b0bd85a2a6ff4d1612b92c2a4b3ae246.pdf

Media

Part of Z kręgu ludowych fascynacji - o zbiorach Zbigniewa Kowalewskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.1-2

extracted text
Aleksander Jackowski

W KRĘGU LUDOWYCH FASCYNACJI — O ZBIORACH ZBIGNIEWA KOWALEWSKIEGO
Jest malarzem, docentem w Akademii Sztuk Pięknych
w Krakowie. Mieszka tuż naprzeciw Kościoła Franciszkanów.
Pracownia, dwa pokoje, kuchnia. Jak to u malarza — obra­
zy na stalugach, płótna na ścianach, farby, pędzle. Ale co
dominuje w tym wnętrzu, to mnogość rzeźb, kapliczek,
obrazów, tykających zegarów. Mnóstwo drobiazgów: kafle,
dziwne przedmioty, szklane banie, ceramiko, zydle, ławy
z drewna. Gdy oko oswaja się z t y m nasyceniem, gdy zdolne
jest wyłuskać z natłoku co ciekawszy obiekt — dostrzega
się ogromną pieczołowitość i dowcip plastyczny w aranżacji
tego wnętrza, w nadaniu przedmiotom nowych funkcji.
Zapiecek wozu stał się t u oparciem ławy stojącej przy stole,
kołowrotek poziomo zawieszony pod sufitem, przystrojony
bukietem zasuszonych kwiatów i ptaszkami zamienił się
w żyrandol. Cudownie rozłożyste sanie pełnią rolę zydla.
Foremki do sera — podtrzymują na półce książki...
Jest to kolekcja giomadzona z miłością, z urzeczenia
formą, nie naukowo, bez troski o czystość regionu, o funkcję
przedmiotu — więcej—nieustannie „fałszowana". Patrząc
na ściany trudno czasem dostrzec, co jest autentykiem, a co
zostało dokomponowane. Co jest dziełem ludowego świąt karzą, a co — sprawnych rąk artysty.
Zadziwiające są zwłaszcza obrazy. Przy jednym,
zupełnie ludowym w wyglądzie zastanawiałem się •— skąd

może pochodzić. Nie pasował do żadnej znanej mi grupy.
Okazało się, że kiedyś żona artysty zaniosła podobny obraz
namalowany na starej szybie do Desy. Tam zachwycili się.
Cudowne!! Obraz sprzedano natychmiast. Dopiero po
kilku latach, gdy kierowniczka Desy była u pp. Stopków,
zauważyła na ścianie obraz z takiej samej „grupy". I wtedy
dowiedziała się, kto był twórcą tego ludowego obrazka.
Rzeźby p. Kowalewskiego są łatwiejsze do rozpoznania.
Choć trudno odróżnić co jest „prawdą", a co „zmyśleniem",
gdy umieszcza znalezioną gdzieś na wsi figurkę w kapliczce,
którą sam wykonał, lub gdy do pięknej autentycznej
„szafki" dorabia świątka. Najbardziej wierne są oczywiście
zabiegi konserwatorskie, rekonstrukcje.
W rzeźbach i kapliczkach widać różnice między wyko­
nanymi wcześniej a później. We wczesnych — imitacyjność
była o wiele większa, ale z biegiem czasu dystans wobec
ludowego autentyku zaczął się powiększać, rosła potrzeba
zaznaczenia własnego śladu. Świątki stały się bardziej
jaskrawe, głowy ich większe, cięższe. „Lukrowane głowy" —
mówi doc. Kowalewski.
Świątki to w porównaniu z oryginalną, dawną rzeźbą
ludową •— są bardziej kolorowe, w ekspozycji twarzy prze­
rysowane, czasem aż do granic groteski. (Są w kolorystyce,
w ekspresji twarzy bliższe współczesnej rzeźbie ludowej).

89

П. 2. Fragment mieszkania. П. 3. Matka Boska, rzeźba w drewnie, wy
Zabrzeż, pow. N . Sącz.

