2974395d6a09792adeefab76145e9929.pdf

Media

Part of Śmierć Jasia i Małgosi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4

extracted text
Śmierć Jasia i Małgosi
Wojciech Michera

„Tam w głębi lasu, nic nie ma imienia..."
Lewis Carroll, O tym, co Alicja znalazła
po drugiej stronie lustra

Bardzo lubimy spędzać w lesie wolny czas. Zbieramy
jagody, grzyby, podpatrujemy zwierzęta, a nasze dzieci
biegają wśród drzew, budząc cierpliwe i zadowolone chyba
z towarzystwa Echo. W chwilach rozmarzenia zdaje się nam,
że słoneczne odblaski na wodzie to wiotkie nimfy w połys­
kujących szatach lub spragniony jelonek u wodopoju, a deli­
katny szum wiatru - to tajemnicza melodia fletni Pana... Jeśli
więc tylko pogoda dopisze, a komary nie są zbyt dokuczliwe,
czujemy się wolni i szczęśliwi, smakując w rozgryzanej
borówce odrobinę dzikości.
Las tworzy wspaniałą scenerię dla radosnych marzeń
o utraconej niegdyś wolności. Daje nadzieję na odnalezienie
w sobie mądrej prostoty życia, na przywrócenie czystości
pierwotnych związków z Naturą, która - jesteśmy tego pewni
- niczego, co jest nam istotnie potrzebne, nigdy nie poskąpi.
Mit dobrej Natury, Arkadii, jest chęcią zapomnienia o smut­
ku życia nadmiernie określonego prawami cywilizacji.
Jest jednak w tej postawie - bardzo mi czasem bliskiej duża naiwność, polegająca na przekonaniu, że Natura
z zasady jest nam przychylna, i że w lesie możemy zyskać
wolność nie tracąc bezpieczeństwa rodzinnego domu. W is­
tocie „ D o m " i „ N a t u r a " to radykalnie przeciwstawne kate­
gorie wyobraźni. Nie zapominajmy bowiem, że na wizeru­
nek lasu, jednego z najważniejszych obrazów „Natury",
w przemożny sposób wpływa podstawowa kategoria estetyki
śmierci - zmierzch. Oto zapadająca noc, ogarniając jasny
obszar radosnej zabawy, rozpuszcza znane kształty i wypeł­
nia je niepewnością. Ciemne drzewa tworzą groźną scenerię,
w której bożek Pan okazuje się dzikim Satyrem, a wdzięczne
nimfy - szalonymi menadami, rozrywającymi z wściekłym
okrzykiem młodego koziołka.
Owa dwoistość lasu - dziennej Arkadii i nocnej Otchłani
- jest jak złudzenie optyczne, rysunek przedstawiający za
pomocą tych samych kresek twarz młodą i starą, uśmiech­
niętą i ponurą. Owo złudzenie staje się istotną częścią
symbolicznej tożsamości lasu: jest w nim wszystko, co
zawiera się w łacińskim słowie creperus (zmrok) - posępność,
niepewność, niepokój, wątpienie, nie pozwalające liczyć na
znane, wydeptane przez człowieka ścieżki, podważające
dotychczasową pewność własnej tożsamości. Ale jednocześ­
nie w mrocznym gąszczu leśnym zawiera się też - oczekiwa­
nie i tajemnica.
Obraz Natury tworzą w naszej wyobraźni przede wszyst­
kim obszary wolne od śladów cywilizacji: góry, morza,
pustynie, puszcze. W miejscach tych trudno człowiekowi
zaspokoić nawet najbardziej podstawowe potrzeby biologi­
czne, takie jak oddychanie, utrzymanie odpowiedniej tem­
peratury ciała, jedzenie, picie. Jeśli więc spojrzeć na po­
szukiwaną w Naturze wolność (od zniewalających norm
cywilizacji) bez arkadyjskiego optymizmu, to okazuje się, że
jest ona tożsama ze śmiercią:
1

