62c021dd211a1901d9045ae7cbb6c7a1.pdf
Media
Part of Więdnięcie. Twórcy i trupy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4
- extracted text
-
Suchoty albo więdnięcie ma osoby trzy: jedna, kiedy się
ciało nie tuczy, a zawżdy z niego odchodzi, a nic nie przy
bywa... druga osoba jest zla sprawa ciała, gdy wszystkie
karmie w człowieku łatwie się każą... trzecia osoba: płuc
gnicie początek ma od głowy.
- Hieronim Spiczyński, „Zielnik", 1556'
ALEKSANDRA
M A G D A L E N A
2
0 wysuszonym ciele, ze zwierzęcą kocią głową.
Suchotnik w ludowych opowieściach to osoba, któ
ra więdnie i traci ciało (suchoty, dawna nazwa gruźlicy,
to także określenie dotyczące wyniszczenia spowodowa
nego przewlekłą chorobą płuc, zanikiem elementu cia
ła, np. szpiku kostnego). Na uwiąd, schnienie, charłac
two powstają leki, mikstury i obrządki nasycające i wy
pełniające ciało; może być to borsucze sadło, okłady
z ciepłych jeszcze wnętrzności, ciepła krew końska lub
spisany przez Biegeleisena sposób: „gdy kobieta choru
je, wziąć owcę, gdy mężczyzna - skopa, zdjąwszy z nich
skórę tak całkiem jak jest, utłuc, usiekać, w kocioł z wo
dą włożyć i gotować, a potem kąpać się i myć — czyniąc
to po trzykroć". Podobne wyobrażenia przedstawiają
zażegnywania słyszane z ust zamawiaczy i szeptunów:
„Święty Gabryjelu! Weź te suchości! A nalej w te kości
tłustości!" W wyobrażeniach suchot ciało zanika, aż do
najgłębszych warstw - kości i szpiku.
3
4
Gruźlica otacza się również metaforami wilgoci
1 flegmy. W ludowych opowieściach o stworzeniu czło
wieka nieczystości ukryte w ciałach przedstawiane są
jako diabelski śluz, plwocina. Mity Hucułów snują
opowieści o pierwszym człowieku, obdarzonym dosko273
RADKOWSKA
T O M A S Z
B
ardzo obszernym źródłem ukazującym suchotni
ków w coraz to innej perspektywie jest dziedzic
two znachorskich zamów, leków, ludowych etio
logii. Wywołują one nieraz uśmiech, nieraz zdziwienie
i dreszcze, charakteryzują się jednak specyficzną logi
ką. Henryk Biegeleisen w obszernym dziele Lecznictwo
ludu polskiego wydanym w 1929 roku pisze: „Lud nasz
wyobraża sobie (...) duchów tej lub owej choroby (...)
Zły duch, gdy upodoba sobie, czyli «wda się w kogoś»
- jak mówią wieśniacy - to włazi w niego - siedzi
w środku i dokazuje: krzyczę ryczę, czasem wyskakuje
do góry. Sprawcą choroby - według mniemania na
szych włościan - bywa obcy, wrogi człowiekowi, zły
duch, co uwydatniają w wyrażeniu: «Tłukła ją choroba», «zimno ją trzęsło» i t p . " Takie „niematerialne" si
ły rozstrajające organizm wypełniają tańce syberyj
skich szamanów walczących o ciała i dusze swych
współplemieńców. Obrzędy dotyczą światów duchów
i groźnych bóstw (tworzących liczne hierarchie). Tań
czący czarownik obcuje z duchami chorób w sposób
bardzo cielesny, zwyczajny - zbliża się do chorego i ob
wąchując go, próbuje odnaleźć miejsce, w którym
schował się duch (abaasy). Opowiada później o spo
tkanych istotach i wyrysowuje ich sylwetki. Abaasy,
jakucki duch choroby, ukonkretyzowany jako duch
gruźlicy, jest zwartą i wąską postacią, wyniszczoną,
BANASZKIEWICZ
R A K O W S K I
Więdnięcie*
Twórcy i trupy
Wstęp do antropologii gruźlicy
nałym, nieśmiertelnym ciałem, które czart opluwa
swoją nieczystością; stwórca, widząc, co się stało, wy
wraca skórę Adama na drugą stronę, od tej pory pod
nią skrywają się wszelkie złe duchy: choroby, śluzy
i wilgocie. Wilgoć i nieczystość towarzyszyła średnio
wiecznym oparom unoszącym zarazę, wilgoć jest zna
kiem i naturą gruźlicy. Susan Sontag w książce o metaforyzacji chorób pisze: „Uważano, że gruźlica jest
chorobą związaną z wilgocią, przypadłością parnych
i cuchnących miast. Wnętrze ciała ulegało zawilgot
nieniu (ulubionym określeniem była tu «wilgotność
płuc») i należało je osuszyć".
