77309ec60785424b12b35876bd52f9ad.pdf

Media

Part of Koniec świata, choroba i sąd ostateczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4

extracted text
S

łobodzianek: Obywatel Paradoksiewicz, jeśli
wolno się tak wyrazić. Jego dziedziną jest dwu­
znaczność i sprzeczność. Wymyka się interpreta­
cjom, które z natury rzeczy dążą do przyszpilenia,
zmienia się jak Proteusz. Potrzebny byłby ktoś w ro­
dzaju Heisenberga, kto na użytek teatru Slobodzianka
sformułowałby zasadę nieoznaczoności". Tymi słowa­
mi Janusz Majcherek zdyskredytował trud, jakiego
chciałbym się podjąć w niniejszej pracy. A mianowicie
próbę rozjaśnienia sensów zadanych w obrębie struk­
tury symbolicznej, tworzonej przez teksty dramatów
Tadeusza Slobodzianka. Chociaż nie sądzę, bym miał
się stać Heisenbergiem humanistyki, spróbuję jednak
oświetlić pewne aspekty dramaturgicznego dzieła bia­
łostockiego twórcy, które wydają mi się istotne dla je­
go zrozumienia. Głos mój nie pretenduje do całkowi­
tego wyjaśnienia problemu, skonstruowania jedno­
znacznej, logicznej formuły, „równania na Slobodzian­
ka". Moje ambicje są znacznie skromniejsze: włączenie
się w dialog tekstów, odniesienie do dalszych symbo­
licznych połączeń, które przybliżają sens do bardziej
racjonalnej jasności, ale nie osiągają jakości czystych
pojęć.
1

M A R I U S Z

CZAJA

Koniec świata, choroba
i sąd ostateczny

2

3

Punktem wyjścia dla mojej interpretacji będą teksty
sześciu dramatów Slobodzianka, wydrukowanych
w „Dialogu", uzupełnione w przypadku dwóch sztuk,
tj. Obywatela Pekosiewicza i Proroka Ilji, o ich wersje
sceniczne, w znaczny sposób odbiegające od opubliko­
wanych. Sądzę, że zarówno w jednym, jak i w drugim
wypadku zmiany na poziomie sensów generowanych
przez te teksty są na tyle istotne, że pominięcie ich
w analizie poważnie zubożyłoby interpretację.

Apokaliptyczne historie
Tadeusza Slobodzianka

pretacji, dla dotarcia do zadanego przez nie sensu.
Tym też tropem chciałbym podążać w swoich rozważa­
niach. Nawiążę w nich do pewnych idei, rozwijanych
na gruncie hermeneutyki, posługując się w interpre­
tacji symbolami, jako swego rodzaju detektorami sen­
su. Wykorzystam przy tym symbole oferowane przez
same teksty dramatów Slobodzianka.
9

Był kiedyś Wiek Złoty,
czyli dawne dobre czasy

4

6

5

Słobodzianek w podtytułach swoich dramatów sta­
le umieszcza słowo „historia". Car Mikołaj to „historia
tragikomiczna". Obywatel Pekosiewicz i Obywatel Pekoś
- „smutna i pouczająca historia". Turlajgroszek — „hi­
storia naiwna dla teatru lalek". Prorok llja, który
w wersji z „Dialogu" pozbawiony był podtytułu, zyskał
(w tekście z Archiwum krakowskiej PWST) miano
„nieprawdopodobnej historii w X I V scenach". Merlin
został nazwany „inną historią", a Kowal Malambo „argentyńską historią". Rozważając znaczenie słowa
„historia" S. Czarnowski stwierdza, iż „mogą składać
się na nią same wymysły i brednie, jedynie ważne jest,
że przedstawia fakty minione w ich kolejnym następ­
stwie, dochodząc do teraźniejszości czy też do jakiegoś
momentu przeszłości, rozumianego jako punkt końco­
wy łańcucha, że przeto czas, który upłynął między po­
czątkiem i końcem, przedstawiony jest jako „dzieje" jest wypełniony następującymi po sobie imionami, po­
staciami, czynami i zdarzeniami". Wiąże się więc „hi­
storia" z pewną sekwencją zdarzeń, będącą przedmio­
tem badania, relacjonowania, przekazu. Ta sekwencja
tworzy czas. „Historia opowiada o tym, co wypełnia
płynący czas". Sądzę, iż próba określenia rodzaju cza­
su, konstytuowanego przez zdarzenia w dramatach
Slobodzianka, może mieć duże znaczenie dla ich inter7

8

249

Przywołując symbol Złotego Wieku nie mam na
myśli jedynie greckiego mitu o pięciu rasach ludzkości,
zapisanego przez Hezjoda. Chodzi mi raczej o kom­
pleks wyobrażeń na temat czasu, który występował
i nadal występuje powszechnie w wielu kulturach.
Obecny jest w mitologiach, ale także w filozofii, ideolo­
giach politycznych i literaturze. Jego rysem charakte­
rystycznym jest napięcie pomiędzy teraźniejszością
i przeszłością, które przybiera formę opozycji zoriento­
wanej aksjologicznie. Segmentuje on „kontinuum cza­
sowe wedle porządku wartości, pożądane skupiając
w przeszłości, odrzucane zaś przypisując dniom dzisiej­
szym". W Wieku Złotym, u początku czasów, wystę­
powało w obfitości to wszystko, czego obecnie brak.
„Upływ czasu oznacza stopniowe oddalanie się „po­
czątków", a zatem utratę pierwotnej doskonałości.
Wszystko, co trwa, kruszy się, ulega degeneracji po to
tylko, by w końcu ulec zagładzie".
10

11

12

Bohaterowie Cara Mikołaja znają doskonale ten
sposób odczuwania czasu. Dla nich prawdziwe życie
istniało „za cara". Wtedy:
żyli oni wszyscy jak u Pana Boga za piecem. Polacy nosa
nie zadzierali. Bolszewicy krwi nie psuli. Młodzi do cerkwi
chodzili. Krowy więcej mleka dawały. Zyto lepiej rosło.
Kartofle. Wszystko było lepiej. Wszystko. (CM, s. 12).
Przytoczona przeze mnie wypowiedź wyszła z ust
karczmarza Gajsta, który dokonuje czegoś w rodzaju
antropologicznego opisu stanu świadomości białoru-

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

skich chłopów. O n i sami wiedzą po prostu, że „Skoń­
czyli sia te czasy!" (CM, s. 7). To, co widzą teraz wo­
kół siebie
N i e świat t o już, ale sracz! I nie ludzie już żyjo, a gównojady, co każde gówno zjedzo i jeszcze powiedzo: o jaka
słodka gruszka! ( C M , s. 14)

Po prostu „cały świat zdumiał" (CM, s. 21) i „pędzi
ku zatracie" (CM, s. 34). Jest coraz gorzej i gorzej: „lu­
dzie w nędzy umierają", „popy tylko piją i dupczą",
„baby malują się", „młodzi starych nie szanują", „Pola­
ki cerkwie w kościoły zamieniają" (PI, s. 11).
Duża część negatywnych zjawisk dostrzeganych
przez chłopów to po prostu zmiany. Już nie jest tak,
jak dawniej bywało i dlatego jest źle. Ich postawę moż­
na określić jako tradycjonalistyczną: przywiązani są do
wszystkiego, cokolwiek nosi na sobie sakrę przeszłości,
idealizują to, co przeminęło i przemija. Taka postawa
charakterystyczna jest dla sytuacji, gdy uświęcone
przez pokolenia wzory kulturowe nagle ulegają zała­
maniu. Wtedy właśnie stają się one znakami utraconego Raju. W Proroku llji Krzyżownicy śpiewają:
13

N a d rajskim ogrodem
S ł o n e c z k o zachodzi,
A przed rajem A d a m
S t o i , gorzko płacze

oka nieco zaskakująca, wszak w myśli chrześcijańskiej
Jezus Chrystus jest tym, który ludzkości miał przywró­
cić Raj. Ale perspektywa Kowala jest w bardzo małym
stopniu chrześcijańska. Poza dziesięć przykazań jego
wiara nie wykracza. W soteriologiczną moc Chrystusa
zdaje się wątpić. Rzeczywistość, w której żyje, jest dla
niego Piekłem.
Podobny obraz występuje w Merlinie:
I rozgniewał się Pan,
I z R a j u i c h wygnał,
I do Piekła posiał,
A z n i m i ludzkość c a ł ą . ( M s. 8-9)
C o p r a w d a , p o t e m Syn Boży Jednorodzony
zstąpił d o Piekła,
I zabrał stamtąd A d a m a ,
Ewę, i ludzkość całą. ( M , s. 9)
A l e ludzkość okazała m u czarną niewdzięczność
I z n o w u pycha, gniew, zawiść, l e n i s t w o ,
C h c i w o ś ć , lubieżność i nienasycenie
Królować na t y m świecie jęły. ( M , s. 10)

Konsekwencją ujmowania czasu za pomocą obrazu
Złotego Wieku jest negacja teraźniejszości posunięta
do tego, by widzieć w niej dziedzinę naznaczoną dzia­
łaniem szatańskim. Stąd już tylko krok od stwierdze­
nia, że Stwórca
O świecie

O R a j u m ó j , Raju

Zapomniał

Przecudny Edenie

Człowiek

Jakże byłem szczęśliwy
Przebywając z n i m . . . ( P I . N H , s. 2 0 )

Sobie sam
1 4

Radzić m u s i . (T, s. 44)

Raj oznacza warunki życia i stan egzystencji pierw­
szych ludzi przed upadkiem. Stan doskonałości, wol­
nej od cierpień. Kowal Malambo również wspomina
czasy, gdy „Ta ziemia była rajem" ( K M , s. 48). Czasy,
w których tacy jak on
15

16

N i e wiedzieli
C o t o pycha,
C o t o gniew,
C o t o zawiść,
C o to chciwość,
C o t o lenistwo,

Albo nie do końca jest dobrym Bogiem. Może to po
prostu złośliwy Demiurg?
Bohaterowie Slobodzianka nie tylko w tej sprawie
zdradzają gnostyckie skłonności. Warto zaznaczyć, iż
ów „gnostycyzm" nie jest bynajmniej konsekwentny.
Wizje rajskiej szczęśliwości, jakie prezentują, dalekie
są od duchowych uniesień i spekulacji metafizycz­
nych. Na wskroś przenika je sensualizm i konkretność.
W Proroku llji, na przykład, pojawia się obraz Raju,
w którym wybrańcy
biały chleb z masłem j e ś ć będą i ruską wódką jego zapijać.

C o t o nienasycenie,

( P I , s. 12)

C o t o dzikie żądze. ( K M , s. 48)

Był to bezgrzeszny wiek, okres pierwotnej jedności,
całkowitej harmonii i błogości.
Pomiędzy tą waloryzowaną dodatnio przeszłością
a teraźniejszością zaistniało wydarzenie, które odmie­
niło postać świata. Ustaliło wyraźną cezurę, odzielającą czas szczęśliwości od obecnego, upadłego trwania.
Dla chłopskich bohaterów Cara i Proroka takim wyda­
rzeniem było zamordowanie cara Mikołaja przez bol­
szewików. Dla Kowala - co paradoksalne - przybycie
Jezusa. Z nim bowiem pojawiły się diabły, a Raj zamie­
nił się w Piekło. Ta idea wydaje się na pierwszy rzut
250

Kowal od Raju w wydaniu kostycznego Sw. Piotra
woli grę w truko, tinto i Lolę. Tym, do czego wzdycha
Kowal, jest młodość, pełnia życia, strumień energii:
Pamiętasz mój stary
Jak było się młodym
K u l o się k o n i e t a k :
P a c h - t r a c h p a c h - t r a c h (...)
Piło się t i n t o t a k :
Ciach-pach ciach-pach
G r a ł o się w t r u k o tak:
E n - v i - d o flor (...)

(...)

