e1db9b42c6ca09dfc6c68f72158f30c5.pdf

Media

Part of Refleksje po wystawach malarstwa, drzeworytu i rzeźby w Krakowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1

extracted text
Warunki
bytowe garncarzy.
Wydaje się pewne,
że garncarze zalascy n i e zajmowali się — poza spo­
radycznymi w y p a d k a m i — uprawą r o l i , a żyli t y l k o ze
swego rzemiosła. Świadczy o t y m fakt, że od schył­
k u X V I I I w . w y m i e n i a n i są oni zwykle jako chałup­
nicy wzgl. komornicy, nie opłacający żadnego podat­
k u poza komorniczym podatkiem od domu. W i n ­
wentarzu z 1756/7 r. wpisana jest własnoręcznie d y ­
spozycja komisarza dóbr, który poleca, aby garnca-

rzom t y m dostarczano co r o k u „jarzynę", za którą
m i e l i płacić 180 zł. Najprawdopodobniej chodzi t u
o kapustę, marchew i rzepę, gdyż pod nazwą „ja­
rzyna" te właśnie rośliny wymieniane są w księgach
prowentowych hrabstwa.
Oczywiście o stopie życiowej tych garncarzy m o ­
glibyśmy powiedzieć coś więcej, gdybyśmy m i e l i
chociaż przybliżone dane o wysokości dochodu, j a k i
osiągali. O t y m zaś można t y l k o snuć przypuszcze­
nia, choć „Wykaz dóbr" z 1821 r. stwierdza, że garn­
carze z Zalasu, podobnie j a k i z Brodły, „mają się
dobrze" (s. 5). W każdym razie można przypuszczać,
że garncarze zalascy dysponowali gotówką, na jaką
mógł się zdobyć n i e każdy gospodarz, nawet zamoż­
ny . I choć musieli z tych pieniędzy pokrywać koszty
całego utrzymania, to posiadanie gotówki miało nie­
wątpliwie pewne znaczenie społeczne. Charaktery­
styczna d l a Zalasu jest m . i n . ilość spożywanego
alkoholu, zwłaszcza wódki. T a k np. w 1765/6 r. Z a las miał, w g rachunków prowentowych, zdecydowa­
ną przewagę w spożyciu wódki nad i n n y m i wsiami,
wyrażającą się ilością 2178 garnców, gdy druga po
n i m Morawica wykazywała 1 784 garnce, a Krzeszo­
wice jako trzecie — 1 240 garncy. Zalas był jedną
z największych w s i hrabstwa, ale Krzeszowice i M o ­
rawica, leżące przy ważnych drogach, miały austerie
zajezdne, w których zapewne sporo gorzałki w y p i l i
przyjezdni. W 1796 r. zajmował Zalas drugie miejsce
po Krzeszowicach jeśli chodzi o wysokość zysku
z propinacji (inw. z 1796/7 r.). Podobny stan utrzy­
mał się w następnych latach.

Np. 13 paźdz. 1826 r. poleca komisarz dóbr
ekonomowi generalnemu: „Od garncarzy pod żadnym
pretekstem nie brać bezpłatnie naczyń a n i samemu
ani dozwalać komu, co pod odpowiedzialnością po­
lecam." (Pot. 1756, s. 186). Sformułowanie to jest

niejasne i zdawałoby
się przeczyć spotykanemu
w inwentarzach, iż garncarze mają „ w miarę po­
trzeb" dostarczać naczyń d l a d w o r u bezpłatnie.
Por.: Stan majątkowy garncarzy, „Polska Sztu­
ka L u d o w a " , 1960, n r 2, s. 110—111.

