beca7c290501e1833e9ab854407d1677.pdf

Media

Part of Obrazy na szkle (współczesne malarstwo ludowe) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1978 t.32 z.1

extracted text
I I . 1. Jan G ą s i e n i c a - S z o s t a k (starszy), Zakopane, Madonna
lowa kwiatów,
w y m . 28 X 20 cm, 1929 r.

— kró­

Aleksander Jackowski

OBRAZY NA SZKLE
( W S P Ó Ł C Z E S N E MALARSTWO
Dawne ludowe malarstwo na szkle zanikło w sześć­
dziesiątych — s i e d e m d z i e s i ą t y c h latach ubiegłego stule­
cia
P r z e s t a ł o być potrzebne. Z m i e n i ł y się gusty, mody,
i jeśli nawet p r z e t r w a ł y upodobania dekoracyjne, zami­
ł o w a n i e do ornamentyki i zdecydowanej kolorystyki, to
w przystroju w n ę t r z a — a nie w figurach i obrazach
dewocyjnych. Z a m i ł o w a n i e do zdobnictwa widoczne jest
w przybraniu sztucznymi k w i a t a m i ś w i ę t y c h obrazów,
krzyży i kapliczek, ale j u ż nie w interpretacji tematyki
kultowej. W niej obowiązuje bowiem wzorzec idealistyczno-realistyczny kupnych w i z e r u n k ó w dewocyjnych
oraz wzorzec znanych i czcią otaczanych o b r a z ó w ,
zwłaszcza M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j .
Przy takich kryteriach ocen nie ma oczywiście m i e j ­
sca na o d r ę b n e sakralne malarstwo na szkle przezna­
czone dla „ l u d u " i utrzymane w tradycyjnym charakte­
rze, -malarstwo, w k t ó r y m warstwa ornamentalna t r a k t o ­
wana b y ł a b y na r ó w n i z postacią świętą, a czasem
nawet w y s u w a ł a b y się zdecydowanie na plan pierwszy.
Współczesne malarstwo na szkle n a w i ą z u j e do sty­
l i s t y k i dawnych obrazów, do techniki wykonania, nie­
kiedy nawet do tematyki, ale to n a w i ą z a n i e stanowi
tylko p u n k t wyjścia w twórczości n i e k t ó r y c h a u t o r ó w .

UDOWE I JEGO POGRANICZA)
I s t o t n ą cechą tego malarstwa jest to, iż w y k o n y w a ­
n e j e s t n a p o t r z e b y ,,m i a s t a", na konkursy,
wystawy, na sprzedaż w Cepelii. Malarstwo to w swym
kształcie najbardziej bliskim tradycji n a w i ą z u j e z pełną
p r e m e d y t a c j ą do w z o r ó w muzealnych. Jest więc w opinii
k u p u j ą c y c h k o n t y n u a c j ą i n a m i a s t k ą dawnych obrazów.
Ale w formach bardziej zindywidualizowanych — m a ­
larstwo na szkle jest j u ż raczej j e d n ą z dziedzin plastyki
amatorskiej l u b zawodowej.
Jednak nawet w tradycyjnej wersji malarstwo to
pełni funkcję i n n ą niż to m i a ł o miejsce w dawnej k u l ­
turze ludowej. Nawet, gdy eksponuje dwa najbardziej
popularne dziś w ą t k i : sakralny i zbójnicki. W ą t k i te
traktowane są w obu przypadkach umownie. Obrazy nie
przybliżają bowiem ani ś w i ę t y c h postaci, ani historii
Podhala. I n f o r m u j ą nie o nich, lecz o t y m , jak niegdyś
przedstawiano święte postacie. Zamiast zaś rzeczywistego
wizerunku t a t r z a ń s k i e j społeczności, u t w i e r d z a j ą m i t g ó ­
ralszczyzny, m i t wolnego i szlachetnego harnasia, rodzi­
mego Robin Hooda i Winnetou. S t a j ą się t e a t r a l n ą apo­
teozą junackiej góralszczyzny „ n a szkle malowanej.".
J e d n o c z e ś n i e n a s t ę p u j e w t y m malarstwie desakralizacja o b r a z ó w o tematyce „ ś w i ę t e j " . Odbierane są j u ż
21

F

2

П. 2. Michał S t a ń k o , Na hali, w y m . 25,5 X 20 cm, ok.
1933 "г. I I . 3. K a r o l Oskwarek, J a b ł o n k a , w o j . nowo­
sądeckie,
Zbójnik.

one tylko w kategoriach estetycznych, jako przedmiot
ł a d n y , zdobiący ściany pokoju, jako p a m i ą t k a , czasem —
jako dzieło sztuki. Temat przestaje w takich obrazach
o d g r y w a ć rolą istotną, i zazwyczaj nie on w a ż y na de­
cyzji k u p n a (co miało miejsce w dawnej społeczności
ludowej), lecz walor artystyczny, kolorystyka.
2

Współczesne malarstwo na szkle, n a w i ą z u j ą c e do
tradycji, jest więc zjawiskiem diametralnie r ó ż n y m od
uprzednio omawianej grupy o b r a z ó w na papierze, powsta­
łej w w y n i k u w e w n ę t r z n e j potrzeby wypowiedzi. Różni
je motywacja twórcza, stosunek do odbiorcy i tematu,

3

ś w i a d o m o ś ć wzoru. W innych kategoriach musimy też
oceniać „ l u d o w o ś ć " obu grup.
„ S a m o r o d n i " nie szukają b e z p o ś r e d n i c h w z o r ó w , for­
ma jest spontanicznym efektem interpretacji treści, k t ó r e
chcą w y r a z i ć . Współcześni obraźnicy na szkle n a w i ą z u j ą
zaś ś w i a d o m i e do w z o r ó w muzealnych i współczesnych.
Temat jest dla „ s a m o r o d n y c h " z w i ą z a n y ściśle z p o t r z e b ą
wypowiedzi, ale dla malarzy na szkle bywa p r z e w a ż n i e
tylko pretekstem, osią k r y s t a l i z a c y j n ą p o m y s ł u i r e a l i ­
zacji. „ S a m o r o d n i " t w o r z ą przede wszystkim dla siebie,
aby w y r a z i ć swoje wizje, malarze na szkle — dla od­
biorcy. Jedni — p o n i e w a ż m a j ą odpowiednio silną po­
t r z e b ę w y r a ż e n i a w ł a s n y c h idei i emocji, drudzy —
p o n i e w a ż jest na ich obrazy zapotrzebowanie.
L u d o w o ś ć t w ó r c ó w z „ w e w n ę t r z n e g o i m p u l s u " do­
strzegamy w ich ś w i a t o p o g l ą d z i e , w t y m , co ich w na­
szym odczuciu wiąże z czasem przeszłym k u l t u r y c h ł o p ­
skiej. Ś w i a t o p o g l ą d ten stanowi wyraz ścisłej więzi z
ziemią, p r z y r o d ą , p r a c ą na r o l i , a w i ę c rozszerza sferę
w i a r y na m a g i ę , m i t , dość d o w o l n ą i n t e r p r e t a c j ę treści
religijnych.
„ L u d o w o ś ć " zaś malarstwa na szkle w y r a ż a się prze­
de wszystkim w kategorii artystycznej, w stylu, n a w i ą ­
zaniu do określonego k r ę g u tematycznego, sposobu prze­
twarzania w ą t k ó w tematycznych.
Istnieje jednak r ó w n i e ż malarstwo na szkle, k t ó r e g o
„ l u d o w o ś ć " zasadza się przede wszystkim na t y m , że
stanowi ono ż y w ą twórczość ś r o d o w i s k chłopskich i pe­
r y f e r i i k u l t u r o w y c h miasta, twórczość, k t ó r a n a w i ą z u j e
do estetyki ludowej, zwłaszcza „ d y w a n ó w " . Malarstwa
tego nie znajdziemy ani w sklepach Cepelii, ani na w y ­
stawach ludowej sztuki, istnieje bowiem na podobnej
zasadzie i prawach — jak m a k a t k i z jeleniami. Jest to
więc twórczość ś r o d o w i s k a na potrzeby w ł a s n e .
Między t y m malarstwem a oficjalnym, „ k o n k u r s o w o -cepeliowskim" r ó ż n i c e są duże: s p e ł n i a n e j roli, źródeł
inspiracji, estetyki, stosunku do ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m
powstaje. R ó ż n i c e te są tak znaczne, że na ogół żaden
z a u t o r ó w o b r a z ó w rzeczywiście malowanych dla ś r o d o ­
wiska nie p r ó b u j e ich zgłosić na konkurs „ m a l a r s t w a
ludowego na szkle". Dowodzi to, między i n n y m i faktu,
że pojęcie „ l u d o w e " zaczyna się powszechnie k o j a r z y ć
ze s z t u k ą p r z e z n a c z o n ą dla miasta, dla Cepelii, n a w i ą ­
zującą do tradycji minionych «zy w y g a s a j ą c y c h na wsi.
Ci zaś, k t ó r z y p r a c u j ą dla siebie i swego ś r o d o w i s k a ,
nie u w a ż a j ą już siebie za „ l u d o w y c h " . W i ą ż e się to
między i n n y m i z t y m , że „ l u d o w o ś ć " staje się coraz
bardziej stylem, czymś na pokaz, czymś co się odwołuje
do p a m i ę c i a nie do rzeczywistości współczesnych wzo­
r ó w estetycznych . O m ó w m y więc kolejno te dwie grupy
ludowego malarstwa na szkle.
3

Obrazy przeznaczone „dla miasta"
W osiemdziesiątych latach ubiegłego stulecia ma­
larstwo na szkle zanikło j u ż niemal zupełnie. Dawne
obrazy z a s t ę p o w a n o n o w y m i , realistycznymi. Na Pod­
halu ksiądz Stolarczyk w z y w a ł do niszczenia „ b o h o m a ­
zów
obrażających
uczucia
religijne" .
Wzywał
ze
skutkiem.
O d w r ó c e n i e się wsi (nie t y l k o Podhala!) od daw­
nych o b r a z ó w w y n i k ł o nie z tego powodu, że p r z e s t a ł y
one zaspokajać n a w y k i estetyczne, że zaczęła d r a ż n i ć
ornamentyka czy zestaw barw. W ocenie o b r a z ó w sa­
k r a l n y c h przez l u d d e c y d u j ą c ą r o l ę o d g r y w a ł o k r y t e r i u m
tematu, sposób przedstawienia świętej osoby. Sztuka rea­
listyczna, oleodruk, litografia — zmieniły radykalnie
stosunek do dawnych, umownych, dekoracyjnie t r a k t o ­
wanych p r z e d s t a w i e ń . P r z e s t a ł a działać na w y o b r a ź n i ę ,
tak wysoko oceniana przez Michała Walickiego, „...żywa,
4

22

malarska par excellence plama barwna, ekspresja j ę d r n e j
i celowej kreski, śmiała bujność ornamentu i bezpo­
średniość tkwiących... (w tych obrazach) emocjonalnych
przeżyć" .
Te w ł a ś n i e cechy s p r a w i ł y , że w latach poprzedza­
jących wybuch I wojny ś w i a t o w e j p o d h a l a ń s k i m m a ­
larstwem na szkle zainteresowali się formiści. Poczucie
więzi ideowo-artystycznej z t r a d y c j ą tego malarstwa
p o d k r e ś l i l i publicznie, umieszczając k i l k a n a ś c i e starych
ludowych o b r a z ó w na honorowej ścianie w czasie p i e r w ­
szej grupowej w y s t a w y G ó r a l s k i e malarstwo na szkle
i n s p i r o w a ł o drzeworyty Włodzimierza Skoczylasa, obrazy
Andrzeja i Zygmunta P r o n a s z k ó w , Tytusa Czyżewskiego,
a nieco później r ó w n i e ż W ł a d y s ł a w a Wąsowicza.
5

Obok a r t y s t ó w z k r ę g u ówczesnej awangardy, na­
wiązującej do ludowego malarstwa z pobudek głównie
artystycznych, zaczęto i m i t o w a ć i stylizować dawne obra­
zy na szkle r ó w n i e ż z p o w o d ó w emocjonalnych, fascy­
nacji Podhalem, g ó r a l s k ą l e g e n d ą i m i t e m . M a l o w a ł
więc na szkle, m.in. tematy zbójnickie, w z o r u j ą c się na
powierzchownie zrozumianej warstwie stylistycznej —
Konstanty K i e t l i c z - R a y s k i , propagator sztuki Podhala,
autor książki Sztuka góralska
na Podhalu. W Muzeum
T a t r z a ń s k i m i m . T. C h a ł u b i ń s k i e g o w Zakopanem za­
c h o w a ł y się trzy jego obrazki, d w a z 1918 r. i jeden
z 1921 r . . M a l o w a ł też dobrze zorientowany w sztuce
góralskiej S t a n i s ł a w Barabasz (1857—1949), ale i on igno­
r o w a ł specyfikę m a t e r i a ł u i techniki, zbliżając się w
swych obrazach na szkle do stylizowanej ilustracji. K o ­
p i o w a ł stare obrazy S t a n i s ł a w Sobczak oraz Tadeusz
M a l i c k i (1892—1943), nauczyciel z zawodu, działacz spo­
łeczny i plastyk. Wiele kopii w y k o n a ł też Konstanty
Stecki (ur. 1885) , botanik, kolekcjoner, pracownik M u ­
zeum T a t r z a ń s k i e g o w latach 1922 i 1923, autor książki
Ludowe obrazy na szkle z okolic
podtatrzańskich.
Do nielicznych malarzy zainteresowanych w latach
m i ę d z y w o j e n n y c h Drzede wszystkim specyfiką o b r a z ó w
7

