a37080c77bd45d2cb5e00c204e79145d.pdf

Media

Part of Kronika / LUD 1967 t.51 cz.2

extracted text
Lud, t. 51, cz. II, 1968

lIt

K

R

o

N

I

K

A

EDWARD PASSENDORFER
O MUZEUM

TATRZAŃSKIM

IM. DRA TYTUSA CHAŁUBIŃSKIEGO

*

W tomie XLIX za rok 1963 czasopisma Lud ukazał się obszerny
artykuł
W. Jostowej o Muzeum Tatrzańskim,
w którym autorka zgodnie z zakresem swych
zainteresowań
omówiła dział etnograficzny
Muzeum pomijając dział przyrodniczy,
który stanowi integralną część Muzeum i odgrywa niezmiernie ważną rolę w dziele popularyzacji wiedzy o Tatrach i Podhalu i był zawiązkiem Muzeum Tatrzańskiego. Ponieważ artykuł nie daje pełnego obrazu roli i znaczenia Muzeum Tatrzailskiego, wydaje mi się rzeczą konieczną uzupełnienie go poniższymi uwagami.
Muzeum Tatrzańskie
jak to zaznaczyła W. Jostowa powstało
z inicjatywy
A. Scholzego, wielkiego wielbiciela
Tatr i dra T. Chałubińskiego.
Scholze po
zapoznaniu
się z muzeum
w Popradzie
postanowił
założyć podobne muzeum
w Zakopanem. W roku 1888 przyjaciele
dra Chałubińskiego
chcąc uczcić Jego
zasługi dla Tatr i Zakopanego, zakładają
muzeum jego imienia. Na muzeum to
złożył się zbiór ptaków i ssaków tatrzańskich
zakupiony
od A. Kocjana oraz
zielnik mchów tatrzańskich
i zbiór skał i okazów minerałów
zebranych w Tatrach przez Chilłubińskiego. Jak z tego widać podstawą i zalążkiem muzeum były
zbiory przyrodnicze. Dział etnograficzny
powstał później jako uzupełnienie
działu
przyrodniczego. W ten sposób Muzeum stało się w całym tego słowa znaczeniu
muzeum regionalnym
obejmującym
całość problematyki
Tatr i Podhala. Zbiory
przyrodnicze stale uzupełniane
przez badaczy tatrzańskich
zostały skatalogowane
w 1895 roku przez A. Slósarskiego, wykazując
niemal 9.000 pozycji. Była to już
solidna postawa pod przyszły rozwój działu przyrodniczego.
Muzeum Tatrzańskie
mieszczące się początkowo w wynajętym pokoju a potem w specjalnie na muzeum

• W XLIX tomie "Ludu", poświęconym działalności nieżyjącego już Dyrektora Muzeum
Tatrzańskiego w Zakopanem, profesora Juliusza Z b o ro w s k i e g o, reda,kcja zamieściła
artykuł o dziale etnograficznym
i kulturoznawczym
tego Muzeum (s. 751-776). Nie ulega
Jednak wątpliwości, że ta Jednostronna perspektywa etnograficzna
zatarła regionalistyczny
punkt widzenia, a przecież Tatry i całe Podhale stanowią wyjątkowy region, uderzający
~"Wojąodmienn<lścią w zakresie kultury i region, którego kultura jest w sposób bezp<lśredni
i uderzający powiązana ze środowiskiem naturalnym.
Wzajemne powiązania działalności
człowieka z otoczeniem na żadnym obszarze nie są tak widoczne jak w skalnych Tatrach
i na całym Podhalu. W czasie, gdy redakcja zamawiała u W. Jostowej odpowiedni artykuł,
nic jeszcze nie groziło jedności Muzeum Tatrzańskiego jako Muzeum regionalnemu. W obecnej sytuacji redakcja "Ludu" poczuwa się do obowiązku wydrukować artykuł prof. dr
E. P a s s e n d a r f e r a, Członka Korespondenta Polskiej Akademii Nauk, gdyż w zasadzie
podziela Jego poglądy i staje w obronie Muzeum Tatrzańskiego jako pełnego muzeum regionalnego. J. G.

660

Muzea

wybudowanym
drewnianym
budynku, w roku 1922 znalazło pomieszczenie w pięknym murowanym
gmachu według projektu
S1. Witkiewicza
i Fr. Mączyńskiego.
W gmachu tym parter zajęły zbiory etnograficzne,
gdy pierwsze piętro zostało
przeznaczone na pomieszczenie działu przyrodniczego.
Dział przyrodniczy
składa się z dwu części: części geologicznej i botanicznozoologicznej. Zalążkiem działu geologicznego jak już wspomniałem
była kolekcja
minerałów i skał zebrana przez T. Chałubińskiego.
Ze wzruszeniem
bierzemy do
ręki okazy zebrane przez Chałubińskiego
i czytamy własnoręcznie
przez niego
pisane metryczki. Ze wzruszeniem, bo pamiętamy ileż to bezcennych zbiorów geologicznych polskich
uległo zagładzie. Kolekcja
Chałubińskiego
nie była martwą
pozycją. Interesował
się nią jeden z naszych
najwybitniejszych
mineralogów
.J. Morozewicz, który zapisał trwale swe nazwisko w nauce badaniami nad granitem tatrzańskim.
Właśnie okazy w kolekcji Chałubińskiego
stały się podstawą dla
Morozewicza wyróżnienia
dwu typów granitu w Tatrach. Szereg okazów ofiarowanych przez Morozewicza, przez pioniera badań paleobotanicznych
Raciborskiego.
oraz przez wybitnego krystalografa
i mineraloga Z. Weyberga wydatnie zwiększył
zbiór skał i minerałów tatrzańskich.
Kolekcja ta jednak jakkolwiek
skrupulatnie
skatalogowana
nie dawała właściwego obrazu budowy Tatr. Uczynił to dopiero wybitny geolog i artysta Mieczysław Limanowski, który uzupełniony przez siebie zbiór wkomponował w barwną opowieść o przeszłości geologicznej Tatr. W jego ujęciu kamienie nabrały wymowy, ucząc obserwacji
i wyciągania
właściwych
wniosków. Koncepcję tę, dostosowaną oczywiście do obecnego stanu wiedzy o Tatrach i Podhalu, staraliśmy
się utrzymać przy montowaniu
obecnej wystawy.
Okres międzywojenny
to okres wytężonej pracy 'geologów w Tatrach. Wszyscy
ci badacze w miarę jak pogłębiała się znajomość geologii tatrzańskiej
wzbogacali
zbiory okazami, które ilustrowały
stan wiedzy współczesnej.
Szczególne zasługi
w tym zakresie położył wybitny geolog twórca nowoczesnej koncepcji o budowie
Tatr Ferdynand
Rabowski, który wzbogacił zbiory Muzeum szeregiem wartościowych okazów oraz współpracował
przy ich racjonalnej
ekspozycji. Na uwagę zasługuje fakt,. że Rabowski żywo interesował się problematyką
etnograficzną i w latach 1922-28 gromadził zbiory etnograficzne
z Podhala dla Muzeum. Olbrzymie
zasługi w okresie międzywojennym
położył dla Muzeum Konstanty
Stecki początkowo nauczyciel
gimnazjum
miejscowego
a później profesor
Uniwersytetu
Poznańskiego. K. Stecki botanik, miał bardzo szerokie zainteresowania.
Zgromadził
dla Muzeum nie tylko okazy botaniczne, ale również szereg bardzo cennych okazów
geologicznych. O rozległości jego zainteresowań
świadczy również fakt, że jest
autorem pracy o malowidłach
na szkle na Podhalu. Zasługą K. Steckiego jest
również urządzenie w nowym gmachu pracowni przyrodniczej wyposażonej w niezbędny sprzęt laboratoryjny,
co umożliwiało przyjeżdżającym
w Tatry przyrodnikom prowadzenie
badań naukowych.
Dział geologiczny był stale przedmiotem
troski wszystkich pracujących
w Tatrach i na Podhalu geologów. Interesowali
się
nim i W. Goetel i syn tej ziemi Wł. Paw lica i K. Guzik i St. Sokołowski i wielu
wielu innych. System jurajski i kredowy został wybitnie wzbogacony i rozbudowany dzięki pracy piszącego te słowa. Bogata kolekcja skamieniałości
pokazuje
bujne życie jakie panowało w tych okresach. Zaangażowany
przez Muzeum dla
uzupełnienia
zbiorów E. Panow również wydatnie przyczynił się do powiększenia
kolekcji geologicznej
i doprowadzenia
jej do właściwego
poziomu. Wspomnieć
również należy o subwencji fundacji Kórnickiej dla działu przyrodniczego,
która
umożliwiła usunięcie niektórych trudności.

