f957d188c7dbd844f84de87a3c190609.pdf

Media

Part of The Jardin des Plantes, Postcards czyli roślinna metaforyka Jamesa Clifforda / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4

extracted text
The Jar din des Plantes: Postcards"
czyli: Roślinna metaforyka Jamesa Clifforda
Monika Sznajderman
Pocztówki z Ogrodu Botanicznego (The Jardin des Plantes:
Postcards) to króciutki rozdział, zamykający część drugą
książki Jamesa Clifforda The Predicament of Culture. Twen­
tieth-Century Ethnography, Literature and Art , poświęconą
związkom etnografii ze sztuką awangardową i filozofią
surrealizmu, stosowanym przez nią praktykom kolażu i no­
wym doświadczeniom egzotyki i podróżowania; rozdział,
który na tyle różni się od pozostałych, że wymaga, jak sądzę,
niewielkiego komentarza. Trudno go bowiem pojąć bez
odniesienia zarówno do szerszego kontekstu całej książki,
jak też - całej nowej antropologii, a nawet - jeszcze szerzej
-humanistycznej refleksji nad naszą współczesnością. Doty­
czy to tak formy jak treści tych krótkich listów do przyjaciół,
pisanych przez Clifforda w paryskim Jardin des Plantes we
wrześniu 1984 roku. Listów całkowicie skupionych na
otaczającej ich autora rzeczywistości i będących owocem
kontemplowania przezeń tej rzeczywistości; listów z pozoru
zawierających niemal wyłącznie impresje na temat rosnących
w ogrodzie botanicznym roślin i parę, jakby mimochodem
rzuconych uwag na tematy ogólniejsze. A przecież pod
opisami drzewa akacji i eksponatów entomologicznej wy­
stawy kryje się o wiele więcej: służą Pocztówki... jako
doskonała, celna i zwięzła ilustracja nie tylko dla wizji
współczesnej etnografii, jaką dzieli Clifford z innymi tekstualistami, ale także dla jego antropologicznej teorii kultury,
tak potrzebnej w czasach gwałtownej uniformizacji świata,
w postmodernistycznej epoce cytatów i wzajemnych zapoży­
czeń, epoce zaniku starych kultur i rodzącej się powszechnej
cywilizacji światowej. Epoce, którą Paul Ricoeur z tego
właśnie względu nazwał „swoistym intermedium, swoistym
interregnum".
Utopijna, jak sam przyznaje, perspektywa skłania Cliffor­
da do uporczywej wiary w to, że mimo rodzącej się panświatowej kultury masowej jej jednorodny charakter nie
zdoła przytłumić pierwotnych kulturowych różnic. Dlatego
na wyrażony przez Ricoeura i innych myślicieli niepokój, iż
wejście w krąg cywilizacji powszechnej może oznaczać
ostatecznie zaprzepaszczenie kulturowego dziedzictwa, Clif­
ford odpowie uspokajająco: „Przyszłość nie będzie (tylko
i wyłącznie) monokulturowa" . Mimo chrystianizacji Nowa
Gwinea nie upodobni się do Włoch, ani Nigeria do Nowej
Kaledonii; w afrykańskich miastach pije się co prawda coca
colę, ale także, równie chętnie, tradycyjny napój burukutu,
a w telewizji ogląda zarówno Aniołki Charliego jak też
bębniarzy ludu Hausa. Toteż, sądzi amerykański antropo­
log, nie jesteśmy świadkami narastającej homogenizacji, lecz
raczej zastępowania starej różnorodności nową. Przy czym
źródłem tej nowej nie jest już autonomia i odrębność
tradycyjnych kultur, ale wzajemne relacje, w jakie wchodzą
kultury w epoce globalnej wioski.
„ ( . . . ) tradycja kulturalna pozostaje żywa o tyle, o ile
nieustannie na nowo się odtwarza" - pisze Ricoeur. Nawet
jeśli, dopowiada Clifford, odtwarza się w zupełnie nowym
kulturowym kontekście, w zupełnie nowej kulturowej kon­
figuracji. Mottem rozdziału jest cytat z Webster's New World
1

