bed4b5344affc466478483232b80eaf1.pdf

Media

Part of Twórczość plastyczna górników cz.III / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5 z.4-5

extracted text
TWÓRCZOŚĆ PLASTYC7NA

GÓRNIKÓW

Cz. I I I .
MARIA

O C I E P K A

T E O F I L

urodzony w 1892 r o k u w Janowie Ś l ą s k i m ,
t a m u k o ń c z y ł szkołę p o w s z e c h n ą , teraz miesz­
ka i pracuje jako maszynista w y c i ą g o w y na k o ­
p a l n i i m . Jana Wieczorka.
Ociepka zaczął m a l o w a ć p ó ź n o , w 1927 r o k u ,
m a j ą c 35 lat. B y ł j u ż w t e d y d o j r z a ł y m c z ł o w i e ­
kiem o głębokim
życiu w e w n ę t r z n y m , które
pozwoliło m u z b u d o w a ć swój w ł a s n y świato­
p o g l ą d . Gdy z d o b y ł się na malowanie, s t a ł o się
ono dla niego raczej ś r o d k i e m w y r a ż a n i a jego
p r z e ż y ć w e w n ę t r z n y c h , a nie d o z n a ń artystycz­
nych. P ó ź n i e j o b u d z i ł się w n i m artysta. Prze­
ż y c i a swe oddaje s k o m p l i k o w a n ą
symboliką,
k t ó r a w jego t w ó r c z o ś c i ma dwa g ł ó w n e ś r o d k i
w y r a z u : dziwaczne p o t w o r y , p r z y p o m i n a j ą c e
c h i m e r y k a t e d r y N o t r e - D a m e w P a r y ż u , czy
r y s u n k i A l b r e c h t a Durera, w z g l ę d n i e M a r t i n a
Schongauera, w y o b r a ż a j ą c e p r z e w a ż n i e siły złe
i bujna, fantastyczna przyroda, s y m b o l i z u j ą c a
dobro. W obu t y c h w y p a d k a c h fantazja Ociepki
nie da s i ę o g r a n i c z y ć j a k i m i k o l w i e k kanonami
r e a l i s t y c z n y m i , k t ó r e b y z m n i e j s z y ł y siłę m a j ą ­
cą r e p r e z e n t o w a ć jego p r z e ż y c i a .
Posuwa się
w t y m w y p a d k u do przesady, g r a n i c z ą c e j n i e ­
kiedy z groteską, byle spotęgować założenie dy­
daktyczne n a r r a c j i obrazu.
(,,Droga
życia".
„Golgota").
T e m a t y k a jego o b r a z ó w w y r o s ł a nie t y l k o
z jego osobistych w y o b r a ż e ń i w i e r z e ń , ale jest
z w i ą z a n a s i l n y m i w ę z ł a m i z c a ł o k s z t a ł t e m at­
mosfery k u l t u r y l u d o w e j Ś l ą s k a . Jego swoista
interpretacja w ą t k ó w religijnych wzbogacająca
jej t r e ś ć całą p l e j a d ą
duchów,
dziwacznych
s t w o r ó w jest b e z p o ś r e d n i m
wyrazem
świata
b a ś n i i legend l u d o w y c h .
Ociepka m a l u j e zawsze f a r b a m i o l e j n y m i na
s z t y w n y m k a r t o n i e bez ż a d n e g o p o d k ł a d u . N a j ­
p i e r w w y k o n u j e l e k k i szkic o ł ó w k i e m , po czym
f a r b ę stara się r o z p r o w a d z i ć r ó w n o , aby uzys­
k a ć g ł a d k ą p o w i e r z c h n i ę obrazu.
Gdy p r a c ę
u w a ż a za s k o ń c z o n ą , p r z e c i ą g a obraz bezbarw­
n y m l a k i e r e m . P r ó b a zainteresowania go d a w ­
n y m i t e c h n i k a m i m a l a r s k i m i z u w a g i na pewne
p o k r e w i e ń s t w o w jego tendencjach artystycz­
nych, s p e ł z ł a na niczym.
Ociepka grzecznie
w y s ł u c h a ł k i l k u w y k ł a d ó w fachowych, jednak
w r ó c i ł do swego pierwotnego sposobu malo­
wania.
154

ŻYW1RSKA

Praca malarska nie przychodzi m u ł a t w o . Nad
k a ż d y m obrazem pracuje po k i l k a tygodni, a na­
wet m i e s i ę c y . P o s z c z e g ó l n e p a r t i e nieraz k i l ­
k a k r o t n i e przemalowuje. „ S z a c h y " r o z p o c z ę t e
w 1927 r o k u , u k o ń c z y ł w 20 lat p ó ź n i e j . „ P o c a ­
ł u n e k Judasza" m a l o w a ł c a ł y rok, z a ś „ P u s t e l ­
n i k a " t r z y lata.
P i e r w s z y m jego obrazem b y ł a „ D r o g a czło­
w i e k a " i „ S z a c h y " — oba obrazy
przepojone
p i e r w i a s t k i e m m o r a l i z a t o r s k i m . Te same cechy
c h a r a k t e r y z u j ą dalsze jego obrazy, j a k : „ C h r y ­
stus w O g r ó j c u " , „ U k r z y ż o w a n i e " (1929), czy
„ P i e k ł o " . W n a s t ę p n y c h latach dopiero p r z y ­
c h o d z ą obrazy z w i ą z a n e z t e m a t y k ą
legend
śiąskich, j a k : „ P u s t e l n i k " (1933).
Po w y s t a w i e n i u i c h na pierwszej, zorganizo­
wanej przez W o j e w ó d z k ą R a d ę K u l t u r y w 1946
r e k u w y s t a w i e , z a c h ę c o n y do dalszej pracy na­
m a l o w a ł w ciągu 1947 r o k u k i l k a o b r a z ó w
o p a r t y c h o t e m a t y k ę zawsze m u b l i s k ą , tema­
t y k ę ś l ą s k i c h legend
ludowych. Będą
to:
„ S k a r b n i k " (ryc. 1), „ U t o p l e c " w k i l k u wersjach.
N a s t ę p n i e maluje „ S u c h e drzewo",
wreszcie
„ P o c a ł u n e k Judasza", „ R a j " , „ N a r o d z i n y czło­
w i e k a " . Dalsze jego obrazy, choć i d ą po l i n i i j e ­
go z a i n t e r e s o w a ń , jednak są inspirowane zew­
nątrz, jak „Łąka",
„Madagaskar",
„Rodzina
g ó r n i c z a " (ryc. 2), czy ilustracje do legend k o ­
palnianych. Ostatnie d w a obrazy: „ U r o k h a ł ­
d y " i „ R a j p t a k ó w " (ryc. 3) — namalowane
z o s t a ł y na z a m ó w i e n i e .
Powoli
porzuca Ociepka
krainę
duchów
i zjaw, z w r a c a j ą c się do o t a c z a j ą c e g o go życia,
co daje s i ę z a u w a ż y ć w ostatnich jego obrazkach.
Jednak najbardziej aktualne zagadnienia w y r a ­
ża jeszcze symbolami, o c z y m ś w i a d c z y ostatni
jego obraz, k t ó r y ma na warsztacie: „ G e n i u s z
Pokoju".
M i ę d z y j e d n y m i d r u g i m obrazem o l e j n y m ,
Ociepka rysuje szereg o b r a z k ó w p i ó r k i e m czy
o ł ó w k i e m . S ą to p r z e w a ż n i e postacie ludzkie,
czy fantastyczne drzewa w y k o n a n e niezmiernie
drobiazgowo i czysto.
Pomimo d o ś ć b ł y s k o t l i w e j k a r i e r y artystycz­
nej, j a k a s t a ł a się u d z i a ł e m Teofila Ociepki,
k t ó r y po w y s t a w i e zorganizowanej w g r u d n i u
1948 r o k u w Warszawie s t a ł się do pewnego
stopnia s ł a w n y i m i a ł b o d a j ż e n a j o b f i t s z ą p r a s ę
zc wszystkich malarzy po wojnie. Ociepka z ą -

Ryc. 2.

Ociepka

Teofil.

Rodzina

górnicza.

Fot. ze

zbiorów

Zwązkowego

Muzeum Górniczego

w

Sosnowcu.

c h o w a ł swoje ' n d y w i d u a l n e oblicze: acz zawsze
uważnie słuchał licznych uwag
zawodowców
i n i e z a w o d o w c ó w , p o z o s t a ł p r z y swoich z a ł o ż e ­
niach technicznych i o p e r o w a ł nadal dyspozy­
cjami m a l a r s k i m i , tak, j a k je r o z u m i a ł i czuł.
Teofil Ociepka
tystyczną wyraża

c a ł ą s w ą t w ó r c z o ś c i ą ar­
swoją głęboką
osobowość.