Muzea

661

Okres powojenny
zaznaczył się w historii Muzeum a zwłaszcza jego działu
geologicznego szeregiem istntnych wydarzeń. Szczególnie ważnym było uzyskanie
sumptem Muzeum Ziemi nowych gablot oraz zaangażowanie
do przebudowy ekspozycji A. Michalika, który wydatnie
przyczynił się do unowocześnienia
wystawy.
Na podkreślenie
zasługuje również współpraca
Zb. Korosadowicza,
któremu dział
geologiczny zawdzięcza piękną oprawę plastyczną.
Dzięki przychylnemu
stanowisku min. B. Krupińskiego Muzeum uzyskało fundusze z Państwowej
Rady Górnictwa na zakupienie dwu gablot i urządzenie w nich wystawy obrazującej
górnictwo i hutnictwo tatrzańskie.
Urządzeniem tej wystawy zajął się St. Zwoliński.
W ostatnich wreszcie latach w związku ze zjazdem Polsko Tow. Geologicznego
w Tatrach, w którym brało udział ponad 100 zagranicznych
geologów została przebudowana ekspozycja geologiczna przy wydatnej pomocy Zb. Wójcika z Muzeum
Ziemi i uczniów piszącego te słowa, zgodnie z współczesnym
stanem wiedzy
o geologii Tatr i Podhala. Dział ten jak z tego widać powstał w wysiłku i sumptem
wielu osób i wielu instytucji i jest wyrazem troski i pietyzmu wszystkich badaczy
dla tego regionu naszego kraju i dla Muzeum Tatrzańskiego.
Przechodząc
do krótkiej
charakterystyki
struktury
i założeń poszczególnych
działów chciałbym podkreślić ich wysoką wartość poznawczą i dydaktyczną. Myślą
przewodnią działu geologicznego jest pokazanie historii Tatr w ich zmiennych kolejach od momentu, kiedy w głębi ziemi krzepła gorąca masa, magmą zwana
z której zrodziła się naj twardsza skała Tatr granit, po okres dzisiejszy. Szereg
plansz, profilów i odpowiednio dobranych okazów pokazuje jak barwną i urozmaiconą była przeszłość geologiczna Tatr, jak zalewały je morza, jak wyłaniały
się w nich wyspy, które ulegając niszczeniu przez fale i rzeki dostarczały materiału na powstanie piaskowców i zlepieńców. Każdy taki okres jest ilustrowany
okazami skał i zestawem skamieniałości
zwierząt, które wówczas żyły. Ich
rekonstrukcje
pozwalają na wytworzenie sobie obrazu jak wyglądały one za życia.
Szereg pięknych fotografii pokazuje naj ciekawsze typy krajobrazowe,
które tym
skałom zawdzięczają swe powstanie. W ten sposób urządzona wystawa pokazuje,
że kamienie mówią, należy tylko ich mowę rozumieć. Każdy z okresów ma popularnie i barwnie napisaną
historię wydarzeń,
jakie wówczas na terenie Tatr
się rozgrywały.
Ostatnim okresem niezwykle ważnym w historii Tatr to epoka
lodowcowa kiedy wreszcie uformowało
się ostatecznie
iCh oblicze. Na modelach
pokazano jak Tatry wyglądały w czasie epoki lodowej, kiedy doliny wypełniały
lodowce, a jak po ustąpieniu lodów, kiedy doliny zostały rozorane głęboko przez
lodowce i kied~' powstałe w epoce lodowej misy skalne zamieniły się w piękne
jeziora. Epoka lodowa nawiązuje już do czasów dzisiejszych, pod koniec bowiem
tej epoki wgłąb Tatr wtargnęła
roślinność i zawędrowały
zwierzęta. Obraz więc
dzisiejszego świata roślinnego i zwierzęcego może być zrozumiany dopiero na tle
przemian geologicznych jakim Tatry ulegały. Ważnym wydarzeniem
w końcowych
etapach historii Tatr było powstanie jaskiń budzących tak żywe zainteresowanie
szerokich mas. Jedna z gablot i instruktywne
plansze poświęcone zostały tej tak
interesującej
problematyce
speleologicznej.
Ostatnim wreszcie działem ekspozycji
geologicznej jest historia tatrzańskiego
górnictwa i hutnictwa.
Pokazano tutaj na
licznych planszach, wykresach i dokumentach
ten tak interesujący
rozdział epopei
skalnego Podhala. Pokazano jak z nadludzkim wysiłkiem górnik wydzierał ziemi
skarby mineralne, jak w prymitywnych
warunkach
prażył rudę, jak powstawały
różne wyroby z żelaza, które w owych czasach rozchodziły się daleko i szeroko.
Całe to zagadnienie
jest zrozumiałe
dopiero na tle budowy geologicznej
Tatr
z której można dopiero wyczytać, gdzie i w jakich warunkach
tworzyły się owe