2

3

4

Dictionary: „rosnąć (vegetate, z łacińskiego vegetare oży­
wiać, pobudzać do życia...)" . Kultura jest jak roślina, zdaje
się mówić James Clifford. Roślina, która, przesadzona,
nadal kwitnie i owocuje, współtworząc nowy pejzaż. Przeflancowana, nie umiera. Tak można by streścić podstawową
ideę (przesłanie) pocztówek.
5

Droga T,

9/5/84

Nieludzka Robinsonada ROBIN1ER de ROBIN (Robina Pseudo Accacia Linnć)
Nasiona sprowadził do Europy z Ameryki Północnej Jean
Robin i zasadził w swoim ogrodzie w Dauphine w 1601 roku.
Na swoje miejsce w Ogrodzie Królewskim przesadzona w 1636
roku przez Vespasier Robina, syna Jeana.
*
Drogi B,

*

*
9/6/84

Na pewno nie zapomniałeś fantastycznych, długich, centkowanych cieniem alejek Tiłleul. Ale może nie widziałeś małego
ogródka skalnego, gdzie rosną krzewy, kwiaty, kaktusy i zioła
z Chin, Kaukazu, Korsyki, Nowej Zelandii, Maroka, Himala­
jów, Pirenejów, Bałkanów, Arktyki, Japonii... Kontynenty jeden
obok drugiego na setkach klombów. Na pniu wspartym żelaznym
słupkiem:
PISTACHER
(Pistacia Vera L.)
Zasadzona w szkółce około 1700 roku
(a obecnie Ogród Alpejski)
Pozwoliła Sebastianowi Vaillant odkryć istnienie pici roślin
w 1716 roku.
I cóż się stało z panem Vaillant? Albo z płcią roślin? Drzewo
pistacjowe żyje. Serdeczności...
Drzewo pistacjowe żyje. Żyje, choć umarł wynalazca płci
roślin. Żyje, choć nie żyje ten, który je zasadził, ani ci, którzy
je podlewali. Podobnie jest z kulturą, z jej minioną autentycz­
nością, z jej obumarłymi tradycjami. Nasza etnograficzna
współczesność, zauważa Clifford we wstępie do swojej
książki, to przede wszystkim poczucie wykorzenienia, to
poczucie utraconej autentyczności i wrogiej nowoczesności,
która zatruwa czyste źródła prawdziwej kultury i niszczy
istotę przeszłości, to doświadczenie zmiany i utraty. I choć
prawdą jest, że owo poczucie nie jest w dziejach niczym
nowym, że przez całe wieki każda zmiana postrzegana była i to w stopniu nieporównywalnie większym niż dzisiaj
- w kategoriach chaosu, jaki wprowadzała, w kategoriach
niszczycielskiego bałaganu nie sposób nie zauważyć, że
w I połowie X X wieku nastąpiło coś radykalnie nowego:
stare, tradycyjne, „czyste" kultury po raz pierwszy spotkały
się i wymieszały w tyglu miejskiej i podmiejskiej cywilizacji.
Powstało w ten sposób, że posłużymy się o wiele wcześniej­
szym, ale nader trafnym określeniem Andre Malraux „mu­
zeum wyobrażeniowe" (musee imaginaire generale), w któ­
rym dzięki nowym środkom masowego przekazu zebrano
razem dzieła, tematy i obrazy, co pozwoliło na dokonanie
konfrontacji kultur w nieznanej dotąd skali całego globu.
6

