77309ec60785424b12b35876bd52f9ad.pdf
Media
Part of Koniec świata, choroba i sąd ostateczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4
- extracted text
-
S
łobodzianek: Obywatel Paradoksiewicz, jeśli
wolno się tak wyrazić. Jego dziedziną jest dwu
znaczność i sprzeczność. Wymyka się interpreta
cjom, które z natury rzeczy dążą do przyszpilenia,
zmienia się jak Proteusz. Potrzebny byłby ktoś w ro
dzaju Heisenberga, kto na użytek teatru Slobodzianka
sformułowałby zasadę nieoznaczoności". Tymi słowa
mi Janusz Majcherek zdyskredytował trud, jakiego
chciałbym się podjąć w niniejszej pracy. A mianowicie
próbę rozjaśnienia sensów zadanych w obrębie struk
tury symbolicznej, tworzonej przez teksty dramatów
Tadeusza Slobodzianka. Chociaż nie sądzę, bym miał
się stać Heisenbergiem humanistyki, spróbuję jednak
oświetlić pewne aspekty dramaturgicznego dzieła bia
łostockiego twórcy, które wydają mi się istotne dla je
go zrozumienia. Głos mój nie pretenduje do całkowi
tego wyjaśnienia problemu, skonstruowania jedno
znacznej, logicznej formuły, „równania na Slobodzian
ka". Moje ambicje są znacznie skromniejsze: włączenie
się w dialog tekstów, odniesienie do dalszych symbo
licznych połączeń, które przybliżają sens do bardziej
racjonalnej jasności, ale nie osiągają jakości czystych
pojęć.
1
M A R I U S Z
CZAJA
Koniec świata, choroba
i sąd ostateczny
2
3
Punktem wyjścia dla mojej interpretacji będą teksty
sześciu dramatów Slobodzianka, wydrukowanych
w „Dialogu", uzupełnione w przypadku dwóch sztuk,
tj. Obywatela Pekosiewicza i Proroka Ilji, o ich wersje
sceniczne, w znaczny sposób odbiegające od opubliko
wanych. Sądzę, że zarówno w jednym, jak i w drugim
wypadku zmiany na poziomie sensów generowanych
przez te teksty są na tyle istotne, że pominięcie ich
w analizie poważnie zubożyłoby interpretację.
Apokaliptyczne historie
Tadeusza Slobodzianka
pretacji, dla dotarcia do zadanego przez nie sensu.
Tym też tropem chciałbym podążać w swoich rozważa
niach. Nawiążę w nich do pewnych idei, rozwijanych
na gruncie hermeneutyki, posługując się w interpre
tacji symbolami, jako swego rodzaju detektorami sen
su. Wykorzystam przy tym symbole oferowane przez
same teksty dramatów Slobodzianka.
9
Był kiedyś Wiek Złoty,
czyli dawne dobre czasy
4
6
5
Słobodzianek w podtytułach swoich dramatów sta
le umieszcza słowo „historia". Car Mikołaj to „historia
tragikomiczna". Obywatel Pekosiewicz i Obywatel Pekoś
- „smutna i pouczająca historia". Turlajgroszek — „hi
storia naiwna dla teatru lalek". Prorok llja, który
w wersji z „Dialogu" pozbawiony był podtytułu, zyskał
(w tekście z Archiwum krakowskiej PWST) miano
„nieprawdopodobnej historii w X I V scenach". Merlin
został nazwany „inną historią", a Kowal Malambo „argentyńską historią". Rozważając znaczenie słowa
„historia" S. Czarnowski stwierdza, iż „mogą składać
się na nią same wymysły i brednie, jedynie ważne jest,
że przedstawia fakty minione w ich kolejnym następ
stwie, dochodząc do teraźniejszości czy też do jakiegoś
momentu przeszłości, rozumianego jako punkt końco
wy łańcucha, że przeto czas, który upłynął między po
czątkiem i końcem, przedstawiony jest jako „dzieje" jest wypełniony następującymi po sobie imionami, po
staciami, czynami i zdarzeniami". Wiąże się więc „hi
storia" z pewną sekwencją zdarzeń, będącą przedmio
tem badania, relacjonowania, przekazu. Ta sekwencja
tworzy czas. „Historia opowiada o tym, co wypełnia
płynący czas". Sądzę, iż próba określenia rodzaju cza
su, konstytuowanego przez zdarzenia w dramatach
Slobodzianka, może mieć duże znaczenie dla ich inter7
8
249
Przywołując symbol Złotego Wieku nie mam na
myśli jedynie greckiego mitu o pięciu rasach ludzkości,
zapisanego przez Hezjoda. Chodzi mi raczej o kom
pleks wyobrażeń na temat czasu, który występował
i nadal występuje powszechnie w wielu kulturach.
Obecny jest w mitologiach, ale także w filozofii, ideolo
giach politycznych i literaturze. Jego rysem charakte
rystycznym jest napięcie pomiędzy teraźniejszością
i przeszłością, które przybiera formę opozycji zoriento
wanej aksjologicznie. Segmentuje on „kontinuum cza
sowe wedle porządku wartości, pożądane skupiając
w przeszłości, odrzucane zaś przypisując dniom dzisiej
szym". W Wieku Złotym, u początku czasów, wystę
powało w obfitości to wszystko, czego obecnie brak.
„Upływ czasu oznacza stopniowe oddalanie się „po
czątków", a zatem utratę pierwotnej doskonałości.
Wszystko, co trwa, kruszy się, ulega degeneracji po to
tylko, by w końcu ulec zagładzie".
10
11
12
Bohaterowie Cara Mikołaja znają doskonale ten
sposób odczuwania czasu. Dla nich prawdziwe życie
istniało „za cara". Wtedy:
żyli oni wszyscy jak u Pana Boga za piecem. Polacy nosa
nie zadzierali. Bolszewicy krwi nie psuli. Młodzi do cerkwi
chodzili. Krowy więcej mleka dawały. Zyto lepiej rosło.
Kartofle. Wszystko było lepiej. Wszystko. (CM, s. 12).
Przytoczona przeze mnie wypowiedź wyszła z ust
karczmarza Gajsta, który dokonuje czegoś w rodzaju
antropologicznego opisu stanu świadomości białoru-
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
skich chłopów. O n i sami wiedzą po prostu, że „Skoń
czyli sia te czasy!" (CM, s. 7). To, co widzą teraz wo
kół siebie
N i e świat t o już, ale sracz! I nie ludzie już żyjo, a gównojady, co każde gówno zjedzo i jeszcze powiedzo: o jaka
słodka gruszka! ( C M , s. 14)
Po prostu „cały świat zdumiał" (CM, s. 21) i „pędzi
ku zatracie" (CM, s. 34). Jest coraz gorzej i gorzej: „lu
dzie w nędzy umierają", „popy tylko piją i dupczą",
„baby malują się", „młodzi starych nie szanują", „Pola
ki cerkwie w kościoły zamieniają" (PI, s. 11).
Duża część negatywnych zjawisk dostrzeganych
przez chłopów to po prostu zmiany. Już nie jest tak,
jak dawniej bywało i dlatego jest źle. Ich postawę moż
na określić jako tradycjonalistyczną: przywiązani są do
wszystkiego, cokolwiek nosi na sobie sakrę przeszłości,
idealizują to, co przeminęło i przemija. Taka postawa
charakterystyczna jest dla sytuacji, gdy uświęcone
przez pokolenia wzory kulturowe nagle ulegają zała
maniu. Wtedy właśnie stają się one znakami utraconego Raju. W Proroku llji Krzyżownicy śpiewają:
13
N a d rajskim ogrodem
S ł o n e c z k o zachodzi,
A przed rajem A d a m
S t o i , gorzko płacze
oka nieco zaskakująca, wszak w myśli chrześcijańskiej
Jezus Chrystus jest tym, który ludzkości miał przywró
cić Raj. Ale perspektywa Kowala jest w bardzo małym
stopniu chrześcijańska. Poza dziesięć przykazań jego
wiara nie wykracza. W soteriologiczną moc Chrystusa
zdaje się wątpić. Rzeczywistość, w której żyje, jest dla
niego Piekłem.
Podobny obraz występuje w Merlinie:
I rozgniewał się Pan,
I z R a j u i c h wygnał,
I do Piekła posiał,
A z n i m i ludzkość c a ł ą . ( M s. 8-9)
C o p r a w d a , p o t e m Syn Boży Jednorodzony
zstąpił d o Piekła,
I zabrał stamtąd A d a m a ,
Ewę, i ludzkość całą. ( M , s. 9)
A l e ludzkość okazała m u czarną niewdzięczność
I z n o w u pycha, gniew, zawiść, l e n i s t w o ,
C h c i w o ś ć , lubieżność i nienasycenie
Królować na t y m świecie jęły. ( M , s. 10)
Konsekwencją ujmowania czasu za pomocą obrazu
Złotego Wieku jest negacja teraźniejszości posunięta
do tego, by widzieć w niej dziedzinę naznaczoną dzia
łaniem szatańskim. Stąd już tylko krok od stwierdze
nia, że Stwórca
O świecie
O R a j u m ó j , Raju
Zapomniał
Przecudny Edenie
Człowiek
Jakże byłem szczęśliwy
Przebywając z n i m . . . ( P I . N H , s. 2 0 )
Sobie sam
1 4
Radzić m u s i . (T, s. 44)
Raj oznacza warunki życia i stan egzystencji pierw
szych ludzi przed upadkiem. Stan doskonałości, wol
nej od cierpień. Kowal Malambo również wspomina
czasy, gdy „Ta ziemia była rajem" ( K M , s. 48). Czasy,
w których tacy jak on
15
16
N i e wiedzieli
C o t o pycha,
C o t o gniew,
C o t o zawiść,
C o to chciwość,
C o t o lenistwo,
Albo nie do końca jest dobrym Bogiem. Może to po
prostu złośliwy Demiurg?
Bohaterowie Slobodzianka nie tylko w tej sprawie
zdradzają gnostyckie skłonności. Warto zaznaczyć, iż
ów „gnostycyzm" nie jest bynajmniej konsekwentny.
Wizje rajskiej szczęśliwości, jakie prezentują, dalekie
są od duchowych uniesień i spekulacji metafizycz
nych. Na wskroś przenika je sensualizm i konkretność.
W Proroku llji, na przykład, pojawia się obraz Raju,
w którym wybrańcy
biały chleb z masłem j e ś ć będą i ruską wódką jego zapijać.
C o t o nienasycenie,
( P I , s. 12)
C o t o dzikie żądze. ( K M , s. 48)
Był to bezgrzeszny wiek, okres pierwotnej jedności,
całkowitej harmonii i błogości.
Pomiędzy tą waloryzowaną dodatnio przeszłością
a teraźniejszością zaistniało wydarzenie, które odmie
niło postać świata. Ustaliło wyraźną cezurę, odzielającą czas szczęśliwości od obecnego, upadłego trwania.
Dla chłopskich bohaterów Cara i Proroka takim wyda
rzeniem było zamordowanie cara Mikołaja przez bol
szewików. Dla Kowala - co paradoksalne - przybycie
Jezusa. Z nim bowiem pojawiły się diabły, a Raj zamie
nił się w Piekło. Ta idea wydaje się na pierwszy rzut
250
Kowal od Raju w wydaniu kostycznego Sw. Piotra
woli grę w truko, tinto i Lolę. Tym, do czego wzdycha
Kowal, jest młodość, pełnia życia, strumień energii:
Pamiętasz mój stary
Jak było się młodym
K u l o się k o n i e t a k :
P a c h - t r a c h p a c h - t r a c h (...)
Piło się t i n t o t a k :
Ciach-pach ciach-pach
G r a ł o się w t r u k o tak:
E n - v i - d o flor (...)
(...)
Mariusz Czaja * KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
Szło w t e d y m a l a m b o t a k :
Szak-czak szak-czak (...)