Mariusz Czaja * KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

Szło w t e d y m a l a m b o t a k :
Szak-czak szak-czak (...)
Szło w t e d y z L o l ą t a k . ( K M , s. 9-10)

Tym, co najbardziej doskwiera Kowalowi, jest upływ
czasu, przemijanie, śmiertelność. Nie chodzi tu jedynie
o jednorazowy upadek, który wyrwał ludzkość z „raju
archetypów". Ale także o to, że świat ciągle się starze­
je, a więc zgodnie z logiką myślenia w kategoriach Zło­
tego Wieku, pogrąża się coraz bardziej w niedoskonało­
ści i chaosie. Kuźnia Kowala rozpada się, usycha drze­
wo orzechowe, coraz więcej diabłów czyha na duszę pa­
na Biedy. W barze wszystko drożeje, obyczaje się psują,
psuje się muzyka i tinto, nawet kobiety zaczynają się
farbować. Czas jest naznaczony złem, zepsuciem. To,
co argentyński kowal zarzuca chrześcijaństwu, to
w gruncie rzeczy „wrzucenie" go w historię. Skarży się
on w imieniu wszystkich „ludzi archaicznych", że
chrześcijaństwo zabrało im bytujące poza historią ko­
smiczne bóstwa. Mimo oficjalnie wyznawanego chrze­
ścijaństwa, nie przyjęli oni nigdy konsekwencji Wciele­
nia, które uświęciło historię. Ich chrześcijaństwo to
chrześcijaństwo kosmiczne. Jego cechą charaktery­
styczną jest „tęsknota za Rajem, pragnienie odnalezie­
nia Natury poprawionej i niezniszczalnej, wolnej od
wstrząsów związanych z wojnami, kataklizmami, pod­
bojami". Jezus w tej wizji to zapoznany dobroczyńca,
wędrujący w towarzystwie „Pieterpawła", nagradzający
tych, którzy pomimo swego ubóstwa użyczyli gościny
Świętym Osobom. Jednak i on bezradny jest wobec
czasu, wzdycha do swoich „młodych lat",
17

skich niż boskich, znajduje wielu zwolenników wśród
chrześcijan także i dziś. Można w tym dostrzec swego
rodzaju rewoltę mitycznych struktur pogańskich i gnostyckich w obrębie religii, która czas przyjmuje jako wy­
zwolenie, w której „przeszłość jawi się (...) zawsze jako
możliwość przyszłości, to zaś, co zachodzi, zawsze ocze­
kuje swego potem". Religii par excellence historycznej.
20

W charakterystycznym dla tych struktur czasie cy­
klicznym „wydarzenia biegną zawsze po obwodzie ro­
tacyjnym, gdzie nie ma absolutnego «wcześniej» ani
absolutnego «później»", przeszłość jest tylko prefiguracją przyszłości. „Żadne wydarzenie nie jest nieod­
wracalne, żadna przemiana nie jest ostateczna. (...)
W świecie nie dzieje się nic nowego, gdyż wszystko jest
tylko powtarzaniem tych samych pierwotnych arche­
typów". Skoro wszystko powtarza się w nieskończo­
ność, to możliwy jest powrót Złotego Wieku.
Grzybowscy chłopi nie wierzyli w nieodwracalność
historii, w śmierć cara. Uważali, że Bóg w ten sposób
tylko wystawił ich na próbę, a car wróci, by zaprowa­
dzić Nowe Carstwo, w którym oni, jako najwierniejsi,
będą sprawować najwyższe funkcje (KM, s. 8, 16). M i ­
kołaj Regis doskonale wpisuje się w ten mityczny sce­
nariusz. Oświadcza, iż przyszedł,
21

22

żeb zacząć wszystko o d początku i żeb z p o w r o t e m zapa­
nował na świecie ład ( C M , s. 33)

Chce przywrócić Wiek Złoty, poprowadzić „malucz­
kich" do wojny o Nowe Carstwo, w którym nie będzie

18

„generałów, popów i żandarmów. I nie beńdzie panów
i niewolników. Wszystkie b e n d o równe ( C M , s. 34)

K i e d y „nie" było „nie",
K i e d y „tak" było „tak"... ( K M , s. 8)

W tradycyjnych wyobrażeniach chłopskich czas
wędrówek boskich istot po świecie był też swego ro­
dzaju Złotym Wiekiem. Ale nie był to czysty czas po­
czątków, illud tempus, ale quasi-historyczny okres usta­
nawiania norm moralnych. Być może do tego okresu
wzdycha jasełkowy Jezus z Kowala Malambo. Normy
zostały ustanowione, ale lud boży nie garnie się wcale,
by ich przestrzegać:
19

0 forsie t y l k o myśli.
1 żeby pić t i n t o ,
I grać w t r u k o ,
I z różnymi L o l a m i
Tańczyć m a l a m b o . ( K M , s. 8)

Co więcej, obecnie nikt Jezusa nie szanuje, nikt go
nie słucha i nikt go nie kocha (KM, s. 7-8). „Kiedyś"
świat był piękny i młody, teraz jest stary i brzydki. Nie
do końca zgadza się to z duchem ewangelii, ale za to
odpowiada pewnym wyobrażeniom, ukształtowanym
w łonie chrześcijaństwa pod wpływem myśli greckiej.
Model teologiczny, w którym czas początków to stan
pełnej doskonałości, utraconej w wyniku grzechu,
a ludzka historia znajduje się w rękach raczej szatań­
251

Powróci pierwotne niezróżnicowanie, jedność i pełnia.
W powrót do pierwotnej szczęśliwości wierzy także
Kowal. Szczęśliwości symbolizowanej przez młodość:
jego własną i świata. W zamian za powrót do Złotego
Wieku gotów jest nawet zawrzeć pakt z diabłem.
Wejść w szatańskie koło wiecznego powrotu.
„Wieczny powrót" wszystkiego, negacja wyjątkowo­
ści i jednorazowego charakteru zdarzeń sprawia, że
można docierać do nieskażonego „czasu początków"
poprzez powtórzenie działań Nadludzkich Istot. Ta ar­
chaiczna idea leży u podstaw wszelkich rytuałów, któ­
re polegają na uobecnianiu owego pierwotnego, archetypicznego czasu. W myśli chrześcijańskiej uległa
ona rewaloryzacji. Co prawda poprzez uczestnictwo
w liturgii stajemy się współcześni wydarzeniom ewan­
gelicznym, ale ich jednorazowość i niepowtarzalność
historyczna nie powinna (przynajmniej teoretycznie)
podlegać dyskusji. „Bo raz tylko umarł Chrystus za
grzechy nasze, a powstawszy z martwych, więcej nie
umiera i śmierć już nad nim nie panuje (Rz 6, 9) "
twierdzi św. Augustyn.
2 3

Bohaterowie dramatów Słobodzianka nie czytali ra­
czej pism mędrca z Hippony. W ich świadomości wyda­
rzenia ewangeliczne funkcjonują jako opowieść mi­
tyczna. Można i nawet trzeba je powtórzyć, by oczyścić

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

świat ze zła, unicestwić działanie czasu. Jak w archaicz­
nych rytuałach Nowego Roku, chociażby w babiloń­
skim flkitu, poprzez odegranie prazdarzenia, chcą oni
przywrócić światu jego pierwotną doskonałość. Drugie
Przyjście Chrystusa nie jest dla nich całkowicie nowym
zdarzeniem, mającym swoje miejsce w historycznym
porządku zbawienia. Jako zamknięcie cyklu, swego ro­
dzaju Wielkiego Roku, musi być ono dokładnym po­
wtórzeniem tego, co już się zdarzyło in illo tempore.
Trzeba raz jeszcze ukrzyżować Zbawiciela, żeby mógł
zbawić świat. Wszystkie gesty i działania muszą być ści­
słym powtórzeniem scenariusza zawartego w świętej
opowieści. Ważny jest każdy najmniejszy szczegół, każ­
de słowo, każdy rekwizyt w niej wymieniony:
24

eksperymentator, traktujący ludzi jak szczury w labo­
ratorium (OPś, s. 18). I on odwołuje się do wydarzeń
ewangelicznych w sposób charakterystyczny dla men­
talności archaicznej, mitologicznej. Szuka ucieczki
przed Historią w świecie archetypów. Powtarza gesty
sprzed dwóch tysięcy lat, aby odczynić zło świata.
Przesłuchanie przez Pułkownika „Franka" utożsamia
z ewangeliczną sceną u Piłata (OPś, s. 55). Spotkanie
z kolegami z domu dziecka staje się dla niego Ostatnią
Wieczerzą (OPś, s. 64). Odgrywa w pojedynkę Miste­
rium Śmierci i Zmartwychwstania, starając się o odpo­
wiedni dobór rekwizytów (por. jego poszukiwanie dru­
tu kolczastego na koronę cierniową, OPś, s. 65). To,
co dzieje się z Pekosiem, przypomina opętanie przez
archetyp opisywane przez L. Kolankiewicza.
31

Bez trzydziestu groszy wszystko nieważne (PI, s. 20)
Należy więc najpierw przeprowadzić próbę, by nie
nastąpiła pomyłka, przeoczenie mogące przynieść fa­
talne skutki dla świata.
Czas, który upłynął od Pierwszego Przyjścia, nie ma
żadnego znaczenia. Był jedynie pustym, jałowym trwa­
niem, pozbawionym treści. Trzeba go znieść, odrzucić
jak zużyty przedmiot. Uwolnić się od niego i oczyścić.
Drogą do tego, podobnie jak w archaicznych, pogań­
skich świętach i w karnawale, jest powrót do pier­
wotnego chaosu poprzez rytualną orgię. Wedle Eliadego „reaktualizuje ona najpierwotniejszy moment
Stworzenia, bądź też błogostan początków, gdy nie ist­
niały jeszcze żadne tabu seksualne ani prawidła moral­
ne i społeczne". Krzyżownicy nie zamierzają bynaj­
mniej profanizować swojego przedsięwzięcia przez
wprowadzenie weń pierwiastka seksualnego. Przeciw­
nie, chcą zapewnić sobie współudział magiczno-religijnych mocy, poprzez „wyzwolenie i wzrost ukrytych
mocy seksualnych". Z chrześcijaństwem niewiele ma
to wspólnego, ale też i samo przedsięwzięcie jest
z gruntu pogańskie. Złożyć ofiarę z człowieka, by oca­
lić świat przed zagładą - toż to pomysł, którego nie po­
wstydziliby się Aztekowie.
25

26

27

28

Ilję-Chrystusa traktują krzyżownicy jak kozła ofiar­
nego, odpowiedzialnego za całe zło świata. Za istnienie
bolszewików, za upadek obyczajów, za to, że słońce nie
świeci i deszcz nie pada, za biedę i głód, choroby
i śmierć (PI, s. 22-23). Stracha na wróble, występują­
cego w roli Chrystusa, biczują z pasją, w której ujaw­
nia się głęboko manichejska nienawiść do świata. Nic,
dokładnie nic, nie jest na nim takie, jakie powinno
być. Nie może on być dziełem transcendentnego do­
brego Boga. Dlatego mówią oni „nie" temu, co ich
otacza. Zdają się podzielać wiarę gnostyków, iż żydow­
ski Jahwe to zly Demiurg (warto dodać, że biczowa­
nemu strachowi-Chrystusowi zarzucają, że jest on
„Królem Żydowskim", PI, s. 22). Skoro to on jest Pa­
nem Historii i objawia się w niej, to Historię trzeba od­
rzucić, uciec od niej.
29

30

Pekosiewiczowi vel Pekosiowi również nie podoba
się świat, w którym żyje. Bóg jawi mu się jako okrutny
252

Pekoś popadł w obłęd. Przygoda Kowala z powrotem
do młodości zakończyła się strzelaniną i śmiercią bar­
mana. Wiara chłopów w powrót cara miała tragiczny fi­
nał dla Kośmy. Niewiele brakowało, aby podobnie stało
się w przypadku Rotszylda i Proroka llji. Powrót jest nie­
możliwy, bramy Raju zostały zamknięte raz na zawsze.
Jeśli zechce się je otworzyć, może się okazać, że znajdu­
je się za nimi Piekło i „Wszyscy Diabli" (KM, s. 53).
Znajdując więc w Merlinie następującą zapowiedź:
Będzie to słynna historia.
O ludziach odważnych i dzielnych,
O tym, jak konno cudownie jeździli,
0 tym, jak tarcze przepięknie dzierżyli
1 jak bukowe kopie pochylali,
A kiedy kopie w drzazgi szły,
Dobrych mieczów dobywali!
Na wrogów tylko okrutnych i złych! (M, s. 7)
domyślać się możemy, iż ta opowieść o „ludziach
honoru i wiary", o idealnym świecie Złotego Wieku,
skończy się znowu jakimś paroksyzmem.
32

Poszukiwacze Świętego Graala
Opowieści o Świętym Graalu zawierają w sobie ele­
menty pochodzące z wielu tradycji religijnych. Można
w nich odnaleźć motywy indyjskie, irańskie, greckie,
arabskie, celtyckie i wreszcie chrześcijańskie. Jed­
nak, pomimo synkretycznego pochodzenia, zawarta
w nich konstelacja symboliczna uważana jest za specy­
ficzną dla jednej, konkretnej kultury: kultury Zacho­
d u . Słobodzianek zasugerował w jednej z rozmów, że
w Merlinie chciał „pokazać mentalność ludzi Zachodu,
mentalność, która jest wykwitem określonej kultury
i cywilizacji".
33

34

35

Zasadniczy rdzeń legend związanych z Graalem jest
pochodzenia celtyckiego. Pierwowzorem Graala był
mitologiczny Kocioł Życia, niewyczerpane źródło obfi­
tości i magicznej wiedzy, symbol wiecznego odradzania
się Natury. W toku różnorodnych przekształceń
i wzajemnych oddziaływań wyobrażeń chrześcijań36

