19cb3a2df7cbceeab9414d0f6d89e4eb.pdf

Media

Part of Z zapisków etnologa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4

extracted text
Z

Z

A

P

I

S

K

Ó

W

E

T

N

O

L

O

G

A

LIST LUDWIKA STOMMY Z PARYŻA DO REDAKCJI WYSŁANY A OPATRZONY TYTUŁEM:
SŁOŃ A SPRAWA ETNOLOGII

2 maja 1982, p r z y l ą d e k B e g er V i i , godzina 11,30. F a l a
A t l a n t y k u zapada s i ę w p r z y b r z e ż n e j skale. Zlany w o d ą szaro-czerń kamienia o ż y w a n a c h w i l ę migotem kolorowych słonecz­
n y c h w ę ż o w i s k . L e c z oto woda, jakby z w n ę t r z a s k a ł y , powraca
wirami pian u b i e r a j ą c y c h g ł a z y w stargany fartuch bieli. Grzbiet
kamienia wysuwa s i ę spod nich w głębokiej czerni popielejącej
natychmiast w s ł o ń c u . Kolejna fala jest większa i kładzie się
skosem n a szarym tle. S k a ł a znika z u p e ł n i e pod niebiesko-zielo­
nym naporom, by powrócić niespodziewanie w r o z b ł y s k u gasną­
cej j a s n o ś c i . I z n ó w k ł ę b o w i s k o oceanu z g r a n a t o w i a ł e g o teraz
od zasłaniającego słońce białego o b ł o k u zabiera ś w i a t ł o z rafy.
Lecz wiatr spycha c h m u r k ę z l e w a j ą c morze i brzeg w jedno
okamgnienne olśnienie. Potem znowu czerń z bielą i b ł ę k i t e m ,
z ł o t o , z i e l e ń i srebrne odbicia drobin kwarcu n a chropowatej
skórze kamieni...
Ocean jest zielony ?
Ooean jest niebieski ?

Nieprawda, ocean nie jest zielony.
Nieprawda, ocean nie jest niebieski.

Ocean jest z ł o t y ?

Nieprawda, ocean nie jest z ł o t y .

Ocean jest czarny?

Nieprawda, ocean nie jost czarny.

Ocean jest i zielony i niebieski i z ł o t y i czarny i zielono-złoto-czarny i niebiesko-czarno-zielony i tysiąca jeszcze kolorów.
Ale nie jest t e ż ocean s y n t e z ą barw. Oceanem s ą również jego
zapachy, jogo wilgocie, jego o d g ł o s y . . . Natura oceanu jest tajem­
nicza, wieloraka i wszelka. J e s t nieopisywalna.
K u l t u r a — p o w i a d a j ą ewolucjoniści (a implicite również
i funkcjonaliści) — jest wynikiem poznawania i oswajania natury
przez c z ł o w i e k a . N a czym jednak polega ludzkie poznawanie
i oswajanie natury ? — Przede wszystkim, przed jakimikolwiek
innymi d z i a ł a n i a m i , n a nazywaniu i ustanawianiu relacji m i ę d z y
nazwanym. Ocean nigdy nio stanie się obiektem kultury; ele­
mentem dziedzictwa kulturowego s ą natomiast jego przedsta­
wienia. Ocean zielony, ocean niebieski, ocean z ł o t y , ocean czarny.
Opisy nieopisywalnego.
r

