6a5dbd084f8f25c74f59032aa320e04b.pdf

Media

Part of O sposobie zabijania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4

extracted text
O sposobach zabijania zwierząt
Ryszard Ciarka

„Cóż łatwiejszego na ogół niż unicestwienie życia roślin
czy zwierząt? Cóż bardziej dowolnego wydawałoby się, niż
własne postępowanie? Stąd natychmiastowy, aczkolwiek
niesłuszny wniosek, że zjawiska te nie podlegają prawom
w tej samej mierze co inne. A jednak gdy zabijamy jakieś
zwierzę, albo gdy pozwalamy mu żyć, żyje ono lub umiera na
mocy niezmiennych praw."
Zabijanie zwierząt czy roślin w celu ich spożycia jest
jednym z najpowszechniejszych aktów jakie spełnia człowiek
w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życia, a fakt ten
najczęściej umieszczany jest w kodeksie praw „niepisanych"
lub „naturalnych", które krytyce poddać najtrudniej. Nie
byłoby jednak truizmem twierdzenie o potrzebie poszukiwań
„kulturowych treści" owych praw, które regulują, ten
niestety najczęstszy kontakt człowieka z otoczeniem natural­
nym.
W obszarze zainteresowań etnografii temat ten jest zna­
cząco przemilczany. Istnieje wiele prac o zwyczajach i ob­
rzędach związanych z wegetacją roślin, uprawą roli. W wielu
pracach etnograficznych opisy zajęć rolniczych graniczą
niemal z podręcznikami agrotechniki, czego w żadnym
wypadku nie można powiedzieć o proponowanym tu tema­
cie.
Ukazanie i opis interesującego mnie zjawiska będzie
bardzo trudne. Materiału badawczego szukać bowiem wypa­
da jak gdyby między dwoma rozdziałami dowolnie wybranej
monografii: „hodowli" i „pożywienia". Właśnie między tymi
dwoma działami dzieje się interesująca mnie akcja - zwierzę
zamienia się w pożywienie. Wtedy też dobytek inwentarski,
z którym często wiążą się liczne przesądy, gusła i zabobony,
zmienia się jakby mimochodem w pożywienie lub przeciw­
nie, żyje i staje się jakby częścią społeczności, obdarzone
zostaje imieniem i sporym szacunkiem.
Oczywiście, różnorodne przykłady, jakie zostaną tu przed­
stawione i omówione, zmuszają do pewnych uogólnień, do
przytoczenia tu tylko w zarysie modelu uogólnienia. Korzys­
tanie z takiego modelu uogólnienia ma zawsze swoje dobre
i złe strony. Jak powiada Cassirer:
„Nie szukamy tu jedności wyników, ale jedności działania;
nie jedności wytworów, ale jedności procesu twórczego. Jeśli
termin człowieczeństwo w ogóle coś znaczy, to to, że mimo
wszystkich różnic i przeciwieństw, jakie istnieją między
poszczególnymi tworami, wszystkie te formy zmierzają ku
wspólnemu celowi. W ostateczności musi się znaleźć jakaś
uderzająca cecha, jakiś uniwersalny charakter, w którym
wszystkie te formy harmonizują i zgadzają się ze sobą.
Jeśli potrafimy ten charakter określić to można będzie
zebrać razem rozproszone promienie i skupić je w jednym
ognisku myśli.*
Materiał źródłowy, który został tu wykorzystany, uzys­
kany został w oparciu o kwerendę periodyków etnograficz­
nych: „Lud", „Wisła", Z W A K , jak również na podstawie
badań terenowych przeprowadzonych we wsiach woj. rado­
mskiego (Bierwce, Budki) i płockiego (Murzynowo). Po­
służyłem się również dostępnymi pracami badawczymi,
które dostarczyły opisów zachowań i rytuałów, a także
sposobów postępowania w chwili zabijania zwierząt.
1

2

3

W poszukiwaniu początku - Mit
„W Raju to ludzie jedli jabłka i owoce, bo śmierci nie
było..." „W Raju to się ludzie żywili chyba owocami, tak
mówią, ale kto to wie, zwierząt nie zabijali i było tyle pod
ręką, że starczało dla wszystkich."
„Dawniej to ludzie miesza nie jedli, raczej woleli kaszę czy
kapustę sadłem okraszone, a najdawniejsi ludzie to chyba
mięsa nie jedli tylko owocami żywili się, bo były lepsze, a nie
jak teraz zatrute."
„W Raju to się korzonkami odżywiali, bo wtedy nie było
jeszcze zwierzyny."
„Człowiek zawsze żywił się mięsem dawniej czy dziś, chociaż
teraz więcej. Nawet chyba w Raju, chociaż może i nie, bo nie
mieli ognia, ale znowu surowe mięso to jedzą Indianie, to
może i tam w Raju też. Człowiek zawsze musi jeść mięso."
„W Raju to ludzie żywili się korzonkami, bo nic innego
jeszcze nie rosło, ale ja się na tym nie znam, nie umiem
wytłumaczyć, to trzeba kogoś mądrego s p y t a ć . "
Chociaż antropologia nie podziela w pełni tego zdania, to
w wielu mitach o pierwszych ludziach i ich życiu mowa jest
często o tym, że byli raczej wegetarianami, , lub odżywiali
się pokarmem „boskim" - niewyczerpalnym - rzadko kiedy
związanym z krwią i zabijaniem. „(...) oto daję wam wszelką
roślinę wydającą nasienie na całej ziemi i wszelkie rośliny,
których owoc ma w sobie nasienie: niech będzie dla was
pokarmem." Bardzo podobnym do przypowieści biblijnej
jest mit o pierwszych ludziach stworzonych przez Tanriego.
Według tego tureckiego eposu, ludzie ci odżywiali się
owocami z drzewa, z którego sami wyrośli.
W mitologii greckiej „pięć wieków ludzkości" rozpoczyna
się mitycznym wiekiem złotym - „ludem złotym". „Ludzie
owi należeli do tak zwanego 'pokolenia złotego', byli pod­
danymi Kronosa. Żyli beztrosko, nie znając pracy, żywili się
jedynie żołędziami, dzikimi owocami i miodem, który ściekał
z drzew, pijali mleko owiec i kóz, nigdy się nie starzeli,
tańczyli i często się śmiali. Śmierć nie była dla nich straszniej­
sza od snu. Przeminęli już wszyscy, ale dusze ich zamieszkują
szczęśliwe zakątki wiejskie, przynoszą pomyślność i stoją na
straży sprawiedliwości." *
Jako jeszcze jeden ciekawy przykład, warto przytoczyć tu
mit o pierwszych ludziach zamieszkujących królestwo Beni­
nu: „ O o d d a l e n i u s i ę n i e b a o d z i e m i " .
Na samym początku istnienia świata, niebo znajdowało się
w bezpośrednim sąsiedztwie ziemi. (Stanowiąc pokarm dla
jej mieszkańców - R.C.) W końcu jednak niebo rozgniewało
się (...). Denerwowała je chciwość ludzka, która sprawiała, że
mieszkańcy ziemi odcinali zawsze większe kawałki od tych,
jakie byli w stanie spożyć. Resztki nieba wyrzucali wprost na
śmietnik a Niebo ostrzegało ludzi, (...) że oddali się od nich.
Pewnego dnia chciwa staruszka odkroiła ogromny kawał
nieba, którego jednak nie mogła w całości skonsumować (...)
zawołała na swego męża, ale i on nie mógł zjeść całej porcji.
Wezwali w końcu mieszkańców całej wsi, lecz niestety, i oni
nie mogli uporać się z nadmiarem jadła. W końcu resztki
musieli wyrzucić na śmietnik. No i niebo rozgniewało się. (...)
Uniosło się wysoko ponad ziemię, daleko poza zasięg ramion
ludzkich. Od tego czasu ludzie muszą ciężko pracować, aby
5

6

7

8

9

10

11

12

13

1

139

I

15

zapewnić sobie nędzną egzystencję."
Kara jaka spotkała bohaterów benińskiego mitu jest
wynikiem niedotrzymania obietnicy, złamania przyrzecze­
nia, podstawowej zasady, która gwarantowała im nieskrępo­
wane korzystanie z boskiego, niewyczerpanego pokarmu.
Czyn ten także popełniają pierwsi ludzie z biblijnego
Raju. Również pierwsi ludzie, których stworzył Tanri
ulegają podszeptom niegodziwego brata Tanriego (Er Kisi)
i kosztują owoców z zakazanego drzewa.
W dalszym ciągu rozważań, fakt ten określać będą jako
„załamanie zasady generalnej". Złamanie „zasady general­
nej" niesie z sobą oczywiście zasłużoną karą, którą najczęś­
ciej jest utracenie bezpośredniej opieki Stwórcy, utrata
nieśmiertelności, lub po prostu przymuszenie do ciężkiej
pracy. Bardzo ciekawym elementem w mitach o pierwszych
ludziach i ich życiu, jest połączenie nieśmiertelności, którą
otrzymują ludzie od swego Stwórcy, z pokarmem, który jest
im dany. Można tu zauważyć, że śmiertelność nie jest dana
najczęściej jedynie ludziom, lecz obejmuje ona cały wszech­
świat.
Także w wielu motywach bajkowych można zauważyć
istnienie i złamanie „zasady generalnej". Motyw ten odnaj­
dujemy w wielu bajkach i podaniach dotyczących pierwszych
kontaktów ludzi ze zwierzętami.
„Powiadają, że dawniej nie trzeba było ani pasterzy, ani
koniuchów, rano gospodyni wypuszczała bydło, gospodarz
wypędzał konie na pastwisko, a wilk je pasł i doglądał.
Wieczorem zaś przypędzał najakuratniej do domu, a każda
gospodyni, miała dla niego upieczony bochenek chleba, nie
większy jak na dłoni. Wilk pysk otwierał, ona mu ten chleb
wrzucała i to była cała zapłata za jego fatygę.
Ale jednej gospodyni sprzykrzyło się piec okrągłe te
bochenki, więc pewnego razu wzięła kamyk okrągły, roz­
grzała w piecu i wrzuciła wilkowi do pyska, a on zaczął
ludziom zjadać b y d ł o . "
Interesujące może być zestawienie tego przykładu ze
znanym wigilijnym zwyczajem zapraszania wilka na tę
uroczystą ucztę - postną! - wilka. Wilk raczej nie jada
wigilijnych - postnych potraw, chyba, że jest to ten sam wilk,
który kiedyś wypasał bydło, lub inaczej, że jego to próba, by
w tak uroczystym dniu osiągnąć pełną równowagę stanu
mitycznego, gdzie nie ma zabijania i śmierci.
Nietrudno zauważyć, że śmierć pojawia się w powyższych
opowiadaniach dopiero w wyniku złamania przyrzeczenia,
które konstytuowało dotychczas całą „zasadę generalną".
Dopiero w wyniku konfliktu między „Niebem" a „Ziemią"
pojawia się śmierć jako już nieodzowny (co brzmi trochę
paradoksalnie) element w życiu człowieka. Nie zawsze
jednak pojawienie się śmierci jest karą, która przekreśla
dalszy sens egzystencji. Wyjaśnia to świetnie fragment mitu
Fonów z Dahomeju o pochodzeniu śmierci. „Awe (człowiek
obdarzony zdolnościami magicznymi - R.C.) opuścił Mawu
(najwyższe bóstwo w mitologii Dahomeju - R.C.) i wrócił na
ziemię. W ślad za nim wysłał bóg Mawu śmierć. 'Ludzie są
źli. Kto będzie czynił zło umrze!' - postanowił. Nie podobało
się to wszystko Awe. Używszy swych magicznych mocy
postanowił rozprawić się ze śmiercią. W tym samym niemal
czasie do akcji wkroczył Mawu: 'Zostaw ją w spokoju, a ja
dam ci w zamian ogień, ażeby ludzie nie żywili się jak
zwierzęta, lecz mogli spożywać gotowane potrawy. Kiedy
ktoś zachoruje, musisz dobrze go pielęgnować. Ja sam
zadecyduję, czy już czas do niego wysłać śmierć!"
16

