da4263a3df02b33fca326173ee6fed2a.pdf

Media

Part of Lustro tauromachii (wybrane fragmenty)/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4

extracted text
M I C H E L LEI RI S

śne falowanie tłumu; podział areny na dwie części, nie­
równo skąpane w słonecznym blasku: stronę „cienia”
i stronę „słońca”. Ale równolegle do tego pojęcia pięk­
na niejednolitego, niby napięta do granic wytrzymało­
ści nić czy stygnąca lawa, wolno dopatrzyć się w walce
byków jedności przeciwieństw, figury wyraźnie odręb­
nej od zwykłego połączenia kontrastów.

Lustro tauromachii
Wybrane fragmenty

***

W

ięc: matador wyprostowany, stopy idealnie
zestawione, przykute do ziemi strachem, że
upadnie na oczach publiczności, a zarazem
ściskającymi łydkę paskami, które maskuje pończocha
w kolorze różowych wymiocin i błyszczące pantofle.
Sztywność stojącego samotnie mężczyzny, sztywność
szpady. Z wolna rozkładana muleta zakrywa swą po­
wieką zbyt oczywistą łodygę, chimeryczną strugę biją­
cą ze stalowej źrenicy. Matador: Damokles, który ze
szpadą w ręku wziął swój los za rogi.
***

Tak jak Boga - według Mikołaja z Kuzy zbieżność
przeciwieństw (tj. skrzyżowanie, przecięcie linii, rozwi­
dlenie torów, rozdroże lub teren niezabudowany, gdzie
spotyka się każdy z każdym) - można było patafizycznie określić jako „punkt, w którym zero styka się z nie­
skończonością”, tak pewne szczególne węzły czy punk­
ty krytyczne wśród niezliczonych faktów, z których
składa się nasz świat, można by geometrycznie przed­
stawić jako miejsca, gdzie czujemy, że przylegamy do
świata i do samych siebie.

W obecnym stanie rzeczy (odznaczającym się wy­
jątkowym wprost niedostatkiem wszystkiego, co ma
związek ze świętem) instytucja taka jak corrida - któ­
ra pod wieloma względami rozwija się analogicznie do
schematu tragedii antycznej - nabiera szczególnej
wartości, wydaje się bowiem, że ona jedyna we współ­
czesnym świecie zachodnim potrafi odpowiedzieć na
potrzeby, jakie, spodziewać by się można, powinien za­
spokajać każdy spektakl, zarówno w ramach realnego
życia, jak i w umownych dekoracjach czy na nieza­
wodnym gruncie terenów ćwiczebnych.
***

W tauromachicznym zwrocie, tak samo jak w spółkowaniu, jest wspinaczka ku pełni (szarża byka), po­
tem paroksyzm (byk wpada z impetem w kapę, muska­
jąc rogiem brzuch mężczyzny przykutego stopami do

***

Walka byków jest niewątpliwie gwałtowną grą kon­
trastów, analogiczną do tej, na której zasadza się pięk­
no romantyczne, zgodnie z najszerzej przyjętą jego kon­
cepcją. Szpetota koni z wyprutymi flakami i zlanego
krwią byka (jakkolwiek jest to krew s z l a c h e t n a ,
krew zwierzęcia kastowego, którą można przeciwstawić
nikczemnej krwi końskiej, tak jak w religiach prymi­
tywnych uznaje się krew ofiarną i krew miesięczną za
radykalnie różne) kontrastuje z bogatymi strojami ak­
torów, wśród których mamy przeciwstawienie picadores
(ciężko opancerzeni giermkowie z ich żałosnymi szka­
pami) i eleganckich mężczyzn, stojących na własnych
nogach, przynajmniej gdy chodzi o matadores; temat
walki człowieka ze zwierzęciem i przewagi inteligencji
nad brutalną siłą; pojęcie wyjątkowo zdolnego osobni­
ka - w tym wypadku matadora - narażonego na kapry­

172

Francis Bacon, Study for bullfight no. 1, 1969, kolekcja
prywatna, Szwajcaria. Za: Bacon 1909-1992, Cercle d'Art,
Paris 1994.