81

„Dawne kroniki filmowe zwracały się ku egzotyzmowi,
przekazywanemu na przykładzie pomników i ceremonii.
Nawet ten typ egzotyzmu nie potrafił oprzeć się spowszed­
nieniu: telewidz lepiej zna Tien-An-men, plac w Pekinie, niż
najpiękniejsze place naszej prowincji. Kino fabularne, dzien­
niki telewizyjne stopniowo niszczą fantastykę, której służy­
ł y " - tak opisuje Malraux zjawisko, o którym kilkanaście
lat później pisze Clifford. Krańce świata utraciły walor
egzotyki, czegoś tajemniczego i nieznanego; odnajdujemy
tam miejsca i zjawiska jakby z dawna znajome. Egzotykę
odkrywali surrealiści i odkrywają współcześni etnografowie
na sąsiedniej ulicy, w swoim własnym naukowym gabinecie.
Stara topografia jest wyczerpana; wyczerpane jest tradycyjne
doświadczenie podróży i zamieszkiwania. „Gdzie spędzimy
najbliższy weekend! Zwiedzimy ruiny Angkor, czy odbędzie­
my spacer po Tivoli w Kopanhadze? - pyta Ricoeur, który
również zauważył, że 'Cała ludzkość staje się jakby muzeum
wyobraźni'. - Doskonale możemy wyobrazić sobie bliski już
czas, gdy każdy przeciętnie zamożny człowiek będzie mógł
przenosić się nieustannie z miejsca na miejsce i odczuwać
przedsmak własnej śmierci w tej niekończącej się podróży
bez celu." Mieszkaniec współczesnego świata, wedle metafo­
ry Ricoeura, może „przechadzać się pośród licznych cywili­
zacji tak, jak przechadzamy się pośród historycznych pamią­
tek i ruin."
Wobec takiego stanu rzeczy, podważającego całą strategię
oczekiwań klasycznej antropologii, od nas jedynie zależy,
jaką przyjmiemy postawę. Możemy bowiem postrzegać
przeszłość jako sielankę, zbiór bezpowrotnie utraconych lub
w najlepszym razie zagrożonych autentyczności. Możemy
wszakże nie ubolewać wcale nad przekształcaniem się lokal­
nych tradycji w jakąś entropiczną współczesność czy lamen­
tować nad zniszczonymi tropikami, lecz starać się dostrzec,
iż przetrwało przecież jeszcze „coś" i to „coś" żyje nadal nawet, jeśli tylko we fragmentach.

szokująco nieprzystające do siebie przedmioty i najdziwniej­
sze kolekcje, zbierające eksponaty z całego świata. Pozwala
to antropologowi dostrzec całą zakorzenioną w stereotypach
zachodniego myślenia „śmieszność klasyfikacji"; klasyfika­
cji w całkowicie arbitralny sposób wyróżniających w ludzkiej
rzeczywistości sfery natury, kultury, nauki, sztuki itd.

7

8

Droga A,

9/2/84

Wokół Jardin des Plantes: gra w bule w scenerii jak ze
starożytnego Rzymu... pamiętasz? Arenes de Lutece, ukryte za
zabudowaniami ulicy Monge; zamieszkały przez ludzi zamoż­
nych rue Mouffetard i jego rynek; albo też meczet, gdzie do tej
pory można wziąć parową kąpiel i wypić na złotych tacach
miętową herbatę. Tego roku ogrody są bujne - wszędzie plamy
kwiatów, gotowych do zapylenia. Tu i ówdzie ludzie na zielonych
krzesłach wpatrują się w rośliny. I pomniki: Bernardin de
Saint-Pierre z połyskującego błękitem brązu uśmiecha się do
mitycznych dzieci Paula i Virginii. Odwrócony tylem do całego
świata Buffon: na jego metalowej głowie trzepocze się gołąb.
W pobliżu ZOO przy Sekwanie Lamarck w zamyślonej pozie
- powyżej wschodzące słońce (nauka? natura?) Do zobaczenia
pod koniec miesiąca...
Współczesności nie trzeba postrzegać w kategoriach utra­
ty i upadku. W izolowanych „plamach" dawnych lokalnych
kultur i obumarłych cywilizacji można widzieć nie tylko
pojedyncze gasnące iskry, ale także zapowiedź czegoś cał­
kiem nowego; można, jak pisze Clifford we wstępie do swojej
książki, „kreować wolną przestrzeń dla wiodących przez
współczesność specyficznych d r ó g " i obok upadku i końca
dostrzegać rzecz znacznie do dostrzeżenia i akceptacji trud­
niejszą: wyłanianie się nowych, przyszłych kultur. Kultur,
których cechą charakterystyczną jest ich mozaikowy charak­
ter. „Odwrócony tyłem do całego świata Buffon"; świat
odwrócony tyłem do ojca systematyki.
Podważone są klasyczne schematy, dzielące świat na
oswojony i egzotyczny, znany i nieznany, tradycyjny i nowo­
czesny. Powstają najdziwniejsze kolaże zestawiające ze sobą
9

