6c4a6d6608742a2b507f99c715b35f9e.pdf
Media
Part of Panorama Józefa Wiącka/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.4
- extracted text
-
Maria
Żywirska
P A N O R A M A
J Ó Z E F A
M i n ę ł y bez m a ł a 34 lata gdy Józef Wiącek, syn ma
łorolnego chłopa z z a p a d ł e j wsi rzeszowskiej, nie m o g ą c
znaleźć pracy — w y e m i g r o w a ł do Francji. Po w i e l u pe
rypetiach, k t ó r y c h nie l u b i zresztą w s p o m i n a ć , osiadł on
tam na s t a ł e w osadzie górniczej Saint-Eloy les Mines,
położonej w basenie w ę g l o w y m Puy de Dóme, gdzie przez
20 lat p r a c o w a ł jako g ó r n i k dołowy, a w n a s t ę p n y c h
11 latach — jako maszynista kopalniany. Obecnie Józef
W i ą c e k jest j u ż od k i l k u l a t na emeryturze.
Pozornie typowa postać g ó r n i k a - e m i g r a n t a ukaz-Ja
się jednak w niecodziennym świetle, gdy zrealizował on
swe ogromne dzieło, m o n u m e n t a l n ą Panoramę,
obejmu
jącą cykl o b r a z ó w , w k t ó r y c h p r z e k a z a ł Wiącek myśli,
poglądy i d o ś w i a d c z e n i a całego swojego życia.
Jak sam się zwierza, z a m y s ł takiego dzieła począł
w n i m k i e ł k o w a ć , gdy w swej górniczej karierze prze
szedł z pracy dołowej do obsługi lokomotywy. Tam,
w monotonnym szumie motoru, w s p o m i n a j ą c swe m ł o d e
II. 1. Józef
Wiącek.
II. 2. Powrót
do domu po daremnym
W I Ą C K A
lata, całą u c i ą ż l i w ą i m o z o l n ą d r o g ę , j a k ą przeszedł
we Francji, począł z d a w a ć sobie s p r a w ę , że życie jego
było j a k gdyby symbolem losu k a ż d e g o polskiego emi
granta, k t ó r y na obcej ziemi s z u k a ł chleba. J e d n o c z e ś
nie obudziło się w n i m pragnienie, aby u k a z a ć te koleje
losu innym, aby przestrzec m ł o d e pokolenie przed b ł ę
dami, k t ó r e sam popełnił. I t y m swoim m y ś l o m posta
nowił n a d a ć k s z t a ł t plastyczny.
Jak sam pisze, przy pilnowaniu motoru „ m a j ą c w i ę
cej czasu i lżejszą r ę k ę w z i ą ł e m się do rysowania,, po
tem malowania". Jednak dopiero po przejściu na eme
r y t u r ę zdecydował się zrealizować swoje zamierzenia.
Taka oto p o k r ó t c e jest geneza powstania
Panoramy
„Za chlebem", k t ó r e j W i ą c e k poświęcił sześć lat życia
i wszystkie swoje oszczędności.
Chociaż nie m i a ł podstawowej wiedzy malarskiej, ani
w y k s z t a ł c e n i a (bo ukończył tylko 7 klas szkoły podsta
wowej i jeden rok był w szkole handlowej), Wiącek po-
poszukiwaniu
pracy. II. 3. Podpisanie
kontraktu.
s
205
s t a n o w i ł n a d a ć swemu dziełu f o r m ę m o n u m e n t a l n ą . Nie
w y s t a r c z a ł b y m u pojedynczy obraz, nawet n a j w i ę k s z y c h
w y m i a r ó w , by pomieścić w n i m t r e ś ć myśli i przeżyć,
jakie z a m i e r z a ł p r z e k a z a ć . P r a w d ę , k t ó r ą p r a g n ą ł w y
razić w swej opowieści, n a l e ż a ł o jego zdaniem poprzeć
silną, a w i ę c szczegółową a r g u m e n t a c j ą w i z u a l n ą . U w a
żał on, że poprzez c y k l o b r a z ó w prawda ta u j a w n i się
pełniej i p r z e m ó w i silniej, w sposób bardziej przeko
nywający.
