008a035f81e85ad86376961ac174661a.pdf

Media

Part of Tbilisi - mała ojczyzna gruzińskiej Polonii / ETNOGRAFIA POLSKA 2001 t.45

extracted text
„Etnografia Polska", t. XLV: 2001, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA
Warszawa

TBILISI - M A Ł A OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

1

Punktem wyjścia do b a d a ń prowadzonych w Tbilisi, w czasie d w ó c h
kolejnych jesieni 1997 i 1998 г., była wieść o odrodzeniu się w Gruzji (po
rozpadzie Z S R R ) środowiska polonijnego. Kilkutygodniowe wyprawy zaowoco­
w a ł y 22 w y w i a d a m i z m i e s z k a ń c a m i gruzińskiej stolicy, k t ó r z y m a j ą P o l a k ó w
w ś r ó d swoich p r z o d k ó w , w liniach tak po mieczu, j a k i po kądzieli. „ P o l a c y "
mieszkają w Tbilisi od dwu do k i l k u p o k o l e ń i dziś większość z nich nie m ó w i po
polsku . N a siedmiuset członków Stowarzyszenia „ P o l o n i a " w 1997 r. po polsku
m o g ł o się p o r o z u m i e ć o k o ł o trzydziestu . R o z m ó w c y mówili o sobie r ó ż n i e ,
albo że są „rosyjskojęzyczni", czasami śmiejąc się - że są ludźmi „ z n i k ą d " ,
lub niekiedy, że - są Polakami. Po granicach będziemy chodzić - ż a r t o w a l i
(wyw. X X I ) . Często też używali określenia „Tbiliscy" . Niektórzy odwoływali się
do korzeni słowiańskich: Ja mógłbym być Gruzinem, ale ja [jestem] Słowianin.
Bliższy mi jest język rosyjski (wyw. X X I ) . I n n i , poprzez etymologię gruzińskiego
słowa sięgali do najstarszej p r a w s p ó l n o t y : [Gdy ktoś pyta o moje pochodzenie, to
odpowiadam, że] po gruzińsku mówi się „adamiani" [to znaczy po
gruzińsku
„człowiek"]. My wszyscy od Adama pochodzimy - m ó w i ł a pani Irena (wyw. I ) .
Tbilisi m a w sobie ogromny urok. P o ł o ż o n e w ś r ó d gór, bogate w mineralne
źródła, barwne, eleganckie. Ł a t w o jest je polubić. „ O t o c z o n e zielonym pierście­
niem gór, Tbilisi kojarzy [...] się z głębokim talerzem. Leżące w kotlinie [...]
amfiteatrem opada k u rzece, [...] [która] wirując i kipiąc na w i o s n ę , a ledwie
szemrząc w dniach letniej posuchy, przecina ten talerz na dwie p o ł o w y : wyższą
2

3

4

5

1

Artykuł jest fragmentem pacy magisterskiej „Polonia w Tbilisi. Przeszłość i teraźniejszość.
Na podstawie badań przeprowadzonych w latach 1997-1998", napisanej pod kierunkiem prof.
Anny Zadrożyńskiej, UW i prof. Andrzeja Woźniaka, PAN, obronionej w maju b.r. w Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej UW.
Wywiady były przeprowadzone wspólnie z Patrycją Prześlakiewicz (studentką Katedry Etno­
logii i Antropologii Kulturowej UW) i Joanną Konikiewicz (studentką Międzywydziałowych
Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW).
Terminu „Polak" używam w cudzysłowie, co nie jest oceną, lecz jedynie pewnym uproszczeniem.
Według p. M. Kozłowskiego, wyw. przeprowadzony w 1997 г.; wszystkie wywiady są w po­
siadaniu autorki.
„Tbiliscy", „Tbilisiec" po rosyjsku brzmi naturalnie, po polsku - dość niezgrabnie, będę
zatem unikać tych terminów.
2

3

4

5

156

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

i n i ż s z ą " ( A m i r a d ż i b i 1996, s. 76). Często p o r ó w n y w a n o Tbilisi z teatrem.
M a j a k o w s k i w y k r z y k n ą ł z G ó r y Dawidowej: „ T o dopiero audytorium! Z ta­
kiej sceny m o ż n a p r z e m a w i a ć do całego ś w i a t a ! " (Stepanow b.d.w., b.s.).
N a dzisiejszą a t m o s f e r ę stolicy bardzo d u ż y wpływ m i a ł a historia ostatniego
dwustulecia. Obraz miasta byłby niepełny bez uwzględnienia tak niedawnych
w p ł y w ó w z m u z u ł m a ń s k i e g o p o ł u d n i a , k t ó r e są „ w i n k r u s t o w a n e " w k u l t u r ę
g r u z i ń s k ą . Byłby nieprawdziwy bez pamięci o licznych migrantach, k t ó r z y
są od p o k o l e ń Tbiliscami, o kulturze Ormian, K u r d ó w , Asyryjczyków, Ż y ­
d ó w , N i e m c ó w , Rosjan, P o l a k ó w . Kalejdoskop k u l t u r odbija się w języku
(językach). W i l u i j a k i c h j ę z y k a c h m ó w i się w Tbilisi? „ P o o r m i a ń s k u m ó w i ?
M ó w i ! - w y c h w a l a ł c ó r k ę pewien tbiliski Ormianin - Po gruzińsku m ó w i ?
Naturalnie! Angielskiego się uczy? Uczy się! A w szkole u c z ą po francusku?
U c z ą ! I jeszcze Gwanca, c ó r k a naszego dozorcy Fizuły, uczy j ą t r o c h ę po
k u r d y j s k u " (Dumbadze 1988, s. 123).
T b i l i s i scala w ą t k i w s p ó l n e kulturze europejskiej, chrześcijańskiej, a z dru­
giej strony jest miastem ulegającym przez lata w p ł y w o m islamu. Przyglądając
się historii poprzedniego stulecia stawiamy t a k ż e w pełniejszym świetle tutejsze
ś r o d o w i s k o polonijne. Pozytywny stereotyp Polaka, istniejący do dziś w ś r ó d
G r u z i n ó w , u k s z t a ł t o w a n y został przez historię X I X i X X wieku i wpisuje się
w europejskie ambicje G r u z i n ó w , jak i w sferę trzebionych w ramach systemu
sowieckiego w a r t o ś c i chrześcijańskich.
W t y m ponad m i l i o n o w y m mieście p o w s t a ł o po rozpadzie Z S R R k i l k a
organizacji polonijnych skupiających łącznie blisko tysiąc o s ó b . N a pytanie,
dlaczego doszło do takiej „eksplozji p o l s k o ś c i " , nie ma chyba jednej odpowie­
dzi. N i e g r u z i ń s k a część społeczności Gruzji sięga dziś ponad 30% wszystkich
obywateli. Po rozpadzie Z S R R w 1991 r. bardzo wiele o s ó b , m o ż e zwłaszcza
tych z rodzin interetnicznych, stawiało sobie pytania d o t y c z ą c e t o ż s a m o ś c i
etnicznej. P o w s t a ł y r ó w n i e ż inne organizacje n a r o d o w o ś c i o w e . O Tbilisi,
mieście wieloetnicznym, żywiołowym, n i e k t ó r z y p o w i a d a j ą , że jest p a ń s t w e m
w p a ń s t w i e , tak bardzo r ó ż n i się od reszty kraju. Czy jego m i e s z k a ń c y , o k r e ś ­
lający siebie j a k o „ T b i l i s c y " , szukają innego zakorzenienia? Zdaje się, że tak.
Jednak n i e k t ó r z y r o z m ó w c y zarzucali nam nawet eksplicite, że zadając pyta­
nia d o t y c z ą c e t o ż s a m o ś c i etnicznej szukamy j e d n o z n a c z n o ś c i , nie dopuszcza­
j ą c m o ż l i w o ś c i pewnego niedookreślenia. T o prawda, że „ z b i o r o w o ś c i społecz­
ne przez n a s t ę p s t w o p o k o l e ń trwają w zmianie, a wraz z n i m i t r w a i rozwija
się ich k u l t u r a " ( K ł o s k o w s k a 1996 s. 35), jednak stale n u r t o w a ł y mnie pyta­
nia: Czy m o i r o z m ó w c y są Gruzinami? Czy czują się Polakami? Czy w ogóle
d e k l a r u j ą j a k ą k o l w i e k j e d n o z n a c z n o ś ć ? Czy ma dla nich znaczenie p o l s k o ś ć
przekazana po kądzieli, czy tylko ta po mieczu?
W ś r ó d czternastu n a s t o l a t k ó w ze szkółki j ę z y k a polskiego przy Polskim
Centrum Edukacyjnym p r z e p r o w a d z i ł a m d r o b n ą ankietę. C z w ó r k a dzieci de­
k l a r o w a ł a n a r o d o w o ś ć p o l s k ą . Dwoje u w a ż a ł o się w r ó w n y m stopniu za Pola­
k ó w , co za G r u z i n ó w , reszta - za G r u z i n ó w . W d u ż y m stopniu odpowiedzi
dzieci były w y p a d k o w ą w y b o r ó w ich r o d z i c ó w i niemałego w p ł y w u nauczycieli

157

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

polonijnych. Co ciekawe, n i e k t ó r e dzieci o gruzińskich nazwiskach deklaro­
w a ł y p o l s k o ś ć , t ł u m a c z ą c , że ich m a t k i , czy babcie były P o l k a m i .
G d y Aleksander Dumas - ojciec zobaczył Tbilisi, p o c z u ł się j a k odkrywca
nowej planety. Miasto wywarło na n i m takie wrażenie , j a k b y powiedziano - Oto
Saturn! A l b o - Oto M e r k u r y ! " {Tbilisi 1972; W s t ę p b.s.). Wszystko jednak zależy
od o c z e k i w a ń i w y o b r a ź n i , k t ó r a k a r m i się l e k t u r ą , m o d ą , o b i e g o w ą opinią.
Daleki od apoteozy jest komentarz współczesnego publicysty: „ T o było najzwyczajniejsze sowieckie miasto z p o p r a w k ą na kaukaskie obyczaje" ( K a b a k o w
1998, s. 14). Jednak c h c i a ł a b y m poświęcić k i l k a słów tej „ p o p r a w c e " .
Tbilisi obejmuje dziś 350 k m i ponad m i l i o n m i e s z k a ń c ó w (Regards sur la
culture g é o r g i e n n e 1998, s. 11). N i e jest wielką m e t r o p o l i ą w p o r ó w n a n i u
z i n n y m i stolicami E u r o p y czy A z j i . N a p o c z ą t k u lat dziewięćdziesiątych
s k u p i a ł o jednak a ż c z w a r t ą część obywateli Gruzji, przedstawicieli kilkudzie­
sięciu r ó ż n y c h n a r o d o w o ś c i (Furier 1993, s. 171). T a k a r ó ż n o r o d n o ś ć skła­
niała do rzucania śmiałych w y z w a ń : „ W i e ż a Babel runęła, a Tbilisi t r w a ! "
(Stepanow b.d.w., b.s.). Stolica w y r ó ż n i a ł a się, bo inne miasta gruzińskie nie
b y w a ł y t a k i m konglomeratem kaukaskich, azjatyckich i europejskich żywio­
łów. A tradycja osadnicza sięga w Tbilisi k i l k u tysiącleci. Archeolodzy przypi­
sują siedlisku nawet do sześciu tysięcy lat i zarzucają fałsz t y m , k t ó r z y „ l e k k ą
r ę k ą obchodzili [zaledwie] tysiąc pięćsetlecie miasta w 1958 r . " (Kvirkvelija
1969, s. 9; Chucišvili 1983, s. 10). O charakterze miejsca decyduje zatem r ó w ­
nież i to, że z o s t a ł a w n i m zachowana gruzińska „ d u c h o w a zasiedziałość".
W k o ń c u X V I I I w . d o s z ł o do kolejnej inwazji na Tbilisi. Perski szach k a z a ł
spalić to miejsce. G r u z i ń s k i e powitanie Gamardżoba znaczy - „ z w y c i ę s t w o " .
T o oczywiste, że wydarzenia z przeszłości t k w i ą w dzisiejszej codzienności,
jednak w T b i l i s i wydaje się, że historią żyje się mocniej z uwagi na zmiany
polityczne i społeczne. Czasy p r z e ł o m u , zwłaszcza takiego, k t ó r y jest etapem
od zniewolenia k u wolności, skłaniają do p o d s u m o w a ń , do syntezy, do od­
w o ł y w a n i a się do przeszłości, p r z y w o ł y w a n i a wielkich postaci historycznych.
2

W ostatnich latach zdecydowana większość mieszczan żyje w warunkach
u b ó s t w a , pozbawiona podstawowych u d o g o d n i e ń cywilizacyjnych. Gdy opusz­
czałyśmy Gruzję w 1998 г., nie było żadnych nadziei na realną p o p r a w ę sytuacji
w stolicy, w k t ó r e j i tak żyje się lepiej niż na prowincji.
M i a s t o w delikatniejszym, jesiennym słońcu złoci się wulkanicznym b o l niskim tufem, k t ó r y m o b ł o ż o n o wiele reprezentacyjnych b u d o w l i (Miłoszowie
1979, s. 176). W z d ł u ż ulic i na bazarach piętrzą się owoce - winogrona,
ż ó ł t o p o m a r a ń c z o w a h u r m a , wypełniająca stertami b a g a ż n i k i i całe w n ę t r z a
s a m o c h o d ó w osobowych. Owoce p o c h o d z ą z o g r o d ó w przy letnich daczach,
p r z y w o ż o n e są nawet z dalekiej prowincji, a sprzedawane b e z p o ś r e d n i o
z ulicy. D o c h o d y z handlu „ b a g a ż n i k o w e g o " łatają b u d ż e t niejednej rodziny.
D a g e s t a ń c z y c y - sprzedawcy a r b u z ó w , koczują tygodniami przy wylotowych
6

7

6

7

Bolnisi - miasto położone na południe od Tbilisi.
Owoc przypominający wyglądem pomidor.