82

Droga P,

9/3/84

NA TURA I KUL TURA
NA
TURA/KULTURA
NATURA /KULTURA:
ciągle najpiękniejsza, najintensywnie­
jsza, najzabawniejsza etc., etc. wystawa w Paryżu: ,,Les Plus
Beaux Insectes du Monde" (Instytut Entomologii, ulica Buffon,
otwarta po południu). Jedna jasna sala... przyszpilone fajerwe­
rki, twarze, maski, oczy, kości, skóra... potem nagle poczwórna
symetria dokładnie podartych liści (z czulkami), wstęga tricolores, zakurzona delikatność ciem (Braque, Klee), wyretuszowane, pokryte lakierem, ceramiczne mikroelementy do kompute­
ra... śmieszność klasyfikacji. Bougainville, Borneo, Sumatra,
Jawa: ze skrzydełkami, bez skrzydełek; „Herkules", złocisty
metal, ciemny granat, neonowa zieleń... Czy to nie Levi-Strauss
napisał gdzieś, że inspiracją dla sztuki nowoczesnej powinny być
motyle, a nie Picasso?
Kultura jawi się w tym ujęciu jako owoc transmisji
i przeszczepu raczej, niż jako coś niezmiennego i na stałe
zakorzenionego w starym podglebiu; jako coś dynamicznego
i wiecznie żywego, a nie skazanego na jedną jedyną, skost­
niałą formę.
Drogi S,

9/4/84

Wysokie drzewo, SOPHORA JAPONIC A, zasadzona przez
B. Jussieu w 1747 roku w Jardin du Roy, sadzonki przysłane
z Chin przez R.P. d'Incarville... albo inne, przywiezione z ,,Lewantu". Dziwne rzeczy, żywe i historyczne (zupełnie niepodobne
do słojów sekwoi z datami 1492, 1776, 1914 albo do ,,lóżka,
w którym spal Napoleon"). Żyją w planetarno-ludzkim czasie
i przestrzeni... przeszczep z Epoki Odkryć. Który nas przeżyje.
Przy okazji: jest nowa księgarnia z całkiem dobrym działem
poezji Mouftardi Pot de Fer: ,,LArbre Voyageur". Czy tej zimy
będziesz przejazdem w Kalifornii?
Sposób istnienia dzisiejszej kultury nazywa amerykański
antropolog „egzystencją pośród fragmentów" . W dwu­
dziestym wieku nie sposób już poszukiwać kultur czy tradycji
w formie ciągłej. Na całym świecie zarówno jednostki jak
i grupy improwizują lokalne performance z pozbieranych
szczątków przeszłości, wykorzystując skrawki obcych trady­
cji, obce języki i symbole. Ta „egzystencja pośród fragmen­
tów" często ukazywana była (i jest nadal) jako zwieńczenie
procesu zniszczenia i ostateczny upadek - zwłaszcza przez
Levi-Straussa w Smutku tropików: nostalgicznej opowieści
o tym, jak resztki dawnej, autentycznej, zróżnicowanej
kultury zyskują w najlepszym razie status reliktów dawnej
sztuki czy folkloru. Ale doświadczeniu Levi-Straussa prze­
ciwstawić można, według Clifforda, choćby doświadczenie
tych wszystkich, którzy uczestniczyli w nurcie, czy też
trendzie artystycznym, zwanym przez niego postsymboliczną poetyką podróży (przemieszczenia, wykorzenienia - postsymbolic poetics of displacement): Victoria Segalena, M i chela Leirisa czy Aime Cesaire'a, odbywającego swą słynną
karaibską podróż; narracji Levi-Straussa przeciwstawić mo­
żna ich narracje. Pierwsza z nich opisuje postępującą homo­
genizację kultury, druga odzwierciedla bardziej złożone,
symboliczne doświadczenie, które Clifford nazywa doświad­
czeniem „karaibskości", oznaczające między innymi właśnie
10

