e48acc4820255faf821efbeab18799e2.pdf
Media
Part of Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowaniej kataklizmem / LUD 2004 t.88
- extracted text
-
Lud, t. 88, 2004
I. STUDIA I MATERIAL Y
JANINA HAJDUK-NIJAKOWSKA
Uniwersytet Opolski
KULTUROWY KONTEKST OSWAJANIA PRZESTRZENI
ZDEGRADOWANEJ KATAKLIZMEM
Katastrofalna lipcowa powódź 1997 roku okazała się dla mieszkańców dorzecza Odry i Wisły niezwykle ciężkim doświadczeniem. Trawnę wywołaną kataklizmem nasiliły dotkliwe przeżycia związane z powrotem do nom1alności. Po przejściu powodziowej fali oswojona i znana przestrzeń była zdegradowana i wymagała
ponownego oswojenia. Proces ten przeanalizuję z perspektywy antropologicznej.
Kategoria
przestrzeni
w naukach
humanistycznych
Kategoria przestrzeni występuje w różnych dziedzinach nauki, ale antropologia,
psychologia, socjologia i folklorystyka eksponują, choć w różnym stopniu,jej percepcję w kontekście społecznym, czyli podkreślają wpływ różnych form przestrzeni na relacje międzyludzkie i działaniajednostek. Folklorystyczne opisy ludowej
wizji świata na przykład eksponują funkcję terytorium w tworzeniu wyobrażeń na
temat otaczającej człowieka rzeczywistości, analizują lokalne formy określania
przestrzeni oraz językowe sposoby ujmowania relacji przestrzennych, dowodząc,
że kategoria przestrzeni może być w różny sposób waloryzowana. Zróżnicowanie
owej waloryzacji wynika z różnych systemów wartości, ale zawsze -jakiekolwiek by one były - przestrzeń ogniskuj e się wokół miej sc znaczących (ze względu na biografięjednostki, trajektorie pokolenia, tradycje wspólnoty). Przestrzeń
wyobrażana jest jako ciąg wydzielonych obszarów, orientowanych wobec centralnego miejsca świętego. Między innymi dlatego etnolingwiści rekonstruują przestrzeń poprzez opis semantyki uznanych za typowe obiektowych eksponatów przestrzennych (Adamowski, 1999, s. 9). Ważny obszar badawczy w tej perspektywie
14
Janina Hajduk-Nijakowska
wyznaczają między innymi takie kategorie jak "ojcowizna" lub "mala ojczyzna".
Jak zauważa Roch Sulima, figura małej ojczyzny, jako symboliczny obraz "miejsca", może stawać się "wyrazem identyfikacji z miejscem, a więc być dosłownie
«miejscem urodzenia», synonimem domu, przestrzeni codzienności i zarazem
przestrzeni święta" (Sulima, 200 l, s. 135); natomiast jako figura myślenia antropologicznego mała ojczyzna "przynależy do elementamego leksykonu symboli kulturowych oraz słownika historii idei. W dyskursywnym myśleniu o małej ojczyźnie wyraża się wzorzec elementamych «niezmienników», radzenia sobie dziś ze
współbieżnością czasów, projekt zakorzenienia w nowym miejscu. Nomadyzm
współczesnej epoki wyrywa nas z realnych «małych ojczyzn», ale też wspomaga
mityzacje ich wyobrażeń; włącza ich wyobrażenia w odwieczny nurt utopii «miejsca»" (tamże, s. 143). Zwłaszcza w sytuacji oswajania przestrzeni zdegradowanej
kataklizmem ów nurt "utopii miejsca" ma istotną moc uobecnienia wartości
w otaczającej człowieka przestrzeni, ponownego stworzenia miejsc znaczących
czy, jak to nazwał Eliade, "miejsc świętych prywatnego świata". Albowiemznów przywołam Rocha Sulimę - figura małej ojczyzny nie tylko modeluje myślenie antropologiczne, ale również "przybliża historyczną treść pojęciom rodzimości, swojskości, obcości i inności" (Sulima, 200 l, s. 149); ponadto "staje się dziś
ekspozycjąjakiegoś wzoru pamięci kulturowej" (tamże, s. 129).
Kategoria przestrzeni zajmuje w kulturze tradycyjnej dominujące miejsce, lokując człowieka w terytorium zróżnicowanym i hierarchicznym. Najbardziej pierwotny charakter ma miejsce bezpośrednio dostępne, miejsce przebywania danego człowieka i jego wspólnoty ("miejsce-tu-Dto"), co jest wyznacznikiem egocentrycznego i antropocentrycznego postrzegania świata. "Egzystencjalne doświadczenie
staje się tym samym epistemologiczną zasadą i - co więcej - dostarcza też
wskazań do budowania wyobrażenia o urządzeniu całego Kosmosu. Ustanowienie
centrum stwarza podstawę harmonijnego widzenia Wszechświata" (Kowalski 1998,
s.45).
"Miejsce-tu-Dto" jest naturalnym punktem wyjścia do konstrukcji terytorium
i przestrzeni jako kategorii szerszych i bardziej złożonych. Zarówno miejsce zajmowane przez człowieka na ziemi,jak i miejsca (obszary) od "miejsc-tu-Dto" odróżnione były już w kulturach pielwotnych silnie waloryzowane, sakralizowane i mitologizowane. Osiedlenie się najakimś obszarze oznaczało tyle, co wyświęcenie go
(Eliade, 1999, s. 27). Vi-Fu Tuan definiuje miejsce jako "ośrodek wartości, pożywienia i opiekuństwa"; a zatem "zamknięta i uczłowieczona przestrzeń staje się
miejscem. W porównaniu z przestrzenią, miejsce jest spokojnym centrum ustalonych wartości" (1987, s. 44, 75), staje się środkiem świata. Może nim być każda
siedziba ludzka, każdy dom. Po prostu w tej samej przestrzeni istnieją "nie przecząc sobie, liczne środki świata", ponieważ "przestrzenna rama określona przez
gwiazdy jest antropocentryczna, a nie miejsco-centryczna, i może ulegać przesunięciu, w miaręjak człowiek zmienia położenie" (Tuan, 1987, s. 190). Ten szczególny charakter centrum egzystencjalnego, które staje się centrum metafizycz-
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
15
nym, ujawnia się w mediacyjnym charakterze "miejsca-tu-oto", będącym punktem
zwrotnym i granicą między pozostałymi obszarami; w tym sensie jest także miejscem
hierofanicznym (miejscem, w którym następuje manifestacja świętości). Subiektywne odczuwanie potrzeby posiadania takiego miejsca nasila się w momencie pozbawienia człowieka miejsc znaczących, degradacji otaczającej go przestrzeni.
Antropologia przestrzeni, zwana też proksemiką, mocno podkreśla fakt, iż przestrzeń sama w sobie ,jest już pewnego rodzaju informacją, że jest ona zawsze
z n a c z ą c a. Nie ma zatem przestrzeni jako takiej, jest ona zawsze skontekstowana kulturowo". Ma więc zdecydowany wpływ na zachowanie się ludzi. Ajeśli
tak, to przedmiotem analizy funkcji infonnacyjnych przestrzeni powinny być "małe
obszary" i "małe grupy społeczne", bo tylko "w obrębie takiej przestrzeni rozgrywa się życie ludzkie" (Lejman, 1999, s. 310).
Kontekst kulturowy przestrzeni wzbogaćmy jeszcze o wnioski sfonnułowane
przez psychologię ekologiczną, które potwierdzają ważną rolę przestrzeni w konstytuowaniu się indywidualnych cech kultury. Analizując wzajemne relacje pomiędzy człowiekiem a przyrodą Andrzej Eliasz zwraca uwagę na wykorzystywanie
przez ludzi "miejsca i przestrzeni do ustalania relacji interpersonalnych" (1993,
s. 8), dowodzi przypisania do konkretnego środowiska określonych wzorów zachowań i to o zasięgu powszechnym. Takie miejsca w przestrzeni nazywane "ośrodkiem aktywności" (behavior setting) detenninują, zdaniem psychologii ekologicznej, zachowania ludzi. Analizowanie zatem przestrzeni otaczającej człowieka jako
integralnej całości charakteryzującej się nie tylko określonymi cechami fizycznymi
i społecznymi, ale również przypisanymi doń wzorami zachowań, może być przydatne nie tylko do wyjaśnienia zachowań w sytuacji zagrożenia, ale również wyjaśnić siłę społecznych działań zmierzających do oswojenia przestrzeni zdegradowanej kataklizmem.
Otóż kluczowe dla psychologii ekologicznej pojęcie "ośrodka aktywności" posłużyło badaczom do odkrycia mechanizmów funkcjonowania tak zwanych "map
poznawczych" w otaczającym człowieka środowisku. "Ważnym elementem składowym takiej mapy są połączenia komunikacyjne, tj. ścieżki, drogi, ulice. To one
stanowią trzon tworzącej się w umyśle struktury przestrzeni" - twierdzi
K. Lynch. Następnym ważnym elementem tej struktury są wszelkie węzły komunikacyjne, tj. przecięcia dróg, place, stacje kolejowe itp., uzupełniane kolejnymi
charakterystycznymi elementami środowiska miejskiego (dzielnice, rejony) odznaczające się czymś charakterystycznym. Lynch wymienia także "wyraźnie zaznaczone w przestrzeni krawędzie czy brzegi jakichś rejonów (np. duże ściany domów, rzeki itp.) w sposób naturalny tworzące pewne bariery przestrzenne, narzucające swoim występowaniem określone porządkowanie w umyśle danej
przestrzeni i wyodrębnianie z niej części danego środowiska. Ostatnim,
wyróżnionym przez Lyncha, ważnym elementem "map poznawczych" są charakterystyczne obiekty środowiska, wyraźnie wybijające się z tła i pełniące funkcje
punktów orientacyjnych w terenie (Lynch, 1977, s. 104, podkreśl. JHN).
