019db362b4737919c342771decd7b2b1.pdf

Media

Part of Mityczność / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4

extracted text
Mityczność
Janusz Barański

Mityzacja, proces tworzenia wtórnych sensów i jeden z me­
chanizmów partycypacji kulturowej, pozostaje w centrum
zainteresowania etnografii rozumianej jako ogólna refleksja nad
kulturą. Ta natomiast, jeśli pojmować jej pojęcie w kategoriach
wszelkich ludzkich wytworów, obejmuje swym zakresem rów­
nież język w rozmaitych jego przejawach, tych codziennych
i tych odświętnych, pospolitych i niezwykłych. Podążając
tropem znanej definicji mitu. że ten jest niczym innym jak tylko
słowem, chcemy wskazać pewną konstytutywną cechę tegoż,
słowa, tytułową mityczność, od której nie ma zaiste ucieczki.
Notabene, świadomość tego faktu uspokoi może tych, którzy
gorączkowo poszukują dla etnografii jakiegoś „nowego parady­
gmatu" w miejsce znikających chałup i orki w zagony. Trzeba
jednak zaznaczyć, że kwestia ta nic sprowadza się wyłącznie do
rzeczonego słowa, bo li tylko w nim cała kultura wyczerpać się
może. Pozostańmy przy języku: on jest głównym fundatorem
reguł nadawania sensu, a antypody mythos-logos rozstrzygają
0 tym ile w nim czucia, a ile rozumu.
Bodaj najbardziej na rodzaju klasyfikacji języka ze względu
na jego użycie zaciążyła propozycja Ogdena i Richardsa,
w której głosili oni istnienie z jednej strony języka nauki, gdzie
słowa oznaczają związki sprawdzalne w stosunku do rzeczywis­
tości zewnętrznej, z drugiej strony natomiast emotywne i ewokujące użycie języka, gdzie słowa stają się znakami emocji
1 nastawień; język laki jest typowy np. dla poezji (1956). Roman
Jakobson poszerzył później ten podział na sześć funkcji języka
(poznawcza, emotywna. konatywna, fatyczna, poetycka, meta­
językowa) jednak pośród nich najważniejsza to funkcja po­
znawcza, nastawiona na oznaczanie, i funkcja emotywna.
nastawiona na adresata i zawierająca komponent emocjonalny
wypowiedzi (1989, s. 82-88). Samuel Ichijć Hayakawa, przed­
stawiciel szkoły General Semantics, wskazywał na istnienie
z jednej strony języka sprawozdawczego, informacyjnego,
który ma charakter instrumentalny, z drugiej natomiast języka
afektywnego. którego cechy to głośność wypowiedzi, intonacja,
rytm (1965, s. 82-83). By nie mnożyć bytów ponad konieczną
potrzebę poprzestańmy zatem na dodaniu jeszcze Saussure'a,
Barthes'a, Todorova, Spcrbera, którzy dostrzegli w języku
podobne dychotomiczne funkcje.
Dystynkcje takie pojawiły się także w pracach politologów.
Murray Edelman, czołowy przedstawiciel orientacji symbolistycznej, rozwijał te koncepcje w swoich pracach o symbolu
w polityce i w politycznym języku.
W pracy Politics as Symbolic Action z 1971 roku odwołał się
do jednej z koncepcji w teorii informacji, w której dokonano
podobnego - jak w przypadku funkcji języka - podziału na
„informację semantyczną'' i „informację estetyczną'' .Ta pierw­
sza ma charakter logiczny w sensie statystycznej akceptowalności i zyskuje wskutek tego obowiązującą uniwersalność; jest
równocześnie związana z działaniem i ma charakter utylitarny.
Drugi typ informacji jest emocjonalnie nacechowany, bywa
przypadowy i wyrywkowy, osadzony w symbolice i normach
danej grupy czy kultury (s. 35). Edelman zwrócił równocześnie
uwagę na fakt, że oba typy informacji są zwykle obecne
w każdym komunikacie, z zachowaniem odpowiednich propor­
cji, czy jest to twierdzenie logiki, czy wyborczy slogan.
Wyodrębnienie ich jest natomiast dziełem procedury analitycz­
nej (s. 41).

34

W innej pracy rozważania jego biegną jakby po \щ
Malinowskiego stwierdził bowiem, że język jest zawsze częścią
sytuacji społecznej, nie jest niezależnym instrumentem, narzę.
dziem tylko opisu; język, myśl, działanie określają się wzajemnie (1977, s. 58). Wprowadził tutaj rozróżnienie - za języko­
znawcą Bazy lem Bernsteinem - na „język formalny" z jednej
strony i „język publiczny" z drugiej, dodając jednak, że żaden
z nich nie jest wolny od tejże sytuacji społecznej i są to tylko
znów pewne skrajności. W pierwszym przypadku mamy do
czynienia ze stwierdzaniem faktów lub ich możliwości, z rela­
cjami logicznymi, czasowymi i przestrzennymi, z postulatem
alternatywnych konceptualizacji doświadczenia, testowaniem
logicznych i ("aktualnych tez, słowem - z eksperymentowaniem
na strukturach poznawczych; skrajnym przykładem jest tu
sformalizowany język matematyki (s. 104). Język publiczny
spełnia czasem tak rozumiane formalne rygory, gdy mowa
o politycznych procesach w terminach pojęć abstrahujących
konkretne przypadki, częściej jednak uwikłany jest w najbliższy
kontekst sytuacyjny (kampanie wyborcze, debaty parlamentar­
ne etc.) i wtedy dominują w nim krótkie zdania o nietypowej
składni, częste powtórzenia, niewiele kwalifikacji. Wypowiedzi
cechują się „eksplicy tną niekompletnością'' - manifestowaniem
zrozumienia pomiędzy m ó w c ą a słuchaczami („implicytne
zrozumienie"). Język wykazuje wówczas walor konstytuowa­
nia i jego użycie sprzyja tym samym utrwalaniu pewnego
publicznego status quo - czy to w skali pewnej grupy nim się
posługującej, czy też w skali państwa (s. 105-110). Samo
używanie języka w takiej funkcji uznać więc można za formę
politycznej akcji - stwierdził Edelman w innej pracy (1985.
s. 197).
Chcielibyśmy w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi
poglądom badacza, wywodzącego się ze szkoły New Cricicism
- Phi lipa Wheel wrighta, który zaproponował jeszcze inne
rozróżnienie, reinterpretując równocześnie klasyczny podział,
zastosowany również w referowanych powyżej pracach Edel­
mana, na funkcję referencyjną (poznawczą) i funkcję emotyw­
na. Przede wszystkim Wheelwright odrzucił ten podział w do­
tychczasowym jego kształcie nadanym mu przez - jak II
określił - „semantyczny pozytywizm", głoszący dominację
funkcji emotywnej w języku, którym posługuje się intuicja
filozoficzna, poezja, wreszcie wiara religijna i który moŻW
- j a k utrzymywano - postrzegać tylko w kategoriach afektywności i konatywności (1964, s. 45). Nowy kształt zyskało*
podział poprzez połączenie go z innym - wprowadzonym prztf
badacza - mianowicie z podziałem na ,.expressive language'
( „ d e p t h - l a n g u a g e " ) i „ s t e n o - l a n g u a g c " (s. 3-4). Przytaczam)
oryginalne określenia, choć można zapewne przełożyć J'
- odpowiednio - np. na język ekspresji i język logiki. Wiailfi"'
natomiast, że domeną depth-language jest religia, mit, рое )
natomiast nauka posługuje się tym drugim rodzajem - stW
language. Rozróżnienie to ma jednak, jak to bywa Vv
I
w takich przypadkach, charakter modelowy, w rzeczywisto*
bowiem oba języki (funkcje) przenikają się wzajemnie -za­
chowaniem wszakże odpowiednich proporcji. A zatem i Zuży
ciem steno-language nie sposób ująć bytu ab initio: zawstf
obecny jest komponent stylu i zwyczaju językowego, któryś
7

korzeni szukać należy w depth-language (s. 6). Steno-lang
to język honorujący prawa logiki klasycznej - identyczno*

1

^sprzeczności, wyłączonego środka, racji dostatecznej, a poś­
miał tej logiki można - według Wheelwrighta - oddać słowami
- nie m o ż e " ; to również język podejmowania decyzji.
jCpth-kinguage wymienionym logicznym procedurom się nie
noddaje. jest translogiczny, mogą być w nim elementy paradok­
salne i j e jeżykiem symboli, których treści nigdy do końca nie
wyczerpuje, w przeciwieństwie do języka nauki, którego uniwefsum semantycznych możliwości jest ograniczone; postulat
logiki tego języka określił autor formułą „może - nie m u s i "
.53-54).
Autor dotknął tutaj kwestii tzw. modalnośei - logicznej
charakterystyki wypowiedzi pod względem sposobu, w jaki
awierdzają to, co stwierdzają. Użycie bowiem słów „ m u s i "
i może" nawiązuje do znanego w logice tradycyjnej rozróż­
nienia na modalność de re, gdy orzeka się jednoznacznie
konieczność przysługiwania lub nieprzysługiwania cechy
przedmiotowi, i modalność de dieto, gdzie orzeka się zarówno
tonieczność, jak i możliwość.
Wheelwright dokonał następnie zestawienia swojego po­
działu z. podziałem referencyjność-emotywność i ustanowił dla
tych dystynkcji pewien wspólny mianownik nazwany przez
niego „typami m o w y " (Modes of Discourse). Stało się to
możliwe po stwierdzeniu, iż przeciwstawienie referencyjnośćemotywność jest błędne, zauważyć można natomiast dwa inne:
referencyjność (R) - niereferencyjność (non-R) i emotywność
(E) - nieemotywność (non-E). Wheelwright przedstawił ten
konstrukt w postaci następującego schematu:
s t

(s

Typy Mowy
R
ekspresyjna
poetycka

dosłowna
logiczna
non-E

wykrzyknikowa

atyczna
non-R

Wskutek tej szczególnej fuzji dwóch ujęć funkcji języka
utrzymujemy takie oto typy mowy:
R,non-E:
język przedmiotowy używany w funkcji refere­
ncyjnej oraz język naukowy w tym sformalizo­
wany język logiki.
^on-R, non-E: mowa fatyczna - „Dzień dobry" etc.
Vm-R, E:
mowa w y k r z y k n i k o w a - „ C h o l e r a ! " e t c „ gdzie
w odróżnieniu od mowy fatycznej zwroty
odnoszą się do zaistniałych zdarzeń,
mowa ekspresyjna, język, który jest zarówno
referencyjny jak i emotywny, ale nie poprzez
przypadkowy związek - np. „Pali s i ę ! " , tylko
ze względu na sens bardziej fundamentalny,
gdzie funkcja referencyjna, właściwe znacze­
nie, bierze przynajmniej część swej zasadniczej
postaci z emotywności języka i zmienia się
wraz ze zmianami tegoż (s. 56); jest to język
religii, mitu, metafizyki, poezji,
heelwright wskazał zatem dwa typy referencyjności - nietywną i emotywną - o tożsamym walorze prawomocności.
! * n ą analogią do wyróżnionych tu dwóch typów referenйР ^- J
P°gl4d
- niemieckiej filozofii życia, w szczei Georga Mischa, który rozróżnił dwa typy mowy:
J r * duskursywną" i „ m o w ę e w o k u j ą c ą " . Podobnie jak
1Ц r i g h t przypisał obu formę referencyjności, przy czym ta
l=a nie rządzi się prawami logiki klasycznej, natomiast ją
e