Tłumaczą to zresztą słowa gospodarze: „W sztuce ludowej
jest prawdziwy prymitywizm nieświadomy, a ja podchwy­
tuję te deformacje, anomalia, aby je zupełnie już świadomie
rozwinąć, uzewnętrznić''.
Powstały te pseudo-ludowe świątki z chęci „uzupeł­
nienia układu dekoracyjnego" — jak to określa twórca.
Rzeźbił je, aby zapełnić lukę na ścianie, aby zrekonstru­
ować piękną kapliczkę, z której zachowały się tylko frag­
menty. Destrukt jest smutny, czemu więc nie przywrócić
mu życia ?
Gdy widzę to mieszkanie, któro samo w sobie jest
kompozycją, „układem dekoracyjnym", wydaje mi się,
że lepiej rozumiem powody, które skłoniły plastyka, miłośni­
ka ludowej sztuki — do wykonywania od czasu do czasu
przedmiotów ludowopodobnych, równolegle do swych
głównych zainteresowań malarskich. Zresztą i świątki,
i obrazy, trochę z ducha formizmu mające — wydają się
mieć jakąś wspólną cechę. Jaką? Może kolorystykę, prze­
wagę cierpkich brązów i perłowych szarości, które w t y m
wnętizu nasuwają mi myśl o starych bierwionach pociem­
niałych ścian góralskich chałup, o zszarzałym na deszczu
drewnie kapliczek. Możo w posłużeniu się elementarną
formą prostokąta czy kwadratu, dzielonego po snycersku —
po przekątnej — na podobieństwo techniki wrąbkowej
góralskich snycerzy. Na pewno w zasadzie konstrukcji
obrazu, w którym wszystkie napięcia równoważą się i ciążą
ku środkowi.
Zastanawiam się, co zaważyło na zainteresowaniach
mojego gospodarza. Na pewno prawdziwe rozmiłowanie
90

w ludowej sztuce, więcej —rozumienie tej sztuki. A jednym
z najlepszych sprawdzianów rozumienia, dostrzegania tego
co charakterystyczne — jest pastisz. Te rzeźby, kapliczki
są przecież tym, co pastisze profesora Wyki, Witolda
Zechentera, czy dawniej Artura Marii Swinarskiego. Jest to
zabawa, na wysokim poziomie wtajemniczenia, zabawa
wymagająca nie tylko wiedzy, smaku, ale i zręczności.
Wierzę, że bodźcem była ochota, by w określonym miejscu
„coś" mieć. Ale mógł to być tylko bodziec początkowy,
przecież doc. Kowalewski rzeźbi i dla samej satysfakcji
rzeźbienia, i z rzadka dla innych ludzi, przecież gdy opra­
cowuje piękną „formę naturalną", robiąc joszcze jedną
lawę — nie wynika to z potrzeb mieszkaniowych, funkcjo­
nalnych.
Zresztą państwo Kowalewscy ciągle ściągają do swego
mieszkania nowe przedmioty: obrazy, ceramikę, skrzynie,
zydle. Znoszą też ciekawe korzenie, skręcone konary, pniaki.
A gdy się ma już je w domu, rodzi się myśl, aby nadać
im nowy sens — estetyczny, użytkowy.
Zainteresowania doc. Kowalewskiego sztuką ludową
zaczęły się wc-.eśnie. Ojciec był werkmistrzem na kolei
w Nowym Sączu, ale kochał namiętnie malarstwo, malował
po amatorsku obrazy z walczącymi jeleniami, zachody
słońca. Przynosił czasem z wycieczki jakieś rzeźby ludowe.
Kowalewski chciał w młodości zostać albo malarzem, albo
marynarzem. Miał jednak zawroty głowy i to przesądziło
wybór. Zaczął studia u Pautscba i Jarockiego, malarzy
świetnie znających wieś i rozmiłowanych w ludowej tema­
tyce. Już na Akademii interesował się sztuką ludową,
urzekał go prymityw świątków, obrazów na szkle. „Jak się
jest oczarowanym, to się chce z t y m przebywać" — mówi,
ale nie uważa się za rasowego zbieracza. Nie ma ambicji

II. i. Chrystus Ukrzyżowany, rzeźba w drewnie, wys. 49 cm, z pow. Miechów. I I . 5, 6. Matka Boska z Dzieciątkiem,
olejne na desce.

