26cc7056fb74a36381f54f4482394e90.pdf

Media

Part of Poczet królów francuskich. Ludwik XVII i upiory. Szaleństwo króla Karola / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4

extracted text
Ludwik Stomma

POCZET K R Ó L Ó W

FRANCUSKICH

Teksty L . Stommy otwierają cykl zatytułowany „Poczet królów francuskich", który ukazywać się
będzie w następnych numerach naszego pisma. W cyklu t y m autor proponuje czytelnikom antropo­
logiczną lekturę historii. Głównym przedmiotem refleksji jest t u obecność m i t u w historii, jego rola
i znaczenie w kszałtowaniu t r a d y c j i historycznej.

LUDWIK XVII I UPIORY

Itain, 10.VI.1795 na ma-leńkim c m e n t a r z y k u p r z y kościele Św.

k o n i e c z n o ś c i wmieszania się w tajomnicze i n i e p o k o j ą c e s p r a w y " .

M a ł g o r z a t y , w dzielnicy jodenastej, wrzucono do zbiorowego gro­

Z n i e c h ę c o n y dezerteruje ze s t a t k u w 1809 i skazany zaocznie

b u z w ł o k i d z i e s i ę c i o l e t n i e g o dziecka. Z m a r ł y m m i a ł b y ć , p o d ł u g

na p i ę ć l a t c i ę ż k i c h r o b ó t , u k r y w a się u h r a b i n y de B o t h u n e —

oficjalnego k o m u n i k a t u , L u d w i k K a r o l K a p e t , c z y l i nierowolu-

jednej ze swoich f a n a t y c z n y c h w y z n a w c z y ń . U j ę t y po

cyjnymi słowy — L u d w i k X V I I , książę Normandii, prawowity

h r a b i n y , w t r ą c o n y zostaje do l o c h ó w B i c a t r e , gdzie nie prze­

następca

staje z m o c ą i r o z p a c z ą p r o k l a m o w a ć swoich p r a w do

tronu Francji,

Ale właśnie — m i a ł

syn

zgilotynowanego L u d w i k a

XVI.

b y ć . Pospieszny, a n o n i m o w y p o c h ó w e k ,

śmierci
tronu.

U m i e r a 8.V.1812 i p o c ł i o w a n y zostaje boz t r u m n y w zbiorowej,

bo t r u d n o m ó w i ć o pogrzebie, w z b u d z i ł uzasadnione, g ł ę b o k i e

w i ę ź n i a r s k i e j fosie, w miejscu k t ó r e j stanie za p a r ę l a t p o m n i k

w ą t p l i w o ś c i . O d pierwszej c h w i l i p o w s t a ł y t e ż

z p e ł n y m z a d u m y napisem : C u i

(a h i s t o r y c y spie­

r a j ą się p o m i ę d z y n i m i do dzisiaj), t r z y zasadnicze wersje w y ­

Cinis

ipsa

d a r z e ń : 1. t a k , to L u d w i k X V I I p o c h o w a n y z o s t a ł 10.VI.1795;

wet p r o c h ó w b r a k !

sunt

cineres?

H e u !

d e e s t ! —• Czyje są te p r o c h y 1 N i e s t e t y ! N a ­

2. nie, L u d w i k X V I I z m a r ł w c z e ś n i e j , u św. M a ł g o r z a t y zakopa­

N a s t ę p c y H e r v a g a u l t nie m i e l i j u ż jego n i e p o k o j ą c e j charyz­

no zaś z w ł o k i innego dziecka podstawionego w jego miejsce;

m y . P o w t ó r z y ł a się t u p o n i e k ą d h i s t o r i a D y m i t r ó w — s a m o z w a ń ­

3. owszem, pochowano dziecko podstawione, ale podstawiono je

ców,

z togo p o w o d u , iż p r a w d z i w y n a s t ę p c a t r o n u z o s t a ł oswobodzony

i a r y s t o k r a t y c z n ą o g ł a d ą t a k , iż przez wielu p o c z y t y w a n y b y ł

z których

pierwszy

czarował

współczesnych

wdziękiem

lub z d o ł a ł się o s w o b o d z i ć z w i e ż y Tempie. Wersje 1 i 2 to m a j ą

szczerze za prawdziwego syna cara I w a n a . Lecz nie narusza się

p r z y n a j m n i e j w s p ó l n e g o , ż e z a m y k a j ą d e f i n i t y w n i o epizod k r ó ­

t a b u bezkarnie. Ś w i ę t o ś ć podeptana przestaje b y ć

tkiego, nieszczęśliwego ż y c i a L u d w i k a K a r o l a . N a t o m i a s t wersja

( s t ą d p o w t ó r n e p o ś w i ę c a n i e k o ś c i o ł ó w w p r z y p a d k u profanacji).

trzecia otwiera d r o g ę do najbardziej fantastycznych spekulacji.

