a86bd469fcfb210fbca40b7d0ae5904a.pdf

Media

Part of Antropolog i corrida / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4

extracted text
agrzmiały trąby i oto byk pojawił się na arenie.
Kim jest byk? - „Byk, dorosły samiec bawoła, ja­
ka, żubra, bizona, łosia, jelenia, renifera; bydła
domowego” - podają leksykony. Uściślijmy od razu.
Byk z areny to potomek tura BOS TAURUS, ściślej
jeszcze rasy BO S TAU RUS AFRICANUS, a jeszcze
ściślej odmiany ANDALUZYJSKIEJ lub NAWARYJSKIEJ. Jako taki, należy nasz byk do bydła domowego.
Jego partnerką jest mlecznodajna krowa, zaś wytrze­
bioną wersją - roboczy wół. Nasuwa to od razu ele­
mentarną opozycję pomiędzy wynaturzonym i ujarz­
mionym a integralnym. W przeciwieństwie do
zdegenerowanych krowy i wołu jest byk zwierzęciem
naturalnym i dzikim (niezdatnym do zaprzęgu, ani
możliwym do ujeżdżenia). Ten atrybut naturalności
byka jest niezwykle mocno podkreślany we wszelkich
regulaminach i przepisach hodowlanych.
Byk bojowy hodowany być musi w warunkach
maksymalnej wolności. Pastwiska mają po wiele tysię­
cy hektarów, na których żyją byki życiem ich dzikich
praprzodków. Zabronione jest zabezpieczanie zwierząt
przed dolegliwościami warunków klimatycznych (np.
budowa obór), sztuczne ich dożywianie (furaż) etc.
„W dzień i w nocy, zimą i latem - zachwyca się Clau­
de Popelin - życie byka toczy się na łonie dziewiczej
natury. Zimą byki same muszą się bronić przed scho­
dzącymi z gór zgłodniałymi wilkami”.1 —W tym ostat­
nim zdaniu nie ma, wbrew pozorom, dużej przesady.
Najsłynniejsze hodowle Hiszpanii usytuowane są czę­
sto wysoko w górach. I tak przeciętne wyniesienie pa­
stwisk Albarracin wynosi ok. 1800 m, Cesera Chico
ok. 1500 m etc. Poznają tam byki i upał, i śnieg, i su­
sze, i powodzie. Powracają do natury.2
Nie darmo użyliśmy terminu „byk bojowy”. Drugim
bowiem obok „naturalności” atrybutem byka, jedynego
zwierzęcia udomowionego atakującego człowieka i inne
zwierzęta domowe, jest jego „wojowniczość”. Lecz nie
każdy groźny byk jest bykiem bojowym. Prawdziwą „bojowość” uzyskuje byk najczęściej w szóstej-ósmej gene­
racji, gdy wykazali już tę cechę i to w wysokim stopniu,
wszyscy jego przodkowie. Stąd wielka waga, jaka przy­
kładana jest do genealogii stad, ich jednorodności i he­
raldyki. I tak na przykład stado Jandilla, w którym pie­
czętuje się byki sześcioramienną gwiazdą, wyprowadza
swoją wielokrotnie sprawdzaną genealogię, poprzez pięć
innych stad, z prastarego stada Salvador Varea.
W odróżnieniu od genealogii psich lub końskich,
byk bojowy nie może być fenomenalnym znajdą ude­
korowanym medalami na wystawach lub wygrywaj ącym wyścigi, a więc nobilitowanym przez swoją obiek­
tywną rasowość czy sprawność. Odwrotnie - byk może
być czasem znacznie nieforemny, byleby pochodził
„z rodu”.3 Ileż sporów toczy się dziś jeszcze wokół rze­
czywistego pochodzenia wspaniałych byków Don Edu­
ardo Miury, najpiękniejszych i najodważniejszych, ja­
kie zdarzyło mi się widzieć, z których wywodzą się

