493716612fc08acaef0a2207a41331a8.pdf

Media

Part of Ludwik Więcek / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4

extracted text
Aleksander Jackowski
LUDWIK WIĘCEK
N a i w n o ś ć W i ę c k a nie wynika z ż a d n y c h spekulacji. G d y b y

Gospodyni Zofia Krzysztoniowa traktuje W i ę c k a tak j a k
1

z o r i e n t o w a ł się, Ż3 jest naiwny, ś m i e s z n y , pewnie by z a p ł a k a ł

dobra matka słabowite dziecko.

a m o ż o i przestał m i ł o w a ć . P o n i e w a ż W i ę c e k bardzo by chciał

zachcianki. W i ę c e k p r z y s z e d ł do niej przed 22 laty. P o m a g a ł

Spełnia nawet jego dziwaczne

b y ć takim j a k inni, z w ł a s z c z a ludzie z miasta.

w gospodarstwie,

pasł gęsi, krowy, ale j a k twierdzi gospodarz

nigdy nie b y ł o z niego wiele p o ż y t k u . W i ę c e j zjadł niż zrobił.
W i ę c e k kocha dzieci, sam jest jak d u ż e , chore

dziecko

które c h c i a ł o b y s i ę b a w i ć ze wszystkimi a j u ż nie m o ż e . Nie
n a d ą ż a . Ma bowiem 71 l a t , chore nogi, w a d ę wymowy — j a k
Nikifor

(zapewne

przyrośnięty

j ę z y k ) . C i jednak, k t ó r z y

go

z n a j ą r o z u m i e j ą o co m u chodzi, z w ł a s z c z a dzieci. Jest m a ł y ,
twarz m a p o r y t ą s i a t k ą zmarszozek, ale bardzo ż y w ą , w niej
d u ż e , śmiejąoe się oczy. M ł o d e oczy.
W i ę c e k m a d u s z ę dziecka, lubi zabawy, wcielanie się w róż­

P ó ź n i e j w o g ó l e przestał p o m a g a ć , coraz trudniej poruszał się.
W i ę c został. Śpi w kuchni. Teraz dostaje r e n t ę — 3.200 z ł . To
dla niego i tak d u ż o — m ó w i gospodyni. Dawniej co m i a ł , wyda­
w a ł na czekoladę i cukierki. R o z d a w a ł je dzieciom, podobnie j a k
drewniane, kolorowe ptaszki, które strugał z drewna i m a l o w a ł .
T o t e ż wszyscy t r a k t u j ą go jako nieszkodliwego dziwaka, wiejskie­
go p r z y g ł u p a . Nie d z i w i ą więo specjalnie jego ekscesy.

Ludzie

jednak p a m i ę t a j ą o nioh. K i e d y ś np. W i ę c e k z a u w a ż y ł u gospo­

ne role. Gdy z o b a c z y ł w telewizorze sceny z wojny w Wietnamie

dyni s u k n i ę , z a p i n a n ą od góry do dołu n a guziki. Zapragnął m i e ć

zabrał gospodarzowi m o s i ę ż n e r u r k i , z m a j s t r o w a ł z nich, z blachy

t a k ą , p o n i e w a ż ksiądz c h o d z i ł w podobnej sutannie.

i drewna karabin. B i e g a ł z n i m wraz z wiejskimi c h ł o p c a m i

niowa d a ł a mu s u k n i ę , z u p e ł n i e jeszcze n o w ą , nosił ją kilka dni,

strzelając zza w ę g ł a — j a k w telewizji.

b i e g a ł w niej po wsi, wreszcie z ł a c h m a o o n ą w y r z u c i ł .

Krzyszto­

35

I I . 1. L u d w i k W i ę c e k ; i l . 2. L u d w i k W i ę c e k z gospodarzem, p . K r z y s z t o n i e m ; i l . 3. W ogrodzie, olej n a p ł y c i e , w y m . 40,5x61 c m ;
i l . 4. Scena z łosiem, olej n a p ł y c i e , w y m . 37x51,6 c m

P a r ę l a t t e m u z o b a c z y ł c ó r k ę gospodarzy na ł ą c e , w czerwo­

i całe życie jest s ł a b y . A l e , j a k t w i e r d z ą K r z y s z t o n i o w i e , siostra

n y m b i k i n i . P r z y j e c h a ł a z m i a s t a , o p a l a ł a się. B i k i n i m u s i a ł o s i ę

W i ę c k a , k t ó r a czasem do n i c h p r z y j e ż d ż a , bardzo jest do b r a t a

wydać

Więckowi

szczytem miejskiej

elegancji. Z a c z ą ł

prosić

podobna, a z n i k ą d nie spa,dła. T e ż nie m a s i ł , „ c o przejdzie

g o s p o d y n i ę a b y m u jo k u p i ł a . D o s t a ł , c h o d z i ł w n i m po w s i ,

t r o c h ę , l u b p o r o b i t o ś p i . " M a i d r u g ą s i o s t r ę , alo z n i ą nie u t r z y ­

z n o w u k i l k a d n i . I n n y m razem z o b a c z y ł i d ą c y c h przez w i e ś t u ­

muje k o n t a k t u . D o m o p u ś c i ł , g d y b y ł j u ż d o r o s ł y . C h o d z i ł po

r y s t ó w , niośli na sobie d u ż e p l e c a k i . W i ę c W i ę c e k t e ż c h c i a ł

l u d z i a c h , r ą b a ł drzewo, p o m a g a ł p r z y pasieniu b y d ł a . O d 1954 r .

b y ć t u r y s t ą . Gospodyni s p a k o w a ł a m u plecak, w y p c h a ł a szmata­

p r a c o w a ł d ł u ż e j w d w ó c h gospodarstwach, w Ł u ż n e j . G d y p r z y ­

m i , n a wierzch p r z y t r o c z y ł a z r o l o w a n y koc i W i ę c e k w y i u s z y ł .

s z e d ł do W i l c z y s k n a j ą ł się do K i z y s z t o n i ó w , p o m a g a ł i m w

D o s z e d ł do k o ń c a w s i , t o i t a k b y ł o k i l k a k i l o m e t r ó w , no i w r ó c i ł .

o b e j ś c i u , ale szybko się m ę c z y ł , p r a c o w a ć nie l u b i ł .

Co m i a ł r o b i ć ? Trzeba u m i e ć b y ć t u r y s t ą .