5
Wreszcie włosy, sierść i pióra. W słowiańskich
i azjatyckich mitach zestawianych przez Ryszarda To
mickiego istoty przedludzkie pokryte są sierścią, któ
rą tracą, stając się ludźmi. Archaiczne runo jest więc
atrybutem pół zwierzęcych, pół ludzkich demonicz
nych stworzeń. To skojarzenie (włosy - nieczyste du
chy) zawierają języki słowiańskie (voloseh - oznacza
sierść owczą, voloseh to czart, zły duch, vohsic to ro
bactwo powodujące choroby), obecne jest również
w zwyczajach mongolskich - w jurtach do czasu obcię
cia włosów pozostaje się kimś pomiędzy człowiekiem
a nie-żyjącym, nie-osobą, trupem. W ludowych,
chłopskich etiologiach suchot pojawiają się opowieści
o połkniętych włosach lub piórkach - płuca schną,
ponieważ oplątują je długie włosy. Stosownie do tych
wyobrażeń siedliskiem duchów gruźlicy zostają pokry
te sierścią domowe zwierzęta - krakowiacy na sucho
ty zalecają, jak pisze Kolberg, „kąpiel wraz z żywym ko
tem lub psem w przekonaniu, aby w te zwierzęta su
choty przeszły, które daleko za dom wyrzucają aż do
trzeciego razu", zaś Biegeleisen pisze, że takiej choro
by dostaje ten, kto kota oblewa wodą, pluje na psa,
wreszcie ten, kto połknie koci włos. Często słyszymy
słowa „tfu, na psa urok", co znaczy: niech na psa przej
dzie urok, czyli choroba.
6
7
Banaszkkwkz, Radkowska, Rakowski • WIĘDNIĘCIE. TWÓRCY 1 TRUPY
W mitach i przedstawieniach „typu ludowego",
w tekstach etnografii, ciało suchotnika mieści się
gdzieś pomiędzy ciałem człowieka a ciałem wychudzo
nego kota, demona, ttupa.
Sytuacja nabywania nowego, chorego ciała, przej
ście od ciała sytego, wypielęgnowanego do ciała gruź
liczego posiada swe symboliczne przystanki - momen
ty chwilowej utraty tożsamości. Przykładem mogą być
tu losy Hansa Castorpa z Czarodziejskiej Góry. Pierw
sze tygodnie pobytu w sanatorium zmieniły funkcjono
wanie bohatera tak, że przestały mu smakować ulubio
ne cygara „Maria Mancini", których palenie było do
tąd jego największą namiętnością: „Zastanawiałem się
cały czas, co mi dolega, a teraz dopiero uświadomiłem
sobie, że m i moja «Maria» nie smakuje. Ma smak pa
pier mache' (...) To jest nie do pojęcia!" Symboliczna
utrata ciała i tożsamości wyraża się metaforycznym za
wieszeniem zwykłych i najbardziej oczywistych funkcji
organizmu - zanikiem tytoniowych rozkoszy. Po pew
nym czasie dokonuje się przemiana - hamburski
mieszczanin nabywa nowego, gruźliczego ciała, wraca
też smak i aromat „Marii".