Mariusz Czaja • K O N I E C Ś W I A T ., C H O R O B A I S Ą D O S T A T E C Z N Y

skich i wątków mitologicznych zosta! on utożsamiony
z kielichem eucharystycznym, w który Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa wiszącego na krzyżu. W tym
względzie relacja Senectusa (M, s. 7-8) niewiele od­
biega od wersji średniowiecznych.
Sama ta opowieść jest istotna o tyle, o ile motywu­
je moc, jaką miał posiadać ten niezwykły przedmiot.
Moc o charakterze magicznym. Jej istota tkwi w prze­
mianie. Przemianie „ziemi jałowej" w żyzną krainę, ale
też przemianie osobowości śmiałka, który odnalazł
Świętego Graala. Na skutek działania tajemniczej mo­
cy, w wersji schrystianizowanej zwanej Łaską, rzeczy­
wistość może cudownie, jak za dotknięciem czaro­
dziejskiej różdżki, osiągnąć stadium doskonałości. Ten
aspekt symboliki Graala kryje się w Merlinie za poję­
ciem „królestwa doskonałego", które „syn szatański
jednorodzony" chce stworzyć w Brytanii. Projekt Merlina zasadza się na wierze w cudowną moc Graala.
Ona ma sprawić, że
37

królestwo bez króla
Ziemia rozdarta ciągłymi wojnami. (M, s. 12)

mędrca w towarzystwie autorów haseł rewolucji fran­
cuskiej. Ale to tekst Merlina prowokuje do takich sko­
jarzeń. Czytamy w nim, że treścią historii, którą chcą
opowiedzieć Senectus i jego kompania, będzie m.in. to
Ze piękny może być świat i sprawiedliwy,
I dobro może na nim panować i rozum,
I takie dawno zapomniane rzeczy
Jak wolność, równość, braterstwo. (M. s. 7)
Skąd w świecie średniowiecznego eposu idee jakby
żywcem przeniesione z Oświecenia? Na ciekawy trop in­
terpretacyjny naprowadza fakt, iż głównymi emblemata­
mi osiemnastowiecznych stowarzyszeń tajemnych, mi­
stycznych bractw i lóż masońskich były: Świątynia Salo­
mona, Zakon Templariuszy i Graal. Wiadomo, że dzia­
łalność tego typu stowarzyszeń odgrywała znaczną rolę
w osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych ruchach rewo­
lucyjnych. Wyznawały one wiarę w Rewolucję, mającą
w sposób cudowny przemienić złe społeczeństwo w do­
skonałe, na mocy jednego aktu, nieomal z dnia na dzień. Można tu dostrzec interesującą analogię z metamor­
fozą, której źródłem miałby być Święty Graal. W grun­
cie rzeczy mit Rewolucji to kolejna odmiana wiary
w Graala, czyli nagłą przemianę upadłej rzeczywistości
w „królestwo doskonałe", idealny świat utopii. Rewolu­
cjoniści są kontynuatorami dzieła Rycerzy, którzy przy­
sięgali strzec Świętej Sprawy Okrągłego Stołu. Towa­
rzysz Wowa i Merlin, wbrew pozorom, mają ze sobą wie­
le wspólnego. Wystarczy przypatrzyć się opowieści tego
pierwszego, skierowanej do partyjnych towarzyszy:
40

41

przemieni się w idealne, wzorcowe państwo. Bo prze­
cież, jak twierdzi Senectus:
zawsze państwo, w którym Graal przebywał,
Kwitło szczęśliwe od morza do morza
I było wzorem dla innych narodów. (M, s. 8)
Można by powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia
z kolejnym wariantem tęsknoty za doskonałym Złotym
Wiekiem. Ale symbolika Graala wykracza poza mitycz­
ny horyzont Wiecznego Powrotu. W narracjach, które
konstytuują ją jako część kultury chrześcijańskiego Za­
chodu, tkwi inne jakościowo podejście do czasu.
„Istotną różnicę między Graalem chrześcijańskim a je­
go celtyckim pierwowzorem stanowiło to, że w pier­
wotnej wersji był on tylko punktem przechodnim
w wiecznie powtarzającym się cyklu życiowym,
a w wersji chrześcijańskiej stał się punktem docelo­
wym, gdyż życie zmienia się liniowo". Merlin nie pra­
gnie powrotu do Raju, nie odwołuje się do przeszłości,
do jakichś mitycznych „dawnych, dobrych czasów". Je­
go postawa wobec czasu to radykalne zaprzeczenie tra­
dycjonalizmu chłopskich bohaterów Cara Mikołaja.
Dziedzictwo przeszłości (chociażby w postaci wymaga­
nia, aby władca pochodził z „dobrego rodu", zob. M , s.
12), jest dla niego przeszkodą, jaką trzeba przezwycię­
żyć, aby zrealizować projekt, który się zrodził w jego mędrca - umyśle. Zdaje się on podzielać wiarę wszel­
kich utopistów w to, że „ustanowione zostaną nowe
prawa i oto nastanie wolność, równość i braterstwo,
wszystko będzie lepsze i piękniejsze, znikną podziały
między ludźmi i złe cechy ich charakterów, choroby
i nieszczęścia, smutek i głupota, brzydota i niedostatek.
Kwiaty będą piękniej pachniały i cały świat stanie się
przyjazny człowiekowi". Na pierwszy rzut oka ryzy­
kowne może się wydać umieszczanie średniowiecznego
38

39

253

I poszedł Iwan do miasta prawdy szukać. Szedł, szedł, aż
zaszedł do fabrykanta. (...) I zaczął Iwan u fabrykanta
pracować. (...) Wiele lat pracował. Garbu się dorabiał.
Prawdy nie widział. Aż raz usłyszał rozmowę cichą: „Je­
den tylko człowiek na świecie, co prawdę zna. Nazywa
się Lenin, a mieszka w Pitrze." Poszedł Iwan szukać te­
go człowieka. Szedł, szedł, aż przyszedł do Pitra. Patrzy:
robotnik idzie. Pyta go po cichutku: „Gdzie tu Lenina
znaleźć można?" A ten mu jeszcze ciszej: „Chodź ze
mną, ja cię zaprowadzę." No i przyszli do pokoju. (...)
Wyszedł do nich człowiek (...) i głosem życzliwym mó­
wi: „Witajcie, towarzysze, cóż powiecie dobrego?" Opo­
wiedział mu Iwan, jak to prawdy po świecie szukał.
„Dobrześ zrobił - rzekł na to Lenin - żeś do fabryki po­
szedł prawdy szukać. Prawda jest w robotniczych rę­
kach." I opowiedział Lenin Iwanowi, jak walczyć trzeba
0 prawdę, żeby nie trzeba było służyć ani kułakom, ani
jaśnie panom, ani popom, ani kupcom, ani fabrykan­
tom, i jak ich z carem przepędzić. (...) A w październi­
ku roku siedemnastego objawiła się ta prawda, grom­
kim głosem przemówiła, zabrzmiała jak ziemia długa
1 szeroka. (...) I zwyciężyła leninowska prawda. I odtąd
nie pracują już więcej robotnicy i chłopi na panów i fa­
brykantów, garbów się nie dorabiają, ziemi łzami nie po­
lewają - sami są gospodarzami swoich fabryk, swojej
ziemi i swojego życia. Koniec." (CM, s. 8-9)

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

Struktura tej quasi-bajkowej narracji zdradza wy­
raźną analogię do struktury mitu Graala. Prawda speł­
nia tu taką rolę, jak cudowny kielich w średniowiecz­
nych romansach: przemienia rzeczywistość. Tak jak
Święty Graal jest najpierw ukryta i tylko dzięki szcze­
gólnemu wtajemniczeniu można ją poznać. Trzeba wy­
trwałości, by do niej dotrzeć. Jak twierdzi Towarzysz
Wowa:
p r a w d z i w y k o m u n i s t a m u s i cierpieć u m i e ć . A czemu? Bo
m a w i e l k i cel przed sobo. ( C M , s. 19)

Cierpienia są konieczne, ponieważ rzeczywistość,
w której Poszukiwacze odbywają swoja wędrówkę, jest
naznaczona złem. Panują w niej:
Rozpacz, nieszczęścia i bieda
Plącz dzieci, k r z y k k o b i e t
I przekleństwa starców. ( M , s. 12)

To z takiego postrzegania tego, co ich otacza, z nie­
zgody na świat zastany, rodzi się w nich pragnienie ra­
dykalnej jego przemiany. A przy tym „niezgoda utopi­
sty na świat istniejący jest (...) niezgodą totalną. Nie
widzi on złych i dobrych stron; widzi jedynie dobro
i zło. Jego wizja świata jest nieuchronnie dualistycz­
na". Wokół siebie postrzega on wszędzie twarze Siedmiogłowej Bestii, z którą trzeba walczyć wszelkimi do­
stępnymi środkami: mieczem, kopią, sztyletem, snaj­
perskim karabinem czy semteksem.
42

W tym totalnym odrzuceniu aktualnej postaci
świata przypominają Poszukiwacze Świętego Graala
poczciwych ludzi archaicznych wrzuconych znienacka
w Historię. Ale Poszukiwacze inaczej postrzegają czas.
Nie jest on dla nich kołem, lecz prostą linią, na końcu
której tkwi wymarzony cel. Powrót do „początków"
jest dla nich bezsensowny, bo, jak to dosadnie wyraził
Kosma:
świat idzie głowo do przodu, a nie d u p o ! ( C M , s. 7)

Oni, w przeciwieństwie do wyznawców Złotego
Wieku, nie odrzucają Historii jako takiej. Pod tym
względem są dziedzicami myśli judeochrześcijańskiej.
Co więcej, w Historii widzą swojego sojusznika. Ona
daje im prawo (OP, s. 23), przyznaje im rację i wyko­
nuje wyroki na przeciwnikach (OP, s. 29). Zmiana,
przemijanie, upływ czasu postrzegane są przez nich po­
zytywnie, wszak przybliżają ich do momentu całkowi­
tej metamorfozy świata. Ich postawa wobec czasu da­
leka jest jednak od biblijnej. W Biblii czas jest własno­
ścią Stwórcy. Każde boskie działanie ma swój własny
kairos. Natomiast w symbolice poszukiwania Graala
zdaje się tkwić chęć zawładnięcia czasem, przyspiesze­
nia jego biegu. Za pozytywną waloryzacją przemijania
kryje się w gruncie rzeczy zdyskredytowanie czasu H i ­
storii, jako przeszkody oddzielającej Poszukiwacza od
wymarzonego ideału. Zdradza on wyraźny brak cierpli­
wości. Nie bierze przykładu z Jezusa, który nigdy nie
uprzedza woli Ojca. Czyni to, na czym według nie­
Ąi

44

254

których Ojców Kościoła polegał grzech pierworodny:
chce przeskoczyć czas i zawarte w nim zrządzenia Bo­
że. „Ponieważ Bóg zamyślił dać człowiekowi wszelkie
dobro, ale człowiek ma je otrzymać dopiero wtedy,
kiedy Bóg mu je da, przeto każde nieposłuszeństwo,
każdy grzech jest w swojej istocie przeskoczeniem cza­
su". Jest więc Poszukiwacz grzesznikiem par excellen­
ce. A spomiędzy szczytnych idei i Świętych Spraw wy­
dobywa się ten sam syk, który skłonił Pierwszych Ro­
dziców do sięgnięcia po owoc z Drzewa Poznania Do­
bra i Zła, do uzurpowania sobie boskości (Rdz, 3, 1-7).
Nic w tym dziwnego, skoro twórca idei poszukiwania
Świętego Graala jest „synem szatańskim jednorodzonym" ( M , s. 10), diabelską parodią Chrystusa. Jego za­
miar - rodem z dualistycznych mitów - aby pomóc
Chrystusowi w dziele zbawienia, jest zakwestionowa­
niem soteriologicznej mocy Krzyża i Zmartwychwsta­
nia. Ten „szatański" motyw pojawia się także w Oby­
watelu Pekosiewiczu. Sekretarz Jemiołka mówi o sobie:
45

j a m częścią siły tej, co wiecznie zła pragnąc wiecznie czy­
n i d o b r o . . . (OP, s. 29)

Uważa się więc za kogoś w rodzaju Mefistofelesa
z dramatu Goethego. Ale Fausta w Obywatelu Pekosiu
raczej trudno byłoby znaleźć. Faustem, i to ludowym,
jest, zdaniem W. Majcherka, Kowal Malambo. Czy
ten prostaczek wzdychający do Złotego Wieku może
mieć coś wspólnego z Poszukiwaczami św. Graala? Aby
odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przyjrzeć się sym­
bolice, którą niesie ze sobą postać kowala. Nie jest to
wszak przypadek, że bohater dramatu Slobodzianka
wykonuje taką właśnie profesję.
46

