-
extracted text
-
F I L O D Z O O N . Ciesząca się życiem
albo
OGŁAWIANIE. Kultura wierzby
Jacek Olędzki
„Witam cię, drzewo, ty najmniej cenione"
Tadeusz Lenartowicz, Na wierzbę, 5
„...A grajże mi piszczałeczko (...).
Uliniłem cię z wierzbiny"
Jan Kasprowicz, Moja pieśń
wieczorna,
brutalnego traktowania drzew przez podstawową reprezen
tację Polaków - „lud". W omawianiu złożonej kwestii,
towarzyszyła autorowi od początku do końca, opozycja
naczelna: Germanie - Słowianie. Wiadomo, że w mitologii
skandynawskiej pochodzenie pierwszych ludzi jest roślinne.
„Według Eddy, Odyn stworzył pierwszych ludzi z jesiona
i olchy, drzew północy." Natomiast Słowianie, jeśli mieli
swoją genesis, to jest ona nieznana.
Moszyński poddaje śmiałej krytyce, dziś w niczym nie
kwestionowanej, głośne poglądy autora Złotej Gałęzi, Frazera, czy Mannhardta oraz licznych ich naśladowców (wymie
nia przykładowo E. Anickova). Wychodzi z założenia - jakże
wówczas odkrywczego - że „kult bóstw, odprawiany pod
drzewami, może być bardzo łatwo wzięty za kult drzew".
Z całą stanowczością stwierdza, że:
- religie starożytnych Greków i Rzymian nie znały „kultu
drzew jako takich (drzewa były u nich z reguły poświęcone
2
„Gdzie polem powiewa wierzbina, wiem, że się
Polska kończy lub zaczyna"
Kazimierz Laskowski, Wierzby 2,17-18
Pragnąłbym przypomnieć pokrótce bezcenne stwierdzenia
Kazimierza Moszyńskiego związane z wierzeniami i ogól
nym stosunkiem Słowian do drzew.
Swoje stwierdzenia przekazał nam uczony językiem
wprost publicystycznym, emocjonalnie, będąc zapewne nie
raz poruszony do żywego znanymi sobie świadectwami
1
90
I
3
bogom)"
- etnograficzne poszukiwania w obrębie ludów ugrofińs
kich, gdzie ,,nie zaginęła tam jeszcze religja pogańska,
wykazały zupełną nikłość kultu drzew"
- u ludów kaukaskich, w Afryce północno-wschodniej,
cześć okazywana pewnym drzewom wynika z uznawania ich
za miejsce („mieszkanie") przebywania istot czczonych.
Argumentację tę można uzupełnić o wyniki najnowszych
badań prowadzonych przez Mateusza Wiercińskiego w In
diach.
Wszelako, mimo wspólnej ludom świata postawy, uzna
wania drzew li tylko za przybytek („mieszkanie") istot
czczonych, również złowrogich demonów (nie wyłączając
diabła), dusz osób zmarłych, postrzegać należy różniący się
nieraz zasadniczo stosunek zarówno do tych istot, jak też ich
drzewnych siedlisk.
u Germanów z jednej a u Finów
z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź pewien ogólny
szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian
nie ma ani śladu. O wielkiej czci drzew u germańskich ludów
oraz o okrutnych karach, jakie u nich w niektórych krajach
wymierzano za obłupianie drzew z kory itp., pisano już
niejednokrotnie." 1 zaraz po tym przytacza słowa P. Mielnikova o Mordwinach, Czeremisach (Finach nadwołżańskich) oraz Czuwaszach: „Lubią te plemiona głuche lasy
i ciemne gaje; ani jeden z nich bez potrzeby drzewa nie ruszy;
siec bezcelowo las - to, ich zdaniem, grzech wielki: według
ich starodawnego zwyczaju las jest mieszkaniem bogów. Las
niszczyć, - to znaczy boga obrażać, jego domostwo ruj
nować, karę na siebie sprowadzać." Dalej, tenże Mielnikov
przeciwstawia Finom lub Czuwaszom Wielkorusa. „Dla
niego nie znaczy nic zrąbać wiekowe drzewo po to tylko, by
wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzby drzewo,
obłupić lipkę, spowodować uschnięcie brzózki przez wypusz
czenie oskoły (...). Nawet stuletnie dęby rąbie jedynie
dlatego, aby obrać z nich żołądź na karmę dla świń." Sięga
również Moszyński do opinii o chłopie polskim. „Władysław
Orkan, sam wieśniak rodem, takie mu wystawia świadectwo:
'(•••) Już od dziecka (...) nożem wycina płaty kory świeżej
z bujnego świerka na »kozubki«, młode drzewka z pasją
kaleczy, smołą płaczące najradniej podpala, (...) i naturalnie
w rosnącym ten złośliwy, zbrodniczy stosunek do drzew, do
lasu ostaje..."' Kończy Moszyński charakterystykę słowiań
skich animozji wobec drzew przytoczeniem sądu Fr. Kraussa
o Serbochorwatach - „drzewołupcy, złośliwi tępiciele la
sów".
Różnice w stosunku do drzew między Słowianami a Fina
mi i Germanami stanowią doniosłe zagadnienie, którego
istoty - według Moszyńskiego - nie sposób dociec poprzez
„przesłanki natury gospodarczej", albowiem każda z trzech
grup etnicznych od wieków zajmuje się rolnictwem i hodow
lą. Aby nie popełnić błędu przedstawienia hipotetycznych
przyczyn owych różnic, uczony uznał, że sformułuje je na
końcu całego dzieła. Ponieważ wojna przeszkodziła w ukaza
niu się czwartego tomu Kultury Ludowej Słowian, nie mamy
przyrzeczonego wyjaśnienia różnic między sąsiadującymi
grupami etnicznymi w ustosunkowaniu się do drzew.
W moim przekonaniu w brutalizacji stosunku Słowian do
drzew odnajdywać można z jednej strony świadectwo faktów
długiego trwania oraz z drugiej, faktów nie mających takiej
metryki, mających zaś nieraz najświeższą datę.
Być może w kulturze ludowej niektórych grup Słowian
(przede wszystkim bałkańskich), jako świadectwo faktów
odległych, jest rodzaj pamięci zbiorowej, archetypicznej,
goszczącej w najprostszych umysłach wieśniaków (oczywiś
cie chyba już nie dziś, lecz przed stuleciem), odnoszącej się do
kolebki tej ludzkiej zbiorowości, pochodzenia jej ze stepów,
gdzie nie rosną drzewa, następnie przejścia w jakimś momen
cie swych dziejów w zasięg środowiska naturalnego w niczym
nie przypominającego stron rodzinnych, prowokujących do
4
5
6
7
8
znanych głównie z obszaru Bałkanów postaw drzewołupstwa. Jest też wielce charakterystyczne, że owa brutalizacja
wcale nie wyklucza postaw zasadniczo odmiennych, sakralizujących jakieś wybrane drzewa, a nawet całe ich zespoły.
Mogłem się o tym przekonać, prowadząc badania w Kame
runie (grapa Bamileke) oraz w Nigerii, znajdując potwier
dzenie wyników tych badań wśród kopieniaczy krajów
sąsiednich (Zair, Republika Środkowo Afrykańska, Tan
zania).
Stepowcy-pasterze (пр., niczym Mongołowie, o czym
mogłem się przekonać uczestnicząc przez 13 lat w Etno
graficznej Ekspedycji I H K M P A N do Mongolii pod kierow
nictwem prof. Witolda Dynowskiego), jak gardzą nawet
najcenniejszymi rybami, chyba z powodu dostatku mięsa
swych zwierząt udomowionych, tak również do drzew nie
żywią sympatii, chociaż również antypatii. Mają tu w swej
kulturze rodzaj luki. Wynika ona bez wątpienia z faktu
nieobecności drzew na rozległych obszarach stepu i pustyni.
Saksauł, krzewiaste drzewo pustyni Gobi, prawie jak skały
czy kamienie szlachetne i półszlachetne, przynależy do
cennych surowców i raczej tylko surowców, wytworów
głównie kultury materianej. W kulturze Słowian bałkańskich
mogła się błąkać jakaś forma pamięci raju utraconego, nie
sprzyjająca oswojeniu się z nowym miejscem, zmuszającym
do trzebieży, karczunku i nieustającej walki z chwastami.
Przetrwało jednakowoż umiłowanie, trawy, traw.
Natomiast Germanie i Finowie oswajali się z przebogatym
światem roślin, przede wszystkim drzewami, wcześniej i dłu
żej, a najważniejsze, nie podlegając skazie raju utraconego,
co jak się wydaje, w procesach kulturowych rzadziej przyj
muje formę wygaszania resentymentów, częściej zaś przeis
tacza się w irracjonalne, niekontrolowane reakcje, na koniec
zachowania, znane nam u Słowian. Germanie i Finowie
potrafili oswoić się ze swym naturalnym środowiskiem,
skutecznie opanować go i zagospodarować, kiedy na na
szych ziemiach, długo utrzymywały się bory i puszcze,
wyzwalające u osadnika najniższe reakcje. Nie zapominaj
my, że dla osadników (dodajmy zestresowanych zbiegów
pańszczyźnianych) kolonizujących dopiero w drugiej poło
wie X V I I I w. dziewiczą Puszczę Zieloną, Goniądzką, Graje
wską, Kampinowską, albo Augustowską, ludzi zakładają
cych w tak późnym czasie wsie „na surowym korzeniu",
drzewo nie mogło budzić uczuć przyjacielskich czy chociażby
życzliwych. Aby zrekonstruować stan emocjonalny jaki
mógł towarzyszyć kształtowaniu się wówczas postaw, brze
miennie rozwijających się przez co najmniej następne stule
cie, należy szukać dziś sytuacji podobnych gdzieś na Nowej
Gwinei, w nieprawdopodobnej wyłącznie biegłości Papua
sów w rąbaniu drzew (na początku lat sześćdziesiątych
jeszcze siekierami kamiennymi), zdobywaniu przestrzeni dla
ogrodów i hodowli umiłowanych świń.
