89508fdb652746997d23e3b7dba8502a.pdf

Media

Part of God Loves Fun. Rola śmiechu w kulturze New Age / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4

extracted text
N

ew Age (Nowa Era) jest zjawiskiem kultury
współczesnej. Jest wielowymiarowym fenome­
nem wyrosłym ze sprzeciwu wobec dualistycz­
nej filozofii europejskiej, wobec cywilizacji technicznej
i skostniałych instytucji kościelnych. Rządzi nim holi­
styczna wizja świata uzupełniająca ogląd rozumowy in­
tuicją, poznaniem mistycznym, dowartościowująca parapsychologiczne właściwości umysłu, a także seksu­
alizm i element żeński. New Age jest sposobem myśle­
nia, wierzenia, działania odwołującym się do idei filozoficzno-religijnych Wschodu (buddyzm, hinduizm,
taoizm), a także do różnych nieortodoksyjnych nurtów
chrześcijaństwa, islamu, judaizmu oraz do tak zwanej
wiedzy tajemnej czy ezoterycznej. W moim artykule
traktuję New Age przede wszystkim jako pewien szcze­
gólny rodzaj kręgów społecznych, skupiających ludzi,
których celem jest transformacja osobowości, rozwój
duchowy w oparciu o te idee. Osoby związane z New
Age czerpią z nich bez ograniczeń i usprawiedliwień,
gdyż - jak uważają - we wszystkich przekazach wiedzy
duchowej zawarta jest cząstka uniwersalnej prawdy.

New Age doczekał się w Polsce paru ogólnych opra­
cowań (np. Brzezińska 1999, Dobraczyński 1997, Goła­
szewska 1995, Maciejko 1994, Macura 1993, Olechnicki 1998, artykuły w „Przeglądzie Religioznawczym"
1997). Zwykle zwraca się w nich uwagę na kłopoty z de­
finicyjnym ogarnięciem tego fenomenu. Trudno powie­
dzieć, czym jest New Age, a czym już nie jest. Nie da się
wytyczyć mu ostrych granic przedmiotowych czy prze­
strzennych. Anna Kubiak mówi o nim jako o zjawisku
kultury ponowoczesnej i tworzy długą listę klasyfikacji
unieważnianych przez idee Nowej Ery. Wymienia mię­
dzy innymi zniesienie podziału na gatunki, na kulturę
wysoką i niską, elitarną i masową, zabawę i obrzęd, Bo­
ga i człowieka, i świat, i cały kosmos, świat duchowy
i materialny, zdrowie i chorobę (Kubiak 1995). Niedo­
określone idee Nowej Ery decydują o świecie religijnym
uczestnika kultury New Age - jest to idiosynkratyczne
uniwersum małych narracji, w którym ton dogmatu
i autorytetu nie utrzymuje się długo, jest natychmiast
negocjowany z innymi dyskursami (Kubiak 1999a).
Mnie również najbliższe wydaje się mówienie o kul­
turze New Age w perspektywie ponowoczesności. Zga-

DOROTA

God Loves Fun.
Rola śmiechu
w kulturze New Age
dzam się, że wyznawane przez uczestnika Nowej Ery
idee nie pretendują do miana uniwersalnych. Sympa­
tycy Wodnika swój światopogląd nie zawsze formułują
explicite, nie jest jednak prawdą, że nie oferują adeptom
„Żadnej tam filozof ii" - jak często mówią. „Oferujemy tyl­
ko pewien sposób życia, dajemy ci tylko doświadczenie,
a sam ocenisz, co ono dało tobie" - taką zachętę do wy­
konywania wodnikowych praktyk słyszałam z wielu
ust. Za sposobem życia stoją jednak idee, które go
uprawomocniają, sam sposób życia można wręcz trak­
tować jako rodzaj wiary (Pawluczuk 1991). Doświad­
czenie z kolei nigdy nie jest dane samo w sobie, nie jest
całkowicie izolowane od jego interpretacji. Poprzez wy­
konywane praktyki adept New Age przyswaja sobie
treści Nowej Ery, które przecież kreują określoną wizję
świata. Ten aspekt wodnikowego doświadczenia pra­
gnę wydobyć w niniejszym tekście, pokazać, jak odby­
wa się specyficzna „nauka" wodnikowej kosmologii.
1

Chcę w tym miejscu wyraźnie podkreślić, że intere­
suje mnie sprawa przyswajania treści, a nie przekazywa­
nia jakiejś ideologii New Age. Już samo istnienie owej
ideologii jest sprawą dyskusyjną (Kubiak 1999a: 73-74).
Celowo unikam nawet tego pojęcia, także aby uniknąć
skojarzeń z marksistowskim nurtem badań kultury,
w którym stosuje się je deterministycznie. Nie jest rów­
nież moją intencją „obnażanie" jakichś heretyckich
twierdzeń, które stoją za zalecanymi, na pozór niewin­
nymi praktykami - jak być może chciałaby widzieć ten
problem katolicka krytyka Nowej Ery (por. choćby licz­
ne publikacje w Internecie pod hasłem New Age). Bo
też „obnażane" prawdy nie są - i wcale nie chcą być
— niezachwiane. Postaram się to pokazać, pisząc o roli
śmiechu, który uświęca zachowania sympatyków New
Age, a jednocześnie realnie osłabia wszystko, co mogło­
by się wiązać z nienawistnym Nowej Erze dogmatem.
Artykuł powstał dzięki mojemu kilkuletniemu, ni­
gdy bezkrytycznemu, zaangażowaniu w praktyki Sto­
warzyszenia Sztuka Życia. Jest to organizacja z kręgów
Wodnika, którą na początku ogólnie przedsta­
wię. Materiałami źródłowymi do tekstu są przede
wszystkim moje obserwacje wyniesione z czynnego
uczestnictwa w działalności członków stowarzyszenia
2

R a v i S h a n k a r - założyciel
i autorytet duchowy
The A r t . of Living
Foundationil.

HALL

3

2 11

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

oraz rozmowy z nimi. Przytaczane opinie sygnuję ko­
lejnymi numerami (w nawiasach kwadratowych) odnoszą się one do rozmówców, o których krótką in­
formację podaję na końcu opracowania. Wykorzystuję
również wypowiedzi i publikacje Raviego Shankara założyciela i autorytetu duchowego Sztuki Życia.

1. Sztuka życia
Stowarzyszenie Sztuka Życia jest filią międzynaro­
dowej A r t of Living Foundation, którą w 1984 roku za­
łoży! hinduski nauczyciel duchowy Ravi Shankar,
uważany przez swych uczniów za oświeconego mistrza.
W Polsce organizacja ta działa od 1989 roku. Ulotki
rozdawane przez jej aktywistów zwracają uwagę przede
wszystkim na dobroczynny charakter Stowarzyszenia:
„inspiruje działania w dziedzinie opieki zdrowotnej, reha­
bilitacji i resocjalizacji oraz komunikacji między kuiturami
narodów świata. Zajmuje się krzewieniem najwyższych
ludzkich wartości". Działalność edukacyjna organizacji
opiera się na prowadzeniu kursów, podczas których
przekazywana jest treść nauk mistrza. Poza zwykłymi
kursami, w których uczestniczyć może każdy, na całym
świecie Art of Living Foundation organizuje specjalne
programy dla różnych grup środowiskowych (np. dla
nosicieli H I V oraz chorych na raka, zajęcia resocjali­
zacyjne dla więźniów).
Kursy podstawowe prowadzone są pod szyldem
Warsztatów Uzdrawiającego Oddechu. Prezentuje się
na nich zrąb nauk Raviego Shankara oraz naucza wy­
nalezionej przez niego techniki oddechowej mającej
służyć - na co zwracają uwagę ulotki - wyeliminowa­
niu stresu. Wyłączne prawo do prowadzenia kursów
mają nauczyciele Sztuki Życia. W całej Polsce działa ich
około dwudziestu. W Warszawie, najsilniejszym ośrod­
ku stowarzyszenia, kursy podstawowe organizowane są
prawie co tydzień. Nauczycielem Sztuki Życia może zo­
stać każdy, kto ukończył trzystopniowy kurs nauczy­
cielski, asystował przy co najmniej piętnastu kursach
podstawowych i doczekał się osobistego zezwolenia mi­
strza na prowadzenie działalności edukacyjnej w ra­
mach stowarzyszenia. Niektórzy uczniowie podkreśla­
ją, że nie ma tu sztywnych reguł - opowiadano mi, że
już podczas kursu nauczycielskiego Ravi upoważnił
pewną osobę do prowadzenia warsztatów [ 1 ] .
Nauka przekazywana w trakcie kursu podstawowe­
go bierze się z założenia, że o jakości życia decyduje
stan umysłu: oscylacja myśli pomiędzy przeszłością
a przyszłością (przywiązywanie się do tego, co już było,
lub martwienie się o to, co ma nadejść) jest źródłem
stresów, z którymi ludzie nie dają sobie rady, przez co
ich życie staje się trudne, mało radosne. „Bądź vu te­
raz ." jest podstawowym zaleceniem udzielanym tutaj,
formułą przewijającą się - jako podstawa dalszych na­
uk - przez każdego rodzaju kurs Sztuki Życia.
1

W kursie podstawowym bierze udział zazwyczaj 10-15
osób, przeważnie w średnim wieku. Mile widziana jest
212

jak największa liczba uczestników, jednak w praktyce
ich ilość zależy przede wszystkim od prowadzącego na­
uczyciela - od tego, czy jest lubiany przez ludzi ze Sztu­
ki Życia, którzy „podsyłają" mu chętnych. Zdarzały się
kursy ponad 60-osobowe, ale też niekiedy odwoływano
je z powodu braku zainteresowania. Kursy Sztuki Życia
są skonwencjonalizowane i niewiele w nich miejsca na
realizację osobistych pomysłów prowadzącego. Ich pro­
gram obliczony jest na weekend: chętni spotykają się
w piątek po południu, następnie w ciągu dnia w sobo­
tę i w niedzielę, a na koniec w poniedziałek po połu­
dniu. Przez te cztery dni przebywają ze sobą, wykonu­
jąc proste ćwiczenia medytacyjne i dowiadując się
o „naturze umysłu", który wciąż ucieka od teraźniejszo­
ści. Nauczyciele są przeważnie osobami wykształcony­
mi, elokwentnymi. Swoich wywodów nie ugruntowują
religią Wschodu ani Zachodu, ich opowieści obfitują
raczej w pouczające historyjki zbliżone do tych, które
przytacza Anthony de Mello (1992a, b), czasami zresz­
tą od niego właśnie są zaczerpnięte. Sugerowane pod­
czas kursu wnioski nie są rewelacjami, których nie
można by znaleźć gdzieś indziej, nawet w rubryce porad
psychologicznych popularnych czasopism: wszystko się
zmienia, wszystko przemija, nie jest zatem rozsądne na­
zbyt emocjonalne przywiązywanie się do towarzyszą­
cych zdarzeń; co człowiek, to opinia, lepiej więc nie su­
gerować się zbytnio zdaniem innych, aby nie stać się
„piłeczką" w ich rękach; walcząc z naporem myśli czy
też uczuć, ze wszystkim, z czym człowiek styka się w ży­
ciu, pamiętać powinien, że im bardziej się temu opiera,
tym to silniej napiera, toteż jedynym sensownym wyj­
ściem nie jest opór, lecz wewnętrzna akceptacja faktów,
ich zrozumienie itd, itp, etc.
4