8
Cierpienia związane z gruźlicą długo uważane były
przez wielu za nobilitujące i uszlachetniające. „Kiedy
byłem młody, nie potrafiłem uznać za lirycznego poetę
nikogo, kto ważył więcej niż dziewięćdziesiąt dziewięć
funtów" - miał powiedzieć Teodor Gautier. W mitolo
gii tej choroby wyróżnia się bowiem przede wszystkim
bladą twarz (kojarząca się z przezroczystością), pod
krążone świecące oczy i niezwykłą szczupłość. Ten ob
raz widać też w portretach emigrantów-gtuźlików opi
sywanych przez Barbarę Zaorską: „Dziwna ta choroba
osłabiając ciało nie pozostawiała widocznych uszko
dzeń. Chory chudnie, na jego twarzy maluje się depre
sja i niepokój. Koresponduje to z przezroczystością
skóry, pozwalającą widzieć przepływającą w żyłach
krew, jego twarz wydaje się być oświetlona jego wnę
trzem (...) Ceglaste zaczerwienienie policzków pod
kreśla biel zębów, a oczy lśnią pięknie, ocienione dłu
gimi rzęsami. Również włosy koloru rudego krzyżujące
się ze światłem podkreślały bladość twarzy cho
rych". Nowe ciało staje się lekkie i przezroczyste. W i
zerunek wnętrza, gałązek płuc wywołanych przez apa
rat Roentgena, nadaje płucom i ciału status substancji
eterycznej, subtelnej, podobnie jak subtelne są twór
cze umysły Europy. Ciało zaczyna fascynować; jego
zdjęcie - zdjęcie rentgenowskie - można, jak to robią
bohaterowie Manna, nosić w kieszeniach.
9
Dążenie do wychudzonego ciała, czy po prostu nie-ciała, charakteryzuje także współczesny kanon urody.
„Czuję się wypożyczona fizjologii. Muszę odżywiać cia
ło, nosić je ze sobą, gdy w środku czuję się kimś innym.
Niecielesnym" - mówi Sandra K., anorektyczna boha
terka opowiadania Manueli Gretkowskiej. Dzisiej
sze heroinowe dzieci (jak można by określić ten typ
urody, nie bez związku z używkami) odsyłają nas jed
nak do zewnętrzności, wyglądu, w którym wszystko
10
274
musi być w całkowitym porządku, bez objawów choro
by jako czegoś nieestetycznego.
Dwieście lat temu suchotniczy wygląd oznaczał
cierpienie, kojarzono go z pożądaną melancholią, inte
resującym smutkiem. Gruźlica „uduchowiała". Nada
wała wrażliwość konieczną do tworzenia, stawiała
chorego w rzędzie istot szczególnych, ludzi pięknych
i uduchowionych, delikatnych i wysublimowanych,
o szerszej wyobraźni i horyzontach myślowych, wyno
siła ponad przeciętność.
Współczesność zapożyczyła sobie suchotniczy ka
non urody, odrzucając to, co w nim związane z choro
bą. Dziś mówi nam tylko tyle, że poddaliśmy odpo
wiedniej dyscyplinie nasze ciała, że nie ulegamy jego
kaprysom. Pozostaje jednak siła mitu, lecz mitu bez
chorobowego brudu ciała, bez możliwych procesów
gnilnych. Romantycznego gruźlika uwznioślała bliska
śmierć - tajemnica. Suchotnicy przeznaczeni byli do
krótkiego, szybkiego życia i rychłego się z nim poże
gnania. Współcześnie śmierć zostaje zwykle odrzucona
w labirynty szpitala. Wciąż jednak fundamentem anorektycznego wzorca piękności, podobnie jak mitu
gruźlicy, jest niezgoda na własną cielesność. Georges
Bataille pisał: „Ludzie potrafili zamknąć w ciasnych
granicach świat zwierzęcej cielesności, nigdy przecież
nie mieli zamiaru wyeliminować go całkowicie. Ba,
nawet nie mogliby o tym marzyć; musieli się zadowo
lić ukradkowym zepchnięciem go na bok, usunięciem
z kręgu światła i osadzeniem w mroku nocy, gdzie nie
zwraca uwagi. Miejsce nieczystości jest w cieniu, gdzie
nie dosięgają jej spojrzenia. (...) Jedynie człowiek zda
je się wstydzić natury, z której przychodzi i której czę
ścią nie przestaje być ani na chwilę (...) Urządziliśmy
ten uczłowieczony świat na nasz własny obraz, usuwa
jąc z niego nawet ślady tej natury; w szczególności wy
rzuciliśmy z niego wszystko, co mogłoby nam przypo
minać o sposobie wychodzenia z niej. Ludzkość jako
całość podobna jest do parweniusza wstydzącego się
swojego niskiego pochodzenia".