Szło w t e d y z L o l ą t a k . ( K M , s. 9-10)
Tym, co najbardziej doskwiera Kowalowi, jest upływ
czasu, przemijanie, śmiertelność. Nie chodzi tu jedynie
o jednorazowy upadek, który wyrwał ludzkość z „raju
archetypów". Ale także o to, że świat ciągle się starze
je, a więc zgodnie z logiką myślenia w kategoriach Zło
tego Wieku, pogrąża się coraz bardziej w niedoskonało
ści i chaosie. Kuźnia Kowala rozpada się, usycha drze
wo orzechowe, coraz więcej diabłów czyha na duszę pa
na Biedy. W barze wszystko drożeje, obyczaje się psują,
psuje się muzyka i tinto, nawet kobiety zaczynają się
farbować. Czas jest naznaczony złem, zepsuciem. To,
co argentyński kowal zarzuca chrześcijaństwu, to
w gruncie rzeczy „wrzucenie" go w historię. Skarży się
on w imieniu wszystkich „ludzi archaicznych", że
chrześcijaństwo zabrało im bytujące poza historią ko
smiczne bóstwa. Mimo oficjalnie wyznawanego chrze
ścijaństwa, nie przyjęli oni nigdy konsekwencji Wciele
nia, które uświęciło historię. Ich chrześcijaństwo to
chrześcijaństwo kosmiczne. Jego cechą charaktery
styczną jest „tęsknota za Rajem, pragnienie odnalezie
nia Natury poprawionej i niezniszczalnej, wolnej od
wstrząsów związanych z wojnami, kataklizmami, pod
bojami". Jezus w tej wizji to zapoznany dobroczyńca,
wędrujący w towarzystwie „Pieterpawła", nagradzający
tych, którzy pomimo swego ubóstwa użyczyli gościny
Świętym Osobom. Jednak i on bezradny jest wobec
czasu, wzdycha do swoich „młodych lat",
17
skich niż boskich, znajduje wielu zwolenników wśród
chrześcijan także i dziś. Można w tym dostrzec swego
rodzaju rewoltę mitycznych struktur pogańskich i gnostyckich w obrębie religii, która czas przyjmuje jako wy
zwolenie, w której „przeszłość jawi się (...) zawsze jako
możliwość przyszłości, to zaś, co zachodzi, zawsze ocze
kuje swego potem". Religii par excellence historycznej.
20
W charakterystycznym dla tych struktur czasie cy
klicznym „wydarzenia biegną zawsze po obwodzie ro
tacyjnym, gdzie nie ma absolutnego «wcześniej» ani
absolutnego «później»", przeszłość jest tylko prefiguracją przyszłości. „Żadne wydarzenie nie jest nieod
wracalne, żadna przemiana nie jest ostateczna. (...)
W świecie nie dzieje się nic nowego, gdyż wszystko jest
tylko powtarzaniem tych samych pierwotnych arche
typów". Skoro wszystko powtarza się w nieskończo
ność, to możliwy jest powrót Złotego Wieku.
Grzybowscy chłopi nie wierzyli w nieodwracalność
historii, w śmierć cara. Uważali, że Bóg w ten sposób
tylko wystawił ich na próbę, a car wróci, by zaprowa
dzić Nowe Carstwo, w którym oni, jako najwierniejsi,
będą sprawować najwyższe funkcje (KM, s. 8, 16). M i
kołaj Regis doskonale wpisuje się w ten mityczny sce
nariusz. Oświadcza, iż przyszedł,
21
22
żeb zacząć wszystko o d początku i żeb z p o w r o t e m zapa
nował na świecie ład ( C M , s. 33)
Chce przywrócić Wiek Złoty, poprowadzić „malucz
kich" do wojny o Nowe Carstwo, w którym nie będzie
18
„generałów, popów i żandarmów. I nie beńdzie panów
i niewolników. Wszystkie b e n d o równe ( C M , s. 34)
K i e d y „nie" było „nie",
K i e d y „tak" było „tak"... ( K M , s. 8)
W tradycyjnych wyobrażeniach chłopskich czas
wędrówek boskich istot po świecie był też swego ro
dzaju Złotym Wiekiem. Ale nie był to czysty czas po
czątków, illud tempus, ale quasi-historyczny okres usta
nawiania norm moralnych. Być może do tego okresu
wzdycha jasełkowy Jezus z Kowala Malambo. Normy
zostały ustanowione, ale lud boży nie garnie się wcale,
by ich przestrzegać:
19
0 forsie t y l k o myśli.
1 żeby pić t i n t o ,
I grać w t r u k o ,
I z różnymi L o l a m i
Tańczyć m a l a m b o . ( K M , s. 8)
Co więcej, obecnie nikt Jezusa nie szanuje, nikt go
nie słucha i nikt go nie kocha (KM, s. 7-8). „Kiedyś"
świat był piękny i młody, teraz jest stary i brzydki. Nie
do końca zgadza się to z duchem ewangelii, ale za to
odpowiada pewnym wyobrażeniom, ukształtowanym
w łonie chrześcijaństwa pod wpływem myśli greckiej.
Model teologiczny, w którym czas początków to stan
pełnej doskonałości, utraconej w wyniku grzechu,
a ludzka historia znajduje się w rękach raczej szatań
251
Powróci pierwotne niezróżnicowanie, jedność i pełnia.
W powrót do pierwotnej szczęśliwości wierzy także
Kowal. Szczęśliwości symbolizowanej przez młodość:
jego własną i świata. W zamian za powrót do Złotego
Wieku gotów jest nawet zawrzeć pakt z diabłem.
Wejść w szatańskie koło wiecznego powrotu.
„Wieczny powrót" wszystkiego, negacja wyjątkowo
ści i jednorazowego charakteru zdarzeń sprawia, że
można docierać do nieskażonego „czasu początków"
poprzez powtórzenie działań Nadludzkich Istot. Ta ar
chaiczna idea leży u podstaw wszelkich rytuałów, któ
re polegają na uobecnianiu owego pierwotnego, archetypicznego czasu. W myśli chrześcijańskiej uległa
ona rewaloryzacji. Co prawda poprzez uczestnictwo
w liturgii stajemy się współcześni wydarzeniom ewan
gelicznym, ale ich jednorazowość i niepowtarzalność
historyczna nie powinna (przynajmniej teoretycznie)
podlegać dyskusji. „Bo raz tylko umarł Chrystus za
grzechy nasze, a powstawszy z martwych, więcej nie
umiera i śmierć już nad nim nie panuje (Rz 6, 9) "
twierdzi św. Augustyn.
2 3
Bohaterowie dramatów Słobodzianka nie czytali ra
czej pism mędrca z Hippony. W ich świadomości wyda
rzenia ewangeliczne funkcjonują jako opowieść mi
tyczna. Można i nawet trzeba je powtórzyć, by oczyścić
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
świat ze zła, unicestwić działanie czasu. Jak w archaicz
nych rytuałach Nowego Roku, chociażby w babiloń
skim flkitu, poprzez odegranie prazdarzenia, chcą oni
przywrócić światu jego pierwotną doskonałość. Drugie
Przyjście Chrystusa nie jest dla nich całkowicie nowym
zdarzeniem, mającym swoje miejsce w historycznym
porządku zbawienia. Jako zamknięcie cyklu, swego ro
dzaju Wielkiego Roku, musi być ono dokładnym po
wtórzeniem tego, co już się zdarzyło in illo tempore.
Trzeba raz jeszcze ukrzyżować Zbawiciela, żeby mógł
zbawić świat. Wszystkie gesty i działania muszą być ści
słym powtórzeniem scenariusza zawartego w świętej
opowieści. Ważny jest każdy najmniejszy szczegół, każ
de słowo, każdy rekwizyt w niej wymieniony:
24
eksperymentator, traktujący ludzi jak szczury w labo
ratorium (OPś, s. 18). I on odwołuje się do wydarzeń
ewangelicznych w sposób charakterystyczny dla men
talności archaicznej, mitologicznej. Szuka ucieczki
przed Historią w świecie archetypów. Powtarza gesty
sprzed dwóch tysięcy lat, aby odczynić zło świata.
Przesłuchanie przez Pułkownika „Franka" utożsamia
z ewangeliczną sceną u Piłata (OPś, s. 55). Spotkanie
z kolegami z domu dziecka staje się dla niego Ostatnią
Wieczerzą (OPś, s. 64). Odgrywa w pojedynkę Miste
rium Śmierci i Zmartwychwstania, starając się o odpo
wiedni dobór rekwizytów (por. jego poszukiwanie dru
tu kolczastego na koronę cierniową, OPś, s. 65). To,
co dzieje się z Pekosiem, przypomina opętanie przez
archetyp opisywane przez L. Kolankiewicza.
31
Bez trzydziestu groszy wszystko nieważne (PI, s. 20)
Należy więc najpierw przeprowadzić próbę, by nie
nastąpiła pomyłka, przeoczenie mogące przynieść fa
talne skutki dla świata.
Czas, który upłynął od Pierwszego Przyjścia, nie ma
żadnego znaczenia. Był jedynie pustym, jałowym trwa
niem, pozbawionym treści. Trzeba go znieść, odrzucić
jak zużyty przedmiot. Uwolnić się od niego i oczyścić.
Drogą do tego, podobnie jak w archaicznych, pogań
skich świętach i w karnawale, jest powrót do pier
wotnego chaosu poprzez rytualną orgię. Wedle Eliadego „reaktualizuje ona najpierwotniejszy moment
Stworzenia, bądź też błogostan początków, gdy nie ist
niały jeszcze żadne tabu seksualne ani prawidła moral
ne i społeczne". Krzyżownicy nie zamierzają bynaj
mniej profanizować swojego przedsięwzięcia przez
wprowadzenie weń pierwiastka seksualnego. Przeciw
nie, chcą zapewnić sobie współudział magiczno-religijnych mocy, poprzez „wyzwolenie i wzrost ukrytych
mocy seksualnych". Z chrześcijaństwem niewiele ma
to wspólnego, ale też i samo przedsięwzięcie jest
z gruntu pogańskie. Złożyć ofiarę z człowieka, by oca
lić świat przed zagładą - toż to pomysł, którego nie po
wstydziliby się Aztekowie.
25
26
27
28
Ilję-Chrystusa traktują krzyżownicy jak kozła ofiar
nego, odpowiedzialnego za całe zło świata. Za istnienie
bolszewików, za upadek obyczajów, za to, że słońce nie
świeci i deszcz nie pada, za biedę i głód, choroby
i śmierć (PI, s. 22-23). Stracha na wróble, występują
cego w roli Chrystusa, biczują z pasją, w której ujaw
nia się głęboko manichejska nienawiść do świata. Nic,
dokładnie nic, nie jest na nim takie, jakie powinno
być. Nie może on być dziełem transcendentnego do
brego Boga. Dlatego mówią oni „nie" temu, co ich
otacza. Zdają się podzielać wiarę gnostyków, iż żydow
ski Jahwe to zly Demiurg (warto dodać, że biczowa
nemu strachowi-Chrystusowi zarzucają, że jest on
„Królem Żydowskim", PI, s. 22). Skoro to on jest Pa
nem Historii i objawia się w niej, to Historię trzeba od
rzucić, uciec od niej.
29
30
Pekosiewiczowi vel Pekosiowi również nie podoba
się świat, w którym żyje. Bóg jawi mu się jako okrutny
252
Pekoś popadł w obłęd. Przygoda Kowala z powrotem
do młodości zakończyła się strzelaniną i śmiercią bar
mana. Wiara chłopów w powrót cara miała tragiczny fi
nał dla Kośmy. Niewiele brakowało, aby podobnie stało
się w przypadku Rotszylda i Proroka llji. Powrót jest nie
możliwy, bramy Raju zostały zamknięte raz na zawsze.
Jeśli zechce się je otworzyć, może się okazać, że znajdu
je się za nimi Piekło i „Wszyscy Diabli" (KM, s. 53).
Znajdując więc w Merlinie następującą zapowiedź:
Będzie to słynna historia.
O ludziach odważnych i dzielnych,
O tym, jak konno cudownie jeździli,
0 tym, jak tarcze przepięknie dzierżyli
1 jak bukowe kopie pochylali,
A kiedy kopie w drzazgi szły,
Dobrych mieczów dobywali!
Na wrogów tylko okrutnych i złych! (M, s. 7)
domyślać się możemy, iż ta opowieść o „ludziach
honoru i wiary", o idealnym świecie Złotego Wieku,
skończy się znowu jakimś paroksyzmem.
32
Poszukiwacze Świętego Graala
Opowieści o Świętym Graalu zawierają w sobie ele
menty pochodzące z wielu tradycji religijnych. Można
w nich odnaleźć motywy indyjskie, irańskie, greckie,
arabskie, celtyckie i wreszcie chrześcijańskie. Jed
nak, pomimo synkretycznego pochodzenia, zawarta
w nich konstelacja symboliczna uważana jest za specy
ficzną dla jednej, konkretnej kultury: kultury Zacho
d u . Słobodzianek zasugerował w jednej z rozmów, że
w Merlinie chciał „pokazać mentalność ludzi Zachodu,
mentalność, która jest wykwitem określonej kultury
i cywilizacji".