Zarysowuje s i ę to w y r a ź n i e w z a ł o ż e n i a c h k o m ­
pozycyjnych. Tak, j a k sam jest w sobie zam­
k n i ę t y , tak zamyka k a ż d ą k o m p o z y c j ę p e w n y m i
p a r t i a m i b r y ł , czy p ł a s z c z y z n , n a j c z ę ś c i e j ciem­
n y m i drzewami, a n a p r z y k ł a d w „Szachach" —
d w o m a c i e m n y m i szafami. Odgradza swój ś w i a t
fantazji od r z e c z y w i s t o ś c i .
Kompozycję
swą
r o z w i ą z u j e na osi s y m e t r i i , z e ś r o d k o w u j ą c sed­
no t r e ś c i na ś r o d k o w y m p u n k c i e c e n t r a l n y m
bez w z g l ę d u na to, czy to b ę d z i e grupa l u d z i
( „ S z a c h y " ) , czy z w i e r z ą t („Raj"),
czy fanta­
stycznych r o ś l i n ( „ N a r o d z i n y c z ł o w i e k a " ) . Na­
w e t w „ U r o k u h a ł d y " , gdzie p o s t a ć starca przy
w ó z k u , umieszczona p o ś r o d k u obrazu, j a k o j e ­
dyna, w i ę k s z a , ciemna plama ś c i ą g a w z r o k na
siebie.
Dalsze p l a n y w obrazach O c i e p k i są r o z w i ą ­
zane e t a ż o w o i zawsze p o z o s t a j ą j e d y n i e t ł e m
r o z g r y w a j ą c e j się na planie p i e r w s z y m — akcji.
Postacie ludzkie, z w i e r z ę t a , czy symboliczne po­
twory sprawiają wrażenie
upozowanych do
zdjęcia fotograficznego i m a j ą s z t y w n o ś ć p r z y ­
p o m i n a j ą c ą postacie z fotografii m a ł o m i a s t e c z ­
k o w e j p r a c o w n i . Jednak ta — pewnego rodza­
j u — h i e r a t y c z n o ś ć postaci upozowanych j a k
g d y b y u r o c z y ś c i e , c e l e b r u j ą c y c h s w o j ą r o l ę na­
d a n ą i m przez a r t y s t ę , p o d k r e ś l a s p e c y f i c z n o ś ć
c h a r a k t e r u jego t w ó r c z o ś c i . Wszelka p r ó b a w y ­
r a ż e n i a r u c h u przechodzi w g r o t e s k ę , co tak
w y r a ź n i e zaznacza się w obrazie:
„Skarbnik
w s t u d n i " (ryc. 1).
Ociepka maluje p ł a s k o ; ś w i a t ł o nie ma na j e ­
go obrazach s t a ł e g o ź r ó d ł a . W „ U r o k u h a ł d y "
pada, j a k g d y b y od strony widza, to z n ó w na
spodniach starca z p r a w e j , na w i a d e r k u z w ę ­
g l e m z lewej, na o k r ą g l a k a c h d r z e w n y c h l e ż ą ­
cych na w ó z k u ś w i a t ł o pada z g ó r y . T y m c z a ­
sem, j a s n o - ż ó ł t a plama słońca jest umieszczona
na horyzoncie,
na l e w y m
brzegu
obrazu,
u góry.
Podobnie na obrazie: „ R a j p t a k ó w " (ryc. 3).
Na drzewie, z a m y k a j ą c y m obraz od lewej stro­
na w i d a ć , że ś w i a t ł o pada od p r a w e j . T y m c z a ­
sem, m a l u j ą c p t a k i , zdaje się z u p e ł n i e zapomi­
n a ć , tak jest p o c h ł o n i ę t y i c h b a r w ą , że zdaje się
nie m i e ć czasu na p o d k r e ś l e n i e i c h m i ę k k i e j
okrągłości.
Dlatego tak ż y w o
przypominają
m a l o w a n k i . Na krokusach (?) w y r a ź n e ś w i a t ł o

z p r a w e j strony, z a ś szerokie, fantastyczne liś­
cie m a j ą swoje w ł a s n e ź r ó d ł o ś w i a t ł a , p ł y n ą c e
gdzieś z góry.
Jest r z e c z ą n i e w ą t p l i w ą , że ta z u p e ł n a bez­
troska o p r a w i d ł o w o ś ć ś w i a t ł o c i e n i a w y p ł y w a
z charakterystycznego dla tego t y p u t w ó r c z o ś c i ,
nieświadomego
p o m i n i ę c i a p r a w d y na rzecz
pewnej w i z j i malarskiej, a przede w s z y s t k i m
barwy.
Ociepka kocha p r z y r o d ę , z i e l e ń i jej p o ś w i ę ­
ca n a j w i ę c e j u w a g i . Dlatego t e ż stara się roz­
p r a c o w a ć jej r ó ż n o r o d n o ś ć , drobiazgowo w y ­
k a ń c z a swe o fantastycznych k s z t a ł t a c h drze­
wa, czy r o s n ą c e nad brzegiem s t r u m y k a s z t y w ­
ne laski t r z c i n y wodnej, rozkoszuje s i ę r ó ż o w o ­
ścią k r o k u s ó w ; p r z y m a l o w a n i u p t a k ó w i n t e ­
resuje go j e d y n i e ż y w o ś ć i c h p l a m b a r w n y c h ,
g d y ż t a k ą r o l ę m a j ą s p e ł n i ć w obrazie. I c h
proporcje są w r ę c z fantastyczne; tłoczą się jedne
na d r u g i c h .
Ten z u p e ł n i e abstrakcjonistyczny stosunek
do realistycznych i n t e n c j i a r t y s t y jest w ł a ś c i ­
w i e d e c y d u j ą c y m faktem, jeśli chodzi o egzot y z m jego t w ó r c z o ś c i . I na t y m polega jej urok.
Pozorne l e k c e w a ż e n i e p r a w d y , w y t ł u m a c z y ć
m o ż e fakt n a s t ę p u j ą c y : m a l u j ą c „ U r o k h a ł d y "
Ociepka c h c i a ł je p r z e d s t a w i ć m o ż l i w i e n a j p r a w d z i w i e j . A w i ę c n a m a l o w a ł most, po k t ó ­
r y m w y w o z i się s z l a k ę z k o p a l n i na h a ł d ę . Most
ten codziennie w i d z i z okna swej k o t ł o w n i . Da­
je t a k ż e szpaler t o p o l i
otaczających
szkołę
P r z e m y s ł o w ą w Janowie, ale r e s z t ę
sztafażu
ustawia dowolnie. O d s ł a n i a z p r a w e j strony
zabudowania kopalniane, aby u z y s k a ć potrzeb­
n ą m u p l a m ę p r z e s t r z e n n ą . U d o ł u h a ł d y , gdzie
ludzie z b i e r a j ą drzewo, jest w r z e c z y w i s t o ś c i
las stary. W obrazie Ociepki w y p a d ł on na
p i e r w s z y m planie, j e d n o c z e ś n i e t w o r z ą c nie­
o d z o w n ą p l a m ę dla obrazu. A r t y s t a c h c i a ł go
o d d a ć jaknajbardziej realistycznie i w i e r n i e .
Gdy zaczął m a l o w a ć z f a n t a z j i — nie b y ł za­
dowolony. P o s z e d ł do lasu, nie m ó g ł t u jednak
a i a l o w a ć z n a t u r y . U ł a m a ł k i l k a g a ł ą z e k i do­
piero w d o m u zaczął je m a l o w a ć , s t a r a j ą c się
bardzo rzetelnie o d d a ć model. Z d a w a ł się za­
p o m i n a ć , ż e m a j ą s t a n o w i ć część obrazu i przed­
s t a w i a ć rzeczywisty j a n o w s k i las. M a l o w a ł je
same dla siebie. W rezultacie s t a ł y się j e d y n i e
symbolem tego lasu, ale w z u p e ł n o ś c i zadowo­
liły a r t y s t ę .
Tak, j a k t r e ś ć o b r a z ó w m a l o w a n y c h przez
O c i e p k ę jest nie t y l k o w y r a z e m jego w e w n ę t r z ­
n y c h p r z e ż y ć , ale i w y o b r a ż e ń jego ś r o d o w i s k a ,
tak i k o l o r y t w y k a z u j e ścisłą z a l e ż n o ś ć od t r a ­
d y c j i l u d o w y c h ; jednak, o p r ó c z niej, c i ą ż y na
/ r>

Ryc. 3. Ociepka Teofil. Raj ptaków.