Mozolna walka z puszczą, a wcale w nie mniejszym
stopniu z wszędobylskim zielskiem, nie wyzwala wznioślejszych uczuć a tym bardziej stanów ducha, w których
gościłaby religijna cześć w stosunku do roślin.
Jednakże wydaje się, że - mówiąc delikatnie - osobliwie
niechętny stosunek do drzew, krzewów względnie nawet
roślin dziko rosnących (w najlepszym przypadku zabar
wiony zmyślonym utylitaryzmem) występuje zazwyczaj
w parze z awersją do różnych drobnych stworzeń, małych
gryzoni, ślimaków, małży, owadów i wcale nie musi mieć
określonych uwarunkowań historycznych, a wynika z cech
naszej ludzkiej kondycji, z jej ograniczeń i słabości. Niedoj
rzałość emocjonalna, ujemne stany psychiczne, prowadzące
do chorobliwej pobudliwości, frustracji, decydować mogą
o sposobach reagowania na cudowny świat natury. Owe
przejawy dezintegracji negatywnej - jak doskonale wiadomo
- najłatwiej się odreagowuje poprzez uśmiercanie czy apro
bowanie aktów uśmiercania bytów słabych lub bezbron9
10
91
nych. Rozluźnienie zasad reguł życia społecznego, niestałość
nastrojów, jak niedostatek dóbr, usług a nadmiar mniemań,
przekonań, wzorców pańskości (wyniosłości), wszystko to,
co tak dobrze zna nasza ojczyzna, nie sprzyjało życzliwości
wobec natury. Ostatnie półwiecze zaowocowało dodatkowo
nie spotykanym wcześniej w Polsce rozkwitem głupoty.
Gdyby Kazimierz Moszyński pisał swą Kulturę ludową
Słowian w czasach demoludów, byłby zmuszony rozszerzyć
swoje najdrastyczniejsze przykłady niszczycielstwa przyrody
przez tych, „którym nie było dane", o tych „którym było
dane", a więc nową inteligencję (pracującą), różnej maści
urzędników, inżynierów, nie wyłączając pracowników nauki
a nawet osób legitymujących się przynależnością do Ligi
Ochrony Przyrody. Pan S. z Płocka, osoba starsza i statecz
na, członek właśnie LOP, spadkobierca sadu i starych wierzb
przydrożnych swą obecność w Murzynowie rozpoczął od
dziarskiego usuwania spróchniałej Salix alba. Udało się
jednak uratować inne bezcenne drzewa, powiadając, że
sadził je sam Jagiełło podążając na Grunwald. Zwyciężyła
wysoce patriotyczna postawa pana S., lecz nie bez znaczenia
pozostała jego, jako członka LOP, wprost niewiarygodna
ignorancja. Wierzby, które chciał wyciąć, a nadal rosnące,
uratowane, posadzono w dziesięciolecie odzyskania niepod
ległości w 1928 r.
Wspaniały żywopłot okalający mego domu ogródek
szczezł jednego wieczoru pod ostrzem siekiery. W tym
przypadku nie udało mi się odwołać do jakiejś słabości
rąbiącego, działał bowiem nie z własnej woli, lecz z polecenia
służbowego. Decyzję wycięcia żywopłotu podjął kierownik
administracyjny i sekretarz partii w jednej osobie... Instytutu
Sztuki P A N przed kolejną pielgrzymką papieża do Polski.
Wiadomo zaś, że żywopłot osłania i nie można wszystkiego
dobrze zobaczyć, a ponadto łatwo ukryć w nim bombę.
Jedna ze starszych mieszkanek mego domu, reprezentantka
inteligencji twórczej, osoba utytułowana, uznała wycięcie
blisko 50 m pielęgnowanych przez ponad ćwierćwiecze
krzewów za prawdziwe dobrodziejstwo, a to dlatego, że już
o zmierzchu mogły sprzyjać komuś w niecnym czynie,
oddawania w stanie nietrzeźwym moczu.
Klasyfikacja drzew w kategoriach
ich znaczenia w wierzeniach
Moszyński po ustaleniach, które ludy uznają, a które nie
uznają (tak, jak Słowianie) posiadania przez drzewa dusz,
92
T
poświęca sporo uwagi szczegółowszemu omówieniu po
szczególnych rodzajów. W klasyfikacji znaczeń, na czoło
wysuwa się dąb, a następnie lipa:
„(...) U nas na przykład uważa się zwłaszcza dęby i lipy za
drzewa 'lepsze' od innych w rozumieniu religijnem. Na tych
to głównie drzewach tradycja ludowa chce widzieć święte
zjawy, pod ich konarami często zawiesza lud czy ustawia
kapliczki i t d . " Dalej autor pogłębia swoje wywody danymi
0 zachowaniach „w świętych gajach pogan nadwołżańskich", którzy pod tymi dwoma rodzajami drzew oraz pod
brzozami składali ofiary dla swych „jasnych bóstw". Prze
konamy się niebawem jak ulotne są ustalenia etnografów. Że
zjawiska towarzyszące czy też ściśle związane z Salix - której
poświęcony jest niniejszy tekst - skorygowały w sposób
zasadniczy nasze wcześniejsze mniemania o drzewach. Wy
dawałoby się, że na zawsze ustalony, trwały porządek
w zachowaniach i systemie wartościowania naruszony został
przez nieoczekiwane, żywiołowo rozwijające się cudowne
zdarzenia na wierzbach. Posłuchajmy jednak, jak jeszcze
rzeczy się miały na początku naszego stulecia.
„Fakt, że nie wszystkie drzewa mają jednakowe znaczenie
w religijnem życiu ludów jest bardzo zajmujący. Na czoło
tych, co mają znaczenie największe, wysuwa się u Słowian
niewątpliwie dąb. Jego ogromne rozmiary i zwłaszcza krzepkość są powszechnie sławione przez lud. (...) dąb na całym
obszarze Słowiańszczyzny liczy się do drzew bądź 'dobrych'
czy 'czystych', bądź 'świętych' (tzn. godnych Boga i świętych
Pańskich); częstokroć listowiu jego przypisuje się własności
apotropeiczne, jemu zaś samemu moc leczniczą."
Kolejne drzewo w hierarchii wierzeniowych znaczeń Mo
szyński charakteryzuje następująco: ,,(...) obok dębu czoło
we miejsce zajmuje lipa, co zawdzięcza może swemu miododajnemu, wonnemu (odurzającemu według włościan) kwie
ciu. (...). Tu i ówdzie w rdzennej Polsce (Łuków Mazowiecki)
mówi nawet lud, że lipa dlatego jest drzewem 'świętem', bo
w niej Matka Boska mieszka!"
Po dębie i lipie uwagę uczonego zaprzątnęła brzoza
1 jarzębina. Wierzbę wymienia Moszyński dwukrotnie, przy
tym w takich kontekstach, jakby było drzewem najpośledniejszym a w kulturze duchowej Polski bez poważniejszego
znaczenia:
„Do mniej znaczących, ale bądź co bądź wziętych drzew
i krzewów należą: klony, jawory (głównie na Bałkanach),
sosny, leszczyny, jesiony, wiązy, wzgl. brzosty (głównie na
Bałkanach), jabłonie, jałowce, wierzby i niektóre inne. (...).
1 1
12
13
П. 3. Wojtek Marchlewski gra na
instrumencie wykonanym z wierzby
Dwuznaczne wierzenia krążą o osinie (a poczęści i o wierz
bie); jest ona z jednej strony pogardzana i ma jakoby
pozostawać w związku z nieczystymi mocami, a z drugiej
uważa się ją za apotropeiczną i używa przeciwko tymże
mocom."
Trzy lata po ukazaniu się drugiego tomu Kultury Ludowej
Słowian Adam Fiszer przedstawia w „Ludzie" znamienny
tekst poświęcony wierzeniom o drzewach. Bez jakiegokol
wiek wstępnego wywodu, tytułując kolejno części swej pracy:
1. Brzoza; 2. Buk; 3. Cis; 4. Dąb; 5. Olsza; 6. Jasion;
7. Osika, jasnym, zwięzłym językiem mówi o tych drzewach.
Wspólne dla obu wybitnych uczonych jest chyba tylko to, że
z rodziny wierzbowatych (Salicaceae) rodzaj Populus, czyli
topola, w reprezentacji gatunkowej Tremula, a więc osika,
zamyka listę omawianych drzew. Jest wielce charakterys
tyczne to, że Fiszer pomija lipę, jak pamiętamy, drugie pod
względem znaczenia u Moszyńskiego drzewo, natomiast
dębowi poświęca uwagę po cisie, aż na czwartym miejscu.
Można przypuszczać, że kryje się za tym subtelna krytyka
rozważań o drzewach w Kulturze Ludowej Słowian. Do
przekonania takiego skłania również sposób formułowania
informacji przez dwóch uczonych. Jeśli pierwszy pomija
specjalistyczne dane botaniczne oraz próbę uhistorycznienia
obecności obiektu w kulturze, to drugi, od tych danych,
każdorazowo swój wywód o danym drzewie zaczyna. Ponad
to, za każdym razem, po omówieniu kolejnego drzewa,
Fiszer przedstawia całkiem obszerny rejestr źródeł z jakich
korzystał.
Piszę o tym wszystkim, co wydawać się może Czytelnikowi
mało istotne, ale urzeka nie tylko fakt, że onegdaj, na krótko
przed straszliwą wojną potrafili etnografowie myśleć o roś
linach, lecz również to, że umieli ceniąc sobie szacunek nade
wszystko do drugiego, łagodnie, choć stanowczo wyrażać
swoje odmienne poglądy. Czytając Fiszera, miałem często
przed oczyma postacie... Brunona Schulza i Witolda Gomb
rowicza, prowadzących ze sobą w „Wiadomościach Literac
kich" urzekający dyskurs, fascynującą rozmowę, w której
współgrały uzupełniając się wzajemnie stanowiska pisarzy
odmiennych temperamentów, wyobraźni twórczej, intelek
tualnych postaw.
