83e4898cd0bded6e13949796797df74d.pdf

Media

Part of Narody na wygnaniu / LUD 2009 t.93

extracted text
Lud, t. 93, 2009

MACIEJ ZĄBEK
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Warszawski

„NARODY NA WYGNANIU”. ROLA OBOZÓW DLA UCHODŹCÓW
W KSZTAŁTOWANIU SIĘ NOW EJ TOŻSAMOŚCI
ICH MIESZKAŃCÓW

Zdaniem badaczy europejskich, proces przyjmowania i integracji imigrantów
wymaga „pracy”, wysiłku, czasu i wsparcia ze strony instytucji państwa przyj­
mującego (Grzymała-Kazłowska 2008: 245). Szczególnie dotyczy to tych, któ­
rych określa się mianem azylantów lub uchodźców. Co prawda, za najlepsze roz­
wiązanie problemów migracji przymusowych uważa się zazwyczaj dobrowolną
repatriację uchodźców do ich kraju pochodzenia. W rzeczywistości jednak bar­
dzo rzadko jest ona możliwa w stosunkowo krótkim czasie. Lokalna integracja
wydaje się w tej sytuacji rozwiązaniem najbardziej pożądanym. Nasuwa się jed­
nak pytanie, czy wysiłek ten należy podejmować już w trakcie pobytu uchodź­
ców w miejscach czasowej koncentracji, zwanych obozami lub ośrodkami dla
uchodźców1, gdzie zainteresowani oczekują na repatriację lub decyzję odnośnie
do ich statusu? Przedstawiciele administracji państw przyjmujących, jak rów­
nież organizacji pozarządowych uważają często, że dzięki kontroli i skupieniu
uchodźców w jednym miejscu nie tylko zostanie im zapewniona lepsza ochrona,
ale także łatwiejsze będzie wprowadzanie programów integracyjnych. Obserwa­
cje prowadzone wśród uchodźców przebywających w obozach tego jednak nie
potwierdzają.
W niniejszym artykule, opierając się na ustaleniach takich antropologów, jak
Ann-Belinda Steen (1993), Aristide Zolberg (Zolberg, Suhrke, Aguayo 1989)*i

1
Nie ma jednoznacznej definicji „obozu” (Cutts, red., 2000: 118). Mogą to być zarówno osiedla
namiotowe, jak względnie trwałe osady o charakterze wiejskim lub miejskim, różniące się wielkością
i jakością wybudowanych tam domostw. Czasem określa się tą nazwą nawet pojedyncze zabudowania,
pozostałe np. po byłych koszarach lub hotelach. Użycie terminu „obóz” sugeruje zawsze tymczasowość
takiej placówki, a niekiedy także zamknięty i dyscyplinujący jej charakter. W rzeczywistości większość
obozów nie znika tak szybko, jak powstaje. Średni czas ich trwania to 10-15 lat. Sąjednak wyjątki, jak
obozy palestyńskie na Zachodnim Brzegu, które istniejąjuż od 60 lat. Z reguły w obozach obowiązują
pewne rygory w zakresie kontroli wejść i wyjść, choć w zasadzie mają one charakter otwarty.

50

Maciej Ząbek

i Liisa Malkki (1995b) oraz własnych obserwacjach2, staram się pokazać, że miej­
sca masowej koncentracji uchodźców raczej nie sprzyjają integracji. Dla przyję­
cia tej tezy największe znaczenie miały wnioski z badań Malkki nad uchodźcami
Hutu z Burundi w Tanzanii3. Wymieniona autorka, porównując ze sobą dwa śro­
dowiska przymusowych przesiedleńców przebywających w obozie w Mishamo
i mieście Kigoma, pokazała bowiem, jak doświadczenia uciekinierów przebywa­
jących na emigracji, w zależności od sytuacji, w jakiej się znaleźli, wpłynęły na
zmiany ich dotychczasowej tożsamości. Obóz, w którym uchodźcy znajdowali
się pod opieką i ochroną organizacji międzynarodowych stał się dogodnym miej­
scem dla ukształtowania się ich tożsamości „narodu na wygnaniu”. Miasto nato­
miast, w którym byli pozostawieni samym sobie, zmuszało ich do wykazania się
zaradnością i przedsiębiorczością, co sprzyjało integracji, a nawet asymilacji ze
społecznością przyjmuj ącą.
Wnioski Malkki mają, moim zdaniem, charakter uniwersalny, odnoszący się
do większości skupisk uchodźców na całym świecie.
W moim artykule, sięgając do genezy współczesnych problemów z uchodźca­
mi, ukazuję rolę obozów w kształtowaniu się nowej tożsamości i kultury uchodź­
czej, będącej rodzajem „kultury oporu” ludzi pokrzywdzonych, ale jednocześnie
niebezpiecznych, gdyż gotowych do przemocy.

Państwa narodowe, kontrola granic a geneza międzynarodowej
ochrony uchodźców
Uchodźcy, do których potocznie zalicza się wszystkich wypędzonych, prze­
siedleńców, a przede wszystkim uciekinierów przed wojną i prześladowaniami,
istnieli oczywiście od niepamiętnych czasów. Instytucja azylu, jako taka, też nie
jest wynalazkiem współczesnym. Zawsze też było tak, że wygnańców czasami
przyjmowano, udzielając im prawa pobytu, innym razem bez skrupułów wypę­
dzano. W czasach współczesnych mamy jednak przeświadczenie o szczególnym
znaczeniu problematyki związanej z uchodźstwem. Wydaje się, że nigdy uchodź­
ców nie było tak dużo, jak obecnie i nigdy nie sprawiali aż tylu problemów.

2 Zajmuję się uchodźcami od 1995 r. — na początku w ramach pracy administracyjnej w MSWiA,
później jako badacz akademicki. W latach 2004-2006 wraz z zespołem prowadziłem badania wśród
uchodźców przebywających w polskich ośrodkach detencyjnych, w ramach programu operacyjnego
EQUAL, którego celem było zwiększenie szans na integrację społeczno-zawodową osób ubiegają­
cych się o nadanie statusu uchodźcy. Ich rezultaty zostały opublikowane w 2008 r. w pracy: M. Ząbek,
S. Łodziński, Uchodźcy w Polsce. Próba spojrzenia antropologicznego. Poza tym wizytowałem lub pro­
wadziłem badania w skupiskach dla uchodźców w Niemczech, Sudanie, Kenii, Turcji, Gruzji, Armenii
i na Terytoriach Palestyńskich.
3 Po stłumieniu powstania, które wybuchło w Burundi 19 kwietnia 1972 r., sprawujący tam władzę
Tutsi wymordowali ok. 100 tys. Hutu. W rezultacie tych wydarzeń ok. 150 tys. członków tej grupy
uciekło do sąsiedniej Tanzanii (Kay 1987).