akceptację „życia pośród fragmentów", akceptację z frag­
mentów złożonej egzystencji i podkreślające kolażowy cha­
rakter współczesnego świata i współczesnej cywilizacji. Z tej
perspektywy kwestia autentyczności kultury wygląda zupeł­
nie inaczej niż w ujęciach tradycyjnych: jest sprawą wciąż
aktualną, zmienną, uzależnioną od procesów „zapytania",
od historycznych i geograficznych transplantacji, przeszcze­
pów dokonywanych w czasie i przestrzeni. Idea źródła czy
korzeni coraz bardziej ustępuje miejsca idei rzeczywistości
polifonicznej, idei zmiany, przeszczepu, wędrowania. „Drze­
wo Wędrujące" (L'Arbre Voyageur) - przytoczona przez
Clifforda nazwa księgarni - może być dla tego zjawiska
adekwatną metaforą.

'kształtowania' czegoś, co niekoniecznie musi być zmyś­
leniem, n i e p r a w d ą " ) ; pewną określoną narracją, tekstem.
Która może być poetyckim tekstem Cesaire'a, literacko-etnograficznym tekstem Leirisa, zbeletryzowanym teks­
tem Segalena; obrazami Celnika i jego naśladowców, interp­
retacją etnografa.
13

*

*

*

Drogi J,

9/10/84

Paryż czasu rentrće: ulice wypełniają się, tempo wzrasta.
Nisko zawieszone słońce świeci jakimś sztucznym blaskiem.
W Jardin de Plantes budują pod ziemią nową „Zooteąue".
Droga C,
9/9/84 Zaczęto przystrzygać drzewa. Kontemplacja zimy. Znowu
straciłem głowę dla palm z Ogrodów Luksemburskich („Autour
Dziękuję za przesianie mi nowej książki Alicji Dujovne Ortiz,
d'une тете place /1'ample palmę ne se lasse..."), symetrycz­
Buenos Aires. Jedna z tych podróżniczych perełek, vertige
horizontal. Żydzi z Mołdawii poślubiają Argentynki (imigran- nych, doskonałych, w donicach na żelaznych nogach. Roślinni
tki: Hiszpanki, Włoszki, Ałbanki...), rodzi się córka: portena, kosmici... sześć cali powietrza pomiędzy ścieżką i ich... ziemią.
Odpowiedzią na status kultury, postrzeganej na wzór mozai­
w Paryżu,pisze po francusku, wspomina. Lubię jej ambiwalentne
spojrzenia na Borgesa i na tango. A szczególnie jej miłość do ki, układanki, postmodernistycznego puzzle'a jest dzisiejsza
miejskiego Jardin Botanico - do olbrzymich roślin, na które sytuacja etnografii. „Etnografia, ta hybrydyczna działalność
włażą koty, ido starych kobiet z torbami pełnymi wątróbki. I do - pisze Clifford - jawi się więc jako forma pisania, kolekc­
mieszczącego się w ogrodzie zoologicznym ,,pałacyku hindu jonowania, jako modernistyczny kolaż, imperialna siła, czy
Świadectwem takiego jej
zamieszkałego przez zakurzonego słonia..." Cywilizacja przesa­ wreszcie wywrotowa krytyka."
dzona. ,,Ale jeśli nie mam korzeni, to dlaczego moje korzenie tak pojmowania może być choćby sama forma jego książki, która
czyni z niej taki sam etnograficzny obiekt jak wszystko inne,
mnie bolą?"
„nieskończoną kolekcję". Ta kolekcja, pisze Clifford, po­
To Aime Cesaire uświadomił nam, podkreśla Clifford, że wstawała na przestrzeni ponad siedmiu lat. Rozdziały różnią
choć korzenie tradycyjnej kultury są podcięte, jest ona się od siebie formą i stylem, w tych różnicach zaś znajdują
nieustannie i w sposób twórczy odtwarzana przy wykorzys­ odzwierciedlenie rozmaite okoliczności ich powstawania i za­
taniu zawłaszczonych z zewnątrz symboli. Szczególnie wyra­ sady kompozycji. Mimo to autor nie próbował w żaden sposób
źnie widać to na przykładzie kultury amerykańskiej. „Być ich ujednolicać, dodając nawet teksty całkowicie niezgodne
