0bf0264b1b5a33b50e6cb720060591b6.pdf

Media

Part of Bzij, zabzij, ja honorem ręce... Bójka wiejska - walka i rytuał / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1

extracted text
Bzij, zabzij, ja honorem ręce...
Bójka wiejska - walka i rytuał

1

Andrzej Perzanowski

Bójka wiejska - równie wdzięczny to, co chętnie wykorzys­
tywany element barwnych opisów wsi; żelazny punkt opowiastek
o zabawach czy weselach. Mało kto nie zna ze słyszenia tych
obrazów: płoty w otoczeniu zabaw i wesel ogołocone ze sztachet
(sztachety do bicia - koniecznie „z g w o ź d z i e m " ) , pokrajani
młodsi i starsi uczestnicy rozrywkowych imprez. Finałem co
dramatyczniejszych relacji bywa śmierć pana młodego i to jeszcze
przed spełnieniem obowiązków małżeńskich. Krążą opowieści
o krwi przelewającej się przez progi góralskich chałup podczas
bitki - wszak każdy w Polsce wie, co górale potrafią robić
najlepiej. Bitnik bywał bohaterem - wracającego z więzienia
witano w specjalnie wybudowanej na skraju wsi bramie (znów
wątek góralski).
Postrzeganie bójki przez osoby spoza społeczności wiejskiej
wpisywało się idealnie w sposób jej widzenia a zwłaszcza
przedstawiania przez samych uczestników czy bezpośrednich
obserwatorów. Obcy oczekiwał barwnej opowieści, chłop zaś
skwapliwie raczył go wersją zdarzeń w romantyczno-heroicznej
konwencji. Taka perspektywa musiała zaważyć nad refleksją
samych etnografów.
Z małymi wyjątkami, bójkę traktowano marginalnie, jako
kuriozum - poza tym może powinna być obiektem zainteresowa­
nia policji lub psychologów...? Baczniejszą uwagę spowodowało
znalezienie się w polu obserwacji badaczy zagadnień związanych
ze sferą zachowań łamiących przyjęte normy społeczne, swois­
tego „marginesu kulturowego" (zainteresowanie właśnie tym
aspektem kultury w odniesieniu do dużych miast na pewno
odegrało tu swoją rolę). Tymczasem bójka, potraktowana bez
romantyczno-bohaterskiego skrzywienia a zarazem bez uprze­
dzeń, będąca jednym z elementów tworzenia się dynamicznej
całości, jaką stanowi kompetencja kulturowa jednostki uczest­
niczącej w życiu zbiorowości, daje się badać na równi z innymi
tradycyjnymi już przedmiotami etnologicznego namysłu.
Ilustracją zmieniającego się stosunku do przedmiotu naszych
zainteresowań może być skrótowe przedstawienie źródeł pisa­
nych doń się odnoszących. Najstarsze znane mi znajdują się
u Jędrzeja Kitowicza i Kazimierza Władysława Wójcickiego.
O ile Kitowicz więcej miejsca poświęca bójkom między studen­
tami szkół pijarów i jezuitów w Warszawie (wieś jest wspomniana
przy opisie jasełek, które, zdarzało się, przedstawiały
chłopów
pijanych bijących

się pałkami),

to u Wójcickiego znajdujemy już

całe ustępy poświęcone wyłącznie bójkom, takoż skłonności do
nich u Mazurów: Co zaś do żołnierstwa,
mają serce, i ran i śmierci
lekkie wrażenie, bo się sami między sobą jak psy biją. Zły jarmark,

kiedy tylko pięciu zabiją (Wójcicki 1841?, s. 344). Jakże podobne
to do typowych wypowiedzi współczesnych, opisujących bójki
odpustowe: Tutaj, jak nie było

zabitego jednego,

to odpust

był

2

nieważny [ w l ] ; świadczy to tak o analogiczności, jak o wielkiej
trwałości niektórych wyobrażeń dotyczących bójek, odpowiada
też jednemu ze wspomnianych wyżej typów narracji, dramatyzu­
jącemu silnie okoliczności i konsekwencje bitek. Poza tę konwen1

Tekst jest skrótem pracy magisterskiej pt. Bzij, zabzij, ja honorem

ręce. Bójki

w kulturze wiejskiej

na przykładzie

Kurpiowszczyzny

napisanej w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej (Uniwersytet
Warszawski) pod kierunkiem dr. hab. Jerzego S. Wasilewskiego
Liczby w nawiasach kwadratowych odnoszą się do przeprowadzo­
nych przeze mnie wywiadów; spis rozmówców podano na końcu
artykułu.
2

cję wykracza natomiast pochodzące z początku wieku staranie
Mariana Wawrzenieckiego, pragnącego zwrócić
uwagę
badaczów

na sposoby, w jakie

walczą

nasi włościanie

w

rozmaitych

kraju okolicach (1901, s. 254). Zainteresowanie Wawrzeniec­
kiego dotyczy sposobów bicia, terminologii, okoliczności bójek,
nie ograniczając się do zauważenia zjawiska i prezentacji kilku co
bardziej drastycznych obrazków. Pewnej porcji źródeł dostarczają
XIX-wieczne czasopisma etnograficzne jak też pamiętniki chłop­
skie. Ich skąpość w pełni rekompensuje rola porównawczego
odnośnika jaką odgrywają w stosunku do materiału współczes­
nego. Znajdujemy tu wspomnienie kułacznego boju (Rulikowski
1879) toczonego przez mieszkańców jednej wsi, podzielonych na
antagonistyczne połowy; bójek podczas wesela, powodowanych
wymianą ostrych przyśpiewek (Nawalany 1908), jak też zaciętych
bójek między kosiarzami wychodzącymi pierwszy raz na łąki
(Starkowski 1879). Wymienione pozycje, odnosząc się do bójek
w ściśle określonym miejscu i czasie (Nowy Rok, pierwsza kośba)
oraz posiadających swój cel (np. bujny wzrost traw) nie są tymi,
na których opierałem swoją pracę. Bardziej przydatne były opisy
bitek w ich najpowszechniejszej formie: na zabawie bądź weselu,
a takie znajdujemy w pamiętnikach chłopskich (Słomka 1983,
Bojko 1911), bądź rozproszone w literaturze etnograficznej.
Najwięcej ich zebrał Franciszek Kotula (1962, 1979, 1989),
poświęcając i m sporo odrębnej uwagi. Cenne było dostrzeżenie
szczegółowych, ale istotnych kwestii, jak solidarność bójkowa
kawalerki, tworzenie się grup bitników, hierarchia owych grup,
folklor bójkowy.
Pozostają jeszcze moje własne materiały terenowe z Kurpiow­
szczyzny (okolice Nowogrodu, Kadzidła i Myszyńca) i okolic
Warszawy, stanowiące właściwą podstawę rozważań, jak też
prace przydatne przy analizie wszystkiego, co było pośrednio
związane z bójką, na przykład zabaw wiejskich i ich organizacji,
terminologii, broni bójkowej, roli alkoholu, teorii dotyczących
zabawy i istoty zachowań naruszających przyjęte normy kulturo­
we. Korzystałem, jak widać, przede wszystkim ze źródeł odno­
szących się do przeszłości (materiały terenowe także stanowią
w głównej mierze wspomnienia - z okresu przedwojennego i do
kilkunastu lat po wojnie), lecz moim celem nie jest jedynie
przedstawienie bójek jako zjawiska historycznego. Co prawda
w swej najbardziej interesującej, modelowej formie zdążyły
w dużej mierze zaniknąć, lecz wnioski wypływające z ich analizy
dają się przełożyć na zjawiska współczesne i to nie tylko te
właściwe dla kultury wsi.
Źródła stosunkowo najnowsze (Kłosowski, Kowalczyk, część
moich materiałów terenowych,) wyraźnie wskazują na trwanie,
jeśli nie niezmiennych form całej sfery zachowań związanych
z bójką, to w każdym razie rządzącej nimi logiki. Wciąż mamy
moim zdaniem do czynienia z istnieniem kawalerki, pojmowanej
jako grupa wieku, i jej atrybutami - poczuciem odrębności,
specyficznym statusem w obrębie społeczności, solidarnością,
potrzebą pokazania się. Należą do nich także działania ogólnie
związane z rozrywką, zabawą i momentami stykania się z innymi
grupami kawalerów. Badania nad współczesnością mogłyby
rzucić światło na tak istotne kwestie, jak zhierarchizowanie grup
kawalerów, istnienie powtarzających się sekwencji zachowań
w czasie bójki (dalej zwanych przeze mnie scenariuszem bójki),
typowej broni bitkowej, terminologii etc.
Przyjąłem, że określenie mechanizmów kultury wsi (także tych
55

istniejących w przeszłości) daje w tym szczególnym przypadku
do rąk narzędzie możliwe do zastosowania przy badaniu analogi­
cznych elementów kultury masowej. Nie chodzi tu tylko o stosun­
kowo żywe plebejskie korzenie kultury miejskiej w Polsce. Da się
zauważyć swoista zbieżność, by nie rzec przeniesienie pewnych
sekwencji zachowań wiejskiej kawalerki („rządzenie", „szpano­
wanie", bitka) do współczesnej kultury miast (kibice, społecz­
ność bywalców dyskotek i zabaw). Dzieje się to jednak w bardzo
zmienionym otoczeniu kulturowym: mieszkańcy miasta to nie
względnie zamknięta społeczność wiejska. Związki łączące ludzi
miasta (czy raczej ich brak) mają się nijak do różnorodnych,
wszechogarniających więzi, w jakie zamotany był każdy uczest­
nik życia wsi. Zachowania wydawałoby się zdecydowanie de­
struktywne z punktu widzenia integracji społeczności były kształ­
towane kulturowo, umieszczane w ramach neutralizujących ich
negatywne skutki. Być może ze zmianą otoczenia kulturowego
związany jest fakt, że charakterystyczne dla współczesnej mło­
dzieży miasta zachowania naruszające normy kulturowe są
utożsamiane z chuligaństwem, stawiane na granicy, za którą
rozciągają się niebezpieczne obszary marginesu przestępczego.
Przede wszystkim jednak konieczna jest analiza materiału tyczą­
cego kultury wsi.
*

Zabawy wiejskie wszelkich rodzajów, wesela, a więc sytuacje
najczęściej kojarzone z bójkami, nie są rzecz jasna jedynymi
okolicznościami, w jakich mogło do nich dochodzić. Chciałbym
także przedstawić mniej typowe okoliczności bitek, jak również
zwrócić uwagę na sytuacje, które wywierają wpływ na ich
przebieg, konsekwencje oraz specyfikę osób biorących w nich
udział. Pozostaje jeszcze charakterystyka kawalerki wiejskiej,
grup bitników, bójkowych hersztów, typowej broni bójkowej
- tym kwestiom, jako ważnym, chcę poświęcić osobną uwagę
w następnej kolejności.
Przyjrzyjmy się zatem kolejno różnym sytuacjom bitkowym..
*
Panie, nie ma tego kraju, nie ma tego zwyczaju, gdzie by było
już tak jak w niebie anieli. Nie było tak. Ale, panie, ooo, co
chcieli to robili. [w8]

Przed pojawieniem się remiz strażackich, „domów ludowych"
i świetlic, zabawy odbywały się w chałupach (muzyka), bądź
- w ciepłe pory roku - na wolnym powietrzu (majówka).

