ceceb60453213c17e80ddf420a50d77d.pdf

Media

Part of Mazurzy Wieleńscy - falsyfikacja podstaw mitu / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.2

extracted text
„Etnografia Polska", t. X X X V : 1991, z. 2
PL ISSN 0071-1861

WOJCIECH Ł Y S I A K
(Poznań)

M A Z U R Z Y WIELEŃSCY - FALSYFIKACJA PODSTAW M I T U
W kilkunastu wsiach p o ł o ż o n y c h w północnej części Puszczy Noteckiej,
w okolicach Wielenia i K r z y ż a do dzisiejszego dnia utrzymuje się grupowe
przekonanie, jakoby s p o ł e c z n o ś ć j c z a m i e s z k u j ą c a została w przeszłości spro­
wadzona w te lasy przez księcia Piotra Sapiehę, dziedzica „ p a ń s t w a w i e l e ń s k i e go". M i e s z k a ń c y tych wsi (Biała, Chcłst, Drawsko, Kamiennik, M a r y l i n - daw­
niej Smrodyniak. M ę ż y k , Miały, N o w e Kwiejce, P ę c k o w o , Piłka, Rosko
i Wrzeszczyna) sami określają się mianem „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " , a termin
z powodzeniem funkcjonuje w ludoznastwie i ś w i a d o m o ś c i polskich etnogra­
fów. Nadto za „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " uważają się m i e s z k a ń c y Chojna, wsi
położonej na p o ł u d n i o w y m skraju Puszczy Noteckiej w pobliżu Sierakowa.
1

W niniejszych r o z w a ż a n i a c h terminem „ m i t " o k r e ś l a m i d e ę p o w s t a ł ą
w sprzyjających warunkach j a k o wyraz s p o ł e c z n e g o zapotrzebowania na war­
tości uznawane za prawdziwe, aczkolwiek z gruntu fałszywe. Wartości takie
d o t y c z y ć m o g ą r z e c z y w i s t o ś c i historycznej, politycznej, kulturowej b ą d ź spo­
ł e c z n e j . M i t taki jest d z i e ł e m grupy lub jednostki, c h o ć uświęcony o g ó l n o s p o ­
ł e c z n ą a p r o b a t ą w y r a ż a przekonania zbiorowe. Grupowe przekonania o zdarze­
niach m a j ą c y c h miejsce w r z e c z y w i s t o ś c i lub utwierdzone treści fikcjonalnc
zostają z czasem p r z e k s z t a ł c o n e w taki w ł a ś n i e m i t - i d e ę , który pozbawia ich
wartości w y j ś c i o w e cech indywidualnych i pozostawia tylko to, co odpowiada
przyjętemu w micie w z o r o w i . M i m o sakralnego niekiedy i irracjonalnego cha­
rakteru mitu, znajdujemy w nim okruchy myślenia historycznego, aczkolwiek
u w i ę z i o n e g o w y o b r a ż e n i e m przeszłości nie znajdującego potwierdzenia w re­
aliach dziejowych. Struktura mitu „ M a z u r ó w W i l e ń s k i c h " jest przejrzysta
i logiczna, jeśliby tylko przy niej p o z o s t a ć . Gdy z a ś s i ę g n i e m y głębiej w tło
historyczne i kulturowe, o k a ż e się, iż zastane luki p o z w o l ą o d r z u c i ć wszystko
to, czego presji ulegli nawet niektórzy badacze.
M i t „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " kształtowały i składają się nań następujące
czynniki:
1. Historyczny - d o p u s z c z a j ą c y „kolonizację m a z u r s k ą " .
2. Tradycja „kolonizacji mazurskiej".
3. Megalomania s ą s i e d z k a .
4. Mazurzenie m i e s z k a ń c ó w wymienionych m i e j s c o w o ś c i .
5. Regionalizm i literatura regionalna.
P o k r ó t c e o m ó w i ę kolejno elementy budowy tego mitu, z a c z y n a j ą c od tła
historycznego.
M i ę d z y r z e c z e w a r c i a ń s k o - n o t e c k i e , które w znakomitej w i ę k s z o ś c i należa­
ło do powiatu p o z n a ń s k i e g o w ś r e d n i o w i e c z u , podobnie jak dzisiaj, pokryte
b y ł o z w a r t ą p u s z c z ą , w ó w c z a s prawic z u p e ł n i e n i c z a l u d n i o n ą . W X I V wieku

202

W O J C I E C H ŁYSIAK

na tym terenie byio zaledwie siedem osad ( H ł a d y ł o w i c z 1932, s. 70). W X V I
w i e k u okolice Wielenia należały do m o ż n e g o rodu G ó r k ó w , by na p r z e ł o m i e
X V I i X V I I wieku przejść w r ę c e wojewody kaliskiego, starosty i n o w ł o d z k i e go, S t a n i s ł a w a Czarnkowskiego. W roku 1611 w ł o ś ć m i w i c l e ń s k i m i gospoda­
rzy j u ż kasztelan m i ę d z y r z e c k i i d r a w i ń s k i , Jan Czarnkowski, który z m a r ł w s z y
w 1616 roku p o z o s t a w i ł dziedzictwo dóbr w i e l e ń s k i c h c ó r c e , s t a r o ś c i a n c e
barskiej, Z o f i i H e r b u t ó w n i e , piszącej się z Folsztyna. Jej jedyny syn z pier­
wszego m a ł ż e ń s t w a , starosta lipieński, Jan Kostka z m a r ł w s z y w 1623 roku
podzielił swe olbrzymie dobra m i ę d z y d w ó c h s y n ó w . S t a n i s ł a w o t r z y m a ł Sza­
motuły, zaś Aleksander - Wieleń, Rawicz, G ó r k ę i Osieczna. W latach 16451651 dobra w i e l e ń s k i c z a s t a w i ł Aleksander Kostka wojewodzie pomorskiemu,
Jakubowi Weyherowi, a n a s t ę p n i e s p r z e d a ł je wojewodzie kaliskiemu, Zyg­
muntowi G r u d z i ń s k i e m u . Po nim włości te przejął syn Andrzej, wojewoda
kaliski i p o z n a ń s k i , a z m a r ł w s z y w 1678 p o z o s t a w i ł jedynemu synowi, Stefa­
n o w i . Bezpotomna ś m i e r ć tego ostatniego zamyka okres panowania rodu Gru­
d z i ń s k i c h w dobrach w i e l e ń s k i c h . D r o g ą koneksji rodzinnych w k o ń c u X V I I
w i e k u przeszły w ręce wojewody ł ę c z y c k i e g o , generała wielkopolskiego, Pio­
tra O p a l i ń s k i e g o . Po nim, w 1692 roku, majątek przejął syn Adam, a po jego
bezpotomnej śmierci w 1696 córka Piotra z drugiego m a ł ż e ń s t w a , Ludwika
Opalińska.
Z p o c z ą t k i e m X V I I I wieku na arenie wielkopolskiej pojawił się m o ż n y
i w p ł y w o w y ród litewsko-ruski, S a p i e h ó w . Wspomniana Ludwika O p a l i ń s k a ,
w y c h o d z ą c za m ą ż za starostę bobrujskiego, zdzitowskiego, s o k o ł o w s k i e g o
i Słonimskiego, hetmana Wielkiego Koronnego, Jana Kazimierza S a p i e h ę ,
wniosła mu w posagu o l b r z y m i ą fortunę - K o ź m i n , Rawicz, Radlin i Wieleń
(Sapiehowie 1894, s. 128). Samo tylko „ P a ń s t w o W i e l e ń s k i c " s k ł a d a ł o się
z p i ę ć d z i e s i ę c i u pięciu wsi (Zimmermann 1915, s. 255). D o h p te pozostały
w r ę k a c h S a p i e h ó w przez ponad sto lat, umacniając gospodarcze i polityczne
znaczenie tej rodziny. Jan Kazimierz Sapieha z m a r ł 23 lutego 1730 roku. Po
nim dobra w i e l e ń s k i e o d z i e d z i c z y ł syn Piotr, starosta s o k o ł o w s k i , wschowski,
stolnik W i e l k i Koronny, wojewoda s m o l e ń s k i , a wyzbywszy się w 1766 roku
swych m a j ą t k ó w litewskich, na stale osiadł w Wielkopolsce (Sapiehowie 1894,
s. 337).
Od p o c z ą t k u X V I I I wieku rozwija się na terenie Puszczy Noteckiej osadnic­
two o l ę d e r s k i c . J e d n a k ż e t o c z ą c e się wojny (wojna p ó ł n o c n a 1700-1721) i to­
w a r z y s z ą c e i m zarazy d o p r o w a d z i ł y do p o w a ż n e g o wyludnienia j u ż z a ł o ż o ­
nych osad. W zachodnich partiach Puszczy Noteckiej, w c h o d z ą c y c h w skład
Branderburgii, a także w Nowej Marchii, zaludnieniem o p u s t o s z a ł y c h wskutek
d z i a ł a ń wojennych ziem zająła się administracja pruska Fryderyka Wielkiego.
N o w y c h o s a d n i k ó w sprowadzano m i ę d z y innymi z Polski, z a c h ę c a j ą c ich licz­
n y m i przywilejami i ulgami (Zimmermann 1915, s. 145). W s p o m i n a ł o tych
czasach znawca s t o s u n k ó w demograficznych i kulturowych m i ę d z y r z e c z a warc i a ń s k o - n o t e c k i e g o , Oskar Grossert: „czas ten jednak nie był dogodny dla
osadnictwa niemieckiego, jak o tym ś w i a d c z ą c h o c i a ż b y wyjazdy o s i e d l e ń c ó w
do Branderburgii, tak że nawet Piotr Sapieha się na takie ucieczki skarży. [...J