Amerykaninem - pisze Clifford w eseju poświęconym właś­ z dominującą tonacją książki w nadziei, że stanowić one będą
nie Cesaire'owi - oznacza być hybrydą, metis" . A w stu­ mocniejsze wsparcie dla jego wywodów. ,, Wolę obrazy na­
dium o Michelu Leirisie dodaje: „Żyjąc w naszych miejskich stawione na maksymalną ostrość, skomponowane w taki
archipelagach wszyscy jesteśmy dzisiaj mieszkańcami Karai­ sposób, że ukazują obraz lub soczewkę."
bów. 'Gwinea' (Stara Afryka, pisze Cesaire) 'z twojego
płaczu z twojej ręki z twojej cierpliwości / nasze wymyślone
Znamienne to wyznanie, w pewnym sensie deklaracja
ziemie'". Prawdopodobnie dla nikogo nie ma już powrotu metodologiczna nowej antropologii, która zyskała sobie
do ojczyzny - można ją tylko stworzyć. „Kim i czym miano tekstualistycznej. Antropologii, która w takim ujęciu
jesteśmy? / Najistotniejsze pytanie!" - cytuje Clifford jest zawsze metaantropologią, metanarracją, świadomą swej
Cesaire'a.
narracyjności, podważającą ją i studiującą w lustrze wielu
innych możliwych narracji. „Jeśli chcesz przyjrzeć się proce­
Droga N,
9/7/84 sji przebierańców nie możesz stać w miejscu" - cytuje
„Prymitywne" malarstwo Haitańczyków to ostatni krzyk Clifford przysłowie ludu Igbo; w ten sposób zobaczyć można
mody (ale Ty wiesz o tym wszystko). A oni zabierają się do tego zarówno samą maskaradę, jak też swój sposób jej po­
tak „naturalnie". Przyjaciel opowiadał mi, że pewnego razu strzegania i badania; obraz albo soczewkę, albo jedno
zobaczył haitańskiego artystę, malującego lasy „Guinee" (miej­ i drugie.
Te narracje przyjmują dziś kształt zarówno dyskursów
sca, gdzie się urodził) z reprodukcjami Henri Rousseau pod
ręką. Na Haiti nie ma afrykańskich dżungli. I Celnik także ich stricte naukowych, jak też literackich czy nawet poetyckich;
nie widział, ale skopiował je w Paryżu z tropikalnych obrazów Clifford Geertz nazwał to zjawisko „zmąceniem gatunków".
w Jardin. Właśnie teraz patrzę na wejście do jednej z tych „Zatarcie granic między gatunkami - pisał on - to coś więcej
niż przeobrażenie Harry'ego Houdiniego czy Richarda N i starych, bajkowych szklarni.
Tygrys. Za wysokimi szybami... wiszą bajeczne, wyraźnie xona w postacie powieściowe. To coś więcej także niż
opisywanie bandyckich hulanek na Środkowym Zachodzie
widoczne liście. Baśń o naszej „karaibskiej" duszy?
na wzór romansu gotyckiego. To - rozważania filozoficzne
Autentyczność kultury w żadnym wypadku nie jest war­ przybierające formę krytyki literackiej (...), dywagacje nau­
tością bezwzględną, suwerenną, lecz owocem kulturowej kowe prezentowane pod płaszczykiem beletrystycznych morbądź politycznej taktyki, a jednocześnie żywym w naszym ceaux (...), barokowe fantazje przedstawiane ze śmiertelną
stuleciu mitem. Baśnią, jak pisze w zakończeniu tej pocztó­ powagą jako obserwacje empiryczne (...), prace historyczne
wki Clifford, baśnią tworzoną w obrębie tej właśnie kultury, złożone z równań i tablic lub z zeznań sądowych (...),
szukającej swego określenia i „domknięcia", swej własnej reportaże, co brzmią jak zwierzenia poufne (...), przypowie­
mitologii i aksjologii. Fikcją - w znaczeniu, jakie temu ści udające opis etnograficzny (...), traktaty teoretyczne
pojęciu nadaje nowa antropologia (która odwołuje się do pomyślane jako pamiętnik podróży (...), spór ideologiczny
„oryginalnego znaczenia łacińskiego fictió, jako 'tworzenia', ujęty w formę dociekań z zakresu historiografii (...), badania
14