8

9

na szkle a nie ich w a r s t w ą t e m a t y c z n ą n a l e ż a ł Michał
S t a ń k o (ur. 1901), malarz z Sosnowca. P r z e b y w a ł w Za­
kopanem w 1933 roku i wiele w ó w c z a s m a l o w a ł , m.in.
na szkle. Nie n a w i ą z y w a ł w tych pracach do „stylu", do
ornamentyki, p o d k r e ś l a ł tylko (w znanych m i p r a c a c h )
takie cechy, jak l a p i d a r n o ś ć , uogólnienie k s z t a ł t u , p ł a s z czyznowość. O b ł e linie k o n t u r u o k r e ś l a ł y płaszczyznę —
jak w w i t r a ż u czy malarstwie Gauguina. S t a ń k o nie
p r z e j ą ł takich charakterystycznych sposobów r ó ż n i c o w a ­
nia płaszczyzny, jak powszechne w malarstwie podha­
l a ń s k i m szrafowanie ( r ó w n o l e g ł e b i a ł e kreski, s t a n o w i ą c e
dekoracyjny odpowiednik cieniowania bryły), zastąpił je
z r ó ż n i c o w a n i e m w a l o r o w y m płaszczyzn, z a c h o w u j ą c na­
dal d e k o r a c y j n ą z a s a d ę budowy obrazu. W odróżnieniu
jednak od r o z w i ą z a ń ludowych s t a r a ł się o zachowanie
logicznych proporcji p r z e d m i o t ó w oraz ich s t o s u n k ó w
przestrzennych.
10

A górale? Czy podjęli r ó w n i e ż te zainteresowania,
obcując, a nawet p r z y j a ź n i ą c się z artystami i m i ł o ś n i ­
kami k u l t u r y Podhala? W k r ę g u bliskim
Kietlicz-Rayskiemu zaczął m a l o w a ć na szkle Jan G ą s i e n i c a -Szostak (1895—1949). W ł a ś n i e Kietlicz-Rayski ofiarował
Muzeum wczesny, bo z 1922 г., obrazek Szostaka. Była
to niewielkich r o z m i a r ó w „scena zbójnicka przy ognisku,
malowana w stylu dziecięcej sztuki" .
M a l o w a ł r ó w n i e ż , jeszcze w latach wojny, Jan G ą ­
sienica W a l c z a k - B u ń d o w s k i . Zainteresowanie obrazkami
na szkle podsycał dyrektor Muzeum T a t r z a ń s k i e g o , J u ­
liusz Zborowski, p o k a z u j ą c je w muzeum . Nie w y s t a r ­
czyło to jednak dla jakiejś większej akcji, dla rzeczy­
wistego odrodzenia dawnej techniki i tradycji. N a w i ą z y ­
wano do niej — ale sporadycznie i bez dostatecznej
świadomości tego, czym były te dawne obrazy.
W 1924 r. z a i n t e r e s o w a ł się malarstwem na szkle
B r o n i s ł a w Czech (1908—1944), jedna z n a j p i ę k n i e j s z y c h
postaci naszego sportu. P o d e j m o w a ł różne tematy —
i religijne, i l e g e n d a r n o - g ó r a l s k i e , ale u j m o w a ł je inaczej
n

12

I I . 4. K a r o l K u l a w i a k , J a b ł o n k a , Sw. Michał Archanioł,
w y m . 43 X 33 cm. I I . 5. K a r o l Oskwarek, J a b ł o n k a ,
Sw. Michał
Archanioł,
w y m . 34,5 X 26 cm, przed 1958 r.
4

5

23

koracyjnie potraktowany m o t y w ptaszka na gałązce.
Najlepszym i zresztą jedynym jego uczniem, k t ó r y nie
p o p r z e s t a ł na p r ó b a c h , lecz stał się d o j r z a ł y m mala­
rzem — był Jan Jachimiak, m ł o d y góral z Tylmanowej.
4

Podobnie j a k Miklaszewski — r ó w n i e ż Buszek u w a ­
żał, że malarstwo na odwrociu szklanej tafli powinno
z a c h o w a ć o d r ę b n o ś ć t e c h n o l o g i c z n o - a r t y s t y c z n ą i nie na­
ś l a d o w a ć o b r a z ó w na płótnie. Obaj dążyli do tego, aby
w prostej wypowiedzi r e a l i z o w a ł a się i n d y w i d u a l n o ś ć
m a l u j ą c e g o , jego temperament, w r a ż l i w o ś ć , fantazja, upo­
dobania. Obaj uczyli podstaw technicznych, przygoto­
wania spoiwa (u Buszka było to żółtko rozcieńczone
z w o d ą ) i rozrabiania sproszkowanych farb. O ile jednak
Miklaszewski w ogóle nie z w r a c a ł uwagi na związki z
t r a d y c j ą p o d h a l a ń s k i e g o malarstwa na szkle, o tyle B u ­
szek s t a r a ł się przerzucić pomost m i ę d z y m a l a r s k ą w y ­
o b r a ź n i ą swych u c z n i ó w a d a w n ą t r a d y c j ą . Jak wspo­
mina Zofia R o j - G ą s i e n i c a , nie p o z w a l a ł k o p i o w a ć m u ­
zealnych e k s p o n a t ó w , choć zachęcał do ich o g l ą d a n i a
oraz inspirowania się n i m i . Chciał, aby malowano obrazy
na szkle ,,od r ę k i " bez stosowania rysunkowych pod­
kładów.
Wśród u c z e s t n i k ó w kursu w y r ó ż n i a ł y się H e l e n a
R o j - K o z ł o w s k a (1899—1955) i jej siostrzenica Z o ­
f i a R o j (ur. 1923). R e p r e z e n t o w a ł y jednak różne oso­
bowości twórcze. Helena, obdarzona ż y w i o ł o w y m tem­
peramentem, m i a ł a dużą s w o b o d ę bycia, talent organi­
zatorski i z a m i ł o w a n i e działacza. P i s a ł a , r e ż y s e r o w a ł a
i g r a ł a w góralskich przedstawieniach . Była nieprze­
ciętnie urodziwa, i z d a w a ł a sobie z tego s p r a w ę . M a ł ­
ż e ń s t w o z pisarzem Jerzym M i e c z y s ł a w e m K o z ł o w s k i m
(literacki pseudonim Rytard) w p r o w a d z i ł o ją w k r ą g
warszawskiej bohemy, d a ł o jej otrzaskanie z r ó ż n y m i
zjawiskami w sztuce, pozostała jednak przede wszystkim
g ó r a l k ą , z w i ą z a n ą z r o d z i m ą k u l t u r ą . Nic też dziwnego,
że od pierwszych miesięcy po wyzwoleniu współdziałała
z Ministerstwem K u l t u r y i Sztuki, i już w 1947 r. została
etatowym pracownikiem Muzeum T a t r z a ń s k i e g o . W ma­
larstwie widziała szansę nie tylko odrodzenia dawnych
tradycji, ale i twórczej wypowiedzi. Z n a j ą c dzieje Pod­
hala i b ę d ą c głęboko z w i ą z a n a z życiem górali, c h ę t n i e
podjęła te tematy w pięćdziesiątych latach, na fali
ówczesnych haseł p o l i t y k i k u l t u r a l n e j .
I7

в

niż to m i a ł o miejsce na dawnych obrazkach. K ł a d z e n i e
cieni, d ą ż e n i e do p o p r a w n o ś c i proporcji rysunku, ope­
rowanie p ł a s k ą p l a m ą — zbliżały jego prace z lat t r z y ­
dziestych do o b r a z k ó w M i c h a ł a S t a ń k i , k t ó r e g o dobrze
znał.
Malowanie m u s i a ł o mieć dla Czecha głębsze zna­
czenie, skoro t u ż przed ś m i e r c i ą , oczekując
na nią,
n a m a l o w a ł w więzieniu w ł a ś n i e obrazek na szkle... Pod
w p ł y w e m brata zaczęła w 1926 r. m a l o w a ć S t a n i s ł a w a
Czcch-Walczakowa, rozpoczynając od kopii jego obraz­
ków .
13

Sytuacja uległa zmianie po wojnie. Jednym z p i e r w ­
szych z a m i e r z e ń W y d z i a ł u Sztuki L u d o w e j w nowo
p o w s t a ł y m Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki było r e a k t y ­
wowanie na Podhalu malarstwa na szkle.
Do Zakopanego pojechał A n t o n i Buszek, d o s k o n a ł y
znawca technologii malarskiej. Miał on j u ż d o ś w i a d c z e ­
nie w animowaniu twórczości spontanicznej, wypraco­
w a n ą przez siebie m e t o d ę pracy z a m a t o r a m i . Zorga­
n i z o w a ł on w k o ń c u 1946 r. i na p o c z ą t k u 1947 r. dwa
kursy malowania na szkle. Dwutygodniowy — dla d w ó c h
osób oraz miesięczny, w k t ó r y m uczestniczyło 7 o s ó b ,
a Wśród nich Helena R o j - K o z ł o w s k a , jej siostrzenica
Zofia G ą s i e n i c a - R o j oraz architekt W i k t o r Dalbor, znaw­
ca i entuzjasta sztuki g ó r a l s k i e j .
14

I 5

le

W t y m samym niemal czasie dla k i l k u uczniów Za­
k o p i a ń s k i e j Szkoły P r z e m y s ł u Drzewnego p o p r o w a d z i ł
kurs malowania na szkle Jan Samuel Miklaszewski, pro­
fesor rysunku w tejże szkole. Chodziło o to, aby pomóc
materialnie najbiedniejszym uczniom, n a u c z y ć ich malo­
wania o b r a z k ó w na sprzedaż, dla t u r y s t ó w . A l e nie
m y ś l a n o o dawnej tematyce p o d t a t r z a ń s k i c h obrazów,
Miklaszewski uczył jedynie techniki oraz zasad kompo­
zycyjnych, w y k o r z y s t u j ą c płaszczyznowo i wybitnie de­
24

A Zofia? Była Wtedy m ł o d a , w r a ż l i w a , t r o c h ę nie­
ś m i a ł a . Nie m i a ł a siły przebojowej, szerokości zaintere­
s o w a ń i organizatorskich t a l e n t ó w swej ciotki. B y ć m o ż e
dynamika Heleny h a m o w a ł a nawet rozwój jej osobo­
wości. Talent m i a ł a nie mniejszy, choć inny. T w o r z y ł a
obrazy p i ę k n e , d o s k o n a ł e w kolorystyce, ale skromne, nie
rozbudowane kompozycyjnie. K o n t u r p r o w a d z i ł a w r a ż ­
liwą, d e l i k a t n ą k r e s k ą , ornament w p r o w a d z a ł a oszczęd­
nie. W ostatnich jej pracach z 1976—1977 r. ogranicza
go nieraz do delikatnej, „ k o r o n k o w e j " arabeski l i n i i
(il. 13). Nie m i a ł a jednak fantazji Heleny, nie m i a ł a jej
łatwości rysunkowej i ochoty do w y m y ś l a n i a coraz to
nowych t e m a t ó w o b r a z k ó w . Czuła się najlepiej, prze­
t w a r z a j ą c formy j u ż widziane, bliskie jej emocjonalnie.
Malarstwo na szkle znała zresztą dobrze, m i a ł a przecież
w obu izbach swego domu dawne obrazy na szkle z
Czerwiennege. Helena natomiast n a l e ż a ł a do t w ó r c ó w
ludowych, k t ó r z y inicjowali nowe „mody", przewodzili
innym.
P o z o s t a w a ł a więc Zofia w cieniu swej ciotki. W k i l k a
miesięcy po kursie wyszła za m ą ż , a wtedy p r z e s t a ł a
m a l o w a ć na d ł u g i e lata. Wróciła do o b r a z ó w dopiero
w 1972 r.
Helena zaś szybko s t a ł a się znana jako najlepsza
malarka Podhala. Toteż w ł a ś n i e jej z a p r o p o n o w a ł a Zofia

