9ccccc22a3984266854174674b12b683.pdf

Media

Part of Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1

extracted text
K

R

O

N

I

K

A

„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

NOWY KSIĘGOZBIÓR N A U K O W Y
Od siedmiu lat działa w Polsce ośrodek naukowy, którego księgozbiór może
dostarczyć etnografowi nader cennych materiałów z dziedziny zjawisk społeczno-kulturowych Trzeciego Świata. Z końcem roku 1967 utworzono przy obecnej A k a ­
demii Rolniczej w Krakowie międzywydziałowy Instytut Rolnictwa i Leśnictwa
Krajów Tropikalnych i Subtropikalnych, którego biblioteka liczy obecnie 2640 to­
mów. Instytut w swoim profilu badawczym nastawia się przede wszystkim na rol­
nictwo i leśnictwo strefy tropikalnej i subtropikalnej, ale nie ogranicza się by­
najmniej do zjawisk przyrodniczych czy technicznych. Przeciwnie, pragnie badane
przez siebie zjawiska dostrzegać w jak najszerszym kontekście kulturowym, społecz­
nym, gospodarczym i politycznym. Stąd ponad połowa gromadzonych w bibliotece
książek to prace traktujące o człowieku w aspekcie kulturowym.
Z tej w ł a ś n i e przyczyny pragnąłbym zwrócić u w a g ę na księgozbiór nowej pla­
c ó w k i naukowej tych wszystkich, którzy interesują s i ę problematyką społeczności
pozaeuropejskich. Trudno zaprzeczyć, że znakomita większość tych społeczności ży­
jących w obrębie krajów określonych umownie „Trzecim Światem" to społeczności
rolnicze oraz takie, których pierwotna gospodarka polega na przyswajaniu sobie
dóbr czerpanych z środowiska naturalnego, w jakim żyją. Współczesna naukowa
literatura antropologiczna z roku na rok coraz wyraźniej uwzględnia ten aspekt
w badaniach nad kulturami człowieka strefy gorącej. Ponieważ omawiany Instytut
nastawiony jest na badania problemów rolnictwa, w ł a ś n i e taki typ książek przeważa
w jego księgozbiorze. Obok monografii poświęconych pierwotnym praktykom rol­
niczym społeczności plemiennych, przedstawianych na tle całokształtu ich życia,
mamy tu także ciekawe studia nad gospodarką pierwotną, nad wydajnością pracy
człowieka posługującego się prymitywną technologią. Znajdujemy tu dalej studia
ekologiczne, obrazujące efekty, jakie kultury plemienne w y w o ł u j ą w środowisku
naturalnym.
Jednakże oprócz szczegółowych monografii poszczególnych plemion Instytut zgro­
madził w swoim księgozbiorze szereg dzieł poświęconych problemowi zmiany kultu­
rowej, dających przykłady zarówno w postaci konkretnych, drobnych społeczności,
plemion, wiosek czy dzielnic miast tropikalnych, jak też przykłady operujące całymi
zespołami krajów, regionami geograficznymi lub syntetycznie omawiającymi wy­
brane przejawy zmiany w skali ogólnoświatowej.
Poważna ilość książek traktuje o problemach kulturowych w perspektywie hi­
storycznej. Możemy poznać dzieje kształtowania się poszczególnych plemion, regio­
nalnych zespołów państw, dzieje lokalnych instytucji społecznych. Te dzieła, oma­
wiające przeszłość, stanowią w a ż n e uzupełnienie licznie reprezentowanych w księ­
gozbiorze pozycji, zajmujących się współczesnymi procesami państwowotwórczymi,
tworzenia się nowych narodów, ponadplemiennych lojalności, problemów języka jako
więzi ponadplemiennej, roli środków masowego przekazu.
Etnograf, którego interesują problemy kulturowe Afryki, Azji czy Ameryki Ła­
cińskiej, obok wymienionych w y ż e j zespołów dzieł z zakresu zjawisk kulturowych

238

KRONIKA

znajdzie w omawianym księgozbiorze także szereg pozycji wprowadzających go
w podstawy przyrodnicze gospodarki człowieka w tropiku i subtropiku. Ponadto
w Instytucie istnieje możność przekonsultowania różnych kwestii przyrodniczych,
0 które zahaczają rozważania etnograficzne, z poszczególnymi członkami zespołu
naukowego placówki. T a możność międzydyscyplinarhych kontaktów i konsultacji
jest dość chyba istotnym walorem instytutu, gdyż przy dzisiejszej specjalizacji pra­
cownik nauki nie jest w stanie sam zgłębić specyfiki dyscyplin, znajdujących się
na marginesie jego głównych zainteresowań.
Biblioteka Instytutu Rolnictwa i Leśnictwa Krajów Tropikalnych i Subtropi­
kalnych Akademii Rolniczej w Krakowie jest praktycznie rzecz biorąc jedyną
w Polsce placówką naukową, która zajmuje się systematycznie gromadzeniem ma­
teriałów właśnie w aspekcie rolnictwa, gospodarki leśnej i ekologii strefy tropikal­
nej i subtropikalnej, aczkolwiek oczywista książki z tych dziedzin trafiają również
1 do innych księgozbiorów naukowych w kraju. Jednak profil Instytutu umożliwia
systematyczne gromadzenie, katalogowanie i udostępnianie czytelnikowi tych infor­
macji naukowych, które dla pozostałych księgozbiorów naszych są zasadniczo pew­
nym marginesem.
Terytorialnie najobficiej reprezentowana jest w księgozbiorze Afryka. Liczebnie
słabiej i mniej kompletnie reprezentowana jest Azja, aczkolwiek tu znów stosun­
kowo bogato występuje literatura poświęcona różnym problemom współczesnym
P ó ł w y s p u Indyjskiego. Skromniej także reprezentowana jest w bibliotece Ameryka
Łacińska, chociaż w ostatnich latach księgozbiór wzbogacił s i ę o szereg interesują­
cych pozycji w języku hiszpańskim i portugalskim. Najskromniej reprezentowana
jest Oceania, aczkolwiek w ł a ś n i e stamtąd Instytut dysponuje niezwykle ciekawym
dziełem na temat wydajności pierwotnej gospodarki papuaskiej, tradycyjnych ustro­
jów agrarnych społeczeństw wyspiarskich oraz obrzędowości rolniczej.
Przeważająca większość pozycji to literatura w języku angielskim, mniej liczne
są prace w języku francuskim i niemieckim. Pewna ilość dzieł specjalistycznych,
przyrodniczych napisana jest po rosyjsku. Stosunkowo nikły procent zgromadzonych
materiałów stanowią wydawnictwa polskie, co świadczy o proporcjonalnym ubóstwie
polskiego piśmiennictwa naukowego na tematy tropiku i subtropiku, jeżeli nie
uwzględnimy obszernej publicystyki i wydawnictw popularnych typu podróżniczego,
nie gromadzonych naturalnie w omawianej bibliotece.
Ambicją Instytutu jest tworzenie ogólnokrajowego ośrodka informacji naukowej
z w y ż e j wymienionych dziedzin. Stąd biblioteka już obecnie dysponuje także syste­
matycznie prowadzonymi katalogami nabytków zarówno warszawskiego Polskiego
Instytutu Spraw Międzynarodowych, jak i Instytutu Rolnictwa Tropikalnego i Wete­
rynarii Uniwersytetu im. Karola Marksa w Lipsku. W najbliższej przyszłości zało­
żone zostaną podobne katalogi nabytków dla dalszych ośrodków naukowych, przede
wszystkim polskich.
Właśnie idea tworzenia ogólnopolskiego ośrodka informacji i dokumentacji rol­
nictwa i leśnictwa tropiku i subtropiku skłoniła placówkę do systematycznego po­
większania księgozbioru drogą z a m ó w i e ń zagranicznych i zakupów na targach książ­
ki. Dla przykładu ilość nowych nabytków za rok 1974 zamyka się liczbą 422 książek.
Instytut Rolnictwa i Leśnictwa Krajów Tropikalnych i Subtropikalnych Akademii
Rolniczej w Krakowie mieści się tuż poza obrębem miasta, w miejscowości Prusy
(poczta 32-010 Kocmyrzów, tel. 462-478). Korzystać na miejscu z księgozbioru może
każdy w godzinach od 8 do 15. Wypożyczenia poszczególnych książek odbywają się
na zasadach normalnych wypożyczeń międzybibliotecznych, za pośrednictwem Biblio­
teki Głównej Akademii Rolniczej w Krakowie. Ponadto biblioteka Instytutu służy
poradnictwem zarówno na miejscu, jak i drogą korespondencyjną. Warto dodać, iż
w -ostatnim roku księgozbiór uzupełnia się archiwum przeźroczy, systematycznie
gromadzonych w czasie w y j a z d ó w pracowników instytutu.