Chętnik

pisał (1924, s. 112): Do tańca i zabaw Kurpie,
szczególnie
młodzież,
są bardzo skorzy. (...) To tez nie tańczących
dziewuch
prawie nie ma na puszczy, a zabawy z muzyką urządzane
są parą

razy tygodniowo. Uwaga ta (a można j ą z pewnością odnieść także
do innych terenów Polski) dobrze charakteryzuje rolę zabaw
w egzystencji młodzieży. Zabawy urządzano stale, a brał w nich
udział każdy, kto nie chciał być wykluczony z grupy kawalerki
(miało to, jak zobaczymy, zasadnicze znaczenie w odniesieniu do
bójek).
Muzykę organizowało zwykle kilku kawalerów. Należało do
nich wynajęcie dużej izby w czyjejś chałupie jak też opłacenie
muzykantów. Powszechność bójek sprawiała, że nie każdy
gospodarz chętnie użyczał izby, proszono więc kogoś bliskiego.
Z drugiej strony starsi wykazywali wiele zrozumienia dla kawa­
lerki: zabawa była przecież niemal jedyną rozrywką dostępną
młodzieży (jeden z moich informatorów wywodził w ogóle
istnienie w każdej chałupie kurpiowskiej jednej dużej izby z faktu
częstego urządzania muzyk). Informacje o zabawach przekazywa­
no sobie ustnie. Udział brali kawalerzy miejscowi oraz z kilku
okolicznych wsi, natomiast dziewczętom nie wolno było uczest­
niczyć w muzykach poza wsią, co więcej, kawaler był zobowiąza­
ny przyjść do rodziców panny i poprosić ich o zgodę na zabranie
córki, obiecując odprowadzić ją do domu. Poza tym przychodzili
także ludzie starsi: młodzi gospodarze (orace) brali częściowo
udział w tańcach, pozostali stanowili publiczność.
Wytwarzała się w ten sposób bardzo charakterystyczna sytua­
cja: liczba kawalerów była o wiele większa niż panien, które

pochodziły z jednej wsi i były zazdrośnie strzeżone przez
miejscowych młodzieńców. Tańczono na zmianę - kolejno
udostępniając parkiet kawalerom z innych wsi i pozwalając im na
kółeczko, czyli kilka tańców. Jak widzimy, możliwość bójki była
niejako wpisana w sam sposób organizowania muzyki. Bitka
mogła być oczywiście planowana - gdy ktoś chciał zemścić się na
konkretnej osobie (choćby za cięgi zebrane na poprzedniej
zabawie!). Jeżeli natomiast nie planowano jej wcześniej, miała
z reguły kilka typowych przyczyn:
1) Gdy miejscowymi kawalerami kierowała zazdrość o dziew­
częta z ich wsi: Była we wiosce zabawa, to przyjechali goście, nie.
Brali dziewuchy do tańca i wojna już jest. Miejscowym się nie
podobało,
że im dziewuchy zabierają.
[w21] Poza tym ładne

dziewczęta mogły być obiektem zainteresowań kilku kawalerów:
chęć odbicia komuś partnerki była doskonałą okazją do wszczęcia
bitki.
2) Uczestnicy zabawy, mniej lub bardziej pijani, nie ustępowa­
li sobie wzajemnie przy decyzji, jaki taniec będzie grany: No
i wtedy jeden

i nożem

drugiego

tam pociągnął.

w nos i tamuj w łeb, a jak tego, to i go

[w9] Nie wolno było pozwolić, aby ktoś

„ p o d s k a k i w a ł " , „ r z ą d z i ł " : o jak jeden prowadził
kółko,
rządził,
później jak się ktoś napił, to też chciał tak samo rządzić, to zaraz

następowało
nieporozumienie.
[w7] Kapitalne znaczenie miało
tańczenie wsiami na zmianę - rzadko kiedy zmiana tancerzy
odbywała się bez konflitów. W grę wchodziło podkreślenie
własnego prestiżu, nie dopuszczenie, aby „rządzili" obcy.
3) Wiele bójek było prowokowanych. Tak należy zakwalifiko­
wać bitki o słynne „krzywe spojrzenie": Mało której zabawy,
żeby się nie bili. Ten mówi kse, ten neć i to tak się o. Ten na tego
spojrzał krzywo, ten na tego i już. [ w l 2 ] Należało „pokazać się",

„postawić s i ę " , zwłaszcza przed obcym. Niebagatelną rolę
odgrywali tutaj herszty, bijaki, bohaterzy, jak zwano kawalerów
często wywołujących bijatyki. Poza tym, jak wspomniałem, spora
część bójek była powodowana chęcią zemsty. Zabawa, taniec,
sprzyjają wszelkiego rodzaju zaczepkom. Prowokujący, jeżeli jest
we własnej wsi, może czuć się zupełnie bezkarny. Prowadziło to
oczywiście do rewanżu, musiało bowiem dojść do sytuacji, że
zaczepiający pojawi się na zabawie we wsi zaczepianego. Zabawa
jest zresztą doskonałą okazją do załatwiania wszelkiego rodzaju
starszych porachunków, nie związanych ze zdarzeniami na innej
zabawie: jak ktoś miał na kogoś złość, to nie miał okazji, to przy
zabawie się chciał pobić to już... [w4] Wielkie znaczenie miała

solidarność kawalerki. Kawaler, w razie bójki nigdy nie był sam
- bito się z reguły grupowo, rzadsze były bójki między dwoma
młodzieńcami. Także ludzie starsi, obecni przy bójce, nie zawsze
starali się rozdzielić zwaśnionych, często ciągnęli za swoimi
(znaczenie udziału starszych ludzi w czasie bójek na muzyce było
jednak raczej niewielkie).
Odmiennym sposobem urządzenia i do pewnego stopnia
kategoriami uczestników charakteryzowały się majówki, letni
odpowiednik muzyki. Organizowano je szczególnie chętnie - nie
było problemów ze znalezieniem lokum, przestawała też mieć
znaczenie odpowiedzialność za stan miejsca do tańców. Majówkę
robiono na wolnym powietrzu, na murawie, na smugu, pod lasem
bądź nad rzeką, w miejscu które otaczano zielonymi gałęziami. Po

II wojnie zaczęto przygotowywać dechy bądź salę, jak zwano
podłogę zbitą z odpadowych desek, otoczoną barierkami z drąż­
ków. Było tam wydzielone miejsce dla muzykantów, także ławka,
gdzie mógł funkcjonować bufet z alkoholem. Ten sposób urządza­
nia zabaw istnieje na Kurpiowszczyźnie do dzisiaj. Dechy służyły
do zabaw zwykle kilka lat, toteż do urządzających
majówkę
należało jedynie przystroić je zielonymi gałęziami i opłacić
muzykantów. Kawalerzy z okolicznych wsi także tutaj przy­
chodzili zwykle z własnej inicjatywy, nie zapraszani. Skład
uczestników na tradycyjnej majówce, to znaczy kiedy obecne były
tylko miejscowe dziewczęta, nie odbiegał od tego na muzykach.
Natomiast nie funkcjonowało tańczenie wsiami na zmianę, jeżeli
od uczestników pobierano wejściowe (majówka
zwana była
wówczas „biletówką"). Prawa miejscowych i gości wyrów­
nywały się: nikt nie czekał, aby pozwolono mu zatańczyć.
„Biletówki" jako zabawy o większym rozgłosie (często za­
praszano na nie okoliczną młodzież, stosowano pisemne ogłosze­
nia), gromadziły o wiele więcej uczestników. To, oraz fakt, że nie
bawiono się w prywatnym domu sprawiało, że bójki na majów­
kach często były o wiele gwałtowniejsze niż te na muzykach.
Powody pozostawały w zasadzie te same, natomiast prawdopodo­
bieństwo bijatyki rosło wraz z liczbą uczestników. Na muzyce,
gdzie miejscowi miewali znaczną przewagę, wiele zaczepek
i prowokacji nie prowadziło do bójki: słabsi ustępowali, obiecując
sobie odpłacić antagonistom przy najbliższej okazji. Natomiast
w sytuacji wyrównanych sił na majówce, gdy każdą wieś mogła
reprezentować spora grupa kawalerów, dochodziło w razie
zaczepki do natychmiastowej reakcji. Sytuacją wymuszone było
też używanie przez bitników innej broni bójkowej. O ile na
muzyce, poza przedmiotami specjalnie przygotowanymi do bicia,
używano sprzętów domowych, sztachet z płotu itp., o tyle tutaj
często posiłkowano się tym, co było najłatwiej dostępne, czyli...
tym, co miano pod nogami: Jak te chłopaki doskoczyli, tylko fu!
w te latarki, i sala patrzyć rozebrana! Normalnie, sala rozebrana,
wszystko, boki, nawet i spód. Wszystko w ruchu [w2] (znaczące, że