wówczas w obrazach otoczka ornamentacyjna, na plan
pierwszy wysuwa się narracja coraz bardziej ożywiona,
szczegółowa. M a l a r k a eksperymentuje, coraz mniej trosz­
cząc się o w i e r n o ś ć d a w n y m wzorom kompozycji. Prze­
ł a m u j ą c s t a t y k ę , buduje scenę na diagonalach, p r ó b u j e
różnicować plany, u z y s k a ć — jak w amatorskim obraz­
k u — w r a ż e n i e głębi. Widoczne jest to zwłaszcza w g r u ­
pie o b r a z ó w o tematyce historycznej oraz współczesnej
(np. elektryfikacja). Wielokrotnie opracowuje te same
tematy, z historycznych zwłaszcza bunt K o s t k i - N a p i e r skiego i b i t w ę górali o Nowy Targ. Dąży do coraz
większej wierności ilustratorskiej, niestety za cenę osła­
bienia z w a r t o ś c i kompozycyjnej i oderwania się od t r a ­
dycyjnego charakteru p o d h a l a ń s k i c h obrazów. Pozbawio­
na oparcia w tradycyjnej formule, nie m i a ł a jednak na
tyle silnej osobowości artystycznej, by z a p r o p o n o w a ć
inną, a równie cenną i konsekwentną formułę malarską.
Otoczenie, praca, działacze k u l t u r y — nie pomogli
jej. Przeciwnie. Nowe obrazy przyjęto bezkrytycznie,
nagradzano, chwalono — przede wszystkim za n o w ą
t e m a t y k ę , za odejście od ś w i ą t k o w e j tradycji. S p e ł n i a ł y
postulaty w y s u n i ę t e w pięćdziesiątych latach przez po­
litykę k u l t u r a l n ą , były z a a n g a ż o w a n e , p o k a z y w a ł y h i ­
storię w i d z i a n ą z perspektywy klasy ciemiężonej, a przy
t y m z a c h o w y w a ł y cechy ludowego malarstwa .
Poszerzenie k r ę g u tematycznego przez R o j - K o z ł o w s k ą
m i a ł o znaczenie dla dalszego rozwoju malarstwa na
szkle, zwłaszcza dla k r ę g u jej n a ś l a d o w c ó w i kontynua­
t o r ó w . Widziana jednak z perspektywy czasu — t w ó r ­
czość a r t y s t k i blednie i wydaje się dość n i e r ó w n a ,
n a j s ł a b s z a w ł a ś n i e w tych pracach, k t ó r e najdalej od­
chodziły od t r a d y c j i , z a s t ę p u j ą c p o r z ą d e k dekoracyjny
s w o b o d n ą n a r r a c j ą i l u s t r a c y j n ą (np. sceny z K o s t k ą -Napierskim).
N o w ą t e m a t y k ę podjęły w swych obrazach nawet
dzieci góralskie, b i o r ą c udział w kursach prowadzonych
przez R o j - K o z ł o w s k ą . Było tych uczniów 28. M a l a r k a
nie n a r z u c a ł a i m dawnych w z o r ó w , ale p o k a z y w a ł a w ł a s ­
ne prace o prostym u k ł a d z i e , uczyła podstaw technicz­
nych i zachęcała, wzorem prof. Buszka, do malowania
tego, co chciały, od razu, bez uprzedniego ^rysunku.
W rezultacie prace jej podopiecznych przy licznych na­
w i ą z a n i a c h do w z o r ó w i n s t r u k t o r k i z a c h o w a ł y wiele cech
w ł a ś c i w y c h malarstwu dzieci — p r o s t o t ę , śmiałość ze­
s t a w i e ń kolorystycznych, płaszczyznowość i u m o w n o ś ć
r o z w i ą z a ń . Toteż, o m a w i a j ą c je, zastanawia się Roman
Reinfuss, na ile są one jeszcze k o n t y n u a c j ą sztuki ludo­
wej. „ B r a k ciągłości — pisał — p o w i ą z a n i a z t r a d y c j ą
sprawia, że jest to raczej sztuka dziecka i to dziecka
słabo już zżytego z t r a d y c y j n ą k u l t u r ą swej g r u p y " .
Nie mogło być chyba inaczej. N a s t ę p n e ćwierćwiecze
p o k a z a ł o , że trzeba było już ś w i a d o m i e te tradycje p r z y ­
w r a c a ć , poprzez wystawy, konkursy, w i t r y n y cepeliow­
skich sklepów, festiwale, albumy, ś r o d k i masowego prze­
kazu, działalność s t o w a r z y s z e ń regionalnych, Stowarzy­
szenia T w ó r c ó w L u d o w y c h itp.
I9

II.

9. Jan

Jachimiak, Zakopane,
Rój
22,5 X 33,5 cm.

ptaków,

wym.

Czasznicka, k i e r u j ą c a w y d z i a ł e m sztuki ludowej w M i n i ­
sterstwie K u l t u r y i Sztuki, zorganizowanie k u r s ó w ma­
larstwa na szkle dla młodzieży g ó r a l s k i e j . Z a c h ę c o n a
przez dyr. Juliusza Zborowskiego oraz przez W a n d ę
G e n t i l - T i p p e n h a u e r o w ą (plastyczkę z H a i t i (1899—1965),
z a k o c h a n ą bez reszty w Podhalu, na k t ó r y m spędziła
całe swe dorosłe życie) — p o p r o w a d z i ł a w l u t y m 1951 r.
trzy kursy dla młodzieży g ó r a l s k i e j : w Dębnie, Szlemb a r k u i Maniowach. Miała j u ż wtedy za sobą k i l k a faz
swej twórczości. A l e nawet w c h o d z ą c w n o w ą fazę,
w r a c a ł a do replik i w a r i a n t ó w wcześniejszych o b r a z ó w .
Bodźcem dla zmian kompozycyjnych i kolorystycznych
było niemal zawsze podjęcie nowej t e m a t y k i .
Po k r ó t k i m okresie pracy z Buszkiem zaczęła k o ­
p i o w a ć obrazy z Muzeum T a t r z a ń s k i e g o i d o s t ę p n y c h
jej reprodukcji słowackiego malarstwa na szkle.
W pierwszym okresie kopiowania (1947—1949) d b a ł a
o w i e r n o ś ć k o l o r y s t y c z n ą i r y s u n k o w ą , co się jej zresztą
nie w pełni u d a w a ł o . P o k a z u j ą c m i — po latach —
wczesne obrazki, w y r a ź n i e się w s t y d z i ł a za m a ł y c h „ m y ­
sich rączek". Po pierwszych, „ c i e m n y c h " w tonacji obra­
zach, rozjaśniła p a l e t ę barw, u p r a s z c z a j ą c i niewiele
t y l k o zmieniając wzór. P r ó b o w a ł a też w y r a z i ć ruch w
scenach „ j a n o s i k o w y c h " , ale nie bardzo się to u d a w a ł o .
W drugiej fazie swej twórczości, ok. 1950 г., pod­
jęła w ą t e k r e l i g i j n o - j a s e ł k o w y , a później rodzajowy .
Stosując róże i b ł ę k i t y , m a l o w a ł a naiwno-ludowe sceny
p r z e d s t a w i a j ą c e anioły. U s t a w i a ł a je symetrycznie, w y ­
posażając w ogromne s k r z y d ł a i t r ą b y , na k t ó r y c h grały.
l s

Z rygorem symetrii z e r w a ł a w trzeciej fazie swego
malowania, po 1951 г., gdy z a i n t e r e s o w a ł a ją idea przed­
stawienia zajęć, o b r z ę d ó w i obyczajów góralskich. Ginie
26

20

N i e m a ł e znaczenie w odrodzeniu tradycji malarstwa
na szkle o d e g r a ł y kursy z a r ó w n o j u ż wymieniane, jak
też i inne, prowadzone w późniejszych latach.
E f e k t y w n o ś ć k u r s ó w m o ż e się w y d a w a ć niewielka,
jeśli je m i e r z y ć procentem działających później malarzy.
A jednak odegrały one swoją rolę, zwłaszcza w p i e r w ­
szych dwudziestu latach. Co najmniej 200 osób poznało
dzięki n i m t e c h n i k ę malowania i w n i k n ę ł o głębiej w
problemy artystyczne ludowych obrazów. Istotne też było
to, że zorganizowane po kursach wystawy obejrzało
k i l k a , a m o ż e i k i l k a n a ś c i e tysięcy osób.
K u r s y w p r o w a d z i ł y malarstwo w żywy obieg k u l ­
tury. Obrazy na szkle weszły do s k l e p ó w Cepelii, po-

J. Jachimiak: i l . 10. Góralska
Madonna; i l . 11. Obieranie
33 X 23 cm, 1953 г.

kazywano
zeach.

je

w prasie,

telewizji,

wystawiano

w mu­

Z a r y s o w a ł o się w t y m czasie pięć w a ż n i e j s z y c h grup
„ l u d o w y c h " obrazów, z w i ą z a n y c h przede wszystkim z
twórczością: Andrzeja G a ł k a (grupa „ s t y l i z o w a n a " ) ; K a ­
rola Oskwarka (grupa „ r e l i k t o w a " ) ; Heleny R o j - K o z ł o w skiej; Jana Jachimiaka, oraz młodzieży i dzieci, uczestni­
k ó w r ó ż n y c h k o n k u r s ó w , o k t ó r y c h malarstwie już m ó ­
wiliśmy.
A n d r z e j G a ł e k (ur. 1916) r e p r e z e n t o w a ł n u r t ele­
ganckiego, sprawnego p a m i ą t k a r s t w a . Profesjonalny pla­
styk, syn S t a n i s ł a w a G a ł k a , jednego z n e s t o r ó w zako­
piańskiego ś r o d o w i s k a twórczego — m a l o w a ł górali,
sceny ze z b ó j n i k a m i , folklor. Obrazy jego odznaczały się
p e w n o ś c i ą rysunku, u m i a r k o w a n ą stylizacją, oszczędnym
i sprawnym p o s ł u g i w a n i e m się kolorem, przede wszyst­
k i m czerwienią, b ł ę k i t e m , złotem i bielą. Przez lata całe
obrazki takie, zawsze zręczne i ł a d n e , m o ż n a było zna­
leźć w sklepach Cepelii. Po dzień dzisiejszy s t a n o w i ą
one wzór dobrego p a m i ą t k a r s t w a , podejmowany przede
wszystkim przez profesjonalnych malarzy — d o s t a w c ó w
do DESY i Cepelii.
Druga grupa najbliższa tradycji,
reprezentowana
przez K a r o l a O s k w a r k a z J a b ł o n k i jest zarazem
najbardziej samorodna i p r y m i t y w n a . Więź z d a w n y m
o b r a ź n i c t w e m została t u zachowana głównie dzięki temu,
że oparta była na wzorze stosunkowo t r w a ł y m , zako­
rzenionym i realizowanym w licznych kopiach i w a ­
riantach przez górali najbardziej jeszcze bliskich dawnej
k u l t u r z e i d a w n y m w a r u n k o m życia. J u ż w 1936 r.

jabłek,

wym.

Zofia R o j - G ą s i e n i c a , Zakopane: i l . 12. Święta, w y m . 23 X 15 cm, obraz z 1947 г.; i l . 13. Sw. Barbara, w y m . 35,5 X
X 28,5 cm, obraz z obecnego okresu. U, 14, Janina Jarosz, Zakopane, Legenda
o Św. Cecylii,
w y m . 29,5 X 39,5 cm,
1976 r.

28

I I . 15. Helena Roj-Ciaptakowa, Zakopane, Sw. Rodzina,wym.
39 X 31 cm, 1968 г. I I . 16. S t a n i s ł a w a Czech-Walczakowa, Zakopane, Sw. Michał Archanioł,
w y m . 39,5 X 29 cm, 1975 r. (ze wzoru muzealnego). I I . 17. Zdzisław W a l ­
czak, Zakopane, Opowiastki mojej babci, w y m . 38,5 X 62 cm, 1976 r.

29

Norbert Lippóczy, znakomity znawca i kolekcjoner ma­
larstwa na szkle, Węgier osiadły w Tarnowie, n a p o t k a ł
w J a b ł o n c e na Orawie falsyfikaty dawnych o b r a z ó w .
M a l o w a ł je K a r o l Oskwarek przy pomocy Augustyna
Zachary i K a r o l a Szczerbiaka . Oskwarek po latach
milczenia wziął udział w konkursie na s z t u k ę l u d o w ą
Podhala, k t ó r y odbył się w g r u d n i u 1958 r. w Zakopa­
nem. Obrazy jego, przy wszelkich różnicach, w y r a ź n i e
n a w i ą z y w a ł y do miejscowej tradycji. C e c h o w a ł a je p ł a skość, pewna sztywność i n i e p o r a d n o ś ć rysunku, brak
rozbudowanej dekoracji, zimne kolory, zredukowane t ł a
(il. 3, 5).
21

Trzecią g r u p ę s t a n o w i ą prace Heleny R o j - K o z ł o w skiej i k r ę g u jej n a ś l a d o w n i c . Zaliczyć do nich wypada
przede wszystkim jej siostrzenicę H e l e n ę R o j - C i a p takową
(ur. w 1924 г.), c ó r k ę gajowego. Mieszkała
ona po wojnie w domu swej ciotki. Od niej uczyła się
poszanowania dla góralskich tradycji, tkania, haftowania,
a wreszcie — w 1953 r. r ó w n i e ż malowania na szkle.
K o p i o w a ł a dawne szkła, p o d p a t r u j ą c sposób pracy R o j - K o z ł o w s k i e j i p r z e j m u j ą c jej styl a nawet t e m a t y k ę .
Gdy ciężka choroba nie pozwoliła j u ż R o j - K o z ł o w s k i e j
w y w i ą z a ć się ze swych obietnic, kończyła jej obrazki,
i zajęła p o n i e k ą d jej miejsce, p i e l ę g n u j ą c do ostatka
u m i e r a j ą c ą ciotkę. Po jej śmierci, w 1956 г., więcej k o ­
p i o w a ł a , o g r a n i c z y ł a się też g ł ó w n i e do t e m a t y k i r e l i ginej oraz zbójnickiej. Wiele w y s t a w i a ł a w k r a j u i za
granicą.
2 2

I I . 18. B r o n i s ł a w Bednarz, S k r z y p n ę (Podhale), Sw.
Kry­
styna, w y m . 37,5 X 28 cm, 1976 г. I I . 19. W ł a d y s ł a w W a l ­
czak, Zakopane, Sw. Marcin, ok. 1970 r.

