a9918a250949635e0035263916fe806f.pdf

Media

Part of Mieczysław Limanowski dzisiaj / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.3-4

extracted text
I

Zbigniew Osiński

MIECZYSŁAW LIMANOWSKI Życie i t w ó r c z a działalność M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o (ur.
6 stycznia 1 8 7 6 r. w e L w o w i e — zm. 2 5 stycznia 1 9 4 8 r.
w T o r u n i u ) doczekały się kilku s y n t e t y c z n y c h a r t y k u ł ó w , k t ó r y c h
autorami są, c o z n a m i e n n e , bez w y j ą t k u przedstawiciele nauk
p r z y r o d n i c z y c h . R ó w n i e ż a u t o r e m hasła w „ P o l s k i m s ł o w n i k u
b i o g r a f i c z n y m " jest p r z y r o d n i k - g e o l o g Z b i g n i e w W ó j c i k . W ksią­
żce w s p o m n i e n i o w e j p o ś w i ę c o n e j L i m a n o w s k i e m u , w y d a n e j
w T o r u n i u w roku 1 9 5 0 , a także w e w s p o m n i e n i a c h pośmiert­
n y c h , też przeważają nazwiska p r z y r o d n i k ó w . Nie oznacza t o
o c z y w i ś c i e , że reprezentanci d y s c y p l i n h u m a n i s t y c z n y c h w o g ó l e
się n i m nie z a j m o w a l i i nie zajmują. W e w s p o m n i a n y m w y d a w ­
n i c t w i e t o r u ń s k i m znajdują się cenne szkice: Konrada Górskiego
2

3

4

0 stosunku
Mieczysława
Limanowskiego
do dziel
literackich,
Stefana S r e b r n e g o Limanowski
w Reducie oraz Marii Z n a m i e r o ­
w s k i e j - P r u f f e r o w e j Limanowski
— twórca widowiska
baśnio­
wego. A r t y k u ł y w s p o m n i e n i o w e o p u b l i k o w a l i w t e d y r ó w n i e ż
m.in. Walerian C h a r k i e w i c z , Józef M a ś l i ń s k i , Stefan Narębski
1 Jerzy W y s z o m i r s k i . Nie zmienia t o f a k t u , że znacznie w i ę c e j
zrobili w t y m zakresie przyrodnicy.
5

Z o r g a n i z o w a n e zostały p o n a d t o d w i e sesje n a u k o w e o życiu
i t w ó r c z o ś c i M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , obie w T o r u n i u , który
o d maja 1 9 4 5 roku stał się ostatnią j e g o przystanią, a U n i w e r s y t e t
M i k o ł a j a Kopernika o s t a t n i m miejscem pracy n a u k o w e j . Pierwsza
z nich o d b y ł a się na p o c z ą t k u l u t e g o 1 9 4 8 r o k u , a jej efektem b y ł o
wspomniane toruńskie w y d a w n i c t w o , druga — w dniach 25
i 26 k w i e t n i a 1 9 7 0 r. Podczas tej ostatniej Tadeusz Byrski
w y g ł o s i ł jeden z referatów, który p o d t y t u ł e m Liman o p u b l i k o w a ł
p o t e m na ł a m a c h „ W i ę z i " (1 9 7 1 , nr 7 — 8 ) . Rok wcześniej zostały
w y d r u k o w a n e z b i o r o w e w s p o m n i e n i a O Zespole
Reduty
1919— 1939. Znaleźć w nich m o ż n a , p o d o b n i e jak w książkach
H a n n y M a ł k o w s k i e j [Wspomnienia
z Reduty, Warszawa 1 9 6 0
i Teatr mojego życia, Ł ó d ź 1 9 7 6 ) , Stefanii Kornackiej
(Opowia­
dania aktorki, W a r s z a w a 1 9 7 0 ) , a także i n n y c h a u t o r ó w z w i ą z a ­
n y c h z Redutą, w i e l e informacji o M i e c z y s ł a w i e L i m a n o w s k i m .
W roku 1 9 7 3 ukazał się nakładem P W N Słownik
biograficzny
teatru polskiego
1765— 1965, zawierający hasło o s o b o w e i p o d ­
s t a w o w ą bibliografię. W sierpniu 1 9 7 5 „ M i e s i ę c z n i k L i t e r a c k i "
(nr 8) zamieścił artykuł Ryszarda Olczaka Mieczysław
Limanow­
ski jako człowiek teatru. Wreszcie w p o c z ą t k u 1 9 8 7 r o k u Państ­
w o w y Instytut W y d a w n i c z y o p u b l i k o w a ł odnalezioną w ostat­
nich latach k o r e s p o n d e n c j ę O s t e r w y i L i m a n o w s k i e g o , oraz
artykuł p r o g r a m o w y L i m a n o w s k i e g o O duchu i
zamierzeniach
Polskiego
Studio
Sztuki
Teatru im. Adama
Mickiewicza,
ze
w s t ę p e m i w o p r a c o w a n i u niżej p o d p i s a n e g o .
6

DZISIAJ

w Lozannie." P o d s t a w o w y m ź r ó d ł e m b i o g r a f i c z n y m ( o d urodze­
nia aż po rok 1 9 2 8 ) pozostają d o dzisiaj cztery t o m y

Materiał traktujący o działalności L i m a n o w s k i e g o jest bardzo
obszerny i w s z e c h s t r o n n y , c h o ć zarazem o g r o m n i e rozproszony.
P o d o b n i e zresztą w y g l ą d a sprawa z j e g o w ł a s n y m i t e k s t a m i ,
k t ó r y c h n i g d y nie u p o r z ą d k o w a ł w jakąś całość, a k t ó r y c h
bibliografia licząca o b e c n i e blisko pięćset pozycji o b e j m u j e
przede w s z y s t k i m kilkadziesiąt t y t u ł ó w czasopism (zwłaszcza
d z i e n n i k ó w , poprzez t y g o d n i k i i miesięczniki, po specjalistyczne
w y d a w n i c t w a przyrodnicze i teatralne) oraz różnego rodzaju
w y d a w n i c t w a z b i o r o w e , jak d w u t o m o w e Wilno i Ziemia
Wileńs­
ka, Zarys monograficzny,
W i l n o 1 9 3 0 i 1938 lub
Ferdynand
Ruszczyć — życie i dzieło, W i l n o 1 9 3 9 . J e d n y m z kilku z a l e d w i e
w y j ą t k ó w jest praca d o k t o r s k a o p u b l i k o w a n a w roku 1 9 0 9

Pamiętników

B o l e s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , który najstarszemu z czterech s w o ­
9

ich s y n ó w p o ś w i ę c a w i e l e u w a g i i miejsca.
W

pracach

historyków

teatru j e g o

nazwisko

pojawia

się

o c z y w i ś c i e w z w i ą z k u z Redutą i J u l i u s z e m Osterwą, j a k b y b y ł o
tłem dla t e g o d r u g i e g o . Klasycznym przykładem m o g ą tu być
książki Józefa S z c z u b l e w s k i e g o Pierwsza
wot

przecenić.

10

Reduta

i Ży­

Osterwy

k t ó r y c h w a r t o ś ć d o k u m e n t a c y j n ą t r u d n o zresztą

Osterwy,

A przecież, jak dobrze w i a d o m o . L i m a n o w s k i był

o s o b o w o ś c i ą zupełnie różną niż Osterwa, i bez n i e g o — jak i bez
O s t e r w y — nie b y ł o b y Reduty, a jeśli n a w e t by p o w s t a ł a , t o z całą
pewnością

byłaby

zupełnie

odmienna

o d tej, która

istniała

w latach 1 9 1 9 — 1 9 3 9 . S p o t k a n i e t y c h d w ó c h r ó w n i e s i l n y c h
o s o b o w o ś c i nie p o l e g a ł o na t y m , że jeden był c i e n i e m d r u g i e g o ,
ale na t y m przede w s z y s t k i m , że przy całej o d m i e n n o ś c i t e m ­
p e r a m e n t ó w , c h a r a k t e r ó w i d o ś w i a d c z e ń z n a k o m i c i e się uzupeł­
niali, c o p o z w o l i ł o im s t w o r z y ć i w s p ó l n i e p r o w a d z i ć p l a c ó w k ę
t w ó r c z ą pozostającą d o dzisiaj czymś n i e p o w t a r z a l n y m , nie t y l k o
w dziejach p o l s k i e g o teatru i polskiej kultury artystycznej, m i m o
że jak każde z j a w i s k o artystyczne i każdy t w ó r c a — Reduta i jej
p r z e w o d n i c y w n i e j e d n y m czerpali z a r ó w n o z d o r o b k u bliższej
i dalszej przeszłości jak i s w o j e j teraźniejszości.
*

7

T w ó r c z ą inspirację w działalności teatralnej L i m a n o w s k i e g o
z n a j d o w a l i i znajdują przede w s z y s t k i m praktycy — aktorzy
i reżyserzy. Oni też najczęściej się d o niego o d w o ł u j ą , a są t o
zazwyczaj t w ó r c y n a j w i ę k s z e g o f o r m a t u , jak Stefan Jaracz, Leon
Schiller czy W i ł a m Horzyca, s p o ś r ó d w s p ó ł c z e s n y c h Jerzy G r o ­
t o w s k i oraz j e g o były uczeń, t w ó r c a i a n i m a t o r Ośrodka Praktyk
Teatralnych „ G a r d z i e n i c e " W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i .

1

*

*

D o t y c h c z a s o w e o m ó w i e n i a działalności M i e c z y s ł a w a
nowskiego

znamionuje

pewien

zasadniczy

brak czy

Lima­
defekt.

Polega o n na t y m , że przyrodnicy raczej niechętnie i marginalnie
lub o g ó l n i k o w o piszą o n i m j a k o o c z ł o w i e k u teatru i w o g ó l e
sztuki, ludzie teatru zaś, zwłaszcza historycy, pomijają j e g o prace
w dziedzinie g e o l o g i i , g e o g r a f i i , czy n a w e t e t n o l o g i i . W efekcie
traktuje się o n i m , można by p o w i e d z i e ć , niejako d o p o ł o w y ,
p o z o s t a w i a j ą c tę drugą p o ł o w ę k o m u ś i n n e m u . N i e w i e l e może
też w y n i k n ą ć z m e c h a n i c z n e g o „ s k l e j e n i a " t y c h o b u „ p o ł ó w e k " .
Szczególny przypadek t e g o „ d z i w n e g o c z ł o w i e k a " , jak g o nazy­
w a ł H o r z y c a , a zarazem t r u d n o ś ć zrozumienia i wyjaśnienia
11

L i m a n o w s k i e g o polega w ł a ś n i e na t y m , że s t a n o w i o n nieroze­
rwalną j e d n o ś ć i j a k o przyrodnik i j a k o artysta. J e g o w i e d z a
przyrodnicza ż y w i ł a się r ó w n i e ż t y m , czego d o ś w i a d c z a ł w k o n ­
takcie ze sztuką i jej w y t w o r a m i , ale i o d w r o t n i e — w

swoim

p o d e j ś c i u d o dzieł sztuki i d o c z ł o w i e k a , czy t o podczas r e d u t o ­
w y c h analiz t e k s t ó w d r a m a t y c z n y c h , czy też j a k o

recenzent

teatralny i plastyczny, nie przestawał być p r z y r o d n i k i e m , nie
odrzucał s w o j e j rozległej w i e d z y o t a j e m n i c a c h natury.
J u ż w roku 1 9 0 4 L i m a n o w s k i napisał d o n i o s ł e w k o n s e k w e n ­
cje s ł o w a : „ Z d a j e się, że w nauce g e o l o g i a najbardziej sąsiaduje
ze sztuką

[...]. Na o d w r ó t , ludzi w i e l k i e j w y o b r a ź n i

zawsze

pociągały w a r s t w y i cmentarzyska ziemi: A j s c h y l o s , Dante, da
Vinci, Goethe, S ł o w a c k i . "

1 2

Przekonaniu o p o d s t a w o w y m z w i ą ­

zku przyrody i sztuki pozostał w i e r n y przez całe życie, w i e l o k r o t ­
nie je rozwijając i uzasadniając. N a j p i e r w w roku 1 9 1 7 , g d y
w m o s k i e w s k i m „ E c h u P o l s k i m " pisał o w i e l k i m p o l s k i m b o t a n i ­
ku M a r i a n i e R a c i b o r s k i m ( 1 8 6 3 - 1 9 1 7 ) , który „ b y ł poetą, c h o ć
poezji n i g d y nie p i s a ł " oraz „ n a m i ę t n i e k o c h a ł naturę — nie m ó g ł
zatem n'amietnie nie k o c h a ć s z t u k i " . W dyskusji nad referatem
13

W ł a d y s ł a w a W i t w i c k i e g o O stosunku

nauki do sztuki,

wygłoszo­

n y m podczas I Zjazdu p o ś w i ę c o n e g o z a g a d n i e n i o m organizacji
i r o z w o j u nauki polskiej, który o d b y ł się w d n i a c h 7 — 1 0 k w i e t n i a
1 9 2 0 w W a r s z a w i e , uzasadniał s w ó j p o g l ą d , że przeżywanie
(termin w z i ę t y przez niego z teorii gry aktorskiej) „ s t a n o w i

[...]

p o d s t a w ę tak t w ó r c z o ś c i artystycznej, jak i n a u k o w e j " :
„ K r y t e r i a w sztuce należą d o k r y t e r i ó w w e w n ę t r z n y c h , o p a r t y c h na
p r z e ż y w a n i u — ale t o s a m o jest w n a u c e . G m a c h Lemarcka l u b D a r w i n a ,

73

N e w t o n a lub Maxwella, Kopernika lub Galileusza, Humboldta lub S u e s s a
czar swój pełny zawdzięczają nie sylogizmom dialektyki umysłowej, lecz
przeżytym prawdom t w ó r c ó w tych g m a c h ó w , tajemnicom ich w e w n ę t r z ­
nym, które pozwalały im być, aby tak powiedzieć, bardziej rozbudzonymi
niż inni ludzie dla p e w n y c h tajemnic Bytu, które to tajemnice [...] dla nich
i konsekwentnie dla nas są tylko wtedy dostępne, kiedy pogrążymy się sami
w ten Byt, zatracając się w nim, aby nagle odnaleźć w nim — przez taniec
jakiś wnętrza — już syntezę siebie samego i Bytu, wielką J e d n o ś ć . "
14

Dziesięć lat później, w referacie na temat Istota kultury, który
z a i n a u g u r o w a ł XIII Konferencję O ś w i a t o w ą , w s p o s ó b najpeł­
niejszy s f o r m u ł o w a ł s w ó j p o g l ą d , o d w o ł u j ą c się jak czynił t o
zazwyczaj — przede w s z y s t k i m d o w ł a s n y c h d o ś w i a d c z e ń i prze­
żyć:
„ M o ż e właśnie dlatego, że jestem przyrodnikiem i że dotykałem globo­
w y c h prawd, g l o b o w y c h rytmów i awatar naszej ziemi, zatem rzeczywisto­
ści materialnej pod naszymi nogami, i to bez zastrzeżeń pogrążając się po
uszy w tej realności i tej globowości, właśnie może dlatego obudził się w e
mnie m o c n o zmysł ten drugi już dopełniający do rzeczy nieglobalnych,
pozaglobalnych, zmysł, który stanowi właściwą atmosferę realności ponadmaterialnych, zatem d u c h o w y c h . [...]
W stosunku do ludzi, którzy jedynie i bez reszty uznają rzeczywistość
materialną i przed tą niby jedyną rzeczywistością czynią wciąż nieustające
nabożeństwo, możemy mieć z a w s z e wątpliwości, czy tę rzeczywistość
materialną naprawdę ogarniają, zatem widzą jej granice. Z a z w y c z a j t k w i ą
oni w materii po uszy, jak elementarny korzeń w ziemi. Nie potrzeba się
dziwić, że ludzie tacy powołują się na to jedyne przeżywanie, które znają, że
nie wiedzą, że są inne przeżywania, związane z rzeczywistością d u c h a .
M a j ą mętne wyobrażenie o tym, co jest ponadzmysłowe, nie tak, jak artyści,
którzy bez spojrzeń w światy d u c h o w e nie mają co robić. Faktem jest, że nie
znamy wielkiego poety, muzyka, malarza, architekta, rzeźbiarza, aktora,
który by nie gruntował w realnościach poza materią o b j a w i o n y c h i z tych to
realności nie czerpał s w o j e g o n a t c h n i e n i a . "
15

I wreszcie — w 1 9 3 7 roku — w e w s p o m n i e n i u p o ś w i ę c o n y m
mistrzowi swojej młodości, jednemu z najwybitniejszych geo­
l o g ó w tamtej e p o k i , p r o f e s o r o w i M a u r i c e L u g e o n , w p ó ł w i e c z e
j e g o pracy n a u k o w e j i czterdziestolecie nauczania na U n i w e r ­
sytecie Lozańskim, napisał z n a m i e n n e zdanie: „ B y ł dla nas, którzy
jesteśmy j e g o u c z n i a m i , c z ł o w i e k i e m n a u k i , ale też

artystą".

D o w o d z i ł , że „ s p r a w a zdzierania „ s z t a m p " jest m o t y w e m prze­
w o d n i m n a u k i , jak s z t u k i " — i pokazał t o na przykładzie siebie
s a m e g o , g d y w roku 1 9 0 3 , podczas M i ę d z y n a r o d o w e g o K o n ­
gresu G e o l o g i c z n e g o w W i e d n i u , zaczęły się także w Tatrach
w a l k i o architekturę t y c h gór:
„Wycieczkę Kongresu zaczęto okrężnie, jadąc najpierw d o Pienin, aby
stamtąd dopiero ruszyć do Z a k o p a n e g o . Pamiętam w c z e s n y , chłodny
ranek w N o w y m Targu i pojazdy przed d w o r c e m , które czekały na pociąg
z Krakowa. Znalazłem się w jednym powozie z L u g e o n e m i nie z d a w a ł e m
sobie sprawy, że spotkało mnie szczęście. Pukałem tam w tych Tatrach
młotkiem, chodząc zresztą, jak Piętaszek za Robinsonem, to jest za
Uhligiem, który pierwszy w sposób n o w o c z e s n y opracował geologicznie
te góry. L u g e o n natomiast znal Tatry tylko z mapy i uderzyło mnie, że
z większym tupetem o nich m ó w i , niż mistrz, który im oddał dobrych parę
lat życia.
Z a l e d w i e wyjechaliśmy za obręb miasteczka, już zaczęły się starcia. [...]
Nie wiedziałem wtedy, że Tatry, sposób w jaki je interpretowałem za
Uhligiem, to była jakaś wielka „sztampa". Byłem za młody i za mało
doświadczony, aby zrozumieć obiektywnie, że to, co działo się ze mną
w powozie, to było właśnie zdzieranie tej „sztampy". J a k aktor, który
fałszywie nauczył się interpretować rolę, ciska się, niemal płacze, kiedy mu
się tę rolę przewraca, tak moja skromna osoba po kilku godzinach zaczęła
czuć, że Lugeon ma rację. [...] L u g e o n spiętymi powiedzeniami przy­
prowadzał mnie właściwie do porządku. M i a ł e m wrażenie, że się wszystko
rwie w e mnie, że cały budynek, z którym nosiłem się przez lata, zaczyna się
rozklejać i że kawały tego g m a c h u pogrążają się w e mnie w n i c o ś ć . "
15

W t y m miejscu trzeba p r z y w o ł a ć w a ż n e s ł o w a G o e t h e g o , nie
t y l k o ze w z g l ę d u na ł a t w e d o z a o b s e r w o w a n i a a n a l o g i e , lecz
i z t e g o przede w s z y s t k i m p o w o d u , że M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i
jest j e d n y m z bardzo nielicznych w polskiej kulturze, a z całą
p e w n o ś c i ą j e d y n y m w p o l s k i m teatrze k o n t y n u a t o r e m p o s t a w y
poznawczej wielkiego weimarczyka:
„Wręcz niewiarygodne, jak wiele zawdzięczam zdobytej w pocie czoła
wiedzy o płodach przyrody, które człowiek w y z y s k u j e przecie jako
s u r o w i e c i z takim pożytkiem z nich korzysta; dzięki niej lepiej potrafię
ocenić pracę artysty i rzemieślnika: podobnie ma się rzecz z wiedzą
o górach i w y d o b y w a n y c h w nich kamieniach, tak bardzo ułatwiającą mi
studiowanie s z t u k i . " "

Kalendarium życia i t w ó r c z o ś c i L i m a n o w s k i e g o pokazuje d o ­
w o d n i e , że był o n zarazem p r z y r o d n i k i e m i c z ł o w i e k i e m sztuki, nie
rezygnując n i g d y ani z j e d n e g o , ani z d r u g i e g o . Kiedy nie pisał
o teatrze, jak w latach 1 9 0 2 — 1 9 1 3 (nie udało się d o tej pory
74

odnaleźć ż a d n e g o j e g o tekstu teatralnego z t y c h lat), w y g ł a s z a ł
na ten temat o d c z y t y w Z a k o p a n e m i K r a k o w i e , o g l ą d a ł p r z e d ­
s t a w i e n i a , śledził o d p o w i e d n i ą literaturę, był w stałym k o n t a k c i e
z l u d ź m i , reprezentującymi różne dziedziny sztuki. Gdy nie miał
z n ó w w a r u n k ó w d o pracy n a u k o w e j j a k o g e o l o g (jak w W a r ­
szawie w latach 1 9 1 4 — 1 9 1 5 , a p o t e m w M o s k w i e 1 9 1 5 — 1 9 1 8 ) ,
nie z a p o m n i a ł , że jest p r z y r o d n i k i e m : o d czasu d o czasu w y g ł a s z a ł
o d c z y t y na t e m a t y przyrodnicze, s t u d i o w a ł literaturę, u t r z y m y w a ł
k o n t a k t y osobiste z p r z y r o d n i k a m i . I n t e n s y w n o ś ć p u b l i k a c j i była
oczywiście

różna w

różnych

latach, ale j e d n o

pozostawało

z d r u g i m w ścisłym z w i ą z k u . M o ż n a p o w i e d z i e ć , że w z a j e m n i e się
sobą

u niego żywiło

i n a w z a j e m d o p e ł n i a ł o , nadając

jego

w y p o w i e d z i o m i p u b l i k o w a n y m t e k s t o m s p e c y f i c z n y styl i s w o i s ­
tą j e d n o ś ć .
W ś r o d o w i s k a c h teatralnych na L i m a n o w s k i m zaciążyła na
d ł u g i e lata i c h y b a ciąży d o dzisiaj, o p i n i a p r z e d s t a w i o n a przez
Leona