Praktyki, które proponuje stowarzyszenie, najogól­
niej rzecz biorąc służą sprowadzeniu umysłu do teraź­
niejszości. Zaczerpnięte są z bogatego zestawu praktyk
hinduskich, z jogi. Joga jako system filozoficzny stoi za
licznymi wypowiedziami i zaleceniami Raviego Shan­
kara. Członkowie Sztuki Życia nie są jednak obciążani
koniecznością zaznajamiania się z wielkimi konstruktami teoretycznymi. Teoria dodawana jest niejako mi­
mochodem do zaleceń tyczących się wykonywania
praktyk. W kolejnych akapitach będzie okazja, aby
powiedzieć o tym nieco więcej. Jeśli chodzi o praktyki
jogiczne, to uczestnicy kursu podstawowego nauczani
są postaw ciała zwanych z sanskrytu asanami oraz
technik oddechowych, którymi są pranayamy i sudarshan kriya. Asany zajmują szczególnie ważne miejsce
w hathajodze, która kładzie nacisk na dbałość o ciało,
zwraca uwagę na możliwość osiągania różnych stanów
świadomości odpowiadających poszczególnym pozy­
cjom (Eliade 1997: 241-250). Te hathajogiczne idee
wyznają także rzecznicy Nowej Ery (Hall 2001). Zdy­
scyplinowanie oddechu również zajmuje w jodze bar­
dzo ważne miejsce, podobnie jak w ascezach pozaindyjskich, gdyż wyraźnie ułatwia koncentrację (por.
Eliade 1997: 73-81). Pranayarnami określa się rytmicz-

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

narzuconym, zmiennym rytmie, a poprzedza się ją pranayamami. „Każda komórka oczyszcza się i wypełnia ży­
ciodajną energią. Daje to poczucie odrodzenia się cieleśnie,
umysłowo i emocjonalnie, poczucie wyniesienia na wyższy
poziom duchowy. Znowu potrafimy uśmiechać się z głębi
serca" (ulotka). Stan, którego doświadczają praktyku­
jący po trwającej około 1 godziny kriyi, określają za­
zwyczaj jako wyciszenie umysłu, mniejsze rozbieganie
myśli, wewnętrzny spokój, błogość wynikającą z samej
świadomości istnienia.
7

Podstawowy kurs Sztuki Życia jest o tyle niezobo­
wiązujący, że sam w sobie nie obliguje do zmiany stylu
życia ani do żadnych działań na rzecz stowarzyszenia.
Osoby po kursie po prostu znają i mogą praktykować
kriyę, przynajmniej jej 10-minutową wersję zalecaną
do codziennej porannej praktyki domowej (długą, go­
dzinną kriyę wykonuje się jedynie w grupie, pod okiem
nauczyciela). Z 8000 osób, które w Polsce ukończyły
podstawowy kurs Sztuki Życia, stosunkowo niewiele
kontynuuje praktyki. Ci, którzy się na to zdecydowa­
li, uczestniczą zwykle w tzw. kursach zaawansowa­
nych, odbywających się w różnych ośrodkach wypo­
czynkowych na terenie kraju. Polacy jeżdżą także
w tym celu do najbliższego zagranicznego centrum
Sztuki Życia w Bad Antogast w Schwarzwaldzie, gdzie
zwykle jest okazja zobaczyć się z mistrzem (Ravi Shankar przyjeżdża tam kilka razy w roku). Parę dni kursu
poświęca się głównie różnego rodzaju medytacjom,
obowiązuje dieta wegetariańska i , prawie cały czas,
całkowite milczenie, aby - jak mówią prowadzący całą uwagę kierować na zdobywane doświadczenia.
Program dla zaawansowanych mogą realizować nie­
liczni nauczyciele, w całej Europie działa ich zaledwie
kilku. Kursy tego typu odbywają się w Polsce nie czę­
ściej niż dwa razy w roku, zazwyczaj na wiosnę i na je­
sieni. Na niektóre przybywa sam Ravi Shankar, śred­
nia liczba uczestników wzrasta wtedy z około stu do
pięciuset - chcą poznać mistrza, przebywać z nim, po­
rozmawiać, posłuchać na żywo jego wykładów, odbyć
prowadzone przez niego medytacje.
8

K l u b Ś m i e c h u w Warszawie zachęca d o roześmiania się.
Fot. A n i e s z k a Kanabus

nie wykonywane, wydłużone wdechy i wydechy, które
w karby ujmują nieregularny rytm codziennego oddy­
chania. W jodze zwraca się uwagę na istnienie powią­
zania pomiędzy oddechem a świadomością. Pranayamy
ułatwić mają osiąganie i penetrację stanów świadomo­
ści na co dzień niedostępnych (ibidem: 70-71), za to
zmniejszających „zakres" nieświadomości człowieka,
jego niewiedzy. A to bardzo ważne dla jogi, która prze­
ciwstawia niewiedzę metafizyczną ostatecznemu wy­
zwoleniu, czyli poznaniu, rozpoznaniu boskości same­
go siebie (ibidem: 34-35). Ideę niewiedzy będącej
przyczyną marnej kondycji ludzkiej wyznają za swym
mistrzem osoby ze Sztuki Życia, jest to zresztą katego­
ria uwielbiona także przez inne grupy wpisujące się
w nurt New Age. Wzrost, rozszerzanie świadomości,
0 którym wiele mówi się w kręgach Wodnika, to zdo­
bywanie wiedzy o swej boskiej kondycji.
Wracając do praktyk oddechowych, których na­
ucza się na podstawowym kursie Sztuki Życia, to tech­
niką najbardziej rozreklamowaną, stanowiącą wręcz
gwóźdź programu kursu, jest sudarshan kriya. Jak po­
daje ulotka: sudarshan oznacza lepsze lub właściwe wi­
dzenie tego, kim się jest, a kńya to oczyszczające dzia­
łanie. Sudarshan kriya pomyślana jest jako metoda
oczyszczania komórek organizmu z nagromadzonych
toksyn biorących się z frustracji, ze zdenerwowania
5

6

1 lęków. Polega na oddychaniu w określonym, z góry
213

Sztuka Życia proponuje swoim uczestnikom (absol­
wentom kursu podstawowego) także inne kursy. Na
jednym z nich można nauczyć się opracowanej przez
Raviego Shankara techniki medytacyjnej zwanej Sahaj Samadhi. Praktykuje się ją w bardzo podobny spo­
sób do szeroko opisanej Medytacji Transcendentalnej
(por. w polskiej literaturze Doktór 1991, Lenart
1996). W ramach Sztuki Życia można także wysłuchać
komentarzy do starohinduskich Asztawakr lub wziąć
udział w kursie nauczycielskim. Wszystkie programy
organizowane przez stowarzyszenie są płatne. Cena
kursu podstawowego we wszystkich krajach, w któ­
rych działa Sztuka Życia, stanowi równowartość czwar­
tej części średniego miesięcznego zarobku. W Polsce
na początku 2001 roku wynosiła ona 250 PLN, a dla
osób powtarzających 50 PLN. Pewną część wpływów
zatrzymują prowadzący, reszta odprowadzana jest do
9

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

kasy Art of Living Foundation, skąd — jak utrzymują na­
uczyciele — pieniądze rozdysponowuje się na budowę
aśramów (ośrodków) na całym świecie, na inwestycje
w Indiach (szkoły przy głównym aśramie koło Bangalo­
re), działalność wydawniczą i dobroczynną (np. akcje
humanitarne w Afryce).
Wszyscy absolwenci kursu podstawowego mogą
brać udział w cotygodniowych spotkaniach, tzw. satsangach, podczas których odbywa się długą kriyę albo
przynajmniej wspólną krótką - w miejscowościach,
w których nie ma żadnego nauczyciela. Prowadzący
satsang czyta aktualną tzw. Kartkę Wiedzy, redagowa­
ną co tydzień przez Raviego Shankara i rozesłaną do
wszystkich ośrodków Sztuki Życia na świecie. Kartka
Wiedzy jest krótkim pouczeniem skierowanym do
uczniów, przypomina podstawowe zalecenia mistrza
i udziela porad. Czasami nawiązuje poetyką do Laotsy,
kiedy indziej jest przewrotna, przypomina raczej koany
zen . Uczestnicy satsangów śpiewają zwykle tzw. ba­
diany, krótkie sanskryckie frazy, powtarzane na okre­
śloną melodię. Ravi Shankar zaleca śpiewanie w sanskrycie, gdyż, jak często mówi, brzmienie tego staro­
dawnego języka porusza drzemiące w ludziach pokłady
nieświadomości, wzmagając ich tęsknotę do Boga; nie
jest tu istotna znajomość znaczeń poszczególnych
słów, wystarcza sam śpiew.
10

11

Niektóre osoby po kursie podstawowym z różnych
przyczyn nie spotykają się na co dzień z innymi uczest­
nikami Sztuki Życia, choć w zaciszu domu robią co­
dzienne praktyki i co jakiś czas biorą udział w kursach
zaawansowanych. Z drugiej strony są tacy, którzy sta­
rają się nie opuszczać ani jednego zgromadzenia.
W Warszawie satsangi odbywają się od początku dzia­
łalności Sztuki Życia w Polsce raz w tygodniu, w dzień
powszedni, w sali gimnastycznej jednej ze szkół pod­
stawowych. Bierze w nich udział przeciętnie około 100
osób. Dwie godziny przeznaczone na środowy satsang
starczają na przeprowadzenie oddechowych praktyk,
przeczytanie Kartki Wiedzy i paru ogłoszeń informa­
cyjnych, np. o planowanych kursach. Prowadzone są
jednak dodatkowe spotkania. Parę lat temu wynajmo­
wano inną salę gimnastyczną na niedzielne popołu­
dnia, a od zeszłego roku organizowane są dodatkowe
satsangi, mniej regularnie, w dużym prywatnym miesz­
kaniu. Jest wtedy czas na wspólny śpiew, praktyki me­
dytacyjne, odtworzony na wideo wykład mistrza,
ewentualne opowieści o przeżyciach. Poza konwencjo­
nalnymi kursami nauczyciele mogą realizować, w po­
rozumieniu z Ravim, własne pomysły, tzw. Warsztaty
Wiedzy. Jedna z nauczycielek prowadzi na przykład
cotygodniowe zajęcia z hathayogi, inna - spotkania po­
święcone czytaniu Bhagavad-gity.
Wspólne przebywanie na satsangacfi cementuje gru­
pę, zawierane są tu nowe znajomości, zawiązywane
przyjaźnie. Oficjalne wspólne spotkania znajdują swo­
ją kontynuację w spotkaniach nieformalnych. Odby­
wają się więc małe satsangi, w prywatnych domach.