M A Z U R Z Y WIELUŃSCY

203

W latach 1754-1756 wielu N i e m c ó w z d ó b r w i e l e ń s k i c h uciekało przez D r a w ę
do Nowej M a r c h i i . Naliczono ich w całości 247 o s ó b . W czasie wojny siedmio­
letniej, która nie dała się we znaki na ziemiach w i e l e ń s k i c h , c h o ć raz wojska
rosyjskie przeszły tędy do Nowej M a r c h i i , także wielu N i e m c ó w uciekło z ziem
w i e l e ń s k i c h " (Grossert 1929, s. 37). Obrazu zniszczenia dopełniła w ł a ś n i e
wojna siedmioletnia (1756-1762), w czasie której kraje K r ó l e s t w a Pruskiego
zostały zniszczone i wyludnione, z w ł a s z c z a z a ś Brandenburgia b e z p o ś r e d n i o
g r a n i c z ą c z p o s i a d ł o ś c i a m i Piotra Sapiehy. W ó w c z a s król pruski, Fryderyk I I
r o z w i n ą ł akcję zasiedlania powojennych pustek, u p r o w a d z j ą c z Wielkopolski
o k o ł o 3000 c h ł o p ó w z rodzinami i dobytkiem. Owa akcja nie o m i n ę ł a t a k ż e
ziem Piotra Sapiehy, z których uprowadzono dziesiątki rodzin (Zimmermann
1915, s. 145). Zorganizowano w ó w c z a s nawet specjalne komendy n a d z o r u j ą c e
akcję p r z e s i e d l e ń c z ą ( K o n o p c z y ń s k i 1947, s. 86). Najbliższa taka komenda
z n a j d o w a ł a s i e w Drezdenku, której p r z e w o d n i c z y ł tamtejszy burmistrz, M u t h mann. W z w i ą z k u z tą akcją Piotr Sapieha z ł o ż y ł stanowczy protest w Berlinie,
na który o t r z y m a ł o d p o w i e d ź , że w jego p o s i a d ł o ś c i a c h c h ł o p ó w tych „ w
s p o s ó b z u p e ł n i e nieludzki i nader okrutny maltretują [...] ludzie s t a m t ą d tu
p r z y c h o d z ą , aby z a b e z p i e c z y ć się przeciw takim o k r u c i e ń s t w o m " (Gomolcc
1964, s. 2 7 ) .
Ta w ł a ś n i e sytuacja dziejowa stała się punktem zaczepienia, punktem w y j ­
ścia budowy mitu „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " . Twierdzono bowiem, ż e wskutek
zaistniałej sytuacji, tzn. pustki osadniczej w l e w o b r z e ż n y c h dobrach Piotra
Sapiehy, z o s t a ł on zmuszony do sprowadzenia nowych o s a d n i k ó w z Mazowsza
lub pogranicza mazowiecko-mazurskiego, którymi w całości z a l u d n i ł opusto­
s z a ł e wsie (Gomolec 1964, s. 27).
I m p o n u j ą c y m elementem budowy mitu „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " jest samouzupełniająca się, tradycyjna wiedza o „kolonizacji mazurskiej". W relacjach
jednak lokalna s p o ł e c z n o ś ć najpierw podkreśla sytuację sprzed rzekomej kolo­
nizacji, np. „ m y wszyscy j e s t e ś m y sprowadzeni z Mazur. Tutaj naród w y m a r ł
na c h o l e r ę i wtedy k s i ą ż ę Sapieha s p r o w a d z i ł tu o s a d n i k ó w z Mazur"; „Jak tutaj
ta cholera p a n o w a ł a , przede wszystkim w Pęckowie i Drawsku, przybyli tu
ludzie z Mazur". Początki kolonizacji i jej przebieg znane s ą we wszystkich
wymienionych na w s t ę p i e dwunastu wsiach (Łysiak 1987, s. 231-244). „ M y
j e s t e ś m y Mazurzy i nas tu s p r o w a d z i ł Piotr Sapieha" - twierdzi się w Chojnie.
„ K s i ą ż ę Sapieha s p r o w a d z i ł tu M a z u r ó w z Mazowsza, oni tu przybyli z » p ę c a k i e m « . O s a d n i k ó w b y ł o pięciu. On ich tu osadził, bo musieli w y k a r c z o w a ć las"
- powiedziano m i w P ę c k o w i e , z a ś w M i a ł a c h twierdzono, ż e „ S a p i e h a poza­
kładał te wszystkie wsie". W Rosku jeden z i n f o r m a t o r ó w twierdził: „my jeste­
ś m y z M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h . Dawni to tu buły bagna i osady rybackie. Wtedy
się ludzie sprowadzili z Mazur, ale czy moi przodkowie tu przybyli, lo ja nie
w i e m " . Inny z a ś p o w i e d z i a ł : „ R o s k o datuje się od czasu j a k k s i ą ż ę Sapieha
s p r o w a d z i ł tu 700 rodzin M a z u r ó w z Mazowsza i osiedlił ich tutaj w Puszczy
Noteckiej. Ojciec m i o p o w i a d a ł , że oni byli osiedleni w Rosku, Wrzeszczynie,
P ę c k o w i e , Drawsku, Klępiczu, Obrzycku, Piłce i Kruczu. Do Roska sprowa­
dzonych b y ł o 30 rodzin". W Pęckowie natomiast twierdzono, iż „najpierw
2

204

WOJCIECIIl.YSIAK

p r z y b y ł o czterech o s a d n i k ó w . Oni s i ę nazywali N o j , Przylepa, Marnot i Helak,
to chyba b y ł mój przodek. Oni przynieśli z s o b ą » p ę c c k « i stąd nazwa. Wtedy
to oni wszyscy mieszkali w j e d n y m domu, który im z b u d o w a ł Sapieha". N a l e ż y
tu p o d k r e ś l i ć , iż nazwiska te, obok nazwisk Stochaj i Mierzwa wymienia s i ę
zazwyczaj w podobnych informacjach. S p o ł e c z n o ś ć „ m a z u r s k a " o w y c h k i l k u ­
nastu w s i nadnoteckich u w a ż a ich bowiem za p r o t o p l a s t ó w c h ł o p s k i c h r o d ó w
„mazurskich".
„ M a z u r z y W i e l e ń s c y " pamiętają też stopień zależności od zamku w i c l e ń skiego i samego Piotra Sapiehy, przytaczając, niekiedy precyzyjnie, swe prawa
i p o w i n n o ś c i . Oto garść p r z y k ł a d ó w : „ K s i ą ż ę Sapieha n a d a ł m i e s z k a ń c o m
Roska prawo p o ł o w u ryb na Noteci za dwa guldeny rocznie, a później musieli
u niego za to o d r a b i a ć dwa dni w tygodniu"; „Jak Sapieha żył to d a ł nam prawo
do: wypasania bydła w lasach; mogli my dwa razy w tygodniu brać drzewo
z lasu na opał, ile kto m ó g ł unieść; dwa razy w roku m o g l i ś m y brać ś c i ó ł k ę
z lasu; dostawali my drzewo na b u d o w ę d o m ó w " . „ S a p i e h a p o z w a l a ł nam
z a k ł a d a ć sobie w lesie tyle pola ile tylko kto m ó g ł w y k a r c z o w a ć i o b r o b i ć .
N i e k t ó r z y to jeszcze mieli prawo do szukania i kopania w lesie bursztynu.
Jeszcze teraz k o ł o Pęckowa w lesie na » J c l y ń c u « s ą doły po tych kopaczach".
Do faktów tych n a w i ą z u j e jeszcze jedna o p o w i e ś ć : „ojciec mojej babki miał
p a t e r a j k ę w Drawsku. Jednego razu w y b i e g ł y mu na d r o g ę dwa ź r e b a k i . W tym
samym czasie p r z e j e ż d ż a ł Sapieha b r y c z k ą z a p r z ę ż o n ą w dwa konie. Z a t r z y m a ł
się na w i d o k koni i kazał sobie p r z y p r o w a d z i ć do siebie ich w ł a ś c i c i e l a . » C z y
to twoje k o n i e ? « »Tak panie.« »lle kosztują?« »Nic p a n i c « . »To p r z y p r o w a d ź
j e j u t r o do Wielenia na z a m e k ! « »Tak panie«. C h ł o p b a ł się, że straci ź r e b a k i ,
a do tego go jeszcze pobiją. Z a p r o w a d z i ł je jednak na drugi dzień do zamku.
O k a z a ł o s i ę , ż e Sapieha w z i ą ł konie, ale w zamian za nie z a p i s a ł mu z i e m i ę
w Drawsku i d a ł mu pozwolenie na r y b o ł ó w s t w o na Noteci od Wielenia do
Bielic. Cała rodzina lo byli sami bracia J a g i e ł k o w i e " . Obok tego twierdzi s i ę
w Rosku, ż e „Księciu Sapiesze musieli o d d a w a ć rocznie: 24 guldeny czynszu,
5 beczek miodu, kilka g a r n c ó w chmielu na piwo; d a w a ć musieli furmanki na
osiemnaście mil odległości" .
Elementem spajającym mit „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " , a p o t w i e r d z a j ą c y m
niejako m o ż l i w o ś ć „koloniacji mazurskiej" była swoista megalomania s ą s i e d z ­
ka. W y r a ż a ł a s i ę k a w a ł a m i i żartami „o g ł u p i c h s ą s i a d a c h " przypisywanych
jedynie do „ m a z u r s k i e g o " Chojna (Łysiak 1986, s. 183-199). „ S z c z e g ó l n i e k p i ą
sobie z ich jakoby niedorozwoju u m y s ł o w e g o " - z a u w a ż a ł Adam Tomaszewski
(Tomaszewski 1936, s. 86). Jesl przy t y m charakterystyczne, że owe żarty nie
d o l y c z ą pozostałej s p o ł e c z n o ś c i „ m a z u r s k i e j " i nie ma ż a d n y c h śladów, by
k i e d y k o l w i e k w p r z e s z ł o ś c i w y s t ę p o w a ł y . Inną m i e j s c o w o ś c i ą w Puszczy N o ­
teckiej, z m i e s z k a ń c ó w której pokpiwali sobie sąsiedzi, była w i e ś Jezierce
p o ł o ż o n a na p ó ł n o c od Skwierzyny (Tscheuschner br, s. 143-144). Fakt ten
jednak t w o r z y ł y z u p e ł n i e inne warunki kulturowe.
3