2

Jeździec w piaskach szuka drogi,
Szuka paszy białonogi,
Jeźdźcze, koniu, pusta praca,
Kto tu zaszedł, nie powraca.
Po tych drogach wiatr się błąka
Unosząc z sobą swe ślady;
Nie dla koni jest ta łąka,
Ona tylko pasie gady.
Tylko trupy tu nocują,
Tylko sępy tu koczują (A. Mickiewicz, Farys)
Mickiewicz pisze o wyprawie na pustynię, w przestrzeń
wrogą życiu w sposób nie budzący wątpliwości; ale przecież
jej nazwa mówi to samo, co słowo „puszcza", obszar pełen
roślin i zwierząt (do niedawna zresztą obie te nazwy dość
swobodnie wzajemnie zastępowano i jeszcze Mickiewicz
mógł pisać: „Są w Litwie pustynie j są głuche cienie
białowieskich lasów" . Decydujące jest tu przyjęcie ludz­
kiego punktu widzenia: tylko egzystencja człowieka liczy się
jako treść zapełniająca rzeczywistość. Co nie jest ludzkie, co
nie jest związane z człowiekiem, nie „jest" w ogóle, a jeśli
nawet istnieje, to „inaczej", gorzej, nieprawdziwie, jako
zaprzeczenie prawdziwego życia („Nie dla koni jest ta
łąka, / Ona tylko pasie gady"). Dlatego i las staje się
w tradycyjnej wyobraźni przestrzenią „nie-ludzką", a dzikie
zwierzęta - bestiami, których istnienie świadczy bardziej
0 demoniczności Natury, niż jej witalności.
Dlatego tam właśnie, w środku lasu, wspólnie ze zwierzę­
tami mieszkają takie istoty, jak smoki i czarownice. Nie lubią
one ludzi i nie tolerują ich obecności. Jak piszą bracia Grimm
w bajce o Jasiu i Małgosi: „Czarownice mają czerwone oczy
1 źle widzą, ale mają za to doskonały węch, jak zwierzęta,
i czują, kiedy zbliża się człowiek".
Las jako przestrzeń mityczną określa w znacznej mierze
jego niedostępność. Pełno w nim rozmaitych przeszkód,
które oddzielają radykalnie Cywilizację od Natury i uniemo­
żliwiają człowiekowi wniknięcie w tę zakazaną dla niego
strefę. Jeden z bardziej wyczerpujących opisów tej mitycznej
topografii lasu zawarł Mickiewicz w IV księdze Pana Tadeu­
sza. Przestrzeń litewskiej puszczy przedstawiona została tam
jako układ kręgów otaczających , j ą d r o gęstwiny" - matecz­
nik. Człowiekowi dostępny jest zaledwie zewnętrzny skra­
wek tej otchłani:
3

Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,
Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?
Rybak ledwie u brzegów nawiedza dno morza;
Myśliwiec krąży koło puszcz litewskich łoża,
Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,
Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice;
Wieść tylko albo bajka wie, co się w nich dzieje,
Dalej - droga jest zamknięta; jak pisał Stefan Witwicki,
autor utworu, którego przeróbką jest Mickiewiczowski opis
matecznika: „Jak wspaniała i straszna tych tajemnic strona!
/ Natura jak potrójną miedzią (miedzą? - W M ) tam strzeżo­
na, / sama sobą oddycha.'" W Panu Tadeuszu po­
jawia się wytłumaczenie znaczenia owej potrójnej granicy
4

85

Natury: „Szczęściem człowiek nie zbłądzi do tego ostępu, / Bo
Trud i Trwoga i Śmierć bronią mu przystępu". Są to
„Miejsca nigdy człowieka nie zgwałcone krokiem".
Pierwszą zatem przeszkodę stanowi Trud - ostateczna
granica wpływów cywilizacji. Ale choć strefa ta nie sprzyja
ludzkiemu w niej przebywaniu, ma jeszcze charakter, można
powiedzieć, naturalny:
Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącami strumieni
I siecią zielsk zarosłych, i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.
Dopiero drugi krąg otchłani, określony jako Trwoga,
usprawiedliwia wstępną informację, że tajemnice puszczy
poznać można tylko ze źródeł o charakterze takim, jak
„wieść... albo bajka". Wkraczamy bowiem w obszar o ce­
chach trudnych do ujęcia w kategoriach przyrodniczych:
Gdybyś i te zapory zmógł nadludzkim męstwem,
Dalej spotkać się z większym masz niebezpieczeństwem;
Dalej co krok czyhają, niby wilcze doły,
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
Tak głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą
(Wielkie jest podobieństwo, że diabły tam siedzą).
Woda tych studni szkli się, plamista rdzą krwawą,
A z wnętrza ciągle dymi zionąc woń plugawą,
Od której drzewa wkoło tracą liść i korę;
Łyse, skarlowaciale, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary mchem kołtunowate
I pnie garbiąc brzydkimi grzybami brodate,
Siedzą wokoło wody, jak czarownic kupa
Grzejąc się nad kotłem, w którym warzą trupa.
W tekście tym porównania wydają się równie ważne co
opisywane zjawiska. Dym, woń plugawa, jeziorka jak stu­
dnie sięgające najgłębszych podziemi, chorobliwość, kar­
łowatość, starość, oraz diabły i czarownice (skupione nad
magicznym kotłem) - wszystko to rekwizyty tworzące coś
więcej niż tylko „straszliwą" atmosferę. W tych bajkowych
realiach las staje się wręcz częścią, przedsionkiem samego
piekła.
Nie to jednak w „litewskiej puszczy" jest najgroźniejsze.
Oto bowiem przed nami ostatni krąg otchłani, przez Mic­
kiewicza jednoznacznie już określony jako: „Śmierć".
Za tymi jeziorkami już nie tylko krokiem,
Ale daremnie nawet zapuszczać się okiem;
Bo tam już wszystko mglistym zakryte obłokiem,
Co się wiecznie ze grzęskich oparzelisk wznosi.
Nie ma tu żadnych baśniowych strachów. Ale jest coś
gorszego: świat zakryty mglistym obłokiem, a zatem świat
w którym zmysły - zmysły żywego człowieka - tracą
przydatność;^ na nic się tu nie zda nawet największy wysiłek
i męstwo. „Śmierć" - niedostępna dla oczu - onajirzede
wszystkim określa charakter całej przestrzeni lasu. Śmierć,
której przejawem, symbolicznym równoważnikiem, a przy­
najmniej zapowiedzią staje się błądzenie.
W życiu wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
Gorzko - śmierć chyba większe zna gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.
Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,
Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.
(Dante, Boska Komedia, tł. E. Porębowicz)