662

Muzea

rudy, które z takim trudem wydobywano
z głębi. Dział geologiczny Wląze się
w ten sposób wyraźnie z działem botaniczno-zoologicznym
który jest niejako jego
rozwinięciem
w dobie obecnej oraz człowiekiem, pokazując
jak na bazie znajomości budowy geologicznej terenu moźna było wydobywać z ziemi cenne kruszce.
Część botaniczno-zoologiczna
zajmuje drugą połowę pomieszczenia
na pierwszym piętrze. Mieści ona w sobie wystawę botaniczną i zoologiczną. W części botanicznej pokazano rozmieszczenie
roślinności w pięciu piętrach roślinnych według
stref wysokościowych
oraz eksponowano
cały szereg roślin suszonych przestrzennie, odpowiednio pokolorowanych,
dających dobre wyobrażenie
o ich naturalnym
wyglądzie.
Szereg fotografii
krajobrazowych
dobrze ilustruje
poruszone
wyżej
zagadnienia.
Podobną strukturę
posiada dział zoologiczny. Przedstawiono
w nim
rozmieszczenie
zwierząt również według stref roślinnych
oraz cały szereg zwierząt tatrzańskich
wypchanych,
pomieszczonych
w dużych gablotach
oszklonych.
Brak miejsca nie pozwala niestety na właściwe rozmieszczenie wszystkich okazów,
tak :że wiele z nich musi być przechowywanych
w magazynach.
Dział przyrodniczy
jak z tego przedstawienia
widać stanowi zwartą organicznie ze sobą połączoną całość, a w połączeniu z działem etnograficznym
stanowi
przykład dobrze pomyślanego
i logicznie skonstruowanego
muzeum regionalnego,
w którym wszystkie elementy regionu od jego budowy geologicznej poprzez szatę
roślinną i świat zwierzęcy do człowieka i jego kultury
stopione zostały razem
pokazując te wszystkie elementy we wzajemnej
zale:Żności.
Dział przyrodniczy
Muzeum budzi olbrzymie -zainteresowanie
zwiedzających
i stanowi bodaj:że największą jego atrakcję. Tatry bowiem są jedynym na obszarze ziemi naszej regionem o charakterze
alpejskim, gdzie występuje szereg zjawisk
o niespotykanej
gdzie indziej wymowie i dlatego w Tatry i do Muzeum Tatrzańskiego
prowadzimy
rzesze naszych studentów, by pokazać im prawdy geologiczne, ukryte gdzie indziej głęboko w ziemi a tu odsłonięte wspaniale na ścianach
skalnych.
Dział geologiczny Muzeum budzi tak:że bardzo :żywe zainteresowanie
geologów zagranicznych
odwiedzających
Tatry czy to z okazji różnych zjazdów
geologicznych
czy indywidualnie.
Wszyscy oni wyra:żają się z dużym uznaniem
o zbiorach i koncepcji ich ekspozycji. Muzeum Tatrzańskie
dzięki swemu doskonałemu poło:żeniu w centrum miasta obok domu turystycznego
i Dworca Tatrzańskiego jest tłumnie odwiedzane przez liczne rzesze turystów. Niemały udział mają
tu wycieczki szkolne, dla których dział przyrodniczy
jest dużą bardzo atrakcją
Dobrze urządzone Muzeum spełnia bardzo ważną rolę dydaktyczną;
szczególnie
silnie uwydatnia
się to w naukach geologicznych. Dobrze zorganizowana
ekspozycja pokazuje jak z obserwacji prostych często zjawisk wyciąga się logiczne wnioski, jak te zjawiska szeregują się w pewne wydarzenia
a te z kolei mówią o historii danego 1I:rajobrazu. Krajobraz staje się zrozumiały jako wyraz powiązanych
ze sobą przemian. Zwiedzający muzeum po zapoznaniu się z wyłożonymi tu okazami będzie próbował sam czynić pewne obserwacje i wyciągać właściwe wnioski.
Jest to szczególnie ważne w wypadku
dorastającej
młodzieży dla której wybór
zawodu w tym właśnie precyzuje
się wieku. Dziś gdy geologia odgrywa tak
istotną rolę w gospodarce, gdy krajowi potrzeba dobrze do swego zawodu wyszkolonych geologów, dobrze postawiona
wystawa
geologiczna może rozbudzić zamiłowania naukowe i skierować ku studiom geologicznym. Jest to tym ważniejsze,
:że geologii w szkole średniej nie ma a Muzeum Tatrzańskie
jest właściwie niemal jedynym w kraju muzeum regionalnym,
gdzie dział geologiczny istnieje.
Muzeum Tatrzańskie
było w okresie przed pierwszą wojną i w okresie międzywojennym
centrum bardzo intensywnego
:życia naukowego. Tu koncentrowały

Muzea

663

się myśli wszystkich którzy pracowali na terenie Tatr i Podhala, wszystkich czy
to humanistów czy przyrodników.
W opar.ciu o Muzeum Tatrzańskie
działała Sekcja Przyrodnicza
i Sekcja Ochrony Tatr Towarzystwa
Tatrzańskiego.
Muzeum
Tatrzańskie udzielało stypendiów na badania geologiczne. Korzystali z nich Weyberg i Limanowski.
Zupełnie swoistą a niezmiernie
cenną pomocą w badaniach
naukowych było udzielanie gościny w gmachu Muzeum pracującym
na terenie
Tatr i Podhala pracownikom
naukowym.
Korzystali
z niej bardzo licznie i humaniści i przyrodnicy.
Materiały
do mej pracy habilitacyjnej
zbierałem w Tatrach mieszkając
w Muzeum.
Obecnie Uniwersytet
Warszawski
współpracuje
w zakresie badań fitofenologicznych
Tatr i Podhala z pracownikami
naukowymi
Muzeum. Badania przyrodnicze są więc jak widzimy kontynuowane
i prowadzone
w ramach działu przyrodniczego Muzeum. Na podkreślenie
zasługuje również żywa
działalność popularyzatorska
działu przyrody żywej. Wyraża się ona urządzaniem
czasowych wystaw poświęconych
różnym ciekawym zjawiskom w zakresie życia
roślin i zwierząt. Wystawy takie były pokazywane w Bukowinie, Jabłonce i Podczerwonym. W planie przewidziano
pokazanie tych wystaw w szergu zapadłych
wiosek góralskich, gdzie nigdy żadnych wystaw nie było. Eksperyment
z wystawą
objazdową okazał się bardzo udaną akcją oświatową,
jak świadczy duża frekwencja odwiedzających.
W tej chwili są czynione intensywne
starania powołania do życia w Zakopanem Towarzystwa
Naukowego. Towarzystwo
takie powinno było istnieć już
od szeregu lat. Cały szereg ośrodków o znacznie mniej intensywnym
życiu naukowym i kulturalnym
ma swe towarzystwa
naukowe a jedynie Zakopane będące od
lat ośrodkiem intensywnych
badań naukowych
towarzystwa
takiego nie posiada.
Towarzystwo Naukowe obejmujące swym zakresem wszystkie dyscypliny zajmujące
się Tatrami i Podhalem musi znaleść swe oparcie o Muzeum Tatrzańskie.
Towarzystwo winno mieć swój organ, jego redakcja
winna znaleść się w Muzeum,
które w ten sposób właśnie spełni swą rolę ośrodka badań naukowych. Muzeum
posiada obszerną bibliotekę
,tak humanistyczną
jak i przyrodniczą,
która daje
doskonałe oparcie dla działalności przyszłego Towarzystwa
Naukowego.
SIedząc rozwój Muzeum Tatrzańskiego
nietrudno
zauważyć wielką dysproporcję między rozwojem
działu etnograficznego
i przyrodniczego,
dysproporcję
środków którymi dysponują oba działy i dysproporcję
obsady personalnej.
Dział
przyrodniczy mimo wielkiego - jak starałem się wykazać znaczenia - posiada"
zaledwie jednego kustosza z działu przyrody żywej. Dział geologiczny nie ma i nie
miał nigdy fachowego kustosza. Tak jak przed 60-ciu laty opiekują się nim pracujący w Tatrach geologowie, tak jak przed 60-ciu laty znoszą na plecach okazy,
uzupełniają zbiory, piszą do nich kartki. Mimo wielkiej i coraz większej roli jaką
odgrywają nauki geologiczne nie udało się jakoś do tej· pory przełamać oporów
czy niechęci w stosunku do nauk geologicznych w muzeach. Naród geologiczny jest
jednak uparty i wytrwały. Wierzymy mocno, że wreszcie i dla nas zaświta słońce
i wreszcie uda się uzyskać etat kustosza geologa i że wreszcie dla tego działu
traktowanego
tak po macoszemu zacznie się nowa era.
.
Tym optymistycznym
akcentem mógłbym zakończyć mój artykuł,
gdyby nie
uporczywie powtarzające
się ostatnio pogłoski o zamiarze likwidacji
działu przyrodniczego w Muzeum Tatrzańskim. Pogłoski te są tak nieprawdopodobne,
że trudno
w nie uwierzyć, ale ponieważ w Polsce dzieją się często rzeczy nieprawdopodobne
z wybitną szkodą dla polskiej kultury,
niepodobna
przejść nad nimi do porządku
dziennego. Jako uzasadnienie
planów likwidacji
działu przyrodniczego
w Muzeum Tatrzańskim,
podaje się zamiar urządzenia podobnego działu w sie-