11

1

s

12

16

83

epistemologiczne skonstruowane jak traktat polityczny (...),
polemika metodologiczna ukształtowana na wzór wspomień
osobistych." To - dodajmy - jak w przypadku Clifforda,
poważne dociekania etnograficzne zapisane w formie po­
cztówek - ulotnych, z istoty swej niepoważnych i okolicznoś­
ciowych.
Interesujące, że w tym samym numerze „Tekstów", w któ­
rym możemy przeczytać szkic Geertza, w artykule Teorema­
ty, Mieczysław Porębski zwraca uwagę na analogiczne
pomieszanie - tym razem ról społecznych, ale także środków
ekspresji twórczej: „malarz nie chce być malarzem, staje się
teatralnym albo filmowym reżyserem, albo właśnie dyrygen­
tem (...). Malarz nie chce być malarzem, pisarz pisarzem
-zabiera się do reżyserowania, reżyser pisze, aktor z lepszym
lub gorszym skutkiem reżyseruje itd., itd. Sam też zresztą nie
jestem tu bez winy."
Nie dziwi więc, że w czasach, gdy malarz bywa pisarzem,
a ten - gwoli lepszego wyrażenia siebie - reżyserem, etnograf
może być po trosze poetą i do swego warsztatu, na równi
z innymi narzędziami pracy, wprzęgać wyobraźnię i poetyc­
ką wrażliwość. „Trudno uniknąć pytania - pisze w Ogrodzie
nauk Czesław Miłosz - jaki rodzaj bytu ma na przykład
wschód słońca gdzieś nad Morzem Śródziemnym w pewien
poranek majowy roku dajmy na to 1215, jak też kwiaty,
które wtedy się otwierały, latająca mewa, ramię kobiety
czerpiącej wodę ze studni. Czyżby, skoro nikt tego nie widzi,
żadnego bytu?" Na to pytanie Clifford odpowiedziałby
17