214

Nieraz są to zwykłe zgromadzenia przy herbatce, cia­
steczku i plotce chyba z rozpędu tylko zwane satsangami, czasami jednak ktoś weźmie gitarę i śpiewane są
badiany, kiedy indziej znowu po prostu odbywa się
praktyki, nawet długą kriyę — jeśli w gronie bliskich
znajomych znajduje się nauczyciel. Poza tym życie to­
warzyskie toczy się najzwyklejszym torem: wspólne
wyjazdy w góry czy na Mazury, imprezy z tańcami, na
których nie brak zwykle jakichś znajomych spoza Sztu­
ki Życia. Konsolidacja grupy odbywa się jakby niechcą­
cy, ludzie zżywają się ze sobą poprzez częste spotkania,
wspólne przeżycia na kursach, jednakowe cele: szero­
ko pojęty rozwój duchowy, uspokojenie rozbieganych
myśli, uwolnienie się od stresów, czasem po prostu po­
prawa zdrowia. Żadna forma społecznej izolacji grupy
nie jest „odgórnie" narzucona, zalecana czy choćby su­
gerowana przez Raviego Shankara, a wręcz przeciwnie
- jednym z głośno wypowiadanych założeń stowarzy­
szenia jest zbliżanie do siebie ludzi ponad podziałami.
Sam fakt uczestnictwa w Sztuce Życia nie upoważnia,
przynajmniej w postulowanym odczuciu „sztukożyciowców", do wyrokowania o ludziach spoza stowarzy­
szenia jako o osobach w jakiś sposób gorszych, ułom­
nych przez brak dostępu do wiedzy z ust mistrza. Sztu­
ka Życia nie jest organizacją zamkniętą, jeśli za za­
mknięte uważać niektóre nowe ruchy religijne, o któ­
rych pisze Eileen Barker (1997). Jej uczestnicy są
otwarci, jeśli już nie na rozmaite sposoby oglądu świa­
ta, to przynajmniej na inne formy współczesnych „du­
chowych praktyk". Wprawdzie mistrz wyraźnie mówi
o samowystarczalności jego nauk - przekonuje, że su­
mienne stosowanie się do podawanych zaleceń dopro­
wadzi adepta do głębokiego przeobrażenia duchowego
- jednak wiele osób angażuje się w działalność innych
grup. Na przykład bardzo wiele osób ze stowarzyszenia
odbyło (przed lub po wstąpieniu w krąg „sztukożyciowców") inicjacje reiki; jest nawet w Sztuce Życia kil­
ku mistrzów reiki, zresztą bardzo aktywnie działających
na tym polu. Bardzo często ludzie ze stowarzyszenia
podpierają się naukami słynnego z licznych cudów
hinduskiego guru Sai Baby albo nieżyjącego już kon­
trowersyjnego mistrza Osho, niektórzy chętnie czytu-

Klub Śmiechu w Warszawie - reakcja przechodniów.
Fot. Anieszka Kanabus

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

ją publikacje z wodnikowych pólek (lubią pismo „Nie­
znany Świat", poważają książki Deepaka Chopry i Lo­
uise Hay, propagujących pozytywne myślenie). Wielu
też fascynuje się astrologią, choć sam Ravi radzi nie
sugerować się zbytnio przepowiedniami, gdyż - jak
twierdzi - można je zmienić żarliwością swego oddania
ponadjednostkowym celom, poprzez altruizm, służbę
innym. Zdarzają się też tacy, którzy traktują „sztukożyciowe" techniki po prostu jako rodzaj terapii, jako me­
todę na powrót do zdrowia fizycznego. Takie podejście
jest zresztą znaną przypadłością ludzi Zachodu, którzy
angażując się we wschodnie praktyki, na własną rękę
dopasowują je do swej bazy religijno-filozoficznej (por.
Sacha-Piekło 1995). Stąd poglądy osób ze Sztuki Życia
w odniesieniu do wielu spraw nie zbiegają się ze sobą,
pomimo że - jak by się mogło wydawać - powinny być
w miarę ujednolicone jako ukształtowane w grupie.

2. Doświadczenie jako rytuał
„Filozof dalby wam odpowiedź. Ale mistrz da wam do­
świadczenie. Nie będzie napychał wam głowy jeszcze
większą ilością wiedzy. Lecz da wam coś, przez co odkry­
jecie siebie - doświadczenie" (Ravi Shankar, wykład wy­
głoszony podczas kursu w Sobieszewie w 1993 roku).
Solidna analiza hermeneutyczna języka wypowiedzi
Raviego Shankara wykracza poza ramy tego artykułu.
W tym miejscu zwrócę jednak uwagę na to, jak mistrz
rozumie rolę filozofa - „dalby wam odpowiedź"• Ze spe­
cyficznego rozumienia filozofii Ravi nie tłumaczy się.
Nie tłumaczy się także ze znaczeń, jakimi obdarza sło­
wo „doświadczenie". Uczniowie sami uczą się rozpozna­
wać niektóre przeżycia jako doświadczenia właśnie.
Odwoływanie się do osobistych przeżyć jest hasłem
bardzo nośnym w dzisiejszym świecie ludzi żądnych wra­
żeń, skupionych na mocnym odczuwaniu (por. Bauman
1995a). Wypowiedź Raviego: „informacja jest jakby czyta­
niem z karty menu: tu spaghetti, tam szarlotka... ale do­
świadczeniem jest zjeść to" (wykład wygłoszony podczas
kursu w Sobieszewie w 1993 roku) może współcześnie
brzmieć jak zaproszenie, jak zachęta do przeżycia czegoś
niezwykłego. Z drugiej strony kierowanie uwagi adeptów

Przerwa między
praktykami
podczas satsangu.
Fot. A n d r z e j
Puszkowski

215

na doświadczenie jest charakterystyczne dla nowej reli­
gijności zmęczonej zinstytucjonalizowaną religią rządzącą
się sztywnymi regułami, odsuwa od Nowej Ery ewentual­
ne posądzenia o wyjątkowo jej niemiły dogmatyzm. Jak
wspomniałam, samo odbycie kursu podstawowego nie
przesądza jeszcze o późniejszym zaangażowaniu w prakty­
ki. Nauczyciele zalecają sumienne robienie kńyi przez
pierwsze 40 dni po kursie, aby ewentualnie dopiero wte­
dy zdecydować o przerwaniu praktyk. Przez niektórych
wręcz dobrze widziane jest ich przerwanie, aby praktyku­
jący na własnej skórze mogli doświadczyć różnicy w sa­
mopoczuciu: jak wyglądają dni, które zaczynają kriyąl czy
czują się spokojniejsi wewnętrznie? bardziej skoncentro­
wani? a jak się miewają w dni pozostałe?... Jak zauważy­
łam, na poziomie teoretycznych porad czy zaleceń prze­
kazywanych wprost kurs podstawowy oferuje niewiele.
Nauczyciele starają się nie głosić niczego ex cathedra, za­
miast do dogmatu odwołać się wolą właśnie do jednost­
kowego doświadczenia. Doświadczenie to może być
w Sztuce Życia rozumiane potocznie, jako pewien ekspe­
ryment odnoszący się do własnych odczuć i ich obserwa­
cji - jak w przypadku wykonywania codziennej kńyi lub
rezygnacji z niej. Ale też wielokrotnie daje się słyszeć od
sympatyków stowarzyszenia twierdzenia w rodzaju: ,Alc
był mocny kurs. Naprawdę, taaakie doświadczenia mia­
łam. .." [2]. Czym są w tym wypadku doświadczenia .
12

7

Adepci Sztuki Życia uczą się zwracać uwagę na od­
czucia obecne w trakcie wykonywania praktyk. Zdarza
się, choć nie jest to regułą, że pierwsze seanse długiej
kriyi obfitują w nieprzyjemne doznania fizyczne wszystkie członki drętwieją, w wielu częściach ciała
pojawiają się bóle lub uciski. Uczestnicy kursu relacjo­
nują także inne przeżycia, na przykład płacz, śmiech.
Zaleca się im przywiązywanie uwagi do wszelkich do­
znań, doświadczanie ich w skupieniu. Poczucie, że oto
dokonują się ważne procesy, jest dodatkowo wzmoc­
nione zakazem wykonywania długiej kriyi pod nie­
obecność nauczyciela, który by „czuwał" nad prakty­
kującymi. Podobne wymogi dotyczą zresztą niektórych
innych praktyk (np. medytacji z kursów zaawansowa­
nych) - spotkałam się z opinią, że wykonywanie ich
w samotności grozi bliżej nie sprecyzowanym niebez­
pieczeństwem. Przeżycia z pierwszych seansów kriyi,
lub relacje innych osób zaaferowanych swymi dozna­
niami bywają niezwykle sugestywne, trudno je zapo­
mnieć. Ale uczestnicy stowarzyszenia zachęcani są do
obserwacji wszelkich odczuć cielesnych obecnych
w trakcie praktyki (niezwykle w ten sposób dowarto­
ściowanych). W rezultacie doświadczeniem nazywają
nawet lekkie burczenie w brzuchu. Owe doświadczenia
nie są poparte teorią, tak jak sama forma praktyk (od­
dechy, medytacje) nie mają we współczesnej kulturze
społecznie zdefiniowanego znaczenia. Doświadczenia
wyniesione z kńyi powszechnie interpretowane są
przez adeptów Sztuki Życia jako oczyszczanie. Ale wie­
lu przeżyciom nadają znaczenie na własną rękę - kom­
ponują je ze strzępów tego, co usłyszą na ich temat od