Michel Leins • LUSTRO TAUROMACHII. WYBRANE FRAGMENTY

ziemi), wreszcie rozdzielenie obu aktorów, rozszczepie­
nie po intymnym kontakcie, upadek, rozdarcie. Jeśli
byk odpowiada właściwie, a człowiek umie pracować,
jeśli obaj zapuszczają się w ruchliwy labirynt serii po­
wiązanych z sobą zwrotów (w czasie której przeciwni­
cy rozłączają się tylko po to, by za chwilę znów się po­
łączyć, jakby owinięci jeden w drugiego), ogarnia nas
upojenie, bardzo podobne do oszołomienia erotyczne­
go. Jak w akcie miłosnym przed ostatecznym kryzy­
sem, wstrzymujemy oddech w lęku, że to ustanie,
w zachwyceniu, że to jednak trwa. Powtarzające się
ruchy, tak samo jak w spółkowaniu, raz za razem po­
tęgują ekstazę: upajamy się z każdą chwilą coraz bar­
dziej, czując, że rozkosz wciąż rośnie, choć sekundę
wcześniej wydawało nam się, że osiągnęliśmy szczyt.
Jak przy prawdziwym zawrocie głowy - który może być
udręką albo rozkoszą, jak w snach o lataniu - mamy
poczucie z a g r o ż e n i a: ten ciąg prowokowanych
i unikanych w ostatniej chwili wypadków nie może
trwać bez końca... A przecież pesymistyczna prognoza
nie sprawdza się: człowiek nadal żyje, a byk nadal krą­
ży wokół niego, nadal go owija. Nagle czar pryska: po
tylu coraz bardziej rozdzierających pieszczotach part­
nerzy rozchodzą się, są sobie teraz obcy. I wtedy wybu­
cha owacja, która wieńczy całość niby ulga szczytowa­
nia; owację wolno tu określić jako „rozładowanie”
zarówno w potocznym, jak i w najbardziej trywialnym
sensie tego słowa: spadek potencjału nerwowego, po­
dobny do spadku gorączki, a zarazem wytrysk, w któ­
rym spermą są brawa.
***

Corrida, niczym akt ofiarowania, dąży do paroksy­
zmu: zabicia byka; dopiero potem może przyjść ulga,
jak po zawładnięciu przedmiotem pożądania w miłości
czy po śmierci bohatera w tragedii. W wypadku aktu
ofiarnego tym paroksyzmem czy maksymalnym napię­
ciem jest moment zabicia ofiary (zderzenie bóstwa

z krwią), po nim następują ryty odprężenia: desakralizacja, odprawienie boga, który nie zagraża nam już
bezpośrednio, gdyż dostał swoją dolę i może wrócić
tam, skąd przyszedł. Wcześniej mógł nam zaszkodzić,
ale teraz się udobruchał, aż do czasu, gdy zażąda nowej
daniny.

Wszystko zatem rozgrywa się w niebezpiecznej
okolicy progu cienkiego jak ostrze brzytwy, w wąskiej
strefie interferencji, w psychologicznym no man's land,
stanowiącym domenę sacrum par excellence: na grani,
gdzie wznosi się tabu (którego jedynym sensem jest za­
pobiec świętokradztwu, uniemożliwić profanację), na
granicy, względem której rzeczy - tracąc nieukierunkowany, amorficzny charakter tego, co świeckie - po­
laryzują się na lewe i prawe.
***

Wygnać śmierć albo ukryć ją za nie wiedzieć jaką
architekturą o ponadczasowej doskonałości: takim
starczym zajęciom oddaje się większość filozofów i macherów od religii. Wcielić śmierć w życie, sprawić, by
stała się w jakiś sposób rozkoszna (jak gest torera, któ­
ry łagodnie wciąga byka w fałdy kapy czy mulety); na
tym powinna polegać działalność budowniczych luster
- mam na myśli tych wszystkich, których najpilniej­
szym celem jest komponowanie owych faktów wydają­
cych się miejscami, gdzie czujemy, że przylegamy do
świata i do samych siebie, ponieważ dają nam one po­
czucie pełni, kryjącej w sobie własną mękę i własne
pośmiewisko.
Przełożyła Maryna Ochab
*

Fragmenty pochodzą z książki M. Leirisa Lustra tauromachii, Gdańsk, słowo/obraz terytoria, 1999.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.