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

51

Wrażenie to jest o tyle uzasadnione, że faktycznie w ubiegłym wieku w Eu­
ropie i na świecie zaszły zmiany, które wymusiły inne sposoby rozwiązywania
kłopotów z napływem „migrantów przymusowych”, tworząc jednak przy tym
nowe problemy. Powstawanie państw narodowych, rozwój biurokracji i wpro­
wadzenie nieznanej przedtem ścisłej kontroli granic państwowych, wymusiło
zmianę postaw wobec niekontrolowanych dotąd ruchów migracyjnych, w tym
i wobec różnych kategorii uchodźców. Stało się tak dlatego, że w obliczu na­
pięć społecznych, związanych z rozwojem gospodarki rynkowej w takich kra­
jach, jak Francja czy Niemcy, sposobu ich rozładowania pod koniec XIX wieku
coraz częściej szukano we wzmocnieniu tożsamości i solidarności narodowej.
Pociągnąć to musiało za sobą nasilenie dyskryminacji mniejszości narodowych,
jak i niechęć do przyjmowania obcych etnicznie i narodowo imigrantów, których
postrzegano jako intruzów zabierających rdzennym mieszkańcom miejsca pracy.
W systemie powstających państw narodowych, traktowanych jako pewne byty
naturalne, etnicznie homogenne, zaczęło utrwalać się przekonanie, że obcy nie
powinni takiego państwa „zanieczyszczać”. Nie tylko reprezentanci mniejszości
narodowych, ale każdy osiedlający się w takim państwie cudzoziemiec stawał się
zagrożeniem dla istniejącego w nim ładu. Doprowadziło to do upolitycznienia
zjawiska uchodźstwa na skalę nieznaną w przeszłości.
Pierwszy kryzys migracyjny w Europie, po pierwszej wojnie światowej, kie­
dy to liczba uciekinierów i wypędzonych wyniosła 9,5 miliona, a ich powrót do
krajów pochodzenia stał się w zasadzie niemożliwy, wymusił na rządach niektó­
rych państw wprowadzenie pewnej korekty do ich narodowych polityk migracyj­
nych. Państwa, w których uciekinierzy przebywali, kierując się humanitarnymi
przesłankami, zdecydowały o legalizacji ich pobytu. Po raz pierwszy w dziejach,
w ramach powstałej Ligi Narodów, upolityczniono przymusowych imigrantów,
nadając im specjalny status prawny, zwany odtąd „statusem uchodźcy”. W ten
sposób przynajmniej część z nich objęto ochroną prawną, umożliwiając tym sa­
mym osiedlenie się na stałe i znalezienie zatrudnienia. Akcja ta miała być wyjąt­
kiem w obowiązującym narodowym porządku rzeczy i po zrealizowaniu zadania
przez powołany w tym celu urząd Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców Rosyj­
skich w Europie (rozszerzony później na uchodźców greckich i ormiańskich),
instytucję tę w 1930 roku rozwiązano4.
4
Działalność urzędu Wysokiego Komisarza wznowiono jeszcze na krótko w 1933 r., po dojściu
Hitlera do władzy i rozpoczęciu w Niemczech wypędzeń ludności pochodzenia żydowskiego. Liga
Narodów, z uwagi na relacje z III Rzeszą, szybko jednak odcięła się od Wysokiego Komisarza, którego
działalność już w 1935 r. na stałe zawieszono. W 1938 r. także Związek Radziecki sprzeciwił się jakiej­
kolwiek ingerencji Ligi w sprawy uchodźców z tego kraju. Niepowodzeniem zakończyła się również
zwołana wtedy konferencja w Evian, rozpatrująca ewentualne wzięcie pod ochronę międzynarodową
Żydów wysiedlonych z Niemiec. W Europie zwyciężyło wówczas stanowisko, że relacje między danym
państwem a jego obywatelami są jego wewnętrzną sprawą (Vemant 1953: 56). Stąd, zarówno przed, jak
i w trakcie II wojny światowej Żydzi i inne osoby prześladowane przez nazistów nie były objęte ochroną
międzynarodową.

Maciej Ząbek

52

Druga wojna światowa i kolejny kryzys uchodźczy spowodowały, że po jej
zakończeniu 11 milionów ludzi wciąż przebywało poza granicami swoich kra­
jów. Sytuacja ta wymusiła powrót do rozwiązań z okresu Ligi Narodów. Nie stało
się to od razu. W czasie wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu uchodźcy byli
postrzegani przez aliantów jako problem typu wojskowego, a nie humanitarne­
go. W tym czasie jedyną instytucją, która się nimi zajmowała, było Biuro Osób
Przesiedlonych Naczelnego Dowództwa Ekspedycyjnych Sił Sprzymierzonych
(SHAEF5). Miało ono zadanie przeciwdziałać grabieży i ogólnemu chaosowi,
którym groziła obecność tłumów bezdomnych uciekinierów i przesiedlonych.
Później rozwiązanie problemu powierzono organizacji o nazwie Administracja
Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Odbudowy (UNRRA6), która skupiła
swoją działalność na repatriacji uchodźców do kraju pochodzenia, nawet wtedy,
gdy zainteresowani sobie tego nie życzyli. Dopiero informacje o tym, że repa­
trianci do ZSRR trafiają do obozów pracy na Syberii, wymusiły zmiany bardziej
zgodne ze współczesnymi standardami. W 1947 roku powołano Międzynarodo­
wą Organizację ds. Uchodźców (IRO7), która w większym stopniu zajmowała się
przesiedleniami uchodźców do krajów trzecich (USA, Kanada, Izrael, Australia)
niż repatriacjami. Dopiero po uchwaleniu w 1951 roku Konwencji Genewskiej,
dotyczącej statusu uchodźcy, powołano wielozadaniową agendę o nazwie Urząd
Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR8), na­
wiązującą nie tylko w nazwie, ale i programie do rozwiązań z okresu między­
wojennego. Podobnie jak przed wojną urząd miał istnieć do czasu „rozwiązania
problemu”. Powstanie na Węgrzech w 1956 roku, utrzymujący się stan zimnej
wojny, konflikty w tak zwanym Trzecim Swiecie po rozpoczęciu procesu dekolonizacji spowodowały, że kiedy jedne fale przymusowych imigrantów kończyły
się, na ich miejsce pojawiały się nowe. UNHCR był zaś jedyną organizacją mię­
dzynarodową przygotowaną do natychmiastowego działania. Dzięki temu insty­
tucja ta istnieje do dnia dzisiejszego.
W ten sposób powstały zręby zinstytucjonalizowanego, silnie upolitycznio­
nego, międzynarodowego systemu ochrony, ale i panowania nad uchodźcami,
zwanego „międzynarodowym reżimem uchodźczym” (International Refugee
Regime). Ten system instytucji powstał w oparciu o przesłanki humanitarne,
ale w rzeczywistości był wynikiem wprowadzenia kontroli granic i powsta­
nia bloku rywalizujących z Zachodem państw komunistycznych, z których
uchodźcy stanowili doskonały argument w prowadzonej przez obie strony woj­
nie propagandowej. Od tego czasu system ewoluował i objął swym zasięgiem
niemal cały świat, koncentrując się głównie na uchodźcach z krajów postkolo-

5 SHAEF: Supreme Headquarters Allied Expeditionary Force.
6 UNRRA: United Nations Relief and Rehabilitation Administration.
7 IRO: International Refugee Organization.
8 UNHCR: United Nations High Commissioner for Refugees.

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

53

nialnych. Nadal jednak, w tym kształcie, w jakim istnieje obecnie, należy on
do wynalazków XX-wiecznego świata zachodniego, nie mających precedensu
w przeszłości.

Kim są uchodźcy? Próby zdefiniowania zjawiska
Od początku istnienia upolitycznionego systemu ochrony uchodźców pojawił
się problem właściwego zdefiniowania tego zjawiska. W roku 1936 genewski
Instytut Prawa Międzynarodowego określił uchodźcę jako „każdą osobę, która
ze względu na wydarzenia polityczne w swoim kraju opuściła jego terytorium
z własnej woli bądź pod przymusem” (Vemant 1953: 6). Następnie definicję
tę rozwinięto, dodając stwierdzenie, że „uchodźca różni się od imigranta tym,
że opuścił on kraj pochodzenia ze względu na wydarzenia polityczne, a nie ze
względu na stan gospodarki czy zainteresowanie innym krajem” (Zolberg, Suhrke, Aguayo 1989: 21). Kluczową sprawą było jednak określenie, co oznacza
stwierdzenie „wydarzenia polityczne”, gdyż w krajach autorytarnych większość
ich mieszkańców można było określić jako ofiary wydarzeń politycznych, a takie
postawienie sprawy budziło protesty urzędników. Definicję poprawiono dopiero
w 1951 roku, określając w Konwencji Genewskiej uchodźcę jako
każdą osobę, która na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniami z po­
wodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grapy spo­
łecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa,
którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać
z ochrony tego państwa, albo która nie m a żadnego obywatelstwa i znajdując się
poza państwem swojego dawnego stałego zamieszkania (...), nie może lub nie chce
z powodu tych obaw powrócić do tego państwa9.

Powstała prawna i politologiczna definicja, mająca w założeniu charakter
uniwersalny, uznawana dziś przez większość państw świata. Ustanowiła ona
powszechny system walki z problemem uchodźstwa. Dzięki niej rozróżnienie
uchodźcy, który zmienia miejsce pobytu wbrew własnej woli, od imigranta, któ­
ry przemieszcza się dobrowolnie, wydawało się na początku łatwe i niebudzące
kontrowersji. Leżąca u podstaw tego międzynarodowego konsensusu zasada za­
kładała współodpowiedzialność w kwestii podstawowych praw człowieka, gdy
prawa te nie będą respektowane przez któreś z państw. Szybko jednak okazało
się, że w rzeczywistości bardzo zawęża ona pojęcie „uchodźców”, którzy we­
dług Konwencji są faktycznie tylko pewną podgrupą szerszej kategorii „osób
wysiedlonych”. Przez wzgląd na poszanowanie suwerenności państwowej wyłą­
czone zostały z definicji uchodźcy między innymi osoby, które nie przekroczyły
Artykuł lAust. 2 Konwencji Genewskiej z 1951 r., Dz. U. z 1991 r. nr 119, poz. 515 i 517.

