d2279468a1dbc0a16de444f939fb127c.pdf

Media

Part of Kobieta-Małpa, Kobieta-Niedźwiedź / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.1

extracted text
040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A NNA WIECZORKIEWICZ

chciał w niej mieć jednocześnie osobliwość i pannę
służącą. Nie traktował jej dobrze i po pewnym czasie
Julia zdecydowała się wrócić do swoich. W drodze wy­
patrzył ją jednak pewien Amerykanin znający się na
branży rozrywkowej i namówił do wyjazdu do Stanów
Zjednoczonych. Powiózł ją tam w grudniu 1845 roku.
Julię wciągnęły tryby machiny show-biznesu, zasi­
lanej bynajmniej nie tylko przez niskie żądze sensacji
i rozrywki, tak typowe dla gawiedzi. Efektywny napęd
dawało też to, co rodziło się w ramach dyskursu aka­
demickiego. W istocie oba te obszary - rozrywkowy
i akademicki - wzajemnie się zasilały. Spojrzenia ba­
daczy kierujące się na owłosione kobiece ciało szuka­
ły bowiem sensu nie tylko w domenie ściśle naukowej.
Historia Julii pozwala na różne sposoby rozważać na­
turę spojrzenia kierującego się na tych, których natu­
ra obdarzyła ciałami wykraczającymi poza normę.
Prześledźmy dalsze losy Indianki, zastanawiając się
nad tym, dlaczego potoczyły się one właśnie tak. Spy­
tajmy też: w jaki sposób skonstruowana jest ta kultu­
rowa machina, która obróciła jej ciało w obiekt o wa­
lorach spektakularnych.
W Nowym Jorku Julia zrazu przybrała półniedźwiedzią naturę - na Brodwayu pokazano ją jako „Niezwy­
kłą hybrydę, kobietę-niedźwiedzia” (Marvellous Hybrid
or Bear Woman). Pewien znawca, doktor Alexander
B. Mott, po zbadaniu okazu orzekł jednak, że w isto­
cie mamy tu do czynienia z hybrydycznym połącze­
niem człowieka i orangutana.
Małpy, zwłaszcza człekokształtne, wydawały się
ówczesnej publiczności ciekawe i zabawne, ale wie­
dziano o nich stosunkowo niewiele. Niejasna była róż­
nica między szympansami, pawianami, orangutanami,
gorylami. Afrykańskiego goryla nauka odkryła zresztą
dopiero w roku 1847. Wypchany okaz pokazano po
raz pierwszy w Europie na wystawie w Londynie w ro­
ku 1861. Pytanie o to, jaka jest relacja między nim
a nami w wielkim łańcuchu bytu, wydawało się fascy­
nujące. Opublikowanie przez Karola Darwina dzieła
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego,
czyli o przeżywaniu doskonalszych ras w walce o byt w ro­
ku 1859, a potem w 1871 pracy o pochodzeniu czło­
wieka, ożywiło to zainteresowanie. Nic więc dziwnego,
że postać kobiety-małpy zdawała się tak intrygująca.
Julia odwiedziła kilka amerykańskich miast.
W Cleveland profesor Brainder zajmujący się medycy­
ną obejrzał pod mikroskopem jej włosy i stwierdził, że
nie należą do przedstawiciela rasy czarnej - chodzi tu
o oddzielny gatunek. Świadectwa medyczne jego oraz
doktora Motta włączono do ekspozycyjnego instru­
mentarium.
Wszędzie, gdzie się pojawiała, jej przybycie stawało
się sensacją o charakterze rozrywkowym i naukowym
jednocześnie. W Baltimore zabrano ją na bal wojsko­
wych, gdzie panowie żądni niezwykłych wrażeń mogli
zaprosić ją do tańca. W Bostonie interesowali się nią

Kobieta-małpa,
kobieta-niedzwiedz
Historia spojrzenia
na Julię Pastranę

N

a ilustracji zamieszczonej w niemieckiej gaze­
cie „Gartenlaube” w roku 1857 widać małpi
profil wyłaniający się z dekoltu falbaniastej
sukni: wysunięta szczęka, grube wargi, wały nadoczodołowe nad wąskimi oczkami, płaski, szeroki nos.
Bródka, bujne baki i krzaczaste brwi kontrastują z mi­
sternie upiętymi włosami, ozdobionymi wielką kokar­
dą. To Julia Pastrana - Indianka urodzona w Meksy­
ku w okolicach Sierra Madre w roku 1834. Nadmier­
ne owłosienie i rozrośnięta, wysunięta do przodu
szczęka nadawały jej osobliwy wygląd. Niektórym
przypominała małpę, inni uważali, że jest podobna do
niedźwiedzia. Portretowano ją w tanecznych pozach,
w falbaniastych sukniach. Niekiedy w ręku trzymała
kwiatek, czasem smętnie spoglądała w dal. Jej fryzura
zawsze była staranna i bardzo kobieca; o reszcie twarzy
nie można tego powiedzieć.
Ilustracja z „Gartenlaube” pochodzi z czasów, gdy
jej imię było znane, jakkolwiek kariera nie osiągnęła
jeszcze szczytu. Chodzi oczywiście o ten rodzaj kariery,
jaki dostępny był istotom mieszczącym się w kategorii
nondescript, nie poddającym się regułom klasyfikacji,
wykraczającym poza definicje płci, rasy czy gatunku o występy w pokazach osobliwości.
Opowiadano o niej niezwykłe rzeczy - fabuły zmie­
niały się zależnie od inwencji autora i od tego, dla ja­
kiej publiczności je przeznaczano. Jak podawała jedna
z jarmarcznych broszur, w dzieciństwie opiekowała się
nią pewna Indianka, którą ziomkowie przez sześć lat
uważali za zaginioną. Kiedy w końcu ją odnaleźli, mia­
ła przy sobie dwuletnią dziewczynkę o dziwnym wyglą­
dzie. Całe ciało małej pokryte było czarnym miękkim
włosem, a jej twarzyczka zdawała się mieć małpie rysy.
To właśnie była Julia. To imię nadano jej w przytułku,
gdzie naprawdę się wychowała.
Broszury ciągnęły jednak wątek indiańskiej opie­
kunki - a ta jakoby twierdziła, że została pojmana
przez wrogie plemię, które więziło ją w jaskini na od­
ludziu zamieszkiwanym jedynie przez zwierzęta - mał­
py i niedźwiedzie. Twierdziła, że nie jest matką dziec­
ka, ale kochała je jak swoje. Po jej śmierci dziewczyn­
kę wysłano do pobliskiego miasteczka, gdzie przejęła
nad nią kuratelę rodzina Pedro Sancheza. Sanchez