Przy realizacji swych z a m i e r z e ń nie Liczył na ż a d n ą
pomoc i nikogo o n i ą nie prosił. Za w ł a s n e p i e n i ą d z e
z a k u p i ł w i ę k s z ą ilość arkuszy d y k t y (izoreli), k t ó r e pociął
na 15 jednakowej wielkości p r o s t o k ą t ó w o w y m i a r a c h
2 X 1,25 m. K a ż d y ujął w d r e w n i a n ą r a m ę , p o w i e r z c h n i ę
z a g r u n t o w a ł i podzielił dwiema pionowymi l i n i a m i na
trzy mniejsze płaszczyzny. W ten sposób uzyskał 30 me
t r ó w bieżących z a m y k a j ą c y c h 45 płaszczyzn, w k t ó r y c h
z a m i e r z a ł pomieścić z dawna p r z e m y ś l a n ą t r e ś ć Pa
noramy. Kolejno szkicował k a ż d y obraz, czasem w y k o
n u j ą c uprzednio projekt mniejszych r o z m i a r ó w , n a s t ę p n i e
począł m a l o w a ć farbami — j a k pisze — „ e k s t r a fines",
zakupionymi w Saint-Etienne.
Po u k o ń c z e n i u całej pracy malarskiej t r w a j ą c e j bez
m a ł a sześć lat Wiącek w y k o n a ł jeszcze przy obrazach
r o b o t ę s t o l a r s k ą , zaopatrzył je w zawiasy i haczyki, co
p o z w a l a ł o m u — w razie potrzeby — łączyć obrazy w
jeden szereg o dowolnej ilości s e g m e n t ó w , dostosowując
ich z a ł a m a n i a do ekspozycji w k a ż d y m , byle obszernym
lokalu. W y k o n a ł poza t y m paki u ł a t w i a j ą c e transport,
wreszcie n a m a l o w a ł w y w i e s z k ę z napisem: „Za
chlebem",
gdyż t a k i t y t u ł n a d a ł całej Panoramie.
Wywieszkę
umieszczał przy wejściu na w y s t a w ę .
P o n i e w a ż Panorama
m i a ł a spełnić o k r e ś l o n ą misję
społeczną, m u s i a ł a być eksponowana we wszystkich w i ę k -
4
206
szych skupiskach polskiej emigracji we Francji. Miała
ona t a k ż e — w m i a r ę możliwości — z a p o z n a ć Francu
zów z dziejami polskiego w y c h o d ź s t w a , m i a ł a p r z e k o n a ć
społeczeństwo francuskie o w k ł a d z i e P o l a k ó w w r o z w ó j
życia gospodarczego Francji, a przede wszystkim przy
p o m n i e ć o l i c z n y m udziale polskich g ó r n i k ó w w w a l
kach w y z w o l e ń c z y c h prowadzonych z niemieckim na
jeźdźcą.
Po u k o ń c z e n i u Panoramy
W i ą c e k rozpoczął stara
nia c możność jej wystawienia. I t u s p o t k a ł się na ogół
z d u ż ą życzliwością. P o m o g ł y m u z a r ó w n o nasze p l a c ó w k i
dyplomatyczne, miejscowa Polonia, j a k też — z innych
zgoła pobudek — przedstawiciele francuskich ś r o d o w i s k
artystycznych.
Całą s t r o n ą o r g a n i z a c y j n ą wystawy zajmuje się W i ą c e k
sam. Na w ł a s n y koszt przewozi Panoramę,
stara się
o lokal, a często opłaca jego wynajęcie. Poniesione ko
szty p o k r y w a w p ł y w a m i za bilety wejścia, czy też ze
s p r z e d a ż y innych swych o b r a z ó w . Często boryka się
z k ł o p o t a m i finansowymi.
Pierwszy pokaz Panoramy
o d b y ł się w jego g ó r n i
czym osiedlu, w Saint-Eloy les Mines; n a s t ę p n i e u d a ł o
m u się u r z ą d z i ć ekspozycję w uzdrowisku Deauville,
gdzie zyskał nadspodziewane powodzenie, a nawet otrzy
m a ł n a g r o d ę — Grand P r i x Internationale. Wtedy zain
t e r e s o w a ł się naszym a r t y s t ą P a r y ż , gdzie
Panorama
była trzykrotnie wystawiona (Salon d'Hiver, Salon des
I n d é p e n d a n t s — w 1960 r., i wreszcie w lokalu Y.M.C.A.
w 1962 r.). W lecie tegoż roku Panorama o b j e c h a ł a szereg
osiedli polskich w północnej Francji, s k u p i a j ą c y c h n a j
więcej polskich g ó r n i k ó w . Ostatnio p o k a z a ł j ą W i ą c e k
w L i l l e , gdzie w miejscowej prasie zyskała pochlebne
recenzje. W c h w i l i obecnej Józef W i ą c e k jest j u ż znany
w ś r o d o w i s k a c h artystycznych, został t a k ż e członkiem
5
I I . 4. Wyjazd na roboty do Francji. II. 5. Slub. II. 6.