Janina Hajduk-Nijakowska
16
Zniszczenie owych punktów olientacyjnych, zazwyczaj niedostrzeganych i niedocenianych w życiu codziennym, ajednak, jak widzimy, niezbędnych do tworzenia w świadomości człowieka poczucia uporządkowania otaczającej go przestrzeni, pogłębia stres i uczucie destrukcji. Tym bardziej, że ogrom zniszczeń po powodzi, szczególnie dotkliwie odbierany w mieście, uświadomił człowiekowi kruchość
jego ziemskiej siedziby, podatnej na katastrofy i kataklizmy. Nic dziwnego zatem,
że podświadomie pierwszymi czynnościami podejmowanymi przez powodzian jest
dążenie do odtworzenia owych punktów orientacyjnych. Odtworzenia lub... stworzema na nowo.
Owe czynności związane bezpośrednio z oswajaniem przestrzeni lokalnej, warunkują stworzenie poczucia bezpieczeństwa ontologicznego, kluczowego pojęcia w koncepcji tożsamości Anthony Giddensa, wybitnego współczesnego socjologa. Bezpieczeństwo
ontologiczne, czyli poczucie trwałości i porządku
(a więc rzec by można również przewidywalności) zdarzeń, jest niezbędnym poznawczym i emocjonalnym oparciem dla działalności człowieka. "Powodzenie
w zakorzenieniu się od nowa zależy od tego, czy jednostce uda się dokonać niełatwego dzieła nierozerwalnego wplecenia własnych działań w kontekst konkretnego miejsca" (Giddens, 2001, s. 202). "Powstanie stosunkowo bezpiecznego środowiska życia codziennego - pisze autor dalej - ma zasadnicze znaczenie dla
zachowania poczucia bezpieczeństwa ontologicznego. Innymi słowy, ontologiczne
bezpieczeństwo opiera się w decydującej mierze na samej rutynie. Mimo że dziś
człowiek pod wieloma względami na ogół lepiej niż w kulturach przednowoczesnych panuje nad swoim życiem codziennym ijest ono bardziej przewidywalne,
struktura bezpieczeństwa ontologicznego robi się krucha" (tamże, s. 228-229).
Przestrzeń
naznaczona
piętnem
klęski
Wszyscy powodzianie po ustąpieniu wielkiej wody znajdowali się w głębokim
stresie i oczekiwali wsparcia'. Zdaniem psychologa, "wsparcie społeczne najczęściej definiuje sięjako rodzaj społecznych interakcji, poprzez które jednostki udzielają sobie nawzajem rzeczywistej pomocy, tworzą sieć kontaktów interpersonalnych i związków towarzyskich, które są spostrzegane i oceniane jako akceptujące, wyrażające troskę i gotowość do niesienia pomocy w potrzebie". Definicja ta
uwzględnia trzy rodzaje wsparcia: "wsparcia otrzymanego", "wsparcia spostrzeganego" i "poczucia więzi społecznej" . W każdym przypadku możemy jeszcze
wyróżnić wsparcie emocjonalne, materialne i informacyjne (Kaniasty, 2003, s. 41,
42). Realizowane ono było w konkretnej przestrzeni, współokreślającej jakość relacji interpersonalnych.
I Sytuację analizowali
na bieżąco bezpośrednio po powodzi psychologowie, por.: Krople deszczu, "Charaktery" 1997, nr 9; A. Pilch, Powódź, "Charaktery" 1997, nr 8; K. Kaniasty, Co z Ilami ta
powódź zrobiła, "Charaktery" 1997, nr 8; W. Łukaszewski, Potop ipo, "Charaktery" 1997, nr 9.
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
17
Kiedy woda ustąpiła, odsłoniła ogrom zniszczeń, zostawiając na zwalonych płotach, kikutach wyłamanych drzew, zrujnowanych domach, mostach, naniesione nie wiadomo skąd
śmieci, belki, trudne do rozpoznania części mebli, okien, drzwi i głębokie wyrwy na drogach.
Cuchnący w lipcowym słońcu szlam wyzierał
ze wszystkich kątów, wabiąc do nich muchy
i wszelkie robactwo. Porażający, nierealny,
groźny świat niczym z apokaliptycznych opisów. Nagle dobrze znana, oswojona, przedpowodziowa przestrzeń stała się obca.
Subiektywne wyobrażenie przestrzeni
przez mieszkańców zalanych terenów uzasadnia (wypełnia) postulat badawczy Floriana
Znanieckiego, który proponował badać każdą sytuację z uwzględnieniem "współczynnika humanistycznego", a zatem oczekiwał zbliżenia się
fot.l. Zaodrze (dzielnica Opola),
fot. Przemysław Nijakowski.
badaczado IXlzycjijednostki, S!XJglądanie
jej oczyma na otaczający świat i odtwarzanie jej wyobrażeń o świecie. "Każda sytuacja - twierdzi uczony - winna być studiowana
przez badacza tak, jak doświadcza jej poszczególna jednostka ludzka posiadająca
świadomość tej sytuacji" (Znaniecki, 1971, s. 419). W innym miejscu pisze wprost:
"badacz kultury musi przestrzeń brać (...) ze współczynnikiem humanistycznym,
tj. takjakjest doświadczana przez te podmioty ludzkie, których kulturę bada" (Znaniecki, 1938, s. 90). Czyż analiza tekstów folklorystycznych, opowieści zapisanych
wśród powodzian, nie jest najlepszą metodą poznania owych doświadczeń i zbliżenia
się do wyobrażeń ludzi o przestrzeni?
Podczas powodzi ludzie różnie się zachowywali. Jedni mówili, że nie wrócą do wioski.
Drudzy mówili, że będą nas całkiem wysiedlać i zaleją wioskę. Inni znowu powiadali
tak: "sprzedam, będę w jakim baraku, a nie wrócę" (Bokła, 2000, s. 66). Muł odkładano
na boki jezdni, a nie wywożono. Po opadach nastały upały. Miastu zagrażała epidemia (...). Domy zamoczone do połowy pierwszego piętra, pozbawione szyb, z otworów okiennych zwisały różne rzeczy (Kaleta, 1999, s. 69). Po tygodniu wietrzenia,już
bez mebli, bez podłóg, tynków, wróciliśmy do mieszkania. Mieszkaliśmy w tym smrodzie ioddychaliśmy tym wszystkim (Kaleta, 1999, s. 70).
Miejsce dotychczasowego życia naznaczone zostało piętnem klęski, kojarzyło się tylko z negatywnym doświadczeniem. Świadomość istniejącego lub wyobrażonego zagrożenia zburzyła poczucie bezpieczeństwa. Trudno zatem było ludziom
zaakceptować "tę samą, ajednak nie tę samą" przestrzeń codziennego bytowania.
Poczucie zagubienia i krzywdy nasilała świadomość utraty dorobku całego życia.
18
Janina Hajduk-Nijakowska
W spólnie przeżywana strata, na co zwraca uwagę psycholog, powoduje, że klęski
żywiołowe mają zawsze społeczny charakter, co potwierdziło się też w badaniach
powodzi w Kentucky (Kaniasty, 2003, s. 72-74). "Oswojona zwyczajność miejsc
zamieszkania - na co z kolei zwraca uwagę socjolog - została zaburzona tak
dotkliwie, że odnalezienie się w nowej sytuacji wymagało od ludzi niezwykłego
hartu i samozaparcia" (Grygierczyk, 1999, s. 79).
Przez ponad trzy tygodnie przebywaliśmy poza domem. Zarówno ja, jak i moi znajomi,
sąsiedzi podczas powodzi byliśmy przygnębieni, zaniepokojeni a swoje gospodarstwa. Nie wiedzieliśmy, czy będziemy mieli do czego wrócić, czy w ogóle nasze budynki kiedykolwiek da się odbudować. Wszyscy byli przygn«bieni. Nawet z początku spotykało się ludzi, jak płakali nad swoim dobytkiem, bo to był przecież dorobek
całego życia.
Było mi przykro. Żal mi było tego pola, ziemniaków, grządek iw domu takie zniszczenie! l to samo uczucie już po powrocie, jak popatrzyłam na te czarne zgliszcza,
pleśń, wilgoć, to aż mi sit( łzy w oczach zakrt(ciły. Zaraz poznałam, że to kara Boża
(Bokła, 2000, s. 69).