Powracam do zbywanej przez obydwu wielkich uczonych
wierzby, a raczej wierzb. Wywołują one nie tylko skojarze
nia, jak na znanym plakacie Tadeusza Trepkowskiego,
z klawiaturą Chopina, jego Mazurkami, ale poprzez swoje
nazwy witwa, iwa czy łoza również z osobami w naszej
kulturze doniosłymi, Witwickim, Witkacym, Łozińskim oaz
Iwaszkiewiczem. Ponadto, mamy Wierzbickich, Rokitów
i Rokickich, lwów czy Iwickich, Topolskich oraz Sokorskich.
14
15
Natura Salicaceae (wierzbowatych)
Dendrolodzy zajmujący się szatą roślinną Polski wskazują
na występujące w niej - zdumiewające takiego laika jak ja
- dysproporcje gatunkowe. Otóż, 250 gatunków drzew
i krzewów rodzimych w kraju, a stanowiących - jak mówią
owi znawcy - „ubogą reprezentację" w świecie roślin, jest
zdominowana tylko przez trzy rodzaje: Rubus (jerzyna,
malina) - 67, Rosa (róża) - 22 oraz Salix (wierzba) - 30.
Pozostałe (przeważnie te, które objęli swymi rozważaniami,
Moszyński i Fiszer), należą do rodzajów mających od 1 do
7 gatunków, a w istocie od 1 do 2, może 3.
Do interesującej nas liczby 30 Salix należy jeszcze dodać
kilka gatunków Populus (topola), przede wszystkim topoli
białej, białodrzewu (P.alba), czarnej, sokory (P.nigra), osiki
(P.tremula), które wraz z wierzbami stanowią jeden rodzaj,
wierzbowatych, a chyba jeszcze ważniejsze dla nas, wy
stępujących w krajobrazie śródpolnym Polski z reguły
wspólnie. Nawet dla zwykłego obserwatora przemierzające
go dziś Europę, rzuca się wyraziście w oczy - przy prze
kraczaniu wschodniej, a jeszcze bardziej zachodniej granicy
naszego kraju - pojawianie się nie widzianych, czy to na
obszarach odległej Rosji, czy pobliskich Niemiec, rosnących
w najrozmaitszych konfiguracjach (pojedynczo, tylko po
parę w bezładzie, zwartymi kępami, to znów rzędami
i szeregami) wierzb, topól oraz olch. Nie sądzę aby gdzieś na
świecie można było spotkać jeszcze podobny pejzaż. Powstał
on pod wpływem uwarunkowań naturalnych, ale również
historycznych, społeczno-kulturowych. Wierzba i topola, to
znaki naszej kulturowej tożsamości, symbole bytu chłopa
polskiego, dawniej i obecnie.
Co mnie upoważnia do takich stwierdzeń? Otóż Salicaceae
wyróżnia od pozostałych rodzajów drzew i krzewów parę
cech, których konsekwencje w obrazie kultury chłopskiej nie
zawsze sobie w pełni uświadamiamy. Oto te dobrze znane
cechy:
- tylko wierzby i topole w naszej strefie klimatycznej
można sadzić mówiąc wprost „z kołka", ściętego ukośnie
siekierą, gdy inne wymagają wykopywania ukorzenionych
sadzonek, staranniejszego pielęgnowania i t p . ;
16
17
93
- przyrost roczny masy drzewnej wierzb i topól jest
nieporównanie większy niż innych drzew. Obliczono, że
z jednego hektara wierzb (Salix alba) można uzyskać dziesię
ciokrotnie więcej owej masy drewna niż z hektara ob
sadzonego świerkami lub sosnami;
- Filódzdon, ciesząca się życiem, dzięki swemu bujnemu
rozwojowi (głównie Salix alba, wierzba biała, S. nigrikans,
czarniawa, S. cinerea, szara czyli łoza, S. fragilis, krucha
(była i jest nadal sadzona w Polsce przez chłopów na
granicach pól i łąk, nieraz nawet na miedzach, wzdłuż dróg,
obok domu, na nieużytkach, mokradłach) w celu ogławiania, zdobywania po upływie zaledwie 3 lat drągowiny,
przeznaczonej głównie na o p a ł ;
- Populus (alba i nigra) do końca X I X w., a w niektórych
regionach kraju do początku bieżącego stulecia, sadzono
w obrębie gospodarstw w celu uzyskania, przede wszystkim,
cennego surowca budowlanego - topoliny. Topolina spożytkowywana była również do produkcji kadłubów, dłubanek
(niecek, niecułek, kopań i kopaniek), owych tak charakterys
tycznych naczyń drewnianych w dawnej kulturze chłopskiej,
ale także szlacheckiej, tudzież dworskiej rozwijającej się na
ziemiach Polski. Dziś sadzą gospodarze topole nie tak do
celów gospodarczych, jak z potrzeby manifestowania swej
obecności, posiadania czy dbałości,
- Salix caprea, czyli iwa, duży krzew lub drzewko o nieli
cznych gałęziach, pospolite w lasach na niżu i w górach po
regiel górny; S. cinerea, czyli łoza, (szara), krzew do 5 m wys.,
często występujący na niżu, na mokrych łąkach, nad brzega
mi wód, w górach rzadziej i tylko po regiel dolny; 5.
pentandra czyli pięciopręcikowa, laurowa, krzew lub drzewo
do 15 m wys., na niżu, na wilgotnych łąkach i obrzeżach
torfowisk; S. daphnoides, wawrzynkowa, na niżu nad rzeka
mi, w górach nad potokami; S. purpurea, purpurowa,
(wiklina), krzew do 6 m wys., na niżu nad rzekami, w niż
szych częściach podgórza nad potokami; S. amygdalina, czyli
migdałowa, krzew do 4 m wys., rzadziej drzewko, nad
potokami i rowami; S. incana, czyli siwa, krzew lub małe
drzewo, nad rzekami w Karpatach; S. aurita, uszata, krzew
do 2 m wys. na niżu nad rowami, na łąkach i torfowiskach
oraz w górach po regiel górny; S. lapponorum, krzew do
2 m wys., relikt polodowcowy w Karkonoszach, na Wyż.
Lubelskiej i na Mazurach; S. livida czyli śniada, krzew do 70
cm wys. na łąkach i torfowiskach niżu; wreszcie dwie bodaj
najważniejsze, S. rosmarinifolia, zwana przez lud rokitą,
krzew do 1 m wys., na całym niżu i po regiel dolny na
wilgotnych łąkach; no i S. viminalis, wiciowa, czyli witwa, to
dostarczycielki chrustu, prętów i wici, okorowywanych lub
nie, surowca plecionkarskiego, który w tak zwanej tradycyj
nej kulturze ludowej służył do wyrobu niezliczonej ilości
przedmiotów codziennego użytku (najrozmaitszego kształtu
i przeznaczenia koszy i koszyczków, nie wyłączając schow
ków na domowe przybory, nici, przybory toaletowe, lekarst
wa, ogromniastych koszy wasągowych, słomianych naczyń
zasobowych wielkich aż ponad 1,5 m wys., slomianek,
baniek, uli, koszek - zawsze szytych rozdwojoną wicią
wierzbową - kapcy na zimę, butli oplatanych na olej czy
naftę, narzędzi rybackich, wierszy, wieraszek, chobotni, butlastych sadzy, koszałek, mebli, szczególnie kołysek oraz
pytek na gęsi. Jak wiemy, plecionkarstwo, głównie jako
koszykarstwo, przetrwało do dziś. Ale zdarzają się przypa
dki szczególne, reaktywowania wyrobów prastarych, które
wydawało się, że zanikły bezpowrotnie. Od paru lat nad
Jeziorem Włocławskim, to jest spiętrzonej Wiśle od Włoc
ławka po Płock, wyrabiane są masowo wiersze (wirsze,
wiraszki), które w pletniach (połączonych 9 sztuk) skutecznie
nieraz zastępują drogie sieci.
18
19
20
Wierzby, to również dostarczycielki wiechci do łapania
much, próchna do okadzania mieszkań, liści i kory do
stosownych driakwi, obrzędowych gałązek do wypędzania
21
22
23
94
24
i przypędzania na pastwiska stad b y d ł a , gałęzi do linienia
piskawek i piszczałek, kręcenia ze zdjętej kory trąb i trąbit,
wreszcie, sakralizującej te drzewa palmy wielkanocnej.
Populus tremula (osika), poprzez sporządzany w niej kołek
o osobliwie magicznym przeznaczeniu, to włączanie się
wierzbowatych w sferę wierzeń związanych z wędrówką
dusz, pokutników i t d .
Oto zaledwie materialne świadectwa spożytkowywania
wierzbowatych, szczególnego rodzaju drzew-krzewów, osią
gających nawet wysokość 30 m (Salix alba, S. fragilis,
krucha; Populus alba, nigra czy tremula), albo zaledwie
kilkanaście cm (Salix herbacea, zielna, w Tatrach i Sudetach,
w krainie alpejskiej, na granitach), kwitnących w marcu, lecz
również w maju (S. fragilis, alba, aurita), a nawet w lipcu-sierpniu (S. retusa, wykrojona, reticulata, żyłkowana),
zachowujących liście nawet w 2 połowie grudnia (Salix
babylonica, elegantissima, płacząca), drzew z a w s z e
u n a s o b e c n y c h . Wymienione wyżej świadectwa ma
terialne spożytkowywania wierzbowatych stanowią jedynie
ramy symbolicznych znaczeń - istoty mych tu zainteresowań
- Salix i Populus, drzew zbywanych w dawniejszych opraco
waniach.
26
27
Symbolika wierzb i topól
Ogólne nazwy interesujących nas drzew wymieniłem w l i
czbie mnogiej, albowiem - jak wiemy - jest ich wiele
gatunków, mających cechy (wygląd, właściwości, na koniec
przeznaczenie), różniące się nieraz zasadniczo. Tym też
należy tłumaczyć sprzeczne czy wykluczające się treści (пр.:
sens dodatni, to znów ujemny), łączony z wierzbą i topolą.