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

nauczycieli, mistrza bądź innych uczestników stowa­
rzyszenia lub z tego, co sobie wyobrażą na podstawie
tego, co osobiście odczują. Tanya Luhrmann, pisząc
o współczesnym czarownictwie w Anglii, zwraca uwa­
gę na znikomą rolę tradycji, autorytetu zewnętrznego,
który - wedle klasycznych definicji rytuału - miałby
uprawomocniać zabiegi dokonywane przez dzisiejsze
czarownice (Luhrmann 1985). Badaczka koncentruje
się więc na procesie uczenia się poprzez rytuał, ekspo­
nuje rolę jednostkowych wyobrażeń. Myślę, że spo­
strzeżenia Luhrmann można odnieść do sytuacji
w Sztuce Życia. Aby powiedzieć o przyswajaniu treści
poprzez doświadczenie, posłużę się modelem rytuału,
jaki zaproponował Clifford Geertz.
W rozumieniu Geertza rytuał jest dwoisty. Z jednej
strony stanowi model światopoglądu (model of), który
za nim stoi, z drugiej - jest modelem dla tego światopo­
glądu (model for), kształtuje go. Uczestnicy rytuału przy­
swajają sobie stojące za nim treści (Geertz 1995). Adep­
ci Sztuki Życia uczą się właśnie w ten sposób, z przeżyć
doświadczanych na własnej skórze, a więc z doświadcze­
nia, które można rozumieć jako rytuał. Pokażę to na
przykładzie. Otóż mistrz zazwyczaj zbywa wszelkie pyta­
nia zadane wprost o reinkarnację - czy istnieje i jaki jest
jej mechanizm. Odpowiedzią jest tu sakramentalne:
„Bądź w teraz! Po co zaprzątasz sobie ghwę takimi pytania­
mi?" lub: „To bardzo obszerny i głęboki temat, gdybyśmy
zaczęli się weń wgłębiać, to na nic już nie pozostałoby cza­
su" (Shankar 1994a). Uczestnikowi Sztuki Życia infor­
macja o reinkarnacji nie jest dana wprost. Adept słyszy
jednak, jak od czasu do czasu mistrz stosuje terminolo­
gię sanskrycką, odwołuje się do Wed, do opowieści,
w których obecny jest motyw reinkarnacji, gdzie mowa
o karmie. Już na tej podstawie wyrabia sobie zwykle, na
własny użytek, jakąś opinię na temat istnienia i formy
reinkarnacji. Tymczasem parę lat temu Ravi zapropo­
nował nową praktykę - tzw. proces Eternity. I choć sa­
ma nazwa na to nie wskazuje, polega on na (sic!) cofa­
niu się do przeszłości, aż poprzednich wcieleń. Obser­
wacja wydarzeń, które wtedy zaszły, ułatwić ma zrozu­
mienie dzisiaj powielanych schematów myślowych czy
też wzorców zachowań, a w konsekwencji - ich akcep­
tację świadczącą o poradzeniu sobie z nimi. Po wykona­
niu określonej sekwencji oddechów osoba poddana
procesowi Eternity po prostu opowiada prowadzącemu,
co czuje lub widzi, idąc za jego sugestiami i cofając się
dalej i dalej do wcześniejszych żyć. Mistrz dokładnie nie
wyjaśnia mechanizmu procesu ani nie sugeruje, jakoby
jego uczniowie w trakcie sesji - choćby na poziomie do­
znań, jeśli już nie poprzez spekulację intelektualną sięgnęli głębi tajemnicy reinkarnacji, nie formułuje żad­
nych ogólnych praw na jej temat. Jednak poddający się
procesowi bardzo sugestywnie ją odbierają. Indywidual­
ne doznania pozostawione są jednostkowej ocenie, in­
terpretacji, stają się - jak u Geertza - modelem dla two­
rzonych treści. Bardzo zindywidualizowanych, ale prze­
żytych, doświadczonych w rytuale, w procesie Eternity.
u

216

Zatem adept Sztuki Życia wykonując praktyki, któ­
re zorganizowane są wokół doznań cielesnych, internalizuje pewne treści. Nie są to jednak sztywne regu­
ły, nie jest to żaden podszywający się pod doświadcze­
nie nowy dogmat. Aby przybliżyć, czym one są, zwrócę
uwagę na elementarną dla Sztuki Życia sakralizującą
rolę zabawy, śmiechu.

3. Świętowanie każdej
chwili życia
Świat religijny wyznawcy wodnikowych idei określa
się mianem patchworku zs2ytego z niezliczonych, oswo­
jonych przez niego fragmentów tradycji (por. Kubiak
1999b). Uczestnik Nowej Ery świadomy jest wielości,
w której przyszło mu przebierać. Już sama ta świado­
mość rodzi w nim pewien dystans, dzięki czemu potrafi
patrzeć trochę z przymrużeniem oka na pretendujące
do uniwersalizmu systemy religijne, z których dla siebie
przyjmuje zaledwie skrawki. Świadomy relatywizmu
niejednokrotnie zdobywa się także na dystans w stosun­
ku do własnych, pozlepianych z fragmentów, przeko­
nań. „Niemożliwa jest dzisiaj tylko pozycja klęczna, w peł­
nym powagi szacunku dla sacrum, jaką wyrażają i jakiej
domagają się na przykład święte obrazy w tradycyjnych
sanktuariach. Postawa ponowoczesna jest wobec sacrum
Żartobliwa, a bywa nawet bluźniercza (według dawnych
kanonów), co nie musi oznaczać desakralizacji. (...) No­
wej wrażliwości bliższy jest śmiech, choć nie musi to być
śmiech szyderczy, lecz serdeczny" (Kubiak 1995: 317).
Żartobliwe, lekkie podejście do wyznawanych prawd re­
ligijnych jest doskonałą formą przeciwstawienia się za­
sadom wymagającym pełnego powagi posłuszeństwa
kojarzonego za zinstytucjonalizowaną religią. Doskona­
le też wpisuje się we współczesność, dla której znamien­
ne jest umiłowanie zabawy w poszukiwaniu przyjemno­
ści. Obcowanie z wodnikowym absolutem jest sprawą
przyjemną (por. Hall 2001), a spotkania, warsztaty, ini­
cjacje odbywają się zwykle w atmosferze wesołości.
Żywiołowy śmiech zajmuje ważne miejsce w prakty­
kach stowarzyszenia Sztuka Życia. Ravi Shankar zale­
ca częste uśmiechanie się, zewnętrzny uśmiech na
twarzy, aby pobudzić wnętrze adepta, jego samego do
uśmiechu. Nieważne, że można nie mieć nań ochoty.
„Udawaj, aż się uda!" - powtarza mistrz („Fake it until
you make it!"). Podczas kursu zaleca, w ramach ćwicze­
nia, rozsiewanie uśmiechu wszędzie dookoła. „Uśmie­
chajcie się do drzew, do ludzi... No, może lepiej do drzew,
bo uśmiechając się do ludzi, oczekujecie odwzajemnie­
nia..." (kurs w Bad Antogast, sierpień 1997 г.). I nie
chodzi tylko o uśmiech, ale także o głośny śmiech:
„Prawdziwą modlitwą jest śmiech o poranku" (Shankar
1996: 75). Mistrz zaleca, w ramach codziennej prakty­
ki, śmiać się na głos przez 10 minut zaraz po przebu­
dzeniu, gdyż jak twierdzi, śmiech o poranku wprowa­
dza pogodne nastawienie na cały dzień.. I najlepiej
śmiać się z niczego, po prostu: śmiać się. Już sam

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

uśmiech rozluźnia większość mięśni twarzy, a podczas
śmiechu organizm wydziela endorfinę - tłumaczy Ra­
vi - która zapobiega zachorowaniom na raka. Jed­
nym z pomysłów mistrza jest organizowanie Laughing
Clubs, Klubów Śmiechu, do których zachęca przyjmo­
wać osoby spoza Sztuki Życia. Polegają one na spotka­
niach w miejscach publicznych (na przykład na przy­
stankach autobusowych) i wspólnym głośnym śmie­
chu bez żadnego powodu. Jestem pełna podziwu dla
osób, które rzeczywiście potrafią na dany sygnał zata­
czać się ze śmiechu - a tacy w Sztuce Życia się zdarza­
ją. Starą prawdą jest, że szczery śmiech bardzo trudno
nakazać jakimś odgórnym rozporządzeniem, tymcza­
sem zadziwiająco często rozbrzmiewa on na kursach,
szczególnie zaawansowanych, na satsangach, niemal
zawsze słychać go tam, gdzie zbierze się grupka osób
związanych ze stowarzyszeniem.
14