664

MlIzea

dzibie Parku
Narodowego
Tatrzańskiego.
Jest to grube nieporozumienie.
Inne
zupełnie cele ma regionalne Muzeum Tatrzańskie,
a inne muzeum w Parku Narodowym
Tatrzańskim.
Muzeum w Parku winno być poświęcone
problematyce
ochrony przyrody. Cały dział geologiczny typu takiego tak jest w Muzeum Tatrzańskim jest tam zupełnie niepotrzebny
i byłby zbędnym balastem, który odwodziłby zwiedzającego
od głównego celu jakim winna być ochrona przyrody tatrzańskiej.
Zamiast tego działu wystarczy zupełnie mapa petrograficzna
na której
zaznaczono by główne typy skalne dla zrozumienia
procesów glebowych, jakie
rozwijały
się na terenie
Tatr doprowadzając
do powstania
takich czy innych
rodzajów gleb. Na wystawie należałoby pokazać w pięknych dużych okazach najważniejsze typy skalne a nad nimi piękne fotografie typów krajobrazowych
z zaznaczeniem,
jakie czynniki doprowadziły
do ich powstania.
W dziale przyrody
żywej w moim przekonaniu
głównym akcentem powinien być las, jego ochrona.
zagadnienia
klimatyczne.
Zapewne
Park Narodowy
ma w tej dziedzinie swoje
plany, nie mnie o nich się wypowiadać.
Nie ulega jednak żadnej wątpliwości. że
obie wystawy winny być zupełnie różne i innym służyć celom. Wystawy te nawzajem mogłyby się uzupełniać, co winno być zaznaczone w odpowiednim miejscu w obu wystawach. Doskonale to zagadnienie rozwiązali nasi pobratymcy z południa gdzie obok muzeum w Parku Narodowym poświęconym
ochronie przyrody
istnieje cały szereg muzeów z działami przyrodniczymi
czy wręcz muzeów przyrodniczych,
czy geologicznych
w Popradzie,
w Świętym Mikulaszu.
w Hradku,
w Rużomberku itd. Zapewne u podstawy tych planów likwidacji działu przyrodniczego Muzeum Tatrzańskiego
leży chęć uzyskania pomieszczeń na pierwszym piętrze na cele działu etnograficznego.
Ale czy wobec szeroko zakrojonych
planów
urządzenia
skansenu
gdzie różne obiekty
znajdą
znacznie lepszą oprawę
niż
w gmachu Muzeum, jest rzeczą sensowną
dążyć do dalszej rozbudowy
działu
etnograficznego.
Zamiary likwidacji
działu przyrodniczego
Muzeum Tatrzańskiego
są tak pozbawione cienia uzasadnienia,
byłyby tak szkodliwe dla idei Muzeum Tatrzańskiego, że chyba po gruntownej
rozwadze
całego zagadnienia
zostaną
chyba
zaniechane.
Gdyby jednak
mimo wszystko
plany miały być zrealizowane
to
w pierwszym
rzędzie należałoby z frontonu gmachu Muzeum usunąć napis Muzeum Tatrzańskie
im. Dra T. Chałubińskiego
a z hallu usunąć jego popiersie. Bo
tak okaleczone Muzeum miałoby minimalny
związek z Tatrami
a już żadnego
z Chałubińskim.
Byłby to akt tak bezprzykładnego
braku pietyzmu dla wielkiego
człowieka i wielkiego przyrodnika
jakim był T. Chałubiński,
że przeciwko takiej
decyzji podniósłby się zgodny i zdecydowany
protest nie tylko wszystkich przyrodników,
ale i wszystkich
miłośników
Tatr i Podhala. Podobny akt godziłby
w sposób jaknajbardziej
istotny w ideę Muzeum Tatrzańskiego
i stałby w jaskrawej sprzeczności z intencjami
i wolą wszystkich osób i instytucji,
których pracą
i sumptem
powstał dział przyrodniczy
Muzeum, a którzy rozumieli go zawsze
jako integralną
część regionalnego
Muzeum Tatrzańskiego.
Nad tym nie wolno
przejść do porządku dziennego.
Miejmy jednak nadzieję, że te zamiary pozostaną tylko w sferze pogłosek,
należało to w moim przekonaniu
jednak
odpowiednio
naświetlić.
Miejmy nadzieję, że Muzeum Tatrzańskie
zachowa swój charakter
muzeum regionalnego
szerząc miłość dla najpiękniejszego
zakątka naszej ziemi.