0

e s l

0 s c

e

elw

l z w

poprzedza: tam gdzie kończy się logika ewokacji zaczyna się
kanon logiki arystotelesowskiej, choć odbywa się to w sposób
stopniowy. Staje się tak wskutek procesu odrywania się znacze­
nia od słowa, konstytuowania pojęć, wreszcie symboli logiki
i nauk szczegółowych, np. symboli chemicznych. Nauka wyabstrahowuje znaczenia z języka naturalnego, który jest wielo­
znaczny i uwikłany w kontekst ludzkich spraw. Woda w mowie
dyskursywnej, w nauce, to wzór chemiczny, w mowie ewokującej natomiast może być wodą rytualnych oczyszczeń, wodą
- praelementem, wodą wciągającą w otchłań etc. U podstaw
pierwszej stoi tradycja logiki arystotelesowskiej, tradycja orze­
kania wartości logicznej zdań oznajmujących, druga natomiast
uwzględnia również swoistą logikę życzenia czy rozkazywania.
Pierwsza umieszcza w pełni to, co domniemane, w tym, co
wypowiedziane, w drugiej - np. wiara religijna - domniemane
nie mieści się w tym, co wypowiedziane. W mowie ewokującej
sens rozwija się w trakcie wypowiadania, znaczenie jest właśnie
ewokowane, wywoływane niejako, co łatwo zauważyć choćby
w dziełach literatury wymagających przecież interpretacji,
gdzie również to, co domniemane, jest nie do końca wypowiada­
ne. Konstytuujące się w tej mowie znaczenie bywa w swej
pierwotności związane z mimiką, gestem, ujawnia się wtedy
zależność duszy i ciała, znika ich rozdział, np. gdy ktoś daje
wyraz swego gniewu, żalu, prośbie etc.
Z punktu widzenia aspektu mito-magicznego kultury na
podobne dychotomiczne funkcje języka wskazywali etnologo­
wie. M o c ą tradycji badawczej skupiali się na tymże aspekcie
podkreślając specjalny status języka towarzyszącego zabiegom
magicznym, rytuałom, całej sferze sakralnej i nadnaturalnej.
Cassirer pisał o istnieniu „funkcji semantycznej" i „funkcji
m a g i c z n e j " j ę z y k a , deskryptownej i kreatywnej, wzajemnie się
przenikających (por. 1946a, s. 282-83; 1953, s. 165-66).
Ponadto ta „ m o w a magiczna" jest swego rodzaju wspólną
częścią, którą dzieli język z mitem, jest pozostałością nie­
gdysiejszej jedności mitu, języka i sztuki (Cassirer I946b,
s. 97-98). Filozof twierdził bowiem, że te trzy formy symbolicz­
ne wyodrębniły się z pierwotnej „mentalnej j e d n o ś c i " w wyniku
wewnętrznego napięcia pomiędzy przedstawieniami subiek­
tywnych wrażeń, a potrzebą skończonych obiektywnych form
i obrazów (por. kaniowskie kategorie) (tamże, s. 88). „Słowo
i magiczna mowa, podobnie jak magiczne wyobrażenie, są
integralną częścią magicznego ś w i a t o p o g l ą d u " - twierdził
Cassirer (1953, s. 40), a echa tego poglądu pojawiają się we
współczesnej refleksji na podobne tematy.
Bronisław Malinowski w Suplemencie do wspomnianej już
pracy Ogdena i Richardsa o języku zauważył:
„Sposób, w jaki pisząc te słowa stosuję go teraz, sposób,
w jaki musi go stosować autor książki, tekstu na papirusie
lub napisu wyciosanego w kamieniu, jest bardzo wy­
szukaną, pochodną funkcją języka. Przy tym sposobie
użycia język staje się skondensowanym odzwierciedle­
niem, rejestracją faktu lub myśli. W swoich pierwotnych
zastosowaniach funkcjonuje on natomiast jako ogniwo
łączące zgodną ludzką działalność, jako część ludzkiego
zachowania. Jest sposobem działania, a nie narzędziem
m y ś l i " (1981, s. 262).
Losy tej ważnej wypowiedzi, a zwłaszcza jej interpretacji,
bywały różne, również z powodu jej nieprecyzyjności, ogólno­
ści. Malinowski wyodrębnił także dychotomiczne: „mowę
w działaniu'' (speech in action) i „ m o w ę narracyjną'' (narrative
speech). Pierwsza obecna jest w rytualnych aktach magicznych,
także w zabiegach magicznych towarzyszących niektórym
czynnościom praktycznym i produkcyjnym, ale bywa również,
że przenika ten drugi rodzaj mowy np. podczas opowiadania,
rozważania zdarzeń w grupie, gdzie korelatem narracyjności są
poszczególne społeczne, umysłowe i emocjonalne nastawienia
(1956, s. 312). W takiej sytuacji narracja, opowiadanie stwarza
nowe więzi i uczucia poprzez emocjonalne oddziaływanie słów.

35

W klasycznym przypadku „kontekstu sytuacji" mowa towarzy­
sząca działaniu zrozumiała jest tylko w połączeniu z tym
działaniem, we wskazanym natomiast przypadku u mowy
narracyjnej odwołanie do działania ma charakter tylko pośredni,
jednak referencyjna funkcja opowiadania jest tutaj wtórna
wobec funkcji społecznej i emotywnej (s. 313).
Do tych myśli, jak również ich interpretacji przyjdzie się
jeszcze odwoływać. Zwróćmy tylko uwagę, że te intencje
poprzedzały późniejsze wystąpienie Austina i jego teorię aktów
mowy. Można by nawet mówić o terminologicznych paralelach,
gdy Malinowski wskazywał na pewne językowe zjawiska,
europejskie i jemu współczesne, np. przysięga, w której zauwa­
żył zróżnicowanie jej „ m o c y " w zależności od tegoż kontekstu
sytuacji (s. 322). Austin mawiał o podobnych akiach mowy
używając określenia „mocy illokucyjnej" wypowiedzi. M a l i ­
nowski tych cennych pomysłów nie rozwinął - chciałoby się
powiedzieć - w pożądanym kierunku, który pozwoliłby na
rozwój tak zapoczątkowanej etnologicznej teorii języka (mo­
wy), choć w pewnym ograniczonym stopniu podjęła te pomysły
późniejsza tzw. etnografia mówienia. Przejął się natomiast
zanadto domniemaną stwórczą mocą słowa w magii, gdy
w rzeczywistości metaforyczna substytucyjność w magii Trob­
riandczyków. którą się zajmował, nie była przez nich po­
strzegana w kategoriach - z europejskiego punktu widzenia
- substancjalnej identyczności (por. Tambiah 1968, s. 198).
Ponadto, podobnie jak w rytuale, emotywne słowa mają jednak
zawsze swą strukturalną i referencyjną podstawę (por. tamże).
Czy zatem przeciwstawienie Wheelwrighta emotywność-nieemotywność języka implikuje dwa skrajne modelowo typy
referencyjności logicznie równorzędne, choć dotyczące bytów
o różnym statusie ontycznym? Podobnie jak w przypadku
przeciwstawienia partycypacja-przyczynowość dotyczącego ty­
pów kosmologii i w tej kwestii nie sposób wyjść poza
intelektualne i językowe uposażenie wpisane w te referencyjno­
ści i nastawienia. Innymi słowy, nie można przeprowadzić np.
postulatu Gódla i stworzyć stosownych środków wykraczają­
cych poza teorię, by z ich pomocą o niej orzekać. Leszek
Kołakowski przy okazji rozważania interesujących nas tutaj
funkcji języka również doszedł do takiego wniosku:
„Uznanie, że język przeznaczony specjalnie do wyrażenia
sfery sacrum nie może być przełożony bez zniekształceń na
język profanum nie sugeruje wcale, że ten ostatni (w
przeciwieństwie do pierwszego) jest naturalny, autentycz­
ny, obiektywny, opisowy, bezzatożeniowy, nadający się do
komunikowania prawdy. Po pierwsze, codzienna mowa
świecka obfituje w słowa, które są obciążone wartoś­
ciowaniem lub odnoszą się do nieweryfikowalnych fak­
tów, w szczególności do naszych stanów 'wewnętrznych'.
Dokładnie 'empiryczny' czy behawiorystyczny język ni­
gdy nie istniał, jest on sztucznym wymysłem filozofów
i p s y c h o l o g ó w " (1986a, s. 94).
Lakoniczne określenie Frederica Jamesona „the prison-house
of language" nie jest czymś nowym w historii refleksji nad
językiem. Zjawisko tzw. terroru słów dostrzegali j u ż Bacon,
Rousseau, Vico, współcześnie natomiast - by wymienić tylko
niektórych - Levi-Strauss, Starobinski, Derrida, wspomniane
już szkoły General Semantics i New Criticism. Jeśli chodzi
o tzw. zasadę relatywizmu językowego (hipoteza Sapira-Whorfa), której nie sposób pominąć w tych rozważaniach, chcielibyś­
my przytoczyć tylko wypowiedź jednego z polskich jej inter­
pretatorów. Anna Wierzbicka we wstępie do książki Sapira
Kultura, język, osobowość napisała:
„Tezę Sapira o 'względności językowej' i o wpływie
języka na myślenie i działanie jego użytkowników inter­
pretuje się niekiedy w duchu skrajnego determinizmu. Jest
to zupełne nieporozumienie. Ani Sapir, ani nawet Whorf
(mimo radykalności niektórych jego sformułowań) nie
twierdzili nigdy, że język określa świadomość. Przeciwnie,

36

Sapir uważał taki pogląd za naiwność. Potenejalnj
w każdym języku można wyrazić wszelkie treści; nie щ
takiej interpretacji doświadczenia, która byłaby nie <j
pogodzenia z jakimkolwiek językiem. Ale jest istotna
różnica między tym, czego dany język 'nie uniemożliwia'
a tym, co dany język podsuwa, ułatwia i sugeruje. j
różnica między myślą potencjalną a myślą 'habitualną"'
(1987, s. 22).
Stąd więc w języku Hopi, wskutek braku podmiotownorzeczeniowej struktury zdań, łatwiej jest mówić o borsuku
kopiącym j a m ę czy goniącym za myszą, niż o „borsuku jak
t a k i m " , p o n i e w a ż tenże borsuk - z powodu językowego haht,
tus - istnieje dla Hopi przede wszystkim sytuacyjnie. Natomiasi
Trobriandczykom, wskutek braku rozróżnienia na obiekt i j „
atrybut, trudno jest oddzielić „ o g r o d n i k a " i „ d o b r o ć " : n i e mają
takich oddzielnych słów, mają natomiast jedno na określenie
ogrodnika, który nie może być ogrodnikiem złym (por. Burszta
1986, s. 54). „ O g r o d n i k " i „ d o b r o ć " stanowią zatem jedną
istotę, nie ma tu substancjalno-akcydentalnych rozróżnień - jak
by powiedział Cassirer. To jest również sprawa arystotelesowskiego kanonu, którego próżno szukać na Trobriandach w takiej
formie, do jakiej przywykł europejski badacz, posługujący się
językiem ukształtowanym w ciągłym wyzwaniu wobec pytań
w rodzaju: „co to jest rzecz?",,,co to jest cecha?", „co to jest
poznanie?", „jakie są warunki poznania?" etc. Kulturowy
dystans ułatwia dostrzeganie tych różnic pomiędzy językiem
„ n a s z y m " a „ i c h " , trudniej natomiast zastosować taką miarę
właśnie wobec tego naszego, indoeuropejskiego języka (czy to
będzie polski, angielski czy francuski), chcielibyśmy w tym
miejscu odwołać się do wspomnianych dwóch szkół, które ten
problem podjęły.
Czołowy przedstawiciel szkoły New Criticism, Kenneth
Burkę, kwestię j ę z y k o w e g o determinizmu podjął w sposób,
który z jednej strony strukturujący wpływ języka rozciąga na
wszelką językową działalność: od języka wiedzy do języki
poezji. Z drugiej natomiast wskazał na pewne cechy lej
działalności, które - wydaje się - łączą wszystkie języki.
Rozważmy - za B u r k ę ' m - takie oto zdanie: „Człowiek idzie
u l i c ą " . Jest to zaiste zdarzenie nadzwyczaj typowe dla kogoś,
kto siedzi przy biurku i spogląda przez okno szukając czegoś, co
mogłoby zostać przedstawione w postaci czysto opisowego
zdania. Burkę stwierdził natomiast, że to zdanie opisowe M
jest. Nie opisuje ono bowiem, czy człowiek jest wysoki, czy
niski, jak jest ubrany, czy jest stary, czy młody; nie wiemy czy
idzie powoli, czy szybko, czy może nawet kuleje albo podpiera
się laską; czy ulica jest szeroka, czy wąska, jaki ma KUI/j
chodnika, czy rosną wzdłuż niej drzewa, jakie są doim
wreszcie jaka to pora roku, dnia, jaka pogoda etc. Jest to więc
„zdanie-tytuł", które w sposób arbitralny opisuje różne sytua­
cje: „sytuację c z ł o w i e k a " , „sytuację chodzenia", „sytuacje
u l i c y " . Prócz tej cechy języka, mianowicie „tytułowania
(entitling) niewerbalnych sytuacji bynajmniej nie w kategorii*
słowo-rzecz, czyli denotacji (Burkę 1966. s. 361), drugą ceclH
jest jego „ s k r ó t o w o ś ć " : używanie słów-abstraklów w rodzaj
„ c z ł o w i e k " zamiast „stary (młody) etc. c z ł o w i e k " itd. Dial*
tyczne środki pozostające do dyspozycji tych językowy
mechanizmów to
- różnej długości werbalne wyrażenie sytuacji niewei
sumujące lub tytułujące tę sytuację;
- to wyrażenie może zostać skrócone, tak że jego czff*
oddawać całość, a więc krótsza część jest wówczas ty
tytułu;
- podobnie rzeczywisty obiekt może pełnić tę samą slkra«F
cą funkcję, np. przedmiot związany z jakąś osobą |
czymś więcej niż nim samym, staje się aspektem i
czy związany z sytuacją np. dom - może być skróten
sytuacji, która miała w nim miejsce - dobrej
z udziałem takich a takich osób itd.
e