Sens pierwszy można kojarzyć z iwą lub wierzbą białą,
mającą strzeliste gałęzie a liście zadzierzyście wzniesione do
góry. Sens drugi odkryjemy natomiast w wierzbie płaczącej,
której liście z gałęźmi zwisają - niczym „strugi łez" - do dołu,
a cała sylwetka drzewa często jest pochylona ku samej ziemi.
Bywa, że autorzy słowników symboli, encyklopedii zapomi
nają, że mówią o różnych desy gnatach, ujętych w jedno tylko
hasło.
Podstawą źródłową mych dociekań stały się dane z Nowej
księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych, w oparciu o dzieło
Samuela Adalberga opracowane przez Zespół Redakcyjny
pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW Warszawa,
1969, t. I-IV, oraz wiadomości rozsiane w czasopiśmiennict
wie etnograficznym, głównie jednak w „Ludzie".
Nim przejdę do przedstawienia rezultatów uzyskanych
w tych dociekaniach, pragnąłbym powiedzieć parę słów
o miejscu, w którym zrodziła się i rozwijała potrzeba
skupienia się nad omawianymi tu kwestiami. Otóż od
kilkunastu lat rokrocznie, przemierzam kilkaset razy drogę
po obu stronach obsadzoną starymi wierzbami, która przeci
na z północy na południe zbocze tarasu nad Wisłą w Murzy
nowie koło Płocka. Kieruję się do Muzeum-Pracowni, albo
ją opuszczam, każdorazowo przeżywając bezpośredni kon
takt z drzewami, przedmiotem tych rozważań. W pobliżu
Muzeum rośnie na grzępie, wysokim brzegu, ponad stuletnia
topola, białodrzew, pomnik przyrody. Kilkanaście metrów
od drzew rozciąga się rząd posadzonych przeze mnie z kołka
wierzb, które chronią brzeg przed falami jeziora i stawiają
czoło złowieszczym podmuchom kujawy. Wszelako droga
z jej wierzbami jest w tej scenerii najważniejsza. Anodos,
droga w górę, w stronę ducha, dobra i światła... Ale również
kathodos, droga przed siebie, schodzenie... Jeśli drzewa nie
zostały ogłowione, ich konary spotykają się w górze niczym
sklepienia katedr gotyckich. Kolumny pni rozmieszczone
zostały w przemyślanych odstępach, na dole, gdzie wilgot
niej, mniejszych (ok. 3 m), na górze, gdzie suszej, większych
(5 i więcej m). Zależnie od kierunku marszruty obcuje się
cieleśnie z R Y T M E M , ze spianato, spiccato-staccato, albo
28
spiccato-staccato, spianato. Spowija ów wyrazisty porządek
rytmiczny nostalgia. I znowu, w zależności od kierunku, to
wzniosłość, podniosłość, to znów przyziemność. Ptactwo
śpiewające znajduje w tej świątyni schronienie. Chcesz czy
nie chcesz myślisz o Szopenie.
Znane jest powiedzenie Claude'a Levi-Straussa, które
zamyka krytykę animistycznych teorii totemizmu, tudzież
prelogicznego jakoby stadium myślenia, mającego stanowić
cechę ludów pierwotnych. Oto owo powiedzenie: „Zwierzęta
bardziej się nadają do myślenia niż do jedzenia." Z małym
uściśleniem (zmianą zwrotu „do jedzenia" na „do spożyt
kowywania") można to założenie rozszerzyć na rośliny:
krzewy i drzewa. I wierzbowate znakomicie egzemplifikują
Lćvi-Straussowskie stanowisko. Wierzby i topole, pospołu
z innymi objętymi uwagą składnikami natury, przez łączone
z nimi w kulturze pojęcia i wyobrażenia, porządkowały
rozumienie rzeczywistości, kodowały o niej wiedzę, przeni
kając do najrozmaitszych sfer naszego życia. Oto jedna
z naczelnych sfer, uczucia miłosne, ale też oddanie się czemuś
czy komuś itd. Przy tym intrygujące są nie tyle owe sfery
i pojęcia, ile związki między nimi utworzone w przysłowiu
czy wyrażeniu przysłowiowym. I też w jednym tylko takim
komunikacie bywa wierzba okazją do refleksji nad paru
kwestiami:
MIŁOŚCI (zakochanie) - ZŁA (diabeł) - JAŁOWOŚCI
(sucha w.). Związek tych pojęć odnajdujemy w powiedzeniu:
„Zakochał się jak diabeł w suchej wierzbie." To najdosadniejsze wyrażenie ujmujące intrygujący związek: wierzba-diabeł. Oto inne:
„Siedzi tam jak diabeł jaki w spróchniałej wierzbie."
„Siedzi jak diabeł na kępie."
„Siedzi jak diabeł w bagnie."
„Kępa", „bagno", to środowisko Salix rosmarinifolia,
krzewu rokity.
„Siedzi jak diabeł w rokicinie (w rokicie)."
„Chichocze jak diabeł w rokicinie".
„Roześmiał się jak diabeł w rokicinie".
„Śmieje się jak diabeł w suchej wierzbie."
„Śmieje się jak diabeł na kępie."
„Trzęsie się jak diabeł na kępie."
„Wrzeszczy (wrzeszczący) jak diabeł na kępie."
„W starej wierzbie diabeł mieszka."
Nie jest wykluczone, że wierzba pierwotnie mogła ucho
dzić za siedlisko niekoniecznie złych mocy. Przeciwnie, mocy
dodatnich, jeśli obłaskawionych. Wszelako, w świadomości
prostych ludzi, pod wpływem głównie ewangelizacji moce te
stały się jednoznacznie złymi. Diabeł stał się ich symbolem,
a nazwa uroczyska (Rokicie) synonimem miejsca diabel
skiego, domagającego się świątyni jedynego Boga. Rokita
- nazwa wierzby, będącej krzewem zaledwie metrowej
wysokości - stała się imieniem własnym szatana Rokity
(takoż Rokickiego albo wręcz Wierzbowskiego lub Wierz
bickiego). Ów szatan jest poczciwiną! Zakochiwuje się,
mieszka, chichocze lub śmieje się, w najgorszym przypadku
wrzeszczy.
„Wanielicy (Ewangelicy - JO.) powiadają, że głośno
śpiewają, bo Pónbóczka w niebie mają, a katolicy na
wierzbie."
Ten wielce żartobliwy komunikat aż z cieszyńskiego,
zanotowany przez Jana Brodę - nakłania do jeszcze wnikliw
szego spojrzenia na wierzby, jako siedliska tajemniczych
mocy. Pamiętamy, że Kazimierz Moszyński objawienia
świętych pańskich, w szczególności Najświętszej Panny
Maryji, łączył tylko z dwoma drzewami, dębem i lipą. Otóż,
prowadzone w siedemdziesiątych latach badania nad świa
domością mirakularną w kraju, nie potwierdziły danych
Moszyńskiego (zapewne dlatego, że obydwa drzewa znik
nęły prawie doszczętnie z naszego kaj obrazu). Natomiast,
wykazały wspomniane badania, że łąki i rosnące na nich
29
30
31
32
33
34
wierzby są najczęstszym miejscem, dziejących się w „natural
nej" przestrzeni zdarzeń cudownych. Łąka i nieodłącznie
z nią związane wierzby to osobna sprawa. Kazimierz Wyka
z powodu średniowiecznej notacji, „Dusza z ciała uleciała,
na łące odpoczywała", poświęcił jej, jeden ze swych naj
wspanialszych tekstów. Nieustający cud od 1990 roku na
wierzbie w Okoninie nieopodal Grudziądza, nakłania do
postrzegania wierzb w kategoriach zdecydowanie mirakularnych.
„Jeszcze jeden cud. Gałęzie wierzby niemal uginają się pod
ciężarem tysięcy r ó ż a ń c ó w . " T o jeden z tytułów wiadomo
ści prasowych, dotyczących cudu w Okoninie. Wybrałem ten
tytuł z powodu owego szczegółu odnoszącego się do wierzby.
Oto coś więcej o tym drzewie:
„W dn. 14.06.1990 r. w Dzień Bożego Ciała, wieczorem
0 godz. 20.30, po dojeniu krów na łące, pan Krzysztof
Czarnota zauważył, że korona jednej z wierzb chwieje się na
wietrze. Było to zjawisko o tyle dziwne i zastanawiające, że
pozostałe wierzby rosnące w pobliżu, trwały w niemym
bezruchu. Zdziwiony i zaciekawiony podszedł bliżej i wtedy
zobaczył wielką jasność, a na jej tle Matkę Bożą Niepokala
ną. Matka Boża stała na obłoczku i była w płaszczu oraz
sukni nieskazitelnej białości z niebieską przepaską. Jej głowę
okalała jakby korona z gwiazd."
Na odwrocie okładki broszury, z której zaczerpnąłem
przedstawioną relację, zamieszczono zdjęcie fragmentu pnia
z konarami z takim podpisem: „Twarze na korze wierzby".
1 w istocie rysują się wyraziście - jedna nad drugą - z profilu
oraz trois quarts, głowy kobiet ufryzowanych współcześnie.
Tak więc, w żadnym przypadku nie można - jak czynił to
Moszyński - wierzb dyskryminować, wyłączać te drzewa
z wierzeń o objawieniach. Objawienia Matki Boskiej na
wierzbach to trwały już w naszej kulturze fakt z zakresu
najszerzej rozumianych zdarzeń mirakularnych.
Wierzbę jako synonim dobra, nie tylko godne miejsce
najświętszych objawień, poznajemy w dramatycznym akcie
walki człowieka ze śmiercią. Ów odwieczny wątek odkrył
Henryk Sienkiewicz w naszej bajce góralskiej. Ukazuje ona
wierzbę jako jedyną pułapkę, do której sprytnemu góralowi
udaje się zwieść przebiegłą kostuchę.