nien zatem zostać „uregulowany" stosunek do otaczającego
świata, wypadnie przecież od tej pory z niego korzystać,
popadać w zależność - ingerować.
Najprościej oczywiście można byłoby przyjąć, iż po złama­
niu danego przyrzeczenia następuje ingerencja i uprzedmiatawianie otoczenia. Trudno jednak sądzić, czy czynności
te nie wymagały żadnych norm i rytualnych wzorów.

17

18

19

20

21

Złamanie „zasady generalnej" powoduje rozpad całego
dotychczasowego systemu organizacji. Od tego czasu, czło­
wiek musi jak gdyby zmierzyć się z otaczającym światem
bezpośrednio. Nie może jednocześnie popełnić jakiegoś
błędu, który spowodować może jego dalszy upadek. Powi­

140

Oszukiwanie
„Myśliwy, który zdołał znaleźć legowisko niedźwiedzia,
oznaczał jego miejsce i wracał do obozowiska, (...). Gdy
tylko dostrzegał pierwsze czumy, myśliwy zaczynał ob­
rzędowe działania pantomimiczne. Rozkładał ręce jak skrzy­
dła, wyciągał szyję jak ptak i zaczynał krzyczeć naśladując
kruka. (...) Zaczynała się powszechna barwna pantomima,
w czasie której kruk wzywał swych braci kruków, by udali się
dziobać znalezioną przezeń w tajdze zdobycz. (...) Rankiem,
skoro świt, wychodzili z czumów i 'odlatywali do tajgi
dziobać zdobycz', tzn. polować. (Moment tuż po zabiciu
niedźwiedzia - R.C.)
Myśliwy, który wyszedł z barłogu, zwracał się do nie­
dźwiedzia z różnymi prośbami, namawiając go, by dał
członkom rodu powodzenie w łowach, by zesłał im zwierzy­
nę, zdobycz, bądź też w formie żartobliwej przekonywał
niedźwiedzia, że powinien był od dawna przenieść się do
nowej siedziby, ponieważ jego barłóg stał się niedobry
i śmierdzący. Gdy w otworze barłogu ukazywała się głowa
zwierzęcia, myśliwi krzyczeli, inni na wpół rozpostarłszy ręce
i wzniósłszy ramiona przedstawiali kruki skaczące i bijące się
0 padlinę. (...) Następnie przedstawiano przybycie na we­
zwanie kruka gronostai, orzechówek, wilków, lisów i innych
zwierząt zamieszkujących tajgę. Każde zwierzę chciało zako­
sztować smacznego niedźwiedziego mięsa. Myśliwi uważali,
że patrząc na to dusza niedźwiedzia uwierzy, iż nie został on
zabity przez ludzi i nie będzie się na nich mściła, ale
przeistoczy się w nowego niedźwiedzia i będzie wędrowała po
tajdze, nie wyrządzając ludziom zła, dopóki znowu nie
padnie ofiarą myśliwych i nie zostanie przez nich oszukana
w ten sam s p o s ó b . "
„Oszukują" również myśliwi podczas obrzędów nad zabi­
tym niedźwiedziem w Laponii, gdzie po stypie, która jest
jednocześnie weselem zabitego niedźwiedzia, zakłada się
czaszkę zabitego zwierzęcia na sosnę, ażeby mógł po niej
wspiąć się do miejsca skąd przyszedł. A oto jeden z opisów
- pieśń ilustrująca - miejsce narodzin i w konsekwencji
powrotu zabitego niedźwiedzia. „Tam niedźwiadek się naro­
dził, wychował się syn niedźwiedzia: Na ramieniu Nie­
dźwiedzicy, na grzbiecie gwiazd siedmiorakich. Zstąpił na
rzemykach srebrnych, na miedzianej kolebeczce, wewnątrz
kołyski złotej, na czeremchy woniejące, na strumyk wśród
wikliny. Rośnie sosna na pustkowiu, a na sośnie srebrna
gałąź. Tam ząb pierwszy i ostatni, największy jest i najmniej­
szy. Gdzie się wykluły pazury, gdzie ulepiły łapy? Na
wierzchołku gęstej sosny."
Myśliwi właściwie występują tu w roli „dobroczyńców",
doprowadzających „uciekiniera" do domu, gdyż okazuje się,
że myśliwi wcale tego niedźwiedzia nie zabili, a jeżeli już, to
akurat nie ci. Cały czas,,(...) zapewniano niedźwiedzia, że on
sam się zabił spadając z góry, albo sięgając po jagody itp.
Niedźwiedź wskazywał na przyczyny swej śmierci: kulę
1 strzelbę. Myśliwi odpowiadali mu na to, że sam wziął kulę
bawiąc się strzelbą, że to nie myśliwi go zabili, ale strzelba,
a jeśli on, mimo wszystko, nie wierzy temu, gdyż wokół siebie
widzi ludzi, to powinien wiedzieć, że ci ludzie nie są
Ewenkami."
22

23

24

25

Dialog ten odbywał się podczas oprawiania zabitego
niedźwiedzia. „Pierwszy niedźwiedź", ,,pra-niedźwiedź" na­
rodził się w niebie, u swego najwyższego ojca, zstąpił na
ziemię, działał na niej, został uśmiercony, wskrzeszony
i wzniósł się z powrotem do swego niebiańskiego ojca.
Tak wygląda zrekonstruowany model mitu. To samo co
z ,,pra-niedźwiedziem" działo się później z każdym z jego
potomków. Ansimow wyjaśnia lub łączy sposób przygoto­
wań do polowania i cały ceremonial jako nierozerwalnie
związany z obrzędowością i kulturą Ewenków. Przytacza
wiele przykładów podań, baśni, w których bohaterami są
kruk i niedźwiedź. Właściwie, to tylko w jednej znanej bajce
kruk w spotkaniu z jeszcze większym od siebie spryciarzem
- lisem daje się łatwo oszukać i traci kawałek sera. ,,Z natury
rzeczy na wcielenia dla złośliwych demonów i duchów
najbardziej nadawały się ptaki o piórach czarnych (jak kruki
itp.)."
Ostatnio nawet do słownika gwary miejskiej doszło nowe
określenie „gapa", w dwóch wariantach, jako określające
osobę chytrą i przebiegłą - „cwana gapa" oraz „jeżdżenie na
gapę", czyli bez biletu, co jest też swego rodzaju oszustwem,
a gapa to często spotykane określenie wrony. W języku
angielskim słowo rook oznacza gawrona, ale również szulera
i oszusta, a także, co ciekawe, wieżę w szachach.
Czyżby więc Ewenkowie oszukiwali?
Frazer tłumaczy to zjawisko następująco: „(...) dla dzikie­
go, który wszelkie istoty żyjące uważa właściwie za równe
człowiekowi, akt zabijania i zjadania zwierzęcia musi posia­
dać zupełnie odmienne znaczenie aniżeli dla nas (...). Toteż
opierając się na zasadach tej pierwotnej filozofii dziki
myśliwy, który zabił zwierzę, uważa, że grozi mu zemsta
ducha pozbawionego swego ciała lub wszystkich innych
zwierząt tego gatunku. (...) W konsekwencji dziki trzyma się
zasady nie zabijania takich zwierząt, których zabicie nie jest
absolutnie konieczne."
26