Czas, który uczestnicy Sztuki Życia przeznaczają na
kursy, wygospodarowany jest z codzienności poświęco­
nej pracy. Można zatem uznać, że kursy stanowią skła­
dową kultury czasu wolnego w rozumieniu, jakie jej na­
daje Edgar Morin: „W czasie wolnym wykonuje się te
prace, które dają poczucie osobistego zaangażowania, od­
powiedzialności, a nawet wynalazczości" (Morin 1965:
64). Czas wolny wypełniony jest przez rozrywkę. Kursy
Sztuki Życia są rozrywką, relaksem w gronie dobrych
znajomych. Zresztą swych uczestników często przycią­
gają właśnie ofertą dobrej zabawy. Roger Caillois doko­
nując rozróżnienia gier i zabaw podzielił je na agon,
alea, mimicry oraz ilinx (Caillois 1997). Wydaje mi się,
że w gronie osób ze Sztuki Życia spośród wszystkich
obecnych tam rodzajów zabaw na plan pierwszy wysu­
wa się zdecydowanie ilinx. Ilinktyczne zatracenie się
jest rzeczą postulowaną, uwielbianą i niejednokrotnie
relacjonowaną przez uczestników kursów - chodzi
o poczucie rozpłynięcia się we wszechprzenikającej mi­
łości, boskości. Poza tym śmiech ma ilinktyczną natu­
rę, a w trakcie programów Sztuki Życia, przede wszyst­
kim zaawansowanych, oraz - co częste - w następują­
cych po nich dniach, ludzie śmieją się szczerze i nie­
przerwanie. Trudno mi wyjaśnić przyczynę tego śmie­
chu. Pewną podpowiedzią jest tu zapewne oświadcze­
nie Kanta: „Śmiech jest afektem [którego źródłem jest] na­
glą przemiana napiętego oczekiwania w nicość" (Kant
1964: 271). Bo uczestnicy programów stowarzyszenia,
a szczególnie spotkań z charyzmatycznym Ravi Shankarem opowiadają, że często jadą na kursy z głową peł­
ną problemów, obaw, pytań o przyszłość i nagle w trak­
cie programu okazuje się, że w obliczu zdobytych do­
świadczeń medytacyjnych, w obliczu nieskończoności
całego istnienia te ich pytania mało ważą. Spontanicz­
ną reakcją jest wtedy śmiech. „Zawsze przed spotkaniem
Z Gurudżi [tytuł grzecznościowy, którym obdarzają mi­
strza jego uczniowie - D.H.] mam tak wiele pytań, ale
potem, jak już koh niego siedzę, mam po prostu pusty leb
[sic! cóż za dosłownie wyrażona „nicość"! - D.H.],
wszystkie prytania znikają, są takie mało istotne... Na­

217

prawdę, nie pozostaje nic innego, jak tylko się śmiać!" [3]
- opowiada częsta bywalczyni aśramu w Schwarzwal­
dzie. Słyszałam kilkakrotnie, jak na szczególnie roze­
śmiane osoby mówiono, iż „są w amoku", co znowu od­
syła do kategorii ilinx. Pewien astrolog z kręgów Sztuki
Życia sam zresztą zaproponował rozumienie wszelkich
religijnie nacechowanych zachowań człowieka jako
wyrazicieli ilinktycznych skłonności ludzkich: zwrócił
uwagę, że odpowiada za nie Neptun, ta sama planeta,
która oddziałując negatywnie prowadzi do nałogów,
przede wszystkim do narkotyków [4].
Roger Caillois widział zabawę jako czynność równo­
ległą do życia ludzkiego, znajdującą się „na margine­
sie" codzienności - w odniesieniu do zabaw Sztuki Ży­
cia tym marginesem byłby czas wolny, o którym pisał
Morin. Wydaje mi się jednak, że takie widzenie wodnikowej zabawy nie wystarcza, aby ją zrozumieć. Jeden
z asystentów, być może przyszły nauczyciel, opowie­
dział m i taką oto historyjkę: Pewnego razu do mistrza
przybył uczeń z prośbą o błogosławieństwo na przy­
szłość, postanowił bowiem sam nauczać innych. „Do­
brze" - rzekł na to mistrz. - Musisz tyłko pamiętać o jed­
nej rzeczy.-- „Tak, tak, wiem! - przerwał mu uczeń. Muszę pamiętać, że wszystko, czego nauczam, jest bez­
sprzecznie prawdziwe". „Nie - łagodnie odparł mistrz. Musisz pamiętać, że to wszystko w każdej chwili okazać
się może nieprawdą" [1] (por. de Mello 1992а: 82).
Uczestnicy Sztuki Życia, przynajmniej teoretycznie,
odżegnują się od ambicji nieomylnego orzekania o rze­
czywistości. Jednak w praktyce nie zawsze jest to ła­
twe. Na przykład zachęcanie ludzi spoza Sztuki Życia
do uczestnictwa w kursach podstawowych przerodzić
się może czasem w gorliwe nawracanie podszyte nadę­
tym poczuciem posłannictwa, przejęciem się misją na­
wrócenia świata. Ravi Shankar proponuje więc reme­
dium na taką przypadłość: śmiech ze wszystkiego. Le­
karstwo to oferuje zresztą wszystkim, którym doskwie­
ra mniejsze lub większe poczucie własnej ważności,
nieomylności.
Wodnikowy śmiech to dystans, powiązany, jak sądzę,
ze spostrzeżeniem, że nie ma żadnej Prawdy przez duże
„P", że zawsze jest to lokalna, mała prawda istniejąca

S p o t k a n i e uczestników S z t u k i Życia w p r y w a t n y m
mieszkaniu. Fot. A n d r z e j Puszkowski

Dorota Hall * GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

o tyle, o ile godzą się na nią i się nią przejmują konkret­
ni ludzie. Nie jest to nawet „sztukożyciowa" prawda,
tylko taka indywidualnie odczuwana, jednostkowo obo­
wiązująca. „Podoba mi się dystans, na który potrafisz się
zdobyć wobec Gurudżi i tego, co się tutaj dzieje" - powie­
działam kiedyś do znajomego, od lat głęboko zaangażo­
wanego w praktyki Sztuki Życia. „Bo nie można być fana­
tykiem - odpowiedział. - ]a tam od Gurudżi i tak dosta­
łem tyyyle i biorę, co się da. A grunt to nie być fanatykiem"
[5]. W czasach, gdy niemodne stało się mówienie
o Prawdzie, Porządku, Postępie (Bauman 1995b), to co
nazbyt poważnie, górnolotnie brzmi, osłabiane jest
śmiechem. Śmiech nie pozwala na żadne tam czarno-białe widzenie świata (pojawiające się w ideologii nie­
których nowych ruchów religijnych, por. Barker 1997),
na uparte obstawanie przy swoim. Fanatyzm nie jest
dziś w cenie. A w Sztuce Życia nie tyle jest krytykowa­
ny, ile wyśmiewany właśnie. Śmiech wzbudzają osoby,
które nazbyt gorliwie, czy też z poważną miną, przykła­
dają się do praktyk, zapominając przy tym o całym prze­
jawionym świecie. „Oszołomy" - mówi się o takich,
a ich sposób bycia określa się „oszołomstwem".
15

Ravi Shankar często i dużo mówi o potrzebie zaba­
wy, śmiechu. Sam nie wyrokuje niczego z wysokości
swego tronu, raczej z humorem przekazuje swą wiedzę,
cały czas sprytnie unikając niebezpieczeństwa popadnięcia w nienawistny Nowej Erze dogmat. „Nie mowie
nigdy, aby nie popełniać żadnego błędu. Powtarzam zwy­
kle: rób przynajmniej jakieś nowe błędy. Miej ich różnorod­
ność" (Shankar 1996: 79). Przekora mistrza sięga na­
wet zaleceń dotyczących wykonywanych praktyk: „Na­
wet twoje duchowe praktyki nie powinny ciążyć ci zbytnio
na głowie" (Shankar 1996: 150). Zresztą uczniowie
wyciągają z tego wnioski: pewnego razu dwie dziewczy­
ny wymyśliły nową praktykę mającą rzekomo natych­
miast poprawić samopoczucie, polegającą na cokol­
wiek komicznym poruszaniu ciałem. Bawiły się setnie,
pokazując ją innym ludziom, z zaznaczeniem, że jest to
najnowsza technika opracowana przez mistrza. Anna
Kubiak, omawiając ruch Hare Kryszna, pisze o istnie­
niu communitas drugiego stopnia, nazwanego tak przez
nią dla oznaczenia spontanicznego nurtu życia społecz­
ności bhaktów, w którym jest miejsce na żarty, pod­
śmiewanie się z autorytetów, omijanie lżejszych naka­
zów. Communitas drugiego stopnia w ISKCON petni
funkcję kompensacyjną, pozwalając przetrwać w ruchu
jednostkom trudniej znoszącym podporządkowanie się
(Kubiak 1997). Uważam, że w przypadku Sztuki Życia
nie można mówić o potrzebie istnienia tego rodzaju
wentylu bezpieczeństwa. Tutaj śmiech, żarty pozostają
w głębokiej harmonii z naukami mistrza i nurtem pod­
ziemnym płyną o tyle tylko, o ile przedrzeźniają kon­
kretne osoby i przed nimi się ukrywają.
16

Są oczywiście w Sztuce Życia mniejsi i więksi wesoł­
kowie. Na ich żarty wystawione są przede wszystkim jak to zwykle bywa - osoby będące „na świeczniku",
a więc ludzie pełniący ważniejsze funkcje w ramach
218

