¬

żej przyp. 24).
4 2

ły, a teraz powoli, na ślepo, poprzez labirynt błędów i zamiesza¬

Przez „świat pierwotny" Tolkien rozumie „świat stworzony",

nie, zdążają do ponownego połączenia. Nawet baśnie, jako ga¬

niezależny od człowieka. „Faktami" są tu zjawiska dane empi¬

tunek, mają trzy oblicza: mistyczne - zwrócone ku Nadprzyro¬

rycznie, zmysłowe. Por. Listy..., s. 293 [brudnopis listu do Pete­

dzonemu, magiczne - skierowane ku naturze, oraz tzw. zwier¬

ra Hastingsa, wrzesień 1954]: „rzeczy, o których pisałem, w tej

ciadło politowania - odbijające człowieka" (s. 163).

czy innej formie, wyrastają z całego pisarstwa (lub sztuki), któ¬
re nie dba o pozostawanie w obrębie «dostrzegalnych faktów»".

5 1

Listy, s. 58 [24 lipca 1938].

4 3

O baśniach, s. 180.

5 2

Ibid., s. 166 [30 stycznia 1945].

4 4

Ibid., s. 181-184 [podkr. moje]. Por. też (we fragmencie przywo¬

5 3

Ibid., s. 261 [25 kwietnia 1954].

łaną już wyżej) uwagę w addendach: „Dramat jest antropocen-

5 4

tryczny. Baśń i fantazja - niekoniecznie". („Nota F", s. 207).

Chodzi oczywiście o wciąż nie ukończony Silmarillion, wydany
pośmiertnie przez Christophera Tolkiena.

4 5

Ibid.: „Nota G" (s. 208).

5 5

4 6

O baśniach., s. 184-187, 189-191.

5 6

Ibid., s. 256 [2 grudnia 1953].

4 7

Ibid., s. 20.

5 7

Ibid., s. 424 [14 października 1958].

4 8

Ibid., s. 201.

5 8

Tu, w przypisie, dodana uwaga: „Sądzę, że zasadniczo dotyczy

4 9

Ibid., s. 200-201. Wypada dodać tu jeszcze obszerne wyjaśnienie

on problemu relacji między Sztuką (i wtórstwarzaniem) a Pier¬
wotną Rzeczywistością".

zawarte w korespondencji (por. Listy, s. 151-152 [7-8 [listopada
1944]): „Na potrzeby [eseju o baśniach] ukułem słowo «euka-

5 9

Listy, s. 217-220 [koniec (?) 1951 r . ] .

tastrofa» - nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa

6 0

T. A . Shippey, op. cit., s. 78. Por. uwagę Barfielda (tu przyp. 24),

radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższym

że „archaizm" nie jest unieruchomieniem, lecz powrotem do cze¬

zadaniem, jakie mają pełnić baśnie). Nabrałem przekonania, że

goś dawniejszego.

wywiera o n swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły

6 1

Inklingowie, op. cit., s. 63-65.

6 2

Według Tolkiena - tak jak wedle Schellinga - Bóg jest „najwyż¬

nagłą ulgę, jakby wbita kończyna nagle wskoczyła na swoje

6 3

Op. cit., s. 65-66.

miejsce. Dostrzega ona - jeśli opowieść ma na drugim planie

6 4

Por. też fragment z Poetic Diction, s. 143-144: „[...] oddzielenie

przebłysk Prawdy i cała natura człowieka, spętana materialnym
łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa

szym Artystą i Autorem Rzeczywistości" (por. wyżej przyp. 49).

«prawdę» literacką - że tak właśnnie toczą się sprawy w Wiel¬

świadomości od realnego świata jest dziś aż nadto widoczne za¬

kim Świecie, dla którego została stworzona nasza natura. Za­

równo w filozofii, nauce, literaturze, jak i w zwykłym doświad¬

kończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspa¬

czeniu. Odizolowane w ten sposób, zawieszone jak gdyby in va¬

nialszą z możliwych «eukatastrofą» w najwspanialszej Baśni -

cuo, i hermetycznie zapieczętowane przed prawdą i życiem, nie

i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską ra¬

tylko nazwa własna, lecz nawet samo ego, po którym pozostał

dość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak po¬

tylko symbol, więdnie i zanika, kurczy się na naszych oczach

dobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Smutek i Ra¬

w puste nic - jakąś zwykła indukcyjną abstrakcję pewnego za¬

dość stanowią jedno, pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo

chowania rozpisanego na fiszki, którego przyczyny leżą gdzie in¬

i altruizm giną w Miłości. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że