podczas opisywanej bójki Cyganie występujący w roli muzykan­
tów nie przestawali grać przez cały czas jej trwania; po zażeg­
naniu awantury bawiono się dalej, tyle że na ziemi - sala przestała
istnieć). Poza wymienionymi rysami charakterystycznymi bójki
mmajówkach nie różniły się od tych na muzyce. Nie jest też ściśle
obowiązującą regułą, że zabawy pod gołym niebem były miejs­
cem szczególnie gwałtownych bijatyk.
Na otwartym powietrzu odbywały się również najczęściej
zabawy odpustowe. Chcę je jednak opisać oddzielnie, gdyż bójki
do jakich tam dochodziło (a jeśliby wierzyć słowom infor­
matorów, trzeba by je uznać za element konieczny, na trwałe
wpisany w przebieg zabawy odpustowej) miały zupełnie inny
charakter niż opisane powyżej. Zabawa stanowiła nieodłączną
część odpustu. Zawsze płatna, połączona była ze sprzedażą
alkoholu, odznaczała się ludnością - uczestniczyli w niej ludzie
z wielu wsi, także dziewczęta. O ile na zwykłych zabawach
uczestnicy znali się przynajmniej z widzenia, o tyle tutaj, gdzie
przychodzono także z innych parafii, wielu było sobie zupełnie
obcych. Jednym z charakterystycznych rysów, jakim zapisały się
odpusty w pamięci uczestników, było zbiorowe pijaństwo połą­
czone z bijatykami, gdzie religijna strona uroczystości schodziła
na dalszy plan. Poza znanymi przyczynami bójek („rządzenie",
żądanie różnych tańców przez uczestników, zazdrość o dziew­
czynę) należy wymienić kilka typowych dla zabawy odpustowej.
Przede wszystkim odpust był świętem wszystkich, od dzieci po
starców, i przez to stawał się miejscem, gdzie załatwiano
najwięcej porachunków, można było mieć pewność, że spotka się
upatrzoną osobę: cekoj, jak tylko tam spotakamy sie na

odpuście,

to ja ci pokaże. [w21] Na charakter bójek wpływał też fakt, że
każda wieś była licznie reprezentowana. Ponieważ obowiązywała
solidarność między mieszkańcami jednej wsi, dochodziło do
bijatyk, w których wioska na wioskę sła - uczestniczyła tak
kawalerka, jak starsi. Jak się zaczęli bić, to pięćdziesiąt
chłopa się
zebrało. Jeden za drugim, jeden za drugim. To na drugi dzień boso

wracali, [ w l l ] Częściej niż na innych zabawach dochodziło do
bójek prowokowanych, „o nic" - tu widać wpływ alkoholu,

odgrywającego podczas odpustów większą rolę niż na innych
zabawach. Być może przejaskrawiony jest obraz wyłaniający się
z opisów odpustów, przeradzających się w gromadne bijatyki.
Faktem pozostaje, że podczas odpustu przestawały często jak
gdyby obowiązywać wszelkie normy zachowania. Bijatyki prze­
rywały nawet uroczystości religijne (procesja wychodzi, a tu
z nożami, z kamieniami [w 10]), miewały też stosunkowo często
tragiczny epilog: to tutaj najczęściej używano w bójkach noży
i innej specjalnie przygotowanej broni. Z drugiej strony należy
traktować ostrożnie wypowiedzi o ścielących się podczas odpus­
tów trupach (Tutaj, jak nie było zabitego jednego, to odpust był
nieważny.
Lub: tam jak były odpusty (...) to tam jak jednego nie
zabili, to mówili,
że słaby
był odpust [ w l 7 ] ) . Podający te

informacje potrafili przypomnieć sobie ze swojego życia jedynie
pojedyncze przypadki zabójstw. W ich świadomości zaszedł
prawdopodobnie proces podobny jak u autora słów: przed wojną
jak się leli, na tych zabawach, mówi, to włosów i zębów, mówi, to
mogłeś grabić.
Tak się leli przed wojną.
[w27] Z pewnością

gwałtowność bijatyk na zabawach odpustowych, duża liczba
uczestników - to wszystko przyczyniało się do powstawania
stereotypowych wyobrażeń na ich temat. Bójki dzieliły tu los
innych zdarzeń z przeszłości, ich postrzeganie jest pełne anty­
nomii, obejmując tak potępienie jak i rodzaj podziwu; bardziej
jednoznaczny (nie zawsze negatywny) - jest stosunek do zdarzeń
współczesnych.
*

Fragmentem uroczystości weselnych, podczas którego naj­
częściej dochodziło do bójek były tańce, toteż mamy tu do
czynienia ze specyficzną formą bitek zabawowych. Wiadomo, że
wesele było uroczystością nie tylko dla rodziny, ale także dla całej
wsi, a nawet dla kawalerki spoza niej. Tańce weselne gromadziły
sporą grupę nie zaproszonych gości, określanych rozmaicie
w różnych regionach Polski: zapaśni goście (Kurpie), pasierby
(Podlasie), pitasy

(warszawskie), hołota,

wieczorowi

goście,

psiarze, kindery (Rzeszowskie), wieczorki (Piotrkowskie i Siera­
dzkie), grabarze,

ugorowi,

przegłądasy,

kuminiorze,

przybyłe,

(Łęczyckie i Łowickie), szewce (Skierniewickie), postronni (wie­
luńskie). Hołotę stanowili zwykle kawalerzy, z dziewczętami
(częściej bez), czasem młodzi żonaci mężczyni. Kotula wspomi­
nając udział hołoty w weselach rzeszowskich (1989, s. 27),
opisuje sytuację po I wojnie, kiedy to dochodziło do prawdziwych
bitew z użyciem noży i innej broni: Powstały
gromady, które
jakby specjalizowały
się w szantażach
i robieniu awantur, na
których często najgorzej wychodzili muzykanci. Bójki przeradzały

się w rzezie, pozostawiając ofiary śmiertelne. Także na Kurpiach
powodem bójek weselnych był z reguły konflikt między gośćmi
weselnymi uzapaśnymi.
O ile mi wiadomo, nie występowały tutaj
(z nielicznymi wyjątkami) grupy specjalizujące się w szan­
tażowaniu wesel, z pewnością natomiast można mówić o specyfi­
cznym „sporcie" polegającym na nawiedzaniu wesela przez
grupę kawalerów w celu „porządzenia'' na nim lub wręcz rozbicia
go. Nie zaproszeni goście byli zwykle tolerowani przez weselników - częstowano ich wódką, ustępowano też miejsca do tańca
na kilka „ k a w a ł k ó w " . Ich udział był przewidywany i niejako
wpisany w koszty wesela. Wspólna zabawa mogła trwać i całą
noc, często jednak dochodziło do bitek, przy czym konflikt mógł
przebiegać w dwóch typowych płaszczyznach:
1) Kiedy hołota nie była związana z weselnikami czy młodymi
i nie składała się z grup przybyłych ze wsi pochodzenia
nowożeńców. Powtarzały się sytuacje z zabaw: obie grupy chciały
tańczyć i żadna nie uznawała za „ h o n o r " ustępowania drugiej.
Zapaśni
uważali, że gościna im się należy, weselnicy zaś
próbowali ich usunąć (obdarzając nierzadko obraźliwymi epiteta­
mi, jak cytowany przez Kotulę: dziady, plac\). W razie otwartej
zaczepki tworzyły się dwie zwarte grupy bitników, a efekt bójki
zależał od stusunku sił - słabsza strona była zwykle wypierana
z chałupy (zapaśni goście przychodzili wieczorem, gdy weselnicy
byli już mocno zmęczeni alkoholem, często więc to oni pozo­
stawali na placu boju). Lecz, jak wspominałem, bójka mogła być
też sprowokowana, kiedy kawalerka przychodziła na wesele
57

„rządzić", planując wywołanie awantury - wówczas oczywiście
każdy pretekst był sygnałem do bijatyki. Jak kiedyś byłem na
takim weselu,

(...)

I przyszli

po prostu

chłopaki

rozpędzić

to

wesele. [w21] Przebieg zdarzeń był typowy: zapaśni żądali
alkoholu i ustąpienia sali do tańca. Przy ich agresywnym
zachowaniu było pewne, że dojdzie do bijatyki. Charakterystycz­
ne jest, że dopóki w bójce ograniczano się do bicia pięściami, bez
użycia noży czy innej groźnej broni, nie musiała ona być
powodem przerwania wesela (nie dotyczy to oczywiście wypad­
ków rozbijania wesel z premedytacją). Stanowiła nawet rodzaj
tradycji weselnej, jak mówi muzykant z Rzeszowskiego (Kotula
1979, s. 351): Podczas tańców
raz po raz wynikały
sprzeczki
i bicie „po wszorzach",
czyli po łbach. Ale i to należało
do
obrzędów.

2) Stronami w bójce stawali się mieszkańcy wsi, z których
pochodzili nowożeńcy. Kawalerka z obu z nich uczestniczyła
w zabawie, zwykle w charakterze nie zaproszonych gości. W razie
bójki podział następował więc także wśród weselników; stawali
oni po stronie swojej wsi w sporze kto ma się bawić, czytaj:
rządzić.
Bitka mogła być w takim przypadku kontynuacją
„tradycyjnego" antagonizmu między dwiema konkretnymi wsia­
mi, z których kawalerka stykała się często i ścierała na zabawach.
Przychodziła też na wesele wykazać swą wyższość: Tak ta wieś
chciała

się wybić

trochę:

„No to my im musim zarządzić

trochę''.