Skoro dotknęliśmy na wstępie pojęcia ZŁA, a obecnie
DOBRA, związanego z wierzeniami i wyobrażeniami jakie
rozwinęły się wokół wierzby, łatwo już nam będzie ukazać to
drzewo w kontekście ludzkich skłonności, tak przywar, jak
i cnót:
NIECIERPLIWOŚĆ
„Jak co kogo na języku świerzbi, to niech se to wmówi do
dudławej (wypróchniałej JO.) wierzby."
WYSOKIE ASPIRACJE
„Mało żabie na bagnie rzegotać, że się na wierzbę wspina,
drzewa pragnie." Przysłowie znane już w X V I I weku.
UŁUDA i MRZONKI
„Gruszki na wierzbie." Gdy powinno się wiedzieć, że
„Pan Bóg wie co czyni i na wierzbie (dębie) nie da rodzić się
dyni."
N I E Z D A R A lub N I E R O Z G A R N I Ę T Y
„Za niezdarą złota wierzba r o ś n i e . "
„Gdzie się ruszy, złota wierzba za nim wyrośnie."
CHWIEJNOŚC i U L E G A N I E
„Nie bądź wierzbową witką, która tak uroście, gdzie ją
z młodu nachylą." „Grzbiet wierzbowy łatwo się gnący."
ŁATWOŚĆ PRZYSTOSOWANIA SIĘ
„Dziewka jest jak wierzba, gdzie ją posadzisz tam roś
nie."
„Natura niewieścia jak złotowierzb, według przypowieści
przyjmuje się wszędy."
„Niemiec jak wierzba, gdzie go posadzisz, tam się przyj
mie."
OPTYMIZM
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
95
„Rózga bije, nie zabije, kości nie przetrąci". Takoż,
„Wierzba (palma) bije, nie zabije, kości nie p o ł a m i e . " Ale i:
PESYMIZM
Bowiem z wierzbą kojarzyć się może jałowość, marność
i nicość. Oto konkrety prowadzące do tego, aby wierzbę
uznać za drzewo wybrane w kategoriach sankcji karzącej, aż
po haniebną śmierć. Zacząć należy od tego, że na chybcika
zerwana witka służy do pogrożenia psocącemu dziecku.
Starannie, z namaszczeniem przygotowywana wić stawała
się rózgą w rytuale chłosty. Na co dzień też zdarzały się
sytuacje jak ta, którą wspomina nieoceniony Zdzicho z M u rzynowa. Będąc dzieckiem lubił psocić. Dobrze więc sobie
zapamiętał: „Kajtek (imię psa) bierz go, to go złapiemy
i mordę mu rozwalimy o tę wierzbę!" No i :
„1674. Godzien być dawno na gałęzi." To Wacław
Potocki. Zaś w 1806 roku Samuel Linde notuje. „Na suchej
wierzbie powiesić." W tym samym brzmieniu (sformułowa
niu) żądanie kary śmierci przez powieszenie żyje aż po drugą
połowę X I X wieku. W 1910 roku Adolf Nowaczyński
w swym Wielkim Fryderyku upowszechnia szczególną przy
datność wierzby: „Wieszać na gałęzi suchej wierzby."
Skąd, ach, skąd, czemuż to, ach czemuż tak osobliwie
wyróżniona została wierzba? Może wyjaśni to po części
porzekadło z okolic Uniejowa: „Chroń mnie Panie Boże od
takiego (wymienienie ze stosownym epitetem imienia osoby),
chodzenia w kozim kożuchu i palenia drewnem wierz
bowym." Drewno wierzbowe spala się szybko i prawie
bezszelestnie (płomieniem bez iskier), gdy palenie się drewna
np. akacjowego, to prawdziwa symfonia dźwięków, wśród
których miarowe trzaskanie, wreszcie strzelanie iskier, aż po
zgoła wybuchy, wcale nie oznacza, że się ten proces skończył.
Długo jeszcze w piecu coś się żarzy.
Polscy chłopi skazani na trwające do dziś o g ł a w i au n i e wierzb, dodajmy w kraju onegdaj słynącym z borów
i lasów nieprzebytych, zaś obecnie liczącego się na świecie
wydobycia węgla, stworzyli ponurą symbolikę Salix. Nie
omija ona nawet samotności i bezdomności: „ M a gościniec
przez wieś - ma numer na wierzbie."
NADZIEJA
Tworzą ją błąkające się tu i ówdzie niegdysiejsze humore
ski, a dotykają one nawet cenionego u nas sztywniactwa
i pryncypialności, niczym ta: „Lepi, żeby buł Pan Bóg duse
we wirzbe wsadził, jak w ciebie, bo by się k i w a ł a , " oraz
dzisiejsze fakty kulturowe, chociaż szczególnej rzadkości (w
najlepszym tego słowa znaczeniu, wyjątkowości). Takim
faktem, ważkim bez wątpienia, jest twórczość malarska
i graficzna Leszka Emila Gensierskiego. Młody ten artysta,
pochodzący z wioski spod Przemyśla, dziś mieszkający na
Pradze, systematycznie wystawia swoje prace na Rynku
Starego Miasta w Warszawie w pobliżu wejścia do Instytutu
Historii PAN. Pośród koszmarnej tandety, kiczów, wszel
kiego rodzaju pamiątkarskiego śmiecia, aż dziw, że coś
takiego jak prace Gensierskiego mogły zaistnieć. Najczęst
szym tematem jest w nich wierzba, pojedyncza, ogłowiona
(akwarelki), albo ich wielość w ujęciu pejzażowym (akwarele
i miedzioryty). Jest to twórczość dojrzała, profesjonalnego
artysty.
49
50
51
52
53
54
55
56
Salicaceae farmacologica
Nie ulega kwestii, że wierzbowate spowijają mity silnie
poruszające wyobraźnię. Różnią się one pod względem sensu
zawartego w nich przesłania dosyć wyraźnie. Łatwo też jest
ustalić zachodzące opozycje w przypadku mniemań tylko
0 jednym z drzew, a tym bardziej w przypadku ich gatunków
1 odmian. Powtarza się upodmiotowianie, traktowanie re
prezentantów określonych odmian, a więc drzew nazwanych
na podstawie ich charakterystycznych cech, jako bytu o zdol
nościach czucia, a nawet konstatowania na wzór zachowań
zwierzęcych czy ludzkich.
96
Zacznijmy od Populus tremula, czyli osiki. Mając niewiel
kie liście szerokie na stosunkowo długich ogonkach, rzadko
rozsadzone na gałęziach strzeliście wyrastających z pnia,
przy lada powiewie uwidacznia natychmiast jego obecność,
osobliwym ożywieniem się, gdy inne w tym czasie drzewa
niczym nie zdradzają zmiany, jaka nastąpiła w powietrzu.
Stąd powiedzenie „drży jak osika". W chłopskiej kulturze
Polski odnotowano tłumaczenie tego zjawiska pamięcią
poczucia przez to drzewo, z jednej strony WSTYDU I H A Ń
BY, a z drugiej WSPÓŁCZUCIA a nawet ŻALU. Pierwszy
rodzaj emocji można by nazwać umownie negatywnymi,
a drugi, również umownie pozytywnymi.
Emocje negatywne artykułuje poczucie, że:
- drzewo nie udzieliło schronienia Matce Boskiej i Jezuso
wi w czasie ich ucieczki do Egiptu,
- krzyż Jezusowy sporządzony został z drewna osowego,
- Judasz wybrał osikę, aby się powiesić.
Emocje pozytywne artykułuje poczucie, że:
- drżał również Jezus na Górze Oliwnej,
- Jezus został ukrzyżowany (drżenie liści jako symbol
boleści, ż a l u ) .
Mityzacja drżenia liści osiki według ostatniego spośród
tych pięciu tłumaczeń koresponduje z wyobrażeniami o na
turze wierzby, chyba płaczącej, czyli Salix babylonica wzglę
dnie elegantissima. Mogę tu skorzystać z ujęć interesującego
nas zagadnienia w legendzie średniowiecznej, którą przed
więcej niż osiemdziesięciu laty - dzięki Franciszkowi Gawełkowi - znalazła się w kanonie literatury etnograficznej
Polski:
„Wierzba babilońska posłyszawszy straszną wieść z Gol
goty, westchnęła: 'On umarł, teraz smutne moje gałęzie
zwieszać się będą zawsze ku wodom Eufratu i płakać łzami
jutrzenki:' Sosna, cis oraz kwiat fryzu, każde z tych istnień
na swój sposób wyraziło wielką boleść." Jedynie tylko
dumna topola pozostała niewzruszoną: 'Cóż mnie to ob
chodzi? - wyrzekła - On zmarł z powodu grzeszników, a ja
jestem niewinna, zostanę taką, jaką b y ł a m ' "
Warstwa mityczna związana z rodziną wierzbowatych
znajduje swoje dalsze rozwinięcie i niewątpliwie ukoronowa
nie w praktykach związanych z Niedzielą Palmową, w prze
szłości zwanej też Wierzbna lub Wierzbową. Praktyki te
ogniskują się zaś wokół palmy wielkanocnej. Już sam fakt, że
spośród drzew właśnie wierzba, jej gałązki, wybrane zostały
jako odpowiednik właściwej palmy, jej gałęzi, którymi
pozdrawiano Jezusa w Jerozolimie, nie jest bez znaczenia.
To, że wierzba, szczególnie iwa (Salix capresa L.) efektownie
zakwita wczesną już wiosną mogło oczywiście sprzyjać
owemu wyborowi, ale chyba o nim nie decydowało. Wydaje
się, że decydowało znaczenie wierzby czy w ogóle wierz
bowatych, mających wcześniej ważką pozycję w jakimś
zespole wierzeń przedchrześcijańskich. Zresztą mówiłem już
o tym wcześniej zastanawiając się nad nazwą i zachowaniami
Rokity, jednej z postaci diabła. Przywołałem też, to śląskie
powiedzenie, żartobliwe, lecz jakże w naszych rozważaniach
istotne:
„Wanielicy powiadają, że głośno śpiewają, bo Pónbóczka
w niebie mają, a katolicy na wierzbie."