dziej. I nie ma żadnego środka na ten stan rzeczy poza tym, ja¬

Ewangelie opowiadają wyłącznie baśń; mówią jednak bardzo

kim jest doświadczenie prawdy, lub utożsamienie się z sensem

wyraźnie, że opowiadają baśń - i to największą. Bajarz musiałby

Życia, które jest zarówno poezją i poznaniem. Więc, chociaż bez

zostać zbawiony w sposób zgodny z jego naturą: poprzez poru¬

racjonalnej zasady, ani prawda, ani poznanie nigdy istnieć nie

szającą opowieść. A l e ponieważ jej autor jest najwyższym Arty¬

może, lecz tylko Życie samo, ta zasada sama nie może dodać na¬

stą i Autorem Rzeczywistości, ta opowieść otrzymała Byt i praw¬

wet jednej joty do poznania. Może wyjaśniać niejasności, może

dę na Planie Pierwotnym. Tak więc w cudzie pierwotnym

mierzyć i wyliczać z wielką i coraz większą dokładnością, może

(Zmartwychwstaniu), a także, choć w mniejszym stopniu, w po¬

chronić nas w godności i odpowiedzialności za naszą indywidu¬

mniejszych chrześcijańskich cudach otrzymujemy nie tylko na¬

alną egzystencję. Lecz w żadnym sensie nie można orzec o niej,

gły przebłysk prawdy kryjącej się za pozorną Ananke naszego

że rozszerza naszą świadomość. Tylko to, co poetyckie, wsącza¬

świata, ale i przebłysk, będący w rzeczywistości promieniem

jąc w język twórcze intuicje, może zachować jego żywe znacze¬

światła, wpadającym przez szczeliny w otaczającym nas wszech¬

nie i uchronić je przed skrystalizowaniem się w rodzaj algebry.

świecie".
5 0

Ibid., s. 348, 352 [1956, styczeń-luty (?)].

[...] Ujmując to w terminach Platona, powinniśmy powiedzieć,
że zasada racjonalna może poszerzyć rozumienie, i może posze¬

O baśniach, „Nota H " , s. 210. I jeszcze, w innym miejscu, czyta¬

rzyć mniemanie, ale nigdy nie może pomnożyć wiedzy".

my: baśnie są „przede wszystkim stare, a ich dawność bywa
atrakcją samą w sobie. [...] Otwierają drzwi do innego czasu,

6 5

a jeśli choć na chwilę przejdziemy przez ten próg, staniemy po¬

Zgadzałoby się to z cytowanym zdaniem Vica: „Każdą metoforę
można nazwać krótką baśnią", bo wedle La Scienza Nuova „mi­

za naszym czasem, a może i poza czasem w ogóle". Baśnie są

tologie były naturalnym językiem baśni" (z czego wynika tym

„pozostałościami dawnych obyczajów praktykowanych w życiu

razem, że Vico traktował mit jak poetycką fikcję, zgodnie z po¬

codziennym, albo wierzeniami, których kiedyś nie traktowano

glądem, który w kulturze chrześcijańskiej miał bardzo długie

279

Wiesław Juszczak • JĘZYK M I T U
trwanie, z ortodoksyjnych choćby tylko względów).
6 6

ce. [...] Poza nazwami własnymi, każde słowo w każdym języku

W pracy Paula H . Kohera, Mistrz Śródziemia (1972; polski prze­

stanowi uogólnienie i, kiedy mówimy o języku poetyckim, że we

kład Radosława Kota: Warszawa 1998, s. 8), czytamy: „Podsta­

wczesnej fazie jest «dany», nie możemy przeoczać faktu, że war¬

wową zasadą przyjętą przez Tolkiena we Władcy Pierścieni (i to

tości te już przemijały, już stanowiły pozostałość po jeszcze bar¬

konsekwnetnie, od prologu do dodatków) jest założenie, że to

dziej żywych, które świadomość musiała napotykać przed naro¬
dzinami mowy" (s. 107-108).

nie o n wymyślił całą historię, lecz jako współczesny nam uczo­
6 7

ny podjął trud jej opracowania i przygotowania do druku".