54

Maciej Ząbek

granic swojego kraju, czyli tak zwani uchodźcy wewnętrzni lub „wewnętrznie
przesiedleni” (Internally Displaced Persons). Podobnie statusu uchodźcy nie
otrzymują osoby, którym zagraża tylko dyskryminacja, a nie prześladowanie
oraz uciekinierzy przed wojną, a nie przed indywidualnymi prześladowaniami101.
Z punktu widzenia wymienionej Konwencji każdy wniosek o azyl powinien być
rozpatrywany indywidualnie, w kontekście osobistego zagrożenia prześladowa­
niami, które rozumiane są jako możliwość utraty życia, zdrowia lub wolności
przez daną jednostkę. Pojawiły się jednak regionalne uregulowania będące wy­
łomem w dotychczasowym prawodawstwie. Należy do nich Konwencja Krajów
Jedności Afrykańskiej z 1967 roku oraz Deklaracja z Kartageny z 1994 roku,
które to dokumenty ze względu na szczególną sytuację uciekinierów wojennych
w krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej rozszerzają na nich pojęcie uchodźcy.
W dodatku przyjmują zasadę domniemania (prima facie), bez indywidualnego
badania sprawy. Uregulowania te nie obejmują jednak swym zasięgiem krajów
zachodnich. Jest to zgodne z pewną logiką systemu, który od początku dzielił
uchodźców na regiony, tak aby konsekwencje uchodźstwa pozaeuropejskiego
nie dotknęły zbytnio Europy i USA. Przykładem jest choćby fakt powołania dla
uchodźców palestyńskich i koreańskich oddzielnych organizacji11. Podobnie też
spośród zbiegów z Chin komunistycznych za uchodźców uznano tylko nielicz­
nych. Po podziale zaś subkontynentu indyjskiego miliony wypędzonych z obu
powstałych tam państw w ogóle nie zostały zakwalifikowane jako uchodźcy.
Z biegiem lat prosta odpowiedź, że uchodźcą jest ten, kto spełnia warunki de­
finicji zawartej w Konwencji Genewskiej, stawała się coraz bardziej problema­
tyczna. Wśród tłumów bezdomnych ubiegających się o azyl w krajach Zachodu
coraz więcej było osób mających faktycznie złożone motywacje, w których czyn­
nik polityczny mieszał się z ekonomicznym. W okresie zimnej wojny, szczególnie
w tak zwanym złotym okresie uchodźstwa (od 1951 r. do początku lat 70. XX w.),
większość osób uciekających przed komunizmem, z uwagi na interes polityczny
i gospodarczy krajów przyjmujących, uznawano jednak za „uchodźców”. Gorzej
było, jeśli chodziło o osoby uciekające wprawdzie spod reżimów autorytarnych,

10Wspomniana Konwencja nie obejmuje osób narażonych na dyskryminację w znaczeniu gorszego,
nierównego traktowania, chyba że zachodzi sytuacja tzw. kumulacji czynników (czyli, gdy różne formy
dyskryminacji połączone z innymi negatywnymi czynnikami, jak np. ogólną atmosferą braku bezpie­
czeństwa w kraju, mogą razem wzięte wytworzyć w umyśle osoby ubiegającej się o status uchodźcy
stan uzasadniający obawę przed prześladowaniem). Nie dotyczy ona „uciekinierów wojennych”, jeśli
nie zachodzą przesłanki zagrożenia indywidualnymi prześladowaniami, wyklucza także osoby, które
uciekły ze względu na niechęć do służby wojskowej lub obawę przed walką.
11Uchodźcami koreańskimi zajęła się Organizacja ds. Odbudowy Korei (UNKRA), zaś palestyński­
mi — Agencja ONZ ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA). W ostat­
nim przypadku uczyniono to na prośbę krajów arabskich, które obawiały się, że przyjęcie definicji
z Konwencji Genewskiej, określającej uchodźcę jako pojedynczą osobę, może osłabić w przyszłości
pozycję Palestyńczyków w prawie do powrotu grupowego. Inna sprawa, że kraje zachodnie nie miały
bynajmniej zamiaru przyjmować do siebie tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu.

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

55

ale współpracujących z krajami zachodnimi12. Przesłanki pozahumanitame wielo­
krotnie decydowały w różnych krajach o przyjęciu uchodźców13. Istotne sąrównież
dziś, gdy większość potencjalnych azylantów wywodzi się z biednych, odmien­
nych kulturowo i rasowo krajów Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Można jednak
zapytać, czy to znaczy, że nazwanie ich uchodźcami będzie zawsze bezzasadne?
Definicja uchodźcy zawarta w Konwencji Genewskiej z 1951 roku nie przy­
nosi na to pytanie zadowalającej odpowiedzi. Z tego też względu Szwecja i Dania
od lat 60. zapoczątkowały przyznawanie azylu z powodów humanitarnych — tak
zwanej ochrony uzupełniającej, określając ją mianem statusu B, de facto lub po
prostu humanitarnego. Praktyka ta, powszechna dziś w Europie, wprowadziła
jednak dodatkowe zamieszanie w kwestii, kim naprawdę są uchodźcy.
Antropolodzy, którzy od początku lat 80. coraz częściej podejmowali studia
nad uchodźcami, z reguły wyrażali daleko idący dystans wobec definicji zawartej
we wspomnianej Konwencji. Zdaniem niektórych, nie powinno się jej akcepto­
wać i tym samym legitymizować procedur opartych na tej definicji. Dowodzili,
choćby na przykładzie Irlandczyków z okresu Wielkiego Głodu (lata 40. XIX w.)
czy migracji Żydów ze Związku Radzieckiego (lata 80. XX w.), że w wielu przy­
padkach czynnika ekonomicznego nie można rozdzielić od politycznego (Zolberg, Suhrke, Aguayo 1989: 30). Podobnie ofiary głodu z Etiopii czy Sudanu z lat
80. ubiegłego wieku faktycznie były ofiarami prześladowań politycznych, a nie
po prostu klęski nieurodzaju czy suszy. Zatem, według tych badaczy, powinno
się unikać prostej opozycji „uchodźca — nie uchodźca”, gdyż rzeczywistość jest
bardziej skomplikowana. W określonej sytuacji status uchodźcy powinien przy­
sługiwać nie tylko aktywistom politycznym, osobom prześladowanym i dyskry­
minowanym ze względu na przynależność do różnych grup mniejszościowych,
ale i przypadkowym ofiarom przemocy, w tym ofiarom głodu z obszarów wojen
i konfliktów zbrojnych. Wszystko zależy od rzeczywistego nasilenia przemo­
cy i niemożliwości udzielenia poszkodowanym pomocy na miejscu. Definicja
powinna mieć charakter pewnego continuum, gdzie uchodźcą jest się tym bar­
dziej, im większe jest nasilenie przemocy i im mniej można pomóc danej osobie
na miejscu (Zolberg, Suhrke, Aguayo 1989: 33).
Pojawiły się też jeszcze bardziej charakterystyczne dla antropologii próby
zdefiniowania zjawiska uchodźstwa, inspirowane koncepcją obrzędów przejścia
Arnolda van Gennepa (2006). Według tej koncepcji, uchodźcy to osoby, które po
traumatycznym wykluczeniu z dotychczasowego społeczeństwa (prześladowa­
nia w kraju pochodzenia), przechodzą przez bolesną fazę liminalną (ucieczka,
12 Przykładem może być polityka uchodźcza w USA, gdzie w latach 80. przyjmowano np. uchodź­
ców kubańskich, a potem nikaraguańskich, ale odmawiano azylu uchodźcom haitańskim czy gwate­
malskim.
13 Przyjęcie uchodźców mogło być wyrazem poparcia politycznego dla jakiejś sprawy, znakiem
sprzeciwu lub gestem solidarności wobec uchodźców o zbliżonej kulturze. Dotyczy to także krajów
pozaeuropejskich, np. przyjmowania Palestyńczyków w krajach arabskich, Tybetańczyków w Indiach
albo uchodźców z RPA w okresie apartheidu w niepodległych krajach afrykańskich.