D w u k r o t n i e m i a ł z a m i a r się ż e n i ć „ z n a l a z ł t e ż sobie t a k ą

Gospodarze m ó w i ą : „ W i ę c e k nie jest g ł u p i , s w ó j r o z u m m a . "

m a l u t k ą K a s i ę i z w i e ś ć j ą c h c i a ł . " A l e n i e z w i ó d ł . Coby j e j

Jego logika o p a r t a jest j e d n a k n a niedostatecznych p r z e s ł a n ­

z r e s z t ą m ó g ł z a o f e r o w a ć ? S w ó j t a l e n t ? Swoje o b r a z k i ? T o s i ę

k a c h . Dlatego w y c i ą g a

wnioski,

które

innych bawią.

„Mam

na w s i nie l i c z y , z tego n i k t nie w y ż y j e , z w ł a s z c z a ż e W i ę c e k

m ą d r ą g ł o w ę " zapewnia. Ś m i e j e s i ę , g d y gospodarze o p o w i a d a j ą

nawet do m a l o w a n i a nie bardzo się p r z y k ł a d a ł . Chyba jednak

j a k t o i m ciągle w y r z u c a , ż e t r z y m a j ą k r o w y . Po co k r o w y 1 —

o d c z u w a ł s w o j ą k o n d y c j ę , skoro j a k zapewnia n i g d y nie c h c i a ł

t ł u m a c z y . P r z e c i e ż mleko m o ż n a k u p i ć w sklepie. Bez w y s i ł k u !

m i e ć dzieci.

Po co więc m ę c z y ć się z k r o w a m i , d o i ć j e . G d y samochodem
p r z y j e c h a ł b r a t gospodarza W i ę c e k b y ł zachwycony. Trzeba m i e ć

Gdy

z n i m r o z m a w i a ł e m m ó w i , że c h c i a ł b y p o j e c h a ć do

W a r s z a w y . A l e ż y ć w m i e ś c i e ? „ O , n i e , t a m — b e ł k o c e — bekon

s a m o c h ó d , m ó w i ł , a nie k r o w y ! S a m o c h ó d jest jego n a j w i ę k s z y m

(beton), t o zimno w n o g i , c i ą g n i e i d u p a zmarznie g d y się u s i ą d z i e . "

marzeniem.

Z r e s z t ą — pokazuje — j u ż źle c h o d z i , nogi m u się p l ą c z ą . Chciał­

J a k i jest? J u ż z tego co n a p i s a ł e m w y r a ź n i e w y n i k a , ż e i n ­
t e l i g e n c j ą odbiega o d n o r m y . Jest i n f a n t y l n y .

Wada

wymowy

t a k ż e izoluje go o d ś r o d o w i s k a . C a ł y jest z r e s z t ą j a k i ś nieudany.

b y , a b y m u c o ć t a m w ł o ż o n o m i ę d z y n o g i , ż e b y m ó g ł szeroko
c h o d z i ć . „ T a k i e t o w a r i a c k i e nogi, m ó w i , j a k jedna chce c h o d z i ć
t o druga nie i d z i e . "

U r o d a i ł się w p r z y s i ó ł k u W e s o ł ó w , 11 sierpnia 1911 l o k u
W b y ł y m p o w . g o r l i c k i m . S y n W i k t o r a i W i k t o r i i — zapisano
2

Jest n e r w o w y , ł a t w o s i ę podnieca — m ó w i ą o n i m gospoda­
rze. A l e jest d o b r y , n i e z ł o ś l i w y . B a r d z o r e l i g i j n y , ufny,

uczu­

w dowodzie o s o b i s t y m . Rodzice m i e l i p o d lasem 6 m o r g ó w g r u n t u .

c i o w y , ł a t w o s i ę wzrusza. „ O n jest g ł u p i , P a n i e ! w t r ą c a się

Miejscowy lekarz t w i e r d z i , ż e W i ę c e k m a w a d ę w y m o w y o d u r o ­

s ą s i a d k a —• j a k k i e d y ś zoba,czył c z ł o w i e k a co n i o m i a ł nogi, to

dzenia, o n j e d n a k t ł u m a c z y , ż e k i e d y b y ł m a ł y p i o r u n s t r z e l i ł

sam

obok i o n w t e d y s p a d ł z w y s o k a , i dlatego b e ł k o c e , nie w y r ó s ł ,

i uciąć. A m p u t o w a ć . "

36

sobie z r o b i ł d r e w n i a n ą , n o g ę , a s w o j ą c h c i a ł — na p i e ń

37

Naprowadzam r o z m o w ę na malowanie W i ę c k a . Gospodyni

potrzebne. J e ś l i o tym wspominam, to tylko w tym oelu, by uohro

przynosi ostatnie jego obrazki „ T e r a z już nie m a s i ł , bardzo

nić W i ę c k a przed s ą d a m i opartymi na naszym d o ś w i a d c z e n i u

m a ł o maluje, ale dawniej oo b y ł o — brali. Z K r a k o w a , z W a r ­

kulturowym. M a l o w a ł , o ile wiem, p r z e w a ż n i e z reprodukcji,

szawy.

3

swoim

Nawet

ładne były

obrazki". W i ę c e k przypatruje s i ę

malunkom. Jeden obraz odwraca, ten jest

tłumaczy.

I

niegotowy

(nie

polakierowany).

Dwa

choć k i l k a znanyoh m i o b r a z ó w w y m y ś l i ł sam. Jeden z nich

niedobry,

przedstawia ptaki, przy czym W i ę c e k nie bardzo umie w y o b r a z i ć

pozostałe

je w relaoji do siebie i przestrzeni (il. 4). I n n y , ostatni, w y o b r a ż a

sprzedaje bez żalu. M ó w i , że m o ż e jeszcze k i e d y ś c o ś namaluje.