Schillera

Warszawy,

w

artykule

Gdy

Boleslawski

przyjechał

do

k t ó r e g o p i e r w o d r u k ukazał się w „ S c e n i e P o l s k i e j "

w roku 1 9 3 7 :
„Limanowski uchodził w kolach teatralnych za stuprocentowego dyle­
tanta. N a u k o w c y , świetnie zapowiadającego się kiedyś geologa uważali za
dziwaka o prymitywnym i niebywale mętnym umyśle. Literaci twierdzili, że
na mentalność jego złożyły się w p ł y w y lektury ezoterycznej — Annie
Besant, S c h u r e g o , Micińskiego itp. — plus stąd i z o w ą d połapane
wiadomości z religiologii i etnologii oraz swoiście naciągane teorie
polskich mesjanistów. Sceptycy kawiarniani wysyłali go do G o e t h e a n u m
Steinerowskiego, by tam s w e c u d o w n e pomysły inkarnowal, lub na
W s c h ó d , gdzie tacy jak on włóczą się po bazarach i k a r a w a n s e r a j a c h . "
18

N i e p r z y p a d k o w o na tę w ł a ś n i e o p i n i ę p o w o ł a się A n t o n i
S ł o n i m s k i jeszcze w roku 1 9 7 5 . O d d z i a ł y w a n i a zaś S ł o n i m s ­
kiego na c z y t e l n i k ó w t r u d n o nie d o c e n i a ć . Toteż nie o m y l ę się,
jeśli p o w i e m , ż e z t e g o , c o zostało d o t y c h c z a s napisane o M i e c z y ­
s ł a w i e L i m a n o w s k i m , s ł o w a z a c y t o w a n e p o w y ż e j oraz t e , które
o p u b l i k o w a ł S ł o n i m s k i w s w o i m Alfabecie
wspomnień,
stały się
najczęściej p o w t a r z a n ą i niejako o b o w i ą z u j ą c ą p o l s k i e g o i n ­
teligenta o p i n i ą na j e g o temat. Nie p o d o b n a im zresztą o d m ó w i ć
s u g e s t y w n o ś c i , pozostają w pamięci, a dla nie w t a j e m n i c z o n y c h
m o g ą brzmieć p r z e k o w y w a j ą c o . T y m bardziej, że czytelnik przy­
w i ą z u j e się d o a n e g d o t y i w i a d o m o , że w ł a ś n i e zręcznie p o w i e ­
dziana a n e g d o t a ma zazwyczaj d e c y d u j ą c y w p ł y w na j e g o
p o g l ą d y . Ł a t w o można ją p o w i e l i ć , popisać się nią w t o w a r z y s t ­
w i e . Sam L i m a n o w s k i , w ó w c z a s profesor z w y c z a j n y geografii
fizycznej na W y d z i a l e M a t e m a t y c z n o - P r z y r o d n i c z y m U n i w e r ­
sytetu Stefana B a t o r e g o w W i l n i e , nie z a r e a g o w a ł na przytoczone
przez Schillera z ł o ś l i w o ś c i . Nie r e a g o w a ł zresztą, tak jak i Oster­
w a , n i g d y w t a k i c h sytuacjach, uważał b o w i e m za n i e g o d n e
uczestniczenie w t a r g o w i s k u na s w ó j temat. M o ż n a mieć m u t o za
złe l u b u z n a w a ć taką p o s t a w ę za k r ó t k o w z r o c z n ą z p u n k t u
w i d z e n i a d o r a ź n y c h interesów j e d n o s t k i (kariery, s ł a w y i t p . ) , ale
też n i e p o d o b n a nie mieć dla niej s z a c u n k u czy u d a w a ć , że jej się
nie rozumie, zwłaszcza że był w t y m przez całe życie k o n ­
sekwentny.
1 9

Pozostaje w k o ń c u o d p o w i e d z i e ć na proste pytanie: czy o p i n i a
zrelacjonowana

przez

Leona Schillera, k t ó r e g o stosunek

do

L i m a n o w s k i e g o , a także d o Reduty i Osterwy, był a m b i w a l e n t n y
i d o ś ć c h i m e r y c z n y , była słuszna i s p r a w i e d l i w a ?

Pozostaje

r ó w n i e ż pytanie: jakie były rzeczywiste źródła myśli i ś w i a t o p o ­
g l ą d u M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , k t ó r y c h o n sam n i g d y nie
u j a w n i ł w p u b l i k o w a n y c h tekstach i o d c z y t a c h p u b l i c z n y c h ?
Z d a n i e , że L i m a n o w s k i e g o n a u k o w c y u w a ż a l i „za d z i w a k a
0 p r y m i t y w n y m i n i e b y w a l e m ę t n y m u m y ś l e " s t a n o w c z o nie
znajduje p o t w i e r d z e n i a . O w s z e m , niektórzy u w a ż a l i g o za „ d z i ­
w a k a " , c o nie może być j e d n a k w ż a d n y m s t o p n i u d y s k r e d y t u j ą ­
ce, natomiast o p i n i e n a j w i ę k s z y c h a u t o r y t e t ó w n a u k o w y c h tak
p o l s k i c h jak i z a g r a n i c z n y c h na temat j e g o z d o l n o ś c i i k w a l i f i k a c j i
były zawsze w i ę c e j niż p o z y t y w n e . Ich s t a n o w i s k o jest z g o d n e :
L i m a n o w s k i odegrał j a k o u c z o n y rolę nieprzeciętną, był po prostu
w y b i t n y m g e o l o g i e m i g e o g r a f e m , c h o c i a ż rzecz jasna nie zawsze
1 nie w e w s z y s t k i m miał rację; w k a ż d y m razie d o k o n a ł t u w a ż n y c h
o d k r y ć , z j e g o s t a n o w i s k i e m p o w a ż n i e się l i c z o n o .
20

Z w i ą z k i osobiste z Tadeuszem

M i c i ń s k i m są

niewątpliwe.

1

N a j p i e r w w Z a k o p a n e m ( 1 9 0 0 — 1 9 1 3 ) , p o t e m — w Warsza­

i spirytystkę rosyjskiego p o c h o d z e n i a Helenę P i e t r o w n ą B ł a w a t -

w i e — w Sekcji Teatralnej T o w a r z y s t w a L i t e r a t ó w i Dziennikarzy

ską ( 1 8 3 1 — 1 8 9 1 ) , a także jej d u c h o w ą k o n t y n u a t o r k ę — A n n i e

Polskich ( 1 9 1 3 - 1 9 1 5 ) i wreszcie w M o s k w i e

(1915-1918),

Besant ( 1 8 4 7 — 1 9 3 3 ) . Z a r ó w n o w j e g o o p u b l i k o w a n y c h

ar­

gdzie zresztą obaj należeli d o najbardziej a k t y w n y c h w dziedzinie

t y k u ł a c h jak i pozostających w rękopisie n o t a t k a c h nie z n a j ­

kultury

d u j e m y j a k i e g o k o l w i e k śladu w p ł y w u lektury ich t e k s t ó w , a t y m

polskich

zesłańców. Trudniej

wykazać

bezpośrednie

w p ł y w y M i c i ń s k i e g o na t w ó r c z o ś ć L i m a n o w s k i e g o , c h o ć obaj
byli dziećmi tej samej e p o k i i bez w i ę k s z e g o t r u d u można by

bardziej fascynacji n i m i .
Poglądy

Mieczysława

Limanowskiego wykazują

natomiast

wskazać na w s p ó l n e fascynacje, k t ó r y m ulegali. P e w n e jest

w y r a ź n e z w i ą z k i z myślą r o m a n t y c z n e g o teozofa A n t o i n e Fabre

natomiast, że a r t y k u ł y L i m a n o w s k i e g o O wspanialej

d'Oliveta ( 1 7 6 7 — 1 8 2 5 ) , k t ó r e g o zasadnicze dzieło, d w u t o m o w a

przeszłości

Tatr, p u b l i k o w a n e w „ P r z e g l ą d z i e Z a k o p i a ń s k i m " ( d w a d z i e ś c i a

Histoire

siedem o d c i n k ó w : o d 4 lipca 1 9 0 1 d o 1 8 g r u d n i a 1 9 0 2 ) , stały się

rodzaju l u d z k i e g o ) , jak i r o z p r a w y o m u z y c e są w i e l o k r o t n i e

philosophique

du genre

humain

(Historia f i l o z o f i c z n a

ź r ó d ł e m inspiracji dla p o e t y c k i e g o obrazu Tatr, jaki Tadeusz

bezpośrednio przywoływane w jego rękopiśmiennych notatkach

M i c i ń s k i przedstawił w p o w i e ś c i Nietota.

Tatr

teatralnych z p i e r w s z y c h miesięcy 1 9 1 9 r o k u , czyli tuż przed

Książkę s ł a w n e g o p o d ó w c z a s myśliciela Edouarda S c h u r e g o

w i e l e p o d o b i e ń s t w i g ł ę b o k i c h analogii ze Z w i ą z k i e m Pitagorejs­

(1910).

tajemna

p o w s t a n i e m Reduty.

2 1

( 1 8 4 1 — 1 9 2 9 ) p o d t y t u ł e m Wielcy
nej historii
Orfeusz

Księga

religii.

Rama

— Pitagoras

— Kriszna

— Platon

wtajemniczeni.

Zarys

— Hermes

— Mojżesz

— Chrystus,

tajem­


której „ p i e r w s z e

2 1

P o n a d t o organizacja R e d u t y w y k a z u j e

k i m , tak jak g o w i d z i e l i Fabre d'Olivet, j a k o autor Les Vers

Dores

2 5

de Pythagore
Edouard

expliques

Schure w

Les

i Histoire

philosophique...,

Grands

inities

oraz

a po n i m

Rudolf

Steiner

polskie w y d a n i e zupełne z 5 2 - e g o w y d a n i a f r a n c u s k i e g o , w a u ­

w w y d a n e j w roku 1 9 0 2 w Berlinie książce Das Christentum

t o r y z o w a n y m t ł u m a c z e n i u Róży C e n t n e r s z w e r o w e j " ukazało się

mystische

w d r u k u w roku 1 9 2 3 , u H u l e w i c z a i P a s z k o w s k i e g o w W a r ­

c i j a ń s t w o j a k o fakt m i s t y c z n y i misteria s t a r o ż y t n e ) .

szawie ( p i e r w o d r u k Les Grands

inities

został w y d a n y w

roku

Tatsache

und die Mysterien

a/s

(Chrześ­

des Altertums

W y p a d a tu zaznaczyć, że zapoznanie się z dziełem

Fabre

oryginale,

d'Oliveta w y w a r ł o w i e l k i w p ł y w na k o n c e p c j e S c h u r e g o i że ten

p o d o b n i e zresztą jak niektóre inne dzieła t e g o autora, należącego

ostatni był r ó w n i e ż j e d n y m z najbliższych przyjaciół Steinera. T o

i dzisiaj d o p o d s t a w o w e g o k a n o n u lektur w zakresie w i e d z y

w ł a ś n i e Schure przetłumaczył w s p o m n i a n ą książkę o misteriach,

1 8 8 9 ) , poznał

L i m a n o w s k i znacznie wcześniej w

fragmenty

zmieniając zresztą ( w p o r o z u m i e n i u ze Steinerem i za j e g o z g o d ą )

s t u d i o w a n o w Reducie. J e d n a z r e d u t ó w e k , Stanisława W i n i a r s ­

t y t u ł na bardziej o d p o w i a d a j ą c y treści — w przekładzie f r a n c u s ­

ka (późniejsza Z b y s z e w s k a ) , z a n o t o w a ł a w s w o i m d z i e n n i c z k u

k i m brzmi o n : Le Mystere

podczas s ł y n n y c h r e d u t o w y c h w a k a c j i w Spale, p o d datą 8 sierp­

Poprzedził też t o w y d a n i e (Librairie A c a d e m i q u e Perrin, Paris

nia 1 9 2 3 : „ P o kolacji czytaliśmy o Instytucie

1 9 1 3 ) o b s z e r n y m w s t ę p e m , d a t o w a n y m : „ P a r y ż , maj 1 9 0 8 " .

ezoterycznej. Cenił dzieło to na tyle, że niektóre

Pitagorejskim,

0 I s t o p n i u w t a j e m n i c z e n i a : E d w a r d Schure, Wielcy
22

niczeni."

wtajem­

Z n a m i e n n e jest, że fakt ten u j a w n i ł d o p i e r o J ó z e f

Z a s t a n a w i a j ą c e jest, że Histoire

Obaj t w ó r c y R e d u t y c e l o w o zacierali tutaj ślady, gdyż książka

et les mysteres

philosophique

antiques.

du genre

huma­

in była r ó w n i e ż lekturą szczególnie w y r ó ż n i a n ą przez A n t o n i n a
Artauda

S z c z u b l e w s k i w roku 1 9 6 5 .

Chretien

2 6

(1896-1Э48) ,

autora Le

Thebtre

et son

Double

( 1 9 3 8 ) ; polski przekład tej jednej z najważniejszych i najbardziej

S c h u r ó g o , zawierająca j e d n o z n a c z n ą krytykę o f i c j a l n e g o Koś­

w p ł y w o w y c h książek o teatrze, jakie zostały napisane w

cioła, cieszyła się z d e c y d o w a n i e złą o p i n i ą w k o ł a c h k l e r y k a l n y c h .

w i e k u , ukazał się w roku 1 9 6 6 : Teatr i jego sobowtór,

XX

W i a d o m o zaś jak przemożny był w p ł y w t y c h kół w m i ę d z y w o j e n ­

Jana Błońskiego (wydanie drugie: 1 9 7 8 ) . Zachodzi oczywiście

tłumaczenie

pytanie: czy ta w y r a ź n i e u p r z y w i l e j o w a n a pozycja dzieła Fabre

nej Polsce.
Zdaje się nie p o d l e g a ć przy t y m w ą t p l i w o ś c i fakt, że z b i o r o w a
lektura f r a g m e n t ó w z p o d s t a w o w e g o dzieła S c h u r e g o w Reducie

d'Oliveta

wśród

lektur

Limanowskiego

i Artauda to

zwykły

przypadek, czy też z a c h o d z i t u c o innego? O t ó ż w y d a j e się, że

była s p o w o d o w a n a bezpośrednio przez L i m a n o w s k i e g o . J e d e ­

w t y m p r z y p a d k u można m ó w i ć o „ z n a c z ą c e j

naście lat w c z e ś n i e j , 6 września 1 9 1 2 r o k u , zwierzył się o n Tekli

c j i " , czyli r ó w n o l e g ł y m p o j a w i e n i u się d w ó c h zdarzeń p o w i ą z a ­

koincyden-

Góreckiej po lekturze tej w ł a ś n i e książki:

n y c h ze sobą nie na zasadzie p r z y c z y n o w o - s k u t k o w e j ,

„Przeszedłem szaloną skalę w ostatnich c z a s a c h . W t o p i ł e m się w książkę
S c h u r e g o Les Grands inities. [...] radziłbym tę książkę dostać, kupić
1 wczytać się w nią. S z a l o n y świat otwiera, który musi być wzięty przez
każdego, który dziś w p ł y w a sam na drogi n o w e . S c h u r e daje wprost wizję
olbrzymiej budowli, którą ludzkość zdramatyzowała w religiach. Polecam
gorąco tę książkę. Wizja Hermesa z nabitymi klejnotami sfer jest przecież na
dnie Dantego, gdzie świeci tylko inaczej. T a m pod czarnym Saturnem są c i ,
co kontemplują, pod błękitnym J o w i s z e m c i , co rządzą sprawiedliwie, pod
c z e r w o n y m Marsem męczennicy, pod złotym słońcem [ci] c o wiedzą,
«teologowie», tu — miejsca są wypełnione analogicznymi punktami.
Czytając wizje Hermesa, czary indyjskiej powieści Kriszny, pracę Mojżesza,
który ? y d ó w rzeźbił jak Michał Anioł marmur, ma się świat tak dziwnie
z b u d o w a n y , że nam w y r a z ó w braknie. J e s t to Piękno, choć ludziom
w y d a w a ł o się, że to Prawda. Myślę, że Prawda jest niedostępna z a w s z e ,
z a w s z e jest zasłona z Sai's na obliczu bogini; to co się wydaje Prawdą, jest
tylko wielkim Pięknem.

z w i ą z a n y c h znaczeniem, c o w e d ł u g p s y c h o l o g i i

I z a w s z e wszystkie barwy rodzą się ze światłości i ciemności. Kiedy
światłość w n i k a w ciemność jej etapy kolejne idą przez żółtą barwę do
purpury, kiedy ciemność zapanuje nad refleksem światła idą przez błękit do
fioletu. Cały świat jest jak eksperyment z płytkami mlecznego szkła. Kiedy
na słońce jedną płytką patrzeć słońce jest żółte, kiedy d w o m a lub trzema czerwone, aż wreszcie czarne się robi. Kiedy na ciemności patrzeć przez
płytkę oświetlaną dniem, to płytka jest fiołkowa. Im więcej płytek, tym
błękit bielszy, aż wreszcie białość mleczna kończy. D w i e drogi, d w a
kierunki, tajemnica d z i w n a .
Piszę o tym, c o mnie zajmuje, aby pokazać gdzie siedzę, w czym jestem.
Dużo pracuję, wtedy jest d o b r z e . "
23

lecz

analitycznej

Carla G u s t a w a J u n g a należy objaśniać zasadą s y n c h r o n i c z ­
ności.

2 7

Pojęcia „ s y n c h r o n i c z n o ś ć " u ż y w a m tutaj w szczegól­

n y m znaczeniu: j a k o jednoczesne p o j a w i e n i e się d w ó c h

lub

w i ę c e j zdarzeń nie z w i ą z a n y c h p r z y c z y n o w o , a m a j ą c y c h tę samą
znaczącą treść czy też p o d o b n y sens

— w

odróżnieniu

od

„ s y n c h r o n i z m u " , który w s k a z u j e t y l k o na r ó w n o l e g ł e p o j a w i e n i e
się d w ó c h zjawisk.
W liście z 9 września 1 9 3 3 Osterwa p r o p o n o w a ł L i m a n o w s ­
k i e m u w s p ó l n ą , konspiracyjną w y p r a w ę d o G o e t h e a n u m (Freie
H o c h s c h u l e fur Geisteswissenschaft) w D o r n a c h k o ł o Bazylei
w S z w a j c a r i i , z a ł o ż o n e g o przez R u d o l f a Steinera:
„ O t ó ż — cokolwiek będę wyczyniał w Krakowie, będę się zbliżał d o
misteriów — choćby konspiracyjnie. — Dla p e w n y c h p o r ó w n a ń — trzeba
by mi pojechać do D o r n a c h . Po spaleniu się teatru Steinera — w y b u d o w a ­
no po jego śmierci g m a c h nowy. — Myślę, że to będzie dla mnie tym, c z y m
Studio Stanisławskiego dla o d w a g i założenia Reduty.
Gdybyśmy mogli obaj tam jechać jednocześnie! Pomyśl! Tylko c i c h o !
— S z a ! — Nie płoszyć tej myśli — ale ją dostać w siebie. — M a m tak już
g o t o w y pogląd na organizację naszą, że tylko trzeba zaczerpnąć o d ­
wagi."
2 8

Pierwszy t o zapisany przez O s t e r w ę ślad

zainteresowania

R u d o l f e m Steinerem i dziełem j e g o życia: ś w i a t o w y m c e n t r u m

Z a p o z n a n i e się L i m a n o w s k i e g o z książką S c h u r e g o p o z o s ­
t a w a ł o w o c z y w i s t y m z w i ą z k u z późniejszą organizacją R e d u t y
j a k o zespołu i p o g l ą d a m i na tę s p r a w ę o b u jej t w ó r c ó w .

a n t r o p o z o f i c z n y m , w k t ó r y m były p r o w a d z o n e - i o d b y w a j ą się

W b r e w sugestii Leona Schillera nic nie w s k a z u j e j e d n a k na t o ,
aby L i m a n o w s k i specjalnie w y r ó ż n i a ł głośną w ó w c z a s t e o z o f k ę

G o e t h e g o ) w j e g o o p r a c o w a n i u , i n s p i r o w a n e w i e d z ą o starożyt­

d o dzisiaj

— zajęcia z e u r y t m i i oraz w y s t a w i a n e są misteria

z a r ó w n o s a m e g o Steinera, jak i i n n y c h a u t o r ó w ( m . i n .
n y c h misteriach, zwłaszcza o misteriach e l e u z y j s k i c h .