ZE WSPOMNIEŃ

O TADEUSZU

LEHR-SPŁA WIŃSKIM

Tadeusz Lehr-Spławiński
pochodził ze wschodnich
kresów Polski, ale życie
swoje związał zasadniczo z Krakowem.
W Krakowie
zdobywał o{f r. 1909 wykształcenie uniwE'rsyteckie w zakresie filologii słowiańskiej
i klasycznej,
a także
historii. Studium starożytnej
greki i łaciny stanowiło dla niego doskonałą podbudow~ do prz~'sz!~'ch badań historyczno-porównawczych.
W dziedzinie języko-

PROF. DR TADEUSZ

LEHR - SPŁAWIŃSKI

znawstwa s!o\',;iańskiego i polskiego nauczycielami
jego byli: Jan Łoś, Kazimierz
Nitsch i Jan Rozwadowski. W r. 1913 przebywał także na studiach w Wiedniu,
pracując
nad językiem
staro-cerkiewno-słowiańskim
pod kierunkiem
W. Vondraka i nad językiem chorwacko-serbskim
u M. Resetara.
Stopień doktora filozofii uzyskał w r. 1913 po napisaniu
pracy Studia nad
akcentem pomorskim,
z mapą ("Materiały
i Prace Komisji Językowej
Akademii
Umiejętności",
Kraków 1913, t. VI, s. 359-451). Po ewakuacji
Krakowa jesienią
1914 r. uczył w gimnazjum
sanatoryjnym
w Zakopanem,
gdzie rozpoczął pracę
nad gramatyką
tzw. języka połabskiego.
Po odsunięciu
się frontu
na wschód
wrócił w 1915 r. do Krakowa
i był dalej nauczycielem
gimnazjum.
Ale już
w r. 1917 habilitował się na podstawie pracy Ze studiów nad akcentem slowiań··
skim (Kraków
H117, "Prace Komisji Językowej
Akademii
Umiejętności",
nr l,
stron IV + 92).

666

Kronika

W r. 1918 otrzymał nominację na profesora w uniwersytecie
w Czerniowcach
na ·Bukowinie. Katedry tam jednak nie objął, gdyż niedługo potem Austria się
rozpadła, a Bukowina przypadła Rumunii.
Po wypędzeniu Niemców z Poznania, co nastąpiło pod koniec grudnia 1918 r.,
zorganizowano
w tym mieście uniwersytet,
który otwarto w maju 1919 roku.
T. Spławiński,
jako profesor nadzwyczajny,
objął w nim katedrę filologii słowiańskiej.
Wespół z profesorem M. Rudnickim
i innymi pracownikami
poznańskimi, szczególnie historykami
i archeologami, przyczynił się do założenia i zorganizowania
Instytutu
Zachodnio-Słowiańskiego,
który podjął prace naukowo-badawcze nad zachodnią Słowiańszczyzną.
Organem Instytutu
było wychodzące dotąd czasopismo "Slavia Occidentalis"
(obecnie do druku idzie 27 tom). Naukowa
działalność członków tego Instytutu
znana jest w całej Polsce jako niezmiernie
żywa, nastawiona na rzetelne badania stosunków między Słowianami i Niemcami
w przeszłości, przy czym stanowisko
polskich uczonych było nieraz wręcz odmienne, niż niemieckich.
Nic więc dziwnego, że hitlerowcy
po wkroczeniu
do
Poznania, ze szczególną zaciekłością (cum furia theutonica)
niszczyli wszystko, co
w Instytucie
zastali, nawet rękopis i skład gramatyki pomorskiej (Pomoranische
Grammatik)
F. Lorentza, który był przecież Niemcem z Pomorza.
T. Spławiński przebywał w Poznaniu stosunkowo niedługo (niespełna 3 lata).
Ale i w tym krótkim okresie jego praca pedagogiczna nie przeszła tu bez echa.
Spod jego kierowniczej ręki wyszedł w Poznaniu ks. P. Gołąb i A. Tomaszewski.
Obaj ci pracownicy dali znaczny wkład przede wszystkim do badań nad dialektami polskimi: ks. P. Gołąb na Śląsku, A. Tomaszewski (później docent Uniwersytetu Poznańskiego) w Wielkopolsce. Niestety obaj w sile wieku zostali barbarzyńsko zamordowani
przez hitlerowców w obozach śmierci.
Tymczasem
jesienią 1921 r. zawakowała
w Uniwersytecie
Jana Kazimierza
we Lwowie katedra
języka polskiego i filologii słowiańskiej,
opróżniona przez
prof. H. Ułaszyna l, który się przeniósł do Poznania. Jako kandydata
na to stanowisko wysunięto T. Spławińskiego.
Ale sprawa jego mianowania
przewlekała się
dość długo. Profesor zjawił się we Lwowie dopiero wiosną 1922 r., w trzecim
trymestrze r. ak. 1921/22.
Jako profesor
zwyczajny
filologii słowiańskiej
sprawował
zastępczo także
kierownictwo
katedry filologii ruskiej (do końca września 1925 r.) i języka polskiego (do marca 1926 r.). Wykłady i seminaria
ruszczyzny
przejął J. Janów,
z języka polskiego H. Gaertner.
Seminarium
słowiańskie wraz z katedrą 'języka polskiego i filologii ruskiej
mieściło się w starym gmachu pojezuickim przy ul. Św. Mikołaja 4. Na pierwszym
piętrze, w prawym skrzydle głównego korytarza znajdowały się dwa p;:>koje, z których większy był czytelnią i salą ćwiczeń, mniejszy zaś zajmował profesor, pr.zy
czym mieściła się w nim także biblioteka zakładowa. Okna zakładu wychodziły
na Ogród Botaniczny.
Spławiński zorganizował w ostatnim trymestrze
roku ak. 1921/22 bardzo nieliczne seminarium
słowiańskie.
Dostali się tam studenci zaawansowani,
którzy
w r. 1920/21 przeszli przez seminarium prof. Ułaszyna 2. Prócz tego ogłosił proseminarium
języka polskiego jako przygotowanie
do przyszłego seminarium.
Nie
było rzeczą łatwą dostać się na seminarium, a nawet na proseminarium.
Profesor
I Katedrę
tę miał od 1916-19114r. A. A. Kryński, od 1915-1920 Kazimierz Nitsch.
• Wcześniej właściwie młodzieży w Uniwersytecie Lwowskim nie było, gdyż przebywała
ona we frontowych
formacjach
wojskowych. Pierwszym normalnym po wojnie rokiem
akademiekim we Lwowie był rok 1000/21,który zresztą roz'poczęto ze znacznym opóźnieniem.