Narodziny, przy czym schemat stajenki p o d s u n ę ł a zapewne mala­

K i e d y z a c z ą ł ? Gospodarze m ó w i ą , ż e 10 lat temu. Woześniej

rzowi p a m i ę ć widzianych k i e d y ś reprodukcji obrazów, natomiast

strugał z drewna ptaszki na wzór ludowych, które pewnie wi­

organizacja e l e m e n t ó w na p ł a s z c z y ź n i e podlega najprostszym

dział na jarmarku ozy o d p u ś c i e . Strugał je starannie, tak że nie

zasadom p o r z ą d k u j ą c y m — symetrii, a t a k ż e rytmice. Nigdy

odbiegają

wiejskich

nie d o s z ł y do g ł o s u tak w y r a z i ś c i e j a k w ł a ś n i e w t y m obrazie,

w oddaniu

szczegółów

od typowyoh



a n a s t ę p n i e m a l o w a ł . T ę c z y n n o ś ć lubił najbardziej. P t a k z samej

w k t ó r y m malarz pozbawiony b y ł p o d p ó r k i wzoru. Nie znaczy

lipy jeszcze nie ż y ł , dopiero s t a w a ł się prawdziwym gdy b y ł

to o c z y w i ś c i e , że dążenie do z w a r t o ś c i kompozycji i jej r ó w n o ­

pomalowany.

wagi nie s ą widoczne

D o s t a w a ł duszę. Ale n a p r a w d ę p i ę k n y ptak to

b y ł t a k i na drzewku, najlepiej gdy n a jednej rosochatce

było

Jedynie

mniej

w innych „ z a p o ż y c z o n y c h "

rzucają

się

w

oczy,

gdy

tematach.
porównamy

podstawce.

wzór

i relację

jest

konsekwencja

Bo p t a k i albo powinny s t a ć na stole czy parapeoie, albo b y ć

sobie

upraszczania treści,

a

zwłaszcza

sztafażu,

w

przymocowane do ściany. Dlatego deseozki o p a t r y w a ł uchwytem

czeniu

elementów

na swojskie,

bardziej

zrozumiałe.

i dopiero wtedy u w a ż a ł pracę za skończoną. Podobnie

obraz

W i ę c e k oswaja widziane d z i e ł o , przenosi je — gdy tylko m o ż e —

tylko wtedy jest gotowy, gdy ma ramki, uchwyt do zawieszenia

w lepiej m u z n a n ą r z e c z y w i s t o ś ć , opowiada treść obrazu w ł a s n y ­

i gdy jest powleczony bozbarwnym lakierem.

m i s ł o w a m i tak aby wszystko, co uznaje za w a ż n e b y ł o w y r a ź n i e

kilka r ó ż n y c h p t a k ó w , a drzewko moono t k w i ł o w

Zwracam na to u w a g ę , W i ę c e k roztrzepany, niestaranny

W i ę c k a widoczna

choć

obcych

spo­

tłuma­

zaznaozone, to z a ś , co m u s i ę zdaje niejasne m o g ł o b y ć z a s t ą p i o n o

w pracy, s t a w a ł się pedantyczny gdy szło o rzeźbienie i malo­

wyobrażeniem

wanie. To b y ł jego rzeczywisty ś w i a t , jego domena, w której

zmiany, które wprowadza.*

nie m u s i a ł czuć się od nikogo z a l e ż n y m .

w

jasnym

i

jednoznacznym.

Prześledźmy

więc

Otóż na p o c z ą t k u widzimy różnicę — W i ę c e k o g l ą d a ilu­

Gdy tylko m ó g ł , oglądał w kościele m a l o w i d ł a , ilustracje.

strację w k s i ą ż c e , maluje z a ś gotowy obraz, a w i ę c na twardym

Czy c h c i a ł b y ć malarzem ? Trudno o t y m z W i ę c k i e m m ó w i ć .

p o d ł o ż u , polakierowany, aby się nie b r u d z i ł , koniecznie w ramce,

Zresztą przypuszczam, że dla niego pojęcie sztuki, twórczośoi,

z p ę t e l k ą do zawieszenia. P r z y w i ą z u j e w a g ę do ramy. Zawsze jest

malowania m a inny sens n i ż dla nas. C z y w ogóle wie o t y m , ż e

ona pomalowana, obrzeża i z a m y k a pole obrazu z a r ó w n o wypuk­

twórczość polega na stwarzaniu c z e g o ś , czego jeszcze nie m a ?

ł o ś c i ą listwy j a k elementem graficznym i kolorem. R a m a , nie­

Czy wie, że m o ż n a m a l o w a ć swe sny, wizje, że obraz m o ż e b y ć

rzadko bogato dokorowana, p o w i ą z a n a

o p o w i e ś c i ą o świeoie, problomach dobra i zła ? C z y wie oo to jest

p r z e d s t a w i a n ą soonę odgranicza zdecydowanie ś w i a t obrazu od

pastisz,

widza. W k r a ń c o w y m przypadku (il. 19) obramienie jest niemal

inspiracja,

kopia ? Nie sądzę i wcale nie jest to m u

z bordiurą

okalającą

39

r ó w n o r z ę d n e do przedstawionej sceny i s t a n o w i s t r e f ę p o ś r e d n i ą
m i ę d z y t ą s c e n ą a w i d z e m . L e ż ą c a p o s t a ć d z i e w c z y n y staje się
j a k b y c y t a t ' m z o g l ą d a n e j r e p r o d u k c j i , w p r o w a d z o n y m przez
malarza do jogo obrazu. P o s t a ć t ę w ł ą c z a , k o n s t r u u j ą c u m o w n ą ,
w r ę c z s c e n i c z n ą p r z e s t r z e ń . D o l n y , ornamentalnie
pas nie p e ł n i , poza d e k o r a c y j n ą ,

potraktowany

ż a d n e j f u n k c j i ideowej. A l e

wraz z r o z w i ą z a n i e m g ó r n e j p a r t i i obrazu w p r o w a d z a p o ż ą d a n y
przez a r t y s t ę ł a d , z a m y k a

kompozycję,

ogranicza

uciekającą

w g ł ą b p r z e s t r z e ń . Z a m y k a u k ł a d o t w a r t y , zamienia

sugestię

n a p i ę ć o d ś r o d k o w y c h na k o m p o z y c j ę d o - ś r o d k o w ą . L e ż ą c ą
materacu

d z i e w c z y n ę sytuuje

b o w i e m w przestrzeni

na

zamknię­

tej ł u k i e m , k t ó r e g o z w i e ń c z e n i e s t a n o w i k o k a r d a - k w i a t . Po obu
stronach umieszcza d r z e w k a o k a l a j ą c e n i s z ę , w k t ó r e j

umieszcza

scenę z dziewczyną.
T r u d n o p o w i e d z i e ć , na ile trawestacja t a k a znajduje uzasad­
nienie w „ n a t u r a l n y c h " preferencjach