Po trzech dniach mogłem dojść do budynku, w którym mieszkam. Zacząłem sukcesywnie wyrzucać caląmłodość, sentymenty. Fakt, zmarnowało sit( wiele rzeczy, organy, instrumenty muzyczne, gitary, mandoliny, skrzypce. Chwilę to popływało i rozpadło sit( na deseczki (oo.). Nawet z pamiątek rodzinnych nic się nie uchowało, bo jak sit(
stoi w mule, to nic nie można uratować. Nie były to rzeczy wartościowe materialnie, to
wartość sentymentalna, coś, co już się nigdy nie wróci (oo.). żal mi tylko bardzo porządnych butów narciarskich i wspomnień (opow. mt(żczyzna, 1.55,Kaleta, 1999, s. 71).
Tak to wyglądało, jakby jakaś bomba rzucona. To wszystko, ten wał, te kamienie,
te rowy straszne, to nie do opowiedzenia. Nadeszła znajoma, obydwie zaczt(łyśmy
płakać. Nie wiedziałyśmy, co mamy ze sobą zrobić. No coś potwornego, to trzeba przeżyć (oPOw.kobieta, 1.65, Kaleta, 1999, s. 73).
Pierwsza reakcja po powodzi u większości poszkodowanych była taka sama:
nie ma po co wracać, tam nic nie zostało. Psycholog Wiesław Łukaszewski bezpośrednio po powodzi prognozował nawet, że wzrośnie wśród powodzian liczba migracji, przeprowadzek, rozstań, rozwodów, a także zmian pracy i zawodu (1997,
s. 43). Jednakjuż październikowe badania socjologiczne, przeprowadzone przez
zespół z Instytutu Śląskiego, dowiodły niezbicie, że wśród badanych powodzian,
podwójnie doświadczonych przez wodę - zarówno w domu, jak i w pracyistnieje bardzo minimalna tendencja do zmiany swojej dotychczasowej sytuacji.
"Ich podstawowym celem (Oo.) jest odtworzenie sytuacji sprzed powodzi,
w tym samym miejscu i niemal w takiej samej postaci" (Ruszczewska, 1999,
s. 95, podkreśl. JHN). Co więcej, okazało się, że "tradycyjne w społeczności ludności śląskiej tendencje do migracji do Niemiec (Oo.) nie uległy po katastrofalnej
powodzi nasileniu" (Jonderko 1999, s. 68). Bo wprawdzie większość powodzian,
zmuszonych do ewakuacji, doznała już przykrych doznań tułacza i bezdomnego, to
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
19
jednak wkrótce przekonali się, że trudno żyć w stanie zawieszenia, tułać się między obcymi - choćby najbardziej życzliwymi ludźmi. Zatem powoli wracali.
Jakby mi ktoś rok temu powiedział, że tu wrócę, to bym go wyśmiał. Jak czasem tak
sobie siądę i pomyśl«, to z własnej głupoty chce mi się śmiać. Bo jak wszedłem do
zalanego mieszkania, to tego błota było wszędzie pełno. Pomyślałem, że te wszystkie
wersalki, fotele, popiorę, wystawie w okna, niech schnie. Wody w kranach nie było,
nie pomyślałem, że biorę brudną wodę z rzeki. Poprałem, zaczęło schnąć, a śmierdziało przeokropnie, ale mówiłem sobie, przewietrzy się, zostanie. Zostało, ale wyrzucone
(Kaleta, 1997, s. 104).
Wracali w poszukiwaniu źródeł zakotwiczenia. Jednak powrót do znanych-nieznanych miejsc zniszczonych powodzią wzmagał tylko stres i poczucie bezradności oraz strach przed przyszłością.
Samopoczucie to było okropne, jak spojrzałam na te podłogi, jak powywijało je do
góry z piwnicy, jakby nie chłopaki, to człowiek chyba odebrałby sobie życie. Na polach wszystko zginęło. Zniszczyły się meble kuchenne. Pierwsze, co zrobiliśmy - to
podłogi i tynki - jeszcze nie były malowane, ale już się spało i paliliśmy, żeby dosychało. Mimo wszystko człowiek jest przywiązany do pola, ludzi i tu ma też pracę. Wały
są zniszczone, że hej! Ale nie boj« się mieszkać w Rzeczycy (Bokła, 2000, s. 90).
Nie czuję się tu bezpiecznie, ale nie mam zamiaru stąd wyjeżdżać. Tam, dokąd uciekłabym, mogłoby mnie też spotkać nieszczęście. Widocznie tak musiało być (Moj,
2000, s. 83).
Ja to tak uważałam, że na swoje wrócę, bo się przyzwyczaiłam i wróciłam, ale
w czasie tej klęski miałam bardzo niedobre samopoczucie, bardzo płakałam. Nigdzie
nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Cztery tygodnie przebywałam poza domem u kuzynów, znajomych, u rodziny - wszędzie po trochu, gdzie tylko mogłam. Bardzo niepokoiłam się o mój dom i rzeczy, które pozostawiłam. Raz na jakiś czas jechałam do Chomiąży, aby z górki popatrzeć na Rzeczycę i nic więcej nie mogłam zrobić. Młodzi to
jeździli łódkami i mówili później, że domy stoją, co zalane, to zalane. Kto był młody,
miał siły, to jeżdził, żeby dowiedzieć się,jak to naprawdęjest, a takjakja byłam sama,
stara, to pojechałam do domu dopiero aż woda zeszła trochę, 5 sierpnia (Bokła, 2000,
s.66).
Ponowne zakotwiczenie w lokalnej przestrzeni wymagało od powodzian wiele
wysiłku i samozaparcia. Najdotkliwiej i najboleśniej uświadamiano sobie kulturową
degradację najbliższego otoczenia w powiązaniu z dewastacją cmentarzy,jednoznacznie odczytywanych jako miejsce bezpośredniego spotkania z przodkami. Po
powodzi dziesiątki małych wiejskich cmentarzy wymagało osuszenia i uporządkowania. W Opolu powódź uszkodziła mogiły na cmentarzu przy ul. Wrocławskiej,
skąd roznosił się po dzielnicy grożący epidemią "trupi zapach", a na samym cmentarzu -jak w obiegu folklorystycznym relacjonowano - miały rzekomo pływać
ludzkie czaszki. Jest to jednak cmentarz zamknięty i wielu Opolan nie czuje już
Janina Hajduk-Nijakowska
20
bezpośredniego emocjonalnego związku z pochowanymi w tym miejscu przodkami. W Katowicach z kolei na Cmentarzu Komunalnym, który założono, jak twierdzą ludzie, na terenach dawnego bagna, spływająca z lasów woda uszkodziła kilka
grobów. Zupełnie inna sytuacja miała miejsce w Rybniku, gdzie doszło do największej dewastacji cmentarza. Pod koniec lipca w efekcie ulewnych deszczy podmoknięta po powodzi skarpa na cmentarzu komunalnym dwukrotnie obsunęła się,
niszcząc ponad 260 grobów pochodzących z lat dziewięćdziesiątych. ,,zwały piasku i ziemi - relacjonowały lokalne «Nowiny» - spłynęły do położonej 25 metrów niżej doliny, unosząc ze sobą kilkanaście trumien z kwatery la". Nie było
szansy na odtworzenie zniszczonych grobów. W tym miejscu powstała zatemjedna zbiorowa mogiła, z czym niestety nie mogli pogodzić się krewni. "Zrobienie
wspólnej mogiły było jedynym wyjściem - tłumaczył się w prasie prezydent Rybnika. - Ludziom, których bliscy są tam pochowani, chcieliśmy oszczędzić tego
makabrycznego widoku (oo.). Sanepid nakazał przecież natychmiastowe zabezpieczenie miejsca tragedii. Mamy przecież środek lata, raz leje, razjest upał" ("Nowiny" 1997, nr 30). "Szłam na cmentarz z wielkim strachem - opowiadała reporterowi starsza kobieta - grobu męża długo nie było na liście zniszczonych, dopiero
w piątek po południu powiedziano mi, że zabrała go ziemia" ("Nowiny", 1997, nr 26).
"Miejsca święte prywatnego
świata"
Odbudowanie poczucia kulturowej ciągłości wymagało więc od lokalnych społeczności nie tylko oswojenia na powrót zdegradowanej po powodzi przestrzeni, ale
również przywrócenia w świadomości członków tejże zbiorowości poczucia emocjonalnych więzów z przodkami. Albowiem, "pierwszą «księgą czasu», którąprzychodzi czytać w ramach ustanawianej przez siebie «geografii kulturowej», są cmentarze" (Sulima, 200 l, s. 171). Powodzianie przede wszystkim musieli nadać własnej
przestrzeni nowe znaczenia, odnaleźć w niej lub stworzyć ponownie "miejsca święte
prywatnego świata". Dla Mircei Eliadego religijne doświadczanie przestrzeni charakteryzuje się niejednorodnością, która ,,znajduje wyraz w doświadczaniu przeciwieństwa, jakie zachodzi między obszarem świętym,jedynym rzeczywistym, tym,
który istnieje realnie, a całą resztą, otaczającą ów obszar dziedziną bezkształtu".