Oprócz panowania nad ogniem ważnym kompo­
nentem kompleksu symbolicznego związanego z kowa­
lem jest władanie materią. Umiejętność jej przekształ­
cania, dopełniania dzieła Stwórcy. Kowal to homofaber, ten, który „tworzy" przedmioty. W jego postaci
skupia się symbolicznie program przekształcania Natu­
ry przez ludzką pracę. Bohater sztuki Slobodzianka
mówi o sobie:
47

c a ł e moje życie
W mojej starej kuźni
Ciężko pracowałem. ( K M , s. 49)

Jak twierdzi Eliade, „tu właśnie tkwią początki wiel­
kiego odkrycia, że człowiek może wziąć na siebie pra­
cę Czasu". Homo faber nie chce już bez końca powta­
rzać wzorcowych gestów Nadludzkich Istot. O n sam
czuje się Demiurgiem, który ma przed sobą wielki cel:
przemianę świata. U podstaw tej idei tkwi założenie, że
ów świat nie jest taki, jaki być powinien. Ukoronowa­
niem tego programu była idea alchemicznej transmutacji. Transmutacji człowieka i Kosmosu przez Kamień
Filozoficzny. „Na mineralnym poziomie egzystencji
Kamień urzeczywistniał cud: znosił odstęp czasu dzie­
lący stan aktualny, «niedoskonały» jakiegoś metalu
(«surowego») od jego stanu docelowego (kiedy stanie
48

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

się złotem). Dzięki Kamieniowi Filozoficznemu transmutacja była prawie natychmiastowa: zastępował
Czas". Alchemik marzył o przyspieszeniu biegu Cza­
su, ale też się go bał. „Nie uważał siebie za byt w swej
istocie czasowy, lecz wzdychał do rajskiego szczęścia
i śnił o wieczności, poszukiwał nieśmiertelności, Elixir
Vitae".
Rozpatrywana w tym kontekście symbolicznym po­
stać Kowala Malambo rysuje się jako antenat Poszuki­
waczy Graala. Doświadcza on niemożności powrotu
do Złotego Wieku, z powodu nieuchronnego nacisku
Historii. Jego „już" - w dwu pierwszych odsłonach wę­
drówki przez dzieje - wyraża nostalgię spowodowaną
przemijaniem i niestałością „rzeczy tego świata" (zob.
K M , s. 22, 32). W trzeciej zaś i ostatniej jest wyrazem
zniecierpliwienia ( K M , s. 42). Zniecierpliwienia mo­
gącego zrodzić ideę poszukiwania Graala, czegoś, co
radykalnie przemieni Kosmos i człowieka. Kowal czu­
je się odrzucony przez Niebo i przez Piekło:
49

50

Nigdzie nas nie c h c ą
C o robić? Jak żyć? ( K M , s. 53)

Teraz wystarczy, by zjawił się Merlin, czy inny Le­
nin, który zaofiaruje Kowalowi Ideę. Bo, jak mówi To­
warzysz Koperski:

historii, jako procesu przechodzenia od stanu zła
i cierpienia do przyszłego stanu pełnej doskonało­
ści". To radykalne przeobrażenie miało mieć miejsce
nie w jakimś mitycznym czasie powrotu, lecz w samej
historii.
Jednym słowem mesjaniści byli (i nadal są) Poszuki­
waczami św. Graala, tyle że zamiast na aktywność sta­
wiają na bierne znoszenie cierpień. Mesjanizm polski
żywił przekonanie, iż dzięki męczeństwu, jakie jest
udziałem narodu polskiego, nastanie wkrótce w dzie­
jach ludzkości era wolności. Cały ten kompleks wy­
obrażeń odnajdujemy w Obywatelu Pekosiu. Cierpiącą
Polskę, na którą czyhają „międzynarodowi faryzeusze",
chcąc ją „znowu ukrzyżować i do grobu złożyć, i raz na
zawsze z mapy świata wymazać" (OPś, s. 55). I wizję
totalnego renovatio, kiedy to Królowa Polski i Kościo­
ła Świętego „białym mercedesem przyjedzie" (OPś, s.
71). Tyle że jest to mesjanizm w wydaniu grotesko­
wym, obraz opłakanych skutków, jakie przynoszą Po­
szukiwania św. Graala. Zresztą cała rzeczywistość Oby­
watela to „krajobraz po bitwie", po wcieleniu w życie
Merlinowskiej idei „królestwa doskonałego". Poszuki­
waczom udało się
52

53

54

W y m o r d o w a ć m i l i o n y w lagrach. A p r a w o do szczęścia
i d o b r o b y t u zapewnić sobie. Mieszkać w w i l l a c h albo jeszcze

nie o t o chodzi, j a k się Idea nazywa. K o m u n i z m , socjalizm
czy normalność. C h o d z i o t o , że Idea jest potrzebna l u ­
dziom, bo daje i m nadzieję, że świat nie zdąża k u nicości

lepiej. Odpoczywać w l u k s u s o w y c h ośrodkach. Jeździć n a j ­
lepszymi s a m o c h o d a m i i t a k dalej... (OP, s. 23)
W i e l k a idea p r z e b u d o w y świata w d u c h u sprawiedliwości

i samozagładzie, t y l k o k u jakiemuś ładowi... (OP, s. 24)

społecznej (OPś, s. 40) została u t a p l a n a w gównie i umazana we k r w i . (ibid.)

Tą ideą może być też Naród. W Merlinie bez trudu
odnaleźć można aluzje do kompleksu wyobrażeń zwią­
zanych z różnymi postaciami ideologii narodowej. Kie­
dy do Brytanii trafił Graal, to

Jak pisze Jerzy Szacki, utopista „przekonany o zale­
tach swego projektu, gotów jest płacić każdą cenę za
jego realizację. Z miłości do człowieka będzie budował
gilotyny i w imię wiecznego pokoju prowadził krwawe
wojny". Nie zawaha się poświecić własnych towarzy­
szy, bo przecież

wyspę oświeciła

55

N a g l e Łaska Boża
1 już k w i t n i e wyspa

Każda w i e l k a sprawa j a k nasza r e w o l u c j a w y m a g a b o h a ­

O d morza d o morza. ( M , s. 8)

terów ( C M , s. 36)

Od Morza Bałtyckiego do Czarnego rozciągała się
we wszystkich wielkomocarstwowych rojeniach Rzecz­
pospolita. I było oczywiście państwo polskie zawsze

Bestia, z którą chce walczyć, tkwi w nim samym.
Dlatego nie może odnaleźć św. Graala. Próba realiza­
cji idei „królestwa doskonałego" musi skończyć się ka­
tastrofą. Kiedy Poszukiwacze dochodzą do wniosku, że

w z o r e m dla i n n y c h narodów. ( M , s. 8)

Pojawia się też w dramacie odwołanie do hasła:
„Bóg, honor, Ojczyzna" oraz do najnowszych mitów
patriotycznych, związanych z nazwą pewnego związku
zawodowego (M, s. 7). Jeśli jest Merlin Mesjaszem, jak
tego chce J. Majcherek," to Mesjaszem rodem z historiozofii romantycznej, a nie z Biblii. Ta historiozofia
nawiązywała do nurtów heterodoksalnych, przede
wszystkim do millenaryzmu. Millenaryści wierzyli, iż
przyszłość przyniesie kres katastrofalnego stanu aktu­
alnego i zbiorowe zbawienie w życiu doczesnym. We­
dług nich historia zmierza do nowej epoki, epoki do­
skonałości, nazywanej też „epoką Ducha Świętego".
Z millenaryzmu romantyczny mesjanizm przejął „wizję
255

N i e ma Graala świętego!
Święty G r a a l t o wymysł M e d i n a !
Święty G r a a l nie istnieje! ( M , s. 31)

zaczynają się nawzajem oskarżać i walczyć o stołki. Do
wszystkich sfrustrowanych Poszukiwaczy można skie­
rować słowa Biskupa z Obywatela Pekosia:
Boicie się sami siebie. Pożeracie się nawzajem, j a k dzikie
bestie. (OP, s. 28)

Król Artur przeklina dzień, kiedy wydobył Eskalibor
z kamienia, co dało mu władzę w „doskonałym" króle­
stwie Brytanii (M, s. 49). Komunistyczni aparatczycy,

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

już od dawna pozbawieni wiary w głoszone przez siebie
ideały, walczą zażarcie o władzę i wpływy. Najgorsze, że
przy okazji cierpią ci, którzy jak Pekoś, czy Ginewra
nieopatrznie zaplątali się we frakcyjne walki. To oni
płacą najwyższą cenę za sny o Brytanii doskonałej.
Obłęd, rozpacz, śmierć - to niechlubne skutki pragnie­
nia przeskoczenia czasu. Wiary w cudowną transmutację Kosmosu.
Poszukiwacze św. Graala pozornie afirmując Czas
i Historię, w istocie je odrzucają. Kroją czas w po­
przek, wydzielając z niego czas dobry i czas zły. Prze­
szłość i przyszłość są pozbawione dla nich komunikacji
z teraźniejszością. Oczekują, podobnie jak biblijni
prorocy, na wielką metamorfozę, „zdarzenie, które
przepołowi czas", ale chcą ją przyspieszyć. Odrzuca­
ją nowotestamentową perspektywę, według której ery
Mesjasza nie sposób już umieszczać w przyszłości,
a punkt środkowy, od którego zależy znaczenie czasu,
leży w samym wnętrzu teraźniejszości. Nie krążą już,
co prawda, po szatańskim kole wiecznego powrotu, ale
dali się skusić szatańskiemu podszeptowi, aby, tak jak
Bóg, panować nad Czasem. Coś z Poszukiwaczy św.
Graala mają w sobie współcześni ludzie Zachodu, bio­
rący na siebie rolę czasu. Zużywają się oni, pracując
zamiast niego. Dla nich mniej ważna jest wizja przy­
szłości. Podejmują podróż w nieznane, śniąc demiurgiczny sen o ostatecznym zawładnięciu Naturą. Ich
mentalność zdominowana jest przez chęć jak najszyb­
szego wyzwolenia człowieka z jego naturalnych ograni­
czeń. Wynalazek goni wynalazek. Wciąż trzeba zwięk­
szać tempo wzrostu gospodarczego. Natutę należy po­
spieszać za pomocą nawozów, hormonów, genetyki.
Skutki tego odczuwamy wszyscy w postaci grożącej ca­
łej planecie katastrofy ekologicznej.
56

57

58

59

60

61

Nad merlinowskimi snami od początku wisi, niczym
fatum, widmo totalnej zagłady.

katastrofie następuje odrodzenie. Oznacza to, że prze­
świadczenie o nieuchronnej zagładzie obecnego świa­
ta może współistnieć z wiarą w powrót do Złotego
Wieku. Do idei doskonałości początków dołączone zo­
staje po prostu wyobrażenie o tym, iż aby coś napraw­
dę nowego mogło się zacząć, należy całkowicie unice­
stwić wszelkie pozostałości starego cyklu. Nastąpić
musi Koniec Świata. Wieczny powrót wszystkiego
może oznaczać także bezustanne powtarzanie Apoka­
lipsy.
65

Dla dramatów Slobodzianka podstawowym źró­
dłem symboli związanych z kresem czasów jest apokaliptyka judeochrześcijańska. Jej specyfika polega na
odejściu od czasu cyklicznego na rzecz historycznego
finalizmu, związanego z czasem nieodwracalnym.
Według niej Koniec Świata będzie tylko jeden, tak jak
tylko jedna była kosmogonia.
Krzyżownicy z Proroka llji wydają się nie zdawać so­
bie sprawy z wspomnianej wyżej odmienności eschato­
logii judeochrześcijańskiej. W ich umysłach symbolika
apokaliptyczna przejęta z Biblii współistnieje z ideą
Wielkiego Powrotu. Czas ostateczny jest dla nich reaktualizacją illo tempore. Wobec zbliżającego się Końca
Świata uważają za swój obowiązek powtórzenie wyda­
rzeń, które miały miejsce dziewiętnaście wieków wcze­
śniej w Palestynie, traktując Credo jak mityczną opo­
wieść o czasie początków. Równie obce duchowi biblij­
nemu jest ich traktowanie „czasu nadchodzącego"
(aion mellon ) jako restituti in integrum i powrotu do
pierwotnych rajskich warunków stworzenia (zob. PI,
s. 12, 17, 18, PI. N H , s. 20).
66

67

6s

69

Z wyobrażeń chrześcijańskich pochodzi natomiast
pojmowanie przez bohaterów Proroka llji czasu ostatecz­
nego jako okresu wzmożonego działania sił szatańskich:
w Piśmie Świętym p o w i e d z i a n o , n a k o ń c u świata L u c y p e r
n a pokuszenie wodzić będzie (...) I wypełniło się! I L u c y ­

N o c , czarna n o c

per po świecie na m o t o r z e jeździ. I w baby wstępuje. I we

N a d Brytanią w s c h o d z i . ( M , s. 15)

snach śni się. ( P I . N H , s. 16)

Viviana przeczuwa, iż nadchodzi Dzień Gniewu.
Także Król Artur uświadamia sobie, że
B r y t a n i i nadszedł sądny dzień! ( M . , s. 40)

Jedynie Merlin - demiurg i kapłan U t o p i i
zdaje sobie z tego sprawy.