Możesz t y , m o g ę i j a . N a s t ę p n y ł ż e - D y m i t r b y ł j u ż t y l k o o r d y ­

W c i ą g u n a s t ę p n y c h k i l k u d z i e s i ę c i u l a t nie o m i e s z k a ł o z tego

n a r n y m i bezczelnym spryciarzem. N i e k t ó r z y z k o l e j n y c h pseudo-

s k o r z y s t a ć t r z y d z i e s t u conajmniej a w a n t u r n i k ó w , o s z u s t ó w i w i ­

L u d w i k ó w m i e l i p o m i m o to p o w a ż n e a t u t y . I t a k M a t h u r i n B r u -

z j o n e r ó w p o d s z y w a j ą c y c h się p o d k r ó l e w s k ą t o ż s a m o ś ć .

neau p o s i a d a ł z n a k i s z c z e g ó l n e podobne do sygnalizowanych n a

P i e r w s z y m i najciekawszym z t y c h s a m o z w a ń c ó w b y ł nie­

ciele m a ł e g o k r ó l e w i ą t k a ;

Claude P e r r i n dobre p i ó r o ,

wreszcie o s t a t n i

bronił

Jean-Marie H e r v a g a u l t i b y ł b y w t a k i m razie n i e ś l u b n y m synem

-Wilhelm Naundorff,

hrabiego de V a l c n t i n o i s , n a s t ę p c y t r o n u M o n a k o , a więc o d l e g ł y m

nego w otoczeniu L u d w i k a X V I , k t ó r ą z a b i j a ł ć w i e k a n a j t ę ż s z y m

p o w i n o w a t y m L u d w i k a X V I I . W y c h o w a n y w krawieckiej rodzi­

eskpertom .

znakomitą

z

którym

w ą t p l i w i e „ p r e t e n d e n t z Saint L ó " . N a z y w a ł się przypuszczalnie

nie H e r v a g a u l t w St. L ó raz po raz ucieka z d o m u , o c z y m ś w i a d ­

swoich r a c j i ;

świętością

pretendentów,

dokumentację

życia

Karl-

codzien­

1

„ L e r o i est m o r t , v i v e le r o i ! " ( K r ó l u m a r ł , niech ż y j e k r ó l ! ) —

c z ą zapisy k a r wymicrze.nych m u przez kolejne s ą d y za b ę d ą c e

o k r z y k ten, wzniesiony po raz pierwszy 21.X.1422 n a d

p o d ó w e z a s we F r a n c j i p r z e s t ę p s t w e m w l ó g o c z ę s t w o . W k w i e t n i u

t e l n y m ł o ż e m K a r o l a V I , s t a ł się, a ż po X I X w i e k , o b o w i ą z k o ­

1799 skazany zostaje na m i e s i ą c w i ę z i e n i a , w k w i e t n i u 1793 j u ż

w y m elementem r y t u a ł u t o w a r z y s z ą c e g o ceremonii pogrzebowej

śmier­

2

na dwa ł a t a , w l u t y m 1802 na l a t cztery. To w ł a ś n i e podczas

k a ż d e g o w ł a d c y F r a n c j i . Obie części r y t u a l n e g o z a w o ł a n i a s ą t u

u w i ę z i o n i a w V i r c rodzi się w n i m przekonanie o k r ó l e w s k i m po­

r ó w n i e w a ż n o . „ N i e c h ż y j e k r ó l ! " oznacza, ż e zachowana z o s t a ł a

chodzeniu. W r o d z o n y , u j m u j ą c y w d z i ę k i „ b u r b o ń s k i " t y p u r o d y

ciągłość i n s t y t u c j i ; „ K r ó l u m a r ł ! " — iż n a s t ę p s t w o d o k o n a ł o się

z j e d n u j ą m u w k r ó t c e licznych wielbicieli i w y z n a w c ó w . K s i ą d z

w s p o s ó b legalny i p r a w o m o c n y . W m o n a r c h i i p o j ę t e j j a k o sa­

Laffont

c r u m t y l k o ś m i e r ć poprzednika z a p e w n i ć m o ż e p r a w o w i t o ś ć nas­

de Savine, b y ł y preceptor L u d w i k a X V I I

w n i m bez

rozpoznaje

w a h a n i a swojego j a ś n i e o ś w i e c o n e g o podopiecznego.

Rzecz staje się na tyle g ł o ś n a , iż b u d z i ć zaczyna ż y w e zaintere­
sowanie p o l i c j i , a n a w e t samogo jej szefa — s ł a w n e g o

Józefa

t ę p c y . A b d y k a c j a p o m a z a ń c a B o ż e g o jest s p r z e c z n o ś c i ą
w sobie. A b d y k o w a ć m o g ą t y l k o w ł a d c y do iure (jak
V I I I ) ł u b de facto (jak J a n

samą

Edward

Kazimierz), konstytucyjni, ci więc,

Fouche. To zainteresowanie owocuje k o l e j n y m i m i e s i ą c a m i w are­

k t ó r y c h funkcja u l e g ł a z e ś w i e c z c z e n i u , k t ó r z y c z e r p i ą swoje p e ł ­

szcie i p r z y m u s o w y m wcieleniem do m a r y n a r k i wojennej.