Olej 1950 r. Fot.

jego palecie p i ę t n o odpustowych o b r a z ó w
wocyjnych,

barwnych oleodruków

czy

de-

wresz­

cie b ł y s z c z ą c y c h malowanek.
Ociepka nie l u b i niezdecydowanych b a r w
i nawet jeśli p r ó b u j e
w p r o w a d z i ć do swoich
o b r a z ó w p ó ł t o n y — w y p a d a to niedobrze. N a j ­
lepszym tego dowodem jest k o l o r y t „ R o d z i n y
g ó r n i c z e j " (ryc. 2). Zasadniczo w y ż y w a się c a ł ­
k o w i c i e w ś m i a ł y c h , ostrych zestawieniach na­
syconych k o l o r ó w , d a j ą c p r z y t y m p r z e w a g ę
szafirom, zieleni i tonacjom o s t r o r ó ż o w y m .
Najbardziej f a w o r y z o w a n y m przez a r t y s t ę
jest w ł a ś n i e kolor s i l n o - r ó ż o w y w t y m samym
odcieniu, k t ó r y tak często m o ż n a b y ł o o g l ą d a ć
na szatach c h o i n k o w y c h a n i o ł ó w . Z n a j d u j e m y
go w k a ż d y m n i e m a l jego obrazie. W „ R a j u p t a ­
k ó w " , czy „ Ł ą c e " zajmuje całą p a r t i ę c e n t r a l n ą ,
w y o b r a ż a j ą c ą fantastyczne k w i a t y , c h o ć wielka
rzesza ptasia raczej t a m n i k n i e , a n i ż e l i s i ę u w y ­
p u k l a . N a w e t w „ U r o k u h a ł d y " zestawia j ą
w lewej p a r t i i z c i e m n ą z i e l e n i ą , pomimo, że
istnienia j e j nic realnego nie t ł u m a c z y . Jego
u m i ł o w a n i e p r z y r o d y p r z e j a w i a się w bogatej
skali zieleni, j a k ą przesycone są n i e m a l wszyst­
kie jego obrazy. Z c a ł y m u p o r e m stara się w y ­
z y s k a ć wszystkie odcienie, z a c z ą w s z y od gra136

ze zbiorów

Związk.

Muzeum Górniczego

w

Sosnowcu.

natowo-zielonego aż po odcienia ugrowe. Nada­
j ą c swoim d r z e w o m i k r z e w o m dowolnie fanta­
styczne k s z t a ł t y , p r z y t y m bogactwie k o l o r y t u
podnosi jeszcze bardziej egzotyzm swoich prac.
D l się to p r z e ś l e d z i ć na k a ż d y m n i e m a l jego
obrazie.
N a j w i ę k s z a z a l e ż n o ś ć od o g l ą d a n y c h „ w i d o c z ­
ków" — niewątpliwie podświadoma — wystę­
puje w kolorycie nieba i w o d y . Niebo u Ociep­
k i jest zawsze, niezmiennie niebieskie z b i a ł y m i
o b ł o c z k a m i . N a w e t w „ U r o k u h a ł d y " , gdzie —
zda się — c a ł e w i n n o b y ć p o k r y t e d y m a m i uno­
s z ą c y m i się z niezliczonych k o m i n ó w
kopalni
i f a b r y k — c h o ć s k r a w e k w y g l ą d a ulubionego,
monotonnego b ł ę k i t u . To samo, da się p o w i e ­
dzieć o wodzie, j a k g d y b y b e z p o ś r e d n i o przenie­
sionej z m a l o w a n k i w y o b r a ż a j ą c e j np. p ł y w a ­
jące łabędzie z reklamy mydła.
U p o r c z y w e t r z y m a n i e się l a k i e r u dla uzyska­
nia b ł y s z c z ą c e j p o w i e r z c h n i obrazu jeszcze s i l ­
niej p o d k r e ś l a t ę z a l e ż n o ś ć .
Jednak specyficzny z e s t r ó j wszystkich, na­
gromadzonych w a r t y ś c i e e l e m e n t ó w przepusz­
czonych przez f i l t r jego silnej osobowości, s k ł a ­
da się na w ł a ś c i w y u r o k jego i n d y w i d u a l n o ś c i
twórczej.

Rozrzucone na ł a m a c h prasy polskiej liczne
wzmianki o twórczości Ociepki
kilkakrotnie
p o t r ą c a ł y o jego w y b i t n e p o k r e w i e ń s t w o a r t y ­
styczne z H e n r i Rousseau, w c z y m t k w i nie­
wątpliwie wiele prawdy.
A b s t r a h u j ą c od skali talentu, obu a r t y s t ó w
m o ż n a b y z a l i c z y ć do g r u p y n a i w n y c h r e a l i s t ó w ,
c h o ć k a ż d y w y r ó s ł z innego p o d ł o ż a k u l t u r o ­
wego.
Uderza w t w ó r c z o ś c i obu a r t y s t ó w drobiaz­
gowo p r z e m y ś l a n a
symbolika. W e ź m y
np
,,Szachy" Ociepki i „ A u t o p o r t r e t " Rousseau ) .
W obrazie naszego a r t y s t y nie t y l k o k a ż d a po­
s t a ć centralnej g r u p y ma swoje symboliczne
znaczenie, co z r e s z t ą , z o s t a ł o j u ż o m ó w i o n e na
i n n y m miejscu ) , ale c z e r w i e ń pieca, w y p a l o n e
ognisko, ilość k s i ą ż e k w bibliotece, czy wresz­
cie szachownica
p o d ł o g i ma s w o j ą s p e c j a l n ą ,
s y m b o l i c z n ą r o l ę do s p e ł n i e n i a . P o d o b n ą f u n k ­
cję p r z e z n a c z y ł Rousseau k o n t u r o m L o u v r e ' u
na dalszym planie obrazu, k t ó r y m i a ł b y ć w y ­
razem jego nadziei, że jego obrazy t a m s i ę k i e ­
d y ś z n a j d ą . Szeroko otwarte, nadmiernej w i e l ­
kości oczy m a j ą w y r a z i ć , że artysta w i e l e w i ­
dzi, z a c i ś n i ę t e usta, że nie chce w i e l e m ó w i ć .
Z u p e ł n i e analogicznie do koncepcji O c i e p k i
t r z y m a n a przez Rouseau l a m p a w r ę k u m a b y ć
symbolem pocieszenia. Wypisane na palecie
i m i o n a obu z m a r ł y c h żon, m a j ą t u t a k ż e s w o j ą
określoną wymowę.
1

2

Z drugiej strony ł ą c z y i c h obu g ł ę b o k i e u m i ­
ł o w a n i e p r z y r o d y , c h o ć w przedstawieniu j e j ,
obaj a r t y ś c i r ó ż n i ą się zasadniczo.
Drzewa
Rousseau m a j ą s z t y w n o ś ć r o ś l i n n o ś c i p o d z w r o t ­
n i k o w e j , w ś r ó d k t ó r e j j a k i ś czas p r z e b y w a ł , ko­
l o r y t ma zawsze u t r z y m a n y w e w s z y s t k i c h od­
cieniach zielonego, c h o ć b y drzewa w istocie
b y ł y czerwone czy ż ó ł t e — w całości przewa­
żają ciemne stonowane w a l o r y , gdy tymczasem
Ociepka — w ł a ś n i e t u w p r o w a d z a n a j b o g a t s z ą
g a m ę b a r w n ą , co n i e w ą t p l i w i e jest ś l a d e m t r a ­
dycji kulturowych środowiska.
Wreszcie w i ą ż e obu a r t y s t ó w g ł ę b o k a powa­
ga w stosunku do przedstawianej rzeczywisto­
ści, b y ć m o ż e dlatego, że ma w y r a ż a ć i c h g ł ę b o ­
kie p r z e ż y c i a . N a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e to w na­
r y s o w a n i u postaci. F u t b o l i ś c i na obrazie Rous­
seau „ G r a j ą c y w p i ł k ę " z a m a r l i sztywno w j e d ­
nej pozie i z d a j ą się c e l e b r o w a ć g r ę , podobnie,
jak w „Golgocie",
czy „ R o d z i n i e g ó r n i c z e j "
(ryc. 2) O c i e p k i postacie stoją, j a k g d y b y spe­
cjalnie upozowane.
Wreszcie ł ą c z y i c h b r a k j a k i e j k o l w i e k
linii
e w o l u c y j n e j . Obaj zaczęli m a l o w a ć , j a k o ludzie
dojrzali. Rousseau m i a ł p r z e c i e ż 40 lat, gdy na­

m a l o w a ł s w ó j pierwszy obraz i obaj w y r a ż a l i
p r z e k o n y w u j ą c o swoje koncepcje, g d y ż
obaj
wierzyli w ich prawdziwość.
Jednak jest zasadnicza cecha, k t ó r a r ó ż n i i c h
k r a ń c o w o , j u ż j a k o l u d z i — nie a r t y s t ó w . Rous­
seau przez 25 lat swego artystycznego ż y w o t a ,
gdy p o r z u c i ł s w ó j z a w ó d celnika, ż y ł ze s k r o m ­
n y c h d o c h o d ó w małegci s k l e p i k u prowadzonego
kolejno przez jego d w i e ż o n y . Gdy u m a r ł y ,
nie c h c i a ł w z i ą ć się do ż a d n e j pracy, ż y ł z j a ł ­
m u ż n y , g r a j ą c na skrzypcach po p o d w ó r k a c h
paryskich p r z e d m i e ś ć , b ą d ź t e ż z ł a s k i s w y c h
s ą s i a d ó w . Tymczasem Teofil Ociepka kocha
swoją pracę zawodową.
N ę c ą c y c h propozycji
p r z e j ś c i a na p e ł n e u t r z y m a n i e p a ń s t w a ,
nie
p r z y j ą ł . N i e c h c i a ł r o z s t a ć się ze s w y m i maszy­
n a m i . Najbardziej l u b i n o c n ą z m i a n ę , g d y c i ­
sza panuje w o k o ł o , ś w i a t jego w y o b r a ź n i za­
p e ł n i a j ą w t e d y w i z j e malarskie, k t ó r e w r ó c i w ­
szy po pracy, przenosi do swoich o b r a z ó w . Jego
antropomorficzny stosunek do otoczenia k a ż e
m u w y c z u ć ż y w y r y t m pracy jego maszyny, co
nawet s t a ł o się b o d ź c e m do zastosowania pew­
nego ulepszenia,
z y s k u j ą c T e o f i l o w i Ociepce
zaszczytny t y t u ł racjonalizatora na jego kopalni.
R E J D Y C H