mieniają już określonej ilości naczynia, jaką p o w i n n i
b y l i dostarczyć garncarze, t y l k o zawierają stwier­
dzenie, że. mają „naczynia glinianego na potrzebę
zamkową co potrzeba dawać bez zapłaty" ( i n w .
z 1733/4 r. i in.). Mogło to oznaczać zwiększenie l u b
zmniejszenie wysokości tej daniny. Takie nieokreślo­
ne j e j sformułowanie powodowało, że z żądaniami
dostarczania naczyń zwracali się do garncarzy różni
oficjaliści, na co jeszcze w latach dwudziestych
X I X w . uskarżali się garncarze komisarzowi dóbr .
Obowiązek stawiania pieców z własnych k a f l i utrzy­
mał się przez cały czas, ale wydaje się, że ciężar
jego z biegiem czasu znacznie zmalał, gdyż więk­
szość folwarków w hrabstwie została zlikwidowana,
a poza t y m obowiązek ten został nałożony także na
garncarzy z nowych ośrodków.
19

Poza t y m i obciążeniami, związanymi ściśle z w y ­
k o n y w a n y m rzemiosłem, garncarze zalascy zobowią­
zani b y l i „powabę do żniwa d w a razy odprawić"
(inw. z 1712 r.) i obowiązek t e n utrzymany został
do końca.

19

(c.

20

20

d . nastąpi)

Edward
Fot. E. Pietraszek.

zsander

Rys. Maria

Czarnecka

rysunku

E.

Pietraszka.

Jackowski

PO
RE FLEKSJE
D I? Z E W O R Y T U

W Y S T A W A C H
MALARSTWA,
I R Z E Ź B Y
W
K R A K O W I E

Jeszcze n a początku naszego stulecia mało k o m u
przychodziło n a myśl, aby w muzeach etnograficz­
nych szukać artystycznych wzruszeń. Szukano i c h
w salach wystawowych, w muzeach sztuki. Etnogra­
fia dawała określoną wiedzę i tego o d niej oczeki­
wano.
Trzeba było zasadniczej zmiany pojęć, zmiany
obowiązujących kryteriów estetycznych, a b y w ludo­
wej twórczości odnaleźć podobne przeżycia a r t y -

54

na podstawie

Pietraszek

styczne, jakie daje zetknięcie się z każdą prawdzi­
wie wielką sztuką — zarówno epok minionych, jak
i współczesną.
Najwcześniej dostrzeżono ludowe rzemiosło arty­
styczne, precyzyjną snycerkę, celową i piękną sztukę
góralskiej ciesiołki, zdobnictwo.
Uznanie wartości
ludowego rzemiosła wiązało się z postępującą kry­
tyką eklektyzmu X I X - w i e c z n e j sztuki mieszczańskiej,
z n o w y m i poglądami w y s u w a n y m i z jednej strony

nianą tradycją. A l e f o r m i z m nie miał na naszym
terenie takich konsekwencji artystycznych, jakie miał
kubizm n a zachodzie Europy. Twórczość l a t między­
wojennych potoczyła się w i n n y m kierunku, który
wprawdzie nadawał wysoką rangę sztuce ludowej,
ale uczulał przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, na
jej w a l o r dekoracyjny nawet w odniesieniu do m a ­
larstwa czy rzeźby.

' • p u n i i '*- :
1

ï

I I . 3. Fragm. ekspozycji rzeźby na wy­
stawie sztuki ludowej w Muz. Etno­
graf, w Krakowie, 1960 r.

przez Morrisa i Ruskina, z drugiej strony — z b u j ­
n y m rozkwitem secesji, która stworzyła k l i m a t sprzy­
jający rozwojowi sztuki dekoracyjnej.
Właśnie w t y m okresie rozwija się działalność
Tow. „Polska Sztuka Stosowana", programowo postu­
lująca nawiązanie do ludowego rzemiosła, do tra­
dycji ludowego zdobnictwa. Sztuka ludowa staje się
niemal synonimem dobrego rzemiosła, wysokich w a ­
lorów dekoracyjnych. T o się w niej dostrzega, tego
się od niej oczekuje.
Drzeworyt, malarstwo, rzeźba pozostają nieomal
że nie zauważone, n i e interesuje się n i m i a n i społe­
czeństwo, ani nawet środowisko plastyczne. Nie do­
strzega ich jeszcze St. Witkiewicz, k r y t y k i artysta
szczególnie przecież uczulony na wartości ludowej
sztuki. Nie dostrzega i c h i n i e wyciąga konsekwencji
ani Wyspiański, ani całe środowisko krakowskie, sty­
kające się przecież z l u d o w y m i świątkami, zachodzą­
ce do wiejskich chat, snobizujące się na „ludowo".
Po prostu rzeźba, malarstwo i drzeworyt tak jesz­
cze szokują, t a k daleko odbiegają o d panujących
i nie podważonych wciąż konwencji estetycznych, że
środowisko plastyczne w ogóle nie odbiera i c h w k a ­
tegoriach sztuki, nie rozumie ich.
Dopiero Wł. Skoczylas rozmiłuje się w świątkach,
zacznie głosić wartość wiejskich drzeworytów, obraz­
ków n a szkle malowanych. Dopiero formiści, już
w czasie I w o j n y światowej, odkryją zbieżne p u n k t y
między sztuką, którą tworzą, a tą wiejską, nie doce­