86

Tak rozpoczęła się wyprawa Dantego. Ale bohaterów
błądzących po lesie było w literaturze bardzo wielu. Błąkają
się choćby bajkowi Jaś i Małgosia, którzy dali się zaskoczyć
nocy, poszerzającej gwałtownie niebezpieczny i wrogi czło­
wiekowi obszar lasu. Zarówno Dante, jak i dzieci z bajki,
zginęliby w ciemnym gąszczu (i nie odnieśli „korzyści,
dobytych z przeprawy"), gdyby nie napotkani przewodnicy.
Dantego prowadzi Wergiliusz; dzieci - biały ptaszek, który
zjawił się w trzecim dniu ich zagubienia (chyba jeden z tych,
które w dziele Wergiliusza pomogły schodzącemu do pod­
ziemi Eneaszowi odnaleźć drogę w głębi gęstwiny - Eneida
V I , 190n). Prowadzi je - niczym dusze opuszczające ten
świat. Tam, gdzie nie ma żadnych dróg, gdzie nie mogą ich
poprowadzić znaki uczynione ludzką ręką. Gdzie każdy
krok, to - błąd i zagubienie. Aż do drzwi chatki Baby Jagi
- jak do wrót budzących „trwogę" piekieł.
Inną bramą w zaświaty stał się też rozpalony nocą,
w środku lasu, stos, do którego dotarli bohaterowie filmu
Ingmara Bergmana Siódma pieczęć (środek lasu był tam
zarazem granicą parafii, a zatem i świata człowieka): taki
jego sens podkreśliła szczególnie drabina, do której przywią­
zano paloną na nim domniemaną czarownicę. W ten sposób
obraz ten upodobnił się do biblijnej albo mistycznej wizji
wstąpienia do nieba.
W Siódmej pieczęci śródleśnej granicy strzeże śmierć we
własnej postaci. W Boskiej Komedii Dante spotyka na swej
drodze dzikie zwierzęta. W Bajce o Jasiu i Małgosi ich rolę
przejmuje Baba Jaga. W innych opowieściach spotkać
można najrozmaitsze bestie i smoki.
Jednym z pierwszych w dziejach literatury potworów
leśnych jest Humbaba z Eposu o Gilgameszu:
Zęby ma Humbaba jako kly smoka, lwa oblicze, w starciu jest jak
potop! Przed czołem jego, co jednako żre drzewa i trzcinę, nikt się
ostać nie zdoła! Na czubku ogona swego i członka ma dwa łby
wężów jadowitych.
5

Humbaba mieszka w samym środku nieprzebytej puszczy
cedrowej. Po co wybrał się tam Gilgamesz? Otóż wyprawę tę
(budzącą w nim dojmujący lęk) podjął zamiast niezrealizo­
wanej próby zejścia do otchłani piekielnej. A zamierzał on
w ten sposób zdobyć skarb strzeżony przez potwora - wspa­
niałe drzewa gór Libanu.
Przystanęli [Gilgamesz i Enkidu] i dziwią się puszczy, widzą
cedrów ogromną wysokość, wypatrują wokół leśnych przesmyków,
gdzie Humbaba chodząc krok swój odcisnął. (...) Widzą górę
cedrów, mieszkanie bogów... (...)
Ledwie łoskot usłyszał Humbaba, gniew nim zatrząsł: A któż to
się zjawił? Kto drzewa bezcześcił z gór samych zrodzone, kto cedr
śmiał rąbać?
Walki bohaterów ze smokami i potworami (Heraklesa,
Perseusza, św. Jerzego i wielu innych) są transformacjami
mitu kosmogonicznego, za którego najważniejszy przykład
można chyba uznać babiloński poemat Enuma ełisz. Także
walka Gilgamesza z Humbaba - obraz mityczny o dużej
złożoności - zawiera podobny sens. Jeśli jednak w większości
bohaterskich mitów kosmogonicznych chaos przedstawiany
jest jako żywioł wody, to tutaj rolę tę przejmuje leśny gąszcz.
Trzeba zresztą przyznać, że stworzony został w ten sposób
obraz bardzo sugestywny: jeśli kreacja świata rozumiana jest
jako uporządkowanie chaosu, a zatem jeśli pierwotny chaos
traktowany jest w niej jako swoisty budulec, to pokonanie
potwora uosabiającego las, wycięcie drzew i zbudowanie
z nich murów obronnych miasta (a dokładniej - zamykającej
je bramy) dokładnie tę ideę odzwierciedla.
Mityczny i literacki obraz wycinania cedrów Libanu miał
też ciekawą kontynuację. Oto niektórzy władcy blisko-