LUDWI K S T O M M A

Z

Antropolog i corrida

między innymi: słynny zabójca Domingo del Campo
„Deserter” ; „Voleto”, który 25.07.1904 w Santander
powalił po kolei dziewięciu pikadorów, czy „Islero”,
który w sierpniu 1947 położył kres życiu legendarnego
Manolete. Widać z tych dyskusji jasno, że „bojowość”
byka to nie tylko jego atrybut fizyczny, ale także histo­
ryczny i - nie bójmy się słowa - metafizyczny.
Trzecim wreszcie atrybutem byka, nad którym nie
będziemy się długo rozwodzić, gdyż wystarczająco do­
bitnie dokumentują go magia, legenda czy paremiologia, jest jego seksualna „męskość”. Byk naturalny, byk
waleczny, byk męski... Lecz oto zagrzmiały trąby i byk
pojawił się na arenie. Naprzeciw toreador z szeroką
płachtą szkarłatną z jedwabiu lub perkalu oczekuje na
zwierzę, by wykonać z nim swoisty taniec: ciąg kilku­
nastu z około dwudziestu pięciu skodyfikowanych fi­
gur, pomiędzy którymi nieunikniona „Weronika”. Za
każdym razem złowroga płachta przyciągająca uwagę
byka i stanowiąca cel jego szarży przesuwa się w ostat­
niej chwili po jego rogach i łbie. Płachta ta nazywa się
capa, czyli po hiszpańsku spódnica.
Przypomnijmy w tym miejscu, iż wielu spośród naj­
słynniejszych torreadorów hiszpańskich, jak choćby
Gitanillo de Triana, El Gallo, Fernando Gomez, czy Jo­
se Gomez Ortega, było Cyganami. To jedno tylko
z licznych i dobitnych świadectw pokrewieństwa folk­
loru cygańskiego i hiszpańskiego, a w szczególności an­
daluzyjskiego (flamenco!). Istnieje też w folklorze an­
daluzyjskim obyczaj odpowiadający cygańskiej te
zamegereł łes i podźitko mageripen, a polegający na ska­
laniu mężczyzny, wykpieniu jego męskości przez zarzu­
cenie kobiecej spódnicy na głowę. Zresztą w hiszpań­
skim czasownik capar („spódniczyć”) ma powszechne
znaczenie: kastrować umniejszać. W rytuale capy zo­
staje więc byk symbolicznie wykastrowany, wyśmiany
w swojej męskości.
A oto pojawiają się pikadorzy. Niech nie mylą nas
ciężkie materace chroniące ich konie. Wprowadzono
je stosunkowo niedawno. Jeszcze w 1922 „Colmonero”
zabił dwa konie, a w 1932 „Preciosillo” z hodowli Jose
Maria Galacha aż trzy. Groteskowość pikadora wyraża
się w znakach dużo bardziej subtelnych i wymagają­

175

Ludwik Stomma • ANTROPOLOG I CORRIDA

cych znajomości kodu. I tak na przykład ubrany jest on
w okrągły, niegodny rycerza, chłopski kapelusz. Chłop­
stwo (chamstwo) przywołują też prymitywne, żelazne
strzemiona właściwe mulnikom. Również broń pikadora jest niestosowna, gdyż pozorna - długa pika
z ostrzem ograniczonym poprzeczką, którą można byka
rozdrażnić, lecz nie sposób zrobić mu realnej krzywdy.
I wreszcie, niczym jawny donos: wolno pikadorowi po­
ruszać się wzdłuż ścian areny tylko w kierunku przeciw­
nym do ruchu słońca, czyli kierunku karnawałowym,
błazeńskim. Jest więc pikador przeciwnikiem pozornym
(przypomnijmy przygody Don Kichote’a), z którym
walka nie przynosi chwały, lecz przeciwnie - ośmiesza.
Byk szarżujący brawurowo na pikadora chłopa-błazna
wyśmiany więc zostaje i poniżony w drugim swym atry­
bucie: waleczności.
Pojawiają się z kolei bandrijerzy. Będą wbijać
w kark byka bandrije - siedemdziesięciocentymetrowe patyki z haczykiem na końcu, przystrojone kolo­
rowymi paskami papieru; od dwóch do czterech par
(w XVIII w. wbijano bandrije pojedynczo). Byk ude­
korowany zostaje jak jarmarczny koń lub osioł. Czyż
może istnieć dobitniejszy znak ujarzmienia, niż być
ubranym, udekorowanym przez przeciwnika - włożyć
jego barwy! - Tak traci byk swój atrybut ostatni:
wolność i naturalność.
Byk ośmieszony i złamany w tym wszystkim, co go
wyróżniało i nadawało mu godność. Byk nie-byk.
Lecz oto wychodzi toreador, w tej fazie corridy zwa­
ny częściej matadorem i rozpoczyna się walka.
Z kim walka? - Z bykiem poniżonym i złamanym,
z niegodnym bykiem nie-bykiem?
- Otóż nie!
By zrozumieć kondycję byka u progu trzeciej tercji
corridy, odwołać się trzeba do starych, jakże pielęgno­
wanych w tradycji hiszpańskiej, rytuałów rycerskich,
do kodeksów zakonów rekonkwisty z Calatravy, czy
Alcantary. Nie będziemy ich omawiać w szczegółach temat to historykom znany. Przypomnijmy więc tylko,
iż rytuał pasowania na rycerza, najzaszczytniejszego
obrzędu w życiu wojownika, składa się tu z trzech ak­
tów: kąpieli inicjacyjnej, ceremonialnego spoliczkowania i przyjęcia składanego na klęczkach hołdu.
Znawcy tematu, z Gautierem na czele, piszą tu o sym­
bolice powtórnego narodzenia. Mają oczywiście rację.
Gdy jednak rozłożymy obrzęd na części składowe,
przekonamy się, iż w części pierwszej (kąpiel) odebra­
na zostaje pretendentowi jego męskość (myty rycerz
się nie myje!): jak niemowlę, nago, przez obce kobiety
śpiewające dziecięce pieśni, sprowadzony zostaje do
obojnaczego stanu dziecięctwa. Potem policzek uwła­
czający jego rycerskiej waleczności, wszak rycerz nie
ma prawa puścić zniewagi płazem; wreszcie padnięcia
na kolana będące zaparciem się natury swego stanu.
Ta sama dokładnie triada, co w przypadku byka.
Kimże jest więc byk u progu trzeciej tercji corridy?