KRONIKA

239

W dobie rosnących zainteresowań naukowych Trzecim Ś w i a t e m i rozwijających
się kontaktów Polski z krajami tropiku i subtropiku sprawne informowanie o mate­
riałach naukowych, nowych i aktualnie uzupełnianych staje się rzeczą istotną dla
przedstawicieli wszystkich dyscyplin naukowych badających tę problematykę. Dzia­
łalność nowego krakowskiego ośrodka naukowego może przysłużyć się nie tylko
przyrodnikom, technikom czy ekspertom handlu zagranicznego, lecz z pewnością po­
móc może etnografowi i socjologowi, który zajmuje się społecznościami strefy go­
rącej.
Leszek
Dzięgiel

Z P R A C E K S P E D Y C J I ZAKŁADU ETNOGRAFII I H K M P A N
W M O N G O L I I — R O K 1974
Prace polskiej ekspedycji etnograficznej w Mongolii w roku 1974 podporządko­
wano kilku celom, z których zasadniczym było zakończenie fazy badań terenowych
w studiach nad m ł o d y m pokoleniem pasterzy. Badania te podjęto we współpracy
z Mongolską Akademią Nauk w roku 197;1, ich założenia i przebieg referowane były
rokrocznie także i na tych łamach
Prowadząc je w 1974 roku z maksymalną, jak
na warunki mongolskie, operatywnością zebraliśmy pokaźną ilość materiałów: 56 wy­
w i a d ó w na temat sytuacji społecznej, w a r u n k ó w bytowych, kwalifikacji zawodowych
i aspiracji młodzieży pasterskiej oraz 48 w y w i a d ó w na temat znajomości tradycji
w tym pokoleniu (są to wywiady towarzyszące, zbierane równolegle u tych samych
informatorów). Została w ten sposób przekroczona założona na początku naszych
badań suma stu w y w i a d ó w podwójnych, która to liczba wydaje się wyznaczać gra­
nicę istotności próby. Razem z materiałami zebranymi w latach ubiegłych dysponu­
jemy bowiem 111 parami w y w i a d ó w , licznymi danymi statystycznymi i pomocni­
czymi. P o n i e w a ż większość w y w i a d ó w przeprowadziliśmy z konieczności z dziewczętami-dojarkami (ze względu na nieobecność mężczyzn, oddelegowanych na grupowe
sianokosy) nie została niestety w y r ó w n a n a dysproporcja płci: znaczna przewaga kobiet-informatorek. Zrealizowaliśmy natomiast zamiar objęcia próbą także młodych
ludzi niechałchaskiego pochodzenia. Wśród tegorocznych informatorów mamy repre­
zentantów różnych grup etnicznych: Darchatów, Caatanów, Chotgojtów, Miangatów,
Torgutów i in. Te szerokie badania umożliwiły nam sporządzenie raportu dla Mon­
golskiej Akademii Nauk, który uzupełnia i weryfikuje nasze wnioski ubiegłoroczne.
W sprawozdaniu tym wskazaliśmy pewne posunięcia w dziedzinie polityki rynko­
wej, gdzie dzięki wprowadzaniu do stałej sprzedaży niektórych artykułów trwałego
użytku niezbędnych dla pasterza-araia można by wzbudzać i rozwijać dążenie do
podnoszenia kwalifikacji i wzrostu produkcji pasterskiej. Tym samym celom mo­
głoby też służyć wprowadzanie gradacji rang w obrębie jednolitego dotąd zawodu
pasterza. Byłby to bodziec niematerialny i chyba skuteczny, albowiem w tradycji
społeczeństwa' mongolskiego leży wysoka ocena dla społecznie nadanych tytułów.
Proponujemy też udoskonalenie wzoru pasterza lansowanego przez środki masowego
przekazu, zmianę obrazu miasta, które w oczach młodego pasterza rysuje się w po­
staci zbyt „różowego" stereotypu, stanowiąc dodatkowy magnes w tendencjach mi-

1

Patrz: J . S. W a s i l e w s k i , Mongolia 1971. Nowa faza badań polskiej ekspe­
dycji etnograficznej, „Etnografia Polska", t. X V I I : 1972, z. 2; S. S z y n k i e w i c z ,
Z badań Zakladu Etnografii IHKM PAN nad kulturą
i społeczeństwem
Mongolii
w roku 1972, „Etnografia Polska", t. X V I I I : 1974, z. 1; t e n ż e , O badaniach nad
społeczeństwem
mongołskim
prowadzonych przez Zakład Etnografii w 1972 г., „Kwar­
talnik Historii Kultury Materialnej", rocznik X X I : 1973, nr 3: J . S. W a s i l e w s k i ,
Sprawozdanie z prac ekspedycji mongolskiej Zakladu Etnografii IHKM PAN w ro­
ku 1973, „Etnografia Polska", t. X I X : 1975, z. 1.

240

KRONIKA

gracyjnych. Mamy na swoim koncie pewne propozycje dotyczące polityki zatrud­
nienia, sugestie w sprawie poborów do wojska, nieuchronnych, lecz drenujących
gospodarkę pasterską z najbardziej dynamicznej i przyszłościowej części młodzieży.
Ekspedycją kierował, jak co roku, prof, dr Witold Dynowśki. Ponadto w bada­
niach uczestniczył prof, dr Ludwik Bazylow, prowadzący w Ułan-Bator poszukiwa­
nia archiwalne w zakresie historii Mongolii. W badaniach terenowych brali udział:
dr Sławoj Szynkiewicz, mgr Lech Mróz oraz niżej podpisany. Odbywały się one
w dwóch fazach. Pierwsza, miesięczna, przebiegała w północnej strefie Mongolii,
w ajmaku chubsugulskim (stolica — Muren). Zetknęliśmy się tam z kilkoma intere­
sującymi grupami etnograficznymi nie należącymi do dominującego w M R L zespołu
chałchaskiego. A w i ę c przede wszystkim Darchaci, trzon ludności tej części kraju,
grupa, której geograficzny locus classicus stanowią obszary na zachód od jeziora
Chubsuguł. Tam właśnie, na terenie somonu Rinczin-Lchumbe, przebiegała zasadni­
cza część badań nad młodymi pasterzami. Pod w z g l ę d e m geograficznym jest to rejon
modrzewiowej tajgi, poprzerzynanej skalistymi górami i rozległymi dolinami rzek,
stanowiącymi latem bujne pastwiska wykorzystywane przez wszystkie hodowane
w Mongolii rodzaje zwierząt (owce, kozy, krowy, konie, wielbłądy, jaki i renifery).
Ciepłe i słoneczne lato trwa tylko 45 dni, przy tym jest ono nadzwyczaj wilgotne
(ciągłe deszcze), przez pozostałą część roku warunki egzystencji są bardzo trudne ze
względu na syberyjskie mrozy i śnieg. Dzisiejsi Darchaci są potomkami dawnych
łowieckich grup leśnych, które w p ł y w o m kulturowym ze stepu, niesionym przez
grupy chałchaskich pasterzy, ulegały powoli — poczynając od X I I I w., tj. pierwszych
podbojów Czyngis-chana. Ich odrębność widoczna była jeszcze w X I X w., a i dziś
dostrzec ją można w takich zjawiskach, jak stosunkowo słabe rozpowszechnienie re­
ligii lamajskiej, niewielka orientacja w zakresie zasad tej wiary, zupełne n i e w y s t ę ­
powanie w jurtach ołtarzyków domowych. Tradycja szamanizmu jest za to jakby
żywsza niż gdzie indziej (drzewa szamańskie, rozbudowane owony — miejsca kultu
związane z szamanizmem, acz z reguły wykorzystywane przez lamaizm). W zakresie
szczególnie mnie interesującej problematyki jurty jako jednej ze sfer przestrzeni
stanowił ten teren dość specyficzne pole badań. Historia jurty jest tu stosunkowo
krótka — do X I X w. przeważającą formą domostwa był szałas, jurta została przejęta
tylko jako wynalazek materialny, bez towarzyszącej ideologii czy mitologii. Wydaje
się zresztą, że i w innych sferach kultury duchowej współcześni Darchaci są grupą
jakby uboższą od sąsiadów; być może sprawił to fakt przypisania ich w ubiegłym
stuleciu jako poddanych (szabinar) głowy klasztoru lamajskiego w Mongolii, urgijskiego Dżebdzundamba-chutuchty. Poddaństwo to w p ł y n ę ł o z pewnością na zatarcie
tradycji starszych, przedlamajskich, nie przyniosło natomiast widocznie wystarcza­
jącej ilości nowych a trwałych treści w zakresie kultury duchowej.
Kolejną grupą, z którą zetknęliśmy się w ajmaku chubsugulskim, byli tzw.
Caatanowie. Nie jest to w ł a ś c i w y etnonim (sami używają nazwy „TJrianćhaj"), lecz
określenie upowszechniające się obecnie u ich sąsiadów, a znaczące w języku mon­
golskim „pasterze renifera". Niejasności terminologiczne biorą się stąd, że grupa
ta — o d ł a m T u w i ń c ó w — dopiero od niedawna uczestniczy w życiu p a ń s t w o w y m ,
poprzednio zaś koczując w strefie granicznej między niepodległą Republiką Tuwy
a Mongolią nie wchodziła w skład stałej ludności kraju. Jeszcze na początku lat
50-tych były to niewielkie, zubożałe grupy pasterzy renifera, żyjące w tajdze pora­
stającej Sajany, w. rejonach odległych od skupisk ludności mongolskiej. Proces prze­
obrażania się tej grupy przebiegał błyskawicznie i jak się zdaje bezboleśnie, mimo że
zainicjowany był dyrektywami administracyjnymi. Obecnie tylko część Caatanów
prowadzi wysokogórską hodowlę renifera (somony Rinczin-Lchumbe i Ułan-TJuł)
w ramach spółdzielni produkcyjnych analogicznych jak na pozostałych obszarach
Mongolii. Znaczna część żyje w stałych osadach, takich jak np. rybacka osada nad
jeziorem Cagaan Nuur, gdzie prawie wszyscy rybacy to Caatanowie, a w i ę c ci, którzy