wschodni, podejmujący dzieło budownicze o charakterze
sakralnym, najpierw wyprawiali się demonstracyjnie po
budulec w góry Libanu. Jednym z nich był Gudea z miasta
Lagasz: „do gór cedrowych, gdzie nikt jeszcze nie odważył się
wkroczyć, on zbudował drogę, Gudea, kapłan Ningirsu,
i ściął cedry wielkimi siekierami" . Ten akt cywilizacyjny
(kreacyjny) powtórzył też rękami Hirama biblijny Salomon
( I K r 5.20).
Wizja cedrowych lasów Libanu jako obszaru dzikiego,
niebezpiecznego, nieopanowanego przez człowieka, jeszcze-niestworzonego chaosu, to ciekawy kontekst dla tej tak
ważnej w Biblii (między innymi w Psalmach, w Pieśni nad
Pieśniami) metafory boskiej potęgi i piękna. Oto z jednej
strony, z punktu widzenia człowieka, „dzikość" jest zła
i wymaga aktu kreacji, czyli jej pokonania; zarazem jednak
to właśnie owa nieopanowana dzikość jest świętością prze­
kraczającą wszystko, co dostępne człowiekowi. Zrozumiała
jest więc duma, z jaką Pan z Księgi Hioba opisuje potęgę
potwornego Behemota (bliskiego krewniaka, jak się wydaje,
zarówno Humbaby, jak i słynnego Tygrysa z wiersza Wil­
liama Blake'a ):