56

Maciej Ząbek

wejście w administracyjne procedury uchodźcze i pobyt w obozie dla uchodź­
ców), a następnie zostają na powrót włączone, ale już do innego społeczeństwa
(integracja ze społeczeństwem przyjmującym). Zamiennie możliwa jest jeszcze
repatriacja czy powrót do kraju pochodzenia. Niemniej, po wielu latach pobytu
poza ojczyzną, taki powrót także wymaga reintegracji. Uchodźcy, z tego punktu
widzenia, to różni ludzie, znajdujący się jednak w podobnej sytuacji prawnej
i społecznej, dzielący to samo doświadczenie, zwane „doświadczeniem uchodź­
czym”. Czyni ich ono członkami osobnej grupy. Zyskują dzięki niemu określoną
tożsamość, kulturę, charakterystyczną „naturę”. Stają się jeszcze jednym etno­
graficznym „plemieniem” i dlatego można ich badać metodami typowymi dla
antropologii (Keller 1978; Stein 2001).
Wielu innych antropologów wskazywało jednak, że konstrukt „doświadczenia
uchodźczego” może prowadzić do zbyt daleko idących generalizacji (Zetter 1988;
Marx 1990; Malkki 1995a). Szczególnie przypisywanie uchodźcom swoistego
typu psychologicznego czy kultury mogło świadczyć o niedostrzeganiu faktu, że
uchodźcy mają różne charaktery, a każdy z nich ma swoje własne indywidualnie
problemy i potrzeby. Nie tworzą też nowej kultury, są przede wszystkim przedsta­
wicielami swoich własnych grup etnicznych i narodowych. Dlatego, jak twierdził
James Clifford (1986: 10), uchodźców nie można opisać całościowo, bo nie utrzy­
mują stale tego samego wizerunku. Metody charakterystyczne dla „normalnej”
monografii etnograficznej w studiach nad uchodźcami są mało użyteczne. Uchodź­
com brakuje struktury, jednej kultury, jednego języka, jednej grupy, charaktery­
stycznych dla „starych etniczności”. Reprezentują coś zupełnie nowego, co opiera
się ostatecznemu podsumowaniu (Clifford 1986: 16). Nie można ich badać tak, jak
badano „tradycyjne etniczności”, nie da się „wybrać ulubionego informatora, roz­
mawiać ze starszymi z wioski lub wymyślić funkcjonalizmu strukturalnego” (Steen
1993: 196). W studiach nad uchodźcami kultura zostaje zakwestionowana: „Nie
ma żadnych uprzywilejowanych pozycji, żadnej perspektywy absolutnej, żadnego
ostatecznego rozrachunku” (Rabinów, Sullivan 1979: 6).
W opiniach wymienionych antropologów znajdujemy oczywiście sporo racji,
niemniej wydaje się, że odrzucenie konstruktu „doświadczenia uchodźczego” jest
za daleko idące. Poza tym wiadomo, że także w tradycyjnej sytuacji badawczej
dane bynajmniej nie „czekają jak dojrzałe owoce na zerwanie” (Bruner 1986:
141). Natomiast odpowiedź na pytanie: „Czy istnieje kultura uchodźców?” za­
leży od tego, jakich uchodźców właściwie mamy na myśli, no i oczywiście, jak
definiujemy pojęcie kultury.

Uchodźcy „miejscy” i „obozowi”
Obrazy uchodźców w mediach przedstawiają ich najczęściej jako nędzarzy
w łachmanach, na tle środowiska typowego dla slumsów w krajach rozwijają­

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

57

cych się, w tymczasowych osadach zabudowanych prymitywnymi schronienia­
mi, zwanych obozami, gdzie zaspokajaniem ich potrzeb zajmują się organizacje
humanitarne. Obrazy tych, którzy dotarli do krajów zachodnich, sąjuż nieco inne,
ale i ich umiejscawia się zwykle na terenie tak zwanych ośrodków detencyjnych
(także niekiedy nazywanych obozami) jako właściwych miejsc przebywania
uchodźców. Poza „obozami” uchodźcy raczej nie istnieją w szerszej świadomo­
ści społecznej. Tymczasem wielu z nich mieszka poza zorganizowanymi oboza­
mi, nie korzystając z pomocy humanitarnej i niekoniecznie będąc zupełnymi nę­
dzarzami. Określa się ich mianem uchodźców „spontanicznie osiedlających się”
lub korzystających z praktykowanego w niektórych państwach „wspomaganego
samodzielnego osiedlania się” (Crisp, red., 1998: 58-59). W pierwszym przy­
padku najczęściej należą do kategorii licznych „uchodźców miejskich” (urban
refugees), zajmujących się handlem lub pracą najemną14. W drugim, otrzymują
zazwyczaj gospodarstwa na wsi i są również samowystarczalni. Jedni i drudzy,
z tego względu, że nie potrzebują pomocy, często nie są w ogóle postrzegani jako
uchodźcy.
Z etykietą uchodźcy wiąże się tylko obraz „uchodźcy obozowego”, będące­
go poniekąd konsekwencją istnienia światowego systemu ochrony uchodźców.
Geneza obozów sięga końca drugiej wojny światowej, kiedy to wspomniany wy­
żej SHAEF poszukiwał najtańszych form zapewnienia społeczeństwom bezpie­
czeństwa w obliczu pojawienia się milionów „bezdomnych włóczęgów”. Wtedy
wprowadzono praktykę przestrzennej ich koncentracji. Na początku wykorzysty­
wano do tego celu poniemieckie obozy koncentracyjne i jenieckie, potem zwal­
niane koszary wojskowe. Placówki te pozwalały na zminimalizowanie kosztów
kwaterowania uchodźców, a jednocześnie zapewniały nadzór nad nimi, zbieranie
danych, kontrolę poruszania się, umożliwiały prowadzenie szkoleń i programów
rehabilitacyjnych. Uchodziły za dobre rozwiązanie, w praktyce nadal stosowane
w różnych miejscach na świecie. Wiele współczesnych ośrodków detencyjnych
w Europie powstaje właśnie w byłych koszarach wojskowych, położonych w lesie, w pewnym oddaleniu od osiedli mieszkaniowych. W przypadkach koniecz­
ności budowania nowych, zakłada się je często nadal na wzór jednostek wojsko­
wych, tworzonych w taki sposób, aby można było utrzymać nadzór i dyscyplinę.
Do podobnych celów dostosowuje się (a przynajmniej takie istnieją formalne
wymogi) hotele czy ośrodki wczasowe, jeśli istnieje konieczność zakwaterowa­
nia w nich uchodźców (Ząbek, Łodziński 2008: 194-195).
W przypadku biednych krajów Południa obozy powstają zwykle spontanicz­
nie na miejscu pierwotnych obozowisk namiotowych położonych w stosunkowo
14
„Uchodźcy miejscy” (urban refugees) to osobna kategoria uchodźców, charakterystyczna zwłasz­
cza dla krajów afrykańskich. Są to osoby migrujące zazwyczaj indywidualnie i tylko sporadycznie
korzystające z pomocy międzynarodowej. Często myleni są z imigrantami ekonomicznymi i nie uzna­
wani za uchodźców. W statystykach UNHCR, jeśli są w ogóle zarejestrowani, to występują zawsze
w oddzielnych spisach.

58

Maciej Ząbek

niewielkiej odległości od granicy. Z biegiem lat przekształcają się one w osady,
złożone z prymitywnych schronień zbudowanych z wykorzystaniem drewna, gli­
ny, szmat, worków czy blachy, choć — o ile to możliwe — nawiązujące nieraz do
lokalnego budownictwa. Obozy te są zazwyczaj wielokrotnie większe niż wszel­
kie centra uchodźcze w Europie. Skupiają niekiedy dziesiątki tysięcy mieszkań­
ców, i mimo ubóstwa i niewyobrażalnych trudności z zaopatrzeniem w wodę
pitną, żywność i opał oraz zachowaniem kontroli sanitarnej, próbuje się w nich
prowadzić „prawdziwe życie”. Są miejscem działalności gospodarczej, kultural­
nej, edukacyjnej i sportowej. Mają targowiska, sklepy, bary, warsztaty, szkoły,
szpitale, świątynie. Na głównych placach i ulicach takich obozów panuje, jak
w prawdziwych miastach, stały ruch i harmider, choć, z drugiej strony, głównym
sensem egzystencji dla większości ich mieszkańców jest czekanie na żywność
rozdawaną w ramach pomocy humanitarnej (Ząbek 2003: 118). Z europejskimi
ośrodkami dla uchodźców łączy je odgórna kontrola i sprawowanie nadzoru nad
ich mieszkańcami. Obozy pod ochroną UNHCR są bowiem zwykle otoczone
ogrodzeniem, podzielone na sektory i strzeżone, a obcy, bez specjalnych zezwo­
leń, nie mają prawa się tam pojawić.
Wspomniana na początku Liisa Malkki pokazała na przykładzie sytuacji
w Mishamo, że obóz stał się dla burundyjskich Hutu dogodnym miejscem do
tworzenia na nowo swej mito-historii „narodu na wygnaniu”. Starali się oni pod­
kreślić swój status autochtonów i prawowitych mieszkańców Burundi. Tutsi,
określani w tych narracjach jako „Chamici”, byli podstępnymi najeźdźcami, któ­
rzy przybyli „zaledwie 400 lat temu”, przejmując władzę nad ich krajem. Od tego
momentu zaczęło się, według historii tworzonej przez Hutu, ich prześladowanie,
którego kulminacyjnym momentem stało się ludobójstwo, dokonane przez zdo­
minowaną przez Tutsi armię. Pamięć o tej apokaliptycznej przemocy z 1972 roku
była stale żywa w obozie, wciąż podsycana, stając się jeszcze jednym z czynni­
ków mobilizujących tożsamość Hutu jako narodu (Malkki 1995b: 52-103).
Dla mieszkańców Mishamo status uchodźcy był pozytywnym aspektem ich
tożsamości. Trudności materialne i cierpienia postrzegali jako pozytywny i nie­
zbędny czynnik nabywania wiedzy i siły moralnej uprawniających ich w dalszej
perspektywie do odzyskania własnej ojczyzny. „Uchodźca nowicjusz” stawał
się „prawdziwym” czy też „dojrzałym” uchodźcą dopiero po nabyciu tej wie­
dzy i osobistym zanurzeniu się w historii. Miejscem zaś najlepiej nadającym
się do zdobycia takiego doświadczenia był oczywiście obóz. W tym kontekście
„uchodźcy miejscy”, dążący do polepszenia swojej sytuacji życiowej, sprzenie­
wierzali się samej idei „narodu na wygnaniu”, który w przyszłości powróci do
ojczyzny. Dorabianie się na handlu czy zawieranie małżeństw mieszanych przez
„uchodźców miejskich” traktowano jako próbę zakorzenienia się w „tu i teraz”,
wiązaną z niebezpieczeństwem integracji, wyrzeczenia się własnej tożsamości
oraz wrastania w „obcą” rzeczywistość. To wszystko dla uchodźców z obozu
oznaczało zdradę i utratę „czystości” (Malkki 1996).