B R O N I S Ł A W

urodzony w 1910 r o k u .
Mieszka i pracuje
w Brzeszczach, jako palacz k o p a l n i a n y na ko­
palni „Brzeszcze".
Rej d y c h zaczął m a l o w a ć dopiero w 1948 r o ­
k u . O d c z a s ó w u k o ń c z e n i a s z k o ł y powszechnej
p o r z u c i ł rysunek i dopiero w czasie okupacji,
k i e d y o b o w i ą z y w a ł a godzina policyjna, zaczął
r y s o w a ć , k i e d y — j a k sam m ó w i : „ n i e b y ł o i n ­
nej r o z r y w k i " . Z b a r w ą z a p o z n a ł się dopiero na
kursie. N a j p i e r w m a l o w a ł a k w a r e l ą , potem
z c h ę c i ą p r z e s z e d ł na t e m p e r ę , j a k o t e c h n i k ę
łatwiejszą.
Rysuje p r z e w a ż n i e a r c h i t e k t u r ę .
Inspirato­
rem t e m a t u jest zawsze u Rej dycha m o t y w
z a u w a ż o n y . B ę d z i e to w i ę c n a j b l i ż s z e otoczenie,
a w i ę c jego kopalnia, pobliska k o k s o w n i a czy
j a k i ś i n n y z a k ł a d pracy.
P r z y s t ę p u j ą c do malowania, n a j p i e r w z na­
t u r y szkicuje
wybrany motyw,
zwracając
baczniejszą
u w a g ę na p a r t i e zasadnicze, j a k
wieże wyciągowe, kominy, grupy
budynków.
Nie u m i e d a ć sobie r a d y z p e r s p e k t y w ą , z r e s z t ą
nie p o ś w i ę c a j e j z b y t w i e l e u w a g i , z a j ę t y roz­
mieszczeniem g r u p y g ł ó w n e j , co da się zauwa­
żyć na r y s u n k u w ó z k a z p r a w e j strony p i e r w ­
szego p l a n u w obrazie
„ K o p a l n i a Brzeszcze"
(ryc. 4, 5). Dopiero, k i e d y w r ó c i do domu, z a k ł a ­
da rysunek b a r w ą . Rej d y c h t w i e r d z i , że m a l u -

Ryc. 4. Rejdych Bronisław. Kopalnia

je „ p r a w d z i w i e " , a w i ę c wierzy, że w i e r n i e od­
daje model. Odrazu jednak w y s t ą p i s p r z e c z n o ś ć
tego orzeczenia z p r a w d ą , gdy s p o j r z y m y
na
obrazek p r z e d s t a w i a j ą c y k o p a l n i ę Brzeszcze,
namalowany a k w a r e l ą i przeciągnięty lakierem;
uderzy w n i m dekoracyjne zestawienie b a r w ze
z d e c y d o w a n ą p r z e w a g ą p e w n y c h , przez m a l u ­
j ą c e g o f a w o r y z o w a n y c h . M a m y tam, m i a n o w i ­
cie n a s t ę p u j ą c e zestawienia b a r w n e : b u d y n e k
w i ś n i o w y , jasny, lekko p r z e ł a m a n y , dach szafi­
r o w y , obok n a s t ę p n y b u d y n e k w t y m samym
kolorze, nieco j a ś n i e j s z y z szafirowo-zielonym
dachem; dalej, na p r a w o ż ó ł t y z c z e r w o n y m
dachem z p o d k r e ś l e n i a m i szafirowymi. Nad n i ­
m i w i e ż a niebieska, niebo szafirowe. Wzboga­
cona całość przez ciemne o b w ó d k i w o k o ł o okien.

Кус. 5, Rejdych

Bronisław.

Brzeszcze.

Fot.

Makarewiczów

a.

Rejdych maluje p ł a s k o , z a k ł a d a r ó w n o całe
p ł a s z c z y z n y k o l o r e m nie p o d k r e ś l a j ą c ś w i a t ł o ­
cienia. Jednak, gdy maluje ł ą k ę p o k r y t ą k w i a ­
t a m i — na planie p i e r w s z y m , p o s ł u g u j e się su­
c h ą farbą, stosuje j ą nieporadnie, stara się d a ć
szczegóły, co w p r o w a d z a p e w i e n n i e p o k ó j w ca­
łość obrazu doskonale zestrojonego. W y s t ę p u j e
to jeszcze silniej w „ C e m e n t o w n i w Brzesz­
czach", gdzie Rejdych chce n a m a l o w a ć naturalistyczne drzewo, czy d y m y u n o s z ą c e się z ko­
m i n ó w fabrycznych. R ó w n o w a ż y to h a r m o n i j n e
ustawienie całego s z t a f a ż u , jednolite z a ł o ż e n i e
p ł a s z c z y z n , z e s t r ó j b a r w n y , co decyduje o sta­
t y c z n o ś c i i spokoju. Wszystkie elementy k o m ­
pozycji s t a n o w i ą j a k g d y b y same dla siebie od­
r ę b n ą całość przez silne w y o d r ę b n i e n i e ich z tła

Kopalnia.

Fot. Maria

Zywirska,

obrazu. Decyduje o t y m w d u ż e j mierze w y ­
raźne okonturowanie.
Przez s w ą t e m a t y k ę i j e j ujęcie, R e j d y c h re­
prezentuje p e w n ą g r u p ę a m a t o r ó w - p l a s t y k ó w
z g r u p y g ó r n i c z e j , k t ó r y c h t w ó r c z o ś ć jest w y ­
razem podobnych m o ż l i w o ś c i artystycznych
i j e d n a k o w y c h ś r o d k ó w w y r a z u . B ę d z i e to zaw­
sze e t a ż o w e budowanie krajobrazu, gdzie d o m i n a n t n y m m o t y w e m są zabudowania fabryczne
czy kopalniane, obrysowane k o n t u r e m , z a ł o ż o n e
r ó w n o k o l o r e m z w y r a ź n y m akcentem dekora­
c y j n y m . Do tej g r u p y n a l e ż e ć b ę d ą : A d a m u s
Antoni,
wcześniej już omówiony,
poza t y m
Z y g m u n t Szumna, czy S t a n i s ł a w G ł o w n i a .
U R B A N E K

G E R H A R D

urodzony w 1919 r o k u .
Mieszka i pracuje
w Janowie, na k o p a l n i i m . Jana Wieczorka, ja­
ko g ó r n i k d o ł o w y .
Od czasu u k o ń c z e n i a s z k o ł y powszechnej, nie
r y s o w a ł z u p e ł n i e . Dopiero zorganizowana we
w r z e ś n i u 1948 r o k u w y s t a w a p l a s t y k ó w - g ó r n i k ó w z a c h ę c i ł a go do s p r ó b o w a n i a swoich sił na
t y m polu. N a t ę w y s t a w ę d a ł g ł o w ę dziewczy­
ny n a m a l o w a n ą o l e j n y m i f a r b a m i o bardzo sil­
n y c h zestawieniach b a r w n y c h . P o s z c z e g ó l n e
płaszczyzny tła i ubioru sprawiają wrażenie
n a l e p i a n k i z kolorowego, glansowanego papie­
r u nie t y l k o ze w z g l ę d u na w y r a ź n e odgrani­
czenie jednej od d r u g i e j , ale na t y p o w e dla te­
go rodzaju papieru n a t ę ż e n i e barwne. Całość
namalowana p ł a s k o i n a i w n i e .
W wyborze tematu brak m u bezpośredniego
bodźca wizualnego. Raczej obrazki jego są od­
t w o r z e n i e m w i d z i a n y c h z d a r z e ń , przeczytanych
k s i ą ż e k , scen o g l ą d a n y c h w k i n i e l u b są nama­
lowane na o k r e ś l o n y , p r z e m y ś l a n y
temat.
W p i e r w s z y m okresie, a w i ę c w 1948 r o k u U r ­
banek m a l o w a ł p r z e w a ż n i e sceny b ę d ą c e p r z y ­
puszczalnie i l u s t r a c j ą j a k i e j ś , b r u k o w e j l i t e r a ­
t u r y , czy w i d z i a n y c h f i l m ó w . Szybko jednak
p r z e s z e d ł na odtwarzanie m o t y w ó w pracy (ryc.
6) i t u bardzo u m i e j ę t n i e u m i a ł z n a l e ź ć w ł a ś c i ­
w y , szczery i p r a w d z i w y w y r a z .
U c z ę s z c z a j ą c na k u r s w y r ó ż n i ł się zdolnością
rysowania z n a t u r y c h w y t a j ą c ł a t w o proporcje
jak t e ż i charakter rysowanego modelu. Dlatego
też w pracach U r b a n k a w i d a ć najlepiej s z y b k ą
d r o g ę , j a k ą p r z e s z e d ł od n i e u d o l n y c h r y s u n k ó w
do z u p e ł n i e p o p r a w n y c h przez u m i e j ę t n e opa­
nowanie zasad proporcji, p e r s p e k t y w y i ś w i a ­
tłocienia (ryc. 7).
Urbanek n a j p i e r w rysuje całość kompozycji
zdecydowanie o s a d z a j ą c p r z e d m i o t y i ludzi (ryc