Dlatego też Bolesław Leśmian, znakomity znawca żywiołu
leśnego, nasyca swego „demona zieleni" silnym erotyzmem.
I choć trudno może byłoby doszukać się go w postaci
Humbaby czy innych potworów leśnych, nie można w próbie
charakterystyki Natury pominąć i tego jej aspektu. Przybiera
ona bowiem niekiedy postać kobiecego demona, kobiety
fatalnej, która kusząc swym czarem - jak Lilith z Eposu
0 Gilgameszu i Biblii, syreny Homera, nimfy ze źródła
leśnego w Mysji, Mickiewiczowska nimfa śródleśnego jezio­
ra Świteź, czy też nadreńska Lorelei - wciąga w podniecającą
topiel łatwowiernych mężczyzn. Jest to ten nieposkromiony
erotyzm, który wiotką nimfę wodną zamieniał w oszalałą
bachantkę, który „wabił", czarował niszczącą pieszczotą
(„zniszczotą"), „nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmie­
chem", „kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!",
w oszałamiające zagubienie.
Ta ponad-obfitość, życie nie ograniczone miarą człowie­
ka, pieniące się w nad-rniarze, „pośpiech nieustannych
rozkwitów", staje się wyuzdanym chaosem, orgiastycznym
żywiołem, przynoszącym w końcu śmierć. Czym jest jednak
ta śmierć - nie dowiemy się, póki jej nie zaznamy - póki
Oto Behemot, którego jak i ciebie stworzyłem. Tak jak wół żre żyjemy i póki nie zapłaciliśmy ceny, jaką jest „odczłowieczenie duszy".
trawę.
Patrz, jaka siła w jego lędźwiach i moc w mięśniach jego brzucha.
Erotyzm Natury, a także przekonanie, że rozsądek czło­
Prężny swój ogon niby cedr, ścięgna jego ud są mocno splecione. wieka i jego namiętności nie mogą iść w parze, spowodowały
Kości jego jak rury z brązu. Żebra jego jak pręty żelazne.
wygnanie miłości - uczucia wprowadzającego w życie zgub­
On jest przedniejszym z dzieł Bożych.
ny nieporządek, (albo też: ucieczkę miłości - uczucia nie
(Hiob 40, 15-19, tł. Cz. Miłosz)
potrafiącego znieść podporządkowania zniewalającym nor­
Natura to żywioł, życie nad-mierne, o nie dającym się mom rozumu) poza obszar świata kształtowanego racjonal­
opanować natężeniu, stające się przez to własnym zaprzecze­ nie przez człowieka - do lasu.
niem - chaosem, śmiercią. Naturę możemy obserwować
Stąd wziął się oczywiście mit Arkadii, wielka zawsze
wyłącznie spoza odgradzającej nas od niej granicy, będącej popularność literackich sielanek, sentymentalne ogrody. Ten
zarazem progiem naszego Domu. Tylko tu, w domu, czuje­ miłosny nurt kultury europejskiej pozbawiony jest jednak
my się bezpiecznie. Każdy zaś, kto usiłuje wedrzeć się świadomości, że patron Arkadii, bożek Pan - starzec o mło­
w niebezpieczną strefę lasu - musi porzucić kondycję ludzką. dzieńczych siłach - słynął z niezwykłej aktywności seksual­
Jak już mówiliśmy, i jak wiedzą słuchacze baśni, każda istota nej. Rezygnując więc z wyrazistego erotyzmu grzeszy naiw­
o „zapachu człowieka" traktowana jest tu jako intruz. Ginie nością, o której zdążyliśmy już tu powiedzieć, a nawet
- tracąc życie lub przybierając nową, nie-ludzką postać. obłudą.
Ginie - z nadmiaru życia.
Ciekawsze z naszego punktu widzenia są teksty, w których
pojawia się owa mroczna, krepuskularna dwuznaczność lasu
W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie,
1 miłości. Jednym z nich jest średniowieczna opowieść
Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie,
0 Tristanie i Izoldzie. Przedstawia ona miłość w sposób
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki,
Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,
typowy dla dwunasto wiecznej kultury dworskiej, ostro prze­
Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie
ciwstawiając to uczucie nisko ocenianej normie społecznej,
Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.
przejawiającej się jako instytucja małżeństwa. W planie
Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem
przestrzennym konflikt ten pokazany jest jako wybór między
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,
dworem króla Marka a lasem: na zamku Izolda jest żoną,
I wabił nieustannym rozkwitów pośpiechem,
a Tristan wasalem; las pozwala odrzucić te role i oddać się
I nęcił ust zdyszanych tajemniczym bezśmiechem,
I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń,
uczuciu.
I kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!
Sytuacja ta przypomina swą niejednoznacznością ocenę
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
potężnych
demonów leśnych - budzących lęk człowieka
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
1 dumę Boga. Oto niektóre wersje legendy przedstawiają
W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurchany,
pobyt kochanków w lesie jako grzeszne odstąpienie od
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy,
W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,
świętych praw moralnych - wtedy normy społeczne utoż­
Że oto martwy w stu wiosen bezdeni,
samione są z prawami boskimi; w innych jednak las jest
Cienisty, jak bór w borze - topielec zieleni.
przestrzenią świętą, władaną mocą ponad-ludzką, boską,
(B. Leśmian, Topielec)*
a zatem jest wolny od przymusu praw obyczajowych.
A jednak ten nieposkromiony żywioł ma w sobie coś Przeżywana w lesie miłość nabiera cech świętości i upodob­
pociągającego. Tak jak pociągające i kuszące potrafi być nia się do sakramentu. Dodajemy, że spełnienie miłości
„zagubienie", rozumiane jako stan egzystencjalny. Tylko Tristana i Izoldy jest w opowieści utożsamione ostatecznie
ono - ta metafora (metonimia?) śmierci - choć budzi lęk, z ich śmiercią, obdarzoną jednak cechami roślinnej płodno­
otwiera też drogę do tego, co naprawdę nowe, nieprzewidzia­ ści: z grobów obojga kochanków wyrastają przecież i splata­
ne, fascynujące; jest jak alchemiczna materia confusa, nie­ ją się gałązki wiciokrzewu.
zbędna w akcie indywidualnej przemiany, „niedowcielenie",
Myśl o magicznej, wolnej i leśnej miłości zawarta jest też
pozwalające odrzucić uciążliwą, nadmierną pewność dotych­ w Szekspirowskim Śnie nocy letniej. Jeden z bohaterów
czasowego istnienia.
utworu, Lizander, mówi wyraźnie: „...przybyłem tutaj (do
6

7

9

87

lasu Ardeńskiego) / z Hermią - w obawie przed ateńskim
prawem / Mieliśmy zamiar żyć z dala od miasta...". I chociaż
pełno tu elfów, duszków, nimf i kupidynów - nie jest to
utwór sentymentalny. Wymagania gatunku sprawiły, że
w historii tej nie ma wprawdzie nastroju posępności, a na
dodatek kończy się ona dla wszystkich pomyślnie, ale jest
w niej jednak obecny nocny niepokój, niepewność, a także
- lekko tylko skrywany - erotyzm (Podszewka: „musimy
dobrze przećwiczyć różne śmiałe efekty sceniczne i ob­
sceniczne").
Prawdziwa miłość, miłość „leśna", nie jest jednak łatwa.
Wiemy już z Pana Tadeusza, że wnętrza puszczy bronią
Trud, Trwoga i Śmierć. W istocie jednak te przeszkody są
zarazem etapami trudnej drogi o charakterze wtajemnicze­
nia, bo przecież choć tekst Mickiewicza ma postać prze­
strogi, to prawdziwym jego bohaterem jest oczekiwany
śmiałek, który podejmie niewykonalne dzieło i dotrze do celu
- do matecznika.
Nadszedł czas, by dokończyć zaczęty wcześniej cytat:
10