Ze zjawiskiem megalomanii s ą s i e d z k i e j , której upust znajdujemy w przebo­
gatym folklorze, spotykamy^ się z w y k l e na peryferiach d w ó c h grup kulturo­
w y c h , etnograficznych b ą d ź etnicznych, w miejscu, gdzie stykają s i ę granice

M A Z U R Z Y WIELUŃSCY

205

o b s z a r ó w przez nie z a m i e s z k a ł y c h . Teza taka pozwala na przyjęcie przesłania
mitu j a k o o b o w i ą z u j ą c e g o , skoro bowiem l u d n o ś ć r z e c z y w i ś c i e sprowadzona
została w te strony, to przyniosła z s o b ą inne, b ą d ź nowe wartości kulturowe
o d b i e g a j ą c e od norm uznawanych przez ludność tu z a m i e s z k a ł ą . „ O b c y " Chojanie stali s i ę tą d r o g ą przedmiotem d r w i n p o z w a l a j ą c y c h w n o s i ć o ich rzeko­
m y m sprowadzeniu z Mazur.
N a j w i ę c e j k a w a ł ó w w i ą ż e s i ę z ich tzw. „ p o p r z e c z n o ś c i ą " . Zdaniem Felicji
Straszewskiej „ C h o j a n i e wszystko robią »na p o p s y c k ę « : konia do wozu z a k ł a ­
dają »na p o p s y c k ę « , o r z ą »na p o p s y c k ę « , baba z lasu chrust niesie »na popsyckę«, kapelusz na g ł o w i e , pasek, szelki, wszystko, nawet ż e g n a j ą s i ę »na popsyck ę « " (Starszewska 1931, s. 35). Opowiadania o ich „ p o p r z e c z n o ś c i " okoliczna
l u d n o ś ć w ż a r t a c h niekiedy n a ś l a d o w a ł a , b u d z ą c tym irytację w y ś m i e w a n y c h .
Kazimierz Nitsch z a p i s a ł relację z prawdziwego p o n o ć zdarzenia: „ B y ł o to
w Chojnie na weselu, gdy po ślubie w ó z z g o ś ć m i zajechał na p o d w ó r z e , jeden
z obecnych Polan c h c ą c i m p o m ó c z s i ą ś ć , w z i ą ł d r a b i n ę i niósł j ą w poprzek,
z a w a d z a j ą c j ą o c z y w i ś c i e po drodze. Chojanie zaraz poznali co lo m i a ł o
z n a c z y ć i jeden z nich z a w o ł a ł : » C o ly myślis, ze Chojany jesce takie głupie,
ze nam d r a b k ę wpopsek niesies?«. Wlcdy ż a r l o w n i ś p r z y s t a w i ł j ą pionowo do
wozu, bo powiadano dawniej, że w podobnym wypadku Chojany najpierw
wchodzili na n a j w y ż s z y szczebel, a potem dopiero drugą stroną schodzili"
(Nitsch 1902, s. 674). W tym k o n t e k ś c i e sytuuje się r ó w n i e ż prawdziwe wyda­
rzenie, o k t ó r y m cytowana j u ż Felicja Straszewska pisała: „za c z a s ó w pańsz­
c z y ź n i a n y c h , m o ż e 80 lat temu, Chojno z lasami obecnie p a ń s t w o w y m i nale­
ż a ł o do kasztelana Kwileckiego z W r ó b l e w a . Z n a ł a m s t a r u s z k ę , która dosko­
nale p a m i ę t a ł a te czasy i na w ł a s n e oczy widziała j a k Chojany pędzili kury, gęsi
i prosiaki jako d z i e s i ę c i n ę do » k a s t e l u n a « . P o n i e w a ż w lesie ptactwo ustawicz­
nie u c i e k a ł o , Chojany w y r ą b a l i s z e r o k ą d r o g ę i na czele i na końcu pochodu
» g a d z i n o w e g o « , niosąc d ł u g ą d r a b i n ę , ctopędzili z B o ż ą p o m o c ą swoje » s t w o ry« do » z y k i « . Nad » z y k u m « zaczęli się s k r o b a ć po g ł o w i e i m e d y t o w a ć , jakby
to wszystko p r z e w i e ź ć na d r u g ą stronę. Po d w ó c h dniach tych medytacji w p a d ł
Chojanom taki koncept do g ł o w y : Położyli drabiny na brzegu Warty, powiązali
szmatami nogi z w i e r z ą t do szczebli drabin i puścili tę całą m e n a ż e r i ę na w o d ę ,
sami z a ś płynęli obok, w r z e s z ą c okrutnie i długimi ż e r d z i a m i prostując coby
nie p o j e c h a ł o »na p o p s y c k ę « . Po tak trudnej przeprawie zapędzili » s t w o r y « do
kasztelana" (Straszewska 1931, s. 35-36).
Nie s p o s ó b p r z y t o c z y ć tu wszystkich tych anegdot. Opowiadane s ą do
dzisiaj w całej niemal Puszczy Noteckiej, a często poza nią, aczkolwiek obec­
nie z a t a r ł się j u ż ich kontekst kulturowy.
K o l e j n y m elementem budowy mitu „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " jest tzw. „ m a z u r z e n i e " m i e s z k a ń c ó w wspomnianych kilkunastu w s i . S p r o w a d z a ł o się to do
z a s t ę p o w a n i a s p ó ł g ł o s e k d z i ą s ł o w y c h sz, cz, dź,-głoskami z ę b o w y m i s, c, dz,
oraz podobnej w y m i e n n o ś c i z na s. „ M a z u r z e n i e " lutcjszej ludności z a u w a ż y ł
j u ż Oskar Kolberg, k t ó r e m u „język niektórych w i e ś n i a k ó w przypomina jeszcze
m o w ę m a z o w i e c k ą pierwszych tych o s a d n i k ó w " (Kolberg 1877, s. 114). Doda­
w a ł jednak: „ m o w a ta atoli s k a ż o n ą j u ż w części została (osobliwie u m ł o d s z e -