241

KRONIKA

jeszcze przed kilkunastu laty nie tylko ryb nie łowili, ale (jak większość grup pa­
sterskich Azji Centralnej) wcale ich nie jedli. Z Caatanami przeprowadziliśmy wy­
wiady dotyczące przebiegu procesu przejścia z pasterskiego trybu życia na osiadły;
zbieraliśmy też materiały dotyczące ich tradycyjnej kultury (np. ciekawe zjawisko
zbliżane do szamanizmu rodowego) traktując to jako badania penetracyjne i biorąc
pod uwagę fakt istnienia już gruntownych studiów w zakresie etnografii T u w i ń c ó w
w ZSRR.
Ostatnią wreszcie grupą etnograficzną, z którą zetknęliśmy się w północnej Mon­
golii, byli Chotgojci, mieszkańcy południowej części ajmaku ehubsugulskiego. Jest
to dziś grupa zupełnie już upodobniona do Chałchasów, zarówno jeśli chodzi o tryb
bytowania i kulturę materialną, jak i zagadnienia społeczne i duchowe.
Druga faza badań terenowych, w której uczestniczyli Sławoj Szyńkiewicz i ja,
to pobyt na przeciwległym, południowo-zachodnim krańcu Mongolii w ajmaku kobdoskim (stolica-Kobdo). Rejon ten charakteryzuje wielkość drobnych grup etnogra­
ficznych zarówno pochodzenia mongolskiego (Torguci, Dzachczinowie, Eleci, Urianchajowie, Miangaci, Derbeci i in.), jak i etnicznie obcych — Kazachowie, Uzbecy,
Chińczycy, Rosjanie. Krótkie badania penetracyme prowadziliśmy w Bułganie już
na południowy zachód od pasma Ałtaju Mongolskiego, nad granicą z C h R L . Trzon
jego ludności stanowią spenetrowani przez nas Torguci oraz Kazachowie (z którymi
ze względu na odrębność języka przeprowadziliśmy tylko parę w y w i a d ó w ) . Torguci
Bułganu są w znacznej mierze potomkami tych spośród Ojratów (zachodnich Mon­
gołów), którzy w pierwszej połowie X V I I w. wędrowali jako Kałmucy nad Wołgę,
w 1771 roku zaś zdecydowali się na tragiczny powrót w stepy Mongolii i Dżungarii.
Odyseja Kałmuków, w trakcie której lud ten został zdziesiątkowany, żyje do dziś
w tradycji ustnej Torgutów. Właśnie ta heroiczna tradycja bardzo wyróżnia ich
spośród innych grup; sam inwentarz materialny jest tu bowiem zbliżony, podobnie
jak i te treści kultury duchowej, które są zuniwersalizowane w całej Mongolii, np.
wiara lamajska. P o n i e w a ż nasze krótkie badania nad życiem rodzinnym i domo­
wym przyniosły niezwykle ciekawe rezultaty, prace etnograficzne zaś nie były tam
nigdy szerzej prowadzone (byliśmy też zapewne pierwszymi Polakami na torguckiej
ziemi), zamiarem ekspedycji jest kontynuowanie działalności badawczej na tym w ł a ­
śnie terenie. Perspektywą takich badań mogłoby być włączenie ich do studiów nad
integracją grup etnograficznych i mniejszości narodowych we współczesny naród
mongolski.
Jerzy Sławomir

Wasilewski

A F R Y K A N I S T Y C Z N A K O L E K C J A R O G E R A D E L A BURDĘ
Rzeźba i snycerka tradycyjna Afryki Zachodniej fascynują od lat zarówno uczo­
nych, jak i kolekcjonerów. W miarę, jak wykupywane są autentyczne, przedstawia­
jące istotną wartość zabytki, okazy sztuki plemiennych artystów — wzrasta ilość
falsyfikatów i pospolitych produktów „turystycznej koniunktury". Rośnie także war­
tość owych autentyków sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy szansa na zakup cennych
obiektów sztuki afrykańskiej była o wiele większa.
Na peryferiach amerykańskiego miasta Richmond w stanie Wirginia znajduje
się jeden z najciekawszych chyba zbiorów rzeźby zachodnioafrykańskiej, jakie są
w posiadaniu prywatnych kolekcjonerów. Właścicielem jego jest Roger de la Burdę,
który mimo francuskiego nazwiska przyznaje się do polskiego pochodzenia. Ojciec
właściciela, Rudolf, zapoczątkował gromadzenie owej kolekcji w pierwszych dziesię­
cioleciach naszego wieku, przebywając na terenach dzisiejszej Nigerii. Następnie po­
większono zbiór przez włączenie do niego kolekcji, jakie zebrali K . Tomczek
i W. Świątek. Pod koniec lat 60-tych obecny właściciel, będąc zresztą etnografem,
16 — Etnografia Polska, Х Х Д

242

KRONIKA

odwiedził południową Nigerię, gdzie prowadził badania nad sztuką tych obszarów
i jej funkcją w tradycyjnej kulturze plemiennej.
Kolekcja rodziny de la Burdę jest — w przeciwieństwie do wielu prywatnych
zbiorów sztuki egzotycznej — nie tylko obszerna, ale i starannie od strony etnogra­
ficznej udokumentowana. Dr Roger de la Burdę stoi na stanowisku, ż e pomimo
konserwatywnego i unifikującego środowiska swej kultury plemiennej artysta afry­
kański zachował swoją indywidualność twórczą. Owej sile wyobraźni czarnych rzeź­
biarzy z południowej Nigerii służyć ma ekspozycja zbioru i pod k ą t e m tej w ł a ś n i e
idei jest zorganizowana.
Dodajmy, że mocną stroną kolekcji jest jej homogeniczny charakter, jej zwartość
tematyczna. Aczkolwiek większość obiektów zgromadzonych w kolekcji posiada naj­
w y ż s z e walory estetyczne, to jednak nie tylko takie kryterium przyświecało twór­
com zbioru. Bardzo często brały górę zainteresowania naukowe etnografa.
Z ważniejszych obiektów w y m i e n i ć należałoby ozdobny napierśnik z muszli
kauri, u ż y w a n y przez kapłankę kultu Szango z poludniowonigeryjskiej wioski Imeleke
koło Owo, a także zwieńczenie laski przedstawiające mitycznego króla i założyciela
owego kultu. Kolekcja dotyczy dość niewielkiego obszaru na zachód od ujścia Nigru,
położonego- m. in. na bagnistych wybrzeżach zatoki Beninu. Etnicznie ze wschodu
terytorium to graniczy z plemieniem Ibo, od zachodu z Jorubami, a od północy
z Igbira.
Z tego samego więc obszaru pochodzą obiekty związane z różnymi, lokalnymi
formami kultu, jak np. przykłady rzeźb podwójnych, przedstawiających kobietę i męż­
czyznę, związanych z kultem bóstwa Edan. Ekspozycja umożliwia prześledzenie ewo­
lucji stylu.
Brązy. Jorubów, z których plemię to słynęło od w i e k ó w znalazły w kolekcji swe
odzwierciedlenie w szeregu bransolet. Można na ich przykładach zaobserwować prze­
miany, jakim ulegało to rzemiosło- artystyczne poczynając od X V I stulecia po dzień
dzisiejszy. Większość bransolet zakupiona została w Afryce w latach 1912-1928.
Niektóre nosili lokalni w ł a d c y jako oznakę w ł a d z y i bogactwa. Inne Wkładali człon­
kowie wspólnot kultowych Ogboni i Oro.
Właśnie z tymże kultem Oro w i ą ż ą się dwa wielkie zwieńczenia głowy, jakie
wkładali niegdyś jorubscy członkowie tego bractwa, udając się na uroczystą procesję.
Orszak taki ruszał do chaty człowieka oskarżonego o zbrodnię i wymierzał mu karę
śmierci, na jaką skazał przestępcę plemienny trybunał. Ubiór ten zakupił w roku
1908 W. Świątek w jednej z rybackich wiosek Jorubów w Epe.
Ciekawy zespół tworzą maski kultury Benin-Bini, które autorzy kolekcji da­
tują n a X I X , a nawet i na X V I stulecie. Przedstawiają one zarówno wizerunki wo­
jowników, jak i zwierząt, które czczono. Wśród nich znajdują się maski w kształcie
baranich głów, przywiezione przez nie wymienionego z nazwiska polskiego podróż­
nika w roku 1885 z kraju Bini.
Nie tylko przedmioty kultu reprezentują zresztą dawny kunszt, zachodni oaf rykańskich rzeźbiarzy. W kolekcji znalazł się zespół ozdobnych naczyń drewnianych, po­
chodzących także z terytorium plemiennego Jorubów. Służyły one do przechowywa­
nia orzeszków, u ż y w a n o ich w czasie przyjęć, ofiarowywano w prezencie.
Kolekcja rodziny de la Burdę jest dziś znana w Stanach Zjednoczonych zarów­
no w kołach amatorów, miłośników sztuki afrykańskiej, jak i wśród etnografów
interesujących się tymi zagadnieniami kultur Afryki. Swego czasu jedna z masek,
związana w Afryce z kultem płodności Epa, zdobyła nagrodę na dorocznej wystawie
kolekcjonerów w Virginia Museum of Fine Arts. Dla nas, niezależnie od wartości
naukowych, dodatkową ciekawostką będzie polskie pochodzenie właścicieli i to, że
część eksponatów pozyskali w Afryce Zachodniej polscy podróżnicy i misjonarze.
Leszek