- Bykiem bojowym, którego szlachectwo oto się wy­
pełniło. Bykiem pasowanym, bykiem, z którym matador
stanąć już może do dumnej walki na śmierć i życie.
Matador dobrze rozumie owo przeobrażenie byka.
Jeżeli więc podczas capy walczył z zakrytą głową, teraz
z szacunkiem zdejmuje monterę i odrzuca ją w tył za
siebie. W ręku nie trzyma już szerokiej płachty, ale
krótką muletę - znak tarczy raczej. A i orkiestra oży­
wa nagle i grać zaczyna pasos dobles - turniejowe, woj­
skowe marsze niemieckie, importowane do Hiszpanii
w czasach Karola V.
Rozpoczyna się pojedynek.
Istnieją dwa zasadnicze style walki: tremendese
(szkoła Rondy) i fascinanse (szkoła Sewilli). Czyżby
Rudolf Otto czerpał swoją terminologię z corridy?
Szkoła Rondy, to szkoła maksymalnego, przyprawiają­
cego publiczność o dreszcz ryzyka. Reprezentowali ją
ongiś Pedres, Chicuela II, do niedawna Paco Ojeda:
dzisiaj Miguel Baez Litri i El Spartaco. Szkoła Sewilli
eksponuje baletową grację ruchów toreadora. Widzo­
wie oczarowani pięknem tańca darowują toreadorowi
minimalizację niebezpieczeństwa. Reprezentowali tę
tendencję choćby Juan Belmonte, Paco Camino,
El Cordobes; dzisiaj Manzanares. Ogromną większość
matadorów wpisać by należało w przestrzeń między ty­
mi dwoma klasycznymi rozwiązaniami. Gdzieś pośrod­
ku między nimi umieścić by na przykład należało nie­
zapomnianych mistrzów tej miary co Manolete czy sądząc z zachowanych opisów - sam boski Francisco
Montes.
Podkreślmy jednak od razu, iż nawet w najskraj­
niejszym wydaniu szkoły sewilskiej, budzącym nieraz
protesty koneserów (słynny epizod ośmieszenia
El Cordobesa przez Miguelina podczas ferii w Madry­
cie 18 maja 1968) byk nie jest nigdy usunięty w cień.
Gracja matadora eksponowana jest nie w opozycji do
ewentualnej nieporadności byka, lecz przeciwnie podkreśla groźną harmonię jego szarż. Jest to pojedy­
nek równych. Matador, który ośmieszyć chciałby by­
ka, traci respekt widowni, ośmiesza się sam. Nie ma
lepszych i gorszych w świętej wspólnocie rycerskiej,
której śmierć jest honorem i naturalnym przeznacze­
niem.
I oto śmierć nadchodzi.
Istnieje pięć uznanych sposobów zadania estocady,
czyli powalającego byka, decydującego ciosu szpadą
volapie, suerte de arrancar, suerte de recibir, suerte de
aguantar i suerte a un tiempo. Jedynym, co łączy wszys­
tkie te różnorodne techniki, jest symboliczny krzyż
tworzony przez dwie ręce matadora w chwili ostatecz­
nej. Krzyż pożegnania definitywnie nobilitujący, czy
wręcz uczłowieczający byka - wojownika, który spełnił
swój obowiązek i w ten sposób zatriumfował nad hań­
bą inicjacji - grzechem pierworodnym rycerza.
Byk jest martwy, ale to właśnie daje pełny i nie­
śmiertelny już wymiar jego waleczności, męskości i na­

176

Ludwik Stomma • ANTROPOLOG I CORRIDA

turze. Viva la muerte! - Oto cała wykładnia hiszpańskiej
i rycerskiej nauki o sensie życia i śmierci. A my, skrom­
ni spektatorzy corridy, widząc naocznie nicość śmierci
wobec wielkości honoru, przestajemy także, po trochu,
lękać się kresu naszych własnych dni. Moc corridy ob­
myła nas z demonów strachu. Może zacząć się fiesta!
Magiczne święto, w którym flamenco jest jakby
przedłużeniem korridy: ciągiem suertes z przystankami
oznaczającymi śmierć.

*

Przypisy
1
2

3

C. Popelin, La Tauromachie, Paris 1970, s. 93
Przypomnieć tu też należy kategoryczny zakaz ingerencji
w integralność fizyczną byka, np. ostrzenia czy tępienia
mu rogów, podawania wszelkiego rodzaju używek stymu­
lujących etc.
Por.: P. Dupuy, J. Perrin, Ombres et soleils sur l 'arene, Pa­
ris 1988, s. 29-108

Tekst był publikowany w „Roczniku Muzealnym”, tom
IV, Włocławek 1991

Corrida, Bilbao 2005, fot. Maria Rogala

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.