29

Faust
Wiemy
75

s k ą d i n ą d , że w o ś r o d k u t y m p r z e b y w a ł o w i e l u l u d z i s z t u k i , w ś r ó d

n i c y c o d o prac [ . . . ] , z a r ó w n o j a k o d o s t o s u n k ó w w e w n ę t r z n y c h ,

n i c h A n d r i e j Bieły, w i e l k i a k t o r rosyjski M i c h a i ł C z e c h o w , a z P o ­

a t o w c e l u o d g r o d z e n i a siebie o d m o ż l i w y c h w p ł y w ó w z e w n ę t ­

l a k ó w — Franciszek S i e d l e c k i . W p ł y w idei a n t r o p o z o f i c z n y c h na

rznych i ochronienia

przed p l o t k a m i , m o g ą c y m i d o

twórczość

stopnia

działalność

każdego z nich

był wyraźny

i przez

nich

samych

p o t w i e r d z o n y . Nie z n a m y , niestety, o d p o w i e d z i L i m a n o w s k i e g o

paraliżować

wyjaśnić,

że

„zalecenie"

lub

[ . . . ] " . Trzeba w

nawet

pewnego

tym

miejscu

„prośba"

kierownictwa

na p r o p o z y c j ę O s t e r w y . O ile w i a d o m o , p r o j e k t t e n nie d o s z e d ł d o

Reduty były w codziennym życiu tego zespołu

równoznaczne

s k u t k u . Z j a k i c h p o w o d ó w — nie w i e m y .

z rozkazem.

Pozostaje f a k t e m , że j e d e n z p o d s t a w o w y c h w ą t k ó w t r a d y c j i

S p r a w o z d a w c a „ K u r i e r a W i l e ń s k i e g o " tak r e l a c j o n o w a ł o d c z y t

R e d u t y , z n a c z o n y n a z w i s k a m i A n t o i n e Fabre d ' O l i v e t a , Y v o n Le

Osterwy i L i m a n o w s k i e g o o zadaniach Reduty w d n i u 1 listopada

Loupa

(znanego

bardziej

pod

pseudonimem

Paula

E d o u a r d a S c h u r e g o , R u d o l f a Steinera i i n n y c h

Sedira),

przedstawicieli

w i e d z y e z o t e r y c z n e j , b y ł m a s k o w a n y przez o b u jej t w ó r c ó w na
t y l e s k u t e c z n i e , że d o p i e r o
śmierci

Osterwy

i

po

blisko

Limanowskiego

czterdziestu

zaczynamy

r u s z t o w a ń t e g o g m a c h u . U w i d a c z n i a się w

tym

latach

po

domyślać

się

niewątpliwa

z g o d n o ś ć z całą w i e l k ą t r a d y c j ą w i e d z y e z o t e r y c z n e j , której j e d n o
z p i e r w s z y c h przykazań s t a n o w i a r y s t o k r y t y z m i strzeżenie j e j
w

ten

sposób

przed

różnego

rodzaju

nadużyciami.

Ale

też

L i m a n o w s k i i O s t e r w a z d a w a l i s o b i e aż n a d t o d o b r z e s p r a w ę , że
przyznanie się d o tej w ł a ś n i e t r a d y c j i m o ż e b y ć

niebezpieczne

i w k o ń c u z w r ó c o n e przeciwko Reducie i nim s a m y m .

3 0

Toteż

n i g d y nie m ó w i ł o się o t y m p u b l i c z n i e . O w s z e m , m i ę d z y w i e r ­
szami. K t o miał uszy k u s ł u c h a n i u , a o c z y k u w i d z e n i u — m ó g ł sn,
w k o ń c u czegoś domyślać. L i m a n o w s k i jak i Osterwa

uparcie

m i l c z e l i : a n i nie zaprzeczali, a n i nie p o t w i e r d z a l i . I w i e d z i e l i , c o
robią. I n n e źródła t r a d y c j i m o g ł y b y ć u j a w n i o n e i o b j a ś n i o n e , ale
te, m i a ł y p o z o s t a ć i p o z o s t a ł y u k r y t e .
U początku zainteresowań i fascynacji ezoteryzmem był Lima­
n o w s k i . O t o p i e r w s z y z brzegu p r z y k ł a d . O d 2 8 sierpnia

(10

w r z e ś n i a ) d o 19 p a ź d z i e r n i k a (1 l i s t o p a d a ) 1 9 1 6 r o k u o p u b ­
l i k o w a ł o n na ł a m a c h m o s k i e w s k i e g o d z i e n n i k a „ G a z e t a P o l s k a "
c y k l a r t y k u ł ó w z a t y t u ł o w a n y c h Moskwa
duszy.

przez

pryzmat

polskiej

W j e d n y m z n i c h m o ż e m y przeczytać:

„Niech cię prawdy, które my ludzie X X wieku dziś czerpiemy z ezoterycz­
n y c h o b j a w i e ń , będących przecież tylko fundamentem i macierzą w s z y s t ­
kich powstałych religii na świecie, nie przestraszają i nie rażą. W y p o w i a d a ­
my tylko innymi słowami i innymi porównaniami tę samą żywą i nieśmier­
telną treść, którą z a w s z e człowiek odczuwał, kiedy całym sobą pogrążał się
w tajemnicy narodzenia Światła.
Należymy dziś do epoki, która inaczej patrzy na świat, niż ta twoja, gdyż
wiemy dziś, że ziemia jest bryłą nikłą w e wszechświecie i że słońce jest
tylko jedną z mijających g w i a z d , fazą żółtą gwiazdy, po której następuje
faza c z e r w o n a . Właśnie może dlatego, że świat cały przedstawia się nam
jako b u d o w l a rozpoczynająca o d stadium mgławicy, a rozwijająca się pod
skrzydłami nieskończenie długich e o n ó w , zaczynamy rozumieć, c z y m jest
Chrystus, A d a m Kadmon, świetlany pierwszy punkt na niebie każdej
przebudzonej duszy, kolumna pełnego i scałkowanego światła c u d e m
zjawiona, z której - poprzez odbicia 1 tysiąckrotne załamania w morzu
nieprzeliczonych zjawisk materii - objawią się hierarchie Cherubinów,
Serafinów, Archaniołów, które Dante wiązał w nieśmiertelne chorały
s w o i c h tercyn Commedia
Divina." '
3

Dalej — w t y m s a m y m c y k l u a r t y k u ł ó w — L i m a n o w s k i zapisał
w i e l c e znamienne zdanie:
„W

ciszy

nocnej

mówiliśmy

sobie

rzeczy jeszcze

bardziej

t a j e m n e , k t ó r y c h j e d n a k nie trzeba na ś w i a t ł o w y w l e k a ć , k t ó r e są
jak z i a r n o s c h o w a n e i mają zazielenić się s z m a r a g d e m w s ł o ń c u
pierwszej w i o s n y . "

3 2

T r u d n o było L i m a n o w s k i e m u powiedzieć to jaśniej. W e t y m o ­
logicznym

znaczeniu

oznacza: w e w n ę t r z n y ,

grecki

termin

esóterikós

sekretny, t a j e m n y ,

(ezoteryczny)

dostępny

tylko

w t a j e m n i c z o n y c h . J e g o p r z e c i w i e ń s t w e m jest egsóterikós

dla
(eg-

z o t e r y c z n y ) : z e w n ę t r z n y , d o s t ę p n y , p r z e z n a c z o n y dla o g ó ł u .
N i e w ą t p l i w i e , w ą t k i ezoteryczne występują z a r ó w n o w przedr e d u t o w y c h t e k s t a c h M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o jak i w j e g o
w y p o w i e d z i a c h p o 2 9 l i s t o p a d a 1 9 1 9 r o k u , kiedy t o n a s t ą p i ł o
publiczne otwarcie działalności Reduty przedstawieniem
śnieg

bielszym

się stanę

Ponad

S t e f a n a Ż e r o m s k i e g o . Z d a j e się

nie

p o d l e g a ć r ó w n i e ż w ą t p l i w o ś c i e z o t e r y c z n y charakter samej Re­
d u t y , k t ó r a , s t a n o w i ą c s w o i s t ą szkołę i n i c j a c y j n ą , miała
cech

„tajnego

bractwa",

i w

której

— wedle

wiele

sformułowań

w e w n ę t r z n e g o d o k u m e n t u z d n i a 2 8 marca 1 9 1 9 r o k u , zatem

1 9 2 5 r o k u , w l o k a l u K l u b u I n t e l i g e n c j i Pracującej przy u l . Św.
Anny 2 w Wilnie:
„Byliśmy w niedzielę na prelekcjach pp. L i m a n o w s k i e g o i Osterwy,
którzy mówili n a m o takim d z i w n y m zrzeszeniu ludzi, o tym d z i w n y m
zespole n a i w n y c h śmiałków, którzy właśnie w okresie największej nędzy,
największej apatii i marazmu p o w o j e n n e g o , zapragnęli b u d o w a ć to n o w e
życie, przyszli h o d o w a ć róże w szalejącą w o k ó ł szarugę jesienną, przyszli
z hasłami szukania n o w y c h dróg nie ku ł a t w e m u w z b o g a c a n i u się i tanim
zyskom, nie ku bardziej w y r a f i n o w a n e m u użyciu, a ku lepszemu, piękniej­
szemu życiu.
A nie są to apostołowie jacyś i święci pańscy, ani moralizatorzy na obraz
armii zbawienia, ale zwykli artyści, d o t y c h c z a s o w i komedianci życia.
I przyszli ci właśnie komedianci, żyjący zazwyczaj z poklasku i dla poklasku
t'umu, szukać w swej pracy istotnej prawdy życia, w prawdzie zaś i istocie
.tycia doszukiwać się o d w i e c z n y c h prawd piękna i harmonii, by je
z ukrytych głębin w y d o b y ć i rzeszom ludzkim podać.
I jak dawniej asceci i święci łączyli się w zgromadzenia, by w s w o i c h
wysiłkach ku osiągnięciu zbawienia nie być samotnymi, by się wzajem
wesprzeć, pogłębić, prześwietlić wyżej osiągniętym stopniem u d u c h o w i e ­
nia w y b r a n y c h , tak i ci luzem chodzący dotąd artyści związali się w «zakon
Reduty», by w s p ó l n y m życiem przygotować i pogłębić tę harmonię
zespołową przy w y d o b y w a n i u z siebie s w e j treści d u c h o w e j w tworzeniu
piękna. B o malarz, muzyk może tworzyć samotnie, aktor tworzy w zespole.
Zespół ten więc ma stać się jednością — całością architektoniczną
— tumem — świątynią.
I przyszli tworzyć nie dla tłumu i tak zwanej publiczności, nie na pokaz
i nie dla oklasków. Przyszli szukać środków w y p o w i e d z e n i a się najszczer­
szego w akcie twórczym prawdy i piękna. Przyszli, jak za d a w n y c h
starożytnych czasów, grać święte misterium s w o i c h dusz i mieć tych
misteriów ś w i a d k ó w i współuczestników.
J a k misterium religijne jest aktem w s p ó l n y m kapłana i modlącego się
tłumu, d u c h o w o z nim współuczestniczącego w ofierze, tak o w o misterium
teatralne ma być przeżyciem w s p ó l n y m t w ó r c ó w i ś w i a d k ó w stającej się na
ich o c z a c h prawdy artystycznej.
I choć odgradzają się od t ł u m u — gawiedzi, chcą być jak najbliżej
d u c h o w o do t ł u m ó w - ś w i a d k ó w . Odgradzając się od tak zwanej publicz­
ności, kasują przedział i barierę oddzielającą d o t y c h c z a s scenę od w i d o ­
w n i . Tworzą ogromną wspólną scenę, gdzie grający i widz —świadek są
uczestnikami takimi samymi wspólnego misterium sztuki.
Odgradzając się od kuglarstwa i reklamy, idą jednocześnie do społeczeń­
stwa, niosą d o ń s w e doświadczenia i zdobyte prawdy: szukają z nim
kontaktu, przenikają do wszystkich warstw, obejmują wszystkie kręgi,
dając s w e umiłowanie prawdy i piękna, i lepszego życia. Traktują s w ą misję
jak posłannictwo i apostolstwo, za ewangelistów swej dobrej nowiny
mając: Mickiewicza ( M a t e u s z a ) , symbolem którego człowieczeństwo,
Krasińskiego ( M a r k a ) , symbolem którego lew. Słowackiego ( J a n a ) ,
o locie orla, i Norwida (Łukasza), który, jak pracowity w ó ł , wytrwale,
niedoceniony i nie uznany, torował n o w e drogi życiu
Marzą o n o w y m polskim teatrze, który zrzuciwszy z siebie k o n w e n c ­
jonalne szaty francuskie, stałby się wyrazem polskiej pracy d u c h o w e j ,
wyrazem polskiego d u c h a . Marzą o n o w y m typie aktora polskiego jako
0 typie n o w e g o człowieka.
Marzą o posłannictwie polskiego d u c h a na tych rozstajnych drogach
polsko-litewsko-białoruskich, na których ze splotu najlepszych pierwiast­
ków tkwiących w psychice wszystkich zamieszkujących tu ras etnicznych,
wykwitly postacie o tak przedziwnej d u c h o w e j sile jak Mickiewicz [...].
A z całej Polski za siedzibę s w ą obrali Wilno. Przemówiły do dusz ich
kamienie, przemówiła przedziwna architektura, mająca ten swoisty roz­
m a c h wyrywającego się w szale i ekstazie ku niebu baroku wileńskiego,
przemówiła przecudna przyroda, łącząca w swoisty tu sposób martwe
kamienie z czarem zieleni wzgórz i rzeki, przemówiły kontrastem s w y m
pogańskie tradycje i zmagania ideowe czasów późniejszych, tradycje
Uniwersytetu Wileńskiego i puścizna filaretów i filomatów.
Tu zapragnęli tworzyć n o w ą Sztukę, splatając ją z urocznym życiem,
wcielając sztukę w prawdę i życie prześwietlając prawdą płynącą z piękna.
Tu założyli Instytut Reduty jako laboratorium n a u k o w e w poszukiwaniu
n o w y c h form i nowej treści, dla którego s c e n a będzie doświadczalnią
1 s p r a w d z i a n e m w y p r a c o w a n y c h wartości, a jednocześnie środkiem o d ­
działywania.
Przyszli szczerzy, prości, z ogniem w d u s z a c h .
Przyszli z wiarą w kamienie, przyrodę i l u d z i . "
33

W y r a ź n i e w i d a ć z tej relacji, że e z o t e r y z m , k t ó r y

wyznawali

o s i e m miesięcy przed o f i c i a l n ą i n a u g u r a c j ą d z i a ł a l n o ś c i — zale­

i starali się p r a k t y k o w a ć w z e s p o l e R e d u t y o b a j jej t w ó r c y , m i a ł

c o n o k a ż d e m u s p o ś r ó d jej c z ł o n k ó w „ z a c h o w a n i e ścisłej t a j e m -

charakter

76

w

swojej

istocie

chrześcijański.

Było

to

przy

tym

I

c h r z e ś c i j a ń s t w o w znaczeniu n a j d o s ł o w n i e j i najszerzej e k u m e n i ­

sprzeczności [...], które dziś grożą rozsadzeniem ż y c i a . "

c z n y m . W t a k i m r ó w n i e ż d u c h u były w Reducie a n a l i z o w a n e

zwala t o stwierdzić, że czuł się o n — i był w

39

Po­

rzeczywistości

i i n t e r p r e t o w a n e teksty dramatyczne i p o e t y c k i e , zwłaszcza teksty

— przede w s z y s t k i m dzieckiem europejskiej tradycji k u l t u r o w e j .

w i e l k i c h polskich r o m a n t y k ó w . A l e p r o t o t y p takiej analizy o d n a j ­

Nie w y k l u c z a ł o t o j e d n a k j e g o o t w a r c i a na inne, pozaeuropejskie

d u j e m y w d w ó c h artykułach

Limanowskiego,

tradycje. Fascynowała g o zwłaszcza J a p o n i a , „ k t ó r a jest najbar­

z roku 1 9 1 4 : „Krakus"

na arenie cyrkowej

Norwida

w s z y s t k i m — „Balladyna"
ciadło

świata.

Próba

Słowackiego

jako

pochodzących

mistyczne

Stąd też nie

inscenizacji.

i — przede
zwier­

przypadkiem

dziej a r t y s t y c z n y m krajem na ś w i e c i e . "

40

Miejsce Limanowskiego

jest j e d n a k s t a n o w c z o w Polsce i w Europie, a nie — jak chcieli
„sceptycy

k a w i a r n i a n i " — na j a k i m ś m i t y c z n y m

w czasie p o b y t u w M o s k w i e L i m a n o w s k i p r z y w o ł y w a ł „ C h r y s ­

W p r z y t o c z o n y m już szkicu Istota

tusa, A d a m a K a d m o n a " j a k o „ ś w i e t l a n y pierwszy p u n k t na niebie

znaczny wyraz t a k i e g o w ł a ś n i e s t a n o w i s k a :

każdej przebudzonej d u s z y " . N o w o c z e s n e komentarze ż y d o w s ­
kie d o t a j e m n i c kabały ukazują A d a m a K a d m o n a , „ c z y l i p i e r w ­
szego k o s m i c z n e g o A d a m a niebieskiego, przed rajem, j a k o figurę
o w y m i a r z e k o s m i c z n y m , z b u d o w a n ą z dziesięciu s e f i r o t ó w " .

34

W starej mistyce hebrajskiej był o n i d e n t y f i k o w a n y n a w e t z sa­
m y m B o g i e m . R u d o l f Steiner p r z y p o m n i t o znaczenie w s w o i m
berlińskim w y k ł a d z i e z 1 9 1 1 r o k u : „jeśli z w r ó c i m y się d o t e g o , c o
w d a w n y c h czasach n a z y w a n o « A d a m K a d m o n » , a c o p o t e m
przeistoczyło się w pojęcie « C h r y s t u s » " .

35

W ten o t o s p o s ó b

L i m a n o w s k i o d w o ł a ł się w p r o s t d o „ a r c h e t y p u c z ł o w i e k a k o s ­
micznego,

kosmicznego

Adama,

zbudowanego

z

członków

«świata» lub, w e d l e głębszych s y s t e m ó w m i s t y c z n y c h , b u d u j ą ­
c y c h ś w i a t ze s w o i c h w ł a s n y c h o r g a n ó w " , a zatem — d o
3 6

alchemicznej i g n o s t y c k i e j w i e d z y o c z ł o w i e k u

kosmicznym,

o jego upadku i zmartwychwstaniu.
W Reducie L i m a n o w s k i e m u i O s t e r w i e c h o d z i ł o o swoistą
syntezę sztuki, nauki i religii, a r ó w n o c z e ś n i e — o realizowanie
w c o d z i e n n e j praktyce zespołu i każdego z j e g o c z ł o n k ó w zasad
braterstwa i tolerancji, bez czego nie może być w o g ó l e m o w y
o w z a j e m n y m z r o z u m i e n i u się, ż y c z l i w o ś c i i p r a w d z i w y m sza­
c u n k u . Tą drogą
„wielkiego
-

zamierzano

rozbłysku

przygotować

— Odrodzenia

się a k t y w n i e

Duchowego

przez W i e d z ę , N a t c h n i e n i e i C z y n " ; p r z y w o ł y w a n o przy tej

okazji S ł o w a c k i e g o — „ r o z ś w i e t l e n i e świata b ł y s k a w i c a m i w i e ­
d z y " . N i e t r u d n o z a u w a ż y ć , ze w t y c h s f o r m u ł o w a n i a c h p o j a w i a
3 7

1

T r u d n o nie z a u w a ż y ć , że zawarta jest tutaj aktualna d i a g n o z a
i p o s t a w i o n e są pytania, na które i dzisiaj szukają o d p o w i e d z i
najbardziej ś w i a t l i przedstawiciele r ó ż n y c h dziedzin nauki i s z t u ­
ki.

się n i e o m a l katalog p o d s t a w o w y c h w a r t o ś c i e t y c z n y c h p o s t u l o ­

*

w a n y c h i k u l t y w o w a n y c h w Reducie.
J e d n a k w p r z e c i w i e ń s t w i e d o Juliusza Osterwy, L i m a n o w s k i
n i g d y nie należał d o ż a d n e g o t a j n e g o b r a c t w a czy stowarzysze­
nia, a przynajmniej nic o t y m nie w i a d o m o . Dzięki b a d a n i o m
Leona Chajna i L u d w i k a Hassa w i e m y dzisiaj, że O s t e r w a był
c z ł o n k i e m o t w a r t e j 2 4 k w i e t n i a 1 9 2 0 roku w o l n o m u l a r s k i e j Loży
— M a t k i „ K o p e r n i k " . „ N i e u d a ł o się ustalić, c o b y ł o przyczyną
«pokrycia» (przez n i e g o ) warsztatu [...]. W e d ł u g r o z p o w s z e c h ­
n i o n y c h , ale nie s p r a w d z o n y c h

pogłosek, m i a ł o t o

nastąpić

w s k u t e k zawarcia małżeństwa ( p o n o w n e g o ) z M a t y l d ą , siostrą
kardynała S a p i e h y . "

38

Ale nawet

i po „ p o k r y c i u

warsztatu"

mieszkanie O s t e r w y b y ł o miejscem s p o t k a ń członka Lozy — M a ­
tki Henryka Kołodziejskiego, który w p o l s k i m w o l n o m u l a r s t w i e
o d g r y w a ł znaczną rolę, z kardynałem ks. A d a m e m

Sapiehą.