Dzięgiel

243

KRONIKA
B A D A N I A NAD K U L T U R Ą LUDNOŚCI CYGAŃSKIEJ NA P O D T A T R Z U

W końcu lat sześćdziesiątych Katedra Etnografii Słowian Uniwersytetu Jagielloń­
skiego w Krakowie rozpoczęła badania nad Cyganami zamieszkałymi na terytorium
Polskiego Spiszą. Badania te, w okresie późniejszym zakreślone na szerszą skalę,
wchodzą w zakres kompleksowych studiów, prowadzonych przez Katedrę na Spiszu
od lat kilkunastu *. Mają one charakter badań grupowych w kilku wybranych dzie­
dzinach kultury Cyganów i obecnie obejmują teren całego Podtatrza, a prowadzone
s ą pod kierunkiem dr. Z. Białego.
Materiał terenowy pozyskiwany jest głównie przez studentów etnografii, którzy
prowadzą badania pod kątem wybranego tematu przyszłej pracy magisterskiej.
W badaniach wzięli też udział przedstawiciele innych dyscyplin, są one również

Ryc. 1. Osiedle cygańskie, Czarna Góra, 1972
Fot. A. Bartosz

kontynuowane przez absolwentów etnografii. I tak w roku 1971 przeprowadzono ba­
dania antropologiczne Cyganów w Czarnej Górze i Jurgowie (w sumie około 150
osób) . W tym samym czasie zinwentaryzowano w tych osiedlach budynki cygańskie.
W najbliższym czasie przystąpi się do studiów nad cygańską muzyką. Materiały z za­
kresu higieny i zdrowotności Cyganów zawierają wyniki badań prowadzonych na
wakacyjnych praktykach przez studentów Akademii Medycznej i Akademii Rolni­
czej z Krakowa. Prowadzona jest praca nad współczesnym modelem rodziny cy­
gańskiej na podstawie materiału zebranego w osiedlu cygańskim w Szaflarach.
2

1

Efektem tych badań jest około 35 prac magisterskich z różnych dziedzin kul­
tury, wykonanych w Katedrze Etnografii Słowian U J w Krakowie. Zob. też Z. B i a ­
ł y , Główne kierunki i cele interdyscyplinarnych
badań nad problematyką
wsi gór­
skich, „Prace Etnograficzne", Zeszyty Naukowe U J , nr 6: 1972, s. 44-52.
Inicjatorem i autorem badań antropologicznych był K . Kaczanowski z K a ­
tedry Antropologii U J w Krakowie; wyniki zostaną opublikowane.
2

2U

KRONIKA

Przedmiotem badań są też kontakty Cyganów ze Spiszą z rodzinami zamieszkałymi
w Nowej Hucie.
Aby zainteresowanym problematyką cygańską studentom dać podstawy teore­
tyczne do naukowych badań w tej dziedzinie, Katedra uruchomiła w roku akade­
mickim 1973/1974 (w semestrze zimowym) wykład wprowadzający w zagadnienia
cyganologiczne, prowadzony przez prof. Т. Pobożniaka. Efektem badań etnograficz­
nych, poza pokaźną liczbą opracowanych w y w i a d ó w i materiału ilustracyjnego, są
pierwsze prace magisterskie oraz przygotowane do druku artykuły.
3

Ryc. 2. Cygańskie domy w Kowańcu, 1973
Fot. A. Bartosz

Zainteresowanie Cygnanami Karpackimi (Wyżynnymi) datuje się w Polsce od
drugiej połowy X I X w., a w y p ł y n ę ł o zasadniczo na marginesie szerszych zaintereso­
w a ń problematyką karpacką . Cyganami Karpackimi zajmowano się głównie w okre­
sie poprzedzającym I I w o j n ę ś w i a t o w ą , natomiast późniejsze prace cyganologiczne
4

5

3

Tematy prac A. B a r t o s z , Gospodarowanie
Cyganów
na Spiszu (1972);
M. D ł u g o s z , Obrzędy
rodzinne i ich funkcje społeczne
u Cyganów
na Polskim
Spiszu (1974); A. J a k l i ń s k a , Osiadłe społeczności
cygańskie
Polskiego
Spiszą
w opiniach miejscowych górali (1974); E . W i l c z y ń s k a - D ł u g o s z ,
Pożywienie
Cyganów spiskich w XX w. (1974).
Cyganie stanowili istotny akcent w kulturze wsi karpackich, por. M. G ł ad у s z, Z problematyki badawczej w Karpatach Polskich, [w] Ludová kultura v Kar­
patech, Bratislava 1972, s. 67.
I . K o p e r n i c k i , Textes Tsiganes, Kraków 1926-1930; J . R o z w a d o w s k i ,
Język cygański,
[w:] Encyklopedia polska, t. 3, dz. 3, cz. 2, K r a k ó w 1915, s. 461;
t e n ż e , Worterbuch des zigeunerdialekts von Zakopane, Kraków 1936; S. E s t r e i ­
c h e r , Cyganie w Polsce, [w:] Encyklopedia polska, t. 3, dz. 3, cz. 2, Kraków 1915,
s. 457 n.; E . K l i c h , Fonetyka cygańszczyzny
rabczańskiej,
tom Symbolae grammaticae in honorem Ioannis Rozwadowski, Kraków 1927, s. 267-282; t e n ż e ,
Cygańszczyzna w „Chacie za wsią" Kraszewskiego, Kraków 1931.
4