206

W O J C I E C H ŁYSIAK

go pokolenia) w p ł y w e m narzecza okolicznej ludności wielkopolskiej j a k o
i dalszej kaszubskiej ( t j . Prus Zachodnich i Pomorza), z którą m i e s z k a ń c y
w c z ę s t e w c h o d z ą stosunki, biorąc z t a m t ą d niekiedy dziewki i p a r o b k ó w do
służby, j e ż d ż ą c tam na jarmarki itp." (Kolberg 1877, s. 243). Mazurzenie
l u d n o ś ć tutejsza o d c z u w a ł a j a k o g ł ó w n ą o d r ę b n ą c e c h ę swojej mowy. Na tej
w ł a ś c i w o ś c i j ę z y k o w e j o p i e r a ł o się w pierwszym r z ę d z i e poczucie ich o d r ę b ­
ności w stosunku do sąsiadującej z nią ludności wielkopolskiej, co cementowa­
ło s p o i s t o ś ć g r u p o w ą . Zdawali sobie z lego s p r a w ę nie tylko „ M a z u r z y " , ale
t a k ż e sąsiedzi (Tomaszewski 1936, s. 85), co niejako l e g i t y m i z o w a ł o mit ich
początku.
Dzisiaj nie s p o s ó b usłyszeć „ m a z u r z e n i a " na omawianym terenie. Wszyscy
p o s ł u g u j ą się j ę z y k i e m z b l i ż o n y m do p ó ł n o c n o - z a c h o d n i e j gwary wielkopol­
skiej. Nawet niektóre terminy gwarowe, charakterystyczne dla tej s p o ł e c z n o ś c i ,
zostały wymienione elementami gwary Wielkopolan. J e d n a k ż e s p o ł e c z n o ś ć
tutejsza p a m i ę t a , iż w przeszłości „ m a z u r z e n i e " b y ł o c h a r a k t e r y s t y c z n ą c e c h ą
jej j ę z y k a , podkreślając ten fakt przy okazji o p o w i a d a ń o „kolonizacji mazur­
skiej". Przypomina się też w s p ó ł c z e ś n i e zwroty w o w y m , niefunkcjonującym
j u ż , j ę z y k u , jakie o n g i ś powszechnie lu w y s t ę p o w a ł y , a które w y r o s ł y na grun­
cie prawdziwych rzekomo w y d a r z e ń , np. „Od Roska do Droska, piosek, syski,
sysko nase" (Rosko); „ P a c , a na co spojzys, s y ć k o byndzie twoje" (Chojno);
„Jak we Wzescynie plyndze piekom, to w Rosku c u ć " (Rosko). Wszystkie te
zwroty w s p ó ł c z e ś n i e pojawiają się z rzadka w j ę z y k u potocznym j a k o powie­
dzonka sytuacyjne.
Po raz pierwszy informacja o „ M a z u r a c h W i e l e ń s k i c h " i „kolonizacji ma­
zurskiej" pojawiła się w pracach Oskara Kolberga. W s p o m i n a j ą c o Chojnie
pisał, iż „ w i e ś ta nad Wartą jesl koloniją M a z u r ó w sprowadzonych przy k o ń c u
17go w i e k u i na p o c z ą t k u 18go wieku przez S a p i e h ę , dziedzica Wielenia,
k t ó r e g o Chojanie po dziś d z i e ń Sapiejką i ojcem swoim n a z y w a j ą " (Kolberg
1875, s. 23). P o t w i e r d z i ł j ą Kolberg w kolejnym tomie swego monumentalnego
dzieła p i s z ą c : „ k s i ą ż ę Sapieha, dziedzic Wielenia, s p r o w a d z i ł na p o c z ą t k u
z e s z ł e g o stulecia M a z u r ó w i łych w swojich dobrach o s a d z i ł " (Kolberg 1877,
s. 114). Nie w i e m y jednak z j a k i c h ź r ó d e ł c z e r p a ł te w i a d o m o ś c i , podobnie jak
Edmund Callier, który o w ą kolonizację umieścił w roku 1710 (Słownik, s. 756).
Za „ m a z u r s k ą " l u d n o ś ć u z n a w a ł m i e s z k a ń c ó w Chojna Kazimierz Nitsch
(Nitsch 1902, s. 673), a o p o z o s t a ł y c h twierdził, iż „ w i a d o m o też pozytywnie,
ż e s ą to późniejsi osadnicy z Mazowsza" (Nitsch 1911, s. 86).
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m - z a „ k o l o n i z a c j ą m a z u r s k ą " Piotra Sapiehy
opowiedzieli się miejscowi regionaliści w prasie lokalnej. Konrad Kaczmarek
pisał: „ K i s ą ż ę Sapieha w Wieleniu b ę d ą c y panem tych ziem, w i e d z i a ł jakie
p l e m i ę m o g ł o b y tu p r a c o w a ć i z a l u d n i ć tę c z ę ś ć ziemi polskiej, mianowicie
Mazurzy. Istotnie też sprowadza ich tu pod koniec X V I I w. i osiedla w okolicy
Wielenia" (Kaczmarek 1929, s. 2 6 ) .
W tym duchu za „ m a z u r s k i m " pochodzeniem ludności omawianej części
Puszczy Noteckiej, j u ż w nowszych czasach opowiedzieli się Jan N i e d ź w i e c k i
(1977, s. 22) i Andrzej Wyrwa (1981, s. 9) oraz wspomniany j u ż wyżej L u d w i k
4

M A Z U R Z Y WIELEŃSCY

207

Gomolec (1964, s. 27), który „kolonizację m a z u r s k ą " s y t u o w a ł w lalach 17681772. T r e ś c i tego rodzaju pojawiały s i ę także w kronikach parafialnych, acz­
k o l w i e k spisywanych przez miejscowych księży j u ż po drugiej wojnie świato­
wej, pod n i e w ą t p l i w y m w p ł y w e m tradycji. S z c z e g ó l n i e z a ś interesujące w y d a j ą
się b y ć w y w o d y w s p ó ł c z e s n e g o regionalisty z Chojna, Leona Skrzypczaka. Po
c z ę ś c i przejmuje on sugestie zaproponowane przez Gomolca, ale nie przyznaje
się do ź r ó d e ł ich pochodzenia i pisze: „dlatego książę Sapieha b y ł zmuszony
s p r o w a d z i ć ludzi z Mazowsza i osiedlić na wymienionych terenach Polski j a k o
c h ł o p ó w p a ń s z c z y ź n i a n y c h w piaszczystej puszczy. B o w P o z n a ń s k i m b y ł b y
nie z n a l a z ł c h ę t n y c h do osiedlenia s i ę j a k o c h ł o p ó w p a ń s z c z y ź n i a n y c h , bo poza
c h ł o p a m i p a ń s z c z y ź n i a n y m i b y ł o w p o z n a ń s k i m j u ż d u ż o c h ł o p ó w wolnych,
a N i e m c y zaraz za m i e d z ą chętnie przyjmowali k a ż d e g o i osiedlali j a k o chłopa
w o l n e g o " . Z a k ł a d a przy tym Skrzypczak, że zaludnienie tych t e r e n ó w nastą­
piło w d w ó c h rzutach. Osiedlenie ludności „ m a z u r s k i e j " w Chojnie m o g ł o
n a s t ą p i ć , jego zdaniem, w latach 1721-1740, „bo przeprowadzona inwentary­
zacja ż y w e g o inwentarza u ludzi p a ń s z c z y ź n i a n y c h w Chojnie w 1759 roku
wykazuje, ż e chłopi p a ń s z c z y ź n i a n i b y l i j u ż dobrze zagospodarowani, bo
posiadali d u ż ą ilość ż y w e g o inwentarza - 270 sztuk bydła i koni, a ż e b y to
o s i ą g n ą ć potrzebowali na to wiele lat p r a c y " - konkluduje. W cytowanym
maszynopisie wiele tego rodzaju „ d o w o d ó w " g r a n i c z ą c y c h z n a u k o w ą ignoran­
cją.
5

6

N a l e ż y przy t y m z a u w a ż y ć , ż e lokalna prasa trafiała do wsi „ m a z u r s k i c h "
i m o g ł a m i e ć znaczny w p ł y w na ugruntowanie funkcjonującego j u ż z pewno­
ścią przekonania. N i e m a ł y w p ł y w m i a ł też autorytet miejscowego plebana
„ w i e d z ą c e g o " p r z e c i e ż więcej i lepiej o przeszłości niż z w y k ł y parafianin.
Godzi się także z a u w a ż y ć , ż e wymieniony Leon Skrzypczak z Chojna jest we
wsi niekwestionowanym autorytetem, na którego w pierwszym rzędzie powo­
łuje się lokalna s p o ł e c z n o ś ć . Informacje o przeszłości funkcjonujące w grupie
b y ł y j a k b y przypisane do autorytetu jako gwaranta ich p r a w d z i w o ś c i . Akcep­
tacja w i a d o m o ś c i musiała w y r a ż a ć się p e ł n y m , niekwestionowanym zaufaniem
do osby cieszącej s i ę autorytetem. L u d przyjmował jej pogląd, jej p e r s p e k t y w ę
widzenia przeszłości i u t o ż s a m i a ł się z nią. N i e z n a ł bowiem zasad innej narra­
cji historycznej poza tą, j a k ą p r z e d s t a w i a ł autorytet, a j e ś l i przy tym p o z o s t a w a ł
on w zgodzie z zasadami moralno-etycznymi w grupie o b o w i ą z u j ą c y m i , wiara
w e ń była ostateczna, aksjomatyczna niemal. Wiara jesl b o w i e m uznawaniem
autorytetu tego, kto podaje nam c o ś do wierzenia, a w i a d o m o ś c i uzyskane
d z i ę k i aktowi wiary opierają się z kolei na autorytecie informatora. O c z y w i ś c i e ,
ż e obraz przeszłości przedstawiony przez autorytet jest zniekształcony, ponie­
w a ż kiedy go o d t w a r z a ł , nie p o s i a d a ł jeszcze bezstronnej oceny teraźniejszości,
p o n i e w a ż i jego o b o w i ą z y w a ł y schematy narracji nie d o p u s z c z a j ą c e dowolno­
ści w y p o w i e d z i . Wiedza o przeszłości zinterpretowana przez autorytet opiera
się o zasady m y ś l e n i a magicznego, b a z u j ą c e g o na wierzeniu, a charakterysty­
cznego dla danej grupy. M y ś l e n i e to t w o r z ą c e , co prawda, o k r e ś l o n y spójny
system, jest wyrazem myślenia ahistorycznego, zdogmatyzowanego, nie po­
z w a l a j ą c e g o na w ł a ś c i w ą , i n d y w i d u a l n ą o c e n ę przeszłości. Stąd też prawdopo-