33
34
35
Zasadniczy rdzeń legend związanych z Graalem jest
pochodzenia celtyckiego. Pierwowzorem Graala był
mitologiczny Kocioł Życia, niewyczerpane źródło obfi
tości i magicznej wiedzy, symbol wiecznego odradzania
się Natury. W toku różnorodnych przekształceń
i wzajemnych oddziaływań wyobrażeń chrześcijań36
Mariusz Czaja • K O N I E C Ś W I A T ., C H O R O B A I S Ą D O S T A T E C Z N Y
skich i wątków mitologicznych zosta! on utożsamiony
z kielichem eucharystycznym, w który Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa wiszącego na krzyżu. W tym
względzie relacja Senectusa (M, s. 7-8) niewiele od
biega od wersji średniowiecznych.
Sama ta opowieść jest istotna o tyle, o ile motywu
je moc, jaką miał posiadać ten niezwykły przedmiot.
Moc o charakterze magicznym. Jej istota tkwi w prze
mianie. Przemianie „ziemi jałowej" w żyzną krainę, ale
też przemianie osobowości śmiałka, który odnalazł
Świętego Graala. Na skutek działania tajemniczej mo
cy, w wersji schrystianizowanej zwanej Łaską, rzeczy
wistość może cudownie, jak za dotknięciem czaro
dziejskiej różdżki, osiągnąć stadium doskonałości. Ten
aspekt symboliki Graala kryje się w Merlinie za poję
ciem „królestwa doskonałego", które „syn szatański
jednorodzony" chce stworzyć w Brytanii. Projekt Merlina zasadza się na wierze w cudowną moc Graala.
Ona ma sprawić, że
37
królestwo bez króla
Ziemia rozdarta ciągłymi wojnami. (M, s. 12)
mędrca w towarzystwie autorów haseł rewolucji fran
cuskiej. Ale to tekst Merlina prowokuje do takich sko
jarzeń. Czytamy w nim, że treścią historii, którą chcą
opowiedzieć Senectus i jego kompania, będzie m.in. to
Ze piękny może być świat i sprawiedliwy,
I dobro może na nim panować i rozum,
I takie dawno zapomniane rzeczy
Jak wolność, równość, braterstwo. (M. s. 7)
Skąd w świecie średniowiecznego eposu idee jakby
żywcem przeniesione z Oświecenia? Na ciekawy trop in
terpretacyjny naprowadza fakt, iż głównymi emblemata
mi osiemnastowiecznych stowarzyszeń tajemnych, mi
stycznych bractw i lóż masońskich były: Świątynia Salo
mona, Zakon Templariuszy i Graal. Wiadomo, że dzia
łalność tego typu stowarzyszeń odgrywała znaczną rolę
w osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych ruchach rewo
lucyjnych. Wyznawały one wiarę w Rewolucję, mającą
w sposób cudowny przemienić złe społeczeństwo w do
skonałe, na mocy jednego aktu, nieomal z dnia na dzień. Można tu dostrzec interesującą analogię z metamor
fozą, której źródłem miałby być Święty Graal. W grun
cie rzeczy mit Rewolucji to kolejna odmiana wiary
w Graala, czyli nagłą przemianę upadłej rzeczywistości
w „królestwo doskonałe", idealny świat utopii. Rewolu
cjoniści są kontynuatorami dzieła Rycerzy, którzy przy
sięgali strzec Świętej Sprawy Okrągłego Stołu. Towa
rzysz Wowa i Merlin, wbrew pozorom, mają ze sobą wie
le wspólnego. Wystarczy przypatrzyć się opowieści tego
pierwszego, skierowanej do partyjnych towarzyszy:
40
41
przemieni się w idealne, wzorcowe państwo. Bo prze
cież, jak twierdzi Senectus:
zawsze państwo, w którym Graal przebywał,
Kwitło szczęśliwe od morza do morza
I było wzorem dla innych narodów. (M, s. 8)
Można by powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia
z kolejnym wariantem tęsknoty za doskonałym Złotym
Wiekiem. Ale symbolika Graala wykracza poza mitycz
ny horyzont Wiecznego Powrotu. W narracjach, które
konstytuują ją jako część kultury chrześcijańskiego Za
chodu, tkwi inne jakościowo podejście do czasu.
„Istotną różnicę między Graalem chrześcijańskim a je
go celtyckim pierwowzorem stanowiło to, że w pier
wotnej wersji był on tylko punktem przechodnim
w wiecznie powtarzającym się cyklu życiowym,
a w wersji chrześcijańskiej stał się punktem docelo
wym, gdyż życie zmienia się liniowo". Merlin nie pra
gnie powrotu do Raju, nie odwołuje się do przeszłości,
do jakichś mitycznych „dawnych, dobrych czasów". Je
go postawa wobec czasu to radykalne zaprzeczenie tra
dycjonalizmu chłopskich bohaterów Cara Mikołaja.
Dziedzictwo przeszłości (chociażby w postaci wymaga
nia, aby władca pochodził z „dobrego rodu", zob. M , s.
12), jest dla niego przeszkodą, jaką trzeba przezwycię
żyć, aby zrealizować projekt, który się zrodził w jego mędrca - umyśle. Zdaje się on podzielać wiarę wszel
kich utopistów w to, że „ustanowione zostaną nowe
prawa i oto nastanie wolność, równość i braterstwo,
wszystko będzie lepsze i piękniejsze, znikną podziały
między ludźmi i złe cechy ich charakterów, choroby
i nieszczęścia, smutek i głupota, brzydota i niedostatek.
Kwiaty będą piękniej pachniały i cały świat stanie się
przyjazny człowiekowi". Na pierwszy rzut oka ryzy
kowne może się wydać umieszczanie średniowiecznego
38
39
253
I poszedł Iwan do miasta prawdy szukać. Szedł, szedł, aż
zaszedł do fabrykanta. (...) I zaczął Iwan u fabrykanta
pracować. (...) Wiele lat pracował. Garbu się dorabiał.
Prawdy nie widział. Aż raz usłyszał rozmowę cichą: „Je
den tylko człowiek na świecie, co prawdę zna. Nazywa
się Lenin, a mieszka w Pitrze." Poszedł Iwan szukać te
go człowieka. Szedł, szedł, aż przyszedł do Pitra. Patrzy:
robotnik idzie. Pyta go po cichutku: „Gdzie tu Lenina
znaleźć można?" A ten mu jeszcze ciszej: „Chodź ze
mną, ja cię zaprowadzę." No i przyszli do pokoju. (...)
Wyszedł do nich człowiek (...) i głosem życzliwym mó
wi: „Witajcie, towarzysze, cóż powiecie dobrego?" Opo
wiedział mu Iwan, jak to prawdy po świecie szukał.
„Dobrześ zrobił - rzekł na to Lenin - żeś do fabryki po
szedł prawdy szukać. Prawda jest w robotniczych rę
kach." I opowiedział Lenin Iwanowi, jak walczyć trzeba
0 prawdę, żeby nie trzeba było służyć ani kułakom, ani
jaśnie panom, ani popom, ani kupcom, ani fabrykan
tom, i jak ich z carem przepędzić. (...) A w październi
ku roku siedemnastego objawiła się ta prawda, grom
kim głosem przemówiła, zabrzmiała jak ziemia długa
1 szeroka. (...) I zwyciężyła leninowska prawda. I odtąd
nie pracują już więcej robotnicy i chłopi na panów i fa
brykantów, garbów się nie dorabiają, ziemi łzami nie po
lewają - sami są gospodarzami swoich fabryk, swojej
ziemi i swojego życia. Koniec." (CM, s. 8-9)
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
Struktura tej quasi-bajkowej narracji zdradza wy
raźną analogię do struktury mitu Graala. Prawda speł
nia tu taką rolę, jak cudowny kielich w średniowiecz
nych romansach: przemienia rzeczywistość. Tak jak
Święty Graal jest najpierw ukryta i tylko dzięki szcze
gólnemu wtajemniczeniu można ją poznać. Trzeba wy
trwałości, by do niej dotrzeć. Jak twierdzi Towarzysz
Wowa:
p r a w d z i w y k o m u n i s t a m u s i cierpieć u m i e ć . A czemu? Bo
m a w i e l k i cel przed sobo. ( C M , s. 19)
Cierpienia są konieczne, ponieważ rzeczywistość,
w której Poszukiwacze odbywają swoja wędrówkę, jest
naznaczona złem. Panują w niej:
Rozpacz, nieszczęścia i bieda
Plącz dzieci, k r z y k k o b i e t
I przekleństwa starców. ( M , s. 12)
To z takiego postrzegania tego, co ich otacza, z nie
zgody na świat zastany, rodzi się w nich pragnienie ra
dykalnej jego przemiany. A przy tym „niezgoda utopi
sty na świat istniejący jest (...) niezgodą totalną. Nie
widzi on złych i dobrych stron; widzi jedynie dobro
i zło. Jego wizja świata jest nieuchronnie dualistycz
na". Wokół siebie postrzega on wszędzie twarze Siedmiogłowej Bestii, z którą trzeba walczyć wszelkimi do
stępnymi środkami: mieczem, kopią, sztyletem, snaj
perskim karabinem czy semteksem.
42
W tym totalnym odrzuceniu aktualnej postaci
świata przypominają Poszukiwacze Świętego Graala
poczciwych ludzi archaicznych wrzuconych znienacka
w Historię. Ale Poszukiwacze inaczej postrzegają czas.
Nie jest on dla nich kołem, lecz prostą linią, na końcu
której tkwi wymarzony cel. Powrót do „początków"
jest dla nich bezsensowny, bo, jak to dosadnie wyraził
Kosma:
świat idzie głowo do przodu, a nie d u p o ! ( C M , s. 7)
Oni, w przeciwieństwie do wyznawców Złotego
Wieku, nie odrzucają Historii jako takiej. Pod tym
względem są dziedzicami myśli judeochrześcijańskiej.
Co więcej, w Historii widzą swojego sojusznika. Ona
daje im prawo (OP, s. 23), przyznaje im rację i wyko
nuje wyroki na przeciwnikach (OP, s. 29). Zmiana,
przemijanie, upływ czasu postrzegane są przez nich po
zytywnie, wszak przybliżają ich do momentu całkowi
tej metamorfozy świata. Ich postawa wobec czasu da
leka jest jednak od biblijnej. W Biblii czas jest własno
ścią Stwórcy. Każde boskie działanie ma swój własny
kairos. Natomiast w symbolice poszukiwania Graala
zdaje się tkwić chęć zawładnięcia czasem, przyspiesze
nia jego biegu. Za pozytywną waloryzacją przemijania
kryje się w gruncie rzeczy zdyskredytowanie czasu H i
storii, jako przeszkody oddzielającej Poszukiwacza od
wymarzonego ideału. Zdradza on wyraźny brak cierpli
wości. Nie bierze przykładu z Jezusa, który nigdy nie
uprzedza woli Ojca. Czyni to, na czym według nie
Ąi
44
254
których Ojców Kościoła polegał grzech pierworodny:
chce przeskoczyć czas i zawarte w nim zrządzenia Bo
że. „Ponieważ Bóg zamyślił dać człowiekowi wszelkie
dobro, ale człowiek ma je otrzymać dopiero wtedy,
kiedy Bóg mu je da, przeto każde nieposłuszeństwo,
każdy grzech jest w swojej istocie przeskoczeniem cza
su". Jest więc Poszukiwacz grzesznikiem par excellen
ce. A spomiędzy szczytnych idei i Świętych Spraw wy
dobywa się ten sam syk, który skłonił Pierwszych Ro
dziców do sięgnięcia po owoc z Drzewa Poznania Do
bra i Zła, do uzurpowania sobie boskości (Rdz, 3, 1-7).
Nic w tym dziwnego, skoro twórca idei poszukiwania
Świętego Graala jest „synem szatańskim jednorodzonym" ( M , s. 10), diabelską parodią Chrystusa. Jego za
miar - rodem z dualistycznych mitów - aby pomóc
Chrystusowi w dziele zbawienia, jest zakwestionowa
niem soteriologicznej mocy Krzyża i Zmartwychwsta
nia. Ten „szatański" motyw pojawia się także w Oby
watelu Pekosiewiczu. Sekretarz Jemiołka mówi o sobie:
45
j a m częścią siły tej, co wiecznie zła pragnąc wiecznie czy
n i d o b r o . . . (OP, s. 29)
Uważa się więc za kogoś w rodzaju Mefistofelesa
z dramatu Goethego. Ale Fausta w Obywatelu Pekosiu
raczej trudno byłoby znaleźć. Faustem, i to ludowym,
jest, zdaniem W. Majcherka, Kowal Malambo. Czy
ten prostaczek wzdychający do Złotego Wieku może
mieć coś wspólnego z Poszukiwaczami św. Graala? Aby
odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przyjrzeć się sym
bolice, którą niesie ze sobą postać kowala. Nie jest to
wszak przypadek, że bohater dramatu Slobodzianka
wykonuje taką właśnie profesję.