Sporządzanie palm wielkanocnych, w niektórych rejonach
kraju z nieprawdopodobnym zaangażowaniem, wędrowanie
z nimi do kościoła, święcenie i - jak na Mazowszu Starym
- wtórowania obrzędowi dźwiękiem z trąb wykonanych
z kory wierzbowej (!), inicjuje praktyki religijne Wielkiego
Tygodnia. Wydaje się, że palma nie tylko stanowi przedmiot
inicjacji sacrum, lecz również jego symbol. W świadomości
reprezentantów kultury chłopskiej - chociaż nie tylko
- przejmuje (lub przejmowała), jakby w sobie zaklinając,
moce i treści całotygodniowych praktyk wielkanocnych.
W najbardziej kompletnym obrazie ról wyznaczanych pal
mie znajdzie się chronienie zdrowia ludzi i żywego inwen57
58
59
60
tarza, piecza nad rodziną i domem, aż po zdolność zażeg
nania wyładowań atmosferycznych oraz odpędzenia chmur
gradoych (dymem z palonych kociek). Na czoło jednak
wysuwa się niewątpliwie osobliwa praktyka łykania bazi,
zwanych też kotkami, kocankami czy bagniątkami. Jest to
obyczaj ogólnopolski. Łykanie bazi miało zapobiegać jeno
schorzeniom gardła, przewodu pokarmowego, żołądka, ali
ści również - u osób ufniejszych - chronić zdrowie na cały
rok, aż do następnej Niedzieli Wierzbnej. „Chronić zdro
wie", to tyle co CIESZYĆ SIĘ Z D R O W I E M , nie doświad
czać żadnych dolegliwości.
Z łykania wielkanocnych bazi kpił sobie już sam Mikołaj
Rej. 1 skory byłbym ton tej kpiny rozszerzyć na współczes
ne postawy nadmiernego zaufania do zażywania leków
w postaci nieprawdopodobnie rozmaitych tabletek, piguł
i pigułek. Ale...
W opracowaniach typu Dendrologia lub Drzewa i krzewy,
klucze do oznaczania, wiadomości o niezwykłych właściwoś
ciach leczniczych składników, znajdujących się w korowinie
wierzby czy pączkach sokory nie ma. Natomiast w innego
rodzaju dziełach poświęconych roślinom, takich wiadomości
jest pod dostatkiem. W ich śwetle, kpiny Reja z łykania
bagniątek wydają się być nie na miejscu. Tylko posłuchajmy,
jak wnikliwie nie tylko zostały rozpoznane, ale również
wykorzystane składniki lecznicze, kryjące się w drzewach
z rodziny wierzbowatych:
Oto najpopularniejsza w krajobrazie Polski Salix alba L . ,
„wierzba biała." (...) o żółtawej lub brunatnawej korowinie.
Liście podłużnie lancetowate, piłkowane, młode gęsto jed
wabisto owłosione, później łysiejące, pod spodem szarozielo
ne. Kwiaty w kotkach, rozwijające się jednocześnie z liśćmi;
męskie z miodnikami i powabnią pręcikową. Owoc: torebka
dwuklapowa z owłosionymi nasionami, rozsiewanymi przez
wiatr.
Lecznicza korowina (Cort. Salicis) zawiera glikozyd feno
lowy salicynę, pod wpływem enzymu salicynazy odszczepiająca hydrolitycznie aglikon saligeninę, poza tym zawiera do
10% garbników. ( , . . ) . "
To się tyczyło drzewa dwupiennego wyrastającego
w krzew lub ...roślinę wysoką do 30 m. A oto Salix purpurea
L . , wierzba purpurowa. „Jest to krzew wysokości do 6 m,
wchodzący w skład nadrzecznych wiklin, o pędach cienkich,
giętkich, purpurowoczerwonych odwrotnie jajowatolancetowatych, u szczytu drobnopiłkowanych, pod spodem sina
wych. Kwiaty w kotkach, rozwijające się przed liśćmi.W
korowinie występuje obficie (do 7,5%) salicyna. (...)."
Według tego źródła w korowinie istnieje sporo garbników,
a salicyna jest „bardo gorzka".
Potraktujmy te informacje jako zwięzłe preludium do
prawdziwej symfonii (przepraszam suity!) wiedzy o far
makologii, kryjącej się wśród drzew pod których konarami
tak chętnie lubimy odpoczywać. Pozostańmy jeszcze przy
Salix purpurea L . :
„Surowiec. Do celów leczniczych zbiera się wczesną wios
ną przed wytworzeniem się liści korę z młodych i gładkich
gałązek, zdejmując ją w odcinkach długości około 20 cm.
Suszy się w miejscach przewiewnych w suszarniach natural
nych. Surowcem jest kora wierzby - Cortex Salicis. (...).
Kora zawiera glikozydy fenolowe w ilości do 10% (m.in.
salicynę, salikortynę, triandrynę i salirepozyd), flawonoidy
(m.in. izosalipurpurozyd i hiperozyd), garbniki pirokatechinowe i galotaniny w ilości 10%, kwas elagowy, katechinę
i sole mineralne.
Działanie. Glikozydy fenolowe łatwo rozpadają się w prze
wodzie pokarmowym, uwalniając alkohol salicylowy, który
utlenia się do kwasu salicylowego. Powstające rozpuszczalne
sole tego kwasu dobrze wchłaniają się do krwioobiegu
i wywierają działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe, prze
ciwgorączkowe oraz przeciwbakteryjne. Związki salicylowe
61
62
63
64
6S
hamują powstawanie prostaglandyn wywołujących i pod
trzymujących procesy zapalne w błonach, stawach i mięś
niach (...). Garbniki kory wierzby wykazują działanie prze
ciwbakteryjne, przeciwzapalne i w niewielkim stopniu przeciwzakrzepowe (to jedyna jak dotąd słabość interesujących
nas składników - przyp. JO), a ponadto zmniejszają przepu
szczalność ścian naczyń włoskowatych przewodu pokar
mowego i zapobiegają mikrokrwawieniom. Mają też działa
nie zapierające, przeciwbiegunkowe i nieco przciwpotne.
(...)" Przedawkowanie, to zaparcia.
Zastosowanie. „Odwary z kory wierzby stosuje się jako
leki pomocnicze w podostrym i przewlekłym gośćcu stawo
wym lub mięśniowym. Kora wierzby jest składnikiem mie
szanki ziołowej Pyrosan i Reumosan oraz granulatu Reumogran, a wyciąg gęsty wchodzi do maści Capsiplex, produko
wanych przez Herbapol.
Przetwory z kory wierzby zalecane są w niektórych
chorobach gorączkowych, zwłaszcza w grypie i chorobie
z przeziębienia, podobnie jak związki salicylowe otrzymywa
ne syntetycznie. Stosuje się je w słabo nasilonych ner
wobólach i migrenie, w łuszczycy, w nieżycie żołądka i jelit,
a także w zapaleniu błon śluzowych przewodu pokarmowe
go ze względu na garbniki." Jest w tym coś z humoru
zeszytów szkolnych, no nie?
Poznaliśmy właściwości jedynie surowca koszykarskigo,
wikliny. Wydaje się, że ustępują one temu, co kryje w sobie
sokora, topola czarna (Populus nigra L.), a także znana nam
dobrze z innych powodów osika (Populus tremula L.):
„(...) Kora ciemnobrunatna, liście ogonkowe, jajowatorombowe, szerokie, o podstawie ściętej lub szerokoklinowatej.
Pylniki czerwone, znamiona żółte.
Surowiec. Do celów leczniczych zbiera się zimą lub
wczesną wiosną pączki przed ich pękaniem, zrywając je
ręcznie ze ściętych gałązek, a następnie suszy w suszarniach
ogrzewanych w temperaturze nie wyższej niż 30°C.
W pączkach topoli (sokory - JO) występują glikozydy
fenolowe (m.in. salicyna, populina i salicylopopulina), flawnoidy, chryzyna i tektochryzyna, około 0,5% olejku eterycz
nego (...), żywice, woski, garbniki, kwas galusowy i sole
mineralne. W liściach topoli znajdują się te same składniki.
Działanie. Ze względu na obecność związków salicylo
wych i flawnoidów przetwory z pączków topoli działają
moczopędnie, słabo napotnie i przeciwgorączkowo. Ob
niżają poziom kwasu moczowego oraz innych szkodliwych
metabolitów we krwi. (...) Podane zewnętrznie, przyspieszają
gojenie ran i zmniejszają stany zapalne błon śluzowych
odbytu i pochwy oraz skóry. Mają także działanie grzybo
bójcze i nieco ściągające. (...)
Zastowanie. Odwar z pączków topoli stosuje się doustnie
w stanach zapalnych nerek i dróg moczowych oraz w skazie
moczanowej, przede wszystkim u osób starszych. W połącze
niu z innymi surowcami stosuje się w bólach stawowych
i mięśniowych. Również w nerwobólach oraz ze względu na
skuteczne działanie przeciwgorączkowe - w grypie i chorobie
z przeziębienia. Wchodzą one w skład mieszanki ziołowej
Pyrosan. Zewnętrznie odwar z pączków topoli służy do
przemywań i kompresów w zapaleniu sromu i pochwy.
Kompresy ze zmiażdżonych pączków topoli lub maść z tego
surowca stosuje się na trudno gojące się rany, żylaki odbytu
i żylakowe owrzodzenie n ó g . "
Wypada więc zgodzić się, że klasyfikacje znaczenia drzew
w naszej kulturze, sformułowane w okresie międzywojennym
przez Kazimierza Moszyńskiego i Adama Fiszera, mają
pewne niedostatki. Już tylko w świetle dotąd przedstawio
nych danych, wierzbowate, niczym bambus w rejonie Azji
Południowo-Wschodniej lub sierść z owiec i wielbłądów (a
raczej owce i wielbłądy) w Azji Centralnej, stanowią nie
zwykle ważny czynnik scalający lokalne kultury. I jak
mogliśmy się przekonać ów czynnik dysponuje tak wielo66
67
97
rakimi cechami (wartościami nie tylko materialnymi), aby
można mówić o scaleniu, rodzaju jednorodnego i dosyć
wszechstronnego w przeszłości kształtowania świadomości,
pojęć, wyobrażeń. Niektóre z nich zdają się być żywe również
w naszych czasach (np. percepcja objawień, odkrywanych na
wierzbach).