56

Można oczywiście i w t a m t y m okresie znaleźć
przykłady innych, głębszych powiązań z malarstwem
l u d o w y m i rzeźbą (W. Wąsowicz, T. Makowski,
Tytus Czyżewski, Z. Waliszewski, J . Szczepkowski,
T. Kulisiewicz czy Z. Stryjeńska). A l e są to przykłady
inspiracji, jeśli t a k wolno powiedzieć, bardzo i n d y ­
widualnych, nawiązujących t y l k o do pewnych frag­
mentarycznych wartości ludowej sztuki. D l a Stryjeńskiej będzie to słowiańska jurność, sięgnięcie nie
tyle do istoty plastycznej dzieł, ile do obrzędu, oby­
czaju, folklorystycznej mitologii, okraszonej jaskrawą
kolorystyką, przypominającą raczej łowickie pasiaki
niż ludowe obrazy. D l a Wąsowicza czy Makowskiego
inspiracja ludowa jest j a k b y próbą stworzenia innego
świata, naiwnego i prostego, stylizacją na jasełka
czy pastorałkę. Czyżewski znajdzie w ludowych obra­
zach przejmującą ekspresję wyrażaną niezwykle pro­
stymi środkami, naiwnie i statycznie.
Kulisiewicz
w c y k l u ze Szlembarka dotrze do ludzkiej nędzy
i krzywdy.
Sztuka ludowa frapuje odmiennością w i z j i , n a i w ­
nością wyobrażeń, żarliwością, odpowiada t y p o w i emo­
cji artystycznej, który w sposób powściągliwy w y ­
raża sprawy największe, bez patosu, bez zbędnej
gestykulacji.
A l e nawiązania te są krótkotrwałe, nie stają się
doświadczeniem społecznym, są przy t y m — j a k to
już podkreślałem — dość wąskie i ograniczone. A n i
rzeźba, ani malarstwo ludowe nie zostają t a k roz­
szyfrowane, t a k doskonale pojęte, j a k to się działo
np. w e Francji z rzeźbą murzyńską czy sztuką ludów
egzotycznych. Dlaczego?
Sądzę, że recepcji sztuki ludowej nie można od­
rywać o d aktualnej sytuacji twórczości plastycznej,
od problematyki, jaką ona zarysowuje i upowszech­
nia. Sztukę ludową widziano więc tak, j a k ją umiano
zobaczyć poprzez pryzmat istniejących poglądów arty­
stycznych, doświadczeń i zainteresowań.
T o nie przypadek, że właśnie w 1906 r. Modigliani
zachwyca się znalezioną murzyńską statuetką, że P i ­
casso właśnie wtedy stanie zafrapowany przed m u ­
rzyńską maską, że Brancussi, Derain, Matisse, K i r e h ner, Lipsohitz czy Klee świadomie zwracają się ku
sztuce ludów Oceanii, Wybrzeża Kości Słoniowej czy
A m e r y k i Południowej. W t y m samym przecież czasie
doświadczenia awangardy artystycznej Paryża do­
prowadzą do powstania kubizmu, do różnorodnych
poszukiwań, których istotą będzie zwrot k u formie,
ku nowemu widzeniu świata. Sztuka murzyńska stała
się t y l k o katalizatorem, przyśpieszyła pewne procesy,
nadała i m może szczególny kształt; ale istota zja-