Ka­

n o m o c n i c t w o z p r a w a ludzkiego, a nie boskiego. W s z ę d z i e t a m

Talley­

j e d n a k , bez w z g l ę d u na t o , czy b ę d z i e to grupa n a r o d o w a , plo-

pitan okrętu

o t r z y m u j e f o r m a l n y rozkaz z podpisem

r a n d a : „ w p r z y p a d k u n i e b e z p i e c z e ń s t w a u j ę c i a przez A n g l i k ó w ,

mionna, czy r o d z i n n a , gdzie hierarchia w y n i k a z p o r z ą d k u

m a r y n a r z H e r v a g a u l t m a b y ć b e z w ł o c z n i e r o z t r z e l a n y " . D o star­

turalnego, a więc ś w i ę t e g o , przekazanie m o c y d o k o n a ć się m o ż e

cia z A n g l i k a m i r z e c z y w i ś c i e dochodzi i m a r y n a r z H e r v a g a u l t

t y l k o w r a m a c h tego samego p o r z ą d k u , czyli przez ś m i e r ć .

walczy w n i m z t a k ą b r a w u r ą , ż e jego d o w ó d c y publicznie s k a r ż ą
się na, n i e m o ż n o ś ć przedstawienia go do L e g i i H o n o r o w e j „ b e z

na­

Ciągłość i l e g a l n o ś ć i n s t y t u c j i są r ó w n i e w a ż n e . Dlatego wspa­
n i a ł o ś ć namaszczenia n a s t ę p c y

odpowiadać

musi

wspaniałości

145

pogrzebu poprzednika, w s p a n i a ł o ś ć p o g r z e b u — w s p a n i a ł o ś c i k o ­

b y m i e l i się z ich p o w o d u n i e p o k o i ć o p r a w o w l t o ś ć w ł a s n e j sakry.

r o n a c j i . Z a n i m ś w i a t zobaczy, ż e jest n a s t ę p c a (Ecce r e x ! ) , upe­

D w i e k r ó t k i e n o t a t k i — rozkaz ewentualnego roztrzelania Her­

w n i ć się m u s i i t o dobrze u p e w n i ć o r e a l n o ś c i poprzednika. Po­

vagault i jego list m o b i l i z a c y j n y , t o jedyne oznaki zainteresowa­

grzeb z m a r ł e g o hierarchy m a więe n i e z w y k l e i s t o t n ą

nia a p a r a t u w ł a d z y Napoleona. Dlaczego więc t a k bezlitosne b y ­

funkcję

i n f o r m a c y j n ą — s p e ł n i ć m a zadanie potwierdzenia f a k t u . T e m u
s ł u ż ą s a l u t y a r m a t n i e , bicie w d z w o n y , k o n d u k t y p r z e m i e r z a j ą c e

ł y dla p s e u d o - L u d w i k ó w francuskie

sądy?

H e r v a g a u l t , j a k j u ż p i s a l i ś m y , skazywany b y ł czterokrotnie.

miasta, t e m u wreszcie — t r u d n o o t r y w i a l n i e j s z ą d o s ł o w n o ś ć —

K o l e j n o , na m i e s i ą c , dwa l a t a , cztery l a t a i p i ę ć l a t w i ę z i e n i a .

zwyczaj w y s t a w i e n i a z w ł o k na w i d o k p u b l i c z n y . S p ó j r z c i e ! Zo­

Z czternastu l a t , k t ó r o ż y l po o b w o ł a n i u się n a s t ę p c ą t r o n u , a ż

baczcie s a m i ! U m a r ł . Z a p r a w d ę u m a r ł . Omnis m o r t u u s est. Przy­

dziewięć s p ę d z i ł za k r a t a m i . M a t h u r i n B r u n e a u od

16.XII.1815,

noszono ongiś jedzenie na g r o b y p r z o d k ó w . Czy na pewno w celu,

k i e d y to po raz pierwszy deklaruje s w ą k r ó l e w s k ą

tożsamość,

j a k p i s z ą d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n i k l a s y c y ludoznawstwa, „ d u s z na­

p r a k t y c z n i e nie wyjdzie j u ż z celi. W y r o k i Claude P e r r i n o p i e w a j ą

k a r m i e n i a " ? A m o ż e i po t o , b y u p e w n i ć się, żo strawa p o z o s t a ł a

na sześć i d w a n a ś c i e l a t więzienia etc. S ą d z e n i b y l i za w ł ó c z ę ­

n i e t k n i ę t a , ż e więc na pewno

gostwo i dezercję ( H e r v a g a u l t ) , w ł ó c z ę g o s t w o i z n i e w a g ę u r z ę ­

Wiara w zmarłych

umarli,

że p o z o s t a j ą

zmartwychwstanie

zmarłymi.

m o ż l i w a jest

tylko

d n i k ó w p a ń s t w o w y c h (Bruneau), oszustwo i d z i a ł a n i e na s z k o d ę

w o p a r c i u o p r z e s ł a n k ę , że jeszcze nie z m a r t w y c h w s t a l i , ż e czas

państwa

nie n a d s z e d ł , żo p ó k i co s ą n a d a l n a j z u p e ł n i e j m a r t w i .

Inaczej

d o r f f ) . Z j e d n y m w y j ą t k i e m r o z p r a w y przeciw B r u n e a u

bowiem

istnieć

1818, t r y b u n a ł y nie z a j m u j ą

zniknął

by

podział

kompetencji, p r z e s t a ł y b y

i n s t y t u c j e , n a s t ą p i ł a b y z a g ł a d a naturalnego, ś w i ę t e g o p o r z ą d k u

(Perrin), f a ł s z o w a n i e

pieniędzy

i piromanię

się k w e s t i ą pretensji

(Naun19.11.

genealogicz­

n y c h p o d s ą d n y c h . K a ż d y m o ż e się u w a ż a ć za kogo m u się ż y w n i e

ś w i a t a . N i e bez kozery więc ż y j ą c y po ś m i e r c i s ą w logice m y ś l i

podoba. S ą d z i się za p r z e s t ę p s t w a pospolite, za k o n k r e t n e p r z y ­

mitycznej demonami, upiorami, wampirami — istotami niosący­

p a d k i naruszenia o b o w i ą z u j ą c y c h p r a w .