estetycznych W i ę c k a , na

ile z a ś zgodna jest z w z o r a m i , k t ó r e g d z i e ś w i d z i a ł . T a k i s p o s ó b
dekoracyjnego

potraktowania egzotyki występuje w

jarmarcz­

n y c h m a l o w i d ł a c h k a r u z e l , strzelnic i t p . P r z y p o m i n a t a n i e , k i ­
czowate dekoracje

do „ e g z o t y c z n e g o n u m e r u " n a p o d r z ę d n y c h

estradach, w y s t ę p u r e w e l e r s ó w , p i o s e n k a r k i czy t a n c e r k i (z re­
g u ł y na t l e p a l m y , f a l m o r s k i c h i d a l o k i c h w y s p ) .
W

o m a w i a n y m obrazie,

przy

wprowadzonych

zmianach

z a c h o w a ł j e d n a k W i ę c e k wszystkie n i e m a l elementy d o s t r z e ż o n e
w pierwowzorze — p o z ę k o b i e t y , o k u l a r y o d s u n i ę t e wysoko na
c z o ł o , m a t e r a c , fale, pas z i e m i z p a g ó r k a m i i d r z e w a m i , a w g ł ę b i
—• t e ż n a m o r z u — w y s p y z w b i t y m i w nie d r z e w c a m i c h o r ą g w i .

10. K o p i a obrazu T y c j a n a Noli me tangere ( i l . 9), olej na p ł y c i e , w y m . 3 9 x 5 7 c m ; i l . 11. K o p i a obrazu K o n r a d a W i t z a , Cudowny
polów ryb ( i l . 12), olej n a p ł y c i e
10

40

I

41

I

15

I I . 13. K o p i a obrazu Andrea Mantegny, Modlitwa w Ogrójcu (il. 14), olej na p ł y c i e , w y m . 40,5 X 61 c m ; i l . 15. K o p i a
obrazu Giowanniego Belliniego, Modlitwa w Ogrójcu (il. 16)

le

43

I

W i ę c e k odwzorowuje je z t r o s k l i w ą u w a g ą , obrysowuje m o ż l i w i e
d o k ł a d n i e k s z t a ł t wyspy , , C u b y " , nawet powtarza zygzak prawej
wyspy. Z m i a n y w p r o w a d z i ł w zasadzie dwie: n a g ą p o s t a ó o d z i a ł
w s u k i e n k ę i p o m i n ą ł napisy. W pierwszym przypadku zdecydo­
w a ł a o t y m wola gospodyni,

w drugim niezrozumienie

sensu

napisów.
J e s t jednak jeszoze jedna r ó ż n i c a , charakterystyczna dla
wszystkioh adaptaoji W i ę o k a , d o t y c z ą c a roli pierwszego planu.
W s z ę d z i e , gdzie w oryginale n a bliskim planie znajduje s i ę po­
s t a ć , czy grupa postaoi, w y r a ź n i e wydzielonych z t ł a , z w ł a s z c z a
w i e l k o ś o i ą , malarz cofa je w g ł ą b , wtapia w oałośd kompozyoji,
zmniejszająo

różnice

w skali w i e l k o ś c i m i ę d z y

przedmiotami

bliskiego i dalekiego planu. W i d a ć to z a r ó w n o w omawianym
p r z y k ł a d z i e j a k t e ż w irmyoh pracaoh (np. i l . 20). P o s t a ć znajd u j ą o a s i ę n a pierwszym planie, zawsze jest sytuowana w głębi
przestrzeni obrazu, zmniejszona w skali. Malarz zmniejsza rów­
n i e ż obramienie „ b a s e n u " , przesuwa go k u górze, a p o w s t a ł ą
p u s t ą przestrzeń w kompozycji w y p e ł n i a dekoracyjnie potrakto­
w a n ą rośliną. Podobnie w obrazie n a i l . 11 cofa p o s t a ó Chrystusa,
tak że jest ona niemal n a linii ł o d z i , z w i ę k s z a z a ś , i to znacznie,
wizerunki j e ź d ź c ó w , ledwo widocznych na reprodukcji d z i e ł a
W i t z a (il. 12). Likwiduje w ten s p o s ó b rozpiętość skali w i e l k o ś c i
postaci, d u ż e różnico m i ę d z y bliskim a dalekim nlanem. Jedno­
c z e ś n i e rozbudowuje całą s c e n ę , dodając zgodnie ze swym po­
czuciem harmonii kompozycji, p a r t i ę po lewej

stronie

lodzi.

S z c z e g ó l n i e widoczne s ą tego rodzaju działania w traweatacji o b r a z ó w Belliniego (il. 5) i Tyojana (il. 10). G ł ó w n y mo.
tyw narracyjny zostaje wtopiony w poziomo rozbudowany pejzaż
( o c z y w i ś c i e uproszczony). Więook dokonuje tu zmian najdalej
i d ą c y o h , np. w p ł ó t n i e T y c j a n a

likwiduje wzgórze, dodaje z r ś

drzewo w lewej partii obrazu, wprowadza s c e n ę s i e l s k ą z owiecz­
k a m i i pasterzem a c h ł o p s k ą , lecz nie p o l s k ą a r c h i t e k t u r ą z a s t ę ­
puje bliżej umieszozonym, w i ę k s z y m domem rodem z naszej
19

II. 19. K o p i a obrazu A n n y Guntnor Quantanarnera (il. 18): i l . 20. K o r d a obrazu Ł u k a s z a Cranacha, Nimfa wodna
przy studni (il. (7)

r z e o z y w i s t o ś c i oraz dobrze m u znanymi zabudowaniami gospo­
darczymi. Zabawne. T e n dom, jakioh obecnie wszędzie

wiele,

z kolorowymi s z k i e ł k a m i , lusterkami, zachowuje schemat orygi­
n a ł u , trójdziolność, w y s u n i ę t ą ponad dach m a n s a r d ę .

Więcek

zmienia, u w s p ó ł c z e ś n i a , p r z y b l i ż a , ale c a ł y czas starannie p r z y ­
patruje s i ę obrazom, k t ó r e n a ś l a d u j e . O c z y w i ś c i e nie jost w stanie
p r z e k a z a ć poetyki o r y g i n a ł u ani ekspresji sytuacji, to przekracza
z a r ó w n o jego m o ż l i w o ś c i

warsztatowe

jak i

zainteresowania.