158

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

trasach z miasta. N a n i e k t ó r y c h ulicach, obsadzonych gwarnym t ł u m e m sprze­
d a w c ó w , wirują zapachy zielonych cytryn p a c h n ą c y c h j a ł o w c e m , estragonu,
pietruszki, wszelkiego ziela, k t ó r y m targują A z e r b e j d ż a n k i . Tbiliskie bazary
z p o c z ą t k u wieku, w s p o m i n a ł Konstanty Paustowski, p a c h n i a ł y s k ó r ą , winem,
octem, sokiem z dzikich śliwek, miodem, woskiem i wonnym tytoniem (Paustow­
ski 1962, s. 251). D z i ś , żeby d o p e ł n i ć ten swoisty wachlarz w o n i trzeba powie­
dzieć o wieczornym, nisko przy ziemi p r z y s i a d ł y m m e l a n ż u z a p a c h ó w : siarki,
rozgrzanego asfaltu, nie wywiezionych śmietników, benzyny, spalin, kurzu,
intensywnej w o n i i g l a k ó w i piekarni, zapachu kiszonego czosnku na szuabazari
- śródmiejskim, reprezentacyjnym targu - gdzie cieszą oczy brzoskwinie, melony,
zielonożółte, soczyste i aromatyczne owoce fejoa, granaty, k i l k a g a t u n k ó w
lepkich od dojrzałości fig i b a k ł a ż a n y . A po k t ó r y m ś z jesiennych w e e k e n d ó w
w i d a ć nagle u wielu p r z e c h o d n i ó w charakterystycznie c i e m n o b r ą z o w e dłonie,
k t ó r e trudno d o m y ć po zdzierania łupin orzechów. Orzechy są bogactwem tego
kraju i z n a c z ą c y m akcentem w jego kuchni. P r z y w o ż o n e z urodzajnej Kachetii
czy Raczy, schną na miejskich balkonach, werandach, parapetach i p o d w ó r k a c h ,
ich g o r y c z k ą pachnie całe miasto. O b o k wiszą girlandy p o m a r a ń c z o w o ż ó ł t y c h
k w i a t ó w - aksamitek , służących j a k o przyprawa do gruzińskich d a ń .
8

„ S t a r e " Tbilisi, znane powojennemu pokoleniu, to dzieło XIX-wieczne,
odbudowane po klęsce, k t ó r ą zadali w 1795 r. Persowie. M i m o ćwierćwiecza
wojen, k t ó r e w y b u c h ł y zaraz po przyłączeniu Gruzji do rosyjskiego imperium
(1801 г.), Tbilisi r o z r a s t a ł o się intensywnie . Jak to bywa po każdej wojnie,
miasto u t r a c i ł o swój przedwojenny koloryt. Przyczynił się do tego m . i n .
ogromny n a p ł y w u r z ę d n i k ó w , inżynierów i rzemieślników z t e r e n ó w imperium
rosyjskiego oraz stymulujące k o n i u n k t u r ę oddziały wojsk carskich i d o w ó d z ­
two K o r p u s u Kaukaskiego (Miłoszowie 1979, s. 167). O d strony ekonomicz­
nej rosyjski protektorat z a p o w i a d a ł w Tbilisi zmiany na lepsze, przynajmniej
dla tych, k t ó r z y z takiej k o n i u n k t u r y chcieli i potrafili skorzystać. W 1821 r.
wznowiono swobodny tranzyt t o w a r ó w przez Gruzję. P ó ł wieku później nowe
linie kolejowe, łączące Tbilisi z Poti, Batumi i Baku stały się zaczątkiem całej
sieci nowoczesnych s z l a k ó w komunikacyjnych na Zakaukaziu. W latach dzie­
więćdziesiątych r o z p o c z ę t o b u d o w ę sieci telefonicznej, a na centralnych u l i ­
cach pojawiły się elektryczne latarnie (Chucišvili 1983, s. 33). Tbilisi ponownie
n a b i e r a ł o rangi żywego centrum handlowego, lecz o charakterze coraz bar­
dziej europejskim z akcentami b ę d ą c y m i k o n t y n u a c j ą miejscowych tradycji:
d o m a m i zdobnymi w drewniane balkony, galeriami, rzeźbionymi gankami,
tarasami (Miłoszowie 1979, s. 169).
9

N o w y m z a g r o ż e n i e m dla k u l t u r podbitych n a r o d ó w K a u k a z u i Zakauka­
zia był Z w i ą z e k Radziecki. Co stało się z Tbilisi i jego m i e s z k a ń c a m i po t y m ,
j a k w l u t y m 1921 r. do Gruzji w k r o c z y ł a A r m i a Czerwona? Gruzini mieli za

8

Po gruzińsku zwane „żółtymi kwiatami", w Polsce popularnie - aksamitkami.
Wojny z Persją były prowadzone przez Rosję w latach 1805-1813 i 1826-1828, z Turcją
- d o 1829 r.
9

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

159

s o b ą trzy lata niepodległości, stale niepokojonej o b e c n o ś c i ą rosyjskich b o l ­
szewików, żywo zainteresowanych Zakaukaziem. „ Z g l a j c h s z a l t o w a n i e " w c i ą ­
ganych w rewolucję bolszewicką n a r o d ó w nie było tylko pozorne. Betonowe
„ b l o k o w i s k a " , znane ze wszystkich stolic byłego B l o k u Wschodniego, n a b r a ł y
z czasem miejscowego charakteru, z p o d w ó r k o w y m i miejscami biesiadnymi,
balkonami zamienionymi na werandy, stolikami do wieczornej partyjki d o m i ­
no, s z a c h ó w czy n a r d y . K u l t u r a w Z w i ą z k u Radzieckim m i a ł a b y ć , j a k
wiadomo, narodowa w formie, a socjalistyczna w treści, co charakteryzuje t a k ż e
specyficzny r o z w ó j k u l t u r y materialnej, tzw. gruzinizmu. Z a czasów k o m u n i ­
stycznych konstrukcje dachowe n i e k t ó r y c h b u d y n k ó w użyteczności publicz­
nej, m . i n . szkoły łyżwiarstwa artystycznego dla dzieci i P a ł a c u Sportu, wzoro­
wano na tradycyjnym darbazi (Stepanow b.d.w., b.s.). Jan Berson słusznie
przypuszczał, że największe obostrzenia nowego systemu dotyczyły nie architek­
tury, a j ę z y k a , a ściślej b i o r ą c tego, co ten język m a b u d o w a ć (Berson 1935,
s. 128). Współczesny filozof - M . Mamardaszwili, pisał: „ N i e walczę o język gru­
ziński. T a walka j u ż z o s t a ł a wygrana. Ja walczę o to, co się m ó w i w j ę z y k u
g r u z i ń s k i m " (cyt. za: Jagielski 1994, s. 37). W ł a d z a radziecka „ z n i e w a l a ł a o d
w e w n ą t r z " , a mechanizm zrównywania dotyczył wszystkich i niemal wszystkiego
(prócz wspomnianych folklorystycznych p o z o r ó w odrębności kulturowej), czyli
sfery myślenia, a nawet uczuć, bo choć to wydaje się absurdalne, bolszewicy na
swój sposób „pragnęli miłości", specyficznie do niej nakłaniając (Kabakow 1998,
s. 14; A m i r a d ż i b i 1997, s. 58-66).
10

11

12

O atmosferze Tbilisi wiele m ó w i ą jego bazary. „ K a ż d y przyjezdny, c h c ą c
p o z n a ć miejscowe życie, winien zwiedzić ormiański bazar - czytamy w kalenda­
rzu z p r z e ł o m u X I X i X X w. P r ó c z targowisk jest tam cała r ó ż n o r o d n o ś ć stoisk
u s ł u g o w y c h . Cyrulik [...] m y d l i policzki i b r o d ę c z a r n o w ą s e g o gruzińskiego
franta, lub [...] Persa i głośno brzęcząc swoimi nożycami, wymienia się dowcipa­
m i z s ą s i a d a m i i przechodniami. Ludzie myją się, [...] strzygą, ubierają i rozbie­
rają, j a k u siebie w sypialni, na t y m gościnnym dla wszystkich, r o d z i m y m
bazarze" ( M o s k v i č b.d.w., s. 239). „ D o k o ł a targu - wspomina Tbilisi k i l k a ­
dziesiąt lat później H . A m i r a d ż i b i - m o ż n a było zobaczyć r o z t a ń c z o n e Cyganki
z o b o w i ą z k o w y m i złotymi k o ł a m i w uszach, a na samym targu spotykali się [...]
Chewsurzy i Gurijcy, Polacy i Szwedzi, A j s o r z y i Turcy [...] wszystko rozkrzy­
czane i pstrokate" ( A m i r a d ż i b i 1996, s. 76). Dzisiaj bazary nieco się zmieniły.
H a n d l e m „ n a r ę c z n y m " zajmuje się ogromna część społeczeństwa oraz wielu
u c h o d ź c ó w z prowincji o g a r n i ę t y c h w o j n ą lub głodem. N a targu m o ż n a k u ­
p i ć p r o d u k t y tureckie, polskie, p r z e w o ż o n e tutaj koleją w szalonym trudzie.
Imigranci p r z y b y w a j ą c y do Tbilisi przez cały X I X i p o c z ą t e k X X w . z czasem
13

1 0

Gra planszowa przypominająca warcaby.
„Darbazi" - dachy przypominające stożek, zwieńczone otworem dymno-okiennym.
Z badań przeprowadzonych wśród młodej inteligencji gruzińskiej wynika, że aż 18% gru­
zińskich respondentów zna lepiej język rosyjski niż gruziński (Furier 1993 s. 176).
Asyryjczycy.
1 1

1 2

1 3

160

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

uznawali miasto za swoje. A sprzyjała temu odwieczna wieloetniczność miejsca
i tradycyjna o t w a r t o ś ć jego m i e s z k a ń c ó w . Z łatwością m o ż n a było się t u
z a d o m o w i ć . T b i l i s i , j a k pisano wciągało p e w n ą lekkomyślnością, „ m i e s z a n i n ą
m ą d r o ś c i , hojności i smutku..." (Ajwazjan 1977, s. 415).
Istnieje specyficzny sposób poruszania się po tbiliskiej ulicy. „Rustawelić się"
- t o określenie u ż y w a n e przez nas w trakcie b a d a ń . Odnosi się do sposobu życia
na głównej stołecznej ulicy - A l e i Szoty Rustawelego. „ R u s t a w e l i ć s i ę " - to
r e p r e z e n t o w a ć szyk i elegancję bliską, na pierwszy rzut oka, europejskiemu
rozumieniu tego słowa. Dziewczyny z wyniosłym, zamglonym spojrzeniem
p r z e c h a d z a j ą się p o d r ę k ę w parach lub t r ó j k a m i . Czasem „ p r o w a d z a j ą s i ę "
w ten s p o s ó b c h ł o p c y . M ł o d z i na powitanie i na „ d o widzenia" wielokrotnie
c m o k a j ą się w policzki. N a Rustaweli spotyka się znajomych, słychać śmiechy
i głośne rozmowy, czasem dochodzi do jakieś bójki. Błyszczą w słońcu białe
kołnierzyki i wyglancowane buty. Eleganckie dziewczyny i chłopcy, tacy zdawało­
by się beztroscy, j a k b y kłębiące się w o k ó ł problemy zupełnie ich nie dotyczyły.
W z a u ł k a c h miasta, p r z y p o m i n a j ą c y c h niekiedy m a ł ą mieścinę, rozlegają się
rankiem o k r z y k i : Maconi! Maconi! Sprzedawcy kaukaskiego j o g u r t u r o z n o s z ą
swój towar j u ż bez osiołków, o k t ó r y c h Paustowski pisał, że były tak „ c z a r n e
i tak zakurzone [...] j a k b y wszyscy przechodnie d ł u g o wycierali o nie nogi j a k
0 s ł o m i a n e m a t y " (Paustowski 1962, s. 231). Z tych m a ł y c h d o m ó w , gdzieś
z góry, niby strumyki do głównej arterii schodzą prześliczne, eleganckie dziewczy­
ny i r ó w n i e zadbani chłopcy. Mijając nas, zostawiali za s o b ą w o n n o ś c i z P a r y ż a
(?). T o rzeczywiście miasto nie z tego świata. „ S k ą d się ci ludzie b i o r ą ? "
z a d a w a ł y ś m y sobie pytania, wracając do mieszkania, k t ó r e - j a k niemal wszyst­
kie domostwa w Gruzji - było pozbawione stałej dostawy p r ą d u i wody.

OD POLSKOŚCI U T R Z Y M A N E J DO R E K O N S T R U O W A N E J

P o c z ą t e k lat dziewięćdziesiątych otwiera w Gruzji t r u d n ą d e k a d ę od strony
politycznej, ekonomicznej i społecznej. „ S t a r z y " m i e s z k a ń c y stolicy musieli się
p o g o d z i ć z n a p ł y w e m masy u c h o d ź c ó w z gruzińskich t e r e n ó w objętych w a l ­
k a m i . Z m i e n i ł się obraz codziennego życia eleganckiego miasta. Przyniosło to
wiele nowych n a p i ę ć . Przybysze pozbawieni dachu nad głową i pewności j u t r a ,
to przede wszystkim Gruzini. Niejednokrotnie zapewne rodziło się pytanie:
K t o jest gospodarzem miasta? Przede wszystkim Gruzini? M o ż e całe wieloetniczne ś r o d o w i s k o zasiedziałe t u o d p o k o l e ń ?
W takich warunkach „ w y t r ą c i ł a s i ę " tbiliska Polonia. Z a i s t n i a ł a j a k o efekt
przemian politycznych i społecznych, do k t ó r y c h doszły niemałe problemy
materialne. N i e p o w s t a ł a , rzecz jasna, „ z niczego". O d w o ł y w a ć się m o g ł a do
tego, co zostało utrzymane subiektywnie - w pamięci (historie rodzinne)
1 obiektywnie - j a k o funkcjonujący w ś r ó d G r u z i n ó w pozytywny stereotyp
Polaka. Po rozpadzie Z S R R u d o s t ę p n i o n o m a t e r i a ł y archiwalne, p o m a g a j ą c e
wielu m i e s z k a ń c o m Gruzji r e k o n s t r u o w a ć swoją t o ż s a m o ś ć etniczną.