Godzina 14,30. Szosą wijącą s i ę po skarpie półw5 spu Quiberon jedziemy w kierunku Port Louis. K a s e t a Charles Dumont
i r ó w n y szum silnika głuszą o d g ł o s y fal, s m r ó d p e t ó w z niedom­
k n i ę t e j popielniczki tłumi skutecznie wszolkie powiewy morza.
Ocean za oknami zmienia s i ę w jednowymiarowy landschaft.
„ Z a w s z e m y ś l a ł a m , że w i d o k ó w k i znad Atlantyku s ą podkolorowywane — m ó w i E w a — to wręcz nie do w y o b r a ż e n i a , ż e
ooean jest taki niebieski..." Catherine i Marek p o t a k u j ą . Zgadza­
my się wszyscy. Ocean jest niebieski? Nieprawda; ocean nie jest
niebieski. Owszem, nie jest niebieskie to niejasne, intymne prze­
czucie oceanu, zaduma jego tajemnicy, k t ó r ą k a ż d e z nas z osobna
uwozi ze s o b ą po serpentynach Quiberon. Ale skonstatowano
w s z a k ż e słusznie w p o d r ę c z n i k a c h , żo „ e l e m e n t e m kultury jest
to tylko, co z o s t a ł o społecznie zobiektywizowane" (Czarnowski).
Społecznie zobiektywizowane, a więc przekazane. Przekazane,
a w i ę c nazwane i opisane. Opisane nieopisywalne. A więc jednak
ocean jest niebieski. Niebieska jest kultura oceanu n a p r z y l ą d k u
Beg er V i i .
Nazywanie i ustanawianie relacji m i ę d z y nazwanym, to nic
innego j a k r o z k a w a ł k o w y w a n i e ciągłego, ustatycznianie dynamicz­
nego, dzielenie niepodzielnego, opisywanie nieopisywalnego.
O w o i „ p o z n a w a n i e ś w i a t a " , w ł ą c z a n i e go do kultury jest więc