27

Oczywiście z takim twierdzeniem można się zgodzić, ale
pod warunkiem, że terenem naszych zainteresowań jest
„pierwotna filozofia dzikich", która stać ma oczywiście
w opozycji do kultur bardziej rozwiniętych.
Poszukiwania moje idą jednak w innym kierunku, ku
znalezieniu zasady, która łączy, a nie dzieli. Dalszego
impulsu i nowych problemów dostarcza zresztą sam autor
Złotej Gałęzi. Zasady „filozofii pierwotnej dzikich" odnaj­
dujemy również w kulturach, gdzie trudno by się pierwotności i dzikości doszukiwać. Jawne oszustwa i unikanie od­
powiedzialności za zabicie zwierząt (przede wszystkim bos­
kich) odnajduje Frezer w starożytnej Grecji. ,,(...) podczas
ofiar ateńskich zwanych 'mordowaniem wołu' (boupfonia)
ofiary składano pod koniec czerwca lub na początku lipca,
a więc po zakończeniu młócki w Attyce (...). Rytuał jego był
następujący: na zbudowanym z brązu ołtarzu Zeusa Polieusa
na Akropolu składano jęczmień zmieszany z pszenicą lub
placki zrobione z tych zbóż. Dookoła ołtarza pędzono woły,
to zaś zwierzę, które zbliżyło się do ołtarza i jadło ofiary,
zarzynano. Topór i nóż, którym zabijano wołu, były uprzed­
nio zwilżone wodą przyniesioną przez dziewczęta zwane
'nosicielkami wody'. Narzędzia ostrzono, podawano je
rzeźnikom, z których jeden ciął wołu toporem, rzucał
narzędzie i uciekał, a drugi (...) szedł jego przykładem.
Z wolu ściągano skórę, wszyscy zaś uczestnicy dzielili się jego
mięsem. Następnie wypychano skórę słomą i zaszywano ją,
wypchane zwierzę stawiano na nogach i zaprzęgano do
pługa. (...) Po czym następowała rozprawa sądowa w staro­
żytnym sądzie, któremu przewodniczył Król (tak go zwano);
miano na niej stwierdzić, kto zabił wołu. Dziewczęta, które
przyniosły wodę, oskarżały mężczyzn, którzy ostrzyli topór
i nóż, ci z kolei winę zrzucali na ludzi, wręczających
narzędzia rzeźnikom, tamci zaś obwiniali rzeźników, a rzeźnicy narzędzia. One też w końcu okazywały się winne
i wyrzucano je do morza."
28

141

Powyższy fragment opisuje akt zabijania zwierząt i kon­ na nowo stosunek człowieka do otoczenia. „Wiadomo, że
sekwencje tego faktu w społeczności rolniczej. Dochodzi wszyscy na całym świecie oszukują swoich Bogów. Niezależ­
tutaj jeszcze jeden aspekt zabijania zwierząt, jest nim ofiara nie od zawartości literackiej i filozoficznej ksiąg religijnych
jako dziękczynienie lub pomoc, a związana jest ona ze z jakich korzystają, muszą oszukiwać. Oszukują chrześ­
sprawą niby nic nie mającą wspólnego ze zwierzętami, cijanie, mahometanie i buddyści. Ale różna może być jakość
oszukaństwa. I w tej dziedzinie, jakby w błysku flesza,
z wegetacją roślin uprawnych.
Katon w swym dziele O gospodarstwie wiejskim w I I w. dojrzeć można oblicze dalekiej kultury, naczelną cechę jej
p.n.e. taką daje radę, aby żniwa dały zadawalający wynik: struktury."
,,Zanim rozpoczniesz żni­
wo, należy ofiarować świn­
kę przedżniwną wedle ta­
Sposoby zabijania zwierząt
kiego oto obrzędu: ofiaruj
Cererze jako świnkę przed­
Omawiając tę część ma­
żniwną loszkę i to zanim
teriału, która dotyczy zabi­
zwieziesz te oto plony: or­
jania zwierząt w naszej tra­
kisz, pszenicę, jęczmień,
dycji, nie sposób pominąć
bób i rzepę nasienną. Za­
wpływu religii chrześcijań­
nim zabijesz Loszkę, uczcij
skiej wraz z jej etyką, wzo­
kadzidłem i winem Janusa,
rem postępowania czy sys­
Jowisza, J u n o n ę . "
temem wartości. „Biblijna
wizja świata i miejsce czło­
Oczywiście rzadko kiedy
wieka w nim prowadzi do
takie ofiary mają charakter
radykalnej desakralizacji
całopalny lub w inny spo­
przyrody. Przyroda jest
sób nie pozwalają korzys­
wprawdzie
stworzona
tać z mięsa zabijanego
przez Boga, ale jedynie ja­
zwierzęcia.
Najczęściej
ko scena dziejów człowie­
tylko moment zabicia jest
ka, który ma sobie przyro­
chwilą właściwej ofiary,
dę podporządkować. Jeśli
poświęceniem Bogu. Tak
więc Biblia nasycona jest
jak zostało to sprecyzowa­
jeszcze sakralnym stosun­
ne w przepisach Koranu,
kiem do przyrody, to jej
gdzie wszystkie zabijane
desakralizacja jest nie tyl­
zwierzęta poświęca się Bo­
ko nieuchronną konsek­
gu, w przeciwnym zaś wy­
wencją biblijnej wizji świa­
padku zabijanie ich jest
ta, ale wręcz zadaniem do
grzechem.
Jest
więc
spełnienia."
w tym pewna asekuracja,
Biblijne
wyniesienie
świadome lub nie zrzuca­
człowieka ponad inne is­
nie z siebie odpowiedzial­
toty oraz zapewnienie Bo­
ności, która ciąży na oso­
ga o panowaniu człowieka
bie zabijającej zwierzę. M i ­
na ziemi, nad wszelkimi
mo różnorodnych sytuacji,
zwierzętami
i roślinami jest
zwyczajów czy sposobów
M . Chagall, Wól odarty ze skóry,
Ш1
tak mocno wtopiona w tra­
zdobywania
pożywienia
w dalszym ciągu można zauważyć element oszukiwania, co dycję ludową, że w pełni można odnaleźć ten aspekt działal­
prawda różne są jego odcienie i znaczenia, zasada jednak ności człowieka w jego życiu codziennym. Jerzy Nowosielski
pozostaje ta sama. Można też wyszczególnić podstawowe ukazuje ten problem jako naczelną cechę wyróżniającą
mówiąc, iż „chrześcijaństwo zupełnie zagubiło sakralny
jego typy:
a) w chwili zabijania podawanie się za kogoś innego, stosunek do ofiary z krwi zwierzęcia (...) niejako skoncent­
rowało tę ofiarę na mistycznym Baranku i widać jak gdyby
członka innej grupy lub zwierzę;
b) obwinianie samego „poszkodowanego", iż sam sprowa­ zupełne wyparowanie ze świadomości sprawy śmierci zwie­
dził na siebie nieszczęście, lub za winne uznawać narzę­ rzęcia zabijanego przez człowieka, czy sprawy tajemnicy
cierpienia zwierzęcia w przyrodzie. Chrześcijaństwo zupełnie
dzia, którymi zwierzę zostało zabite;
to zagubiło i dlatego trudno jest mówić o cierpieniu, śmierci
c) oszukiwanie, namawiając pieśnią lub zaklęciem, aby
zwierzę dało się złapać w sidła albo bezpośrednio zabić, i zabójstwie zwierząt w aspekcie duchowym."
Rozszerzając tę wypowiedź, przytoczyć chciałbym od­
lecz fakt samego zabicia przemilcza się obiecując wspa­
powiedzi na jedno z pytań mego kwestionariusza: dlaczego
niałe, niczym nie zakłócone życie pełne bogactwa;
zabijamy i czy mamy w ogóle prawo do zabijania zwierząt?
d) zabijanie zwierząt w imię Boga w formie ofiarowania.
Z cytowanych przykładów wynika, że tak naprawdę, jakoś A jeśli mamy, to kto nam dał takie prawo?
„Człowiek zabija zwierzęta, bo takie jest postanowienie od
tej śmierci nie widać. Ukrywa się ją skrzętnie lub po prostu
nie zauważa. „Śmierć nie jest nigdy czymś nieuchronnym, najwyższych władz, od Boga. Bóg dał człowiekowi wszystkie
jest wynikiem okoliczności (...) śmierć nie istniała zawsze; władze i kieruje jego rozumem. Zawsze zabijano zwierzęta,
pojawiła się na skutek jakiegoś szczególnego wydarzenia, ofiary składano przecież z Baranka."
upadku człowieka lub jakiejś katastrofy." Wygląda na to, „Ludzie zabijają, bo mają takie prawo. Ludzie mówią:
że „upadku człowieka" lub jakiejś innej katastrofy nie było, wychowałem, zabiję i zjem, i nie ma co tu myśleć, tak już jest
a człowiek żyje nadal w świecie mitycznym bez śmierci od zawsze."
„Człowiek panuje nad wszystkimi zwierzętami, bo głowę
i zabijania.
„Oszukiwanie" zatem byłoby tym, co reguluje, ustanawia najwyżej nosi, koń też głowę wysoko nosi i dlatego stoi zaraz
29

34

30

31

32

35

36

37

33

38

142

za człowiekiem. A świnia to najniżej, bo łeb nisko trzyma
w błocie i ryje."
Powróćmy jeszcze raz do wypowiedzi Jerzego Nowosiel­
skiego, który jednoznacznie twierdzi: „Zabijanie zwierząt
w świadomości chrześcijańskiej nie jest grzechem". I prawdą
jest również to, że traktujemy zwierzęta „wyłącznie jako
przedmiot użytkowy, z którym praktycznie rzecz biorąc
można zrobić wszystko, co się chce. (...) Przecież jeśli
badamy treść rachunków sumie­
nia w katechizmach czy w książe­
czkach do nabożeństw, to tam
właściwie element grzechu pole­
gający na nadużywaniu naszego
ludzkiego prawa do świata zwie­
rząt w ogóle nie istnieje."
39