40

040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz • KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

pi wygląd” niekoniecznie prowadzić musiał do konklu­
zji dotyczącej małpio-ludzkiego pokrewieństwa.
Dla Darwina Julia to bynajmniej nie brakujące
ogniwo, ale kobieta o szczególnych cechach: „Julia Pa­
strana, tancerka hiszpańska, była niezwykłą kobietą,
lecz miała włosy na czole i gęstą męską bodę. Sfotogra­
fowano ją, a po śmierci jej wypchaną skórę pokazywa­
no jako okaz. Interesujący jest dla nas fakt, że w gór­
nej i dolnej szczęce miała anormalną, podwójną liczbę
zębów w jednym rzędzie; dr Purland sporządził odlew
jej szczęk z zębami. Wskutek takiej obfitości zębów
usta kobiety były wysunięte naprzód, a cała jej twarz
była podobna do twarzy goryla”. (Darwin 1959: 304)
Darwin pisał to przy okazji omawiania zmienności ko­
relacyjnej. Przytoczył inne znane mu przypadki, po
czym wyciągnął wnioski dotyczące zmienności korela­
cyjnej: „Tego rodzaju wypadki oraz istnienie bezwło­
sych psów przywodzą na myśl z wielką siłą fakt, że dwa
rzędy ssaków, mianowicie szczerbaki i walenie, posia­
dające arcynormalną powłokę skórną, mają równocze­
śnie jak najbardziej anormalne uzębienie, a mianowi­
cie zbyt małą bądź zbyt dużą liczbę zębów”. (Darwin
1959: 304)
Podobnie jak inni naukowcy, Darwin zbiera infor­
macje, wymienia się nimi z kolegami po fachu, ogląda
modele, odlewy, fotografie. W tworzonym przez niego
dyskursie Julia to postać drugorzędna, jeden z wielu
podobnych przypadków. Badacz rozważa te jej cechy,
które mogą przyczynić się do wyjaśnienia interesują­
cych go kwestii. Zwraca zatem szczególną uwagę na
stan uzębienia i zastanawia się, na ile jego anormalność związana jest z nietypowym owłosieniem. Łączy
w jedną kategorię nadmiar włosów i ich brak. Rozwa­
ża przy tym kwestię dziedziczności. Czasem wtrąci
ubarwiającą narrację uwagę o tym, że trzeba było prze­
kupstwa, by ktoś poślubił owłosioną Birmankę, ale to,
co go naprawdę zajmuje, to liczenie, mierzenie, po­
równywanie, zestawianie.1 Widowiskowość Julii, ro­
syjskich wieśniaków, czy birmańskiej dziewczyny nie
ma tu takiego znaczenia. Ludzie ci mogą być interesu­
jący, podobnie jak ciekawe są bezwłose psy i szczerbaki, ale to, co naprawdę fascynujące, to układ zależno­
ści i korelacji, w które można wpisać te istoty. Uwaga
badacza zatrzyma się więc na chwilę na „hiszpańskiej
tancerce”, by potem wznieść się tam, skąd roztaczać
się będzie szersza perspektywa.
Naukowcy działali w imię ogólnie szanowanych in­
stytucji, takich jak akademia, towarzystwo naukowe
czy szpital. Umieli formułować opinie, aby zbić ewen­
tualne zarzuty niemoralności, nieobyczajności, profa­
nacji, bezduszności. Natomiast w obszarze rozrywki
ciekawość łatwo stawała się podejrzana pod względem
moralno-obyczajowym. Dlatego w Berlinie władze wy­
raziły obiekcje co do stosowności wystawienia na wi­
dok publiczny kobiety-małpy. Lent zapewnił wówczas,
że nie chodzi tu o nic zdrożnego: Julia będzie tylko