а

0

e s (

0

e

0

11

1

|u

, gdy wyrażenie zostaje zredukowane do fragmentu siebie
(słowa), a niewerbalną sytuację reprezentuje jej fragment,
pojawiają się wtedy warunki, w których taki „podsumowują­
cy obiekt"kojarzy się z „podsumowującym s ł o w e m " (tamże,
1.371).
0 ile więc w przypadku rozważanego przez Burke'a języka
Imielskiego można wskazać cechę generalizacji (tytułowanie,
gotowość), to w przypadku Hopi należałoby mówić o parkulacji (nie
oddzielnego, niesytuacyjnego terminu „borj j " ) . W każdym jednak przypadku znaczenie słów uzależ­
nione jest albo od sposobu postawienia problemu, albo od
kontekstu. Nie przypadkiem Burkę dziełu, w którym powyżej
orzedstawione kwestie referuje, nadał tytuł Language as Sym­
bolic Action- Bliski jest tutaj Malinowskiemu; obaj podzielali
pogląd o języku jako formie działania, Burkę poszedł jednak
Jalej i uniezależnił tę cechę od mniej lub bardziej dosłownie
rozumianych działań, a jakich mówił Malinowski. U Burke'a
.IUIO bowiem projektowanie i strukturowanie obrazu rzeczywi­
stości nie wymaga koniecznie stosownych czynności, gestów,
technik, jak to jest w przypadku np. rytuału czy niektórych
jziałań wytwórczych. O ile język opisu nic składa się wyłącznie
zterminów fizycznej miary, matematycznej funkcji, formalno•logicznego związku etc, o tyle zawsze jest wypadkową
kontekstu sytuacji, miejsca, jakie zajmuje w polu semantycz­
nym, będącym tego kontekstu znaczeniową realizacją (por.
Tokarski 1993, s. 355). Nie musi to być sytuacja rytualnego
tańca przy wtórze bębnów, może to być choćby sytuacja
spoglądania przez okno. Ponadto Burkę stwierdzeniami na
lemat natury owego j ę z y k o w e g o tytułowania i skracania,
ufundowanych na odniesieniach typu część-całość, które mogą
nawet symbolicznie wcielać się w konkretne obiekty, wskazy­
wał na źródłową mito-magiczność i emolywność k a ż d e g o
tezyka i ludzkich (kulturowych) nastawień. Bez względu na
iiięd/y-kulturowe podziały, a ze względu na podziały wewnątrz-kulturowe, nasycenie tą magicznością jest odwrotnie
proporcjonalne do nasycenia pytaniami o własną prawomoc­
ność.
Polski badacz - Walery Pisarek - wypowiadał się w podob­
nym duchu na temat perswazyjnego charakteru języka. Zauwa<yl. że taki rodzaj oddziaływania na odbiorcę nie musi być
podejmowany przy pomocy explicite sformułowanych zwrotów
perswazyjnych, często wystarcza bowiem tylko odpowiednia
•elekcja informacji. Oto doniesienie o wypadku samochodo­
wym może być sformułowane np. „Samochód przejechał
przechodnia" albo „Przechodzień wpadł pod s a m o c h ó d " , albo
••Przechodzień padł ofiarą wypadku samochodowego" itp.
•Możliwości jest znacznie więcej - napisał Pisarek - ale i te trzy
wystarczą by wykazać, że pozornie neutralne relacje za każdym
'Нет co innego implikują. Pierwsza sugeruje raczej winę
serowcy, druga - winę przechodnia, trzecia składa odpowie­
dzialność na nieosobowe fatum. Rzeczywiście w oczach prze•todniów samochody na nich najeżdżają, w oczach kierowców
Przechodnie włażą pod k o ł a " (1976, s. 20-21). Ukon­
stytuowane zostały więc. w każdej z tych wypowiedzi, różne
azy jednego i tego samego czasoprzestrzennego wycinka
/"^ywistości, obrazy, które można by odnieść zarówno do
2*'.
których zdarzenie było widziane, jak i owych
•wień, w tym wypadku jednostkowych. Wiemy już, że takie
^wienia bywają również zbiorowe i to one właśnie poddają
najlepiej zewnętrznym procedurom wychwytywania i interL '
należy wszakże do zadań etnografii. Istotna jest tu
. ytuująca funkcja języka, owa pierwotna mito-magiczność,
j ę z y k o z n a w c y określają mianem emotywności czy perm

a

4 4

f

z

a C j l

c o

stawia, również język, jako zbiór skończonej ilości słów, jest
tylko taką mapą rzeczywistości. Podobnie jak mamy mapy
przedstawiające połączenia komunikacyjne, mapy synoptyczne,
stratygraficzne, surowców mineralnych etc, mamy także języ­
kowe mapy przedstawiające procesy ekonomiczne, ruchy cząs­
tek elemntarnych, miłosne uniesienia czy obrazy za oknem. Nie
możemy bowiem ująć jednoznacznie w słowa nieskończonej
ilości zjawisk zachodzących na poziomie mikroskopowym
niedostrzegalnym przez zmysły czy nieskończonej liczby poru­
szeń naszego ducha, wymykających się naszej introspekcji...
Jeden z kontynuatorów tej teorii, wspomniany wcześniej
Samuel Ichije Hayakawa, twierdził, że posługujemy się wyłącz­
nie takimi właśnie etykietkami wziętymi z różnych poziomów
abstrakcji i wszystko o czym m ó w i m y to abstrakcje (1965).
Wyobraźmy więc sobie taką drabinę abstrakcji w formie pytań
i odpowiedzi:
„ C o to jest w ą ż ? "
(1) „Zwierzę z rodziny g a d ó w " .
„ C o to jest z w i e r z ę ? "
(2) „Organizm ż y w y " .
„ C o to jest 'organizm'?"
(3) „Pewien układ biologiczny".
„Czy zatem człowiek to organizm żywy, z w i e r z ę ? " itd.
To tylko trzy ogólnikowo przyjęte szczeble, a już pojawia się
zagrożenie pomieszania pojęć, np. że człowiek jest zwierzę­
ciem. Jest nim oczywiście, ale pod pewnymi warunkami, które
często są pomijane, ponieważ uwzględnienie ich pociąga
konieczność żmudnego budowania sąsiadujących pięter abs­
trakcji, które następnie należy porównywać, selekcjonować,
uwzględniać różne metafizyczne przesłanki etc.
Rozważając rzeczy jakby „od d o ł u " abstrakcji mielibyśmy:
(1) węża poznawanego przez naukę (procesy fizyczne, bio­
chemiczne, motoryczne e t c ) , z użyciem stosownej apa­
ratury badawczej i z uwzględnieniem aktualnego stanu
wiedzy;
(2) węża jako obiekt potocznego doświadczenia, który nasz
system nerwowy wyselekcjonowuje z węża — procesu
(por. wyżej);
(3) słowo „ w ą ż " , które jest n a z w ą nadawaną obiektowi
z poprzedniego poziomu, które tym obiektem nie jest
i pomija szereg jego charakterystycznych cech;
(4) słowo „ w ą ż " , które wskazuje szereg cech charakterys­
tycznych pewnego zbioru obiektów: „ w ą ż , " , „ w ą ż , " . . .
, , w ą ż " , pomija jednak typowe cechy poszczególnych
obiektów;
(5) słowo „ w ą ż " , k t ó r e umieszcza powyższy zbiór w zbio­
rze szerszym nazwanym słowem „ g a d " itd.
Już mając wiedzę z (4) łatwo o pomieszanie poziomów
abstrakcji: zwykle jadowitego i niebezpiecznego węża „z
g ł o w y " ł ą c z y m y z innym zobaczonym na leśnej ścieżce: nazwa
i pełzające stworzenie stają się tym samym. Czasem po chwili
zauważamy, że to tylko np. niegroźny padalec, który zresztą nie
jest wężem. Tak ustanowiona „negatywna analogia" może się
jednakowoż utrwalić. Został tutaj pominięty ów wymiar głębo­
kości, zróżnicowanie na plan pierwszy i tło, o którym mówił
Cassirer, wymiar, który ujawnia się dopiero wtedy, gdy prze­
prowadzimy - jak wyżej - proces ustanawiania kolejnych
abstrakcji.
Mechanizm powyższy związany jest ze strukturą znaczenia
jednostek językowych. By pozostać przy przykładzie z „wę­
ż e m " zauważmy, że o denotacji tej nazwy (znaczeniu ekstensjonalnym, relacji nazwa-desygnat) można mówić wówczas,
gdy wskazujemy obiekt nazwany „ w ą ż , " lub „ w ą ż , " lub ... lub
„ w ą ż " . M a to jednak miejsce stosunkowo rzadko, zwykle
bowiem wypowiedzi mają równocześnie charakter zarówno
ekstensjonalny, jak i intensjonalny (konotacja). Zdarza się
również i tak, że mamy do czynienia wyłącznie ze znaczeniem
intensjonalnyin, np. w zdaniu: „Anioły patrzą w nocy na moje
n

n

zbliżonym duchu utrzymana jest argumentacja szkoły
»ykl
J założyciel Alfred Korzybski (1948)
4^ 'nawiać, że podobnie jak „mapa nie jest terytorium".
Р^У pomocy umownych znaków to terytorium przed­
;