46
Oprócz panowania nad ogniem ważnym kompo
nentem kompleksu symbolicznego związanego z kowa
lem jest władanie materią. Umiejętność jej przekształ
cania, dopełniania dzieła Stwórcy. Kowal to homofaber, ten, który „tworzy" przedmioty. W jego postaci
skupia się symbolicznie program przekształcania Natu
ry przez ludzką pracę. Bohater sztuki Slobodzianka
mówi o sobie:
47
c a ł e moje życie
W mojej starej kuźni
Ciężko pracowałem. ( K M , s. 49)
Jak twierdzi Eliade, „tu właśnie tkwią początki wiel
kiego odkrycia, że człowiek może wziąć na siebie pra
cę Czasu". Homo faber nie chce już bez końca powta
rzać wzorcowych gestów Nadludzkich Istot. O n sam
czuje się Demiurgiem, który ma przed sobą wielki cel:
przemianę świata. U podstaw tej idei tkwi założenie, że
ów świat nie jest taki, jaki być powinien. Ukoronowa
niem tego programu była idea alchemicznej transmutacji. Transmutacji człowieka i Kosmosu przez Kamień
Filozoficzny. „Na mineralnym poziomie egzystencji
Kamień urzeczywistniał cud: znosił odstęp czasu dzie
lący stan aktualny, «niedoskonały» jakiegoś metalu
(«surowego») od jego stanu docelowego (kiedy stanie
48
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
się złotem). Dzięki Kamieniowi Filozoficznemu transmutacja była prawie natychmiastowa: zastępował
Czas". Alchemik marzył o przyspieszeniu biegu Cza
su, ale też się go bał. „Nie uważał siebie za byt w swej
istocie czasowy, lecz wzdychał do rajskiego szczęścia
i śnił o wieczności, poszukiwał nieśmiertelności, Elixir
Vitae".
Rozpatrywana w tym kontekście symbolicznym po
stać Kowala Malambo rysuje się jako antenat Poszuki
waczy Graala. Doświadcza on niemożności powrotu
do Złotego Wieku, z powodu nieuchronnego nacisku
Historii. Jego „już" - w dwu pierwszych odsłonach wę
drówki przez dzieje - wyraża nostalgię spowodowaną
przemijaniem i niestałością „rzeczy tego świata" (zob.
K M , s. 22, 32). W trzeciej zaś i ostatniej jest wyrazem
zniecierpliwienia ( K M , s. 42). Zniecierpliwienia mo
gącego zrodzić ideę poszukiwania Graala, czegoś, co
radykalnie przemieni Kosmos i człowieka. Kowal czu
je się odrzucony przez Niebo i przez Piekło:
49
50
Nigdzie nas nie c h c ą
C o robić? Jak żyć? ( K M , s. 53)
Teraz wystarczy, by zjawił się Merlin, czy inny Le
nin, który zaofiaruje Kowalowi Ideę. Bo, jak mówi To
warzysz Koperski:
historii, jako procesu przechodzenia od stanu zła
i cierpienia do przyszłego stanu pełnej doskonało
ści". To radykalne przeobrażenie miało mieć miejsce
nie w jakimś mitycznym czasie powrotu, lecz w samej
historii.
Jednym słowem mesjaniści byli (i nadal są) Poszuki
waczami św. Graala, tyle że zamiast na aktywność sta
wiają na bierne znoszenie cierpień. Mesjanizm polski
żywił przekonanie, iż dzięki męczeństwu, jakie jest
udziałem narodu polskiego, nastanie wkrótce w dzie
jach ludzkości era wolności. Cały ten kompleks wy
obrażeń odnajdujemy w Obywatelu Pekosiu. Cierpiącą
Polskę, na którą czyhają „międzynarodowi faryzeusze",
chcąc ją „znowu ukrzyżować i do grobu złożyć, i raz na
zawsze z mapy świata wymazać" (OPś, s. 55). I wizję
totalnego renovatio, kiedy to Królowa Polski i Kościo
ła Świętego „białym mercedesem przyjedzie" (OPś, s.
71). Tyle że jest to mesjanizm w wydaniu grotesko
wym, obraz opłakanych skutków, jakie przynoszą Po
szukiwania św. Graala. Zresztą cała rzeczywistość Oby
watela to „krajobraz po bitwie", po wcieleniu w życie
Merlinowskiej idei „królestwa doskonałego". Poszuki
waczom udało się
52
53
54
W y m o r d o w a ć m i l i o n y w lagrach. A p r a w o do szczęścia
i d o b r o b y t u zapewnić sobie. Mieszkać w w i l l a c h albo jeszcze
nie o t o chodzi, j a k się Idea nazywa. K o m u n i z m , socjalizm
czy normalność. C h o d z i o t o , że Idea jest potrzebna l u
dziom, bo daje i m nadzieję, że świat nie zdąża k u nicości
lepiej. Odpoczywać w l u k s u s o w y c h ośrodkach. Jeździć n a j
lepszymi s a m o c h o d a m i i t a k dalej... (OP, s. 23)
W i e l k a idea p r z e b u d o w y świata w d u c h u sprawiedliwości
i samozagładzie, t y l k o k u jakiemuś ładowi... (OP, s. 24)
społecznej (OPś, s. 40) została u t a p l a n a w gównie i umazana we k r w i . (ibid.)
Tą ideą może być też Naród. W Merlinie bez trudu
odnaleźć można aluzje do kompleksu wyobrażeń zwią
zanych z różnymi postaciami ideologii narodowej. Kie
dy do Brytanii trafił Graal, to
Jak pisze Jerzy Szacki, utopista „przekonany o zale
tach swego projektu, gotów jest płacić każdą cenę za
jego realizację. Z miłości do człowieka będzie budował
gilotyny i w imię wiecznego pokoju prowadził krwawe
wojny". Nie zawaha się poświecić własnych towarzy
szy, bo przecież
wyspę oświeciła
55
N a g l e Łaska Boża
1 już k w i t n i e wyspa
Każda w i e l k a sprawa j a k nasza r e w o l u c j a w y m a g a b o h a
O d morza d o morza. ( M , s. 8)
terów ( C M , s. 36)
Od Morza Bałtyckiego do Czarnego rozciągała się
we wszystkich wielkomocarstwowych rojeniach Rzecz
pospolita. I było oczywiście państwo polskie zawsze
Bestia, z którą chce walczyć, tkwi w nim samym.
Dlatego nie może odnaleźć św. Graala. Próba realiza
cji idei „królestwa doskonałego" musi skończyć się ka
tastrofą. Kiedy Poszukiwacze dochodzą do wniosku, że
w z o r e m dla i n n y c h narodów. ( M , s. 8)
Pojawia się też w dramacie odwołanie do hasła:
„Bóg, honor, Ojczyzna" oraz do najnowszych mitów
patriotycznych, związanych z nazwą pewnego związku
zawodowego (M, s. 7). Jeśli jest Merlin Mesjaszem, jak
tego chce J. Majcherek," to Mesjaszem rodem z historiozofii romantycznej, a nie z Biblii. Ta historiozofia
nawiązywała do nurtów heterodoksalnych, przede
wszystkim do millenaryzmu. Millenaryści wierzyli, iż
przyszłość przyniesie kres katastrofalnego stanu aktu
alnego i zbiorowe zbawienie w życiu doczesnym. We
dług nich historia zmierza do nowej epoki, epoki do
skonałości, nazywanej też „epoką Ducha Świętego".
Z millenaryzmu romantyczny mesjanizm przejął „wizję
255
N i e ma Graala świętego!
Święty G r a a l t o wymysł M e d i n a !
Święty G r a a l nie istnieje! ( M , s. 31)
zaczynają się nawzajem oskarżać i walczyć o stołki. Do
wszystkich sfrustrowanych Poszukiwaczy można skie
rować słowa Biskupa z Obywatela Pekosia:
Boicie się sami siebie. Pożeracie się nawzajem, j a k dzikie
bestie. (OP, s. 28)
Król Artur przeklina dzień, kiedy wydobył Eskalibor
z kamienia, co dało mu władzę w „doskonałym" króle
stwie Brytanii (M, s. 49). Komunistyczni aparatczycy,
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
już od dawna pozbawieni wiary w głoszone przez siebie
ideały, walczą zażarcie o władzę i wpływy. Najgorsze, że
przy okazji cierpią ci, którzy jak Pekoś, czy Ginewra
nieopatrznie zaplątali się we frakcyjne walki. To oni
płacą najwyższą cenę za sny o Brytanii doskonałej.
Obłęd, rozpacz, śmierć - to niechlubne skutki pragnie
nia przeskoczenia czasu. Wiary w cudowną transmutację Kosmosu.
Poszukiwacze św. Graala pozornie afirmując Czas
i Historię, w istocie je odrzucają. Kroją czas w po
przek, wydzielając z niego czas dobry i czas zły. Prze
szłość i przyszłość są pozbawione dla nich komunikacji
z teraźniejszością. Oczekują, podobnie jak biblijni
prorocy, na wielką metamorfozę, „zdarzenie, które
przepołowi czas", ale chcą ją przyspieszyć. Odrzuca
ją nowotestamentową perspektywę, według której ery
Mesjasza nie sposób już umieszczać w przyszłości,
a punkt środkowy, od którego zależy znaczenie czasu,
leży w samym wnętrzu teraźniejszości. Nie krążą już,
co prawda, po szatańskim kole wiecznego powrotu, ale
dali się skusić szatańskiemu podszeptowi, aby, tak jak
Bóg, panować nad Czasem. Coś z Poszukiwaczy św.
Graala mają w sobie współcześni ludzie Zachodu, bio
rący na siebie rolę czasu. Zużywają się oni, pracując
zamiast niego. Dla nich mniej ważna jest wizja przy
szłości. Podejmują podróż w nieznane, śniąc demiurgiczny sen o ostatecznym zawładnięciu Naturą. Ich
mentalność zdominowana jest przez chęć jak najszyb
szego wyzwolenia człowieka z jego naturalnych ograni
czeń. Wynalazek goni wynalazek. Wciąż trzeba zwięk
szać tempo wzrostu gospodarczego. Natutę należy po
spieszać za pomocą nawozów, hormonów, genetyki.
Skutki tego odczuwamy wszyscy w postaci grożącej ca
łej planecie katastrofy ekologicznej.
56
57
58
59
60
61
Nad merlinowskimi snami od początku wisi, niczym
fatum, widmo totalnej zagłady.
katastrofie następuje odrodzenie. Oznacza to, że prze
świadczenie o nieuchronnej zagładzie obecnego świa
ta może współistnieć z wiarą w powrót do Złotego
Wieku. Do idei doskonałości początków dołączone zo
staje po prostu wyobrażenie o tym, iż aby coś napraw
dę nowego mogło się zacząć, należy całkowicie unice
stwić wszelkie pozostałości starego cyklu. Nastąpić
musi Koniec Świata. Wieczny powrót wszystkiego
może oznaczać także bezustanne powtarzanie Apoka
lipsy.
65
Dla dramatów Slobodzianka podstawowym źró
dłem symboli związanych z kresem czasów jest apokaliptyka judeochrześcijańska. Jej specyfika polega na
odejściu od czasu cyklicznego na rzecz historycznego
finalizmu, związanego z czasem nieodwracalnym.
Według niej Koniec Świata będzie tylko jeden, tak jak
tylko jedna była kosmogonia.
Krzyżownicy z Proroka llji wydają się nie zdawać so
bie sprawy z wspomnianej wyżej odmienności eschato
logii judeochrześcijańskiej. W ich umysłach symbolika
apokaliptyczna przejęta z Biblii współistnieje z ideą
Wielkiego Powrotu. Czas ostateczny jest dla nich reaktualizacją illo tempore. Wobec zbliżającego się Końca
Świata uważają za swój obowiązek powtórzenie wyda
rzeń, które miały miejsce dziewiętnaście wieków wcze
śniej w Palestynie, traktując Credo jak mityczną opo
wieść o czasie początków. Równie obce duchowi biblij
nemu jest ich traktowanie „czasu nadchodzącego"
(aion mellon ) jako restituti in integrum i powrotu do
pierwotnych rajskich warunków stworzenia (zob. PI,
s. 12, 17, 18, PI. N H , s. 20).