członkowie Towarzystwa Historii Naturalnej. Samuel
Kneeland Jr specjalizujący się w anatomii porównaw­
czej oświadczył wówczas, że jest ona osobą całkowicie
ludzką, kobietą posiadającą wszystkie typowe dla swej
płci cechy. Reklamowe broszury zapewniały jednak, że
to hybryda o półzwierzęcej naturze; czasem dodawały
też, że wszyscy członkowie plemienia, z którego pocho­
dziła, byli owłosieni jak niedźwiedzie czy orangutany.
Kiedy w czerwcu 1857 pojechała do Londynu, jej
nowym impresario został Teodor Lent. Człowiek ten
wywarł ogromny wpływ na jej losy - nie tylko zresztą
doczesne, ale i pośmiertne. Ogłoszenia, jakie Lent da­
wał w gazetach, eksponowały kobieco-małpią hybrydyczność Julii, sugerując jednak, że dominuje natura
kobieca. Rys kobiecości pozwalał podkreślać to, co
zdawało się opozycyjnym biegunem zwierzęcej dziko­
ści. Julia jawiła się jako osoba subtelna i inteligentna.
Od Indian różniła się nie tylko wyglądem, ale charak­
terem i umiejętnościami. Jak pisano, opanowała an­
gielski i hiszpański, była biegła w pracach kobiecych,
takich jak: szycie, gotowanie, pranie i prasowanie.
Uwielbiała podróżować, cieszyła się dobrym zdrowiem
i zawsze chętnie uczyła się nowych rzeczy. Rozwodzo­
no się nad jej ujmującym charakterem i bystrością.
Całość ubarwiano historią o tajemniczym pochodze­
niu i pierwszych latach życia spędzonych na odludziu.
W czasie pokazów Julia śpiewała angielskie i hisz­
pańskie piosenki, tańczyła, a po pokazie konwersowa­
ła z publicznością, której nie tylko wolno było zadawać
jej pytania, ale i dotknąć bujnej brody lub pogładzić po
owłosionych policzkach.
Była niemal taka jak inni ludzie; więcej nawet umiejętnościami językowymi, gracją, zamiłowaniem
do tańca i śpiewu górowała nad wieloma kobietami;
ale z drugiej strony byłą też trochę jak mężczyzna (bo
niby skąd u niej broda?), trochę zaś jak zwierzę, ze swą
czaszką, która, jak orzekł Brytyjski znawca przyrody
Francis Buckland, jest w typie czaszek orangutanich
(ale nie jest całkowicie orangutania).
Nazywano ją kobietą-małpą, kobietą-niedźwiedziem - i nie wiadomo, czy została nią dlatego, że wy­
chowała się niemal razem ze zwierzętami, czy dlatego,
że Meksykanie zdeformowali jej czaszkę, czy też po
prostu dlatego, że taka była jej ludzko-zwierzęca natu­
ra. Istota jej bytu oscylowała gdzieś na pograniczach wyznaczana przez owe „prawie”, „niemal” i „trochę” i to właśnie czyniło ją ciekawą.
Julia przyciągała uwagę lekarzy i przyrodników.
Oglądali ją i opisywali, zwracając uwagę na szczegóły
sprawiające, że twarz zdawała się orangutania, a figura
kobieca. Naukowcy władali dyskursem, który pozwa­
lał w bezpieczny i prawomocny sposób interesować się
naturą owłosionej kobiety. N a ciekawości osnuwało
się badanie, wnikanie, rozumienie. Z tego punktu wi­
dzenia Julia stawała się okazem, który nurt dyskusji
naukowych wprowadzał w obszar wiedzy. Tutaj „mał­

41

040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz • KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

śpiewać i tańczyć. W Lipsku poszerzył jednak jej ak­
torskie kompetencje i kazał wystąpić w sztuce o głu­
pim mleczarzu zakochanym w kobiecie noszącej welon
- ta, ku uciesze publiczności, uchylała woal, gdy zalot­
nika nie było w pobliżu. Przedstawienie uznano nie
tylko za nieprzyzwoite, ale i niebezpieczne. Lekarze
twierdzili, że ciężarne kobiety widząc coś takiego ła­
two mogą poronić lub urodzić dziecko podobne do kobiety-małpy.
Skandal stanowił pożywkę dla ciekawości szero­
kich kręgów publiczności. Tygodnik „Gartenlaube”
opublikował obszerny wywiad z Julią. Opowiadała ona
0 swych podróżach, o licznych propozycjach małżeń­
skich, które odrzuciła, gdyż konkurenci nie byli wy­
starczająco majętni - to dobry chwyt rynkowy mogący
zwabić bogatych admiratorów.
Julia okazała się na tyle zyskowną inwestycją, że
konkurencja starała się ją podkupić. Przemyślny Lent
związał się zatem ze swym okazem węzłem małżeńskim
1 kontynuował objazd, udając się do Wiednia. W cią­
gu dnia Julia nie opuszczała mieszkania - inaczej jej
widok mógłby spowszednieć. Za to wieczorami, zawoalowana, pod kuratelą męża wychodziła z domu, by
oglądać pokazy dawane przez innych. Wówczas wta­
piała się w cyrkową publiczność, a przypisana jej rola
osobliwości ludzkiej ulegała zawieszeniu.
Następne na trasie były Niemcy, po których Lentowie krążyli razem z grupą woltyżerów - Julia mogła
nauczyć się paru sztuk, którymi urozmaicała pokazy
tańca, śpiewu, gry na gitarze i organkach. Natomiast
w roku 1858 plakat oznajmiający: Miss Julia Pastrana
z Meksyku występuje w cyrku Ślęzaka pojawił się na uli­
cach Warszawy. Szlak wiódł dalej na wschód, do M o­
skwy. Tutaj jednak pojawiły się komplikacje innego
rodzaju. Wprawdzie pokazy odniosły sukces, ale Julia
była w ciąży, a budowa jej ciała pozwalała spodziewać
się komplikacji. Lekarze zastanawiali się, na ile wąskie
biodra ciężarnej utrudnią poród. Obawy nie były bez­
podstawne. Chłopiec, który przyszedł na świat, dzie­
dzicząc po matce jej nietypowe cechy, żył niecałe dwie
doby. Julia zmarła pięć dni po porodzie (w prasie bul­
warowej pisano, że „serce jej pękło”).
Lent i tym razem nie przepuścił możliwości zarob­
ku. Odsprzedał zwłoki profesorowi z moskiewskiego
uniwersytetu anatomicznego - ten zmierzył je, zważył,
po czym zajął się konserwacją, wstrzykując specjalny
preparat zatrzymujący rozkład. Z niemowlęciem nie
było problemów, ale u Julii iniekcje trzeba było powta­
rzać przez kilka miesięcy. Efekt końcowy był świetny.
Wtedy znów pobudzony został nerw przedsiębior­
czości Lenta - Julia wyglądała niemal jak żywa, co po­
zwalało sądzić, że da się ciągnąć z niej zyski. Udało mu
się jakoś odzyskać zmumifikowaną małżonkę i potom­
ka (powiadano, że zapłacił profesorowi balsamiście su­
mę przewyższającą tę, za którą ich odsprzedał. Pomoc­
ny mógł też być akt ślubu poświadczony przez konsula