S e m a m i c s

J c

37

ł ó ż k o " . N i e znaczy to jednak, że anioły nie patrzą; o wyłącznej
intensjonalności znaczenia decyduje jednak to, że nie możemy
tego zmierzyć, sfotografować, dotknąć, zobaczyć itd. Słowem,
nie istnieją empiryczne procedury weryfikacji-falsyfikacji tej
wypowiedzi, które pogodziłyby potencjalnych dyskutantów, np.
mistyków i agnostyków. Takie procedury można natomiast
z całą pewnością zastosować wobec wypowiedzi o znaczeniu
wyłącznie ekstensjonalnym, np. ,,Ten pokój ma 5 m d ł u g o ś c i " .
Porozumienie jest tu pewne, choćby nie wiadomo jak wielkie
było pomieszanie dyskutantów w tymże pokoju zgromadzonych
(por. Hayakawa 1965, s. 59).
Z denotacją mamy zatem do czynienia wtedy, gdy nazwa
odnosi się do konkretnego obiektu lub klasy obiektów, konota­
cja natomiast to treść charakterystyczna nazwy, zbiór cech
wyróżniających obiektu, lub klasy obiektów. W przedstawionej
drabinie abstrakcji węża przynajmniej od poziomu (3) zaczyna
się proces konotowania, nadawania znaczenia intensjonalncgo
nazwie i wraz z kolejnymi szczeblami tak rozumianego „od­
dalania" się od obiektu, znaczenie ekstensjonalne ustępuje pod
naporem znaczenia intensjonalnego. Hayakawa zwrócił uwagę
na to, że istnieją dwa rodzaje konotacji: informacyjna i afektywna. Ta pierwsza to społecznie podzielane, nieosobistc znacze­
nia: „ w ą ż " - zwierzę z rodziny gadów, bywa jadowty itd. (por.
tamże, s. 83). Druga to auta osobistych odczuć, które otaczają
nazwę: „ w ą ż ' ' - np. jadowity, oślizgły, ale mogą to być odczucia
zupełnie przeciwstawne. Afeklywne konotacje mogą wszakże
służyć przydawaniu etykietek ludziom: „ w ą ż " , a jeszcze lepiej
- ,.żmija"czy np. „ k o c i a k " , „ s u k a " , „ m ł o t e k " e t c . (por. tamże,
s. 84-85). Słowo jest wówczas składnikiem przynajmniej
dwóch pól semantycznych, np. „ ż m i j a " — należy zarówno do
pola nazw zwierząt, jak i do pola ocenianych negatywnie
postaw. Hayakawa nie wspomniał tutaj o konotacjach kulturo­
wych: nazwa „ w ą ż " b y w a czasem zupełnie pozbawiona znacze­
nia ekstensjonalnego - wąż z Raju, egipski wąż Apophis,
aztecki wąż Quetzalcoatl etc. - i bliska jest takim obiektom jak
np. jednorożec, którego nazwa denotacji w ogóle nie ma.
By jednak pozostać przy zjawiskach bardziej współczesnych
niż starożytne mitologie posłużmy się przykładem, który podał
Hayakawa, znamiennym dla kraju, w którym przyszło mu
tworzyć - kulturowego i narodowościowego tygla. A zatem
takie np. zdanie jak „Pan Miller jest Ż y d e m " posiada niemal
nieograniczoną gamę afektywnych konotacji. Nieważne, że
panu Millerowi można przypisać tysiące abstrakcji np. „lewo­
r ę c z n y " , „ o j c i e c " , „amator golfa", „ h a n d l o w i e c " , „Bostończyk" itd. W a ż n e jest, że wiele z nich można odczytać
z natychmiastową afektywną konotacją, że ekstensjonalny pan
Miller „zrasta s i ę " natychmiast z intensjonalnym Żydem, który
jest w głowie i który bywa też w niepisanych zasadach
kulturowej identyfikacji. A więc jeśli pan Miller jest ortodok­
sem, to znaczy, że „nie chce się a s y m i l o w a ć " ; jeśli rezygnuje
z ortodoksyjności to znaczy, że „wszędzie się wpycha". Jeśli
odnosi sukcesy w biznesie, to znaczy, żc „jest sprytny",gdy
jest natomiast skromnym sklepikarzem, to znaczy, że „nie
ujawnia swych ciemnych i n t e r e s ó w " etc. (s. 204).
Doszliśmy więc do momentu kiedy konotacja utrwala się
w postaci stereotypu (np. „wąż - j a d o w i t y " , „ Ż y d - f a ł s z y w y " )
lub mitu (węże w rozlicznych religijno-mitycznych panteonach,
„Żydzi-mordercy Chrystusa", „ ż y d o - m a s o n e r i a " itp.). Jednak
próba ustalenia zasad wzajemnego wpływu w relacji: konotacje
afektywne-konotaeje kulturowe byłaby przedsięwzięciem po­
dobnym do przysłowiowego sporu o pierwszeństwo jajka i kury.
Chcemy natomiast wykazać, że cechy takiej oto emotywnokonotatywno-ewokującej referencyjności języka związane są
właśnie z owym mito-magicznym nastawieniem, partycypacją,
w odróżnieniu od przyczynowości i w odróżnieniu od referen­
cyjności nieemotywno-denotatywno-dyskursywnej. Takie bo­
wiem „ s k a k a n i e " po szczeblach tej drabiny abstrakcji, miesza­

38

nie porządków denotacji i konotacji, signifić i signifiant, g j ^
każdy ze szczebli jest odrębnym systemem znaczeniowym
niesprowadzalnym do systemów sąsiednich bez uwzględnienia
różnic zakresów pojęciowych, taki proces zrastania się naz
i rzeczy, istot i przypadłości, własności i przedmiotu, z dodai
kowym aksjologicznym korelatem, jest działalnością mit
logiczną, swoistą j ę z y k o w ą magią. W taki oto sposób powstają
wtórne systemy modelujące, zaprojektowane w granicach okre
słonych kosmologii, dające różne modele świata, obrazy, które
są symboliczne, ponieważ są konotowane (por. Barthes 19.85
s. 293).
Philip Wheelwright określił język emotywnej referencyjności, język mitu, religii, literatury, mianem języka diaforycznego
(1974, s. 158). Diafora to tautologiczny zwrot zbudowany
powtórzeniu słowa, skojarzonym ze zmianą jego znaczenia, np
„Żyd jest Ż y d e m " , „Biznes to biznes" itp. Każdy z nich
wygląda jak zwykłe zdanie, ale żaden zdaniem nie jest. Zwrot
len rzuca bowiem swoisty j ę z y k o w y most pomiędzy dwom
poziomami abstrakcji. Pierwsze słowo aktualizuje inne skład­
niki znaczeniowe niż drugie. Pierwszy „ b i z n e s " denutuje
rozważaną transakcję, drugi „ b i z n e s " wprowadza konotację
słowa: może to być np. „brudny biznes". Nie jest to zdanie
informacyjne a projektujący zwrot, który rozmowę kieruje
w kierunku zgodnym z konotacjami słowa (por. Hayakawa
1965, s. 220). W myśl zatem mito-logiki oba „biznesy" zrastają
się wchodząc następnie w ogół nastawień wobec świata,
w kosmologię jednostki czy grupy.
Hayakawa potwierdził pośrednio poczynione powyżej stwie­
rdzenia o fundamentalnej mito-magiczności języka gdy mówił
0 „intensjonalnej orientacji, n a s t a w i e n i u " (podkr. JB).
klóre ignoruje kontekst, ma skłonność do automatycznych
reakcji, miesza poziomy abstrakcji, przecenia podobieństwa
w przeciwieństwie do różnic (s. 279). Sam Korzybski nazwał
zresztą swoją teorię systemem niearystotelesowskim („nonAristotelian system"), przez co chciał wskazać na nadużycia
dwuwarlościowcj logiki w życiu codziennym; na przykład
w zdaniach „Miller jest albo sprytny, albo ukrywa swoje
interesy", „jeśli j a mam rację to wszyscy inni nie". „Żyd jesl
Ż y d e m " . Z n a n y j u ż nam ostatni zwrot wydaje się kalką prawa
tożsamości, a nim przecież nie jest i - co więcej - wymyka się
regułom formalno-logicznej oceny (por, tamże, s. 242). Jeśli
pamiętamy uwagi Cassirera na temat skłonności myśli mitycz­
nej do jednoznacznych, bezwarunkowych rozstrzygnięć i poró­
wnamy je ze spostrzeżeniami Korzybskiego, to przyjdzie
stwierdzić, że dla mitu nie ma zaiste granic, potrafi naw.:
wprząc do swojego dzieła oręż, którego zadaniem jest tego mim
unicestwienie. Prawo logiki formalnej może być bowiem
stosowane tylko w związku z innymi prawami tejże logik'
w innym wypadku pada ono łupem mitu, podobnie jak wiek
spopularyzowanych teorii naukowych czy systemów filozoficz­
nych. Erie Gould uznał mit raczej za „ekspandującą konteks­
tową strukturę" aniżeli coś w rodzaju powracającego motyw"
Nawet zdemaskowany odradza się on wciąż w innym miej*'
w

0

n a

a

1

11

1 w innym przebraniu (Gould 1981, s. 177).
Konkluzja Hayakawy jest pesymistyczna:
„Obraz rzeczywistości, który tworzymy w naszych umy
łach bez świadomości ciągłego abstrahowania nie ft
' m a p ą ' j a k i e g o k o l w i e k istniejącego 'terytorium
świat iluzji. W tym świecie nigdy-nigdy wszyscy Ży **
oszuści; wszyscy 'kapitaliści' to spasieni tyrani, p *drogie cygara i zgrzytający zębami na związki zawdc^W tym świecie także wszystkie węże są jadowite, w ?
kie wdowy i sieroty godne ubolewania, zawadzaj*
samochody należy pouczać kopaniem w dekiel, а к •
mówiący z obcym akcentem jest komunistycznym szr
g i c m " (s. 208).
^
Ernst Cassirer określał m o w ę mianem „odwiecznego
uau*
m i t u " ( I946b, s. 84). Gould, którego uznajemy za kontyt"
s

0

8

sz

„wsi' Cassirera. stwierdził, ze „ m i t y c z n o ś ć " to nieprzezwycię/aina własność języka. Ta natomiast związana jest z niemożnoś­
cią wypełnienia semiologicznej przerwy pomiędzy słowem
aeczą, tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne (1981, s.
j4) na co wskazywał również Cassirer gdy mówił o napięciu
jedzy przedstawieniami subiektywnych wrażeń a potrzebą
kończonych obiektywnych form i obrazów. Centralne z. punktu
Rdzenia etnografii kulturowe zjawisko - mityzacja, proces
woistej wewnątrzkulturowej konotatywnej dialcktyki, ma swój
ł y k o w y fundament.
Aspektem wskazanej konotatywności języka jest jego figura­
tywność. Kenneth Burkę zauważył, że ukazany przez niego
nroces skrótowości języka, gdzie jeden element kontekstu
używany bywa jako reprezentacja całości, nie jest rzadkością.
Uzyskaną wskutek tego figurę retoryka nazywa synekdochą;
dzięki niej część ma zastępować całość (1966, s. 371).
Burkę określany przez niektórych z racji typu refleksji nad
językiem i literaturą mianem „ l o g o l o g a " (logologist) (Sapir,
Crocker 1977) słusznie zauważył, że tematyka zainteresowań
folklorystyki zderza się z problemami poetyki i retoryki.
Stwierdził dalej, że kwestią pojawienia się mitów w dziejach
powinna zajmować się folklorystyka i antropologia, studiowa­
niem natomiast motywów i struktury mitów jako form narracyj­
nych mających swój początek, środek i koniec - poetyka (Burkę
1966,s. 382). Nic jest to pomysł zupełnie nowy, nie wywodzi się
również z uznania immanentnej konotatywności języka, jako
senus proximum wobec zarówno jego mito-magiczności, jak
\ figuratywności. Te dwie cechy języka wydają się natomiast
dwiema stronami tego samego medalu. A zatem nie formalne
podobieństwo pomiędzy mitem i literaturą, magią i poezją jest
głównym wyróżnikiem ich analogiczności. Ta jest tylko wypa­
dkową „natury j ę z y k a " , w tej bowiem „ n a t u r z e " , w tym
mito-logicznym współczynniku zakorzenione są wspomniane
formy użycia słowa i formy symbolizacji, w tym
figuratywności
myślenia.
Pragniemy wykazać żc istnieje pewien wspólny fundament
dla wszelkiej sztuki słowa, że konotalywność myślenia jest
wypadkową konotatywności języka i vice versa. W szczególnoSciinteresują nas afekty wne i kulturowe odmiany konotatywnofei,czy będzie to słowo w rytuale inicjacji lub ludowym eposie,
czy słowo liryki lub - dajmy na lo - XIX-wieczncj prozy.
Zgodni jesteśmy tutaj z poglądem czołowego przedstawiciela
nurtu mitograficznego w literaturoznawstwie. Richarda Chase'a, który stwierdził, że „magia i literatura spotykają się
w micie" (1966, s. 73). Badacz ten nie usiłował rozstrzygać
o domniemanej pierwotności jednego z dwojga - mitu lub
mowy. Na prymat pierwszego wskazywali np. romantycy
(Herder, Schclling), drugiego natomiast - szkoła tzw. mitologii
Porównawczej (Max Muller, Adalbert Kuhn) (por. Cassirer
!946b. s. 85). Tego typu „ g e n e a l o g i c z n e " spory należą j u ż
* tym typie literaturoznawstwa do przeszłości, podobnie jak
pierwszeństwo rytuału lub mitu prowadzony swego czasu
etnograficzne szkoły rytualizmu i funkcjonalizmu (por.
Mieletynski 1981. s. 45-53).
Nie podążamy jednak tropem krytyki, którą Haskell M . Block
«lil mianem „literackiej antropologii" (1966, s. 135). Ta
'*?eła się, z inspiracji klasycznej antropologii brytyjskiej, od
" «pcji tzw. rytualistów (Harrison, Cook, Murray), którzy
Jaśnie w rytuale i w micie szukali podstaw poetyckiej
y°braźni (tamże, s. 130), szczytowym natomiast jej momenJ* M a tzw. krytyka archetypowa i wystąpienie jej głównego
Pffcdst awicicla Northropa Frye'a. Badacz ten nie wyszedł
*dnak poza formułę postrzegania literatury jako pewnego
m

tr

k

n

1

nu.