П. 9. Kapliczki ze zbiorów Zb. Kowalewskiego. I I . 10. Św. Rodzina, obraz na szkle, wym. 40x29 cm, wyk. Zb. Kowalewski.

I I . 11. Chrystus Frasobliwy, rzeźba w drewnie, wyk. Zb. Kowalewski. I I . 12. Kropielniczka, ceramika.
I I . 13. Doc. Zbigniew Kowalewski.

uzupełniania kolekcji, nie poszukuje egzemplarzy wcześniej­
szych, po prostu otacza się tym, co mu się podoba, co wpad­
nie mu w ręce. Obecnie zresztą ciężar „zbierania" przejęła
żona, również malarka, i również rozmiłowana w ludowej
sztuce. Jest to więc ich wspólną pasją, a efektem jej jest
urocza atmosfera tego mieszkania.
I właśnie dlatego Kowalewski tak niechętnie rozstaje
się z czymkolwiek, co się już „zakorzeniło". Z autentykami
i ze swoimi świątkami. Kilka swoich kapliczek oddał zresztą
przyjaciołom, kilka wykonał na usilne prośby, ale w za­
sadzie prac swych nie lubi sprzedawać czy oddawać. Nie­
mniej, gdy powstało Muzeum w Nowym Sączu, ofiarował
mu kilka, kapliczek i innych przedmiotów.
Ale nawet gdy mówi o tym, widzę, że decyzja ta nie
przyszła mu łatwo... Są zbieracze handlujący, wymieniają­
cy.— i są tacy, jak Zimmerer czy Kowalewski, którzy
okropnie nie lubią się z czymkolwiek rozstawać.
Jest więc w tym mieszkaniu ponad 400 okazów ludowej
sztuki, w tym samych kapliczek bogato dekorowanych
jest dziesięć.
Zastanawiam się, czy takie zbieractwo ma społeczny
sens ? Czy nie „drenuje" terenu, nie ogołaca pejzażu. Problem
ten przecież istnieje, w ciągu ostatnich 10—15 lat zbieracze,
w tym często plastycy (szczególnie wrażliwi na uroki pry­
mitywnych świątków) ogołocili większość kapliczek, wybrali

co się dało z wiejskich zakamarków. Ile rzeźb po prosfc
skradziono!
Z satysfakcją słucham, gdy mi doc. Kowalewski opoi
wiada, jak i gdzie w miejsce kupionej za grosze, niszczejące]
czy wręcz zwalonej już kapliczki, zrobił identyczną. Po.
twierdza to nasz kolega z Instytutu, fotografik p. Jai
Świderski, który uczestnicząc w badaniach terenowych
zna doskonale małopolskie wsie, a pamięć ma znakomitą
Okazuje się, że zdjęcie, które robił w Kamienicy (pcw.
Limanowa) przedstawia replikę kapliczki, wykonaną przei
naszego gospodarza, e oryginał wyremontowany, odno
wiony wisi przed nami na ścianie (il. 9 — prawa).
Gospodarz zapytany o to, czy obiekty z jego kolekcji
mają metryczki, wyraźnie się zafrasował. Na pewno trzeba
uzupełnić co się jeszcze da, niestety dawniej nie notowi
skąd dana,rzeźba pochodzi.
Pytam na zakończenie o dalsze losy kolekcji. Szkoi
by było, gdyby kiedyś uległa rozproszeniu. „O tym nie щ
mowy!" — energicznie wykrzykuje docent. „Coś z nit
wezmą — gdy przyjdzie na to czas — przyjaciele, alf'
reszta musi się znaleźć gdzieś w zbiorach muzealnydf
Może w Nowym Sączu ? Przecież to są naprawdę pięki
dzieła! "Potakuję —rzeczywiście, jest to zbiór pod tyj
względem wyjątkowy. Nic dziwnego. Tworzą go przecir.
plastycy wyjątkowo wrażliwi na urodę ludowej sztuki

Fot.: J . Świderski

94

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.