8) w p ł a s z c z y ź n i e obrazu, p o d k r e ś l a j ą c to jesz­
cze s i l n y m o k o n t u r o w a n i e m . Upraszcza sobie
jednak zarys rysowanego p r z e d m i o t u p ł y n n ą
m o d e l u j ą c ą k r e s k ą , d ą ż ą c w pewnej mierze do
szematu, b y ć m o ż e , pragnie j a k najszybciej
przejść do b a r w y . P r a w i d ł o w o ś ć r u c h u przed­
stawianych postaci zdaje się w s k a z y w a ć na jego
z d o l n o ś ć p o d ś w i a d o m e g o notowania w p a m i ę c i
z a u w a ż o n y c h sytuacji. I w t y m w y p a d k u w y ­
s t ę p u j e p o ś p i e c h , czy t e ż pewna,
zrozumiała
z r e s z t ą n i e d o j r z a ł o ś ć , z w ł a s z c z a , gdy na t y m
samym obrazie, jedna p o s t a ć ma p e ł n e realiz­
mu, p r a w i d ł o w e ruchy, druga jest nieudolna,
jak g d y b y wyciosana z grubego drzewa. Jednak
z zasadami p e r s p e k t y w y daje sobie Urbanek
najlepiej r a d ę ze wszystkich o m a w i a n y c h ama­
torów.
U r b a n e k nie l u b i w y r a ź n y c h , zdecydowanych
barw. K a ż d a b r y ł a jest oddana konglomeratem
k i l k u b a r w , t y m bardziej, że ś w i a t ł o c i e ń w y d o ­
b y w a nie t o n a c j ą , a d o w o l n y m r ó ż n i c o w a n i e m
i k o n t r a s t o w y m zestawieniem b a r w
według
swego w ł a s n e g o klucza. Na p r z y k ł a d kobalto­
w y m p r z e d m i o t o m daje r ó ż o w e , czy c y t r y n o w e
światła.
O i l e w p i e r w s z y c h obrazkach o l e j n y c h d a w a ł
p r z e w a g ę o s i l n y m n a t ę ż e n i u b a r w n y m (czer­
w o n y obok granatowego z s i l n y m c z a r n y m k o n ­
t u r e m ) , to w p ó ź n i e j s z y c h pracach t e m p e r o w y c h
przechodzi na jasne, w e s o ł e zestawienia, d a j ą c
pizy tym zdecydowaną
przewagę wszystkim
odcieniom k o r a l o w y m l u b u j ą c się w zestawie­
n i u i c h z k o b a l t e m i c y t r y n o w y m . Rzadko w p r o ­
wadza niebieski, nawet p r z y k o l o r y c i e nieba
daje p r z e w a g ę r ó ż o w y m o b ł o k o m .
O b r a z k i U r b a n k a są p e ł n e d y n a m i k i . Dzięki
d u ż e j p a m i ę c i malarskiej udaje m u się zsyn­
c h r o n i z o w a ć r u c h y danego m o m e n t u
pracy,
k t ó r y przedstawia u wszystkich o s ó b w y s t ę p u ­
j ą c y c h w danej kompozycji. Na p r z y k ł a d robot­
n i k p o d c i ą g a na l i n i e m u r a r z o w i w i a d r o z w a p ­
nem, k t ó r y w t y m samym momencie je chwyta,
p r z y czym dziecko s i e d z ą c e z b o k u wskazuje
m u je r ą c z k ą . D z i ę k i t e m u oddany jest dosko­
nale r y t m pracy, jej p r a w d z i w o ś ć . M i m o tego
samego ś r o d o w i s k a , z k t ó r e g o w y r a s t a j ą oma­
wiani plastycy-górnicy,
w pracach U r b a n k a
jest najmniej ś l a d ó w p i e r w i a s t k ó w l u d o w y c h .
W i ą ż e s i ę to nie t y l k o z jego w i e k i e m (jest j e d ­
n y m z n a j m ł o d s z y c h ) , ale i jego m e n t a l n o ś c i ą .
Pragnie on, b o w i e m , j a k n a j p r ę d z e j
malować
tf.k, j a k dojrzali a r t y ś c i . U z u p e ł n i a swoje w i a ­
d o m o ś c i s z e r o k ą l e k t u r ą , o g l ą d a w i e l e repro­
d u k c j i , odwiedza zawodowych malarzy.
Na
rzecz pozyskanych w i a d o m o ś c i czy w y r a ż o n y c h

159

Ryc.

7. Urbanek

Gerhard. Narada wytwórcza.

Fot. ze zbiorów

Związkowego

Muzeum Górniczego

w Sosnowcu

Ryc.

8. Urbanek

Gerhard.

Żniwa.

Fot. ze zbiorów

s ą d ó w , ł a t w o w y r z e k a się s w y c h
własnych
u p o d o b a ń , p r a g n ą c j a k n a j p r ę d z e j s t a ć się „ p r a w ­
d z i w y m " malarzem.
W R Ó B E L

P A W E Ł

urodzony w 1913 r o k u w Szopienicach, t a m
ukończył
s z k o ł ę p o d s t a w o w ą w niezmiernie
c i ę ż k i c h w a r u n k a c h m a t e r i a l n y c h . Od p i e r w ­
szej klasy o d r a d z a ł ogromne z a m i ł o w a n i e do
rysunku.
Gdy u k o ń c z y ł szkołę, t r u d n o m u b y ł o z n a l e ź ć
p r a c ę , t y m bardziej m a r z y ć o dalszym k s z t a ł ­
ceniu się w rysunkach. J e ś l i m u się u d a ł o pójść
czasem do k i n a l u b p r z e c z y t a ć j a k ą ś k s i ą ż k ę
z p r z y g o d a m i , p r z e n o s i ł na papier swoje w r a ­
żenia, w z b u d z a j ą c — j a k pisze w swoich wspo­
m n i e n i a c h — p o d z i w k o l e g ó w , a nawet zainte­
resowanie j a k i e g o ś malarza,
k t ó r y c h c i a ł się
n i m z a o p i e k o w a ć i k s z t a ł c i ć w t y m zawodzie.
S p r z e c i w i ł a się t e m u babka, na k t ó r e j u t r z y ­
m a n i u b y ł razem z m a t k ą , k t ó r a s t r a c i ł a w t y m
czasie p r a c ę w hucie. Potem p r z y s z ł a s ł u ż b a
wojskowa, w o j n a . W k r ó t c e po z a j ę c i u Szopie­
nic przez N i e m c ó w , P a w e ł w r ó c i ł z w o j n y , o ż e ­
n i ł się i zaczął p r a c o w a ć na k o p a l n i i m . Jana
Wieczorka w Janowie, j a k o ł a d o w a c z , a p ó ź n i e j
r ę b a c z . Czasem t y l k o , gdy w r ó c i ł z pracy, r y ­
s o w a ł o ł ó w k i e m l u b tuszem sceny kowbojskie.

Związkowego

Muzeum

Górniczego

w

Sosnowcu.