I chociaż -"w przestrzeni jednorodnej i nieskończonej, bezkresnej, w której nie ma
żadnego punktu oparcia, w której nie może być mowy o żadnym ukierunkowaniu,
hierofania objawia absolutny «punkt stały», «środek»" - to przecież w tym świeckim doświadczaniu przestrzeni - co podkreśla Eliade - nadal istnieją "okolice uprzywilejowane,jakościowo różne od innych: pejzaż ojczysty, miejscowość związana
z pierwszą miłością albo ulica czy zakątek pierwszego cudzoziemskiego miasta zwiedzanego w młodości. Wszystkie te miejsca zachowują nawet dla człowieka najgłębiej niereligijnego wartość wyjątkową, <<jedynąw swoim rodzaju», są to miejsca
święte jego prywatnego świata, tak jak gdyby ta istota niereligijna doznawała
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
fot. 2. Powódź w Opolu, fot. Przemysław Nijakowski.
fot. 3. Ulice Opola po zejściu wody, fot. Przemysław Nijakowski.
21
22
Janina Hajduk-Nijakowska
fot. 4. Ratownicy w akcji, fot. Przemysław Nijakowski.
fot. 5. Fala powodziowa przewracała naj cięższe sprzęty (fortepian w Szkole Muzycznej
w Opolu), fot. Przemysław Nijakowski.
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
23
objawienia innej rzeczywistości niż ta, w której
uczestniczy swym powszednim istnieniem"
(Eliade, 1974, s. 49-52, podkreśl. JHN).
Owo świeckie doświadczanie przestrzeni
oznacza więc także wypełnienie własną treścią
,,miejsc świętych prywatnego świata" i potwierdza zasadność posługiwania się współcześnie
kategorią Stefana Czarnowskiego "indywidualności przestrzennej". Co prawda u autora
"Studiów z dziejów religii" kategoria ta dotyczyła "przestrzennej jedności religijnej", czyli
obszaru objętego przez małe grupy jednorodne
jednolitym kultem religijnym, ale mechanizm
stworzenia (wyodrębnienia) przez daną społeczność własnego centrum świata jest podobny. "Indywidualność przestrzenna" w ujęciu Czarnowskiego oznacza przecież określony stosunek człowieka do miejsca dla niego ważnego: "Słowem,
przestrzeń nie przedstawia sięjako szachownica utworzona z przylegających do siebie pól, lecz
jako całość złożona z komórki centralnej i całej fot. 6. Mieszkanie w Opolu po zejściu
wody, fot. Przemysław Nijakowski.
otaczającej ją reszty. Można by ją porównać do
powierzchni wody, w którą wrzucono kamień"
(Czamowski, l 956b, s. 223, 226).
Odbudowywanie (czy też stwarzanie od nowa) ,,miejsc świętych prywatnego świata" w tej samej (choć z pozoru nie tej samej) przestrzeni, ma w doświadczeniu społecznym niezwykle ważne znaczenie. Utwierdza ono nosicieli danej kultury w przekonaniu
o historycznej ciągłości (indywidualności przestrzennej ich świata), polegającej między innymi na nieustannym kontynuowaniu przez pokolenia cyklu rozwoju.
Ludwik Stomma, prezentując antropologiczne opisania kultury wsi polskiej, przywołuje oczywiście bazową opozycję Mircei Eliadego: nasz świat (orbis interior)
- świat na zewnątrz (orbis exterior), jednak mocno podkreśla, że jeżeli "orbis
interior jest sferą poznaną, rejonem topografii oswojonej, to atrybutem orbis exterior będzie łatwość stracenia w nim drogi, orientacji, łatwość pobłądzenia (...opozycja ta) nie wyczerpuje się w świecie ludowej baśni, magii czy wyobrażeń demonologicznych. Rzutuje ona również na wybory i postawy przejawiające się w realnym
życiu społecznym" (Stomma, 1986, s. 133).
A zatem oswajanie zdegradowanej przestrzeni, poszukiwanie w niej punktów
orientacyjnych, gwarantujących człowiekowi poczucie bezpieczeństwa, ma również istotne kulturowe odniesienia, tworząc wyrażny łańcuch zależności: nasz świat
- znany, oswojony, piękny, bezpieczny oraz świat na zewnątrz - nieznany, dziki,
brzydki, niebezpieczny.
24
Janina Hajduk-Nijakowska
Magdalena Sztandara, śledząc współczesne procesy migracyjne z miasta na
wieś, udowodniła, że podstawowym kryterium wyboru miejsca do osiedlenia jest
pozytywnie oceniana "przestrzeń życiowa": "W centrum wybranej «przestrzeni
życiowej» znajduje się dom. «Dom na wsi», w tej konkretnej, wybranej przestrzeni,
staje się «rzeczą szczególnego rodzaju». Dom, czyli najbliższy obszar, w którym
toczy się życie (...) dom jest komponentem całej najbliższej przestrzeni. W materialnym i symbolicznym sensie miejsce rozumiane jako dom tylko częściowo odnosi się do budynku, a w rzeczywistości ogamia cały bliższy lub dalszy obszar" (Sztandara, 2001, s. 63). Po prostu dom jawi sięjako "przestrzeń mocna, święta, sakralna, przestrzeń pełna znaczeJi; dom jako przestrzeń pamięci, dom jako struktura
mityczna organizująca obraz i przeżycie egzystencjalne świata", co precyzyjnie na
podstawie bogatego matel;ału przeanalizowali autorzy monografii pt. Dom w tradycji ludowej (Benedyktowicz, 1992). Z drugiej jednak strony Zygmunt Bauman,
analizujący życie w ponowoczesnej metropolii pełnej zgiełku i natłoku obcych, zwrócił
uwagę na to, że w takiej scenerii "pojęcie domu kurczy się do rozmiarów owego
znikomego wycinka chaotycznego świata, nad którym człowiek może panować
uznając go za swoją własność, doznając tym samym wrażenia pewnego «przyrodzonego ładu» i spodziewając się «przyzwoitości» (...). Jest ów dom, innymi słowy, schronieniem przed utrapieniem i niedolą miejskiego życia, przeciwwagą dla
losu obcego skazanego na życie wśród obcych", ale zawsze jego istnienie przejawia się w stanach "dławiącej tęsknoty" za nim i tym samym za "wspólnotą" (Bauman, 1997, s. 155, 158).
Bez wątpienia silne, emocjonalne przywiązanie do tak rozumianego domu "prLyrodzonego ładu" skłoniło powodzian do powrotu w miejsca zdegradowane kataklizmem. Przywiązanie do miejsca w indywidualnie określonej przestrzeni okazuje się
silniejsze od strachu. I tak na przykład silne poczucie przywiązania do rodzinnej,
własnej miejscowości skłoniło mieszkańców wsi Nieboczowy i Ligota Tworkowska
w gminie Lubomia koło Raciborza do powołania w 1998 roku Społecznego Komitetu
Protestacyjnego Obrony przed Wysiedleniem Wsi, gdy dowiedzieli się, że zbiomik
retencyjny w Raciborzu powstanie kosztem zalania ich wsi. A przecież powstanie
tego zbiornika, zdaniem specjalistów, to jedyna gwarancja bezpieczeństwa powodziowego Górnej Odry. Mieszkańcy obu wsi uważali jednak, że jest szansa na takie
zlokalizowanie zbiornika, by nie doszło do zalania ich miejscowości. Kiedy jednak
po czterech latach okazało się, że nie ma szansy na zachowanie wsi Ligota, Komitet
rozpadł się, a mieszkańcy Nieboczów powołali Stowarzyszenie na Rzecz Obrony przed wysiedleniem Wsi Nieboczowy i odtąd usilnie lansują własny (tzw. społeczny) projekt budowy zbiornika, który ma zagwarantować ocalenie wsi przed zalaniem.
Prawidłowość tego typu postaw, silnie wiążących mieszkańców z własnym domem, potwierdzają badania socjologiczne prowadzone na Opolszczyźnie bezpośrednio po powodzi. Okazuje się, że dom rodzinny, miejsce dotychczasowego zamieszkania, ma silną"moc przyciągania", natomiast "dla tych niewielu, którzy zde-
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
25
klarowali chęć opuszczenia miejsc zamieszkania czy nawet kraju, lipcowa, wielka
woda była jedynie czynnikiem dopełniającym wcześniej rozpoczęty proces decyzyjny o opuszczeniu tego miejsca" (Grygierczyk, 1999, s. 86).
Walor pozytywnej, subiektywnej oceny własnego otoczenia i własnej przestrzeni wzmacnia - na zasadzie kontrastu ze zdegradowaną po powodzi przestrzenią
- emocjonalny stosunek do dotychczasowego miejsca zamieszkania, które obrasta nasilającymi się wspomnieniami i obrazami z przedpowodziowej przeszłości.
W procesie przekazu kulturowego "komunikowanie przestrzeni" nie miałoby przecież większego znaczenia, gdyby dla podmiotów tego procesu odczucie przestrzeni
nie wyrastało z tradycyjnych wzorów, po prostu z pamięci kulturowej. Dom okazuje się bowiem przede wszystkim indywidualną "przestrzenią pamięci".
Lipińscy wysłuchują cierpliwie rad, że może lepiej by było wyburzyć stary dom
ipostawić nowy. Oni wiedzą swoje. Gdy kilka lat temu odwiedził ich tu [Krosnowice
w Kotlinie Kłodzkiej] przedwojenny właściciel, Niemiec Bruno Herden, to nie mógł
wyjść z podziwu, że ktoś tak pieczołowicie dba a dom, w którym on urodził się kiedyś,
bardzo dawno temu. Bo Niemca nie interesowało ani Kłodzko, ani Krosnowice. Interesował go dom: chodził naokoło, dotykał murów, patrzył, chłonął zapachy. - Nie
możemy opuścić domu, skoro on nas nie opuścił, kiedy wydawało się, że niewiele
brakuje, aby wszystko popłynęło z prądem ("Tygodnik Powszechny", 2000, ill 26).