66
67
6s
69
Z wyobrażeń chrześcijańskich pochodzi natomiast
pojmowanie przez bohaterów Proroka llji czasu ostatecz
nego jako okresu wzmożonego działania sił szatańskich:
w Piśmie Świętym p o w i e d z i a n o , n a k o ń c u świata L u c y p e r
n a pokuszenie wodzić będzie (...) I wypełniło się! I L u c y
N o c , czarna n o c
per po świecie na m o t o r z e jeździ. I w baby wstępuje. I we
N a d Brytanią w s c h o d z i . ( M , s. 15)
snach śni się. ( P I . N H , s. 16)
Viviana przeczuwa, iż nadchodzi Dzień Gniewu.
Także Król Artur uświadamia sobie, że
B r y t a n i i nadszedł sądny dzień! ( M . , s. 40)
Jedynie Merlin - demiurg i kapłan U t o p i i
zdaje sobie z tego sprawy.
62
- nie
Jednym słowem:
ancychryst po świecie się panoszy. ( P I , s. 17)
Nawiązują oni tutaj do opowieści o Antychryście Fałszywym Proroku, który u kresu czasów zwodzić bę
dzie mieszkańców ziemi. Jako przykład tego rodzaju re
lacji przywołać można list Adsona z Montier-en-Der do
królowej Gerbergi. Antychn/st jest tam synem diabła.
Pobiera nauki u magów, czarowników i innych złych lu
dzi. Zwabia ku sobie królów i książąt, a jego przepowia
danie roznosi się „od morza do morza". Czyni różne zna
ki i cuda, mające zwieść chrześcijan i przekonać ich do
oddawania mu czci. Tych zaś, których nie udaje mu się
przeciągnąć na swoją stronę, okrutnie zabija.
70
Koniec świata
U podstaw, występujących w tradycjach mezoamerykańskich, hinduskich, irańskich, germańskich i judeochrześcijańskich, mitów o Końcu Świata tkwi
przekonanie, że siły Chaosu, pokonane i uwięzione
w trakcie kosmogonii, mogą żywiołowo uwolnić się lub
zostać uwolnione i naruszyć dotychczasową strukturę
Kosmosu. W rezultacie może dojść do jego całkowi
tego unicestwienia. Zazwyczaj jednak po kosmicznej
63
64
256
Pewne elementy tej charakterystyki odnieść by
można do tytułowego bohatera Medina. Jest on „sy
nem szatańskim jednorodzonym" ( M , s. 10), zrodzo
nym z „dziewicy niepokalanej" (ibid.). Zostaje mędr-
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
cem, dokonuje „wielu rzeczy cudownych" (ibid.) i zy
skuje wielką chwalę u ludzi. Zwabia „najlepszych ryce
rzy" (ibid.) i czyni ich „Rycerzami Okrągłego Stołu",
czyli wyznawcami wykreowanej przez siebie idei króle
stwa doskonałego, mającego rozciągać się „od morza
do morza". Owa idea to parodia Królestwa Bożego, za
powiadanego w ewangelicznej Dobrej Nowinie. Każdy
z nich składa przysięgę, że będzie wierny „Świętej
Sprawie Okrągłego Stołu". Karą za zdradę ma być wy
mazanie ich imion z Księgi Świata. Ta księga to naj
prawdopodobniej księga życia, w której, według Apo
kalipsy św. Jana, od założenia świata zapisane są imio
na Wybranych. Za sprawą Merlina i jego utopijnych
wizji szafują więc Rycerze własnym zbawieniem. Ma
mieni mirażem odnalezienia św. Graala wyruszają, by
pokonać Siedmiogłową Bestię. Tę sama Bestię, o jakiej
czyta w Apokalipsie św. Jana Ilja:
Bestyja, którąś widział, była, a nie jest, a ma wystąpić
z przepaści, a iść na zginienie; i zadziwią się mieszkający na
ziemi,/ których i m i o n a nie są napisane w księgach żywota
od założenia świata/ (...) widząc bestyję, która była, a nie
jest, a przecie jest. (PI, s. 9)
Siedmiogłową Bestia jest rodzajem zbiorowego A n
tychrysta. Jej przymioty stanowią parodię przymiotów
Bożych i zmartwychwstania Chrystusa. Nic więc dziw
nego, że pomiędzy Merlinem a stworami, z którymi
potykają się rycerze, istnieje pewna więź. Sygnalizuje
ją to, że Senectus, kreujący postać Merlina, odgrywa
także rolę poszczególnych potworów - głów Siedmiogłowej Bestii. Stanowią one uosobienie grzechów
głównych, a jednocześnie największych słabości każ
dego z rycerzy. Walcząc z nimi, poszukiwacze Świętego
Graala walczą z własną grzesznością i , mimo pozorów
zwycięstwa, przegrywają, bo
Siedmiogłową Bestia nauczyła
C o t o jest p y c h a , gniew, zawiść, l e n i s t w o
C h c i w o ś ć , lubieżność i nienasycenie. ( M , s. 29)
Zwodnicze idee, zaszczepione przez Merlina ryce
rzom, sprawiły, że obudziło się Zło, które w nich drze
mało. Stali się synami Bestii:
Siedmiogłową Bestia żyje...
W s i e d m i u synkach żyje! ( M , s. 33)
Ich ofiarą pada królowa Ginewra, która, pod wpły
wem doznanych nieszczęść, zaczyna bluźnić przeciw
Bogu i Matce Zbawiciela:
Jeżeli t a m w niebie
O k r u t n a M a t k o jesteś
I ty, bezlitosny
Poprzez Ginewrę Bestia „otworzyła swe usta dla
bluźnierstwa przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu
i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba" (Ap, 13, 6).
Nie okazała królowa „wytrwałości i wiary świętych"
(Ap, 13, 10). Zdaje się ona symbolizować tę część
ludzkości, której imiona nie są „zapisane w księdze ży
cia/ od założenia świata" (Ap, 17, 8). Ale jej usytu
owanie w symbolicznej strukturze Merlina do pewne
go stopnia jest analogiczne do miejsca, jakie zajmuje
w Apokalipsie św. Jana Wielka Nierządnica. Tak, jak
apokaliptyczna Nierządnica, Ginewra uśmiercona zo
staje za sprawą Bestii i spalona ogniem (por. A p 17,
16). Byłaby więc królowa Brytanii symbolem „Wielkie
go Babilonu", o który toczą między sobą walki „królo
wie ziemi" (por. A p 17, 2).
Z Wielką Nierządnicą utożsamia Tatiana w Proro
ku llji Olgę, wyzywając ją:
gadzino p i e k i e l n a ! Czorcie ty przeklęty! Bestio babiloń
ska! K u r w o ! ( P I , s. 25)
Tę interpretację postaci Olgi zdaje się potwierdzać
fakt, iż przed jej kolejnym pojawieniem się u llji pro
rok usiłuje zgłębić sens następującego fragmentu Apo
kalipsy:
1 widziałem niewiastę o n ę pijaną krwią świętych i krwią
m ę c z e n n i k ó w Jezusowych; a widząc j ą dziwowałem się
w i e l k i m p o d z i w i e n i e m . (PI, s. 15)
Poza tym Olga rzeczywiście nie najlepiej się prowa
dzi. Bluźni. Modli się do Lucyfera - Antychrysta. Ale
rację ma chyba Ilja, twierdząc, że
T o nie czort (...), a b i e d n a k o b i e t a . Jej p o m ó c trzeba.
C h l e b a dać. N a w r ó c i ć . ( P I , s. 16)
Jeśliby szukać dla Olgi odpowiednika w Biblii, to by
łaby ona raczej Marią Magdaleną, nawróconą jawno
grzesznicą. Albo też, uwzględniając apokaliptyczny
kontekst i związek, jaki połączył ją z Ilją - Małżonką
Baranka (por. A p 19, 7-8). Gdyby przyjąć tę ostatnią
interpretację, Olga symbolizowałaby grzeszny Kościół
Chrystusowy, który pomimo zdrad i niewierności wo
bec Oblubieńca, zostaje w końcu odkupiony silą miło
ści Zbawiciela.
To nie Olga ani nie Rotszyld są tak naprawdę
przedstawicielami sił szatańskich w Proroku. Szatański
podszept rozpoznać można raczej w przedsięwzięciu
krzyżowników. W nich tkwi Lucyper. O n i są „pogana
mi", „psami niewiernymi" i „durniami" (PI, s. 29). Ilu
strują tezę Chóru z Turlajgroszka, że gdy
C h o d z i po świecie A n c y c h r y s t
Boże Pychy!
K u s i człowieka biednego
Gniewu!
N a m a w i a jego do złego
Chciwości!
I zawiści,
D u r n i j e m u ulegają
P r z e k l i n a m Was! ( M . , s . 51)
Krzyż Twój Święty pohańbiają. (T, s. 46)
257
Mariusz Czaja * KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
W przypadku tego ostatniego dramatu sprawa jest
prosta: rolę Antychrysta odgrywa Czort. Neguje on
obecność Chrystusa w historii. Twierdzi, iż:
Pan Jezus
O świecie
Zapomniał. (T, s. 44)
Tak jak Siedmiogłową Bestia z Merlina, Czort roz
budza grzeszne skłonności. Jak Charyton z Proroka llji
namawia do „pohańbienia krzyża" (por. PI. N H , s. 21):
CZORT:
TURLAJGROSZEK:
CZORT:
Siłę masz?
Mam.
Zwal krzyża. (T, s. 46)
W Obywatelu Pekosiewiczu (i Obywatelu Pekosiu) ty
mi, którzy chcą „zwalić krzyża", nieprzyjaciółmi Ko
ścioła, są komuniści. Byliby więc oni swego rodzaju
„zbiorowym Antychrystem", zwodzącym chrześcijan
i odciągającym ich od wiary. Jednak rozciąganie „cza
su ostatecznego" na akcję tego dramatu Slobodzianka
może się wydać nieuprawnione. Brak w niej, na pierw
szy rzut oka, nawiązań do symboliki eschatologicznej.
Ale wystarczy zwrócić uwagę na motta, jakimi obda
rzył autor obie wersje tej sztuki, by dostrzec, że to
pierwsze wrażenie nie do końca jest słuszne. W Oby
watelu Pekosiewiczu jako motto funkcjonuje ewange
liczna przypowieść o kąkolu i pszenicy (Mt 13, 24-30).
Zapowiada ona Sąd, jakiego Bóg dokona nad stworzo
nym przez siebie światem. Umieszczenie jej w drama
cie w takiej, a nie innej funkcji każe całą sztukę odczy
tywać w perspektywie eschatologicznej.
siedem grzechów z tego i nie z tego świata. (OPś, s. 22)
I wreszcie nagonka na Żydów, przedstawicieli naro
du wybranego. Pułkownik „Franek" odgrywa rolę ku
siciela i Fałszywego Proroka, sącząc w umysł „durnia"
wizję żydowskiego spisku i posługując się przy tym ob
razowaniem przejętym z Ewangelii:
Pekosiewicz, nie widzicie, co Polska dzisiaj przeżywa, co?
Jaki spisek powstał wokół Polski na świecie? Jak różni fa
ryzeusze, międzynarodowi i nasi, chcą Polskę znowu
ukrzyżować i do grobu złożyć, i raz na zawsze z mapy świa
ta wymazać? (OPś, s. 55)
Całość tego obrazu ilustruje tezę o tym, że „Koniec
świata zwiastowany jest (...) w porządku doczesnym
przez wojny i zniszczenia, przez najazdy barbarzyńców
i upadek obyczajów, słowem, przez postępujący rozpad
więzi społecznych".
Bohaterowie Cara Mikołaja również mają za sobą
doświadczenie wojny. Na „bieżaństwie"
71
72
widzieli rewolucje i dobrze zapamientali. (CM, s, 25)
Przeżyli najazd bolszewików podczas wojny polsko-radzieckiej. Widzą postępujący rozkład ich własnej,
tradycyjnej kultury. Młodzi nie chodzą do cerkwi.
Dziewczyny się malują
jak jakie kurwy z Białystoku. (CM, s. 15)
Nic więc dziwnego, iż
wierzą, że ten świat się kończy i że trzeba o duszy pomy
śleć, a nie o gospodarstwie. (CM, s. 12)
Wszak „myśli o końcu świata nawiedzają z reguły
ludzi, którzy są świadkami upadku ich własnej kultury
będącej dla nich do niedawna absolutem". W ich
ptzekonaniu świat ginie i pędzi ku zatracie.
Jeszcze wyraźniejsze staje się owo eschatologiczne
nacechowanie w Obywatelu Pekosiu, na początku któ
rego znajduje się fragment z Apokalipsy św. Jana:
73
Ani pokutowali z mężobójstw swoich,
Ani z czarów swoich,
Ani z wszeteczeństw swoich,
Ani z złodziejstw swoich. (OPś, s. 1)
W Apokalipsie słowa te dotyczą ludzi nie zabitych
przez plagi, które u kresu czasów dotkną świat. Ostat
nie trzy z nich to ogień, dym i siarka, wydobywające się
z pysków koni Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Umiej
scowiona w tej perspektywie symbolicznej akcja dra
matu rozgrywałaby się już po uwolnieniu sił Chaosu.