[w23]

*
Powyższe opisy nie wyczerpują wszystkich okoliczności,
w jakich zdarzały się bójki. Zwłaszcza jeśli w grę wchodziła
zemsta. Większa bitka na zabawie, weselu bądź w innej sytuacji,
z której jedna ze stron wychodziła mocno poszkodowana, mogła
stanowić zarzewie długotrwałego konfliktu między
kawalerką
z dwóch wsi. Jej grupy urządzały wówczas na siebie prawdziwe
zasadzki, kończące się zbiorowymi bijatykami. Pozajuż wymie­
nionymi (wszelkie zabawy, odpusty, wesela), za najbardziej
sprzyjający po temu uznawano czas po niedzielenej mszy,
w której przecież uczestniczyli mieszkańcy całej parafii. To już
tak opowiadali, że jak pójdą do kościoła to się będą bili (...) Ci do
domu z kościoła,
a tamci zaszli, [w 13]

Tego rodzaju bójki mogły być wydarzeniami odosobnionymi,
bywały jednak przypadki zatargów długotrwałych. Przykładem
- konflikt między dwiema kurpiowskimi wsiami (Nowogród
i Mątwica) w latach 30. Trwał on około trzech lat i owocował
regularnymi bitwami, często właśnie po niedzielnej mszy. Kawa­
lerzy wkładali wówczas na mszę dłuższe ubrania, aby nie widać
było spod nich przygotowanych do bicia kociub - drewnianych,
okutych na dole lasek. Pamięta się także o regularnych antagoniz­
mach między kawalerkami dwóch wsi, ciągnących się całymi
pokoleniami. Powodem bijatyk bywały także akty indywidualnej
zemsty. Pobicie lub choćby zaczepienie jednego z kawalerów
kończyło się odwetem jego kolegów - na określonej osobie lub na
kawalerce wsi, z której ona pochodziła. Zdarzało się zatem, że
grupa kawalerów zjawiała się na zabawie (lub wybierała inne
dogodne okoliczności) w celu pobicia konkretnej osoby. Jeden
z rozmówców określił to jako polunek, co chyba dokładnie
oddaje charakter takich zachowań. One także mogły być począt­
kiem dłuższych zatargów, przeradzających się w „tradycję"
bójek między dwiema wsiami. Można stwierdzić, że niemal każda
wieś (a raczej jej kawalerka) miała swojego zwyczajowego
przeciwnika. Co ciekawe, bardzo często bywały to wsie bezpo­
średnio sąsiadujące ze sobą.
Przy okazji tego typu sytuacji uwidacznia się swoisty rys bójek
wiejskich: nawet w okresie regularnego bijania się młodych ludzi
z dwóch wsi (pomijając nie tak częste otwarte „wojny''), konflikt
nie przenosił się zwykle na życie codzienne, a przejawiał tylko
w specyficznych okolicznościach: podczas zabawy, wesela,
krótko mówiąc - przy zetknięciu się grup kawalerów, gdzie
konieczne było podkreślenie własnego prestiżu, nieustępliwości,
odwagi. Kawalerka prowokowała bójkę, gdyż ona to, posłużmy
się słowami Kotuli, dawała najwięcej emocji i zadowolenia. I to

58

obojętne,

zwycięska

czy przegrana,

ale taka prawdziwa,

z rzeczy­

wistym przeciwnikiem.
Bitka j a w i się więc jako rodzaj współ­
zawodnictwa, rywalizacji.
*

Bitkom towarzyszyły sporadycznie zabójstwa. Choć częstsze
niż obecnie (ajednocześnie o wiele rzadsze niż to deklaruje wielu
mieszkańców wsi!), pozostawały wydarzeniami wyjątkowymi,
tragicznymi i , z nielicznymi wyjątkami, zdecydowanie potępiany­
mi. Mogły być nie zamierzone, przypadkowe, ale też bywały
aktami osobistej zemsty lub niewątpliwego okrucieństwa. W naj­
bardziej typowych bójkach celem rzadko była śmierć przeciw­
nika. Nawet gdy posługiwano się nożami, wielokrotnie były to
zwykłe scyzoryki, którymi można było pokrajać kogoś, lecz nie
zabić - podkreślało to wielu informatorów. Właśnie powszech­
ność użycia noży podczas bójek przyczyniała się do wielu nie
zamierzonych śmierci. Oczywiście zabójstwa bywały planowane
jak też dokonywane z zimną krwią i okrucieństwem. Przy
majówce,
modlili się, modlili, cholera,
dwa razy nożem. (...) Bo on miał jakaś

był Baranek Boży, a on go
pretensja do niego. [wl8]

Jest to zdarzenie wyjątkowo drastyczne przez swoje okoliczności,
lecz i podczas zabaw zdarzały sie równie nieprawdopodobne: i go
kurde we czterech, tymi drutami [kolczastymi - A.P.]
okręcili.
Pchnęli go, tu, o. Niósł z Klembowa do Paska tak o w ręku,
wnętrzności.
No i tu gdzieś do Dobczyna doszedł i zmarł. [w2] Tak

okrutnym jak powszechnym zwyczajem było też kopanie leżące­
go przez kilku nieraz kawalerów, co mogło skończyć się śmiercią.
Jedyną sytuacją, kiedy zabójstwo nie spotykało się z potępieniem,
bywała śmierć herszta, bijaka, a więc człowieka, który swoim
częstym wywoływaniem bijatyk i awantur nastawiał przeciwko
sobie całą społeczność. Za niemal naturalną kolej rzeczy uznawa­
no, że ów zadziorny zostawał w końcu przez kogoś odważnego
zabity.
*

Czynnikiem o niewątpliwie dużym wpływie na charakter
i częstość bójek był jak i jest alkohol. Pozostaje rozstrzygnąć,
w jakim stopniu jest on „głównym s p r a w c ą " , a na ile czynnikiem
sprzyjającym, lecz nie koniecznym dla powstawania bójek.
Powszechne mniemanie wydaje się jednoznaczne i daje się
streścić w stwierdzeniu: to wódka bije. Tymczasem, jak wynika ze
źródeł (także z wypowiedzi moich informatorów) alkohol był
dawniej podczas wesel i zabaw używany w stopniu daleko
mniejszym niż obecnie (Na weselach tak nie bywało (...) Po
kieliszeczku wódki tylko [ w 11 ]). Pito przed zabawą dla „humoru'',
dla dodania sobie animuszu, lecz nie upijano się. W latach
1928-1938 ilość spożywanego alkoholu wynosiła od 0,7 do 1,6
litra spirytusu rocznie na osobę. Nie da się tego w żaden sposób
porównać tak z okresem największego pijaństwa z lat 40.
ubiegłego wieku (9,6 1. spirytusu per capita!) jak i z czasami
obecnymi. Ilość spożytego alkoholu pozostaje więc w niezgodzie
z twierdzeniami, że największe nasilenie bójek miało miejsce
właśnie w okresie międzywojennym. Młodzież zaczęła używać
alkoholu w większych ilościach dopiero sporo lat po I I wojnie,
a jednocześnie nasilenie i gwałtowność bijatyk istotnie zmalała.
Obecna kawalerka określana jest pod tym względem jako
„kulturalniejsza", „mądrzejsza". Wydaje się zatem, iż nie
istnieje prosta zależność między ilością spożywanego alkoholu
a częstotliwością bójek. Najbardziej widoczny wpływ alkohol
miał moim zdaniem nie na fakt dojścia do bójki, ale na jej przebieg
- jest on w dużej mierze przyczyną gwałtowności bijatyk i ich
okrucieństwa. Najpoważniejsze konsekwencje miewały właśnie
owe z pijanymi uczestnikami, podczas gdy bitka między trzeź­
wymi kawalerami kończyła się z reguły na siniakach. Upojenie,
powodując wzmożoną agresywność i nadpobudliwość sprzyja też
powstawaniu zwyczajnych nieporozumień. Wyłania się też inna
strona zagadnienia: istnieje w pewnym sensie obowiązek picia.
Picie alkoholu jest na pewno sposobem na rozładowanie napięcia,
dodanie sobie śmiałości, lecz uznane jest też za warunek dobrej
zabawy. Czas zabawy jest czasem wyłączonym z powszedniości,

odrealnionym, a alkohol jest środkiem pomagającym pełnemu
włączeniu się w odmienną rzeczywistość zabawy. Pozostawanie
trzeźwym może być więc uznane za nieprzestrzeganie obowiązu­
jących aktualnie norm zachowania i prowadzić do odrzucenia: bo
pan jest trzeźwy

i obcy, a u nas takich biją (Kłosowski 1985, s.

236). Przy czym taki stosunek do trzeźwych dotyczy też swoich,
nie tylko nieznajomych.
Choć z ostrożnością należy traktować twierdzenia o zanikaniu
bójek (nowe badania wykazują, że są one niemal równie częste co
dawniej, zmniejszyła się jedynie ich gwałtowność), to szybko
rosnące spożycie alkoholu przez młodzież nie wiąże się bezpo­
średnio z ich nasileniem.
*
Sztylety i noże do kieszeni
włożę,
Do ładnej dziewczyny zaprowadź
mnie,
Zabije mnie ktosi, albo ja kogosi,
Bo mi sie czupryna na głowie
podnosi!

Boże!

towarzyszy także współczesnym przemianom na wsi. Bywa, że
nie mamy już do czynienia z paczkami reprezentującymi wieś czy
jej część, ale z t.zw. stacjami, na które podzielona jest młodzież
wiejska dojeżdżająca do pracy w mieście. Grupa składa się
wówczas z kawalerów z kilku wsi, wsiadających do pociągu na
jednej stacji PKP. Pociąg staje się jednym z miejsc urządzania
zasadzek na antagonistyczne grupy. Płaszczyzna konfrontacji
przenosi się więc z międzywioskowej na poziom nieco wyższy:
kawalerzy reprezentują terytorium o nie określonych ściśle
granicach, obejmujące kilka sąsiednich wsi. Owo terytorium
(okolica), kategoria współtworząca tożsamość mieszkańców wsi
jest jednym z elementów wpływających na specyfikę bójek. Jak
wynika z poprzednich konstatacji pozostałe kategorie to wieś oraz
jej część (np. „ b r z e g " wsi), ale też parafia. Bójki, w których
istotną rolę odgrywają owe kategorie są zatem świadectwem
istnienia kilku poziomów tożsamości lokalnej, lecz, chciałoby się
rzec, także sposobem ich współtworzenia i podtrzymywania.
*