Opowiada to, co jest n a obrazie t a k , j a k b y p r z e k a z y w a ł treść
opowiadania

o świętyoh,

faryzeuszaoh,

bogaczach

ozy

księż­

niczkach. Widzi jednak s z c z e g ó ł y , zwraca n a nio b a c z n ą u w a g ę ,
np.

przekazuje charakterystyczne rozcapierzenie p a l c ó w

nóg

leżąoej Nimfy w obrazie Cranacha — i l . 17, Jego decyzje są ś w i a ­
doma, w y n i k a j ą z poczucia kompozycji, przestrzeni. Zmieniając
—• wprowadza przecież w ł a s n y p o r z ą d e k , upraszczając — dba
o to, aby p r z e s t r z e ń obrazu b y ł a harmonijnie

zabudowana.

R e a l i z m p r z e k s z t a ł c a w u m o w n o ś ć dekoracyjnie r o z w i ą z a n y c h
e l e m e n t ó w p e j z a ż u . W i d a ć to z w ł a s z c z a w traktowaniu k w i a t ó w ,
roślin. T a m gdzie we wzorze dostrzega swobodnie rosnącą k ę p k ę
roślin, interpretuje j ą umownie, dekoracyjnie (np. prawy d ó ł na
i l . 5). Swobodnie wprowadza zrytmizowane drzewka i na k s z t a ł t
pawiego ogona rozłożono g a ł ą z k i r o ś l i n y w tle swej wersji C r a ­
nacha — i l . 20.
Bardzo interesująco przekształca Ogród Rajski niemieckiego
mistrza (il. 21, 22). Z b l i ż a go w charakterze do perskiej m i n i a ­
tury. Nie umiem p o w i o d z i o ó czy W i ę c e k w i d z i a ł takie miniatury.
Nie wykluczam togo, w k a ż d y m razie uderzające jost iż „ o c z y s z ­
c z a j ą c " p i e r w o w z ó r z gobelinowej g ę s t w i n y roślin uspakaja kom­
p o z y c j ę , zmienia proporcje, wprowadza u k ł a d znacznie bardziej
przejrzysty i p o d p o r z ą d k o w a n y zasadom r y t m u , kontrastu i sy­
metrii — a w i ę c w duchu s w y m zgodny z naturalnym, „ l u d o ­

odpoczywająca

w y m " sposobem m y ś l e n i a plastycznego. Przesuwa s t ó ł k u cen­
trum kompozycji, akcentuje r y t m blankowania muru. Silniej,
niż w oryginale zaznacza o b e c n o ś ć p t a k ó w . P e ł n i ą one w jego
obrazie rolę w y r a ź n i e r y t m i z u j ą c ą , a przy t y m , j a k wszędzie,
W i ę c e k maluje je z dużą u w a g ą i s t a r a n n o ś c i ą . P t a k i są dla
niego w a ż n e , lubi je, zna z obserwacji ale napewno i z o g l ą d a n i a
ich w i z e r u n k ó w (gdzie? w atlasie p t a k ó w ? n a p o c z t ó w k a c h ? ) .
Zresztą wiemy, iż rzeźbi je często, sprawnie, tak j a k to przy­
jęte- w ludowej sztuce. Czasom umieszcza je z własnej woli n a
obrazach, bez z w i ą z k u z narracją i wtedy w i d a ć , że malarz przy­
wiązuje do nich w a g ę . Proszę zwrócić u w a g ę na Madonnę z dzie­
ciątkiem G . Belliniego (il. 6). Czarny ptak siedzi n a gałęzi drzewa.
Wprowadza w h a r m o n i ę sielskiej sceny nastrój niepokoju,
grozy. Zapowiada wydarzenia, które później n a s t ą p i ą . Ale dla
W i ę c k a to tylko s y g n a ł , pretekst do namalowania ptaka. Nawet
nie jednego... T e n z drzewa ulatuje, poczciwy, wielobarwny,
nic nie m a j ą c y w sobie z symboliki z n a c z e ń , natomiast Więcek
wznosi w tle góry, by na szczycie n a j w y ż s z e j u s t a w i ć ogromnego
w skali orła. W i ę c e k wyczuwa proporcje, jeśli więc orzeł jest
tak wielki wynika to z zainteresowania, z chęci zwrócenia na
niego uwagi, a m o ż e namalowania orła, widzianego w j a k i m ś
atlasie. Wskazuje na to napis, przecież rzadko p o j a w i a j ą c y
się w jego obrazach. T y m razem jest to wyczytany zapewne
podpis w atlasie — orzeł skalny. D u ż e g o ptaka umieszcza również
w swej wersji Noli me tangere T y c j a n a (il. 10). Ż e b y nie b y ł o
w ą t p l i w o ś c i umieszcza pod nim napis „ P i e r z k a " (piegża). Oczy­
wiście napisy są d z i e ł e m gospodarzy, ale wprowadzone na wy­
raźne ż ą d a n i e malarza.
P i ę k n e s ą w obrazach W i ę c k a „ a r o h i t e k t u r y " . P r z y zmia­
nach dokonanych w stosunku do oryginału interesująco zestawia
formy, dostrzega i c h znaozenie w budowie obrazu. Ma r o z w i n i ę t e

45

I I . 2 1 . K o p i a obrazu m i s t r z a g ó r n o r e ń s k i e g o , Ogród rajski

( i l . 22)

poczucie dekoracyjności, s t ą d t e ż np. dosadnio akcentuje kręgi

ilustrowany kolorowymi reprodukcjami album o b r a z ó w (niestety

r o z c h o d z ą c y c h się fal w o k ó ł łodzi (il. 11), a t a k ż e rytmizuje

nie m o g ł e m n a podstawie zachowanych ilustraoji u s t a l i ć jego

całą partię brzegu.

t y t u ł u . Podpisy b y ł y w j ę z y k u angielskim.). Gospodarz k u p i ł t e ż

O c z y w i ś c i e Więcok m a trudności z a n a t o m i ą . Jego umiejęt­
ności

rysunkowo nie

postaci

pozwalają

n a dokładno

ludzkiej. T a m jednak, gdzie wzorzec

W i ę c k o w i farby i co pewien czas u z u p e ł n i a ł je, zanim nie zaczął

przodstawienie

p o m a g a ć W i ę c k o w i nabywca wielu jogo o b r a z ó w , L u d w i g Zim -

jest

merer.

wyraźny,

stara s i ę o m o ż l i w i e wierną interpretację (np. i l . 19). Gorzej jest.