Bohaterowie Obywatela byliby tymi, którzy pomimo
doświadczonych klęsk nie nawrócili się, „nie odwrócili
się od dzieł swoich rąk,/ tak by nie wielbić demonów/
ani bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamien
nych, drewnianych" (Ap, 9, 20). Dowodów na postę
pujący rozpad Kosmosu odnaleźć można w sztuce aż
nadto: wojna, z obozami koncentracyjnymi, wysiedle
niami, nieludzkimi doświadczeniami na dzieciach;
upadek obyczajów, alkoholizm i rozpad rodziny; zdrada
ze strony przyjaciół; bezpardonowa walka o władzę,
w której wszystkie chwyty są dozwolone; mordowanie
księży wytykających komunistycznej Bestii
258
W Niemczech Hitler i socjaliści. Robią wielką broń. A świat
się tylko przygląda. A na co Niemcom broń? Na sikorki?
A dalej. We Włoszech - socjaliści. We Francji socjaliści.
W Hiszpanii - socjaliści. A w Ameryce i wszędzie Żydzi tylko
czekają i zacierają ręce, kiedy wojna wybuchnie. (CM, s. 34)
Wojna, i to domowa, wybucha w Merlinie. Gdy się
rozpoczyna, Viviana śpiewa:
Dies irae, dies ilia... (M, s. 37)
I odtąd hymn ten towatzyszy wzajemnej tzezi, jaką
zafundowali sobie Rycerze Okrągłego Stołu. Jest ona
więc obtazem kosmicznej katastrofy, która nastąpić
ma, gdy „W gniewu dzień, w tę klęski chwile/ Świat
w śmiertelnym legnie pyle" (przekl. wg przypisu w: M ,
s. 10). Czterej rycerze:
„Jednorożec, i Lew,
I Niedźwiedź, i Smok"
spotykający się
Na pustej ziemi
Jak popiół Jałowej
Mariusz Czaja • K O N I E C Ś W I A T A , C H O R O B A I S Ą D O S T A T E C Z N Y
przypominają czterech jeźdźców, którzy, uwolnieni
u kresu czasów, pozabijać mają „trzecią część ludzi"
(Ap, 9, 15). Dodać należy, że odbywa się to w ciemno
ściach, bo panuje
N o c , czarna N o c
N a d Brytanią!
jest nazwany w Apokalipsie Sw. Jana Chrystus (Ap 5, 5) .
Według wyobrażeń średniowiecznych, generowanych
przez słynne dzieło Physiologus, Lew to symbol Zmar
twychwstania Chrystusa. Zgodnie z nimi Bóg Ojciec
obudził Jezusa Chrystusa po ukrzyżowaniu, tak jak ojciec-lew budzi trzeciego dnia po urodzeniu małe, któ
re lwica rodzi martwe. Obraz ryczącego lwa odnoszo
ny był też do zmartwychwstania ciał w Dzień Sądu.
Orzeł, głosiciel końca świata (Ap 8, 13), jest także
symbolem zmartwychwstania i odrodzenia. Z kolei
delfin-ratownik (Delfinus Salvator), który przeniósł
mitologicznego Ariona z świata gwałtu i przemocy
w świat chwały i zbawienia, postrzegany był w wyobra
żeniach wczesnochrześcijańskich jako siła sprawcza
prefiguracji śmierci i zmartwychwstania Chrystusa,
a z czasem jako jego wyobrażenie. Zarysowany w wy
żej cytowanym fragmencie Merhna obraz zdaje się więc
w całości odsyłać do kompleksu symbolicznego zwią
zanego z Paruzją, drugim przyjściem Jezusa Chrystusa.
76
77
Spełnia się więc przepowiednia Podgłupiatego z Ca
ra Mikołaja:
78
79
A j a k ziemia dojrzeje,
Czarne słońce zapieje... ( C M , s. 21)
Jest to nawiązanie do jednego z elementów wizji św.
Jana. Autor Apokalipsy pisze, że ujrzał, iż „Słońce sta
ło się czarne jak włosienny wór" (Ap, 6, 12). W Biblii
noc symbolizuje nieszczęście i śmierć, jest czasem nie
wiedzy i grzechu. W perspektywie chrześcijańskiej noc
to czas nieobecności Chrystusa, ale także oczekiwania
na niego. Łączy się to z nakazem czuwania (por. M t
25, 1-13). Merlin w dramacie Słobodzianka ewi
dentnie narusza to przykazanie. Traci świadomość te
go, co się wokół niego dzieje. Kiedy chaos, do którego
rozpętania się przyczynił swoimi ideami, opanowuje
państwo króla Artura, on wciąż wierzy, że
74
szczęśliwa jest B r y t a n i a ,
Ze w niej król A r t u r rządzi
I z n i m Rycerze O k r ą g ł e g o S t o ł u ( M , s. 40)
Nie dostrzega zatem znaków zbliżającego się końca
czasów. Zasypia tak, jak „nierozsądne panny" z przypo
wieści ewangelicznej. Zapada w sen, i to w sen wiecz
ny, „by się już nie przebudzić" (Jr 51, 39).
Wojna to ostateczne spotęgowanie zła, będące jed
nocześnie jego przesileniem. Powtarza ona dramat
stworzenia świata, pogrążając go w chaosie, po to jed
nak, by możliwe stało się odrodzenie. Po śmierci
wszystkich Rycerzy, po osiągnięciu dna rozpaczy
w skargach Ginewry, wreszcie
75
N o c , czarna N o c
N a d Brytanią zachodzi
I Orzeł, i D e l f i n
S a l a m a n d r ę przegnały
I z popiołu, i z p r o c h u
Zmartwychwstaje Lew
I jasny, l e t n i dzień
N a d Brytanią wschodzi ( M , s. 54) •
W kontekście obrazów i symboli eschatologicznych
ów „dzień" nasuwa skojarzenia z biblijnym dniem Pań
skim (por. Tes 5,2), dniem, w którym Chrystus, świa
tłość świata (J 8, 12), ptzyjdzie,
aby w obliczu k o ń c a świata sądzić żywych i umarłych
(PI, s. 8)
Motyw zachodzącej Nocy może zaś odnosić się do
Nowego Jeruzalem, gdzie nie będzie już nocy (por. A p
21, 24; 22, 5). „Lwem zwycięskim z pokolenia Judy"
259
80
W świadomości Bronka Pekosiewicza i krzyżowników z Proroka llji owo drugie przyjście funkcjonuje ja
ko dokładne powtórzenie pierwszego, opisanego
w Ewangeliach. Zbawcze dzieło Chrystusa dokonuje się
dla nich poza historią, co pozostaje w oczywistej
sprzeczności z duchem Biblii, której treścią jest prze
cież historia święta. Żyją oni w pogańskim świecie ar
chetypów, gdzie podstawowym nakazem jest powta
rzanie gestów i formuł z istniejącego poza historią cza
su mitycznego. Paruzja w ich wydaniu to groteskowe
przedstawienie, niemające nic wspólnego z eschatolo
gicznym wymiarem Dobrej Nowiny. Chłopi z Proroka
uważają, że
j a k O n naprawdę Pan Nasz i Z b a w i c i e l Jezus Chrystus
i
naprawdę n i c z y m Groźny A n i o ł P r o r o k IIja
zstąpił
z N i e b i o s po raz d r u g i , t o żeby naprawdę p r a w d a była,
ukrzyżować jego trzeba, zmartwychwstać m u s i i wtenczas
n i e c h sądzi żywych i umarłych. (PI, s. 12)
Dla każdego chrześcijanina jest to oczywisty non
sens. Prorok Ilja zresztą sam wcale nie uważa się za
Chrystusa, przynajmniej w dramacie, którego jest ty
tułowym bohaterem.
W Carze Mikołaju rzeczywiście przyjmuje na siebie
rolę wyznaczoną mu przez jego wyznawców, wierzą
cych, że jest on „Zbawicielem i Synem Bożym" (por.
C M , s. 32), „Carem Niebios, Twórcą Odwiecznego
Carstwa Bożego od wieków obiecanego dla ich Praoj
ców" (CM, s. 39). Twierdzi, iż jest Jezusem Chrystu
sem i
przyszedł po raz wtóry, żeb na ziemi nie było wiencej ciemienżycielów i żeb zapanowało prawdziwe C a r s t w o Boże
( C M , s. 3 4 ) .
Stolicą owego Carstwa będzie zapewne Nowe Jeru
zalem, które Ilja chce zbudować w Grzybowszczyźnie
(por. C M , s. 34). Tak, stolicą, choć mówienie o No
wym Jeruzalem w tych kategoriach może się wydać ab-
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
surdalne, zważywszy na to, że Jeruzalem to Oblubieni
ca i Małżonka Baranka - czyli, według chrześcijańskiej
Tradycji, symbol Kościoła w fazie ostatecznej. Jednak,
w wyobrażeniach llji i jego wyznawców, zarówno Car
stwo Boże, jak i Nowe Jetuzalem nie kryją w sobie żad
nych symbolicznych treści. Odnoszą do jak najbardziej
ziemskich i konkretnych obiektów. O Carstwo trzeba
walczyć rewolwerem (CM, s. 34). Jeruzalem zaś moż
na zbudować za pomocą młotka i gwoździ. Dla zbawie
nia duszy wierni ofiarują domniemanemu Synowi Bo
żemu pieniądze, i to tyle, że nie jest on w stanie ich po
liczyć (por. C M , s. 12). Ilja w Carze Mikołaju jest po
prostu zręcznym przywódcą, obdarzonym pewną cha
ryzmą, dzięki której może manipulować łatwowierny
mi chłopami. Taki z niego Syn Boży, jak z Regisa car
Mikołaj. Jest fałszywym mesjaszem, z gatunku tych,
przed jakimi przesttzegał sam Chrystus: „Powstaną bo
wiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać bę
dą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to
możliwe, także wybtanych" (Mt 24, 24).
81
Słowa te odnoszą się chyba także do Merlina i do
Pekosia. Ten ostatni jest pijacko-głupawą wetsją me
sjasza. Z chlebem i butelką wódki w koszyczku wielka
nocnym, kompletnie zalany, pokrwawiony drutem
kolczastym, który założył sobie na głowę, a do tego
półnagi, odgrywa zmartwychwstanie i eucharystię za
jednym zamachem:
Boga, że uzdrawia, doradza, straszy Piekłem i Sądem
Ostatecznym. Ale jego posłannictwo ma podobny
charakter, co posłannictwo Jana Chrzciciela: przygo
towania drogi Panu, prostowania jego ścieżek (por. M t
3, 3). Jemu
Bóg we śnie pokazał, że koniec świata idzie i stary d o m
spalił się, i n o w e g o nie budują a n i j e d n i , a n i drudzy, a n i
trzeci, a trzeba na k o l a n a c h z rzeki wodę w ustach nosić
i popiół podlewać, i zgliszcza, aż nie wyrośnie n o w y las...
(PI. N H , s. 76)
Nie ma powodu, by zaprzeczyć tezie, iż jest on rze
czywiście prorokiem Eliaszem, zwłaszcza, że mottem
dramatu jest taki oto fragment Księgi' Malachiasza:
O t o Ja poślę w a m p r o r o k a Eliasza
przed nadejściem d n i a Pańskiego
d n i a w i e l k i e g o i strasznego. ( P I . N H , s. 1)
Ilja przeżywa rozterki, boi się, wątpi, lecz pozostaje
wierny temu, który go wybrał. Do niego się modli:
Boże Ojcze Wszechwładny
Ojcze N i e b a i Z i e m i
I wszystkich stworzeń
Widzialnych i Niewidzialnych
Który na t r o n i e chwały zasiadasz
I przenikasz o t c h ł a n i e
Zrób, żeby odszedł strach
I lęk, i rozpacz czarna
Pekoś podchodzi do Milicjantów
I zwątpienie... (PI, s. 18)
P E K O S : Chrystus zmartwychwstał, towarzyszu Piłat (...)
Zaprawdę, k u r d e m o l , błogosławieni cisi, którzy m n i e p o
znali
i uwierzyli, a l b o w i e m i c h jest królestwo niebieskie.
Bierzcie, towarzysze, częstujcie się, jedzcie i pijcie,
A l b o w i e m t o jest ciało moje
1 k r e w m o j a , która za was ciecze.