Kronika

667

dobierał sobie kandydatów według tego, kto miał lepsze kwalifikacje.
Aby otrzymać pozwolenie profesora na wpisanie jego seminarium
do indeksu, trzeba się
było wykazać znajomością
gramatyki
opisowej języka polskiego (przynajmniej
według podręcznika L Steina i R. Zawilińskiego), znajomością języka łacińskiego
i greckiego w zakresie szkoły średniej, zdać specjalne kolokwium z fonetyki opisowej języka polskiego (według artykułu T. Benniego) oraz z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego.
Poloniści uczyli się wtedy jeszcze z książki A. Leskiena:
Handbuch
der aLtbuLgarischen
Sprache
(Heidelberg 1919). Zdarzało się, że ktoś
się z jakimś kolokwium pospieszył, wtedy miał pierwszeństwo przed innymi w dostaniu się na proseminarium.
Profesor przyjmował
25 osób (tyle miał miejsc
w sali ćwiczeń), tyle też mniej więcej na seminarium
języka polskiego, przez
które musiał przejść każdy polonista. Oprócz tego odbywał kilkoosobowe seminarium słowiańskie.
Seminaria
i ćwiczenia prowadził
trochę szkolarskim
sposobem, ale jedynie
skutecznym. Każdy z uczestników mógł być w każdej chwili wezwany do odpowiedzi przy tablicy. Było to denerwujące,
bo wiedzy językoznawczej
z braku
profesora młodzież uprzednio wiele nabyć nie zdążyła. Ale taka metoda była
mobilizująca, każdemu bowiem szło o to, żeby się wobec profesora i audytorium
koleżeńskiego nie zbłaźnić. Profesor wysłuchując
niejednokrotnie
nonsensów, nie
gniewał się nigdy (w przeciwieństwie
do prof. K. Nitsche), tylko w sposób dobroduszny wykazywał wezwanemu brak wiadomości i umiejętności myślenia językoznawczego. Mimo tego niemal ojcowskiego tonu potknięcia takie nie należały
do przyjemności 3, .zwłaszcza że przytrafiały
się wobec profesora, którego rozległa
wiedza budziła podziw i szacunek, ale też dużo obawy. Bo Profesor choć na seminariach zwykle pobłażliwie traktował
niedociągnięcia
w odpowiedziach, był bardzo wymagający,
gdy szło o pisemne ćwiczenia (wypracowania
co tygodniowe,
referaty, prace) i surowy przy egzaminach.
W pierwszym roku pracy we Lwowie Profesor prowadził ćwiczenia proseminaryjne z języka polskiego sam, rzadko powierzając tę funkcję asystentkom. Były
nimi wówczas:
J. Wójcikówna
(Ffanhauserowa)
i J. Dalborówna
(Żlabowa).
W ich miejsce od stycznia 1923 r. starszym asystentem został dr J. Janów, z czasem mój serdeczny i wierny Przyjaciel, który w czerwcu 1925 r. wyhabilitował
się
u prof. Spławińskiego i A. Gawrońskiego, po czym pracował jako zastępca profesora, a od jesieni 1928 r. jako profesor nadzwyczajny filologii ruskiej 4.
Profesor Spławiński przebywał we Lwowie do 1929 r. Jego działalność pedagogiczna dała bardzo poważne wyniki. Stanowią je: habilitacja
J. Janowa i szereg
promocji doktorskich. Pierwsze u niego we Lwowie zdobyły tytuł doktora filozofii
p.p. J. Heydzianka
(Pilatowa) i M. Rytarowska
(Słuszkiewiczowa).
Stało się to
w listopadzie 1925. Trzecim doktorem był S. Bąk (czerwiec 1926 r.), potem: Bazyli
Lew, J. Zarzycki, a spośród studentów, którzy odbyli seminarium języka polskiego
w r. 1926/27: W. Kuraszkiewicz, T. Milewski, B. Moroń, S. Papierkowski,
z póź, Któregoś dnia wyrwał kol. H., młodego, ale bardzo inteligentnego i poważnego polonistę, któremu się tam coś przy rekonstrukcji formy prasłowiańskiej poplątało. Profeso.r
podszedł do tablicy i rzekł cicho, ale tak, że wszyscy słyszeli: "Niech p.an siada i wstydzi
się, że z pana taki nieuk". Chłopak spłonął, mało mu krew z twarzy nie trysła. Tym
razem opinia profesora była mylna, bo to był bardzo solidny student, bardzo dobry jako
historyk literatury .
• Zmarł w Krakowie, w grudniu 1952 r.; por. T. Lehr-Spławiński: Śp. Jan Janów,
"Język Polski" (Kraków 1954, r. XXXNI, s. '1-3); Dorobek naukowy
Jana Janowa w Zakresie językoznawstwa
słowiańskiego,
"Pamiętnik
Słowiański" (Wrocław-Poznań
1955 za
r. 1954,s. 71-75).

668

Kronika

niej szych zaś - H. Batowski. Z tego grona wyszło sześciu pracowników wyższych
uczelni (wśród nich najwybitniejszą
indywidualnością
był śp. Tadeusz Milewski).
Wspomnieć też trzeba jeszcze o innych. Pomijając S. Jaszuńskiego, który w seminarium Spławińskiego pracował tylko przez 4 trymestry (od kwietnia 1922 do czerwca 1923), po czym przeniósł się do Krakowa 5, do grona uczniów Spławińskiego należą w pewnej mierze: P. Rybicki (z wykształcenia
polonista, obecnie wykłada
socjologię), 1. Dąmbska (obecnie profesor filozofii), a przede wszystkim profesorowie: Jerzy Kuryłowicz i Eugeniusz Słuszkiewicz. Rybicki i Dąmbska, przeszli tylko
rok seminarium języka polskiego (Rybicki w 1922/23, Dąmbska w 1925/26 r.). Kierownikiem
i opiekunem naukowym
Kuryłowicza
i Słuszkiewicza
był zasadniczo
prof. A. Gawroński. Ale i ze Spławińskim byli oni w stałym kontakcie, uczęszczając na niektóre jego wykłady i biorąc udział w niektórych jego seminariach (np.
w seminarium
języka litewskiego w trzecim trymestrze
1923/24 i przez cały rok
1924/25).
W rok po śmierci J. Łosia (1928 r.) Spławiński przeniósł się na równorzędne
stanowisko do Krakowa. Z Krakowem związał się już na resztę swego życia. Tu
w latach 1935-1937 był dziekanem Wydziału Humanistycznego.
Tu w 1939 r. reprezentował
szczątek polskiej władzy, jako ostatni przedwojenny
rektor Almae
MatTis Jagellonicae,
co się skończyło wywiezieniem ogółu pracowników naukowych
Uniwersytetu
do obozu koncentracyjnego
w Sachsenhausen
pod Berlinem. Dziewięciu z nich nie wróciło w ogóle, niektórych: śp. M. Małeckiego, śp. T. Milewskiego, śp. W. Semkowicza, S. Urbańczyka itd. zesłano do Dachau.
W Krakowie, po wojnie, wiosną 1945 r. Spławiński jako nadal urzędujący rektor
reaktywował
Uniwersytet
Jagielloński.
Tu wreszcie w 1965 r. swego żywota
dokonał i na zawsze w Krakowie spoczął.
Spławiński,
jako profesor, wykładowca
i wychowawca
studiującej
młodzieży
cieszył się wielkim i' szczerym uznaniem. Wychowywał młodych ludzi, pozostawiając im dużo swobody, wzbudzając w nich przez to samodzielność myślenia. Podsuwał im nieraz własne tematy do opracowania i cieszył się, gdy kandydat potrafił
się zdobyć na swoją własną koncepcję w rozwiązaniu zagadnienia. Profesor porad
udzielał, ale wśród ówczesnych studentów, przynajmniej
we Lwowie, ugruntował
się pogląd, że częste udawanie się o poradę do profesora nie jest wskazane. Osobiście w sprawie mojej pracy doktorskiej byłem u Profesora dwa razy. Pierwszy
raz w styczniu 1923 r., gdy mu przed~ożyłem temat i perspektywy
pracy 6. Temat
Profesor chętnie zaaprobował, a co do perspektyw - to one niewątpliwie
ulegną
modyfikacji
w miarę dysponowania
zasobami materiałowymi.
Drugi raz byłem
w maju tego samego roku, kiedy mu przedstawiłem
część zebranego materiału.
Profesor przejrzał go dość dokładnie i oświadczył, że z tej cZl~ści materiału wynika, że właściwie pojąłem temat i jego zakres i że praca niewątpliwie
przyniesie nowe dane do znajomości dialektów polskich. A potem w lecie 1925 r. oddałem mu gotową pracę, którą przyjął bez zastrzeżeń.
Metoda ta - jak widać - dla profesora wygodna, dla kandydata może niekiedy
była dość ryzykowna, ale praktyka wykazała, że dała dobre wyniki. Mogły i były
oczywiście jeszcze inne sposoby wychowywania,
surowsze, które utrzymywały studentów w pewnych karbach zewnętrznej dyscypliny. Metoda Spławińskiego okazała
się trafną w stosunku do studentów
o pewnej dyscyplinie wewnętrznej.
Ona tę
, Poległ jako oficer do spraw politycznych w wojnie domowej w Hiszpanii.
'Od Profesora otrzymałem temat pracy magisterskiej w maju 1923 1', (zob. Pami~tnik
żOłnierza-legionisty,
Katowice 1930, Wydawnictwa Muzeum Województwa Ślą_kiego, dzi31 II,
nr l, strona 48+1 mapka).