m i , j a k wszelkie s t w o r y mediacyjne, z a g r o ż e n i e z a g ł a d y ś w i a t a .
Zmarłych

nio grzebie się b y l e gdzie. S ą siedliska

żywych

i odgrodzone m u r a m i g e t t a u m a r ł y c h — cmentarze. Co pewien
czas, p o d pretekstem

„wiecznej pamięci", „święta

zmarłych"

i . t . p . , p r z y c h o d z i m y s p r a w d z i ć , czy a b y nie pouciekali, czy aby
coś nie n a r u s z y ł o ś w i ę t e j n a t u r y rzeczy, czy j e s t e ś m y prawo­
w i t y m i spadkobiercami. D z i w i mnie, p o w t a r z a j ą c e się nagminnie

A j e d n a k w i d m o L u d w i k a X V I I k r ą ż y ł o po salach s ą d o w y c l i .
N i e s ł y c h a n e j , nawet

j a k na

owe czasy, s u r o w o ś c i

wyroków:

d w a , cztery, czy pięć (Bruneau) lat za w ł ó c z ę g o s t w o , nie da się
w y t ł u m a c z y ć inaczej, niż p o d ś w i a d o m y m przekonaniem

jurorów,

ż e u p i o r y nie m a j ą nie do r o b o t y m i ę d z y ż y w y m i l u d ź m i . N a l e ż y
jc d o f i n i t y w n i e o d i z o l o w a ć , b y nie z a k ł ó c a ł y stabilnego p o r z ą d k u
ś w i a t a i n e g u j ą c ś m i e r ć nie u n i e m o ż l i w i a ł y

życia.

w pracach e t n o g r a f ó w , interpretowanie r y t u a ł ó w zaduszkowych,
j a k o spotkania ze z m a r ł y m i . T o ż na grobach rozpala się w t e d y

Ale oczywiście część h i s t o r y k ó w m u s i b y ć za w s z e l k ą conę

o g i e ń . O g i e ń — o c z y s z c z a j ą c y znak s t c r y l n o ś c i , przeciwstawie­

„ r a c j o n a l n a " . Wrogość administracji, j a k i ludu, z k t ó r ą spotykali

nie p ł o d n o ś c i . O t o czego n a p r a w d ę oczekujemy od z m a r ł y c h —•

się bez p r z e r w y s a m o z w a ń c y , s t a r a j ą się t ł u m a c z y ć ich p r z y w a ­

ż e b y j u ż nic nie k o m b i n o w a l i , nie mieszali się do naszych spraw.

r a m i o s o b i s t y m i (Bruneau — p i j a k , P e r r i n — arogant), nastroja­

Ż e b y przez s w o j ą ś m i e r ć p o z w o l i l i n a m ż y ć . V i v e lo r o i !

m i r e p u b l i k a ń s k i m i , lub przeciwnie — o r t o d o k s y j n o - r o j a l i s t y c z -

E r i c Muraise i Maurice E t i e n n o p i s z ą , że d o p ó k i u z u r p a t o r z y

nymi ludności i t d . H m m . . .

Jest z r o z u m i a ł e , żo l u b i m y

wierzyć

t o ż s a m o ś c i L u d w i k a X V I I chodzili po świecie ( t . j . do 1845 — r o k u

w n i e s k a z i t e l n ą r a c j o n a l n o ś ć naszego w ł a s n e g o m y ś l e n i a . Po eo

ś m i e r c i Naundorffa) w ł a d c y E u r o p y i i c h m i n i s t r o w i e nie m i e l i

j e d n a k p r z y p i s y w a ć je t a k uparcie b l i ź n i m z m i n i o n y c h p o k o l e ń .

3

s p o k o j n y c h s n ó w . Jest w t y m bardzo d u ż o przesady. A n i L u ­

C z y ż b y n i g d y nie b y ł o m i t u ?

d w i k X V I I I , a n i K a r o l X , s k ą d i n ą d najbardziej w s p r a w ę za­

A s k ą d i n ą d — c z y ż t a k bardzo nieracjonalny jest p o g l ą d , ż e

mieszani, a n i t y m bardziej L u d w i k F i l i p , nie p r z e j m o w a l i się

skoro z m a r l i m a j ą o d p o c z y w a ć w spokoju, to i m y m a m y do

losami p r e t e n d e n t ó w

tego prawo ?

i ż a d e n znany

d o k u m e n t nie

wskazuje,

P R Z Y P I S Y

1

E . Muraise, M . E t i e n n e , Les treize portes du Tempie
six morta de Louis XVII,
Paris 1980, s. 201—227

et les

2

O s t a t n i raz u ż y t o tej f o r m u ł y 24.X.1824 w Saint
podczas pogrzebu L u d w i k a X V I I I
M u r a i s e , E t i e n n e , op. eit., s. 226
3