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

59

W przeciwieństwie do obozu miasto Kigoma nad Jeziorem Tanganika, za­
mieszkałe przez dziesiątki zmieszanych ze sobą grup etnicznych, wyraźnie sprzy­
jało integracji, kosmopolityzmowi, tendencji do roztopienia się wśród ogółu jego
mieszkańców, zniechęcając do pielęgnowania etniczności, narodowości i statusu
uchodźcy. Większość uchodźców miejskich przestawała z czasem określać się
jako „Hutu”, niektórzy w celu zatarcia swej poprzedniej tożsamości przyjmowali
popularne w Tanzanii imiona arabskie, a wielu zaczęło nazywać się Tanzańczykami. Wszyscy woleli uchodzić za niewidocznych i nie zwracać na siebie uwagi.
Najbardziej uderzającą różnicą między tymi dwiema grupami było jednak samo
postrzeganie uchodźstwa. W przeciwieństwie do Hutu z obozów, heroizujących
swój status konstytuujący ich wspólną tożsamość, Hutu z miasta widzieli swoją
sytuację uchodźczą raczej jako ciężar. Malkki niejednokrotnie słyszała od nich,
że nie lubią określenia „uchodźca”, odbieranego przez nich jako rodzaj negatyw­
nego stygmatu, a nawet, że nienawidzą uchodźców, i jeśli ktoś ich pomyłkowo
tak określi, czują się upokorzeni. Sam obóz postrzegali jako miejsce bezsilności,
uwięzienia i izolacji (Malkki 1996).

Czy istnieje kultura uchodźców?
Na powyższe pytanie Liisa Malkki odpowiada zdecydowanie negatywnie. Jej
zdaniem do uchodźców trzeba podchodzić indywidualnie, gdyż ich doświadcze­
nia i potrzeby są różne. Porównując uchodźców miejskich i obozowych, doszła
do wniosku, że nie mają oni ani jednej tożsamości, ani jednej kultury. Uchodźcy
z Kigomy dowodzą, według niej, że przekształcenie prawnego statusu uchodźcy
w status społeczny czy nawet określoną kondycję moralną nie zachodzi automa­
tycznie. Nawet ci ludzie, których doświadczenia, historie i powody wygnania
z kraju były podobne, swoją sytuację definiowali inaczej — zależnie od okolicz­
ności życia na uchodźstwie.
Zdaniem cytowanej antropolożki, uchodźcy nie mają wspólnego doświadcze­
nia, gdyż dla tych z miasta i dla tych z obozów było ono diametralnie różne.
Z tego punktu widzenia krytykuje ona organizacje pozarządowe, dokonujące dehistoryzacji i depolityzacji uchodźców w imię materialistycznego humanitary­
zmu. Według niej, przedstawiciele tych organizacji widzą w nich tylko ludzi do
nakarmienia, ubrania i wyleczenia, są natomiast ślepi na bagaż ich doświadczeń,
aktualną sytuację osobistą i problemy narodów, do których należą. Dla pomocodawców uchodźcy to ofiary, którym należy dostarczyć żywności, lekarstw i da­
chu nad głową. Nie zwracając uwagi na tło wydarzeń, które doprowadziły tysiące
ludzi do ucieczki z kraju, organizacje pomocowe realizująjedynie własnąpolitykę. Tym samym odbierają uchodźcom możliwość mówienia o swych potrzebach.
W tej masie obsługiwanych ludzi — jak pisze Malkki — ginie jednostka, jej
osobista historia i problemy (Malkki 1996: 386-388).

60

Maciej Ząbek

Podobnie, według tej badaczki, czynią media powielające unifikujący obraz
problemów uchodźczych i pozbawiające jednostkę prawa do mówienia o sobie.
Na zdjęciach w prasie i telewizji widzimy zwykle masę półnagich, wychudzo­
nych ludzi. Nie ma tam jednostek, nie ma indywidualnych twarzy, nie ma cech
charakterystycznych. Jest morze czarnych głów, czysta symbolika ludzkiego nie­
szczęścia (Malkki 1996: 387).
Ukierunkowanie spojrzenia na jednostkę prowadzi autorkę do krytyki także
tych antropologów, którzy, jak Keller czy Stein, byli zwolennikami konstruktu
„uniwersalnego doświadczenia uchodźczego”, a nawet swoistej natury i kultury
uchodźczej. Według badaczki, uchodźcy zawsze reprezentują kulturę etnosów,
z których pochodzą. Zawsze będzie to kultura Burundyjczyków, Somalijczyków
albo Czeczenów, a nie jakaś abstrakcyjna kultura ludzi, których łączy jedynie
pewien status administracyjny. Uchodźcy jako tacy nie mają przecież wspólne­
go języka, religii, przeszłości historycznej czy solidarności grupowej. Mówie­
nie o kulturze uchodźców nie ma zatem więcej sensu niż mówienie na przykład
o kulturze bezdomnych czy niepełnosprawnych15.
Malkki, słusznie zwracając uwagę na indywidualne losy i problemy uchodź­
ców, zbyt pochopnie jednak odrzuca konstrukt „doświadczenia uchodźczego”.
Tym bardziej, że w końcu i ona pokazuje jego uniwersalny charakter, gdyż za­
równo uchodźcy miejscy, jak i ci z obozu przechodzą przez wspomniany okres
liminalny. Natomiast zupełnie inną sprawą jest, że w przypadku tych z miasta
liminalność prowadzi poszczególne jednostki do wyrwania się z narodowych ka­
tegoryzacji i stosunkowo szybkiego wyjścia z okresu izolacji, znalezienia pracy,
usamodzielnienia się i integracji z mieszkańcami.
W obozie natomiast stan braku przypisania przedłuża się, nie prowadząc do
integracji ze społecznością przyjmującą. Przeciwnie, obóz kontroluje, aby jego
mieszkańcy nie byli przypadkową mieszanką indywiduów, ale ściśle określoną
zbiorowością, posiadającą własną tożsamość, swoją historię i kulturę, jak inne
narody. Liminalność w obozie jest rodzajem kwarantanny, w trakcie której jego
mieszkańcy oczyszczają się z „obcości”, uświadamiając sobie, bardziej niż kie­
dykolwiek wcześniej, że są właśnie Hutu, Czeczenami bądź Palestyńczykami.
Malkki ma rację, że w tym sensie nie ma kultury uchodźczej, a uchodźcy jako
tacy nie są żadnym nowym etnograficznym „plemieniem”.
15
Moim zdaniem, bezdomni i niepełnosprawni mogą być jednak porównywani z uchodźcami, gdyż
reprezentują podobne cechy strukturalne. Uchodźcy, podobnie jak bezdomni, nie m ają jak pisze Mo­
nika Oliwa-Ciesielska, swojego własnego, prywatnego schronienia, które mogliby nazwać domem, nie
mają także pracy, wystarczających środków do godnego życia. Często łączy ich z bezdomnymi popadnięcie w długi, rozłąka z rodziną cierpienie, stres i choroby (Oliwa-Ciesielska 2004: 19-25). Są także
w pewnym sensie inwalidami społecznymi i tak jak niepełnosprawni mają problemy z poruszaniem się
w otaczającej ich przestrzeni. Nie wiedzą jak się poprawnie zachować, do kogo się zwrócić o pomoc,
jak załatwić coś w urzędzie, kiedy potraktować coś poważnie, a kiedy nie. Tak też postrzegani są przez
postronnych obserwatorów — jako gorsi, wyróżniający się wyglądem zewnętrznym. Skupiają na sobie
wzrok gapiów, budzą ciekawość, zdziwienie lub lęk. Wskutek tego doświadczają podobnie jak niepeł­
nosprawni, głęboko zakorzenionej opresji społecznej (Bames, Mercer 2008).