(Kotula 1962, s'. 245)
Bohaterem bójek jest bez wątpienia wiejska kawalerka. Bitki
indywidualne nie odgrywały tak wielkiej roli jak zbiorowe
- w interesujących nas okolicznościach (zabawa, bójka) młodzie­
niec występował z reguły jako członek grupy kawalerów, zajmij­
my się zatem jej charakterystyką, nie zapominając o innych
kategoriach uczestników bądź świadków bitek, wszak i oni
decydują o ich specyfice: nie bez znaczenia pozostaje fakt, czy
bójka odbywa się przy dziewczętach, kobietach lub starszych
mężczyznach. Przedmiotem uwagi będzie zwłaszcza tworzenie
się i funkcjonowanie grup kawalerów (paczka, wiara, hebra),
obowiązująca w nich silna solidarność wewnętrzna (kolegaństwo), oraz herszty, bijaki, jak, między innymi, zwano bójkowych
prowodyrów.
Chłopiec zaczynał palić kawalerkę
w wieku 16-18 lat, j u ż
przedtem jednak bywał na zabawach, podglądał starszych kole­
gów (solidarność grupowa zapewniała w razie bójki bezpieczeń­
stwo także nieopierzonym kawalerom). Z zasady kawalerzy
występowali w mniejszych bądź większych grupach, reprezen­
tujących poszczególne wsie bądź ich części (o ile we wsi była
więcej niż jedna paczka). Nieczęsto zdarzało się, aby na zabawę
do innej wsi szedł kawaler samotnie - właśnie ze względu na
łatwość, z jaką mógł się stać obiektem zaczepki. Grupy owe,
o zróżnicowanej liczebności (kilku - kilkunastu kawalerów)
zwano rozmaicie: były więc kurpiowskie paczki, szajki, ugrupo­
wania, kliki, kupy, rzeszowskie hebry, wiary. Zbierały się one
w dni powszednie popołudniami lub po niedzielnej mszy, i uda­
wały na zabawę w okolicy bądź, jak często tudzież trafnie to
określano, paradowały (bywało, dążąc do spotkania z inną
paczką). Nie jest przy tym żelazną regułą solidarne występowanie
wszystkich kup z jednej wsi przeciwko wszystkim z drugiej.
Możliwa jest sytuacja, ż e grupa popada w konflikt z innymi
z własnej wsi, jednocześnie pozostając w dobrych stosunkach
z paczką ze wsi sąsiedniej, bo: cała wioska to nigdy nie była tak
w komplecie, żeby wszyscy byli tak zwarci, [w 18] Rzecz jasna,

kawalerzy z określonej wsi nie musieli być podzieleni na ściśle
wyodrębnione grupy. Do jednoczenia się dochodziło wówczas
w „nagłej potrzebie" - w razie bójki, w obronie jednego
z kolegów. Taki rodowód mogły mieć, jak wspominałem,
długotrwałe konflikty między całymi kawalerkami z dwóch wsi
(dosyć typowym schematem jest pobicie chłopaka „chodzącego"
do dziewczyny do innej wsi przez tamtejszych kawalerów, za
którego mszczą się wszyscy jego koledzy, co powoduje dłuższy
zatarg). Przykładem samoistnego tworzenia się grup bitników
bywała bójka weselna. Wiadomo, że zapaśni goście nie przy­
chodzili z jednej tylko wsi. W razie bójki potrafili jednak w sposób
zwarty przeciwstawić się weselnikom, jeżeli ci nie potraktowali
ich uprzednio odpowiednio godnie (co nie wyklucza częstych
bitek między samymi nie zaproszonymi gośćmi). Powstawanie
nowych sytuacji związanych z tworzeniem się grup bitników

Istnieje możliwość, że w materiale źródłowym nie jest w pełni
reprezentowana rola bójek indywidualnych, jako słabiej pamięt­
nych. Jednakowoż w obu rodzajach bójek niezmiernie ważną rolę
odgrywał czynnik solidarności grupowej kawalerów, zwanej
przeze mnie za Kotula, dla wyjątkowej celności terminu, kolegaństwem (Kotula 1962, s. 248). Oznacza ono wierność, braterstwo
broni obowiązujące bitników. Szczególnie, oczywiście, w sytua­
cji zagrożenia - zaczepki bądź bójki, przedkłada się dobro całej
kawalerki nad własne bezpieczeństwo. Przyładem kolegaństwa są
opisywane przeze mnie akty zemsty za jednego z kolegów, fakt
częstości grupowych bitek, gdy w grę wchodzi także prestiż,
honor wsi. Kolegaństwo
obowiązywało bezwzględnie, kto go
naruszył,

wypadał

poza nawias życia

wiejskiego (Kotula, op.cit.).

Tłumaczył jeden z moich rozmówców komuś, kto odwodził go od
przyjścia z pomocą kolegom: ja nie mogę tak zrobić, bo ja później
nie wyjdę,

na wieś

nie wyjdę,

nie dadzą

mnie że ja

stchórzył,

uciekł, a ich tam pobili. [w9] Dodać trzeba, że solidarność
z kawalerami obowiązuje w razie bitki także starszych mężczyzn
(choć trudno tu mówić o kołegaństwie,
słowo to określa raczej
stosunki między kawalerami). Zwykle czują się oni w obowiązku
stanąć po stronie „ s w o i c h " kawalerów nie zaś uspokajać zwaś­
nionych. Obowiązkowa solidarność w razie bitki była niezbęd­
nym warunkiem dla utrzymania równowagi sił na zabawach
- każdy z kawalerów miał świadomość, że nie jest osamotniony,
ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że jego potencjalny
przeciwnik również nie występuje w pojedynkę. Dawało to więc
z jednej strony poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej studziło
zapał co bardziej skorych do bitki młodzieńców. Jednak rola
kolegaństwa
nie jest tak jednoznaczna, jeżeli chodzi o jego wpływ
na charakter bójek. Jemu to zawdzięczamy ich gwałtowność,
przewagę grupowych bitek nad indywidualnymi pojedynkami.
Stąd zdemolowane domy, ciężko ranni uczestnicy, znęcanie się
kilku kawalerów nad jednym przeciwnikiem.
*

Odrębne miejsce należy się hersztom, bijakom, a więc tym
uczestnikom zabaw, odpustów, wesel, ale nie tylko, którzy
najczęściej przyczyniali się do powstawania bójek. Istnieje
bogactwo określeń odnoszących się do tej kategorii bitników,
przy czym j u ż w samym nazewnictwie daje się zauważyć
stosunek mówiącego tak do nich jak do bójek w ogóle. Mówiono
więc o: - hersztach, - bijakach, - awantunikach (ew. awanturnych), — nożownikach,
— rozbójnikach,
— zawziętych
— zawadyjnych, - zaczepnych, - zadziornych (ew. zadziorach), - gierojach,
-

asach,

-

mocnych,

-

silnych,

- przekornych,

-

bitnych,

- wodzirejach. Zdecydowanie pejoratywne określenia to: - łobuz,
- chuligan, - grandus. Taka też, niezupełnie jednoznaczna jest
ocena bijaków. Chciałbym tutaj wprowadzić od razu konieczne

59

rozróżnienie. Istnieje zasadnicza różnica między zadziornymi
kawalerami, lubiącymi się bić, także choćby dla sportu, a tymi,
którzy specjalizowali się w rozganianiu zabaw bądź terroryzowa­
niu wesel. Ich działalność posiada wszelkie cechy rozboju, co nie
pozwala ich stawiać w jednym szeregu z wiejskimi bijakami,
choćby ci prowokowali częste bijatyki. Obie te kategorie uczest­
ników bójek scharakteryzuję oddzielnie.
Skłonność do permanentnego wywoływania bitek przypisuje
się powszechnie takiemu a nie innemu charakterowi zadziornych:
Ano, są takie charaktery, gdzie pójdzie na zabawę czy na wesele to
zaraz bójkę wywołuje i awantury (...). Każda wieś posiadała kilku
prowodyrów i z reguły oni też są obarczani (przyznajmy: słusznie)
odpowiedzialnością za powszechność bójek, zwłaszcza za ich
inicjowanie. Znano całe rodziny, z których kilku braci (nierzadko
w towarzystwie ojca) cieszyło się złą sławą gierojów. Lecz, jako
się rzekło, bitki z reguły angażowały większą liczbę kawalerów
niż tylko owych zawadyjnych. Poza cechami charakterologicz­
nymi wpływ na postępowanie kawalerów miała zatem z pewnoś­
cią postawa naśladownictwa, zwłaszcza jeśli bijak był rodzajem
autorytetu. Również omawiana chęć rządzenia, „pokazania s i ę "
to czynnik owocujący postawą zadziornego. Konkluzja wydaje
się więc taka, że bywali oni rzeczywiście kimś w rodzaju
„dowódców", właśnie prowodyrów kawalerki. Swoją zawadyjnością bronili „ h o n o r u " danej wsi. Zwłaszcza w przeszłości ich
rola mogła być bardzo zbliżona do opisanej. Kotula pisał o starych
bitnikach i ich praktykantach (op. cit., s. 246), przywołując czasy
sprzed I wojny. Wtedy było jeszcze miejsce dla hersztów
- prawdziwych autorytetów dla dorastających
podkawalirków:
Natomiast z materiału kurpiowskiego z późniejszego okresu
wynika, że prowodyrzy balansowali już wówczas na granicy
społecznej akceptowalności, także wśród kawalerki. Oni to
najczęściej posługiwali się nożami, rządzili na zabawach (jak do
draki dochodziło to nożem od razu bił [ w l ] ) . Skutkiem było
kurczenie się ich kręgu towarzyskiego, obawiano się ich nie­
obliczalności, często unikano wspólnych z nimi zabaw nie chcąc
uczestniczyć w bitce. Bojąc się też ich zemsty, nie chciano się
więc odwoływać do sądów w razie ciężkich pobić.
Przyjrzyjmy się drugiej z kolei kategorii prowodyrów bójkowych, a są nimi rozbójnicy (odpowiednik rzeszowskich baciarzy), jak będę ich umownie określał. Ich działalność to już nie
bitki, a terroryzowanie zabaw, a zwłaszcza wesel. Podkreśla się
ich tężyznę fizyczną, ale też prostackość, chamskość. Indywidual­
nie lub grupowo nawiedzali wesela, zmuszając gospodarzy do
częstowania siebie jadłem i alkoholem, muzykantów do przy­
grywania. Jak i w przypadku bijaków, słynne były rodziny,
z których pochodziło po kilku rozbójników. Dopiero po upływie
długiego czasu zmieniał się jednoznacznie potępiający stosunek
całej społeczności - dotychczas snute są jeszcze opowieści
o najbardziej znanych rozbójnikach i ich wyczynach, zwłaszcza
zaś o zwykle tragicznej śmierci, gdyż: taki był awanturny, dotąd
chodził, aż go zabili. Jak już się naprzykrzyło komuś. [w26]
Zabójca był rozgrzeszany, śmierć awanturnika przyjmowano
właściwie z ulgą (co z całą wyrazistością pokazuje przepaść
między bijakiem a rozbójnikiem: śmierć kawalera podczas bitki
była prawdziwą tragedią).
Bitka, odbywająca się przy osobach postronnych - dziew­
czętach, ludziach starszych, czy tak zwanych krzykacach, ga­
piach, mówi nam nie tylko o ich roli w zdarzeniach, ale też rzuca
światło na interesujące aspekty samego zjawiska. Udział ludzi
starszych w bójce po stronie swoich kawalerów (miast od­
grywania roli mediatora między bijącymi się) ukazuje bójkę
przede wszystkim jako formę rywalizacji między wsiami, jako
moment, w którym należy dać wyraz integracji społeczności
wioskowej (dodajmy jeszcze krzykacy, a otrzymamy pełne „wido­
wisko"). Dziewczęta nie opuszczały zabawy w momencie rozpo­
częcia bójki - umykały w kąty pomieszczenia bądź na ubocze,
lecz nie do domu, gdyż bitka najczęściej była jedynie „przeryw­
nikiem' ' w zabawie, po którym wracano do tańców. Dziewczęta
też (a także starsze kobiety) najczęściej występowały w roli