208

WOJCIECIIl.YSIAK

dobnie wiedza ta charakteryzuje się tak dalece p o s u n i ę t ą z b i e ż n o ś c i ą i stercotypizacją.
W kulturze typu ludowego, mimo p o w y ż s z y c h uwag, brak jest miejsca na
p r z y p a d k o w o ś ć . Wszystko ma tu swoje miejsce i uzasadnienie. Ludowa wiedza
o p r z e s z ł o ś c i stanowi o d p o w i e d ź na nie zadane wprost pytania, przede wszy­
stkim o „ p o c z ą t e k " , o ź r ó d ł o istnienia, bowiem „ c o nie ma swojego p o c z ą t k u
jest podejrzane, ambiwalentne, jest jakby na progu, b ą d ź w o g ó l e nie istnieje"
(Sulima 1989, s. 27). N o , bo czy m o ż e istnieć c o ś , co się nigdy nie z a c z ę ł o ?
Wyjaśnienie, czy też narracja historyczna w kulturze typu ludowego daleka
jest od tego, jakie znamy z nauk historycznych. Innego rodzaju jest bowiem
r z e c z y w i s t o ś ć w tej kulturze zawarta, innymi prawami się rządzi. W „świecie
bez h i s t o r i i " nie znajdujemy logiczno-formalnej struktury r z e c z y w i s t o ś c i .
W świecie tym nic nie istnieje „ s a m o r o d n i e " , „ w s z y s t k o " podyktowane jest
„ c z y m ś " i od niego u z a l e ż n i o n e . 1 to właśnie stanowi o ciągłości tradycji ludo­
wej, nie t y l k o historycznej.
K o n i e c z n o ś ć w y j a ś n i a n i a , pytania o „ p o c z ą t e k " b ę d ą c e elementami mityzacji r z e c z y w i s t o ś c i historycznej, stanowi paradygmat świata widzianego przez
pryzmat lokalnej o p t y k i . Z r o z u m i a ł y m jest, ż e wiedza o „ p o c z ą t k a c h " w a ż n a
była jednie w kręgu lokalnej s p o ł e c z n o ś c i . K r ą g grupy lokalnej o b r a c a ł się
w o k ó ł spraw pierwszych (w sensie czasu) i był ich kontynuacją. K r ą g ten
zarazem sam s o b ą s t a n o w i ł ó w p o c z ą t e k (symboliczny), a g ł ę b o k o zakorzenio­
na struktura m y ś l e n i a magicznego pozwalała chłopu u z n a ć m i n i o n ą , m i t y c z n ą
r z e c z y w i s t o ś ć za k o n k r e t n ą i p r a w d z i w ą . Sfera magiczna jakby w gruncie
rzeczy nic istniała, wszystko było rzeczywiste i prawdziwe.
Mit-idea, j a k p o w i e d z i a ł e m na wstępie bazuje na w a r t o ś c i a c h powierzchow­
nie prawdziwych, aczkolwiek niosących ł a d u n e k z d a ń fikcjonalnych. Oparty
na autorytecie duchowych i materialnych ś l a d ó w legitymizujących grupowe
przekonanie jest s t a ł y m komponentem p r z e k o n a ń grupy i w jej o b r ę b i e nie
potrzebuje racjonalnych u z a s a d n i e ń . Grupa bowiem sama p o z w a l a ł a mu istnieć
p o t w i e r d z a j ą c go n o w y m i elementami, znajdując dlań s a m o p o l w i e r d z a j ą c e się
w a r t o ś c i . Stąd też kryterium a r g u m e n t ó w sprowadza się zazwyczaj do aksjomatycznych r o z s t r z y g n i ę ć .
Przedstawiony na w s t ę p i e s k r ó c o n y opis sytuacji dziejowej w p o ł o w i e
X V I I I w i e k u , spójny i logiczny z d a ć by się m o g ł o , wykorzystywany b y ł dla
naukowego udowodnienia z a s a d n o ś c i sprowadzenia w lasy Puszczy Noteckiej
ludności mazurskiej. Pojawia się tu jednak drobny s z c z e g ó ł , pewna niekonse­
kwencja. O t ó ż „ d o m i n i u m s a p i e ż y ń s k i e " obejmujące, j a k p o w i e d z i a ł e m , z g ó r ą
pięćdziesiąt w s i , dzieliło się na tzw. „stronę n i e m i e c k ą " p o ł o ż o n ą po prawym
brzegu Noteci, z a m i e s z k a ł ą g ł ó w n i e przez N i e m c ó w , oraz tzw. „stronę p o l s k ą "
po l e w y m brzegu Noteci. „Strona polska" - z a m i e s z k a ł a przez P o l a k ó w była
mniejszym obszarem „ d o m i n i u m " , bowiem o b e j m o w a ł a d w a d z i e ś c i a jeden wsi
(Biała, Branice, Cteszkowo, Chełst, Drawsko, Gulcz, Hamrzysko, Huta, K l ę picz, Kwiejce Stare, Krucz, Kruteczek, M a r y l i n (dawniej Smrodyniak), Miały,
M ę ż y k , Nowe Kwiejce, Pęcko "o, Piłka, Rosko, Wrzeszczyna). Nie ma ż a d n e g o
dokumentu, czy też opracowania, które potwierdziłoby, iż przed w o j n ą siedmio-

M A Z U R Z Y W1ELEŃSCY

209

letnią, w jej trakcie, b ą d ź po niej ludność polska z a m i e s z k a ł a tę c z ę ś ć „ p a ń s t w a
s a p i e ż y ń s k i e g o " o p u s z c z a ł a te tereny. Wiadomo natomiast, iż cała ta akcja
w y s i e d l e ń c z a d o t y c z y ł a ludności niemieckiej, co p o d k e ś l a ł cytowany Oskar
Grossert, iż l u d n o ś ć ta uciekała przez D r a w ę . Nic m o g ł o to zatem d o t y c z y ć
m i e s z k a ń c ó w t e r e n ó w l e w o b r z e ż n y c h . Identycznie rzecz się miała po roku
1762, kiedy burmistrz M u l h m a n n u p r o w a d z a ł c h ł o p ó w spod Wielenia. Fakt ten
w i ą z a ć m o ż n a w y ł ą c z n i e z terenami p r a w o b r z e ż n y m i Noteci. Nie spotykamy
się b o w i e m na omawianym terenie z nagłym i masowym wyprowadzeniem
ludności.
Absolutnym nieporozumieniem jest też charakterystyka temporalna „ k o l o ­
nizacji mazurskiej" zaproponowana przez Oskara Kolberga i Edmunda Calliera. N i e mogli Sapiehowie s p r o w a d z i ć tu M a z u r ó w we wskazanym przez nich
czasie z tej prostej przyczyny, iż nie byli w ó w c z a s jeszcze w ł a ś c i c i e l a m i tych
dóbr.
Podstawowym bodaj elementem budowy mitu „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " jest
ich tradycja w y r a ż a j ą c a przyczyny, organizację i przebieg „kolonizacji mazur­
skiej" oraz p ó ź n i e j s z y c h z w i ą z k ó w i zależności od Piotra Sapiehy.
R o z w a ż a j ą c rolę pierwiastka historycznego w tradycji, czy też tzw. „ p a m i ę c i
zbiorowej" jakiejkolwiek grupy, chodzi nam przede wszystkim o samo ujęcie
w n i m rzeczywistej materii. Tradycja historyczna grup lokalnych z praktycznie
nieograniczonego zbioru m o ż l i w o ś c i p r z e c h o w a ł a te, które były s e n s a c j ą oko­
licy, k t ó r e w odczuciu grupy godne były z a p a m i ę t a n i a , aczkolwiek niekiedy
historycznie z u p e ł n i e obojętne. Tradycja historyczna najczęściej w przeszłości
m a n i f e s t o w a ł a siew folklorze (od pieśni począwszy, a na o p o w i e ś c i wspomnie­
niowej s k o ń c z y w s z y ) . J e d n a k ż e rozwój jego form m ó g ł w y p r z e d z a ć rzeczywi­
stość, a fakty w n i m w y r a ż o n e ulegały deformacji lub po prostu zostały w y m y ­
ś l o n e . W y o b r a ż e n i e przeszłości bylo wszak k s z t a ł t o w a n e pod w p ł y w e m róż­
nych c z y n n i k ó w , a w wielu wypadkach d e c y d o w a ł y o tym emocje. Dlatego
zwrot k u ź r ó d ł o m , nie ludowej proweniencji, a o przeszłości z a ś w i a d c z a j ą c y m ,
pozwoli nam o d c z y t a ć proces formułowania się ustnych przekazów, pozwoli
w n i k n ą ć w z ł o ż o n y mechanizm pochodzenia omawianego mitu.
Obserwacja przeszłości w kulturze typu ludowego napotyka na szereg trud­
ności z racji ograniczonych m o ż l i w o ś c i w niej uczestniczenia. O c z y w i ś c i e
w najbliższej okolicy „ w s z y s t k o " m o g ł o z a ś w i a d c z y ć o przeszłości, t w o r z y ł o
j ą i o niej p r z y p o m i n a ł o . Jeśli bowiem w M a r y l i n i c pokazywano c h a ł u p ę , k t ó r ą
Piotr Sapieha z b u d o w a ł dla swojej kochanki, to o c z y w i ś c i e wszyscy „ w i e d z i e ­
l i " , ż e informacja o t y m zgodna jest z p r a w d ą . Podobnie było z wieloma i n n y m i
obiektami, z k t ó r y m i z e t k n ą ł e m siew terenie, a klóre niezbicie d o w o d z i ć miały,
w przekonaniu lokalnej s p o ł e c z n o ś c i , o sprowadzeniu jej tu z Mazowsza. Po­
dobnie rzecz miała s i ę z cyklem „ m a z u r s k i c h " p o d a ń toponomastycznych do­
w o d z ą c y c h tej „ k o l o n i z a c j i " . Dziś jeszcze nie starcza grupie w y o b r a ź n i by np.
o d r z u c i ć w i e ś ć o założeniu i nadaniu nazwy wsi P ę c k o w o przez pięciu osadni­
ków, którzy przybyli tu w ó w c z a s z „ p ę c k i e m " . Nie s p o s ó b o d r z u c i ć przekona­
nia, iż o s a d z i ł w M i a ł a c h Sapieha d z i e w c z y n ę po j a k i ś ciężkich przejściach
m ó w i ą c do niej: „I tu spokój b ę d z i e s z miała".