Obok R o j - K o z ł o w s k i e j n a j c i e k a w s z ą i n d y w i d u a l n o ­
ścią tego okresu był J a n J a c h i m i a k (pisany r ó w ­
nież Jachymiak). Urodzony 17.Х.1930 r. w T y l m a n o w e j ,
p r z y j e c h a ł w 1944 r. do Zakopanego . Miał w ó w c z a s
23

19

14 lat i n i e w ą t p l i w y talent plastyczny, toteż p r z y j ę t o go
bez t r u d u do Z a k o p i a ń s k i e j Szkoły P r z e m y s ł u Drzew­
nego. Namawiano, by uczył się rzeźbić, w y b r a ł jednak
budownictwo, w y ż e j s t a w i a j ą c dobry fach nad niepewny
los r z e ź b i a r z a . M a l o w a ł p o c z ą t k o w o z m y ś l ą o zarobku,
ale szybko zajęcie to zaczęło go w c i ą g a ć , zaspokajać
istniejące w n i m potrzeby wypowiedzi artystycznej. P r ó ­
b o w a ł zresztą t a k ż e rzeźbienia, robił meble, metalopla­
stykę, tkal, p r o j e k t o w a ł i nawet sam p r o w a d z i ł budowy;
skończyło się to zresztą smutnie, był bardziej a r t y s t ą ,
niż organizatorem i kalkulatorem.
Powoli wchodził w ś r o d o w i s k o z a k o p i a ń s k i e , oglądał
wystawy, albumy malarstwa, i n t e r e s o w a ł y go nowe p r ą ­
dy w sztuce. O d b i e r a ł je jednak raczej powierzchownie,
przez pryzmat zakorzenionych w nim od dzieciństwa
n a w y k ó w dekoracyjnych.
W 1951 r. posłał swe obrazy na konkurs sztuki l u ­
dowej w N o w y m Sączu, ale pod nazwiskiem kolegi. B a ł
się b l a m a ż u . Jego prace d o s t a ł y p i e r w s z ą n a g r o d ę , zro­
biło się t r o c h ę zamieszania, o Jachimiaku zaczęto mówić.
Później zgłosił w 1953 r. d w a d z i e ś c i a prac na konkurs
p a m i ą t k a r s t w a p o d h a l a ń s k i e g o w Zakopanem. P a m i ę t a m
różne dyskusje z tego czasu, k r y t y k ę zwłaszcza etno­
grafów, k t ó r z y u w a ż a l i , że skoro k t o ś jest g ó r a l e m , po­
winien m a l o w a ć w duchu tradycyjnych o b r a z ó w na
szkle. A l e jednocześnie Jachimiak został entuzjastycznie
oceniony przez wielu p l a s t y k ó w , ludzi z k r ę g u sztuki,
dziennikarzy. Jego obrazy były dynamiczne, o zamaszy­
stym biegu l i n i i , r o z j a ś n i o n e j , żywej kolorystyce. Cecho­
w a ł a je świeżość i śmiałość j a k b y sztuki dziecka, ale
dziecka urzeczonego w s p ó ł c z e s n y m malarstwem. Chyba
w ł a ś n i e niezrozumienie mechanizmu tego
malarstwa
p o z w a l a ł o mu na przejmowanie tylko pewnych z e w n ę ­
trznych zapożyczeń, zwłaszcza z Picassa (takich, jak np.
deformacja postaci). Jachimiaka nie i n t e r e s o w a ł y k i e ­
r u n k i sztuki, ani programy artystyczne, w y s t a r c z y ł o m u
że coś d z i a ł a ł o na jego w y o b r a ź n i ę . Wyrósł z tradycji
g ó r a l s k i e j k u l t u r y , ale p r z y j ą ł w r ó w n i e oczywisty i spon­
taniczny sposób bodźce, k t ó r y c h mu dostarczyło nowe
środowisko, szkoła, miasto. Nazwano go „Picassem z T y l ­
manowej" . O k r e ś l e n i e to p o j a w i a ł o się często w prasie.
W y s t a w i a ł w r ó ż n y c h miastach k r a j u , w samej stolicy
miał dwie indywidualne ekspozycje (w 1968 i 1969 г.).
24

W 1969 r. p o j e c h a ł z w y s t a w ą o b r a z ó w do S t a n ó w
Zjednoczonych. Tam wszedł w ś r o d o w i s k o góralskiej
Polonii, zaczął p r a c o w a ć w fabryce, potem jako k r e ś l a r z ,
i m a l o w a ć . Obecnie mieszka w Chicago. Wystawia, jego
prace są rozchwytywane, i co n a j w a ż n i e j s z e , prowadzi
kursy malowania dla Polonii. W ostatnim swym liście
do Heleny Sredniawy donosi o wystawie, k t ó r ą m i a l
w Chicago
(kwiecień 1977 r.) wraz ze swymi uczniami:
Gąsienicą Byrcynem, H a n n ą L a t (14-letnia), P i o t r k i e m
Lat (9-letni), M a r i ą Cukier (38 lat), H e l e n ą Cukier
(16 lat) i W. Króżel (56 lat).
2 5

Z r e s z t ą Jachimiak p r o w a d z i ł kursy jeszcze przed
wyjazdem z k r a j u . W k o ń c u 1967 roku Muzeum T a ­
t r z a ń s k i e p o s t a n o w i ł o bowiem z o r g a n i z o w a ć konkurs
malowania na szkle. K o n k u r s starannie przygotowano,
p o p r z e d z a j ą c go nie tylko r e k l a m ą , ale kursami, pro­
wadzonymi w r ó ż n y c h ś r o d o w i s k a c h . Szczególnie w a ż n y
był kurs zorganizowany w Z w i ą z k u Podhalan z a r ó w n o
dla młodzieży, j a k i dla dorosłych górali. P o p r o w a d z i ł
go Jachimiak, a Wpływ jego artystycznej osobowości
zaznaczył się dość silnie w p o w s t a ł y c h w ó w c z a s pracach.
Konkurs o d e g r a ł tak istotną rolę w rozwoju malar­
stwa na szkle, że datę jego zorganizowania p r z y j m u j ę
za cezurę. Przemawia za t y m r ó w n i e ż fakt, że w 1968 r o ­

l i . 20. Jan Rapciak, P o r ę b a Wielka, w o j . n o w o s ą d e c k i e ,
Anioł Stróż, w y m . 36,5 X 27,5 cm, ok. 1976 r.

k u umiera Helena Roj^Ciaptakowa, a k r a j ogląda ostat­
nie w y s t a w y Jachimiaka przed jego wyjazdem za gra­
nicę. Po konkursie natomiast zaczynają d o m i n o w a ć nowe
nazwiska — Eweliny P ę k s o w e j , W ł a d y s ł a w a Walczaka,
Karola K u l a w i a k a , Józefa Donajezana. Rośnie liczba ma­
lujących, nie tylko zresztą na Podhalu. W K r a k o w i e
ok. 1967—8 r. tworzy pierwsze swe znakomite obrazy na
szkle A d a m S ł o w i ń s k i , m a l u j ą na Pomorzu, w Kosza­
lińskiem, a sporadycznie — i w innych miejscach k r a j u ,
niestety w oderwaniu od tradycji lokalnej, nieciekawie.
P a t r z ą c z perspektywy lat, w y r a ź n i e widać k o n ­
s e k w e n t n ą linię p o s t ę p o w a n i a Muzeum T a t r z a ń s k i e g o w
Zakopanem, a ściślej m ó w i ą c , kustosza działu malarstwa
mgr. Heleny Sredniawy. W 1960 r. z o r g a n i z o w a ł a ona
(wraz z W. G e n t i l - T i p p e n h a u e r o w ą ) p r o b l e m o w ą
Wy­
stawę malarstwa
na szkle .
Pokazano na niej obrazy
zabytkowe, wznowione malarstwo na szkle od p o c z ą t k u
X X wieku, prace t w ó r c ó w ludowych, a r t y s t ó w - p l a s t y ­
k ó w oraz a m a t o r ó w i zespołów młodzieżowych.
2S

W osiem lat później muzeum podjęło a k c j ę zmie­
r z a j ą c ą do rozszerzenia k r ę g u m a l u j ą c y c h . K o n k u r s po­
przedziły indywidualne konsultacje, pokazywanie zainte­
resowanym zbiorów muzealnych, penetracja terenu —
wspólnie z Cepelią. Do udziału w konkursie zaproszono
r ó w n i e ż t w ó r c ó w z innych dziedzin, którzy w y r a z i l i za­
interesowanie malarstwem na szkle. N a w i ą z a n o k o n t a k t y
ze szkołami w Zakopanem, k t ó r e p o p r o w a d z i ł y u siebie
kursy dla młodzieży. Razem w konkursie o b e j m u j ą c y m
dawny powiat nowotarski wzięło udział 33 t w ó r c ó w i n ­
dywidualnych, w t y m 8 a r t y s t ó w - p l a s t y k ó w oraz 5 ze­
społów o b e j m u j ą c y c h 80 o s ó b . N a d e s ł a l i oni 473 prace.
„ I n d y w i d u a l n y c h " podzielono na grupy: l u d o w ą , a r t y ­
s t ó w - p l a s t y k ó w i a m a t o r ó w . W t y m ostatnim przypadku
2 7

31

k r y t e r i a okazały się najtrudniejsze do ustalenia. Tak np.
w ś r ó d a m a t o r ó w z a d e b i u t o w a ł a Ewelina P ę k s o w a , w k r ó t ­
ce potem uznana za j e d n ą z najbardziej reprezentatyw­
nych t w ó r c z y ń ludowych, Tomasz Ligas — późniejszy
„rzeźbiarz ludowy", g ó r a l k a Jolanta Biernacik, córka
kowala, znanego t w ó r c y ludowego.
P ł y n n o ś ć granic między amatorami a „ l u d o w y m i "
wynika w malarstwie na szkle przede wszystkim z tego,
że jest to dziedzina, w k t ó r e j zerwana została ciągłość
tradycji, przekaz z pokolenia w pokolenie. A skoro się
n a w i ą z u j e do wzoru już nie f u n k c j o n u j ą c e g o w n o r m a l ­
nym obiegu, różnice zależą nie tyle od u w a r u n k o w a ń
ś r o d o w i s k o w y c h , co od indywidualnego talentu. Zresztą
te uwarunkowania ś r o d o w i s k o w e s ł a b n ą , podczas gdy
coraz istotniejsze staje się poczucie w e w n ę t r z n e j więzi
z t r a d y c j ą l o k a l n ą , ś w i a d o m a chęć n a w i ą z a n i a do daw­
nych w z o r ó w . Trudno oczekiwać, że m o g ł o b y być ina­
czej, zwłaszcza że malarstwo na szkle tworzone jest dziś
głównie z m y ś l ą o mieście, i nie w y r a ż a rzeczywistych,
współczesnych potrzeb ś r o d o w i s k a chłopskiego. A n i na
Podhalu, ani na Kaszubach czy w Koszalińskiem. A n i
treść, ani sposób ujęcia, symbolika, czy ornamentyka nie
w y n i k a j ą z jakiejś istotnej odrębności k u l t u r o w e j . Forma
nie wskazuje w sposób jednoznaczny na w y k o n a w c ę .
Oderwana od dawnych determinant stała się już tylko
znakiem w s k a z u j ą c y m na wzorzec inspiracji. Dochodzi
do pozornego paradoksu — najbardziej bliskie t r a d y c y j ­
nym formom są obrazy ludzi obdarzonych s p r a w n o ś c i ą
m a n u a l n ą , inteligentnych, w d u ż y m stopniu ś w i a d o m y c h
ś r o d k ó w , k t ó r y m i się posługują i r o z u m i e j ą c y c h istotę
dawnego malarstwa. Najbardziej natomiast p r y m i t y w n e
są obrazy ludzi ze wsi, zwłaszcza starych, pozbawionych
w y k s z t a ł c e n i a . Forma ich wypowiedzi jest bowiem zde­
terminowana przede wszystkim ich m o ż l i w o ś c i a m i i na­
w y k a m i psycho-fizycznymi, k r ę g i e m k u l t u r o w y m : ogra­
niczeniami, k t ó r e powoduje tkwienie w t y m r e l i k t o w y m
już k r ę g u .
O ile więc w r z e m i o s ł a c h i tradycyjnych postaciach
zdobnictwa doskonałość idzie w parze z p r z y n a l e ż n o ś c i ą
do reliktowego k r ę g u k u l t u r y chłopskiej, to w malar­
stwie na szkle — w k t ó r y m nie istnieje przekaz poko­
leniowy, zakorzenione n a w y k i estetyczne, a r ó w n i e ż m a ł e
jest uwarunkowanie t e c h n i k ą — doskonałość wymaga
innej świadomości, niż ją daje dziesiejsze r e l i k t o w e ś r o ­
dowisko wiejskie. Inaczej m ó w i ą c : więź z d a w n y m , re­
l i k t o w y m ś r o d o w i s k i e m wiejskim nie zapewnia sama
przez się doskonałości, przeciwnie — często w i ą ż e się
w malarstwie na szkle z p r y m i t y w n o ś c i ą wyrazu, w ó w ­
czas gdy ś w i a d o m e n a w i ą z a n i e do dawnych konwencji
może p r z y n i e ś ć rezultat znacznie efektowniejszy i bar­
dziej zbliżony do tradycyjnego modelu np. p o d h a l a ń ­
skiego malarstwa. P r y m i t y w n y wyda się więc nam L u d ­
w i k Kubaszczyk (ur. 1905 r.) z K o n i a k o w a czy Józef
Donajczan z B u k o w i n y T a t r z a ń s k i e j (ur. w 1888 г.),
podczas gdy najbardziej ludowe okażą się obie panie
P ę k s o w e , Ewelina i Jolanta.
Dawniej w y s t a r c z y ł o zobaczyć obraz, aby wiedzieć
kto go m a l o w a ł — chłop czy inteligent miejski. Dziś
samo patrzenie nie wystarcza. Trzeba wiedzieć, к i m
jest autor. Toteż zdarzało się już, że j u r y zmieniało
decyzję, d o w i a d u j ą c się w ostatniej c h w i l i , iż t y p o w a n y
do nagrody r z e ź b i a r z czy malarz... jest amatorem, a nie
oryginalnym chłopem. P a t r z ą c na same obrazy, nie zaw­
sze m o ż n a powiedzieć — to robił chłop, a to inteligent.
Bo t e ż coraz częściej ten chłop jest już inteligentem,
inteligent z a ś zna i rozumie . k u l t u r ę l u d o w ą , zwłaszcza
wtedy, gdy sam się z niej wywodzi.
Coraz częściej więc o klasyfikacji decyduje w p i e r w ­
szym rzędzie stylistyka dzieła. E w e l i n a
Pęksowa
32