w swojej istocie aktem par excellence kreatywnym. J e s t o d l e g ł y m
od realizmu stwarzaniem ś w i a t a całkowicie n a nowo. Nie jest
poznawaniem w sensie zbliżania się do j ą d r a tajemnicy, ale po­
w o ł y w a n i e m do ż y c i a , kodyfikowaniem i p o r z ą d k o w a n i e m
n a z w a ń . Ś w i a t jest b y ć m o ż e takim, jakim jest; ale napewno
nie jest takim, jakim jest gdziekolwiek i kiedykolwiek przedsta­
wiony. Dlatego t e ż ś w i a t jakim jest nio jest i b y ć nie m o ż e przed­
miotem refloksji antropologicznej czy etnologicznej.
Godzina 21,00. J u ż za Mont S t . Michel. Zapada zmrok.
Do P a r y ż a jeszcze ok. 3G0 km. Mniej więcej M y ś l e n i c e — W a r s z a ­
wa. Kolejne kilkadziesiąt k i l o m e t r ó w . „ N o , to j e s t e ś m y j u ż
w Krakowie —- rzucam znad kierownicy do Marka — zaraz
wjedziemy n a Most D ę b n i c k i . . . " „Co to jest Most T ć p n i t z k i —
pyta Catherine —- czy w y ciągle musicie b y ć tacy nostalgiczni?"
J a k ż e joj w y t ł u m a c z y ć , że K r a k ó w wspomniany koło Fougeres
nie m a tym razem nic w s p ó l n e g o z n o s t a l g i ą ; że jest po to prostu
kwestia p r z y k ł a d a n i a skali, p o r z ą d k o w a n i a nieznanego p o d ł u g
znanego. Ale skala zawodzi. Przed L a v a l w j e ż d ż a m y bowiem n a
a u t o s t r a d ę A 11. R ó w n i e ż nasz F o r d różni s i ę parametrami
technicznymi od F i a t a 126p. Po n i e c a ł y c h trzech godzinach P a ­
ryż. 300 k m z L a v a l do P a r y ż a o k a z a ł o się n i e p o r ó w n y w a l n i e
k r ó t s z e od 300 kin z K r a k o w a do Warszawy. G d y m i a ł e m siedem
lat trasa z ulicy Czarnowiejskiej w Krakowie (nr 30) do kościoła
SS. Sercanek (gdzie b y w a ł e m ministrantem) w y d a w a ł a mi s i ę
uciążliwie długa. Dzisiaj tych paru k r o k ó w spaceru w ł a ś c i w i e
nie z a u w a ż a m . L O T - e m bliżej głosi slogan reklamowy. I oczy­
w i ś c i e , ż e (od czego bliżej?) bliżej.
Nawet więc kategorie przestrzenne t a k o c z y w i ś c i e z pozoru
wymierne i obiektywne o k a z u j ą s i ę co chwila w z g l ę d n e , zrelatywizowane społecznie, historycznie, czy ekonomicznie (Ford
a 126p). Ale zasada zachowania struktury s p o ł e c z n e j wyklucza
relatywizm p o j ę c i o w y . Mamy więc ustalone „ b l i s k o " i „ d a l e k o " ,
mamy nasze u ś w i ę c o n e kilometry. N a kamiennym słupie koło
P K i N w Warszawie wyryto cyfry obrazujące odległość w kilo­
metrach do p o s z c z e g ó l n y c h europejskich metropolii. Okazuje się,
że np. do Kopenhagi jest Warszawiakowi dwa razy bliżej, n i ż
do Sofii... Warszawska ulica ochrzciła ten miernik r z e c z y w i s t o ś c i
„ S ł u p e m Ś m i e c h u " . Oto perspektywa prawdziwie antropolo­
giczna. N a ulice, uczeni w p i ś m i e !
Geodeta m a o b o w i ą z e k t w o r z y ć swoje konstrukcje w oparciu
o rzędy metrycznych w s k a ź n i k ó w ; b y ł b y nierzetelny, gdyby
l e k c e w a ż y ł je sobie. K s i ą d z winien o d w o ł y w a ć się do objawienia;
b y ł b y m a ł o w i e r n y r e l a t y w i z u j ą c wskazania moralne i s p o ł e c z n e
Pisma Ś w i ę t e g o . . . D o m e n ą antropologa jest — j a k wiemy —
ó w akt t w ó r c z y ś w i a d o m o ś c i zbiorowej p o k o l e ń , k t ó r y z w y k l i ś m y
n a z y w a ć k u l t u r ą . Ó w skodyfikowany mit r z e c z y w i s t o ś c i , k t ó r y
z w y k l i ś m y n a z y w a ć kulturą. Mit z a ś ze swoj natury jest dowolnyjednostronny, w z g l ę d n y . Dopiero chimeryczna akceptacja spo,
łeczna wciela go w poczet s a m o p r z e z s i ę z r o z u m i a ł o ś c i . W prze­
c i w i e ń s t w i e więc do sytuacji k s i ę d z a lub geodety, etnolog z a ­
p r z e c z y ł by swojemu p o w o ł a n i u , gdyby uznał za n a r z ę d z i a ba­
dawcze „ z o b i e k t y w i z o w a n o miary", „ ś w i ę t e prawa", „ p a r a ­
dygmat natury ludzkiej", „ p r a w d y objawione", „ n i e b i e s k o ś ć
oceanu".,. T a k , w ó w o z a s p r z e s t a ł b y b y ć etnologiem.

71

I

Godzina 1,45. Fontenay le Floury. W p ó ł m r o k u w s ł u c h u j e
się we w ł o s k i akcent Catherine i półfrancuszczyznę Marka. Zmę­

xions et Maximes" (1746) —

„ p r a w d z i w e p r ó b y miłości".

czona wymiana w r a ż e ń . J e s t już 3 m a j a , w i ę c w szkle butelek

W c i ą ż Fontenay le Fleury. Noc. Godzina trzecia, a m o ż e

odbijają się pomieszane obrazy z Bretanii, z Mont St. Michel

i czwarta (nio p ó ź n i e j , bo o p i ą t e j ś w i t a ) . Catherine już śpi. L a s

i z kraju. S t a n i s ł a w M a ł a c h o w s k i p r z e c h a d z a j ą c y się po Breście.