~ zbioru kulturowych zachowań (tamże, s. 135). Fryc
zrzucił nigdy poglądu, że Złotą Gałąź Frazera należy
przede wszystkim za studium z dziedziny krytyki
^ • k i e j , co zaciążyło na postrzeganiu literatury głównie ze
Sędu na obecność w niej archetypicznych obrazów, analogi­

ite

cznych od tych obecnych w micie i rytuale. Pośród ant­
ropologów miał wszakże sojusznika w Malinowskim, który
również uważał, że mit jest pierwowzorem literatury (por. 1958.
s. 517-18).
Przytoczone zdanie Chase'a ważne jest również ze względu
na stopień ogólności, z jakim mamy rozważać mito-poetyckie
filiacje. Pójdziemy tutaj śladem wyznaczonym przez wystąpie­
nie Giambattisty Vico, którego ustalenia są bliskie koncepcji
pierwotnej jedności form konceptualizacji rzeczywistości
-Cassirera, homogeniczności u m y s ł u - H o r t o n a czy tożsamości
logiki - Lćvi-Straussa. Swoją antyoświeceniową postawą ten
oświeceniowy myśliciel poprzedzał późniejsze antysejentystyczne i antyrelatywistyczne poglądy wymienionych badaczy.
Jego pogląd nie różnił się od poglądu oświecenia w do­
strzeganiu zmiany ludzkich instytucji, które począwszy od
pierwotnego stanu „ b e s t i o n e " , c z ł o w i e k a pierwotnego, osiągają
etap zwany cywilizacją. Jednakże zjawisko to - według Vico
- nie jest jakimś ruchem ad infinitum, a pewną wymiennością
procesów. „Niekiedy świat staje się znów barbarzyński, ponie­
waż w chwilach takich duch ogarnia i ożywia cały świat swą
niepowstrzymaną s i ł ą " - skomentował tę myśl etnolog i folk­
lorysta Giuseppe Cocchiara (1971, s. 125). Tak rozumia­
ny „ b e s t i o n e " jest wciąż w nas obecny. Vico dodał jednak, żc
„ b e s t i o n e " - chciałoby się rzec - pierwotny, nie rozróżniał
fantazji i rozumu, nie jest pewne czy myślenie w ogóle istniało
wówczas jako odrębny rodzaj konceptualizacji. M i t , myślenie,
poezja byty niewyodrębnionymi częściami postawy wobec
świata, co zresztą - według Vico - jest dla człowieka typowe:
„Umysł ludzki z natury swej znajduje upodobanie w unifikacji"
(1966. s. 104). Ta „metafizyka uczucia i w y o b r a ź n i " ( t a m ż e , s
167) jest pokrewna pierwszym systemom filozoficznym,
w szczególności niezwykle poetyckim ujęciom w poglądach
greckich filozofów przyrody (Tales, Anaksymandei, Anaksymenes). To oni, szukając w odwiecznych żywiołach - wodzie
czy powietrzu - owej archć, zasady i początku, sięgali jeszcze
do wyjaśnień typu mitycznego, które tłumaczą zjawisko po­
przez wskazanie jego genezy.
Na takim etapie rozwoju, tym razem poezji, umieścił Vico
milo-poezję Homera, który posługiwał się jeszcze naturalną
niejako metaforyeznością ówczesnego języka. Pogląd ten po­
twierdziła Olga Frcidenberg:
„Homer mógł powiedzieć'żelazne niebo', 'żelazne serce'
dlatego, że niebo, człowieka, serce człowieka reprezen­
towało w micie żelazo. Później jeden synonim, 'żelazne
serce', uzyskuje w myśleniu pojęciowym przenośny sens
'nieugiętego', 'srogiego' serca; jednakże 'żelazne niebo'
nadal pozostaje obrazem mitologicznym w jego sensie
dosłownym 'nieba z żelaza', i w archaicznym, przedpojęciowym eposie metaforą się nie staje" (1983, s. 331).
Tak rozumiana metafora, „forma obrazu w funkcji pojęcia"
- jak ją określiła folklorystka, nie jest jeszcze przenośnią
w rozumieniu typowym dla wyodrębnionej później poezji
klasycznej. Analogia antyczna „poszukuje całkowitej tożsamo­
ści semantycznej obydwu swych członów. A jest to możliwe
jedynie na gruncie obrazów mitologicznych" (tamże, s. 333).
Ale i krąg takich metafor musiał być zawężony do zjawisk
wypełniających mitologię - pogodowych, rolniczych, chtonicznych. „Kiedy Sofokles mówi 'bezowocna choroba', trzyma się
mitologicznych obrazów ' b e z p ł o d n o ś c i ' j a k o suszy, jako śmier­
ci, i 'choroby'jako złowróżbnej kobiety, niezdolnej do wydania
potomstwa" (tamże). Perswazyjność takich mito-poetyckich
analogii mogła być rzeczywiście doskonała, mniejsza jest
w przypadku poezji klasycznej, zupełnie umowna natomiast jest
analogia w nauce.
Automatyzm w podejściu do zjawisk kultury i do innych
kultur obcy był już Vico, a spośród myślicieli doby oświecenia
podobną postawę wykazywał chyba tylko Jan Jakub Rousseau,
którego Levi-Strauss uznał za pioniera nauk społecznych. Autor

39

Nauki nowej głosił konieczność traktowania ludzkich instytucji
bez uprzedzeń i gotowych schematów, co dotyczy zarówno
ludów „ c y w i l i z o w a n y c h " , jak i „barbarzyńskich". Wszystkie
one mają bowiem jakąś religię, instytucję małżeństwa i wszyst­
kie grzebią zmarłych. Te trzy wyznaczniki są - podkreślał Vico
- dowodem na istnienie „wspólnego pierwiastka prawdy".
Ostrzegał równocześnie: „konieczne jest, aby wszystkie narody
zrozumiały, że jeśli wszędzie cywilizacja rozpoczęła się od
trzech zwyczajów, to należy przestrzegać ich jak najskrupuiatniej, aby świat nie popadł w stan zwierzęcy i nie stał się
ponownie wielką p u s z c z ą " (1966, s. 333). Jest tu zatem
i poczucie istnienia pewnych powszechników ducha ludzkiego,
i szacunek dla inności. „Taka jest natura rzeczy, że powstają one
w określonym czasie i w określonych warunkach! Ilekroć
pojawiają się takie określone warunki, powstają rzeczy takie,
a nie inne" (tamże. s. 147). Te słowa myśliciela winny być
maksymą każdej metodologicznej procedury.
Po znacznym osłabieniu oświeceniowego mechanistycznego
materializmu przyszedł czas kontynuatorów Vikianskicj myśli.
Ideolog romantyzmu - Fryderyk Schelling - na sto lat przed
Chase'm powiedział, że poezja i filozofia to odgałęzienia ze
wspólnego pnia - mitu. Pisał w swojej Philosophic
der
Mythologie:
„W mitologii nie mogła działać filozofia, szukająca postaci
dopiero w poezji, natomiast filozofia ta była sama w istocie
rzeczy równocześnie poezją; i odwrotnie: poezja, która
tworzyła postacie mitologii, nie była w służbie różnej od
siebie filozofii, lecz sama w swej istocie była również
działalnością tworzącą wiedzę, czyli filozofią. To ostatnie
zapewne sprawia, że w wyobrażeniach mitologicznych
prawda nie będzie jedynie przypadkiem, lecz pewnego
rodzaju k o n i e c z n o ś c i ą (podkr. JB); to pierwsze - że
poetyckość mitologii nie jest zewnętrznym dodatkiem,
lecz tym, co wewnętrznie istotne i dane przez samą m y ś l "
(cyt. za: Weimann 1969, s. 313).
Teorie mówiące o istnieniu jakiejś mito-poetyckiej epoki,
włączając Vikiańską i Schellingiańską. należą już zapewne do
przeszłości. Można je uznać za przejaw dążenia, typowego dla
każdej filozofii dziejów, do znalezienia w historii pewnej
linearnej logiki rozwoju. Współcześni tworzeniu tych koncepcji
„ d z i c y " czy tzw. warstwy niższe narodów europejskich byli.
w myśl zarówno idei romantycznych, jak i późniejszych
- ewolucjonistycznych, „ ś l a d e m " tej odległej epoki. Znalazły
się także dowody w postaci najstarszego piśmiennictwa filozofi­
cznego czy antycznego dramatu i liryki, które, wraz z obecnymi
jeszcze „ p r z e ż y t k a m i " w folklorze i tzw. kulturze ludowej,
doprowadziły do stworzenia obrazu tej mito-poetyckiej epoki.
Tymczasem przed Sokratesem świata nie zaludniali wyłącznie
proto-filozofowie i proto-poeci, a XIX-wieczni chłopi nie
zajmowali się wyłącznie świętowaniem, odczynianiem uroków
i śpiewaniem pieśni w czas żniwa. Świętowali, odczyniali uroki
i śpiewali także nie-chłopi. W najnowszej polskiej myśli
etnograficznej tradycje tych XIX-wiecznych idei są wciąż silne,
mimo wygłaszanych deklaracji o „zmianie paradygmatu",
mimo raz - podkreślania związków z różnymi -izmami, innym
natomiast razem - od tych -izmów się odżegnywania.
Wracając do Vico i wyznaczanych przez niego drogo­
wskazów, zatrzymujemy to. co w jego nauce trafne. To
mianowicie, że wciąż trwa proces dyferencjacji. wyodrębniania,
mutacji różnych nastawień, kosmologii, dyskursów, form twór­
czości, mających istotnie wspólne, choć wirtualne źródło.
Określamy je jako wirtualne, ponieważ trudno w jego wskaza­
niu osiągnąć więcej, niż. modelowy tylko zarys, i na pewno nie
było ono hegemonem jakiejś epoki. Nie wyjdziemy więc dalej,
niż powtórzenie za Cassirerem. że m i l . język, sztuka i wreszcie
nauka zakorzenione są we wspólnym symbolicznym i apriory­
cznym fundamencie, który jest - tym samym - ich uzasad­
nieniem. W każdej z tych dziedzin obecne są zatem elementy

40

pozostałych, w tym zwłaszcza język można uznać za szczegó]
medium pomiędzy magicznością i krytycznością, mitem i пац
ką, konotacją i denotacją. Natomiast o w ą mito-poetycką epob
„ b e s t i o n e " możemy potraktować jako pewną przenośnię, słu^
cą ukazaniu źródłowej jedności symbolicznych form.
I.G. Frank-Kamieniecki, współczesny Oldze Freidenbero
badacz mitu, który również dostrzegał oczywiste jego zwią^j
ze sprawami interesującymi poetykę, połączył te dwie sfery
wyjaśniając genezę metafory. W pierwszym tomie zbioru
Sowietskoje jazykoznanije z 1935 roku napisał, że metafora
poetycka i obraz mitologiczny są tymi samymi formami
poznania - konkretu poprzez konkret. Wniosek ten wywodził
z faktu wzajemnej inspiracji, j a k ą pomiędzy tymi dwiema
formami twórczości można dostrzec, zwłaszcza w przypadli
poezji starożytnej (por. wcześniejsze uwagi Freidenberg). ]\[j
znaczy to, że przynależność do wspólnej nierozczłonkowanej
„ideologii" (my powiedzielibyśmy - kosmologii) przesądza
o genetycznym pierwszeństwie mitu wobec twórczości poetyc­
kiej (za Faryno 1983, s. 321). Badacz napisał:
„Początkowo jednak obie dziedziny rozwijały się w ścis­
łym powiązaniu: poezja czerpie surowy materiał z mitu
mitologia zaś wykazuje pierwiastki twórczości poetyc­
kiej w procesie przeformowywania zapatrywań tradycyj­
nych. Dualizm fantastycznego i realistycznego poczucia
świata znajduje wyraz w micie nie w sprzeczności dwu
światopoglądów, lecz w przeciwstawieniu dwu przestrzen­
nie odgraniczonych światów, z których o b y d w a
uznaje się
za
r e a l n e " (podkr. JB) (cyt. za:
Faryno, s. 321-22).
Ernst Cassirer upatrywał w metaforze rodzaj łącznika pomię­
dzy językiem i mitem; na styku tych sfer właśnie powstaje
metafora. Zarówno mowa. jak i mit mają więc pierwotnie
metaforyczny charakter (1946b. s. 84-85; 1953. s. 141),
Marburczyk twierdził, że to. co wyraża poezja, nie jest ani
mitycznym słowem-obrazem bogów i demonów, ani nie jest tez
logiczną prawdą abstrakcyjnych uwarunkowań i związków
Świat poezji stoi z boku obu jako świat fantazji, ale jest takim
rodzajem fantazji, że królestwo czystego uczucia może znaleźć
w nim swój wyraz i osiągnąć pełne i k o n k r e t n e spełnie­
nie (1946b, s. 99). W tym znaczeniu metafora nie jest tylko
określeniem jakiejś kategorii w terminach innej kategorii, ale
sama jest przejawem powstania kategorii zupełnie nowej
(tamże, s. 88), a prawda poezji, podobnie jak prawda mitologii,
jest „pewnego rodzaju koniecznością" - jak by powiedział
Schelling. Jest to konieczność z punktu widzenia przyjętych
reguł i kontekstu sytuacji, na co wskazywał Malinowski, np
w rytuale czy magii. Nieobce jest to również literaturze, czy to
będzie poezja, czy proza, ponieważ chce ona uzyskać ontyczm
status mitu poprzez eksploatację samego języka, poprzez
stawanie się kulturowym dokumentem uzależnionym wc
języka, wreszcie poprzez próbę przemyślenia kwestii spotó*
nego kompromisu w kategoriach interpretacyjnego proces"
(Gould 1981, s. 129). Ten proces jest natomiast zawsze
koniecznym warunkiem zarówno mitu, jak i literatury (tam/
112). Słowo staje się słowem mitycznym lub poetyckim W
wtedy, gdy ma miejsce jego interpretacja, konstytuowani'
w jakimś konkretnym kształcie.
ne