A za tą mgłą na koniec (jak wieść gminna głosi)
Ciągnie się bardzo piękna, żyzna okolica,
Główna królestwa zwierząt i roślin stolica.
W niej są złożone wszystkich drzew i ziół nasiona,
Z których się rozrastają na świat ich plemiona;
W niej, jak w arce Noego, z wszystkich zwierząt rodu
Jedna przynajmniej para chowa się dla płodu.
Podobną w istocie myśl dostrzec można w słynnej Legen­
dzie o Graalu Chretiena de Troyes. Zapisana pod koniec X I I
w Szampanii, opowiada o odnowieniu świata w obu wymia­
rach: kosmicznym i egzystencjalnym, o potrzebie uratowania
„Ziemi Jałowej" przez doskonałego rycerza, oraz o doj­
rzewaniu Percevala. To nieokrzesane pacholę, nieświadome
nawet własnego imienia, staje się rycerzem godnym swego
przeznaczenia. A cała historia zaczyna się i kończy w lesie;
oto jej początek:
„Było to w porze, kiedy drzewa rozkwitają, w gajach puszcza się
listowie, a na łąkach zielona murawa, kiedy ptaki od świtu wywodzą
swą łaciną słodkie trele, a radość przenika serce wszelkiego stworze­
nia. Synaczek pani, wdowy po rycerzu, która ma dwór i włości wśród
Śmiertelnego Lasu, zerwał się z łoża, żwawo okulbaczył podjezdka (...). Wjeżdża w las i zaraz serce się mu rozwesela dla pięknej
pogody i radosnego świergotania ptasząt - bo wszystko to miłe mu
było."
11

Las Percevala pełen jest wiosennej radości, ptasiego
świergotu; nazywa się jednak Foret Gaste, co można prze­
tłumaczyć jako „zniszczony", „pusty", „śmiertelny" (w
tłumaczeniach na współczesny język francuski używa się
słowa deserte). Tylko tam bowiem, w pełnej niepokoju
krainie śmierci, warto poszukiwać skarbu życia.
Jego istnienie - jak pokazuje to Rilke - ma jednak
charakter dramatyczny:
W zwiędłym lesie jest ptaków wołanie,
wołanie bez powodu w zwiędłym lesie.
Lecz to okrągłe ptaków wołanie
spoczywa w chwili, co mu dała trwanie
wielkie jak niebo na zwiędłym lesie.
Posłusznie wszystko układa się w krzyk:
Krajobraz jakby leżał w jego dłoni,
gwałtowny wiatr jakby przylegał do niej,
a chwila, która chce ze siebie wyjść,
jest blada, niema, jakby znała ciszę
rzeczy, od których musi umrzeć każdy,
kto z tego krzyku wyszedł.
(R. M . Rilke, Niepokój tł. M . Jastrun)
Tylko zanurzenie się w mroczym lesie, wystawienie na jego
śmiertelną moc, zamieniającą w złudzenie wszystko, co