5

245

KRONIKA
6

niemal zupełnie ich p o m i j a j ą . Zwraca przy tym uwagę fakt, że prawie wszystkie
prace o Cyganach Karpackich poświęcone były w pierwszym rzędzie ich językowi.
Jedynie dzięki zanotowaniu w celach językoznawczych tekstów bajek i opowiadań
mogą one służyć za źródło badań folklorystycznych. Inne dziedziny kultury tych
Cyganów zostały słabo w pracach cyganologicznych udokumentowane. Odnośnie wcze­
śniejszych okresów, nic objętych tradycją ustną trzeba się więc zdać niemal zupełnie
na przypadkowe zapiski w opracowaniach monograficznych oraz w relacjach podróż­
ników. Nieco informacji zawierają archiwa kościelne, Powiatowe Archiwum w No­
wym Targu oraz archiwum. Wydziału Spraw Wewnętrznych UP' w Nowym Targu.
Cyganie Karpaccy stanowią w Polsce grupę wyraźnie różniącą się pod w z g l ę d e m
kulturowym i językowym od innych grup Cyganów, zamieszkujących nizinną część
kraju (Cyganie nizinni, Kelderari, Lowari i inni) . Są oni z dawna osiadłą grupą
C y g a n ó w ; na Podtatrzu zamieszkują co najmniej od X V I I I w . Sądzi się, że ich
przybycie na tereny Karpat związane było z okresem migracji w o ł o s k i c h . W ó w c z a s
to, porzucając terytorium Bałkanów, gdzie przebywali przez czas stosunkowo dłuższy,
wyruszyli wraz z gromadami koczowniczych pasterzy w kierunku północnym.
Cyganie, trudniący się najczęściej obróbką metalu, pozostawali być może w pew­
nych, mniej lub bardziej luźnych związkach z ludnością wołoską, wykonując na jej
rzecz najrozmaitsze wyroby kowalskie, mosiężnicze itp. Przy tym te związki ekono­
miczne, zapoczątkowane na Bałkanach, były kontynuowane w czasie wspólnych mi­
gracji oraz potem, po ich ustaniu.
Na północ, do Europy środkowej prowadziły ich dwa odwieczne szlaki migra­
cyjne. Jeden biegł zewnętrznym łukiem Karpat, z Wołoszczyzny, wzdłuż Prutu i Dnie­
stru, dalej na zachód. Drugą trasę wytyczała dolina Dunaju i Cisy, wewnątrz ł u k u
karpackiego i prowadziła z Niziny Węgierskiej na Słowację i poprzez przełęcze kar­
packie do Polski. Obraz osadnictwa cygańskiego z przełomu X I X i X X w. w y r a ź n i e
wskazuje na te dwa szlaki, na których stopniowo Cyganie się osiedlali .
Cyganie, nawet osiedleni w stałych osadach, przez długi jeszcze okres byli ele- _
mentem bardzo ruchliwym. W okresie szczególnego zapotrzebowania na usługi i wy­
roby kowalskie (na wiosnę) porzucali swe siedziby i migrowali do wsi, gdzie znajdowali korzystniejsze warunki zarobku. Szybki rozrost populacji cygańskiej zmuszał
ich także do stałej emigracji i osiedlania się w coraz to nowych wsiach. W ten spo­
sób Cyganie rozprzestrzeniali się niemal z każdym pokoleniem, dając początek no­
wym osadom.
Obraz pierwotnego osadnictwa cygańskiego na tych terenach uległ pewnemu za^tarciu na skutek bardzo ż y w y c h migracji Cyganów po ostatniej wojnie. Migracje te, ,
nie zakończone jeszcze, choć już o wiele słabsze niż w latach bezpośrednio po I I
wojnie, miały — jak wszędzie — charakter jednokierunkowy — migrowano do miast.
Niektóre skupiska Cyganów zupełnie w ten sposób zniknęły. Definitywnie opuścili
swe dawne siedziby np. Cyganie z Kacwina i Trybsza. W innych wsiach ich liczeb­
ność uległa znacznemu obniżeniu.
Okres powojenny zaznaczył się nie tylko w strukturze rozsiedlenia Cyganów na _
Podtatrzu, ale też radykalnie zmienił całe ich dotychczasowe życie. Zaraz po wojnie
7

8

9

10

u

6

Zob. bibliografia, którą podaje J . F i c o w s k i , Cyganie na polskich drogach,
Kraków 1965, s. 381-383.
' Tamże, s. 130 n.
Na podstawie pewnych źródeł (H. S a m s o n o w i c z ,
Rzemiosło
wiejskie
w Polsce w XIV-XVI
w., Warszawa 1954, s. 182) można wnosić, iż osadnictwo to da­
tuje się mniej więcej od wieku X V I , zob. też L . M r ó z, O problemie
cygańskim,
„Etnografia Polska", 10: 1966, s. 184.
Liber Mortuorum 1799, Archiwum Parafialne w Jurgowie.
" R o z w a d o w s k i , Język cygański...,
s. 457, K . M o s z y ń s k i , Kultura lu­
dową Słowian, Warszawa 1967, s. 374; L . M r ó z , Cyganie, Warszawa 1971, s. 225-226.
E s t r e i c h e r , Cyganie w Polsce..., s. 459.
8

9

11

24в

KRONIKA

rozpoczęto usilne starania o przesiedlenie Cyganów na tereny, gdzie istniał brak
rąk do pracy, ewentualnie zapewnienie im pracy na miejscu. Największy odpływ
ludności cygańskiej z tych terenów przypada na lata 1948-1955. Wtedy to budowano
N o w ą Hutę i pewna liczba Cyganów udała się tam, znajdując bardzo dogodne w a ­
runki pracy. Część Cyganów wyjechała na ziemie zachodnie, głównie w okolice
Głubczyc i Kłodzka. Ci, tak nisko w swych wioskach postawieni ludzie, widząc duże
możliwości awansu społecznego, poprawy swojej dotychczasowej, nienajlepszej doli,
wykazali się niejednokrotnie wielką ofiarnością i zapałem do pracy. Przybysze z ubo­
gich wsi podtatrzańskich musieli jednak przeżyć wiele upokorzeń zarówno ze strony

Ryc. 3. Osiedle cygańskie w Szaflarach, 1973
Fot. A. Bartosz

nie-Cyganów, jak też i obcych im kulturowo Cyganów wędrownych, zanim wtopili
się zupełnie w n o w ą społeczność miejską. Pewna część Cyganów, napotykając trud­
ności w adaptacji do życia w społeczności uprzemysłowionej, powróciła po jakimś
czasie do rodzinnych wiosek, gdzie do dziś pozostaje.
Cyganie do połowy lat pięćdziesiątych powszechnie trudnili się kowalstwem,
które było podstawowym źródłem ich utrzymania, uprawianym zresztą tradycyjnie,
jeszcze podczas ich dawniejszych wędrówek. "V\^ związku z tym, że zajęcie to nie
dawało jednak dochodu wystarczającego w zupełności do zaspokojenia potrzeb ro­
dziny cygańskiej, podejmowali się oni najrozmaitszych innych prac, jak tłuczenie
kamieni na drogach, muzykowanie, praca najemna w gospodarstwach góralskich i in­
ne. W mniejszym lub w i ę k s z y m stopniu cygańskie kobiety żebrały, zachodząc do
góralskich d o m ó w ; obecnie zwyczaj ten zanika.
Nie mając żadnych możliwości pracy poza najbliższym środowiskiem wiejskim,
Cyganie pozostawali do wspomnianego okresu w dość bliskiej symbiozie gospodar­
czej ze społecznością góralską. Symbioza ta była istotnym warunkiem określającym
egzystencję cygańskich rodzin. Model ich gospodarowania zakładał bowiem czerpanie
środków do życia wyłącznie z zewnątrz. Ich gospodarstwo domowe, odmiennie niż się
to dzieje w każdej rodzinie chłopskiej, nie wytwarzało żadnych dóbr alimentacyj­
nych. Wszelkie dobra konsumpcyjne, głównie żywność, pozyskiwali od górali w za­
mian za s w ą pracę lub w postaci jałmużny.

247

KRONIKA

Od drugiej połowy lat pięćdziesiątych następuje stopniowe uniezależnienie się
od społeczności wioskowej Cyganów, którzy przestają na rzecz tej społeczności wy­
k o n y w a ć dotychczas świadczone prace. I tak, usługi kowalskie zostają przejęte przez
wysoko kwalifikowanych rzemieślników niecygańskich, a praca najemna przestaje
Cyganom odpowiadać w sytuacji, gdy znajdują możliwości korzystnego zarobku
w przedsiębiorstwach państwowych. Dawny układ społeczno-ekonomiczny, który do
pewnego czasu określał rodzaj więzi występujących między Góralami i Cyganami,
uległ rozpadowi, a tym samym zaistniały zupełnie nowe warunki, w których obie
społeczności stały się ekonomicznie od siebie całkowicie niezależne.