60

rozjemców a nawet obrońców, próbując zwłaszcza chronić
swoich bitych krewnych - braci, kuzynów, mężów. Wychodziły
też z tego, bywało, niewiele mniej poszkodowane niż sama
kawalerka. Dziewczyna mogła wprawdzie uchronić kawalera
przed pobiciem (bo to wtedy jak już dziewczyna, to przestają bić
[w27]), lecz nie zawsze było mu to w smak - nie jest „honorem"
zawdzięczać ratunek w takiej sytuacji kobiecie.
*

A którnego skalecyli, a sie obalił, to jesce i nogo ligał, [ w l ]
Analizując zjawisko bitki nie sposób pominąć tak istotnej kwestii
jak b r o ń bójkowa. Pod pojęciem tym, nieco mylącym może,
rozumiem wszystkie rzeczy używane do bicia podczas bójek.
Obejmuje ono przedmioty przygotowywane specjalnie z myślą
0 bitce („właściwa broń b ó j k o w a " , rzec można) jak też o innym
przeznaczeniu, którymi posiłkowano się w bijatykach.
Zacznijmy jednak od podstawowej „ b r o n i " , jaką było samo
ciało bitnika. Większość bójek ograniczała się bowiem do
okładania pięściami, kopania, bicia głową, także - drapania,
ciągnięcia za włosy. Bicie pięściami, kopanie etc. - które bywało
wstępem do większej bijatyki, kiedy chwytano za przedmioty
będące w zasięgu ręki; dominowało w indywidualnych pojedyn­
kach. W końcu - zadowalano się własnym ciałem, gdy jakakol­
wiek inna broń była nieosiągalna (wtedy na pięści, jak nie było nic
do ręki wziąść [w27]). Częste było kopanie przeciwnika, cechują­
ce się wyjątkowym okrucieństwem, kopano bowiem z reguły
łażących. Robiono to, bywało, do zabicia bądź ciężkiego potur­
bowania. Rolę marginalnego dodatku odgrywało targanie się za
czupryny, drapanie (pamiętamy słowa o przedwojennych bój­
kach, po których włosy i zęby „można było grabić"), uważane
raczej za sposoby zarezerwowane dla kobiet. Podobnie bicie
głową,, ów duński pocałunek, jak pisał Wawrzeniecki (1901,
s. 254) było stosowane jedynie sporadycznie.
Lecz bardzo często, tak w przeszłości jak obecnie, kawalerzy
przychodzili na zabawę wyposażeni j u ż zawczasu w przedmioty
do bicia - czy to planując bitkę, czy to chcąc zabezpieczyć się na
jej wypadek. Pierwsze miejsce wśród nich zajmuje oczywiście
nóż. Jego noszenie bywało swoistą pozą, nawet jeśli nie był
używany do bicia; to samo dotyczy opisanych niżej okutych lasek
1 sprężyn. Na Kurpiach (...) 20 do 30 lat temu, to każdy kawaler
taki starszy, chodzili w butach skórzanych z cholewami, i każdy
miał zatknięty nóż za cholewę. (...) On go nie używał, ale miał.
[w24] Liczne są opisy zabójstw dokonanych nożami, równie
często jednak wspomina się o używaniu nie długich noży,
a scyzoryków, nie mogących być przyczyną śmierci. Stąd być
może powszechność określeń w rodzaju pokrajany, poszatkowany
jak kapusta. Rzadszą, lecz bardziej interesującą bronią były
sprężyny. Trudno stwierdzić, skąd bierze się aż taka ich popular­
ność, jednak pewne jest, że używano ich do bicia w wielu
regionach. Były to więc stalowe sprężyny, bywało, osadzone na
drewnianej rękojeści; niektóre posiadały też zamocowane na
drugim końcu kawałki metalu: odważniki (funty, gwikty), babki
do klepania kos itp. Przyrząd z dwoma ciężarkami zwany był
dwufuntnikiem (kurpiowszczyzna). W całości broń mogła mieć
ok. 25 cm długości. Do rękojeści sprężyny przymocowywano
niekiedy rzemienne paski, utrzymujące broń w ręku (wareckie).
Sprężyna podhalańska jest krótsza, z dwoma niedużymi kulkami
na końcach. Rzeszowska gumszlaga była obciągnięta skórą,
z ciężarkiem na końcu. Spokrewnioną ze sprężynami bronią były
znane w rozwadowskiem gumoszlaki, kawałki węża gumowego,
z ołowianym ciężarkiem z jednego, a skórzaną pętlą z drugiego
końca.
Równie charakterystyczną bronią były laski: kociuby, kulasy,
lachy, lagi. Z bambusa (kupowane) lub dębowe (własnej roboty),
okute metalem na dole, były ulubionym atrybutem kawalerki
- noszenie ich było rodzajem mody. Kawalerzy „paradowali"
z nimi jawnie (zabawa, odpust, niedzielne popołudnia) bądź
ukrywali zawieszone na ramieniu pod paltem, jeśli planowali lub

obawiali się bitki. Mimo częstotliwości używania w bitkach
i groźnego wyglądu, były kociuby stosunkowo bezpieczną bronią.
Marginalną rolę odgrywała podczas bójek broń palna i kastety.
Pierwsza pojawiała się rzadko, głównie w okresach bezpośrednio
po wojnie. Kastety (boksy - rozwadowskie) były sporadycznie
sporządzane przez wiejskich kowali, lecz i ich użycie w bitkach to
rzadkość.
Oczywiście większość, jaką stanowili ci bitnicy, którzy nie byli
zawczasu uzbrojeni, była zdana na przedmioty znajdujące się
w zasięgu ręki. To „arsenał" wyjątkowo bogaty, można też
mówić o jego specyfice w zależności od miejsca bitki. Najbardziej
urozmaicony jest zbiór przedmiotów używanych do bicia podczas
muzyk i wesel, gdy bójka rozgrywała się w chałupie i jej
otoczeniu. Niemal każdy element wyposażenia gospodarstwa był
potencjalną bronią bójkową. A więc ławy, krzesła, talerze, garnki,
dzbanki, butelki, tudzież siekacze i tłuczki do ziemniaków,
miotły. Na podorędziu znajdowały się też zwykle v. idły, kosiska,
młotki, orczyki, kłonice, siekiery. No i , rzecz jasna, słynne
sztachety z płotów. Ich sława dorównuje powszechności użycia
w bójkach: Płoty tam takie o, z tych sztachetów to nie dostojały.
Jeszcze przeważnie tak jak gdzieś zabawy były w pobliżu, to nie
dostały, [w 18] Specyfiką weselnych bitek było rozbieranie kuchni
i pieców, zdarzające się w momencie, gdy hołocie udawało się
wyprzeć weselników z chałupy. Kuchnie ulegały całkowitej
destrukcji, ciskano fajerami, kaflami, blatami, cegłami. Swą
odrębność zaznaczały bitki podczas majówek, gdzie, prócz innej
broni, powszechnie używano desek z rozebranych sal do tańca.
Jeżeli majówka odbywała się blisko pastwisk, używano czasem do
bicia drągów z ich ogrodzeń.
Pozostająjeszcze przedmioty zupełnie przypadkowe, używane
w wielu okolicznościach, a więc kamienie, kije, kołki etc.
Najpowszechniej posiłkowano się kamieniami, zwłaszcza pod­
czas grupowych bijatyk. W ostatnim przypadku kamienie były
wybierane z pełną premedytacją, lecz generalnie przedmiotów
tego typu używano z braku innej broni.
Zupełne rozczarowanie spotyka badacza w przypadku kwestii
potencjalnie bardzo interesującej, jaką są zasady i metody walki.
Nie natrafiłem na żadne ślady reguł rządzących biciem. Jeżeli
byto coś istotnego w bójce, to z pewnością skuteczność, nie styl
walki: bił każdy jak mógł, jak mu się dało. [w27] Deklarowany jest
też całkowity brak zakazanych sposobów bicia, na przykład
kopania leżącego. Potwierdzenie istnienia pewnych reguł dotyczy
miasta, gdzie częstsze były pojedynki między dwoma mężczyz­
nami, kiedy nie wolno było między innymi kopać, nie tylko
leżącego. To może być odbiciem przeniesienia elementów sub­
kultury więziennej poza zakłady karne, zauważalnego w dużo
większym stopniu w miastach niż na wsi.

*
Bitka, zjawisko powszechne i mające niebagatelne znaczenie
nie tylko dla kawalerki, musiała ulegać do pewnego stopnia
formie rytualizacji; być nie tylko zaburzeniem, zakłóceniem, bez
reszty spontanicznym, ale nabierać cech „obrzędu" z jego
ustalonym miejscem, czasem i następstwem zdarzeń oraz funkcją.
Chcąc prześledzić stopień zrytualizowania bójek, zająłem się
analizą dostrzegalnych typowych zdarzeń i ich sekwencji w czasie
bitek, zwanych przeze mnie dalej scenariuszem bójki. Nie
oznacza to oczywiście możliwości prześledzenia krok po kroku
całego przebiegu wydarzeń podczas bójki, nawet gdyby udało się
ustalić jakąś jej modelową postać. Istniały natomiast powtarzają­
ce się typowe układy zachowań w konkretnych okolicznościach
i te z nich, które dają się wyodrębnić, zostaną scharakteryzowane.
1) Gaszenie lampy jako sygnał do bitki, to najczęściej
występujący stały element bójki. / pierwszy ruch to potłuczenie
lampy naftowej. Zeby ciemno było. [w24] Dotyczy to w głównej
mierze muzyk, ale od zgaszenia światła zaczynano bitki także
w czasie majówek. Jeśli bójka była zaplanowana, gaszono
jednocześnie całe oświetlenie, a robili to „obstawiający" je