40

Wynikałoby z tego, że stajemy
w tej chwili przed sytuacją nową,
nie spotykaną dotąd w naszych
poszukiwaniach sposobów zabi­
jania zwierząt, jak dotąd właś­
ciwie... bez ich zabijania, a co
nazwałem na podstawie wcześ­
niejszych ustaleń
„oszukiwa­
niem".
Powyższe wypowiedzi moich
rozmówców świadczą nie tylko
0 bezwględnym wywyższaniu
człowieka, stanowią raczej próbę
scharakteryzowania czy klasyfi­
kację otoczenia, którym są mię­
dzy innymi zwierzęta, gdzie jedy­
nym wyznacznikiem jest sposób
noszenia głowy. I m wyżej trzy­
mana głowa, tym ważniejsze
miejsce wśród innych.
Taki sam typ klasyfikacji za­
uważyć można także gdy w grę
wchodzi „mądrość". Oczywiście,
na czele tej hierarchii znajduje się
człowiek, dalej jednak sprawa jest
całkiem otwarta.
„Zwierzęta rozumieją, jak się do
nich mówi i poznają swoje imię,
a świnie nie. Ja krowy nauczyłem,
że jak szły na pastwisko, to nie wchodziły w szkodę, bo jak
każda czy chciała skubnąć buraków czy pszeniczki to ją
lekko w mordę biłem kijkiem i tak się nauczyły, że potem
prościutko szła na pastwisko i gdy sprzedałem taką krowę to
chłop nie mógł się nadziwić, że krowa taka mądra i nigdy
w szkodę nie wchodzi. Jak raz wszedłem do chałupy to
zobaczyłem, jak koty wylegują się na piecu, to krzyknąłem
na nie żeby się wzięły do roboty, a nie wylegiwały i wygnałem
je do stodoły myszy łapać i co pan powie jak po prawie
miesiącu, gdy siedziałem i jadłem obiad, to przychodzi jeden
1 przynosi mi myszę w zębach, taką miał pamięć. Ja to nie
wierzę w to, że zwierzęta mogą ludzkim głosem mówić na
Wigilię, ale mądre to są i swój rozum m a j ą . "
„Świnia to głupia, tylko żre i się w gównie tarza, maciora to
może nawet własne dzieci zadusić - takie to głupie."
„Konie, krowy, psy, koty mają swoje imiona, bo bliżej
z ludźmi żyją i rozumieją jak sieje zawoła. Kiedy krowa idzie
w szkodę to się krzyknie po imieniu i zaraz zrozumie, a świnia
nie, bo to głupie, łeb nisko spuści i ryje, jest głupia to i nie ma
imienia."
„Jak zwierze rozumi to ma nazwę - ot taka krowa, woła się
na nią Krasula, Siwa, Graniasto - to tak po maści, krowa to
rozumi jak sieją po imieniu woła i się obejrzy. Na konia to
wołają po maści: Siwy, Kary, ale są taż tacy, co na kobyłę
41

42

43

Baśka krzyczą. Świni się nie nazywa, bo to świnia, świnia nic
nie wie, co się mówi. Ale świnia nie jest taka głupia i swój
rozum m a . "
Z powyższych cytatów wynika, iż trudno byłoby zdecydo­
wanie wymienić zwierzę najmądrzejsze, które stoi w tej
swoistej hierarchii za człowiekiem i pozostałe zwierzęta,
wśród których można by zauważyć stopniowe zmniejszanie
się „mądrości", jedno jest. tylko pewne, zdecydowanie na
końcu tej „drabiny mędrców"
znajduje się świnia.
Inną klasyfikacją otoczenia
przez człowieka (najważniejszą
i najbardziej popularną) jest na­
zywanie - nadawanie imion.
„Nazywa się konie, krowy, psy
rozmaicie, najczęściej od maści:
Kary, Siwy, Łaciaty. Na psa Bu­
rek lub Cygan. Koty to nazywa
się rzadko, bo kot to kot. Świnia
to nie ma imienia, bo tylko ryje
i cała przeznaczona jest na zabi­
cie. Nazwy otrzymują te (zwierzę­
ta - R . C ) , które są bliżej z lu­
dźmi. Odróżnienie jest na jałówni
na chowanie i na zabicie czy
sprzedaż, bo te nie mają imienia
i mniej się o nie dba, aby tylko
mleka dostały lub ś r u t y . "
„Tak uznano, że świnie nazw nie
mają, to chyba dlatego, że ich
zawsze duża ilość jest i jak świnia
się oprosi to ma ich dużo od razu.
Konie mają imiona rozmaite Szamlowaty czy Kary, najczęściej od
maści. Krowy to aby nazwać
Kwiatula, Łaciata. A dlatego ma­
ją nazwy, bo bliżej z człowiekiem
są i pojedyncze mają wycielenia.
Świnia szybko dojrzewa, osiem
miesięcy i już do zabicia, cielak
tak samo - sześć tygodni. Krowy
nazywa się dlatego, żeby je odróż­
nić, żeby wiedzieć, która się lata
i gdzie którą u w i ą z a ć . "
„Imiona zwierzakom to się nadaje po upodobaniu. Na
krowę wołają po maści Krasula, Łaciata, Graniasta. Na
konie to często Baśka mówią albo Siwy, Bułany - to też po
maści idzie. Jak Gospodarz lubi zwierzę to nadaje mu imię,
jak się na nie krzyczy to przychodzi, łeb odwraca. (...) Świni
się nie nazywa, bo to głupie takie i nie rozumie nic, świnia to
taka pospolita mało się do niej przyzwyczaja, krótko się ją
trzyma i na ubój, to po co ją nazywać. Inne zwierzęta to
długo są na gospodarce, to się daje im imię, bo wszystko się
jakoś nazywa. Na świnie to się mówi prosiaki, a na maciorę
to maciora i j u ż . "
„Nazwy mają te zwierzęta, które są dłużej w gospodarstwie,
konie, krowy. Nazywa się je od maści: Krasula, Łaciata,
Czerwieniasta - to krowy, na konia woła się Siwek, Kasztan,
Baśka - to taka ulubiona kobyła. Świni się nie nazywa, bo
to zwierze przeznaczone na interes, po co je nazywać jak
trzyma się kilka miesięcy, a potem idzie na zabicie. Świnia to
by nawet nie reagowała na swoje imię, bo to tylko ryje, i żre
co się podstawi. Inne zwierzęta to są szlachetniejsze, byle
gówna nie zjedzą, a świnia to wszystko zeżre nawet spod
siebie.
Cielakom to się nadaje imię jak się co ciekawego zauważy
po urodzeniu, plamy, łaty. Takiemu, co ma być prze­
znaczony na ubój, to się nie nadaje imienia, bo po co się
44

45

46

47

143

I

przyzwyczajać. Przecież gospodarz to też kieruje się sumie­
niem i uczuciem."
„Nazwę to taka krowa czy koń miały jak na targu się
kupowało, to wiadomo, że kupowano taką a taką krowę, np.
Gniadulę, a z własnego chowu to dostawała imię najczęściej
od maści. Świnie nigdy nie mają imienia, na maciorę mówi się
Maciora, a na prosiaki to Prosiaki. Może dlatego, że
brzydzili się ludzie świni, że jak świnia to koryto ż r e . "
Również w tej klasyfikacji świnia jest w swoisty sposób
wyróżniona. Zastosowanie podziału otaczającego świata na
bliski, nazwany nawet imieniem własnym, i ten oznaczony za
pomocą ogólników czy nazw gatunkowych zasługuje na
szczególną uwagę i wart jest większego zastanowienia.
Szczególnie jeśli zestawimy ten podział z klasyfikacją pod­
stawową, polegającą na biblijnym wywyższeniu człowieka
ponad inne istoty żyjące, to można zauważyć, że prawo
bezwzględnego panowania nad światem nie jest tak jedno­
znacznie nacechowane dowolnością i przedmiotowością
w obcowaniu ze zwierzętami.
Nadanie imienia własnego zwierzęciu, to nie tylko wyróż­
nik wśród pozostałych, to także, mówiąc dobitniej, darowa­
nie życia lub przyzwolenie na życie w społeczności ludzkiej.
Nie nadanie natomiast imienia przynosi jak gdyby dane
zwierzę w świat rzeczy. Łatwiej jest użyć czy zniszczyć jakiś
przedmiot czy rzecz, niż coś, co posiada własne imię, a zatem
coś więcej.
Nadanie imienia to także poświęcenie - poświęcenie Bogu
za czym idzie nietykalność i przyjęcie do społeczności.
Obrzęd nadania imienia nierozerwalnie wiąże się z chrztem
(w tradycji chrześcijańskiej) - akt ten jest momentem przyję­
cia do społeczności chrześcijan. Natomiast nie nadanie
imienia, często dodatkowo nacechowane jest określeniami
pejoratywnymi, często nawet wulgarnymi.
Gdy przyjrzymy się bliżej tej praktyce, stwierdzimy dwoja­
ki jej sens; z jednej strony obrzucanie nieszczęsnej świni
wulgarnymi określeniami, twierdzenie, że potrafi zjeść nawet
własne odchody, że żyje w brudzie i jest śmierdząca, wcale nie
przynosi chluby osobom potem ją spożywającym. Z drugiej
zaś strony fakt takiej praktyki odnosi się raczej do sfery życia
zwierzęcia, dyskredytuje jego wygląd, sposób bycia, poży­
wienie itp.
Fakt niejedzenia wieprzowego mięsa przez społeczności
żydowskie w Polsce stał się tematem licznych anegdot,
w których stwierdza się wręcz, że powodem tego stanu rzeczy
jest przemienienie ich krewniaczki za swą głupotę w świnię.
Wynikałoby z tego, że praktyka „uprzedmiotawiania"
zwierząt ma swój ukryty sens, a nazywanie i nie nazywanie
zwierząt, oznacza również odpowiednio zabijanie i nie
zabijanie zwierząt, czyli mówiąc poprawniej wprowadzone
zostaje rozróżnienie na zabijanie zwierząt i branie rzeczy.
Tym samym podział na człowieka i otoczenie. Owa dowol­
ność w czerpaniu korzyści z otoczenia przestaje istnieć.
Zarysowała się natomiast zasada regulująca stosunek czło­
wieka do otoczenia. Rozpatrując tę zasadę modelowo stwier­
dzić można, że odpowiada ona w pełni temu, co poprzednio
określiłem jako „oszukiwanie", spełnia bowiem takie jej
podstawowe założenie, jak fakt unikania śmierci, czyli
zabijania, gdyż nie zabija się rzeczy tylko zwierzęta, a tych
z kolei zabić nie można, ponieważ posiadają imię. Takie
modelowe stwierdzenie istnienia jakiejś zasady nie może być
jednak w pełni zadawalające tym bardziej, że przedmiotem
badań staje się tym razem nasze najbliższe otoczenie i w ten
sposób znamy nie tylko jego prawa, ale i anomalia.
Na szczególną uwagę zasługuje również fakt pewnej
cykliczności zabijania zwierząt w gospodarstwie chłopskim.
W wielu wypadkach zbieżny on jest z ważnymi świętami
chrześcijańskimi jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Tuż
przed tymi świętami występuje do dziś wzmożony ubój
48