4

II. 4. „Narodziny N.M.P.",
obraz na szkle,
wym.
36 x 30 cm. Zamagórze, pow. Nowy Targ. Własność
Muz. Etnograf, w Krakowie.
II. 5. „Matka
Boska",
rzeźba w drzewie, polichr.,
wys. 25 cm. Wł. Muz.
Ziemi Bocheńskiej.

wiska polegała na t y m , że sztuka ta odpowiedziała
na problematykę, jaką podjęli w t y m czasie twórcy
ówczesnej awangardy artystycznej.
I tak jak nie było przypadkiem, że dopiero w 1906 r.
zrozumiano we Francji, czym jest rzeźba murzyńska
i maska maoryjska, t a k też nie jest przypadkiem, że
w klimacie naszych stosunków plastycznych zrozu­
mienie tej problematyki nastąpiło znacznie później,
i w dodatku — w wąskim kręgu oddziaływania
formistów. I tak j a k f o r m i z m był epizodem pozba­
wionym przez wiele l a t konsekwencji plastycznych,
tak też i widzenie nowej problematyki, która t k w i
w rzeźbie czy malarstwie l u d o w y m , stało się właści­
wie dopiero zdobyczą l a t p o w o j e n n y c h .
Rewelacją artystyczną w najlepszym tego słowa
znaczeniu stała się wystawa 1948 r. w K r a k o w i e ,
po raz pierwszy pokazująca w szerokim przekroju
rzeźbę i malarstwo l u d u . Rewelacją — i n a t y m
koniec, bo przez 12 następnych l a t nie dało się za­
uważyć konsekwentnej kontynuacji tego rodzaju po­
kazów. Było wprawdzie wiele wystaw, często nawet
doskonale przygotowanych, ale demonstrowały one
raczej rzemiosło ludowe czy twórczość współczesną —
l

Ściślej — już w 1937 r. sztuce tej poświęcono
sporo miejsca na wystawie w warszawskim Instytucie
Propagandy Sztuki, ale i ten pokaz w zasadzie fawo­
ryzował czynnik zdobniczy, aspekt dekoracyjny, nawet
rzeźby i malarstwa.
1

a nie te najwyższe wartości plastyczne, które zawarte
były właśnie w dawnej rzeźbie k u l t o w e j , malarstwie
i drzeworycie, to jest — dopowiedzmy — w tych
działach sztuki ludowej, które dziś są już niemal
zupełnie martwe, coraz bardziej obce mentalności
i upodobaniom współczesnej w s i , które jednak — j a k
sądzę — reprezentują w naszej sztuce ludowej n a j ­
wyższe wartości artystyczne, stając się cennym i t r w a ­
łym wkładem w dorobek naszej k u l t u r y narodowej
i zjawiskiem w y b i t n y m nawet w zestawieniu z twór­
czością ludową i n n y c h narodów.
Dzisiaj może bardziej niż kiedykolwiek bliska
nam jest ta sztuka. Jej wyraz plastyczny, dawniej nie
do przyjęcia d l a odbiorcy wychowanego na akade­
mickich normach estetycznych, teraz — stał się wręcz
urzekający. Ponad 50 l a t w a l k i z akademicką kon­
wencją w sztuce obaliło te k r y t e r i a naturalistycznej
57