stowarzyszenia. Żadnego oddawania czci ani przesad­
nego posłuszeństwa nie wymaga od swych uczniów Ra­
vi Shankar, tym bardziej więc nauczycieli nie obdarza
się zbytnimi łaskami. Uczestnicy Sztuki Życia śmieją się
z nich tak, jak dzieci śmieją się z belfrów w szkole. Tu
każdy powód dobry jest do śmiechu. „Co oni tam tak
długo robią?" - zapytywaliśmy siebie, czekając pod po­
kojem, w którym mistrz odbywał spotkanie ze wszystki­
mi polskimi nauczycielami w trakcie kursu zaawanso­
wanego. „Pewnie Gurudżi rozdaje im teraz puzzle i mówi,
żeby dużo układali, to może powiększy im się iloraz inteli­
gencji" [5] - odpowiedziała jedna z osób, prowokując
śmiech pozostałych. Wielu uczniów zachowuje też ra­
dosny dystans w stosunku do samych nauk, niezależnie
od tego, z czyich ust wychodzą. Zdarza się więc, że au­
torem prześmiewanej wypowiedzi jest Ravi Shankar,
albo jego nauka przekazywana przez nauczyciela. Na
przykład o tym, że ludzkie wady nie są stałymi właści­
wościami - istnieją wtedy, gdy je zauważymy, a zauwa­
żyć je możemy tylko w stanach stresu, przemęczenia,
które nie są ludzką „prawdziwą naturą". Jeden z regu­
larnych uczestników kursów zaawansowanych słysząc
to po raz kolejny śmiał się w głos, że w takim razie jego
wrodzona wada wzroku, krótkowzroczność, to objaw
stresu, zmęczenia [6]. Ciekawe, że osoby, które w Sztu­
ce Życia już się zadomowiły, zazwyczaj lekko podchodzą
do kursowych zasad. Niektórzy nie w pełni przestrzega­
ją milczenia, inni wyśmiewają i tak nieliczne obowiązu­
jące reguły. Choćby noszenie plakietek z imionami,
które przypina się do ubrania, aby łatwiej zapamiętać,
kto jak się nazywa (w Sztuce Życia wszyscy zwracają się
do siebie po imieniu). „Idiotyfikator" - śmiejąc się okre­
ślił taką wizytówkę pewien chłopak [5].
Śmiech, wesołość - to zalecany przez Raviego
Shankara sposób podchodzenia do całego życia. Jedna
z jego książek nosi tytuł „God Loves Fun" (1996). Gło­
si w niej: „Baw się, gdyż Bóg kodia zabawę!" Zachęca
swoich uczniów do traktowania życia właśnie jak bez­
troskiej zabawy, pełnej radości i śmiechu. Sam mistrz
prezentuje sobą bardzo zabawowy styl bycia. Bez prze­
rwy żartuje, błaznuje. Jest przeciwieństwem surowego
guru, przed którym uczniowie czuliby respekt grani­
czący z bojaźnią. W Sztuce Życia traktują go raczej jak
maskotkę. I nazywają pieszczotliwie: Gurudżiczek,
Gurudżinek, Shankarek; czasami: „nasze kochane sło­
neczko" itd., itp., obdarowują prezentami i z rozmiło­
waniem patrzą, jak cieszy się, gdy je otwiera, przykla­
skują każdej śmiesznej minie, jaką wygłupiając się zro­
bi podczas wykładu. Szczególnie podziwiają jego umie­
jętność pełnego zaangażowania w zabawę, zachowy­
wania uśmiechu w każdej sytuacji. Z zachwytem opo­
wiadają na przykład o pobycie mistrza w aśramie w Bad
Antogast: w zimie, w górach, mistrz zjeżdżał na san­
kach, tarzał się w śniegu, przewracał się, „po prostu ba­
wił się jak dziecko, tak na całego, w stu procentach" [7].
Zachowanie Raviego przywodzi na myśl postać błazna.
A błazen sytuuje się na przeciwległym biegunie wobec

Dorota Hall * GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

figury kapłana - zachowawczego, konserwatywnego,
dogmatycznego. I pomiędzy nimi nigdy nie dojdzie do
ugody (Kołakowski 1959). Wprawdzie mistrz niektó­
rych błazeńskich cech nie posiada, nie bywa cyniczny
ani złowrogi, w odczuciu uczniów niesie pomoc, ale
nigdy zgubę (por. Sznajderman 1998: 49), lecz można
powiedzieć, że jest istotą wyłączoną dzięki urzeczy­
wistnieniu w sobie wszechprzenikającej boskości
niepozwalającej już mówić o tożsamości (por. Sznaj­
derman 1998: 47, Słowiński 1993: 107). I bardzo czę­
sto ucieka się do humoru, śmiechu, przewrotnych wy­
powiedzi i nieprzewidywalnych zachowań, co daje mu
niczym błaznowi właśnie „rzadki przywilej i szansę od­
krywania ludziom prawdy o nich samych, o ich świecie
i panujących w nim porządkach" (Słowiński 1993: 53).
17

Oto jedna z licznych przypowiastek Raviego Shan­
kara utrzymanych w zabawowym tonie: „Głupcy spra­
wiają, że się śmiejesz- Głupcy utrzymują cię w szczęśliwo­
ści. Głupcy są bardzo niezbędni. Bóg jest zmęczony mą­
drymi ludźmi. Podobają mu się głupcy. Uwiełbia głupców.
Nawet praca samego Boga jest bardzo głupia. Dłaczego
sprawia, że każdej jesieni Uście łecą z drzew? Robi to po
raz kołejny i znowu, w kółko i na okrągło. Drzewo jest
zmęczone gubieniem liści, schnięciem, a potem wypuszcza­
niem nowych liści, rok w rok, wciąż i od nowa. Stwórca
jest złym ekonomistą. Zupełnie nie zna się na ekonomii"
(Shankar 1996: 138). Mistrz-błazen nie waha się
twierdzić, że sam Bóg jest szalony. I zachęca swych
uczniów do przyjęcia postawy głupca. Odwołuje się do
tych wzorów religijności, które obłęd traktowały jako
nośnik mądrości bożej i do tych, które nad intelektu­
alną spekulację daleko wyżej stawiały prostotę. Stąd
obok metafory głupca w nauczaniu Raviego pojawia
się często figura dziecka. Zresztą obydwie postaci
w dobie kryzysu paradygmatu racjonalistycznego na­
brały szczególnego znaczenia, stając się znakiem jego
kontestacji. Od lat sześćdziesiątych odwoływali się do
nich sławni, licznie przybywający na Zachód nauczy­
ciele ze Wschodu (szczególnie buddyzmu zen, np.
Thich Nhat Hanh 1991). Jeśli chodzi o postać dziec­
ka w naukach Raviego, to nie chodzi mu o zwykły po­
wrót do dziecięcego sposobu myślenia. Zwraca raczej
uwagę na niewinność w postaci świeżości postrzega­
nia, nieulegania przed-sądom, unikania stwarzania
opinii. Wzrastając, zatraciliśmy zdolność przyznawa­
nia się do własnej niewiedzy, zwyczajnego stwierdza­
nia: „nie wiem" - głosi Ravi Shankar - zresztą pewną
wiedzę w ciągu życia zdobywamy. Wejście w stan
dziecka polegałoby w tym kontekście na transformacji
zdobytej wiedzy w ponowne „nie wiem", tym razem
poparte doświadczeniem, pełne radości będącej wyra­
zem zadziwienia (zob. np. Shankar 1994a).
Dworski błazen demaskował gry toczone na jego
dworze (Słowiński 1993). Z kolei Ravi Shankar widzi
całe życie człowieka jako grę. „Przypuśćmy, że uczestni­
czysz w jakiejś grze. Gdybyś mógł wiedzieć z góry, czy
przegrasz, czy wygrasz, czy ta gra zachowałaby dla ciebie
219

jakiś urok? Czy dobrze byś się bawił? Masz się bawić i tuż
przed grą w stu procentach wiesz, że wygrasz - nie będzie
uroku w takiej grze. I ta sama gra... i znów z góry wiesz
w stu procentach, że przegrasz; też nie będzie taka gra
miała dła ciebie uroku. Gra jest urocza, gdy masz uczucie
«nie wiem». Kiedy nie znasz Z góry rezułtatów, cieszysz się
Z każdej chwiłi takiej gry. Zycie na tej płanecie jest niczym
więcej niż taką grą. Bóg chce, żebyśmy w każdej chwiłi bawiłi się i radowali każdym posunięciem w życiu" (Shan­
kar 1994b). Jak widać, kategoria zabawy i gry, którą
posługuje się Ravi Shankar, nie przystaje do uporząd­
kowań Rogera Caillois (1997). Pokrywa się raczej z jej
rozumieniem przez Johana Huizingę (1967) i jego
kontynuatorów, którzy kulturę widzą jako grę. Nie dzi­
wi to zbytnio, skoro pada z ust mistrza podpierającego
się tradycją jogi, w której cały świat widziany jest jako
maja, gra pozorów, ułuda kosmiczna. Ravi Shankar
proponuje jednak coś więcej: lekką, przepełnioną
śmiechem zabawę z tą grą. Zachęca do pozbawionej
powagi gry, która odnosiłaby się do samej gry życia
(coś na kształt metagry). Wodnikowa zabawa jest
wszechogarniająca, daleko odbiega od zabawy na
kształt hobby uprawianej w czasie wolnym.
Skoro życie jest grą, znaczy to, że nie należy trakto­
wać go nazbyt poważnie - takie jest rozumowanie Ra­
viego. „Po prostu uśmiechaj się, śmiej się. Zycie nie ma
Żadnego cełu, posłannictwa. To gra. To zabawa. Zycie nie
ma przesłania. Samo życie jest wyrazem radości. Nie ma
w nim nic, co musiałbyś robić. Wszystko jest już zrobione
przez Wiełki Umysł" (Shankar 1996: 125). Rozbrzmie­
wający wśród uczestników Sztuki Życia żywiołowy
śmiech można zatem interpretować w duchu bergsonowskim jako reakcję na kontrast powstający, gdy za­
chowanie ludzkie objawia cechy mechanizmu, który
jest przeciwieństwem ludzkiej celowej żywej działalno­
ści (Bergson 1995: 29). Przypuszczam bowiem, że zda­
rza im się rozpoznawać własne życie jako pewien me­
chanizm („Mówię ci, jakie to są niesamowite schema­
ty. .." [3]), jako grę zachowań, które być może są moc­
no zdeterminowane, jak chciałaby na przykład popu­
larna w tych kręgach astrologia: to przeznaczenie
(a może Wielki Umysł) mechanicznie ciągnie za
sznurki ludzi-marionetki. Zauważają wtedy, jak nie­
wiele znaczą ich codzienne dążenia, wszelka „celowa
działalność". Śmiech jest w tej sytuacji jedyną rzeczą,
która pozostaje, jedyną odpowiedzią na grę życia.
Uczniowie zachęcani są do prostego radowania się
każdą chwilą. Zycie pełne jest przeróżnych wydarzeń,
niektóre są przyjemne, a inne nie, nie należy jednak
zbytnio się nimi przejmować, wystarczy je obserwować
i po prostu cieszyć się tym, że zachodzą - naucza Ravi
Shankar. Już w trakcie kursu podstawowego pada pro­
pozycja, aby wszelkie problemy traktować jak przygody.
Zazwyczaj uczestnicy Sztuki Życia rzeczywiście z humo­
rem podchodzą do drobniejszych zmartwień. Śmiejąc
się opowiadał mi ktoś, jak pewnego razu bardzo zde­
nerwował go małżonek [7], albo jak wielkiego pecha