Dopiero, gdy z o s t a ł a zorganizowana p i e r w ­
sza w y s t a w a g ó r n i k ó w - a m a t o r ó w i koledzy z j e ­
go k o p a l n i w z i ę l i w niej u d z i a ł (Urbanek czy
Ociepka), W r ó b e l z a p i s a ł się na k u r s y zorgani­
zowane p r z y Oddziale Z w i ą z k u Zawodowego
G ó r n i k ó w w Janowie. W t e d y po raz pierwszy
z e t k n ą ł się z b a r w ą , s t a r a ł s i ę z g ł ę b i ć j e j t a ­
j e m n i c e i o d d a ł się j e j c a ł k o w i c i e .
W r ó b e l jest g ó r n i k i e m d o ł o w y m i c h o ć ma
n i e d u ż e o c i e n k i c h palcach r ę c e , pracuje n i m i
zapamiętale i ambitnie wyrabiając przeciętnie
130% n o r m y . W r ó c i w s z y z kopalni, odpoczynek
znajduje w pracy artystycznej.
W p r z e c i w i e ń s t w i e do Ociepki, interesuje go
n a j b l i ż s z e m u realne ż y c i e w e w s z y s t k i c h swo­
ich przejawach; czy to b ę d z i e w n ę t r z e d o m u
g ó r n i c z e g o , k o b i e t y i d ą c e do p i e k a r n i , dzieci
na h a ł d z i e , ulica w Szopienicach, czy t e ż ż y c i e
zbiorowe jego ś r o d o w i s k a , j a k : targ, niedzielne
p o p o ł u d n i e , z b i ó r j a b ł e k , karuzele, odpust. W r ó ­
bel w y ż y w a s i ę w przedstawianiu ż y c i a w i ę k ­
szego zbiorowiska ludzkiego, l u b i t ł u m . N i e i n ­
teresuje go w t y m w y p a d k u psychiczna t r e ś ć
obrazu (czego najlepszym dowodem jest b r a k
r y s ó w t w a r z y u przedstawianych postaci); r a ­
czej t ł u m l u d z k i jest d l a ń kalejdoskopem poz­
w a l a j ą c y m u k a z a ć c a ł e jego bogactwo barwne.
O ile ś w i a t w y o b r a ż e ń W r ó b l a obraca się w c i ą ż
w t y m s a m y m k r ę g u , to na przestrzeni t y c h

141

trzech lat, k i e d y m o ż e m y śledzić r o z w ó j jego
talentu, w i d a ć ciągłe
poszukiwania n o w y c h
ś i o d k ó w w y r a z u , p r ó b y nieraz ś m i a ł e i cie­
kawe.
C a ł y ten czas, m o g l i b y ś m y p o d z i e l i ć na t r z y
okresy. Pierwsze jego p r ó b y malarskie w y k o ­
nane na kartonie, z w y k ł ą , z i e m n ą f a r b ą m a ­
l a r s k ą , k t ó r ą sam sobie p r z y g o t o w a ł ,
cechuje
nieopanowanie p e r s p e k t y w y , proporcji, poczucia
b r y ł y . Rysuje ś m i a ł ą k r e s k ą , u p r a s z c z a j ą c sobie
skomplikowane n i e k i e d y k o n t u r y p r z e d m i o t u ,
n a d a j ą c i m s w o i s t ą f o r m ę . W t y c h obrazkach
jest n a i w n o ś ć p r y m i t y w u w beztrosce o j a k i ­
k o l w i e k r e a l i z m przedstawienia. Operowanie
b a r w ą zdaje się t c h n ą ć r a d o ś c i ą dziecka, k t ó r e
po raz pierwszy d o s t a ł o farby i nie m o ż e s i ę
n i m i n a c i e s z y ć . W r ó b e l zestraja
je bardzo
ostro i na m a ł e j p ł a s z c z y ź n i e obrazka, chce
ich z m i e ś c i ć j a k n a j w i ę c e j . Dlatego też, przed­
s t a w i a j ą c w n ę t r z e izby g ó r n i c z e j
(„Powrót
z pracy", r y c . 9), r ó ż n i c u j e p ł a s z c z y z n y ścian,
d a j ą c na m a ł e j przestrzeni aż cztery z a ł a m a ­
nia, p r z y c z y m k a ż d e z a k ł a d a i n n ą , k o n t r a s t o w ą
b a r w ą ; ś c i a n y te jeszcze urozmaica, d a j ą c na
jednej fantastyczny p e j z a ż w zielonej
ramie,
n a s t ę p n i e wazon z k w i a t a m i i wreszcie na t l e
ż ó ł t e g o okna ustawia słoiki — k a ż d y innego
k o l o r u . A l e to jeszcze nie wszystko: w w n ę c e
stoi łóżko n a k r y t e zieloną, k r a c i a s t ą k a p ą , prze­
sadnie w y d ł u ż o n e , m o ż e dlatego, aby na n i m
zmieścić jak najwięcej kolorowych
poduszek
zasznurowanych b a r w n y m i tasiemkami. P o d ł o ­
ga na n i e w i e l k i m
odcinku jest
zestawiona
z dziewięciu różnobarwnych,
nieregularnych
p ł a s z c z y z n , na k t ó r e j z lewej strony, na p i e r w ­
szym planie jest umieszczona dziecięca koloro­
wa p i ł k a .
P a t r z ą c na ten obrazek, czy inne
z tego okresu, j a k : „ K a r m i ą c a matka", „ Z a b a ­
wa po szychcie", „ T a n c e r k a w c y r k u " — m i m o w o l i n a s u w a j ą się t u asocjacje z u w a g ą Ste­
fana Szumana w y p o w i e d z i a n ą na marginesie
b o d a ń nad k o l o r y s t y k ą w ś r ó d dzieci. M ó w i on
o malowankach dzieci z Chorzowa — a w i ę c
bliskiego Szopienicom — gdzie p r z e p r o w a d z a ł
badania. „ O r y g i n a l n a , ś w i e ż a i p i ę k n a k o l o r y ­
styka k i l i m u
wykonanego przez dzieci, m o ­
g ł a b y b u d z i ć przypuszczenie, że dzieci p o c h o d z ą
ze ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m sztuka l u d o w a jest
jeszcze ż y w a " ) . To samo w r a ż e n i e odnosi się
wobec t y c h p i e r w s z y c h prac W r ó b l a .
;;

W r a ż e n i e to p o t ę g u j e r o z b r a j a j ą c a beztroska
o proporcje czy p e r s p e k t y w ę ,
Nogi
stolika
z lewej strony są nieproporcjonalnie grube
w p o r ó w n a n i u do b l a t u . S i e d z ą c a na lewo ż o n a
g ó r n i k a , o b i e r a j ą c a kartofle, z u w a g i na brak
142

jakiegokolwiek uwzględnienia załamania świa­
tła, czy zgięcia postaci, sprawia w r a ż e n i e , j a k
g d y b y s t a ł a , a miska pozbawiona p u n k t u opar­
cia, w i s i w p o w i e t r z u . Jednak m i ę k k i r u c h
c ó r k i o b e j m u j ą c e j m a t k ę za szyję, r a d o ś n i e w y ­
c i ą g n i ę t e r ą c z k i dziecka do p o w r a c a j ą c e g o ojca,
d b a ł o ś ć o drobne nawet akcesoria s t a n o w i ą c e
0 charakterze w n ę t r z a izby g ó r n i c z e j — wszyst­
ko to s k ł a d a się na ż y w ą i p r z e k o n y w u j ą c ą
n a r r a c j ę obrazu. Z d e c y d o w a n ą
dekoracyjność
o b r a z ó w W r ó b l a p o t ę g u j e jeszcze p ł a s z c z y z n o w o ś ć p l a m b a r w n y c h , p r z y k t ó r y c h l i n i a jest
raczej ś r o d k i e m oddzielenia jednej p l a m y od
drugiej.
Po p a r o m i e s i ę c z n y m u c z ę s z c z a n i u na k u r s y ,
W r ó b e l zdobywa podstawowe w i a d o m o ś c i tech­
niczne, jednak nie przez staranne studia, a
przez m o ż n o ś ć poznania rodzaju farb i ich sto­
sowania. W t e d y zakupuje t e m p e r ę , m a l u j ą c
nadal na n i e g r u n t o w a n y m kartonie. Podobnie,
]ak Ociepka l u b i b ł y s z c z ą c ą p o w i e r z c h n i ę obra­
zu i p r z e c i ą g a n i e k t ó r e l a k i e r e m .
P r ó b u j e w t y m czasie z m i e n i ć t e m a t y k ę swo­
ich o b r a z ó w , p r z e c h o d z ą c na zagadnienia pracy.
Jednak nie j e m u n a j b l i ż s z e j . B o w i e m W r ó b e l
rzadko m a l u j e k o p a l n i ę . D l a swoich w y p o w i e ­
dzi a r t y s t y c z n y c h m u s i m i e ć powietrze, ż y w e
barwy. To też namaluje p o w r ó t z kopalni, bu­
d o w ę f i ń s k i c h d o m k ó w (ryc. 10), r e p e r a c j ę t o ­
r ó w kolejowych, p r a c ę p r z y b r u k o w a n i u szos.
I tutaj, z e s t a w i a j ą c jego p r a c ę z pierwszego
okresu ( „ P o w r ó t do p r a c y " ryc. 9) z obrazkami
z drugiego okresu ( „ B u d o w a " , r y c . 11), czy
( „ B r u k a r z " ryc. 17), w i d a ć j u ż p o s t ę p w opano­
w a n i u r y s u n k u . P r ó b a perpektywicznego roz­
w i ą z a n i a d r u g i c h p l a n ó w w z g l ę d n i e m u się uda­
je. Jak k o n s t r u k c j a f r a g m e n t u b u d o w y tak i po­
stacie cieśli cechuje p r a w i d ł o w o ś ć p r o p o r c j i .
Kompozycja jest przejrzysta, p e ł n a powietrza,
nie ma t u j u ż t ł o k u , j a k w obrazkach z pierwsze­
go okresu, gdzie artysta c h c i a ł wszystko p o w i e ­
dzieć odrazu. W operowaniu b a r w ą p o z o s t a ł na­
dal w i e r n y o s t r y m kontrastom, d a j ą c w „ B u ­
d o w i e " ż ó ł t e drzewo budulcowe, czerwone na
n i m cienie i mocne, szafirowe niebo. Ś w i a t ł o ­
cień stara się u z y s k a ć przez silne k o n t r a s t y
barwne.
W t y m czasie, często odwiedza swego w y k ł a ­
d o w c ę prosi o pokazanie j a k n a j w i ę c e j ilości
k s i ą ż e k z zakresu sztuki. Fascynuje go j u ż nie
t y l k o barwa, ale urzeka pewne, o k r e ś l o n e z a ł o ­
ż e n i e t w ó r c y , jeśli chodzi o p o s z c z e g ó l n e b a r w y
1 m o ż n o ś ć zastosowania szerokiej j e j skali. Gdy
w t y m czasie z o s t a ł a o t w a r t a w K a t o w i c a c h
w y s t a w a m a l a r s t w a francuskiego, (niewiele o r y -