11
Zafascynowanie tak wówczas popularną i częstą cho
robą łączyło się z pragnieniem odcieleśnienia, ukulturowiało kaszle i krwotoki, umieszczało je w mentalnym
konstrukcie i wynosiło w rejony sztuki. Za najlepszego
artystę uważano wówczas często tego, który wypluwa
z siebie krew, wypluwa brudne wnętrze, którego ciało
niknie, dematerializuje się i roztapia w nadmiernych
płynach wydzielanych przez chorobę. Wraz z przemija
niem materii buduje się duchowość. Szopen - wątły, de
likatny, blady - według niektórych tworzył tak niebywa
łe kompozycje, gdyż przesuwał się na wyższy stopień du
chowości, ciało coraz mniej mu przeszkadzało.
Oczywiście romantyzm nie był pierwszy w kojarze
niu szczupłości, wątłości z acielesnością i duchowo
ścią. Pustelnicy, asceci wyrzekali się jedzenia, seksual
ności, by pokazać, że ciało to tylko więzienie dla duszy,
kara za człowieczeństwo. Wyrzekając się tego, co ma
terialne i cielesne, rozmawiali z Bogiem. Gretkowska
Banaszkiewicz, Radkowska, Rakowski * WIĘDNIĘCIE. TWÓRCY I TRUPY
zdaje się sugerować, że współczesna negacja cielesno
ści również prowadzi nas w rejony zamieszkane przez
sacrum. Jest to jednak chyba pewna literacka prowo
kacja. Bo choć opis Sandry K. w wielu miejscach do
brze oddaje klimat opowieści wielu kobiet chorych na
anoreksję, to raczej trudno byłoby obronić tezę, że ist
nieje jakaś pełna kontynuacja, tożsamość w kulturo
wych wzorcach przekazywanych nam przez anahoretów, ascetów, gruźlików i dalej anorektyków.
Mitologia anoreksji - podobnie jak niegdyś mitolo
gia gruźlicy - robi jednak swoje. Spotykamy się więc
z opowieściami, nie tylko w literaturze, których boha
terki, rezygnując z fizjologii, stają się bliższe świętości.
Sandra K. w pewnym momencie przestaje jeść, opada
z sil i zaczyna mieć moc przepowiadania przyszłości:
„Ważę 40 kilogramów. Im jestem szczuplejsza, tym le
piej się czuję. Oblewa mnie fala szczęścia. W głowie
rozbłyskuje światło, widzę kolorowe, trójwymiarowe
obrazy. Świat znika. (...) Rysuję strzałki w górę albo
w dół przy notowaniach giełdowych. To takie proste.
Do wyboru trzy możliwości: hossa, bessa, marazm. Nie
kiedy gazetowe zdjęcia się ruszają i widzę, co będzie da
lej. (...) Najszczęśliwsza jestem nocą. (...) Już nie wiem,
co jest wizją, co mną. Mieszają się we mnie w jedno.
W ciemnościach lekko świecę. Fosforyzująca poświata
otacza moje smukłe kości. Dopiero teraz wiem, czym
jest szczęście. Moje poprzednie życie było wulgarną
bzdurą. Kobieta powinna być subtelna i uduchowiona.
Nikogo nie potrzebuję, żywię się własną euforią. Me
dium to kanał. Medium jest rynsztokiem dla transcen
dencji, łączący ciężki świat materii z eterycznym za
światem". Negacja uwzniośla, wyzwolenie z ciała
przynosi nowy rodzaj istnienia w świecie. „Nie otwie
ram oczu. Nie jedząc, nie pijąc, nie ruszając się, nie
mam przemiany materii. Zastygam w absolutnym bez
ruchu. Pomaga mi to w koncentracji na jednej myśli.