Zostało t o u j a w n i o n e d o p i e r o w roku 1 9 7 2 na p o d s t a w i e relacji
„ T o m a s z a Rysia", b y ł e g o członka loży „ K o p e r n i k " . Fakt ten może
rzucić jeszcze w i e l e ś w i a t ł a na Redutę, panujące w niej s t o s u n k i ,
jej i d e o l o g i ę , a zwłaszcza na stosunek d o t e g o , c o z n a j d o w a ł o się
„ n a z e w n ą t r z " . S k ą d i n ą d w i a d o m o , że na r ó ż n y c h zakrętach
Reduty p r z y c h o d z i l i O s t e r w i e z p o m o c ą , przyznając różne s u b ­
w e n c j e w najmniej o c z e k i w a n y c h m o m e n t a c h , w ł a ś n i e c z ł o n ­
k o w i e lóż w o l n o m u l a r s k i c h . Czy był t o t y l k o przypadek? W ą t p ­
l i w e , skoro w ł a ś n i e d o n i c h Osterwa u d a w a ł się w

pierwszej

k o l e j n o ś c i , żądając realnej p o m o c y — i przeważnie ją o t r z y m y w a ł ,
c o u p o s t r o n n y c h o b s e r w a t o r ó w w y w o ł y w a ł o zazwyczaj z d u ­
mienie. Ci ostatni p r z y p i s y w a l i t o przede w s z y s t k i m j e g o w d z i ę ­
k o w i o s o b i s t e m u oraz j a k i e m u ś n i e z w y k ł e m u t a l e n t o w i

dyp­

lomatycznemu.
M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i w i ą z a ł d o końca nadzieję z kulturą
europejską i o d r o d z o n y m w e w n ę t r z n i e c h r z e ś c i j a ń s t w e m . Pole­
mizując

z

poglądami

Oswalda

w głośnej książce Der Untergang

Spenglera,

sformułowanymi

des Abendlandes

( 1 9 1 9 ) , nie

podzielał przeświadczenia o d e f i n i t y w n y m u p a d k u Europy i jej
kultury, dostrzegając zarazem jej „ r o z b i e ż n o ś c i , [...]

kolosalne

Wschodzie.

znajdujemy jedno­

„Spengler w N i e m c z e c h , przepowiadając ostateczny zmierzch, który
idzie na nas, zwątpił o przyszłości europejskiej kultury. M o g ą przyjść inne
rasy, kolorowe i twórcze, ta nasza się skończyła i jesteśmy już wśród
walących się gruzów. Pesymizmy te, związane z w o j n ą i p o w o j e n n ą
psychiką, możemy odrzucić lub przyjmować zależnie od wiary, która nas
niesie, lub niewiary, która nas kładzie. Tak czy o w a k , problem jest
postawiony o d w a ż n i e i m ó w i , że jesteśmy w mroku, w e p o c e ściemnienia,
oddaleni od rozkwitu i pełnej kultury. [...]
Żyjemy dziś starym kapitałem. Ściągamy ze wszystkich kultur, jakie
kiedykolwiek były, nie tylko materie bardziej dotykalne do tej nowej
kultury, która przygotowuje się wśród sprzeczności, walk i kryzysów
w e w n ę t r z n y c h . Czytamy bowiem Cezara, Tacyta albo Curtiusa Rufusa od
czasów renesansu ze z d w o j o n ą energią. Poza tym bierzemy malarstwo
z J a p o n i i , rzeźbę i b u d o w n i c t w o z Iranu, taniec z Afryki, który nas rozkłada.
W każdym razie tkwimy po uszy w rzeczach, które nie nasza epoka
stworzyła i nawet nie najbliższa ziemia. [...]
Przed nami jest kultura jakaś w y m a r z o n a i więcej w tęsknotach
a n t y c y p o w a n a , niż już stawiana i realizowana. Rodzi się ona ze w s z y s t ­
kiego i kształtuje potencjalnie w głębinach naszych nieświadomych. [...]
Rozumiemy nawet, że przyjścia jej nie można przyspieszyć. [...]
J e d n a k zwożenie i zbieranie g r u z ó w z kultur, które były, nie pozwoli nam
nowej kultury urodzić. [...] N o w a kultura, która idzie w b r e w krakaniu
Spenglera, może się narodzić tylko z ognia twórczego. Przepalić się musi
niejedno, c o uważamy zupełnie słusznie za fatalne. Kultura jest wyrazem
krzyku w e w n ę t r z n e g o duszy, która się c h c e odnaleźć, aby kwitnąć."*

do

Ludzkości

kultury

*

*

O c e n y roli i znaczenia M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o w kulturze
polskiej cechują się skłonnością d o ujęć k r a ń c o w y c h . J e d n i
dostrzegali w n i m przede w s z y s t k i m „ e k s c e n t r y k a " , „ w s p a n i a ł y
t y p o r y g i n a ł a " , j e d n y m s ł o w e m — d z i w a k a . Inni natomiast
42

— zwłaszcza c i , którzy znali g o bliżej i przez czas

dłuższy

— stwierdzili „ z n a m i o n a g e n i a l n o ś c i j e g o d u c h a [...] przejawiają­
cej się j e d n a k o w o na w s z y s t k i c h p o l a c h j e g o w s z e c h s t r o n n e j
działalności."
43

Pouczjące będzie przytoczenie przynajmniej n i e k t ó r y c h s p o ś ­
ród t y c h o p i n i i , z a r ó w n o z j e d n e j jak i z drugiej strony. Z a c z n i j m y
o d t y c h , którzy najbardziej z d e c y d o w a n i e n e g o w a l i w a r t o ś ć j e g o
działalności. Należeli d o n i c h przede w s z y s t k i m d w a j s k a m a n d ryci, J a n

Lechoń

i Antoni

S ł o n i m s k i , oraz profesor

historii

literatury J u l i a n Krzyżanowski.
J a k o pierwszy w y s t ą p i ł A n t o n i S ł o n i m s k i . 1 0 stycznia 1 9 2 1
ukazał się „ p a m f l e t d w u t y g o d n i o w y nr 1 " a u t o r s t w a g r u p y
„Skamander" zatytułowany „Dziura", wydany w małym na­
kładzie (część n a k ł a d u miała t y t u ł „ D u p a " ) , w y d r u k o w a n y za
granicą, p r a w d o p o d o b n i e w N i e m c z e c h . W rubryce Lista loka­
torów „Dziury"znalazł
się rejestr jedenastu a k t u a l n y c h a n t a g o n i ­
s t ó w g r u p y , a w ś r ó d nich M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i . J e d n a k
g ł ó w n y m o b i e k t e m ataku „ D z i u r y " stała się Reduta, której
S ł o n i m s k i p o ś w i ę c i ł pamflet pt. Wysadzona
Reduta.
Oto frag­
ment traktujący o L i m a n o w s k i m :
44

((Eksperymenty)) polegające na tym, że huzar śmierci, pani Hohenzollern,
gra rolę Nelly w Papierowym
kochanku, albo że pan Maliszewski grać
będzie Pannę Maliszewską, a p. D a k o w s k i Króla Lira, służą c h y b a do tego,
aby pan Mieczysław N ę d z a - L i m a n o w s k i podglądał przez s w o j e z a w s z e
niezapięte spodnie, kto przeżywa ((naprawdę;, a kto tylko «udaje». Ten
niechlujnie ubrany mężczyzna, odgrywający rolę przełożonej w szkółce p.
Osterwy, jest z w y c z a j n i e chory i należałoby go kilka razy uderzyć w g ł o w ę
jego własnym e x - g e o l o g i c z n y m młotkiem, ażeby raz wreszcie doszedł do
siebie i oprzytomniał albo zmarł bezzwłocznie".

77

N i k t z R e d u t y nie z a r e a g o w a ł p u b l i c z n i e na zamieszczony
w j e d n o d n i ó w c e p a s z k w i l , k t ó r y m e k s c y t o w a ł a się cała ó w c z e s ­
na „ w a r s z a w k a " .
W pół w i e k u później S ł o n i m s k i nie napadał już na Redutę
i O s t e r w ę , lecz j e g o uczulenie na L i m a n o w s k i e g o
t r w a ł e , skoro potrafił w

pozostało

n i m dostrzec j e d y n i e „ l i c h e g o

mis-

t y f i k a t o r a " i „ d e m o n a , c h o ć mniejszego k a l i b r u " , aniżeli
przykład A n d r z e j T o w i a ń s k i . W t y m n o w y m

— z 1971

na

roku

— u j ę c i u : „ t a k ś w i e t n y aktor i reżyser jak O s t e r w a " s t a w a ł się

4 8

Przeczytawszy t o , Osterwa p o d o b n o rozpłakał się. A l e ani o n ,
ani L i m a n o w s k i i t y m razem nie zniżą się d o p o l e m i k i czy
o d p o w i e d z i . N a t o m i a s t w o p u b l i k o w a n y m w roku 1 9 3 3 , na
ł a m a c h „ W i a d o m o ś c i R e d u t o w y c h " , w s p o m n i e n i u Jak
powstała
Reduta przed 13 laty L i m a n o w s k i o d d a a u t o r o w i oskarżycielskiego a r t y k u ł u pełną s p r a w i e d l i w o ś ć , o m a w i a j ą c lojalnie j e g o
udział w pracach nad Dziadami
wiosną 1 9 1 9 roku. Jakby

byłego

0 n i c z y m , c o później nastąpiło, nie chciał pamiętać. A przecież
musiał o t y m pamiętać!

W p o d o b n y m t o n i e w y r a z i ł się L e c h o ń w s w o i m p i s a n y m na

Na szczęście, w b r e w p o p u l a r n e m u p o w i e d z e n i u , nie zawsze
p r a w d a znajduje się po ś r o d k u .

t y l k o ofiarą
geologa."

„poddając

się b a ł a m u t n y m

wskazaniom

4 5

emigracji Dzienniku:

2 6 maja 1 9 5 0 — „ p r a w d z i w y zresztą wariat

M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i " . Na temat zaś Reduty, przy okazji u w a g
z w i ą z a n y c h z lekturą k o r e s p o n d e n c j i M i c k i e w i c z a , czytamy p o d
datą 2 3 stycznia 1 9 5 5 :
„Listy M i c k i e w i c z a z czasów Towiańskiego czytam po nie w i e m który raz
ze ściśniętym sercem — chwilami ze wstrętem. J e s t w nich komizm
m i m o w o l n y , który nas śmieszył w misteriach J u l k a Osterwy z jego
redutowcami. [...] N i e w ą t p l i w i e ten okres był c z a s e m zaćmienia jego
umysłu, zaćmienia, co do którego należałoby pytać o zdanie nie tylko
psychiatrów ale i t e o l o g ó w . "
46

W e d ł u g o p i n i i J u l i a n a K r z y ż a n o w s k i e g o natomiast L i m a n o w ­
ski był:
„niekoniecznie szczęśliwym przedstawicielem naszej nauki poza grani­
cami Polski", c z e g o koronnym d o w o d e m miało być to, że gdy wczesną
wiosną roku 1 9 3 4 jako profesor Uniwersytetu Wileńskiego znalazł się
w Rydze, po której oprowadzał go historyk literatury: „interesował się nie
osiągnięciami nauki łotewskiej, lecz nocnymi córami Koryntu na bruku
ryskim". Nie bez znaczenia jest w tym wszystkim fakt, że Krzyżanowski
opublikował te „rewelacje" blisko trzydzieści lat po śmierci L i m a n o w s ­
kiego, powołując się na rozmowę przeprowadzoną ze s w o i m kolegą
Łotyszem.
47

Bardziej jeszcze bolesny niż p a s z k w i l S ł o n i m s k i e g o był napast­
l i w y artykuł b y ł e g o r e d u t o w c a , J a r o s ł a w a M i c i ń s k i e g o , który 1 4
czerwca 1 9 2 5 roku zamieścił na pierwszej stronie

poczytny

t y g o d n i k s k a m a n d r y t ó w „ W i a d o m o ś c i L i t e r a c k i e " . A r t y k u ł zaty­
t u ł o w a n y Z tajemnic
i ostrzeżeń,

Reduty,

z p o d t y t u ł e m Garść

wspomnień

s p r o w o k o w a n y czy też nie, był w k o ń c u atakiem o d

w e w n ą t r z , g d y ż j e g o autor, syn Tadeusza M i c i ń s k i e g o , uczest­
niczył w s t u d y j n y c h zajęciach p r o w a d z o n y c h przez L i m a n o w s ­
kiego jeszcze w M o s k w i e , p o t e m w K o n s e r w a t o r i u m na O k ó l n i k u
i w kilku mieszkaniach a k t o r ó w w a r s z a w s k i c h , następnie brał
udział w

n a r o d z i n a c h i pracach Reduty, jeszcze w

czwartą

rocznicę jej p o w s t a n i a - 2 9 listopada 1 9 2 3 r o k u , p o 2 1 2 - t y m
spektaklu

Ponad

Osterwie

i Limanowskim

śnieg

— właśnie
wobec

on

przemawiał

zespołu

i grona

zaraz

po

przyjaciół

Reduty, p o c z y m — o d jesieni 1 9 2 4 r o k u — w y s t ę p o w a ł j a k o
aktor w Teatrze im. W o j c i e c h a B o g u s ł a w s k i e g o , o b j ę t y m w ł a ś n i e
przez Leona Schillera.
„Osterwa został tu przedstawiony jako „czarujący wesołek [...] s u g e s tionujący zespól lśniącym patosem obleśnej w y m o w y , tępiący najzdolniej­
s z y c h . Reduta z początku była jeszcze coś warta jako plagiat Stanisławs­
kiego, potem stała się azylem flirtu, blagi, w y k ł a d ó w zatopionych w bagnisku ignorancji, a jedyną jej wartością była smakowita kuchnia. Przeżyłem
ten okropny koszmar redutowy, ten s a m , który podszepnął J ó z i o w i
Porembie śmierć samobójczą, innym zaś kazał gangrenować serca, truć się
w czarze d w u n a s t o g o d z i n n e g o bezrobotnego dnia roboczego (z wiarą
w jutrzejszy pajacowski uśmiech O s t e r w y ) , napawać się sztucznym
patosem i p u r c h a w k o w y m frazesem L i m a n o w s k i e g o . [...] Osterwa w o l n o
i c e l o w o urabiał ludzi na p o w o l n e sobie narzędzia, w których nie można
było dopatrzeć się ani krzty własnej woli, ani odrobiny krytycyzmu. Po
u c i e c z c e najzdolniejszych została w Reducie grupa [...] donosicieli Oster­
w y , niedouków i s n o b ó w [którzy] „przejadają grosz publiczny [...]
drapując się płaszczem natchnienia i apostolstwa artystycznego [...].
Drgnienia twórczości natchnionej miało w y w o ł y w a ć wpatrywanie się
milczące w portret Norwida, lub też godzinne milczenia w Spale. [...]
W pracy ściśle teatralnej gnębiła Redutę beznadziejność prób analitycz­
n y c h , d o p r o w a d z a n y c h z a w s z e do niemożliwego absurdu. Niezapom­
niane będą studia nad Weselem Wyspiańskiego, gdy kłócono się zawzięcie
za inicjatywą i pod przewodnictwem L i m a n o w s k i e g o , jaka jest różnica
pomiędzy szopą a stodołą. Kłótnie podobne zdarzały się prawie codzień,
trwały d w i e do trzech godzin, zależnie od stanu gardła m ó w c ó w , i kończyły
się zwykle przerwą na śniadanie. [...] Reduta jako placówka twórcza
w zakresie teatru d a w n o już się skończyła. T o . c o dziś istnieje, jest fikcją
i mydleniem o c z u , jest rozsadnikiem zła i fałszu". Reduta w takim kształcie
nie ma prawa prowadzić Instytutu. „Czas najwyższy, aby sfery powołane,
zamiast użyczać pokrycia d o t y c h c z a s o w e j formie Reduty, w g l ą d e m w sto-

78

sunki i doradą rzeczową dopomogły instytucji — o ile jest ona w ogóle
potrzebna — do w y d o b y c i a się z o b e c n e g o marazmu i b e z w ł a d u . "

W roku 1 9 4 8 profesor U n i w e r s y t e t u M i k o ł a j a Kopernika w T o ­
r u n i u , z n a k o m i t y architekt Stefan Narębski, z a t y t u ł o w a ł s w o j e
w s p o m n i e n i e p o ś w i ę c o n e M i e c z y s ł a w o w i L i m a n o w s k i e m u : Oj­
ciec i syn weszli do polskiego
panteonu.*"
Profesorowie Edward
Passendorfer, Jerzy Remer, Stefan Srebrny i Konrad Górski, każdy
ze s w o i c h p o z y c j i , z g o d n i e podkreślali: „ B y ł t o geniusz poznania
i n t u i c y j n e g o , w s p a r t y o g r o m n ą , c h o ć nie u s y s t e m a t y z o w a n ą
p r a c ą . " Józef M a ś l i ń s k i , p r ó b u j ą c w y j a ś n i ć Kim byl
Mieczysław
Limanowski,
kończył swoje wynurzenia takimi słowami: „ B y ł
przyjacielem całego ś w i a t a , b e z i n t e r e s o w n y , ż y c z l i w y , z c a ł y m
e n t u z j a z m e m serca i w y o b r a ź n i stający d o w s p ó ł p r a c y wszędzie,
gdzie m ó g ł p o w s t a ć pożytek dla dobra kultury polskiej i o g ó l ­
n o l u d z k i e j " , a j e d e n z k r y t y k ó w napisał o n i m : „ S a m o t n y ,
twórczy, wielki D u c h . " '
50

5 1

2

Nie był postacią tak popularną, jak można b y ł o b y się s p o d z i e ­
w a ć . M ó w i o t y m ankieta z a t y t u ł o w a n a Najzaslużeńsi
wilnianie,
którą na początku 1 9 3 3 roku ogłosiła redakcja „ S ł o w a " . J a k o
u c z o n y L i m a n o w s k i uzyskał w niej 1 3 g ł o s ó w , c o d a ł o m u
miejsce 37 — 41 ( p i e r w s z y był M a r i a n Z d z i e c h o w s k i z 2 5 0 6
g ł o s a m i , d r u g i d o k t o r w s z e c h n a u k lekarskich S t a n i s ł a w W ł a d y czko — 1 1 9 4 g ł o s y , trzeci S t a n i s ł a w P i g o ń — 4 2 3 ) . J a k o p i s a r z
z j e d n y m g ł o s e m dzielił 6 0 — 8 0 pozycję ( S t a n i s ł a w M a c k i e w i c z
uzyskał 1 5 3 7 g ł o s ó w , d r u g i był Walery C h a r k i e w i c z - 8 2 0 ) .
Wreszcie w dziale a r t y s t a t e a t r u z 2 g ł o s a m i zajął miejsce
3 8 — 4 7 ( b e z k o n k u r e n c y j n y okazał się t u Osterwa, który otrzymał
2371 głosów.
P o d o b n e były w y n i k i ankiety w roku 1 9 3 4 .
P o m i m o że tak niskie pozycje L i m a n o w s k i e g o w y w o ł a ł y z d u m i e ­
nie s a m y c h i n i c j a t o r ó w a n k i e t y , była ona n i e w ą t p l i w i e j a k i m ś
s p r a w d z a n i e m p o p u l a r n o ś c i w ś r ó d szerszych k r ę g ó w ó w c z e s ­
n e g o s p o ł e c z e ń s t w a . A przecież w i e l u a u t o r ó w w s p o m n i e ń
5 3

54

1 p a m i ę t n i k ó w podaje n a m d o wierzenia, że L i m a n o w s k i był jedną
z n a j p o p u l a r n i e j s z y c h postaci m i ę d z y w o j e n n e g o W i l n a . Rezul­
taty ankiety każą o t y m p o w ą t p i e w a ć .
J e g o artykuły i o d c z y t y były po prostu za t r u d n e dla szerszej
p u b l i c z n o ś c i . Dla młodzieży zaś był już w latach trzydziestych
s t a r o ś w i e c k i j a k o przedstawiciel innej e p o k i , z którą g w a ł t o w n i e
w a l c z y l i . S a m L i m a n o w s k i d o s k o n a l e o t y m w i e d z i a ł , ale n i g d y
nie zrobił nic, aby się im p r z y p o d o b a ć ; nie k o k i e t o w a ł m ł o d y c h .
Przede w s z y s t k i m jednak nie m ó g ł być dla n i k o g o w z o r e m
sukcesu i p o w o d z e n i a . W p r z e c i w i e ń s t w i e d o O s t e r w y czy
Z d z i e c h o w s k i e g o , u z n a w a n y c h bezspornie za g w i a z d y pierwszej
w i e l k o ś c i . Za n i e p o r ó w n a n i e lepszego o d L i m a n o w s k i e g o
w oczach szerszej p u b l i c z n o ś c i u c h o d z i ł na przykład p u b l i c y s t a
„ S ł o w a " Walery C h a r k i e w i c z ( k t ó r e g o Tadeusz Byrski scharak­
teryzuje po latach: „ p r a w a ręka C a t a - M a c k i e w i c z a w e w s z y s t k i c h
n i e c n y c h przedsięwzięciach p r a s o w y c h " ) . Z t y m można b y ł o
się d o g a d a ć , a c h o ć b y i p o k ł ó c i ć , a z L i m a n o w s k i m już nie.
O d c z u w a n o g o j a k o „ o b c e g o " , należał d o i n n e g o czasu, i n n e też
były j e g o fascynacje niż ó w c z e s n e j młodzieży. P o t w i e r d z a się na
t y m przykładzie t o , c o j e d n a z w i l e ń s k i c h uczennic L i m a n o w s ­
k i e g o , L u d m i ł a Roszko, napisała na temat j e g o niezależności
i nieliczenia się z karierą: „ L i m a n o w s k i nie t y l k o nie g o n i ł za nią,
ale najzupełniej o nią nie dbał, jeśli nie p o w i e d z i e ć , że ją
ignorował."
Kariera, sukces, sława — nie miały dla niego
ż a d n e g o p r a w i e znaczenia. R ó w n i e ż d l a t e g o w ł a ś n i e L i m a n o w ­
ski w y z w a l a ł reakcje k r a ń c o w e : o d dezaprobaty, niechęci czy
j a w n e j lub ukrytej w r o g o ś c i aż po fascynację, o c z a r o w a n i e ,
u w i e l b i e n i e , k t ó r e m u ulegali j e g o w s p ó ł p r a c o w n i c y i u c z n i o w i e .
5 5

9 6

Przytoczone już o c e n y zawarte w tekstach Schillera i S ł o n i m s ­

N i e bez p o w o d u Eugeniusz Ś w i e r c z e w s k i w s k a z y w a ł na n i e -

k i e g o m i a ł y p r z e m o ż n y w p ł y w na o p i n i ę p u b l i c z n ą . Z a p o m n i a n o

t z s c h e a ń s k i e źródła t w ó r c z e j p o s t a w y i ś w i a t o p o g l ą d u M i e c z y s ­

n a w e t o z n a k o m i t y m , z pasją n a p i s a n y m w y s t ą p i e n i u