Wypadek w kopalni. U. 7. Pogrzeb ofiar
wypadku.
r -4'
,'t - ,
Pij
polskiego Stowarzyszenia A r t y s t ó w P l a s t y k ó w oraz F é d é
ration F r a n ç a i s e des Sociétés d ' A r t Graphique et Pla
stique.
U progu rozpoczęcia zamierzonej i wymarzonej pracy
Wiącek z d a w a ł sobie s p r a w ę , że urzeczywistnienie celu
w y m a g a ć będzie od niego nie t y l k o wielkiego trudu,
nie tylko zachwiania b u d ż e t u rodzinnego, ale nawet
sięgnięcia do długo s k ł a d a n y c h oszczędności. N i k t m u
przecież nie d a ł materialnej pomocy, on sam zresztą
o t y m nie pomyślał. Z d a w a ł sobie t a k ż e s p r a w ę z t r u d
ności natury warsztatowej. Wprawdzie j u ż niejednokrot
nie p r ó b o w a ł r y s o w a ć czy m a l o w a ć m a ł e obrazki, sceny
rodzajowe, kwiaty, czasem — wspomnienia z dalekiej
ojczyzny. J e d n a k o w o ż Panorama
b y ł a p o m y ś l a n a jako
praca na dużą skalę. M i a ł a przecież ona jasno w y t k n i ę t y
cel dydaktyczny. A b y jeszcze bardziej w p r o w a d z i ć w i
dza w treść Panoramy, W i ą c e k n a p i s a ł du niej szeroki
komentarz. Dał w n i m t y t u ł y poszczególnych obrazów
oraz krótki opis treści każdego z nich.
J e d n a k ż e i bez tego komentarza w y s t a r c z a j ą c o czytel
na snuje się nić g a w ę d y poprzez s a m ą wizję plastyczną.
Opowieść zaczyna się od powrotu młodego, bezrobotnego
chłopca do domu po bezowocnym poszukiwaniu pracy
(scena 1 — i l . 2). J a k k o l w i e k r a d o ś n i e w i t a n y (2), w i d z i
biedę, k t ó r a go s k ł a n i a do podpisania k o n t r a k t u na w y
jazd do Francji (3 — i l . 3). Na dworcu — p o ż e g n a n i e
z rodziną i odjazd pociągu (4 — i l . 4). Dalej przybycie
na ziemię f r a n c u s k ą , otrzymanie przydziału pracy (5),
207
przyjazd z towarzyszem niedoli do osady górniczej (6).
Oto osada z w i e ż a m i w y c i ą g o w y m i na pierwszym pla
nie (7), potem pierwsza d n i ó w k a (8) i pierwsza w y p ł a t a
(9). W gronie rodzinnym, czy też na kwaterze g ł ó w n y
bohater Panoramy
u k ł a d a skromny swój b u d ż e t (10);
n a s t ę p n i e w i d z i m y go na zebraniu polskiej organizacji
(11), to znowu na zabawie (12). Po p e w n y m czasie po
znaje s w ą przyszłą żonę (13). Niezmiernie charaktery
styczna uroczystość ś l u b n a (14 — i l . 5), wesele (15), za
gospodarowanie się w osadzie, sąsiedzkie narady (Ki).
Wypadek przy pracy (17), pobyt w szpitalu (18). I oto
n a s t ę p u j e w y b u c h wojny, mobilizacja (19), bombardo
wanie osad górniczych (20 — i l . 8), p r z e ś l a d o w a n i a przez
okupanta (21), ucieczka na p o ł u d n i e Francji przed N i e m
cami (22), rozstrzeliwania przez nazistów (23). Polscy
partyzanci z Ruchu Oporu w lesie (24), zdobywanie
broni (25), akcja s a b o t a ż o w a w osadach górniczych (26),
handel na czarnym r y n k u (27). Wreszcie l ą d o w a n i e wojsk
alianckich (28 — i l . 9), radosny pochód po zakończeniu
wojny (29 — i l . 10), karanie k o l a b o r a n t ó w (30). Uroczy
sta, d z i ę k c z y n n a procesja w osadzie górniczej (31), u d z i a ł
w odbudowie p r z e m y s ł u (32, 33), reemigracja polskich
g ó r n i k ó w (34 — i l . 12). Odznaczenia P o l a k ó w zasłużo
nych w Ruchu Oporu (35 — i l . 11), praca o ś w i a t o w a
w ś r o d o w i s k a c h polskich (36), tradycyjna choinka w do
m u polskim (37). I znowu wypadek w kopalni — wybuch
gazu (38 — i l . 6), pogrzeb ofiar wypadku (39 — i l . 7).