W i ę c e k otrzymany album ciągle oglądał. Z o s t a ł y z niego

gdy postacie są n a reprodukcji m a ł e , n i e w y r a ź n e . Wtedy malarz

strzępy.

przedstawia je bardziej schematycznie. A n i o ł k i czy i d ą c y w dali

k t ó r y w i e d z i a ł , iż W i ę c e k — j a k dziecko — nie m a poczucia

ludzie przybierają w y g l ą d dzieci, a s p o s ó b ich przedstawienia

konwencjonalnego

(np. il. 11, 13) do złudzenia przypomina postacie na obrazach

zasłaniając sobie tylko ręcznikiem t y ł e k ) p r z y s ł a ł m u

Katarzyny

T y c j a n a . Więcek n a m a l o w a ł ją. Ale gospodyni o b u r z y ł a się n a

Gawłowej.

Malował

też

sugerowane

mu

tematy.

Zimmerer,

wstydu (potrafił b i e g a ć na golasa po wsi,
Venue

K o ń c z ą c o m ó w i e n i e różnic m i ę d z y wzorem a interpretacją,

takie b e z e c e ń s t w a . „ T o ś w i ń s t w o — t ł u m a c z y ł a mi — t a k ą g o ł ą

n a l e ż y w s p o m n i e ć o jeszcze jednej w a ż n e j różnicy — o kolorysty­

b a b ę w y s a d z i ć na obrazie. Dzieciaki się ś m i a ł y . A ten — (palec

ce. Reprodukcja traktowana jost przez W i ę c k a jak kolorowa

wskazuje W i ę c k a ) — p o w i e d z i a ł , że to s ą s i a d k a , to go sąsiad

fotografia natury, zrozumiałe w i ę c , że drzewa i trawa s ą zielono,

przyleciał

niobo •— niebieskie, dachy — czerwone itd. Ale dociekliwość

merer p r z y w i o z ł a .

w poznaniu i w ł a ś c i w y m odtworzeniu rysunku postaci czy sytuacji

wymalować."

nie znajdujo odpowiednika w traktowaniu kolorystyki. W i ę c e k

potwierdza. (Jednak w kolekcji Z i m m e r e r ó w znajduje się naga

w odróżnieniu od Nikifora, W n ę k o w e j czy G a w ł o w e j nie m a
5

rozwiniętej wrażliwości kolorystycznej. Wypowiada się przede

bić. A to z tej p o c z t ó w k i , co m u pani K a r i n a Z i m ­
I

Taka

bezwstydna!

wymalował?



Kazałam

pytam

mu

sukienkę

„Wymalował!"



leżąca kobieta malowana wg fotografii obrazu A n n y Guntner

(

w i d a ć u d a ł o się W i ę c k o w i u k r y ć ten obraz przed gospodarzami)

wszystkim w interpretacji rysunkowej i walorowej przedstawione]

,,Do tego mam g ł o w ę ! " m ó w i o swym malowaniu W i ę c e k .

anegdoty, natomiast nie postrzega n a ś l a d o w a n e g o obrazu jako

„ P a n wie j a k on m ó w i o sobie? ciągnie gospodyni. W i ę c e k L u d ­

kompozycji kolorystycznej. S t ą d t e ż , j a k się zdaje, nie przywią­

wik — artysta malarz!" Mały schorowany c z ł o w i e c z e k przypo­

zuje wagi do zmian, któro w tym zakresie wprowadza. Wydaje

mina mi Nikifora. Tamten t e ż w i e d z i a ł , że jest malarzem, dlatego

się, że pod tym w z g l ę d e m wzór krępuje go tylko w niewielkim

k a z a ł sobie zrobić p i e c z ą t k ę Nikifor-Matejko. Zresztą n a cechach

stopniu. Trudno mi jednak w y p o w i e d z i e ć się autorytaty wnio

z e w n ę t r z n y c h i ś w i a d o m o ś c i swego zawodu (u Nikifora — po­

na ten temat. Nie m o g ł e m bowiem s t w i e r d z i ć jakie kolory farb

w o ł a n i a ) k o ń c z ą się p o d o b i e ń s t w a . S ą bowiem w istocie zupełnie

m i a ł W i ę c e k do dyspozycji, n a ile więc swobodne b y ł y jego de-

inni. Nikifora przepełniały wizje, myśli — o świecie, Bogu, niebie

oyzje kolorystyczne.

i piekle, ludziach. B y ł on w istocie w i e l k ą o s o b o w o ś c i ą , profe­

Ł a t w i e j o d p o w i e d z i e ć n a pytanie, co W i ę c e k lubi m a l o w a ć .
Zarówno

obserwacja jogo z a c h o w a ń , j a k opinie

gospodarzy,

t y c z n ą . M y ś l ę , że m u s i a ł m i e ć w s p a n i a ł e , straszne i groźne sny.
Natomiast ś w i a t p r z e ż y ć naszego malarza wydaje s i ę bardziej

a przede wszystkim proporcje w podejmowanej tematyce wska­

prosty,

zują na to, że interesuje go s z c z e g ó l n i e t e m a t y k a biblijna. Jednak

więcej infantylnej z m y s ł o w o ś c i . K o c h a ludzi, zwłaszcza dzieci,

przyziemny,

konkrotny.

Żadnej

w

nim

metafizyki,

ile razy j ą podejmuje sięga po istniejące j u ż wzory. Samodzielnie

kocha koty (pokazuje o b e j m u j ą c s i ę za ramiona i k o l e b i ą o —

komponuje jedynie sceny z p t a k a m i , z w i e r z ę t a m i , letnikami,

j a k bardzo je kocha). L u b i p t a k i , rozróżnia je, poznaje po g ł o s i e .

chociaż i w n i c h w y r a ź n i e w i d a ć p o s ł u g i w a n i e s i ę nie tylko obser­

Nie znosi tylko k r ó w , bo dobrze m u d o k u c z y ł y , gdy je m u s i a ł

w a c j ą ale i widzianymi g d z i e ś wzorami ptaka, barana itp. S ą

p i l n o w a ć na pastwisku.

one jednak stosunkowo nieliczne, d o m i n u j ą tematy zaczerpnięte

R ó ż n i c jest wiele. Nikifor m i a ł f a n t a z j ę , w y o b r a ź n i ę . Nasz

z malarstwa o tematyce religijnej, a ściślej — opartej na mo­

bohater nie m a jej z a wiele. Potrzebuje p o d p ó r k i , c z e g o ś co s i ę

t y w a c h z Ewangelii.

da n a ś l a d o w a ć . O c z y w i ś c i e i on m a w y o b r a ź n i ę , ale realizuje

Ciekawe, że W i ę c e k nie maluje o b r a z ó w ś w i ę t y c h , a więc
t a k i c h , do k t ó r y c h (czy przed k t ó r y m i ) ludzie s i ę m o d l ą . S ą d z ę ,

się ona nie w p o m y ś l e , lecz w sposobie redukowania, oswajania
wzoru.