Kyc. 4. Cygan z Czarnej Góry, 1970
Fot. W. Dudziak

Nie wszyscy Cyganie z równą aktywnością potrafili skorzystać z nowo powsta­
łych możliwości poprawy dotychczasowego życia. Dlatego też władze lokalne, zwłasz­
cza w ostatnich latach, służą Cyganom wszelką pomocą, ułatwiając im dorównanie
w poziomie życia pozostałej ludności. I tak, daje się im pierwszeństwo w otrzymaniu
atrakcyjnej pracy; dla najbiedniejszych rodzin udzielane są zapomogi pieniężne i rze­
czowe; umożliwia się im indywidualne budownictwo itd. Trzeba przy tym zauważyć,

2-Í8

KRONIKA

że rejon nowotarski, obejmujący obszar Podtatrza, to największe skupisko ludności
cygańskiej w porównaniu z innymi terenami P o l s k i . Znając problemy, jakie w ł a ­
dze napotykają w administrowaniu tą grupą ludności, można sobie wyobrazić, jak
wiele wysiłku trzeba, aby działalność aparatu państwowego była zadowalająca dla
obu stron. Jest to o tyle trudne, że większość Cyganów mieszka na wsi i nie­
rzadko władze gminne nie dostrzegają istotnych potrzeb zamieszkałej na swym tere­
nie ludności c y g a ń s k i e j . W o wiele lepszej sytuacji są Cyganie, którym przydzielono
mieszkania w mieście. Najczęściej mieszkania takie otrzymują te rodziny, których
członkowie są zatrudnieni w przedsiębiorstwach państwowych i wykazują s i ę w ł a ­
ś c i w y m (według uznanych przez nie-Cyganów norm) podejściem do pracy. Mieszka­
nia te dostają w pierwszym rzędzie rodziny najuboższe, nie mogące sobie o własnych
siłach zapewnić minimum w a r u n k ó w należytej egzystencji . Ci, których stać na to,
dostają mieszkania spółdzielcze. Inne rodziny budują domy na miejscu pierwotnego
osiedla, wykupując odpowiednią parcelę od gminy czy właścicieli prywatnych. Osiedla
cygańskie, podobnie jak dawniej, z reguły sytuowane są w pewnym oddaleniu od
zabudowań wiejskich, na nieużytkach, przy potokach, na terenach zalewowych. Z da­
leka wyróżniają się charakterystyczną, zwartą na ogół zabudową, pozbawioną najczę­
ściej budynków inwentarskich. Mimo to, iż buduje się coraz więcej nowych domów,
liczba rodzin zamieszkujących w bardzo nędznych warunkach jest jednak jeszcze
dość pokaźna.
12

ls

14

Interesujący nas Cyganie, choć w dużym stopniu ulegli asymilacji, do dziś
zachowali bardzo sprawny i w dalszym ciągu aktywny język. W rozmowach między
sobą posługują się wyłącznie językiem cygańskim. (Dzieci w wieku przedszkolnym
mają nawet pewne trudności z językiem polskim, co jest jeszcze widoczne w pierw­
szych klasach szkoły podstawowej.) Język ten wykazuje wiele zapożyczeń z języka
polskiego, słowackiego, a także węgierskiego i innych, co wskazuje na kierunki migra­
cji i kontaktów.
Postępująca coraz gwałtowniej w ostatnich czasach asymilacja społeczności cy­
gańskiej nie objęła jeszcze wielu dziedzin ich kultury. W dalszym ciągu obrazuje
ich swoista obyczajowość, rządzą się właściwymi im normami. Zarówno życie ro­
dzinne, jak też organizacja ponadrodzinna, wykazują cechy specyficzne, cygańskie.
W obrzędowości rodzinnej na szczególną u w a g ę zasługuje obrzęd zaślubin odbywany
w tradycyjnej formie, z udziałem „starosty" celebrującego akt małżeństwa. Slub
bywa zawierany przed osiągnięciem przez narzeczonych przewidzianego prawem
wieku, ale po kilku latach jest legalizowany w odpowiednim urzędzie i zazwyczaj
w kościele. Również w sferze działalności gospodarczych przejawiają się cechy od­
mienne niż u społeczności chłopskich, w otoczeniu których Cyganie żyją. Społeczność
cygańską charakteryzuje odmienny stosunek do pracy, do akumulacji dóbr. Ich dzia­
łalność produkcyjna w całości niemal podporządkowana jest konsumpcji bieżącej.
Dopiero w ostatnich latach następują dość istotne zmiany w stylu gospodarowania,
co przejawia się w zewnętrznych formach życia — buduje się nowoczesne domy,
wyposażone nie gorzej niż domy bogatych górali; w wielu rodzinach zauważa się
duże zmiany, w sposobie odżywiania się, ubierania itd.
1 2

W Nowotarekiem (Podtatrze) zamieszkuje 1180 Cyganów — dane z 1972 r.
Około 75°/o Cyganów w Nowotarskiem mieszka na wsi. Pozostałe 25% w mia­
stach — w Zakopanem, Nowym Targu, Szczawnicy. Trzeba jednak zaznaczyć, że np.
w Nowym Targu mieszkają przeważnie na dalekich przedmieściach.
W latach 1962-1966 Prezydium M R N w Nowym Targu przydzieliło mieszkania
6 rodzinom cygańskim, w tym 3 mieszkania w nowym budownictwie. W Rabce
osiedlono we w s p ó l n y m domu (w 8 mieszkaniach) — 6 rodzin, które mieszkały
w trudnych warunkach w lesie. Podobnie zatroszczono się o Cyganów w Szczawnicy.
W latach 1966-1967 mieszkania otrzymało 17 rodzin z terenu powiatu (68 osób).
W Czarnym Dunajcu wybudowano na koszt gminy 2 domy dla 4 rodzin. Materiały
z Powiatowego Archiwum P a ń s t w o w e g o w Nowym Targu.
1 3

1 4

249

KRONIKA

Celem krakowskich etnografów jest między innymi rejestracja wskazanych prze­
j a w ó w tradycyjnej kultury cygańskiej oraz ukazanie kierunków zmian tej kultury
w warunkach życia współczesnego. Dotychczas zebrany materiał pozwoli na cało­
ściowe opracowanie kultury Cyganów ze Spiszą. Opracowanie to przewidziane jest
jako jeden z t o m ó w monografii kultury ludowej Polskiego Spiszą.
Adam Bartosz

B A D A N I A NAD P R Z E M I A N A M I W , R O D Z I N I E W I E J S K I E J
( W A L E R I A N Y I NOWA H U T A , W O J . S K I E R N I E W I C E ) — S P R A W O Z D A N I E
Z BADAŃ
Współczesna rodzina wiejska i kierunki jej przemian były tematem badań prze­
prowadzonych przez studentki: D. Kalinowską, A. Kuleszę, M. Nowik, B. Osińską,
E . Regulską, pod kierownictwem dr. Andrzeja Woźniaka z Katedry Etnografii Uni­
wersytetu Warszawskiego. Badania ograniczone zostały do dwóch wsi woj. skiernie­
wickiego, oddalonych od siebie o 6 km: Walerian i Nowej Huty.
Współczesnych publikacji na temat tego terenu brakuje. Informacje o historii
wsi znaleźć można w „lustracji w o j e w ó d z t w a rawskiego 1789", u Oskara Kolberga
(Mazowsze. Obraz etnograficzny", t. I cz. 1) oraz w Słowniku
geograficznym
Kró­
lestwa Polskiego i innych Krajów
Słowiańskich
Z uzyskanych danych wynika, że Waleriany powstały w X V I I I w. z leśnej osady
„budników". Wieś należała do majątku Korabiewice. Pod koniec X V I I I w. mieszkało
w niej 9 gospodarzy. Bada-jąc wsie budnicze Kolberg stwierdza, że w X I X w. zauwa­
ża się tendencje do rozszerzania upraw rolnych przy jednoczesnym zaniku tzw.
„przemysłów leśnych" stanowiących przedtem podstawę utrzymania mieszkańców.
Na zasadzie analogii można to stwierdzić o Walerianach. Na temat Nowej Huty
informacji brak.
W wyniku badań terenowych wykonanych w okresie 27-30 I V i 9-13 I X 1974 roku
uzyskano 37 w y w i a d ó w (24 z Walerian, gdzie mieszkają 43 rodziny, i 13 z Nowej
Huty, na 23 rodziny); przeprowadzono zbiorową ankietę z młodzieżą uczącą się lub
pracującą, ankietę w szkole podstawowej (12 z Walerian, 7 z Nowej Huty), skorzy­
stano z danych statystycznych z Urzędu Gminnego dotyczących ludności (skład ro­
dzin, wiek, pochodzenie), powierzchni gospodarstw i ich jakości, podziału wsi, uzy­
skano informacje z miejscowej parafii w Puszczy Mariańskiej.
Materiał ten stanowi podstawę do dalszej analizy, przy czym należy zaznaczyć,
że ze względu na sprawozdawczy charakter artykułu niektóre problemy potrakto­
wano skrótowo.
Warunki społeczno-ekonomiczne wsi polskiej okresu przedwojennego były na
tyle odmienne od tych, jakie ukształtowały się w Polsce Ludowej po 1945 roku, że
w y d a ł o nam się wskazane rozpatrywanie przemian w strukturze i sytuacji rodziny
wiejskiej z uwzględnieniem podziału na dwa w./w. okresy.
Brak zasadniczych różnic w strukturze społeczno-ekonomicznej Nowej Huty i Wa­
lerian przed 1939 r. pozwala na łączne o m ó w i e n i e tematu dla obu wsi. W 1921 r.
istniało w Nowej Hucie 16 gospodarstw, a liczba mieszkańców w y n o s i ł a 107 osób;
w Walerianach — 20 gospodarstw i 154 mieszkańców.
Gospodarstwa były zróżnicowane pod względem wielkości, żadne jednak nie
przekraczało 20 ha. Średnia wielkość gospodarstwa wynosiła 2-4 ha. Mało urodzajne
1

Słownik geograficzny Królestwa
Polskiego i innych Krajów
X I V , Warszawa 1880-1895; t. V I I — 1886 i t. X I I — 1892.