(ur. 1923 r.) dlatego mogła się w y d a ć na konkursie w
Zakopanem a m a t o r k ą , p o n i e w a ż ó w c z e s n e jej obrazy
były bezpośrednio inspirowane b i z a n t y j s k ą ikoną. M a l o ­
w a ł a w t y m okresie w ł a ś n i e takie obrazy dla siebie
i dla Veritasu. W y k o n y w a ł a też na s p r z e d a ż stylizowane
kapliczki z r y t e m w y p a l a n y m w drewnie lub nabijanym
metalem. U m i a ł a p o s ł u g i w a ć się r ó w n i e dobrze d ł u t e m
jak p ę d z l e m ; p o m a g a ł a przecież ojcu — snycerzowi i w y ­
t w ó r c y nart, S t a n i s ł a w o w i Zubkowi. K i m b y ł a ? G ó r a l k ą ,
pieczołowicie pielęgnującą dawne tradycje, d u m n ą z tego,
że dziad b y ł znanym „ b u d a r z e m " , a jeszcze ktoś inny —
m a l o w a ł niegdyś na szkle. A przy t y m : i n t e l i g e n t k ą ,
w y k s z t a ł c o n ą , czytającą l i t e r a t u r ę współczesną, o g l ą d a ­
jącą albumy, wystawy, zwiedzającą z m ę ż e m zabytki w
dalekich krajach. Do dziś p o s ł u g u j e się r ó w n i e dobrze
g w a r ą , jak i j ę z y k i e m literackim. Jej dom w y p e ł n i o n y
jest obrazami, przedmiotami sztuki ludowej, k s i ą ż k a m i ,
m a l o w i d ł a m i — wszędzie, na stropach, ś c i a n a c h , me­
blach, szybach a nawet na rurze od piecyka. Nie jest to
ż a d n a imitacja góralskiej c h a ł u p y , ale panuje w t y m
domu atmosfera sztuki i p o d h a l a ń s k i e j tradycji.
;

O t y m czy P ę k s o w a zostanie „ a m a t o r k ą " , czy „ l u ­
d o w ą " m i a ł a więc z a d e c y d o w a ć forma jej twórczości.
Po konkursie o t r z y m a ł a od pani Sredniawy i n t e r e s u j ą c ą
propozycję — zrobienia przeszło stu k o p i i starych obra­
zów. Była to znakomita lekcja techniki sposobu p r o w a ­
dzenia l i n i i , kolorystyki, kompozycji. P ę k s o w a weszła,
jak m a ł o kto, w świat dawnych o b r a z ó w . O d t ą d mj.low a ł a kopie i w ł a s n e prace inspirowane t r a d y c y j n ą te­
m a t y k ą i stylistyką.
A m a t o r k a u m a r ł a , n a r o d z i ł a się malarka ludowa.
Niekwestionowana. Działaczka Stowarzyszenia T w ó r c ó w
L u d o w y c h , Z w i ą z k u Podhalan, o t r z y m a ł a n a j w y ż s z e w y ­
różnienia jako t w ó r c a ludowy — n a g r o d ę w o j e w ó d z k ą ,
a w 1976 r. n a g r o d ę im. Oskara K o l b e r g a .
28

Szybko p r z e s t a ł a k o p i o w a ć . Nudziło ją to. Wypo­
w i a d a ł a się więc we w ł a s n y c h kompozycjach, najbardziej
bliskich muzealnym wzorom. Tworzy je do dzisiaj —
obrazy o ciemnej tonacji, nasycone c i e p ł y m i b r ą z a m i
i niebieskościami, c i e m n ą zielenią, p r z e ł a m y w a n e złotem.
Ten w i e l k i cykl realizuje po dziś dzień, c y k l oparty na
tradycji ś w i ą t k a r s k o - z b ó j n i c k i e j .
D r u g i cykl, w k i l k a lat p ó ź n i e j zaczęty, Stanowią
obrazy bliższe inspiracjom z a c z e r p n i ę t y m z r u m u ń s k i e g o
malarstwa. Spotykamy t a m Sw. Eliasza, Wozy
ogniste,
Sądy Ostateczne. Obrazy te są od d w ó c h lat p r z e w a ż n i e
dużego formatu, dochodzące do 60 X 80 c m ( i l . 25). Mają
one bardziej d y n a m i c z n ą kompozycję, czasem b u d o w a n ą
nawet na p r z e k ą t n e j . I s t o t n ą rolę stanowi w nich inter­
pretacja tematu, poszczególne elementy p o z o s t a j ą jednak
bliskie ujęciu tradycyjnemu, podobnie jak dekoracyjna
zasada kompozycji.
Trzeci cykl, najbardziej ambitny, ale t e ż i najbar­
dziej dyskusyjny — to obrazy odchodzące od muzealnych
wzorów, o i n n y m typie rozbudowanej dekoracji. Przewa­
żają w ś r ó d nich obrazy ś w i e c k i e — np. różne wersje
Zalipia, pejzaży budowanych na zasadzie w e r t y k a l n e j
(рэг. np. i l . 26). Z tematyki na poły religijnej szczególnie
udana jest kompozycja Izydora — Oracza, zwarta, dobrze
u p o r z ą d k o w a n a i w y w a ż o n a . Ten c y k l rozpoczęty w nie­
cały rok po podjęciu tradycyjnej t e m a t y k i i wciąż po­
dejmowany maluje P ę k s o w a i n n ą p a l e t ą barw. Dużo t u
zieleni, niebieskości, jasnych b r ą z ó w . Tonacja ż y w a ,
jasna. Takie są też k w i a t y i p t a k i .
Tematy te podejmuje P ę k s o w a r ó w n i e ż w c y k l u
witraży, w y r a ź n i e j u ż traktowanych dekoracyjnie, u s ł u ­
gowo w stosunku do w n ę t r z a .
A r t y s t k a maluje d u ż o , szybko, bez długich n a m y s ł ó w .

I I . 21. Michał Boczek, Rajcza (żywieckie), w o j . bielskie, Ucieczka do Egiptu, w y m . 24 X 39 cm, 1976 г. I I . 22. Maria
K a m i ń s k a , Zakopane, Sw. Franciszek,
w y m . 23 X 23 cm. 1960 r.

П. 23. Pracownia Eweliny P ę k s o w e j w Zakopanem.

bez poprawiania obrazu, toteż bywa n i e r ó w n a , zwłaszcza
w p o c z ą t k o w y c h ujęciach nowego tematu.
Obecnie jest ona najbardziej z n a n ą t w ó r c z y n i ą obra­
zów na s z k l e . Do p a ź d z i e r n i k a 1977 r. m i a ł a 15 w y ­
staw indywidualnych w Polsce, A n g l i i i Szwecji.
29

1

' _

-,

K

0r
E. P ę k s o w a : i l . 24. Ikona
bizantyjska,
w y m . 35 X
X 24 cm, olej na desce, 1967 г. I I . 25, 26. Obrazy na
szkle — Sw. Eljasz, w y m . 78 X 58 cm, 1976 r. i Moje
Tatry, w y m . 58 X 48 cm, 1976 г. I I . 27. Jolanta P ę k s o ­
wa, K i r y k/Zakopanego, Przy warculi,
w y m . 39 X
X 30 cm, 1976 r.
34

W 1976 r. z a d e b i u t o w a ł a jej synowa — J o l a n t a
P ę k s o w a (ur. 1952 г.), śliczna, m ł o d a , w r a ż l i w a dziew­
czyna urodzona w Sopocie. M i e s z k a j ą c w domu Eweliny,
zbliżyła się do malarstwa, p o z n a ł a je, w c h ł o n ę ł a w sie­
bie tak, iż stało się jej d o ś w i a d c z e n i e m . Zaczęła zna­
komicie, nie m u s i a ł a przecież s z u k a ć w z o r ó w w k s i ą ż ­
kach i muzeach, m a l o w a ł a bowiem w klimacie bardzo
bliskim „ t r a d y c y j n y m " obrazom swej teściowej ( i l . 27).
Jest w swych pracach nie mniej g ó r a l s k a , i gdyby ktoś
nie wiedział, nie p o z n a ł b y k t ó r a z p a ń jest r o d o w i t ą ,
a k t ó r a p r z y s z y w a n ą g ó r a l k ą . Obie d o s t a ł y najwyższe
nagrody na konkursie „Rodzina w sztuce ludowej", zor­
ganizowanym w 1977 r. przez P a ń s t w o w e Muzeum Etno­
graficzne w Warszawie (Ewelina I , Jolanta I I n a g r o d ę ) .
Obie p r z y j e c h a ł y na uroczystość rozdania n a g r ó d w g ó ­
ralskich strojach. Ewelina, zwłaszcza od kiedy jest „ l u ­
dowa", zawsze w y s t ę p u j e publicznie w stroju, Jolanta
uczyniła to po raz pierwszy... Nie sądzę, aby to było
potrzebne. Jolanta i bez kostiumu jest d o s k o n a ł ą m a ­
l a r k ą , skupioną, r o z w a ż n ą , o znakomitym poczuciu k o m ­
pozycji, łatwości r y s u n k u i b e z b ł ę d n e j kolorystyce. Znam
wszystkie jej prace i zadziwia mnie ich w y r ó w n a n y .
-

wysoki poziom. Ewelina g ó r u j e nad s y n o w ą rozpiętością
tematyki, śmiałością p o m y s ł ó w , temperamentem i „siłą
przebicia" — ale Jolanta na pewno jej nie u s t ę p u j e
wrażliwością m a l a r s k ą .
Czy jest ludowa? W e d ł u g d a w n y c h k r y t e r i ó w —
nie, skoro jednak uznamy za n a j w a ż n i e j s z y znak ludo­
wości f o r m ę — jest nią na pewno.
S p ó j r z m y na jeszcze jeden p r z y k ł a d , na twórczość
A d a m a S ł o w i ń s k i e g o {ur. 1931 г.). Gdy zaczął
rzeźbić, zaskoczył widzów, nawet e t n o g r a f ó w , p o k a z u j ą c
prace bardzo bliskie dawnym figurom l u d o w o - k o ś c i e l n y m . Nie znając autora, m o ż n a b y ł o sądzić, że są to
autentyczne ludowe ś w i ą t k i . A l e autor nie p r z y p o m i n a ł
w niczym dawnego w i e ś n i a k a , a w y g l ą d a ł miejsko i pra­
cował w jednej z k r a k o w s k i c h bibliotek. Miał w ó w c z a s
35 lat, mieszkanie u r z ą d z o n e ze smakiem, antyki, s t a r ą
p o r c e l a n ę i ś w i e t n i e p a s u j ą c e do tego w n ę t r z a — rzeźby
i kapliczki w ł a s n e j roboty. Czy „ l u d o w o ś ć " tych r z e ź b
b y ł a t y l k o udawana?
3 0

Nie. S ł o w i ń s k i w p o c z ą t k o w y m okresie rzeźbienia,
gdy chciał coś w y k o n a ć , nie u m i a ł wyjść z o b r ę b u ludo­
wych inspiracji. P r ó b o w a ł , ale m u to nie wychodziło.
Bliska m u była tylko forma ś w i ą t k a . Gdy po n i e d ł u g i m
czasie zaczął m a l o w a ć na szkle, znowu okazało się to
samo. Obrazy b y ł y w swej istocie bliskie muzealnym
wzorom, choć już we wczesnych pracach m o ż n a b y ł o
z a u w a ż y ć typowe tylko dla S ł o w i ń s k i e g o cechy — d e l i ­
katny, j a k b y nieco w i b r u j ą c y kontur, liryczny n a s t r ó j
kompozycji, s u b t e l n ą i b o g a t ą k o l o r y s t y k ę .
Nie b y ł y to pastisze, nie b y ł a to inspiracja, do j a ­
kiej p r z y w y k l i ś m y , w k t ó r e j widać z a r ó w n o źródło pod­
niety, jak i e s t e t y k ę , k t ó r e j h o ł d u j e t w ó r c a . Wczesne
obrazy S ł o w i ń s k i e g o w y d a j ą się ludowe, podobnie jak
jego rzeźby, choć nie p r z y p o m i n a j ą żadnej znanej grupy.
Dawniej, gdy inteligent sięgał do ludowego źródła
inspiracji, czynił to, by je zbliżyć do konwencji a r t y ­
stycznej danego okresu, by je „uszlachetnić". Ale S ł o ­
w i ń s k i niczego nie uszlachetnia, nie poprawia. Zwyczaj­
nie jest sobą, w ł a ś n i e w ramach ludowej f o r m u ł y sztuki.
U t o ż s a m i a się z nią — bez ż a d n e j egzaltacji czy k o m ­
pleksu. Od niej w y c h o d z ą c , rozwija swój w ł a s n y ś w i a t
malarski, podejmuje stopniowo zadania coraz bardziej
odległe od dawnych góralskich tradycji. Sięga do wzo­
r ó w rokokowych, a w arabesce k r e s k i czy s k r ę c i e postaci
w y c z u ć m o ż n a nawet ślady z a i n t e r e s o w a ń manieryzmem.
W okresie ostatnich 2—3 lat z a i n t e r e s o w a ł a go m i n i a ­
tura perska, indyjska, tematy Wschodu. P r z e k ł a d a je na
język kompozycji o b r a z ó w na szkle.
A b y zrozumieć fenomen Słowińskiego, trzeba sięgnąć
do lat jego młodości, do k l i m a t u w k t ó r y m u k s z t a ł t o w a ł a
się jego artystyczna osobowość. Urodził się i w y c h o w a ł
na Podhalu, w rodzinie bardzo licznej, utalentowanej,
w k t ó r e j s z t u k ą z a j m o w a ł się po trosze k a ż d y z 18 braci
i sióstr. M a t k a p r o w a d z i ł a s ł y n n ą k a r c z m ę w K i r a c h ,
dzieciństwo u p ł y n ę ł o więc S ł o w i ń s k i e m u w atmosferze
nasyconej g ó r a l s k ą i c y g a ń s k ą m u z y k ą , w b a r w n e j i nie­
powtarzalnej scenerii Podhala. Do szkół chodził w Zako­
panem, a gdy m i a ł 20 lat, w y j e c h a ł do K r a k o w a , gdzie
u k o ń c z y ł p o l o n i s t y k ę , po czym p o d j ą ł p r a c ę w b i b l i o ­
tece. Nie z e r w a ł jednak więzi ani z domem, ani z k u l ­
t u r ą , w k t ó r e j -się w y c h o w a ł .
Często, gdy tylko mógł — jeździł ido m a t k i : na P o d ­
halu czuł się najlepiej.
Miasto, ze s w ą a g r e s y w n o ś c i ą , zgiełkiem, pospiesz­
nym r y t m e m życia s p r a w i ł o , że zaczął s z u k a ć w n i m
azylu, domu, w k t ó r y m by się czuł spokojny, pracy —
k t ó r a by m u d a ł a w e w n ę t r z n ą satysfakcję. Zaczął rzeź­
bić, potem m a l o w a ć .
35