P o c h ó d młodzieży polskiej w dniu 3 Maja (40 — i l . 13),
nauka w polskiej szkole (41 — i l . 14), radość z otrzyma
nych n a g r ó d za działalność o ś w i a t o w ą i s p o r t o w ą (42 —
i l . 15). Poszukiwanie pracy przez młodzież polską (43),
wyjazd do kopalni a f r y k a ń s k i c h (44). Akcent k o ń c o w y —
„zdobycie Kosmosu czy z a g ł a d a ś w i a t a " (45 — i l . 16).
Taka jest w n a j w i ę k s z y m skrócie t r e ś ć
Panoramy
208
rozłożona na poszczególne sceny. W ą t e k tej swoistej
narracji nie przebiega jednak r ó w n o m i e r n i e . O ile w
części pierwszej rozwija się konsekwentnie, jest jasny,
logiczny, czytelny, o tyle w partii k o ń c o w e j , przedsta
w i a j ą c e j życie po z a k o ń c z e n i u wojny, poczyna się r w a ć
i g m a t w a ć ; wyczuwa się, że artysta n i e z u p e ł n i e daje so
bie r a d ę z doprowadzeniem opowieści do k o ń c a . Ostatni,
symboliczny obraz nie został dostatecznie uzasadniony
przez obrazy poprzednie; nie znajdujemy też dość w y
r a ź n e g o w y t ł u m a c z e n i a , dlaczego młodzi chłopcy ze ś r o
dowisk górniczych e m i g r u j ą do A f r y k i . Co W i ą c e k chce
przez to powiedzieć? Czy zmusza ich do tego bezrobocie,
czy też zwycięża chęć szukania p r z y g ó d ? Czy wreszcie
ich wyjazd ma j a k i e ś p o w i ą z a n i a z ostrzegawczym me
mento p r z e m a w i a j ą c y m z ostatniego obrazu?
Należy ż a ł o w a ć , że a r t y ś c i e nie u d a ł o się pozostać na
p o c z ą t k o w e j drodze i że nie u t r z y m a ł obranego charak
teru w ą t k u do k o ń c a . Pewne ś w i a t ł o na intencje autora
rzucają z a ł ą c z o n e komentarze pisane. T r o c h ę t k l i w e , ale
p e ł n e szczerości opisy o b r a z ó w u z u p e ł n i a j ą
atmosferę
r o z g r y w a j ą c e j się na obrazach akcji. P o z w a l a j ą t e ż w y
razić w sposób b e z p o ś r e d n i stosunek emocjonalny autora
do przekazywanej treści, w k t ó r e j usiłuje z a w r z e ć nie
t y l k o s w o j ą historię, ale całego w y c h o d ź s t w a , porusza
j ą c przy t y m problemy społeczne i narodowe.
W e ź m y dla p r z y k ł a d u treść komentarza do trzeciego
obrazu pt. Kontrakt.
„ K i e d y więc po wsiach rozeszła
się w i a d o m o ś ć , że m o ż n a w y j e c h a ć do Francji, na kon
t r a k t pracy na rok w fabryce czy kopalni, młodzież
obojga płci masowo r u s z y ł a w ś w i a t . Podpisanie kontrak
tów pracy czy staranie się o papiery na wyjazd było na
ustach wszystkich. K t o był silny, zdrowy, ruszał w
ś w i a t do Francji, do ziemi obiecanej. P r z e w a ż n i e szli
do kopalni, bo zarobki w kopalni były najwyższe. O nie-
I I . 8. Bombardowanie.
II. 9. Lądowanie
wojsk
alianckich.
II. 10. Pochód po zakończeniu
wojny. II. 11. Odznaczenia
Polaków
zasłużonych
w Ruchu Oporu. II. 12.
Powrót
do
Ojczyzny.
bezpieczeństwie tej pracy, o m o ż l i w e j utracie zdrowia,
o pylicy n i k t nie myślał. T y l k o ci, k t ó r y m już wiek nie
p o z w a l a ł wyjeżdżać i którzy tego życia na emigracji
nie w i d z i e l i w tak r ó ż o w y m ś w i e t l e j a k młodzi, b y l i
jej przeciwni. Lecz któż ich t a m chciał słuchać. „Ot, za
dwa lub trzy lata w r ó c i m z zarobionymi p i e n i ę d z m i ,
dom odnowimy,, starym p o m o ż e m y , no i o w ł a s n y m
ognisku m o ż n a będzie p o m y ś l e ć . Matka w swym sercu
czuje, że syna j u ż nie zatrzyma i że go więcej nie b ę
dzie widziała, ociera u k r a d k i e m łzy, czego m ł o d a córka
nie rozumie — "Przecież jemu we Francji będzie dobrze,
jedzie na robotę, później wróci»...".