Słowiańskich,

t. I -

250

KRONIKA

gleby — klasa V , V I , rzadziej I V — warunkowały strukturę upraw. Uprawiano
głównie żyto, owies, ziemniaki, łubin, rośliny pastewne, w niewielkiej ilości warzy­
wa. Gospodarstwa nie były nastawione na specjalizację zarówno w uprawach, jak
i w hodowli.
W dużym stopniu realizowano model rodziny samożywieniowej. Natomiast w mie­
ście lub na targu zaopatrywano się powszechnie w artykuły przemysłowe i te arty­
kuły spożywcze, których nie można było w y t w o r z y ć w ramach w ł a s n e g o gospodar­
stwa. Praca w gospodarstwie wykonywana była w obrębie rodziny.
Punktem wyjścia do powstania rodziny jako jednostki społeczno-gospodarczej
było zawarcie małżeństwa. Poznanie się następowało zwykle w tradycyjnych miej­
scach spotkań mieszkańców wsi, tzn. n a zabawach, weselach, targach, w kościele,
u rodziny lub młodzi znali s i ę od dziecka. P o n i e w a ż w tych miejscach spotykali się
ludzie z najbliższych okolic, dlatego też małżonkowie pochodzą najczęściej z tej
samej wsi, parafii lub gminy.
Gdy o małżeństwie decydowało uczucie, zasadniczym kryterium branym pod
uwagę były cechy charakteru przyszłego współmałżonka. W ó w c z a s decyzje podej­
mowali sami młodzi, często nawet wbrew woli rodziców. Rzecz charakterystyczna —
w tym przypadku nie w y s t ę p o w a l i pośrednicy. Innymi motywami zawarcia związku
był majątek kandydata (decyzję o małżeństwie podejmowali rodzice, a dziewczyna
była zmuszona podporządkować się ich woli) lub chęć zabezpieczenia gospodarstwa
i opieki dzieciom (wdowy). Znamiennym dla tego rodzaju sytuacji b y ł fakt w y s t ę ­
powania pośredników, którymi zawsze był ktoś z rodziny. Różnica wieku między
małżonkami była m a ł o w a ż n y m czynnikiem. Kobiety wstępowały w związki mał­
żeńskie w wieku 17-30 lat (w 65% poniżej 21 lat), a mężczyźni 20-44.
Wyprawianie uczty weselnej, z reguły w domu panny młodej, było powszechnie
przyjętym, a jednocześnie niezbędnym elementem dopełniania się obrzędu zaślubin.
Zwykle fundusze pochodziły od rodziców obojga młodych, ale zdarzały się wypadki
całkowitego finansowania wesela przez przyszłego męża — wówczas, gdy był on
bądź wdowcem, bądź też starym kawalerem i występowała dość znaczna różnica
wieku. Wyposażenie młodych małżeństw było zasadą powszechnie przyjętą. Najczę­
ściej otrzymywali oni inwentarz, ziemię, w y p r a w ę , rzadziej pieniądze.
Młodzi zaraz po ślubie dążyli do usamodzielnienia się, ponieważ dopiero posia­
danie rodziny, dzieci oraz gospodarstwa nadawało status pełnoprawnego członka spo­
łeczności wiejskiej. Na podstawie uzyskanych informacji można wnioskować, że
w zdecydowanej większości częściowe usamodzielnienie się nastąpiło zaraz po ślubie
(do roku). Polegało ono na samodzielnej uprawie i hodowli.
Problem posiadania w ł a s n e g o domu był dużo bardziej złożony. Młodzi albo z a ­
kładali oddzielne ognisko domowe (gdy kupowali ziemię wraz z budynkami), albo
mieszkali przez okres 1-3 lat u rodziców, wznosząc w tym czasie nowy dom. Niektó­
rzy pozostawali na stałe w domu rodziców, zwłaszcza jeśli mieli objąć po nich go­
spodarstwo. We wszystkich jednak przypadkach młodzi prowadzili oddzielne gospo­
darstwo domowe. Kierunek inwestycji w nowo zakładanych rodzinach był w zasa­
dzie podobny: tzn. budowa lub naprawa b u d y n k ó w gospodarczych i mieszkalnych,
dokup ziemi, zakup sprzętów gospodarczych i rządzie] kupno zwierząt.
Rodzina jako jednostka gospodarczo-społeczna spełniała jeszcze inne funkcje:
prokreatywną, zabezpieczeniową i wychowowczą. Celem małżeństwa, co podkreśla
każdy informator, było posiadanie dzieci. Stanowiły one rękojmię trwałości związku.
R ó w n i e w a ż n e w y d a j ą się względy natury praktycznej, przy ówczesnym bowiem
poziomie technicznym prac rolnych warunkiem niezbędnym do prawidłowego pro­
sperowania gospodarstwa była „duża ilość rąk do pracy''. Poieważ rodzina wielodzietna
była w stanie sama obrobić małe lub średnie gospodarstwa, a te dominowały, dlatego
też stosunkowo rzadko korzystano z pracy najemnej. Wśród rodzin mniej licznych
lub posiadających m a ł e dzieci występowała powszechnie zasada wzajemnej pomocy.

KRONIKA

251

Jedynie w dużych gospodarstwach najmowano ludzi z rodzin najbiedniejszych luto
wielodzietnych, płacąc zwykle w naturze, rzadziej w pieniądzu.
Posiadanie dzieci łączyło się z funkcją zabezpieczeniową rodziny. Rodzice nie­
zdolni już do pracy pozostawali na dożywociu u dziecka, zwykle tego, które obej­
m o w a ł o gospodarkę. Wzmiankowano także o wzajemnej pomocy w rodzinie w wy­
padkach losowych — choroba, śmierć, nieurodzaj. Polegała ona zwykle na opiece
lub pomocy w naturze. Wszystkie te czynniki w p ł y n ę ł y na ukształtowanie się mo­
delu rodziny wielodzietnej. Przeciętna ilość dzieci w rodzinie w a h a ł a się w grani­
cach 4-6, a nierzadko dochodziła do 10-12. Obowiązek opieki oraz wychowania dzieci
spoczywał przede wszystkim na matce. Ojciec b y ł niepodważalnym autorytetem —
decydował o sprawach gospodarstwa, jego obowiązkiem było zabezpieczenie rodzinie
bytu. Stosunek do kształcenia dzieci był z reguły pozytywny, lecz jednocześnie ogra­
niczony możliwościami finansowymi rodziny. Nauka w zasadzie ograniczała s i ę do
4-klasowej szkoły podstawowej. Dzieci od najmłodszych lat były wdrażane do wszel­
kich prac związanych z gospodarstwem — w polu, w zagrodzie i domu. Początkowo
były to prace lżejsze, jak pasanie krów, pilnowanie domostwa, opieka nad m ł o d s z y m
rodzeństwem, jednak już w wieku 12-13 lat chłopiec był zdolny do wykonywania
ciężkich, typowo męskich prac. W rodzinie wiejskiej istniał dość ścisły podział pracy.
Do obowiązków kobiety Obok troski o dzieci, należało utrzymanie domu, doglądanie
dobytku, uprawa warzyw i inne. Męskie prace to ciężkie roboty polowe (orka, siew),
prace naprawcze w gospodarstwie. Zajęcia wymagające dużej liczby rąk (sianokosy,
żniwa, zwózka, wykopki itp.) wykonywano wspólnie. Ziemia była w ł a ś c i w i e jedynym
źródłem utrzymania. Zajęcia poza rolnicze w y s t ę p o w a ł y sporadycznie. Miały one
charakter prac sezonowych, dorywczych.
Okres wojny i okupacji spowodował znaczne zniszczenia w Obu wsiach, a jed­
nocześnie przyczynił się do zahamowania rozwoju rolnictwa. Tuż po wyzwoleniu
rozpoczyna się proces odbudowy i rozbudowy wsi.
Ilość gospodarstw w obu wsiach zwiększała się osiągając w połowie lat 50-tych
maksymalnie liczbę 30 w Nowej Hucie i 43 w Walerianach. Wzrosła również liczba
mieszkańców. Było to wynikiem zarówno rozwoju demograficznego, jak i możliwości
nabycia ziemi po niskich cenach — co spowodowało n a p ł y w ludności z innych gmin,
a nawet w o j e w ó d z t w .
Jednak już od początku lat 60-tych rozwój obu wsi nie b y ł równomierny. W a ­
leriany w wyniku zbudowania szosy łączącej Żyrardów ze Skierniewicami uzyskały
bardzo dogodne połączenie komunikacyjne z ważnymi, pobliskimi ośrodkami prze­
m y s ł o w y m i i administracyjnymi okręgu. Pociągnęło to za sobą dalsze zmiany:
w 1962 r. w i e ś zelekryfikowano; założona spółdzielnia ogrodnicza wprowadziła
kontraktację ogórków i kapusty — co częściowo zmieniło we wsi strukturę upraw.
Przy ogólnej powierzchni ziemi ornej 168,2 ha dalej przeważa żyto — 59,6 ha, owies —
25,3 ha, ziemniaki 41,8 ha oraz łubin i seradela. Jednak coraz więcej gruntu przezna­
czają mieszkańcy pod uprawę warzyw kontraktowanych. Faktem decydującym o obec­
nym charakterze wsi była możliwość zatrudnienia jej mieszkańców w miejskich
ośrodkach przemysłowych. Dlatego mieszkańcy Walerian to w większości rodziny
chłopo-robotnicze. W uzasadnieniu decyzji podjęcia pracy w mieście informatorzy
najczęściej wymieniają takie czynniki, jak: przymus ekonomiczny, zabezpieczenie fi­
nansowe na starość w postaci emerytury lub renty. Znamienny wydaje się fakt,
że pracujący poza rolnictwem nie zamierzają na stale przenosić się do miasta. Po­
dobny jest stosunek ludzi młodych, którzy obecnie uczą się w szkołach zawodowych
lub technikach i w niedalekiej przyszłości podejmą pracę w przemyśle. Zdecydowani
są oni mieszkać na stałe na wsi. Nie wszyscy jednak utożsamiają to z pracą na roli.
Większość wyraża chęć sprzedania w przyszłości gospodarki po rodzicach, przy za­
chowaniu jedynie domu i małej działki na warzywa.
Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja w drugiej wsi — Nowej Hucie. Od-