210

W O J C I E C H ŁYSIAK

S t o p i e ń przezywania przeszłości b y ł mocno ograniczony, bowiem podświa­
domie s p r o w a d z i ć się m ó g ł jedynie do gwarancji autorytetu. P r z e s z ł o ś ć post­
rzegana przez s p o ł e c z n o ś ć s k a z a n ą na ustny jej obieg była s a m o p o l w i e r d z a j ą cym s i ę z a m k n i ę l e m obiegiem. Kwestią bowiem podstawowej wagi jest to, czy
w l u d o w y m pojmowaniu przeszłości d o ś w i a d c z e n i a w y w i e r a ł y w o g ó l e j a k i ­
k o l w i e k w p ł y w na interpretację. Wydaje się, ż e każdy system fundamentalnych
p r z e k o n a ń inspiruje pewne d o ś w i a d c z e n i e , które m o ż e b y ć u w a ż a n e za jego
potwierdzenie. Dlatego też samopotwierdzenic warunkuje d o ś w i a d c z e n i e przez
j e d n o s t k ę b ą d ź g r u p ę tego, czego je nauczono d o ś w i a d c z a ć , o czym j u ż wie. Tak
też b y ł o z i n d y w i d u a l n y m lub grupowym d o ś w i a d c z e n i e m przeszłości. W jej
interpretacji jednostka p o s ł u g i w a ć się mogła r ó ż n y m i modelami, j e d n a k ż e
d o m i n u j ą c a tu tradycja paradygmatyczna ograniczała zakres dopuszczalnych
modeli i kładała nacisk na te przeżycia, które u w a ż a ł a za naistotniejsze.
W ś w i a d o m o ś c i grupy stosunek do przeszłości nie musiał p o l e g a ć na znajo­
m o ś c i prawdziwych faktów. Ludowa wizja przeszłości jako s a m o u z u p e ł n i a j ą c a
się wiedza grupowa z a k ł a d a , że historią jest wszystko to, co odnosi s i ę do
p r z e s z ł o ś c i , zatem, na gruncie u ś w i ę c o n y m tradycją o niej w w y o b r a ż e n i a c h
m o ż n a s t w i e r d z i ć co grupa uznawała za swoją przeszłość, nic z a ś , j a k ta
p r z e s z ł o ś ć b y ł a . Jest zatem owa wizja informacją o zasadach myślenia na temat
s p o ł e c z e ń s t w a i o t a c z a j ą c e g o świata, o w r a ż l i w o ś c i na czas, o granicach temporalnej w y o b r a ź n i , nie z a ś o tym co siew otoczeniu grupy r z e c z y w i ś c i e d z i a ł o .
Wynika stąd jednoznaczna ocena m o ż l i w o ś c i dokumentacyjnych tradycji histo­
rycznej funkcjonującej w masach - jest ona po prostu ahistoryczna.
Z p i e l ę g n o w a n e j przez „ M a z u r ó w W i c l e ń s k i c h " tradycji o d r z u c i ć należy
b e z w z g l ę d n i e przekonanie jakoby „ k o l o n i z a c j ą " objęte było Chojno. Wieś ta
od ś r e d n i o w i e c z a należała do klucza dóbr szamotulskich N a ł ę c z ó w , a później
do rodziny K w i l e c k i c h z Dobrojcwa. Nigdy w przeszłości nie w c h o d z i ł a
w skład w i e l e ń s k i c g o „ d o m i n i u m s a p i e ż y ń s k i e g o " , toteż nie wydaje się, by
k t ó r y k o l w i e k z S a p i e h ó w zainteresowany był kolonizowaniem nie swoich
ziem.
„ K o l o n i z a c j ę m a z u r s k ą " w dobrach Sapiehy falsyfikują w s p o s ó b przekonu­
j ą c y dwa obszerne dokumenty przechowywane w A r c h i w u m Parafialnym
w Wieleniu, a jej w s p ó ł c z e s n e , jeśliby przyjąć za o b o w i ą z u j ą c ą c h a r a k t e r y s t y k ę
t e m p o r a l n ą L u d w i k a Gomolca. Pierwszy z nich to Kronika Parafii z lat 17641799 prowadzona przez ks. Antoniego Ronlza . Pedantyczne zapisy ks. Rontza,
c z ł o w i e k a zc wszech miar w y k s z t a ł c o n e g o d o t y c z ą wszelkich sfer życia tam­
tejszej parafii. O b e j m u j ą bowiem p r ó c z treści kronikarskich, opisy w i e r z e ń
i p r z e k o n a ń medycznych tamtejszej s p o ł e c z n o ś c i . Brak tu jednak jakiejkolwiek
w z m i a n k i o sprowadzeniu obcej ludności. Wydaje się jednak, ż e gdyby taka
masowa kolonizacja miała miejsce w r z e c z y w i s t o ś c i , zostałaby odnotowana
w owej kronice. A p r z e c i e ż ks. A n t o n i Rontz p r z y w o ł y w a ł tu wydarzenia, jakie
miały miejsce przed objęciem p r z e z e ń u r z ę d u . T a k ż e wśród nich brak informa­
cji o j a k i e j k o l w i e k kolonizacji. Nie wspomina też o niej w i e l e ń s k i proboszcz
o w c z e ś n i e j s z y c h , rzekomych ucieczkach c h ł o p ó w polskich do Nowej M a r c h i i .
7

211

M A Z U R Z Y W1ELEŃSCY

Najciekawszym jednak dokumentem jesl „Genealogia Wszystkich Familii
Parochii W i c l e ń s k i c j . . . " . Ten i m p o n u j ą c y dokument wymaga kilku s ł ó w ko­
mentarza o celu i metodzie jego s p o r z ą d z e n i a . Oto pisał ks. A n t o n i Rontz:
„ w i d z ą c za rzecz p o ż y t e c z n ą Proboszczowi у m i ł ą ludziom m i e ć akuratnie
opisane Familie Parochii, p o s t a n o w i ł e m wszystkie sposobem Genealogicznym
o p i a s ć , aby tak Proboszcz m ó g ł lepiej trzodę s w o j ą p o z n a ć [ . . . ] . Ja najprzód do
tego sobie t o r o w a ł e m d r o g ę przez lo ż e m zaraz po przybyciu moim M e t r y k i od
roku 1606 przepisał у Regestrami opatrzył, które mie służyły na to, że k a ż d e g o
snadno z n a l e ź ć m o g ł e m , z tym wszystkim jednak to ułożenie m o ż e nie stało się
bez wielkiej s n a d n o ś c i z d w ó c h naybardziej racyi, ż e wiele c h r z t ó w у ś l u b ó w
przez niedbalstwo nie napisano у że po wsiach Polskich ludzi nie po Oycu, ale
po mieyscu n a z y w a j ą " . Dodaje przy tym ks. Rontz: „jakież z a ś to w Genealogii
zamieszanie czyni, kiedy czasem iedna osoba dla tych przyczyn wielorakie
przezwiska ma, bo iesl iedno od oyca, drugie od matki, trzecie od żony, czwarte
od mieysca, piąte z w y m y s ł u ludzkiego у budy Oyca inaczej zwano niż syna,
a dziada znowu inaczey iak oyca, k a ż d e m u iawne iest. Z ley to przyczyny czego
z M e t r y k i d o c h o d z i ć nie m o g ł e m pilnym w y p y t y w a n i e m ludzi d o s z e d ł e m " .
Z d a w a ł sobie przy tym ks. Antoni Rontz s p r a w ę z w y j ą t k o w o ś c i „ G e n e a l o g i i
[ . . . ] " , pisał b o w i e m : „ r o z u m i e m , że to dzieło na świecie iedyne iest, bo c i ę ż k o
i długa praca, którey do niego potrzebna".
8

9

Zestawienie genealogiczne rodzin chłopskich tzw. „strony polskiej", którym
autor poświęca t r z y n a ś c i e lat życia i pracy, nie odnotowuje „ n a g ł e g o " przybycia
tu nowych rodzin w okresie rzekomej „kolonizacji", a n i e m o ż l i w y m jest, by
pedantycznie skrupulatny ksiądz nie p o c z y n i ł uwag, gdyby Mazurzy rzeczywi­
ście zostali tu sprowadzeni, tym bardziej, że z a z n a c z y ł , iż „niektórzy z ż o n a m i
у d z i e ć m i zkąd inąd tu p r z y b y l i " . W całej jednak „ G e n e a l o g i i . . . " naliczyłem
siedem takich uwag, np. Rak Jan p r z y s z e d ł z P o l s k i , Szymkiewicz M i c h a ł
z P o l s k i " , Agnieszka Przybylanka z M ę ż y k a 23 maj 1742 poszła za S t a n i s ł a w a
iakiego z P o l s k i .
11