6 9

Potwory i krytycy, op. cit., s. 27-28.

Choć w „monoteistycznym" micie Tolkiena, „rekonstruowa­

7 0

Por. t u przyp. 2.

nym" w Silmarillionie,

Por. t u przyp. 30.

świat rzeczywisty jest także światem

7 1

„wtórnym", wedle objaśnienia, jakie pisarz podaje (por. Listy...,

7 2

T. A . Shippey, op. cit., s. 345-346.

s. 388-389 [25 czerwca 1957]): „[Sauron] zawsze kiedy zosta­

7 3

Ibid., s. 350.

wał pokonany, tracił cielesną powłokę. W teorii - jeśli można

7 4

Ibid., s. 49 [podkr. moje].

odnieść do opowieści tak wzniosly termin - był duchem, po­

7 5

Tree and Leaf... , s. 50. W cytowanym wyżej polskim przekładzie

mniejszym, lecz wciąż «anielskim». Zgodnie z mitologią oznacza

zdanie to brzmi: „Fantastycznych form nie można udawać". A l e

to, że należał do rasy inteligentnych istot stworzonych przed za¬

to counterfeit znaczy także: naśladować, fałszować, podrabiać,

istnieniem świata fizycznego i mogących w ramach swoich moż¬

symulować itd. Wszystkie te odpowiedniki muszą być przywoła¬

liwości pomagać w jego stwarzaniu. Te, które najbardziej zwią¬

ne dla objęcia pełni znaczenia tej frazy.

zały się z dziełem Sztuki, jakim początkowo był świat, tak były

7 6

nim pochłonięte, że kiedy Stwórca go urzeczywistnił (to znaczy
dał mu wtórną rzeczywistość, podporzadkowaną jego własnej,
którą my nazywamy rzeczywistością pierwotną, a zatem umieś¬

consciousness (por. wyżej przyp. 24).
7 7

cił go w hierarchii na jednej płaszczyźnie z owymi istotami), za¬

wotnej poetyckiej fazie rozwoju języka. Tolkien, w przytaczanej

Pozwolono i m na to i największe pośród nich stały się odpo¬

rozmowie z Lewisem, przypominamy, stawia kwestię tak, że pro¬

wiednikami „bogów" tradycyjnych mitologii; postawiono jed¬

wadzi nas ku idei „prefiguracji", która zawarta jest w najpie¬

nak warunek, że pozostaną «w świecie» aż do zakończenia Opo¬

rwotniejszych mitycznych opowieściach: „W pogańskich mi¬

wieści. Znajdowały się więc w nim, lecz fizyczne wcielenie nie

tach Bóg objawia się poprzez umysły poetów, a powstające

było ich zasadniczą cechą. Jeśli tego chciały, mogły dokonać sa-

z nich obrazy odzwierciedlają fragmenty niemej prawdy".
7 8

szym ubraniom niż ciałom, chociaż w większym stopniu niż

Tolkien (Listy..., s. 282-283 [wrzesień 1954]) pisze jeszcze: „Po­
nieważ cała sprawa [we W/hdcy Pierścieni] od początku do koń¬

ubrania stanowiły wyraz ich pragnień, nastrojów, woli i zadań".
6 8

Op. cit., (por. t u przyp. 67): Barfield idzie w t y m samym kierun¬
ku, kiedy mówi o niekontrolowanym procesie tworzenia w pier¬

pragnęły do niego wejść od początku jego «urzeczywistniania».

mowcielenia, ale ich formy wcielone były bardziej podobne na¬

Poetic Diction... , s. 171: the strangeness shall have an interior si¬
gnificance; it must be felt as arising from a differen plane or mode of

ca dotyczy głównie relacji Tworzenia do czynienia i wtórstwarzania (oraz uzupełniająco do spokrewnionego zagadnienia

To, co powiedzieliśmy o odmiennościach w podejściu do konty­
nuacji mitycznego dziedzictwa u Barfielda i Tolkiena, wyda się