(częstuje ich chlebem i wódką) (OPS, s. 71)
Jego słowa i działania to profanacja największych
tajemnic chrześcijaństwa. Są bluźniercze i świętoktadcze. Uwietzyć w to, iż w osobie Pekosia nastąpiło Dru
gie Przyjście, mogliby chyba jedynie krzyżownicy z Pro
roka llji, i to po „Ostatniej Wieczerzy", podczas której
główne dania stanowiły ogórki i wódka (zob. PI. N H ,
s. 57-62).
Jak już wspomniałem, w odróżnieniu od swojego
imiennika z Cara Mikołaja, Ilja z Proroka zaprzecza su
pozycjom swoich wyznawców, jakoby był Chrystusem.
Wielokrotnie powtarza:
Ja nie Jezus (...), ja I l j a , który d r u g i e przyjście Jezusa, zna
czy Prawdy, przepowiada. ( P I . N H , s. 37)
Zofia, Wiera i Nadzieja widzą w nim zbawiciela (PI.
N H , s. 36), nazywają Stwórcą niepojętym oraz Alfą
i Omegą (PI. N H , s. 19). O n sam nie ma jednak ta
kich ambicji. To prawda, że czuje się wybrany przez
260
Bóg, w jakiego wierzy, to Miłosierny Ojciec. Przyja
ciel ludzi. Pocieszyciel tych, któtzy płaczą, któtzy stra
cili wiarę, którzy żyją w ciemnościach, któtzy błądzą,
którzy są głodni i biedni, a nawet tych, którzy Go prze
klinają (PI, s. 23-24). Jednym słowem: Bóg, którego
objawił Jezus Chrystus. Prorok Ilja nie jest wielkim
mędrcem ani charyzmatycznym wodzem. Nie jest też
święty. Ale ma w sobie wiatę i nadzieję, i miłość. Przez
niego aion mellon, który nastąpić ma po Paruzji, urze
czywistnia się już częściowo w aion hutos. Sąd, spra
wowany przez niego nad krzyżownikami (w PI. N H ) ,
jest sądem owego „nadchodzącego czasu" nad wszyst
kimi Metlinami, Pekosiami, Kowalami, Poszukiwacza
mi Świętego Graala i wyznawcami Złotego Wieku.
Nad tymi, którzy starają się uciec przez Historią lub
nad nią zapanować.
31
W sędziowaniu llji odnaleźć można dwa wątki, wy
stępujące w nowotestamentowym ujmowaniu możli
wości zbawienia. Najpierw za „wiarę-niewiarę", „za
ciemnotę i durnotę" (PI. N H , s. 71) wysyła prorok
wszystkich do piekła. Ale potem, dzięki wstawiennic
twu Olgi i wzajemnej solidarności sądzonych, wszyscy,
nawet Rotszyld-Lucyper, zaproszeni zostają na tajski
rosół, chciałoby się powiedzieć: „na ucztę Godów Ba
ranka" (Ap 19, 9). W tej końcowej decyzji znajduje
swój wyraz „przeświadczenie o możliwości pojednania,
powszechnego odnowienia i przywrócenia wszystkich
83
Mariusz Czaja ł KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
stworzeń do stanu jedności z Bogiem oraz o ostatecz
nym zwycięstwie dobra w całym wszechświecie",
zwane apokatastazą (gr. apokatdstasis). Idea apokatastazy żywa jest przede wszystkim w świadomości chrze
ścijaństwa wschodniego, nie dziwi więc jej pojawie
nie się w Proroku llji, którego realia odnoszą się do te
go właśnie kręgu kulturowego.
Rotszyld nie przyjmuje zaproszenia na rosół. Tłu
maczy, że „dla wszystkich nie starczy". Kryje się chyba
w tej odmowie pewien sceptycyzm wobec powszech
ności zbawienia pozostającej w sprzeczności z duchem
hebrajskim. Apokatastazą to coś w rodzaju kosmiczne
go odnowienia, pociągającego za sobą odnowę całości
gatunku ludzkiego. Perspektywa, którą wyznacza bi
blijna Historia Święta, jest zaś odmienna. Koniec
Świata jest bowiem jej tryumfem. Odsłoni on religijne
znaczenie czynów ludzkich. „Chodzi o Sąd, o wybór:
tylko wybrani żyć będą w wiecznej szczęśliwości. Wy
brani zostaną ocaleni, bo byli wierni Historii Świętej mimo pułapek i pokus, których pełny jest ten świat,
pozostali oni wierni Królestwu Niebieskiemu".
i Sądu nad światem, albo, jak motto Kowala Malarnbo są
wypowiedziami Chrystusa, w którym, według Nowego Te
stamentu, zapoczątkowany został na zawsze „czas nowego
świata". Nie-Boska komedia, będąca źródłem motta Ca
ra Mikołaja, również rozgrywa się w czasie ostatecznym,
w finale dramatu mamy przecież do czynienia z Paruzją.
W Kowalu ЫактиЬо to nie Pan Jezus sprawuje sąd
nad grzeszną ludzkością, ale owa ludzkość w osobie Ko
wala zarzuca mu, iż jest przyczyną wszystkich jej nie
szczęść. To Jezus prosi na kolanach o przebaczenie. Tyle
że Pana Jezusa, rodem z jasełkowych przedstawień, ra
czej trudno uznać za Mesjasza, który przyszedł po raz
drugi, by zamknąć ostatecznie aion hutos. O n sam zdra
dza tęsknoty charakterystyczne dla „ludzi archaicznych",
nie do końca akceptuje Historię. Rację chyba należało
by przyznać Kowalowi, w momencie, gdy ten podejrze
wa, iż goście, jacy nawiedzili jego kuźnię, nie są tymi, za
których się podają (KM, s. 14). Pan Jezus to sentymen
talny magik, postać wykreowana przez ludową, mitycz
ną wyobraźnię. Czyni cuda mające charakter magicz
nych sztuczek i wymienia dusze na nowe. Równie dobrze
mógłby być szamanem, dobrym czarownikiem albo supermenem. Kowal Malambo, któremu Historia jawi się
jako kreacja szatańska, uznany zostaje przez niego za
najlepszego człowieka, „jakiego na tej ziemi spotkał"
(KM, s. 52). W konsekwencji Kowal uznaje, tak jak
gnostyccy pneumatycy, że jest doskonały, i nie pozostaje
mu nic innego, jak przemieścić się z tego materialnego
świata, pełnego zła, do pozaczasowego Raju. Niestety,
ani w Raju, ani w Piekle go nie chcą. W szaleńczym Ma
lambo, od którego „drży Niebo", doszukać się można wi
zji Końca Świata, jaki zafundować sobie może ludzkość,
odwracająca się od Historii. Od Historii będącej prze
cież, według myśli judeochrześcijańskiej, teofania. Od
wrócenie się od niej to odwrócenie się od tego, „Który
był i Który jest, i Który przychodzi" (Ap, 4, 8). Tylko cze
kać, jak nastąpi „Wielki Dzień Jego Gniewu" (Ap 6, 17).
Ontycznym czasem dramatów Slobodzianka rzeczy
wiście wydaje się czas eschatologiczny, rodem z Biblii.
Ale do jego twórczości odnieść można to, co Andre
Neher pisze o myśli żydowskiej. Wie ona, „że istnieje
klucz do historii, który nadaje sens całości, ale gdy tyl
ko chodzi o to, co istotne, natychmiast przypomina so
bie, że niekiedy, a być może zawsze, ów klucz jest utra
cony, a raczej nieustannie przechodzi z rąk jednego do
rąk drugiego partnera Przymierza, od Boga do człowie
ka. To zaś powoduje, że całą historię przenika krańco
wa niepewność. Czas nie jest majestatycznym strumie
niem, płynącym od początku ku końcowi; jest nie koń
czącym się ciągiem przeskoków. Historia nie jest cią
głym postępem; jest wieczną improwizacją".
84
85
86
Symbolika związana z czasem ostatecznym obecna jest
we wszystkich dramatach Slobodzianka. I to chyba wła
śnie w jej perspektywie należy je odczytywać. Wskazują
na to chociażby cytaty w mottach poszczególnych dra
matów. Albo odnoszą się one wprost do Dnia Pańskiego
261
87
Zaryzykować można by nawet tezę, że czas ostatecz
ny jest czasem ontycznym historii, opowiadanych przez
Slobodzianka. Pozostałe obecne w nich odmiany czasu
byłyby przedmiotem osądu ze strony tego właśnie cza
su. Tak naprawdę opowiadałby Słobodzianek, ku prze
strodze (por. M , s. 54), o Apokalipsie, która już się
spełnia, by wezwać ludzkość do opamiętania i pokuty.
Napominałby wyznawców Złotego Wieku i Poszukiwa
czy Świętego Graala, których poczynania sprowadziły
na wiek XX tyle nieszczęść, żeby zaprzestali grzesznych
manipulacji czasem, bo zbliża się Dzień Sądu. Odpo
wiedzą wtedy za wiarę w różne Raje na Ziemi, Wierszaliny, „dawne, dobre czasy", królestwa doskonałe i ide
alne ustroje. Za negację Historii Świętej. Za kreowanie
szatańskich uchronii i próby wcielania ich w życie.
88
89
Apokaliptyczne historie Slobodzianka nie są proroc
twami ani moralizującymi kazaniami. Ich „apokaliptyczność" nie oznacza, iż przekazują one jakieś objawienia do
tyczące przyszłych losów ludzkości. Nie oferują gotowych
rozstrzygnięć i prawd do wierzenia. Raczej, przywołując
apokaliptyczne symbole, prowokują do określenia się wo
bec nich, zadają pytanie o nasz własny stosunek do czasu.
Mówiąc obrazowo, autor tych dramatów jest nie tyle Pro
rokiem Ilją, ile Handlarzem Rotszyldem, w tym sensie, iż
odbiorcom swoich sztuk nie usiłuje narzucić żadnej, kon
kretnej idei. Nie agituje. Bo przecież, jak mówi Gajst
świat jest w i e l k i i na ziemi jest tyle miejsca. A w niebie,
czy m a ł o jest miejsca? Jest tyle miejsca, że każdy może so
bie wierzyć w t o czego pragnie. ( C M , s. 20)
Ale ta tolerancja ma swoje granice, a są nimi zbrod
nia i szaleństwo:
Jak w y wierzycie, że p r o r o k z Grzybowszczyzny po śmierci
z m a r t w y c h w s t a n i e , wasza sprawa. A l e j a k w y jego ukrzy
żujecie i o n nie z m a r t w y c h w s t a n i e , w y ludzie w p o l s k i m
k r y m i n a l e zgnijecie. ( P I , s. 26)
Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
Ucieczka przed czasem, czy też chęć zawładnięcia
nim, kończą się nader często Apokalipsą dla milionów
ludzkich istnień, całych narodów, kultur i cywilizacji.
Jest to, niestety, rezultat wolności człowieka, która
sprawia, że może on zwrócić się przeciw swemu Stwór
cy i obrócić świat w nicość, a tym samym narazić na
fiasko plan stworzenia jako caJości.
1 6
W akitu „rytualna aktualizacja «chaosu» w ttakcie ostatnich
dni toku dokonywała się przez orgiastyczne ekscesy" (M. Elia
de, op. cit., s. 54).
2 7
M. Eliade, Okultyzm, czary, mody kulturalne. Eseje, Oficyna Li
2 8
ibid., s. 102
teracka, Kraków 1992, s. 103
M
90
por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. II, Instytut
Wydawniczy Pax, Watszawa 1994, s. 253
3 0
ibid., s. 244
31
L. Kolankiewicz, Notatki po spektaklu: O candombie' de Bahia,
3 2
Fabuła Merlina ma swoje źródło w średniowiecznych eposach
„Dialog" 1994, nr 12; 1995, ni 1-3, 5-6
Przypisy
1
J. Majcherek, Notatki przy Slobodzianku, „Teatr" 1994, nr 1, s. 13
rycerskich. Język tego dramatu również stylizowany jest na język
2
Odwołuje się w tym miejscu do terminologii S. Awietnicewa.
heroicznego eposu. E. Mieletinski twietdzi, że „czas epicki (...)