amerykańskiego.). Władze rosyjskie zakazały mu jed­
nak urządzania pokazów, więc udał się do Londynu.
Tam w roku 1863 otworzył ekspozycję zatytułowa­
ną Embalmed Female Nonderscript. Można ją było obej­
rzeć za cenę nieco niższą niż ta, której żądano przy po­
kazach żywej osobliwości. Julia miała na sobie strój ro­
syjskiej tancerki; obok niej w marynarskim ubranku
stało niemowlę. Jak pisał jeden z naocznych świadków:
„Twarz była wspaniała; dokładnie taka jak nad­
zwyczaj udany portret woskowy, ale nie była uformo­
wana z wosku. Stwierdziłem, że to była prawdziwa skó­
ra, spreparowana w jakiś cudowny sposób. (...) Nie by­
ło w tej figurze nic odstręczającego ani przykrego,
i trudno wyobrazić sobie, że owa mumia jest napraw­
dę istotą ludzką, a nie sztucznym modelem” (podkr.
aut.) (Cyt. za: Altick 1978: 267.) Godna podziwu by­
ła nie tylko Julia, ale i kunszt, dzięki któremu zdołano
zachować jej szczątki. Dziennikarz jednej z londyń­
skich gazet uważał za stosowne poinformowanie czy­
telników: „Ten nowoczesny, nie znany dotychczas
sposób balsamowania, przebadali w krytyczny sposób
wybitni londyńscy naukowcy, uznając go za niezwykle
udany, najwspanialszy ze wszystkich znanych przykła­
dów balsamowania”. (»Illustrated London News» 29
marca 1862: 316. Cyt. za: Altick 1978: 267)
Możemy oburzać się na optymizm poznawczy
uwłaczający godności zmarłej istoty ludzkiej. Warto
jednak spytać, co się pod nim kryje. Może nie chodzi
jedynie o to, by pokazać dziw ku uciesze tłumu i wzbo­
gaceniu właściciela. To prawda, publiczność lubi się
ekscytować, a widok człowieka - żywego czy martwe­
go - wzbudza szczególnie silne emocje. Widok ten ini­
cjuje grę pomiędzy współodczuwaniem a samorozpoznaniem się w konfrontacji z tym, co od nas różne. Za­
balsamowana Julia nie jest żywa i nie jest woskowym
modelem - jest jednak prawie jak żywa i niemal jak
z wosku. Jest martwa, ale nie jest rozkładającym się
trupem - pozostała prawie taka jak za życia.
Kiedy za życia wystawiano ją na pokaz, zacierano
kategorialne podziały tożsamości między tym co ko­
biece i co męskie, co dzikie i co cywilizowane, ludzkie
i zwierzęce; teraz opisując okaz, można było jeszcze
wymieniać miejscami martwotę i żywość. Historia
zmarłej, zabalsamowanej Julii i jej żywego, przedsię­
biorczego małżonka to opowieść o zakorzenionej
w kulturze fascynacji ciałem, które przekracza reguły
ludzkiej cielesności. Lent, organizując pokazy Julii,
tworzy tę opowieść, ale nie jest jej jedynym autorem.
Współtworzą ją ci wszyscy, którzy chcą widzieć i wie­
dzieć, których intryguje pytanie: co się dzieje, gdy na­
ruszy się granicę między kobietą a mężczyzną, między
człowiekiem a nie-człowiekiem, rozumnym a bezrozumnym, dzikim a cywilizowanym, żywym a martwym.
Pośmiertne losy Julii były równie niespokojne jak jej
życie - i tak samo wiele mówią nam o ambiwalentnym
stosunku do granicznych ciał.

42

040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz • KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