«śmiertelności»), musi być jasne, że wzmianki o tych sprawach

z pewnością mniej ostre, kiedy przytoczymy jeszcze dwa frag¬

nie są przypadkowe, lecz zasadnicze: mogą być zasadniczo

menty z Poetic Diction: „Różnica między prawdziwą i fałszywą

«błędne» z punktu widzenia Rzeczywistości (rzeczywistości zew­

metaforą odpowiada różnicy między M i t e m i Alegorią, ta druga

nętrznej). Nie mogą być jednak błędne wewnątrz tego wymy¬
ślonego świata, ponieważ dokładnie tak został o n stworzony".

jest mniej lub bardziej świadomym hipostazowaniem idei, za
czym idzie ich synteza, mit zaś jest prawym dzieckiem Znacze¬

7 9

nia, zrodzonym z wyobrażni. Nie ma wątpliwości, że od bardzo

re not for the words of Celeborn I should deem them only fables as

wczesnej daty greccy poeci zaczęli mieszać fałszywe metafory
z oryginalnymi mitami, tak jak filozofowie greccy zaczęli kazić je

Aragorn o podaniach krążących wokół lasów Fangornu: if it we¬
true knowledge fades.

8 0

Por. np. Listy..., s. 426, przyp.* [dodatek brulionowy do listu

alegorią, tak że w tym przypadku forma, w jakiej te mity doszły

z jesieni (październik?) 1958 r . ] : „W narracji, która w gruncie

do nas, jest wewnętrznie dwoista. Nowoczesny poeta stworzył

rzeczy jest literaturą ludzką, gdy tylko jakaś sprawa staje się ele¬

nowy mit lub uczynił użytek ze starego, zgodnie z t y m jak dany

mentem opowieści, a nie mitu, punkt ciężkości musi przesunąć

mit stanowi bezpośrednie wcielenie konkretnego doświadcze¬

się na ludzi (oraz ich stosunki z elfami czy innymi stworzenia¬

nia, a nie ideę poety o t y m doświadczeniu - w którym to wypad¬

mi). Nie możemy pisać opowieści o elfach, których nie znamy

ku wynalazł on jedynie jakąś alegorię, lub uczynił alegoryczny

dogłębnie; a jeśli usiłujemy to robić, zamieniamy po prostu el¬

użytek z mitu, zależnie od okoliczności" (s. 201). „Gdzież więc
nowoczesny poeta odnajdzie na powrót tę poetycką zasadę, któ¬
ra w języku zamiera? Gdzie? Nigdzie indziej, jak w sobie. Ta sa¬
ma twórcza aktywność, kiedyś bez wiedzy i kontroli człowieka
skutkująca znaczeniem, a rozpoznawana jedynie potem, kiedy
jak gdyby budził się on ku kontemplacji tego, co zapisał we śnie,
teraz odnaleziona ma być we własnej jego świadomości. I to ona
wzywa go, by się stał twórcą prawdziwym, sprawcą samego zna¬
czenia. Powiedziałem «w jego własnej świadomości», lecz i to
wyrażenie jest zwodnicze, o ile jest pojmowane historycznie. Po¬
eta, wyłącznie jako twórca, nawet dziś nie może być uważany za
jednostkę o nieskrępowanej świadomości, bo świadomość taka
nie jest możliwa bez racjonalnie analitycznego myślenia. O ty¬
le, o ile jego własna aktywność poetycka podlega jego wiedzy
i kontroli, o ile może o n oceniać, a zatem poprawiać swe dzieła,
lub wybierać co będzie pisał, nie jest on sprawcą, lecz tym, któ¬
ry porownuje i osądza; a jednym i drugim nie może być równo¬
cześnie. Istnieje nastawienie kreatywne i nastawienie oceniają-

280

fów w ludzi".
8 1

Słowa Drzewca [Treebeard] z Władcy Pierścieni: „[...] mojego
prawdziwego imienia wam nie wyjawię, przynajmniej jeszcze nie
teraz. Przede wszystkim to jest bardzo długie imię, bo rosło
z czasem, a że bardzo, bardzo długo żyję, więc urosło do całej hi¬
storii. W moim języku, w starej mowie entów [dosłownie:
'w staroentyjskim'], jak wy byście go nazwali, imię zawsze zawie¬
ra historię tego, kto je nosi. To bardzo piękny język, ale trzeba
mieć dużo czasu, żeby n i m coś powiedzieć, bo my mówimy na¬
szym językiem tylko o tym, co warto bardzo długo opowiadać
i czego warto bardzo długo słuchać"

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.