oddycha za oknem. I tylko od czasu do czasu odległe narastanie

Bretania z a p a m i ę t a n a przez Catherine nabiera chwilami kolo­

i zacichanie p o c i ą g ó w na linii P a r y ż — R o u e n lub Caen (w Mantes

r y t u P i a z z a Navona. TJ M a r k a s k a ł y A t l a n t y k u wypisz wymaluj

linia się rozdziela). Rouen? Caen? Mantes? A co mnie to obcho­

z Doliny P i ę c i u S t a w ó w . . . T a k różne relacje z tej samej drogi.

dzi ? Przecież jadą te pociągi do k r a j u , na W y s p ę W i e l k a n o c n ą ,

T a k różne Bretanie. Catherine inna niż moja, moja inna niż

do Bruxeli — gdzie p o z n a ł e m ś l i c z n ą P e r u w i a n k ę , jadę nimi

Marka, Marka inna n i ż Catherine, moja inna niż Catherine, Marka

z rodzicami gdziekolwiek, do Wenecji z m o j ą b y ł ą ż o n ą , do Per-

inna niż moja, Catherine inna niż Marka.

nambuco z J a c k i e m , do Hong K o n g u z m o j ą ż o n ą przyszłą, do

Etnologia n a r o d z i ł a się z fascynacji innością, ze spotkania
z k u l t u r ą inną n i ż moja. Trzeba jednak b y ł o prawie wieku do­
ś w i a d c z e ń , by ta i n n o ś ć s t a ł a się obustronna, by etnologia wyz­

Caracas z zaprzyszłą, do Marienbadu na starość. Do P a r y ż a nie,
bo P a r y ż na c o d z i e ń i za blisko.
Catherine już ś p i , więc — aplikując konsekwentnie

definicję

b y ł a się z ł u d n e g o przekonania o irracjonalności tego, co inne niż

Czarnowskiego

moje. Moje normy, wierzenia, obyczaje, prawa s ą inne n i ż twoje;

niezobiektywizowane,

twoje inne n i ż moje. Moje s ą niekoherentne, a w i ę c „irracjo­

kowania niniejszego) nie s t a n ą się elementem kultury. P o z o s t a n ą

nalne" w systemie twojej kultury; twoje w systemie mojej.

jednostkowym,

Twoje i moje tak samo się m a j ą do owej „ p r a w d z i w e j i racjo­

jednak s k ą d i n ą d , że te moje marzenia n a szynach nie są orygi­

nalnej r z e c z y w i s t o ś c i " z pozytywistycznych m a r z e ń . T a k samo,

nalne, że dzielę je z moim t a t ą , z m o j ą b y ł ą ż o n ą (Torzym), ze

czyli nijak.

znajomymi i nieznajomymi... „ K u l t u r a jest systemem dowolnie

Współczesna

etnologia z r e z y g n o w a ł a

na

zawsze



moje

nocne

pociągi

pozostają

społecznie

a zatem (przynajmniej do chwili wydru­

ulotnym

omamem.

Teoretycznie

tak.

Wiem

z wiary w hierarchię i r a c j o n a l n o ś ć kultur. A że w c i ą ż , n a pery­

dobranych

feriach dyscypliny, znajdują się i z n a j d o w a ć się b ę d ą mierniczy

poprzez uspołecznienie staje się o b o w i ą z u j ą c y " . I gdzie tu miejsce

racjonalności np. „ p r a k t y k ludowych?" — T a k a sama dobra

na moje nie skodyfikowane

zabawa, j a k k a ż d a inna. Lepienie b a ł w a n ó w z niegdysiejszych
śniegów.

i zestawionych

opozycji,

których

układ

dopiero

i n i e u s p o ł e c z n i o n e pociągi ?