62

- nie

Jednym słowem:
ancychryst po świecie się panoszy. ( P I , s. 17)

Nawiązują oni tutaj do opowieści o Antychryście Fałszywym Proroku, który u kresu czasów zwodzić bę­
dzie mieszkańców ziemi. Jako przykład tego rodzaju re­
lacji przywołać można list Adsona z Montier-en-Der do
królowej Gerbergi. Antychn/st jest tam synem diabła.
Pobiera nauki u magów, czarowników i innych złych lu­
dzi. Zwabia ku sobie królów i książąt, a jego przepowia­
danie roznosi się „od morza do morza". Czyni różne zna­
ki i cuda, mające zwieść chrześcijan i przekonać ich do
oddawania mu czci. Tych zaś, których nie udaje mu się
przeciągnąć na swoją stronę, okrutnie zabija.
70

Koniec świata
U podstaw, występujących w tradycjach mezoamerykańskich, hinduskich, irańskich, germańskich i judeochrześcijańskich, mitów o Końcu Świata tkwi
przekonanie, że siły Chaosu, pokonane i uwięzione
w trakcie kosmogonii, mogą żywiołowo uwolnić się lub
zostać uwolnione i naruszyć dotychczasową strukturę
Kosmosu. W rezultacie może dojść do jego całkowi­
tego unicestwienia. Zazwyczaj jednak po kosmicznej
63

64

256

Pewne elementy tej charakterystyki odnieść by
można do tytułowego bohatera Medina. Jest on „sy­
nem szatańskim jednorodzonym" ( M , s. 10), zrodzo­
nym z „dziewicy niepokalanej" (ibid.). Zostaje mędr-

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

cem, dokonuje „wielu rzeczy cudownych" (ibid.) i zy­
skuje wielką chwalę u ludzi. Zwabia „najlepszych ryce­
rzy" (ibid.) i czyni ich „Rycerzami Okrągłego Stołu",
czyli wyznawcami wykreowanej przez siebie idei króle­
stwa doskonałego, mającego rozciągać się „od morza
do morza". Owa idea to parodia Królestwa Bożego, za­
powiadanego w ewangelicznej Dobrej Nowinie. Każdy
z nich składa przysięgę, że będzie wierny „Świętej
Sprawie Okrągłego Stołu". Karą za zdradę ma być wy­
mazanie ich imion z Księgi Świata. Ta księga to naj­
prawdopodobniej księga życia, w której, według Apo­
kalipsy św. Jana, od założenia świata zapisane są imio­
na Wybranych. Za sprawą Merlina i jego utopijnych
wizji szafują więc Rycerze własnym zbawieniem. Ma­
mieni mirażem odnalezienia św. Graala wyruszają, by
pokonać Siedmiogłową Bestię. Tę sama Bestię, o jakiej
czyta w Apokalipsie św. Jana Ilja:
Bestyja, którąś widział, była, a nie jest, a ma wystąpić
z przepaści, a iść na zginienie; i zadziwią się mieszkający na
ziemi,/ których i m i o n a nie są napisane w księgach żywota
od założenia świata/ (...) widząc bestyję, która była, a nie
jest, a przecie jest. (PI, s. 9)

Siedmiogłową Bestia jest rodzajem zbiorowego A n ­
tychrysta. Jej przymioty stanowią parodię przymiotów
Bożych i zmartwychwstania Chrystusa. Nic więc dziw­
nego, że pomiędzy Merlinem a stworami, z którymi
potykają się rycerze, istnieje pewna więź. Sygnalizuje
ją to, że Senectus, kreujący postać Merlina, odgrywa
także rolę poszczególnych potworów - głów Siedmiogłowej Bestii. Stanowią one uosobienie grzechów
głównych, a jednocześnie największych słabości każ­
dego z rycerzy. Walcząc z nimi, poszukiwacze Świętego
Graala walczą z własną grzesznością i , mimo pozorów
zwycięstwa, przegrywają, bo
Siedmiogłową Bestia nauczyła
C o t o jest p y c h a , gniew, zawiść, l e n i s t w o
C h c i w o ś ć , lubieżność i nienasycenie. ( M , s. 29)

Zwodnicze idee, zaszczepione przez Merlina ryce­
rzom, sprawiły, że obudziło się Zło, które w nich drze­
mało. Stali się synami Bestii:
Siedmiogłową Bestia żyje...
W s i e d m i u synkach żyje! ( M , s. 33)

Ich ofiarą pada królowa Ginewra, która, pod wpły­
wem doznanych nieszczęść, zaczyna bluźnić przeciw
Bogu i Matce Zbawiciela:
Jeżeli t a m w niebie
O k r u t n a M a t k o jesteś
I ty, bezlitosny

Poprzez Ginewrę Bestia „otworzyła swe usta dla
bluźnierstwa przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu
i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba" (Ap, 13, 6).
Nie okazała królowa „wytrwałości i wiary świętych"
(Ap, 13, 10). Zdaje się ona symbolizować tę część
ludzkości, której imiona nie są „zapisane w księdze ży­
cia/ od założenia świata" (Ap, 17, 8). Ale jej usytu­
owanie w symbolicznej strukturze Merlina do pewne­
go stopnia jest analogiczne do miejsca, jakie zajmuje
w Apokalipsie św. Jana Wielka Nierządnica. Tak, jak
apokaliptyczna Nierządnica, Ginewra uśmiercona zo­
staje za sprawą Bestii i spalona ogniem (por. A p 17,
16). Byłaby więc królowa Brytanii symbolem „Wielkie­
go Babilonu", o który toczą między sobą walki „królo­
wie ziemi" (por. A p 17, 2).
Z Wielką Nierządnicą utożsamia Tatiana w Proro­
ku llji Olgę, wyzywając ją:
gadzino p i e k i e l n a ! Czorcie ty przeklęty! Bestio babiloń­
ska! K u r w o ! ( P I , s. 25)

Tę interpretację postaci Olgi zdaje się potwierdzać
fakt, iż przed jej kolejnym pojawieniem się u llji pro­
rok usiłuje zgłębić sens następującego fragmentu Apo­
kalipsy:
1 widziałem niewiastę o n ę pijaną krwią świętych i krwią
m ę c z e n n i k ó w Jezusowych; a widząc j ą dziwowałem się
w i e l k i m p o d z i w i e n i e m . (PI, s. 15)

Poza tym Olga rzeczywiście nie najlepiej się prowa­
dzi. Bluźni. Modli się do Lucyfera - Antychrysta. Ale
rację ma chyba Ilja, twierdząc, że
T o nie czort (...), a b i e d n a k o b i e t a . Jej p o m ó c trzeba.
C h l e b a dać. N a w r ó c i ć . ( P I , s. 16)

Jeśliby szukać dla Olgi odpowiednika w Biblii, to by­
łaby ona raczej Marią Magdaleną, nawróconą jawno­
grzesznicą. Albo też, uwzględniając apokaliptyczny
kontekst i związek, jaki połączył ją z Ilją - Małżonką
Baranka (por. A p 19, 7-8). Gdyby przyjąć tę ostatnią
interpretację, Olga symbolizowałaby grzeszny Kościół
Chrystusowy, który pomimo zdrad i niewierności wo­
bec Oblubieńca, zostaje w końcu odkupiony silą miło­
ści Zbawiciela.
To nie Olga ani nie Rotszyld są tak naprawdę
przedstawicielami sił szatańskich w Proroku. Szatański
podszept rozpoznać można raczej w przedsięwzięciu
krzyżowników. W nich tkwi Lucyper. O n i są „pogana­
mi", „psami niewiernymi" i „durniami" (PI, s. 29). Ilu­
strują tezę Chóru z Turlajgroszka, że gdy
C h o d z i po świecie A n c y c h r y s t

Boże Pychy!

K u s i człowieka biednego

Gniewu!

N a m a w i a jego do złego

Chciwości!
I zawiści,

D u r n i j e m u ulegają

P r z e k l i n a m Was! ( M . , s . 51)

Krzyż Twój Święty pohańbiają. (T, s. 46)

257

Mariusz Czaja * KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

W przypadku tego ostatniego dramatu sprawa jest
prosta: rolę Antychrysta odgrywa Czort. Neguje on
obecność Chrystusa w historii. Twierdzi, iż:
Pan Jezus
O świecie
Zapomniał. (T, s. 44)
Tak jak Siedmiogłową Bestia z Merlina, Czort roz­
budza grzeszne skłonności. Jak Charyton z Proroka llji
namawia do „pohańbienia krzyża" (por. PI. N H , s. 21):
CZORT:
TURLAJGROSZEK:
CZORT:

Siłę masz?
Mam.
Zwal krzyża. (T, s. 46)

W Obywatelu Pekosiewiczu (i Obywatelu Pekosiu) ty­
mi, którzy chcą „zwalić krzyża", nieprzyjaciółmi Ko­
ścioła, są komuniści. Byliby więc oni swego rodzaju
„zbiorowym Antychrystem", zwodzącym chrześcijan
i odciągającym ich od wiary. Jednak rozciąganie „cza­
su ostatecznego" na akcję tego dramatu Slobodzianka
może się wydać nieuprawnione. Brak w niej, na pierw­
szy rzut oka, nawiązań do symboliki eschatologicznej.
Ale wystarczy zwrócić uwagę na motta, jakimi obda­
rzył autor obie wersje tej sztuki, by dostrzec, że to
pierwsze wrażenie nie do końca jest słuszne. W Oby­
watelu Pekosiewiczu jako motto funkcjonuje ewange­
liczna przypowieść o kąkolu i pszenicy (Mt 13, 24-30).
Zapowiada ona Sąd, jakiego Bóg dokona nad stworzo­
nym przez siebie światem. Umieszczenie jej w drama­
cie w takiej, a nie innej funkcji każe całą sztukę odczy­
tywać w perspektywie eschatologicznej.

siedem grzechów z tego i nie z tego świata. (OPś, s. 22)
I wreszcie nagonka na Żydów, przedstawicieli naro­
du wybranego. Pułkownik „Franek" odgrywa rolę ku­
siciela i Fałszywego Proroka, sącząc w umysł „durnia"
wizję żydowskiego spisku i posługując się przy tym ob­
razowaniem przejętym z Ewangelii:
Pekosiewicz, nie widzicie, co Polska dzisiaj przeżywa, co?
Jaki spisek powstał wokół Polski na świecie? Jak różni fa­
ryzeusze, międzynarodowi i nasi, chcą Polskę znowu
ukrzyżować i do grobu złożyć, i raz na zawsze z mapy świa­
ta wymazać? (OPś, s. 55)
Całość tego obrazu ilustruje tezę o tym, że „Koniec
świata zwiastowany jest (...) w porządku doczesnym
przez wojny i zniszczenia, przez najazdy barbarzyńców
i upadek obyczajów, słowem, przez postępujący rozpad
więzi społecznych".
Bohaterowie Cara Mikołaja również mają za sobą
doświadczenie wojny. Na „bieżaństwie"
71

72

widzieli rewolucje i dobrze zapamientali. (CM, s, 25)
Przeżyli najazd bolszewików podczas wojny polsko-radzieckiej. Widzą postępujący rozkład ich własnej,
tradycyjnej kultury. Młodzi nie chodzą do cerkwi.
Dziewczyny się malują
jak jakie kurwy z Białystoku. (CM, s. 15)
Nic więc dziwnego, iż
wierzą, że ten świat się kończy i że trzeba o duszy pomy­
śleć, a nie o gospodarstwie. (CM, s. 12)
Wszak „myśli o końcu świata nawiedzają z reguły
ludzi, którzy są świadkami upadku ich własnej kultury
będącej dla nich do niedawna absolutem". W ich
ptzekonaniu świat ginie i pędzi ku zatracie.