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

61

Biorąc jednak pod uwagę, że doświadczenie pobytu w obozie musi wpływać
na postawy i sposób myślenia uchodźców, trzeba uznać, że „obozowa kultura”
czy też raczej kultury uchodźców, przynależne oczywiście do szerszych wspól­
not etnicznych, jak najbardziej istnieją16. Wiążą się one ze specyficzną postawą
moralną i kodem zachowań ich przedstawicieli. Spoiwem jest tu poczucie poli­
tycznej wspólnoty tożsamości i interesów, które odróżniają ich od ludzi mieszka­
jących poza obozem, „pełnosprawnych kulturowo” i posiadających prawdziwe
domy. Ich odmienność i niezadowalająca sytuacja ekonomiczna i społeczna nie
jest dla nich samych przyczyną wstydu. Zamiast tego, utwierdza ona ich solidar­
ność, brak zaufania do obcych i pozytywną samoidentyfikację, będącą źródłem
siły. Uchodźcy obozowi, w przeciwieństwie do miejskich, są nawet dumni ze
swej odmienności i bycia ofiarami. Poza tym kultury uchodźców, wbrew wątpią­
cym, stają się faktycznie historycznymi i językowymi wspólnotami, które tworzą
się przez ich zaangażowanie w problemy polityczne.
Specyfiką kultury uchodźców obozowych jest jednak to, że kształtuje się ona
w wyniku oporu wobec urzędników sprawujących tam władzę, a opór ten po­
wstaje w odpowiedzi na uprzedmiotowienie i traktowanie uchodźców jako prob­
lemu, który trzeba rozwiązać. Paternalistyczne praktyki degradacji i poniżenia
prowadzą do nieprzystosowania oraz unikania przez pensjonariuszy obozów od­
powiedzialności, tworząc z nich prawdziwych społecznych inwalidów.
Niemniej, jak pokazał Erving Goffman, mieszkańcy podobnych placówek po­
trafią się organizować, przeciwstawiać władzy i narzuconym odgórnie regulami­
nom, tworząc swoje własne „światy podziemne” (Goffman 1991: 265)17.
Uchodźcy obozowi, w przeciwieństwie do miejskich, tworzą więc swoistą
kulturę należącą do kategorii „kultur oporu”, będącą rodzajem przeciwwładzy,
zawsze gotowej się ujawnić tam, gdzie owa władza szczególnie silnie się ma­
nifestuje (Lemert, Gillan: 1999). Na przykładzie Hutu z Mishamo widzimy, jak
mniejszość tanzańskich pracowników obozu, kontrolująca życie ekonomiczne
i społeczne uchodźców, zajmuje miejsce Tutsi w ich świadomości. To w wyniku
takiej sytuacji i z powodu niemożności powrotu do kraju, obóz staje się płod­
nym gruntem dla tworzenia wspomnianej mito-historii i podtrzymywania przez
elity Hutu narracji na temat swego zniewolenia. Tym samym, jest również śro­
dowiskiem sprzyjającym powstaniu tożsamości „narodu na wygnaniu” (Malkki
1995b: 233).
W europejskich ośrodkach dla uchodźców, w których mieszka zazwyczaj tyl­
ko do kilkuset osób, owe „narody na wygnaniu” teoretycznie nie mają prawa
16Rozumiem tu kulturę jako pewien sposób myślenia warunkujący nasze postawy (Cohen 1985).
17 Gofiman (1991) nazywa instytucje tego typu, jak obozy dla uchodźców (np. domy dziecka, star­
ców, schroniska dla bezdomnych, szpitale, szkoły z internatem itp.), totalitarnymi, gdyż mimo róż­
nic między nimi rządzą się one podobnymi zasadami — personel próbuje zapanować nad wszystkimi
aspektami życia ich mieszkańców. Zawsze są też oni przez dłuższy czas mniej lub bardziej odcięci od
szerszego społeczeństwa, prowadząc zamknięty, odgórnie administrowany tryb życia.

62

Maciej Ząbek

powstać. Należy jednak zauważyć, że i tu są oni uprzedmiotowieni, a ich rela­
cje z personelem są podobne. W polskich ośrodkach „uchodźcza kultura oporu”
przejawia się w powtarzających się strajkach, protestach, odmowie przyjmowa­
nia podawanego jedzenia lub wykonywania poleceń, a przede wszystkim per­
manentnym niszczeniu urządzeń technicznych tych placówek (Ząbek, Łodziński
2008: 193-273). Na większą skalę opór może pojawić się też poza formalnymi
centrami dla uchodźców. Przykład Francji (zamieszki z listopada 2005 r. w podparyskich dzielnicach dla imigrantów z Maghrebu) pokazuje, że podobne warun­
ki mogą zaistnieć nawet w miastach, jeśli dochodzi w nich do powstania gett, któ­
re pod pewnymi względami (bezrobocie, poczucie wyobcowania, stygmatyzacja
ich mieszkańców) mogą przypominać obozy dla uchodźców. Fakt, że standardy
mieszkaniowe i poziom życia mieszkańców tych dzielnic jest nieporównywalnie
wyższy niż w obozach w Afryce, nie ma tu takiego znaczenia, jak ich subiektyw­
ne poczucie wykluczenia ze społeczeństwa.
Aristide Zolberg nazwał takich uchodźców „nowymi Palestyńczykami”, gdyż
reprezentują oni bardzo świadome społeczności uchodźcze, z natury rzeczy nie­
skłonne integrować się z żadną społecznością przyjmującą (Zolberg, Suhrke,
Aguayo 1989: 275).
„Nowi Palestyńczycy” i inne „narody na wygnaniu”, tworzące swą tożsamość
i kulturę uchodźczą, nastawione na powrót, „odbicie” swej ojczyzny, posiadają
często własną polityczną strukturę przywódczą i uzbrojonych ochotników wciąg­
niętych do wojny dla celów politycznych, podobnie jak prawdziwi Palestyńczycy.
Wśród uchodźców afrykańskich takie struktury „narodów na wygnaniu” tworzyli
swego czasu Zimbabwańczycy w Mozambiku, Saharyjczycy z Frontu Polisario
w Algierii, Namibijczycy ze SWAPO w Angoli, Rwandyjczycy (w większości
Tutsi) z Patriotycznego Frontu Rwandy w Ugandzie czy tak zwani Nowi Sudańczycy z Sudanu Południowego w Kenii. To właśnie w obozach wszyscy oni
stawali się narodami, utożsamiając się silnie z państwem, do którego mieli wró­
cić lub które mieli dopiero stworzyć. Procesy te dostarczają antropologom inte­
resującego materiału, pokazującego, jak „narody” mogą powstawać bez udziału
aparatu państwowego i bazy terytorialnej.
Najlepszym przykładem są oczywiście Palestyńczycy. Wygnani z terytorium
zajętego przez Izrael, nie uznani za obywateli innych państw arabskich, skazani
na wegetację w obozach, wbrew wszelkim przewidywaniom nie integrują się
nawet z miejscowymi Palestyńczykami na Zachodnim Brzegu, tworząc do dziś
nierozwiązywalny problem.
„Nowi Palestyńczycy” pojawiająsię przede wszystkim w dużych, istniejących
od wielu lat osadach uchodźczych, zamieszkałych przez względnie jednorodną
etnicznie grupę uciekinierów żyjących w trudnych warunkach ekonomicznych,
przy utrzymującym się stale napięciu politycznym, i tylko wówczas, gdy możli­
wości powrotu, integracji na miejscu lub migracji do krajów trzecich są faktycz­
nie niemożliwe bądź poważnie utrudnione. W takich warunkach powstają grupy,

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

63

które Zolberg, aby podkreślić ich naturę jako nie tylko zależnych „przedmiotów”,
ale i „aktorów”, nazywa społecznościami „uchodźców-wojowników” (Zolberg,
Suhrke, Aguayo 1989: 275). To oni tworzą radykalne organizacje, jak Harnaś,
i marzą, żeby — jak w przypadku Patriotycznego Frontu Rwandy — wrócić kie­
dyś do ojczyzny choćby na drodze tak zwanej zbrojnej repatriacji18.
Wspomniane kultury, społeczności „uchodźców-wojowników” nie sąoczywiście charakterystyczne dla wszystkich uciekinierów i wysiedlonych. Nie powstają
wśród samodzielnie osiedlających się uchodźców, o ile tylko nie tworzą oni gett.
Ogólnie rzecz biorąc, nie ma warunków do ich powstawania w krótkotrwale ist­
niejących i względnie małych oraz silnie zróżnicowanych grupach uchodźczych.
Kultura oporu nie powstaje też tam, gdzie uchodźcy mają stosunkowo dużo swo­
body, gdzie mogą decydować o sobie i samodzielnie się utrzymać, i gdzie wiodą
po prostu lepsze życie.