Denis

SZALEŃSTWO KRÓLA K A R O L A

B y ł u p a l n y , sierpniowy d z i e ń 1392 r o k u . Ś w i t a

królewska

w l e k ł a się s t ę p a przez piaszczyste, podobno do k a m p i n o s k i c h ,
lasy hrabstwa Maine. Z b l i ż a n o się j u ż do Mans, k i e d y z m ł o d ­

m u ż więc nie oni s t a l i się bien-aimes, c z e m u ż nie z i c h i m i o n a m i
p o ł ą c z y ł a się p a m i ę ć p a r o k s y z m u narodowego uwielbienia?
Francoise A u t r a n d p r z y p o m i n a o symbolicznej f u n k c j i m o ­

niaka w y s k o c z y ł nagle na d r o g ę n i to ż e b r a k , n i to w ł ó c z ę g a (ab-

narchy w ś r e d n i o w i e c z n y m s p o ł e c z e ń s t w i e . Czy j e d n a k

j e c t i s s i m u m v i r u m — pisze o n i m k r o n i k a r z ) i r o z p o z n a j ą c nie­

wiście p o l e g a ł a ona w t e d y na u t o ż s a m i a n i u p a ń s t w a z w ł a d z ą ? —

o m y l n i e K a r o l a V I z a c z ą ł r o z d z i e r a j ą c o k r z y c z e ć : ,,Zdrada, szla­

T o ż dopiero w d w a i p ó ł w i e k u p ó ź n i e j , 1 3 . I V . 1655, w y p o w i e

chetny k r ó l u , z a t r z y m a j się, nie j e d ź d a l e j ! " W r z e s z c z a ł

tak,

rzeczy­

L u d w i k X I V s w ą s ł a w e t n ą m a k s y m ę „ P a ń s t w o , t o j a ! " , a i on

b i e g n ą c za k r ó l e w s k i m r u m a k i e m , przez k i l k a n a ś c i e m i n u t , a ż

zrektyfikuje

wreszcie niewysluchany i wzgardzony r o z w i a ł się, j a k p o j a w i ł ,

mien

w g ę s t y c h , sosnowych

ale P a ń s t w o pozostaje"). K r ó l F r a n c j i p r z e ł o m u X I V i X V w i e k u

zagajnikach.

j ą przed ś m i e r c i ą o ś w i a d c z a j ą c

dworzanom: „ J e

vais, mais 1'Etat demeurera apres m o i . " ( „ J a o d c h o d z ę ,

m i n u t p ó ź n i e j z n u ż e n i j e ź d ź c y z a t r z y m a l i się na

to przede w s z y s t k i m rex-sacordos, pomazaniec B o ż y , przez Boga

przestronnej, rozpalonej s ł o ń c e m polanie. B y ł o p o ł u d n i e . Część

u k o r o n o w a n y (rex a Doo eoronatus) i w ł ą c z o n y do h i e r a r c h i i nie­

W kilka

orszaku r o z j e c h a ł a się szeroko w z ł u d n y m p o s z u k i w a n i u dobro­

b i a ń s k i e j . P o ś w i a d c z a jego ś w i ę t ą moc nie t y l k o uroczysty ce­

czynnego cienia, i n n i , ś l a d e m k r ó l a , p r z y s y p i a l i w s i o d ł a c h , gdzie

remonial koronacyjnego namaszczenia, czy w y m o w a

insygniów,

k t o s t a n ą ł . L a n c a w ysunęla się z r ę k i zmorzonego s ł o ń c e m pazia

ale r ó w n i e ż c u d o w n y , ś w i ę t y m t y l k o w ł a ś c i w y , dar uzdrawiania

i s z c z ę k n ę ł a u d e r z a j ą c o o s t r o g ę . N a t e n d ź w i ę k K a r o l V I otwo­

chorych*. K r ó l o m , przez i c l i ś w i ę t o ś ć , dano jest t e ż rozumienie

T

r z y ł szeroko

oczy, w y r w a ł miecz z p o c h w y i w o ł a j ą c ,,Chcą mnie

w y d a ć ! B i j z d r a j c ó w ! " rzucił się na w ł a s n y c h dworzan. N i k t
nie ośmielił się b r o n i ć . Uciekano t y l k o , s k r y w a n o się za drzewa,
zastawiano g ł o w y t a r c z a m i . B r a t k r ó l e w s k i , k s i ą ż ę Orleanu, pie­
r z c h n ą ł w las. Z dahi, w y g l ą d a ć t o m u s i a ł o na j a k ą ś s z a l e ń c z ą
z a b a w ę w chowanego. K r w a w a b y ł a t o jednak zabawa. Z a n i m
k o ń k r ó l e w s k i ustal i d o s t o j n y j e ź d z i e c o s u n ą ł się b e z w ł a d n i e na
k u l b a k ę , wrzosowisko z a l e g ł y c i a ł a dziesięciu d w o r z a n , w t y m
czterech r a ż o n y c h ś m i e r t e l n i e . Straszliwa w i e ś ć r o z n i o s ł a się lo­
t e m b ł y s k a w i c y po całej F r a n c j i . K r ó l o s z a l a ł !

z n a k ó w i p r z e z n a c z e ń z a k r y t y c h przed oczyma z w y k ł y c h ś m i e r ­
telników.
W r ó ć m y teraz na c h w i l ę do lasu Mans. A u t r a n d w i d z i w po­
jawieniu

się osobliwego

wróżka

machinację

Zaiste, o r y g i n a l n a t o koncepcja z a k ł a d a j ą c a ,

księcia

Orleanu.

iż t n o ż n a na za­

w o ł a n i e w p ę d z i ć k o g o ś w u t r a t ę r o z u m u . I po co? Czyż nie k o ­
rzystniejsza, a o ileż bardziej pewna, b y ł a b y dla domniemanych
spiskowców

celna s t r z a ł a z kuszy ? P o w i a d a j ą

świadkowie, że

d z i w n y człowiek b i e g ł za k r ó l e m i w y k r z y k i w a ł swojo przestrogi
przez ponad k i l k a n a ś c i e m i n u t . J u v e n a l des Ursins w y d ł u ż a t e n