poprawności, które kazały dawniej oceniać malarstwo
i rzeźbę ludową j a k o twórczość nieudolną i zbarbaryzowaną. 50 l a t doświadczeń sztuki X X w i e k u po­
mogły odkryć w twórczości ludowej jej własne fascy­
nujące wartości artystyczne; nauczyły cenić zarówno
jej autentyzm, zaskakujące środki ekspresji, lapidar­
ność i celowość plastycznych sformułowań, j a k —
przede wszystkim — bogactwo i n w e n c j i twórczej,
śmiałość i celność rozwiązań.
Bliskie są te wartości współczesnemu artyście,
który niejednokrotnie w malarstwie l u d o w y m czy rzeź­
bie znajduje dziś echo swoich własnych intencji i po­
trzeb artystycznych. Bliskie są one i szerszym kręgom
odbiorców. Deformacja — już nie szokuje. N a i w ­
ność — już nie razi, przeciwnie, odczuwamy ją jako
szczerość i autentyzm emocji, których jesteśmy sprag­
nieni, t y m bardziej że sztuka oglądana na oficjalnych
wystawach jest często zbyt oschła w s w y m intelektualizmie, albo — z drugiej strony — zbyt k o n ­
wencjonalna w swej tradycjonalności.
W tej sytuacji wydaje m i się, że sztuka ludowa
może dziś zaspokoić dość szerokie potrzeby natury
emocjonalnej i artystycznej. Na ile może być ona
przydatna d l a współczesnej twórczości — t r u d n o w y ­
rokować. Jedno jest pewne, że aby sztuka ta mogła
inspirować, pobudzać inwencję, radować i wzruszać —
musi być znana, musi się stać własnością wszystkich.
A t a k niestety nie jest, dowodem czego są liczne
głosy pełne zdumienia, nawet w y b i t n y c h naszych
twórców, znajdujących w ludowej rzeźbie i malar­
stwie wartości, których — j a k t w i e r d z i l i — nawet
nie przeczuwali.
Dobrze się więc stało, że po długiej przerwie zo­
baczyliśmy w K r a k o w i e w lecie i jesieni ub. r. dwie
wystawy malarstwa, grafiki i rzeźby ludowej — w y ­
stawy, powiedzmy to od razu — świetne.
P i e r w s z a była eksponowana w k r a k o w s k i m Pa­
łacu Sztuki i już samo miejsce określało jej charak­
ter. Była to wystawa najcelniejszych dzieł ludowego
drzeworytnictwa i malarstwa. Organizatorzy, m i m o
krótkiego czasu i m i n i m a l n y c h środków (dlaczego?),
zdołali zgromadzić doskonały zestaw 259 eksponatów,
pochodzących ze zbiorów krakowskich •— głównie
z Muzeum Etnograficznego,
Muzeum Narodowego,
Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz p r y w a t ­
nych kolekcji prof. d r a K a r o l a Estreichera i m g r
M a r i i Woleńskiej. Wiele z tych dzieł nie było dotąd
nigdy wystawianych na w i d o k publiczny, wiele ujrze­
liśmy po raz pierwszy w pełnej i c h krasie — myślę
tu zwłaszcza o obrazach na drzewie, płótnie i papie­
rze, działających śmiałymi i jakże charakterystycz­
n y m i dla polskiej sztuki ludowej zestawieniami kolo­
rystycznymi — czystymi, ostrymi błękitami, zielenia­
mi, żółciami, czerwieniami, różami i bielami. Obrazy,
2

„Wystawa malarstwa ludowego". Komitet w y ­
konawczy: K a r o l Estreicher, Tadeusz Seweryn, Teo­
dor Grott, Ignacy Trybowski. A d a m Bochnak. Bożena
Daszyńska, Maria Woleńska, Juliusz Zborowski. K a ­
talog ilustr.
2

5H

pokazywane wielokrotnie na różnych wystawach w
k r a j u i za granicą, pieczołowicie przez p p . Zofię W a l ­
czewską i Halinę Urbanowicz oczyszczone z b r u d u
i w e r n i k s u — ujawniły nowe, znakomite wartości.
Twórcy wystawy z prof. T. Sewerynem na czele
włożyli dużo wysiłku, aby pokazać na dobrych przy­
kładach różne grupy malarstwa, j a k też bogaty prze­
gląd używanych przez l u d technik (łącznie z r z a d k i m i
przykładami eglomizowania czy zdobienia drzewory­
tów gufrowaną blaszką-pozłotką).
Szkoda tylko, że ograniczono się, ze względu na
czas i budżet, jedynie do zbiorów k r a k o w s k i c h , zna­
komicie pokazujących malarstwo krakowskie na pa­
pierze i płótnie, czy podhalańskie na szkle, ale już
nierównie słabiej dokumentujące śląskie obrazy na
szkle, a jedynie fragmentarycznie —• kaszubskie, łódz­
kie, lubelskie i t p .
3