Lent (razem ze swoją zabalsamowaną żoną) przyłą­
czył się do wędrownego muzeum anatomicznego. Kie­
dy zawitał do Karlsbadu, doszły go wieści o brodatej
kobiecie ukrywanej przez rodzinę - była to świetna
okazja do zdobycia następczyni Julii. Udało mu się
spotkać z rodzicami kobiety i rozpocząć starania o zdo­
bycie jej ręki. Ojciec panny wymógł na nim jednak
obietnicę: pokazy za pieniądze są wykluczone. Lentowi łatwo przyszło dać słowo, jeszcze łatwiej go nie do­
trzymać. Powiózł małżonkę w podróż po Europie, kon­
fiskując jej oczywiście przybory go golenia. Nadał jej
także nową tożsamość: Zenora Pastrana miała być sio­
strą Julii. Nie cofał się też przed rozsiewaniem plotek,
że Julia i Zenora to ta sama osoba. Przez całe dziesię­
ciolecie miał dochodowe kontrakty z różnymi cyrka­
mi; zdarzały się i zaproszenia na prywatne pokazy dla
rodów panujących. Zrazu Lent jeździł z obiema żona­
mi - żywą i martwą. Potem tę martwą musiał zostawić
- widocznie nie podobało się to Zenorze. Julię wynaję­
to wówczas wiedeńskiemu Prauscher Volskmuseum.
W latach 80. XIX wieku Lent zapragnął położyć
kres wędrówkom i osiadł w Petersburgu, by prowadzić
niewielkie muzeum figur woskowych. Wkrótce jednak
popadł w szaleństwo - kiedy zaczął tańczyć na ulicy,
drzeć banknoty i papiery giełdowe i topić je w Newie,
jasne stało się, że trzeba go osadzić w zakładzie dla sła­
bujących na umyśle. Pozostał tam do końca życia. Ze­
nora wkrótce potem wyjechała z Rosji do Mona­
chium. Po drodze zabrała z Wiednia mumię swej po­
przedniczki i jej dziecka - należały do niej podobnie
jak reszta majątku Lenta. Pokazała je w monachijskim
towarzystwie antropologicznym.
Zenora chciała pewnie znormalnieć, położyć kres
plotkom, że ona i Julia są tą samą osobą, i wycofać się
na dobre z branży widowiskowej. Osiadła w Dreźnie,
gdzie poślubiła znacznie młodszego od niej mężczyznę.
Mumie przekazała na wystawę antropologiczną w Mo­
nachium, gdzie eksponowano je na różnych pokazach,
by w roku 1895 odsprzedać. W ciągu następnego
ćwierćwiecza okazy te kilkakrotnie zmieniały właści­
cieli, aż w roku 1921 trafiły w ręce Norwega Hakona
Jaegera Lunda, dbającego o urozmaicenie w organizo­
wanych przez siebie pokazach. Lund oferował widzom
różne rozrywki. Można było u niego na przykład obej­
rzeć woskowe figury przedstawiające sławnych ludzi,
spróbować szczęścia na loterii, wysłuchać wykładu
w „Muzeum Higieny i Anatomii”. W tym gabinecie
osobliwości obok preparatów monstrów zakonserwo­
wanych w słojach i woskowych odlewów chorobowo
zmienionych narządów ciała znaleźli schronienie Julia
i jej syn.
W roku 1943 w czasie okupacji Norwegii Niemcy
chcieli skonfiskować eksponaty, ale synowi Lunda
Hansowi udało się skłonić władze do zmiany decyzji.
Zorganizował wówczas długą objazdową wystawę.
W jednym z trzech wagonów wypełnionych modelami

i preparatami podróżowała zmumifikowana Julia.
Wciąż nosiła strój rosyjskiej tancerki, ale była już nie­
co podniszczona - trochę wyliniała, nie miała już swo­
jej dawnej brody, znikła gdzieś jej biżuteria; jej syn
utracił owłosienie oraz marynarskie ubranko. Mimo
wszystko oboje przyciągali uwagę. Niepokoili i intrygo­
wali, gdy wpatrywali się w ciekawskich z ozdobnej lek­
tyki, stanowiącej część ekspozycji. Podróż zakończyła
się w roku 1953 w Linkopong w Szwecji, gdzie Hâkon
Jaeger Lund umieścił podupadły już nieco gabinet
horroru.
Po śmierci Hâkona Jaeger Lunda jego syn przejął
interes, znacznie mniej lukratywny niż dawniej.
Wkrótce pojawiła się jednak nadzieja na korzystne
ożywienie. W roku 1969 pewien bogaty Amerykanin,
dowiedziawszy się o mumiach trzymanych gdzieś
w Skandynawii, zapragnął je kupić. Hans Jaeger Lund
uznał ofertę tysiąca dolarów za zbyt niską. Ociągał się
ze sprzedażą, tłumacząc, że sam chce zabrać prepara­
ty w objazd. Mimochodem rzucił też myśl o planach
meksykańskiego rządu, który chce wykupić mumie,
by umieścić je w specjalnym mauzoleum. Historia Ju ­
lii znów trafiła do gazet. Rozwodzono się nad całą
sprawą, włączając w to refleksje moralne, dotyczące
publicznego pokazywania zwłok. Podobne obiekcje
miały niektóre organizacje religijne. Amerykanin
próbował negocjować cenę, Lund wahał się, a w mię­
dzyczasie urządzał ekspozycje w Szwecji i Norwegii.
Sprawę jednak zbyt przeciągnął - amerykański kolek­
cjoner doznał udaru i oferta 5 tysięcy dolarów zdezak­
tualizowała się.
W roku 1971 mumie nadal pokazywano w Norwe­
gii i w Danii. Udały się też za ocean - podróżowały po
Stanach Zjednoczonych w gablocie z nietłukącego się
szkła w wielkim cyrkowym wozie. Wprawdzie w kilku
stanach kazano zamknąć wystawę ze względu na jej
niemoralny charakter, mimo to tournée okazało się ko­
rzystne finansowo. Kiedy Lund chciał kontynuować to
przedsięwzięcie w Norwegii, spotkał się z publicznym
sprzeciwem. Zaprotestowały władze kościelne. Biskup
Oslo stwierdził, że mumie należy pochować, by spoczy­
wały w spokoju. Lund bez trudu znalazł na to odpo­
wiedź: skoro Kościołowi tak zależy na spokoju zmumi­
fikowanych szczątków, niech zajmie się mumiami egip­
skimi; następnie wysłał Julię na tournée po Szwecji.
Upalne lato 1973 to czas ostatniego triumfu sce­
nicznego Pastrany. Kobieta-małpa w ozdobnej lektyce
z synkiem stojącym obok niej na piedestale, zamknię­
ci w wielkiej gablocie przyciągali uwagę w miastecz­
kach szwedzkiej prowincji. Ogłoszenia oznajmiające
ich przybycie podejmowały wciąż ten sam wątek ludzko-zwierzęcej hybrydyczności. Szybko jednak dały
o sobie znać nastroje nieprzychylne tego rodzaju
przedsięwzięciom. W miasteczku Hudiksvall wystoso­
wano do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych petycję
domagającą się wydania ogólnego zakazu urządzania