Jeszcze wyraźniejsze staje się owo eschatologiczne
nacechowanie w Obywatelu Pekosiu, na początku któ­
rego znajduje się fragment z Apokalipsy św. Jana:

73

Ani pokutowali z mężobójstw swoich,
Ani z czarów swoich,
Ani z wszeteczeństw swoich,
Ani z złodziejstw swoich. (OPś, s. 1)
W Apokalipsie słowa te dotyczą ludzi nie zabitych
przez plagi, które u kresu czasów dotkną świat. Ostat­
nie trzy z nich to ogień, dym i siarka, wydobywające się
z pysków koni Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Umiej­
scowiona w tej perspektywie symbolicznej akcja dra­
matu rozgrywałaby się już po uwolnieniu sił Chaosu.
Bohaterowie Obywatela byliby tymi, którzy pomimo
doświadczonych klęsk nie nawrócili się, „nie odwrócili
się od dzieł swoich rąk,/ tak by nie wielbić demonów/
ani bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamien­
nych, drewnianych" (Ap, 9, 20). Dowodów na postę­
pujący rozpad Kosmosu odnaleźć można w sztuce aż
nadto: wojna, z obozami koncentracyjnymi, wysiedle­
niami, nieludzkimi doświadczeniami na dzieciach;
upadek obyczajów, alkoholizm i rozpad rodziny; zdrada
ze strony przyjaciół; bezpardonowa walka o władzę,
w której wszystkie chwyty są dozwolone; mordowanie
księży wytykających komunistycznej Bestii

258

W Niemczech Hitler i socjaliści. Robią wielką broń. A świat
się tylko przygląda. A na co Niemcom broń? Na sikorki?
A dalej. We Włoszech - socjaliści. We Francji socjaliści.
W Hiszpanii - socjaliści. A w Ameryce i wszędzie Żydzi tylko
czekają i zacierają ręce, kiedy wojna wybuchnie. (CM, s. 34)
Wojna, i to domowa, wybucha w Merlinie. Gdy się
rozpoczyna, Viviana śpiewa:
Dies irae, dies ilia... (M, s. 37)
I odtąd hymn ten towatzyszy wzajemnej tzezi, jaką
zafundowali sobie Rycerze Okrągłego Stołu. Jest ona
więc obtazem kosmicznej katastrofy, która nastąpić
ma, gdy „W gniewu dzień, w tę klęski chwile/ Świat
w śmiertelnym legnie pyle" (przekl. wg przypisu w: M ,
s. 10). Czterej rycerze:
„Jednorożec, i Lew,
I Niedźwiedź, i Smok"
spotykający się
Na pustej ziemi
Jak popiół Jałowej

Mariusz Czaja • K O N I E C Ś W I A T A , C H O R O B A I S Ą D O S T A T E C Z N Y

przypominają czterech jeźdźców, którzy, uwolnieni
u kresu czasów, pozabijać mają „trzecią część ludzi"
(Ap, 9, 15). Dodać należy, że odbywa się to w ciemno­
ściach, bo panuje
N o c , czarna N o c
N a d Brytanią!

jest nazwany w Apokalipsie Sw. Jana Chrystus (Ap 5, 5) .
Według wyobrażeń średniowiecznych, generowanych
przez słynne dzieło Physiologus, Lew to symbol Zmar­
twychwstania Chrystusa. Zgodnie z nimi Bóg Ojciec
obudził Jezusa Chrystusa po ukrzyżowaniu, tak jak ojciec-lew budzi trzeciego dnia po urodzeniu małe, któ­
re lwica rodzi martwe. Obraz ryczącego lwa odnoszo­
ny był też do zmartwychwstania ciał w Dzień Sądu.
Orzeł, głosiciel końca świata (Ap 8, 13), jest także
symbolem zmartwychwstania i odrodzenia. Z kolei
delfin-ratownik (Delfinus Salvator), który przeniósł
mitologicznego Ariona z świata gwałtu i przemocy
w świat chwały i zbawienia, postrzegany był w wyobra­
żeniach wczesnochrześcijańskich jako siła sprawcza
prefiguracji śmierci i zmartwychwstania Chrystusa,
a z czasem jako jego wyobrażenie. Zarysowany w wy­
żej cytowanym fragmencie Merhna obraz zdaje się więc
w całości odsyłać do kompleksu symbolicznego zwią­
zanego z Paruzją, drugim przyjściem Jezusa Chrystusa.

76

77

Spełnia się więc przepowiednia Podgłupiatego z Ca­
ra Mikołaja:

78

79

A j a k ziemia dojrzeje,
Czarne słońce zapieje... ( C M , s. 21)

Jest to nawiązanie do jednego z elementów wizji św.
Jana. Autor Apokalipsy pisze, że ujrzał, iż „Słońce sta­
ło się czarne jak włosienny wór" (Ap, 6, 12). W Biblii
noc symbolizuje nieszczęście i śmierć, jest czasem nie­
wiedzy i grzechu. W perspektywie chrześcijańskiej noc
to czas nieobecności Chrystusa, ale także oczekiwania
na niego. Łączy się to z nakazem czuwania (por. M t
25, 1-13). Merlin w dramacie Słobodzianka ewi­
dentnie narusza to przykazanie. Traci świadomość te­
go, co się wokół niego dzieje. Kiedy chaos, do którego
rozpętania się przyczynił swoimi ideami, opanowuje
państwo króla Artura, on wciąż wierzy, że
74

szczęśliwa jest B r y t a n i a ,
Ze w niej król A r t u r rządzi
I z n i m Rycerze O k r ą g ł e g o S t o ł u ( M , s. 40)

Nie dostrzega zatem znaków zbliżającego się końca
czasów. Zasypia tak, jak „nierozsądne panny" z przypo­
wieści ewangelicznej. Zapada w sen, i to w sen wiecz­
ny, „by się już nie przebudzić" (Jr 51, 39).
Wojna to ostateczne spotęgowanie zła, będące jed­
nocześnie jego przesileniem. Powtarza ona dramat
stworzenia świata, pogrążając go w chaosie, po to jed­
nak, by możliwe stało się odrodzenie. Po śmierci
wszystkich Rycerzy, po osiągnięciu dna rozpaczy
w skargach Ginewry, wreszcie
75

N o c , czarna N o c
N a d Brytanią zachodzi
I Orzeł, i D e l f i n
S a l a m a n d r ę przegnały
I z popiołu, i z p r o c h u
Zmartwychwstaje Lew
I jasny, l e t n i dzień
N a d Brytanią wschodzi ( M , s. 54) •

W kontekście obrazów i symboli eschatologicznych
ów „dzień" nasuwa skojarzenia z biblijnym dniem Pań­
skim (por. Tes 5,2), dniem, w którym Chrystus, świa­
tłość świata (J 8, 12), ptzyjdzie,
aby w obliczu k o ń c a świata sądzić żywych i umarłych
(PI, s. 8)

Motyw zachodzącej Nocy może zaś odnosić się do
Nowego Jeruzalem, gdzie nie będzie już nocy (por. A p
21, 24; 22, 5). „Lwem zwycięskim z pokolenia Judy"
259

80

W świadomości Bronka Pekosiewicza i krzyżowników z Proroka llji owo drugie przyjście funkcjonuje ja­
ko dokładne powtórzenie pierwszego, opisanego
w Ewangeliach. Zbawcze dzieło Chrystusa dokonuje się
dla nich poza historią, co pozostaje w oczywistej
sprzeczności z duchem Biblii, której treścią jest prze­
cież historia święta. Żyją oni w pogańskim świecie ar­
chetypów, gdzie podstawowym nakazem jest powta­
rzanie gestów i formuł z istniejącego poza historią cza­
su mitycznego. Paruzja w ich wydaniu to groteskowe
przedstawienie, niemające nic wspólnego z eschatolo­
gicznym wymiarem Dobrej Nowiny. Chłopi z Proroka
uważają, że
j a k O n naprawdę Pan Nasz i Z b a w i c i e l Jezus Chrystus
i

naprawdę n i c z y m Groźny A n i o ł P r o r o k IIja

zstąpił

z N i e b i o s po raz d r u g i , t o żeby naprawdę p r a w d a była,
ukrzyżować jego trzeba, zmartwychwstać m u s i i wtenczas
n i e c h sądzi żywych i umarłych. (PI, s. 12)

Dla każdego chrześcijanina jest to oczywisty non­
sens. Prorok Ilja zresztą sam wcale nie uważa się za
Chrystusa, przynajmniej w dramacie, którego jest ty­
tułowym bohaterem.
W Carze Mikołaju rzeczywiście przyjmuje na siebie
rolę wyznaczoną mu przez jego wyznawców, wierzą­
cych, że jest on „Zbawicielem i Synem Bożym" (por.
C M , s. 32), „Carem Niebios, Twórcą Odwiecznego
Carstwa Bożego od wieków obiecanego dla ich Praoj­
ców" (CM, s. 39). Twierdzi, iż jest Jezusem Chrystu­
sem i
przyszedł po raz wtóry, żeb na ziemi nie było wiencej ciemienżycielów i żeb zapanowało prawdziwe C a r s t w o Boże
( C M , s. 3 4 ) .

Stolicą owego Carstwa będzie zapewne Nowe Jeru­
zalem, które Ilja chce zbudować w Grzybowszczyźnie
(por. C M , s. 34). Tak, stolicą, choć mówienie o No­
wym Jeruzalem w tych kategoriach może się wydać ab-

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

surdalne, zważywszy na to, że Jeruzalem to Oblubieni­
ca i Małżonka Baranka - czyli, według chrześcijańskiej
Tradycji, symbol Kościoła w fazie ostatecznej. Jednak,
w wyobrażeniach llji i jego wyznawców, zarówno Car­
stwo Boże, jak i Nowe Jetuzalem nie kryją w sobie żad­
nych symbolicznych treści. Odnoszą do jak najbardziej
ziemskich i konkretnych obiektów. O Carstwo trzeba
walczyć rewolwerem (CM, s. 34). Jeruzalem zaś moż­
na zbudować za pomocą młotka i gwoździ. Dla zbawie­
nia duszy wierni ofiarują domniemanemu Synowi Bo­
żemu pieniądze, i to tyle, że nie jest on w stanie ich po­
liczyć (por. C M , s. 12). Ilja w Carze Mikołaju jest po
prostu zręcznym przywódcą, obdarzonym pewną cha­
ryzmą, dzięki której może manipulować łatwowierny­
mi chłopami. Taki z niego Syn Boży, jak z Regisa car
Mikołaj. Jest fałszywym mesjaszem, z gatunku tych,
przed jakimi przesttzegał sam Chrystus: „Powstaną bo­
wiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać bę­
dą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to
możliwe, także wybtanych" (Mt 24, 24).
81

Słowa te odnoszą się chyba także do Merlina i do
Pekosia. Ten ostatni jest pijacko-głupawą wetsją me­
sjasza. Z chlebem i butelką wódki w koszyczku wielka­
nocnym, kompletnie zalany, pokrwawiony drutem
kolczastym, który założył sobie na głowę, a do tego
półnagi, odgrywa zmartwychwstanie i eucharystię za
jednym zamachem:

Boga, że uzdrawia, doradza, straszy Piekłem i Sądem
Ostatecznym. Ale jego posłannictwo ma podobny
charakter, co posłannictwo Jana Chrzciciela: przygo­
towania drogi Panu, prostowania jego ścieżek (por. M t
3, 3). Jemu
Bóg we śnie pokazał, że koniec świata idzie i stary d o m
spalił się, i n o w e g o nie budują a n i j e d n i , a n i drudzy, a n i
trzeci, a trzeba na k o l a n a c h z rzeki wodę w ustach nosić
i popiół podlewać, i zgliszcza, aż nie wyrośnie n o w y las...
(PI. N H , s. 76)

Nie ma powodu, by zaprzeczyć tezie, iż jest on rze­
czywiście prorokiem Eliaszem, zwłaszcza, że mottem
dramatu jest taki oto fragment Księgi' Malachiasza:
O t o Ja poślę w a m p r o r o k a Eliasza
przed nadejściem d n i a Pańskiego
d n i a w i e l k i e g o i strasznego. ( P I . N H , s. 1)

Ilja przeżywa rozterki, boi się, wątpi, lecz pozostaje
wierny temu, który go wybrał. Do niego się modli:
Boże Ojcze Wszechwładny
Ojcze N i e b a i Z i e m i
I wszystkich stworzeń
Widzialnych i Niewidzialnych
Który na t r o n i e chwały zasiadasz
I przenikasz o t c h ł a n i e
Zrób, żeby odszedł strach
I lęk, i rozpacz czarna

Pekoś podchodzi do Milicjantów

I zwątpienie... (PI, s. 18)

P E K O S : Chrystus zmartwychwstał, towarzyszu Piłat (...)
Zaprawdę, k u r d e m o l , błogosławieni cisi, którzy m n i e p o ­
znali
i uwierzyli, a l b o w i e m i c h jest królestwo niebieskie.
Bierzcie, towarzysze, częstujcie się, jedzcie i pijcie,
A l b o w i e m t o jest ciało moje
1 k r e w m o j a , która za was ciecze.