kawalerzy, bywało, że na okrzyk gaś! Lecz i w razie nagle
wybuchłej awantury wołano bić się po ciemku. W zamieszaniu po
zgaszeniu światła dostrzec można pewien porządek. Dziewczęta
umykały w kąty, na środku pozostawali bitnicy, mimo ciemności
dobrze orientujący się, kto jest naprzeciwko kogo. Bójka zwykle
nie powodowała przerwania zabawy, po pewnym czasie zapalano
światło i wracano do tańców. Tego rodzaju przerywniki mogły
mieć miejsce kilka razy w ciągu jednej zabawy - to jest zapewne
przyczyną, dla której dziewczęta nie traktowały bitki jako
powodu do powrotu do domu. Krótkie bójki po ciemku, bez
poważnych następstw i to kilkakrotne w ciągu zabawy, stanowią
typ najpowszechniejszy. To właśnie owe bitki dla „honoru",
„pokazania s i ę " . Czemu jednak służyło gaszenie światła, skoro
kawalerka nie obawiała się otwartych awantur w innych sytuac­
jach? Wiele wskazuje na to, że czyniono to z chęci dalszego
ograniczenia negatywnych następstw bójki, choćby zemsty.
Bójka miałaby pozostać rodzajem rywalizacji między grupami
kawalerów, przynależnym do czasu zabawy, nie zaś do czasu
codzienności.
2) Rozbieranie kuchni. Było elementem typowym szczegól­
nie dla bitek weselnych, rzadziej zdarzało się podczas muzyk.
Pamiętamy, że powodem bójek weselnych był zwykle konflikt
weselników z hołotą, która mogła przyjść z zamiarem wywołania
awantury, jak w słowach śpiewki (Kotula 1962, s. 248):
Co to za wesele, co tu nie ma bitki,
Nie ma tu kto zacząć wrzawy dla rozrywki.
Dążyła ona wówczas do wyparcia gości weselnych z izby do
tańca. Dochodziło do bitwy na przedmioty ciskane przez drzwi
i okna w obie strony. Regułą było, iż „oblężeni" w izbie zapaśni
rozbierali kuchnię, używając jej części do bicia. Sytuacja owa
trwała i do kilku godzin, kończyła się zaś zwykle rejteradą
zapaśnych. Takie ich zachowanie wydaje się na pozór nie­
zrozumiałe: kontynuowanie tańców było właściwie niemożliwe
ze względu na nacierających weselników. Poza tym kawalerka,
która rozbijała wesele była w danej wsi obca i w ostatecznym
rachunku nie mogła liczyć na wygraną. Zważywszy jednak, że
bijatyka była planowana, musiano brać pod uwagę jej typowy
przebieg i możliwe konsekwencje. Pamiętając przy tym o fakcie,
że bójka bywała traktowana jako stały, oczekiwany niemalże (co
wcale nie oznacza: pożądany!) element wesela, opisany charak­
terystyczny bieg wypadków staje się jeszcze jednym wariantem
scenariusza bójki, traktowanej, mówiąc słowami muzykanta
weselnego jako należącą do obrzędów.
3) Niszczenie sal do tańca podczas majówek to zjawisko
0 charakterze analogicznym co rozbieranie kuchni w trakcie bitek
weselnych. Potencjalni bitnicy doskonale zdawali sobie sprawę,
że w każdej chwili mają pod nogami szybko dostępną broń.
Zresztą sprawność, z jaką potrafili rozebrać dechy, zbite bądź co
bądź solidnie, świadczy też o daleko posuniętej wprawie. Bitka
1 zniszczenie sali nie musiały być znakiem końca zabawy, co
wymownie świadczy o oswojeniu bijatyki jako zjawiska. Jak już
wspomniałem, rozebranie sali mogło być poprzedzone zgasze­
niem światła, co rozszerza sferę rytualizacji na kolejną część
działań związanych z bitką.
Z tego co dotychczas zostało powiedziane, wyłania się obraz
zjawiska odmienny od ukształtowanego w potocznym rozumie­
niu: bitka przestaje być fenomenem o całkowicie nieprzewidywa­
lnym toku i finale oraz wywierającym definitywnie destruktywny
wpływ na kulturę w jakiej istnieje. Nie obejmuje to całego pola
semantycznego określonego pojęciem bójki, a raczej dotyczy jej
najpowszechniejszego typu z konieczności noszącego znamiona
modelu. Nieświadomej typologizacji bitek dokonują zresztą
i sami ludzie wypowiadający się o nich, co widać w zróż­
nicowaniu słownictwa. Opowiadanie o „ z w y k ł e j " bójce nie
nastręcza nikomu większych trudności; istnieje bogactwo okreś­
leń na samą bójkę, bicie i bijących się (kwestia terminologii
bójkowej, podobnie jak folklor bitkowy, zostały w artykule, ze
względu na ograniczoną jego objętość, jedynie zasygnalizowane).
Natomiast przedstawienie zdarzeń wyjątkowych, tragicznych,

61

wymaga też specjalnej terminologii. Należą do niej choćby takie
określenia jak krzywda, bandytyzm. Pierwsze nie bywa używane
w odniesieniu do konsekwencji zwykłej bitki, tak samo drugie:
bitnik mógł być określany jako chuligan, bijak, ale nie jako
bandyta.

Jednym z celów rozważań nad bitką była chęć określenia jej roli
w życiu społeczności wiejskiej, ustalenie charakteru zależności
między bójką a funkcjonowaniem grupy. Analiza okoliczności
bójek, uczestników i motywów ich postępowania oraz stopnia
społecznej akceptacji wskazuje bezpośrednio na kawalerkę jako
na głównego aktora wydarzeń i zainteresowanego przedmiotem
naszej refleksji. Jej też poświęcę na koniec więcej miejsca.
Przedtem kilka zdań tyczących konfliktu i możliwych odniesień
tego pojęcia do zjawiska bitki. Rozumiany jest on jako sprzecz­
ność interesów, poglądów, niezgodność, spór. Mówi się też
ogólnie, iż powstaje wówczas, gdy istnieje jakieś dobro, które nie
może być jednocześnie w posiadaniu wszystkich doń preten­
dujących, a dobrem tym może być stanowisko, rzecz, słuszność,
władza lub cokolwiek innego (Reykowski 1984, s. 64). Niepo­
dzielność dobra nie musi być przy tym rzeczywista - wystarczy,
że jest ono za niepodzielne uznane. Konflikt jest przyczyną walki
o porządane dobro. W jakich okolicznościach bójka jest wynikiem
sprzeczności interesowi Pamiętamy, że można tak zakwalifiko­
wać wiele bitek na zabawach i weselach. Dążenie dwóch grup
(kawalerów miejscowych i „ o b c y c h " , weselników i hołoty) do
opanowania sali do tańca staje się impulsem do walki. To samo
dotyczy walki o dziewczęta. Dobrem jest tutaj (w rozumieniu
czegoś wykazanego, udowodnionego) „ h o n o r " , „rządzenie",
a zatem prestiż. Brakiem „ h o n o r u " byłoby dać wyprosić się z sali
do tańca, pozwolić „rządzić" obcym. Lecz, zauważmy, dobro,
jakim staje się prestiż, wcale nie musi być explicite uznawane za
niepodzielne: bitka dla podkreślenia prestiżu nie powstaje z chęci
zagarnięcia dla siebie wyłączności na „rządzenie". Istotą jest
okazanie, że jest się „ h o n o r o w y m " , oraz prowokowanie drugiej
strony, aby dowiodła swojego prestiżu. Nie mamy tu więc do
czynienia ze sprzecznością interesów czy wartości. Rzecz w za­
chowaniu równowagi w dostępie do dobra wspólnego dla rywali­
zujących.
Wyróżnia się także typ konfliktu destruktywnego, przebiegają­
cego zgodnie z zasadą „zwycięstwo jest niepodzielne' ', „albo my,
albo o n i " (tamże, s. 65). Większość bitek nie pokrywa się z tym
schematem. Rzadko mamy do czynienia z dążeniem do znisz­
czenia przeciwnika. Stąd istnienie scenariusza: zabawa - gaszenie
światła i bójka - zapalenie światła i dalsza zabawa. Jedynie bójki
wywoływane w celu rozbicia zabawy, wesela przez rozbójników,
oraz będące aktem zbiorowej zemsty lub bezpośrednią konsek­
wencją picia alkoholu, mieszczą się do pewnego stopnia w wy­

mienionym typie konfliktu. Nie dostrzegamy tutaj owej swoistej
gry, rywalizacji, demonstrowanego „ h o n o r u " . Kawalerzy ze­
mszczą się lub zostaną bez litości pobici. Rozbójnik sterroryzuje
wesele bądź grozi mu okrutna zemsta, a nawet śmierć.
Kawalerka wiejska, jako że awansowała na „głównego win­
nego' ', zasługuje jako taka na odrębną uwagę. Pożyteczne będzie
moim zdaniem potraktowanie jej jako grupy wieku, z jej
częściową formalizacją, trwałym członkostwem, organizacją
wedle kryterium wiekowego. Grupa wieku może mieć swych
przywódców, ustaloną hierarchię i strukturę, nazwę, pieśni,
odrębny status wobec reszty społeczności. Jej członkowie po­
czuwają się do wspólnoty i odrębności wobec innych grup wieku.
Jedynie kwestie sformalizowania i stałego członkostwa mogą
budzić tu pewne wątpliwości: w obrębie jednej wsi bywa kilka
grup kawalerów, skład ich jest płynny. Określenia kawalerka nie
można wprawdzie uznać za nazwę własną grupy, jest ono jednak
powszechnie jednoznacznie rozumiane. Oznacza grupę mło­
dzieńców, nie posiadających jeszcze statusu dorosłych, będących
w swego rodzaju okresie „przygotowawczym". Pozostałe cechy
wymienione w definicji grupy wieku przystają pełniej do kawale­
rki. Istnieje więc rodzaj dyscypliny wewnętrznej, silne poczucie
solidarności, zadziorni bitnicy odgrywają sporadycznie rolę auto­
rytetów. Status kawalerki jest zdecydowanie wyodrębniony spo­
śród innych grup społecznych: tolerowane są takie jej działania,
niezgodne z normami kulturowymi, które wymagają określonych
przywilejów. Śpiewki bitkowe (aspekt pominięty w artykule)
służyły dodaniu animuszu oraz prowokowaniu innych paczek,
hebr. Potraktowanie kawalerki jako grupy wieku rzuca nowe
światło na znaczenie bitek oraz implikuje konieczność zajęcia się
kilkoma szczegółowymi kwestiami.
Po pierwsze, rola integracyjna bójek. Były one sprawdzianem
solidarności i lojalności każdego kawalera. Fakt przynależności
do zwartej grupy był w równym stopniu źródłem poczucia
bezpieczeństwa w sytuacjach konfliktowych, co przyczyną
owych właśnie sytuacji. Jest to mechanizm samonapędzający się:
jedna ze stron demonstruje „ h o n o r ' ' i solidarność, druga jest
zobowiązana do reakcji analogicznej. Sytuacja bitki uwidacznia
też pewien wpływ faktu przynależności każdego młodzieńca
w odpowiednim wieku do kawalerki na integrację całej społecz­
ności. Ma to miejsce w przypadku czynnego udziału w bitce
starszych mężczyzn, angażujących się po stronie „swoich"
kawalerów. Dotykamy tu kwestii pośredniego wpływu bójek na
przyszłe dorosłe życie mężczyzn. Zabawy wiejskie, jedna z nieli­
cznych rozrywek, ściśle wiązały się ze sferą życia seksualnego,
kojarzeniem się małżeństw. Przy obowiązujących kanonach
zachowania w konfrontacji z rywalem, bójka i okoliczności jej
towarzyszące stanowiły w pewnym sensie o wartości kawalera.
To z kolei wiąże się z problemem nazwanym przeze mnie
przymusem bójki. Przynależność młodego mężczyzny do kawa­
lerki była jednym z istotnych elementów pełnego jego uczestnict-