Wielkość w y s t a w y i niemal pełna reprezentacja
w i e l u grup stwarzały doskonały materiał d l a studiów,
pozwalając uważnemu w i d z o w i na zapoznanie się
niemal z w s z y s t k i m ważniejszymi odmianami czy
technikami. T y m bardziej wypada żałować, że układ
ekspozycji n i e ułatwiał orientacji, szczególnie w sa­
lach z m a l a r s t w e m n a szkle, gdzie Spisz, Orawa,
Rabka i Śląsk występowały nieraz obok siebie, a co
gorsza, w większych zespołach np. m a l a t u r podhalań­
skich organizatorzy umieścili jedną śląską, wyraźnie
odbiegającą charakterem. Nie zawsze wątpliwości
mógł rozwiać katalog — przygotowany wyjątkowo
niestarannie, z niepełnymi, a w k i l k u przypadkach
fałszywymi atrybucjami. a nawet ilustracjami obiek­
tów, których w ogóle nie było na wystawie (podobno
ze względów oszczędnościowych musiano posłużyć się
w y k o n a n y m i już dawniej kliszami).
Znacznie ciekawiej przedstawiała się ekspozycja
malarstwa na płótnie, drzewie i papierze, gdzie układ
w g zbieżności cech formalnych pokrywał się na ogół
z podziałem na grupy czy typy, a zestawienia w po­
bliżu siebie tych samych tematów ikonograficznych
(M. Boska Saletyńska, M . Boska Dzikowska) pozwa­
lały na obserwowanie, j a k w t y m samym układzie
zmieniają się szczegóły, a nawet j a k tradycja lokalna
czy zainteresowanie osobiste malarza wpływają na
odmienne — „realistyczne" czy „dekoracyjne" — trak­
towanie tematu.
W oddzielnej salce pokazano obrazy z ostatnich
trzydziestu l a t : F. Janeczki, R. Barańskiej, D. Lam­
part oraz k i l k a kartonów R. Zaród, F. Curyło i i n .
Widać t u przemiany zachodzące w malarstwie ludo­
w y m , odstępowanie od tradycyjnych ujęć na rzecz
zdobnictwa,
przełamywanie
schematów
kompozy­
cyjnych i ikonograficznych, aż po dyletancko-amatorski obrazek tematyczny. L. Kosiniak „Sceny z oku­
pacji". Nie bardzo orientuję się w intencjach orgaJedynie 5 obrazów wypożyczono z Muzeum i m .
W. Orkana w Rabce, a 2 z Muzeum Tatrzańskiego
w Zakopanem.
3