18

19

zapewne za Gilbertem Durandem: rzeczywistość antropolo­
giczna, rzeczywistość marzeń i symbolicznej wyobraźni mają
byt ważniejszy („dla przeznaczenia, a zwłaszcza dla szczęścia
człowieka") niż wszelkie martwe prawdy obiektywne.
I jeszcze mógłby dodać, tym razem parafrazując Malraux :
że, o ile dla obojętnego i niewrażliwego uczestnika bądź
badacza kultury przeszłość należy już tylko do przeszłości,
o tyle dla Clifforda - także do Clifforda. I być może to
właśnie okaże się najlepszą drogą nie tylko ocalenia tego, co
tak szybko, na naszych oczach przemija, ale także powrotu
w przeszłość o wiele głębszą, aż do samych źródeł kultury.
To, co jest utopią w skali całego globu ma szansę spełniać się
w ten sposób w pojedynczym człowieku.
20

21

Drogi L ,

9/7/84

Co do widoku z Twojego hotelu, ulica Linneusza... Mogę sobie
wyobrazić obrośniętą bluszczem bramę Jardin, a w środku
ciemne ściany „Labiryntu" (jego wznoszące się okrężnie ścieżki,
schadzki nieznajomych...) Czy to nie jest blisko wielkiego
Cedru, Libanu, gdzie około I860 roku (na starych rycinach)
ludzie w wysokich kapeluszach i w długich szatach przechadzali
się, by podziwiać wspaniałą przestrzenną formę i dziwować się
potędze imperium. Musieli słyszeć - tak jak dziś - odgłosy
dobiegające z ZOO, zwierzęta, które parę lat później zostaną
pożarte przez obleganych komunardów. Proszę, bądźmy w kon­
takcie.

PRZYPISY
J. Clifford, The Jardin des Plantes: Postcards, (w:) The Predica­
ment of Culture. Twentieth - Century Ethnography, Literature and

9

Art, Harvard University Press 1988, s. 182-185. Książkę przedstawił
w „Polskiej Sztuce Ludowej: Kontekstach" (1991, nr 1) Zbigniew
Benedyktowicz. Mój tekst jest komentarzem do rozdziału 8.,
stamtąd też pochodzi przekład tekstów „Pocztówek...".

1 1

1

2

Por. P. Ricoeur, Cywilizacja powszechna a kultury narodowe,
przeł. A. Krasiński, (w:) Podług nadziei. Odczyty, szkice, studia.

Wybrał, opracował i wstępem opatrzył S. Cichowicz, Warszawa
1991, s. 177
3

J. Clifford, Introduction: The Pure Products Go Crazy, (w:) op.

cit., s. 16
P. Ricoeur, op. cit., s. 173
4

5

„vegetate (from. L. vegetare, to enliven, quicken...)" - The Jardin
des Plantes... (w:) op. cit., s. 182
6

Por. J. Clifford, Introduction..., (w:) op. cit., s. 4

7

A. Malraux, Nieporadny język obrazów, (w:) Literatura a prze­

mijanie, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1982, s. 120
P. Ricoeur, op. cit., s. 170
8

84

1

1 0

J. Clifford, Indroduction... , (w:) op. cit., s. 5
Tamże, s. 14
J. Clifford, A Politics of Neologism: Aim'e Cesaire, (w:) op. cit,.

s. 179
1 2

J. Clifford, Tell about Your Trip: Michel Leiris, (w:) op. cit,. s.

173
1 3

W. J. Burszta, Wymiary antropologicznego poznania kultury,

Poznań 1992, s. 127
J. Clifford, Introduction... , (w.) op„ cit., s. 13
Tamże.
Tamże, s. 15
1 4
1 5

1 6
1 7

C. Geertz, O gatunkach zmąconych (Nowa konfiguracja myśli

społecznej), przeł. Z. Łapiński, „Teksty drugie" nr 2 (2), 1990 s. 113
M. Porębski, Teorematy, „Teksty drugie" nr 2(2), 1990, s. 84
1 8
1 9

2 0

Cz. Miłosz, Piasek w klepsydrze, (w:) Ogródnauk, Lublin 1991,

Por. G. Durand, Wyobraźnia symboliczna, przekł. C. Rowiń­
ski, Warszawa 1986, s. 139
A. Malraux, Sekta, (w:) op. cit., s. 149
2 1

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.