Malarstwa na Szkle K a r p a t Polskich. W m y ś l założeń
regulaminowych, sygnowanych przez Departament Pla­
styki Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki, celem konkursu
m i a ł być (§ 1/1): „ P r z e g l ą d współczesnego malarstwa na
szkle t w ó r c ó w ludowych z a m i e s z k u j ą c y c h regiony górskie
województw..." W § 2/1 w y r a ź n i e określono, iż: „W K o n ­
kursie może b r a ć udział k a ż d y t w ó r c a ludowy, zamiesz­
k a ł y na terenie objętym konkursem". Tymczasem okazało
się, że nie jest ł a t w o stwierdzić, k t o jest t w ó r c ą ludowym.
Muzeum przyjęło w y k ł a d n i ę bardzo szeroką, tak szeroką,
że praktycznie e l i m i n u j ą c ą jedynie osoby m a j ą c e studia
plastyczne. Zaakceptowano nawet udział etnografa pra­
cującego w Muzeum (!).
R ó w n i e ż j u r y rozdzieliło nagrody nie licząc się z t y m ,
komu je w r ę c z a . Podzieliło ono u c z e s t n i k ó w na d w i e
grupy, k i e r u j ą c się ich s t o s u n k i e m d o
tradycji.
Do grupy pierwszej zaliczono twórczość n a w i ą z u j ą c ą do
tradycyjnego malarstwa na szkle, do drugiej — prace,
w k t ó r y c h n a w i ą z a n i a takie nie w y s t ę p u j ą . P o m i n i ę t o
przy t y m pochodzenie a u t o r ó w , ich k u l t u r o w ą otoczkę,
a nawet p o w ó d i charakter n a w i ą z a n i a do miejscowych
tradycji. W jednej grupie znaleźli się w ten sposób za­
r ó w n o Zofia R o j - G ą s i e n i c a , Ewelina P ę k s o w a , j a k i ma­
lujący ł a d n e pastisze etnograf Muzeum — Piotr Pio­
t r o w s k i . Wszyscy o n i otrzymali pierwsze nagrody.

И. 28. Maria B i e r n a c i k - Ć w i k ł o , Zakopane, Sw.
Archanioł,
w y m . 36 X 29 cm, 1976 r.

Michał

N i e p r z e c i ę t n a w r a ż l i w o ś ć , a nawet pewna bezrad­
ność, n i e u m i e j ę t n o ś ć agresywnego przebijania się przez
życie s p r a w i ł y , że twórczość stała się dla S ł o w i ń s k i e g o
swoistą ucieczką, powrotem w ś w i a t
młodzieńczych
d o z n a ń , w k l i m a t domu nasyconego g ó r a l s k ą sztuką.
Był j a k emigrant, k t ó r y i m silniej odczuwa s w ą samot­
ność w n o w y m ś r o d o w i s k u , t y m bardziej utwierdza w
sobie ś w i a d o m o ś ć z w i ą z k u z r o d z i m ą k u l t u r ą .
Na twórczości S ł o w i ń s k i e g o z a w a ż y ł y więc trzy pod­
stawowe c z y n n i k i : p o d g l e b i e — ż y w a więź z l u ­
dową kulturą; c e c h y o s o b o w o ś c i — wrażliwość,
brak przebojowości, a nawet t r u d n o ś c i adaptacji w no­
w y m ś r o d o w i s k u ; c h a r a k t e r u z d o l n i e ń — a więc
przede wszystkim w y b i t n y talent kolorystyczny, talent
u j a w n i a j ą c y się nie w bujnej fantazji, lecz w subtelnym
przetworzeniu m o t y w ó w już istniejących.
31

Jeszcze o jednym trzeba w s p o m n i e ć , gdy się m ó w i
o rozwoju osobowości t w ó r c z e j malarza — o fascynacji
a r t y s t ą i c z ł o w i e k i e m , z k t ó r y m z w i ą z a n y jest od lat
najgłębszą p r z y j a ź n i ą . Jest n i m znakomity scenograf
Andrzej Majewski. K o n t a k t t y c h d w ó c h ludzi nie mógł
pozostać bez w p ł y w u na ich twórczość. U S ł o w i ń s k i e g o
z a w a ż y ł zapewne na nieco manierystyczno-rokokowej
galanterii o b r a z ó w , zwłaszcza późniejszych.

Decyzja j u r y n a r u s z a ł a regulaminowe wytyczne, cho­
ciaż m i a ł a swe merytoryczne uzasadnienie. Zamiast usta­
lać, kto jest ,,ludowy", a kto n i m nie jest, poprzestano
jedynie na ocenie stylistyki prac.
K r y t y k u j ę więc nie sens decyzji, ale jej niedopusz­
czalność z formalnego p u n k t u widzenia. Spowodowano
bowiem s y t u a c j ę p r e m i u j ą c ą osoby, k t ó r e wiedząc, iż nie
są „ l u d o w e " , z a r y z y k o w a ł y udział (czasem w r ę c z z a c h ę ­
cone przez o r g a n i z a t o r ó w ) , natomiast pozbawiono szans
nagrody i zobaczenia swych prac na wystawie a m a t o r ó w
t r a k t u j ą c y c h regulamin na serio.
P o m i j a j ą c ten fakt, trzeba konkurs ocenić wysoko.
Nie n a r z u c a j ą c t e m a t y k i , pozwolił on m a l u j ą c y m na
w y p o w i e d ź stosunkowo szczerą, w k a ż d y m razie ś w i a d ­
czącą o t y m , co u w a ż a l i za wskazane zgłosić na konkurs.
Objął on większość osób m a l u j ą c y c h obecnie na szkle,
zgłosiło się bowiem 65 osób d o r o s ł y c h i 32 w w i e k u do
lat 17. N a d e s ł a l i oni 416 o b r a z ó w . M o ż n a więc t r a k t o ­
w a ć i m p r e z ę r a b c z a ń s k ą za m i a r o d a j n ą dla oceny obec­
nego stanu zjawiska, m i m o iż w r ó ż n y c h rejestrach po­
wojennych (muzeów, M K i S , I n s t y t u t u Sztuki) p o j a w i ł o
się w sumie ok. 320 nazwisk. Wielu ludzi m a l o w a ł o
jednak bardzo k r ó t k o , t y l k o na kursach, względnie w y ­
s t a w i a ł o tylko jeden raz.
3 2

Oczywiście i w Rabce p o j a w i ł y się nazwiska osób,
k t ó r e tylko z racji konkursu s p r ó b o w a ł y techniki ma­
lowania na szkle, normalnie w y p o w i a d a j ą c się w i n n y m
materiale {np. Albina Żołnierska).

Czy S ł o w i ń s k i jest „ l u d o w y " ? Podobnie jak i n n i ma­
larze na szkle — w pewnych elementach i n i e k t ó r y c h
obrazach t a k , w innych n i e . Trudno więc o jedno­
znaczną klasyfikację. Nie sądzę zresztą, aby d ą ż e n i e do
takiej jednoznaczności było potrzebne i w a ż n e . S ł o w i ń s k i
jest po prostu a r t y s t ą , d r a ż l i w y m , ciekawym, choć dzia­
ł a j ą c y m w w ą s k i e j p r z e d z i a ł c e swych z a i n t e r e s o w a ń i
możliwości wyrazowych, a r t y s t ą z w i ą z a n y m emocjonalnie
z ludową tradycją.

Prace pokazano w s z y s t k i e . W t r o c h ę mrocznym
w n ę t r z u starego kościółka, zamienionego na muzeum.
Nie u s u n i ę t o niczego, nawet kiczów. O b n i ż y ł o to poziom
artystyczny wystawy, p o d w a ż a j ą c zapewne jej rolę w
k s z t a ł t o w a n i u postaw estetycznych odbiorcy, ale zarazem
uczyniło z tej wystawy bardzo i n t e r e s u j ą c y p r z e g l ą d
rzeczywistego stanu malarstwa na szkle i r ó ż n y c h ten­
dencji estetycznych. Dało to s z a n s ę zorientowania się
w c a ł y m dorobku konkursu. P r z y j m u j ą c więc t ę w y s t a ­
w ę jako p u n k t wyjścia, u z u p e ł n i o n y i n n y m i wiadomo­
ściami, zgromadzonymi w Pracowni Sztuki Nieprofesjo­
nalnej I n s t y t u t u Sztuki P A N — s p r ó b u j m y d o k o n a ć
klasyfikacji t y p ó w współczesnej twórczości na szkle.

O t r u d n o ś c i p o d z i a ł u na t w ó r c ó w ludowych i ama­
t o r ó w świadczy też p r z y k ł a d I K o n k u r s u Współczesnego

Klasyfikacja taka zależna jest oczywiście od przy­
jętej zasady podziału, od tego, j a k i e przyjmiemy k r y t e -

36

П. 29. Anna Janowiak, J a b ł o n k a , Matka Boska
w y m . 30 X 34 cm, 1977 r.

r i a : osobę wykonawcy, stosunek do t r a d y c j i , k r ą g k u l t u ­
rowy, m o t y w twórczości czy cechy stylistyczne.
Najbardziej u ż y t e c z n y w t y m t e k ś c i e wydaje się po­
dział, b i o r ą c y za p u n k t wyjścia s t o s u n e k d o
tra­
d y c j i , z a r ó w n o ludowej, jak i sztuki „ k w a l i f i k o w a n e j " .
W ramach tego p o d z i a ł u postaramy się (tam, gdzie to
możliwe) omówić prace tzw. t w ó r c ó w l u d o w y c h , ama­
torów i profesjonalistów.
33

I. T W Ó R C Z O Ś Ć N A W I Ą Z U J Ą C A DO T R A ­
DYCYJNYCH
LUDOWYCH
FORM
I
ZA­
SAD
KOMPOZYCJI
a — k o p i e i p a s t i s z e . G r u p ę tę reprezentuje
m.in. wspomniany już K a r o l Oskwarek. Pod jego w p ł y ­
wem, a t a k ż e pod w p ł y w e m malarstwa grupy orawskiej
znajduje się K a r o l K u l a w i a k z Zubrzycy Dolnej (obecnie
mieszka w USA).
Obrazki bardzo bliskie wzorom pokuckim maluje w
K r a k o w i e Jan K r c h a , syn znanego malarza — Emila.
Niestety jego pastisze są dość ubogie i surowe w kolo­
rze, co obniża ich w a r t o ś ć .
Kopie zabytkowych o b r a z ó w w y k o n y w a ł o i w y k o ­
nuje wielu malarzy z a r ó w n o ludowych, jak i s t u d e n t ó w
uczelni plastycznych. Po wojnie pierwsza w y k o n y w a ł a
kopie muzealne Helena R o j - K o z ł o w s k a . M a l o w a ł a je też
Helena Roj-Ciaptakowa, a w późniejszych latach Ewe­
lina P ę k s o w a . Obecnie k o p i u j ą dawne obrazy m.in. Zofia
R o j - G ą s i e n i c a , Janina C z e c h - K a p ł a n o w a oraz S t a n i s ł a w a
Czech-Walczakowa. Kopie w y k o n u j e też wielu d o s t a w c ó w
o b r a z ó w do RBS Cepelia.

z

Dzieciątkiem,

Spośród p l a s t y k ó w zawodowych — m a l o w a ł a w Za­
kopanem kopie Wanda G e n t i l - T i p p e n h a u e r
zarówno
dla w ł a s n e j satysfakcji (miała kilkanaście w swoim po­
koju) jak i dla znajomych oraz na sprzedaż. Dla w ł a s n e j
przyjemności maluje obrazy-pastisze zbieracz sztuki l u ­
dowej, doc. Zbigniew Kowalewski z ASP w K r a k o w i e .
Ok. 1972 r. p o j a w i ł y się na bazarze w Warszawie
niewielkiego formatu d o s ł o w n e kopie dawnych o b r a z k ó w
dolnośląskich. Prawdopodobnie malowano je w celach
zarobkowych przy k t ó r y m ś z k l a s z t o r ó w , na podstawie
dawnych wzorów. Jeden z nich przez o m y ł k ę sprzedane
wraz z r e p l i k ą . K u p i ł je znany zbieracz L u d w i g
Zimmerer.
34