Choroba nio o p u ś c i j u ż w ł a d c y a ż do k o ń c a jego d n i . N a j ­

czas do godziny. K r ó l a o t a c z a ł o k i l k u d z i e s i ę c i u j e ź d ź c ó w — pa­

pierw b ę d ą t o , j a k w lesie Mans, powtarzalne a t a k i morderczej

ziowie, dworzanie, baronowie, eskorta... Dlaczego więe n i k t nie

f u r i i , p ó ź n i e j coraz d ł u ż s z e okresy a p a t i i i m e l a n c h o l i i . Po p a r u

i n t e r w e n i o w a ł , nie u j ą ł dziwnego p r z y b ł ę d y , nie p o d d a ł

prze­

latach sytuacja znormalizuje się ostatecznie.

s ł u c h a n i o m , nic p r z e p ę d z i ł p r z y n a j m n i e j ? — O d p o w i e d ź

może

Karol V I spędzać

b ę d z i e d n i na polowaniach, ć w i c z e n i a c h rycerskich, grze w pa­

b y ć t y l k o jedna. O t o niespodziewano pojawienie się w ś r ó d lasu

l a n t a . Z ł a t w o ś c i ą opanuje skomplikowane r e g u ł y g r y w szachy.

wieszczej

D o spraw p a ń s t w a o d n o s i ć się jednak b ę d z i e z c a ł k o w i t y m zo­

t a j e m n i c z y i nadprzyrodzony. Świętości m o ż n a się l ę k a ć , nie

b o j ę t n i e n i e m . Ż a d n e b i e ż ą c e w y d a r z e n i a nie b ę d ą go j u ż w sta­

m o ż n a jej natomiast u s u n ą ć ś r o d k a m i , rzec b y się c h c i a ł o , a d m i ­

postaci m i a ł o

dla- t y c h

ludzi średniowiecza

wymiar

n i s t r a c y j n y m i . Niechaj r o z s ą d z i k r ó l - p o m a z a n i e c . Z r e s z t ą do nie­

nie p o r u s z y ć i p r z y w r ó c i ć ś w i a t u .

go i do niego t y l k o zwraca się n i e s a m o w i t y p r z y b y s z .
A było tych wydarzeń niemało.

Państwo

osierocone

przez

m o n a r c h ę z n a l a z ł o się szybko w stanie ostatecznego r o z k ł a d u .
Potężne rody Armaniaków i Burgundczyków wydzierają

sobie

I

k r ó l r o z s ą d z i ł . N i e o g l ą d a j ą c się s p i ą ł k o n i a o s t r o g ą i r u ­

szył

naprzód.

Czy

zlekceważył

nadprzyrodzone

ostrzeżenie ?

w ł a d z ę w k r a j u . Z w a b i e n i w o j n ą d o m o w ą A n g l i c y w k r a c z a j ą po­

O nie! „ P r z e p o w i e d n i a o k r u t n i e go p o r a z i ł a " — zoznaje L e Re-

nownie do F r a n c j i i 25.X.1415 r o z b i j a j ą w p y ł k w i a t j e j rycerstwa

l i g i e u x de S a i n t - D e n y s ; „ U t k n ę ł a m u w głowie i bardzo p o r u ­

na polach p o d A z i n e o u r t . O d l e g ł y , nieobecny duchem K a r o l V I

szyła"

k ł a d z i e w Troyes (21.V.1420) podpis pod d o k u m e n t e m wydzie­

A jednak nie z a t r z y m a ł s i ę , p o d j ą ł

— dorzuca

Jean Froissart,

obaj

świadkowie

naoczni.

straszliwe w y z w a n i e . D l a

d z i c z a j ą c y m z p r a w do t r o n u s w o j ą w ł a s n ą d y n a s t i ę — d y n a s t i ę

współczesnych

p o t o m k ó w ś w i ę t e g o L u d w i k a ! N i e b y ł o w dziejach większej h a ń ­

o s t r z e ż e n i a w y b r a ł z ł y los, ś w i a d o m i e n a ń p r z y z w o l i ł . Zgodził

b y , nie b j ł o w i ę k s z e g o upokorzenia. W w y d a w a n e j przez Pyg­

się na p r z y s z ł e cierpienie, na w z g a r d ę , na niezrozumienie, na

m a l i o n serii monograficznej

obłęd.

ncję"

1

„Królowie, którzy stworzyli

Fra­

przeskakuje się od K a r o l a V wprost do K a r o l a V I I . K a ­

r o l V I Szalony (Charles le F o u ) , j a k b r z m i jogo oficjalne i m i ę
w dzisiejszych p o d r ę c z n i k a c h i encyklopediach, jest ze w s t y d o m
przemilczany.

nie m o g ł o b y ć w ą t p l i w o ś c i . K a r o l V I p o m i m o

Kwestia mitycznej ambiwalencji obłędu — obłędu

dającego

moc — b y ł a j u ż w klasyce etnologicznej w i e l o k r o t n i e analizowana.
D o d a j m y więc t y l k o , ż e s z a l e ń s t w o d o t y k a j ą c e p o m a z a ń c a B o ­
ż e g o m a s z c z e g ó l n ą w y m o w ę i moc. N i e bez kozery p o d k r e ś l a j ą