— Wbrew pozorom pytanie to nie wyznacza rozdroża współ­
czesnej etnologii. Tablice Mendelejewa kultury zawierają w s z a k ż e

Rezygnacja z wiary w u p r z y w i l e j o w a n ą p o z y c j ę
kultury; uznanie

swojego w ł a s n e g o

myślenia

i

własnej

postępowania

m n o g o ś ć relacji potencjalnych. R e l a c j i , które m o g ą nie z n a j d o w a ć
zobiektywizowanych

społecznie

manifestacji,



jednak



za taki sam przedmiot analizy etnologicznej, j a k w przypadku

c h o ć b y jako antytezy jego reguł —• implicite zawarte w systemie.

m i e s z k a ń c a Wysp Dziewiczych, a nawet Poznaniaka (!), pocią­

K u l t u r a rzuca

ga w s z a k ż e za s o b ą i p o c i ą g a ć musi dwie nieuchronne, a ściśle

i t ę s k n o t . Etnologia m a r z e ń to w ł a ś c i w i e antyetnologia,

ze sobą z w i ą z a n e ,

z w i ą z a n a b y ł a b y ściśle z ludzkim pragnieniem zrzucenia tego

konsekwencje:

1. „ A l e Świętości nie szargać bo trza, ż e b y ś w i ę t e b y ł y " . . .

swój c i e ń — c i e ń uczuć, m a r z e ń ,

niewygodnego gorsetu,

j a k i m s t a w a ć się musi

koszmarów
gdyż

uspołeczniony,

Otóż nie u z n a j ą c y prawdy w „niebieskości oceanu" etnolog musi

a więo już o b o w i ą z u j ą c y f a ł s z y w y ś w i a t kultury, z takimi moimi

b y ć w każdej chwili gotowy w ł a ś n i e do o w y c h ż e

p o c i ą g a m i , które c z y m ż e s ą innym, j a k nie p o d ś w i a d o m ą chęcią

społecznych

świętości szargania. P a t r z ą c np. na ceremonię dekoracji orderem

rekonstytuowania

V i r t u t i Militari etnolog winien o c z y w i ś c i e znać burzliwo dzieje

z kolei etnologia par excellence, w której odczucie braku otwiera

tego odznaczenia zrodzonego w walkach pod Zieleńcami i na grobli

m o ż l i w o ś ć z a u w a ż e n i a specyfiki

boruszkowickiej, r o z u m i e ć w i ę c jego s y m b o l i k ę i w a r t o ś ć emocjo­

dotychczas w y d a w a ł o się samo przez s i ę z r o z u m i a ł e i z samej

nalną. Nie m o ż e jednak ujść uwagi etnologa i ludyczny aspekt

oiągłości

przestrzeni. Etnologia

tęsknot

„ n a t u r y rzeczy" w y n i k ł e . Etnologia k o s z m a r ó w . . . N a c ó ż wyli­

(konwencjonalności)

to

tego, co

order

czać ? — W a ż n e jest, że również strefy owego cienia kultury,

(to nie przez przypadek w y t w o r z y ł się zwyczaj o b m e d a ł o w y w a n i a

jej a s p e k t ó w potencjalnych, d o s t ę p n e są w s p ó ł c z e ś n i e rozumianej

z okazji urodzin, jubileuszy, czy przybycia w gości) pełni funkcję

etnologii. Nie bez kozery p o s t u l o w a ł w i ę c J e r z y S. Wasilewski

dyskretnej

w Po śmierci

wydarzenia, w

którym

męskiej

najbardziej nawet

biżuterii

patetyozny

(baretki są t u

równoważnikiem

Jablonexu naśladującego z a m k n i ę t e w sejfie kamienie).

wędrować

egzegezy p o w i e ś c i jeszcze nie napisanych.

Żonie

P o w i e ś c i nienapisane jeszcze ? D z i e ł a niestworzone ? — Ma­

k o l i ę i perfumy (dodają uroku), m ę ż o w i order i honoris causa

larstwo jest w y o d r ę b n i e n i e m i ł ą c z e n i e m b a r w n i k ó w , oraz na­

(dodają powagi). R o z w a ż a n i e na temat: „ V i r t u t i Militari jako

k ł a d a n i e m ich p o d ł u g pewnej zasady na p ł ó t n o . To prawda. Ale

breloczek" nie powinno w i ę c przerażać etnologa. Nawet

skutkiem tego w y o d r ę b n i a n i a , łączenia i n a k ł a d a n i a jest obraz.

jeśli

to będzie V i r t u t i Militari ze w s t ę g ą .