nizatorów. Jeśli chodziło i m o pokazanie degene­
racji malarstwa — przykład w y b r a n o świetnie, jeśli
jednak o pokazanie tego, co cenne w sztuce ludowej,
to podobny obraz w ogóle n i e powinien był t u się
znaleźć. A może chodziło o pokazanie choć jednej
pracy o tematyce współczesnej? Za t y m przemawia­
łoby umieszczenie n a okładce katalogu „Wesela"
0. Czajki, obrazu raczej przecież reprezentatywnego
dla sztuki „naiwnej" niż tradycyjnej ludowej, stano­
wiącej 99% eksponatów.
Nie Chciałbym oczywiście wątpliwościami t y m i
pomniejszyć wielkiego osiągnięcia, j a k i m się stała
wystawa; jeśli wyrażam t u obiekcje, to t y l k o dla­
tego, że bogactwo w y s t a w y upoważnia do szukania
w niej nie t y l k o źródła estetycznych doznań, ale
i określonej koncepcji naukowej.
Wystawa przynosi zresztą szereg ważkich przy­
czynków do naszej wiedzy o ludowej sztuce. Szcze­
gólnie interesujące są drzeworyty z okolic Jasła ( i l . 7),
tworzone przez jeden ośrodek, a przeznaczone zarówno
dla ludności prawosławnej, j a k i d l a katolickiej,
polskiej. Nie różnią się one cechami f o r m a l n y m i ,
tylko napisy cyrylicą (i to niekonsekwentną) świadczą
o tym, dla kogo były przeznaczone. Sąd t a k i po­
twierdza interesująca informacja umieszczona n a o d ­
wrocie jednego z drzeworytów, pochodzących z k o ­
lekcji prof. Estreichera sporządzona przez nabywcę.
Cytuję ją w dosłownym b r z m i e n i u : „Utwory X y l o grafii wieyskiej artystów naszokrajowych. Następne
drzeworyty dostarczone m i zostały z Galicyi z c y r ­
kułu Jasielskiego, zatym n i e wątpię, iż są w y r o b e m
włościan produkujących te grube u t w o r y , w którego
chacie jest pracownia r y t o w n i k a , koloratora i który
razem wyroby swoje na plecach roznosi po odpustach,
jarmarkach, targach i gdziekolwiek jest liczniejsze
zgromadzenie wieyskiego l u d u . Wnoszę, że te x y l o grafy przeznaczone są d l a ludzi wieyskich Obrządku
ruskiego".
Innym n o v u m wystawy jest zaskakujący w swej
ekspresji i dynamice
obraz
Ukrzyżowania ( i l . 1)
utrzymany w gamie brązowo-żółtej, nie znajdujący
odpowiednika w znanych n a m zbiorach. Analiza obra­
zu pozwala przypuszczać, że n i e był o n przypadko­
wym wyskokiem; kontur pirowadzony jest t a k pewną
ręką i z t a k i m rozmachem, że należy raczej sądzić,
iż mamy t u do czynienia z j e d y n y m zabytkiem, po­
chodzącym z ręki twórcy, który podobny schemat
kompozycyjny wykonywał wielokrotnie, dochodząc do
swoistej wirtuozerii.
Bardzo ciekawy jest również „Sąd Ostateczny"
Doroty Lampart, m a l a r k i z Zawoi, sprawiający n a
pierwszy rzut oka wrażenie gobelinu. Obraz w y k o ­
nany jest farbą klejową i w y k l e j a n y różnokoloro­
wymi papierkami; stanowi o n również u n i k a t w n a ­
szej sztuce ludowej, reprezentując jednak typowe
dla niej cechy, j a k strojnoiść, świetne poczucie r y t ­
mu, typizacja postaci.
Nieludowy, ale niezmiernie interesujący d l a etno­
grafa jest obraz przedstawiający „Napad zbójników"

11. 6. „Napad zbójników", obraz nie­
ludowy. Fragment. Wym. całości 161,5 x
91,5 cm. Własność Muz. V. J. w Kra­
kowie. II. 7. „Sw. Mikołaj",
drzewo­
ryt łemkowski, kolorowany, wym. 31 x
21 cm. Własność Karola
Estreichera,
Kraków.

(ii, 6), dokumentujący strój, zapewne orawski p r a w ­
dopodobnie z pierwszej połowy X I X w . Sam obraz
przypomina w układzie, a nawet we fragmentach
(łóżko z dzieckiem) obrazy w o t y w n e ; wykonany jest
z wyraźną troską o wierność przedstawienia każdego
szczegółu, zwłaszcza interesujących nas strojów.

O ile przy wystawie w Pałacu Sztuki można było
zarzucać autorom pewną niekonsekwencję, polega­
jącą na t y m , że albo pokazano za mało — jeśli chcia­
no dać pełen obraz ludowego malarstwa, albo za dużo
— jeśli zamierzano pokazać jedynie najcelniejsze
dzieła, o tyle późniejszy pokaz urządzony w salach
Muzeum Etnograficznego z okazji pobytu gości Mię­
dzynarodowego Kongresu Krytyków Sztuki (AICA) —
ocenić należy w samych superlatywach. Goście nasi
z zagranicy, a także wielotysięczna rzesza zwiedza­
jących zobaczyli wystawę, która byłaby wydarzeniem
artystycznym w każdej stolicy i w każdym większym
centrum sztuki.
Wielką zasługą prof. T. Seweryna była t u ostra
i celowa selekcja. Na wystawie nie było rzeczy sła­
bych — niemal że nie było średnich. Pokazano