e

1

1

Rzecz jasna ramy tej konkretności wyznaczane są P *'
jednostki lub gremia: od samotnic przeżywającego P ^ *
słowo, po zbiorowo celebrujących rytuał - sporządzony * ^
mitycznego scenariusza. W tym znaczeniu nie można rtw"
o „ ż y w y m " o d b i o r z e literatury czy o „ ż y w y m " micie. J^sM
to tylko bierny odbiór czy mechaniczne odtwarzanie. А г
kronika pewnych wypadków miłosnych pozostanie re
tylko pewnych faktów i nie stanie się - powiedzmy •
wypadków miłosnych Konwickiego, o ile nie zostanie |
czytelniczej interpretacji, pewnemu nastawieniu lub
nastawienia nie wywoła. Podobnie ceremonia przyj
0

eCI

„eona akademickich czeladników zyskuje swą konkretność.
Syrnboliczno-egzystencjalne doznania obiektu tej inicjacji
-iązane są ze zmianą statusu zawodowego i społecznego.
2drugiej strony prawda tej ceremonii zyskuje wymiar niezbęd­
ności z racji pewnej konieczności kulturowej, w tym wypadku
^tu podejmowanego w pewnej zawodowej i środowiskowej
irrupie. będącego jednym z fundamentów tę grupę konstytu­
ujących- Powieść - tylko jako kronika - czy rytuał - tylko jako
zbiór przepisanych zachowań - jest wyłącznie pustą formą,
metajęzykowym odniesieniem dla społecznej rzeczywistości.
Literatura i mit tylko wtedy pełnią wobec rzeczywistości
sensotwórczą rolę, gdy ma miejsce „zdarzenie czytelnika-wtekście" lub „zdarzenie tekstu-w-czytelniku",jak to obrazowo
ujął Erie Gould (tamże, s. 130).
,.Mitopoetycka wyobraźnia' 'jest - według Goulda - nie tylko
źródłem mitu i literatury. M i t możemy bowiem odnaleźć
w każdym miejscu szlaku, którym człowiek podąża w inter­
pretacji swego miejsca na ziemi: w wartościach i ich negowaniu,
w alegorii i tautologii, w fantazji i w logice, archetypie
i metaforze etc. (tamże, s. 4-5). Przypomnijmy tylko o w ą
„tautologię", która wciela się w diaforę (Żyd jest Żydem) czy
ową „dysjunkcję", która wciela się w stereotyp („Miller jest
albo sprytny, albo ukrywa swoje interesy"). Dodajmy jeszcze,
że obecność mitu nawet w epistemologii i w logice dostrzegał
również Leszek Kołakowski (1986b).
Uznać zatem wypada mit za jeszcze jeden teoretyczny
konstrukt. Bo czyż mitem nazwać można np. obecność spetryftkowanych reguł logiki formalnej w tworzeniu stereotypów
-konotatywnych przedstawień w ramach procesu identyfikacji
kulturowej? Nie można nazwać również tego procesu mitologią,
choć zbiór takich i innych przedstawień może się złożyć na
pewien wytwór, który nazwalibyśmy - z pewnymi zastrzeżenia­
mi - mitologią narodową. Erie Gould wskazał taką właśnie
nadrzędną kategorię - mityczność. Mityczność, która tkwi
w języku, w semiologicznej luce pomiędzy zdarzeniem i zna­
czeniem, którą język usiłuje zapełnić. Jest ona źródłem metafory.symbolu, archetypu, sacrum. Gould nie ukrywał inspiracji ze
strony Rolanda Barthes'a, który napisał w 1971 roku: „mit
współczesny jest bowiem nieciągły, już nie ujawnia się w wiel­
kich opowieściach, lecz w samym 'dyskursie'; jest raczej
frazeologią, zbiorem zdań (stereotypów); mit zniknął, lecz
pozostała - bardziej podstępna - mityczność (le mythique)"
iBarthes 1971, cyt. za K u ź m a 1986, s. 63).
Oto kilka cennych uwag Erazma Kuźmy na temat tejże
mityczności:
„(...) uznaje się j ą za zjawisko językowe, a nie tylko
literackie, a więc staje się raczej pojęciem stylistycznym
niż genealogicznym; implikuje odprzedmiotowienie, abstrakcjonizację, współoznacza więc raczej strukturę niż
temat; nie jest skupieniem organizującym się w mit, ale
rozproszeniem podminowującym język i literaturę; nie jest
poznaniem czy prawdą, lecz raczej następstwem działania
umysłu nastawione na poznanie, które jest jednak nieosią­
galne" (1986, s. 63-64).
punktu widzenia etnografii należałoby mówić nie o „pojęstylistycznym" a o pojęciu mito-logicznym (jako przejawie
l**nego nastawienia, kosmologii); nie o „odprzedmiotowiaJ -abstrakcjonizaeji",a o mityzacji jako wewnątrzkulturowej
i^notatywności. Pozostałe wymienione przez Kuźmę okreś' dotyczą również zakresu i metod etnografii,
jitlip Wheelwright zapożyczając о М а х а Mullera określenie
ykalna metafora" zauważył, że nie sposób jej odróżnić od
'Ури czy obrazu religijnego. Konstytuuje się ona wówczas,
*v h ^
'Cdzykontekstowych analogii ogarnia całą kulturę,
1^ °dzi daleko poza swą rudymentarną formę - poza zdanie
(p
z - i może stać się kategorią np. religijnego dyskursu
• '^64, s. 101 i ns.). Przypomnijmy, że podobna interpreta­
zW

Clu

lu

a

е

r Z e

W,ers

0|

m

cja skłoniła М а х а Blacka do używania terminów „metafora"
i „ a r c h e t y p " wymiennie - w celu uniknięcia wyłącznych
skojarzeń z poezją (1962). Podejście Wheelwrighta jest równie
pokrewne poglądowi głoszonemu przez Richardsa, że metafora
to operacja dokonywana nie na słowach, a na myślach. Z tego
natomiast wynika, że nie ma pozakontekstowego trwałego
znaczenia słowa, z wyjątkiem może niektórych terminów
naukowych. Paul Ricoeur, idąc tropem takiej semantycznej
analizy metafory, również położył nacisk na jej kontekstualny
charakter: „choć rezultat semantyczny, który nazywamy meta­
forą, zamyka się w słowie, to przecież ma on swe źródło
w działaniu kontekstu, który doprowadza do wzajemnego
oddziaływania pól semantycznych kilku s ł ó w " (1989, s. 252).
Rzucane w ten sposób „semantyczne mosty" powodują, że
w metaforze istnieje napięcie pomiędzy heterogenicznymi
elementami, złączonymi w jedno wyobrażenie lub ekspresję. Te
elementy nie mogą wszelako stanowić tej samej logicznie klasy,
nie mogą być rozważane w kategoriach subsumpcji, ekskluzji
i inklusji (por. Wheelwright 1964, s. 97). Brak owej substancjalno-akcydentalnej głębi typowy dla mitotwórstwa widoczny jest
również w procesie tworzenia i w strukturze metafory: jest
jednowymiarowa i bezaspektowa. Dlatego to nazwana została
przez Jeana Cohena „zuchwalstwem semantycznym'' (za: Rico­
eur 1989, s. 130), ponieważ łączy różne, czasem bardzo odległe
dziedziny. Wheelwright zgodny był z Cassirerem i z własną
koncepcją emotywnej referencyjności, gdy uznał „myślenie
metaforą" za równoprawną metodę poznania, wychodząc od
kantowskiej zasady, że każda wiedza powstaje poprzez unifiku­
jący akt umysłu, który unieważnia w tym wypadku wszelką
heterogeniczność elementów. Tak dokonywane syntezy wyra­
żają nasze życiowe stosunki ze światem, które są wszakże
czymś realnym, światem pełnym paradoksów, dramatycznych
napięć i dwuznaczności (Wheelwright 1964, s. 96).
Wskazaliśmy wcześniej na istnienie analogii pomiędzy teorią
języka Malinowskiego a logologią Burke'a. Stanley Jeyaraja
Tambiah zauważył również podobieństwo ich koncepcji magii
i retoryki. Malinowski mógłby zostać zaliczony - według
Tambiaha - do tych, którzy antycypowali pewne cechy teorii
retoryki Burke'a, ten natomiast do tych, którzy są rzecznikami
przesunięcia określenia magii jako „złej nauki" (bad science) na
określenie jej jako „sztukę r e t o r y c z n ą " (rhetorical art). Magia
jest w tym również znaczeniu retoryką, ponieważ służy kształ­
towaniu ludzkich postaw i zachowań. Dlatego o ile można uznać
ją za błędne działanie techniczne, to jest jednak poprawnym
działaniem społecznym: działa raczej na uczestników, niż na
naturę (Burkę 1969, s. 43; Tambiah 1990, s. 82).
Porównanie poglądów Malinowskiego i Burke'a, tudzież
jeszcze kilku innych głosów na temat charakteru języka,
pozwoliło dostrzec źródłową konotaty wność, sytuacyjność i mi­
tyczność języka. Obaj wymienieni badacze „spotykają s i ę " - j a k
widać - ponownie przy okazji przedstawienia figuratywności
języka i w związku z wymienionymi powyżej innymi jego
cechami, gdzie każda z nich jest aspektem pozostałych, co
dotyczy także tej obecnie rozważanej. Burkę bliski był również
poglądom Cassirera jeśli chodzi o strukturę metafory, w tym
mianowicie sensie, że podkreślał nie tylko jej funkcję wskazy­
wania podobieństwa dwóch różnych dziedzin doświadczenia,
lecz raczej tworzenia pewnej nowej perspektywy, zakorzenionej
równocześnie w obu tych dziedzinach. W tym zakresie obaj byli
zwolennikami raczej „teorii n a p i ę c i a " , n i ż „teorii substytucji"
w refleksji nad metaforą (por. Ricoeur 1986, s. 66-75). Jest to
słuszne podejście jeśli zważymy, że w tym znaczeniu metafora
może mieć zarówno „ a l u z y j n y " , jak „iluzyjny" charakter,
w zależności od tego gdzie jest usytuowana na skali podobieństwo-kontrast. Może to być np. podobieństwo częściowe, co bywa
źródłem retorycznej siły metafory (Paine 1981, s. 188).