Ryc.

9. Wróbel

Paweł.

Powrót

z pracy, r. 1948. Fot. ze zbiorów

Ryc. 10. Wróbel

Paweł.

Kolonia fińskich

domków,

Związkowego

wrzesień
1950 r.
w Sosnowcu

Muzeum Górniczego

Fot. ze zbiorów

Związkowego

w Sosnowcu.

Muzeum

Ryc.

Ryc. 12. Wróbel

Paweł.

11. Wróbel

Paweł.

Zbieranie jabłek,

Budowa.

1949.

sierpień 1950. Fot.
w Sosnowcu.

Fot. Kalus

ze zbiorów

Stanisław.

Związkowego

Muzeum

Górniczego

Ryc.

13. Wróbel Panel.

Targ

na

kapustę,

1C50 r. Fot. ze
w
Sosnowcu.

g i n a ł ó w — p r z e w a ż n i e k o l o r o w e reprodukcje),
pomimo, że W r ó b e l często j ą odwiedza i jest
pod jej u r o k i e m , obrazki jego nie w y k a z u j ą na­
ś l a d o w n i c t w a . W e ź m y np. „ B r u k a r z a " r y c . 17.
C e c h u j ą go te same, silne m o d e l u j ą c e linie, k t ó ­
r y m i rysuje b r u k a r z a i d w i e p o m a g a j ą c e m u k o ­
biety. K o l o r nadal z a k ł a d a p ł a s k o , nie sili się na
oddanie b r y ł y , zato całość k o l o r y s t y c z n ą prze­
prowadza konsekwentnie w tonacji u g r ó w , c h c ą c
w y p r ó b o w a ć swoje m o ż l i w o ś c i w t y m k i e r u n k u .
W r ó b e l nadal rysuje s i l n ą k r e s k ą upraszcza­
j ą c k o n t u r y przedstawianego przedmiotu, j e d ­
nak u s i ł u j e b u d o w a ć p r a w i d ł o w o k o m p o z y c j ę
obrazu, p r ó b u j ą c z a s t o s o w a ć te ze zdobytych
w i a d o m o ś c i , k t ó r e m u o d p o w i a d a j ą . I to jest
jego okres d r u g i .
W lecie 1950 r o k u jest po raz pierwszy nad
morzem, s k ą d p o w r ó c i w s z y m a l u j e s e r i ę obraz­
k ó w , gdzie z n o w u u s i ł u j e o d d a ć charakter po­
wszedniego dnia w ż y c i u l u d n o ś c i
wybrzeża.
A w i ę c b ę d z i e to ż o n a r y b a k a o c z e k u j ą c a po­
w r o t u m ę ż a z dzieckiem na r ę k u , odpoczynek
na w y c i ą g n i ę t e j łodzi, fragment w i o s k i rybac­
k i e j , czy dziewczyna t r z y m a j ą c a kosz z r y b a ­
m i (ryc. 17). N a s t ę p n i e , w m i e s i ą c a c h jesiennych
1950 r e k u maluje d r u g ą s e r i ę o b r a z ó w d u ż y c h

zbiorów

Związkowego

Muzeum



nizego

r o z m i a r ó w w y s t a w i o n y c h częściowo na ostatniej,
wojewódzkiej wystawie plastyków - amatorów
w K a t o w i c a c h . Wraca w n i c h do ulubionego te­
m a t u zbiorowego ż y c i a d a j ą c „ T a r g na k a p u ­
s t ę " (ryc. 13), ,Zbiór j a b ł e k " (ryc. 12), wreszcie
ostatni „ K a r u z e l e " . M a l u j e je na p ł ó t n i e d a j ą c
g r u n t suchy, k t ó r y bardziej odpowiada jego t e m ­
peramentowi. I w t e d y nie t y l k o wraca do d a w ­
nej t e m a t y k i , ale i jej swoistej i n t e r p r e t a c j i m a ­
larskiej. Porzuca t r o s k ę o zbyt staranne, r r a i i styczne u j ę c i e w i z j i malarskiej, przestaje zajmo­
w a ć s i ę s z c z e g ó ł a m i , j a k np. r y s a m i t w a r z y , daje
ujście s w e m u u m i ł o w a n i u k o l o r u (ryc. 14). Jed­
nak w budowie obrazu, r o z ł o ż e n i u d r u g i c h p l a ­
n ó w , czy umiejscowieniu ź r ó d ł a ś w i a t ł a jest bar­
dziej zdyscyplinowany i ś w i a d o m y tego, co chce
w y r a z i ć . To nie znaczy, że w y r z e k a się p r a w d y .
W r ó b e l stale do niej zmierza, jednak tempera­
m e n t jego nie pozwala m u j e d n o c z e ś n i e r o z w i ­
j a ć swoich m o ż l i w o ś c i ; w c i ą ż jeszcze jest po­
c h ł o n i ę t y b a r w ą . W i d z i m y , b o w i e m w t y c h ob­
razach, że pragnie z a s t o s o w a ć zdobyte w i a d o m o ­
ści, p r z e p r o w a d z i ć konsekwentnie
założenia
kompozycyjne i kolorystyczne (ryc. 16, 17).
Jednak nie zawsze m u s i ę jeszcze to udaje.
145

czerwone p u n k t y . Te same w z g l ę d y k i e r o w a ł y
a r t y s t ą p r z y stosowaniu b a r w w obrazie „ J a n
Wieczorek p r z e m a w i a j ą c y
na w i e c u " , gdzie
w z b o g a c i ł b a r w ą ubrania s ł u c h a c z y , c h o ć szta­
faż a r c h i t e k t o n i c z n y s t a r a ł s i ę o d d a ć j a k n a j ­
bardziej realistycznie.

Ryc. 14. Wróbel Paweł.
ze zbiorów Związkowego

Rybaczka.
Muzeum

Sierpień
1950. Fot.
Górniczego
w Sos-

W „ T a r g u na k a p u s t ę " (ryc. 13) p r ó b u j e opraco­
w a ć ś w i a t ł o c i e ń w s z y s t k i c h p r z e d m i o t ó w . Jed­
nak p r ó b ę przeprowadza na p i e r w s z y c h d w ó c h
postaciach p i e r w s z o p l a n o w y c h (u d o ł u z lewej
strony) — na w i ę c e j nie ma c i e r p l i w o ś c i . T a k
samo stanowczo odrzuca rysowanie szczegółów
t w a r z y . W „ Z b i o r z e j a b ł e k " (ryc. 12) d a ł je, po­
t e m z a m a l o w a ł — nie m ó g ł d a ć , tak j a k b y p r a g ­
n ą ł . Jednak ś w i a t ł o c i e ń na s p ó d n i c y k o b i e t y sto­
j ą c e j na drabinie, g w a ł t o w n i e o d w r a c a j ą c e j się
do widza w p o r ó w n a n i u z opracowaniem ż o n y
g ó r n i k a w obrazie „ P o w r ó t z p r a c y " (ryc. 9) w y ­
kazuje d r o g ę r o z w o j o w ą W r ó b l a , j a k ą p r z e s z e d ł
w swoich poszukiwaniach p o m i ę d z y j e d n y m
i d r u g i m obrazem.
C z ę s t o jednak daje się u n i e ś ć s w e m u tempe­
r a m e n t o w i i z m y s ł o w i dekoracyjnemu, k t ó r y
tak w y r a ź n i e znaczy c a ł ą jego t w ó r c z o ś ć . W e ź ­
m y obraz: „ Z b i ó r j a b ł e k " (ryc. 12). J a b ł k a u k ł a ­
dane w koszu na p i e r w s z y m planie, z p r a w e j
strony obrazu są d u ż o mniejsze od t y c h , l e ż ą ­
cych w g ł ę b i na ziemi za m ę ż c z y z n ą , k t ó r y j e
u k ł a d a w koszu. Na pytanie, dlaczego tak je na­
malował,
W r ó b e l o d p o w i e d z i a ł , że p r z e s t r z e ń
zielona b y ł a za pusta i b y ł o b y b r z y d k o , g d y b y
j a b ł k a t w o r z y ł y na zielonej t r a w i e j e d y n i e m a ł e
141