88

dotąd traktowaliśmy jako niepodważalną rzeczywistość,
pozwala odkryć nowy świat. Taki właśnie las przedstawia
Bergman w Siódmej pieczęci: zagubienie, nieprzydatność
ludzkich zmysłów i wiedzy, niepokój ludzi obserwujących
wyniesioną na stos czarownicę: w jej oczach, pustych, choć
sięgających już poza horyzont tego świata, nie udaje im się
niczego dojrzeć. Niczego - poza śmiercią, nie pozostawiającą
żadnej nadziei.
A jednak rodzinie kuglarza Jofa - a zatem ludziom, którzy
od tego, co w złudny sposób rzeczywiste, wyżej cenią
realność cudów, którzy nie mają stałego domu - udaje się
dotrwać do końca burzliwej nocy; o świcie (mimo, że ich wóz
w pewnej chwili się zatrzymał) osiągają kres lasu.
W pewnym sensie dzieło Bergmana składa się z dwóch
odrębnych części, z których pierwsza - to cały film, druga zaś
- t o zaledwie ostatnia, krótka scena, należąca w istocie już do
przyszłej, jeszcze nie opowiedzianej historii Jofa i M i i .
Podobną strukturę ma też film Felliniego Noce Cabirii.
Historia ta opowiada o życiu pełnym złudzeń, o niespeł­
nionych marzeniach i nieprawdziwych granicach, których
przekroczenie niczego nie zmienia. Prawdziwym kresem
ponownie jest dopiero las, dość jednoznacznie scharak­
teryzowany tu jako kraina śmierci (zachodzące słońce,
zapadający zmrok, prowadząca na zachód droga „na skró­
ty", dziwne, brzydko pachnące kwiaty, jakich Cabiria nigdy
jeszcze nie widziała). Istotnie ociera się tam o śmierć i traci
wszystko, co miało dotychczas jakiekolwiek znaczenie. Wte­
dy jednak rozpoczyna się właśnie druga część filmu - ostat­
nia jego scena, początek nowego życia Cabirii.
Podobnie dzieli się na dwie części i nasze życie: na
oswojoną, oraz dziką, obcą, „leśną". W tej pierwszej czuje­
my się bezpieczni; druga - ta, która zawsze ma dopiero
nadejść - budzi lęk. Zarazem jednak pierwsza, aktualna,
kojarzy się z egzystencją monotonną i nudną, druga - pobu­
dza wyobraźnię i kusi nieznanym.
Najczęściej jednak boimy się porzucić bezpieczną strefę,
boimy się chaosu i zagubienia. Jeśli ktoś sądzi jednak, że
pozostając w domu nie jest narażony na zagrożenie płynące
z lasu - myli się. Całą sprawę można bowiem ująć odwrotnie:
za każdym razem, gdy niszczymy pewien ustalony ład
- przywołujemy tym samym leśnego demona: „wywołujemy
wilka z lasu".
Na tym właśnie polegał przypadek Makbeta. Jest to
historia nie tylko ludzkich dylematów etycznych. Jest to
także historia braku odwagi. Można powiedzieć, że Makbet
pragnął skarbu, ale nie potrafił stoczyć o niego prawdziwej
walki z potworem leśnym. Jego zbrodnie zaburzyły jednak
porządek ludzkiego świata, a zatem - zamieniły go w chaos.
Potwór, wraz z wędrującym lasem, sam przyszedł do Mak­
beta.
Gdy w dzieciństwie słuchałem baśni o bohaterach udają­
cych się - wiadomo - za siedem gór, lasów, rzek, zadawałem
sobie jedno przede wszystkim pytanie: gdzie to jest? Aż
pewnego razu, w zupełnie dorosłym już wieku, przyszło mi
spędzić noc w głębi dużego lasu, pod gołym niebem.
Przebudziłem się wtedy w środku nocy i leżąc z głową na
mchu dałem się ponieść wyobraźni, uległem fascynującej sile
szumiących drzew (ledwie widzialnych na tle ciemnego
nieba), tajemniczych trzasków, delikatnego tupotu nóg
jakiegoś zwierzęcia... Było to zmysłowe dotykanie czegoś
nierealnego. A na dodatek - działo się nieopodal miasta
Avallon w Burgundii, którego nazwa w tradycji arturiańskiej
oznacza krainę pośmiertnej szczęśliwości...
Tajemnica lasu wymaga odwagi. Zstąpienie w jego otchłań
to obraz doświadczenia egzystencjalnego budującego nową
tożsamość człowieka, a zarazem - przywracającego niejako
1 2

13

ponadindywidualną pamięć kultury, z tego doświadczenia
przecież wyrastającej. O tym tajemnym, leśnym przejściu
w strefę kryjącą w sobie pamięć ludzkości pisze Czesław
Miłosz:
Te korytarze, którymi idę przy blasku pochodni
Słysząc jako woda kapie na strzaskane płyty.
W głąb, w głąb góry. W niszach popiersia przyjaciół,
Oczy ich marmurowe, tylko światło i cień
Kładą krótko na twarzach cierpki grymas życia.
Tak, coraz dalej, labiryntem w ciemne wnętrze,
Bez koboldów, z echem własnych kroków.
Aż pochodnia zgaśnie na niewiadomym zakręcie
I tam gdzie przeznaczone zamienię się w kamień.
Ale u wejścia, które zamknięte głazem lawiny będzie zapomniane,
W jodłowym lesie nad spadającym z lodowca potokiem,
Łania urodzi cętkowanego jelonka i powietrze rozwinie
Swoje piękne liściaste spirale innym oczom, jak mnie kiedyś.
I odkryta będzie na nowo każda radość poranka,
Każdy smak jabłka zerwanego w wysokim sadzie.

Więc mogę żyć spokojny o to co kochałem,
Ziemia poniesie akwedukty, amfory, świeczniki mosiężne,
A kiedy któregoś dnia psy goniące niedźwiedzia
Wpadną w skalną szczelinę i ludzie dalekich pokoleń
Odczytają na ścianach kanciaste nasze litery Zdziwią się, że z tego co ich cieszyło znaliśmy tak wiele
Choć nasz daremny pałac znaczy już tak mało.
(Te korytarze)

Nie ma tu ponadobfitej, żywiołowej płodności, jest nato­
miast subtelna „radość poranka", „smak jabłka zerwanego
w wysokim sadzie" i łania rodząca cętkowanego jelonka.
Gwałtowną kreację zastępuje trwałość odciśniętej w kamie­
niu milczącej pamięci i dziedzictwo odradzających się poko­
leń. A jednak w tych wysmakowanych obrazach odnaleźć
można przejmujący nastrój otchłannej głębi czasu, nie
dającego się pokonać przemijania, nieludzka moc, a nawet
wspomnienie gwałtu („smak jabłka zerwanego w wysokim
sadzie"); odblask wieczności i ciągle żywe, płodne marzenie.