49

50

51

144

zwierząt, nie tylko powodowany chęcią zastawienia świąte­
cznego stołu najlepszymi daniami, ale pozyskane w ten
sposób mięso stanowi zapas na dłuższy czas. Świadczy to
także o braku zupełnej dowolności w dysponowaniu zwierzę­
tami, ich życiem i śmiercią i stanowić może jeszcze jeden
przyczynek do opowiedzenia się za istnieniem zasady „oszu­
kiwania" w chłopskiej kulturze tradycyjnej.
Innym, obecnie nieco zapomnianym, świętem, podczas
którego zabijano zwierzęta i zjadano mięso, były zapusty,
mięsopust, czyli „szalone dni". Jest to kilkudniowy okres
(najczęściej trzydniowy), w którym panować powinna weso­
łość i zabawa. Często słowo zapusty i sposób manifestowania
tego święta utożsamiane jest ze słowem karnawał. W więk­
szości przypadków słowa karnawał, jak i zapusty czy
mięsopust tłumaczone są jako carnae-vale (саго, carnis
- mięso; vale, valedico - bądź zdrów!, żegnaj!) za-pusto
(mięsa), mięsa-pusto. Jak nietrudno zauważyć, wszystkie te
określenia dotyczą raczej chwili, która nastąpić ma po
burzliwym okresie święta i bardziej odnosi się do czasu
następującego po święcie, kiedy zapanuje niczym nie zmąco­
ny nastrój postu. Nie byłoby w tym na pewno nic godnego
uwagi, gdyby nie jeszcze inna, błędna zresztą, interpretacja
słowa karnawał, kiedy to fakt powszechnego uboju zwierząt
i spożywanie mięsa zasugerował Stanisławowi Czai w ar­
tykule „Zapusty" odniesienie słowa karnawał do źródeł
carnae-avello (avello, velli - rozszarpywać) i tłumaczenie
karnawału jako „mięsożerstwa" i odpowiednio mięsa-upust. Dopiero jednak te dwie interpretacje pozwolić
mogą w pełni zrozumieć charakter tego święta; z jednej
strony, przez odniesienie nazwy do czasu przyszłego, sądzić
można, iż to święto ma bardzo wyraźne cechy „granicy",
możliwości odmiany, z drugiej zaś strony przykłady nad­
miernego spożywania mięsa i nawet pewnej zgody na ten fakt
dość łatwo sugerują interpretowanie nazwy tego święta jako
krwawego.
„Na zapusty gospodarze bili wieprza, a zwłaszcza w ostat­
nie te najszaleńcze dni, bo zapust musiał być tłusty. Spraszali
sąsiadów, raczyli ich „jajeśnicą i śtuką i popijali wódką
chwest. (...) Wtencas inacy żyją, bo kogo stać, to zabija na
zapust świnię albo przynajmni staro krowę i zaprasza sąsiad
sąsiada, brat brata, kum kuma, przyjaciel przyjaciela na
zapust."
Charakteryzuje się również zapust bardzo ciekawymi
w treści przyśpiewkami czy rymowankami, w których mowa
jest właśnie o zabijaniu i zjadaniu zwierząt. Jak prawie nigdy
zwrotki tych piosenek przedstawiają ów moment z całą
brutalnością.
52

52

„Przysłała nas tu świnia
Żeście jej zabili syna
Są tu drobne znaki
Na progu krew, na gnoju kłaki
Weźcie noża ostrego,
Tnijcie nieboszczyka pstrego
Od głowy do d...
Będziemy mieli kapusty i k r u p y . "

54

Ta króciutka przyśpiewka zasługuje na szczególną uwagę.
Śpiewana jest przez zapustnych dziadów, chodzących od
domu do domu. Przedstawiona w niej akcja jest jakby
przestrogą czy lekcją, w jaki sposób nie należy zabijać
zwierząt, to znaczy pozostawiać tak wyraźnych śladów
„zbrodni". Dla podkreślenia tego faktu występują tu okreś­
lenia w stosunku do zwierząt bardzo „ludzkie", takie jak:
syn-nieboszczyk czy w końcu określenie części ciała raczej
stosowanej do opisu ludzi. Ale pamiętajmy, że jest to czas
święta, zabawy i figli, czyli moment znajdowania się jakby
w innej rzeczywistości nie podlegającej normom i nakazom
przestrzeganym w zwykłym dniu.

Z wielu materiałów wynika, że przynajmniej dawniej czas
zapustów był bardzo „krwawy" i pełen zapamiętania w je­
dzeniu mięsa, aby mógł zapanować po środzie popielcowej
cichy, pełen refleksji smutek.
„W ostatni, we wtorek, tak zwany mietiejniawokors, dziesięć
razy jedzą mięso, a baby dnia tego piorą bieliznę, aby się
umęczyć i móc więcej zjeść."
Po ściśle określonej hierarchii człowieka i zwierząt, rozróż­
nieniu na zwierzęta nazywane i nie nazywane, zaznaczonej
cykliczności i pewnych określonych dni, kiedy zabijano
zwierzęta, pora na ostatni przykład, mówiący o braku
dowolności dysponowania zwierzętami - ich życiem i śmier­
cią - sam moment zabicia. Temat dość drażliwy, niezbyt
często omawiany w literaturze etnograficznej, omijany też
dyskretnie w podręcznikach fachowych dotyczących hodo­
wli i uzyskiwania mięsa.
Na początek pytanie: kto może zabijać?
„Ja do zabijania nie miałem natury, bo i zabić to bagatela,
a potem to trudno, mięso rozebrać, podzielić, krew na
kaszankę upuścić. To już musi być człowiek, który się na tym
zna. To musi być człowiek zdatny do tego lub jaki wykpis, co
to potrafi."
„Nie każdy potrafi zabijać, trzeba mieć to odziedziczone, bo
się widzi, jak zabijali. Taki człowiek powinien być sprytny,
zdrowy, nie gorący, uważny. Dawniej to w Murzynowie były
jatki i jak ktoś nie chciał zabijać, to sprzedawał świniaka do
jatki i mógł kupić m i ę s o . "
„ D o zabijania to trzeba być sprytnym i obrotnym, trzeba to
zrobić szybko, by się nie męczyło długo i siły też trzeba mieć,
tego nie może zrobić partacz."
„Zabić zwierzę to trzeba potrafić, często woła się kogoś do
pomocy. Nie każdy to potrafi, trzeba mieć w p r a w ę . "
„Ja tego nie umiem zrobić, to trzeba mieć wprawę. Są ludzie
zdolni, taki człowiek musi być opanowany, bo zamordować
to łatwo. Tak jak na wojnie człowiek zabija, bo natura jego
dziczeje i człowiek nie liczy się z życiem."
„Zabić zwierzę to trudno, to już od charakteru zależy, są tacy
co tego nie zrobią. Ja sam świniaka biłem i pomagałem przy
cielaku, ale cielaka to żal bardzo, oczy ma otwarte i cały czas
tak beczy i łzy mu lecą."
„Nie każdy może zabić, trzeba mieć sumienie i siły do tego, są
tacy, co nie mogą na to patrzeć. Taki, co zabija, musi być
zdolny i silny, to musi być fachowiec. Zwierzę, jak się je
zabija, to się rzuca i kwiczy, są tacy, co i za tysiąc złotych tego
nie zrobią. Ja biłem jak trzeba, ale też nie lubię, taki żal jest
wtedy."
Przykłady powyższe pozwalają na określenie cech charak­
terystycznych osobowości ludzi, którzy mogą zabijać. I znów
staje przed nami pytanie bez odpowiedzi: czy takimi są
w rzeczywistości? czy powinni być tacy? czy uważają, że
w swoim mniemaniu są takimi właśnie ludźmi? Rozstrzyg­
nięcia tego typu na pewno tu nie padną, ważne jest natomiast
to, że odnajdujemy nowe „ograniczenie" dowolności w trak­
towaniu zwierząt.
Następny problem to sam akt zabijania. Najczęściej
i najchętniej moi rozmówcy opowiadali o zabijaniu świni,
gdzie nie brakło również momentów humorystycznych lub
opowiadano o tym w sposób „normalny" bez większego
zaangażowania emocjonalnego. Natomiast jeśli mowa była
o zabijaniu innych zwierząt: krów, koni, cieląt czy owiec,
nastroje wtedy były nieco odmienne. Można to tłumaczyć
sygnalizowanym powyżej zhierarchizowaniem zwierząt,
a fakt zabijania krów, koni czy cieląt wydaje się być bardzo
niedawny w tradycji wiejskiej, a spowodowany między
innymi zmianą stosunków gospodarczych między wsią
a miastem, poszerzeniem rynku zbytu mięsa itp. Pewnym
zaskoczeniem był powtarzający się zwyczaj jedzenia po
zabiciu zwierzęcia jego lekko podsmażonej wątroby. Ten
55