ława Limanowskiego:

Jaracza Czego

nauczyła

mnie

Reduta?,

Stefana

zamieszczonym w

1925

r o k u na ł a m a c h „ W i a d o m o ś c i L i t e r a c k i c h " . Z a p o m n i a n o r ó w n i e ż
o w i e l u i n n y c h a r t y k u ł a c h sprzed 1 9 3 9 r o k u , i o t y m , c o sam
S c h i l l e r pisał o L i m a n o w s k i m w d a l s z y c h p a r t i a c h szkicu
Boleslawski

przyjechał

do

Warszawy

oraz w

innych

Gdy

swoich

t e k s t a c h . B a r d z o k r y t y c z n i e o c e n i a j ą c R e d u t ę p o s w o i m z niej
o d e j ś c i u w r o k u 1 9 2 4 i o b j ę c i u Teatru i m . W o j c i e c h a B o g u s ł a w s ­
kiego (który w

p l a n a c h O s t e r w y miał być filią R e d u t y ) , przy­

z n a w a ł j e d n a k , że L i m a n o w s k i :
„[...] umiał w jakiś dziwny, może trochę śmieszny, jemu tylko znany
sposób w aktorach najobojętniejszych rozpalać ogień entuzjazmu, a naj­
słabszych technicznie do takiej czasem prawdy (do ich w e w n ę t r z n e j
prawdy) zmuszał, że grali siebie, c o z a w s z e było mniejszym niebezpieczeń­
s t w e m , niż gdyby za pomocą wyświechtanych «sztamp» ( s z a b l o n ó w )
udawali obce, niezrozumiałe dla siebie postacie; miał także dar — niekiedy
jakże niebezpieczny — wnikania w głąb tekstu dramatycznego, wdzierania
się w jego zakulisie, zataczania dokoła jego o b w o d u coraz szerszych
kręgów, c o niewątpliwie na c z a s pewien (przed próbami s c e n i c z n y m i ,
które następowały po analizach i dyskusjach «przy stole», oraz po szeregu
tzw. «prób kontaktowych))) oddalało aktora od g ł ó w n e g o ogniska drama­
tu, przenosiło w sfery innych u c z u c i o w y c h i myślowych zainteresowań,
lecz zarazem pobudzało cały jego aparat tworzenia do gorączkowego
poszukiwania prawdy, tej jednej jedynej, o jaką w dramacie chodziło, i d o
wyrażenia jej na scenie w jeden jedyny sposób, w kształcie nie mogącym
już ulec żadnej zmianie.
Nie można sobie było wyobrazić lepszego aliansu niż o b y d w a j twórcy
Reduty. Osterwa górował nad L i m a n o w s k i m fachowością, ustępował mu
zaś, gdy ten encyklopedię swej wiedzy, fantastycznie źle paginowaną, darł
na strzępy i rozsypując na stole dyskusyjnym wyobraźnie aktorów d o ­
prowadzał do temperatury wrzenia; c z a s e m , gdy tego za dużo było, trzeźwy
aktor ściągał na ziemię ekstatycznego dramaturga. Ten ostatni zaś w y r o b i ­
w s z y sobie «węch p r a w d y * w M o s k i e w s k i m Teatrze Artystycznym, gdzie
przez c z a s dłuższy metodę Stanisławskiego studiował, choć dla Osterwy
jako dla artysty żywił kult bałwochwalczy, niejednokrotnie z pazurami
skakał mu do o c z u , gdy zauważył coś s z a b l o n o w e g o w grze jego lub
w podejściu reżyserskim." '
5

J a r a c z tak ujął istotę s ł y n n y c h p r ó b a n a l i t y c z n y c h w R e d u c i e ,
nie dostrzegając w

n i c h zresztą t y c h n i e b e z p i e c z e ń s t w ,

które

sugerowała przytoczona w y p o w i e d ź Schillera:
„Otóż, czytelnicy. Reduta była tym skromnym miejscem, gdzie zaczęto
próbować p r a c o w a ć . A odbyło się to w niesłychanie prosty sposób.
Sztukę się najpierw po prostu w obecności w s z y s t k i c h c z y t a ł o . Potem
się o niej m ó w i ł o . J e d e n gorzej, drugi lepiej, ten i ó w zupełne głupstwa
nawet, a Osterwa i L i m a n o w s k i mieli cierpliwość wysłuchiwania tego, bo
wiedzieli dobrze, że jeżeli w s z y s c y nie będą, przynajmniej w przybliżeniu,
wiedzieli, o c o chodzi — nie może być m o w y o graniu sztuki. Z d a w a ł o b y
się, że to są rzeczy elementarne. A jednak ileż szyderstw powiedziano na
ten temat.
Potem następowała o w a wyśmiana w prasie i przez aktorów a n a l i z a .
Prowadził ją L i m a n o w s k i . Bóg mu c h y b a zapłaci za to, że z taką
bezinteresownością, zaparciem się siebie, bez sławy, bez pieniędzy,
tłumaczył na jabłkach, śliwkach, orzechach, c o się kryje w tym czy innym
zdaniu autora. Obdarzony jakąś dziecinną intuicją, czuły na każdy fałsz
teatralny, na stęchłą rutynę, rzucał się, dyskutował, pobudzał fantazję,
zapalał, dawał przykłady z geologii — tak, z geologii — nie śmiejcie się,
panowie, i wierzcie mi, więcej nam to d a w a ł o niż «fachowe» uwagi
różnych przysięgłych reżyserów.
Następnie uczyliśmy się dosłownie tekstu. Tak, aby móc m ó w i ć bez
upokarzającego aktora podpowiadania.
R e d u t a była p i e r w s z y m w P o l s c e teatrem,gdzie m ó w i o ­
no z p a m i ę c i t e k s t t a k . j a k b y ł n a p i s a n y p r z e z a u t o r a . "

„ R ó w n o l e g l e do s w y c h badań n a u k o w y c h L i m a n o w s k i żyje ustawicznie
w sztuce i sztuką, upatrując, śladami Nietzschego, w n a p a w a n i u się
estetycznym i w artystycznej twórczości, a więc w sztuce — w y b a w i e n i e
z udręczeń woli i tęsknoty, w z n o s z e n i e się człowieka ponad niego s a m e g o
i ponad jego cierpienia, namaszczenie go stygmatem szlachetności, dobra,
a nawet świętości. Ideałem ż y c i o w y m człowieka w o l n e g o i w y z w o l o n e g o
jest artysta".
i dalej:
„Stwierdzenie życia aż do głębin i n i e z a c h w i a n a w o l a istnienia — oto c o
widzi L i m a n o w s k i , w z o r e m Nietzschego, w sztuce dramatycznej greckiej
[...]. Zrozumienie orgiastycznego stanu, w jakim o d b y w a się twórczość
artystyczna, będąca w y z w o l e n i e m ż y w i o ł o w y c h mocy w człowieku,
przywiodło L i m a n o w s k i e g o ku misterium średniowiecznemu, ku S z e k s ­
pirowi, ku M i c k i e w i c z o w i , S ł o w a c k i e m u , Krasińskiemu, N o r w i d o w i , W y ­
spiańskiemu. Doszedł on do przeświadczenia, że dramat u w s z y s t k i c h
p r a w d z i w y c h t w ó r c ó w rodzi się z «obsession», z opętania. Stąd twórczość
artystyczna jest dlań równie odurzającym narkotykiem jak c h w i l e ekstazy,
w y w o ł a n e j przez ż y w i o ł o w e zjawiska przyrody [...]. Grecki mit, tragedia,
taniec, muzyka — to w y b u c h y duszy, to okrzyki tryumfu, to c h w i l e
twórczego napięcia, kiedy człowiek przez artystyczne tworzenie przeżywa
okruch rozkoszy W s z e c h s t w o r z y c i e l a . " Staje się on wtedy na moment
równy B o g o m .
61

Z w i ę z ł e ujęcie znaczenia

Limanowskiego w

p o l s k i m teatrze

zawiera przemówienie Wilama Horzycy, w y p o w i e d z i a n e 29 sty­
cznia 1 9 4 8 r o k u na t o r u ń s k i m c m e n t a r z u ś w . J e r z e g o :
„Stoimy u mogiły d z i w n e g o człowieka, człowieka, w którego sercu
łączyły się d w i e wielkie miłości, rzadko sąsiadujące ze sobą: miłość nauki,
która nie była mu przybranym dzieckiem, i gorąca, c z y n n a miłość teatru, nie
opuszczająca go po ostatek jego dni. T a druga miłość była nieraz tak
przemożna, że usuwała w cień nawet ukochania n a u k o w e tego więcej niż
wybitnego geologa. I ona to sprawiła, że nastały dni, kiedy śp. Mieczysław
L i m a n o w s k i niemal całkowicie poświęcił się s p r a w o m polskiej sceny,
znalazłszy w J u l i u s z u Osterwie najbliższego i najwierniejszego druha, by
z nim wspólnie założyć Redutę. Z ukochaną Redutą dzielił też niemal do
w o j n y wspólny los, stanowiąc jej niezachwiany filar, współdziałając w e
wszystkich jej pracach, tworząc jej idee. Był nieustraszonym jej Bayardem.
J a k d z i w n y m był człowiekiem, tak d z i w n ą też grał rolę w teatrze. Nie był
przecież ani aktorem, ani reżyserem, ani dekoratorem, ni nawet kierow­
nikiem teatru w ścisłym tego słowa znaczeniu. Był czymś mniej, ale i czymś
niepomiernie więcej. Był ż y w y m twórczym sumieniem s w e g o teatru,
a błądząc wśród ludzi sceny chodził wśród nich jak apostoł, prostujący
drogi pańskie, które wieść mają przez tę czarodziejską, ale jakże pełną złud
i miraży krainę, jaką stanowi teatr. W kręgu ludzi urzeczonych tylko grą
blasków i świateł s w e j sztuki, o n był tym, któremu blaski i światła nie
wystarczały, jeżeli nie były wyrazem i emanacją czegoś więcej niż s a m
instynkt igraszki. Dlatego teatr chciał on widzieć warsztatem, w którym
dokonują się gęsta Dei, gdzie dochodzi do pełni wyrazu i umacnia się
świadomość plemienna i społeczna, gdzie dokonuje się ostateczność
naszych ziemskich przeznaczeń. D o takiego teatru należało jego serce i dla
takiego gorzało o n o po ostatek.
I próżno by szukać wśród wielkich i małych naszej s c e n y kogoś
podobnego, dla kogo by teatr był po prostu służbą Bożą. W tym s w o i m
rozumieniu spraw sceny był on niemal jedynym... i s a m o t n y m . "
6 2

W y d a j e się b y ć z u p e ł n i e jasne, że' t e n rodzaj

przeniknięcia

i r o z ś w i e t l e n i a j e d n e g o c z ł o w i e k a przez i n n e g o m o ż l i w y jest t y l k o
w ó w c z a s , gdy pomiędzy tymi ludźmi zachodzi szczególne „ p o ­
w i n o w a c t w o z w y b o r u " , tak jak r o z u m i a ł j e G o e t h e . Ta d u c h o w a
w i ę ź z a c h o d z i ł a n i e w ą t p l i w i e m i ę d z y d w o m a „ w i ę c e j niż w y b i t ­
nymi ludźmi w

polskim teatrze", Mieczysławem

Limanowskim

i W i l a m e m Horzycą, p o m i m o że n i g d y w s p ó l n i e nie p r a c o w a l i nad

5 8

Takie
historii

oto

świadectwo

polskiego

teatru

pozostawił
uznawany

człowiek,
jest

który w

zgodnie

za

całej

jednego

z najświetniejszych jego przedstawicieli i najznakomitszych ak­
torów.
P r z y p o m n i j m y jeszcze z a k o ń c z e n i e
S r e b r n e g o - Limanowski

w

p i ę k n e g o eseju

Stefana

Reducie:

„Kto znał bliżej L i m a n o w s k i e g o , ten rozumiał doskonale, że w y m a g a ć od
niego trzeźwego i z r ó w n o w a ż o n e g o sądu byłoby to to samo, co w y m a g a ć ,
aby się wyzbył najwyższych wartości swojej natury, aby zatracił w sobie to,
c o tylko on jeden posiadał i c o było tak nieocenione jako zaczyn ruchu,
życia, twórczości dokoła niego. O w s z e m , zdarzało się, że mówił «głupstwa»; ale któż oprócz niego potrafił czasem powiedzieć coś tak «mądrego»,
że się nagle, jak w świetle błyskawicy, otwierały nieznane horyzonty?
W L i m a n o w s k i m był c h a o s : ale z c h a o s u tego raz po raz rodziły się
gwiazdy".
Ostatnie zdanie przywołuje Tako rzecze Zaratustra Nietzschego: „ P o ­
w i a d a m w a m , trzeba mieć c h a o s w sobie, by porodzić gwiazdę t a ń ­
czącą."
59

60

ż a d n y m p r z e d s t a w i e n i e m oraz, c o o c z y w i s t e , m i m o w y s t ę p u j ą ­
c y c h między nimi istotnych różnic w

i c h p o g l ą d a c h na sztukę

t e a t r u i z u p e ł n i e o d m i e n n y c h p o e t y k , jakie o b a j

praktykowali

w teatrze.
Bez w ą t p i e n i a

miał rację Jerzy S z a n i a w s k i , g d y

„ T a k i e g o c z ł o w i e k a jak L i m a n o w s k i nie miał
żaden teatr na ś w i e c i e . "

stwierdzał:

prawdopodobnie

6 3

O s t a t n i e s ł o w o s p o ś r ó d t y c h , którzy znali g o o s o b i ś c i e , o d d a j ­
my jednemu z największych uczonych polskich, Eugeniuszowi
R o m e r o w i , k t ó r y na w i a d o m o ś ć o ś m i e r c i m ł o d s z e g o o d n i e g o
o pięć lat L i m a n o w s k i e g o w y s ł a ł 27 s t y c z n i a 1 9 4 8 r o k u z K r a k o ­
w a na ręce ó w c z e s n e g o rektora U n i w e r s y t e t u M i k o ł a j a

Koper­

nika, profesora L u d w i k a K o l a n k o w s k i e g o , telegram następującej
treści:
„Świętej pamięci M i e c z y s ł a w o w i — s y n o w i rewolucjonisty — r e w o l u c ­
joniście — twórcy z Łaski Bożej — uczniowi nikogo, mistrzowi wszystkich

79

- wyrazy bólu, z uczuciami hołdu, przesyła przez chwilkę nauczyciel, całe
życie wdzięczny uczeń — profesor R o m e r . " "

Dzisiaj d o M i e c z y s ł a w a L i m a n o w s k i e g o , j a k o d o s w o j e j p o d ­

z n a j d o w a l i się w zasięgu j e g o o d d z i a ł y w a n i a , w y z w a l a ł g w a ł ­
t o w n e reakcje, zmuszał d o zajęcia s t a n o w i s k a na „ t a k " a l b o na
„nie", w

akceptacji

lub sprzeciwie, c o

na j e d n o

w

końcu

s t a w o w e j t r a d y c j i , o d w o ł u j e się animator „ G a r d z i e n i c " W ł o d z i ­

w y c h o d z i . A że był c z ł o w i e k i e m c z y n u , zatem a k t y w n i e działał

mierz S t a n i e w s k i , który w s p ó ł t w ó r c ę Reduty u w a ż a w p r o s t „za

w ś r o d o w i s k a c h n a u k o w y c h i artystycznych, jak i na zwyczajną

s w o j e g o ojca d u c h o w e g o " :

p u b l i c z n o ś ć , dla której miał setki o d c z y t ó w i w y k ł a d ó w . T r u d n o

„Właśnie jego, światowej sławy geologa i trochę z w a r i o w a n e g o w i e s z czbiarza teatralnego. Trzeba powiedzieć, że z krążenia w o k ó ł L i m a n o w s ­
kiego idei ludowości zrodziła się u nas idea Teatru Ziemi, która kształtuje
charakter naszych W y p r a w do społeczności tubylczych z ostatnich lat.
L i m a n o w s k i jako jeden z nielicznych c h y b a w polskim teatrze (a może
j e d y n y ) miał system czucia podobny M i c k i e w i c z o w i i Wyspiańskiemu.
J e g o intuicje i wyobrażenia szły tym s a m y m torem — po kręgu wiążącym
zjawiska nieba i ziemi. Ten krąg biegnący po obrzeżach horyzontu to
scena."

jest przecenić j e g o o d d z i a ł y w a n i e w p o l s k i m życiu k u l t u r a l n y m

M

U p r o g u działalności O ś r o d k a Teatralnego „ G a r d z i e n i c e " , o b o k
lektury książki M i c h a i ł a Bachtina Twórczość
is'go

a kultura

ludowa

opublikowany w

średniowiecza

Franciszka

Rabela­

czytany był

i renesansu,

M o s k w i e podczas I w o j n y ś w i a t o w e j szkic

L i m a n o w s k i e g o . S t a n i e w s k i , który zapoznał się z n i m w r o k u
1 9 7 6 , , o d w o ł a się d o niego po o ś m i u latach w kontekście s w o i c h
rozważań o e n k l a w a c h

k u l t u r o w y c h , p o j m o w a n y c h jako

miejsca na ziemi, w k t ó r y c h ludzie z a c h o w a l i specyficzną w i ę ź ze
ś r o d o w i s k i e m n a t u r a l n y m i w k t ó r y c h wiąże ich p e w i e n rodzaj
w z a j e m n o ś c i z ziemią i gdzie „przeobrażenia w naturze zbiegają
się jakoś szczególnie z r y t m e m ż y c i a " :
„ 0 takim wartościowaniu sensów zdarzeń pozostających w zespoleniu
z rytmem natury pisał L i m a n o w s k i w szkicu Rok Polski i dusza
zbiorowa
z 1 9 1 6 roku. Widział w tym zespoleniu szansę dla teatru. My widzimy tę
szansę w takim działaniu, które n a z y w a m y « W y p r a w ą » . "
66

pierwszej p o ł o w y XX w i e k u .
P o m i m o t o , m i m o w i e l o k r o t n y c h o d w o ł a ń d o niego J e r z e g o
G r o t o w s k i e g o , m i m o wreszcie p r z y w o ł y w a n i a j e g o

nazwiska

— coraz rzadziej, trzeba t o przyznać — przez r ó ż n y c h a u t o r ó w , nie
o d rzeczy będzie s t w i e r d z e n i e , że M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i jest
postacią p r a w i e nieobecną w ś w i a d o m o ś c i dzisiejszej inteligencji
polskiej. O d c h o d z ą ostatni ś w i a d k o w i e , którzy spotykali się z n i m
osobiście. M ł o d z i nie w i e d z ą o n i m zupełnie nic l u b znają t y l k o
n a z w i s k o (myląc zresztą syna z o j c e m ) oraz a n e g d o t ę o k r o w i e
w wersji p o d a n e j przez S ł o n i m s k i e g o . M o ż n a o c z y w i ś c i e w s k a ­
zać niektóre przynajmniej przyczyny t a k i e g o stanu rzeczy. B e z i n ­
t e r e s o w n o ś ć i c a ł k o w i t e o d d a n i e t e m u , c o robił, nie są w zgodzie
z p r a k t y c y s t y c z n y m d u c h e m czasu. Stąd jeśli n a w e t przyznaje się
L i m a n o w s k i e m u t u i ó w d z i e rację, k o ń c z y się to t y l k o na s ł o w a c h .
Śmieszność n i e k t ó r y c h j e g o z a c h o w a ń i cech o s o b o w o ś c i r ó w ­
nież nie może być a k c e p t o w a n a w czasach, kiedy nikt nie ma
o d w a g i narażać się na w y ś m i a n i e i s z y d e r s t w o . T o także musi się
dzisiaj opłacać, a jeśli się nie opłaca — w ó w c z a s nie w a r t o .
Właściwa

m u , można

powiedzieć,

przyrodzona,

ekstatyczna

k r a ń c o w o ś ć r e a g o w a n i a s t a n o w c z o nie jest w zgodzie z czasami,
które w y m a g a j ą bądź uładzenia k o j a r z o n e g o z „ d o b r y m

wy­

A sam L i m a n o w s k i ciągle p o z o s t a w i a nam w y z w a n i e t r u d n e j ,
ale zarazem radosnej afirmacji życia. S ł o w a , które p o ś w i ę c i ł
M a r i a n o w i R a c i b o r s k i e m u , odnoszą się w r ó w n y m s t o p n i u i d o
niego samego:

c h o w a n i e m " bądź też k r a ń c o w o ś c i

„Bezpośredniość wiązania się z przyrodą — c e c h a każdego twórcy —
czyniła z Raciborskiego ż y w e g o człowieka, dla którego wszystko było
bliskie i [jak] gdyby s w o j e własne. Na takiej drodze zbliżał się d o
Tajemnic... Nie odgradzał się od niczego, c o żywe, nie kostniał w tak
zwanej specjalności. Rozwierał się w coraz innych światach, aby skupiać
się p o n o w n i e w ściślejszych już problemach u k o c h a n e g o świata roślin.
Wiedział, c o jest pełny o d d e c h . "

śmieszny. Z n i k o g o c h y b a s p o ś r ó d ludzi teatru nie w y ś m i e w a n o

67

Jeszcze w l i p c u 1 9 4 0 r o k u , w z w i ą z k u z propozycją założenia
w W i l n i e m u z e u m w i e r z e ń r e l i g i j n y c h miasta i r e g i o n u , pisał:
„Budując n o w e życie, zakładając zręby pod d o m przyszłości bardziej
sprawiedliwy, czyż mamy być nieczuli na to wszystko, c o zahaczało o serce
i pozwalało c z ł o w i e k o w i przypiąć skrzydła, aby nie pełzać jak robak po
ziemi. [...] W życiu, które przed nami w tej chwili w s c h o d z i , mają nauka
i sztuka głos. Cóż dziwnego, że te dwie dziedziny ludzkiej twórczości
szukają za najmniejszą okazją, aby p o d w o i ć lot? Na p e w n o idziemy do lotu
większego niż przeszłość, która zszarzała i zostaje za n a m i . "
68