161

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

N a p r z e ł o m i e X I X i X X w . Polacy mieszkający w Tbilisi stanowili p o ł o w ę
całej gruzińskiej Polonii. Nie zakładali k o l o n i i , j a k Niemcy. Polskie domostwa
s p o t y k a ł o się nieco częściej w pewnych regionach miasta: na K u k a c h , w oko­
licy k o ś c i o ł a świętych a p o s t o ł ó w Piotra i P a w ł a oraz na Sololaki. W y j ą t k i e m
b y ł a b y bardzo słabo zbadana historia „polskiej okolicy" w dzielnicy Issani. T o
miejsce było związane z osadnictwem wojskowym. W ś r ó d żołnierzy carskich
stacjonujących na Kaukazie po upadku powstania styczniowego Polacy byli
bardzo liczni, osadzono ich m i ę d z y innymi tutaj, stąd nazwa - polski okolodok. Tatiana Felkin jest przedstawicielką szóstego pokolenia „ P o l a k ó w " za­
mieszkujących jeden z tych „ p o l s k i c h " d o m ó w : Tu mieszkali polscy oficerowie
- m ó w i - [...] / dlatego to miejsce nazywali polski rejon... polski okolodok. O, te
trzy ulice (wyw. X V I I I ) . D z i ś , poza p a n i ą Felkin, z „ P o l a k ó w " mieszka t u j u ż
t y l k o k i l k a zrusyfikowanych rodzin o polskich nazwiskach.
W p a m i ę t n i k a c h p r z e t r w a ł y relacje o domach, w k t ó r y c h gromadzili się od
czasu do czasu tbiliscy Polacy. D o takich należał niegdyś dom generała Józefa
C h o d ź k i (1800-1881), geodety i topografa, k t ó r e g o p o s t a ć i dzieło opisał
ciekawie Andrzej Furier (Furier 1998, s. 819). Było też sporo innych d o m ó w ,
k t ó r y c h gospodarze pragnęli, by stanowiły „ostoję życia polonijnego". W ś r ó d
zesłańców polskich n i e m a ł o było wybitnych p o e t ó w , pisarzy, m u z y k ó w , folk­
l o r y s t ó w . I c h patriotyczne postawy, romantyczna wrażliwość na otaczającą
rzeczywistość i szerokie zainteresowania sprawiły, że określa się ich mianem
nieformalnego ugrupowania P o e t ó w Kaukaskich, zwanego nawet „filią" litera­
tury polskiej (Inglot 1994, s. 433). Członkowie tego grona nawiązywali przyjaciel­
skie k o n t a k t y z czołowymi postaciami ówczesnej kultury gruzińskiej. Poeta
Tadeusz Ł a d a Z a b ł o c k i (1813-1847) przyjaźnił się z M i c h a ł e m Tumaniszwili
i Nikolozem Barataszwili. Kazimierz Ł a p c z y ń s k i (1823-1893) w s p ó ł p r a c o w a ł
natomiast w Tbilisi z Wachtangiem Orbelianim i Giorgim Eristawim . Zajmował
się t ł u m a c z e n i e m dzieła Szoty Rustawelego, a t a k ż e tworzył prace z pogra­
nicza etnografii, historii i literatury. Mateusz Gralewski był badaczem zwy­
czajów K a u k a z u i Zakaukazia. Leon Janiszewski, uzdolniony muzyk i literat
(1810-1861) p o z o s t a w i ł po sobie w muzycznej schedzie m . i n . Polkę
tyfliską
(Baranowski, Baranowski 1987, s. 162). D o p o e t ó w skupionych w o k ó ł najwybit­
niejszego z nich - Tadeusza Ł a d y Zabłockiego, należeli: Wincenty D a w i d , Albert
W . Potocki i Juliusz S t r u t y ń s k i .
14

W j a k i m stopniu to t w ó r c z e grono uczestniczyło w życiu K o ś c i o ł a i miejs­
cowej parafii katolickiej? D o lat siedemdziesiątych X I X w. wszystkich t b i l i skich wiernych K o ś c i o ł a Rzymsko-katolickiego g r o m a d z i ł a jedna świątynia
p o d wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej M a r i i Panny. Polacy z r o k u na r o k
stanowili coraz znaczniejszy procent p a r a f i a n
(Chmielecki 1998, s. 225).
15

1 4

G . Eristawi (1811-1864) dramaturg, tłumacz. Został zesłany w latach trzydziestych za
działalność antyrosyjską na tereny Litwy, Białorusi i Królestwa Polskiego, poznał język polski.
Jak podaje ks.T.T. Chmielecki, są dwie „wersje" nazwania starego kościoła, druga to:
Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
1 5

162

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

W 1897 r. na 160 tys. o s ó b zamieszkałych w stolicy odnotowano 4133 Pola­
k ó w ( M ą d z i k 1987, s. 29). Inicjatorem budowy drugiego katolickiego k o ś ­
cioła w mieście był pracujący w Tbilisi ksiądz M a k s y m i l i a n O r ł o w s k i
(1813-1891) ; (Chmielecki 1998, s. 354). Po n i m kolejnym proboszczem na
K u k a c h , do 1907 г., był znowu Polak - ks. Józef Baranowski. Po trzech
kolejnych probostwach księży G r u z i n ó w , w 1970 r. pojawił się w parafii ksiądz
Jan Śnieżyński, późniejszy proboszcz, k t ó r y p r a c o w a ł w Tbilisi 24 lata. Za
jego c z a s ó w msze święte odprawiane były po gruzińsku, o r m i a ń s k u , asyryjsku
i dwa razy w tygodniu w języku polskim (wyw. V I I ) . W czasie pierwszej wizyty
w T b i l i s i , w 1989 г., b y ł a m razem z m o j ą r o d z i n ą w kościele św. a p o s t o ł ó w
Piotra i P a w ł a . Zwróciliśmy tam na siebie u w a g ę kościelnego, k t ó r y podszedł,
z a p y t a ł czy jesteśmy z Polski, po czym powiedział, że msza święta będzie
odprawiona po polsku, specjalnie dla nas. Jak się potem o k a z a ł o , po polsku
przeczytana była Ewangelia, kazanie było po rosyjsku, a reszta po ł a c i n i e .
N a b o ż e ń s t w a były tak odprawiane jeszcze do niedawna. D z i ś księża nie uży­
wają innych j ę z y k ó w p r ó c z gruzińskiego i łaciny, z pewnymi w y j ą t k a m i dla
rosyjskiego i o r m i a ń s k i e g o (Chmielecki 1998, s. 327). Zatem, w kościele na
K u k a c h w ostatnim dziesięcioleciu wprowadzono wiele reform, k t ó r e nie
wszystkim się p o d o b a j ą . P o w s t a ł problem: j a k p o g o d z i ć p o w s z e c h n o ś ć świą­
t y n i (język, k t ó r y r o z u m i e j ą jeszcze chyba wszyscy dorośli m i e s z k a ń c y miasta,
to rosyjski), o t w a r t o ś ć na społeczność gruzińską (język gruziński) oraz jej
symboliczne i historyczne p o w i ą z a n i a z miejscową P o l o n i ą (uczącą się j ę z y k a
polskiego)? W p o c z ą t k u lat dziewięćdziesiątych było trzystu parafian polskie­
go pochodzenia (Borawski 1993, s. 11). Póki u nas jeszcze był ksiądz Jan
Śnieżyński - wspomina siostra Helena Ł a b o n a r s k a - u nas były wszystkie
praktyki, takie jak w Polsce: i wigilia i opłatki. I wszystkim tłumaczyło się jak
to trzeba ten wieczór [wigilijny] spędzić [...], a później jak przyszło już dużo ludzi
do kościoła, to opłatki zniesiono, bo ludzie nie wiedzieli o co chodzi i mylili go
z komunią świętą .
Teraz na wigilię ksiądz proboszcz święci oplatek Polakom.
Bo oni rozumieją, nie trzeba im już tłumaczyć (wyw. I V ) .
1 6

17

18

19

K o ś c i ó ł świętych A p o s t o ł ó w p o z o s t a w a ł przez lata miejscem, gdzie m o ż n a
było usłyszeć język polski. Pan M i k o ł a j K o z ł o w s k i przyznaje, że język polski
zna s ł a b o , a i to wyłącznie przez kościół, [który] zawsze był tutaj centrum
wszystkich Polaków, którzy nie mieli dotąd [do 1995 r. - J.D.] stowarzyszenia
[...] Dla wiary, przez wyznanie oni tutaj przychodzili i spotykali się [...]. Żeby
1 6

Nie licząc Polaków służących w carskiej armii.
Tradycja katolicka związana jest z Tbilisi od czasu pierwszych misji X I I I w., a kościół pod
wezwaniem Wniebowzięcia NMP był kolejną świątynią rzymsko-katolicką usytuowaną w tym
rejonie miasta (Chmielecki 1998 a, s. 225).
Zakaz używania języka gruzińskiego w kościołach na terenie Gruzji był wydany jeszcze za
caratu. Ówczesne władze bardzo nieżyczliwie patrzyły na Gruzinów-katolików, a chcąc im utrud­
nić swobodne wyznawanie wiary wydały dekret, zakazujący używania gruzińskiego przez księży
katolickich (Chmielecki 1998b, s. 316).
Chodzi o lata dziewięćdziesiąte.
1 7

1 8

1 9

MAŁA OJCZYZNA

GRUZIŃSKIEJ

POLONII

163

być Polakiem, trzeba, jak się mówi, prowadzić
życie po polsku. Mieć
taką
polskość. Śpiewać, tańczyć jak to się mówi. No, a tego nie bylo. Obyczaju i tego
wszystkiego nie było. No, jeżeli obyczaj i tradycja - to ta, która była
związana
z Kościołem. Święta - tak. Boże Narodzenie, Wielkanoc - to wszystko było.
Kościół tak, ale życie było sowieckie. Rozumiecie? (wyw. X X I ) . W ostatnich
latach siostra Helena katechizuje d o r o s ł y c h . Jest w ś r ó d nich t a k ż e k i l k u „ P o ­
l a k ó w " , k t ó r z y sami często przyznają, że tęsknotę za wiarą zachowali dzięki
dziadkom (wyw. I V ) . Po t y m religijnym pokoleniu z a c h o w a ł y się p a m i ą t k i ,
m o d l i t e w n i k i , obrazy. K s i ą d z A d a m , gdy przyjechał do Gruzji w sierpniu
1991 г., o d w i e d z a ł razem z ks. Śnieżyńskim zaprzyjaźnione z n i m rodziny. D o
takich miejsc, w k t ó r y c h regularnie b y w a ł ks. Jan należał p o n o ć d o m p a ń s t w a
W i ł k o m i r s k i c h . W p o c z ą t k u lat dziewięćdziesiątych bardzo wielu z tych ludzi,
k t ó r y c h w i d y w a ł o się w kościele przez cały okres k o m u n i z m u wyjechało
z Gruzji. Jak m ó w i M a ł g o r z a t a M o n i k a Pawlak, „wszyscy Polacy z ostatniej,
dobrowolnej emigracji, dziś - z p o w o d u tragicznej sytuacji ekonomicznej,
wyjechali do kraju [ , . . ] " (Pawlak 1997, s. 5).
2 0

Ze „ s t a r e g o " grona „ p o l s k i c h parafian" p o z o s t a ł o , zdaje się, niewielu.
R o z m a w i a ł y ś m y z L i u b o w Brejnakowską-Kadeiszwili, k t ó r a t u ż po wojnie
chodziła do kościoła ze swoją m a m ą : W szkole, co prawda, zabraniano - m ó w i
- ale w kościele b y w a ł a choćby z ciekawości. My na noc chodziłyśmy
[...]
[w czasie świąt Wielkanocnych], żeby nas nikt nie widział, bo w szkole potem
krzyczą. A n a t e m ą o b ł o ż o n e było t a k ż e świętowanie domowe. Mama mi szyko­
wała choinkę - śmiejąc się opowiada pani L i u b o w - i chowała, żeby nikt nie
widział (wyw. I I I ) .
K s i ą d z A d a m O c h a ł o t a m t y m ś r o d o w i s k u wie ze w s p o m n i e ń poprzed­
niego proboszcza. Relacja, j a k ą nam p r z e k a z a ł jest zatem z drugiej ręki.
Ludzie ci - m ó w i ksiądz A d a m - zostawali po mszy, by się wspólnie modlić po
polsku. Mieli „swoje" nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Był także polski organista
pan Adam, który w początku
lat dziewięćdziesiątych
wyjechał z rodziną do
Brześcia. Ksiądz Śnieżyński był dużym wsparciem dla tego praktykującego
po­
kolenia Polaków.
Opiekował
się [...] duchowo [moją ciocią] - o p o w i a d a ł a
Jadwiga K o ł u s o w s k a - i pracowali razem. Ciocia [...]jak buchalter pomagała.
Potem coś tam w kościele, jakaś sprawa była. Trzeba było znaleźć dobrego
prawnika i ciocia znalazła, i sprawę wygrali (wyw. X I V ) .
W Z S R R o b o w i ą z y w a ł „ p o w s z e c h n y zakaz nauczania religii do 18 r o k u
ż y c i a " (Chmielecki 1998, s. 316). Siostrom zakonnym (nosiły wyłącznie ubra­
nia cywilne) p r z y ł a p a n y m na j a k i m k o l w i e k kontakcie z dziećmi groziła kara
trzech lat więzienia (wyw. I V ) . Jednak duszpasterze p r ó b o w a l i zachęcać m ł o ­
dzież do odwiedzania kościoła. Jak przyjechałyśmy
- m ó w i siostra Helena
- było jedno dziecko w kościele [...] [chłopiec] z niemiecko - ormiańskiej rodziny.
Siedział z babcią. Nie było żadnej procesji i kiedy proboszcz [znalazł] tam na
2 0

O licznych wyjazdach „starych polskich parafian" mówi zarówno siostra Helena (wyw. IV),
ks. Adam Ochał i jego gosposia p. Nina (wyw. VII), jak i M . Niezabitowska (wyw. X l i i ) .

164

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

strychu chorągiew, jeszcze w dobrym stanie [powiedział, że] procesja może
będzie [...]. Ale jest zdjęcie [...] za pięć lat już była procesja (wyw. I V ) .
U r o c z y s t o ś c i r o k u liturgicznego i wszelkie inne tradycyjne n a b o ż e ń s t w a ,
p r z y w r ó c o n e w Kościele katolickim po rozpadzie Z S R R na jego byłych tery­
toriach, m a j ą szczególne znaczenie w procesie odtwarzania tożsamości. W k a ż ­
d y m numerze biuletynu Polskiego Centrum Edukacyjnego - „ P o l o n i a K a u k a ­
ska" są zdjęcia i liczne wzmianki o obchodach świąt katolickich. „Nauczyciele
Szkółki J ę z y k a Polskiego [ . . . ] - czytamy w pierwszym numerze Polonii Kauka­
skiej - postanowili p r z y p o m n i e ć swym uczniom p i ę k n e polskie tradycje [...]
K s i ą d z Andrzej Graczyk, znany dzieciom z lekcji religii [...] s p o g l ą d a ł [...] na
o d r a d z a j ą c e się nie tylko polskie tradycje, ale i polskie dusze" (Polskie dzieci
witają Wielkanoc 1999, s. 16). Z polskich tradycji opisano t a k ż e spotkanie
„ o p ł a t k o w e " i , j a s e ł k a " . Świętowanie podtrzymuje etniczną t o ż s a m o ś ć i jedno­
cześnie sięga do dobrej tradycji. Jest przecież i zła tradycja, t a k ż e scalająca
etnicznie. D o incydentów etnicznych dochodziło, niestety, w ramach tego samego
K o ś c i o ł a t a k ż e w Tbilisi. K a t o l i c y wiedli m i ę d z y s o b ą spory dotyczące m.in.
„ p r a w a w ł a s n o ś c i " kościoła na K u k a c h (Chmielecki 1998, s. 322-332). W swojej
obszernej pracy dotyczącej gruzińskiego katolicyzmu, ks. T y m o n T . Chmielecki,
pisze o tej sprawie tak: „kościół [św. Piotra i P a w ł a - J.D.] nie był jedynie
«własnością» P o l a k ó w , lecz p o w s t a ł przy udziale wielonarodowej społeczności
katolickiej ówczesnego Tbilisi i przy aktywnym wsparciu gruzińskich k a t o l i k ó w "
(Chmielecki 1998, s. 243).
21

W ciągu ostatniego dziesięciolecia kościół katolicki bez p r z e s z k ó d groma­
dzi wiernych na uroczystości r o k u liturgicznego. W ś r ó d nowych parafian
u świętych Piotra i P a w ł a jest wielu G r u z i n ó w , O r m i a n , K u r d ó w , Asyryjc z y k ó w , Rosjan i tych wszystkich, k t ó r z y określają się j a k o „rosyjskojęzyczni m i e s z k a ń c y T b i l i s i " . N i e k t ó r z y ludzie dopiero d r o g ą „przez k o ś c i ó ł " od­
najdują swoją t o ż s a m o ś ć etniczną. Bywa też i odwrotne, gdy ludzie naj­
pierw o d n a j d u j ą swoje polskie korzenie, poprzez a k t y w n o ś ć np. w świeckich
o ś r o d k a c h polonijnych, a dopiero potem p r z y c h o d z ą do kościoła. Przycho­
d z ą t a k ż e ci, k t ó r z y cenią „ z e w n ę t r z n y " związek świątyni z polskością, do­
strzegają odmienny charakter, na p r z y k ł a d w sposobie bycia wiernych. W cer­
kwi - m ó w i pani M a r i n a - wszyscy przepychają
się nawzajem, w kościele
lepiej... (wyw. X I I I ) .
22