12

1

1 4

„ G e n e a l o g i a [ . . . ] " sięga c z a s ó w znacznie poprzedzających t e m p o r a l n ą cha­
r a k t e r y s t y k ę „kolonizacji mazurskiej" s u g e r o w a n ą przez Ludwika Gomolca,
oraz tę, k t ó r ą p r o p o n o w a ł Oskar Kolberg i Edmund Callicr. Dla rozwiania
podstaw mitu p r z y p o m n i e ć leż trzeba tradycyjne przekonanie, iż pierwszymi
osadnikami sprowadzonymi tu z Mazowsza przez Piotra S a p i e h ę b y l i : Marnot,
Stochaj, Helak, Noj i Przylepa. „ G e n e a l o g i a ..." dowodzi, iż rody c h ł o p s k i e
o tych nazwiskach m i e s z k a ł y tu j u ż w końcu X V I i na początku X V I I wieku.
Wiadomo пр., że 20 lutego 1640 roku z m a r ł w Pęckowie Grzegorz H e l a k .
Natomiast protoplastami rodziny M a m o l ó w w tejże wsi byli Andrzej i Ewa.
C ó r k a z tego m a ł ż e ń s t w a 14 grudnia 16)6 roku wyszła za Andrzeja Ś m i g l a .
Dla zobrazowania „ G e n e a l o g i i ..." p r z y t o c z ę tu korzenie rodziny N o j ó w z Pec­
ko wa:
1 5

1 6

Marcin Noy + żona Ewa.
- Jan 13 czerwca 1638
- P a w e ł 17 stycznia 1640 + żona Katarzyna 16 stycznia 1669.
- M i c h a ł brat iego# i żona Anna#.

212

W O J C I E C H ŁYSIAK

- Grzegorz 9 marca 1654.
Jan + żona Ewa Zagrzebczarka 12 stycznia 1659.
- Kazimierz 2 marca 167J na m i e ś c i e + żona M a ł g o r z a t a .
17

Grzegorz + żona Regina 16 lutego 1781, przenieśli się do Droska 1701 .
P r z y k ł a d y podobne m o ż n a byłoby m n o ż y ć , a w k a ż d y m wypadku w y k l u c z ą
one podstawy budowy mitu „ M a z u r ó w W i e l e ń s k i c h " .
Megalomania s ą s i e d z k a wyrażająca się cyklem anegdot o m i e s z k a ń c a c h
Chojna b y ł a b y bodaj najmocniejszym argumentem kształtowania mitu, gdyby
nie fakt, iż w i e ś ta przez M a z u r ó w skolonizowana b y ć nic m o g ł a . Jednak i ten
element, j e ś l i b y p r z e m i a w i a ł za mitem, daje się z a k w e s t i o n o w a ć . Oto bowiem
nie tylko Chojno i jego m i e s z k a ń c y w tej okolicy było przedmiotem d r w i n .
Istnieją w s z a k ż e zapisy angdot, o czym się zapomina, d o t y c z ą c e m i e s z k a ń c ó w
pobliskiego Ł u b o w a i Wartosławia (Knoop 1893, s. 211-213). Wydaje się, że
l u d n o ś ć tutejsza r z e c z y w i ś c i e m o g ł a się c z y m ś w y r ó ż n i a ć , m o ż e „ m a z u r z e ­
niem", ale dowodzenie m e g a l o m a n i ą s ą s i e d z k ą ewentualnej kolonizacji mazur­
skiej jest zabiegiem bardzo ryzykownym.
Jednym z elementów kreujących mit „Mazurów Wieleńskich" były cechy
dialektologiczne, tzw. „mazurzenie", na którym oparte było ich poczucie odręb­
ności grupowej w stosunku do ludności sąsiedniej. Owo „ m a z u r z e n i e " przez
badaczy utrzymujących koncepcję sprowadzenia ludności w lasy Puszczy Notec­
kiej z Mazowsza uznawane było za dowód koronny. Zapominali jednak o w i
badacze, że na terenie międzyrzecza warciańsko-noteckiego „mazurzyli" nie tylko
mieszkańcy miejscowości objętych rzekomą „kolonizacją". Spotykał się z tym
zjawiskiem j ę z y k o w y m Adam Tomaszewski i Kazimierz Nitsch we wsiach Wiejce
i Krobielewko koło Skwierzyny (Tomaszewski 1924, s. 27; Nitsch 1929, s. 140).
D o k ł a d n e zaś badania dialektologiczne tego pierwszego wykluczyły o w ą „koloni­
zację". Wnioskuje on bowiem na gruncie tych badań, iż „przeciwko j a k i e m u ś
masowemu sprowadzeniu M a z u r ó w w te okolice przemawiają liczne i wybitne
cechy j ę z y k o w e " (Tomaszewski 1935, s. 136). Podkreśla przy tym, że „jest rzeczą
wykluczoną, aby la ewentualna kolonizacja była tak masowa i silna, żeby ludności
oddawna osiadłej mogła narzucić mazurzenie. Legendę o pochodzeniu mazurskim
ludności spod Wielenia obalają zupełnie stwierdzone niemazowieckie cechy języ­
kowe tej ludności i niemożliwość, jak dotąd, znalezienia potwierdzenia takiej
kolonizacji w dokumentach historycznych" (Tomaszewski 1936, s. 114). Wpro­
w a d z o n ą przez Oskara Kolberga do polskiego ludoznawstwa informację o „Ma­
zurach Wieleńskich" poddał także krytyce. Pisał bowiem „Kolberg niebardzo
orientował się w rozmieszczeniu miejscowości mazurskich. Dlatego cała jego
informacja o zaludnieniu tych okolic przez Sapiehę Mazurami jest mało wiarygod­
na, przypuszczać można, że Kolberg zawierzył na ślepo któremuś/, informatorów"
(Tomaszewski 1936, s. 87).
A d a m Tomaszewski zdecydowanie rozstrzygnął kwestię falsyfikacji pod­
staw mitu na gruncie b a d a ń j ę z y k o w y c h . Jednak kilkanaście lat w c z e ś n i e j
przeciw koncepcji „ k o l o n i z a c j i " w y p o w i e d z i a ł się Jan Stanisław B y s t r o ń .
O omawianej grupie napisał: „ Na p ó ł n o c n y m zachodzie, r ó w n i e ż j u ż na
pograniczu, w nadnoteckiej puszczy osiedlili się tzw. Mazurzy wicleńscy, k t ó -

M A Z U R Z Y WIELUŃSCY

213

rzy n a z w ę s w ą z a w d z i ę c z a j ą » m a z u r z e n i u « nieznanemu ludowi wielkopolskie­
mu. P r ó b o w a n o w y w i e ś ć ich z Mazowsza, skąd jakoby mieli być sprowadzeni
do robol l e ś n y c h , jednak ani badania etnograficzne, ani j ę z y k o w e nie m o g ą
s t w i e r d z i ć u nich cech mazowieckich" (Bystroń 1925, s. 13; 1947, s. 28-29).
W podobnym duchu w y p o w i e d z i a ł się w s p ó ł c z e ś n i e Janusz Kamocki, aczkol­
wiek trudno w n i o s k o w a ć czy p r o w a d z i ł w tym w z g l ę d z i e jakiekolwiek samo­
dzielne badania (Kamocki 1966, s. 111).
Ś w i a d o m o ś ć odrębności „Mazurów Wieleńskich" tkwiąca do dzisiaj w nich
samych jest z pewnością niezwykle barwnym elementem ich kultury. „Pamięć
zbiorowa" tej grupy przedstawia jej własny obraz, taki jakim chce go widzieć.
Obraz ten kształtowany pod presją różnych kryteriów chronologicznych i rzeczo­
wych przedstawia wyizolowane z kontekslu dziejowego wydarzenie nie znajdują­
ce ż a d n e g o racjonalnego uzasadnienia. Oczywiście nie można od grupy lakiej
w y u i a g a ć myślenia historycznego właściwego warsztatowi naukowemu historyka.
Stąd leż w a ż n ą się wydaje świadomość ciągłości i więzi łączącej je z przeszłością,
niezależnie od tego czy jest ona merytorycznie prawdziwa czy fałszywa.

LITERATURA

B y s t r o ń J. S.
1925 Ugrupowaniu etniczne ludu polskiego, Kraków.
1947 Etnografia
Polski, Warszawa.
D y m e k Ł.
1929 Gwary ludowe, „ G ł o s Uczniowski", R. 1, nr 3, s. 33-35.
G i e r m e k J.
1929 Mniejszość
narodowa w powiecie czarnkowskirn, „Głos Uczniowski",
R. 1, nr 3, s. 41-45.
G o m o 1 с с L.
1964 Grupy regionalne i lokalne nazwy ludności,
|w:J Kultura
ludowa
Wielkopolski, pod red. J. Burszty, Poznań, 1. 2.
G r o s s с r t O.
1929 Evangelium
und Deutsclilum
im Filelmer
Gebit unier
polnisclier
Grundherrschlaft
912-1789, S c h ó n l a n k e .
H ł a d у ł o w i с z K. J.
1932 Zmiany krajobrazu i rozwój osadnictwa w Wielkopolsce od XIV do
XIX wieku, L w ó w .
K a c z m a r e k K.
1929 Mazurzy w powiecie czarnkowskirn,
„Głos Uczniowski", R. 1, s.
26-32.
K a m o c k i J.
1966 Zarys grup etnograficznych
w Polsce, „ Z i e m i a . Prace i materiały
krajoznawcze".
К n o p p O.
1893 Sagen undErzahlungen
ans der Provinz Posen, P o z n a ń .