Powodzianie wracali zatem do dawnych własnych miejsc oswojonych, by
z mozołem obudowywać je na nowo prywatnymi, nacechowanymi pozytywnymi
emocjami, znakami wartości. Po powodzi 1997 roku, jak się okazało, ponad 83
proc. poszkodowanych mieszkańców nie myślało o wyjeździe. Potwierdzają to
także folklorystyczne penetracje terenowe:
Jestem mocno związana z tym miastem, tutaj pracuję, tutaj mieszkam; Tujest moja
praca, mój dom, moja działka, tu są moje dzieci, moi pacjenci, moje życie itd. (Maj,
2000, s. 83).
Staraliśmy się zrobić tak, aby można było mieszkać w normalnych warunkach
i stworzyć dzieciom ten dom. Gdy przyjechałam po powodzi, przerażona byłam wyglądem tego budynku, ale jak się wzięło za robotę, to odeszła myśl, aby gdzieś wyjechać (Bokła, 2000, s. 81).
I tu są ludzie, którzy przeżyli to samo. Wspólnota doświadczeń i emocji pomagała w odnalezieniu własnej przestrzeni, umożliwiającej z jednej strony odbudowę
więzi społecznych, z drugiej - umocnienia poczucia bezpieczeństwa.
Kiedy woda stała już tylko w rowach, Wioletta z Mariuszem spalili popleśniałe fotele,
tapczany, doły od szafek, ciuchy i dywany Nad wsią unosił się swąd, bo inni też palili
ogniska. Potem Dydowie usunęli tynki. Stodołę objęli łańcuchem, podparli, żeby nie
upadała. Wreszcie urządzili na strychu pokoik dla dziadka. Żeby miał nie tylko dach,
ale i sufit. Sami spali pod gołymi dachówkami. Władźka wrócił. Zobaczył, że dom jest,
sąsiedzi są (Ostałowska, 1997).
26
Janina Hajduk-Nijakowska
Nachodzą nas różne refleksje, że straciliśmy wszystko, ale chcemy żyć dalej, może
inaczej niż do tej pory. W tym samym domu mieszkam, te same widoki oglądam i każdy większy deszcz czy szum wiatru kojarzę z powodzią. Przeleje czy nie przeleje wału.
(...) Starałem się odtworzyć wystrój mieszkania, żeby zatrzeć w pamięci i psychice te
tragiczne wspomnienia (opow. mężczyzna, 1.60,Kaleta, 1999, s. 80).
Najbliższa przestrzeń na powrót miała "mówić". Co prawda, Edward T. Hall,
prezentując w swej pracy pt. Bezgłośny język metaforyczną koncepcję "mówiącej przestrzeni", koncentruje swą uwagę na ludzkich zachowaniach konkretyzujących w kulturze pamięć przestrzennąco szczególnie wyraźnie widać w zderzeniu przedstawicieli różnych kultur - to zwraca jednak uwagę na swoisty automatyzm kulturowy w traktowaniu "własnej" przestrzeni:
Tysiące doświadczeń w podświadomy sposób uczy nas, że przestrzeń jest znacząca.
Jednakże fakt ten przypuszczalnie nigdy nie zaistniałby na poziomie świadomości, gdyby
nie odkryto, że w każdej kulturze pl7.CStrzeńjest inaczej zorganizowana. Skojarzenia i uczucia
wyzwalane w członku jednej kultury prawie zawsze oznaczają coś innego w innej kulturze (...). Przyzwyczajenie się do akcentu przestrzennego jest równie ważne (czasem nawet ważniejsze) jak pozbycie się akcentu językowego (Hall, 1987, s. 163-164).
Ale "akcent przestrzenny" nie tylko wpisuje jednostkę w system kulturowy.
Również emocjonalnie i podświadomie wiąże ją z najbliższym otoczeniem i ludźmi.
Na pewno wtedy-jak
dowodzi E. Hallzmiany przestrzenne nadają barwy komunikacji, akcentująją, a czasem nawet mają
większe znaczenie niż słowo mówione. Przepływ i przesunięcie odległości między
ludźmi, kiedy wzajemnie na siebie oddziałują, są nieodzowną częścią procesu komunikacji. Normalna odległość konwersacyjna między obcymi pokazuje nam,jak istotna
jest dynamika przestrzennego oddziaływania (Hall, 1987, s. 175-176).
Ten proksemiczny wymiar relacji pomiędzy jednostką a przestrzenią, postrzeganąjako specyficzny twór kulturowy, prowadzi w gruncie rzeczy do daleko posuniętej wzajemnej zależności. To w Ukrytym wymiarze ET Hall zwrócił uwagę na
to, iż owa zależność ,jest jedną z tych zależności, w których zarówno człowiek, jak
i jego środowisko uczestniczą we wzajemnym formowaniu siebie" (Hall, 1976,
s. 29, podkreśl. JHN). Ten fakt eksponuje w swej koncepcji miejsca Elżbieta Wolicka, dla której potwierdzeniem tożsamości człowieka jest "poczucie przynależności do wybranego obszaru przestrzeni" (Wolicka, 1999, s. 15).
Degradacja przestrzeni po przejściu kataklizmu niesie z sobą także daleko idące
konsekwencje psychologiczne, nie tylko dla jednostki, ale również całej porażonej
kataklizmem zbiorowości. Utrata miejsc znaczących w krajobrazie stanowi jeszcze większy szok, jeżeli miały one dla tej społeczności wymiar symboliczny.
Szybkie odbudowywanie miejsc spotkań i zgromadzeń (na przykład świątyń, ale też
boisk do piłki nożnej), miejsc, w których tradycja i rytuał mieszają się z uściskiem ręki,
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
27
rozmową, przytuleniem, powinno być priorytetem dla skrzywdzonych społeczności,
ponieważ ich powrót sygnalizuje przywracanie nonnalności (Kaniasty, 2003, s. 73,
tam też odwołanie do literatury).
Czasami owo przywracanie normalności jest bardziej skomplikowane, zwłaszcza jeśli degradacja przestrzeni życiowej wynika również z przyczyn społecznych
i politycznych. Kornelia Lach na przykład przeanalizowała miejsca znaczące ze
względu na trajektorię pokolenia. Śledziła ona losy mieszkańców pogranicza śląsko-morawskiego, których pod koniec II wojny światowej zmuszono do ewakuacji do Bawarii. Prawie wszyscy oni powrócili po kilku miesiącach do rodzinnych
stron, ale niestety były one już zdegradowane i wymagały ponownego oswojenia.
,,zmieniły się: państwo, ustrój, język urzędowy, władze terytorialne, zasady życia
i współżycia. Nawet to, co najbliższe - ojcowizna, wyglądała inaczej. Niektóre
domy były spalone, inne zniszczone, a wszystkie splądrowane" (Lach, 200 l, s. 126).
Niedawnym ,,miejscowym" mieszkańcom przyszło dodatkowo walczyć z Polakami
z dawnych ziem wschodnich II Rzeczypospolitej o prawo do "własnych-nie-własnych" domów. Proces oswajania zdegradowanej przestrzeni musiał mieć w tym
przypadku również wymiar symboliczny.
Zupełnie inna sytuacja była po II wojnie światowej we Wrocławiu. Tam w wyniku działań wojennych i wysiedlenia ludności przestrzeń "przestała być przestrzenią znaczącą, uległa degradacji i w procesie rewitalizacji rzeczą konieczną stało się
nadanie jej nowego lub przywrócenie dawnego znaczenia, uczynienia jej sensowną"
(Górny, Marczyk, 2000, s. 76). W zasadzie trzeba było tę przestrzeń wykreować na
nowo i to dla zupełnie nowych mieszkańców, ,,z przestrzeni obcej i niebezpiecznej
uczynić własną i bezpieczną, pozbawioną anonimowości", co interesująco przeanalizowali Konrad Górny i Mirosław Marczyk, podkreślając jednocześnie, iż powódź w 1997 roku "w sposób bezceremonialny przewartościowała przestrzenną
waloryzację miasta" (tamże, s. 81,83).
Potrzeba mówienia
Oswajanie przestrzeni zdegradowanej kataklizmem powodzi oznaczało równocześnie oswajanie przestrzeni społecznej, przywrócenie relacji z innymi ludźmi
i doprowadzenie do zapanowania na powrót ładu społecznego. Dla osób poszkodowanych przez powódź bezpośrednio po przejściu wielkiej wody najważniejsze znaczenie miało bowiem poczucie istnienia więzi społecznej, emocjonalnego związku
z innymi. Powodzianie czuli się przecież bezradni, osamotnieni, zamykali się
w sobie. Łączyło ich jednak wspólne poczucie bycia ofiarą. Ten stan zrodził
u większości z nich potrzebę mówienia, dokładnego opowiedzenia o niedawnych
przeżyciach, "wyrzucenia z siebie" nadmiaru emocji.