Kronika

669

dyscyplinę wzmacniała
i pogłębiała,
gdyż rozległa i głęboka wiedza Profesora,
wysoki autorytet, jakim się cieszył, sprawiały, że student dokładał wszystkich sił,
by nie zawieść okazanego mu ze strony Profesora zaufania.
W czasie, gdy pełniłem przy jego katedrze (po J. Janowie) funkcję asystenta
(w latach 1925-1928) i tu stosował podobny system. Przez kilka posiedzeń seminaryjnych obserwował, jak sobie asystent radzi z materiałem
ćwiczeniowym, ingerując w tok ćwiczeń przez rzucanie dodatkowych
pytań, poszerzających
problem.
Przekonawszy
się, że asys1tent jakoś potrafi wybrnąć zzawHoś·ci
historyczno-porównawczych,
puszczał go "na bystre wody", tj. zostawiał mu najczęściej
dużą
swobodę, wpadając dla kontroli od czasu do czasu. Gdy mu ktoś zwrócił uwagę,
że właściwie asystent nie powinien samodzielnie prowadzić seminarium,
że to nie
jest zgodne z obowiązującymi
przepisami, odpowiedział:
"Asystent ma po to kwalifikacje, że by mógł właśnie pracą studentów na seminarium pokierować. Tego się
musi nauczyć i do tego przyzwyczaić. Bo asystent do ustawiania
książek na półkach nie jest asystentem".
Również sprawę kolokwiów (z fonetyki opisowej, gramatyki polskiej, staro-cerkiewno-słowiańskiej)
pozostawiał
najczęściej
asystentowi. Miałem więc sporo roboty, zwłaszcza od marca 1926 r., kiedy katedrę języka
polskiego objął H. Gaertner.
Byłem asystentem
urzędowo przy katedrze filologii
słowiańskiej
i języka polskiego, a pełniłem tę funkcję nieurzędowo
z przyjażni
i przywiązania do Janowa także przy katedrze filologii ruskiej. Praca była i trudna
i bardzo odpowiedzialna.
Ale starając
się ją należycie wykonać, zyskałem przez
to bardzo wiele, nie tylko pod względem naukowym, lecz także w dziale dydaktyki
uniwersyteckiej.
Póżnym latem 1928 r. losy nas rozdzieliły. Ja znalazłem się jako nauczyciel
szkoły średniej na Sląsku, Spławiński
po roku przeniósł się do Krakowa. Wraz
z nim przenieśli się do Krakowa jego dwaj uczniowie: W. Kuraszkiewicz
i T. Milewski. Kontaktu ze sobą nie zerwaliśmy jednak nigdy, z wyjątkiem
okresu wojennego. Ale nie w dosłownym znaczeniu. Wprawdzie w tym czasie nie korespondowaliśmy ze sobą, jednakże wiedziałem, że Profesor przebywa w Wyszmontowie
(koło Opatowa). Nawet gdy w moich stronach zaczęło się robić "ciasno i gorąco",
miałem zamiar "ulotnić się" właśnie w kierunku Wyszmontowa.
Przypadek
tylko
zrządził, że obrałem kierunek wprost przeciwny.
Po wojnie jednak te kontakty się zacieśniły. Chętnie zgodził się wziąć udział
w moim przewodzie habilitacyjnym.
Po jego zakończeniu,
ściskając się ze mną,
rzekł z uśmiechem: "Niezmiernie
się cieszę, że pana wreszcie wykończyłem". Był
to jeden z piękniejszych
dni w moim życiu.
Profesor odznaczał się dużą pracowitością,
jeśli idzie o jego własną pracę naukową. Był wtedy jeszcze młody i pełen sił. W wykładach
uniwersyteckich
z czasem już taki systematyczny
nie był, na co złożyły się różne przyczyny. Wykłady
powtarzał co jakiś czas, ale co roku starał się dać jeden nowy wykład. To go
zmuszało do przemyślenia
i przetrawienia
pewnego kompleksu
zagadnień. W ten
sposób stopniowo przepracowywał
system językowy polszczyzny, małoruszczyzny,
połabszczyzny, czeszczyzny, serbszczyzny a nawet litewszczyzny
itd., co w sumie
po szeregu lat złożyło się na to, że Profesor mógł zabierać poważnie głos w problematyce
językowej wszystkich
języków słowiańskich,
a także niesłowiańskich.
To rozległe opanowanie przedmiotu, co z uznaniem podkreślił K. Nitsch 7, umożli~
wiły przede wszystkim niezwykłe zdolności Profesora, łatwość opanowywania
ma-

7 W
recenzji
rozwój,
Warszawa

książki
T. Lehr-Splawińskiego:
Język
polski.
Pochod.zenie,
1947 (zob. "Język
polski",
Kraków
1947, r. XXVII, s. 152b).

powstanie.