35

b — kontynuacja
zasadniczych
cech
i
form
malarstwa
tradycyjnego.
W najczy­
stszej postaci w y s t ę p u j e na Podhalu. P r z y k ł a d e m —
znaczna część twórczości Zofii R o j - G ą s i e n i c y , S t a n i s ł a w y
Czech-Walczakowej, a zwłaszcza Eweliny
i Jolanty
P ę k s o w y c h . Poza J o l a n t ą — wszyscy i n n i p o d e j m u j ą
r ó w n i e ż p r ó b y bardziej samodzielnych kompozycji, nieraz
odbiegających znacznie od tradycyjnych s c h e m a t ó w k o m ­
pozycyjnych i kolorystycznych.
Do tradycyjnych w z o r ó w n a w i ą z u j ą też w wielu
pracach: M a ł g o r z a t a T a r n o w s k a - W i e c h e ć (ur. 1953 r.)
z Nowego Targu; B r o n i s ł a w Bednarz (ur. 1927 r.) ze
Skrzypnego; Jan Rapciak (ur. 1922 r.) z P o r ę b y W i e l ­
kiej, Maria B i e r n a c i k - C w i k ł o , Marta Gombos.
Spośród i n t e l i g e n t ó w — do grupy tej zaliczyć m o ż n a
wczesną twórczość Adama S ł o w i ń s k i e g o . Wśród malarzy
zawodowych najbliższy formom tradycyjnym był Stani­
sław Kuba Kostynowicz, plastyk warszawski, m a l u j ą c y
w ciemnych tonacjach barwnych.
37

O wiele więcej prac zaliczyć
grupy, k t ó r ą stanowi:

można

do

następnej

с — twórczość rozszerzająca
krąg
tema­
t y c z n y , p r z e ł a m u j ą c ą np. s t a t y k ę
układu,
typ dawnej kolorystyki — przy
zachowa­
niu
jednak
częściowego
związku
z tra­
dycją.
Do tej grupy zaliczam przede wszystkim p o k a ź n ą
część twórczości H . R o j - K o z ł o w s k i e j , w k t ó r e j podejmuje
ona t e m a t y k ę o b r z ę d o w ą , a zwłaszcza h i s t o r y c z n ą , całego
J. Jachimiaka, cykle ś w i e c k i e Eweliny P ę k s o w e j , np.
takie obrazy, jak Zalipie (1973) — i l . 26 czy Moje Tatry,
а t a k ż e wszystkie dzieła W ł a d y s ł a w a Walczaka, Zdzisła­
wa Walczaka, Janiny Jarosz. P u n k t e m wyjścia jest dla
nich wzór tradycyjny, ale interpretowny swobodnie.
Szczególnie w a r t o ś c i o w e w y d a j ą się w tej grupie
prace Jachimiaka, P ę k s o w e j oraz W ł a d y s ł a w a Walczaka,
g ó r a l a z Zakopanego, k t ó r y samodzielnie w y p r a c o w a ł
sobie w ł a s n ą f o r m u ł ę malarstwa. W a l c z a k (ur. 1934),
jest j e d n y m z ciekawszych t w ó r c ó w . N i e szafuje roz­
rzutnie p o m y s ł a m i , obrazy o b m y ś l a d o k ł a d n i e i długo,
kolor stosuje oszczędne i z d u ż y m wyczuciem, np. czer­
nie '— złoto i fiolet lub tonacja: b r ą z y , czernie, złoto.
Obrazy jego są dobrze w y w a ż o n e w kompozycji, syn­
tetyczne, zwarte, p r z e m y ś l a n e w szczególe. Tematy długo

I I . 30. W i t o l d Mizerski, Piaski, w o j . lubelskie, Upadek pod krzyżem,
w y m . 38 X 25 cm, 1972 r.
I I . 31. Piotr Piotrowski, Rabka, Zmartwychwstanie,
w y m . 37 X 46 cm, 1976 r.

31

cyzeluje, potem z gotowego p o d k ł a d u rysunkowego w y ­
konuje k i l k a —• k i l k a n a ś c i e o b r a z ó w , różniących się już
tylko k o l o r y s t y k ą .
36

Walczak był r o l n i k i e m , potem p r a c o w a ł jako pa­
lacz, maluje oczywiście dla zarobku, ale z dużą a m b i c j ą
i z a a n g a ż o w a n i e m . Zaczął m a l o w a ć w 1962 г., by popra­
wić swą s y t u a c j ę m a t e r i a l n ą , ale przez niemal pięć lat
nikomu nie p o k a z y w a ł o b r a z ó w , powoli w p r a w i a ł się.
Dopiero, gdy doszedł do wniosku, że „ u m i e " , zaczął swe
prace w y s t a w i a ć i s p r z e d a w a ć . Wciąż zresztą p r z e ż y w a
okresy niepokoju, niezadowolenia. Szuka w ó w c z a s no­
wych r o z w i ą z a ń . W 1976 r. o t r z y m a ł n a g r o d ę i m . Oskara
Kolberga. W 1977 r. — p o k a z a ł na wystawie w Zako­
panem nowy, bardzo ł a d n y c y k l obrazów.
Poza Walczakiem, k t ó r y nie ma n a ś l a d o w c ó w , R o j - K o z ł o w s k a , Jachimiak a ostatnio i Ewelina P ę k s o w a
oddziałali w sposób w y r a ź n y na twórczość innych mala­
rzy. Stali się dla nich wzorem. Tak więc w p ł y w y obra­
zów R o j - K o z ł o w s k i e j odnajdujemy u jej siostrzenicy —
Ciaptakowej, u Zofii G ą s i e n i c a - S z e l i g o w e j , w pracach
W ł a d y s ł a w a Koszarka (ur. 1929 г.), w n i e k t ó r y c h obra­
zach Zofii R o j - G ą s i e n i c y , Jana Jaroszka, Janiny Czech- K a p ł a n o w e j . Jachimiak i n s p i r o w a ł Z d z i s ł a w a Walczaka,
Jana Jarosza i Adama Doleżuchowicza, a w p e w n y m
okresie (1963) nawet art. m a l a r k ę W a n d ę Gentil-Tippenh a u e r o w ą . W p ł y w y Eweliny P ę k s o w e j na J o l a n t ę tak
są widoczne, że na pierwszy rzut oka trudno odróżnić
n i e k t ó r e ich obrazki.
I n t e r e s u j ą c ą p o s t a c i ą jest Z d z i s ł a w
Walczak
(ur. 1926 r. w Jarszowej) . C e n i ę go jako człowieka
n i e z w y k ł e j solidności, ambitnego i zafascynowanego g ó ­
r a l s k ą przeszłością. Gdy zaczęto niszczyć stare szałasy
na halach, potajemnie w k r a d a ł się na teren P a r k u
Narodowego, aby je fotografować i d o k u m e n t o w a ć . M a ­
lować na szkle n a u c z y ł się na kursach prowadzonych
w Z w i ą z k u Podhalan przez Jachimiaka. Przedtem w y ­
k o n y w a ł na papierze kopie... Rubensa. Z a i n t e r e s o w a ł a
go jednak rodzima tradycja. F a n t a z j ę ma b o g a t ą , tematy
traktuje często z humorem, satyrycznie. K ł ę b i ą się na
jego obrazach postacie górali, chłopy o b ł a p i a j ą baby,
zbójcy srożą się, a w scenach z Raju — w ł ą c z a j ą się
w ogólny ruch t a k ż e z w i e r z ę t a , niczym w „ D ż u n g l a c h "
Ociepki.
37

Walczak ma d w a — biegunowo r ó ż n e — wzory. T r a ­
dycyjny
i współczesny — ilustratorsko-fotograficzny.
Czym bliższy jest tradycji, t y m bardziej prace jego są
zdyscyplinowane. A l e i tam, gdzie p r z e w a ż a j ą jego
skłonności narracyjne, wiodą one nieraz autora na ma­
nowce złego ilustratorstwa, maluje wtedy obrazy, w k t ó ­
rych pomijając wszystko inne — gubi się specyfika ma­
lowania na szkle (konkurs w N . Sączu, 1976 г.).
Bardzo i n t e r e s u j ą c e są też w tej grupie obrazy
Bronisława
B e d n a r z a (ur. 1927) utrzymywane
w konwencji dekoracyjnej, rozbudowane kompozycyjnie
i operujące
liściastym ornamentem, o d b i e g a j ą c y m w
swym charakterze od tradycyjnych o b r a z ó w ( i l . 18).
S p o ś r ó d a m a t o r ó w w y r ó ż n i a j ą się w tej grupie K r y ­
styna Czaykowska i Janina S i e r o s ł a w s k a z Rabki,
zwłaszcza w pracach w y k o n y w a n y c h na sprzedaż dla
Cepelii. Czaykowska (ur. 1929 r.) najciekawsza jest j e d ­
nak w pracach odbiegających od tradycyjnych wzorów.
Operuje m i ę k k ą , czasem r o z p ł y w a j ą c ą się p l a m ą b a r w n ą
i w swych obrazach pokazuje n i e p r z e c i ę t n ą w r a ż l i w o ś ć
m a l a r s k ą . Nie stosuje na ogół k o n t u r u .
W tej grupie w y m i e n i ć r ó w n i e ż m o ż n a amatora
Piotra C h r a c ę . Stosuje on często złote tła, co w y r ó ż n i a
jego obrazy. Do tej grupy zaliczyłbym też obrazy Adama

S ł o w i ń s k i e g o z dojrzałego okresu jego twórczości, od­
chodzące od tradycyjnych w z o r ó w , oraz prace K r y s t y n y
Zabierzewskiej, zwłaszcza te, w k t ó r y c h wprowadza
efekty „ n e o n o w e " , ś w i e c ą c y się kontur ( K r a k ó w 1977,
wystawa w czasie T a r g ó w Sztuki Ludowej, K r a m y Do­
minikańskie).
W ś r ó d zawodowych p l a s t y k ó w należy tu w y m i e n i ć
przede wszystkim Andrzeja G a ł k a z Zakopanego, k t ó r y
s t w o r z y ł w ł a s n y styl o b r a z ó w p r z e d s t a w i a j ą c y c h sceny
folklorystyczne, a przede wszystkim zbójnickie. Dekora­
cyjne, p i ę k n e w kolorze, dobrze zakomponowane przez
k i l k a n a ś c i e lat zdobiły sklepy Cepelii. W stylu o b r a z k ó w
G a ł k a maluje obecnie art. plastyk P a w e ł Karasek.
d — twórczość inspirowana tylko pewny­
mi
cechami
sztuki
ludowej,
np.
typem
rozwiązań dekoracyjnych, motywami
haf­
tu, d r z e w o r y t u .
J a n i n a S i e r o s ł a w s k a (ur. 1921 г.), zachęcona
do malowania przez o r g a n i z a t o r ó w konkursu w Rabce,
inspiruje się nie t y l k o Podhalem. W Rabce p o k a z a ł a np.
Ucieczkę
do Egiptu, obraz, w k t ó r y m pejzaż s k ł a d a się
z czerwonych, żółtych i zielonych ł a n ó w na p o d o b i e ń ­
stwo łowickiego pasiaka. Była to p r ó b a bardzo ciekawa.
W ogóle S i e r o s ł a w s k a w y r a ź n i e różni się od innych g a m ą
k o l o r y s t y c z n ą . Może j a k i m ś w y t ł u m a c z e n i e m tego jest to,
iż urodziła się ona we L w o w i e .
Do w a r t o ś c i dekoracyjnych sztuki ludowej n a w i ą ­
zują m a l a r k i z Paszyna. W Koszalinie dekoracyjne obraz­
k i o tematyce sakralnej i historycznej maluje Szarlota
Makucka.
Drzeworyt ludowy, k o ł t r y n a , haft kaszubski — sta­
n o w i ą r ó w n i e ż źródło inspiracji obrazów. Drzeworyt i n ­
spiruje np. Tomasza Bigosa z K r o ś c i e n k a . R ó w n i e ż u k ł a d
dekoracyjny i ekspresja o b r a z ó w Andrzeja K r ó l a oraz
n i e k t ó r e elementy ornamentalne w pracach Wandy Rzegocińskiej k a ż ą myśleć o l u d o w y m ich źródle. Bardzo
ł a d n e i w y r a ź n i e wzorowane na
ludowej sztuce są
obrazy na szkle Danuty Piotrowskiej ze Szczecina, inteligentki w y k o n u j ą c e j t a k ż e zbliżone w kompozycji obrazy
haftowane.
Spośród a r t y s t ó w - p l a s t y k ó w na szczególną u w a g ę
z a s ł u g u j e Leokadia P ł o n k o w a , k t ó r a znakomicie rozumie
o d r ę b n o ś ć techniki malowania na szkle, a kolor dopro­
wadziła do zadziwiającej perfekcji. Jej ś w i ą t k i w swym
wyrazie bliskie s ą l u d o w y m legendom. P ł o n k o w a maluje
niewiele, zawsze u t r z y m u j ą c się w ramach swego stylu.
Nigdy jednak nie stylizuje „na ludowo".
Czyni to m.in. Jadwiga Marschalko-Kosalowa z N o ­
wego Sącza, najbardziej wyrazista reprezentantka na­
s t ę p n e j grupy, k t ó r ą s t a n o w i ą :
e — s t y l i z a c j e s z t u k i l u d o w e j . Ze stylizacji
„na ludowo" w y m i e n i ć jeszcze c h c i a ł b y m prace art.
plastyka, g ó r a l a z pochodzenia — W ł a d y s ł a w a Trzebuni.
c.d.n.