Z k r ó t k i e g o p r z e g l ą d u z a r ó w n o komentarza, j a k przede
wszystkim samych obrazów, w i d a ć , j a k bardzo W i ą c k o w i
zależy, aby p r z e k o n a ć widza, j a k pragnie, aby mu uwie
rzono. Wszelkimi też ś r o d k a m i dąży do uwierzytelnienia
narracji, w p r o w a d z a j ą c w t y m celu do k a ż d e j sceny
o g r o m n ą ilość realiów, do k t ó r y c h p r z y w i ą z u j e w i e l k ą
wagę.
Dla tej szczegółowej dokumentacji poczyna a r t y ś c i e
b r a k o w a ć miejsca na obszernych płaszczyznach zagrun
towanej „izoreli". Przedmioty zachodzą jedne na drugie
t r a c ą c wyrazistość rysunku, postacie tłoczą się; a prze
cież, w n i e k t ó r y c h scenach wszystkie są n i e z b ę d n e , k a ż
da z nich ma do odegrania j a k ą ś o k r e ś l o n ą rolę, k a ż
da — zdaniem artysty — wnosi i s t o t n ą i n f o r m a c j ę . Cha
rakterystyczny dla prymitywnego t w ó r c y brak perspek
t y w y potęguje jeszcze to w r a ż e n i e b r a k u miejsca dla
209
tysiącznych myśli, k t ó r e zdają się rozsadzać ramy obra
zów.
T r u d n o ś c i te udaje się W i ą c k o w i w pewnej mierze
rozwiązać, gdy w n i e k t ó r y c h scenach, gdzie specjalnie
dużo ma do powiedzenia, umieszcza widza na p e w n y m
wzniesieniu, d a j ą c m u t y m samym możność ogarnięcia
w z r o k i e m szerszych h o r y z o n t ó w . Tak r o z w i ą z u j e s c e n ę
p i e r w s z ą , gdy razem z p o w r a c a j ą c y m do domu c h ł o p c e m
chce pokazać znane m u okolice w s i rodzinnej ( i l . 2).
Podobnie udaje m u się p o k o n a ć t r u d n o ś ć pomieszczenia
d u ż e j ilości ludzi przy o d j e ż d ż a j ą c y m pociągu ( i l . 4),
gdzie zdołał w y o d r ę b n i ć nie tylko w z r u s z a j ą c e sceny
p o ż e g n a n i a , ale i p o k a z a ć na dalszym planie z a p a m i ę t a
ny — m i m o u p ł y w u lat — krajobraz rodzinnych stron,
„ t a k znany — j a k pisze — i tak ukochany". Z wysoka
obserwujemy scenę powrotu do Polski r e e m i g r a n t ó w g ó r n i k ó w , ł a d o w a n i e rzeczy i inwentarza, rozległą per
s p e k t y w ę całej opuszczanej osady g ó r n i c z e j ; j a k gdyby
z jednego z s a m o l o t ó w , k t ó r e unoszą się nad ziemią,
obserwujemy razem z l o t n i k i e m l ą d o w a n i e wojsk alianc
kich na ziemi francuskiej z m a s ą ludzi, czołgów i w o
jennego sprzętu ( i l . 9).
Przy komponowaniu poszczególnych scen Wiącek w y
kazuje wiele inwencji. W rozmieszczeniu postaci czy
p r z e d m i o t ó w nie rządzi n i m j a k a ś z góry przyjęta k o n
wencja. Kieruje się on raczej chęcią odtworzenia rze
czywistego u k ł a d u e l e m e n t ó w s k ł a d a j ą c y c h się na scenę,
k t ó r ą widział, czy w k t ó r e j uczestniczył. Postacie czy
przedmioty pierwszego planu stara się przybliżyć do w i
dza tak, że częściowo je obcina, j a k gdyby wyrzuca
poza ramy obrazu. Jeśli akcja rozgrywa się na wolnej
przestrzeni, zawsze zostaje ukazana daleka perspektywa
istniejącego w rzeczywistości krajobrazu; jeśli scena od-
13
210
bywa się w z a m k n i ę t y m pomieszczeniu, to odtwarza
określone, z w i ą z a n e z danym faktem w n ę t r z e , j a k sala
szpitalna, czy miejsce z e b r a ń organizacji polskich l u b
izba mieszkalna.