Warunki integracji uchodźców
W kontekście badań nad uchodźcami termin „integracja”, pozostając wielo­
znacznym, jest na ogół rozumiany jako proces włączania się jednostek lub grup
imigranckich w społeczeństwo przyjmujące, w którym uczestniczą one w róż­
nych obszarach jego życia (Grzymała-Kazłowska 2008: 248). Uczestnictwo to
nie wymaga całkowitej asymilacji i akulturacji, pozwalając na zachowanie więk­
szości zwyczajów i przekonań religijnych. Wymaga jednak, przy założeniu dwustronności relacji, pewnego otwarcia na społeczeństwo przyjmujące, dostosowa­
nia się do niego i unikania konfliktów. Na płaszczyźnie politycznej zaś udana
integracja oznacza na pewno identyfikację z państwem i tym samym z narodem
przyjmującym. Poza tym, jak podkreślają badacze, integracja ma kilka wymia­
rów: ekonomiczny, przestrzenny, społeczny i prawno-instytucjonalny (Grzyma­
ła-Kazłowska 2008: 248-250).
Z powyższego punktu widzenia pobyt uchodźców w strzeżonych skupiskach
zwanych obozami czy ośrodkami dla uchodźców, zarówno w krajach rozwijają­
cych się, jak i uprzemysłowionych, nie może sprzyjać integracji. Między pen­
sjonariuszami a personelem obozu trudno o symetrię relacji, gdyż są to relacje
między władzą a poddanymi. Prawno-instytucjonalny wymiar integracji też nie
18
Antropolog amerykański, Mahmood Mamdani, terminem „zbrojna repatriacja” określił wojnę
(1990-1994) wydaną II Republice Rwandy Habyarimany przez Patriotyczny Front Rwandy (Rwanda
Patriotic Front - RPF) złożony głównie z uchodźców Tutsi, wypędzonych do Ugandy po rewolucji
z 1959 roku. Autor ten jednocześnie podkreśla, że zarówno Rwanda, jak i Uganda nie chciały widzieć
uchodźców Tutsi u siebie jako pełnoprawnych obywateli. W obu krajach, zgodnie z „narodowym po­
rządkiem rzeczy”, byli oni postrzegani i traktowani jak cudzoziemcy. W tej sytuacji mogli być jedynie
bezpaństwowcami wegetującymi w obozach dla uchodźców. Zbrojna repatriacja była dla nich jedynym
wyjściem. Dla rządzących w Rwandzie Hutu nadchodząca klęska w wojnie z RPF stała się jednak pre­
tekstem do rozpoczęcia w 1994 r. masowego ludobójstwa Tutsi (Mamdani 2001: 159-184).

64

Maciej Ząbek

istnieje, gdyż uchodźcy przebywający w obozach nie mają z reguły prawa do
osiedlenia się w danym kraju na stałe, a ich status prawny często nie jest jesz­
cze określony. Z ekonomicznego punktu widzenia pobyt w obozie uniemożliwia
najczęściej pracę zawodową i nie daje zbyt wielu szans na decydowanie o sobie.
W wymiarze zaś przestrzennym i społecznym obóz izoluje uchodźców od reszty
społeczeństwa oraz ogranicza dostęp do różnorodnych zasobów i instytucji kra­
ju przyjmującego. Natomiast powstawanie opisanego wyżej zjawiska swoistej
„kultury obozowej” uchodźców ostatecznie uniemożliwia integrację, gdyż jest to
kultura oporu wobec społeczeństwa przyjmującego, która wzmacnia dotychcza­
sową tożsamość narodową albo wręcz tworzy ją n a nowo.
Możemy jednak zapytać, dlaczego urzędnicy zarówno UNHCR, jak i państw
przyjmujących oraz wielu działaczy organizacji humanitarnych broni idei po­
wstawania obozów, a tak zwane wspomagane samodzielne osiedlanie się dopusz­
cza tylko wyjątkowo. Przedstawiciele tych instytucji argumentują zazwyczaj, że
obozy ułatwiają zapewnienie uchodźcom bezpieczeństwa, świadczenie pomocy
i repatriację, a twierdzenia o lepszych warunkach życia poza nimi nie zostały
w sposób wystarczający poparte badaniami empirycznymi. Ponadto osiedlają­
cy się spontanicznie to uchodźcy przeważnie lepiej wykształceni, szczególnie
przedsiębiorczy lub obdarzeni talentem do handlu, niekiedy pochodzący z grup
etnicznych zwyczajowo zajmujących się handlem lub mających stare tradycje
migracyjne. Stąd dla wielu uchodźców nieposiadających tych cech to właśnie
obóz stanowi bezpieczniejsze i materialnie lepsze rozwiązanie niż samodzielne
osiedlanie się. Zdaniem zwolenników obozów, niezgodne z prawdą jest też prze­
konanie krytyków, że gdyby uchodźcy mieli wybór, to nigdy nie osiedliliby się
w obozie. Dowodem na to ma być fakt, że uchodźcy niekiedy sami spontanicznie
tworzą osady przypominające obozy, zanim UNHCR i organizacje humanitarne
zaczną realizować swe programy (Cutts, red., 2000: 118).
Z powyższymi argumentami można się nawet zgodzić, pozostaje jednak py­
tanie, co powinno być nadrzędnym celem polityki wobec uchodźców: doraźne
zapewnienie im bezpieczeństwa i opieki, jak najszybsza repatriacja do kraju po­
chodzenia, czy integracja w nowym miejscu osiedlenia? W przypadku preferencji
dla dwóch pierwszych celów obozy są być może rzeczywiście dobrym rozwiąza­
niem, w przypadku jednak trzeciego, na pewno jednym z najgorszych.
Integracja ze społeczeństwem przyjmującym jest, w ramach konstruktu „do­
świadczenia uchodźczego”, w zasadzie ostatnim etapem bolesnych obrzędów
przejścia. Warto podkreślić, że integracja, jeśli ma być autentyczna, musi być
dość bolesnym doświadczeniem. Oznacza bowiem zmianę sposobu myślenia,
stanie się poniekąd innym człowiekiem. Kultura nie jest rzeczą, którą można me­
chanicznie i bezboleśnie zmienić. Nie wystarczy, wbrew temu, co sądzi wielu
pomocodawców, z tej „rzeczy” coś odjąć i trochę czegoś do niej dodać, aby dany
podmiot zaadaptował się do otoczenia. Dlatego uchodźcy, by się zintegrować,
muszą — jak każdy imigrant — przejść przez to doświadczenie. Obóz tymcza-

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...

65

sem jest dodatkowym miejscem azylu, który chroni nie tylko przed prześladowa­
niami ze strony kraju pochodzenia uchodźców, ale również przed bolesną próbą
ich integracji z otoczeniem. Nic dziwnego, że wielu uchodźców szuka w nim
własnego środowiska kulturowego, swej „bańki środowiskowej”, chcąc uniknąć,
jak wielu imigrantów, podjęcia wysiłku integracji i skutków „szoku kulturowe­
go”. Przedstawiciele UNHCR mająrację, że uchodźcy nieraz sami tworzą osady
przypominające obozy, gdyż są one jak getta. Pozwalają przetrwać, zachować
własną kulturę, a może nawet ją unarodowić. Nie jest to jednak, powtórzmy,
droga prowadząca do integracji.
Nadanie repatriacji pierwszeństwa w polityce UNHCR wobec uchodźców
miałoby oczywiście pewien sens, gdyby faktycznie chodziło o ich krótki pobyt
na emigracji. W wielu przypadkach tak się jednak nie dzieje. W obozach rodzą
się i dojrzewają całe pokolenia, które nie miały szansy na samodzielne życie poza
obozem, a wielu uchodźców nigdy już nie wraca do swej ojczyzny.
W tej sytuacji zauważyć trzeba, że w istocie wspomniane organizacje argu­
mentacją na rzecz utrzymywania obozów uzasadniają tylko swoje istnienie, gdyż
to one pomagająukonstytuować uchodźców jako przedmiot ich wiedzy i kontroli.
Podobnie władze krajów-gospodarzy nie są zainteresowane integracją, woląc, by
agendy międzynarodowe dostarczały bezterminowo wsparcia dla wysiedlonej
ludności znajdującej się na ich terytorium. Skomentować to można krótko, za po­
mocą słów Michela Foucault: „Władza sama produkuje swoje domeny i rytuały
prawdy” (Foucault 1979: 194). Innymi słowy, nie tylko reżimy kraj ów pochodze­
nia uchodźców mają udział w ich tworzeniu, ale i władze krajów przyjmujących
oraz organizacji międzynarodowych. To one także przyczyniają się ostatecznie
do uczynienia z nich niebezpiecznych nacjonalistów.
*