43

040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz • KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

takich spektakli. Julia musiała wrócić do Norwegii, ale
i tu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zakazało jej
wystawiania. Trafiła zatem do parku rozrywki pod
Oslo, ale eksponowanie jej nie wchodziło już w grę.
Syn Hansa Jaegera Lunda, który stał się kolejnym wła­
ścicielem, nieszczególnie się o nią troszczył. W roku
1976 ktoś włamał się do pomieszczeń, gdzie ją prze­
chowywano i dokonał wielu szkód. Podarto suknię Ju­
lii, dziecko zrzucono z piedestału, odłamując mu rękę
i szczękę. Trzy lata późnej nastąpiło kolejne włamanie
- wówczas Julia zaginęła i trudno było przypuszczać, że
zachowa się cokolwiek z jej szczątków. Znaleziona zo­
stała przypadkiem dzięki dzieciom z przedmieść Oslo,
które na wysypisku natknęły się na zmumifikowaną
rękę. Zawiadomiono policję, a ta odnalazła resztki Ju­
lii w wozie porzuconym nieopodal, po czym przekaza­
ła ją Instytutowi Medycyny Sądowej w Oslo.

„Pozbawiony języka i energii życiowej, wciągnięty
w proces rozkładu, trup jest przedmiotem trwogi i od­
razy, ale także szacunku, miłości, nienawiści. N a ile
jest już jednak rzeczą, a na ile jeszcze osobą?” - pisał
Louis-Vincent Thomas w książce poświęconej kultu­
rowemu stosunkowi do martwego ciała (Thomas
1991: 100). Martwą Julię można wprowadzić w prze­
strzeń rozrywki, jeśli nie będzie trupem-osobą.
Historię zabalsamowanej Julii da się opisać jako
negocjacje dotyczące tego, czy jej trup ma być osobą,
czy rzeczą, odpadem, surowcem czy towarem (na takie
trzy tryby uprzedmiotowiania trupa - na czynienie
z niego odpadku, surowca lub towaru - wskazywał
Thomas).3 Status trupa-rzeczy i trupa-osoby negocju­
je się wówczas, gdy rozważa się możliwość pochówku.
Głos w dyskusji pozwala wyrazić szersze kwestie świa­
topoglądowe. Ten motyw wchodzi w grę także wtedy,
gdy zakazuje się wystawiania mumii na widok publicz­
ny. Jest przedmiotem handlu, ocenianym ze względu
na zyski, które da się z niej ciągnąć. Kiedy ją kradną
i porzucają, na jakiś czas staje się odpadem. Thomas
pisał: „Widok zmarłego skłania do cofnięcia się, kon­
takt z nim powoduje strach. Do fizycznego manipulo­
wania trupem można więc przystąpić dopiero wtedy,
gdy sprowadzi się go do przedmiotu i usunie fantazma­
ty, jakie wywołuje jego wyobrażenie”. (Thomas
1991:106) Niemniej jednak mumia będzie bardziej in­
teresująca, gdy motyw trupa-osoby włączy się do gry
na innym poziomie i niejako wtórnie.
Julia będzie fascynująca, o ile negocjacje pozostaną
w toku. Potwierdzą bowiem graniczny charakter jej
ciała, ewokującego sens przekraczania fundamental­
nych dla kultury kategorii płci i gatunku, dzikości
i ucywilizowania, życia i śmierci.
N a fotografii wykonanej w 1970 roku w Malmo
w Szwecji widzimy kobietę ubraną w haftowany strój.
Stoi z nogą wysuniętą do przodu, jakby chciała posta­
wić krok; rękę wsparła na biodrze, głowę odwróciła
lekko w bok, jakby czegoś wypatrywała. Obok niej na
postumencie w postawie na baczność ustawiono
dziecko, prawie nagie - ma jedynie przepasane biodra
i buciki z cholewkami. (Bondeson 1999: 238)
Dziecko na fotografii zdecydowanie nie jest nowo­
rodkiem - wygląda na 2-3 lata. Daje to asumpt do
snucia kolejnych sensacyjnych narracji. N a stronach
internetowych znajdujemy jeszcze jeden wariant bio­
grafii Julii Pastrany: może chciała ona być kimś innym
niż kobietą-małpą, może zapragnęła żyć jak normalni
ludzie. Ogłoszono zatem śmierć jej i dziecka, a rosyj­
ski profesor wykonał model, który pokazywano jako
mumię. W pierwszych relacjach dotyczących ekspo­
zycji zabalsamowanej Julii nie ma mowy o dziecku widocznie ten falsyfikat dorobiono później. Mumia
wygląda podejrzanie - o czym piszą także Glyseth
i Touverud: „Twierdzono, że Julię zabalsamowano,
ale jej obecny stan wskazuje na to, że w którymś