(częstuje ich chlebem i wódką) (OPS, s. 71)
Jego słowa i działania to profanacja największych
tajemnic chrześcijaństwa. Są bluźniercze i świętoktadcze. Uwietzyć w to, iż w osobie Pekosia nastąpiło Dru­
gie Przyjście, mogliby chyba jedynie krzyżownicy z Pro­
roka llji, i to po „Ostatniej Wieczerzy", podczas której
główne dania stanowiły ogórki i wódka (zob. PI. N H ,
s. 57-62).
Jak już wspomniałem, w odróżnieniu od swojego
imiennika z Cara Mikołaja, Ilja z Proroka zaprzecza su­
pozycjom swoich wyznawców, jakoby był Chrystusem.
Wielokrotnie powtarza:
Ja nie Jezus (...), ja I l j a , który d r u g i e przyjście Jezusa, zna­
czy Prawdy, przepowiada. ( P I . N H , s. 37)

Zofia, Wiera i Nadzieja widzą w nim zbawiciela (PI.
N H , s. 36), nazywają Stwórcą niepojętym oraz Alfą
i Omegą (PI. N H , s. 19). O n sam nie ma jednak ta­
kich ambicji. To prawda, że czuje się wybrany przez
260

Bóg, w jakiego wierzy, to Miłosierny Ojciec. Przyja­
ciel ludzi. Pocieszyciel tych, któtzy płaczą, któtzy stra­
cili wiarę, którzy żyją w ciemnościach, któtzy błądzą,
którzy są głodni i biedni, a nawet tych, którzy Go prze­
klinają (PI, s. 23-24). Jednym słowem: Bóg, którego
objawił Jezus Chrystus. Prorok Ilja nie jest wielkim
mędrcem ani charyzmatycznym wodzem. Nie jest też
święty. Ale ma w sobie wiatę i nadzieję, i miłość. Przez
niego aion mellon, który nastąpić ma po Paruzji, urze­
czywistnia się już częściowo w aion hutos. Sąd, spra­
wowany przez niego nad krzyżownikami (w PI. N H ) ,
jest sądem owego „nadchodzącego czasu" nad wszyst­
kimi Metlinami, Pekosiami, Kowalami, Poszukiwacza­
mi Świętego Graala i wyznawcami Złotego Wieku.
Nad tymi, którzy starają się uciec przez Historią lub
nad nią zapanować.
31

W sędziowaniu llji odnaleźć można dwa wątki, wy­
stępujące w nowotestamentowym ujmowaniu możli­
wości zbawienia. Najpierw za „wiarę-niewiarę", „za
ciemnotę i durnotę" (PI. N H , s. 71) wysyła prorok
wszystkich do piekła. Ale potem, dzięki wstawiennic­
twu Olgi i wzajemnej solidarności sądzonych, wszyscy,
nawet Rotszyld-Lucyper, zaproszeni zostają na tajski
rosół, chciałoby się powiedzieć: „na ucztę Godów Ba­
ranka" (Ap 19, 9). W tej końcowej decyzji znajduje
swój wyraz „przeświadczenie o możliwości pojednania,
powszechnego odnowienia i przywrócenia wszystkich
83

Mariusz Czaja ł KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

stworzeń do stanu jedności z Bogiem oraz o ostatecz­
nym zwycięstwie dobra w całym wszechświecie",
zwane apokatastazą (gr. apokatdstasis). Idea apokatastazy żywa jest przede wszystkim w świadomości chrze­
ścijaństwa wschodniego, nie dziwi więc jej pojawie­
nie się w Proroku llji, którego realia odnoszą się do te­
go właśnie kręgu kulturowego.
Rotszyld nie przyjmuje zaproszenia na rosół. Tłu­
maczy, że „dla wszystkich nie starczy". Kryje się chyba
w tej odmowie pewien sceptycyzm wobec powszech­
ności zbawienia pozostającej w sprzeczności z duchem
hebrajskim. Apokatastazą to coś w rodzaju kosmiczne­
go odnowienia, pociągającego za sobą odnowę całości
gatunku ludzkiego. Perspektywa, którą wyznacza bi­
blijna Historia Święta, jest zaś odmienna. Koniec
Świata jest bowiem jej tryumfem. Odsłoni on religijne
znaczenie czynów ludzkich. „Chodzi o Sąd, o wybór:
tylko wybrani żyć będą w wiecznej szczęśliwości. Wy­
brani zostaną ocaleni, bo byli wierni Historii Świętej mimo pułapek i pokus, których pełny jest ten świat,
pozostali oni wierni Królestwu Niebieskiemu".

i Sądu nad światem, albo, jak motto Kowala Malarnbo są
wypowiedziami Chrystusa, w którym, według Nowego Te­
stamentu, zapoczątkowany został na zawsze „czas nowego
świata". Nie-Boska komedia, będąca źródłem motta Ca­
ra Mikołaja, również rozgrywa się w czasie ostatecznym,
w finale dramatu mamy przecież do czynienia z Paruzją.

W Kowalu ЫактиЬо to nie Pan Jezus sprawuje sąd
nad grzeszną ludzkością, ale owa ludzkość w osobie Ko­
wala zarzuca mu, iż jest przyczyną wszystkich jej nie­
szczęść. To Jezus prosi na kolanach o przebaczenie. Tyle
że Pana Jezusa, rodem z jasełkowych przedstawień, ra­
czej trudno uznać za Mesjasza, który przyszedł po raz
drugi, by zamknąć ostatecznie aion hutos. O n sam zdra­
dza tęsknoty charakterystyczne dla „ludzi archaicznych",
nie do końca akceptuje Historię. Rację chyba należało­
by przyznać Kowalowi, w momencie, gdy ten podejrze­
wa, iż goście, jacy nawiedzili jego kuźnię, nie są tymi, za
których się podają (KM, s. 14). Pan Jezus to sentymen­
talny magik, postać wykreowana przez ludową, mitycz­
ną wyobraźnię. Czyni cuda mające charakter magicz­
nych sztuczek i wymienia dusze na nowe. Równie dobrze
mógłby być szamanem, dobrym czarownikiem albo supermenem. Kowal Malambo, któremu Historia jawi się
jako kreacja szatańska, uznany zostaje przez niego za
najlepszego człowieka, „jakiego na tej ziemi spotkał"
(KM, s. 52). W konsekwencji Kowal uznaje, tak jak
gnostyccy pneumatycy, że jest doskonały, i nie pozostaje
mu nic innego, jak przemieścić się z tego materialnego
świata, pełnego zła, do pozaczasowego Raju. Niestety,
ani w Raju, ani w Piekle go nie chcą. W szaleńczym Ma­
lambo, od którego „drży Niebo", doszukać się można wi­
zji Końca Świata, jaki zafundować sobie może ludzkość,
odwracająca się od Historii. Od Historii będącej prze­
cież, według myśli judeochrześcijańskiej, teofania. Od­
wrócenie się od niej to odwrócenie się od tego, „Który
był i Który jest, i Który przychodzi" (Ap, 4, 8). Tylko cze­
kać, jak nastąpi „Wielki Dzień Jego Gniewu" (Ap 6, 17).

Ontycznym czasem dramatów Slobodzianka rzeczy­
wiście wydaje się czas eschatologiczny, rodem z Biblii.
Ale do jego twórczości odnieść można to, co Andre
Neher pisze o myśli żydowskiej. Wie ona, „że istnieje
klucz do historii, który nadaje sens całości, ale gdy tyl­
ko chodzi o to, co istotne, natychmiast przypomina so­
bie, że niekiedy, a być może zawsze, ów klucz jest utra­
cony, a raczej nieustannie przechodzi z rąk jednego do
rąk drugiego partnera Przymierza, od Boga do człowie­
ka. To zaś powoduje, że całą historię przenika krańco­
wa niepewność. Czas nie jest majestatycznym strumie­
niem, płynącym od początku ku końcowi; jest nie koń­
czącym się ciągiem przeskoków. Historia nie jest cią­
głym postępem; jest wieczną improwizacją".

84

85

86

Symbolika związana z czasem ostatecznym obecna jest
we wszystkich dramatach Slobodzianka. I to chyba wła­
śnie w jej perspektywie należy je odczytywać. Wskazują
na to chociażby cytaty w mottach poszczególnych dra­
matów. Albo odnoszą się one wprost do Dnia Pańskiego
261

87

Zaryzykować można by nawet tezę, że czas ostatecz­
ny jest czasem ontycznym historii, opowiadanych przez
Slobodzianka. Pozostałe obecne w nich odmiany czasu
byłyby przedmiotem osądu ze strony tego właśnie cza­
su. Tak naprawdę opowiadałby Słobodzianek, ku prze­
strodze (por. M , s. 54), o Apokalipsie, która już się
spełnia, by wezwać ludzkość do opamiętania i pokuty.
Napominałby wyznawców Złotego Wieku i Poszukiwa­
czy Świętego Graala, których poczynania sprowadziły
na wiek XX tyle nieszczęść, żeby zaprzestali grzesznych
manipulacji czasem, bo zbliża się Dzień Sądu. Odpo­
wiedzą wtedy za wiarę w różne Raje na Ziemi, Wierszaliny, „dawne, dobre czasy", królestwa doskonałe i ide­
alne ustroje. Za negację Historii Świętej. Za kreowanie
szatańskich uchronii i próby wcielania ich w życie.
88

89

Apokaliptyczne historie Slobodzianka nie są proroc­
twami ani moralizującymi kazaniami. Ich „apokaliptyczność" nie oznacza, iż przekazują one jakieś objawienia do­
tyczące przyszłych losów ludzkości. Nie oferują gotowych
rozstrzygnięć i prawd do wierzenia. Raczej, przywołując
apokaliptyczne symbole, prowokują do określenia się wo­
bec nich, zadają pytanie o nasz własny stosunek do czasu.
Mówiąc obrazowo, autor tych dramatów jest nie tyle Pro­
rokiem Ilją, ile Handlarzem Rotszyldem, w tym sensie, iż
odbiorcom swoich sztuk nie usiłuje narzucić żadnej, kon­
kretnej idei. Nie agituje. Bo przecież, jak mówi Gajst
świat jest w i e l k i i na ziemi jest tyle miejsca. A w niebie,
czy m a ł o jest miejsca? Jest tyle miejsca, że każdy może so­
bie wierzyć w t o czego pragnie. ( C M , s. 20)

Ale ta tolerancja ma swoje granice, a są nimi zbrod­
nia i szaleństwo:
Jak w y wierzycie, że p r o r o k z Grzybowszczyzny po śmierci
z m a r t w y c h w s t a n i e , wasza sprawa. A l e j a k w y jego ukrzy­
żujecie i o n nie z m a r t w y c h w s t a n i e , w y ludzie w p o l s k i m
k r y m i n a l e zgnijecie. ( P I , s. 26)

Mariusz Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

Ucieczka przed czasem, czy też chęć zawładnięcia
nim, kończą się nader często Apokalipsą dla milionów
ludzkich istnień, całych narodów, kultur i cywilizacji.
Jest to, niestety, rezultat wolności człowieka, która
sprawia, że może on zwrócić się przeciw swemu Stwór­
cy i obrócić świat w nicość, a tym samym narazić na
fiasko plan stworzenia jako caJości.

1 6

W akitu „rytualna aktualizacja «chaosu» w ttakcie ostatnich
dni toku dokonywała się przez orgiastyczne ekscesy" (M. Elia­
de, op. cit., s. 54).

2 7

M. Eliade, Okultyzm, czary, mody kulturalne. Eseje, Oficyna Li­

2 8

ibid., s. 102

teracka, Kraków 1992, s. 103
M

90

por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. II, Instytut
Wydawniczy Pax, Watszawa 1994, s. 253

3 0

ibid., s. 244

31

L. Kolankiewicz, Notatki po spektaklu: O candombie' de Bahia,

3 2

Fabuła Merlina ma swoje źródło w średniowiecznych eposach

„Dialog" 1994, nr 12; 1995, ni 1-3, 5-6
Przypisy
1

J. Majcherek, Notatki przy Slobodzianku, „Teatr" 1994, nr 1, s. 13

rycerskich. Język tego dramatu również stylizowany jest na język

2

Odwołuje się w tym miejscu do terminologii S. Awietnicewa.

heroicznego eposu. E. Mieletinski twietdzi, że „czas epicki (...)