ż e w p ł y n ę ł a n a to postawa gospodarzy. P r y m i t y w n y warsztat

Nikifor b y ł przekonany, ż e n a t a m t y m świecie znajdzie to

malarza musi razić w ł a ś n i e w takich obrazach, a trzeba t u d o d a ć ,

czego nie m i a ł n a ziemi. B ę d z i e u c z e s t n i c z y ł w ś w i ę t y c h obco­

ż e dom w k t ó r y m mieszka W i ę c e k jest u r z ą d z o n y

waniu, c z y t a ł uczone księgi, m u z y k o w a ł , m a l o w a ł . Jego obrazy

zamożnie,

zgodnie z p a n u j ą c ą m o d ą i to nawet m i e j s k ą (boazerie itp.).

b y ł y projekcją tej wiary, widomym dowodem na to, co b ę d z i e .

Obrazy ś w i ę t e W i ę c k a m u s i a ł y b y w tej sytuacji razić, nie wcho­

Natomiast W i ę c e k żyje f a n t a z j ą dziecinną. Zmajstruje karabin

d z i ł y b y bowiem

w repertuar malarstwa f u n k c j o n u j ą c e g o współ­

i j u ż wciela s i ę w żołnierza. Jego marzenia s ą konkretne, ziemskie,

c z e ś n i e n a wsi. Z w r ó ć m y u w a g ę jeszcze n a jeden fakt — W i ę c e k

realizowane w zabawie, przebieraniu, w jednej rzeczy realnej —

nie

malowaniu, bo przecież jest malarzem.

maluje typowych

„widoków",

wieszanych

na

ścianach.

Może dlatego, że lubi rozbudowane treści narracyjne, m o ż o jednak

Nikifor m i a ł poczucie swej misji, swojej w y j ą t k o w o ś c i . To

i z tego powodu, że m a l u j ą c „ w i d o k i " z n ó w by w c h o d z i ł w kolizję

mu d a w a ł o poczucie g o d n o ś c i , którego nie z a t r a c a ł nawet wtedy,

z odczuciami estetycznymi ś r o d o w i s k a . Swoboda W i ę c k a w y n i k a

gdy żebrał. B y ł j a k wygnany, o ś l e p i o n y L i r , czasem gniewny,

w i ę c t a k ż e z faktu, iż wszystko co maluje jest poza potrzebami

obcy, nigdy nio przymilny. R e a l i z o w a ł się w malarstwie, które

ś r o d o w i s k a , jest jego osobistym

t r a k t o w a ł j a k p o w o ł a n i e . Natomiast W i ę c e k realizuje s i ę przede

dziwactwem, k t ó r e znajduje

aplauz jedynie w ś r ó d ludzi z miasta, k o l e k c j o n e r ó w ,

którym

6

„takie szmarowidła" m o g ą się podobać .
W i ę c e k , gdy malujo dla siebie, sam wybiera tematy, wzory.
Wybiera i to dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy s p o ś r ó d blisko 200

wszystkim w marzeniach, w d ą ż e n i u a b y b y ć j a k inni, k t ó r y c h
podziwia. C h o ć b y przez chwilę. K i e d y Zimmerer w y c i ą g n ą ł pu­
d e ł k o Marlboro,

W i ę c e k poprosił go o papierosa, usiadł, z a ł o ż y ł

(z trudem) n o g ę n a n o g ę , o d c h y l i ł się do t y ł u , n a s t r o s z y ł brwi

posiadanych kolorowych reprodukcji decyduje s i ę n a interpre­

i puszczając do g ó r y d y m p a l i ł j a k angielski lord z telewizyjnego

t a c j ę k t ó r e g o ś tematu, po raz drugi natomiast gdy opracowuje

serialu.

wzór z ilustracji n a miarę swych potrzeb i m o ż l i w o ś c i , gdy zmie­
nia proporcje, ujmuje, dodaje (np. p o s t a ć Matki Boskiej p a t r z ą c e j

Ale n a i w n o ś ć zachowania W i ę c k a nie t ł u m a c z y

fenomenu

jego t w ó r c z o ś c i i nie wyczerpuje prawdy o c z ł o w i e k u . Talent nie

z nieba n a ziemskie wydarzenia), gdy c a ł k o w i c i e przeinacza

z a l e ż y od poziomu w y k s z t a ł c e n i a a życie w e w n ę t r z n e od prze­

kolorystykę.

strzegania norm ś r o d o w i s k o w y c h . Relacje psychiczne s ą niepo­

W t y m miejscu powinienem w y t ł u m a c z y ć , s k ą d W i ę o e k m a
wzory. Otóż gospodarz, w i d z ą c j a k zmienia s i ę wprost n a twarzy
oglądając pocztówki i malowidła, kupił mu w mieście pięknie

równanie bardziej skomplikowane. W i e d z ą c j a k i jest

Więcek,

widziany oczami otoczenia, wiemy o nim w istocie bardzo niewiele.
Jest inny od ś r o d o w i s k a , to nie ulega w ą t p l i w o ś o i . Jest m a ł o

47

I

zaradny, nie przystosowany do ż y c i a . A l e p r z y t y m m a t a l e n t

nic m u nie m ó w i pojęoie Triennale, nawet jabłko z drzewa nie

plastyczny, k t ó r y niewielu jest d a n y . Jego w r a ż l i w o ś ć na k s z t a ł t

spadnie (gorzej g d y w a ż n y d y r e k t o r o d k u l t u r y p y t a ozy nie

czy

m o ż n a b y r o b i ć Triennale oo c z t e r y l a t a ) .