Dorom Hall * GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

miał przez cały dzień, w którym nic nie mógł załatwić,
bo a to samochód się popsuł, a to autobus uciekł [3].
Sympatycy stowarzyszenia żartują też na temat pew­
nych praw, według nich obowiązujących w życiu. Roz­
powszechnionym przekonaniem jest na przykład, że
osoby zajmujące się rozwojem duchowym, a więc takie,
którym bliżej do realizacji w postaci oświecenia, nara­
żone są na bardzo wiele przeróżnych wydarzeń, aby
mogło dopełnić się prawo karmy, aby tym samym mo­
gli zakończyć pasmo wcieleń. Słyszałam więc, jak pew­
na dziewczyna śmiała się do drugiej: „Och, jak to dobrze
być na duchowej ścieżce, tyk karmy się spala, wszystko tak
szybko zaczyna kcieć, tyk zmian, tyk rzeczy trzeba prze­
robić w jednym życiu, że z jednym facetem tego zrobić się
nie da!" [8]. Innym rozpowszechnionym sądem jest
przekonanie o zdeterminowaniu zdarzeń. Skoro coś się
stało, to znaczy, że stać się musiało, „tak miało być".
„Ależ. mnie zasłoniłaś na tym zdjęciu!" [Ą] - z udawaną
pretensją w głosie powiedział uczestnik Sztuki Życia do
swej koleżanki. „He, widocznk tak miało być..." [9] śmiejąc się odpowiedziała mu ona. „O rany, cóż to za
strasznie sztukożyciowe tłumaczenie..." [7] - dodatkowo
podsumowała jej wypowiedź jeszcze jedna osoba, pod­
trzymując ogólną wesołość zebranych. Inaczej jednak
rzecz wygląda, gdy przychodzi komuś mierzyć się
z większymi życiowymi problemami, ze zmartwieniami
przerastającymi jego możliwości wesołego zdystanso­
wania się. Ravi Shankar zaleca w takich przypadkach
uważne obserwowanie problemu i własnych reakcji
(a nie ucieczkę od nich - „im bardziej odpierasz, tym
bardziej napiera" - głosi nauka z kursu podstawowego),
co w konsekwencji ma doprowadzić do głębokiej ak­
ceptacji zaistniałego stanu rzeczy. Jest zdecydowanym
przeciwnikiem tzw. pozytywnego myślenia. „Nie wałcz
Z uczuciami, jeśli czujesz się przygnębiona, nie leć od razu
do lekarza" (Shankar 1996: 97).

Całe życie uczynić świętowaniem? Eliade pisze: „Świę­
ta odbywają się w czasie sakralnym, tzn. (...) w wieczności"
(Eliade 1993: 382). W wieczności, czyli w bezczasowości,
w wiecznej teraźniejszości sprzeciwiającej się czasowemu
trwaniu. Świętowanie każdej chwili życia jest zatem cią­
gle tym samym zaleceniem mistrza, które każe z jednej
strony bawić się, a z drugiej właśnie być w wiecznej teraź­
niejszości. Tymczasem do głowy ciśnie się myśl, że jeśli
wszystko jest świętem, to nic nim nie jest, że przecież
„święto jest tempus kat'eksochen, czasem «wyodrębnionym» z całości trwania jako szczególnie potężny" (van der
Leeuw 1997: 344), potężny, bo uobecniający - jak u Eliadego (1993) — rzeczywistość mityczną, rajską. Zalecenie
„świętuj każdą chwilę życia" wydaje się wewnętrznie
sprzeczne, ale jest to sprzeczność pozorna jeśli uznać, że
w zasadzie człowiek żyje w rzeczywistości rajskiej. A to
właśnie sugeruje Ravi Shankar: „«Chcę coś zdobyć. Chcę
coś zdobyć». A co zrobiłeś z tym wszystkim, co osiągnąłeś' do
tej pory? Dokąd cię to zaprowadziło? Nic do zyskania, nic do
stracenia. Świat jest miejscem na wypoczynek. Przyszedłeś'
tutaj, aby odpocząć, nk aby coś robić. Przez swoje działanie
ani nie przypodobujesz się Bogu, ani się od niego nie odwra­
casz. Jest takie powkdzenie w sanskryck: «Mój prawdziwy
dom jest w Nkbk. Przychodzę tu, aby odpocząć». Przysze­
dłem na świat, aby odpocząć i bawić się, przyglądać się i widzkć, co się tu dzkje. W świeck po prostu bądź świadomy
i czujny i oglądaj wszystko, co dzkje się dookoła ckbk. To
świetna zabawa" (Shankar 1996: 149). Zbawienie leży
zatem w zasięgu ręki: ludzie są święci, tylko muszą to so­
bie uświadomić, żyją w raju, tylko powinni sami odkryć
to w doświadczeniu teraźniejszości.
18

Śmiech zalecany jest jako praktyka i - powiązany z do­
znaniami cielesnymi - na wzór innych praktyk z progra­
mu kursów staje się doświadczeniem, rytuałem. Wyrasta
ze spostrzeżenia paradoksu życia lub życiowych sytuacji,
wyraża przeświadczenie o nieadekwatności ludzkich dą­
żeń w stosunku do rzeczywistości rajskiej, w której czło­
W częstym przywoływaniu przez Raviego Shankara
wiek jest zanurzony. W tym sensie stanowi model of, jest
figury dziecka chodzi między innymi o wskazanie na
modelem prawd, które za nim stoją. Adept Sztuki Życia
dziecięce zaangażowanie w wykonywaną czynność, ro­
zataczając się ze śmiechu może je traktować lekko, jest
bienie wszystkiego „na sto procent", a więc w skupieniu
w nich jednocześnie zawarte pewne minimum powagi na chwili obecnej, na teraźniejszości: „Może zdarzało się
ostatecznie nie dałoby się żyć bez narracji. Sposób widze­
wam obserwować dzieci, sześciomksięczne lub roczne. Za­
nia świata, który uczestnik stowarzyszenia nabywa, nie
uważyliście, jak się śmieją? [sic! znowu mowa o śmiechu D.H.] Kiedy się śmieją, сак ich ciało skacze i podskakuje. pretenduje jednak do rangi metanarracji. Śmiech w spe­
cyficzny sposób działa na optykę zaangażowanego w ro­
Śmiech nie wydobywa się po prostu z ich ust. Każda komór­
ześmianie - realnie osłabia wszelką stanowczość. Wy­
ka ich ciała się śmieje. Chichoczą, śmieją się i skaczą. Tym
obrażenia kształtowane w doświadczeniu śmiechu, rytual­
jest właśnie oświecenie" (Shankar 1996: 76). Zaangażo­
nym model for, dzięki samej naturze owego doświadczenia
wane w zabawę dziecko skupione jest na teraźniejszości.
relatywizują treści wyniesione z innych rytuałów (które
W tym miejscu, w metaforze dziecka właśnie, zbiegają
zresztą same w sobie były bardzo zindywidualizowane,
się podstawowe zalecenia Raviego Shankara: „Bądź
w teraz!" oraz „Baw się!". Bawić się powinniśmy w każ­ niepewne siebie, jak te uformowane w Eternity). Dodat­
kowo sam guru Ravi Shankar zachowuje się jak błazen,
dej chwili, wykonując wszelkie czynności - mówi Ravi
Shankar - czy to śpiewając na satsangu, czy krzątając się nie posiada więc mocy budowania ostatecznych, tłuma­
czących wszystko teorii. Autorytatywnemu głoszeniu je­
po domu, czy wykonując codzienną pracę zawodową.
dynej Prawdy jest biegunowo przeciwny serdeczny, ży­
Mistrz często powtarza zalecenie, aby świętować każdą
chwilę życia. „Сект Art of Living jest pnzemiana twojego wiołowy śmiech i kluczowy w nauce mistrza postulat za­
miany całego życia w beztroską zabawę.
Życia - tak by stało się świętowaniem" - głosi ulotka.
220

Dorota Hall • GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

Informacja o rozmówcach

Kubiak A n n a E .

(pleć, wiek w przybliżeniu, wykształcenie)

1995

[1] - mężczyzna, 42 lata, wykształcenie policealne

1997

Delicje i lewa ręka Kryszny. Kreacja i ewolucja ruchu Hare

1999а

O ponowoczesności

New Age — zjawisko kultury ponowoczesnej!, [w:] Goła­
szewska 1995: 301-322
Kryszna w Polsce, Warszawa.

12] - kobieta, 38 lat, wykształcenie wyższe
13] - kobieta, 24 lata, wykształcenie śtednie

New Age raz jeszcze, [w:] Religia i kul­

[4] - mężczyzna, 45 lat, wykształcenie wyższe

tura w globalizującym

[5] - mężczyzna, 26 lat, wykształcenie średnie

G . Woroniecka, Kraków, s. 71-78
1999b

[6] — mężczyzna, 50 lat, wykształcenie wyższe

się świecie,

(red.) M. Kempny,

Duchowość Nowej Ery, tekst złożony do druku w PIW-ie

[7] - kobieta, 45 lat, wykształcenie wyższe

jako artykuł w. Noma Duchowość, (red.) Z. Mikołejko,

[8] - kobieta, 33 lata, wykształcenie policealne

M. Nowaczyk.

[9] - kobieta, 27 lat, wykształcenie średnie

v a n der L e e u w G e r a r d u s
1997

Bibliografia

1996

Barker E i l e e n
1997

Nowe ruchy religijne, Kraków.

1985

1995b

Wieloznaczność

nowoczesna. Nowoczesność

wieloznaczna,

Henri

1995

Śmiech. Esej o komizmie, Warszawa.

Bóg New Age, „Społeczeństwo Otwarte", nr 3, s. I-VIII.

M a c u r a Paweł (wybór i t ł u m . )
1993

Brzezińska A n n a , Bondyra Krzysztof, Wycisk Jowita (ted.)
Poznań.

C a i l ł o i s Roger
1997

M a c i e j k o Paweł
1994

Bergson

New Age - nowe oświecenie!,

..Archives de Sciences Sociales des Reli­

gions", 60/1, pp. 151-170

Toruń.

Warszawa.

1999

Persuasive Ritual: the Role of the Imagination in Occult
Witchcraft,

Ponowoczesne przygody ciała, [w:] Ciało i przemoc w obli­
czu ponowoczesności,

Transcendentalna Medytacja, „Nomos", nr 14, s. 23-36

Luhrmann T (anya) M.

B a u m a n Zygmunt
1995a

Fenomenologia religii, Warszawa.

L e n a r t Beata

New Age, Kraków.

de M e l l o A n t h o n y
1992a

Minuta mądrości, Kraków.

1992b

Modlitwa żaby. Księga opowiadań medytacyjnych, t. 1 i 2,
Kraków.

Gry i ludzie, Warszawa.

Dobroczyński Bartłomiej

M o t i n Edgar

1997

1965

New Age, Ktaków.