K s i ą d z A . O c h a ł jest proboszczem od 1995 r. Siostra Helena Ł a b o n a r s k a
pracuje tutaj od 1972 r. Oboje zostali poproszeni o udział w życiu polonijnym.
I c h opory przed w i ę k s z y m z a a n g a ż o w a n i e m się wynikały z odmiennych ocze­
k i w a ń i celów, jakie przyświecają K o ś c i o ł o w i Katolickiemu i towarzystwu
polonijnemu. A l e są t a k ż e inne, prozaiczne względy. Jak m ó w i siostra Helena
- u mnie nie m a czasu z a j m o w a ć się swoim narodem. U mnie tyle katechizacji.
2 1

K s . Andrzej Graczyk pracuje w parafii św. Piotra i Pawła od jesieni 1998 r.
Ormianie greko-katolicy w stolicy Gruzji pozbawieni są duszpasterza, który sprawowałby
liturgię w ich obrządku (Chmielecki 1998 b, s. 323).
2 2

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ

POLONII

165

22

Po drugie nasze zgromadzenie mieszane . My przyjmujemy u nas siostry różnej
narodowości.
Tak [chciał] nasz założyciel.
Żeby żadna nie wyczula w Gruzji,
wśród Gruzinek, że ona jest Polka [...] I po drugie, że teraz na katechizacji różnej
narodowości
ludzie. Ja nigdy nie pytam jakiej narodowości.
Tylko żeby on
rozumiał. Jest pytany: Gruzin? Rozumiesz po rosyjsku? Jeżeli rozumie to znaczy
niech sobie siedzi. A jeżeli już nie rozumie po rosyjsku, to ja wtedy do takiej pani
prowadzę,
co uczy katechizmu [po gruzińsku - J.D.] [...]. Mnie się zdaje, że
jeżeli [miejscowi „ P o l a c y " - J.D.] nie będą rozumieć po polsku, to po rosyjsku
będzie można im [katechezę] wytłumaczyć.
Jakoś to będzie (wyw. I V ) . K s i ą d z
A d a m O c h a ł przyszedł jednak na pierwsze spotkanie polonijne, k t ó r e b y ł o
w 1994 r. Właściwie,
to go zmusiłam, żeby przyszedł
- m ó w i założycielka
p o w s t a ł e g o później Stowarzyszenia „ P o l o n i a " , pani M a r i a F i l i n a N a t y m
spotkaniu modliliśmy się razem i naprawdę byla dobra atmosfera - wspomina
(wyw. V ) . Potem k s i ą d z proboszcz j u ż nie przychodził. Jak sam m ó w i , był
zdziwiony, że świeckie zgromadzenie polonijne z g r o m a d z i ł o d u ż o więcej o s ó b
niż niedzielna msza święta i comiesięczna msza w j ę z y k u polskim, na k t ó r ą
przychodzi o k o ł o 30 wiernych.
Reszta „ P o l a k ó w " , jeśli j u ż się pojawia w kościele, to jedynie na W i e l ­
kanoc, czy na B o ż e Narodzenie. Ja tam im zawsze to wygarniałem - m ó w i ,
śmiejąc się, k s i ą d z A d a m - wszyscy księża z byłego Związku
Radzieckiego
mówią, że tam gdzie zagubili wiarę, tam i zagubili potem polskość. No, może
tutaj się to nie sprawdza teraz, bo w Stowarzyszeniu 200 ludzi, a w kościele ich
jest 30—40... nie, nawet tyle nie ma (wyw. V I I ) .
Zwyczaj „ p o l s k i e j " mszy został p r z y w r ó c o n y , po k i l k u latach przerwy, na
p r o ś b ę grupy parafian, k t ó r y c h zachęcił do tego ks. Jerzy Szymerowski
(Chmielecki 1998, s. 325). P r z y c h o d z ą c a na tę mszę świętą garstka „ P o l a k ó w "
n a u c z y ł a się śpiewać i o d p o w i a d a ć - m ó w i siostra Helena - ale jak
ksiądz
kazanie mówi, to nie rozumieją wszystkiego [...] Z czasem dzieci będą przy­
chodzić i lepiej rozumieć jak te babcie, bo u pani Małgorzaty
się uczą [języka
polskiego] . Wszystko zaczyna się (wyw. I V ) .
K o ś c i ó ł św. św. a p o s t o ł ó w Piotra i P a w ł a m a szansę stać się żywym o ś r o d ­
kiem „ p o l o n i j n y m " . W przeszłości ta niewielka świątynia p o m a g a ł a polskiej
k o l o n i i z a c h o w a ć poczucie ś w i a d o m o ś c i narodowej. Obecnie jest pomocna
w rekonstruowaniu nie tylko życia religijnego, duchowego, ale także tożsamości
2Ar

25

26

2 3

Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Jezusa w Eucharystii. Założycielem zakonu był bł. Jerzy
Matulewicz. Siostra Helena jest jedyną Polką w tym zgromadzeniu zakonnym, pracującą na
terenie Gruzji. Jak sama mówi, pojawiały się inne siostry z Polski, ale nie wytrzymując trudów
wracały do kraju.
Ks. A. Ochał dopiero potem dowiedział się, że w 1998 r. Stowarzyszenie było już dużo
liczniejsze.
Ks. J. Szymerowski pracuje na stałe w parafii w Wale, koło Achalciche, w południowej
części kraju. W Tbilisi pracował tylko po przyjeździe do Gruzji w 1995 r.
Małgorzata M . Pawlak prowadziła lekcje języka polskiego jeszcze przy Stowarzyszeniu
„Polonia". W 1998 r. założyła oddzielne Polskie Centrum Edukacyjne.
2 4

2 5

2 6

166

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

narodowej ( O c h a ł 1999, s. 13). W przyparafialnej grupie „ P o l a k ó w " do o s ó b
z a a n g a ż o w a n y c h należy pani Irena K o z ł o w s k a , k t ó r a pragnie założyć dzie­
cięcy polonijny c h ó r k o ś c i e l n y . My - starzy, odchodzimy - m ó w i pani Irena
- Młodzi niech mają tego ducha polskiego (wyw. I ) . Z w i ą z k i z kościołem były
niekiedy drugim r ó w n o l e g ł y m spoiwem u m a c n i a j ą c y m relacje m i ę d z y l u d ź m i
polskiego pochodzenia. Jak m ó w i M . Filina: Moja babcia razem z [...] panią
Łopatyńską,
chodziły do kościoła razem. No i cała rodzina zaprzyjaźniła się z tej
polskości,
powiedzmy. Nie wiem nawet czy z polskości,
czy z
katolickości.
W sumie nie wiadomo (wyw. V ) .
27

W projekcie statutu Stowarzyszenia „ P o l o n i a " , utworzonego w 1994 г.,
gwarantowano m . i n . pomoc w odnajdywaniu k o n t a k t ó w z r o d z i n ą w Polsce,
organizowanie w y j a z d ó w do Polski dla młodzieży polskiego pochodzenia
(Ustav Sodružestva...,
b.d.w., s. 3). Jednak poszukiwania k o n t a k t ó w , zbieranie
w i a d o m o ś c i o Polsce na w ł a s n ą rękę oraz p r ó b y utrzymywania, czy odnawia­
nia więzi rodzinnych, trwały od dawna, od kiedy się d a ł o . Pani Brejnakowska
m ó w i , że całe życie g a r n ę ł a się do wszystkiego, co polskie: Ja nie mogę
powiedzieć - tęsknię, bo tam nie mieszkałam,
lecz nostalgia jakaś jest. Bardzo
trudno (wyw. I I I ) . N i e k t ó r z y przechowali w pamięci nazwiska k o l e g ó w p o l ­
skiej n a r o d o w o ś c i , jeszcze z czasów szkolnych . M a r i n a Niezabitowska
z k o l e ż a n k ą ze szkolnej ławy, p a n i ą C z a p l i ń s k ą , utrzymuje k o n t a k t do dziś.
Obie n a l e ż ą do Stowarzyszenia „ P o l o n i a " . Jednak innych „ p o l s k i c h " k o l e g ó w
nie spotyka, c h o ć nazwiska, m . i n . M a ł ż y ń s k i e j i Rzeplińskiego, z a c h o w a ł a
w p a m i ę c i (wyw. X I I I ) .
W radzieckim Tbilisi, poza kościołem św. Piotra i P a w ł a , z „ p o l s k o ś c i ą "
m o ż n a się było z e t k n ą ć w Instytucie Literatury Słowiańskiej na T b i l i s k i m
Uniwersytecie P a ń s t w o w y m . Zajęcia w Instytucie prowadzone były przez ponad
10 lat przez Giorgoa G r i g o ł o w a (męża członkini Stowarzyszenia „ P o l o n i a " ,
pani Świetlany K o s z u t ) . K u r s o b e j m o w a ł literaturę p o l s k ą , czeską i b u ł g a r s k ą .
Po śmierci G . G r i g o ł o w a przejął (i do dziś prowadzi) w y k ł a d y z literatury
słowiańskiej Serioża Hangulian (wyw. I I ) . Lektorat j ę z y k a polskiego prowa­
dzony był m . i n . przez prof. M a r i ę Filinę, M a ł g o r z a t ę M . Pawlak i T a m a r ę
Bilińską. Z uniwersyteckich zajęć od lat korzystali nie tylko „Polacy", ale właśnie
dla nich te spotkania m o g ł y b y ć momentem u t o ż s a m i e n i a się z polskością.
28

2 9

W radzieckiej Gruzji d o s t ę p n e były niektóre polskie czasopisma, j a k „Szpil­
k i " , „ P r z e k r ó j " , czy „ F i l m " , bo c h o ć „ c a ł a właściwie prasa «kapitalistyczna»
z n a j d o w a ł a się na indeksie, [...] [to te tytuły] m o ż n a było swobodnie k u p i ć [...].
Prawie to samo da się powiedzieć o beletrystyce" (Duszenko 1995, s. 164). Pan
K o z ł o w s k i wspomina, że w Tbilisi m o ż n a było k u p i ć „ T r y b u n ę L u d u " i „ P a n o -

2 7

Choć jest mężatką nosi nazwisko panieńskie, jak wiele kobiet w Gruzji. Jak tłumaczy ten
zwyczaj jedna z kobiet Jesteśmy niezależne [...] (śmiech). Poza tym [...] w sowieckich czasach, tam
jakoś liczyło się żeby kobieta byla niezależna (wyw. II).
O „geografii polskich nazwisk w Gruzji pisze P. Prześlakiewicz (1999, s. 55-56).
W latach pięćdziesiątych.
2 8

2 9

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

167

r a m ę " (wyw X X I ) . I n n i czytywali miesięcznik „ P o l s z a " (wyw. X I I I ) . Jak podaje
Igor Sikirycki - w 1959 r. o k o ł o tysiąca pięciuset m i e s z k a ń c ó w Tbilisi prenume­
r o w a ł o stale polskie gazety i czasopisma (Sikirycki 1969, s. 227). D o k o n t a k t ó w
z rodakami z kraju d o c h o d z i ł o niekiedy w czasie wakacji: W Gliwicach mam
znajomych - m ó w i T . Felkin - Byli w Tbilisi wiele razy. Poznaliśmy
się na
urlopie nad Morzem Czarnym, niedaleko od Soczi (wyw. X V I I I ) . W kolejnych
latach gliwiccy znajomi, odwiedzający często Gruzję, składali wizyty w d o m u
pani Felkin, w k o ń c u przyjechali specjalnie na jej zaproszenie. Ona sama
jednak nie zdążyła p o j e c h a ć do Polski przed rozpadem Z w i ą z k u Radzieckiego.
Potem kryzys ekonomiczny'zaprzepaścił możliwość wyjazdu (tamże). Spotkania
z ludźmi o tych samych n a z w i s k a c ^ n a l e ż a ł y natomiast do szczególnie w a ż n y c h
i b u d u j ą c y c h , bo w pewnym stopniu wypełniały lukę po zerwanych więzach
rodzinnych. Gdy w latach trzydziestych panu Brejnakowskiemu poradzili
p r z e r w a ć k o r e s p o n d e n c j ę z r o d z i n ą w Polsce, listy wracały do nadawcy. W kra­
j u zrozumieli dlaczego tak się działo, c h o ć jego m a t k a jeszcze przez j a k i ś
czas pisała na adres tbiliskich s ą s i a d ó w - Odpowiedzcie, gdzie Stanisław z ro­
dziną?! (wyw. I I I ) . Po latach L i u b o w - c ó r k a pana Brejnakowskiego, j u ż j a k o
Kadejszwili, p o z n a ł a w Wilnie m ł o d e m a ł ż e ń s t w o , W a n d ę i M a r k a Brejnakowskich: Nie takie bliskie pokrewieństwo
ale... Oni byli u nas [...]
Mieszkają
w Warszawie. Piszemy do siebie (wyw. I I I ) . Ojciec pani K w i t e k u t r z y m y w a ł
k o n t a k t y z r o d z i n ą w Polsce i do k o ń c a życia m i a ł nadzieję, że uda m u się
p o j e c h a ć do kraju. D o swojej córki m a w i a ł : Reginoczka, no jak, pojedziesz do
Polski? Z m a r ł w 1961 r. na z a w a ł serca, a zaraz potem zaczęli d a w a ć pozwole­
nia na wyjazdy - żali się pani Regina. Wspomina ojca, k t ó r y po w i e l o k r o ć
ubiegał się o pozwolenie na wyjazd. A potem, oczywiście, ja sama marzyłam...
nawet teraz marzę, tą ziemię zobaczyć, gdzie urodził się tata (wyw. XVT).
W 1994 г., w u d o s t ę p n i o n e j sali uniwersyteckiej, s p o t k a ł a się stuosobowa
grupa m i e s z k a ń c ó w Tbilisi, w ś r ó d k t ó r y c h byli t a k ż e liczni potomkowie Pola­
k ó w . Nie tylko członkowie powstałego później Stowarzyszenia P o l a k ó w w G r u ­
zji, ale k a ż d y , kto po prostu przyszedł na to zebranie, mówił, ze dawno nie było
takiej atmosfery romantycznej, jaką [stworzyli] ci Polacy (wyw. V ) . W ciągu
n a s t ę p n y c h miesięcy zawiązał się komitet założycielski „ P o l o n i i " . Najbardziej
w ó w c z a s z a a n g a ż o w a n ą o s o b ą była pani M a r i a Filina, prawnuczka p o w s t a ń c a
1863 г., a wnuczka Polki z K i j o w a , k t ó r a przyjechała t u w 1909 r o k u , tutaj
wyszła za m ą ż i p o z o s t a ł a do k o ń c a życia ( W o ź n i a k 1996, s. 52; w y w . V ) . Pani
Filina była założycielką i prezesem zarejestrowanego w lutym 1995 r. Stowarzy­
szenia P o l a k ó w w Gruzji „ P o l o n i a " . J u ż w latach siedemdziesiątych na ł a m a c h
gruzińskiej prasy, a r t y k u ł e m „Polskie drogi na gruzińskiej ziemi", r o z p o c z ę ł a
propagowanie polskiej kultury w Gruzji. W latach dziewięćdziesiątych była
j e d n ą z c z o ł o w y c h organizatorek pomocy dla o s ó b polskiego pochodzenia
w Gruzji, zwłaszcza w Tbilisi, gdzie - j a k p o d k r e ś l a z d u m ą , żyją p o t o m k o w i e
polskich zesłańców i polskiej szlachty (Filina 1995 b, s. 8-9).
Z n a c z n ą część Stowarzyszenia „ P o l o n i a " stanowili od samego p o c z ą t k u
ludzie w p o d e s z ł y m wieku. T o określiło najpilniejsze potrzeby. W 1997 r.