Był t y m p r z e k o n a n i o m w i e r n y d o k o ń c a . Ś w i a d c z ą o t y m j e g o
p o w o j e n n e listy d o O s t e r w y . W o s t a t n i m z n i c h , z 21 stycznia
1 9 4 7 , czytamy.
„ N i e dajemy za wygraną, mimo klęsk i wojny, m o r d ó w i krwi, lejącej się
zaciekle. To w s z y s t k o powoli uchodzi w tył. skrywa się, a my z n o w u
zaczynamy myśleć o wystąpieniu naprzód i o locie, który już był i dalej
będzie. [...] Jesteśmy w tej c h w i l i już nie sami. W naszym narodzie budzą
się siły i c i n a s i stanowią zbiornicę i w wielkiej sztuce potęgę i loty
ogromne. Trzeba pchnąć Redutę wprzód i dać jej z d r o w e krążenie krwi,
rzeczy, które Tobie są potrzebne jak świeże powietrze i słońce na błękitach.
Całuję Cię, Drogi mój, i w s z y s t k i c h zebranych dokoła Ciebie — R e d u t ę . "
69

W ten s p o s ó b L i m a n o w s k i u c z o n y s p o t y k a ł się z artystą.
W historii kultury są t w ó r c y , którzy pozostawiają p o sobie
w i e l k i e dzieła. A l e są i tacy, którzy zapisują się w niej w inny
s p o s ó b , będąc przede w s z y s t k i m zaczynem inspiracji, ż y w y m
ź r ó d ł e m , o g n i s k i e m idei. M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i należał d o t y c h
o s t a t n i c h , c o w c a l e nie oznacza, że nie p o z o s t a w i ł po sobie
w a ż n y c h dzieł. Trafnie p o w i e d z i a ł o n i m Stefan Srebrny: w i e l k i
i n s p i r a t o r . W t y m sensie Osterwa p r z y r ó w n y w a ł g o d o e I e к t r y c z n o ś c i : „ t e j , c o m o ż e być oślepiającą b ł y s k a w i c ą , g r o ź n y m
p i o r u n e m w a l ą c y m w d r z e w a , s t o d o ł y , k r o w y i w ludzi, a j e d n o ­
cześnie oczyszczającym p o w i e t r z e — i tej, c o w y w o ł y w a n a ,
ujarzmiona, porusza m o t o r y , d ź w i g i , w o z y , koleje, przyrządy,
aparaty a l b o rozprasza m r o k i ku w y g o d z i e l u d z k o ś c i . " W ich
w z a j e m n y m k o n t a k c i e był przez 2 0 lat „ t c h n i e n i e m r e d u t o w o ś c i " . G d z i e k o l w i e k L i m a n o w s k i się znalazł, u w s z y s t k i c h , którzy
70

7 1

80

„zagranej",

wymyślonej,

dobrze zawczasu w y k a l k u l o w a n e j , aby się w efekcie opłaciła
i uzyskała poklask. Zaś M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i nie pytał o cenę
i o t o , czy m u się t o o p ł a c i . B y w a ł w t y m niekiedy rzeczywiście
się tyle i w s p o s ó b tak d o k u c z l i w y jak z L i m a n o w s k i e g o , O s t e r w y
i Reduty. Lepiej nie p r z y p o m i n a ć e p i t e t ó w , k t ó r y m i ich o b ­
d a r o w y w a n o . B y ł o ich w i e l e i miały być d o w c i p n e , l i c y t o w a n o
się w d o w c i p a c h na ich temat, nie oddzielając zazwyczaj dzieła o d
c z ł o w i e k a . W blisko pół w i e k u p o Stefanie Jaraczu o d d a im
s p r a w i e d l i w o ś ć G r o t o w s k i w s w o j e j w y p o w i e d z i w 25 rocznicę
śmierci Osterwy, a także w z w i ą z k u z p o d o b n y m i reakcjami na
działalność p r o w a d z o n e g o przez siebie Teatru

Laboratorium.

Jesienią 1971 roku podczas o t w a r t e j konferencji prasowej w sali
Teatru A t e n e u m p o w i e :
„ O d 12 lat pracy naszej towarzyszy jakiś taki d u c h , taki współtowarzysz.
Ten d u c h — towarzysz, to śmiech innych, ich przeświadczenie, że «to.
panie, w ogóle kpiny, to, c o pan robi». Z tym się stykałem od s a m e g o
początku. Pamiętam, jak w roku 1 9 6 0 byliśmy w W a r s z a w i e i odbyła się tu
taka wspaniała prasowa nagonka. Wtedy dostałem list od Byrskich, którzy
napisali mi (nie znałem ich jeszcze osobiście): «nie bójcie się, nie reagujcie,
będą się z W a s śmiali, jak człowiek robi coś naprawdę, to inni pękają ze
śmiechu». Bardzo w a ż n e zdanie. O d lat towarzyszy ws z y s t k i e mu , c o
robimy, a także — muszę powiedzieć — mojej osobistej działalności ó w
osobliwy fenomen. J a w n i e to powiedziane albo mniej jawnie, ale to samo:
hochsztapler, szarlatan. [...] M o ż n a i tak. Myślę, że już nie zmienię
towarzysza. Nie sądzę, żebym musiał się dziwić. Należy to przyjąć."
72

L i m a n o w s k i z pokorą znosił szyderstwa na s w ó j t e m a t oraz
niósł o d w a g ę n i e r e a g o w a n i a na te szyderstwa i z ł o ś l i w y ś m i e c h .
Nie żądajmy d o w o d ó w na t o , że jest o n postacią s t a n o w c z o nie
„ n a czasie". Jest to zupełnie o c z y w i s t e .
M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i jest dzisiaj rzeczywiście n i e o b e c n y
w polskiej kulturze. Nadszedł c h y b a czas, aby chcieć to sobie
przynajmniej u ś w i a d o m i ć .
*

*

*

Dlaczego w a r t o dzisiaj p r z y p o m n i e ć j e g o teksty o dramacie
i teatrze?
Po pierwsze: ze w z g l ę d ó w h i s t o r y c z n y c h . Udział L i m a n o w s ­
kiego w t w o r z e n i u Reduty i całej jej działalności w

okresie

m i ę d z y w o j e n n y m , a Reduty w historii teatru i kultury artystycznej
w Polsce, był t e g o rodzaju, że jest t o w y s t a r c z a j ą c y m p o w o d e m
dla p r z y p o m n i e n i a j e g o nieznanych l u b z n a n y c h t y l k o specjalis­
t o m (i t o w

n i e w i e l k i e j cząstce) s z k i c ó w . Nie ulega żadnej

w ą t p l i w o ś c i fakt, że bez n i e g o b y ł a b y t o z u p e ł n i e inna Reduta niż

w i a swą ziemię. Doszedł d o t e g o na w i e l e lat przed założeniem

ta, którą znamy, lub — c o w y d a j e się najbardziej p r a w d o p o d o b n e

Reduty i był w t y m k o n s e k w e n t n y . Często p o r ó w n y w a ł s w o j ą

— nie b y ł o b y jej w c a l e . M o ż n a się z t e k s t ó w

Limanowskiego

pracę d o pracy oracza. W s z y s t k o u niego — studia, lektury, praca,

r ó w n i e ż w i e l e d o w i e d z i e ć o teatrze, i szerzej, o kulturze X l X - e g o

k o n t a k t y z l u d ź m i , także życie osobiste — zostało p o d p o r z ą d ­

i pierwszej p o ł o w y X X - e g o w i e k u , a także o ludziach, z k t ó r y m i

kowane temu naczelnemu, p o d s t a w o w e m u zadaniu: k u l t y w o ­

ich autor był tak czy inaczej z w i ą z a n y w r ó ż n y c h okresach życia.

w a n i u , u p r a w i a n i u siebie s a m e g o . W t e d y i t y l k o w t e d y można

A n a l i z y literackie i teatralne Krakusa,
dów, Księcia Niezłomnego,

Wesela,

Balladyny,

Człowieka,

Cyda,

którego

Dzia­
zabiłem

dać z siebie coś i n n e m u , jeśli jest się s a m e m u

zbudowanym

i zarazem jest się w r o z w o j u , w ż y w y m procesie. 21 sierpnia 191 2

M a u r y c e g o Rostanda — mają w a r t o ś ć d o k u m e n t u , pozostając

roku zwierzał się Góreckiej w liście n a p i s a n y m w

ś w i a d e c t w e m p o s z u k i w a ń i n t e r p r e t a c y j n y c h , a przede w s z y s t k i m

M a l c z e w s k i c h koło T a r n o p o l a :

p r z y w o ł u j ą warsztat analizy p r o t o - r e d u t o w e j i r e d u t o w e j , p r ó b
czytanych i sytuacyjnych.
Po d r u g i e : L i m a n o w s k i był rzadkim p r z y p a d k i e m u c z o n e g o ,
reżysera i pisarza, c z ł o w i e k a nauki i sztuki r ó w n o c z e ś n i e , który
o p i s y w a ł , a n a l i z o w a ł i i n t e r p r e t o w a ł naturę procesu t w ó r c z e g o
reżysera, poety, a przede w s z y s t k i m — aktora. Jest t o przy t y m
pisarstwo krańcowo u p o d m i o t o w i o n e (nieprzypadkowo p o w o ­
ł y w a ł się na S t a n i s ł a w a B r z o z o w s k i e g o , z k t ó r y m zresztą przyjaź­
nił się i k t ó r e g o uważał za n a j w y b i t n i e j s z e g o s p o ś r ó d w s p ó ł c z e s ­
n y c h p r o z a i k ó w p o l s k i c h , tak jak w Tadeuszu M i c i ń s k i m w i d z i a ł
pierwszego p o e t ę ) , a zarazem w y c h y l o n e ku maksymalnej o b i e k ­
t y w i z a c j i , z n a m i e n n e j dla przyrodnika. Znosząc d y c h o t o m i ę „ s u ­
biektywne" — „obiektywne",

„wewnętrzne" — „zewnętrzne",

M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i reprezentuje bardzo szczególny rodzaj
pisarstwa. U z e w n ę t r z n i a się to w e w s z y s t k i c h j e g o tekstach,
łącznie z p r y w a t n ą korespondencją. Na przykład w liście d o Tekli
Góreckiej z 2 października 1 9 1 3 roku tak sam c h a r a k t e r y z o w a ł tę
swoją jedność w dwoistości i podwójność w jedności:
„Ostatnie dni moje są tu na w s i , już za parę dni będą w W a r s z a w i e . [...]
Dużo się, dużo tu pracowało. J e s t e m teraz w s c e n a c h , które nie tyle piszę,
ile gram. Po prostu w y c h o d z i ze mnie aktor i w y d z i w i a , że nic o sobie nie
wiedział. Cieszę się, gdy jest coś nie napisane, ale w słowach rozegrane.
I tak, krok za krokiem, bo nigdy nie w i e m , co w y p a d n i e mi czynić, mówić,
działać na scenie. Ż y w i są w e mnie ci ludzie [...] i oni prowadzą, często sam
uśmiecham się, gdy widzę, że w zakamarki i zakątki życia.
Dla T o w a r z y s t w a Krajoznawczego nadto tu fotografowałem i zdobyłem
dużo c i e k a w e g o materiału geograficznego, tak że widzisz, pracowałem na
d w ó c h rękach. To i tamto, idzie wszystko jak jedna całość: bóg J a n u s miał
d w i e twarze, takie dwie twarze ja mam teraz. J e s z c z e rok temu z a ­
przeczałem jednej twarzy, ale teraz, gdy ta druga stała się rdzenną, i ta
pierwsza jest, i s w o j e c z y n i . "
73

T o j a n u s o w e oblicze stało się j e g o w ł a ś c i w ą naturą, u w r a ż ­
l i w i a j ą c g o jeszcze bardziej na zagadnienia związane z istotą
t w ó r c z o ś c i i t w o r z e n i a . Stąd też sam proces t w ó r c z y , p r o w a d z ą c y
d o dzieła l u b nie, był dla n i e g o nie mniej w a ż n y a l b o i ważniejszy
niz g o t o w e dzieło — p r o d u k t , mające s t a n o w i ć rezultat. Pogląd
ten znajduje w y r a z w w i e l u t e k s t a c h , c h y b a najwyraźniej i najpeł­
niej doszedł o n d o g ł o s u w Jak powstała
Reduta przed 13 laty.
Opisane tu p r ó b y Dziadów b y ł y p o prostu j e d n y m z n a j w a ż n i e j ­
szych i najgłębszych l u d z k i c h d o ś w i a d c z e ń dla każdego s p o ś r ó d
t y c h , którzy brali w nich udział. P o m i m o że n i g d y nie doszło d o
s k o ń c z o n e g o dzieła —spektaklu, a j e d y n y m z a p r o s z o n y m w i ­
d z e m — ś w i a d k i e m był Osterwa. P o d o b n i e w projektach i n s c e n i ­
zacji Krakusa i Balladyny,
o b u z roku 1 9 1 4 , d o k t ó r y c h realizacji
teatralnej r ó w n i e ż n i g d y nie d o s z ł o ani przed p o w s t a n i e m R e d u ­
ty, ani w niej samej.
W y ł a n i a się o c z y w i ś c i e pytanie: czy L i m a n o w s k i nie c e l e b ­
r o w a ł niepotrzebnie Dziadów,
Balladyny,
Krakusa, jak i i n n y c h
u t w o r ó w , które szczególnie cenił? Otóż, nie — w b r e w p o m ó w i e ­
n i o m o t o , z j a k i m i się spotykał. Dla niego często d o ś w i a d c z e n i e
w e w n ę t r z n e , d o ś w i a d c z e n i e procesu t w ó r c z e g o było ważniejsze
o d artystycznego w y t w o r u czyli p o k a z y w a n i a spektaklu na ze­
w n ą t r z . K o n s e k w e n c j ą t a k i e g o s t a n o w i s k a było r ó w n i e ż t o , że
g d y d o c h o d z i ł o d o premiery w Reducie nie była ona t r a k t o w a n a
jako koniec t w o r z e n i a , lecz j a k o początek n o w e g o okresu pracy.
W ten s p o s ó b proces t w ó r c z y t r w a ł tutaj aż d o m o m e n t u zejścia
spektaklu z afisza. W y s t a r c z y w t y m miejscu odesłać c h o ć b y d o
tekstu Jak przygotowano
sztukę Maurycego
Rostanda.
W s z y s t k o t o s t a n o w i ł o bezpośrednią k o n s e k w e n c j ę t r a k t o w a ­
nia przez L i m a n o w s k i e g o k u l t u r y . W j e g o r o z u m i e n i u , które
zaszczepił O s t e r w i e i Reducie, była ona przede w s z y s t k i m k u l ­
t y w a c j ą c z ł o w i e k a , j e g o szczególną u p r a w ą , tak jak rolnik u p r a ­

posiadłości

„ D n i e są długie na stepie. Zdaje mi się c h w i l a m i , że oczy moje
zbłękitniały, tyle błękitu nad sobą piły. Ziemia jest zaorana, zboża ścięte
d a w n o , idzie zapach, ptynie jesień.
Pierwsze tygodnie były nieznośne. Dużo ludzi — gości, d w ó r mały. Nie
miałem ani s w o j e g o pokoju ani spokoju. Teraz jest lepiej: uciekam na pola,
do lasu, na step, a i pisać mogę s w o b o d n i e i pracować w pokoju.
Cały ten czas wytrącony z r ó w n o w a g i jednak zużytkowałem na czytanie.
Przede wszystkim na Stary Testament,
który m a szalone piękności,
c u d o w n e rzeczy, misternie zdramatyzowane. Przez książki
Testamentu
zobaczyłem inne religie. W ogóle zrozumiałem, że wszelkie religie są
zdramatyzowaniem tego, co w d a n y m czasie i na danej ziemi dany naród
twórczo ze s w o j e j d u s z y dobył jako naczelne momenty i zasadnicze
istotnych, z a w s z e tych s a m y c h przeżyć. Religia jest z a w s z e najszerszym
zdramatyzowaniem t e g o , c o j e s t .
Równocześnie czytałem Szekspira. Symfoniami są naprawdę jego
historyczne dramaty, jego Ryszardy i Henryk/. Tony g ł ó w n e , tony oznaj­
miające, tony prowadzące zbrodnię do wyświetlenia, tony wdzierające się
w najskrytsze ciemności — wszystko skupione, gra w ruchu. P r z e c z u w a ­
łem to już dawniej w Szekspirze, teraz istotnie zobaczyłem. Tylko nie
wiedziałem, że symfonie mogą być tak bogato prowadzone.
T o wszystko rozszerzyło mnie, kazało w siebie wejść i p o n o w n i e
d o b y w a ć połączenia, które ukryte czaiły się w mroku czarnych kątów.
Byłem naiwny jeszcze w Sorrento w tych r z e c z a c h . "
74

W i n n y m liście d o tej samej adresatki w y z n a ł :
„ T o , c o piszę, jest mierzone życiem, w y p r ó b o w a n e ż y c i e m , nie
ma w t y m s ł ó w " .

7 5

Ostatnie zdanie w y d a j e się być p o d d a n y m przez L i m a n o w s ­
kiego k l u c z e m d o całej j e g o t w ó r c z o ś c i , w t y m r ó w n i e ż d o j e g o
pisarstwa. Niezależnie w ł a ś c i w i e , o c z y m pisze, ciągle w y w n ę t r z a
się z w ł a s n y c h , najbardziej o s o b i s t y c h s p r a w , zwłaszcza t y c h ,
które dotyczą t w ó r c z o ś c i i procesu t w ó r c z e g o . Jest t o r ó w n i e ż
idea naczelna j e g o t e k s t ó w o dramacie i teatrze. Dlatego pełno
w n i c h s k r ó t ó w , metafor. Często przypominają o n e „ h i e r o g l i f y "
i w y m a g a j ą rozszyfrowania, o d c z y t a n i a , interpretacji.
A r ó w n o c z e ś n i e p r a w d ą jest, że w t y m w s z y s t k i m — jak to
s c h a r a k t e r y z o w a ł E d w a r d Krasiński — u j a w n i a się „ p i s a r z z innej
e p o k i , s t a r o ś w i e c k i , manierycznie m ł o d o p o l s k i w stylu i s ł o w n i c t ­
w i e , m a ł o precyzyjny, k o ł u j ą c y w o k ó ł t e m a t u , o p ę t a n y s n a m i ,
marzeniami, z j a w a m i . [...] Czytelnik musi przedzierać się przez
w i e l o s ł o w i e , stylistyczne zakola, t r o p i ć z a w i k ł a n e

skojarzenia

i w i z j e , by z t e g o g i g a n t y c z n e g o c h a o s u w y ł o w i ć

prawdziwe

g w i a z d y i dzisiaj jeszcze j a s n o ś w i e c ą c e " . Prawdą jest i t o , że
7 6

pełno w tekstach L i m a n o w s k i e g o m e a n d r ó w

i mielizn, j e g o

u p a d k i są czasami podejrzanie bliskie g r a f o m a n i i , ale za t o w z l o t y
bliskie są g e n i u s z u . J e d n o z d r u g i m s t a n o w i w t y m pisarstwie
całość i j e d n o ś ć , czasami w sąsiadujących ze sobą z d a n i a c h ,
a n a w e t w e w n ą t r z j e d n e g o zdania. Dlatego trzeba g o przyj­
m o w a ć w całości, t a k i m j a k i m był, razem z t y m i j e g o u p a d k a m i
i wzlotami.
L i m a n o w s k i e g o u s p r a w i e d l i w i a j e d n a k t o , że nikt nie przecierał
m u d r ó g . Przynajmniej w Polsce. Dlatego też płacił za s w o j e
pionierskie, b e z k o m p r o m i s o w e p o s z u k i w a n i a cenę, jaką płacą
zazwyczaj prekursorzy.
N i e w ą t p l i w i e w j e g o życiu zachodziło coś uderzająco zbież­
n e g o z t y m , o c z y m Jerzy G r o t o w s k i — na s w o i m przykładzie
— o p o w i e d z i a ł u c z e s t n i k o m konferencji w York University w T o ­
r o n t o w październiku 1 9 8 0 r o k u :
„ W mojej pracy z a w s z e istniały d w a wątki: pierwszy mniej czy bardziej
publiczny, drugi wyłącznie osobisty. T e n drugi wątek był nieprzerwany.
Ciągnąłem go sam albo z paroma osobami. Nigdy jednak nie m ó w i ł e m
o nim publicznie.
Kiedy jeszcze pracowałem w teatrze przedstawień, wątek publiczny był
bardzo e k s p o n o w a n y . Wątek osobisty pozostawał nieomal niewidoczny,
a wiązał się po prostu z próbami. Próby nigdy nie były dla mnie
p o s z u k i w a n i e m efektu, lecz miały wartość same w sobie — wartość
czegoś, co wydarzyć się może między istnieniami, kiedy przekraczają
potoczność.