56

57

58

59

60

61

62

fakt, co ciekawsze, zanotowałem w dwóch niezależnych
miejscach (woj. płockie i radomskie).
Inny ciekawy element moich poszukiwań to istniejąca
dawniej, a sporadycznie nawet i dziś, tzw. wolnizna lub
dożywocie - jest to pozostawienie starego zwierzęcia najczęś­
ciej konia czy krowy przy życiu, mimo że nie przynosi ono
żadnego pożytku materialnego. Obecnie jednak z „pomocą"
przychodzą punkty skupu zwierząt i zakłady utylizacyjne.
Oto kilka przykładów:
„Zwierzę to czuje jakoś, że będzie bite, krowa to już dzień
naprzód płacze. Ciężko taką zabić, ale trzeba jak chora czy
co. Gospodarz to sam bije, najwyżej sąsiad przyjdzie, żeby
pomóc. Teraz to się wozi do Jedlińska i tam biją, i człowiek
się nie męczy. (...) Najwięcej żałości to jest o cielaka - to małe
takie i łzy mu ze ślepiów lecą - są tacy, co świnie zabijają,
a cielaka nie mogą, ale są tacy, co im wszystko jedno. Do
zabicia krowy to siły trzeba mieć, bo to silne i duże, też jest
żałość, gdy się bije, bo człowiek się do niej przyzwyczaił, teraz
to starą czy chorą krowę do Jedlińska się odprowadza.
Świnia wcześniej nie czuje, że będzie bita, dopiero jak się jej
nogi wiąże, to się rwie, każdy się boi śmierci. Dawniej to
gospodarz nie zabijał konia, dziś to za każde mięso w skupie
zapłacą, to się go do punktu prowadzi. Ale dawniej to jak
koń był stary i chory, to żałość była i czekało się aż sam
zdechnie, czasem, aby się dłużej nie męczył to mu pić nie
dawano i szybciej zdychał. Jak już zdechł, to się go do lasu
zanosiło i gdzieś zakopywało albo gdzie do rowu wrzucało.
Byli i tacy, co gdy koń był niezdatny, to go wyganiali, aby się
gdzie wywlók i padł, i zdechł, ale dobry gospodarz to tego nie
robił. Teraz to czasem jak pies jest już stary, to się go wygania
i potem się włóczą takie po lesie, ja to swoje zabijam, żal jest,
ale trzeba, bo po co ma się taki wałęsać po drodze.
Najwięcej to się bije tak na tydzień przed świętami, przed
Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, aby zdążyć i wyroby
zrobić. Głównie to się świnie bije, bo to na mięso i kiełbasy
dobre. Mówią, że najlepsze to mięso z cielaka, aleja nie lubię,
bo takie suche jest. (...) Jak gospodarz sam bije, to najczęściej
w stodole na klepisku miejsce sobie robi. Najpierw to się
ogłusza, potem gardziel podrzyna, żeby krew spuścić, bo by
mięso było potem czerwone. Jak się ogłusza, to trzeba mocno
w łeb walnąć, tak w czoło, zagłusza się, by się zwierzę nie
męczyło, by się nie rzucało. 2'awsze trzeba też łapy powiązać,
tak po dwie, żeby się nie rzucało. Po zabiciu jak sąsiad
przyszedł, to się wódkę rozpija i je się wątrobę, tak tylko
podsmażoną, aby sprawdzić czy dobre."
„Jak się świnię bije, to trzeba ją najpierw ogłuszyć, w łeb
czym mocno walnąć, a potem to gardło się podcina, aby krew
cała zeszła, bo by mięso było czerwone i niesmaczne. Krew
się zbiera i kaszankę się potem robi. Najlepiej jest bić na
podwórku, a jak zima, to w stodole na klepisku. Najlepiej to
się bije w dwie osoby, jeden trzyma, a drugi już rżnie, to syn
pomoże, to sąsiad, jak sąsiad przyjdzie, to trza mu wódki dać
trochę, żeby nie tak na sucho. Jak się już oporządzi, to
wątrobę smażą, tak aby tylko, żeby spróbować, czy dobre
mięso, ale to nie zawsze, jak jest dużo roboty, to nie ma czasu
na poczęstunek (...) Żal jest zabić ciele, ono strasznie płacze,
my nie bijemy, jak kto ma dużo i handluje, to bije cielątka
i mu już chyba za jedno. Ale taki cielak to taki mały jeszcze
i strasznie płacze, i oczy ma otwarte jak się bije. (...) Teraz jak
kto ma konia starego czy chorego, to go do punktu
odprowadza i tam mu płacą, są tacy, co trzymają konia do
końca, bo nie chcą się z nim rozstawać, koń to wielki
przyjaciel gospodarza. Nigdy się nie zdarzyło, aby zabijano
konia, zawsze się go na dożywociu trzymało. Jak sam zdechł,
to się go gdzieś w lesie szło z a k o p a ć . "
„Najczęściej to biją na święta, aby co dobrego do jedzenia
było. Jak tak bez okazji się bije, to często zamawia się
czterech gospodarzy i dzielą się mięsem, to tzw. ćwiartka,
6 3

64

145

1

potem to się rozpija po ćwiartce wódki i je wątrobę, by
sprawdzić, czy aby dobre mięso. Bywa tak, że gospodarz nie
może zabić zwierzaka i wtedy woła sąsiada i ten to robi.
Najgorzej to jest, gdy się cielaka bije, nie zagłusza się go,
tylko się nożem w serce trafia i gardło podcina. On cały czas
patrzy tak żałośnie i łzy mu lecą. Ja nigdy cielaka nie
zabijałem, świnie to bije. Świnię przed zabiciem się ogłusza,
to ona nic nie czuje i wtedy łatwiej się zabija. Ale gdy jest
w gospodarce więcej świń, to wszystkie wtedy uciekają
i kwiczą dopóki się tamtej nie zabije. Wszystkie zwierzęta się
wiąże przed zabiciem, żeby się nie wyrywały, trzeba związać
przednią i tylną łapę ze sobą. (...) Bywa, że trzeba zabić
z litości, jak jest jakie chore, stare i się męczy, ale to się do
punktu, do Jedlińska odprowadza. Najwięcej rozpaczy to
zawsze po koniu było, gospodarz sam go nie zabijał, a jak
konia wprowadzali do rzeźni, to płakał bardzo. Czasem to
nie chcą konie oddać nawet gdy jest już stary i trzymają go aż
sam zdechnie. (...) Dawniej to opowiadano taką bajkę, że
gospodarz wyrzucił konia, 'na rozstajne drogi, aby zjedli
wilcy, zostawili n o g i ' . "
Nietrudno zauważyć po tych kilku przykładach, iż na
pewno załamuje się zasada nie zabijania zwierząt nazywa­
nych, ale z drugiej strony powstają czynniki czy instytucje,
które model ten załamują. Zasługuje również na uwagę fakt,
że w dalszym ciągu „osobiście" nie zabija się tych zwierząt,
a wykorzystuje się w tym nowo powstałe możliwości ominię­
cia tej drażliwej sprawy. Wydaje się, że ta skomplikowana
etyka i sposób postępowania w stosunku do zwierząt,
dawniej zapewne była o wiele prostsza i mogła być zbliżona
do modelu o cechach „ O S Z U K I W A N I E " ze względu na
większą stabilność i jednolitość środowiska, większą zamkniętość na zewnątrz, szczególnie w kontaktach z miastem.
Jeżeli więc po wprowadzeniu nowych elementów (np. punkty
skupu zwierząt, zakłady utylizacyjne, itp.) nie uzyskamy już
takiej pewności, czy jest to zgodne z modelem ,,oszukiwa­
nie"?
Pamiętać należy, że na podstawie powyższych opisów te
nowe elementy zaburzające dotychczasowy model też zo­
stały wykorzystane w celu „oszukiwania" i ułatwienie czło­
wiekowi rozwiązywania bardzo ważnych problemów. Nowa
jest jednak jakość tego „oszukiwania". Jest to reakcja na
zachodzące zmiany i próba pełnego dostosowania się do tych
zmian. Świadczy to o pewnej potrzebie ludzkiej, którą można
określić jako dążenie do unikania śmierci. Potrzebie tak
silnej, że nie zanika ona nawet, gdy istnieje prawo do
zabijania, zapewnienie o panowaniu nad światem czy za­
aprobowana przez chrześcijaństwo „desakralizacja" przyro­
dy. Powstał tu zarys nowego modelu, którego cechą jest
dynamiczna zmiana. Spełnia on te same warunki: unikanie
śmierci, zabijanie przez różnego typu „oszukiwania" inna
jest jednak jakość tego oszukiwania, dla odróżnienia nazwij­
my ten model „Kłamstwem".
Jak już wspomniałem „kłamstwo" występuje w momen­
tach zmian, braku stabilności, otwarciu na zewnątrz, itp. Jest
to oczywiście wynik przyjęcia odpowiedniej koncepcji ist­
nienia człowieka w świecie, gdzie cechą charakterystyczną
może być np. ustawiczne twierdzenie o skończoności owego
krytycznego otoczenia (przyrody) oraz dążenie do ciągłego
przesuwania owego krytycznego momentu - „granicy"
dzięki rozwojowi techniki zawsze na korzyść człowieka.
Wróćmy jednak do interesującego mnie modelu uogól­
nienia, który nazwałem „kłamstwo". Dotyczy ten model
„codzienności", której uczestnikiem jest również i sam autor,
czyli będzie tu mowa przede wszystkim o ludziach, którzy
swój stosunek do zwierząt regulują w momencie ich spoży­
wania lub nie, bez bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem
w chwili jego zabijania lub darowania mu życia. Już nawet
ten aspekt daje wiele do myślenia i wpisujemy to oderwanie
65