Dla socjologa są to niezbite dowody na występowanie traumy kulturowej. Wprawdzie Piotr Sztompka analizuje ją na przykładzie transformacji ustrojowej w Polsce
28
Janina Hajduk-Nijakowska
dokonującej się pod koniec lat osiemdziesiątych, ale wnioski, do jakich dochodzi,
bez wątpienia są aktualne również w odniesieniu do traumy wywołanej przez kataklizm powodzi:
Wszelkie tego typu zjawiska - jak gorące debaty i szerokie dyskusje w środkach
masowego przekazu (...) obsesyjne powtarzanie się pewnych tematów ekspresji artystyczncj w filmie, teatrze, literaturze i poezji; mobilizacji ruchów społecznych dla
wyrażenia kulturowych niepokojów - świadczą niezbicie o jątrzącej się traumie.
Najbardziej widomym przejawem traumy jest to, że ludzie o niej rozmawiają i chcąjej
jakoś zaradzić. Jeśli nie mogą o niej mówić publicznie, odbijają to sobie z nawiązką,
nawet w najbardziej represyjnych reżimach, w prywatnym kręgu rodziny, przyjaciół,
znajomych (Sztompka, 2000, s. 36-37).
Powodzianie nie mogli j ednak realizować potrzeby mówienia we własnym środowisku, ponieważ odbiór opowieści przez niedawnych współuczestników zdarzeń wywoływał silne negatywne sprzężenie zwrotne (weryfikowanie faktów przez
słuchaczy, dopowiadanie, "licytacja" przeżyć i emocji), które przerywało sytuację
komunikacyjną. Psycholog nazwał ten stan "polem minowym": "ofiary mogą
doświadczać «zarażania się» stresem lub emocjami, kiedy to - paradoksalnieprzebywanie ze sobą zamiast uspokajać, wyolbrzymia lęki i poczucie zagrożenia"
(Kaniasty, 2003, s. 75). Prawidłowość tę potwierdzili psychologowie, badający ofiary
trzęsienia ziemi w Lorna Plieta:
w pewnym momencie ludzie z poszkodowanych terenów stają się zmęczeni ciąglym
przeżywaniem emocji, "barykadują się psychicznic" i separują od innych (...). Obserwacje kliniczne i badania empiryczne wyraźnie wykazują, iż dzielenie się swymi przeżyciami w atmosferze zaufania i życzliwości emanującej z bliskich pozwala ofiarom na
mentalne uporządkowanie własnych doświadczeń poprzez odnajdowanie jakiegoś sensu
przeżytego cierpienia, poprzez odrodzenie się poczucia kontroli nad własnymi emocjami oraz poprzez przywracanie utraconego zaufania do ludzi i świata (Kaniasty, tamże).
Wspólnota doświadczeń zatem często w ogóle uniemożliwiała zaistnienie sytuacji komunikacyjnej ("nikt nie chciał tego słuchać", każdy miał własną relację do
przekazania). Ludzie odczuwali przesyt tego typu opowieści i często rezygnowano
z kontaktów, by ustrzec się wysłuchania kolejnej tragicznej relacji. "Mamy tu do
czynienia ze społecznym i psychologicznym paradoksem - pisze Kaniasty
- przypominającym «paragraf22»: ofiary pragną i potrzebują dzielić się opowieściami o swoich przeżyciach, ale niekoniecznie chcą być słuchaczami opowieści
innych".
W tej sytuacji powodzianie skierowali się więc w stronę mieszkańców z niezalanych terenów. Opowiadali i opowiadali - w pracy, w autobusie, przy każdej
nadarzającej się okazji, często wymuszając na słuchaczach akceptację własnej
2 Zwracali na to uwagę ankieterzy CBOS-u
i socjologowie prowadzący badania po powodzi.
(m.in. Ruszczewska, 1999, s. 92) oraz dziennikarze prasy lokalnej i centralnej.
Kulturowy kontckst oswajania przestrzeni zdcgradowanej kataklizmem
29
interpretacji zdarzeń. Ich relacje ulegały tak szybkiej fabularyzacji i mitologizacji,
że wywoływały nawet u części słuchaczy odruch zniecierpliwienia i unikania sytuacji, w której mogłoby dojść do zaistnienia procesu komunikacji. Dlatego każdy
nowy potencjalny słuchacz z miejsca był akceptowany przez powodzianina i mógł
liczyć na jego otwartą postawę i gotowość do wyjaśniania wszystkich szczegółów
minionych zdarzeń, powtarzania historii opowiadanych i faktów znanych2. Potwierdza tę prawidłowość w swoich badaniach psycholog Krzysztof Kaniasty: "najlepsza pomoc przyszła od tych, którzy potrafili słuchać i po prostu byli" (2003, s. 52).
Nic więc dziwnego, że powodzianie chętnie opowiadali o swoich przeżyciach
reporterom tłumnie odwiedzającym tereny popowodziowe. Szczególnie aktywni
w tym okresie byli dziennikarze rozgłośni regionalnych, którzy docierali z mikrofonem lub kamerą do poszkodowanych w czasie powodzi. Typowe dla mediów poszukiwanie sensacji spowodowało, że emitowano głównie drastyczne i kontrowersyjne relacje, popularyzując tym samym jednocześnie w społeczeństwie określony
obraz wydarzeń z lipca 1997 roku. Wiele opowieści w sfabularyzowanym kształcie
trafiało na powrót - dzięki prasie, radiu i telewizji - do powodzian, popularyzując
daną wersję w obiegu folklorystycznym.
Zainteresowanie wśród Polaków z innych regionów kraju sytuacją na Opolszczyźnie po powodzi stanowiło dodatkową przyczynę rozprzestrzeniania się w kraju
opowieści powodziowych, głównie w obiegu folklorystycznym. Opolanie, którzy osobiście nie przeżyli kataklizmu, czuli się w pełni upoważnieni do relacjonowania wydarzeń z regionu. Opowieści funkcjonujące w mieście w swoistej symbiozie
z emitowanymi z anteny lokalnego radia i telewizji rozprzestrzeniały się po kraju
drogą bezpośrednich kontaktów. Ulegały wariantowaniu, wzbogacane o aktywizowane w pamięci społecznej motywy z tradycji folklorystycznej i literatury popularnej.
Obecność tej tematyki w programach ogólnopolskich TVP oddziaływała obrazem
na wyobraźnię odbiorców, wprowadzając do obiegu dodatkowe wątki i pobudzając
relacje wśród powodzian. Zainteresowanie ludzi, którzy przeżyli powódź, programami na temat powodzi, wynikało z potrzeby zetknięcia się z wydarzeniami znajomymi.
"Wydarzenia, w których się brało udział, powtórzone przez masowe medium, dostarcza przyjemności powtórki przeżycia"3 - twierdzi McLuhan. Zwracał na to uwagę
także U. Eco: "przyjemność płynąca z lektury jest wynikiem nie tego, co nowe
i niewiarygodne, lecz tego, co oczywiste i zwyczajne. (...) Największej przyjemności
dostarcza bowiem nie ekscytacja, lecz odprężenie" (Eco, 1996, s. 225).
) Mc Luhan, Understanding Media. the Extensions of Man, London 1994, s. 205, (cyt. za:
1. Kolodziej, Kultura śmierci w mediach, "Zeszyty Prasoznawcze", 1997, nr 1-2).
< Obelisk poświC(cony 55 ofiarom powodzi z lipca 1997 r. (w tym ośmiu, które utonC(1yna Opolszczyźnie) stoi w Zdzieszowicach, 200 metrów od przeprawy promowej na Odrze, ufundowany przez
prywatnego przedsiębiorcC( Jana PIonkC(,którego za bohaterskąpostawC( w czasie powodzi odznaczono medalem "Za ofiarność i Odwagę'. Uroczyste odsloniC(cie pomnika odbyło siC(1 listopada
1998 r. Natomiast we Wrocławiu na Moście Uniwersyteckim stanęła postać "Powodzianki", rzeźba
autorstwa Stanisława Wysockiego.
30
Janina Hajduk-Nijakowska
Celebrowanie pamięci
"Wyhamowywanie" emocji po powodzi skierowano na "celebrowanie" pamięci. Świadomość tego, że przeżywają wyjątkowe wydarzenia (historyczne), towarzyszyła ludziom już w czasie trwania powodzi. Starano się rejestrować fakty (prowadzono notatki, dzienniki, robiono zdjęcia, kręcono filmy wideo) i emocje (powstawały wiersze, piosenki, teksty literackie). Po ustąpieniu wody te amatorskie
i profesjonalne zapisy pamięci zyskały walor bezcenny. Wymieniano zdjęcia, filmy,
zbierano materiały dokumentujące rozwój wydarzeń, organizowano spotkania
w okrągłe rocznice nadejścia wielkiej wody. Popyt na gromadzenie wszystkiego,
co było związane z powodzią, uksztahował też rynek lokalny, na którym pojawiały
się kolejne albumy, książki, kasety filmowe.
Celebrowanie pamięci wkrótce podlegać zaczęło rytualizacji. Organizowano
oficjalne spotkania rocznicowe, wręczano odznaczenia dla odważnych, listy gratulacyjne dla pomagających, celebrowano msze święte, odsłaniano tablice pamiątkowe i pomnik dla ofiar powodzi4• Zdaniem psychologa, organizowanie po klęsce
żywiołowej różnych fonn zbiorowej aktywności "ma istotne znaczenie dla naturalnego procesu gojenia ran, uzdrawiania i odbudowy" (Kaniasty, 2003, s. 73).