*

*

Podsumowując, współczesne problemy związane z uchodźcami są w dużej
mierze skutkiem istnienia państw o charakterze narodowym oraz światowego sy­
stemu pomocy i panowania nad tą kategorią ludzi, zwanego „międzynarodowym
reżimem uchodźczym”.
Państwa demokratyczne Zachodu oraz do pewnego stopnia ich naśladowcy
w Azji i Afryce, choć przyjmują na siebie obowiązek ochrony uchodźców, to
jednak z powodu swojego narodowego charakteru bronią się przed przyjmowa­
niem na stałe imigrantów. Jest to główna przyczyna, dla której ich repatriację
traktują priorytetowo. Tę zaś można przeprowadzić tylko pod warunkiem pobytu
uchodźców w sprawnie zarządzanych obozach, których pensjonariusze nie inte­
grują się i nie mieszają z otoczeniem. Poza tym obozy, których nędza jest dobrze
widoczna dla obserwatorów zewnętrznych, są dobrym argumentem w zabieganiu
o pomoc międzynarodową. Staranie się o nią ułatwia istnienie międzynarodo­
wego systemu International Refugee Regime, który jest w stanie wyżywić tłumy

Maciej Ząbek

66

bezdomnych i bezrobotnych przesiedleńców przez wiele lat i niejako przy okazji
utrzymać także te wszystkie organizacje, które wchodzą w jego skład. Dlatego
zarówno urzędnicy państwowi, jak i pomocodawcy z organizacji międzynarodo­
wych niechętnie patrzą na samodzielne osiedlanie się uchodźców, nie biorąc pod
uwagę skutków długotrwałego ich przebywania w obozach. Tymczasem to właś­
nie w takich miejscach rodzą się radykalne organizacje i tożsamości „uchodźców-wojowników”, którzy mogą stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeń­
stwa zarówno krajów przyjmujących, jak i całych regionów.
Słowa kluczowe: uchodźcy, obozy dla uchodźców, uchodźstwo, integracja, tożsamość

B IB L IO G R A FIA
Bam es C., M ercer G.
2008
Niepełnosprawność, przeł. R Morawski, Warszawa: Wydawnictwo Sic.
Bruner E.M.
1986
Ethnography as Narrative, w: VW. Turner, E.M. Bruner (eds.), The Anthropo­
logy o f Experience, Urbana, Chicago: University o f Illinois Press, s. 139-158.
Clifford J.
1986
Introduction: Partial Truths, w: J. Clifford, G.E. Marcus (eds.), Writing Cul­
ture. The Poetics and Politics o f Ethnography, Berkeley: University o f Cali­
fornia Press, s. 1-26.
Cohen A.P
1985
The Symbolic Construction o f Community, Chichester, London: E. Horwood, Tavistock.
Crisp J. (red.)
1998
Uchodźcy świata 1997-1998. Wyzwania humanitarne, przeł. S. Kasperec,
W. Niewiadomski, T. Olifierko, Warszawa: UNHCR, Wydawnictwo N au­
kowe PWN.
Cutts M. (red.)
2000
Uchodźcy świata. 50 lat pom ocy humanitarnej, przeł. K. Dragan, Warsza­
wa: UNHCR.
Foucault M.
1979
Discipline and Punish: The Birth o f the Prison, New York: Vintage.
Gennep A. van
2006
Obrzędy przejścia, przeł. B. Biały, Warszawa: Państwowy Instytut Wy­
li 909]
dawniczy.
Goffman E.
1991
Asylums: Essays on the Social Situation o f M ental Patients and Other
[1961]
Inmates, London: Penguin.
Grzymala-Kazlowska A.
2008
Zakończenie, w: A. Grzymala-Kazlowska, S. Łodziński (red.), Problemy in­
tegracji imigrantów. Koncepcje, badania, polityki, Warszawa: Wydawnic­
tw a Uniwersytetu Warszawskiego, s. 245-252.

,Narody na wygnaniu”. Rola obozów dla uchodźców w kształtowaniu się nowej...
K ayR .
1987
Keller S.L.
1978

67

Burundi since the Genocide, London: Minority Rights Group.

Uprooting and Social Change: The Role o f Refugees in Development, Delhi:
Manohar Book Service.
Lemert Ch., Gillan G.
1999
M ichel Foucault: teoria społeczna i transgresja, tłum. D. Leszczyński,
L. Rasiński, Warszawa, Wrocław: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Malkki L.H.
1995a
Refugee and Exile: From „Refugee Studies” to National Order o f Things,
„Annual Review o f Anthropology” 24, s. 495-523.
1995b
Purity and Exile. Violence, Memory, and National Cosmology among Hutu
Refugees in Tanzania, Chicago, London: The University o f Chicago Press.
1996
Speechless Emissaries: Refugees, Humanitarianism, and Dehistoricization, „Cultural Anthropology” 11: 3, s. 377-404.
Mamdani M.
2001
When Victims Become Killers. Colonialism, Nativism, and the Genocide
in Rwanda, Princeton: Princeton University Press.
Marx E.
1990
The Social World o f Refugees: A Conceptual Framework, „Journal
ofR efugee Studies” 3: 3, s. 198-203.
Oliwa-Ciesielska M.
2004
Piętno nieprzypisania. Studium o wyizolowaniu społecznym bezdomnych,
Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
Rabinów P , Sullivan W.M.
1979
The Interpretive Tum: Emergence o f an Approach, w. P. Rabinów, W.M. Sulli­
van (eds.), Interpretive Social Science. A Reader, Berkeley: University
o f California Press, s. 1-32.
Steen A.-B.
1993
Varieties o f the Tamil Refugee Experience in Denmark and England,
Copenhagen: Minority Studies o f Copenhagen, The Danish Center for Human
Rights.
Stein B.N.
2001
The Refugee Experience: Defining the Parameters o f a F ield o f Study,
„International Migration Review” 15: 1, s. 320-330.
Vemant J.
1953
The Refugee in the Post-War World, London: Allen & Unwin.
Ząbek M.
2003
Obozowy ,, inny św ia t”. Spostrzeżenia z pobytu w obozach dla uchodźców
w Kenii, „Afryka, Azja, Ameryka Łacińska. Studia i materiały” 80, s. 115-131.
Ząbek M„ Łodziński S.
2008
Uchodźcy w Polsce. Próba spojrzenia antropologicznego, Warszawa: Ofi­
cyna Wydawnicza ASPRA-JR.
Zetter R.
1988
Refugees and Refugee Studies — a Label and an Agenda, „Journal ofR efu ­
gee Studies” 1: 2, s. 1-6.

Maciej Ząbek

68

Zolberg R.A., Suhrke A., Aguayo S.
1989
Escape from Violence. Conflict and the Refugee Crisis in the Developing
World, Oxford: Oxford University Press.

Maciej Ząbek
„PEOPLES IN EXILE”. THE ROLE OF REFUGEE CAMPS
IN THE CREATION OF A NEW IDENTITY OF THEIR INHABITANTS
(Summary)
The article shows the role that the so-called refugee camps or refugee centres play
in the development o f the identity and culture o f refugee groups.
In organised refugee camps their inhabitants can be controlled, distribution o f aid
is facilitated and repatriation programme is easier to carry out. Therefore refugee camps
are considered, both by the authorities o f refugee receiving countries and UNHCR and
humanitarian organisations, as the m ost effective and cheapest form o f their protection.
However, such camps are not conducive to the integration o f the refugees with the host
society, which would be desired in a situation when a quick return to their home country
is not possible. A long stay in camps and manifestation o f power over refugees by camp
staff create grounds for the development o f a new identity o f refugees. This identity is
associated w ith the specific moral attitude and behaviour code, which is manifested as the
„culture o f resistance”. W hat binds such groups o f refugees is the political community
o f identity and interests, and a feeling o f enslavement o f the „people in exile”, which
differentiates refugees from people living outside the camp. The author emphasises that
nation-forming processes can take place without the involvement o f the state apparatus
and territory. Keeping refugees in camps for a long time can have serious consequences.
In conclusion the author describes the reasons for this state o f affairs — on the one hand
it is the national character o f modem states, which defend themselves against the inflow o f
immigrants, and, on the other — the international system o f their protection, which main­
tains a large number o f unemployed refugees in emigration for many years. This system
paradoxically strengthens the problem o f refugees and creates new difficulties.

Key words: refugees, refugee camps, exile, integration, identity

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.