kolor

znacznie

przekracza

normę. Można m u tylko

tej

w r a ż l i w o ś c i p o z a z d r o ś c i ć . M a życie w e w n ę t r z n e , marzenia, na­

O c z y w i ś c i e k a ż d e kalectwo jest n i e s z c z ę ś o i e m . D e p r y m u j e

dzieje, r a d o ś c i , satysfakcjo. I n n e ? Zapewne, t y l k o czy te w a r t o ś c i ,

ograniczenie swobody w y b o r u f o r m ż y c i a , miejsca p r a c y , zamiesz­

k t ó r e w n i m dostrzegamy nie s ą w istocie n a j w a ż n i e j s z e ? Czy

k a n i a . M o ż n a się t e m u p o d d a ć , ale m o ż n a t e ż w y t w o r z y ć me­

d o b r o ć , w r a ż l i w o ś ć , s u b t e l n o ś ć , u f n o ś ć , ż y c z l i w o ś ć nie n a l e ż ą do

c h a n i z m y obronne. Ś w i a d o m i e l u b n i e ś w i a d o m i e uciec w marze­

k r ę g u w y ż s z y c h i p o ż ą d a n y c h w a r t o ś c i ? Czy m o ż n a w i ę c casus

nie, w ś w i a t w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i . D l a W i ę c k a m a l a r s t w o s t a ł o

Więcka

się w ż y c i u w a ż n ą s p r a w ą , t y m co m u p r z y n o s i s a t y s f a k c j ę ,

skwitować

tylko

uśmiechem

podszytym wyższością ?

Czy a b y t e n u ś m i e c h nie demaskuje nas i naszych j e d n o s t r o n n y c h

wywołuje

k r y t e r i ó w ocen? Czy f a k t , że W i ę c e k nie w i e , co to jest w e r n i s a ż ,

p r z y j e ż d ż a j ą z d a l e k i c h m i a s t w s p a n i a ł y m i samochodami, k t ó r e

Triennale, w y s t a w a , n a p r a w d ę jest

w a ż n y ? A m o ż e jego

b u d z ą z a z d r o ś ć wiejskiej m ł o d z i e ż y . D z i ę k i m a l a r s t w u s t a ł się

stosunek do s z t u k i jest znacznie bardziej p r a w d z i w y i n a t u ­

k i m ś . Ono w y r ó ż n i a go o d otoczenia. D l a t e g o c h ę t n i e m a l u j e ,

taki

zainteresowanie

ludzi,

którzy

specjalnie

do

niego

r a l n y ? N i e w i e o k r y z y s i e c y w i l i z a c j i , absurdach naszego „ ż y c i a

dlatego p r z y w i ą z u j e t a k ą w a g ę do tego, a b y f a r b y b y ł y dobre,

a r t y s t y c z n e g o " , o p s e u d o - r y n k u , nie uczestniczy w dyskusjach

a b y obraz p o c i ą g n i ę t y l a k i e r e m l ś n i ł c z y s t o ś c i ą , dlatego maluje

o k o ń c u s z t u k i , nie bierze u d z i a ł u w ś m i e s z n e j celebrze w e r n i s a ż y ,

zawsze na t w a r d y m p o d ł o ż u . P o n i e w a ż j a k d a w n y a r t y s t a chce

k t ó r e t a k ślicznie s k o m p r o m i t o w a ł Y v e s K l e i n . Z r e s z t ą m a pra­

t w o r z y ć d z i e ł a t r w a ł e , k t ó r e b ę d ą o n i m ś w i a d c z y ł y nawet w t e d y ,

wo nie w i e d z i e ć , funkcjonuje w i n n y m obiegu k u l t u r y

g d y j u ż jogo na t e j z i e m i nie b ę d z i e .

i jeśli

P R Z Y P I S Y
1

C h c i a ł b y m serdecznie p o d z i ę k o w a ć p a ń s t w u K r z y s z t o n i o m
za pomoc, k t ó r ą m i okazali w czasie mego p o b y t u u n i c h w czerwcu
1982 г . , za udzielone informacje i p o ś r e d n i c t w o w k o n t a k c i e
z W i ę c k i e m . S ą d z ę , że t o co p i s z ę o stosunku gospodarzy do
W i ę c k a dostatecznie charakteryzuje i c h p o s t a w ę , bezinteresow­
n o ś ć i o p i e k u ń c z o ś ć , z a s ł u g u j ą c e na g ł ę b o k i szacunek.
N i e s t e t y j e d y n a dotychczas p u b l i k o w a n a n o t a o m a l a r z u
jest n i e ś c i s ł a . M a r i a n P r o k o p e k w Atlasie Sztuki ludowej i Folk­
loru w Polsce podaje b o w i e m , iż W i ę c e k u r o d z i ł się w 1930 r .
R e p r e z e n t a t y w n y zestaw prac W i ę c k a znajduje się w k o ­
lekcji L . Z i m m e r e r a w Warszawie.
W i n i e n jestem w d z i ę c z n o ś ć dr A n n i e K u n c z y ń s k i o j - I r a c k i e j
oraz m g r Z o f i i Bisiakowej za pomoc w i d e n t y f i k a c j i „ w z o r ó w "
2

3

4

48

do o b r a z ó w W i ę c k a , a t a k ż e p . K a r i n i e Z i m m e r e r za udzielone
informacje oraz u d o s t ę p n i e n i e m i prac malarza
znajdujących
się w k o l e k c j i .
5

W i ę c e k maluje p r z e w a ż n i e na p ł y c i e p i l ś n i o w e j f a r b a m i
o l e j n y m i , poczem g o t o w y obraz p o c i ą g a b e z b a r w n y m l a k i e r e m .
N a j c z ę ś c i e j zestawia ciemne b r ą z y z r ó ż n y m i o d c i e n i a m i zieleni,
z n i e b i e s k ą b a r w ą nieba, c z e r w i e n i ą s t r o j ó w , b i e l ą ś c i a n b u d y n ­
k ó w . A u r e o l e , g w i a z d y , monstrancje, a n i e k i e d y nawet dach
k o ś c i e l n e j w i e ż y maluje fa,rbą z ł o t ą .
6

Obrazy W i ę c k a pokazano na p r z e g l ą d z i e t w ó r c z o ś c i nie­
profesjonalnej w N o w y m S ą c z u (1976 r . ) oraz na 2 Triennale
P l a s t y k i Nieprofesjonalnej we W r o c ł a w i u (1977 г . ) .

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.