Podobnie apodyktycznie ustosunkowuje s i ę
W r ó b e l do modela. W ogóle nie l u b i i nie u m i e
r y s o w a ć z modelu. Raczej model u w a ż a za p o d ­
n i e t ę do w ł a s n y c h p r z e d s t a w i e ń w i d z i a n y c h
p r z e d m i o t ó w , czy z d a r z e ń . Charakterystyczny
będzie dla jego artystycznej m e n t a l n o ś c i e p i ­
zod n a s t ę p u j ą c y ; k t ó r y m i a ł miejsce w czasie
w y k ł a d ó w na kursie. W y k ł a d o w c a
ustawił
m a r t w ą n a t u r ę — ciemnozielona b u t e l k a na
tle czerwonej m a t e r i i , obok k a w a ł e k szafirowej
tkaniny. Wróbel próbuje naszkicować ołów­
kiem, czy w ę g l e m , zaledwie paroma k r e s k a m i ,
po c z y m przechodzi do malowania. Z u p e ł n i e m u
się nie udaje; maluje tego dnia a k w a r e l ą , po­
s z c z e g ó l n e b a r w y z l e w a j ą s i ę ze sobą. W r ó b e l
traci c i e r p l i w o ś ć . Wreszcie z m y w a c a ł y papier
w o d ą , bierze f a r b ę palcem i na w i l g o t n y m pa­
pierze m a l u j e ś m i a ł o p r a w i e nie p a t r z ą c na m o ­
del. Przestaje b y ć dla niego potrzebny. N i e po­
doba m u s i ę o d c i e ń szafiru i nie chce go p o ł o ­
żyć obok czerwieni. Daje zamiast t k a n i n y sza­
firowej — żółtą. Jednak w zestawieniu z czer­
w o n ą , r o z c z ł o n k o w a n ą z i e l e n i ą b u t e l k i , ta —
wydaje m u się za pusta. N a m y ś l a się c h w i l ę ,
po czym u k r ę c o n y m z p a p i e r u kwaczem, daje
na żółtej m a t e r i i d u ż e , fioletowe k r o p k i . M o ż e ­
m y to w y t ł u m a c z y ć j e d y n i e t y m , że poprzez
wszystkie obrazy W r ó b l a p r z y ś w i e c a tak cha­
rakterystyczne dla sztuki dziecka i sztuki l u d o ­
wej zagadnienie
d e k o r a c y j n o ś c i obrazu. Jest
ono w c i ą ż jeszcze c z y n n i k i e m d e c y d u j ą c y m
i raczej, ono decyduje o charakterze obrazu.
W r ó b e l jest n i e z w y k l e p ł o d n y m malarzem.
Dotychczas n a m a l o w a ł o k o ł o 50 o b r a z ó w . M a ­
luje szybko, c h c ą c j a k n a j p r ę d z e j d a ć odbicie
p r z e ż y t y c h w r a ż e ń . Bardzo często — j a k sam
m ó w i — temat przychodzi d o ń z z e w n ą t r z . W r a ­
cając z pracy, z a u w a ż y j a k i ś szczegół,
który
staje się p u n k t e m w y j ś c i o w y m całej k o m p o z y ­
cji. Jednak w o k o ł o tego s z c z e g ó ł u narasta po­
t e m cała, w ł a s n a narracja obrazu. Szczegół ten
jest p u n k t e m w y j ś c i o w y m nie t y l k o t r e ś c i
przedstawianej na obrazie, ale n i e k i e d y k o l o ­
r y t u . T a k na p r z y k ł a d b y ł o z c i e k a w y m obra­
zem: „Dzieci na h a ł d z i e " (ryc. 18). W r ó b l a za­
i n t e r e s o w a ł k o l o r y t nieba r o z c i ą g a j ą c y się poza
h a ł d ą , na k t ó r e j b a w i ł y się dzieci. S t a r a ł się go
n a m a l o w a ć po c z y m całość r o z w i ą z a n i a b a r w ­
nego u z a l e ż n i ł od tego nieba.

Ryc. 15. Wróbel

Paweł.

Manifestacja,

Ryc.

Paweł.

Dworzec, r. 1950. Fot. ze zbiorów

16. Wróbel

tempera 1950 r. Fot. ze zbiorów
w Sosnowcu.

Związk.

Związk.

Muzeum

Muzeum

Górniczego

Górniczego-

w

Sosnowcu.

Ryc. 17. Wróbel

tiyc. 18. Wróbel

Paweł.

Dzieci na hałdzie.

Paweł.

Brukarz.

Fot. Adam

Wrzesień 1950 r. Ze zbiorów
w Sosnowcu

Bogusz

Związkowego

Muzeum

Górniczego

Tak zresztą przeprowadza Wróbel zagadnie­
nie kolorytu we wszystkich swoich kompozy­
cjach. Kolor zakłada zaczynając od nieba i od
tonacji, w jakiej utrzyma niebo, uzależnia całą
kompozycję barwną obrazu. Raczej nie zdaje
sobie sprawy, że następne plamy barwne wy­
pływają konsekwentnie ze sharmonizowania ich
z pierwszą. Tak, naprzykład w „Targu na ka­
pustę" (ryc. 13) niebo ma zielonawoszare tony
i takie same są płócienne dachy straganów, czy
dachy domów. Kieruje tu nim podświadoma
wola twórcza, która silnie broni Wróbla przed
zmanierowaniem czy niewolniczym naśladow­
nictwem oglądanych obrazów, czy reprodukcji
dzieł malarstwa dojrzałego, do której ma ułat­
wiony dostęp bardziej, niż którykolwiek inny
artysta ludowy.
Silne więzy z tradycjami sztuki ludowej tak
wyraźnie zaznaczone w pierwszych jego pra­
cach, wystąpiły ostatnio u Wróbla, gdy skom­
ponował projekt na dekorację świetlicy, za któ­
ry otrzymał pierwszą nagrodę na konkursie.
Całość koncepcji artystycznej została rozwią­
zana w charakterze ludowym. Ujął tak nie
tylko wnętrze, ale styl projektowanycn me­
bli i ich ornamentykę. Po czym, idąc po tej
linii, trzymał się ściśle założeń konkursowych,
interpretując je samodzielnie, czego dowodem
jest portret Prezydenta w całej postaci, choć
takiego nigdzie nie widział. Ściany świetlicy,
meble, a więc krzesła, stoły, szafy, podstawy
do kwiatów, czy stolik pod radio zostały cał­

T

kowicie wykorzystane, jako płaszczyzny deko­
rowane. Motywy stosowane są niewątpliwie re­
miniscencją mebli ludowych, które widział w
domu rodzinnym, czy u sąsiadów, co zresztą
powtarzało się w jego obrazach wnętrz górni­
czych. Dzięki tym momentom, które były w y ­
razem silnych tradycji kulturowych, projekt
Wróbla tchnął prawdą i stworzył wnętrze do
którego każdy mieszkaniec Szopieniec, czy Ja­
nowa chętnie przyjdzie, aby odpocząć po pracy.
Wróbel — nie tylko ze względu na duży ta­
lent, silną łączność z tradycjami sztuki ludowej,
ale swoją drogę twórczą — jest jednym z naj­
ciekawszych i najbardziej charakterystycznych
przykładów kształtowania się surowego talen­
tu robotniczego, poddanego nagle silnemu dzia­
łaniu czynników zewnętrznych wyzwalających
zeń doznania artystyczne. Twórczość jego jest
przykładem, jak tego typu „naiwny realista"
powoli adaptując wybrane przez siebie elemen­
ty ze sztuki dojrzałej staje się artystą świado­
mym swoich możliwości. Jego nawroty do nie­
których dawnych środków wyrazu są tylko jed­
nym z licznych etapów na jego drodze ciągłych
poszukiwań ) .
4

1. Mobius M. R.: Henri Rousseau (Zum Zelstbildniss
von 1890). Der Cicerone X V I I I Jahrg. Heft 6. str. 179—
193.
2. Żywirska Maria: Zagadnienia prymitywnej sztuki
robotniczej. Polsk. Szt. Lud., nr. 1—2. 1949.
3. Szuman Stefan i Brzychczy Karol. Rozwój kolo­
rystyki w sztuce dziecka. Warszawa 1938, str. 3.
4. Większość cytowanych obrazów jest własnością
Związkowego Muzeum Górniczego w Sosnowcu.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.