168

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

Stowarzyszenie o b e j m o w a ł o 700 o s ó b . Emeryci potrzebowali pomocy materia­
lnej i medycznej, ale j e d n o c z e ś n i e przychodzili i deklarowali g o t o w o ś ć służenia
Polsce (Filina 1995 b, s. 9). Zaledwie kilkudziesięciu c z ł o n k ó w Stowarzyszenia
nie m a wyższego wykształcenia. Reszta - wylicza M . Filina - to „ p r o f e s o r o ­
wie, lekarze, inżynierowie, architekci, artyści, malarze, nauczyciele... N i k o m u
dziś niepotrzebna kategoria [...] n ę d z a r z y " (Filina 1995 b, s. 8). D o d a t k o w o
prawie n i k t z nich nie m a krewnych na wsi, a to oznacza odcięcie od źródeł
żywności. Pani M a r i a (i k i l k a w s p ó ł p r a c u j ą c y c h z n i ą kobiet) jest - c h c ą c
nie c h c ą c - „ s p o w i e d n i k i e m " tych, k t ó r z y p r z y c h o d z ą c do niej, j a k o miejsco­
wej P o l k i , w y k ł a d a j ą historie swojego życia. K ł o p o t y materialne, zdrowotne
i stany depresyjne d o t y k a j ą właściwie wszystkich (tamże).
O Polonii tbiliskiej M . F i l i n a m ó w i specyficznym językiem. W s p o m n i a ł a m
j u ż o p o d k r e ś l a n i u tułaczej i męczeńskiej przeszłości. D o tego dochodzi ostat­
nio „ b e z d o m n o ś ć duchowa", s a m o t n o ś ć i b e z r a d n o ś ć wobec p r o b l e m ó w ma­
terialnych. L i d e r o m organizacji polonijnej nie s p o s ó b p o z o s t a ć o b o j ę t n y m na
los tych ludzi. Szefowa Stowarzyszenia przyjęła jednak zasady pewnej „ g r y " ,
k t ó r a o d k r y w a „ m e c h a n i z m mitycznego p o w r o t u do pierwotnej bezwarunk o w o ś c i " (Burszta 1996, s. 90-91). „ P o t o c z n e koncepcje narodu [...] zależą
od m o m e n t u historycznego, tradycji i aktualnej sytuacji danej zbiorowości
narodowej, p o z i o m u jej oświaty i postaw etycznych. W rozumieniu potocz­
n y m dominuje jednak ujmowanie narodu j a k o zjawiska naturalnego [ . . . ] "
( K ł o s k o w s k a 1996, s. 15). P o m i ę d z y s ł o w a m i listów i a r t y k u ł ó w M . Filiny,
publikowanych od lutego 1995 r. na ł a m a c h Biuletynu Stowarzyszenia Wspól­
nota Polska (dalej BSWP), kryje się w y k ł a d n i a p r a w d odwiecznych i praw­
dziwego p o r z ą d k u świata (Burszta 1996, s. 90-91). P r o ś b y o wsparcie mate­
rialne i słowa wdzięczności za o t r z y m a n ą pomoc pisane są tonem dramatycz­
n y m , ale taka też była (i p o z o s t a ł a ) sytuacja ekonomiczna Gruzji. „ N a s z a
druga ojczyzna - pisze pani M a r i a - p r z e ż y w a niezwykle ciężki kryzys p o l i ­
tyczny i gospodarczy [...] p r z e m y s ł [jest] zniszczony [...] masowe bezrobocie [...]
panuje prawdziwy głód [...] najtragiczniejsza jest sytuacja dzieci i o s ó b star­
szych [...] C a ł a ta sytuacja i brak perspektyw na najbliższą przyszłość zmusza
nas, by zwrócić się do Was, naszych dalekich braci wspólnej krwi, z p r o ś b ą
0 pomoc w dowolnej f o r m i e " (Filina 1995 a, s. 6).
L u d z i , k t ó r z y p o d e j m u j ą d r o g ę mitycznego p o w r o t u Wojciech Burszta
n a z w a ł „ m a g a m i " (Burszta 1996, s. 90). W s t ę p u j ą oni na scenę w y d a r z e ń , gdy
w sytuacji obiektywnego lub subiektywnego zagrożenia w s p ó l n o t a potrzebuje
nowego zadomowienia. By d o k o n a ć tego p o w r o t u do bezpiecznego miejsca
1 czasu, magowie sięgają do wzorca pozaczasowego, do m i t u . „ M e c h a n i z m
p o w r o t u do pierwotnej b e z w a r u n k o w o ś c i " zamienia historię w n a t u r ę , pokazu­
je j a k w soczewce w s p ó l n o t ę w jej formie jeszcze nie podzielonej z „cegiełkami
ś w i a t a w a r t o ś c i n a r o d o w y c h " (Burszta 1996, s. 90). R o k 1995 był p r z e ł o m o w y
- pisze M . F i l i n a - bo gruzińscy „ P o l a c y " „ w k o ń c u m o g l i się z j e d n o c z y ć "
30

3 0

Podkreślenie J.D.

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

169

(Filina 1995 b, s. 8). O uczuciach żywionych do praojczyzny M . F i l i n a pisze
używając s f o r m u ł o w a ń n a r z u c a j ą c y c h rozumienie narodu j a k o rzeczywistości
istniejącej naturalnie. T ę s k n o t a do Polski „żyje we k r w i " , „zew k r w i jest bardzo
silny" (Filina 1998 b, s. 8). Świadectwem tej siły jest m . i n . to, że m i m o słabej
znajomości j ę z y k a pragnienie polskiej lektury nie z a m a r ł o (Filina 1995 b, s. 9).
D z i ę k u j ą c za otrzymane dary z Polski m ó w i , że jest to „dzielenie się d u s z ą "
(Filina 1996, s. 6). W k i l k u gruzińskich wsiach, k t ó r e odwiedzała, żyją miesz­
k a ń c a c h polskiego pochodzenia. Niewiele, lub zgoła nic o Polsce nie w i e d z ą
- w przeciwieństwie do tbiliskiego ś r o d o w i s k a , k t ó r e m u dziś nie brakuje
o ś r o d k ó w polonijnych, ani nauczycieli j ę z y k a polskiego . O tych ludziach na
prowincji m ó w i się jednak „ p o l s k a krew". C h ł o p i byli uradowani - zapewnia
M . F i l i n a - że o nich p a m i ę t a m y (Filina 1995 b, s. 8). „ P a m i ę t a n i e " z a k ł a d a
przecież, że istnieje w ich ś w i a d o m o ś c i j a k i ś p u n k t odniesienia do wcześniejszej
w s p ó l n o t y . W ich o g r ó d k a c h k w i t n ą polskie kwiaty - „ j a k o p a m i ę ć genetycz­
n a " - żartuje (?) autorka a r t y k u ł u , jeszcze raz p o w r a c a j ą c do w ą t k u więzi
w s p ó l n o t o w e j , k t ó r e j istnienie m a m o b i l i z o w a ć do działania wszystkich roda­
k ó w , t a k ż e tych w Polsce. D o nich przecież kierowane są p r o ś b y na ł a m a c h
BSWP. „ E . Casirer w y p o w i a d a j ą c się na temat rozwoju m o w y ludzkiej stwier­
dzał, że w historii kultury słowo spełniało dwie o d r ę b n e funkcje; określił je j a k o
semantyczne i magiczne użycie s ł o w a " (Burszta 1996, s. 48). T o ostatnie
zastosowanie nie jest p r e h i s t o r i ą języka, m o w a spełnia tę funkcję t a k ż e w s p ó ł ­
cześnie. Podstawowym n a r z ę d z i e m „ m a g ó w " jest język. A Polska dla gruziń­
skiej Polonii - pisze szefowa tbiliskiego Stowarzyszenia - to „więcej niż
ojczyzna, to marzenie o raju [...] przez p a m i ę ć p r z o d k ó w . T o też jest prawdziwa
Polska" (Filina 1998 b, s. 9). Nie m a t u miejsca na ż a d n ą dyskusję. Jednak pani
F i l i n a dystansuje się niekiedy do swoich wypowiedzi i jednocześnie do swojej
(zatem świadomej?) r o l i „ m a g a " , m ó w i ą c : Jasne, że [Polska to - J.D.] inny
świat. Ale raj?! To wykluczone ( ś m i e c h ) (wyw. V ) . „ M a g o w i e " są odpowie­
dzialni za poruszenie całego mechanizmu p o w r o t u do mitycznej praojczyzny,
do raju. M o g ą stać się t a k ż e „ o f i a r a m i " swego p o w o ł a n i a , j a k m ó w i jedna
z lekarek: Jest oczywiście taka kategoria ludzi [wśród c z ł o n k ó w Stowarzyszenia,
J . D ] , którzy uważają, że my musimy to zrobić [tzn. p o m a g a ć , J.D.]. Dlaczego?
Tego nie rozumiem. Ale oni tak myślą, że my jesteśmy zobowiązani. Skoro ona
Polka, a on Polak, to znaczy Polska powinna o nim myśleć (śmiech!); (wyw. V ) .
3 1

32

33

Celem Stowarzyszenia „ P o l o n i a " „jest umacnianie i rozwijanie wieloaspek­
towych z w i ą z k ó w m i ę d z y Polakami żyjącymi w Gruzji, w Polsce i gdziekolwiek
na świecie, okazywanie wszechstronnej pomocy Polakom w Gruzji i zaspo­
kojenie ich r ó ż n o r o d n y c h potrzeb (kulturalnych, naukowych, ekonomicznych,

3 1

Ludzie na prowincji, nie tylko polskiego pochodzenia, posługują się głównie gruzińskim,
z rzadka znają rosyjski.
32 w 1
pracowały w Tbilisi trzy nauczycielki języka polskiego.
M . Filina była jedną z niewielu osób tbiliskiej Polonii, utrzymujących stały, bezpośredni
kontakt z Polską.
r

3 3

170

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

Fot. J. Doboszyńska
Rye. 1. Przygotowanie do otwarcia Polskiego Centrum Edukacyjnego w Tbilisi. Trzecia z prawej
założycielka ośrodka - Małgorzata Monika Pawlak, czwarty z lewej - pan Mikołaj Kozłowski,
jego syn - drugi z lewej

edukacyjnych i i n n y c h ) " (Ustav Sodružestva...,
b.d.w., s. 2). Potrzeby medyczne
były najpilniejsze. B r a k i edukacyjne z a s p o k a j a ć m i a ł kurs j ę z y k a polskiego
prowadzony przez p a n i ą Ałłę S a d o w s k ą - A l i o c h i n ę i byłą s t u d e n t k ę prof.
M a r i i F i l i n y , M a ł g o r z a t ę M o n i k ę Pawlak-Szaraszenidze.
Pani Pawlak jest d r u g ą w a ż n ą p o s t a c i ą ś r o d o w i s k a polonijnego w Tbilisi.
W Gruzji znalazła się w 1983 г., jeszcze jako studentka warszawskiej polonistyki.
W Tbilisi „ d a ł a się p o n i e ś ć głosowi serca", wyszła za m ą ż i została w Gruzji
(Pawlak, 1997 s. 5). J a k ą p o s t a w ę reprezentuje pani M a ł g o r z a t a ? Bycie żoną
Gruzina, to niełatwa sprawa, m ó w i ł a p a t r z ą c na zegarek, b ę d ą c j u ż mocno
s p ó ź n i o n a do d o m u . W rozmowach z nami p o w t a r z a ł a , żebyśmy u w a ż a ł y na
zaloty gruzińskich chłopców i nie daly się nimi zwieść . Polskę wspomina zawsze
z rozrzewnieniem i o d w i e d z a j ą dość często. Idziesz w Warszawie ulicą, a wszyscy
mają takie jasne włosy i niebieskie oczy! M o n i k a Pawlak jest w y s o k ą , j a s n ą
b l o n d y n k ą , zatem na ulicy w Tbilisi nigdy nie pozostaje n i e z a u w a ż o n a . Często
dystansuje się od tutejszego ś r o d o w i s k a , a wtedy - m ó w i ą c „ u nas" - m a na
myśli rodzinne Podlasie, gdzie j u ż u p a t r z y ł a sobie „ p o l a n k ę na w i e c z n o ś ć " .
Zostawiając sentymenty na boku działa niezwykle energicznie i chyba głównie za
to jest ceniona przez w s p ó ł p r a c o w n i k ó w . To bardzo bojowa kobieta - m ó w i ą
34

35

3 4

Pani A. Sadowska-Aliochina zmarła w 1997 r. (Filina, 1998 a, s. 7).
Niestety, mimo zabiegów nie udało się przeprowadzić wywiadu z panią Pawlak. Wszystkie
przytaczane wypowiedzi (jeśli nie stoi za nimi przypis bibliograficzny) pochodzą z notatek.
3 5