252

KRONIKA

dalona od Walerian o 6 km w kierunku Skierniewic i o 3 km od szosy, otoczona
dookoła lasami, do tej pory nie nawiązała żywszych kontaktów gospodarczych i kul­
turalnych z ośrodkami miejskimi. Jeszcze w 1971 r. nie było we wsi światła.
Stale zmniejsza s i ę liczba mieszkańców (obecnie 85). Na 30 gospodarstw 7 jest
całkowicie opuszczonych. Pozostałe gospodarstwa nastawione są na tradycyjną gospo­
darkę rolno-hodowlaną bez wyraźnej specjalizacji. Stały jest odpływ ludzi młodych
do ośrodków miejskich. Obecnie na 23 rodziny zamieszkujące N o w ą Hutę aż w 9 wy­
padkach to staruszkowie nie mogący podołać pracy na roli. Gospodarstwa te nie
mają następców. Dzieci, zdobywszy wykształcenie zawodowe, przeniosły się do miasta
i tam pracują, pomagając niekiedy finansowo rodzicom. Tych, którzy we wsi zostali,
warunki zmuszają do szukania dodatkowej pracy poza rolnictwem. Możliwości takie
stwarza P a ń s t w o w y Zakład Poprawczy znajdujący się w sąsiedniej wsi — Studzieńcu.
Mężczyźni pracują tam najczęściej jako wartownicy, a kobiety w kuchni. K i l k u
mężczyzn ze wsi pracuje także w Puszczy Mariańskiej na kolei. Większość informa­
torów zgodnie podkreśla, że bez dodatkowych źródeł zarobków nie utrzymaliby ro­
dziny.
Wraz ze zmianą podstaw ekonomicznych stopniowo przekształca się model ro­
dziny. Rozpatrując okoliczności kojarzenia małżeństw nie zauważamy zasadniczych
zmian w porównaniu z okresem przedwojennym. Kryterium terytorialne w dalszym
ciągu dość istotnie ogranicza możliwości doboru współmałżonków — młodzi najczęś­
ciej pochodzą z tej samej wsi, razem chodzą do szkoły, często spotykając się. W po­
koleniu najmłodszym (ur. po 1950 r.) sytuacja niekiedy przedstawia się inaczej —
miejscem poznania jest zakład pracy. Zdarza się, że małżonkowie pochodzą z dość
odległych okolic, a także z różnych środowisk społecznych. Uczucie stanowi główny
motyw zawarcia związku. Średnia wieku młodych zawierających małżeństwo wynosi
21-23 lata dla kobiet i 23-26 dla mężczyzn. Natomiast ciekawe zjawisko można
zaobserwować w obu wsiach w ostatnich latach (1968-1975) — w związki małżeńskie
wstępują ludzie coraz młodsi. Rodzice narzeczonych nie mają w ł a ś c i w i e żadnego
w p ł y w u n a podjęcie decyzji o małżeństwie. Istotną różnicę między okresem przedi powojennym można zauważyć w wyposażeniu młodego małżeństwa. O ile dawniej
podstawę stanowiła ziemia, inwentarz i wyprawa, obecnie młodzi częściej otrzymują
od rodziców pieniądze na zagospodarowanie się. Po wojnie obserwujemy stały i sy­
stematyczny spadek liczby dzieci w rodzinie. W latach 40-tych kształtowała się ona
w granicach 3-5. Podobny model rodziny utrzymuje się do połowy lat 60-tych. Od
tego okresu obserwujemy dalszy spadek urodzeń. Małżeństwa najmłodsze posiadają
maksymalnie dwoje' dzieci i taką liczbę u w a ż a j ą za najkorzystniejszą. W dalszym
ciągu podkreśla się, że posiadanie dzieci jest obowiązkiem, a jednocześnie przywi­
lejem rodziny. Natomiast tylko w sporadycznych wypadkach i, rzecz charaktery­
styczna, wśród rodzin najliczniejszych, podkreśla się czynnik ekonomiczny; zdecy­
dowana większość informatorów ogranicza liczbę dzieci warunkami ekonomicznymi
rodziny. Liczba dzieci powinna być uzależniona nie tylko od możliwości zabezpie­
czenia najbardziej podstawowych potrzeb (wyżywienia i odzieży), ale jednocześnie
od możliwości ich wykształcenia, dania zawodu, zapewnienia przyszłości.
Dzieci, podobnie jak dawniej, wdrażane s ą do wszelkich prac w gospodarstwie
domowym, natomiast dużo mniej czasu poświęcają na pracę w polu i zagrodzie.
W wychowaniu dzieci istotną rolę odgrywa szkoła — umożliwia bowiem młodym
zdobycie zawodu, co zapewnia im pracę lżejszą, a jednocześnie bardziej opłacalną
pod w z g l ę d e m finansowym. Charakterystyczny wydaje się fakt, że urodzeni po
1950 r. posiadają wykształcenie ponadpodstawowe. Są to zwykle szkoły zawodowe.
W kilku wypadkach młodzi z tych wsi są po wyższych studiach — odeszli jednak
do miast. Zdobycie wykształcenia jest jednocześnie najczęściej podawanym moty­
wem ucieczki ze wsi, zwłaszcza w Nowej Hucie.
Wyraźnej zmianie uległa również rola ojca i matki w rodzinie w związku z pod-

KRONIKA

253

jęciem pracy zarobkowej. Jeżeli tylko dzieci pracują poza rolnictwem, to ojciec na­
dal odgrywa rolę głowy rodziny. Jeśli m ą ż pracuje poza rolnictwem, w ó w c z a s w i ę k ­
szość funkcji związanych z pracą w gospodarstwie przejmuje żona; ona podejmuje
w a ż n e decyzje (struktura upraw, kupno nawozów, kontraktacje, sprzedaż produktów
rolnych itp.). Pomoc męża i dzieci ogranicza się do wykonywania najcięższych prac
polowych. Kobieta pracuje zawodowo zazwyczaj tylko wtedy, gdy posiada w domu
matkę lub teściową, która jest w stanie zająć się domem i dziećmi, ewentualnie
wówczas, gdy dzieci są już dorosłe.
W Nowej Hucie dominują ludzie starzy, gdyż dzieci założywszy w ł a s n e rodziny
odeszły do miasta lub innej wsi. Natomiast w Walerianach zdecydowanie przeważają
rodziny 2-pokoleniowe, stanowiące V3,8°/o wszystkich rodzin.
Danuta Kalinowska, Anna Kulesza,
Małgorzata
Nowik, Elżbieta
Regulska

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.