Ciesząca sie życiem
69
PRZ
Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II, Kultura duchowa, z. 1,
Kraków 1934, rozdz. 11, §§ 423-438, Wierzenia o roślinach, s. 521-541
Por. Franciszek Gawełek, Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych
ludu polskiego, „Lud", t. XVII: 1911, s. 20
K. Moszyński, op. cit., s. 521-522
3
4
Mateusz Wierciński, Współczesne zachowania obrzędowe związane z drzewa
mi w południowym Radżastanie (w świetle mitologii indyjskiej), praca magisterska
pod kier. prof, dr hab. Zofii Sokolewicz w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej WH UW, Warszawa 1988
K. Moszyński, op.cit., s. 523
Tenże, tamże, s. 523-524
Tenże, tamże, s. 524
Tenże, tamże, s. 524
Por. Jacek Olędzki, Szkice afrykańskie (Baleng), 1989, zapis filmowy
w Archiwum Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie
Jednym z dosyć wymownych przejawów tego umiłowania trawy jest
malowanie przez marynarzy z wielkim zapałem na zielono polskich pokładów
statków PLO i PŻM. Inne bandery miewają na statkach pokłady zachowujące
barwę surowego drewna. Kiedy zapytywałem dlaczego się wyróżniamy poprzez
tę zieleń, słyszałem znamienne wyjaśnienia: „Przecież to przypomina nam łąkę",
„to jest jak trawka". Ponadto wyczuwałem, że marynarze poprzez to malowanie
pokładów statków na zielono jakby pogłębiali w sobie przywiązanie do
bytowania antywodniackiego, zdecydowanie lądowego.
K. Moszyński, op.cit., s. 531
Tenże, tamże, s. 531-532
Tenże, tamże, s. 533
Tenże, tamże, s. 534-535
5
6
7
8
9
1 0
11
1 2
13
1 4
1 5
Por. Adam Fiszer, Drzewa w wierzeniach i obrzędach ludu polskiego, „Lud",
t. XXXV: 1937, s. 60-76
Por. Stanisław Kościelny, Bolesław Sękowski, Drzewa i krzewy, klucze do
oznaczania, PWRiL Warszawa 1971, s. 7
W literaturze pięknej ów fakt, łatwego przyjmowania się wierzby, nie uszedł
uwadze pisarzy. Celują w tym Czesi: „(...) pan doktor Gruntorad, wtedy młody
i na pewno odważny i dzielny, nieoczekiwanie wrócił w nocy do domu, na
parterze zdjął fuzję ze ściany i kopniakiem otworzył drzwi do sypialni swojej
żony, zdążył jeszcze zobaczyć pana obersta, jak biegnie do otwartego okna na
pierwszym piętrze (..., oberst, JO) z przestrzeloną cholewką zdołał jeszcze wspiąć
się na konia, zdążył wyciągnąć zza cholewy wierzbową witkę, zdążył pochylić się
z konia do samej ziemi i wetknąć tę witkę w ziemię, tę witkę, z której wyrosła
wierzba tak dziś ogromna, że podczas burzliwej i wietrznej nocy puka w szyby
16
1 1
98
10
Suplement
68
2
Trzymała się Kasia wierzby
i tak sobie bujała.
Wierzba pękła, Kasia brzękła
aż się wierzba roześmiała.
-filódzoon
Występowanie 300 gatunków wierzb na świecie, wśród
nich naszych 30 oraz parę topól, przy tym każda inna, chyba
coś istotnego w kategoriach kulturowych łączy? Czy filó
dzoon ujawnia tę ich wspólnotę, jakąś ich wspólną cechę
przyrodniczą, mającą wyrazistą konotację kulturową? Czy
byłaby nią przysłowiowa giętkość, kruchość, miękość i naj
ważniejsze - krótkowieczność? (rzadkie przypadki dożywa
nia 100 lat)?
Grecka nazwa wierzby wyróżnia to drzewo spośród
innych, kładąc akcent nie na dosyć banalny aspekt życia
w ogóle (jak we wszelkich „drzewach życia"), lecz na jego
rodzaj, sposób traktowania. Cieszyć się, to nie znaczy
żywiołowo się radować, czy w jakiś euforyczny sposób
wyrażać zadowolenie. Cieszyć się, to - jak sądzę - uznawać
życie z dojrzałym wejrzeniem w jego tajemnicę, podobnie jak
„cieszyć się zdrowiem". Wydaje się, że owa tajemnica życia
jawi się też w ustalonych, skupionych wejrzeniach lub
spojrzeniach i osobliwie spokojnych gestach, towarzyszą
cych graniu na gwizdkach, świstawkach, piszczałkach piskawkach, kogutkach, fujarkach i trąbach wykonywanych
z kory i gałązek wierzbowych. Wylinienie, ulinienie („uliniłem cię z wierzbiny", Jan Kasprowicz), po delikatnym
obtłuczeniu, zdjęciu kory z wiosennego pędu, cieńszej lub
grubszej gałęzi, jest nieodłącznym, wstępnym składnikiem tej
muzyki, tego grania.
Mamy też piosenki o wierzbie. Bywa ona w nich uczłowie
czona. Jak już wcześniej powiedziałem, czuje, konstatuje,
ale też po prostu cieszy się życiem, się śmieje. Bardzo rzadki
1
to przypadek wśród pieśni z „wątkiem roślinnym", zwykle
spowitych rodzajem smutku, nostalgii:
Nasza pejzażowa odrębność w stosunku do Europy
Zachodniej, odrębność ukształtowana m.in. obfitością wie
rzbowatych, powoli a miejscami dosyć gwałtownie zanika.
Dla wielu Polaków wierzba i topola jest symbolem chłopskości, ubóstwa i smętku wiejskiego. Stąd być może wywodzi się
u „ambitniejszych" potrzeba usuwania tych drzew, zastępo
wania ich „elegantszymi". Budowa nowych dróg to również
eliminacja „wstydliwych drzew". Zastępowano stare wierz
by (świecące nocą w pełni lata próchnem z dziupli) jarzębinkami, lipkami, klonkami jesionolistnymi (Acernegundo L.),
niezidentyfikowanymi jabłoneczkami.
Dla niektórych, pamiętających czasy sprzed wojny, wierz
ba to drzewo żydowskie, albo pospołu z topolą szwabskie.
Żydowskie, bo w czasie jesiennego Sukkot, Święta Szałasów
(zwanego też Kuczkami), bywało że szałas (sukka) budowano
z gałęzi wierzbowych. Ponadto w rytualnym bukiecie łuław,
niezbędnym podczas tych śwąt, obok trzech gałązek mirtu
znajdowały się dwie wierzbowe. Szwabskie, bowiem osad
nicy niemieccy (ale też holenderscy, Olendrzy) w swych
osadach nadwiślańskich i na kępach (głównie dolna i środ
kowa Wisła) hołubili wierzby i topole, jako niezbędne
w konstrukcjach przeciwpowodziowych. Zatem, wycinanie
wierzbowatych, jak żywopłotu przed domem w którym
mieszkam, znajduje zawsze u drzewołupców jakąś - ich
zdaniem - poważną motywację. W województwie głogows
kim znaleziono uzasadnienie nawet dla wycięcia 142 dębów
zabytkowych i kilku jesionów pensylwańskich (miały od 116
do 149 lat).
71
72
PISY
okien całego domu niczym żywe wspomnienie." Bohumil Hrabal. Postrzyżyny,
w: Lekcja
tańca dla starszych i zaawansowanych, przekład Andrzej Sci-
bor-Piotrowski, PIW Warszawa 1991, s. 162-163
Stwierdzono, że jeśli gałęzie odcięte zostały piłą, to przyrost nowych jest
powolniejszy niż wówczas, kiedy ścięto je siekierą. W związku z tym ogławianie
ma dosyć zrytualizowany przebieg. Rębacz sadowi się między konarami na
głowie wierzby i stara się jednym wprawnym uderzeniem odciąć kolejną gałąź. Po
ukończonej pracy składa ścięte gałęzie w poziome wiązki aby przeschły.
W Murzynowie koło Płocka ostatnią chatę z 1868 roku zbudowaną
z topoliny rozebrano w 1992 roku. Bale z tej topolinowej chaty nie były naruszone
przez robaki, jak też nie uległy spróchnieniu. Z wierzchu drewno zachowało
szarawo-srebrzystą barwę, natomiast wewnątrz, jasną, świeżo ściętego drzewa.
18
19
Por. Wincenty Badura, Husów wieś powiatu łańcuckiego. Zarys etnograficzny. IV.
Budownictwo, „Lud", t. IX: 1903, s. 268: „Wszystkie budowle są drewniane,
starsze budowane głównie z drzewa topolowego, nowsze z jodły i sosny. „Dane te
wskazują na popularność topoliny nie tylko na niżu środkowopolskim.
Uzupełniają ten inwentarz (obiekty znajdujące się m.in. w Muzeum
w Murzynowie) narzędzia koszykarskie, półkoski (sznycle) do ścinania wikliny
oraz szydła i żelazka. Żelazko, to dwa pręty stalowe u nasady połączone ze sobą.
Narzędzie do obdzierania witek ze skóry, czyli kory.
Za dnia wiecheć zawieszano u powały. Wieczorem zdejmowano go, aby
włożyć do worka i w ten sposób uwięzić muchy. Potakówka pow. Jasło.
Wiadomość tę zawdzięczam pani prof. dr. hab. Marii Biernackiej.
Jeszcze w okresie międzywojennym zwyczaj dosyć popularny w zamożniej
szych domach Ziemi Dobrzyńskiej. Wiadomość zawdzięczam panu inż. arch.