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

171

(wyw. X X I ) . D z i ę k i jej przedsiębiorczości p o w s t a ł w 1998 r. w Tbilisi n o w y
o ś r o d e k polonijny - Polskie Centrum Edukacyjne (PCE). Oficjalne otwarcie
p l a c ó w k i o d b y ł o się 2 p a ź d z i e r n i k a 1998 r. R o k później szkółka polskiego przy
PCE liczyła ponad 120 u c z n i ó w w wieku szkolnym i 45 o s ó b d o r o s ł y c h .
Nauczycielkami, p r ó c z pani Pawlak, są dwie absolwentki tbiliskiego uniwersyte­
tu: Irena Kaczarowa-Keskiull i L i i i Somchiszwili-Sobolewska. W programie zajęć
PCE jest historia, geografia Polski i religia. „Uczniowie m a j ą też m o ż n o ś ć p o z n a ć
bogate tradycje polskie, a co najważniejsze o d c z u w a ć s w ą więź z ojczyzną
Sienkiewicza, Chopina, Mickiewicza" (Otwarcie szkoły... 1999, s. 14).
Pierwsza wzmianka w BSWP o Centrum M o n i k i Pawlak p o j a w i ł a się
w p a ź d z i e r n i k u 1998 r. K r ó t k i tekst o koloniach dzieci tbiliskich w Jaśle
napisany jest r ó w n i e ż w duchu „ m i t y c z n e g o p o w r o t u " : Wskrzeszając ducha
polskości w tych dzieciach - pisze pani Pawlak - „oddaje [się] dług wobec tych,
k t ó r z y żyjąc na zesłaniu i u m i e r a j ą c w obcej ziemi płacili najwyższą cenę za
w a l k ę o w o l n o ś ć P o l s k i " (Pawlak 1998, s. 21). Ż e b y u w y p u k l i ć rolę PCE,
i n a d a ć gruzińskiej Polonii wyrazistości, wiele spraw jest w wypowiedziach
M . Pawlak upraszczanych, a zawiłe historie rodzin polskiego pochodzenia
przedstawiane są w c z a r n o - b i a ł y m schemacie. „ D o p i e r o od niedawna - m ó w i
w j e d n y m z pierwszych swoich w y w i a d ó w M . Pawlak - m o ż n a p r z y z n a w a ć się
do swojej p r z y n a l e ż n o ś c i narodowej. Dawniej, wszystkim Polakom w Gruzji,
do d o k u m e n t ó w wpisywano « R o s j a n i n » [...] C h o ć k i m jesteśmy wiedzieliśmy
zawsze [...] Polacy są rozsiani po całej Gruzji. M i m o iż są tam j u ż od p ó ł t o r a
wieku, to do dziś ich gruzińscy sąsiedzi na prowincji m ó w i ą o nas «priszelcy».
Język polski z a n i k a ł ze strachu przed p r z e ś l a d o w a n i a m i , a polskości wyrzekano
się ś w i a d o m i e " (Pawlak 1997, s. 5). I dodaje gdzie indziej: „ T r z e b a jednak
przeżyć t o wszystko, by zrozumieć co znaczy Centrum dla ludzi p o w r a c a j ą c y c h
po latach do utraconej p o l s k o ś c i " (Otwarcie szkoły... 1999, s. 14). Dzięki PCE
tbiliscy „ P o l a c y " rzeczywiście m a j ą m o ż l i w o ś ć s p o t y k a ć się przy r ó ż n y c h
okazjach, t a k ż e rocznic narodowych - 3 maja i 11 listopada. Pani M a ł g o r z a t a
w p r o w a d z i ł a n i e k t ó r e świąteczne zwyczaje, wcześniej w Tbilisi nieznane albo
zapomniane, j a k przygotowywanie święconki, czy dzielenie się jajkiem. Podtrzy­
muje też tradycje wigilijne. Właściwie nie ukrywa, że „ s p r o w a d z i ł a na p o l o n i j n ą
d r o g ę " k i l k a , zwłaszcza m ł o d y c h , o s ó b . J e d n ą z nich jest nauczycielka j ę z y k a
polskiego w PCE, L i i i Somchiszwili-Sobolewska , k t ó r a tak m ó w i o p o c z ą t ­
kach swoich k o n t a k t ó w z polskością: Byliśmy na drugim roku filologii i byly
dwa języki [do wyboru - J.D.] polski i czeski. Pani Monika powiedziała, że skoro
nazywam się Sobolewska, to muszę uczyć się polskiego (wyw. I X ) . Podobnie
ukierunkowane są dzieci w PCE, w ś r ó d k t ó r y c h pani Pawlak cieszy się d u ż y m
autorytetem. B ę d ą c w stałym kontakcie ze swoją r o d z i n ą i przyjaciółmi w kraju
jest ona w Tbilisi o s o b ą o p i n i o t w ó r c z ą jeśli chodzi o „ s t a n d a r d y " współczesne­
go życia w Polsce. „ W utartej opinii - pisze A . Finkielkraut - należy widzieć
[...] glebę, k t ó r ą się k a r m i myśl, zarzewie, ź r ó d ł o i m a t r y c ę myślenia [ . . . ] "
36

Sobolewska, to nazwisko panieńskie jej matki.

172

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

(Finkielkraut 1992, s. 15). „ U c z u c i a rozdarcie nie miewam/nie ginę w głębinie
nieszczęścia" - pisze w wierszu z 1999 r. jeden z tbiliskich p o e t ó w (Chudziński
1999, s. 17). Zatem cel mitycznego p o w r o t u , za k t ó r y o d p o w i e d z i a l n o ś ć bierze
r ó w n i e ż M . Pawlak, został w j a k i m ś stopniu osiągnięty?
W 1999 r. u k a z a ł się pierwszy numer biuletynu PCE Kaukaska Polonia.
Jest to pismo wydawane jednocześnie w polskiej i rosyjskiej wersji językowej,
adresowane do polskiej w s p ó l n o t y na Zakaukaziu. Pismo j u ż o d pierwszych
stron o d w o ł u j e się do symboli. N a o k ł a d c e pierwszego numeru - zarys Gruzji
z flagą Polski u m i e s z c z o n ą przy nazwach dwunastu większych miast Gruzji.
Symetrycznie w z g l ę d e m mapy rozrysowano O r ł a w koronie i „ C i o ł k a " Ponia­
towskich otoczonego czterema polami, na k t ó r y c h są dwa białe Orły i dwie
Pogonie. C a ł o ś ć z w i e ń c z o n a jest k o r o n ą (jest to herb p a ń s t w a z czasów ostat­
niego k r ó l a P o l s k i ) . O d w o ł u j ą c się do symboliki I Rzeczypospolitej, t w ó r c y
pisma d o w o d z ą implicite, że n a r ó d jest pojęciem pozaczasowym i ponadgeograficznym, jest „ m i t y c z n y m zatrzymaniem w czasie narodowej esencji",
k t ó r e j sens nie jest o k r e ś l a n y j a k o p r a w i d ł o w o ś ć konwencjonalna, lecz natu­
ralna. „ M i t y c z n e j ą d r o k a ż d e g o narodu znajduje swój wyraz w narodowych
symbolach, nacjonalistycznej poezji, muzyce, a t a k ż e utrwalonych j ę z y k o w y c h
metaforach" (Burszta 1996, s. 88-89). U kresu Z S R R generacja p o z o s t a ł a p o
emigrantach, zesłańcach i u c h o d ź c a c h polskich s t a n o w i ł a z b i o r o w o ś ć rozpoz­
n a w a l n ą głównie przez sentymenty, wynikające z tradycji historycznej i świa­
d o m o ś c i w s p ó l n e g o pochodzenia. Programowa asymilacja za czasów carskich,
a n a s t ę p n i e programowa sowietyzacja przyczyniły się do przyjmowania wzo­
r ó w rosyjskich i radzieckich, a jednocześnie do selekcji i zmiany znaczenia
e l e m e n t ó w k u l t u r y polskiej (Posern-Zieliński 1982, s. 66). Babcia - A n t o n i n a
K r a w c z y ń s k a , m ó w i pani Koszut, zawsze bardzo lubiła robić mazurki [...] i ja
od niej przejęłam.
Też robię w domu... jeśli bym wiedziała wcześniej, że przyj­
dziecie zrobiłabym wam mazurek. Kiedy babcia robiła mazurki? - pytamy. Na
Nowy Rok - odpowiada pani Koszut (wyw. I I ) .
3 7

38

P o w r ó t do p o l s k o ś c i m a p o l e g a ć na zbieraniu ocalałych symboli, wczyty­
w a n i u się w nie i nadawaniu i m nowych znaczeń. Mieszkający w Tbilisi
p o t o m k o w i e P o l a k ó w chcą jednak p o w r a c a ć do starych znaczeń, dlatego że
znany i m stereotyp k a ż e u t o ż s a m i a ć Polaka z k u l t u r ą w y s o k ą . Inaczej jest
w przypadku Polonii w Stanach Zjednoczonych. Opisując z a a n g a ż o w a n i e
etniczne trzeciej generacji Polonii a m e r y k a ń s k i e j , Aleksander Posern-Zieliński
zwraca u w a g ę , że poszukiwanie nowych treści w dziedzictwie p r z o d k ó w
z w i ą z a n e jest z chęcią zerwania z negatywnym stereotypem polonijnego getta,
kojarzonego z prostactwem i zacofaniem (Posern-Zieliński 1982, s. 218).
Symbol, j a k w i a d o m o , m a żywą i tajemniczą n a t u r ę , a proces jego interpre-

3 7

Fragment wiersza „Scherzo".
Rodzina mieszkającego w południowej Gruzji Nodara Poniatowskiego jest członkiem
Związku „Polonia", a od 1998 r. powołała do istnienia Związek Polaków Gruzji Południowej
(Prześlakiewicz 1999).
3 8

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ

POLONII

173

tacji jest n i e s k o ń c z o n y . W biuletynie Kaukaska Polonia widzimy na zdjęciach
dzieci t a ń c z ą c e poloneza w czasie spektaklu pt. „Bal w Tuchanowiczach" .
N a stronach p o ś w i ę c o n y c h znanym Polakom przedstawiony jest a r t y k u ł
0 A d a m i e Mickiewiczu, k t ó r e g o nazwisko do dziś nosi jedna z mieszkających
w Tbilisi rodzin. Wiele innych, symbolicznych dla polskiej historii nazwisk
p o j a w i ł o się na liście c z ł o n k ó w z a r ó w n o „ P o l o n i i " , j a k i PCE. Są w ś r ó d nich:
Sienkiewicz, Orzeszko, Kosowski-Kościuszko, Rodziewicz, matka jednej z człon­
k i ń n a z y w a ł a się P i ł s u d s k a (Filina 1995 b, s. 8). M i k o ł a j K o z ł o w s k i , historyk
- amator, działacz Stowarzyszenia „ P o l o n i a " i PCE interesuje się spuścizną,
k t ó r ą zostawili po sobie Polacy. Jak m ó w i - chciałby zgłębić, co stworzyli
39

1 przynieśli ze sobą do Gruzji Polacy na przestrzeni wieków, jak przeplata się
historia Polski z historią Gruzji (wyw. X X I ) . W e d ł u g pana Kozłowskiego, bardzo
w a ż n e jest przypominanie o tych Polakach, k t ó r z y mieli swój w k ł a d , m i ę d z y
i n n y m i w r o z w ó j architektury w Gruzji, bo wszyscy ci ludzie byli bardzo
wykształceni - mówi pan M i k o ł a j - byli przykładem,
wzorem. Oni byli twórcami
(wyw. X X I ) . Pan K o z ł o w s k i chciałby też, żeby k o n s e k w e n c j ą działalności
polonijnej było nawiązanie stałej, bezpośredniej łączności z Polską. Żeby Polska
strona mogła oprzeć się na Polakach, którzy mieszkają tutaj [...] A dla samych
tutejszych Polaków najważniejsze jest, żeby przywrócić polskość (wyw. X I I ) , co m a
p o l e g a ć przede wszystkim na nauce języka, by za jego p o ś r e d n i c t w e m n a b r a ć
zrozumienia dla kultury polskiej i m i e ć w niej większy udział (Posern-Zieliński
1982, s. 54). D l a zdecydowanej części tbiliskiej „ P o l o n i i " językiem rodzinnym
jest bowiem rosyjski. Co ja poradzę, że mnie tak wyuczyli rosyjskiego - żali się
pani Brejnakowska (wyw. I I I ) . Ze znajomością polskiego jest bardzo s ł a b o ,
jednak d u ż y potencjał intelektualny dzieci - pisze M . Filina - budzi nadzieję
na przyszłość (Filina 1998b, s. 9). D o r o ś l i , w większości nie znający polskiego,
t a k ż e zaczęli się go uczyć.
W Tbilisi istnieje jeszcze k i l k a innych u g r u p o w a ń polonijnych, p r ó c z Sto­
warzyszenia „ P o l o n i a " i PCE. W maju 1999 r. p o w s t a ł w s p ó ł p r a c u j ą c y z PCE
i p a r a f i ą św. Piotra i P a w ł a - D o m Polski, ś w i a d o m i e nawiązujący do ist­
niejącej w latach 1906-1917 organizacji o tej samej nazwie. D o m Polski skupia
70 polskich rodzin (Po stu latach... 1999, s. 18). P r z e w o d n i c z ą c y m jego za­
r z ą d u jest pan A n a t o l K a ź b i e l e w s k i , k t ó r y w 1992 r. w s p ó ł o r g a n i z o w a ł
z Aleksandrem Rusieckim d o ś ć elitarny K l u b G r u z i n ó w polskiego pochodze­
nia szlacheckiego ( W o ź n i a k 1996, s. 51). Pan Kaźbielewski uważa się za szlach­
cica - m ó w i ą ludzie, k t ó r z y się z n i m zetknęli (wyw. X I I I ) . Jak nam t ł u m a c z o ­
no, K l u b pana Rusieckiego wyłonił się z działającego przy D o m u Słowiańskim
K l u b u Szlacheckiego (wyw. V ) .
40

J e d n ą z pierwszych imprez kulturalnych PCE była, odnotowana t a k ż e
na ł a m a c h BSWP, wystawa malarstwa polskiego (Borawski 1999, s. 12).
3 9

Spektakl autorstwa B. Jedynak, redaktora kwartalnika Rota (Polonia Kaukaska 1999, s. 15).
W wywiadzie z panem A. Kaźbielewskim stosowałam inną, zdawało mi się akceptowaną
przez mojego rozmówcę pisownię jego nazwiska: Kazbilewski.
4 0

174

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

M i ł o ś n i k ó w polskiej m u z y k i klasycznej zebrała natomiast w o k ó ł siebie, dzia­
łająca w PCE, pani M a r i n a Niezabitowska (Wieczór Chopina w PCE 1999,
s. 17). W marcu 1999 r. c z ł o n k o w i e k o ł a wystąpili z koncertem chopinowskim.
Podobnie z o s t a ł a uczczona w p a ź d z i e r n i k u tegoż r o k u 150 rocznica śmierci
k o m p o z y t o r a ( K r o n i k a życia polonijnego 1999, s. 17). Z drugiego numeru
Polonii Kaukaskiej dowiadujemy się t a k ż e o powstaniu przy PCE O d d z i a ł u
W s p ó ł p r a c y Kulturalno-Artystycznej M i ę d z y P o l s k ą a G r u z j ą (tamże). Biorąc
p o d u w a g ę większe z a a n g a ż o w a n i e ś r o d o w i s k a w działalność kulturalnoo ś w i a t o w a niż religijną, m o ż n a p r z y w o ł a ć to, co powiedziano w obronie tzw.
„ m s z y p ó ł k o w y c h " w Stanach Zjednoczonych: „ W i ę k s z o ś ć tego, co w y r a ż a
« m u z y k a etniczna» m a bardziej modlitewny charakter, niż wiele m e a n d r ó w
duchowych spotykanych w muzyce w s p ó ł c z e s n e j " (Rokicki, 1994, s. 379).
Jak inaczej, niż przez mistyczno-religijny o d b i ó r muzyki, w y t ł u m a c z y ć to, że
w czasie jednej z wizyt u pani M . Niezabitowskiej, gdy gospodyni z p e ł n ą
p a s j ą z a g r a ł a nam poloneza Chopina, m u s i a ł a go zaraz p r z e r w a ć z p o w o d u
wielkiego wzruszenia. O Polsce, w której była pierwszy raz dopiero w 1999 r.
pani M a r i n a w y r a ż a się z wielką t ę s k n o t ą . - O d dzieciństwa wszystko co było
polskie w jej rodzinie zbierało się w niej - m ó w i (wyw. X I I I ) . Dlatego sama,
m a j ą c j u ż w n u k i , p o s t a n o w i ł a n a u c z y ć się j ę z y k a polskiego: Jeśli ja nie
przywróciłabym
[języka] to po mnie kto? A tak, teraz wnuczek już uczy się.
M . Niezabitowska (po m ę ż u jest - Gzijadze, lecz nosi nazwisko panieńskie) nie
m a braci i dlatego chciałaby za z g o d ą w n u k a p r z e k a z a ć m u swoje p a n i e ń s k i e
nazwisko: Bo tam daleko [jest] moja historyczna ojczyzna i o niej ja zawsze
myślę i pamiętam,
tak? Jakie wysokie słowa? To nie ja, to moja dusza [...] Ja
mówię, że jeśli ja nie zdążę przed śmiercią pojechać do Polski, to po śmierci moja
dusza [tam] poleci (wyw. X I I I ) .
41