81

W okresie teatru uczestnictwa, kiedy naszą działalnością publiczną stały
się staże parateatralne, sam prowadziłem prace z bardzo małą grupą
współpracowników. W tych pracach też nie było poszukiwania efektu,
mimo że one właśnie były punktem wyjścia dla działalności stażowej, bo
moi koledzy prowadzili równolegle swoje własne prace otwarte. Wtedy
właśnie wyprowadziłem się z naszej sali wrocławskiej i przeniosłem za
miasto, gdzie mogłem się zupełnie odizolować.
W końcu przyszła chwila, kiedy powiedziałem sobie, że być może czas
już, aby moja osobista praca stała się czymś bardziej otwartym, publicz­
nym, ale nie w sensie urządzania pokazu, tylko po prostu, aby poinfor­
mować ludzi, ze prowadzę takie poszukiwania. Tak właśnie wyłoni! się
Teatr Źródeł, który jako przedsięwzięcie zacząłem w roku 1976, a który jest
programem permanentnym. Nazwa jest zwykłym kodem. Można było
znaleźć inną nazwę. Appolinaire powiedział: w naszych czasach chodzi
o to, «ażeby wszystko miało nowe m i a n o » "
G d y się t o czyta, t r u d n o nie o d w o ł a ć się d o t a k i c h t e k s t ó w
L i m a n o w s k i e g o , jak na przykład: Sztuka aktora. Jak
powstała
Reduta przed
13 laty. Jak przygotowano
sztukę
Maurycego
Rostanda?,
Stanisławski,
czy Argumenty
Juliusza
Osterwy. O b e ­
cność o b u w ą t k ó w , egzoterycznego (na z e w n ą t r z ) i ezeterycznego (wewnętrznego i „całkiem osobistego" — w e d ł u g słów
G r o t o w s k i e g o ) , w y s t ę p u j e w t y c h jak i w i n n y c h tekstach
zupełnie w y r a ź n i e , c h o ć o c z y w i ś c i e w r ó ż n y m s t o p n i u są o n e
ujawnione.
Podczas tej samej konferencji m ó w i ł G r o t o w s k i w T o r o n t o :
„Kiedy zdałem maturę, musiałem się zdecydować na jakieś studia.
Zdecydowałem się na trzy kierunki: szkołę teatralną z zamiarem kon­
tynuowania studiów reżyserskich, akademię medyczną z myślą o psychiat­
rii, orientalistykę z zamysłem studiowania tradycyjnych technik Wschodu.
Kolejność egzaminów wstępnych była taka, że najpierw odbywały się
egzaminy do szkoły teatralnej. To tylko zdecydowało, że zostałem — na­
zwijmy to - posiadaczem dyplomu uprawniającego mnie do pracy
w teatrze.
Gdyby pierwszy był egzamin do akademii medycznej — prawdopodob­
nie zostałbym psychiatrą, gdyby to był egzamin na orientalistykę — studio­
wałbym wschodnie techniki tradycyjne. Jestem jednak przekonany, że tak
czy inaczej znalazłbym się w końcu w tym samym miejscu, w którym jestem
teraz. Oczywiście, mój słownik byłby inny, bo teraz jestem naznaczony
moim doświadczeniem teatralnym; jestem naznaczony moim doświad­
czeniem teatralnym — nawet jeżeli teatr przekroczyłem. Przypuszczam
zresztą, że wyszedłbym też poza tradycyjną psychiatrię czy filologię
orientalną."
78

J a k o s t u d e n t W y d z i a ł u A k t o r s k i e g o w P a ń s t w o w e j Wyższej
Szkole Aktorskiej
im.
Ludwika
Solskiego w
Krakowie
( 1 9 5 1 — 1 9 5 5 ) , a następnie reżyserii ( 1 9 5 6 — 1 9 6 0 ) w tej samej
uczelni, p r z e m i a n o w a n e j w t y m czasie na P a ń s t w o w ą Wyższą
Szkołę Teatralną, nosił ze sobą o d p i s a r t y k u ł u M i e c z y s ł a w a
L i m a n o w s k i e g o Sztuka aktora, o p u b l i k o w a n e g o p o raz pierwszy
w i n a u g u r a c y j n y m zeszycie „ S c e n y P o l s k i e j " z g r u d n i a 1 9 1 9
r o k u . W latach późniejszych, łącznie z okresem „ t e a t r u uczestnic­
t w a " i Teatru Źródeł, t w ó r c a T e a t r u L a b o r a t o r i u m ( 1 9 5 9 — 1 9 8 4 )
będzie p o w o ł y w a ł się na t e n w ł a ś n i e tekst, jak podczas spotkania
w C e n t r u m K l u b o w y m P o l i t e c h n i k i Warszawskiej „ R i w i e r a - R e m o n t " w W a r s z a w i e 5 g r u d n i a 1 9 7 6 roku oraz podczas c y k l u
w y k ł a d ó w na t e m a t t e c h n i k ź r ó d ł o w y c h w Istituto del Teatro
e d e l i o S p e t t a c o l o na U n i w e r s y t e c i e Rzymskim, na zaproszenie
Ferruccio M a r o t t i e g o , w d n i u 21 k w i e t n i a 1 9 8 2 r o k u . '
9

Trzecim p o w o d e m , dla k t ó r e g o w a r t o zapoznać się z tekstami
L i m a n o w s k i e g o , jest ich w a r t o ś ć i siła inspiratorska. Dla refleksji
nad teatrem i kulturą i dla s a m e g o teatru.
W s z k i c u , , B a l l a d y na " Słowackiego
jako mistyczne
zwierciadło
świata. Próba inscenizacji,
zamieszczonym w „Sfinksie" z czerw­
ca i lipca 1 9 1 4 r o k u , L i m a n o w s k i — zdaje się, ze jako pierwszy
w Polsce — p o s t u l o w a ł n o w y kierunek w badaniach t e a t r o l o g i c z n y c h . W j e d n y m z p r z y p i s ó w d o t e g o tekstu s f o r m u ł o w a ł t o
następująco:
„Komentatorowie nasi, zajmujący się Słowackim, szukając wciąż (przez
istne węszenie) za źródłami, skąd Słowacki czerpać miał swoje na­
tchnienie, natrafiają na Szekspira. W Balladynie widzą Lady Makbet,
w Goplanie Tytanie Snu nocy letniej; zdumiewającym jest, że tym
«luminarzom» ani na chwilę nie przyjdzie do głowy, że zdradzają przez to
wprost horrendalne niezrozumienie Słowackiego oraz Szekspira. Podo­
bieństwa zewnętrzne (często pozory podobieństw), które znajdują, a które
przez Hoesickowską metodę podnoszą do znaczenia integralnego, prowa­
dzić muszą do dezorientowania, a przez to do takich parodii, jakimi stają się
sztuki Słowackiego w teatrach polskich [...]. Może by krytyka raczyła raz
zrozumieć, że o zapożyczeniach i reminiscencjach w twórczych naturach
nie może być mowy (twórcy mają często identyczne obrazy i identyczne
słowa!) [...] Może by też ktokolwiek zechciał się raz zabrać do studiów nad
teatrem w Genewie, który miał Słowacki pod bokiem, pisząc swoje
tragedie. Zapewniam, że to będzie daleko bardziej płodne w następstwa,
niż ściąganie Słowackiego wciąż do roli zwierciadła twórczości obcej."
80

82

Blisko pół w i e k u o d napisania t y c h s ł ó w , w roku 1 9 6 2 ,
Z b i g n i e w Raszewski zrealizował ten postulat L i m a n o w s k i e g o
w rozprawie W Szwajcarii.
Słowacki na widowni
teatru
genews­
kiego", w y k a z u j ą c w p ł y w d o ś w i a d c z e ń teatralnych S ł o w a c k i e g o
na j e g o t w ó r c z o ś ć dramatyczną. O p u b l i k o w a n e w k o ń c u lat
pięćdziesiątych i w latach sześćdziesiątych w y n i k i badań Raszew s k i e g o i i n n y c h d o w i o d ł y , że w i e d z a o przeszłości teatru daje
m o ż l i w o ś ć n o w e g o spojrzenia na k s z t a ł t o w a n i e się p o l s k i e g o
d r a m a t u r o m a n t y c z n e g o . A l e u p o c z ą t k u był tekst M i e c z y s ł a w a
L i m a n o w s k i e g o , n a w i a s e m m ó w i ą c przeoczony czy z a p o m n i a n y
przez t y c h , którzy podjęli te badania. Przeoczyli ten tekst i n a z w i s ­
k o j e g o autora r ó w n i e ż organizatorzy i uczestnicy s y m p o z j u m ,
które o d b y ł o się w W a r s z a w i e w d n i a c h 10 i 11 g r u d n i a 1 9 7 9 roku
p o d auspicjami I n s t y t u t u Badań Literackich P A N , p o ś w i ę c o n e g o
„ p r ó b i e i p r o p o z y c j i n o w e j lektury t w ó r c z o ś c i i biografii S ł o w a c ­
kiego w okresie m i s t y c z n y m . "
62

83

P o z o s t a w i ł L i m a n o w s k i r ó w n i e ż analizy t e k s t ó w d r a m a t y c z ­
n y c h , które w n i e j e d n y m rnogą być i dzisiaj inspirujące dla
t w ó r c z e g o reżysera czy aktora, nie m ó w i ą c o historyku teatru i
d r a m a t u . Nie w e w s z y s t k i m , o c z y w i ś c i e , można się z n i m zgodzić,
niektóre z j e g o w y w o d ó w i s t w i e r d z e ń z w e r y f i k o w a ł p o prostu
czas. A l e też w a r t o ś ć t y c h analiz nie polega w c a l e na t y m , że ich
autor ma w e w s z y s t k i m rację. Nie są t o w k o ń c u a k a d e m i c k i e ,
f i l o l o g i c z n e studia, lecz zapisane ś w i a d e c t w a teatralnych analiz
t e k s t ó w , oparte bardziej na n i e o c z e k i w a n y c h skojarzeniach,
asocjacjach, zaskakujących swą o r y g i n a l n o ś c i ą p o r ó w n a n i a c h ,
niż na l o g i c z n o - p o j ę c i o w y m d o w o d z e n i u . Stefan Srebrny przy­
p o m n i a ł , jak na jednej z prób w Reducie w i l e ń s k i e j L i m a n o w s k i
z w ł a ś c i w y m sobie t e m p e r a m e n t e m i rozbrajającą szczerością
z s z o k o w a ł młodą aktorkę o ś w i a d c z e n i e m : „ T o ty nie wiesz, że ja
naprzód muszę p o w i e d z i e ć dziesięć g ł u p s t w , aby p o t e m p o w i e ­
dzieć coś m ą d r e g o . " Trzeba o t y m pamiętać.
84

„Limanowski — charakteryzował go dalej Srebrny — był uczuciowcem
i intuicjonistą. Często w zdumiewający sposób dochodził do trafnych
wniosków intuicyjnie, przeskakując całe szeregi ogniw wiążących punkt
wyjścia z ostateczną konkluzją. I to nieraz w wypadkach, gdy przedmiot nie
był mu dostatecznie znany i na zbudowanie tych ogniw brakło by mu
materiału. Zdarzało się, że jeden jakiś szczegół błyskawicznie oświetlał mu
drogę do końcowego wniosku, na który po dobudowaniu brakujących
ogniw godzić się musieli ludzie znający przedmiot lepiej od niego.
Limanowski «czuł», że tak być musi — i okazywało się często, że miał rację.
Często, choć, oczywiście, nie zawsze. [...] dowodzi to tylko, jak bogate
i wielostronne były złoża jego zdolności inspiracyjnych, jak działały one
twórczo we wszystkich niemal kierunkach, niekiedy nawet w tych, które
raczej obce były jego naturze."
W i e l e ze s w o i c h z d o b y c z y t w ó r c z y c h Reduta zawdzięczała
b o d ź c o m , k t ó r y c h ź r ó d ł e m był L i m a n o w s k i . W w i e l u w y p a d k a c h ,
g d y b y wszcząć p o s z u k i w a n i a w s t e c z — o d realizacji idei d o jej
narodzin — u p o c z ą t k u d r o g i t r a f i l i b y ś m y na L i m a n o w s k i e g o .
O b i e k t y w n i e , m ó g ł się o n m y l i ć i m y l i ł się nie j e d e n raz. J e g o
skojarzenia „ b y w a ł y czasem o l ś n i e w a j ą c e i w całkiem n o w y m
ś w i e t l e u k a z y w a ł y znane fakty; kiedy indziej g u b i ł y się w istnym
labiryncie urojeń i p r o w a d z i ł y d o w n i o s k ó w p o z b a w i o n y c h
wszelkiej p o d s t a w y . Ale n a w e t w t e d y , g d y ich w a r t o ś ć p o z n a w ­
cza była m i n i m a l n a , posiadały one magiczną siłę i n s p i r a t o r s k a . "
G d y w p a d a ł w s w ó j z w y k ł y „ t r a n s " , w y z w a l a ł i bezustannie
p o b u d z a ł w y o b r a ź n i ę o t o c z e n i a , w p r a w i a ł ją w r u c h , d o p r o w a ­
dzał d o t e m p e r a t u r y wrzenia i taką temperaturę starał się p o t e m
u t r z y m y w a ć w c a ł y m procesie t w ó r c z y m .
Nie w e w s z y s t k i m zestarzała się dzisiaj j e g o s w o i s t a filozofia
i myśl teatralna. Dalej, tak jak o n , t ę s k n i m y za teatrem — l a b o r a t o ­
r i u m , teatrem s t u d y j n y m , teatrem — „ k l a s z t o r e m " , za czystą a t m o ­
sferą pracy w teatrze. T ę s k n i m y za „ z b i o r o w ą d u s z ą " , za ś w i ę t y m i
i n i e z ł o m n y m i b o h a t e r a m i , p r ó b u j e m y ujarzmić „ s m o k a " w sobie
i z b i o r o w o ś c i a c h l u d z k i c h . Rozpaczamy jak L i m a n o w s k i : „ D z i ś
jesteśmy tacy mali, b e z b o ż n i , tacy jacyś o g r a n i c z e n i . N i e w o l n i c y
maszyn, które za nas myślą, czują, c i e r p i ą . " Z g a d z a m y się z n i m ,
że w s p ó ł c z e s n a cywilizacja u n i f i k u j e ludzi i kulturę, niszczy
i zabija o r y g i n a l n o ś ć , t w ó r c z o ś ć , rozbija „ r y t m i k ę ziemi p o l s k i e j " ,
d e p r a w u j e a l b o r u g u j e z w y c z a j e , obrzędy, rytuały, u r o c z y s t o ś c i ,
wielkie święta, dionizje.
85

86

87

88

M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i u j a w n i a się także j a k o j e d e n z prekur­
s o r ó w tej orientacji w teatrze p o l s k i m i e u r o p e j s k i m , która
w latach siedemdziesiątych z w r ó c i ł a się ku a n t r o p o l o g i i k u l t u r o ­
w e j i e t n o l o g i i p o t o , aby poszerzać czy przekraczać „ g r a n i c e
t e a t r u " a l b o też szukać na t y c h terenach i w t y c h dziedzinach

1

inspiracji dla pracy w d o m e n i e samej sztuki t e a t r u . P r z y t o c z o n a
u p r z e d n i o w y p o w i e d ź W ł o d z i m i e r z a S t a n i e w s k i e g o s t w i e r d z a tę
j e g o prekursorską rolę z u p e ł n i e j e d n o z n a c z n i e . O p r ó c z p r z y w o ł a ­
n e g o przez S t a n i e w s k i e g o t e k s t u Rok polski

i dusza

zamieszczonego

Sztuki

w

tym

numerze „Polskiej

Ludowej",

z t e g o s a m e g o obszaru t e m a t y c z n e g o p o c h o d z ą :
znaczenie

teatrów

( 1 9 2 2 ) , Smok,

ludowych

( 1 9 3 0 ) , Z powodu

wileńskiego

smoka

Wilno

i

harcerki

( 1 9 3 1 ) , Byl kiedyś

o p u b l i k o w a n y za życia L i m a n o w s k i e g o Pod
roku

Wychowawcze
teatr

( 1 9 3 7 ) , a k o r e s p o n d u j e z n i m r ó w n i e ż o s t a t n i tekst

Dionizosa
w

zbiorowa,

1924.

Urywek

ze

wspomnień

niebem

(1947),

otwartym
omawiający

pierwszą w y p r a w ę z e s p o ł u i I n s t y t u t u R e d u t y . W r o z p o c z ę t y m p o
roku

1969

okresie

poteatralnym

działalności

Grotowskiego,

a zwłaszcza w r e a l i z o w a n y m p o d j e g o k i e r u n k i e m Teatrze Ź r ó d e ł
(1976 — 1982),

w

ekspedycjach

pracującego

w

Paryżu

pod

p r z y w ó d z t w e m Petera B r o o k a M i ę d z y n a r o d o w e g o O ś r o d k a B a ­
d a ń T e a t r a l n y c h ( C I R T ) d o A f r y k i ( 1 9 7 3 ) i O d i n Teatret p r o w a ­
d z o n e g o przez d a w n e g o ucznia G r o t o w s k i e g o , E u g e n i o Barbę,
najpierw do

Pulii na P o ł u d n i u W ł o c h

(1974)

a następnie

do

i n d i a ń s k i e g o p l e m i e n i a J o n o m a n ó w na p o g r a n i c z u W e n e z u e l i
i Brazylii, gdzieś na w s i p o ł o ż o n e j nad g ó r n y m b i e g i e m O r i n o k o ,
w

p o ł u d n i o w y m zakątku wenezuelskiego terytorium

(1976),

wreszcie

w

Wyprawach

do

„enklaw

Amazonii

kulturowych"

w p o ł u d n i o w e j i w s c h o d n i e j Polsce i w i n n y c h k r a j a c h , p o d e ­
j m o w a n y c h przez O ś r o d e k Praktyk T e a t r a l n y c h
a także w

inspirowanej

„Gardzienice",

i nawiązującej d o jego

doświadczeń

działalności „ P o g r a n i c z a " i „ W ę g a j t " — można odnaleźć w ą t k i
i idee k o r e s p o n d u j ą c e z t y m i , k t ó r e L i m a n o w s k i

rozwijał

czy

których intuicje zapisywał w s w o i c h tekstach.

czysław

Limanowski

zasługuje

na rzetelną

monografię,

która

p o w i n n a stać się p a s j o n u j ą c y m d o k u m e n t e m z historii p o l s k i e j
k u l t u r y . Na w i e l k i e b o g a c t w o i zarazem k o m p l i k a c j ę j e g o o s o b o ­
w o ś c i w s k a z u j ą w s z y s c y , k t ó r z y g o lepiej znali. P r z y w o ł a m t u
jednak tylko świadectwa

Stefana S r e b r n e g o i Konrada

Górs­

kiego:
„Limanowski był naturą niezwykle skomplikowaną; w jego psychice
krzyżowały się elementy bardzo różnorodne, często sprzeczne. [...] T e
sprzeczności wyrastały jednak ze w s p ó l n e g o podłoża, które w pracy
teatralnej prowadzić mogło w tym lub innym konkretnym w y p a d k u do
pomyłek, ale ogólnie biorąc było w skutkach s w o i c h dobroczynne.
Podłoże o w o — to żądanie prawdy i szczerości przeżycia; żądanie, by
w sztuce aktora nie tylko nie było blagi i taniego efekciarstwa, ale aby nic
nie było «pomysłem», na zimno obmyślanym «chwytem», a wszystko — czy
to będzie reakcja psychiczna na codzienną sytuację «życiową», czy wyraz
uczucia metafizycznego lub religijnego — pełną prawdą w e w n ę t r z n ą .
I pod tym względem posiadał Limanowski w y j ą t k o w ą czułość na wszelką
nieszczerość w grze, na choćby najlżejszą próbę ułatwienia sobie zadania
sztuczkami i «nagrywaniami». M o ż n a się było nim posługiwać jak precyzyj­
nym, wysokoczułym instrumentem do wykrywania fałszu aktorskiego.
Wystarczyła jedna nuta fałszywa, jeden drobny szczególik martwy, «sztampowy», by L i m a n o w s k i syknął, zerwał się z krzesła, zaczął krzyczeć i szarpać
swoją bujną c z u p r y n ę . "
„Limanowski był s w e g o rodzaju geniuszem poznania intuicyjnego. Stąd
też w sferze twórczości artystycznej nie liczył się z argumentacją wyłącznie
pojęciową. [...] L i m a n o w s k i przedstawiał połączenie cech niezmiernie
rzadkie i przedziwne. Była tam olbrzymia intuicja i wyobraźnia obok
znakomitych cech intelektu i wszechstronnej wiedzy. Było niesłychane
napięcie życia u c z u c i o w e g o i stąd g w a ł t o w n o ś ć reakcji u c z u c i o w y c h obok
ciepła, dobroci i humoru. Była życiowa bezradność dziecka i abnegacja
obok zapatrzenia się w straszliwe, oszałamiające b o g a c t w o rzeczywistości,
którą chłonął w siebie wszystkimi zmysłami.
Złączenie w jednym człowieku tylu możliwości i kontrastów d a w a ł o
w w y n i k u jedną z najciekawszych i najbardziej kolorowych indywidualno­
ści, jakie się przesunęły przed oczami ludzi dzisiejszej e p o k i . "
89

90

O s t a t n i w r e s z c i e , c h o c i a ż w c a l e nie n a j m n i e j w a ż n y , p o w ó d ,
dla k t ó r e g o z d e c y d o w a ł e m się p o d j ą ć w y s i ł e k o c a l e n i a i p r z y p o ­
m n i e n i a t y c h t e k s t ó w , jest m o j a f a s c y n a c j a c i e k a w ą c h o ć przecież
do

dzisiaj

uczony,

kontrowersyjną

myśliciel

i



działacz

osobowością
teatralny,

ich

inspirator

autora.
i

Ten

prekursor

z a r ó w n o w n a u c e jak i w sztuce, u m y s ł w y b i t n i e t w ó r c z y , j e d e n
z c i e k a w s z y c h w s w o i c h c z a s a c h , które na c o j a k na c o , ale na
brak w y b i t n y c h i n d y w i d u a l n o ś c i nie m o g ł y się uskarżać — z całą
pewnością

nie

zasługuje

na

zapomnienie.