Owo bogactwo realiów, k t ó r e tak rozrzutnie w p r o w a
dza W i ą c e k do swej Panoramy,
odgrywa istotną rolę
w ł a ś n i e przez ich autentyzm: tak np. umieszczenie przy
oknie stołu, w o k ó ł którego zasiada cała górnicza rodzi
na, odpowiada konwencji rozmieszczania mebli w g ł ó w
nej izbie g ó r n i k ó w - e m i g r a n t ó w . K s z t a ł t i miejsce szafki
na talerze oraz krzyżyk wiszący nad w e j ś c i e m ( i l . 3) —
to szczegóły z a p a m i ę t a n e z rodzinnego domu. Podobnie
odtworzone z p a m i ę c i jest usytuowanie zamku p a ń s k i e
go czy karczmy we w s i ( i l . 4), ceglane obramienie d r z w i
p r o w a d z ą c y c h do izby zbornej w punkcie rozdzielczym
we Francji, detale architektury kościoła z osady, a nawet
kolorystyka w s t ą ż e k naszytych na sukienkach k r a k o w i a
nek uczestniczących w procesji.
O w y m rozlicznym detalom w swych obrazach nadaje
jednak W i ą c e k n i e j e d n a k o w ą r a n g ę . O d g r y w a j ą one róż
ną rolę, nie zawsze tylko opisową, bo np. aksamitne
portiery, w y s t ę p u j ą c e jako tło p r z e w o d n i c z ą c e g o zebrania
— m a j ą p o d k r e ś l i ć uroczysty charakter przedstawionej
akcji, a gdzie indziej pewne szczegóły, j a k kot wbiegający
do izby w scenie powrotu do domu bezrobotnego syna
(2), służą do stworzenia atmosfery ciepła i intymności
rodzinnego życia.
Tak w i ę c obiektywny realizm łączy się z wyrazem
emocjonalnego, osobistego stosunku artysty do odtwarza
nych w s p o m n i e ń .
Natomiast jeśli chodzi o sceny z życia zawodowego,
r o z g r y w a j ą c e się we w n ę t r z u kopalni, odnosi się w r a
żenie, że atmosfera jej jest dla W i ą c k a obca. Dwa obra-
14
zy: pierwszy dzień pracy i wypadek (nr 17) w y r a ź n i e nie
d o r ó w n u j ą pozostałym. N i e s k ł a d n a obudowa chodnika,
p ł a s k i e ciała g ó r n i k ó w utrzymane w szarej tonacji,
brak dalszych p l a n ó w — to wszystko k a ż e zaliczyć obyd
wa obrazy do n a j s ł a b s z y c h w cyklu
Panoramy.
Najbardziej i n t e r e s u j ą c e s ą sceny zbiorowe: wyjazd
na e m i g r a c j ę , ślub, wesele, procesja, pogrzeb, pochód,
czy zebranie. W nich najsilniej rysuje się i n d y w i d u a l
ność artysty, k t ó r y swobodnie porusza się na gruncie
bliskiej m u i swojskiej obyczajowości. Z tych scen ema
nuje atmosfera ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m rozgrywa się akcja
(chodzi t u konkretnie o sceny z życia zbiorowego emi
gracji), ś r o d o w i s k a , z k t ó r y m artysta jest nierozdzielnie
z w i ą z a n y i razem ze wszystkimi uczestnikami p r z e ż y w a
r o z g r y w a j ą c e się wydarzenia.
Obrazy te cechuje tak charakterystyczna dla t w ó r c o w
naiwnych h i e r a t y c z n o ś ć postaci, p e ł n a powagi s z t y w n o ś ć ;
z j a k ą c e l e b r u j ą uroczyste chwile w życiu zbiorowym,
p o d p o r z ą d k o w a n i e t ł u m u postaci nakazom tradycji czy
niepisanych k a n o n ó w r z ą d z ą c y c h życiem przedstawianej
grupy społecznej. Nie zmniejsza tego w r a ż e n i a d ą ż n o ś ć
do z r ó ż n i c o w a n i a poszczególnych postaci przez strój,
ruchy, uczesanie, czy rysy twarzy, nie m ó w i ą c j u ż
o wzbogaceniu dekoracyjności ubioru. Oto orszak wesel
ny i i i . 5) wychodzi z kościoła; ludzie tłoczą się ze wszyst
kich stron, aby obejrzeć n o w o ż e ń c ó w ; ci zaś kroczą pełni
powagi pod girlandami k w i a t ó w , podtrzymywanych przez
d z i e w c z ę t a w krakowskich strojach. Z a r ó w n o w wyrazie
twarzy tych dziewcząt, j a k w ich geście, odnajdujemy
sugestywne p o d o b i e ń s t w o do choinkowych a n i o ł ó w trzy
m a j ą c y c h wstęgi z ewangelicznymi napisami. Podobna
h i e r a t y c z n o ś ć cechuje postacie b i o r ą c e udział w uroczy
stej procesji czy w pochodzie trzeciomajowym ( i i . 13),
i
18
I I . 13. Pochód 3 Maja. 11. 14. Nauka w polskiej
szkole.