I I . 8. „Więzień Oświęcimia", rzeźba w drzewie, polichr., wys. 44 cm. Wyk. Szczepan Woźniak. Własność
Muz. Etnograf, w
Krakowie.

w jednej salce obrazy na szkle, każdy inny, każdy
0 własnych, odrębnych wartościach. Wszystkie, zda­
wałoby się, już znane, ale dopiero teraz demonstru­
jące całą swą krasę. Obok — współczesne obrazy na
papierze i rzeźby, nowa zdobycz badań Instytutu
Sztuki — aniołek Kożuchowskiego, oraz najlepsza
chyba rzeźba Szczepana Woźniaka „Więzień Oświę­
c i m i a " (11, 8). W innych salach świetnie dobrane
obrazy na płótnie i drzewie oraz rzeźby; wśród nich
Chrystus Frasobliwy z Rabki, prawdziwe arcydzieło
naszej rzeźby ludowej, t r y p t y k ze Św. O n u f r y m z L i ­
manowej oraz n a prawdę najlepsze obiekty zarówno
z. K r a k o w a , j a k Rabki, Nowego Sącza i Bochni. Nie
można się więc było dziwić, że wystawa wywołała
niezwykle żywy oddźwięk u gości, którzy uznali ją
Cobok krakowskiego Biennale grafiki) za najciekawsze
zjawisko artystyczne, komentując długo, a nawet r y ­
sując poszczególne eksponaty.
Do sukcesu wystawy przyczynił się również spo­
sób ekspozycji; inwencja i w y b o r n y smak prof. T. Se­
weryna pozwoliły stworzyć wystawie ramy wręcz nie­
powtarzalne, poczynając o d żywych kształtów drzew,
dosłownie puszczających świeże pędy w muzealnych
salach (ile t r u d u kosztowało wyławianie po powodzi
tych nasiąkłyCh wodą pni), aż po mądrą i skromną
ekspozycję mniejszych figurek znakomicie rozmiesz­
czonych na tle parkanowych desek.
Ilość eksponatów nie była w i e l k a , ale przejrzystość
ekspozycji, dobre rozmieszczenie i zestawienie rzeźb
potęgowało i c h wyraz.
Przy okazji poddano r e w i z j i i sąsiednie sale, za­
stępując słabsze obiekty (zwłaszcza rzeźby, płasko­
rzeźby) i n n y m i , lepszymi. Wygrał na t y m również
1 J . Wawro, reprezentowany przez k i l k a najlepszych
swoich prac.
Z okazji w y s t a w y wydano mały voider zawiera­
jący 16 zdjęć z podpisami w językach angielskim
i francuskim.
Kończąc tę recenzję nie mogę powstrzymać się
od wyrażenia głębokiego żalu, że nie udało się w y ­
stawy zamienić n a stałą ekspozycję. Muzeum Etno­
graficzne posiada bowiem wspaniałe zbiory, które
jedynie w małej części dostępne są d l a zwiedzających.
Zbiory w magazynie nie pełnią r o l i społecznej. Sądzę,
że w interesie władz K r a k o w a byłoby powiększenie
Muzeum, chociażby przez tymczasowe oddanie do
jego dyspozycji k i l k u sal w sąsiedztwie na rozsze­
rzenie ekspozycji. Jest też n a pewno w interesie
Muzeum powiększenie stałej kolekcji rzeźb i malar­
stwa — Choćby dlatego, że Muzeum to jest jedną
z największych a t r a k c j i d l a turystów zagranicznych
i gości, bawiących n a „Dniach K r a k o w a " . Jest to też
na pewno w interesie naszej k u l t u r y , a nawet wię­
cej — jest to naszym obowiązkiem wobec przeszłości,
wobec społeczeństwa i przyszłych pokoleń.

Fot.: Jan Swiderski
— U. 1—3, 5, 8, Stefan
szewski — U. 4, 6, 7.

Deptu-

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.