41

Wskazanie takiego aluzyjno-iluzyjnego charakteru metafory,
jako formy analogii, pozwala na dalsze ugruntowanie poglądu
0 jej strukturalnym podobieństwie z zabiegami magicznymi.
A zatem podobnie jak metafora nie musi służyć ukazaniu
podobieństw, tak i tzw. magia sympatyczna nie jest ufundowana
na zasadzie „podobne wywołuje podobne" - w czym mylił się
Frazer. Evans-Pritchard w Witchcraft dał szereg przykładów
zabiegów magicznych, które zbudowane są na zasadzie - jak to
określił Tambiah - „analogii negatywnej" (1973, s. 214). Na
podobne zróżnicowanie cech zabiegów magicznych opartych na
zasadach styczności, podobieństwa i przeciwieństwa wskazy­
wał również Marcel Mauss (1973, s. 82). Zresztą - jak
podkreślał Tzvetan Todorov - w skład kanonu tzw. matrycy
tropicznej, ustalonego przynajmniej od czasu stoików, wchodzą
skojarzenia myślowe oparte nie tylko na stosunkach podobieńst­
wa i styczności, ale i przeciwieństwa (1991, s. 44).
Giambattista Vico, którego poglądom poświęciliśmy szcze­
gólną uwagę, był bodaj pierwszym, który sprzeciwił się zdecy­
dowanie przekonaniu o wyłącznie literackim rodowodzie meta­
fory (por. Ziomek 1990, s. 1164). Pogląd ten jest wciąż żywy
1 rozważany, nie ma także wątpliwości, że figuratywność jest
- o b o k cech wskazanych wcześniej - konstytutywną właściwoś­
cią języka (por. Lakoff. Johnson 1988).
Ustalenia te mają również niebagatelne znaczenie dla teorii
etnograficznej. Tak oto formalna relacja jaką wskazał Jakobson
pomiędzy wyszczególnionymi przez siebie operacjami języko­
wymi - metaforą i metonimią - a wskazanymi przez Frazera
typami magii - sympatyczną i kontagialną, wymaga umocowa­
nia na nieco zmodyfikowanych teoretycznych podstawach.
Wiele zrobił w tym dziele Levi-Staruss. aplikując kategorie
Jakobsona do swoich analiz mitów. Dzięki holistycznemu
ujęciu ukazał pewną umowność tych podziałów, dotyczących
z jednej strony dziedziny manipulacji słowami, z drugiej
natomiast - manipulacji przedmiotami. Na poziomie konotatywności, czy jest to indywidualna konotatywność afektywna, na
co wskazywał Hayakawa, czy kulturowa - w stereotypie, rytuale
etc, metaforyczność i sympatyczność, metonimiczność i kontagialność uznać można za synonimiczne określenia reguł
nadawania sensu. W tym świetle za teoretyczne fetysze uznać
należy z jednej strony pogląd o nieodwołalnej jedności myśli
i przedmiotu w myśli mito-magicznej, z drugiej natomiast
pogląd, że metafora tworzy ich jedność tylko do odwołania. Że
„człowiek pierwotny" nie dostrzegał różnicy pomiędzy zdarze­
niami i faktami, a własnymi o nich wyobrażeniami i że poeta
metaforyczne związki tworzy w pełni świadomie.
Wskazywaliśmy j u ż na pewne nadinterpretacje dotyczące
magicznej mocy słowa - będące udziałem Malinowskiego; nie
byli wolni od tego także Cassirer i Levy-Bruhl. Z drugiej strony
zwróciliśmy uwagę na swoistą emotywną i ewokującą realność
dzieła literackiego, o ile jego sensy konstytuują się w autorskim
i czytelniczym przeżyciu, w interpretacji.
Bywa jednak, że tak rozumiana interpretacja nie jest koniecz­
na, by wytwory sztuki słowa zostały zupełnie wchłonięte przez
język potoczny. M a to miejsce choćby w przypadku zjawiska
katachrezy, gdy metafora zapełnia leksykalne luki, wnosząc
nowe określenia w rodzaju „noga s t o ł o w a " czy „grzbiet
g ó r s k i " . Staje się tzw. metaforą martwą, przejętą przez język
i zwykle nie dostrzeganą j u ż w codziennym użyciu (por. Black
1962, s. 33). Czy znaczy to, że proces interpretacji uwewnętrznił
językowo metaforę tak dalece, że niegdysiejsze semantyczne
zuchwalstwo osiągnęło pełnię nasycenia i pędzi dalej podobny
żywot jak „ s t ó ł " czy „ g ó r y " ? C z y taki proces można również
uznać za przejaw ogólniejszej cechy języka, wskazywanej przez
Barthes'a i Goulde'a, mianowicie owej mityczności jako nie­
ustannego wysiłku zasypywania przepaści pomiędzy słowem
a rzeczą? We wskazanych przykładach tego wysiłku nie widać,
choć kiedyś miał on na pewno miejsce. Nie widać tutaj

42

semantycznego mostu, widać natomiast „udeptany grunt"
w miejscu, gdzie były kiedyś dwa oddzielone brzegi.
Inaczej jest w przypadku o m ó w i o n y c h afektycznych metafor
w rodzaju „ ż m i j a " czy „ k o c i a k " . Tutaj to napięcie pomiędzy
różnymi poziomami abstrakcji, skrzyżowanie pól semantyce
nych - chciałoby się powiedzieć - widać i czuć. Realność takich
metafor bywa, z mocy społecznych konwencji i kontekstów
przeżywana przez miliony. Co więcej, takie metafory w wizual­
nej wersji - np. telewizji - mają moc stwórczą. Potrafią
zaludniać świat, w zależności od aktualnych społecznych
konwencji i kontekstów, zastępami „ k o c i a k ó w " , a może nawet
redukować ilość „ ż m i j " .
„ D o m e n a retoryki to domena logomachii, wojny słów"
- napisał Gui Boisiepe (1985, s. 303). Istnieje niewątpliwie
wielka różnica pomiędzy słowami „ k o c i a k " i „suka",którymi
może być określona, przez dwie różne osoby, osoba trzecia
Christopher Croker, idąc tropem wyznaczonym przez Burke'a
ukuł trzeci termin „retoryczne t y t u ł o w a n i e " (rhetorical entit­
lement) na określenie takiego użycia języka. Wskazał ponadto
że ten rodzaj sztuki słowa służy zakorzenianiu się stereotypów
a „ p r a w d a " retoryki to swego rodzaju „prawda objawiona"
przedstawiona poprzez semantyczne zabiegi przekształcania
znaczeń, prawda serii społecznych kontekstów. W retoryce
namawia się do dostrzegania rzeczy w ich wzajemnych związ­
kach i rodzaj tych związków świadczyć ma o „naturze" rzeczy
(1977. s. 42). Retoryka angażuje zarówno aktywną intelektualną
uwagę, jak i emotywne nastawienie adresata, metafora i synekdocha mogą być równocześnie rzeczą i myśli, i uczucia (tamże,
s. 46).
Zauważmy więc, że tytułowanie jest operatorem nie tylko
różnych poziomów językowej abstrakcji, ale także operatorem
różnych rodzajów językowej figuratywności, wreszcie - na­
zwijmy to - figuratywności (konotatywności) kulturowej: mitu.
stereotypu, symbolu. Nazwy „ ż m i j a " i „ k o c i a k " mogą być
tytułami dwóch gatunków zwierząt, przy tym ta druga dotyczy
prawdopodobnie zwierzęcia młodego; nie mówią nic o maści,
wielkości, płci itd. Dalej mogą być tytułami dwóch osobników
płci żeńskiej pracujących np. jako sekretarki w naszym biurze.
Wreszcie - tytułem nadanym postaci obecnej w określonej
mitologii lub tytułem określającym cechy osobnika płci żeń­
skiej, który może się cieszyć powodzeniem u płci przeciwnej,
cechy podawane np. przez wybraną dziedzinę kultury masowej,
a dotyczące włosów, oczu, nóg, biustu itd. Seria społecznych
kontekstów, wraz z intelektualną uwagą i emotywnym na­
stawieniem, sprawiają, że obrazy o takich i podobnych tytułach
zyskują realność i referencyjność nie mniejszą od pierwszej
zasady termodynamiki. Powiedzenie Barthes'a, że „mit jest
s ł o w e m " należy rozumieć - jak widać - nadzwyczaj dosło­
wnie. Co więcej, prawdziwe wydaje się również stwierdzenie,
że słowo jest mitem.
Mamy nadzieję, że tak radykalna parafraza hasła Barthes a
nie jest nadużyciem. Widzieliśmy j u ż , jak niezwykle trudno
osiągnąć tę denotatywną „ p r z e j r z y s t o ś ć " , ó w prymarny poziom
znaczenia, jak łatwo natomiast popaść w proces symbolizacji
(por. Todorov 1984, s. 25), wyrażając sens wtórny wypowiedzi
gdzie nie ma j u ż relacji znaczący-znaczony, jest tylko jede"
element znaczony symbolizujący inny element znaczonyjest komponentem szerszego zjawiska znanego etnograf "'
mityzacji, która petryfikuje i konstytuuje znaczenia z uwzględ­
nieniem semantycznego pola całej wypowiedzi czy kulturo­
wego tekstu. Odmianą tego zjawiska jest z kolei myślenie tyl*
bricolage, opisane przez Levi-Straussa, obecne w mit*
systemach totemicznych czy magii. Jak zauważył Tzve^
Todorov, natura wzajemnych związków pomiędzy tymi d
typami nadawania znaczenia - prymarnym i wtórnym - J
stosunkowo mało poznana i staje się dopiero przedm "
badań. „Względnie najlepiej znana jest - napisał Tod"
0

10

abstrakcyjna r ó ż n o r o d n o ś ć
związków, które łączą
jha sensy: retoryka klasyczna nadawała i m nazwy s y n e k
dochy, metafory, m e t o n i m i i ,
antyfray , h y p e r b o l i , l i t o t y . " (tamże, s. 25-26).
przypominając porównanie - metafora : metonimia :: magia
apatyczna: magia kontagialna, zwróciliśmy uwagę na pewną
owność tych podziałów. Nie chcemy przez to powiedzieć, że
ą one bezużyteczne, że wskazywane przez nie differentia
specifics nie mają odniesienia w symbolicznej materii. Chodzi
mianowicie o istnienie bardziej ogólnej podstawy, której
wskazanie może się okazać istotne dla teorii etnograficznej.
Cassirer mawiał, że myśl mityczna rządzi się zasadą pars pro
m i miał na uwadze - oczywiście - również szereg odmian tej
zasady, co zilustrował wieloma przykładami, głównie w tomie
trzecim Filozofii form symbolicznych. Użycie tej, znanej od
czasów sofistów, reguły, miało jeszcze u Cassirera piętno błędu
logicznego, choć sam autor nie miał takich intencji.
W dotychczasowych rozważaniach usiłowaliśmy wskazać
pewną wspólną - dla języka i sztuki słowa - zasadę nadawania
sensu rzeczywistości, bez względu na typ nastawienia wobec
niej, na typ kosmologii. Zasada pars pro toto jest wpisana
w każdą myśl i w każde użycie słowa. Występuje ona zarówno
w zawodnej indukcji enumeracyjnej, jak i w indukcji heurys­
tycznej, znanej pod nazwą epagoge, a przez Arystotelesa
uważanej za typ wnioskowania niezawodnego. Wiąże się ona ze
wskazanym przez Cassirera stosunkiem do owych substancjalno-akcydentalnych rozróżnień, których obecność decyduje
o tym, czy daną spekulację uznać można za myśl naukową, czy
za myśl mityczną. Wreszcie używa się jej dla zdefiniowania
jednego z tropów poetyckich - synekdochy.
z