***

Losy Julii - zarówno żywej, jak i martwej - można
potraktować jako historię egzemplaryczną, mówiącą
wiele o naturze spojrzenia kierującego się na ciała,
które zdają się „obce”, „dziwne”, „nienormalne”, a mi­
mo to łącze między nimi a cielesną naturą patrzącego
nie ulega wątpliwości. Jest to też opowieść o tym, w ja­
ki sposób przebiega kulturowe organizowanie spekta­
kli wykorzystujących dziwne ciała, a także o znaczeniu
nośnych, ale nieustannie modyfikowanych narracji,
bez których nie obędzie się wówczas, gdy ciało ma zy­
skać walor atrakcyjności. Jak widzieliśmy, tworząc sce­
niczną osobowość Julii, wykorzystywano wątki przygo­
dowe, romansowe i kryminalne, fantastykę, horror,
ale i dyskurs akademicki. Owłosiona kobieta żyła
w przestrzeniach granicznych, między jarmarczną roz­
rywką, gdzie jako istota hybrydyczna wpisywała się
w kategorię dziwolągów, a obszarem nauki, otwartym
na retoryczne działanie dyskursów anatomii, antropo­
logii, medycyny, historii naturalnej. Jej wizerunki po­
jawiały się w pracach antropologicznych i na kartkach
sprzedawanych jako pamiątki, a przeznaczonych do
mieszczańskich albumów. To miejsce uzyskała nie tyl­
ko na mocy swej kondycji fizycznej (dzisiaj określanej
jako patologia, hirsutyzm czyli nadmiernie owłosienie
i gingival hyperplasia, czyli przerost dziąseł), ale i dzięki
sposobom, w jaki wówczas społecznie regulowano sto­
sunek do dziwnych ciał (między innymi dzięki instytu­
cjom takim, jak pokazy osobliwości).
Po śmierci, tak jak i za życia, Julia Pastrana była
przedmiotem szczególnego zainteresowania w dwóch
obszarach: nauki i rozrywki - jakkolwiek różniły się
one od siebie w swych celach i procedurach, to w tym
wypadku wzajemnie się zasilały. Doszedł wówczas jesz­
cze motyw fantastycznego zachowania ciała, ale pro­
blemem stały się kwestie związane z tym, co należy
czynić z martwym ciałem, a czego robić nie wolno.2

44

040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz • KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

fabułę, która da się potem zmienić na inną... Jak pisał
François Jacob w książce o grze możliwości: „Całe ży­
cie ludzkie, czy dotyczy to grupy czy jednostek, bierze
udział w ciągłym dialogu między tym, co mogłoby być,
a tym, co już jest. Mieszanina wiary, wiedzy i wyobraź­
ni tworzy przekształcający się nieustannie obraz tego,
co możliwe. Z tym właśnie obrazem porównujemy na­
sze pragnienia i nasze obawy. To, co w nim jest możli­
we, kształtuje nasze zachowanie i działanie. W pew­
nym sensie wiele działań ludzkich, takich jak sztuka,
nauka, technika czy polityka, jest tylko szczególnym
sposobem postępowania, każde za pomocą własnych
reguł: jest grą możliwości”. (Jacob 1987: 14)

momencie przynajmniej częściowo wypchano ją weł­
ną drzewną albo że wywatowano wypukłości tam,
gdzie anatomia doznała największych szkód. Czy Julię
zabalsamowano, a potem częściowo wypchano? W ja­
ki sposób zabalsamowane ciało uzyskało taką sztyw­
ność, że można je było eksponować bez widocznych
wsporników, tak jak działo się to od początków po­
śmiertnej kariery Julii, przynajmniej od roku 1862?
To znak, że wiele tajemnic otaczających Julię czeka
na wyjaśnienie”. (Glyseth, Touverud 2004: przyp.
6 rozdz. 6).
Czyżby cała jej pośmiertna historia była dramatycz­
nym przedstawieniem z fałszywymi aktorami i fabułą,
pisaną na zamówienie społeczne?
Czy ponad to pytanie nie należy przedłożyć innej
kwestii: dlaczego kultura w taki sposób opracowuje
wątki dotyczące cielesności granicznej i nie do końca
wyjaśnialnej? Dlaczego nieustannie pożąda ciał, wokół
których da się osnuwać pewne narracje? Historia Julii
(nieważne, czy prawdziwej czy nie) obrazuje społeczne
poszukiwanie obiektów, które mogą być użyte do two­
rzenia i odgrywania pewnych żywotnych kulturowo
narracji. Pokazuje też, do czego mogą prowadzić różne
praktyki wykorzystywania ciał, które okazały się po­
datne na implantacje owych narracji.
Scena, na której pojawiają się osobliwości takie jak
Julia, to przestrzeń ambiwalentna - kusi, przyciąga
i fascynuje, ale zarazem odpycha, wzbudza chęć posta­
wienia bariery między „ja” widza a światem form zabu­
rzonych i nieregularnych. Ci, którzy są odmienni
w sposób zauważalny - potwory ludzkie, monstra stanowią drwinę z pewnego porządku. Z przedziwnej
fascynacji taką odmiennością zrodziły się obrazy istot
cyklopicznych, gnomicznych. Zbiorowa wyobraźnia
powołała do życia centaury, minotaury, sfinksy, syre­
ny... Mitologiczne potwory często pojawiają się po to,
by ludzie musieli je pokonać. Wskazują też na jakiś in­
ny tryb istnienia niż ten, który odczuwamy jako co­
dzienną egzystencję; mówią o mocach, nad którymi
trudno zapanować. Wyobrażenia stworów mających
ciała w jakiś sposób podobne do ludzkich, a jednak
nie-ludzkie, odnoszą się do kwestii tożsamości indywi­
dualnej i zbiorowej, jednostkowego i kulturowego ist­
nienia. Rodzą się z pytań o to, co już nie jest ludzkie,
tylko nie-ludzkie, ponad-ludzkie, potworne...
Pytanie o granice stawiane jest w różnych obsza­
rach kultury - sfera publicznych pokazów to tylko je­
den z nich. Tutaj jednak szczególnie wyraźnie widać
sposób, w jaki kultura eksploruje sfery graniczne, wy­
korzystując do tego celu prawdziwe ciała: niech to co
ludzko-zwierzęce i ludzko-dzikie zmieni się w kobieco-męskie, niech potem przejdzie w żywo-trupie. Jeśli
będzie to zbyt drażniące, zbyt wątpliwe pod względem
moralnym, da się przedstawić ową graniczność jako
problem naukowy - problem, który można zmienić
w zagadkę; w zagadkę, z której można wysnuć fabułę;