Jednocześnie obserwujemy narastającą popularność grawerowanych lub malowanych tabliczek z datą nadejścia wielkiej fali, przymocowywanych na zewnętrznych ścianach budynków w miejscu najwyższego poziomu wody. Po ośmiu latach
od powodzi stały się one nieodzownym elementem zalanego wtedy obszaru. Wszystkie te działania dowodzą, iż sakralizacja terytorium ma zazwyczaj spontaniczny
charakter. Ponadto przykłady te potwierdzają także słuszność tezy wynikającej
z proksemicznej analizy przestrzeni, iż przestrzeń jako twór kulturowy ma również,
a może przede wszystkim, walor komunikacyjny.
Tabliczki lub inne przedmioty (nawet koła ratunkowe wieszane na ścianie zewnętrznej budynku) służą głównie upamiętnieniu zdarzenia, stają się tym samym
znakiem konkretyzującym i uwierzytelniającym, ,,mentalną mapą przestrzeni ogarnianej świadomością, niezbędną w dziele porządkowania świata" (Szacki, 2003,
s. 181). Okazuje się, że zaznaczanie pamiątkowymi tablicami poziomu wody na murach, jest bardzo starą tradycją. W Krakowie po powodzi w 1997 roku zinwentaryzowano tablice powodziowe w mieście. Najstarsza z nich pochodzi z roku 1670
i umieszczona jest na murze obok kościoła św. Agnieszki. Inna z tablic, umieszczona
na murze klasztoru ss. Norbertanek, upamiętnia powódź z 1593 roku. Kolejnągroźną powódź z 1813 roku, która objęła górną i środkową Wisłę i Odrę oraz tereny
Niemiec, Czech i Węgier, pochłaniając wiele ofiar; powódź, która wpłynęła na losy
Europy, bowiem załamała kampanię napoleońską na Śląsku, upamiętnia w Krakowie
kilka tablic, m.in. na filarze w kościele 00. Bernardynów w Krakowie (zdjęcia tablic
w: Grela i inni, 1999, s. 52). Z kolei w Warszawie w Parku Wilanowskim utrwalono
ślady letnich powodzi z 1813, 1844 i 1934 roku, a na obudowie źródła wypływające-
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
31
go u podnóża wzgórza w pobliżu kościoła karmelitów na warszawskich Bielanach
maj dują się ,,znaki wielkiej wody" z lat 1888 i 1891 (tamże, s. 52).
Usuwanie skutków powodzi, remonty mieszkań i miejsc pracy, odbudowywanie
miszczonych dróg, rekultywacja ziemi - wszystko to na powrót skłoniło ludzi do
współdziałania jako grupy skazanej przez los na bycie ofiarą. Na wyspie Pasieka
w Opolu, niecałe dwa tygodnie po powodzi, powstał Komitet Pomocy Sąsiedzkiej,
który miał bronić interesów mieszkańców tej małej społeczności w mieście. "Ważne jest, byśmy wszyscy byli dobrze i szybko informowani o naszych uprawnieniach
- napisano między innymi w odezwie inicjującej pierwsze spotkanie - byśmy
znali potrzeby własne i sąsiadów oraz umieli znajdować środki ich zaspokajania"
(Pasierbiński, 1999, s. 113). Wydano nawet w sierpniu 1997 roku specjalny biuletyn
komitetu - "Pasiecznik". Ale przede wszystkim organizowano co roku l O lipcanagłaśniane przez media (także centralne) spotkania mieszkańców wyspy Pasieka
w ogrodach Radia Opole. Spotkania te mają charakter letniego festynu z piwem
i chlebem ze skwarkami.
Z inicjatywy ks. Stefana Baldego, prałata opolskiej katedry, w piątą rocznicę
tragicznej powodzi na wyspie w ogrodzie Radia stanęła rzeźba "Damy Pasiecznej" autorstwa Ireny i Jerzego Piechników. "Gałązka oliwna, którą ma Damatłumaczył prałat - jest symbolem pokoju. Wielki potop przyniósł do Arki Noego
właśnie taką gałązkę. Był to znak, że tragedia minęła" ("Gazeta Wyborcza", Opole,4 stycznia 2002 r.). Rok później, gdy zabrakło już fundatora pomnika, mieszkańcy Wyspy Pasieka odsłonili na lipcowym spotkaniu tablicę poświęconą pamięci
księdza prafata. Natomiast prezydent Opola Ryszard Zembaczyński, mieszkaniec
wyspy Pasieka, a w czasie powodzi wojewoda opolski, w 2003 roku podniósł figurę "Damy Pasiecznej" do rangi symbolu miasta. Tym samym rozpoczęła się konkurencja dwóch kobiecych symboli Opolszczymy: Karolinki - spopularyzowanej
w całej Polsce przez Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki i Damy Pasiecznej.
Najskutecmiejszymjednak sposobem integracji społecmości powodziowej okazał się obieg praktycznych informacji związanych z odtworzeniem stanu posiadania. Każda nowa inicjatywa samorządu, Kościoła, rządu, wychodząca naprzeciw problemom powodzian, z miejsca spotykała się z odzewem, a zainteresowani
bezbłędnie trafiali do miejsc, w których mogli otrzymać pomoc. Wsparcie informacyjne, zdaniem psychologa, ma największe znaczenie w procesie dochodzenia do
normalności po kataklizmie. "Dobra rada i wskazówki od innych pomagają ofiarom w organizowaniu źródeł wsparcia i w poruszaniu się w pokryzysowej rzeczywistości, która chwilowo funkcjonuje na nowych zasadach" (Kaniasty, 2003,
s.51).
W tych nowych warunkach wiele lokalnych społeczności integrowało się wokół
wspólnych zadań: "Sąsiedzi bardzo się skonsolidowali, podawali sobie informacje,
dzielili się rozmrożonym mięsem. Byłam tym zaskoczona -jak po wojnie - wszyscy razem" - opowiadała studentce mieszkanka Nysy.
Janina Hajduk-Nijakowska
32
Inne poszkodowane w czasie powodzi kobiety refleksyjnie opowiadały:
Człowiek docenił wartość rodziny, ona jest naj ważniejsza. Nieważna jest podłoga,
meble, telewizor, to wszystko jest nieważne. Rodzina, wszyscy razem, to jest ważne;
uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem związana ze swoją rodziną ijak bardzo można
na niej polegać (Moj, 2000, s. 84).
Były jednak również wśród Nysan zupełnie odmienne refleksje:
Po tej powodzi wyszło wiele chamstwa, dlatego teraz z większą rezerwą podchodzę
do ludzi, tym bardziej, że potrafią kąsać nawet tę rękę, która daje. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem. Straciłem do ludzi zaufanie. Wiem, żejeżeli mam jakiś problem,
mogę liczyć wyłącznie na siebie (Moj, 2002, s. 84).
Ijeszcze wypowiedzi mieszkańców opolskiego Zaodrza zapisane przez studentów psychologii przeprowadzających wywiady w styczniu 1998 roku:
Ksiądz powiedział w kościele, że ta powódź to ludzi połączyła, ale ja się z tym nie
zgadzam. Chętnie bym tam wstała w kościele i powiedziała, co o tym myślę ... Choć
wie pan, w czasie powodzi to ludzie ratowali się nawzajem. .. ale po powodzi w moim
odczuciu stali się gorsi; przed powodzią wszystko było dobrze ... po powodzi nienawiść się zrodziła (Kaniasty, 2003, s. 216,227).
Bez wątpienia owe relacje odmienne w ocenie ludzi i faktów wynikają bezpośrednio z doświadczeń i przeżyć poszkodowanych w powodzi, a dokładniej wynikają z ich,jak to określił Stanisław Jałowiecki, "bagażu aksjologicznego". Ocenie
podlegają bowiem konkretne role społeczne, cały proces wychodzenia z szoku powodziowego i powrotu do nom1alności, który zdaniem socjologa związany jest
bezpośrednio z ocenami najbliższych i samego siebie. "Poczucie tego, że się nie zawiodło, musi mieć pozytywny, wzmacniający wpływ na osobowość. W przeciwnym
przypadku z pewnością wystąpią elementy desttUkcyjne, które cały czas proces dochodzenia do równowagi bardzo utrudniają" (Jałowiecki, 1999, s. 54).
Rytuał "wycofania"
W najtrudniejszej sytuacji znaleźli sięjednak ci powodzianie, któryITIwoda zabrała domy i gospodarstwa. Degradacja przestrzeni okazała się bowiem całkowita
i nieodwracalna. Po prostu nie było już dokąd wracać. Co prawda większość poszkodowanych przez długie tygodnie, a nawet miesiące nie mogła powrócić do
zdewastowanych i zawilgoconych mieszkań, doświadczając bólu bezdomności
i poniewierki (tylko w gminach Popielów i Lubsza w powiecie brzeskim na Opolszczyźnie prawie 10 tysięcy mieszkańców do późnej jesieni mieszkało z dala od
swych gospodarstw, w świetlicach, szkołach, na plebaniach, lub po prostu koczo-
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
33
wało pod gołym niebem), ale w końcu po wielu perypetiach do takiego powrotu
dochodziło. Zdecydowana większość powodzian, co już podkreślaliśmy, była bowiem zdeterminowana i gotowa do ponownego oswojenia własnej, choć już nie
takiej samej przestrzeni; nawet jeżeli zniknęły bezpowrotnie dawne miejsca odniesienia: drzewo zza okna uschło, rzeka zmieniła koryto, a skarpa obsunęła się, odsłaniając nowe widoki i nawet jeśli skażona wodą ziemia uczulała i raniła dłonie.