670

Kronika

teriału
językowego,
umiejętność
wiązania
faktów
jednorodnych
i wykrywania
przyczyn procesów i zjawisk językowych, tj. to, co powinno cechować komparatystę. Toteż jego twórczość naukowa obejmuje około 400 pozycji. Mimo wieku
i długotrwałej choroby, która wracała w różnym nasileniu, choć słabła intensywność
jego pracy dydaktycznej, która go nużyła, naukowo był bardzo czynny. A zdawał
sobie z tego sprawę, że nie daje w pełni tego, co by mógł dać. W czerwcu 1950 r.
rzekł do mnie z rozbrajającą
szczerością: "Gdybym więcej dosiadywał nad różnymi kwestiami, niewątpliwie napisałbym znacznie więcej. Ale niby po co?".
Zadziwiająco szybko postępował jego rozwój naukowy, co wśród uczonych jest
zjawiskiem dość wyjątkowym. W r. 1922 był już profesorem zwyczajnym, nie mając skończonych 31 lat. Sam w czasie swego pięknego jubileuszu w 1961 r. wyznał, że w swej karierze naukowej miał dużo szczęścia. To zapewne prawda. Ale
życie się mu po różach nie układało. W r. 1934 utracił żonę, p. Marię z Kopystyńskich Spławińską.
Zmarła niespodzianie
po przebytej
operacji. Osierociła troje
dzieci, z których naj starszy syn był dzieckiem bardzo nieszczęśliwym, chorym od
urodzenia
na niedomykanie
zastawek
sercowych.
Był on dla rodziców przedmiotem największej
troski i zmartwienia.
Chowali go, strzegli z tą myślą, że
katastrofa nadejść musi. Istotnie zmarł on tuż po wojnie po paromiesięcznej,
ostro
przebiegającej
chorobie, mając 26 lat i ukończone studia prawnicze. Że to tak
długo się odwlekało, stało się dzięki troskliwej opiece rodziców i usilnym zabiegom lekarzy, którzy to gasnące życie - w miarę wiedzy i sił ludzkich podtrzymywali.
Wszystko to,' jako też kilkumiesięczny
pobyt w Sachsenhausen,
niepewność
jutra w czasie okupacji musiało się odbić na zdrowiu Profesora, który do najzdrQwszych typów nie należał. W czasie spotkań z nim mogłem jednak podziwiać
jego spokój i pogodzenie się z losem. Po śmierci p. Spławińskiej dzieci straty matki
materialnie
właściwie nie odczuwały. Ale oczywiście brakło im opieki i ciepła
matczynego. On w miarę możności starał się im matkę zastąpić.
W grudniu 1964 r. otrzymałem jego ostatni list. Nie czuł się dobrze, ale wyrażał nadzieję, że jeszcze zdoła się skrzepić i dokończyć zaczęte prace. Niestety, stało
się inaczej. Śmierć jego stanowi ciężką i bolesną stratę dla polskiej lingwistyki
i żałobą okryła szerokie grono jego przyjaciół.
Spławiński
cieszył się wielkim szacunkiem
jako uczony i człowiek, ale nie
był indywidualnością,
nastawioną
bojowo. Nie potrafił (czy nie chciał) nigdy niczego stawiać na ostrzu noża. Szczególnie był lojalny i unikał starć z tak impulsywną indywidualnością,
jaką był jeden z jego mistrzów i kolegów - K. Nitsch.
Ale ci, co się z nim stykali, znają jego przyjazną postawę wobec ludzi i życzliwość
oraz zrozumienie ich spraw i kłopotów. Nie szczędził ludziom pomocy i "popychał"
ich - wedle możności - na drodze mądrego kompro~isu.
To była jego polityka
"współżycia". Nie była ona może efektowna,
ale wydaje się, że w istniejących
warunkach
dawała pewniejsze,
choć powolne wyniki. Tylko tą drogą kilku
-"woich uczniów wprowadził w kręgi uniwersyteckie.
Poza opracowywaniem
różnych zagadnień szczegółowych, w których uwzględnił
materiał ze wszystkich języków słowiańskich
(o słowiańskich samogłoskachnosowych, o przestawce spółgłosek płynnych na obszarze Słowiańszczyzny, o akcencie
i jakości intonacji prasłowiańskich 8 itd. itd.) interesowała go połabszczyzna, sprawa
, Akcentem
słowiańskim
i iloczasem
zajmował
się J. R a z wad
o w s k i (por. Historyczna
fonetyka,
"Język
polski i jego historai" , Kraków
1915, t. l, s. 199-332 i w Gramatyce języka
polskiego,
Kraków
1923, s. 68-107), ale właściwie
dopiero
Spławiński
podjął
szczegółowe
studia
nad tym najtrudniejS'z~/m \\' gramatyce
słowiańskiej
zC1gadnieniem.
Drugim
akcentologiem

w

Polsce

jest

J. KlIl'ylowicz.

671

Kronika

liturgii starocerkiewno-słowiańskiej
w Polsce, geneza polskiego języka literackiego,
a przede wszystkim problem pokrewieilstwa
języków słowiańskich
i różnicowanie
się prasłowiańskiego
systemu gramatycznego, co doprowadziło do wyodrębnienia
się
poszczególnych
grup językowych
i poszczególnych
języków
słowiańskich.
Ich
bliższe, wzajemne związki omówił w kilku pracach (o związkach połabsko-pomorsko-polskich,
o pokrewieństwie
języków ruskich itd.), wskazując
na podstawie
danych z dialektologii
historycznej
na podobieństwa
i różnice w ich rozwoju.
Dawnej (prasłowiańskiej)
dialektologii
poświęcił wiele uwagi, a wyniki badań
w tym kierunku oraz w zakresie archeologii, etnografii słowiańskiej itd. wyzyskał
znakomicie w swej syntetycznej
pracy O pochodzeniu
i praojczyźnie
Slowian
(poznań 1945) i w popularno-naukowej
książeczce Początki Słowian (Kraków 1946).
Przez dokładne poznanie i ustalenie struktury
językowej Słowiańszczyzny
i wzajemnych związków między poszczególnymi
językami dążył do naświetlenia
najbardziej charakterystycznych
przejawów kultury słowiańskiej, która znajduje swe
odbicie w faktach językowych.
Jego osiągnięcia naukowe, przynajmniej
w niektórych kierunkach,
np. w zakresie dialektologii, etnogenezy Słowian itd. należy szerzej omówić osobno 9.
Stanislaw

" Artykuł
ten jest
które
autor
\vygłosił
25 wrześnirl 1!16:; 1'.

Bąk

pewn~~ nlodyfikacją
wspomnienia
pośn1iertnego
o T. Lehr-Spławińskin~.
na z'jf'ździe
Polskiego
To,\\rarzystwn
Ludozn3\VC7cgo
\V Przemyślv~

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.