II. 15. Nagrody za działalność
oświatową
i
sportową.
II. 16. Zdobycie Kosmosu czy zagłada
świata.
gdzie symetria w ustawieniu c h o r ą g w i , f e r e t r o n ó w , sztan
d a r ó w , a nawet t ł u m u podnosi w r a ż e n i e celebrowania
uroczystości nie t y l k o przez jej u c z e s t n i k ó w , ale — co
ważniejsza — przez samego a r t y s t ę . Ten sam uroczysty
n a s t r ó j panuje w scenach z e b r a ń organizacji polonij
nych, gdzie zwraca u w a g ę o ż y w i e n i e u c z e s t n i k ó w prze
jętych w a ż n o ś c i ą c h w i l i oraz p e ł n a godności i poczucia
wagi s p e ł n i a n e j misji postawa p r z e w o d n i c z ą c e g o , k t ó
remu patronuje nadmiernej wielkości godło p a ń s t w o w e
w obramieniu aksamitnych kotar. P a t r z ą c na t ę scenę
lepiej się rozumie, j a k w a ż n a , a zarazem upragniona
b y ł a godność prezesa takiej czy innej organizacji, o k t ó
r ą działacze emigracyjni staczali p e ł n e wzajemnej a n i
mozji w a l k i . Dzięki t y m ś r o d k o m aura r o z g r y w a j ą c e j
się akcji stała się ł a t w o czytelna i przejrzysta; dopo
mogło t u n i e w ą t p l i w i e osobiste podejście artysty do
tematu.
J e d n a k ż e siła ekspresji nie p r z y s ł a n i a w
Panoramie
t r u d n o ś c i warsztatowych, z k t ó r y m i boryka się W i ą c e k .
Nie daje on sobie rady z p r a w a m i perspektywy, z utrzy
maniem proporcji p o m i ę d z y postaciami pierwszego i d r u
giego planu, co przejawia się dość w y r a ź n i e w scenie
pierwszej — p o w r o t u z w ę d r ó w k i do domu. P o s t a ć syna
ukazującego się w drzwiach w e j ś c i o w y c h , podobnie j a k
siostry siedzącej przy stole, jest nieproporcjonalnie w y
d ł u ż o n a ; ten sam b ł ą d powtarza się w scenie przy
choince (stosunek wielkości twarzy m a t k i i dziecka do
211
postaci w głębi). Jeszcze w i ę k s z y c h t r u d n o ś c i n a s t r ę c z a
a r t y ś c i e przedstawienie postaci w ruchu, czy też emocjo
nalnego wyrazu twarzy b o h a t e r ó w , odczuwanej radości
czy smutku.
B r a k znajomości podstawowych zasad techniki malar
skiej ujawnia się dość silnie w samym sposobie posługi
wania się farbami. Ma wprawdzie W i ą c e k ś m i a ł e i pew
ne d o t k n i ę c i e pędzla, p o z w a l a j ą c e m u jednym pociągnię
ciem założyć o k r e ś l o n ą płaszczyznę w obrazie, nie potrafi
jednak w y d o b y ć kolorem trzeciego w y m i a r u , czy ś w i a t ł o
cienia, czy wreszcie bardziej wyszukanych i p r z e ł a m a
nych barw. Najbardziej udatne są w jego obrazach par
tie, w k t ó r y c h może użyć k o l o r ó w czystych, j a k w sce
nach zbiorowych, gdzie w y s t ę p u j ą postacie w strojach
ludowych, p o z w a l a j ą c e zastosować ś m i a ł e , a tak bliskie
jego ś r o d o w i s k u zestawienia barwne, j a k mocno różo
wego z i n t e n s y w n ą zielenią — typowe dla łowickich
wycinanek,
kurpiowskich p a s i a k ó w
czy
malowanek
z D ą b r o w y . T a m jednak, gdzie trzeba bardziej złożo
nych ś r o d k ó w malarskich, j a k np. dla odtworzenia m r o
k u kopalni czy lasu, szarej perspektywy zadymionych
osad górniczych, mglistości krajobrazu — nie umie W i ą
cek w y b r n ą ć z t r u d n o ś c i kolorystycznych.
Wszystkie te braki w y r ó w n u j e W i ą c e k o g r o m n ą pa
sją twórczą, rozmachem w komponowaniu poszczegól
nych scen, p e ł n ą odwagi i n w e n c j ą r o z w i ą z y w a n i a często
bardzo skomplikowanego tematu. Zadziwia w całości
Panoramy
ambitne szukanie coraz to nowych ś r o d k ó w
i sposobów przekazania p r z e m y ś l a n e j treści.