Cytowana literatura
Altick, R.D. (1978) The Shows of London Cambridge Mass and Lon­
don, The Belknap Press of Harvard Univerity Press.
Bogdan, R. (1990) Freak Show. Presenting Human Odities for Amu­
sement and Profit Chicago and London, The University of Chicago
Press.
Bondeson, J. (1999) A Cabinet of Medical Curiosities New YorkLondon, W.W. Norton&Company.
Darwin (1959) Zmienność zwierząt i roślin w stanie udomowienia (w:)
Dzieła wybrane t. III cz. II Warszawa, Państwowe Wydawnictwo
Rolnicze i Leśne.
Glyseth, Ch.H., Touverud, L. O (2004) The Tragic Story of the Vic­
torian Ape Woman Stroud UK, Sutton Publishing Ltd.
Jacob, F. (1987) Gra możliwości Warszawa, PIW.
Thomas, L.-V. (1991) Trup. Od biologii do antropologii Łódź, Wy­
dawnictwo Łódzkie.

Przypisy
1

45

„Pan Crawfurd widział na dworze burmeńskim mężczyznę
w wieku lat trzydziestu, którego całe ciało z wyjątkiem dłoni
i stóp pokryte było prostym, jedwabistym włosem, dochodzą­
cym na ramionach i wzdłuż kręgosłupa do pięciu cali długości.
Po urodzeniu włosy miał tylko na uszach. Dojrzałość płciową
osiągnął dopiero w wieku dwudziestu lat i wtedy także stracił
mleczne zęby, po czym wyrosło mu w górnej szczęce pięć stałych
zębów, mianowicie cztery siekacze i jeden kieł, w dolnej zaś
cztery siekacze: wszystkie zęby były małe. Człowiek ten miał có­
rę, która urodziła się z włosami wewnątrz muszli usznych,
wkrótce jednak włosy pokryły całe jej ciało. Kiedy kapitan Yule
odwiedził dwór, dziewczyna była już dorosła, a wyglądała dziw­
nie, bo nawet jej nos był gęsto pokryty miękkim włosem. Po­
dobnie jak ojciec miała tylko siekacze. Królowi udało się z tru­
dem przekupić mężczyznę, który ją poślubił. Z jej dwojga dzieci
czternastomiesięcznemu chłopcu wyrosły włosy w uszach, a po­
nadto wąsy i broda. Dziwna ta właściwość dziedziczyła się w cią­
gu trzech pokoleń, z tym że dziadek i matka nie mieli zębów
trzonowych. Nie wiadomo tylko, czy i dziecko będzie miało bra­
ki w uzębieniu.
Podobny wypadek zdarzył się niedawno w Rosji, a mianowicie
pięćdziesięcioletni mężczyzna oraz jego syn mieli twarze pokry­
te włosami. Dr Alex. Brandt przysłał mi opis tego wypadku wraz
z okazami niezmiernie cienkich włosów z policzka. Mężczyzna
ma braki w uzębieniu, gdyż posiada tylko cztery siekacze w szczę­
ce dolnej, a dwa w górnej. Jego syn w wieku około trzech lat ma
tylko cztery dolne siekacze. Jest to, jak stwierdza w swym liście
dr Brandt, niewątpliwie spowodowane zahamowaniem rozwoju
włosów i zębów. Widzimy więc, że te zahamowania muszą być

040-46 Wieczorkiewicz.ps - 5/29/2006 5:08 PM

A n n a Wieczorkiewicz • KOBIETA-MAŁPA, KOBIETA-NIEDZWIEDZ

2

niezależne od zwykłych warunków egzystencji, ponieważ wa­
runki życia wieśniaka rosyjskiego i tubylca z Burmy są jak naj­
bardziej różne”. (Darwin 303-304)
W roku 1996 ze strony duchowieństwa dochodziły głosy doma­
gające się, by zwłoki spalić lub pochować w katedrze w Oslo
zgodnie z ceremoniałem pogrzebowym. Motyw brakującego
ogniwa czy kobiety-małpy zdezaktualizował się i przestał w jaki­
kolwiek praktyczny sposób odnosić się do Julii. Wiadomo, że
była osobą ludzką i stosownie do tego należy traktować jej po­
śmiertne szczątki. Niech zatem nie będzie trupem-rzeczą.

3

Zob. także: „Uprzedmiotowienie trupa to odebranie mu wszel­
kiej wartości przypominającej istotę, jaką był. W optyce czysto
realistycznej poprzestać można jedynie na zjawisku biologicz­
nym, jakie reprezentuje; można także, nadal uznając w mar­
twym ciele atrybuty osoby, negować ją dla potwierdzenia swej
mocy, rozmyślnie traktując ją jako rzecz celem powtórnego za­
bicia.” (Thomas 1991: 100)

Masolino da Panicale, Kuszenie, 1426
(Kaplica Brancacci, Florencja)
www.abcgallery.com

46

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.