146

człowieka od faktu zabijania i cierpień zwierząt jako pierw­
szy przejaw istnienia zasady „kłamstwo". A skoro tak, to
warto zwrócić uwagę na konsekwencje tego stanu rzeczy. „W
porównaniu ze średniowieczem zmienia się znacznie w cza­
sach nowożytnych sposób podawania mięsiwa. Krzywa tej
ewolucji jest bardzo pouczająca: w warstwie wyższej społe­
czeństwa średniowiecznego bardzo często podawano na stół
całe tusze lub ćwiartki ubitych zwierząt. Nie tylko całe ryby,
całe ptaki, czasem z upierzeniem, lecz również całe zające,
całe jagnięta lub ćwiartki jagniąt i cielaków. Grubszą
zwierzynę oraz wieprze i woły w całości pieczono na rożnie.
Tuszę rozkrawa się na stole. (...) przypomina się wciąż, jak
ważna rzeczą jest dla człowieka dobrze wychowanego umie­
jętność zręcznego dzielenia tuszy. (...) W X V I I I stuleciu
rozkrawanie tuszy przy stole przestaje stopniowo należeć we
francuskiej warstwie wyższej do niezbędnych umiejętności
człowieka światowego (...). Na to, że zwyczaj podawania
wielkich partii tuszy i rozkrawania ich przy stole stopniowo
zanika, składa się niewątpliwie wiele różnych okoliczności.
(...) Ale i tu szerokiemu procesowi ewolucji społecznej,
towarzyszy proces ewolucji psychicznej: (...) Bywają nawet
'ludzie tak delikatni' (...), że doznają uczucia odrazy już na
sam widok sklepu rzeźnika z rozwieszonymi tuszkami ubi­
tych zwierząt; bywają też ludzie, którzy wskutek swej
wrażliwości, przesłaniają mniej lub bardziej racjonalną ar­
gumentacją, w ogóle wzbraniają się spożywać mięso. Wszak­
że są to już przejawy przesunięcia się progu uczucia przykro­
ści poniżej standardu właściwego cywilizowanemu społecze­
ństwu X X wieku, które są też dlatego uważane za „anormal­
ne". Nie da się więc zaprzeczyć, że właśnie tego rodzaju
przejawy przesuwania się progu wrażliwości prowadziły do
zmian standardu, jeżeli były one zgodne z ogólnym kierun­
kiem ewolucji społeczeństwa i że owe współczesne odstępst­
wa od normy są zbieżne z kierunkiem dotychczasowej
ewolucji tego standardu."
Tak więc model „kłamstwo" podobnie jak „oszukiwanie"
posiada te same cechy; dążenie do zatarcia istnienia śmierci,
cierpienia zwierzęcia lub nawet istnienia produktu tego
cierpienia, jaki w tym wypadku jest mięso. Rozróżnienie
między tymi modelami polega na tym, że w przypadku
„kłamstwa" brak jest realnego zetknięcia się z zabijanym
zwierzęciem, jest to już reakcja jedynie „biorcy" jego wraż­
liwość nie styka się bezpośrednio z przedmiotem jego troski,
więc w „oszukiwaniu" byłaby bezpodstawna, natomiast
świetnie pasuje do modelu „kłamstwa". Ten brak kontaktu
z zabijanym zwierzęciem, nie wystarcza, aby sprawą śmierci
i zabijania w ogóle się nie zajmować. Wręcz przeciwnie, daje
się odczuć uporczywe zamazywanie faktu zabijania zwierząt
i ich cierpień.
Poszukując przejawów działalności człowieka w „cywili­
zowanym społeczeństwie" nie sposób pominąć „ludzi, któ­
rzy wskutek tak swej wrażliwości, przesłanej mniej lub
bardziej racjonalną argumentacją, w ogóle wzbraniają się
spożywać mięso". Na pewno różne są motywacje takiego
wyboru, własne przeświadczenie o krzywdzie wyrządzonej
zwierzętom i bezlitosnym ich wykorzystywaniu lub też nie
jedzenie mięsa staje się wynikiem próby przeniesienia pew­
nych praktyk religijnych z innych kultur, w których dominu­
jącym elementem jest jedność z otaczającym światem, a tylko
jednym z przejawów powstrzymywanie się od jedzenia mięsa.
Postanowienie z pewnością bardzo szlechetne, zasługujące
na uwagę, ale będąc członkiem „cywilizowanego społeczeńs­
twa" tę naszą nieingerencję w świat zwierząt musielibyśmy
rozszerzyć praktycznie na całe nasze postępowanie, rezygna­
cję ze skórzanego obuwia i ubrań, kosmetyków, które
w większości są produktami pochodzenia zwierzęcego, a jeśli
nie, to i tak posiadają w sobie „zmagazynowane cierpienie
zwierząt", gdyż każdy ze współczesnych kosmetyków prze66

chodzi mało skomplikowane próby toksyczności, polegające
na wkraplaniu do jednego oka zwierzęcia (najczęściej króli­
ka) określonej dawki kosmetyku, stopień zniszczenia gałki
ocznej jest miernikiem przydatności danego produktu do
użytku. Takiego istnienia śmierci w codziennym życiu czło­
wieka na pewno nie jesteśmy w stanie wyliczyć, a fakt
niejedzenia mięsa jest tylko drobnym tego wycinkiem.
W ten sposób pojawił się jeszcze jeden element do modelu
„kłamstwa": odsuwanie od siebie śmierci zwierząt przez
czerpanie wzorów z innych struktur religijnych czy kultur.
Jest jeszcze jeden aspekt działalności człowieka w próbie
określania siebie wobec śmierci zwierząt, zresztą bardzo
preferowany przez współczesną etykę zajmującą się tym
problemem; dążenie do zmniejszenia cierpień zwierząt w mo­
mencie ich zabijania, czyli patrząc na to przez pryzmat
modelu „oszukiwanie" propozycja nie do przyjęcia, gdyż
zakłada z całą premedytacją istnienie śmierci i zabijania, co
też z pewnością nie znajdzie zwolenników wśród reprezen­
tantów modelu „kłamstwo", gdyż w sumie nie chodzi wcale
0 cierpienie zwierząt, a jedynie o jak najdoskonalsze unikanie
tego faktu.
„Najgorzej zabijać cielaka albo barana, bo bardzo czują
śmierć. Cielak nie zamknie oczu po zabiciu, świnia zamknie.
Nawet po odcięciu głowy cielakowi czy baranowi łzy jeszcze
płyną."
W wielu rozmowach na temat zabijania zwierząt moi
rozmówcy podkreślali ważność oczu, spojrzenia zwierzęcia
tuż przed śmiercią i od tego uzależniali łatwość lub trudność
zabicia.
Na rycinach przedstawiają zabijanie zwierząt, w dawnych
czasach, obie zainteresowane strony są sobie równe - patrzą
sobie w oczy, a następnie pojawia się „udogodnienie",
polegające na zawiązywaniu zabijanym zwierzętom oczu
kawałkiem materiału czy nakrywanie głowy kapturem. Naj­
wyższą formą takiego postępowania jest pojawienie się na
początku naszego stulecia „maski rzeźnej Bruneau'a", która
szczelnie okrywa przednią część głowy zwierzęcia, a w okoli­
cach czoła wystaje „wałek słupkowy zwykły" , który po
uderzeniu młotem powoduje zgniecenie przednich półkul
mózgowych.
Zadziwiająca zbieżność w zakrywaniu oczu czy głowy
zaistniała, gdy próbowałem prześledzić, przedstawiane na
rycinach egzekucje, których ofiarami byli już ludzie. Bardzo
popularne w średniowieczu widowiska-egzekucje odbywały
się przy udziale kata, który zakrywał twarz przed skazanym.
Później jednak role się odmieniają, skazanemu przewiązuje
się oczy chustą lub zakłada worek na głowę.
To przemieszczenie się zakrywania oczu, czy wręcz unika67

68

PRZ
1

L. Levy-Bruhl, Moralność i nauka o obyczajach, przekl. J. Majler,
KiW, Warszawa 1961, s. 28
por. Andrew G. van Melsen, Nauki fizykalne a etyka, przekl. S.
Zalewski, Warszawa 1970, s. 43-68; także L. Levy-Bruhl, Moralność...,
s. 140-162
Treścią kulturową dla S. Bystronia są również takie działania jak
„...postawy psychiczne czy to w stosunku do człowieka, czy grupy,
instytucji czy nawet do świata zwierzęcego, (...) a nawet także
1 emocjonalny stosunek do zwierząt, roślin, czy nawet i przedmiotów
martwych tutaj należą." Jan S. Bystroń, Kultura ludowa, Warszawa
1936, s. 20
E. Cassirer, Esej o człowieku, przekl. A. Staniewska, Warszawa
1971, s. 135-136
Z. Wilkanowicz, wieś Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
(Chciałbym podziękować za pomoc wszystkim osobom, które ze­
chciały udzielić mi wielu ciekawych informacji podczas prowadzenia
badań terenowych, za życzliwość i wyrozumiałość oraz zaufanie. Tą
drogą chciałbym również spłacić dług-zobowiązanie, że wypowiedzi
moich rozmówców w niczym nie uchybione trafią na strony tej pracy).
A. Marus, wieś Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
2

3

4

5

6

nia spojrzeń, przechodzi w końcu w obu wypadkach na
stronę zabijanego, najsmutniejszy to chyba efekt ludzkiej
działalności, a polegający na unikaniu śmierci i odpowiedzia­
lności za zadawane cierpienia.
Pora na podsumowanie moich spostrzeżeń i porównanie
obu modeli „Oszukiwanie" i „Kłamstwo".
„Oszukiwanie" - jest to pozorna prawda lub nowa prawda,
która powstaje na skutek przekształcenia elementów tej
samej struktury. Tworzy się wtedy nowa jakość, która może
być traktowana jako całość, posiadając cechy prawdy:
otwartość, możliwość sprawdzenia, jawność.
„Kłamstwo" - brak stabilności, ładu. Powstaje na skutek
braku przekształcenia całej struktury lub zapożyczeń z in­
nych struktur. Brak naoczności i niesprawdzalność, w chwili
porównania, uzewnętrznienia zostaje zdemaskowana.
„Oszukiwanie" - można udowodnić jako prawdę.
„Kłamstwo" - nie.
Każda działalność człowieka pociąga za sobą jakiś ele­
ment zaburzenia, który powinien być w jakiś sposób łago­
dzony. Należy poprzestawiane elementy tak poukładać, aby
nastąpił Ł A D , czyli wytłumaczenie. Dokonać tego można za
pomocą: „Oszukiwania" lub „Kłamstwa".
„Oszukiwanie" - jest głębsze, wymaga większej znajomości
własnej kultury lub inaczej, skazane jest tylko na dokonywa­
nie możliwych przekształceń w obrębie jednej struktury.
„Kłamstwo" - może być synonimem sprytu, cwaniactwa
bardziej powierzchownego, którego jedynym celem jest
znalezienie szybkiej i celnej odpowiedzi.
„Oszukiwanie" - jest starsze lub dłużej trwające w kulturze,
jest bardziej dopracowane, pełne. Spaja właściwie wszystkie
elementy struktury. Jest to system ładu, który przez długie
trwanie, nie jest w stanie działać w chwili szybkich i gwałtow­
nych zmian. To właśnie „Kłamstwo" - jest zjawiskiem
bardziej preferowanym w chwilach przemian, jest tego
wynikiem, zastępuje „oszukiwanie", gdyż poszukiwanie ła­
du (wytłumaczenia - raju) jest najważniejszym elementem
samorealizacji człowieka w kulturze.
Oba te zjawiska „oszukiwanie" i „kłamstwo" tak samo
drogą realizacji prowadzą do tego samego celu, z tym że:
„oszukiwanie" - umożliwia pełniejsze określenie się w ota­
czającym świecie, tworzy prawdziwą więź człowieka z ota­
czającym go bytem. Pozwala patrzeć na świat prostszy, bo
przez człowieka kreowany i przez otoczenie określony.
„Kłamstwo" - jest raczej tego zaprzeczeniem, ale jest to
rodzaj samoobrony człowieka w chwili zachwiania paradyg­
matu. Pytaniem otwartym może być tu problem, czy „kłams­
two" może przejść swój etap pewnego chaosu i stać się
systemem o charakterze „oszukiwanie"?
PISY
7