Zob. S. Awietnicew, Symbol, „Polska Sztuka Ludowa" 1988, nr 3,

skonstruowany jest według wzotca mitycznego jako czas począt­

3

4

s. 149-150

kowy oraz czas aktywnych czynów ptzodków, któte zdetermino­

por. ibidem, s. 150

wały późniejszy porządek" (op. cit., s. 340). Natomiast herosów

Car Mikołaj, 1987, nr 5, Obywatel Pekosiewicz, 1989, nt 5, TUT-

z eposów „można porównać z niegdyś działającymi «praprzodka-

lajgroszek, 1990, nr 11, Prorok Ilja, 1992, nr 11, Merlin, 1993,

пи» z archaicznych mitów (...), a czas ich życia i sławnych wy­

nr 3 i Kowal Malambo, 1993, nr 7. W dalszej części tekstu, ptzy

praw - z autentycznym czasem mitycznym typu „epoki Snu""
(ibid., s. 335). Pot. M. Eliade, Aspekty mitu, op. cit., s. 195

cytatach z dramatów, posługiwał się będę sktótami utworzony­
mi z pierwszych liter wyrazów, wchodzących w skład tytułów:

, 3

zob. S. Botheroyd, P. F. Bothetoyd, Słownik mitologii celtyckiej,

3 4

J. Campbell, Potęga mitu. Rozmowy z B. Moyersem. Opracowała

35

W powietrzu wisi bunt, rozm. A. Wanat, J. Majcherek, W. Maj­

wyd. Książnica, Katowice 1988, s. 163

C M , O P T, PI, M, K M .
5

Prapremiera Obywatela Pekosia. Smutnej i pouczającej

historii

Betty Sue, Flowers Signum, Kraków 1994, s. 237-238

miała miejsce 12 kwietnia 1997 roku w Teatrze im. ]. Słowac­
kiego w Krakowie, w reż. M. Grabowskiego. Tekst dramatu

cherek, „Teatr" 1994, nr 1, s. 11

znajduje się w Atchiwum tegoż teattu. Ptzy cytatach z niego po­
sługiwał się będę oznaczeniem OPs.
6

3 6

Chodzi o tekst znajdujący się w Atchiwum P W S T w Krakowie,

37

3 8

S. Botheroyd, op. cit., s. 164-165

oznaczenie PI. N H .

3 9

J. Szacki, Spotkania z utopią, Iskry, W-wa 1980, s. 139-140

S. Czarnowski, Powstanie i społeczne funkcje historii, [w:] Dzieła,

8

ibid., s. 101

9

por. P. Ricoeur, Symbol daje do myślenia, [w.] Egzystencja i herme­

4 0

M. Eliade, Okultyzm..., op. cit., s. 60

4 1

J. Szacki, op. cit., s. 140

4 2

ibidem, s. 29

4 3

„Kairos to czas wyznaczony przez zdarzenia, stanowiące ptzed-

neutyka, ptzeł. E. Bieńkowska, „Pax", Warszawa 1985, s. 67; S.

miot decyzji i wybotu Boga ze względu na ścisłe określony cel."

Awierincew, Symbol, op. cit., s. 150

G. Pattaro, op. cit., s. 305
4 4

por. H . U . von Balthasar, Teologia dziejów. Wyd. Znak, Kraków

por. definicje H . Levina: „Złoty wiek jest wszystkim tym, czym

4 5

ibidem, s. 41

nie jest wiek współczesny." [w:] H. Levin, Mit wieku złotego -

4 6

W. Majcherek, Pieski los kowala, „Dialog" 1993, nr 7, s. 127

prehistoria, „Pamiętnik Literacki" 1982, z. 3-4, s. 323-324

4 7

M. Eliade, Kowale i alchemicy. Fundacja Aletheia, Warszawa

4 8

ibid., s. 72
ibid., s. 73

D. Śnieżko, Mit Wieku Złotego w literaturze polskiego renesansu,

1996, s. 41

Wyd. Naukowe Semper, Warszawa 1996, s. 107
11

1993, s. 168

12

M. Eliade, Aspekty mitu, Wyd. K R , Watszawa 1998, s. 56

13

por. ]. Szacki, Tradycja. Przegląd problematyki, PWN, W-wa 1971

14

Ta sama pieśń, tylko w krótszej wersji zob. PI, s. 18

4 9

15

por. K. Rafiner, H . Vorgrimer, Mały słownik teologiczny, Instytut

5 0

ibid., s. 178

Wyd. Pax, W-wa 1996, s. 455

5 1

J. Majcherek, O „Merlinie" Sbbodzianka. Cz- l, „Teatr" 1993,

52

Z. Kuderowicz, Filozofia dziejów, Wiedza Powszechna, Warszawa

53

M. Janion, M. Żmigrodzka, Romantyzm i historia, PIW, Warsza­

1 6

nr 10, s. 27

por. Słownik wiedzy biblijnej, red. В. M. Metzgter, M. D. Coogan,
Oficyna Wyd. „Vocatio", W-wa 1996

1983, s. 101

17

M. Eliade, Aspekty mitu, op. cit., s. 171-172

18

S. Czarnowski, Kultura religijna ludu wiejskiego, [w:] tegoż, Kul­

wa 1978, s. 105

tura, Spółdzielnia wydawnicza „Książka", 1945, s. 134-136
19

zob. R. Tomicki, Kultura - dziedzictwo - tradycja, [w:] Etnogra­
fia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 2, Ossolineum, Wroclaw
1981, s. 366

2 0

G . Pattato Pojmowanie czasu w chrześcijaństwie,

[w:] Czas w kul­

turze, PIW, W-wa 1988, s. 296
C S . Bartnik, Historia i myśl, Lublin 1995, s. 57

2 2

M. Eliade, Mit wiecznego powrotu, wyd. KR, Warszawa 1998, s. 103

2 3

Sw. Augustyn, O państwie bożym, XII, 14, cyt. za S. Awiernicew,

2 4

5 4

ibid., s. 31

5 5

J. Szacki, op. cit., s. 142

5 6

por. ibid., s. 80

5 7

por. ibid., s. 52

5 8

por. S. Filipowicz, Mit i spektakl władzy, PWN, Warszawa 1988,
s. 95

21

Na skrzyżowaniu tradycji, PIW, W-wa 1988, s. 267
por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, 1.1, Instytut Wy­

5 9

2 3

por. G. Pattato, op. cit., s. 311

«

ibid., s. 305

6 1

pot. M. Eliade, Kowale..., op. cit., s. 180

6 2

określenia tego użył J. Sieradzki w: Heretycki „Merlin" Słobodzianka. Inna historia, „Polityka" 1993, nt 40, s. 10

dawniczy Pax, Warszawa 1988, s. 53-54
por. E . Mieletinski, Poetyka mitu, PIW, W-wa 1981, s. 177

6 3

262

1

chrześcijańskie­

Grabowskiego (premiera: listopad 1998). Cytując go zastosuję

t. V, PWN, W-wa 1950, s. 100

1 0

Zob. R. S. Loomis, Graal. Od celtyckiego mitu do
go symbolu, Znak, Kraków 1998

tamże zrealizowany na Scenie im. S. Wyspiańskiego w reż. M.

7

zob. S. Botheroyd, op. cit., s. 163

E . Mieletinski, op. cit., s. 278

Marcus? Czaja • KONIEC ŚWIATA, CHOROBA I SĄD OSTATECZNY

<*

ibid., s. 278

6 5

M. Eliade, Aspekty mitu, s. 57

6 6

por. E. Mieletinski, op. cit., s. 278

8 0

D. Fotstnet O S B , op. cit., s. 256-257; W. Kopaliński, op. cit.,

8 1

Formuły tej używa Regis, gdy Ilja każe mu ptzysięgać, że jest na-

s. 65-66.

6 7

M. Eliade, op. cit., s. 69

6 8

pot. G. Pattato, op. cit., s. 300-301

ptawdę catem Mikołajem II: „Ptzysięgam, że tak jak ty jesteś

6 9

pot. ]. Moltman, Bóg w stworzeniu, wyd. Znak, Kraków 1995,

Syn Boży, tak ja jestem car" (CM, s. 33)
8 2

s. 355
7 0

Czas nowego świata wkracza w czas tego świata, czyniąc go cza­

Treść tego utworu relacjonuję wg: B. Kiirbis, O inspiracji okulty­
stycznej w średniowiecznej

wizji dziejów, [w:] Świadomość

sem świata, który przemija." J. Moltman, op. cit., s. 223

histo­

ryczna Polaków. Problemy i metody badawcze, red. ]. Topolski,
71

72

„z Chrystusem i we wspólnocie jego wiernych ta jakościowo no­
wa przyszłość już się rozpoczęła, w samym środku obecnej ery.

8 3

„W Nowym Testamencie istnieje wyraźne i aiczym nie złagodzo­

Wyd. Łódzkie, Lódz 1981, s. 136

ne napięcie między wypowiedziami, które wskazują na wszech­

K. Pomian, Przeszłość jako przedmiot wiary, PWN, Warszawa

ogarniające zbawienie (jego podstawą jest pojednanie świata

1968, s. 132

z Bogiem ptzez krzyż Chrystusa), i tymi, któte podejmują staro­
mieszkańcy

testamentalne groźby sądu i potępienia, wzmacniając jeszcze

wschodniej Białostocczyzny wydarzenia z okresu I wojny świa­

poczucie odpowiedzialności człowieka za swój ostateczny los."

towej, kiedy to zostali deportowani w gfąb Rosji ptzez ustępują­

W. Hryniewicz, Pascha Chrystusa w dziejach człowieka i świata,

Mianem

„bieżanstwa" określali

prawosławni

teologii paschalnej, tom 3, Tow. Naukowe

cą armię carską. Zob. W. Pawluczuk, Wierszalin. Reportaż o koń­

Zarys chrześcijańskiej

cu świata, Wyd. Literackie, Kraków 1974, s. 14-15

K U L , Lublin 1991, s. 377

7 3

ibid., s. 11

8 4

74

zob. M. Lurker, słownik obrazów i symboli biblijnych, Pallotinum,

8 3

ibid., s. 377-378
ibid., s. 383

Poznań 1989, s. 136-137

8 6

M. Eliade, op. cit., s. 69

7 5

por. S. Filipowicz, op. cit., s. 241-242

8 7

J. Moltman, op. cit., s. 223

7,1

Podobne do lwa jest też jedno z Czterech Zwierząt, występują­

8 8

Terminu tego używam, za M. Levinem na oznaczenie leżących

cych w wizji Św. Jana (Ap 4,7)
7 7

zob. D. Forstnet O S B , Świat symboliki chrześcijańskiej,

w ptzyszłości lub przeszłości nigdy nie istniejących wspaniałych
czasów. Zob. M. Levin, op. cit., s. 321

Instytut

Wydawniczy Pax, Warszawa 1990, s. 277-280; M. Lurker, s. 112
7 8

zob. W. Kopaliński, Słownik symbołi, Wiedza Powszechna, War­

7 9

zob. D. Forstnet O S B , op. cit., s. 241-243; W. Kopaliński,

8 9

A . Neher, Wizja czasu i histońi w kulturze żydowskiej [w:], Czas
w kulturze, op. cit., s. 271

szawa 1991, s. 196

9 0

por. ibidem, s. 273

op. cit., s. 285-286

• ••

P

oniższy artykuł, w którym narzędzia i spojrzenie
teoretyczne spotykają się z naszym doświadcze­
niem życia społecznego - jest próbą refleksji nad
nowymi zjawiskami we współczesnej kulturze polskiej.
Sięgając po kategorię karnawału w analizie Drag Qu­
een Show pragnę jednakże podkreślić istotność roz­
dzielenia zjawiska skarnawalizowanego, jakim są wy­
stępy, od samego karnawału.

1. Wprowadzenie

ROBERT

KULPA

Karnawał?
Kamp i gender
w Drag Queen Show

P. Song: Dlaczego w operze pekińskiej role kobiet grane są
tradycyjnie przez mężczyzn!
Tow. Cheng: Nie wiem. Tradycja prawdopodobnie pochodzi
z reakcyjnej i patńarchalnej struktury społeczeństwa.
P. Song: Nie - bo tylko mężczyzna wie, jak kobieta ma się pliwie świadomość tę miał także David Cronenberg,
okrzyknięty jednym z najbardziej kontrowersyjnych
zachowywać.
twórców filmowych. „M. Butterfly" to film godny uwa­
„M. Butterfly" (1993),
reż. David Cronenberg
gi z wielu powodów, jednakże my ograniczmy się do
przyjrzenia się temu, co ukrywa się za tymi kilkoma
frazami.
Kilka zaledwie zdań, które jednak kryją w sobie
Co wyraża druga sentencja, wypowiedziana przez p.
prawdę (i to jak dużą!) o kulturze i wcale nie jakimś
Song? Co to znaczy, że tylko mężczyzna wie, jaka na­
orientalnym, dalekoazjatyckim społeczeństwie. Cho­
prawdę jest kobieta? Skoro on wie, jaka powinna być
ciaż odnoszą się do tradycji chińskiej, cytat ten wiele
ona, to bycie kobietą (ale czy też analogicznie bycie
mówi o naszej kulturze - kulturze Zachodu. Niewątmężczyzną?) musi stanowić kategorię, którą łatwo da

263

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.