A p r z e c i e ż k r o n i k a r z e s ą zgodni, iż ten k r ó l o b ł ą k a n y , z h a ń ­

k r o n i k a r z e z n a t r ę t n ą d o b i t n o ś c i ą , iż u m y s ł m i a ł monarcha j a ­

b i o n y , zaprzodany wrogom ojczyzny, b y l j e d n o c z e ś n i e najbardziej

sny, jeżeli t y l k o nie c h o d z i ł o o n i s k o ś ć spraw doczesnych. Cier­

w dziejach F r a n c j i k o c h a n y m . J e m u t e ż j e d y n e m u nadali w s p ó ł ­

pienie K a r o l a V I w ł ą c z a j ą c s i ę w „ p o r z ą d e k w y ż s z y " , n a b i e r a j ą c

cześni w y m o w n e i m i ę Charles lo B i e n - A i m ć — K a r o l V I N a j ­

wymiaru

ukochańszy .

metafizycznego,

Jean D e l u m e a u

H i s t o r y c y nie d o ł o ż y l i n a z b y t w i e l u s t a r a ń b y w y t ł u m a c z y ć

5

staje się f i g u r ą

i Philippe Aries

6

pasji

Chrystusowej.

zauważają,

że

motywy

„ c i e r p i ę t n i c z e " , j a k danse macabre, czy obrazy s ą d u ostatecznego,

t e n paradoks, z a d a w a l a j ą c się, j a k Michelet, o g ó l n i k a m i o l i t o ś ­

z a n i k a j ą w sztuce zachodnioeuropejskiej wraz z u t r a t ą popular­

ci l u d u dla k r ó l a , l u b u r o k u osobistym K a r o l a V I . Jedna F r a n -

n o ś c i przez w ą t e k powszechnego z m a r t w y c h w s t a n i a ( z m a r t w y c h -

chorobą

powstania ciał). Gdzie t r a c i na znaczeniu f i z y c z n o ś ć z m a r t w y c h ­

k r ó l a i c h o r o b ą p a ń s t w a . Stan k r ó l a uosabia i symbolizuje sy­

wstania, idealizuje się r ó w n i e ż i o d r y w a o d swej fizycznej do­

t u a c j ę k r a j u . Przez w s p ó ł c z u c i e d l a m o n a r c h y w y r a ż a się w s p ó ł ­

s ł o w n o ś c i rozumienie cierpienia. Z n i k a s p r z ę ż e n i e zwrotne m i ę ­

czucie d l a sponiewieranej ojczyzny. Przez m i ł o ś ć do niego, m i ­

d z y cierpieniem i odkupieniem. J e s t e ś m y j e d n a k w p e ł n y m śred­

łość do niej. — Czyż j e d n a k za K a r o l a V I I lub L u d w i k a X I ,

niowieczu. Odkupienie (czyż mesjanizm polski nie oprze się p ó ź ­

n a s t ę p c ó w n i e s z c z ę s n e g o w ł a d c y , m n i e j kochano o j c z y z n ę ? Cze­

niej na tej samej p r z e s ł a n c e ) nie m o ż e n a s t ą p i ć bez cierpienia.

coise A u t r a n d

2

stara się z b u d o w a ć p a r a l e l ę p o m i ę d z y

147

Cierpienie p r z y n i e ś ć m u s i odkupienie. W mistycznej w y o b r a ź n i

w s z a k ż e f i g u r ą s t r a ż n i k a faryzejskiego p r z y b y w a j ą c e g o do ogro­

l u d u francuskiego p o c z ą t k ó w X V w . w y b r a n a ś w i a d o m i e m ę k a

d u oliwnego za p o t o k i e m Cedron, Joanna — a n i o ł a w bieli, sto­

i c h ś w i ę t e g o k r ó l a nie m o ż e b y ć bezcelowa. K o c h a j ą więc tego,

j ą c e g o p r z y o d s u n i ę t y m od g r o b u k a m i e n i u . Potwierdza to nie­

k t ó r y poświęcił się dla n i c h , k o c h a j ą na m i a r ę jego u p o k o r z e ń ,

skazitelna s y m e t r i a n a s t ę p n e j opozycji, gdzie przebudzenie K a ­

h a ń b y i u m ę c z e n i a . N i e b y ł o w dziejach w i ę k s z e g o upokorzenia,

rola V I I (nowego wcielenia ojca) z l e t a r g u jest znakiem zmar­

nie b y ł o więc i w i ę k s z e j m i ł o ś c i . K o c h a j ą c , c z e k a j ą w u t ę s k n i e ­

twychwstania monarchii i słodkiej Francji.

n i u , lecz i z p e w n o ś c i ą na czas odkupienia. J o a n n a d ' A r c m o ż e
przyjść.

K a r o l V I I o k a z a ł się p o t e m w i e l k i m reformatorem,

oswo-

bodzicielem P a r y ż a , z d o b y w c ą N o r m a n d i i . . . P a n o w a ł d ł u g o (39

I J o a n n a d ' A r c p o j a w i a się na scenie. Spotkanie na z a m k u
w C h i n o n 23.11.1429 n a l e ż y do n a j g ł o ś n i e j s z y c h m o m e n t ó w his­
t o r i i ś w i a t o w e j . P r z y p o m n i j m y więc n i e k t ó r e t y l k o

lat) i szczęśliwie i m i a ł d u ż o dzieci ( m . i n . L u d w i k X I i K a r o l
książę

Berry).

elementy.