214

WOJCIECH ŁYSIAK

K o l b e r g O.
1875 Wielkie Księstwo Poznańskie,
t. 9, K r a k ó w .
1877 Wielkie Księstwo Poznańskie,
t. 11, K r a k ó w .
K o n o p c z y ń s k i W.
1947 Fryderyk Wielki a Polska, P o z n a ń .
Ł y s i a k W.
1986 Chojno i jego mieszkańcy
w opiniach sąsiadów,
„ L u d " , t. 70, s.
184-199.
1987 „Kolonizacja
mazurska" i ród Sapiehów
w tradycji tzw.
„Mazurów
Wieleńskich",
„ L u d " , t. 7 1 , s. 231-244.
N i e d ź w i e c k i J.
1977 Grupy regionalne w województwie
pilskim i ich budownictwo,
„Rocz­
nik Nadnotecki", R. V I I , z. 2.
N i t s c h K.
1902 Pojęcia ludu wielkopolskiego
o Mazurach,
„ W i s ł a " t. X V I .
1911 Mowa ludu polskiego,
Kraków.
1929 Wybór polskich tekstów gwarowych,
Lwów.
Sapiehowie
Sapiehowie. Materiały hisloryczno-genealogiczne
i majątkowe,wydane
na­
kładem rodziny, Petersburg 1894, t. 3.
Słownik
Słownik Geograficzny
Królestwa
Polskiego,
pod red. F. Sulimierskiego,
Warszawa 1880, t. 9.
S t r a s z e w s k a F.
1931 O Chojnie i Chojanach,
„ Z grodu Halszki", R. 2, nr 4, s. 34-35.
S u l i m a R.
1989 Wieczność - biografia - historia (o ludowych podaniach
historycznych
niefolklorystycznie),
„Literatura Ludowa", R. 33, nr 2, s. 15-35.
T o m a s z e w s k i A.
1924 Mowa

ludu wielkopolskiego.

1935 Mowa tzw. Mazurów
1936 Mowa tzw. Mazurów
T s c h e u s c h n e r O.

Charakterystyka

Wieleńskich,
Wieleńskich,

ogólna,

Poznań.

„ S ł a w i e Occidcnlalis" t. 14.
Poznań.

br Heimatkunde des Kreise Schwerin (Wrthe). Beurbeitet und
ben von... Schwerin.
W y r w a A.
1981 Mazurzy Wieleńscy, „ T y g o d n i k Pilski", R. 3, nr 8.
Z i m m e r m a n n К.
1915 Fryderyk Wielki i jego kolonizacja na ziemiach polskich,

herausgege-

Poznań.

Przypisy:

W różnych opracowaniach podejmujących kwestię tzw. „Mazurów Wieleńskich" autorzy za „mazurskie" uznają niemal
wszystkie wsie „polskiej strony" „dominium sapieżyńskiego" uzupełniając powyższe o Ciszkowo, Gulcz, Hamrzysko, Krucz. Kruteczek, Klępicz, Zawadę i Bielawy.

MAZURZY WlELEŃSCY

215

W tradycji mieszkańców omawianego lerenu do dnia dziesiejszego zachowały się wspomnienia okrucieństw Piotra Sapiehy.
Spotkałem się tu między innymi z takimi oto opiniami: „Mówią, że ten Sapieha to byl wielki »drapieżnik«. Mial on trzydzieści kobiet
i jak jeszcze którą chciał, to jąbrał", „Jak mu służący nie przyniósł kobiety, którą chciał, to mu kamień do głowy przywiązywali i topili
go", „Sapieha miał prawo do pierwszej nocy, klóre zawsze w-ykorzystywał i nie było na to rady", „Gdzieś na jakimś drzewie miat być
wbity hak i tam Sapieha wieszał ludzi. To drzewo stalo naprzeciw tartaku w Wieleniu", „Pod Wieleniem miał zbudować Sapieha cztery
kapliczki za to, że powiesił dziesięciu Żydów" - (Łysiak 1987, s. 238-242). Otto Knoop pisał zaś: „biada woźnicy, który wiózł możnego
pana byłby przewrócił wóz. Na tym samym miejscu, gdzie by sirj to siato, natychmiast zostałby powieszony na najbliższym drzewie"
(Knoop 1893, s. 59-60).
^ Informacje zebrane w sierpniu 1985 roku przez autora opracowania oraz w grudniu 1986 roku przez Annę Sawicką.
** W podobnym tonie na łamach „Głosu Uczniowskiego" wypowiadał sięŁyejan Dymek (1929, s. 33-35) oraz Jan Giermek (1929,
s. 41-45).
^ L. Skrzypczak, Życie wdanym Cltojtiie nad Wartą, 1981, s. 7, (maszynopis w Archiwum Etnologii UAM, nr 81).
Tamże, s. 8.
' Archiwum Parafialne, Wieleń. „Dawne zapiski ks. prob. A. Rontza".
Archiwum Parafialne, Wieleń. „Genealogia Wszystkich Familii Parochii Wieleńskiej zebrana przez ks. Antoniego Józefa Rontza,
kanonika Warszawskiego, proboszcza Wieleńskiego, Roku Pańskiego 1786".
9

Tamże, k. 1.

IO

Tamże, k. 1-2.

U

Tamże, k. 2.

1 2

Tamże, k. 248.

1 3

Tamże, k. 249.

1 4

Tamże, k. 178.

1 5

Tamże, k. 103.

1 6

Tamże, k. 120.

1 1

Tamże, k. 166.

Wojciech Łysiak

M Y T H O F T H E GROUP ORIGIN AND IDENTITY
AND ITS F A L S I F I C A T I O N . T I I E C A S E O F M A Z U R Z Y WlELEŃSCY

Summary

T h e inhabitants of a dozen or so villages situated in the northern part of Notecka Forest
(western Poland) claim their descent from the settlers who, they believe, had been immigrated
to that area from Mazovia and settled there by count Piotr Sapieha, the owner of the demesne
of W i e l e ń . Taht convinction, supported by a number of factors promoting its popularity had
turned into myth, i.e. an idea fulfilling the social demand for values believed to be real. T h e
myth of the Mazovian origin of the discissed group was actual on two levels of creation and
reception: that of the communities inhabiting the locality and on that of ethnographers who have
tried to prove such an origin of the regional group. T h e two spheres of the functioning of the
myth were rather independent although both had some elements in common. F o r the local group
itself the myth introduced people into a „prepared world" and assigned a steady nad safe place
for each individual. T h e same myth became a subject for scientific researches and considera­
tions. T h e anthropological interpretation of myth explains it in terms of a system in which human
reality has been included into cosmic whole as one of its organic elemnts reflecting its structure
and its life. In that way the socio-cultural function of myth can be found, i.e. that of consolidation
and stabilization of social order.
T h e myth of „ M a z u r z y W i e l e ń s c y " was shaped and reinforced by five factors which, so to
say, created a „ s e l f - s u p p l e m e n t i n g " image.
1. History - since some of the historiand of the region had found a „ g a p " in the historical
development of the territory they filled it with that „ M a z o v i a n colonization" which was said to

216

WOJCU-Cll Ł Y S I A K

have taken place in the years 1768-1772. T h e reasoning of the authors of that idea is a sample
of exceptional ignorance.
2. T h e tradition of the ..colonization from Mazovia", deeply rooted in the group conscious­
ness had probably been instilled into it by the 19th century outstanding Polish ethnographer
Oskar Kolberg. The tradiition although it refers to historical events can be no evidence tor serous
studies of the problem because history in the traditional version had been changed considerably.
3. Traditional folk j i k e s about the „ M a z o v i a n " residents of one of the villages told by the
inhabitants of the neighbouring localities can be no evidence either. Thai very village could have
never been colonized by Piotr Sapieha, the knowledge of real historical events on that territory
precludes such possibility. T h e very fact lhal the inhabitants of thai village became ihe object
of such jokes does not legiiimize the myth of their particular origin since „ j o k e s about stupid
neighbours" referred to residents of other villages there too, what was neglected by the who
wanted to find the trouth in ihe myth.
4. A s one of the strongest evidences supporting the myth was considered ihe dialect of the
discussed villages, the pronounciation characteristic for the region of Mazovia. But that proof
had been falsified too owing to arduous to arduous dialectological studies carried out on that
territory by a linguist A d a m Tomaszewski.
5. Regionalism and regional literature have contributed to confirmation of the myth which
had already existed in the group. People engaged in supporting and developing regional culture
in that locality were highly respected by local peasants and they have abused their position since
people took for granted their opinions. Thus tjhey managed to introduce into common opinion
the values which transformed those already existing and in that way they destroyed the mythical
image which had been instilled previously (in the seventies of the (-nineteenth andury).
I'ralnslatcd

by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.