Ona wchłania inne. Absolut" — pisała Gretkowska.
nych torturach, jakimi poddawany jest ich przewód
pokarmowy. Chorobę Szopena, który może być mode
lowym przykładem romantycznego mitu gruźlicy, dłu
go ukrywano. Po jego śmierci w wielu publikacjach
eksponowano niedomagania serca, ale jednocześnie
dla wielu był on przykładem artysty doskonałego i i m
bledszy, niewidzialny, tym prawdziwszy.
Tuberkuloza - groźne rozpoznanie stawiało koniec
życia w niewiadomej, ale nieuchronnie bliskiej przyszło
ści; krzyczało memento moń. Zmieniało się całe życie,
jak w przypadku bohatera Tomasza Manna: „najpóźniej
po upływie pół roku nie myśli o niczym innym, jak tyl
ko o temperaturze. A najdalej po roku jest tak, że już
nigdy nie będzie w stanie myśleć o niczym innym". Go
rączka stale trawiąca suchotników dodatkowo wzmaga
ła napięcie nerwów: „te resztki płuc bardziej zasilają wy
obraźnię aniżeli butelka, którąśmy wypróżnili" — mówią
o swoim chorym współlokatorze studenci we Wspólnym
pokoju Zbigniewa Uniłowskiego.
Właściwie nigdy nie było jasne, dlaczego właśnie
gruźlica miała czynić w psychice człowieka tak głębo
kie zmiany. Ten silnie utrwalony mit o chorobie wzbo
gacającej duchowo skłaniał chorego do uznania siebie
za natchnionego. Człowiek stawał się szlachetny
w oczach swoich i innych ludzi, na gruźlicę miały za
padać tylko określone jednostki. W rzeczywistości su
choty przetaczały się przez domy, pralnie i salony, były
wszędzie tam, gdzie sięgała biologia.
12
13
Anorektyczne postacie są jednym z przykładów po
wszechnego dzisiaj, a może zapoczątkowanego właśnie
w procesie romantyzacji gruźlicy, utożsamiania wyglą
du z osobowością. Moda ta niegdyś przynależna sfe
rom wyższym rozpowszechniła się w dwudziestym wie
ku. Dobrze to ujęła Susan Sontag: „Z czasem suchotniczy wygląd, który symbolizował pociągającą bez
bronność i wyższą wrażliwość, stał się ideałem urody
kobiecej, podczas gdy wybitni mężczyźni połowy i koń
ca dziewiętnastego wieku hodowali brzuchy, budowali
imperia przemysłowe, pisali setki powieści, toczyli woj
ny i plądrowali całe kontynenty."
14
Szczupłe, piękne kobiety, modelki zachwycają, bu
dzą pożądanie, także zazdrość. Ale ten typ urody mo
że też przerażać. Zbyt wychudzone ciała, prawdziwe
anorektyczki kojarzone są ze zwiastunem śmierci.
Anielskiej melancholii blisko jest do trupiej postaci,
kostuchy. Modelki podziwiane przez nas za panowanie
nad swoim ciałem od czasu do czasu zaskakują widza
szczerymi wyznaniami, w których opowiadają o okrut
275
Przypisy
1
Za: Barbara Zaorska, Ich mizeria tułacza z gruźlicą w tle, Warszawa
2
Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, Kraków 1929, s. 3.
1998.
3
Tamże, s. 188
4
Tamże, s. 186
5
Susan Sontag, Choroba jako meta/ora, Warszawa 1999, s. 19
6
Ryszard Tomicki, Ludowe тку o stworzeniu człowieka, „Etnogra
fia Polska" t. X X I V z. 2, 1980.
7
Oskar Kolberg, Lud, jego zwyczaje...,
8
Tomasz Mann, Czarodziejska Góra, 1953, s. 80-82
t. 7, 1964
9
Barbara Zaorska, op. cit., s. 37.
10
Manuela Gretkowska, hlamiętnik, Warszawa 1999, s. 28
11
Georges Battaile, Historia erotyzmu, Kraków 1992, s. 50
12
Manuela Gretkowska, op. cit., s. 42
1 3
Tamże s. 44
1 4
Susan Sontag, op. cit., s. 33