J a n Baszkiewicz p r z y k ł a d a j ą c s z k i e ł k o i oko do h i s t o r i i F r a n ­

K a r o l V I I — syn N a j u k o c h a ń s z e g o m a j u ż 26 l a t . Jest niezde­

c j i nie wspomina n a w e t o d r a m a t y c z n y c h w y p a d k a c h w losie

c y d o w a n y m , c h w i e j n y m m e l a n c h o l i k i e m . N ę k a j ą go, p a r a l i ż u j ą c

M a n s ; o patetycznej scenie w C h i n o n pisze z a ś k r ó t k o , ż o jest
7

w o l ę , p o g ł o s k i o n i e ś l u b n y m pochodzeniu, w y r o k i t r a k t a t u w T r o ­

„ z a p e w n e n i e p r a w d z i w a " . Przyznaje natomiast, żo „ k r ó l K a ­

yes, j a w n a w r o g o ś ć m i e s z k a ń c ó w

tragicznej

rol V I wegetował w obłędzie" . Chwała ostrożności historyków,

s y t u a c j i k r a j u s p ę d z a w i ę c czas na dworskicli zabawach uchyla­

c h w a ł a p o s z u k i w a n i u p r a w d y przez P wielkie, j a k prawe ucho

j ą c się od wszelkiej o d p o w i e d z i a l n o ś c i w kwestiach p a ń s t w o w y c h .

słonia.

Paryża.

Pomimo

8

I nagle w c ł i o d z i ona. Poznaje go nieomylnie, m i m o przebrania,

E t n o l o g staje przed n i e o d p a r t ą p o k u s ą t r a k t o w a n i a h i s t o r i i

skrytego m i ę d z y d w o r z a n a m i . — , , I d ź do Reims Szlachetny Del­

j a k o m i t u , j a k o p r o d u k t u k u l t u r y poddanego n i e u b ł a g a n y m pra­

finie, t a m b ę d z i e s z namaszczony

i k o r o n o w a n y , t a m staniesz

w o m jej s t r u k t u r . E t n o l o g a nie interesuje j a k t o t a m n a p r a w d ę

się n a m i e s t n i k i e m Pana Niebios i k r ó l e m F r a n c j i " . M a m y t u

b y ł o , ale co b y ł o na t y l e u w y p u k l a j ą c e sens rzeczy, że z o s t a ł o

częściowe p o w t ó r z e n i e s y t u a c j i z lasu Mans. D z i w n a p o s t a ć ro­

z a p a m i ę t a n e ; co i w j a k i e j formie t r a f i ł o do ś w i a d o m o ś c i i b a g a ż u

dem z l u d u (za c h w i l ę uczeni w p i ś m i e b ę d ą p r z e s ł u c h i w a ć Jo­

k u l t u r o w e g o n a s t ę p n y c h p o k o l e ń . Porza clek, k t ó r y etnolog od­

a n n ę , czy nie jest a b y w y s ł a n n i c z k ą d i a b ł a ) , p r z y b y w a j ą c a nie

najduje w h i s t o r i i jest więc innego rodzaju, n i ż p o r z ą d e k i s t o t n y

wiadomo z czyjego poduszczenia

Ł

b y r o z p o z n a ć w ł a d c ę i prze­

dla h i s t o r y k a . P o m i m o t o jestem przekonany, iż g d y b y w y d a ­

p o w i e d z i e ć m u p r z y s z ł o ś ć . Poza t y m j e d n a k samo p r z e c i w i e ń s t w a .

rzenia w C h i n o n m i a ł y b y ć nieprawdziwe, K a r o l V I nie b y ł b y

T a m t e n b y ł , , v i r abjectissimus", J o a n n a jest m ł o d ą d z i e w c z y n ą

s z a l e ń c e m . Po p r o s t u jogo s z a l e ń s t w o nie b y ł o b y w t e d y h i s t o r i i

n a d k t ó r e j n a d p r z y r o d z o n ą p i ę k n o ś c i ą r o z w o d z i się c a ł a F r a n c j a ;

potrzebne. N i e m i a ł o b y sensu. Tymczasem i s t o t ą r z o c z y w i s t o ś c i

t a m t e n energicznego k r ó l a s k a z a ł na o b ł ą k a ń c z y letarg, t a prze­

jest sens.

ciwnie — tchnie e n e r g i ę w k r ó l a p o g r ą ż o n e g o w letargu. Jest
w t y m g ł ę b o k a , m i t y c z n a konsekwencja.

Człowiek z lasu jest

P r o s z ę w i ę c J a n a Baszkiewicza o sprostowanie jednego z d w o j ­
ga.

P R Z Y P I S Y

1

G. B o r d o n o v e , Les rois qui ont fait la France. Les
Vulois,
t . I . Charles V; t . I I . Charles VII, Paris 1985
F . A u t r a n d , Charles VI, Paris 1986
J . L e Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
W - w a 1970,
s. 272

1

4

5

1

6

3

7

8

M . B l o c h , Les rois thaumaturges,
Paris 1924
J . D o l u m e a u , Le pćchć et la peur, Paris 1983, s. 102—103
P h . Aries, L'homme devant la mart, Paris 1977, s. 109
J . Baszkiewicz, Historia
Francji,
W - w a 1978, s. 168
t a m ż e , s. 163

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.