Jak z a k w a l i f i k o w a ć dzieło W i ą c k a ? Gdzie jest miejsce
Panoramy?
Jakie wreszcie n a l e ż a ł o b y przyjąć k r y t e r i a
dla oceny tego typu twórczości?
M i n ę ł o j u ż p e ł n e 15 lat, gdy s t a w i a l i ś m y sobie podob
ne pytania stojąc wobec nowych wtedy zjawisk arty
stycznych ujawnionych przez samorodne talenty w y w o
d z ą c e się ze ś r o d o w i s k a robotniczego. W 1949 r. posta
w i ł a m to pytanie w j e d n y m z n u m e r ó w „Polskiej Sztuki
Ludowej",, p r ó b u j ą c wtedy z a k w a l i f i k o w a ć
twórczość
p l a s t y c z n ą g ó r n i k ó w - a m a t o r ó w , usiłując znaleźć dla niej
miejsce w ogólnym dorobku polskiej plastyki.
Teraz, po tyloletnim d o ś w i a d c z e n i u , po kilkunastu w y
stawach twórczości amatorskiej, po poznaniu szeregu
t w ó r c ó w w y w o d z ą c y c h się ze ś r o d o w i s k a robotniczego, po
w i e l u dyskusjach, k t ó r e w y ł o n i ł y pogląd na tego t y p u
zjawiska artystyczne, m o ż e m y w ł ą c z y ć Józefa W i ą c k a do
wielkiej rodziny t w ó r c z y c h , samodzielnych d y l e t a n t ó w .
W warsztacie t w ó r c y Panoramy odnajdujemy cechy w i ą
żące go z i n n y m i amatorami: podobne t r u d n o ś c i w a r
sztatowe i podobne ś r o d k i . Tak na p r z y k ł a d w rysunku —
charakterystyczny brak poczucia proporcji w postaciach
ludzkich: zbyt d u ż e głowy w stosunku do reszty ciała,
t r u d n o ś c i w oddaniu perspektywy, obok tego — w s p ó l
ne ś r o d k i w y r a z u plastycznego, j a k u Ociepki, D w o r czyka, W r ó b l a , a nawet Rousseau, ta sama d ą ż n o ś ć do
celebracji przedstawianych scen, podobne p r z y w i ą z y w a
nie w a g i do wielkiego a r s e n a ł u detali, k t ó r e s t a n o w i ą
udokumentowanie treści. Jak dla wszystkich n a i w n y c h
t w ó r c ó w , i dla W i ą c k a m a j ą ogromne znaczenie takie
szczegóły, j a k : ozdoby kobiecego stroju, drobne akceso
ria m u n d u r ó w niemieckich żołnierzy czy haft na czapce
francuskiego oficera.
W odróżnieniu bowiem od i n d y w i d u a l n o ś c i artystycz
nych wspomnianych a m a t o r ó w Józef Wiącek jest naw s k r o ś r e a l i s t ą . W jego Panoramie nie ma miejsca na
fantastyczne
Ociepkowe stwory, czy w y i m a g i n o w a n ą
N i k i f o r o w s k ą a r c h i t e k t u r ę . W y j ą t e k stanowi t y l k o ostat
ni obraz Panoramy p r z e d s t a w i a j ą c y „zdobycie Kosmosu
czy z a g ł a d ę globu ziemskiego"; ale to przecież obraz przy
szłości. W ą t e k dydaktyczny n a r z u c i ł m u konieczność
stworzenia obrazu, k t ó r y nie m i a ł odpowiednika w ś w i e
cie rzeczywistym.
Natomiast w przedstawieniu scen z życia swego ś r o d o
wiska Wiącek jest b l i s k i P a w ł a W r ó b l a , choć mniej od
tamtego pogodny. Obu tych a m a t o r ó w łączą nikłe, ale
jeszcze uchwytne nici z l u d o w ą twórczością p l a s t y c z n ą ,
przeszczepioną na grunt ś r o d o w i s k a robotniczego.
P o d k r e ś l o n e tutaj analogie w ś r o d k a c h w y r a z u nie
p r z e s ą d z a j ą o w ł ą c z e n i u W i ą c k a w k r ą g „ m a l a r z y dnia
siódmego". Jego sztuka — to nie odpoczynek po n u ż ą c e j
pracy zawodowej, to w jego intencjach — odpowiedzial
na misja społeczna. G ł ó w n e źródło bowiem jego a r t y
stycznej inspiracji t k w i w założeniach dydaktycznych,
a nawet mentorskich. Realizacja tych założeń z a m k n i ę t a
cyklem 45 o b r a z ó w daje W i ą c k o w i w ś r ó d p l a s t y k ó w a m a t o r ó w miejsce o d r ę b n e .