Zob. S. Awietnicew, Symbol, „Polska Sztuka Ludowa" 1988, nr 3,
skonstruowany jest według wzotca mitycznego jako czas począt
3
4
s. 149-150
kowy oraz czas aktywnych czynów ptzodków, któte zdetermino
por. ibidem, s. 150
wały późniejszy porządek" (op. cit., s. 340). Natomiast herosów
Car Mikołaj, 1987, nr 5, Obywatel Pekosiewicz, 1989, nt 5, TUT-
z eposów „można porównać z niegdyś działającymi «praprzodka-
lajgroszek, 1990, nr 11, Prorok Ilja, 1992, nr 11, Merlin, 1993,
пи» z archaicznych mitów (...), a czas ich życia i sławnych wy
nr 3 i Kowal Malambo, 1993, nr 7. W dalszej części tekstu, ptzy
praw - z autentycznym czasem mitycznym typu „epoki Snu""
(ibid., s. 335). Pot. M. Eliade, Aspekty mitu, op. cit., s. 195
cytatach z dramatów, posługiwał się będę sktótami utworzony
mi z pierwszych liter wyrazów, wchodzących w skład tytułów:
, 3
zob. S. Botheroyd, P. F. Bothetoyd, Słownik mitologii celtyckiej,
3 4
J. Campbell, Potęga mitu. Rozmowy z B. Moyersem. Opracowała
35
W powietrzu wisi bunt, rozm. A. Wanat, J. Majcherek, W. Maj
wyd. Książnica, Katowice 1988, s. 163
C M , O P T, PI, M, K M .
5
Prapremiera Obywatela Pekosia. Smutnej i pouczającej
historii
Betty Sue, Flowers Signum, Kraków 1994, s. 237-238
miała miejsce 12 kwietnia 1997 roku w Teatrze im. ]. Słowac
kiego w Krakowie, w reż. M. Grabowskiego. Tekst dramatu
cherek, „Teatr" 1994, nr 1, s. 11
znajduje się w Atchiwum tegoż teattu. Ptzy cytatach z niego po
sługiwał się będę oznaczeniem OPs.
6
3 6
Chodzi o tekst znajdujący się w Atchiwum P W S T w Krakowie,
37
3 8
S. Botheroyd, op. cit., s. 164-165
oznaczenie PI. N H .
3 9
J. Szacki, Spotkania z utopią, Iskry, W-wa 1980, s. 139-140
S. Czarnowski, Powstanie i społeczne funkcje historii, [w:] Dzieła,
8
ibid., s. 101
9
por. P. Ricoeur, Symbol daje do myślenia, [w.] Egzystencja i herme
4 0
M. Eliade, Okultyzm..., op. cit., s. 60
4 1
J. Szacki, op. cit., s. 140
4 2
ibidem, s. 29
4 3
„Kairos to czas wyznaczony przez zdarzenia, stanowiące ptzed-
neutyka, ptzeł. E. Bieńkowska, „Pax", Warszawa 1985, s. 67; S.
miot decyzji i wybotu Boga ze względu na ścisłe określony cel."
Awierincew, Symbol, op. cit., s. 150
G. Pattaro, op. cit., s. 305
4 4
por. H . U . von Balthasar, Teologia dziejów. Wyd. Znak, Kraków
por. definicje H . Levina: „Złoty wiek jest wszystkim tym, czym
4 5
ibidem, s. 41
nie jest wiek współczesny." [w:] H. Levin, Mit wieku złotego -
4 6
W. Majcherek, Pieski los kowala, „Dialog" 1993, nr 7, s. 127
prehistoria, „Pamiętnik Literacki" 1982, z. 3-4, s. 323-324
4 7
M. Eliade, Kowale i alchemicy. Fundacja Aletheia, Warszawa
4 8
ibid., s. 72
ibid., s. 73
D. Śnieżko, Mit Wieku Złotego w literaturze polskiego renesansu,
1996, s. 41
Wyd. Naukowe Semper, Warszawa 1996, s. 107
11
1993, s. 168
12
M. Eliade, Aspekty mitu, Wyd. K R , Watszawa 1998, s. 56
13
por. ]. Szacki, Tradycja. Przegląd problematyki, PWN, W-wa 1971
14
Ta sama pieśń, tylko w krótszej wersji zob. PI, s. 18
4 9
15
por. K. Rafiner, H . Vorgrimer, Mały słownik teologiczny, Instytut
5 0
ibid., s. 178
Wyd. Pax, W-wa 1996, s. 455
5 1
J. Majcherek, O „Merlinie" Sbbodzianka. Cz- l, „Teatr" 1993,
52
Z. Kuderowicz, Filozofia dziejów, Wiedza Powszechna, Warszawa
53
M. Janion, M. Żmigrodzka, Romantyzm i historia, PIW, Warsza
1 6
nr 10, s. 27
por. Słownik wiedzy biblijnej, red. В. M. Metzgter, M. D. Coogan,
Oficyna Wyd. „Vocatio", W-wa 1996
1983, s. 101
17
M. Eliade, Aspekty mitu, op. cit., s. 171-172
18
S. Czarnowski, Kultura religijna ludu wiejskiego, [w:] tegoż, Kul
wa 1978, s. 105
tura, Spółdzielnia wydawnicza „Książka", 1945, s. 134-136
19
zob. R. Tomicki, Kultura - dziedzictwo - tradycja, [w:] Etnogra
fia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2, Ossolineum, Wroclaw
1981, s. 366
2 0
G . Pattato Pojmowanie czasu w chrześcijaństwie,
[w:] Czas w kul
turze, PIW, W-wa 1988, s. 296
C S . Bartnik, Historia i myśl, Lublin 1995, s. 57
2 2
M. Eliade, Mit wiecznego powrotu, wyd. KR, Warszawa 1998, s. 103
2 3
Sw. Augustyn, O państwie bożym, XII, 14, cyt. za S. Awiernicew,
2 4
5 4
ibid., s. 31
5 5
J. Szacki, op. cit., s. 142
5 6
por. ibid., s. 80
5 7
por. ibid., s. 52
5 8
por. S. Filipowicz, Mit i spektakl władzy, PWN, Warszawa 1988,
s. 95
21
Na skrzyżowaniu tradycji, PIW, W-wa 1988, s. 267
por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, 1.1, Instytut Wy
5 9
2 3
por. G. Pattato, op. cit., s. 311
«
ibid., s. 305
6 1
pot. M. Eliade, Kowale..., op. cit., s. 180
6 2
określenia tego użył J. Sieradzki w: Heretycki „Merlin" Słobodzianka. Inna historia, „Polityka" 1993, nt 40, s. 10
dawniczy Pax, Warszawa 1988, s. 53-54
por. E . Mieletinski, Poetyka mitu, PIW, W-wa 1981, s. 177
6 3
262
1
chrześcijańskie
Grabowskiego (premiera: listopad 1998). Cytując go zastosuję
t. V, PWN, W-wa 1950, s. 100
1 0
Zob. R. S. Loomis, Graal. Od celtyckiego mitu do
go symbolu, Znak, Kraków 1998
tamże zrealizowany na Scenie im. S. Wyspiańskiego w reż. M.
7
zob. S. Botheroyd, op. cit., s. 163
E . Mieletinski, op. cit., s. 278
Marcus? Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY
<*
ibid., s. 278
6 5
M. Eliade, Aspekty mitu, s. 57
6 6
por. E. Mieletinski, op. cit., s. 278
8 0
D. Fotstnet O S B , op. cit., s. 256-257; W. Kopaliński, op. cit.,
8 1
Formuły tej używa Regis, gdy Ilja każe mu ptzysięgać, że jest na-
s. 65-66.
6 7
M. Eliade, op. cit., s. 69
6 8
pot. G. Pattato, op. cit., s. 300-301
ptawdę catem Mikołajem II: „Ptzysięgam, że tak jak ty jesteś
6 9
pot. ]. Moltman, Bóg w stworzeniu, wyd. Znak, Kraków 1995,
Syn Boży, tak ja jestem car" (CM, s. 33)
8 2
s. 355
7 0
Czas nowego świata wkracza w czas tego świata, czyniąc go cza
Treść tego utworu relacjonuję wg: B. Kiirbis, O inspiracji okulty
stycznej w średniowiecznej
wizji dziejów, [w:] Świadomość
sem świata, który przemija." J. Moltman, op. cit., s. 223
histo
ryczna Polaków. Problemy i metody badawcze, red. ]. Topolski,
71
72
„z Chrystusem i we wspólnocie jego wiernych ta jakościowo no
wa przyszłość już się rozpoczęła, w samym środku obecnej ery.
8 3
„W Nowym Testamencie istnieje wyraźne i aiczym nie złagodzo
Wyd. Łódzkie, Lódz 1981, s. 136
ne napięcie między wypowiedziami, które wskazują na wszech
K. Pomian, Przeszłość jako przedmiot wiary, PWN, Warszawa
ogarniające zbawienie (jego podstawą jest pojednanie świata
1968, s. 132
z Bogiem ptzez krzyż Chrystusa), i tymi, któte podejmują staro
mieszkańcy
testamentalne groźby sądu i potępienia, wzmacniając jeszcze
wschodniej Białostocczyzny wydarzenia z okresu I wojny świa
poczucie odpowiedzialności człowieka za swój ostateczny los."
towej, kiedy to zostali deportowani w gfąb Rosji ptzez ustępują
W. Hryniewicz, Pascha Chrystusa w dziejach człowieka i świata,
Mianem
„bieżanstwa" określali
prawosławni
teologii paschalnej, tom 3, Tow. Naukowe
cą armię carską. Zob. W. Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o koń
Zarys chrześcijańskiej
cu świata, Wyd. Literackie, Kraków 1974, s. 14-15
K U L , Lublin 1991, s. 377
7 3
ibid., s. 11
8 4
74
zob. M. Lurker, słownik obrazów i symboli biblijnych, Pallotinum,
8 3
ibid., s. 377-378
ibid., s. 383
Poznań 1989, s. 136-137
8 6
M. Eliade, op. cit., s. 69
7 5
por. S. Filipowicz, op. cit., s. 241-242
8 7
J. Moltman, op. cit., s. 223
7,1
Podobne do lwa jest też jedno z Czterech Zwierząt, występują
8 8
Terminu tego używam, za M. Levinem na oznaczenie leżących
cych w wizji Św. Jana (Ap 4,7)
7 7
zob. D. Forstnet O S B , Świat symboliki chrześcijańskiej,
w ptzyszłości lub przeszłości nigdy nie istniejących wspaniałych
czasów. Zob. M. Levin, op. cit., s. 321
Instytut
Wydawniczy Pax, Warszawa 1990, s. 277-280; M. Lurker, s. 112
7 8
zob. W. Kopaliński, Słownik symbołi, Wiedza Powszechna, War
7 9
zob. D. Forstnet O S B , op. cit., s. 241-243; W. Kopaliński,
8 9
A . Neher, Wizja czasu i histońi w kulturze żydowskiej [w:], Czas
w kulturze, op. cit., s. 271
szawa 1991, s. 196
9 0
por. ibidem, s. 273
op. cit., s. 285-286
• ••
P
oniższy artykuł, w którym narzędzia i spojrzenie
teoretyczne spotykają się z naszym doświadcze
niem życia społecznego - jest próbą refleksji nad
nowymi zjawiskami we współczesnej kulturze polskiej.
Sięgając po kategorię karnawału w analizie Drag Qu
een Show pragnę jednakże podkreślić istotność roz
dzielenia zjawiska skarnawalizowanego, jakim są wy
stępy, od samego karnawału.
1. Wprowadzenie
ROBERT
KULPA
Karnawał?
Kamp i gender
w Drag Queen Show
P. Song: Dlaczego w operze pekińskiej role kobiet grane są
tradycyjnie przez mężczyzn!
Tow. Cheng: Nie wiem. Tradycja prawdopodobnie pochodzi
z reakcyjnej i patńarchalnej struktury społeczeństwa.
P. Song: Nie - bo tylko mężczyzna wie, jak kobieta ma się pliwie świadomość tę miał także David Cronenberg,
okrzyknięty jednym z najbardziej kontrowersyjnych
zachowywać.
twórców filmowych. „M. Butterfly" to film godny uwa
„M. Butterfly" (1993),
reż. David Cronenberg
gi z wielu powodów, jednakże my ograniczmy się do
przyjrzenia się temu, co ukrywa się za tymi kilkoma
frazami.
Kilka zaledwie zdań, które jednak kryją w sobie
Co wyraża druga sentencja, wypowiedziana przez p.
prawdę (i to jak dużą!) o kulturze i wcale nie jakimś
Song? Co to znaczy, że tylko mężczyzna wie, jaka na
orientalnym, dalekoazjatyckim społeczeństwie. Cho
prawdę jest kobieta? Skoro on wie, jaka powinna być
ciaż odnoszą się do tradycji chińskiej, cytat ten wiele
ona, to bycie kobietą (ale czy też analogicznie bycie
mówi o naszej kulturze - kulturze Zachodu. Niewątmężczyzną?) musi stanowić kategorię, którą łatwo da
263