Byłaby

to

wręcz

N i e w ą t p l i w i e należał d o t y c h , którzy w y t y c z a j ą n o w e d r o g i .
F o r m u ł o w a ł t o , o c z y w i ś c i e , w j ę z y k u s w o j e j e p o k i . J e g o język
i styl r z e c z y w i ś c i e b y w a j ą s t a r o ś w i e c k i e . Należą d o e p o k i , której
nie ma już o d d a w n a . O s o b l i w y p a r a d o k s p o l e g a j e d n a k na t y m ,
że M i e c z y s ł a w L i m a n o w s k i w r a z z całą t o w a r z y s z ą c ą m u aurą
staroświecczyzny

ma n a m jeszcze c i ą g l e znacznie w i ę c e j

do

p o w i e d z e n i a o teatrze, k u l t u r z e i w k o ń c u o nas s a m y c h , niż w i e l u
s p o ś r ó d t y c h , którzy uważają się za a w a n g a r d ę naszych c z a s ó w .

w y j ą t k o w a lekkomyślność i krótkowzroczność. Przeciwnie: M i e ­

Jesień 1986 -

zima 1 9 8 7

PRZYPISY
1

Tekst tu publikowany, zamierzony był przez autora jako wstęp do
książki Mieczysława L i m a n o w s k i e g o Byl kiedyś teatr Dionizosa,
wybór,
wstęp i opracowanie: Z. Osiński. Książka czeka od 1 9 8 7 r. na publikację
w W y d a w n i c t w i e Literackim, i trudno spodziewać się, by się w niedługim
czasie ukazała.
L. Roszko, Mieczysław
Limanowski
(1876—1948),
[W:] Z dziejów
nauki polskiej. Księga Pamiątkowa
Towarzystwa Naukowego
w Toruniu
(1875— 1975). Pod redakcją: A . Hutnikiewicza, L J a n i s z e w s k i e g o . War­
s z a w a — P o z n a ń — T o r u ń 1 9 7 5 s . 277 — 3 0 6 ; Z. Wójcik, Mieczysław
Lima­
nowski (18761948), „Wszechświat" 1967, z. 5, s. 126 - 1 28; J . Marosz,
Mieczysław Limanowski w latach 1876— 1923, „Prace M u z e u m Ziemi" nr
15, cz. I, W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 141 - 1 5 5
Mieczysław
Limanowski.
Studia Societatis Scientiarum Torunensis.
Supplementum II, Toruń 1 9 5 0 : E. Passendorfer, Mieczysław
Limanowski
jako geolog, s . 17 — 36; R. G a l o n , Mieczysław Limanowski jako geograf, s .
37 - 3 9 ; W. Goetel, Mieczysław Limanowski.
Wspomnienie, s. 41 —44; K.
Stecki, Wspomnienia o Mieczysławie
Limanowskim
z lat 1909— 1914, s .
45-50
A . Chałubińska, Wspomnienia o prof. M. Limanowskim,
„Czasopismo
Geograficzne" t. X X I / X X I / X X I I , 1 9 5 0 / 1 9 5 1 . W r o c ł a w 1 9 2 5 , s. 5 2 9 - 5 3 2 ;
B. Halicki, Mieczysław Limanowski, „Przegląd Geograficzny" t. XXI, 1 9 4 7 ,
W a r s z a w a 1 9 4 8 , s . 3 4 8 - 3 5 1 ; C . Kuźniar, Mieczysław
Limanowski,
Wspomnienie pośmiertne, „Rocznik Polskiego T o w a r z y s t w a G e o l o g i c z ­
nego" t. XVIII, Kraków 1 9 4 9 , s. 3 1 8 - 3 3 2 ; S . M a ł k o w s k i ,
Mieczysław
Limanowski,
„Chrońmy Przyrodę Ojczystą" 1 9 4 8 , nr 3 — 4, s. 24 — 26
S . Narębski, Ojciec i syn weszli do polskiego panteonu.
Słowo
o Mieczysławie
Limanowskim,
„Glos Pomorza" 2111948, nr 3 2 ; J .
Maśliński, Kim byl Mieczysław
Limanowski,
„Gazeta Z a c h o d n i a "
9111948, nr 38; W. Charkiewicz, Liman, „ L w ó w i W i l n o " [ L o n d y n ]
2 9 1 1 1 9 4 8 , nr 6 1 ; J . Wyszomirski, Infernalny Liman, „ N o w i n y Literackie"
1 9 4 8 , nr 2 1 , s. 3. Przedruk: „ L w ó w i W i l n o " [ L o n d y n ] 1 V I 1 1 9 4 8 , nr 7 8
J . B . , Toruń ku czci śp. prof. Mieczysława
Limanowskiego,
„Głos
Pomorza" 9 I11948, nr 3 8
L. Roszkówna, Sesja naukowa poświęcona pamięci profesora
Mieczy­
sława Limanowskiego,
„Przegląd Geograficzny" t. 4 2 , W a r s z a w a 1 9 7 0 , z.
4, s . 7 9 9 - 8 0 1
2

9

4

5

8

7

8

M. L i m a n o w s k i , Sur la tectonique
des Monts Peloritains dans le
environs de Taormina (Sicile), „ Bulletin de la societe r a n d o i s e d e s s c i e n c e s
naturelles" vol. X L V , nr 165, Imprimeries Rćnnies, L a u s a n n e 1909; Sur la
tectonique
des Monts, Peloritains
dans le environs de Taormina par
Miecislas L i m a n o w s k i , [w:] Bulletin
des laboratories
de
geologie,
geographic
physique, mineralogie
et paleontologie
de I'Universite de
Lousanne
B. L i m a n o w s k i , Pamiętniki,
oprać. J . Durko; t. 1 ( 1 8 3 5 - 1 8 7 0 )
z przedmową A . Próchnika, W y d . II, W a r s z a w a 1 9 3 7 , W y d . II W a r s z a w a
1 9 5 7 ; t. 2 ( 1 8 7 0 - 1 9 0 7 ) , W - w a 1958; t. 3 ( 1 9 0 7 - 1 9 1 9 ) , W - w a 1 9 6 1 , t.
4 ( 1 9 1 9 - 1 9 2 8 ) , W - w a 1973
J . S z c z u b l e w s k i : Pierwsza Reduta Osterwy, W a r s z a w a 1 9 6 5 ; Żywot
Osterwy, W y d . I, W a r s z a w a 1 9 7 1 ; W y d . II, W a r s z a w a 1 9 7 3
9

1 0

11

Przemówienie
dyr. Horzycy,
Torunia na pogrzebie
profesora
Pomorza" 3 0 11948, nr 29

[ w artykule:] A . F . , Świat
Mieczysława
Limanowskiego,

naukowy
„Głos

1 2

M. L i m a n o w s k i , Wycieczka w Tatry i Pieniny. IX
Międzynarodowy
Kongres Geologiczny
1903, „Pamiętnik T o w a r z y s t w a Tatrzańskiego" t.
X X V , Kraków 1 9 0 4 , s. 181
1 9

M. L i m a n o w s k i , Marian Raciborski. Wspomnienie
Polskie" 1 9 1 7 , nr 1 1 8
„ N a u k a P o l s k a " t. III, 1 9 2 0 , s . 6 0 - 6 2 .

pośmiertne,

„Echo

1 4

15

Kultura wsi. Biuletyn XIII
zagadnieniom
kultury wiejskiej
W a r s z a w a 1 9 3 0 , s. 2 0 - 2 1
1 8

M. L i m a n o w s k i , Maurycy
227-231

Konferencji
Oświatowej,
poświęconej
w Polsce. Łowicz
10, 11, 12 I 1930,
Lugeon,

„Wszechświat" 1 9 3 7 , nr 8, s.

1 7

Goethe, Podróż włoska. Tłum., przypisy i posłowie H. Krzeczkowski,
Warszawa 1980, s. 70
1 8

Przedruki w : L. Schiller, Teatr Ogromny. Oprać, i wstępem opatrzył Z.
R a s z e w s k i , W a r s z a w a 1 9 6 1 , s . 2 8 4 ; L. Schiller, Droga przez teatr
19241939. Oprać. J . T i m o s z e w i c z , W a r s z a w a 1 9 8 3 , s. 3 6 8 - 3 6 9
A. Słonimski, Alfabet wspomień. W a r s z a w a 1 9 7 5 , s. 1 2 5 - 1 2 6 . Pier­
wodruk pt. Obrona odbiorcy, „Tygodnik P o w s z e c h n y " 1 9 7 1 , nr 51 - 5 2
Por. m.in. pozycje w przypisach 3 i 4 do niniejszego tekstu.
1 9

2 0

83

2 1

Por. J . Kolbuszewski, Tatry w literaturze polskiej, Kraków 1 9 8 2 , s.
4 0 7 - 4 2 5 (W kręgu
„Nietoty").
Szczublewski: Pierwsza Reduta Osterwy, s. 209; Żywot Osterwy, s. 2 4 4
List byt pisany w Zaściance, poczta B a w o r ó w , powiat tarnopolski,
gdzie L i m a n o w s k i — po powrocie z kolejnego pobytu w e Włoszech —
przebywał w majątku M a l c z e w s k i c h od połowy sierpnia do pierwszych dni
listopada 191 2 r. — Listy Mieczysława Limanowskiego
do Tekli Góreckiej
1911 - 1914. Autografy. Zbiory S p e c j a l n e Instytutu Sztuki P A N
* Notatki rękopiśmienne Mieczysława L i m a n o w s k i e g o . Zbiory Julii
Marosz w Warszawie. — Najwcześniejsze z tych notatek noszą datę
5 kwietnia 191 9, w ogóle większość z nich pochodzi z tego roku (ostatnia
zapisana data: 6 lipca 1 9 1 9 ) . W tym czasie powstały również niewątpliwie
Zasadnicze podstawy sztuki teatru ezoterycznego
i Zasadnicze
podstawy
twórczości aktorskiej. Natomiast Słowniczek
aktorski redutowy i Słow­
niczek redutowy są z całą pewnością późniejsze.
Piszę o tym obszerniej w e Wstępie do: M. L i m a n o w s k i , J . O s t e r w a ,
Listy, W a r s z a w a 1 9 8 7 , s . 6 3 - 8 1
A. Artaud, Oeuvres
completes,
Gallimard, Paris 1 9 6 9 , t. VII
(Heliogabale
ou /'Anarchistę
couronne. Les Nouvelles Revelations
de
J'Etre), s . 1 3 9 - 1 4 1 , 3 4 7 - 3 5 0 i 4 1 9 - 4 2 4
C . G . J u n g , Rebis czyli kamień filozofów. Wybrał, przełożył i poprze­
dził wstępem J . Prokopiuk, W a r s z a w a 1 9 8 8 , s . 5 0 3 — 5 6 7 (XIV. Syn­
chroniczność).
List pisany w K o s o w i e . Rękopis znajduje się w zbiorach Julii Marosz.
Por. L i m a n o w s k i , O s t e r w a , Listy, s. 1 2 3
R. Steiner, Die Weltgeschichte
in anthropospohischer
Beleuchtung
und ais Grund/age der Erkenntnis des Menschengeistes.
Mysterienstatten
des Mittelalters,
Rosenkruezertum
und modernes
Einweihungsprinzip.
Dornach
1962
[14
odczytów
wygłoszonych
w
okresie:
24.12.1923-13.01.1924]
Por. M. K. W o ł o w s k i , Antropozofia
Rudolfa Steinera i jej
przeciwnicy
w Polsce, W a r s z a w a 1 9 2 6
M. L i m a n o w s k i , Moskwa przez pryzmat polskiej duszy. I Dzwony,
„Gazeta Polska" ( M o s k w a ) 2 8 V I I I ( 1 0 I X ) 1 9 1 6 , nr 2 3 6 ( 3 0 3 ) , s . 2
M. L i m a n o w s k i , Moskwa przez pryzmat duszy polskiej. II Sen białego
Kremla. „Gazeta Polska" ( M o s k w a ) 20 IX ( 3 X ) 1 9 1 6 , nr 2 5 9 ( 3 2 6 ) , s . 2
mrs, W obliczu idealizmu. Na marginesie prelekcji
Limanowskiego
i Osterwy o Reducie, „Kurier Wileński" 4 X 1 1 9 2 5 , nr 2 5 1 , s . 2
Z. Kępiński, Mickiewicz
hermetyczny. W a r s z a w a 1980, s. 2 0 8
Steiner, Boże Narodzenie
— święto inspiracji, s. 10
Kępiński, s . 3 0 7 - 2 0 9
Por. J . Znamierowski, Glosy naszych czytelników.
W imię Prawdy,
„Kurier Wileński" 2 6 1 1 1 9 2 5 , nr 47, s . 2 - 3
L. C h a j n , Wolnomularstwo
w II Rzeczypospolitej,
W a r s z a w a 1 9 7 5 , s.
2 1 6 ; L. C h a j n , Polskie wolnomularstwo
1920-1938,
W y d . II zmienione,
W a r s z a w a 1 9 8 4 , s. 188; L. Hass, Ambicje,
rachuby,
rzeczywistość.
Wolnomularstwo
w Europie Środkowo-Wschodniej
1905—1928.
War­
s z a w a 1984, s . 2 3 2 - 3 7 0
L i m a n o w s k i , Istota ku/tury. s . 15
M. L i m a n o w s k i , W Wilnie glos ma urbanistyka. (IX, Mickiewicz
prosił,
aby figur nie naruszać), „ S ł o w o " 4 V 1 1 9 3 7 , nr 152
S. 1 5 - 1 8
J . R e y c h m a n , Peleryna, ciupaga i znak tajemny. Posłowie J . Krzyżano­
w s k i . W y d . II, Kraków 1 9 7 6 , s . 1 6 4 - 1 6 7
Por. J . В., Toruń ku czci śp. prof. Mieczysława
Limanowskiego.
Por. J . Stradecki, W kręgu Skamandra,
W a r s z a w a 1 9 7 7 , s. 2 4 3 ;
S z c z u b l e w s k i , Pierwsza Reduta Osterwy, s . 86 — 8 9
Słonimski, Obrona
odbiorcy
J . Lechoń, Dziennik, t. 1, L o n d y n 1 9 6 7 , s. 2 4 6 i t. 3, L o n d y n 1 9 7 3 ,
s. 471
J . Krzyżanowski, Cenna kartka z dziejów Zakopanego.
[W:] R e y c h ­
man, s . 2 6 5
J . Miciński, Z tajemnic Reduty. Garść wspomnień i ostrzeżeń, „ W i a ­
domości Literackie" 14 V 1 1 9 2 5 , nr 24, s . 1. Por. S z c z u b l e w s k i , Pierwsza
Reduta Osterwy, s. 2 6 5 - 2 6 8
„Glos Pomorza" 1 9 4 8 , nr 32
J . B . , Toruń ku czci śp. prof. Mieczysława
Limanowskiego
„Gazeta Z a c h o d n i a " 1 9 4 8 , nr 38
J e - M i , O Mieczysławie
Limanowskim,
„Głos Wielkopolski" 7111 9 4 8 ,
nr 37
Najzas/użeńsi
wilnianie. Ostateczne obliczenia głosów, „ S ł o w o " 2 0
i 21 11933, nr-y 19 i 20
W y s z . [ J . W y s z o m i r s k i ] , Nasza ankieta, „ S ł o w o " 14 IV 1934, nr 99
T. Byrski, Teatr — radio. Wspomnienia,
Warszawa 1976, s. 185
2 2

2 3

2

2 5

2 6

2 7

2 8

2 5

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 8

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

53

5 4

8 5

84

5 6

5 7

Roszko, s. 2 9 3
Schiller, Droga przez teatr 1924-

1939, s . 3 6 9 - 3 7 0

5 8

„Wiadomości Literackie" 1 9 2 5 , nr 2 6 / 7 8 . Przedruki [ w ] : H. M a ł k o w s ­
ka, Wspomnienia
z „Reduty",
Warszawa 1960, s. 209 — 217; S . Jaracz,
0 teatrze i aktorze. Oprać, i wstępem opatrzył W. Natanson, W a r s z a w a
1 9 6 2 , s. 33 - 4 2 ; O Zespole Reduty 1919 - 1939. Wspomnienia, W a r s z a w a
1 9 7 0 , s . 2 5 — 3 3 [z małymi skrótami]. Myśl teatralna polskiej
awangardy
1919-1939.
Antologia.
Wybór i wstęp S . Marczak-Oborski. Noty L.
Kuchtówna, W a r s z a w a 1 9 7 3 , s . 7 4 - 8 1
5 9

[W:] Mieczysław
Limanowski; s . 7 2 . Przedruk w: S . Srebrny, Teatr
grecki i polski. Wybór i oprać. S . Gąssowski. W s t ę p J . Ł a n o w s k i , W a r s z a w a
1 9 8 4 , s. 6 4 4
6 0

F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra. Książka
nikogo. Przel. W. Berent, W a r s z a w a 1 9 0 7 , s . 12

dla wszystkich

i dla

8 1

E. Świerczewski, Mieczysław Limanowski, „Przegląd Teatralny i Kine­
matograficzny" 1 9 2 2 , nr 17, s . 5 —8
Przemówienie
dyr. Horzycy.
J . S z a n i a w s k i , W pobliżu teatru. Kraków 1 9 5 6 , s . 1 7 9
A r c h i w u m Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Akta Mieczy­
sława L i m a n o w s k i e g o
82

8 3

8 4

85

Rozmowa z Włodzimierzem
Staniewskim.
Rozmawiała Izabella Bodnar, „Pismo Literacko-Artystyczne" 1 9 8 6 , nr 3, s . 141
W. Staniewski, O Wyprawie do Laponii — inaczej, „ D i a l o g " 1984, nr
8, s . 1 0 7
L i m a n o w s k i , Marian
Raciborski
M. L i m a n o w s k i , Muzeum, którego dotąd nie by/o, „Gazeta C o d z i e n ­
n a " 1 9 4 0 , nr 15
L i m a n o w s k i , O s t e r w a , Listy, s . 1 5 0
8 8

8 7

8 8

8 9

70

Listy Juliusza Osterwy. Wstęp napisał J . Z a w i e y s k i . Listy zebrała E.
Osterwianka, Redaktor tomu E. Krasiński, W a r s z a w a 1 9 6 8 , s . 90 ( D o
R o m a n a Piotrowskiego, Wilno, 1 0 X 1 1 9 2 7 )
71

tamże, s. 2 3 7 ( D o Marii Dulęby. Siedliska, 14 V I I 1 1 9 3 9 )
J G r o t o w s k i , Jak żyć by można, ..Odra" 1 9 7 2 , nr 4, s . 3 4
List wysłany z majątku D y n o w s k i c h w Istalsnie, poczta L u c y n ,
Witebska gubernia. — Listy Mieczysława L i m a n o w s k i e g o do Tekli Górec­
kiej 1 9 1 1 - 1 9 1 4
Zaścianka, poczta B a w o r ó w , u M a l c z e w s k i c h . — Listy Mieczysława
L i m a n o w s k i e g o do Tekli Góreckiej 1911 — 1 9 1 4
[Zakopane] 17 października 1 9 1 1 . — Listy M. L i m a n o w s k i e g o do
Tekli Góreckiej 1 9 1 1 - 1 9 1 4
Edward Krasiński w recenzji wewnętrznej książki, przypis 1.
J . G r o t o w s k i , Teatr Źródeł, „Zeszyty Literackie" 19, [Paryż 1 9 8 7 ] , s .
105
Tamże, s . 1 0 4 - 1 0 5
7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

7 9

J . Grotowski, Tecniche originarie dell'attore, Istituto del Teatro e delio
Spettacolo, [ R z y m b.d.], maszynopis powielony, s . 1 9 5 — 196
„Sfinks" 1914, nr 7, s. 108
„Pamiętnik Teatralny" 1 9 6 2 , z. 1, s. 101 - 1 1 6
Z. R a s z e w s k i , Słowacki i Mickiewicz
wobec teatru
romantycznego.
Dwa epizody, „Pamiętnik Teatralny" 1 9 5 9 , z. 1 — 3 , s . 5 - 4 6 . Przedruk w:
Z. R a s z e w s k i , Staroświecczyzna
i postęp czasu. O teatrze
polskim
(17651865), W a r s z a w a 1 9 6 3 , s. 221 — 269; Z R a s z e w s k i , O treatralnym
kształcie „Balladyny",
„Pamiętnik Teatralny" 1 9 5 9 , z. 1 - 3 , s. 1 5 3 - 1 8 6 .
Por. też: J . Maciejewski, Zagadka „Kordiana",
„Pamiętnik Teatralny"
1 9 5 9 , z. 1—3, s . 102 — 130; J . Maciejewski, „Kordian"
— dramatyczna
trylogia, Poznań 1 9 6 1 , s . 1 0 5 - 1 3 4 [Rozdz. Widowisko]
i 245-247; J .
Maciejewski, Trzy szkice romantyczne.
O „Dziadach"

„Balladynie'
— Epilogu „Pana Tadeusza", Poznań 1967; M . W i t k o w s k i , Świat teatralny
młodego Mickiewicza,
W a r s z a w a 1971
Słowacki mistyczny. Propozycje i dyskusje sympozjum.
Warszawa
10—11 grudnia 1 9 7 9 . Pod redakcją M. J a n i o n i M. Żmigrodzkiej,
W a r s z a w a 1 9 8 1 . Por. też: J . T o m k o w s k i , Juliusz Słowacki
i tradycje
mistyki europejskiej, W a r s z a w a 1 9 8 4
Srebrny, Teatr grecki i polski, s. 72
Tamże, s. 6 3 , 6 8
Tamże, s . 6 7
M. L i m a n o w s k i , Z powodu wileńskiego Smoka. Z przemówienia
na
akademii dnia 26 kwietnia b.r., „ S ł o w o " , 6 . V . 1 9 3 1 , nr 1 0 3
Na podstawie fragmentu recenzji w y d a w n i c z e j E d w a r d a Krasińskiego
z książki M. L i m a n o w s k i , Był kiedyś teatr Dionizosa — por. przypis 1
Srebrny, Teatr grecki i polski, s . 6 5
K. Górski, O stosunku Mieczysława
Limanowskiego
do dzieł literac­
kich, [w:] Mieczysław
Limanowski, s. 5 5
8 0

8 1

8 2

83

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

9 0

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.