rodzajem argumentacji, w którym używa się przesłanek praw­
dopodobnych i rozważa tylko część zakresu rozważanej seman­
tycznej dziedziny, argumentacji, która staje się „ p r a w d z i w a "
poprzez ukazanie swojego punktu widzenia jako jedynego
możliwego.
Autor Pejzażu semiotycznego
stwierdził, że retoryka to
problem semiotyczny, że retoryka i semantyka to dwie zależne
od siebie strony tego samego problemu (tamże, s. 311).
W innym miejscu napisał o „świecie retorycznym" jako
o świecie denotacyjnych kodów i konotacyjnych słowników,
poza którymi stoi nadrzędna jednostka - ideologia, która ten
„semiologiczny świat"organizuje (Eco 1972, s. 139). Przyjęcie
semiotycznej perspektywy retoryki jako denotatywno-konotatywnej gry w ramach określonych uzusów językowych pozwala
włączyć j ą w wykładnię formułowanej tutaj koncepcji konotaty­
wności kultury, jako przejawu różnych nastawień człowieka
wobec świata. Natomiast tak szeroko rozumiany termin „ideo­
logia" zawierałby się w zakresie terminu „ k o s m o l o g i a " .
Wnioskowanie entymematyczne odwołuje się do tzw. logiki
potocznej i do obiegowej wiedzy (por. Ziomek 1990, s. 31-32),
w tym do szerokiej gamy stereotypów i klisz. Do logiki
potocznej zalicza się również zasadę pars pro toto i wiele innych
jej pokrewnych, obecnych w micie i magii, jak „skutek jest
podobny do p r z y c z y n y " , „ p o d o b i e ń s t w a są bardziej konstytuty­
wne niż r ó ż n i c e " , „każda rzecz ma jakąś swoją i s t o t ę " itd. (por.
Hołówka, 1986, s. 146-49). Te i inne typ nastawienia z rodzaju
partycypacji, tworzone na mocy zasad tej „logiki rozmytej"
konstrukcje skojarzeń potocznych nie są czymś absolutnie
trwałym, każdorazowo wymagają procesu interpretacji. Woj­
ciech Tomasik zauważył, że takiego procesu wymaga użycie
Paul Ricoeur, powołując się na niektóre ustalenia psycholinkliszy. „Zakłada bowiem pewną hierarchię w obrębie skład­
giwstyki, napisał w swojej książce o metaforze, że pojedyncza
ników nazywanej sytuacji. Odrzucenie jednych jako nieistot­
umysłowa operacja odbywa się w kolejności synekdochanych, i wyeksponowanie innych, tych, które uznaje się za
metonimia-metafora (1986, s. 201). W podobnym duchu wypo­
relewantne, decydujące o swoistości danego stanu" (1984.
wiedzieli się retorycy z tzw. Grupy (J. z Liege, według których
s. 146). A zatem wskazana j u ż wcześniej interpretacja jako
synekdocha jest tropem nadrzędnym zarówno wobec metafory,
przejaw konkretności przeżycia podmiotu (osoby, grupy, naro­
jaki metonimii (Dubois, Edeline i in., 1970). A zatem - w myśl
du) w tej konotatywnej grze sensów i interpretacja jako przejaw
tej koncepcji - metafora powstaje wskutek kombinacji dwóch
konkretności przedmiotu - aktualnych znaczeń przypisywanych
synekdoch, zwykle najpierw na drodze partykularyzacji, póź­
np. idei ojczyzny, macierzyństwa, jest konstytutywnym elemen­
niej generalizacji. I tak, w przypadku naszego „ k o c i a k a "
tem kliszy, tej specyficznej słownej czy obrazowej skamieliny.
mielibyśmy najpierw partykularyzującą synekdochę, w myśl
Przedstawiony powyżej mechanizm entymematycznej ar­
której kot, postrzegany jest - poprzez związek metonimiczny
gumentacji i perswazji znany jest pod n a z w ą toposu (łac. locus
- jako część świata kobiet (część za całość). W ramach
communis - miejsce wspólne). Tomasik potraktował go jako
taksonomicznej klasyfikacji kotów mały kot jest „ k o c i a k i e m " ,
ponadjęzykowe zjawisko fundujące z jednej strony klisze,
co ustanawia analogię - k o t : kociak :: kobieta : wagina, w której z drugiej natomiast - stereotypy (1984, s. 135). Uważamy, że
dychotomia duże/małe łączy się z generalizującą synekdocha
w świetle poczynionych dotychczas ustaleń uznać możemy
(całość za część). Ta metonimiczna przyległość pozwala za­
topoi za jeszcze jeden korelat owej kulturowej konotatywności.
kpić waginę „ k o c i a k i e m " , p o p r z e z synekdochicznie podziela­
We wspólnym polu topicznym „ m a c i e r z y ń s t w a " znaleźć się
ne cechy rzeczy małych i puszystych, a przede wszystkim
mogą różne z tym związane idee, obrazy i wartości, w polu
wrażliwych na głaskanie (Crocker 1977, s. 51). W przypadku
„ojczyzny" - podobnie. M o g ą one być ponadto zmienne
Metonimii ma miejsce proces odwrotny: najpierw generalizacja,
historycznie, politycznie, obyczajowo etc. Bez przesady można
№niej partykularyzacja (por. Sapir 1977, s. 20; Todorov 1986,
stwierdzić, że stanowienie owych miejsc wspólnych jest rów­
s.241).
nież odmianą zasady łączenia rzeczy w myśli magicznej:
Umberto Eco stwierdził, że jeśli klasyczna retoryka uważała
„we wszystkich przypadkach, w których występuje abs­
?za sztukę przekonywania, to było to przekonywanie oparte
trakcyjne pojęcie magicznej styczności, skojarzeniom idei
s p o ł e c z n i e zorientowanym wynikaniu. Nie miało ono
towarzyszą przeniesienia uczuć, zjawiska abstrakcji i wy­
^ wspólnego z pierwszymi zasadami (formalno-logiczne
łączności uwagi, zjawiska ukierunkowania intencji. Za­
"Euły: identyczności, niesprzeczności, wyłączonego środka),
chodzą one w świadomości ale ulegają obiektywizacji na
z g I ę d n i a ł o zatem apodyktycznych sylogizmów. Podob­
tej samej zasadzie, co skojarzenia samych i d e i "
na jak dialektyka (w rozumieniu arystotelesowskim), retoryka
- napisał znawca magii Marcel Mauss (1973, s. 87).
tyczy tylko przystanek prawdopodobnych. Dialektyka stosuje
Powiedzmy więc na koniec, że wskazane dotychczas katego­
k zasady logicznego wynikania, gdy retoryka posługuje się
rie, za pomocą których można opisać typ pewnej kosmologii,
yniematami, sylogizmami, które nie tylko ograniczają się do
uznajemy za wzajemnie przekładalne, że arbitralność, magicz^ ' a n e k prawdopodobnych, ale używają ich w celu emocność, bezaspektowość, mityczność, bezaspektowość, mitycz­
ainego i pragmatycznego wpłynięcia na adresata (1977a, s.
ność, konotatywność, sterotypowość, figuratywność, entyme. ' Retoryka w tym rozumieniu jest jedną z najbardziej
matyczność, topiczność i być może kilka jeszcze innych
y c h form produkcji znaków - stwierdził Eco. Jest
określeń, są odmianą tego samego zjawiska nadawania sensu.

urn

s

n a r n

lo

Sl

na

nie Uw

n a

;

№ri

43

BIBLIOGRAFIA
Barthes, R.
1971 Changer Iobjet tui тете, „Esprit",nr 4
1985 Retoryka obrazu. „Pamiętnik Literacki", z. 3, s. 289-302
Black, M.
1962 Models and Metaphors. Studies in Language and Philosophy,
Ithaca-New York.
Block, H.M.
1966 Cultural Anthropology and Contemporary Literary Criticism,
in: J.B. Vickery (ed.). Myth ami Literature Contemporary
Theory and Practice, Lincoln.
Bousiepe, G.
1985 Retoryka wizueilno-werbalna, „Pamiętnik Literacki", z. 3, s.
303-309
Burke, К.
1966 Language as Symbolic Action, Berkeley.
1969 A Rhetoric of Motives, Berkeley and Los Angeles.
Burszta, W.J.
1986 Język a kultura w myśli analogicznej, Wroclaw.
Cassirer, E.
1946a The Myth of the State, New Haven.
1946b Language and Myth, New York and London.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Chase, R.
1966 Notes on the Study of Myth, in: J.B. Vickery (ed), Myth and
Literature. Contemporary Theory and Practice, Lincoln.
Cocchiara, G.
1971 Dzieje folklorystyki w Europie, Warszawa.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J.D. Sapir, J.C.
Crocker (eds.), 77ic Social Use of Metaphor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dubois. J. - Edeline, F. - Klinkenberg, J.M. ...
1970 Rhetorique generale par le Grupe p. Paris.
Eco, U.
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
1977 A Theory of Semiotics. London.
Edelman, M.
1971 Politics as Symbolic Action. Mass Arousal and Quiscence,
Chacago.
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
1985 The Symbolic Uses of Politics, Urbana and Chicago
Faryno, J.
1983 Wprowadzenie, w: O. Freidenberg, Metafora, „Pamiętnik
Literacki", z. 2
Frank-Kamieniecki, I.G.
1935 К woprosu o roz.witii poeticzeskoj mietafory, w: Sowietskoje
jazykoznanije, t. 1, Leningrad.
Freidenberg, O.
1983 Metafora, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 321^48
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modern Literature, Princeton University
Press.
Hayakawa, S.I.
1965 Language in Thought and Action, London.
Hołówka, Т.
1986 Myślenie potoczne. Warszawa.
Jakobson,R.
1989 W poszukiwaniu istoty języka. Wybór pism, t. 2, Warszawa.
Kołakowski, L.
1986a Religia, Warszawa.
1986b Obecność mitu. Warszawa.
1988 Iluzje demitologizacji, „Res Publica",nr9
Korzybski, A.
1948 Science and Sanity. An Introduction to Non-Aristotelian Sys­
tems and General Semantics, Lakeville.

44

Kuźma. E.
1986 Kategoria mitu w badaniach literackich, „Pamiętnik Lite
cki",z. 4, s. 53-73
Lakoff, G. - Johnson, M .
1988 Metafory w naszym życiu, Warszawa.
Malinowski, B.
1956 The Problem of Meaning in Primitive Languages, Suppl
in: C K . Ogden, L.A. Richards, The Meaning of Meaning
London.
1958 Szkice z teorii kultury. Warszawa.
1981 Problem znaczenia w języku pierwotnym, w: A.K. Paluch
Malinowski, Warszawa.
Mauss, M .
1973 Socjologia i antropologia. Warszawa.
Mieletinski, E.
1981 Poetyka mitu, Warszawa.
Ogden, C K . - Richards, L.A.
1956 The Meaning of Meaning, London.
Paine, R.
1981 When Saying is Doing, in: R. Paine (ed), Politicallly Speaking
Cross-cultural Studies of Rhetoric, Philadelphia.
Pisarek, W.
1976 Język służy propagandzie, Kraków.
Ricoeur, P.
1986 The Rule of Metaphor. Multi-disciplinary Studies of tin
Creation of Meaning in Language, London.
1989 Język, tekit, interpretacja. Warszawa.
Sapir, J.D.
1977 The Anatomy of Metaphor, in: J.D. Sapir, J.C. Crocker, (edsл
The Social Use of Metaphor. Essays on the Anthropology of
Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Tambiah, S.J.
1968 The Magical Power of Words, „Man",vol. 3, s. 175-208
1973 Form and Meaning of Magical Acts: A Point of View, in: R
Horton. R. Finnegan (eds). Modes of Thought. Essays m
Thinking in Western and Non-Western Societies, London.
1990 Magic, Science, Religion and the Scope of Rationality, Cam«
ridge.
Todorov, T.
1984 Poetyka, Warszawa.
1986 Synekdochy, „Pamiętnik Literacki", z. 4, s. 235-47
1991 Wstęp do symboliki, w: M. Głowiński (red.), Symbole itp
botika. Warszawa.
Tokarski, R.
1993 Słownictwo jako interpretacja świata, w: J. Bartmiński (red!
Encyklopedia Kultury Polskiej, t. 2, Wrocław.
Tomasik, W.
1984 Socrealistyczne ..miejsca wspólne". „Pamiętnik Literacki".!
4, s. 129^49
Vico, G.
1966 Nauka nowa, Warszawa.
Weimann, R.
,
1969 Literaturoznawstwo a mitologia. Wstępne problemy W
metodologicznej, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 303-36
Wheelwright, P.
1964 The Burning Fountain. A Study in the Language ofSomboto*
Bloomington.
..
1974 The Semantic Approach to Myth, in: T A . Sebeok, D. Bw»(eds.), Myth. A Symposium, Bloomington and London.
Wierzbicka, A.
1978 Sapir a współczesne językoznawstwo, w: E. Sapir,
język, osobowość. Warszawa.
Ziomek, J.
1990 Retoryka opisowa, Wrocław.
ra

emeni

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.