Wojciechowi Popławskiemu.
Szerzej mówię o właściwościach leczniczych wierzbowatych
w dalszej części, zatytułowanej Salicaceae farmacologica.
Por. F. Gawełek, op.cit., s. 18 i nast.; Bronisław Gustawicz, O zwyczajach
świętomarcińskich, „Lud", t. XVI: 1910, s. 2 i nast.
Por. Seweryn Udziela, Zabawki, z roślin, „Lud", t. XXVIII: 1928, s. 59-61;
K. Moszyński, op.cit., cz. I I , z. 2, s. 1238-1304
Por. F. Gawełek, op.cit., s. 18 i nast.
Zagadnienie podejmowane niezwykle często w literaturze przedmiotu.
Wspomnę tu tylko cytowanego już A. Fiszera, Drzewa..., s. 73-74
Chociażby hasło wierzba w: Marianne Oesterreicher-Mollwo, Leksykon
symboli, przekład Jerzy Prokopiuk, Wydawnictwo ROK Warszawa 1992, s. 175
W wierzbach tych mają swe gniazda obok najpospolitszych dwóch rodza
jów sikorek, szpaków i kosów o wiele rzadziej spotykane ptaki, dudek, puszczyk,
2 0
2 1
2 2
2 3
2 4
2 5
2 6
2 7
2 8
2 9
drozd, raniuszek, dzwoniec, makolągwa, szlamniki, petzacze, a także dzięcioł
kręlogłów.
Claude Levi-Strauss, Totemizm, przekład Aniela Steinberg, PWN, War
szawa 1968, s. 120. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że w Nowej księdze przysłów
polskich hasło dąb występuje w 20 odrębnych zapisach oraz w 56 kontekstach,
mających własne hasła. W przypadku innych drzew, mających poważniejsze
znaczenie w dawnej kulturze Polskiej, liczby te przedstawiają się następująco: lipa
1 i 7, brzoza 2 i 10, wierzba 6 i 26! Można zatem przyjąć, że pojęcie wierzby
posłużyło do oceny rzeczywistości w 26 sferach życia.
3 0
3 1
Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich (dalej w skrócie
NKPP, przyp. JO), W oparciu o dzieło Samuela Adalberga opracował Zespół
Redakcyjny pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW Warszawa
1969-1978, t. II: 1970. s. 95, § 65
NKPP, t. I , s. 431, § 82
Mam tu na myśli późnoromański kościół w Rokiciu, pow. Lipno. Legendy
związane z tym kościołem wskazują wyraźnie na fakt wzniesienia go w miejscu
nadwiślańskiego uroczyska wierzeń przedchrześcijańskich. Rokicie, to być może
ogólna nazwa określająca w przeszłości miejsce demoniczne, uroczysko wierzeń
3 2
3 3
przedchrześcijańskich. Por. Seweryn Udziela, Świat nadzmyslowy ludu krakows
kiego, mieszkającego po prawym brzegu Wisły, „Wisła", t. XIII: 1899, s. 78-79,
§ 216. Djabeł Rokita i § 217. Rokita daje babie mleko:
„ - 'Jasiu Rokilka,
Przyślą do ciebie kobietka
Daje ci duse i ciało,
Bo i (= jej) się mleka zachciało!'"
3 4
NKPP, t. I , s. 557, § 3
Kazimierz Wyka, Wędrując po tematach. Puścizna, t. 2, WL Kraków 1971,
s. 5-50
Leszek Misiak, Jeszcze jeden cud, „Kulisy" - ..Express Wieczorny", R.
XLVI: 1992, nr 239 (13679), 4 grudnia, s. 3
Por. Autor nieznany, Czego chcesz od nas Pani?, Quidam Grudziądz 1992
3 5
3 6
3 7
oraz tegoż. Orędzia Matki Bożej Maryi Niepokalanej, Okonin 1990-1992,
Opamiętania nadszedł czas, Grudziądz 1992
Wydarzenie w Okoninie nie należy do wyjątkowych. Prowadząc w latach
siedemdziesiątych badania nad zdarzeniami o charakterze mirakularnym w Po
lsce spotykałem się z faktem objawień postrzeganych na wierzbach. Jednym
z nich jest zdarzenie z końca lat pięćdziesiątych w Radziejowie w lubelskiem.
Zdjęcie 4 wierzb na łące w Radziejowie oraz opis samego zdarzenia znajdzie
Czytelnik w pracy: Andrzej Hemka, Jacek Olędzki, Wrażliwość mirakularna,
„Polska Sztuka Ludowa", R. XLIV: 1990, nr 1, s. 10-11
3 8
Por. Mikołaj Rybkowski, Dvabel w wierzeniach ludu polskiego (Z okolic
Biecza), „Lud", t. Xli: 1906, s."212-232; Jan Janów, ..Sabatowa Bajka" H.
Sienkiewicza i legendy o ,,Dziwnych sądach bożych", „Lud", t. XXX: 1931, s. 82
i nast.
NKPP, t. 1, s. 866, § 17
NKPP, t. III, s. 931, tj 11
NKPP, t. I , s. 752-753
NKPP, t. 1, s. 152, § 99
NKPP, t. I I , s. 624, § 2
NKPP, t. II, s. 624, § 2. Wyrażenie to Redakcja opatrzyła komentarzem:
„Prawdopodobnie pogłos baśni ludowej o nierozgarniętym chłopie, który skarb
znajduje." Można tu również przywołać powiedzenie: Głupiemu szczęście
sprzyja. Por. F. Gawełek, op.cit., s. 23, „Czesi wierzą, że przy pomocy
poświęconej wierzby i trzech pręcików białego orzecha można odnaleźć zaklęte
skarby, (...)."
4 5
NKPP, t. II, s. 503, § 3; M. Rej, 1568
NKPP, t. I , s. 540, § 35
NKPP, tamże
NKPP, t. III, s. 95, § 4. Redakcja słusznie wyrażenie to i jemu podobne
umieściła pod hasłem rózga, a nie palma.
Zdzisław Caban, Murzynowo.
NKPP, t. III, s. 715, § 18
NKPP, tamże
Wiadomość tę zawdzięczam panu doc. dr Witoldowi Kusińskiemu.
NKPP, t. II, s. 457, § 97
NKPP, t. I , s. 186-187, § 511
Artysta studiował malarstwo w Poznaniu u prof. Stanisława Teiseirea,
a grafikę w Warszawie u prof. Haliny Chrostowskiej.
Por. A. Fiszer, Drzewa..., op.cit., s. 73
Por. Tenże, tamże
Por. F. Gawełek, Palma..., op.cit., s. 23
Tenże, tamże, s. 24
Por. Józef Sulisz, Zwyczaje wielkanocne w sanockiem, „Lud", t. XII: 1906, s.
310
Niezwykle moce łączono nie tylko z palmą wielkanocną, ale również
z poświęconym łykiem wierzbowym. Oto zapis z 1922 roku z Retek koło Złakowa
Kościelnego, który zawdzięczam wielkiej przychylności dra Tadeusza Baraniuka: „Do niedawna w Retkach mieszkała rodzina Śmiałków. Nad kolejnymi
pokoleniami tej rodziny, wedle przekonania sąsiadów, ciążyło jakieś fatum.
Około 1920 r. w obejściu i na polu prześladowanego gospodarza przeprowadzo
no obławę, by pochwycić sprawcę nieszczęść. Złapano jedynie karmiącą zajęczy
cę, zlitowano się tedy nad nią i wypuszczono. Oswobodzona zajęczyca zaśmiała
się 'po ludzku' i uciekła. W jakiś czas potem pojawił się w Retkach nieznany
wędrowiec. Opowiedziano mu zdarzenie a on odrzekł, iż retkowianie postąpili
nierozumnie: należało z łyka wierzbowego - tego łyka, którym oplecione są
wianuszki poświęcane w oktawę Bożego Ciała - sporządzić postronek z pętlą.
Dławiona wierzbowym postronkiem zajęczyca przyznałaby się do winy."
Podaję za: F. Gawełek, Drzewa..., op.cit., s. 22
Por. S. Kościelny, B. Sękowski, Drzewa.... op.cit.; Włodzimierz Seneta.
Dendrologia. PWN Warszawa 1983
Marian Nowiński, Dzieje upraw i roślin uprawnych, PWRiL, Warszawa
1983, wyd. II, s. 28
Tenże, tamże
4 e
4 1
4 8
5 0
51
52
53
5 4
s s
5 6
57
58
5 0
6 0
61
6 2
6 3
fi4
6 5
6 6
0 7
6 8
..Smutna wierzba u jeziora
kąpie swój zielony wlos."
3 5
4 0
4 1
4 2
4 3
4 4
W. Jaroniewski, A. Ożarowski, Rośliny lecznicze i ich praktyczne za
stosowanie. IWZZ, Warszawa 1987, s. 383-384
Tamże, s.s. 377-378
Por. przypis 25
o" Np.:
Piosenka z Podlasia, Archiwum IS PAN, sygn. 1592/3
Krasnystaw, Archiwum IS PAN, sygn. PT. 379 B. Za odnalezienie
i udostępnienie tych bezcennych zapisów serdecznie dziękuję pani Annie
Szałaśnej.
Por. Judaizm, „Biblioteka Pisma. Literacko-Artystycznego", pod redakcją
Mariana Dziwisza, Kraków 1989, s. 234. Wartp też nadmienić, że tak jak niegdyś
Niedzielę Palmową nazywano Wierzbna, tak Święto Szałasów zwano też Dniem
Wierzby. I też wierzba w Starym Testamencie posiada bogatą symbolikę. Por.
tylko Psalm 136, 1-2 oraz Izajasza 44,4
10 lat za dęby, „Gazeta Wyborcza", nr 291,14-15 grudnia 1991
7 0
7 1
7 2
Boruta w starej wierzbie.
Fotografie: J. Olędzki - il. 1, 2; W. Marchlewski - . 3
Litografia z Kalendarza Warszawskiego popularno-naukowego, 1864 r.
99
I