W ł ą c z a n i e do kultury, to p o w o ł y w a n i e do ż y c i a , kodyfikowanie

2. Spojrzeć na siebie i swoje otoczenie jako na obiekt etno­
logiczny

oznacza z a u w a ż e n i e w swoim, i otoczenia

i p o s t ę p o w a n i u rzeczy tak samo „ p o t w o r n y c h ,

myśleniu

bezsensownych

i ś m i e s z n y c h " , j a k te, k t ó r e s p o s t r z e g a ł Erazer u l u d ó w tzw.
„ p i e r w o t n y c h " . Z a u w a ż a n i e tego wszystkiego,

czego z a u w a ż y ć

i p o r z ą d k o w a n i e n a z w a ń . To t e ż prawda. Ale skutkiem tego
p o w o ł a n i a , kodyfikowania i p o r z ą d k o w a n i a jest tkanka kultury
w całej swojej wrażliwości. Znając obraz p r z e w i d z i e ć

można

w o g ó l n y m zarysie, jakie reakcje w y w o ł a on u w i d z ó w w określo­
n y m miejscu

i czasie.

Znając

utajone

mechanizmy

kultury

czy po prostu egocentrycznego

przewidzieć m o ż n a w o g ó l n y m zarysie marzenia i lęki jej uczest­

p i e d e s t a ł u . Zejść w i ę c z tego p i e d e s t a ł u ! Czemuż to np. dziwaczne

n i k ó w , j a k również powieści, które b ę d ą przez nich napisane.

skróty

Ale sztuka chętnie przekracza granice s z a l e ń s t w a .

Szaleństwo

przed naszymi nazwiskami (Prof, dr; J . E . ; W . P . ; Tow. Gen.;

z a ś nie mieści się w ż a d n y m o g ó l n y m zarysie. Nie

wszystkie

D r hab...) rozpatrywane m a j ą b y ć inaczej, niż b ę d ą c e takimi

w i ę c p o w i e ś c i jeszcze nie napisane m o g ą s t a ć się przedmiotem

samymi wyznacznikami pozycji społecznej ilość i kolor k o l c z y k ó w

egzegezy antropologicznej.

się nie da z europocentrycznego,
wypisywano

i wytłaczane

na m o s i ę ż n y c h

tabliczkach

I tak dopiero ze s z c z y t ó w

aspiracji

w nosie u W a t u s i ? P r z y j r z e ć s i ę wreszcie mitycznej u m o w n o ś c i

dyscypliny w i d a ć jak na dłoni jej limity. R ó w n i e ż z tych ograni­

w ł a s n y c h pozycji, funkcji, s t r o j ó w (bada się s e m a n t y k ę s t r o j ó w

c z e ń d o ś w i a d c z e n i a etnologicznego w i n n i ś m y

ludowych, a garnitur pod m u c h ą to pies ?), t y t u ł ó w , s z a c u n k ó w ,

sobie s p r a w ę .

dobitnie

zdawać

figur w ł ó ż k u , swoich g ł ę b o k i c h p r z e k o n a ń opartych na wpo­

O c z y w i ś c i e , m o ż n a się i łudzić. Fontenay le F l e u r y 20 m a j a

jonych przez t r a d y c j ę , a obcyoh wielu innym kulturom, abstrak­

1982. Poranna poczta. L i s t od Z b y s z k a Benedyktowicza z od­

c y j n y c h p o j ę c i a c h ; swoich p r z y z w y c z a j e ń , w y o b r a ż e ń o innych

bitką

i o p o r z ą d k u ś w i a t a ! Z kogo s i ę ś m i a ć ? — Ś m i a ć się z siebie