PRZYPISY
1

O d a w n y m malarstwie pisali m.in. Józef Gra­
bowski, Ludowe malarstwo na szkle, W r o c ł a w 1968; Jo­
sef Vydra, Die Hinterglassmalerei,
Praha 1957; Hanna
P i e ń k o w s k a , Podtatrzańskie
obrazy na szkle, Warszawa
1961.
Kupuje się niekiedy obraz swego patrona. Pół
serio, pół ż a r t e m , jak emblematy ze swoim znakiem
zodiaku.
2

39

П. 32. A d a m Słowiński, K r a k ó w , Panna

3

młoda, w y m . 38,5 X 28,5 cm, 1976 г. I I . 33. Obraz orawski, Sw.
w y m . 34,4 X 25,2 cm, ok. 1920 r.

Pojęcie „ l u d " nie jest dziś akceptowane jako w y ­
r ó ż n i k o k r e ś l o n y c h ś r o d o w i s k . Nie m ó w i się „ n a w o z y
dla ludu", t y l k o „dla w s i " i t d . Pojęcie „ l u d " zbliża się
w odczuciu powszechnym do pojęcia „ n a r ó d " , często
u ż y w a n e wymiennie. W y s t ę p u j e też w k o n t e k ś c i e histo­
r y c z n y m lub etnograficznym, obecnie — w odniesieniu
do tradycyjnej sztuki chłopskiej lub jej współczesnej
„ c e p e l i o w s k i e j " wersji.
Por. Konstanty Kietlicz-Rayski, Sztuka
góralska
na Podhalu, L u b l i n 1928.
s Michał Walicki, Obrazy ludowe z Podhala, „Wiek",
R. X X , 1928, nr 19.
Polskie życie artystyczne
w latach 1915—1939, pra­
ca zbiorowa pod red. Aleksandra Wojciechowskiego,
W r o c ł a w — W a r s z a w a 1974, s. 34.
Różnice stosunku f o r m i s t ó w i Kietlicz-Rayskiego
do o b r a z ó w na szkle polegały na odmiennej ocenie w a r ­
tości tych o b r a z ó w . Dla Skoczylasa lub Czyżewskiego
były to w swoim rodzaju d o j r z a ł e dzieła sztuki, podczas
gdy Kietlicz-Rayski widział w nich
„niefrasobliwość,
u j a w n i a j ą c ą się w naiwnych ujęciach p o m y s ł u i rysunku,
a pochodzącą z n i e u m i e j ę t n o ś c i w ł a d a n i a f o r m ą u osob­
n i k ó w bądź co b ą d ź obdarzonych talentem i ognistym
temperamentem". F o r m i ś c i rozumieli
z a s a d ę budowy
formy tych obrazów, ich deformacje, e k s p r e s j ę — Rayski
p r z y j m o w a ł t y l k o w a r s t w ę najbardziej widoczną, i l u ­
stracyjną.
Informacja ta, jak r ó w n i e ż n a s t ę p n e , została m i
z w i e l k ą życzliwością udzielona przez p. mgr H e l e n ę
S r e d n i a w ę , za co s k ł a d a m jej na t y m miejscu serdeczne
podziękowanie.
Informacja z listu otrzymanego od p. H . Srednia­
w y , oparta na relacji rodziny K . Steckiego w Zako­
panem.
O Michale S t a ń k o i n f o r m o w a ł mnie B r o n i s ł a w
Cukier, prezes Stowarzyszenia T w ó r c ó w Ludowych, ba­
dacz historii r o d ó w z a k o p i a ń s k i c h , kowal-metaloplastyk.
P o k a z a ł m i r ó w n i e ż dwa obrazy na szkle S t a ń k i , malo­
wane w 1926 r.
4

6

7

8

9

1 0

40

Rozalia,

O S t a ń c e pisała W. Tippenhauer w „ D z i e n n i k u Pol­
skim", 1961 г., nr 163.
1 1

Informacja w liście p. H . Sredniawy. W latach
m i ę d z y w o j e n n y c h Szostak m a l o w a ł dużo, p r z e w a ż n i e były
to sceny folklorystyczne, ale utrzymane w
konwencji
bliskiej sztuce profesjonalnej.
12

Informacja w liście p. S t a n i s ł a w y Czech-Walczakowej, k t ó r e j w t y m miejscu p r a g n ę serdecznie podzię­
k o w a ć za życzliwość i trud, j a k i sobie zadała, aby udzie­
lić odpowiedzi na moje pytania. List ten wnosi tyle
i n t e r e s u j ą c y c h u s t a l e ń , że redakcja z d e c y d o w a ł a się opu­
b l i k o w a ć go w obecnym numerze „Polskiej Sztuki L u ­
dowej".
"

Jw.
O metodzie Buszka patrz: S t a n i s ł a w Ignacy W i t ­
kiewicz, Teoria Antoniego
Buszka i pewne
wątpliwości
co do niej w kwestii odrodzenia sztuki czystej [w:] Nowe
formy malarstwa
i inne pisma estetyczne,
Warszawa
1959 r.
Edyta Starek, Twórczość
Heleny
Roj-Kozlowskiej,
„Pol. Szt. lud.", R. V I , 1952, nr 1.
Informacji udzieliła m i uprzejmie w listopadzie
1976 r. p. Zofia R o j - G ą s i e n i c a .
Zycie i twórczość Heleny R o j - K o z ł o w s k i e j oma­
wia m.in. E. Starek,
Twórczość...
O p i s u j ę fazy twórczości zgodnie z ustaleniem
E. Starek w cyt. w y ż e j artykule.
Uproszczone p r ó b y klasowego spojrzenia na a r t y ­
styczną k u l t u r ę l u d o w ą , jakie m i a ł y miejsce w t y m okre­
sie, s p r o w a d z a ł y się do tego, że postulowano istnienie
z a r ó w n o dawnych, j a k i w s p ó ł c z e s n y c h dzieł sztuki chłop­
skiej, u k a z u j ą c y c h z całą ostrością ucisk wsi, w a l k ę
k l a s o w ą . Tymczasem w plastyce chłopskiej tematy te
w zasadzie nigdzie nie w y s t ę p o w a ł y bezpośrednio. Znamy
jedynie p a r ę k a f l i mazurskich i jedno m a l o w i d ł o na
drzwiach z X V I I / X V I I I (?) w., p r z e d s t a w i a j ą c e
kon­
f l i k t m i ę d z y c h ł o p e m a panem. Nie dostrzegano, że w ł a ś 14

15

16

1 7

18

19

nie z e p c h n i ę t a w ó w c z a s w cień rzeźba ludowa o tema­
tyce sakralnej więcej mogła p o ś r e d n i o
powiedzieć
o c h ł o p s k i m losie, niż wszelkie tworzone w pięćdziesią­
tych latach ś w i a d e c t w a ex-post, łącznie z obrazkami
Roj-Kozłowskiej.
Roman Reinfuss, Kursy
malowania
obrazów
na
szkle, „Pol. Szt. lud.", R. V, 1951, nr 1, s. 61.
В. В., Współczesne
obrazy na szkle z Jabłonki
na
Orawie, „Pol. Szt. lud.", R. I I , 1948, nr 2; Norbert L i p p ó czy, Oskwarek
znowu maluje, „Pol. Szt. lud.", R. X I V ,
1960, nr 2. H . Sredniawa zwróciła m i u w a g ę , na to, iż
koloryt o b r a z ó w powojennych Oskwarka w y n i k a ł nie
z jego u p o d o b a ń , ale z braku odpowiednich farb, t r u d ­
nych do nabycia w latach powojennych.
Helena Sredniawa, Helena
Roj-Ciaptakowa

malarka na szkle. 1924—1968, „Pol. Szt. lud.", R. X X I X ,
1970, nr 2.
Wanda Gentil-Tippenhauer, Wystawa obrazów
na
szkle Jana Jachimiaka,
„Pol. Szt. lud.", R. X I I I , 1959,
nr 1/2; Józef Grabowski, Artysta dwojga imion, „ K u l t u ­
ra", 5.1.1969 r.;Roman Wójcik, Jan Jachymiak,
„Chłopska
Droga", nr 92, 17.XI.1968 r. O Jachimiaku n a k r ę c i ł 3-minutowy f i l m w 1958 r. Konstanty Gordon, Jan
Hybaj
haw Jachimiak
— twórca szklanych
bajd. O malarstwie
Jachimiaka pisali wiersze: A d a m Pach, S t a n i s ł a w N ę d z a -Kubiniec. Spory zestaw prac artysty ma P a ń s t w o w e
Muzeum Etnograficzne w Warszawie, k i l k a n a ś c i e — nie
najlepszych — Muzeum T a t r z a ń s k i e w Zakopanem. 14
o b r a z ó w — Stacji — znajduje się w kaplicy na Ja­
szczurówce.
Np. Marek Jaworski, Picasso
z
Tylmanowej,
„Współczesność", nr 15, 19.VII—1.VIII.1967; W ł a d y s ł a w a
Maiewska. Picasso z Tulmanoioej, „Nowa Wieś", 23.III.
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

1969. Te same t y t u ł y : „Dziennik ludowy", 9.II.1969; „Zie­
lony Sztandar", 28.V.1969. Por. też „ITD", 28.X.1962.
P a u l Waggoner Gallery, 2269, К. L i n c o l n Ave.
Wystawa malarstwa
na szkle. Muzeum T a t r z a ń ­
skie w Zakopanem, Centralne Biuro Wystaw Artystycz­
nych. Katalog. Zakopane, w r z e s i e ń 1960 r.
Helena Sredniawa, w s t ę p do: Malarstwo
na szkle.
Katalog
wystawy
pokonkursowej,
Muzeum T a t r z a ń s k i e
w Zakopanem. Zakopane 1968. Tejże: Współczesne
pod­
halańskie
malarstwo na szkle. Materiały
z wystawy
po­
konkursowej
w Zakopanem,
„Pol. Szt. lud.", R. X X I V ,
1970, nr 3/4.
Ewelina P ę k s o w a , Malarstwo
na szkle. B W A i
STL, s i e r p i e ń 1977. W s t ę p : Anna Bełzowa.
Malarstwo
na szkle Eweliny
Pęksowej.
Muzeum
Etnograficzne w Krakowie, listopad 1972 r. W s t ę p : Ro­
man Reinfuss; Malarstwo
na szkle Eweliny
Pęksowej.
Warszawa, Dom Chłopa, marzec 1973 r. W s t ę p : Józef
Grabowski; Malarstwo
na szkle Eweliny
Pęksowej,
Desa,
Sa'on Plastyki Współczesnej, Warszawa, g r u d z i e ń 1975.
W s t ę p : Aleksander Jackowski.
Ewa S n i e ż y ń s k a - S t o l o t , Ludowe
rzeźby
Adama
Słowińskiego,
„Pol. Szt. lud.", R. X X I , 1967, nr 2.
Adam Słowiński,
Malarstwo
na szkle, marzec—
k w i e c i e ń 1976, DESA, Galeria „ K r a m y D o m i n i k a ń s k i e " ,
K r a k ó w . W s t ę p : Aleksander Jackowski.
I Konkurs
Współczesnego
malarstwa
na
szkle
Karpat Polskich,
Katalog wystawy pokonkursowej,
Muz.
im. Wł. Orkana w Rabce [1976 г.].
Zgodnie z definicją p r z y j ę t ą przez Stowarzyszenie
T w ó r c ó w Ludowych
i przez K o m i s j ę
Weryfikacyjną
T w ó r c ó w Ludowych przy M i n . K u l t u r y i Sztuki — za
2 5
28

2 7

2 8

29

3 0

3 1

32

3 3

11. 34. Janina S i e r o s ł a w s k a , Rabka, Ostatnia wieczerza,
w y m . 33 X 55,5 cm, 1976 r.
I I . 35. S t a n i s ł a w Stożek, P o r ę b a Wielka, Grzech
pierworodny.

41

t w ó r c ę ludowego u w a ż a się osobę pochodzenia c h ł o p s k i e ­
go lub robotniczego, z w i ą z a n ą przez znaczną część swego
życia z p r a c ą fizyczną, u k s z t a ł t o w a n ą w k r ę g u k u l t u r y
swego ś r o d o w i s k a i t w o r z ą c ą w n a w i ą z a n i u do trady­
cyjnych zasad, f o r m i technik. Por. Kazimiera Zawistowicz-Adamska, Polska Sztuka Ludowa,
„Łódzkie Studia
Etnograficzne", T. X V I I I , 1976, s. 68.
3 4

1899—

3 5

fascy­

A n n a Micińska, Wanda Gentil-Tippenhauer
—1965, „Pol. Szt. lud.", R. X X , 1966, nr 1.
Aleksander Jackowski, W k r ę g u ludowych

nacji — o zbiorach Zbigniewa
Kowalewskiego.
„Pol. Szt.
lud.", R. X X I X , 1975, nr 1/2.
Życiorys Wł. Walczaka p o d a ł „ B i u l e t y n Informa­
cyjny STL", nr 7—8. O Walczaku pisała H . Sredniawa
we w s t ę p i e do katalogu Malarstwo
na szkle
Władysława
Walczaka-Banieckiego.
Zakopane, w r z e s i e ń 1977.
3 6

3 7

Por. M a r i a n Pokropek, Jarmark
Płocki,
cz. I I .
Katalog t w ó r c ó w ludowych b i o r ą c y c h po raz pierwszy
udział w Kiermaszu sztuki ludowej w P ł o c k u w 1974 r.
Płock, 1975 г., s. 95—97.

Fet.: St. Deptuszewski — il. 8, 9, 12, 22; J . Swiderski — il. 1, 2, 4, 5, 11, 13—20, 21, 23—34.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.