P a m i ę ć m o ż e w y r a ż a ć się w micie i historii, ale t a k ż e w nostalgii (Sikora
1994, s. 113). Sam wyraz nostalgia pochodzi z j ę z y k a n o w o ł a c i ń s k i e g o : nostos
o z n a c z a ł o p o w r ó t , algos - cierpienie. Pierwotny jego sens oznaczał silne prag­
nienie ujrzenia ojczyzny „ U c z u c i e nostalgii - pisze W . Burszta - o d n o s i ł o b y się
zatem do czegoś, co było i jest w nas samych, ale czego zewnętrzne atrybuty nie
są w danej chwili d o s t ę p n e " (Burszta 1996, s. 97). W czasie m o i c h b a d a ń
w T b i l i s i o d n i o s ł a m w r a ż e n i e , że po 1991 r o k u poruszyły się wszystkie po­
wstrzymywane przez system sowiecki mechanizmy pamięci, „ K a ż d y rodzaj
pamięci modyfikuje i przekształca doświadczenie, raczej destyluje przeszłość niż
4 2

4 1

W „ruch półkowy" (w którego ramach w latach siedemdziesiątych pojawiły się również
i „msze półkowe") zaangażowani są głównie ludzie z trzeciej i czwartej generacji potomków
chłopskiej fali imigracyjnej z końca X I X i pierwszych dziesięcioleci X X w. Przedstawicielami
„pozornej kultury Poloneza" są emigranci powojenni większość inteligencji polonijnej. Stanowią
oni opozycję w stosunku do „rzeczywistej kultury polki" (Rokicki 1994, s. 371-372).
Od dawna nostalgia „rozpleniła swój sens" - pisze W. Burszta - Utraciła charakter jed­
nostkowy, zaczęła obejmować całe grupy, pokolenia ludzi i nie chodzi tu o generacje wewnątrz
jednego społeczeństwa lecz „formację w wymiarze globalnym". Nostalgia stała się także pożądaną
wartością, modą, retro (Burszta 1996, s. 97).
4 2

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ

POLONII

175

o d z w i e r c i e d l a j ą b e z p o ś r e d n i o " - pisał D a v i d Lowenthal (cyt. za: Sikora 1994,
s. 113). O ile bardziej jest to prawdziwe wobec tych „ m e c h a n i z m ó w " , k t ó r e
poszły w ruch z o g r o m n ą szybkością n a d r a b i a j ą c wieloletnie zaległości.
M o c n o przetrzebione zostały przez ostatnie dziesięciolecia zbiory słów
i p r z e d m i o t ó w . Te, k t ó r e ocalały, j a k prawdziwe talizmany p r z y n o s z ą szczęście,
c h r o n i ą od złej przygody kompletnego zagubienia. Reiner M a r i a Rilke pisał:
To co w nas śpi, czuwa w rzeczach,
z nich śledzą nas pociemniałe oczy
i długo towarzyszą naszym gestom:
gdy rzeczy trwają, my szukamy trwania.
(Nocą 2 grudnia 1899; Rilke 1976, s. 10).

W p r ó b a c h odnajdywania się w „ p o r a d z i e c k i e j " rzeczywistości p o m a g a j ą
z a p a m i ę t a n e nazwy miejscowości, z k t ó r y c h pochodzili przodkowie: Z a m o ś ć ,
Siłowierzba, Tuchlin, Białystok, K r a k ó w , Warszawa. Brańszczyk?
To chyba
gdzieś koło Krakowa? - pyta pani Brejnakowska. M ó w i m y , że to na wschodzie
Polski. Odnajdujemy na mapie Podlasie. T o tam. Wzruszona przypomina sobie
j a k ojciec chwalił u r o d ę rodzinnych okolic. Razem z nazwami miejscowości,
rzucane są - j a k stare miedziaki - nazwiska znanych, a bezpotomnie w y m a r ł y c h
r o d ó w . Wspominani są ludzie, k t ó r z y stąd wyjechali i słuch po nich zaginął.
Pytano nas, czy b r z m i ą po polsku nazwiska do dzisiaj u ż y w a n e : Felkin, to
polskie nazwisko? . Z a c h o w a ł y się zdjęcia: Ja pani fotografię
[teścia] pokażę
- m ó w i ż o n a p. L u d w i k a Zakryszewskiego - Nie znałam go, ale bardzo go lubię.
Nie wiem dlaczego (wyw. V I I I ) . Ojciec pani Reginy K w i t e k u t r z y m y w a ł j a k i ś
czas k o r e s p o n d e n c j ę z krewnymi w Polsce. P a t r z ą c na p r z y s ł a n ą fotografię
jednej z kuzynek m ó w i ł : Ty bardzo jesteś podobna do niej, Regina (wyw. X V I ) .
W k i l k u domach (u pani Koszut, u pani Kołusowskiej) wiszą obrazy M a t k i
Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j . Z a c h o w a ł y się książki, najczęściej klasyka literatury
- Sienkiewicz, Mickiewicz, Słowacki, Ż e r o m s k i , a t a k ż e „ d a m s k a beletrystyka",
jak m ó w i M . Filina, w s p o m i n a j ą c czytywaną przez babcię Złotą perełkę. W ś r ó d
p a m i ą t e k są modlitewniki, korespondencja d z i a d k ó w , rodziców. Listy zawierały
niekiedy przestrogę, testament: Na pamiątkę daję Ci trzy warunki: [żyj?] skrom­
nie kochaj Boga i Ojczyznę a nie zapomnij o mnie. Brejnakowski. W Tuchlinie,
poczta Brańszczyk
nad Bugiem (wyw. I I I ) . Pani Felkin p a m i ę t a stojące przy
tbiliskim d o m u swojego stryjecznego dziadka ogromne drewniane [półokrągłe]
wrota, w polskim stylu (wyw. X V I I I ) . D l a niej przeszłość z a c h o w a ł a się w jej
w ł a s n y m d o m u , w y b u d o w a n y m w 1841 r. na ziemi, k t ó r a była w y k u p i o n a
przez jej polskich p r z o d k ó w służących w armii carskiej - j a k m ó w i pani
Tatiana. A w d o m u nic nie bylo [od tamtych czasów] zmieniane. Z p a m i ą t e k po
dziadku została laska inkrustowana srebrem (wyw. X V I I I ) .
43

4 3

Nic nam to nazwisko nie mówiło, nawet trudno było powiedzieć czy jest polskie. Potem
sprawdziłam, że według wydanego w 1993 r. Słownika nazwisk współcześnie w Polsce używanych,
jest pięć osób w b. woj. siedleckim o nazwisku Felkin.

176

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

Fot. J. Doboszyńska
Ryc. 2. Wnętrze kościoła rzymsko-katolickiego św. apostołów Piotra i Pawła
w tbiliskiej dzielnicy Kuki

W u t r z y m y w a n i u lub odtwarzaniu polskiej t o ż s a m o ś c i etnicznej w rodzi­
nach interetnicznych d u ż e znaczenie m ó g ł m i e ć pozytywny stereotyp Polaka
w Gruzji, ale t a k ż e ogromna rola rodziny w przekazywaniu tradycji i w a r t o ś c i .
Stolicę Gruzji zamieszkuje dziś ponad m i l i o n dwieście o s ó b (Furier 1993,
s. 23). Stowarzyszenie „ P o l o n i a " łącznie z PCE i „ K l u b e m P o l s k i m " zrzeszają
o k o ł o tysiąca d o r o s ł y c h o s ó b . Prezesowa „ P o l o n i i " m ó w i - wydaje się, że co
dwudziesty Gruzin miał babcię Polkę i dodaje ze śmiechem, że to jakby taki bon
ton przyznawać
się do polskich korzeni (Filina 1995 b, s. 8; w y w . V ) . W y m i e n i a
też rodziny o gruzińskich nazwiskach, w k t ó r y c h z a c h o w a ł się język i p a m i ę ć
o polskich przodkach. D o takich należy m i ę d z y innymi rodzina Wacznadze,
rodzina Eugeniusza Maczawariani, muzykologa, k t ó r y m a b a b c i ę K o z ł o w s k ą ,
lekarza Grzegorza Awaliszwili (Filina 1995 b, s. 8). P r ó c z p o l s k o - g r u z i ń s k i c h
sporo jest rodzin z m a ł ż e ń s t w g r u z i ń s k o - o r m i a ń s k i c h , gruzińsko-rosyjskich,
p o l s k o - o r m i a ń s k i c h , polsko-rosyjskich i innych. W moim synu płynie siedem
krwi - m ó w i pani Koszut, wyliczając kolejno p r z o d k ó w francuskich, niemiec­
kich, włoskich, polskich, czeskich, węgierskich i gruzińskich (wyw. I I ) .
4 4

W działalność Stowarzyszenia i PCE angażują się osoby nieznające języ­
ka, a k t ó r y c h t y l k o przodkowie p o kądzieli byli Polakami. Pani Natalia
Dane szacunkowe.

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

177

K o ł b a c h i d z e jest G r u z i n k ą , aktywnie działa w Stowarzyszeniu, chce się sama
i c ó r k ę uczyć polskiego. Jej babcia n a z y w a ł a się Wojakowska (wyw. X I I ) . G d y
w p a ź d z i e r n i k u 1996 r. p o w s t a ł a s z k ó ł k a j ę z y k a polskiego przy Stowarzysze­
n i u „ P o l o n i a " , to zazwyczaj właśnie babcie p r z y p r o w a d z a ł y na lekcje swoje
w n u k i (Pawlak 1997, s. 5). W określaniu t o ż s a m o ś c i etnicznej pana K o z ł o w ­
skiego i jego siostry Ireny d u ż e znaczenie m i a ł a babcia Rozalia Siemionko.
Gdyby nie ona - przyznaje pani Irena - nie mielibyśmy
żadnych
kontaktów
i świadomości polskości (wyw. I ) . W historiach rodzinnych taki schemat po­
w t a r z a ł się często. O d p o w i e d z i a l n o ś c i ą za przekazywanie tradycji rodzinnej,
polskiej czy jakiejkolwiek innej, obarczane są w świadomości naszych roz­
m ó w c ó w m a t k a lub babka. Podobnie jest z w y z n a w a n ą religią i o b r z ą d k i e m
- to kobieta decyduje. Zgodnie z t y m , pan K o z ł o w s k i , zapytany k i m czują się
jego synowie, odpowiada, że sami zadecydują gdy d o r o s n ą , p o n i e w a ż jego
ż o n a jest R o s j a n k ą (wyw. X I I ) . Starszy syn, k t ó r y jest uczniem P C E , b r a ł
u d z i a ł w wyjazdach wakacyjnych do Polski i u w a ż a się za Polaka (ankieta
przeprowadzona w PCE).
W rodzinach o polskich nazwiskach, gdzie m a t k a była G r u z i n k ą , bardzo
często m ó w i się dziś wyłącznie po gruzińsku - twierdzi pan K o z ł o w s k i , wymie­
niając rodziny Trypolskich, Cytryckich z Pasanauri i Jankowskich (wyw. X I I ) .
M . F i l i n a dorzuca do tej (niepełnej przecież) listy nazwiska Sobczyńskich,
Zimblickich, Gajos-Mickiewiczów. W tych domach nie z a c h o w a ł się j ę z y k
polski (wyw. V ) . Jednak rodziny te są w Stowarzyszeniu „ P o l o n i a " .
D z i ś m o ż n a samemu d e c y d o w a ć o swojej n a r o d o w o ś c i : To czysta demokra­
cja, która przyszła do Gruzji - śmieje się pan K o z ł o w s k i . Jest u nas [w PCE
- J.D.] Kuczkowska ' , [...] [której] ojciec jest Gruzinem i ona powinna była pójść
do gruzińskiej szkoły i poszła [...] A chodzi [jednocześnie] do kościoła i śpiewa
rosyjskie pieśni, i łacińskie, i polskie (wyw. X I I ) .
Trzeba, żeby gruzińska Polonia m i a ł a swój w ł a s n y wyraz - k ł o p o c z e się
jeden z naszych tbiliskich r o z m ó w c ó w (wyw. X I I ) . Myślę, że m ó g ł b y o d n a l e ź ć
ó w szczególny rys tbiliskiego ś r o d o w i s k a j u ż dziś, bo - j a k u p r z e d z a ł a nas
m i e s z k a j ą c a o d p o k o l e ń w Tbilisi pani Koszut - niezależnie co by o sobie
mówili ci, z którymi rozmawiacie, ci ,,Polacy", oni są przede wszystkim związani
z tym miastem, oni są z Tbilisi (wyw. I I ) .
4 5

PODSUMOWANIE

Pozytywny stereotyp Polaka funkcjonujący w ś r ó d G r u z i n ó w z d e c y d o w a ł
o skali zainteresowania m i e s z k a ń c ó w Tbilisi p o l s k ą przeszłością w ł a s n y c h r o ­
dzin, a co za t y m idzie o liczebności polonijnych o ś r o d k ó w p o w s t a j ą c y c h
w ostatniej dekadzie w stolicy Gruzji.
4 5

Nazwisko Kuczkowska jest zapewne odziedziczone po kądzieli, a używane jako „znak
rozpoznawczy" polskości.