PRZYPISY
1

Owa arkadyjska naiwność w ciekawy sposób przejawia się dziś
w ideologii nazywanej ekologią. Słowo „ekologia" pochodzi bo­
wiem od greckiego oikos - „dom", a zatem sugeruje traktowanie
środowiska naturalnego jak własnego domu. A przecież dom, to
miejsce w którym - po pierwsze - powinienem czuć się bezpiecznie
i wygodnie, a po drugie - miejsce, które mogę kształtować i urządzać
całkowicie według mojej własnej woli (o tym mówi inne słowo
pochodzące od greckiego oikos - ekonomia). Obie te ideowe
właściwości domu są zresztą ze sobą ściśle powiązane: bezpiecznie
i wygodnie czuć się mogę tylko tam, gdzie zaprowadzony został
pewien odpowiadający mi porządek, Jest więc paradoksem, że
„święta ekologia" pragnie traktować Naturę jak wielki Dom,
zachowując ją zarazem w postaci nie zmienionej. Nie wiadomo też
w końcu, czy w tym ujęciu wysoko ceniona przez zwolenników
myślenia „ekologicznego" wolność właściwa będzie raczej niechętnej
zmianom naturze, czy też światu podporządkowanemu ludzkim
normom.
O estetyce śmierci pisze Michel Guiomar, Principes dune
2

esthetique de la mort, Paris 1967, zob. s. 135n
Wg. J. Rostafiński, Las, bór, puszcza oraz matecznik jako natura
3

Oczy nieśmiertelne, czyje
Ręce rzeźbiły twą symetrię straszną?
(...)

Jakie piece, jakie formy
Wypalały mózg potworny?
Jaki giął go młot czy kleszcze
Żeby siał śmiertelne dreszcze?
(...)
(W. Blake, Tygrys, przeł. J. Waczków)
8

Intuicja poetycka doskonale potrafi uchwycić tak ważną w wyo­
braźni symbolicznej tożsamość żywiołów związanych z rozmaitymi
formami anekumeny: topielec gnijący w gąszczu leśnym u Leśmiana;
wyprawa zbuntowanego beduina na pustynię porównana do po­
dróży przez morze w Farysie Mickiewicza; Przejście przez las
czerwony - tytuł wiersza Tymoteusza Karpowicza nawiązujący do
biblijnej przeprawy przez Morze Czerwone, itd. itd.
9

Podobnie niejednoznaczne oceny wywołują też rozmaite po­
stacie mądrości: od społecznej zapobiegliwości mieszczańskiej do
samotniczej kontemplacji mędrca chroniącego się (lub wygnanego)
w lesie, w górach lub na pustyni.

baśni w poezji Mickiewicza," Rozprawy PAN w Krakowie, wydział
filologiczny t. 60 nr 1, s. 10, Kraków 1921. Zob. też zacytowany dalej
Cytaty ze Snu nocy letniej Szekspira w tł. St. Barańczaka.
początek polskiego tłumaczenia Boskiej Komedii Dantego.
Tekst utworu Witwickiego podaje J. Rostafiński, op. cit., s.
Tłumaczenie Anny Tatarkiewicz. W przekładzie tym nazwa
19-21
foret gaste oddana została jako „Las Przeklęty".
Fragmenty z Eposu o Gilgameszu w tłumaczeniu R. Stillera,
Zbigniew Benedyktowicz podkreśla, że tematem filmu Berg­
wyd. Warszawa 1980
mana jest nie tylko śmierć, ale i miłość: „Są to niemal wszystkie jej
1 0

4

1 1

5

1 2

6

Arvid Kapel rud, Temple Building, a Task for Gods and Kings,

„Orientalia" 32, 1963, s. 56-62
Słowa: „Oto Behemot, którego jak i ciebie stworzyłem" brzmią
jak odpowiedź na pytanie zawarte w wierszu Blake'a:
Tygrys, Tygrys, blask twój bije
W borach nocy, ale czyje
7

twarze". Z. Benedyktowicz, Obraz i słowo (O scenariuszach Berg­
mana), w: Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia, Warszawa

(b.d.), s. 237
1 3

Zob. mój tekst Noce Cabirii Federico Felliniego,

Notatki

antropologiczne, „Kwartalnik filmowy" nr 2, 1993, s. 18-26

89

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.