Z. Statkiewicz, wieś Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
S. Grzywacz, wieś Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
B. Torbicki, wieś Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
J. Sapiński, wieś Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
Porównaj: R. Ardrey, The Hunting Hypothesis, Fontana/Collins
London 1976 - autor przedstawia trzy dominujące hipotezy ant­
ropologii na temat sposobów odżywiania się praczłowieka:
hunting hypothesis, scavenger hypothesis, vegetarian hypothesis,
porównaj także hasło „antropogeneza", (w:) Mały słownik antropolo­
giczny, Warszawa 1976, wyd. I I
Biblia, Genesis 1:29
M . N . Sepetcioglu, Synowie Bozkurta, przekl. M . Labęcka-Koecherowa, Warszawa 1977, s. 32
R. Graves, Mity greckie, przekł. H . Krzeczkowski, Warszawa
1974, wyd. I I I , s. 48
S. Piłaszewicz, Afrykańska Księga Rodzaju, Warszawa 1978, s. 67
Biblia, Genesis, 3:1
M . N . Sepetcioglu, op. cit., s. 42
Interesujące i zasługujące na uwagę jest również to, że nieśmier8

9

1 0

1 1

1 2
1 3

1 4

1 5

1 6
1 7

1 8

147

I

telność ta nie obejmuje często świata roślin stając się pierwszym
pokarmem ludzi.
1 5

S. Ulanowska, Tradycje

Inflant

Polskich,

(w:) Z W A K , t. XV,

ludowa Słowian,

Warszawa 1968. t.

1891, s. 271
2 0

Por. K. Moszyński. Kultura

11, cz. 1, wyd. 11, s. 573
S. Pilaszewicz, op. cit., s. 92
A. Anisimow, Wierzenia ludów Północy, przekl. A. Wierzchows­
ka, Warszawa 1971, s. 208-210
M . Haavio, Mitologia fińska, przekl. J. Litwiniuk, Warszawa
2 1

2 2

2 3

1979, por. roz. Powrót
2 4
2 5
2 6

niedźwiedzia

do siedziby na

wysokościach

M . Haavio, op cit., s. 33
A. Anisimow, op cit., s. 221
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian,

Warszawa 1967, wyd. I I ,

I I , cz. J, s. 555
J. G. Frazer, Złota Gałąź, Warszawa 1978, wyd. V, s. 381
J. G. Frazer, op cit., s. 351
Charakterystyczną cechą będzie tutaj pewna cykliczność zabija­
nia zwierząt, gdyż związana jest ze ściśle określonym terminarzem prac
rolnych.

1.

2 7

2 8

1 9

3 0

Cyt. za A. Krawczuk, Mitologia

starożytne/'

Italii,

Warszawa

1982, s. 40^11
Najdobitniejszego przykładu składania ofiar bogom w starożyt­
nej Grecji dostarcza mit opisujący przechytrzenie Zeusa przez Prome­
teusza w wyniku czego bogowie przyjmować mają ofiarę ze zwierząt
w postaci tłuszczu i kości, sami zaś ludzie otrzymywali mięso. Por. R.
Graves, op cit., s. 144-145
Koran, rozdz. V I , Trzoda, przekl. A. Nowolecki, Warszawa 1958,
t. I I , s. 100-116
E. Cassirer, op. cit., s. 154
3 1

3 2

3 3
3 4

J. Olędzki, Na manowcach europocentryzmu

— Oszukiwanie

Boga,

(w:) „Współczesność" 1969, rok XIV, nr 10 (289)
3 5

K. Tarnowski, Instrumentalny

czy sakramentalny

stosunek

do

przyrody, „Znak" X X X V I , 1982, nr 329
Por. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna, przekl. anonim.,
Kraków 1930-1935; Summa teologiczna, przekł. A. Głażewski, Lon­
dyn 1967; Montaigne, Próby, przekl. T. Żeleński (Boy), Warszawa
1957; F. Bacon, Novum organum, przekł. J. Wikariak, Warszawa 1955;
B. Spinoza, Etyka, przekł. I . Myślicki, Warszawa 1954
3 6

3 7

Z. Podgórzec, Rozmowy z Jerzym Nowosielskim

(4) -

Symbolika

i Ikona, „Znak" XXXIV, 1982, nr 328, s. 111
S. Grzywacz, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
Z. Wilkanowicz, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
H. Statkiewicz, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
Z. Podgórzec, op cit., s. 111
A. Marus, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
H. Statkiewicz, op cit.
H. Grudziński, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
J. Sapiński, Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
B. Torbicki, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
H. Statkiewicz op. cit.
S. Grzywacz, op cit.
H. Kowalski, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
3 8

3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8

4 9

148

5 0

B. Brożego, Zwierzęta

w wierzeniach Białorusinów

guberni

smoleńs­

kiej, „Lud" t. XXV. 1926, s. 52-60
„Zjawienie się cielęcia jest doniosłym wypadkiem w gospodarstwie
włościańskim". „Karówka tielilaś, maloziuca swariloś raek wysziu!
- tak mówiły gospodynie w dawnych czasach (powiat hrubieszowski).
Zależnie od tego, w którym dniu przychodzi na świat cielę, gospodynie
nadają różne nazwy: Piątkówka, Srodówka, Sobótka. Gdy się ocieli
'pierwostinka', wprowadzają ją do chaty, wkładają na rogi 'worek',
zapaskę, przypominającą ubiór młodej mężatki. Krowa nosi swą
zapaską, dopóki takowej nie zgubi. Najbardziej jednak pieczołowite
zabiegi kolo krowy, która się po raz pierwszy ocieliła odbywają się
w izbie. Tu gospodynie gotują kaszę oraz 'rnołoziwo' (siarę, gęste
mleko, które zgęstniało całkowicie i ma wygląd jajecznicy) kładą je na
sianku. Gospodyni wydobywa 'wieczko' (kadka od kadzi), na owym
wieczku, na sianie, przynosi rnołoziwo, które uroczyście stawia na
stole. Następnie cala rodzina modli się i spożywa rnołoziwo z kaszą.
Garnek po kaszy podobnie jak podczas chrzcin uroczyście się tłucze."
5 1

Ks. W. Siarkowski, Podania

i legendy o zwierzętach

(5), O świ­

niach, s. 108-109, ZWAK, t. V I I , 1883:
„Kilka Żydówek, chcąc się dowiedzieć, czy Pan Jezus byl praw­
dziwym prorokiem schowało się do chlewa. Pan Jezus przechodząc
kole tego chlewa usłyszał głos stamtąd dolatujący: 'Zgadnij Jezusie kto
jest w tym chlewie, czy mąż, czy białogłowa, czy dziecię?'. 'Świnia
z prosiętami', odrzecze Pan Jezus. I kiedy ludzie otwarli drzwi od
owego chlewa, wtedy ujrzeli lochę z prosiaczkami, wydającą z rykiem
glos: 'Grach, grach!' "; porównaj także Bajki Jana Sabały z Kościelisk
zapisał B. Dębowski, „Wisła" t. V I , 1892
O świni i chłopie: „Kie Pan Bóg życie ozdawal ludziom i sytkiem
stworzeniu, to keiał świni, dać najdłuższe życie - świnia przyślą
i dziękuje, co ona nie stoi na długie życie, bo kce krótkie, a dobre - Pan
Bóg ji się nie sprociwil, a wzion i dal to długie życie chłopu. I chłop do
dziś to świńskie życie dożywa, co go świnia nie kcieła."
S. Czaja, Zapusty, „Lud", t. X I I , 1906, s. 35-56, 122-137
5 2
5 3

K. Matyas, Zapust,

Popielec,

Wielkanoc.

Kilka zwyczajów

ludu

w Tarnohrzeskiem,
„Lud", t. I , 1895, s. 46-52, 79-89
S. Czaja, Zapusty, op. cit.
5 4
5 5

S.

Ulanowska, Łotysze

Inflant

polskich.

Zapusty

(III

cz.),

ZWAK, t. XV, 1891, s. 239
H. Kowalski, op. cit.
H. Grudziński, op. cit.
A. Marus, op. cit.
B. Torbicki, op. cit.
H. Slatkiewicz, op. cit.
S. Grzywacz, op. cit.
J. Sapiński, op. cit.
Tamże, op. cit.
A. Marus, op. cit.
Z. Wilkanowicz, op. cit.
5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4
6 5

6 6

N. Elias, Przemiany obyczajów

w cywilizacji

Zachodu, przekl. T.

Zabłudowski, Warszawa 1980, s. 160-163
B. Torbicki, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
6 7
6 8

Por. W. Trojanowski, Podręcznik

dla szkół zawodowych,

Instytut Naukowo-Społeczny w Radomiu, 1945

cz. I ,

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.