Jedno z narzędzi bójek - sprężyna z kulkami

62

wa w kulturze. Łączyło się to z uczestnictwem w zabawie,
koniecznością „ o b r o n y " swojej dziewczyny etc. Nie wynika
z tego, iż kawaler musi odznaczać się bitnością - tutaj swoją rolę
odgrywali przeróżni bójkowi prowodyrzy. Kawaler był często­
kroć stawiany w sytuacji przymusowej. Zabawa była miejscem
bitek, zaś odmowa solidarności nie wchodziła w grę bez ryzyka
wyrzucenia poza nawias kawalerki lub społeczności w ogóle. Jest
to jedna z istotniejszych przyczyn częstości bójek, ale też
wzmiankowanej niechęci do hersztów, stawiających swe otocze­
nie w sytuacjach przymusu.
*
Od czasu do czasu walą się po ryjach, ale bynajmniej nie o kobiety,
tych w Tarnowce nadmiar. Ot, tak z łaski na uciechę i dla
podtrzymania tradycji. (...) Bez bitki nie może się obejść, a powstajązbyle powodu, o obrazę honoru, o dziewczynę (...) żeby wieś
miała o czym plotkować. Zaś większe bitki przechodzą do historii
wsi i tradycji, podobnie jak ilość gości, jadła i napitków (...)
wybitych okien, połamanych sprzętów i temu podobnych atrakcji.

Ten przydługi cytat to słowa wiejskiego muzykanta-pamiętnikarza z rzeszowszczyzny, Jana Kisały (Kotula 1979), a przyto­

czony został ze względu na poruszoną w nim nader istotną
kwestię, mianowicie stopnia społecznej akceptacji bójek. Widzi­
my tutaj nie tylko określenie znaczenia ich dla całej społeczności;
więcej - podniesienie bitek do rangi koniecznego elementu
obrzędów weselnych, angażującego tak kawalerkę jak ludzi
starszych. Inny muzykant, bynajmniej nie entuzjasta bitek (muzy­
kanci byli często tymi, którzy szczególnie od nich cierpieli),
mówił o nich, że należały do obrzędów weselnych; w sposób
wiarygodny oddają te słowa stosunek do bójek reszty społeczno­
ści. Zatem nie samo bicie się, nie sama bitka są społecznie
nieakceptowane, ale w znacznej mierze ich specyfika, określana
skutkami. Kulturowy wpływ ograniczający negatywne konsek­
wencje bitek przejawia się nie tylko we względnej izolacji
hersztów, ale i w gwałtowności reakcji na zachowanie tych, którzy
przekraczają granice, za którymi bitka jest chuligaństwem, gran­
dą. Przy całej ostrożności, z j a k ą należy traktować takie jak
przedstawione powyżej deklaracje, można uznać, że czynią one
pełniejszym zrozumienie rzeczywistości, uzupełniając spojrze­
niem od wewnątrz zewnętrzny (acz równie zwykle subiektywny)
ogląd badającego.

WYBRANA LITERATURA
Kowalczyk A.
1994 Materiały terenowe do przygotowywanej pracy magisterskiej na
temat muzyki disco polo
Nawalany J.

Bojko J.
1911

Okruszyny z Gręboszowa,

Lwów

Caillois R.
1973 Żywioł i ład, Warszawa
Chętnik A.
1924 Kurpie, Kraków
1971

1908

Gadki Kurpiowskie, Olsztyn

1984

Drozdowska W.
1961

Grupy rówieśnicze

w Załęczu

Wielkim (podział,

obrzędy

recep­

cyjne, życie towarzyskie), „Prace i Materiały Muzeum Archeo­
logicznego i Etnograficznego w Łodzi", Seria Etnograficzna
nr 5, s. 97-118, Łódź
Huizinga J.
1985

Homo ludens. Zabawa jako źródło

kultury, Warszawa

Kłosowski Z.
1984

Młodzieżowa

społeczność

zjawisko

kulturowe,

„Wieś

zabawowa na wiejskich zabawach

tanecznych, „Kultura i Społeczeństwo", t. 29, s. 223-238
Kotula F.
1962

Z Sandomierskiej Puszczy. Gawędy kulturowo-obyczajowe,

Kra­

ków
1979 Muzykanty, Warszawa
1989

„Lud", t. 14,

Przeciw urokom, Warszawa

Logika walki, Warszawa.

Rożenowa H.
1961

Produkcja wódki

i sprawa pijaństwa

w Królestwie

Polskim

1815-1863, Warszawa
Rulikowski E.
1879 Zapiski etnograficzne z Ukrainy, „Zbiór Wiadomości do Ant­
ropologii Krajowej", t. 3, s. 124-129
Słomka J.
1983

Wiejskie zabawy taneczne jako

Współczesna", t. 28, z. 5, s. 84-88
1985

Opis wesela w Juszczynie (pow. Myślenice),

s. 378-396
Reykowski J.

Pamiętniki

włościanina,

Warszawa

Starkowski Ks. W.
1879

Materiały

do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc, „Zbiór

Wiadomości do Antropologii Krajowej", t. 3, s. 22-30
Wawrzeniecki M .
1901 Bójki włościan, „Wisła", t. 15, s. 254-255
Wójcicki K. W.
1841 Charakterystyka Mazurów (nie znane miejsce i rok wydania);
w przypisie podano: Z rękopisu „dzieje Mazowsza do połącze­
nia z koroną 1526 r.". Bibilioteka KEiAK, sygn. TNW 974

SPIS WYWIADÓW
[W 1] M A R I A N P E R Z A N O W S K I , 55 lat, zair.. O S T R Ó W E K k/WOŁOMINA.
[W 2] A N D R Z E J U C H A L , 45 lat, zam. D U C Z K I k A V O L O M I N A .
[W 3] Pan S K R O D Z K I , 76 lat, zam. G R Z Y M A Ł Y k / N O W O G R O D U .
[W 4] S T E F A N I A S A D O W S K A , 72 lata, zam. Z B Ó J N A k / N O W O G R O D U .
[W 5] Pan RESZYŃSKI, ok. 80 lat, zam. Z B Ó J N A k / N O W O G R O D U .
[W 6] Mężczyzna, 63 lata, zam. Z B Ó J N A k / N O W O G R O D U , ul. Łomżyńska 74.
[W 7] Kobieta, 68 lat, zam. Z B Ó J N A k / N O W O G R O D U , ul. Łomżyńska 55.
[W 8] Z O F I A P E T K I E W I C Z , 78 lat, zam. Z B Ó J N A k / N O W O G R O D U .
[W 9] F R A N C I S Z E K J E S I O N K O W S K I , 75 lat, zam. M Ą T W I C A k/NOWO­
G R O D U , nr 90.

[W 16] Dwie kobiety, ok. 30 i ok 70 lat, zam. M Ą T W I C A k / N O W O G R O D U , nr
12.
[W 17] Pan P A W E L C Z Y K , 58 lat, zam. K U P I S K I k/ N O W O G R O D U .
[W 18] T A D E U S Z JĘDRZEJCZYK, ok. 50 lat, zam. CIĘĆK k/MYSZYŃCA, nr
11.

[W10] Pani B R Z Ó Z K A , ok. 70 lat, zam. Z B Ó J N A k / N O W O G R O D U , ul.
Łomżyńska.
[W U ] JÓZEF K O W A L C Z Y K , 82 lata, zam. Z B Ó J N A k/Nowogrodu, ul.
Łomżyńska.

[W 23] C Z E S Ł A W B R Z O Z O W Y , ok. 70 lat, zam. KADZIDŁO, ul. Kurpiowska
25.

[W 12] Pani O L B R Y Ś , 80 lat, zam. DĘBNIKI k/Nowogrodu, nr 25.
[W 13] Mężczyzna, 75 lat, zam. D Ę B N I K I k / N O W O G R O D U , nr 3.
[W 14] Pani M O D Z E L E W S K A , 85 lat, zam. G R Z Y M A Ł Y k / N O W O G R O D U , nr
34.

[W 19] Mężczyzna, 68 lat, zam. S T A R Y M Y S Z Y N I E C .
[W 20] Pan K R Y C Z K I E W I C Z , ok. 70 lat, zam. M Y S Z Y N I E C , ul. Bema.
[W 21] Pan W O Ł O S Z , ok. 65 lat, zam. K A D Z I D Ł O , ul. I Armii W.P.
[W 22] Pani G N A T K O W S K A , 82 lata; Pan C H R U B I C K I , 77 lat, zamieszkali
KADZIDŁO.

[W 24] Pan K O N O P K A , ok. 40 lat, zam. K A D Z I D Ł O .
[W 25] Dwie kobiety: babcia i wnuczka; 75 lat i ok. 20 lat, zam. W A C H
k/KADZIDŁA.
[W 26] S T E F A N B Z I U K I E W I C Z , ok. 70 lat, zam. W A C H k/KADZIDŁA.
[W 27] Z D Z I S Ł A W KOPCZYŃSKI, 69 lat, zam. W A R S Z A W A ; R O B E R T
O T W I N O W S K I , 57 lat, zam. W A R S Z A W A

[W 15] Pani N A S I A D K O , 70 lat, zam. M Ą T W I C A k / N O W O G R O D U , nr 7.

63

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.