178

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

Ó w stereotyp t w o r z y ł się przede wszystkim na przestrzeni X I X i X X w .
Z n a j o m o ś ć tbiliskich organizacji polonijnych działających w t a m t y m okresie,
wydanie k i l k u n u m e r ó w Tygodnika Polskiego, pozwala sądzić, że nie brako­
w a ł o w ś r ó d miejscowej diaspory ludzi światłych, wrażliwych i z a a n g a ż o w a ­
nych w p r a c ę społeczną. N i e b r a k o w a ł o też w ś r ó d e m i g r a n t ó w z ziem polskich
i ich p o t o m k ó w ludzi szczerze oddanych pracy w Gruzji - nowej ojczyźnie
pozbawionej niepodległości, j a k ówczesna Polska. W czasach stalinizmu i p ó ź ­
niejszych, aż do rozpadu Z S R R , w ś r ó d m i e s z k a ń c ó w Gruzji przechowywany
był pozytywny stereotyp Polaka, a w wielu rodzinach - polski sentyment,
przez p a m i ę ć s c h o d z ą c ą w głąb historii rodzinnych po mieczu lub po kądzieli.
Obywatelem niepodległej Gruzji po 1991 r. m o ż e być każdy mieszkaniec byłej
gruzińskiej republiki Z S R R . W nowych dokumentach nie m a miejsca na
deklarowanie narodowości. Te dzieci, których przynajmniej jedno z rodziców jest
Gruzinem, m a j ą obowiązek uczyć się gruzińskiego, pozostałe m o g ą uczęszczać do
ciągle działających szkół rosyjskich. C i , k t ó r y m trudno jednoznacznie określić
swoją etniczną t o ż s a m o ś ć , p o w o ł u j ą się najpierw na swoje związki z miastem
i j ę z y k i e m rosyjskim. W ś r ó d rosyjskojęzycznej części społeczności Tbilisi, po
rozpadzie Z S R R , zaistniała potrzeba określenia swojej t o ż s a m o ś c i . N i e k t ó r z y
budują j ą odwołując się do pamięci o polskiej, choćby zamierzchłej historii swojej
rodziny. P a m i ę ć o tęsknocie do Polski r o d z i c ó w i d z i a d k ó w , ich t r u d n o ś c i a c h
związanych z powrotem do kraju pozostaje motorem działania dzieci i w n u k ó w .
Rekonstrukcje polskiej t o ż s a m o ś c i d o k o n u j ą się jednocześnie na podstawie
sentymentu, znanego stereotypu oraz nowych elementów, pojawiających się dzięki
opiniotwórcom, „ m a g o m " , to jest liderom poszczególnych o ś r o d k ó w polonijnych.
Dziś w stolicy Gruzji istnieje ich k i l k a . Pewna grupa społeczników, charyzmaty­
k ó w , d o m o r o s ł y c h historyków gromadzi w o k ó ł siebie ludzi tego - diachřonicznie
rzecz b i o r ą c - wieloetnicznego ś r o d o w i s k a . Sposoby i cel d z i a ł a n i a poszczegól­
nych u g r u p o w a ń wzajemnie się wykluczają lub k o n k u r u j ą ze s o b ą .
4 6

N i e dla wszystkich miejscowych „ P o l a k ó w " punktem wyjścia do odtwarza­
nia „ p o l s k o ś c i " jest ten sam moment historyczny. R ó ż n i e u k ł a d a ł y się dzieje
poszczególnych rodzin, ich sytuacja społeczna i materialna. Poza t y m , że byli to
głównie wierni K o ś c i o ł a Rzymsko-katolickiego, trudno jednoznacznie określić
tutejszą P o l o n i ę z p r z e ł o m u X I X i X X w . Niejednorodne jest i dzisiejsze,
badane m . i n . przeze mnie i moje k o l e ż a n k i ś r o d o w i s k o . W Tbilisi, w ś r ó d
m i e s z k a ń c ó w o polskim pochodzeniu, są t a k ż e tacy ludzie, k t ó r z y p o c z ą t k o w o
nie chcieli włączać się w organizacje polonijne. Jednak wraz z rozpadem Z S R R
utracili grunt materialnej stabilizacji, tak j a k inni m i e s z k a ń c ó w Gruzji. Powsta­
j ą c e w latach dziewięćdziesiątych organizacje polonijne, zwłaszcza Stowarzysze­
nie „ P o l o n i a " , ofiarowały pomoc, stwarzając m o ż l i w o ś ć przeżycia najtrudniej­
szego okresu. W i e l u m i e s z k a ń c ó w Tbilisi - p o w o ł u j ą c się na swoich polskich
4 7

4 6

Tak jak w 1918 r. poróżnionych rodaków pogodził na moment przejazd przez Tbilisi oddziału
armii polskiej, tak pod koniec wieku przyczynkiem do pojednania mogła być wizyta papieża.
Bardzo ciekawie o starej gruzińskiej Polonii pisze prof. Andrzej Woźniak (patrz literatura).
4 7

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

179

a n t e n a t ó w - s k o r z y s t a ł o z tej pomocy. Takie „ ł a t w e p o w r o t y do p o l s k o ś c i " są
dla n i e k t ó r y c h solą w oku. Nie jest to bowiem postawa, k t ó r ą m o ż n a się
szczycić, a j e d n o c z e ś n i e niweczy ona stereotyp Polaka - dumnego, p e ł n e g o
godności, dla k t ó r e g o najważniejsze są ojczyzna i wiara, a nie sprawy material­
ne. R o s n ą c a z r o k u na r o k liczba c z ł o n k ó w Stowarzyszenia „ P o l o n i a " m i a ł a
świadczyć przecież przede wszystkim o t y m , że te w a r t o ś c i , zawierające się p o d
pojęciem „ p o l s k o ś c i " , p r z e t r z y m a ł y czas komunizmu.
D l a pana K o z ł o w s k i e g o , jednego z tbiliskich działaczy polonijnych, „ p r a c a
u podstaw" w badanym przeze mnie ś r o d o w i s k u ma p o l e g a ć na
przywróceniu
ducha polskiego, nie po to, by wracać do Polski, ale żeby ożywić ducha przez
przywrócenie
tego wszystkiego, co było zakazane za Sowietów. Język, wyjazdy,
kontakty listowne. Polskie diaspory - m ó w i pan M i k o ł a j - różnią się między
sobą. Trzeba, żeby Polonia gruzińska miała swój własny wyraz (wyw. X I I ) .
Rekonstruowane ś r o d o w i s k o „ p o l s k i e " inspiruje się t y m , co zostało zachowa­
ne w p a m i ę c i p o s z c z e g ó l n y c h o s ó b , rodzin. Czerpie, c h o ć b y p o d ś w i a d o m i e ,
w a r t o ś c i z z a s o b ó w k u l t u r y gruzińskiej, z k o l o r y t u tbiliskiego, gdzie p o w s t a ł
i f u n k c j o n o w a ł pozytywny, j a k d o t ą d , stereotyp Polaka.

LITERATURA
A j waz j a n A. 1977, Tyfliskie wywieszki, [w:] Antologia opowiadań radzieckich, Warszawa,
s. 415^20.
A m i r a d ż i b i H. 1996, Słodkie życie księżniczki, Warszawa.
- 1997, Bolszewicy pragnęli miłości, Pro Georgia, t. VI, s. 58-66*.
- „Bal w Tuchanowiczach", 1999, Polonia Kaukaska, Biuletyn Polskiego Centrum Eduka­
cyjnego w Gruzji, nr 1, Tbilisi, s. 15.
B a r a n o w s k i В., B a r a n o w s k i K . 1987, Historia Gruzji, Wrocław.
B e r s on (Otmar) J. 1935, Minus Moskwa (Wołga-Kaukaz-Krym),
Warszawa.
B o r a w s k i P. 1993, Gruzja. Polacy w Tbilisi, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska,
nr 20, s. 10-11.
- 1999, Gruzja. Wystawa malarstwa polskiego w Tbilisi, Biuletyn Stowarzyszenia Wspól­
nota Polska, nr 8, s. 12.
B u r s z t a W. J. 1996, Nostalgia i mit, albo o mechanizmie powrotu, [w:] Czytanie Kultury. Pięć
szkiców, Łódź, s. 183-196.
C h m i e l e c k i ks. T . T . 1998, Gruziński katolicyzm w XIX i na początku XX wieku w świetle
archiwów watykańskich, Toruń.
C h u c i s v i l i G . 1983, Tbilisi cerez veka i gody, Tbilisi.
C h u d z i ń s k i J. 1999, Scherzo, Polonia Kaukaska, Biuletyn Polskiego Centrum Edukacyjnego
w Gruzji, nr 2, Tbilisi, s. 17.
D u m b a d z e N. 1988, Prawo wieczności, Warszawa.
D u s z e n k o K . 1995, Polak i Polka w oczach Rosjan, [w:] Narody i Stereotypy, T. Walas (red.),
Kraków, s. 158-164.
F i l i n a M . 1995a, List od Polaków z Gruzji, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 2,
Warszawa, s. 2.
* „Pro Georgia" jest pismem Towarzystwa Gruzińsko-Polskiego z siedzibą w Łodzi. Zawiera
(wskazane jest to w podtytule) prace i materiały do dziejów polsko-gruzińskich. Po ukazaniu się
ostatniego, ósmego, numeru pisma działalność Towarzystwa została praktycznie zawieszona.

180

JUSTYNA DOBOSZYŃSKA

- 1995 b, Polacy w Gruzji, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 6, Warszawa, s. 8-9.
- 1996b, Dary serca, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 2, Warszawa, s. 6.
- 1998 a, Gruzja. Polska choinka, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 3, War­
szawa, s. 7-8.
- 1998b, Gruzja. Polacy z gruzińskiej wioski, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska,
nr 6, Warszawa, s. 19-21.
F i n k i e l k r a u t A. 1992, Porażka myślenia, przeł. M . Ochab, Warszawa.
F u r i er A. 1993, Gruzja i Gruzini, Sprawy Narodowościowe Seria nowa, t. II, z. 2(3), s. 23-29.
- 1998, Józef Chodźko -mierniczy Kaukazu, Przegląd Wschodni, t. IV, z. 4 (16), s. 819-851.
I n g i ot M . 1994, Kaukaska grupa poetów, [w:] Literatura Polska. Przewodnik encyklopedyczny,
Warszawa, 1.1, s. 433.
J a g i e l s k i W. 1994, Dobre miejsce do umierania, Poznań.
K a b a k o w A. 1998, Kaukaz nie ma dokąd odejść, Gazeta Wyborcza, 17-18 stycznia, s. 14-16.
K ł o s k o w s k a A. 1996, Kultury narodowe u korzeni, Warszawa.
Kronika życia polonijnego 1999, Polonia Kaukaska, Biuletyn Polskiego Centrum Edukacyjnego
w Gruzji ml, Tbilisi, s. 16-17.
K v i r k v e l i j a Т. 1969, Tbilisi, Moskwa, seria - goroda SSSR.
M ą d z i k M . 1987, Działalność społeczno-kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie
XIX i XX wieku, Lublin.
M i ł o s z o w i e G . i A. 1979, Kaukaz, Warszawa.
M o s k v i č G . b.d.w., Ilustrirovannyj praktičeskij putevoditel' po Kavkazu, S. Pietierburg
1888-1914, s. 230.
Otwarcie szkoły, 1999, Polonia Kaukaska. Biuletyn Polskiego Centrum Edukacyjnego w Gruzji,
nr 1, Tbilisi, s. 14.
P a u s t o w s k i K . 1962, Skok na południe, Warszawa.
P a w l a k M . 1997, To nie był los, Echo Podlasia, nr 32(335), s. 5.
- 1998, Gruzja. Lato w Polsce, Biuletyn Stowarzyszenia Wspólnota Polska, nr 10, s. 20-21.
Polskie dzieci witają Wielkanoc, 1999, Polonia Kaukaska, Biuletyn Polskiego Centrum Edukacyj­
nego w Gruzji, nr 1, Tbilisi, s. 16.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i A. 1982, Tradycja a etniczność. Przemiany kultury Polonii Amerykańskiej,
Wrocław.
Po stu latach..., 1999, Polonia Kaukaska, Biuletyn Polskiego Centrum Edukacyjnego w Gruzji, nr 2,
Tbilisi, s. 18.
P r z e ś l a k i e w i c z P. 1999, Między mitem a ideą. O budowaniu polskiej tożsamości przez miesz­
kańców Gruzji Południowej, Warszawa. Praca magisterska dostępna w Katedrze Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW.
Regards sur la culture géorgienne, Printemps 1998 - printems 1999, Une anněe culturelle de la
Georgie en France, France, A F F A , Minister des Affaires Etrangeres (b.m.w.).
R i l k e R . M . 1976, Wiersze, wybór i przekład В. Antochewicz, Wrocław.
R oki c k i J. 1994, Msza w rytmie polki. Etniczne elementy ludowe w liturgii kościelnej w Stanach
Zjednoczonych Ameryki, [w:] Kultura skupisk polonijnych. Materiały z sympozjum nau­
kowego, Warszawa, s. 369-383.
Si k i r y c k i I . 1969, Z notatnika Kaukaskiego, [w:] Podróże do trzech czasów, Łódź, s. 223-262.
S i k o r a S. 1994, Fotografia schyłku wieku. Fotografie i mit. Polska Sztuka Ludowa Konteksty,
1/2, s. 113-121.
Słownik nazwisk współcześnie w Polsce używanych, 1993, [Pod hasłem:] Felkin, t. 3, Kraków.
Step an o w T. b.d.w., Tbilisi. Légendes et realitě, Editions de Г Agence de Presse Novosti, Moscou.
Tbilisi. Stolica Gruzinskoj Sovetskoj Socjalističeskoj Respubliki, 1972, Tbilisi.
Ustav Sodružestvapolaków Gruzii ,,Polonia", b.d.w., projekt.
Wieczór Chopina w P C E , 1999, Polonia Kaukaska. Biuletyn Polskiego Centrum Edukacyjnego
w Gruzji, nr 1, Tbilisi, s. 17.
W o ź n i a k A. 1996, Polacy w Republice Gruzji, Pro Geogia, t. V, s. 50-53.

MAŁA OJCZYZNA GRUZIŃSKIEJ POLONII

181

J U S T Y N A DOBOSZYŃSKA

TBILISI - T H E " L I T T L E H O M E L A N D " O F T H E POLISH C O L O N Y I N G E O R G I A
Summary
The term "little homeland" has become extremely popular within the recent decade although
it is not accepted by everybody. Those who define homeland associating it with great cultural
community deeply rooted in common history (which is right, indeed) reject the notion "small
homeland" as interally contradictory. Why should I still stick to it? Because the notion seems well
applicable to particular communities defined in historical, ethnic and geographical terms which
join together into a bigger community, the Homeland in its proper sense. In the centralized
political and social system of the Soviet Union but also in communist Poland "little homeland",
i.e. local community life could not be exposed.
There were places, however, in the Soviet Union too, which were surrounded with legends,
wrapped in special atmosphere. Tbilisi belonged to such places. The town was promoted as the
capital. At the same time it was vibrant with life of past generations. For centuries Tbilisi had
attracted people of various national background. Elements of their culture merged with the
indigenous Georgian ones. Poles were among those immigrants as well. Some of them remained
in Georgia after the World War I and shared the vicissitudes of the population under communist
regime. Now, more than a decade after the collapse of the Soviet empire both the Georgians and
other ethnic groups living in that country are burdened with something which is sometimes named
"Sovietness" - a specific complex of attitudes, patterns of behaviour and mental structures.
Among the population of Tbilisi the proportion of educated people has always been consider­
able, which is typical for capital towns. There are also many educated people among those whose
ancestors arrived from Poland long time ago. They are still conscious of their roots. The language
they use at home, however, is mainly Russian.
Political transformations of the recent decade brought about the revival of national identities
within the former empire.
I assume that Tbilisi has the symbolic meaning of "little homeland" for all its residents who
share common history, common experiences. It is a "homely", familiar place. On the other hand
each of the groups varying in their origins might refer to its own history which, in many cases
used to be banned and concealed under communism. Nowadays some of those histories are being
rediscovered, some of them reluctantly revealed, accepted in various ways. They make up culture
and everyday life of Tbilisi. In my research I focused on the cultural and social changes there.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.