D o k t ó r Tadeusz

Duch czasu, Kraków.

Nath Hanh Thich

1991

Ruchy kultowe. Psychologiczna charakterystyka
ków, Kraków.

1991

1999

Nowe ruchy religijne i parareligijne w Polsce, Warszawa.

O l e c h n i c k i Krzysztof

uczestni­

D z i w i s z M a r i a n (red.)
1988

1998

Taoizm, (wyb.) Wit Jaworski, Kraków.

Traktat o historii religii, Łódź.

1997

Joga. Nieśmiertelność

New Age. Kościół wobec wyzwania Wodnika, Warszawa.

Osho
1998
Medytacja. Podstawy praktyki, Kraków.
Pawluczuk Włodzimierz
1991
Sposób bycia jako rodzaj wiary, Kraków.

Eliade Mircea
1993

Każdy krok niesie pokój, Warszawa.

i wolność, Warszawa.

von F r a n z M a r i e - L o u i s e

Ponowoczesne...

1995

1997

Ścieżki snów, Warszawa.

Geertz Clifford
1995

Religia jako system kulturowy, [w:] Racjonalność

i styl my­

Hall
2001

1995-wiosna 1996), (red.) A. Zeidler-Janiszewska, War­
Przegląd...

Kraków.

1997

Dorota
Terapia reiki, czyli o widzialnych znakach niewidzialnej reli­
gii, artykuł złożony do druku w kwartalniku „Ptzegląd Re­
ligioznawczy".

Huizinga
1967

Johan

Sacha-Piekło Małgorzata
1995

1994a

Spotkanie

ze Sri Sri Ravi

Shankarem

w

Warszawie,

3.06.1993 r, „Biuletyn Sztuka Życia", nt 2, s. 5
1994b

Świętowanie życia. Wykkid Sri Sri Raviego Shankara (Sobieszewo, czerwiec 1993 г.), „Biuletyn Sztuka Życia", nr 2, s. 7

Krytyka władzy sądzenia, Warszawa.

Kaplan i błazen. Rozważania

New Age - nowy etap trywializacji jogi!, „Nomos", nr 11,
s. 55-62

Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, Warszawa.

Kołakowski Leszek
1959

„Przegląd Religioznawczy", 4 (186).

Shankar Sri Sri Ravi

Kant Immanuel
1964

z seminarium

szawa, s. 130-170

G o ł a s z e w s k a M a r i a (red.)
Oblicza nowej duchowości,

ponowoczesnego świata. Materiały

profesora Zygmunta Baumana w Instytucie Kultury (jesień

ślenia, (wyb.) Edmund Mokrzycki, Warszawa.

1995

dyskusja pt. Ponowoczesne losy religii, [w:] O szansach i pu­
łapkach

o teologicznym dziedzictwie

współczesnego myślenia, „Twórczość", nr 10, s. 65-85

221

1996

God Loves Fun, Santa Barbara, California.

1998

Listy do uczniów, Warszawa.

oraz kaseta magnetofonowa: wykład Sri Sri Raviego Shankara w So­
bieszewie, czerwiec' 93

Dorota Hall « GOD LOVES FUN. ROLA ŚMIECHU W KULTURZE NEW AGE

Jest ciszą
Mądrość bez słów
Jest ciszą
Współczucie bez celu
Jest ciszą
Czynienie bez sprawcy
Jest ciszą
Uśmiech wraz z całym Istnieniem
Jest cisz_ą"
(Shankar 1998: 25)

Słowiński M i r o s ł a w
1993

Błazen. Dzieje postaci i motywu, Warszawa.

Sznajderman Monika
1998

Błazen. Narodziny i struktura mitu, „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa", nr 2, s. 46-53

'

Przypisy
1

2

1

1

Wodnika, por. np. Dobraczyński 1997: 26-28

Jeżeli Guru jest zadowolony, Twój rozwój ulega zahamowaniu.

Uczestniczyłam w cotygodniowych satsangach, w kilku kursach

Jeżeli Guru nie jest zadowolony, tym samym oddala się od Jaźni.

podstawowych i zaawansowanych, byłam dwa razy w ośrodku

Jeżeli Guru jest zadowolony, co może natchnąć Cię, żebyś wzrastał?

stowarzyszenia w Bad Antogast. Z wieloma osobami zaangażo­

Jeżeli jest niezadowolony, nie może być Guru.

wanymi w praktyki Sztuki Życia utrzymywałam zażyłe kontakty

Jeżeli jest zadowolony, też nie może być Guru.

towarzyskie.

Więc jak to rozwiązać?"
(Shankar 1998: 43)

Sami uczestnicy Sztuki Życia niekiedy odżegnują się od Nowej
12

łożyciel stowarzyszenia, nie zaleca). Ja jednak pozwalam sobie

13

dług mnie mieści się ona w ramach New Age, jakim go widzą

Szczególnie na te dotyczące przyszłości (Jak

badacze kultury współczesnej (por. odsyłacze bibliograficzne

świat w trzecim tysiącleciu?") lub domniemanej przyszłości („Co

w tekście). O samej Sztuce Życia pisał krótko Tadeusz Doktór

sądzisz na temat nadchodzącej

1999:

odwracające uwagę adeptów od przeżyć tu i teraz („Czy istnieją

90-91
14

15

mnianą, zdeformowaną
skonałości (...).

do­

wane niektóte nowe tuchy religijne.
16

tłumaczy to w ten sposób: „Dzięki zabawie, kiedy medytacja jest

wającego zachcianki, ktmsumującego każdą wartość, ani «persony»

zabawą, wszystko jest możliwe. I wszystko jest możliwe natychmiast,

wzorców.

bo nie jesteś zakłócony, nie jesteś niecierpliwy, nigdzie się nie spie­

Np. Marie-Louise von Franz (i 995: 242) w ten sposób przybliża to
pojęcie:

«]aźń jest porządkującym

i jednoczącym

centrum całości

psychiki, zarówno świadomej jak i nieświadomej.

W dziejach ludz­

szysz, donikąd nie zmierzasz, donikąd nie docierasz. Jesteś tu i terazJeśli medytacja następuje, dobrze. Jeśli nie następuje, też dobrze- Nie
robisz nic niewłaściwego, bo nie ma pragnienia, nie ma oczekiwania,

kości określano ją symbolicznie jako zewnętrzne bóstwo lub obraz

nie ma przyszłości. I pamiętaj: gdy medytacja i nie-medytacja są dla

Boga»". (Kubiak 1999b).

ciebie podobne, medytacja ci się z.darzyła. Dotarłeś. Teraz ceł został

Dalej będę ją nazywać po prostu kriyą, odmieniając wyraz przez

osiągnięty, to, co ostateczne, zstąpiło do ciebie. Będzie to wyglądało

przypadki, tak jak to toblą polscy uczestnicy Sztuki Życia.

dziwnie - to, że mówię, abyś nie czynił z medytacji praktyki, raczej

Do koncepcji oczyszczania odwołują się adepci wielu wodniko-

uczyń z niej zabawę, uciechę. Ciesz się nią wtedy, gdy ją robisz, nie

wych praktyk. Zob. na ten temat Hall 2001
8

dla jakiegoś rezultatu" (Osho 1998: 26).

Informację o liczbie absolwentów kursu podstawowego uzyska­
łam na początku 2001 toku w prowadzącym dokumentację biu­

17

Wyjątek stanowią organizowane od 2000 roku kursy podstawo­
we dla młodzieży (18-26 lat), za które płaci się „co łaska" oraz
programy charytatywne (kursy dla chorych na raka, alkoholi­

10

ków, narkomanów, więźniów).
„Modlitwa oddechu
jest ciszą
Miłość Nieskończoności

222

Uczniowie twierdzą, że osiągnął ten stan, a sam mistrz temu nie
zaprzecza.

rze stowarzyszenia (Warszawa, ul. Gutta 2 m. 20, tel. 644 09 74)
9

W takim szaleństwie być może jest metoda. Osho, którego na­
uki cieszą się z reguły poważaniem uczestników Sztuki Życia,

(„Jaźń" — D H ] nie oznacza bynajmniej «ego» mie­

(czy superego) ukształtowanej na modie socjalizacyjnych

Chociaż zdaję sobie sprawę, że we współczesnej religii pojawiają
nowoczesne losy religii: 1997), ich tzecznikiem są np. wzmianko­

w kulturze nowoczesnej, a więc wymagają­
w cełu powrotu do źródhwej

Traktowanie śmiechu jako terapii nie jest oczywiście pomysłem

się równolegle dążenia fundamentalistyczne (por. dyskusja pt. Po-

(rozma­

icie pojmowaną), która jest wrodzoną cechą natury ludzkiej, zapo­
cą «transformacji świadomości*

Ery Wodnika!"), a także na inne

(„Każdy ci powie, że śmiech to zdrowie").

twierdzą nauczyciele, większa liczba uczestników pozwala na
„Bosfeość człowieka utożsamiana jest z wewnętrzną jaźnią

wyglądał

nowym, jest to motyw stale obecny w kulturze popularnej

już w nich uczestniczył. Jest to ustalenie Raviego Shankara. Jak
pełniejszą realizację programu kursu.

będzie

cywilizacje pozaziemskie?").

Aby zajęcia mogły się odbyć, potrzeba minimum 8 nowych
osób, poza nimi w warsztatach może btać udział każdy, kto raz

1

Zalecenie „Bądź w teraz!" jest zasadą, do której mistrz często
odwołuje się, unikając odpowiedzi na niektóre pytania uczniów.

nazywać Sztukę Życia organizacją z kręgów Wodnika, gdyż we­

6

Także w przypadku kursu zaawansowanego punkt ciężkości spo­
czywa na subiektywnych doznaniach uczestników.

i postulatem pozytywnego myślenia (któtego Ravi Shankar, za­

5

zadowolić

kogoś, kto już jest zadowolony?

Ery, kojarząc ją ze źle pojętą, skomercjalizowaną duchowością

4

„Zadaniem ucznia jest zadowolić mistrza. Ale jak można

Wodnikowy to odnoszący się do New Age = Nowej Ery = Ery

18

Misttz nie zachęca jednak do zupełnej bierności, chodzi mu ra­
czej, tak jak w przyjęciu postawy „nie wiem", o coś na kształt tao­
istycznego wu wei, działania w niedziałaniu (por. Dziwisz 1988).

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.