-scjentystycznego

jego a r t y k u ł u ,

który

pomimo

odstręczająco-poprawno-

t y t u ł u c z y t a ł e m już parokrotnie. Z r a d o ś c i ą

samych! Ale ś m i e c h to nie tylko to, co g ł ę b o k o różni n o w o c z e s n ą

czytam na nowo. Ale s ą i w ą t p l i w o ś c i : cytat z Eliadego: „ H e n r y k

etnografię

Poincare z a p y t y w a ł nie bez ironii, czy przyrodnik, k t ó r y bada

72

i

Ś m i e c h i kpina to również — j a k n a p i s a ł Vauvenargues w . R e f l e ­

od

pozytywistycznej

(„człowieka

od

zwierza").

słonia jedynie przez mikroskop, m o ż e s t w i e r d z i ć , że dostatecznie

mikroskopu, swojego wzroku, lunety w której słonie m a ł e j a k

p o z n a ł n a t u r ę tego zwierzęcia? Mikroskop odkrywa strukturę

m r ó w k i , k r ó l e s t w a zwierząt... Twierdzenie z a ś , ż e „ t y l k o " jedna

i mechanizm k o m ó r e k , które s ą identyczne dla wszystkich orga­

z tych skał ukażo nam słonia w jego n i e b y w a ł e j

n i z m ó w w i e l o k o m ó r k o w y c h . Słoń jest n i e w ą t p l i w i e organizmem

(Mickiewicz jako taki, a jak nie taki, to j a k i i dlaczego) bardziej

wielokomórkowym.

Ale czy tylko t y m ? W skali

mikroskopu

jakotakości

niż niebezpiecznym

totalitaryzmem metodologicznym,

m o ż n a by się z a s t a n a w i a ć nad o d p o w i e d z i ą . W skali wzroku

prostu

ludzkim z ł u d z e n i e m

ludzkiego, k t ó r y przynajmniej dostrzega w słoniu zjawisko zoo­

tajemnicy. Słoń nie jest ani zwinny, a n i niezgrabny, ani szary,

logiczne, nie m a j u ż miejsca n a w ą t p l i w o ś c i . Podobnie zjawisko

ani p ł o w y , ani potulny i p o s ł u s z n y , a n i dziki i z ł o ś l i w y .

religijne u k a ż e się nam jako takie tylko w ó w c z a s (...), gdy będzie

t a k o ś ć słonia jest nie tylko nieopisywalna; nie stanowi TÓwnież

badane w skali religijnej". T a k , to b y ł b y klucz do furtki w i o d ą c e j

przedmiotu z a i n t e r e s o w a ń etnologa. Ż a d n a j a k o t a k o ś ć !

poza ograniczenia dyscypliny. To byłoby* panaceum... Niestety


wypowiedź

Eliadego

zawiera niedopuszczalne

nadużycia.

J e ż e l i bowiem zjawisko religijne badane m a b y ć w skali

odwiecznym

jest po

docierania do jądra
Jako-

D o m e n ą etnologii jest natomiast słoń. nazwany. Jest o d l e g ł y
od realizmu słoń stworzony na nowo. R ó ż n o słonie r ó ż n y c h kul­
tur.

Słonie

grasujące

po sklepach

z „Włocławkiem",

słonie

religijnej, to i odpowiednio słoń badany b y ć winien w skali sło­

wspierające giob, standardowe słonie szare, niezgrabne i baaardzo

niowej, a „ s k a l a wzroku ludzkiego" jest t u n i priczom. Po drugie:

dużo, słonie Hannibala B a r k i , k t ó r y c h l ę k a ł y s i ę legie, słoń,

cóż to znaczy „ j a k o t a k i " ? Słoń jakim jost k a ż d y widzi? Zaiste

w k t ó r y m m i e s z k a ł Gavroehe, słonie a sprawa polska. Słonie

nie dane jest c z ł o w i e k o w i zgłębić słonia w słoniowej skali. D l a ­

nazwane, w ł ą c z o n e do kultury, słonie naszych t ę s k n o t i prze­

tego t e ż usiłując go poznać stara się p r z y k ł a d a ć skale r ó ż n o :

rażeń...

73

I

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.