Jednak część ofiar lipcowego kataklizmu nawet takiej możliwości nie miała.
Dla nich wychodzenie z traumy powodziowej było znacznie bardziej skomplikowane. Tragizm indywidualnych doświadczeń wyznaczałjednocześnie perspektywę
oceny zdarzeń: eksponowano konflikty i nieporozumienia sąsiedzkie, nagłaśniano
niesprawiedliwości przy podziale darów, uporczywie szukano winnych sytuacji,
w jakiej się znaleźli powodzianie oraz odpowiedzialnych za zaistnienie tragedii (swoista lawina doniesień do prokuratury).
Pomoc społeczna w Kłodzku tak pomaga ludziom potrzebującym pomocy, jakby te
pieniądze pochodziły z kieszeni pracowników i dyrektorki. Nie wiem, czy oni mająjakieś
profity z oszczędności, czy to są w ogóle ludzie? ('00)
Po powodzi zaczęły się gniewy, że macie plastikowe okna, elegancko zrobione.
A my straciliśmy cały dorobek naszego życia. (00')
Jeżeli chodzi o dzielenie mebli i innych rzeczy, to jest jeden fałsz, zazdrość i nienawiść (...) nie było dzielone takjak potrzeba. (00')
Znajomych mam niby dużo, ale żaden z nich nie zapytał, czy coś trzeba pomóc.
Może dać chleba. Właściwie po powodzi w tym najtrudniejszym czasie zostaliśmy
sami. Zakwaterowano nas w Polanicy, nie chciałem wracać do Kłodzka (Kaleta, 1999,
s. 75, 80, 81, 98).
Rozgoryczenie i poczucie żalu za utraconym domem, tragedia doświadczanej
bezdomności, utrudniały powodzianom zasiedlanie nowych, specjalnie dla nich przygotowanych miejsc. Pomijając cały kontekst nagłaśnianych przez media problemów związanych z budową osiedli domków dla powodzian, a później kontrowersji
związanycb z przydzielaniem ich konkretnym rodzinom, to przecież dla osób poszkodowanych podjęcie decyzji o zmianie miejsca zamieszkania było bardzo trudne. Wprawdzie antropolog Yi-Fu Tuan twierdzi, że ,jeśli jedno «centrum wszechświata» ulega destrukcji, można zbudować nowe tuż obok, albo w całkiem innej
okolicy i wtedy to ona właśnie stanie się «środkiem świata»" (Tuan, 1987, s. 189-190), bo przecież - by jeszcze raz odwołać się do M. Eliadego - odkrycie
"środka", znalezienie punktu oparcia, ,jest równoznaczne ze stworzeniem świata"
(1974, s. 50), to przecież musi jednak temu towarzyszyć akceptacja takiej decyzji,
a z tym na początku było najtrudniej .
Mieszkałam z młodszym synem, starszy był u dziadka. Nie można się było pomieścić.
Mąż u znajomej i tak rodzina spotykała się raz na dwa miesiące (Kaleta, 1999, s. 97).
Koledzy podtykali mi co kto mógł, przeważnie domowe jedzenie. Na początek
dyrektor wyraził zgodę, abym nocował w pracy. Władze miasta stanęły w końcu na
Janina Hajduk-Nijakowska
34
wysokości zadania i nam powodzianom, zwłaszcza tym, którzy naprawdę nie mieli się
gdzie podziać, zapłaciły noclegi w domkach campingowych
w Amfiteatrze (Kaleta,
1999,s. 75).
Do wsi Rzeczyce w gminie Środa Śląska nie powróciło po powodzi 12 rodzin,
niektóre z nich zamieszkały w domkach dla powodzian w Środzie Śląskiej i Szczepanowie, inni wyjechali do rodziny. Przeniesienie się w bezpieczne miejsca oznacza jednak, że człowiek uświadamia sobie, że nigdy już nie wróci do dotychczasowej przestrzeni, do znanych mu "swojskich" relacji sąsiedzkich.
Przeniosłam się do siostry i pomyślałam,
M. Matysiak, Racibórz 1999).
że nie warto już nic zaczynać
od nowa (zap.
Jak żeśmy się tu wprowadzili, to zawsze wracamy do Kłodzka. Mieszkamy na wsi,
bo jakież to miasto trzy kilometry od centrum. Z teściami mieszkaliśmy 13 lat. Do tamtego mieszkania czuję sentyment. Ile razy przechodzę tamtędy, zawsze w tamte okna
zaglądam (Kaleta, 1999, s. 104).
Klimat jak na wiosce. Tylko dojazdy do miasta są męczące (... ). Być może kiedyś
będzie tu nonnalne osiedle ( ...). Widoki okolic, zwłaszcza podczas zachodu słońca, są
przepiękne. Ciągle jednak wracamy do Kłodzka, dosłownie i w przenośni, bo mieszkamy trzy kilometry od centrum (...). Potrzeba czasu, żeby si« przyzwyczaić (Kaleta, 1999,
s.108).
Przyszła pani bunnistrz, powiedziała, że musimy zamieszkać w Polanicy, bo to nie
jest życie. Ja nie zgodziłam się, tutaj [w Kłodzku - JHN] pracujemy, dzieci chodzą do
szkoły. To się tylko tak mówi, do Polanicy. Ale faktycznie, ogrzewania nie było, zimno, no butle mieliśmy, to ogrzewaliśmy
gazem. To było dobre na tydzień, ale na cały
czas? Dom najpierw do remontu, potem do rozbiórki, znowu do remontu. Tych komisji masa, tylko r«ce rozkładali. Faktycznie pieniędzy nie mieli, to co oni mogli. W Polanicy mieszkaliśmy w domu wczasowym. Wreszcie po wielu zabiegach UrLąd Miasta
przydzielił nam mieszkanie (Kaleta, 1999, s. 97).
Wiem,jakie to przeżycie nie mieć domu własnego. To, że mieszkam li babci, niczego nie zmieniło, to nic jest mój dom. Ja się li babci nie wychowałam,
nie miałam tu
dzieciństwa. Wszystkie zabawy z bratem były na starym mieszkaniu, którego już nie
ma. Mieszkamy w kontenerze (Kaleta, 1999, s. 79).
Trudną sytuację powodzian w Kłodzku zaogniły dodatkowo konflikty społeczne. Na przykład wszystkich poszkodowanych przez powódź mieszkańców Wyspy
Piasek, doszczętnie zniszczonej przez powódź, zakwaterowano w kontenerach.
Do tego samego osiedla władze miasta skierowały jednak byłych więźniów i ludzi
eksmitowanych z mieszkań komunalnych za dewastację i pijackie awantury.
W ten sposób powstało kontenerowe getto, w których jeszcze w kwietniu 2001
roku (blisko 4lata po powodzi!) mieszkali powodzianie, oskarżający samorząd
o lekceważenie ich problemów. Z kolei bunnistrz Kłodzka - o czym doniosła
"Rzeczpospolita" - oskarżył powodzian mieszkających w kontenerach o to, że
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
35
"oczekują od miasta, iż utrzyma, wyżywi i zapewni komfortowe mieszkania; liczą
na dożywotni status powodzianina" ("Rzeczpospolita" z 30 kwietnia 200 l r.).
Kontenery mieszkalne miały być tylko przejściową formą rozwiązania problemów z zakwaterowaniem ludzi poszkodowanych przez powódź. Niestety, nie
wszystkie gminy potrafiły w miarę szybko uporać się z narastającymi po powodzi
problemami i dlatego skazywały powodzian - wbrew ich woli - na mieszkanie
w bardzo trudnych warunkach. Co więcej, koszty mieszkania w kontenerach (głównie energii elektrycznej) były tak wysokie, że gwahownie rosło zadłużenie mieszkańców i jeśli nawet w końcu mogli oni przenieść się do mieszkania w murowanym budynku, to ten nieszczęsny dług szedł za nimi. W ten sposób wielu powodzianom, między innymi w Koźlu i w Brzegu na Opolszczyźnie, gwahownie pogarszały
się warunki życia. (np. w nowo oddanym mieszkaniu po przeprowadzce z kontenera nie podłączano energii elektrycznej). Nic dziwnego, że wielu z nich czuło się
"wyrzuconymi" z lokalnej społeczności, a lipcowa powódź 1997 roku uttwalała
się w świadomości jako ostra cezura pomiędzy spokojem i bezpieczeństwem,
a nędzą i niepewnościąjutra.
Śledzenie losu byłych powodzian, warunków, w jakich żyją w nowych mieszkaniach, inspirowane było często przez darczyńców, którzy oczekiwali dostrzeżenia
ich roli w rozwiązywaniu problemów poszkodowanych przez powódź stulecia.
I tak na przykład w "Rzeczpospolitej" z 2000 roku reporter prezentował losy pięciu
rodzin z gmin Głuchołazy, Gorzyce i Głubczyce w województwie opolskim i śląskim, które po pół roku koczowania, mieszkaniu pod wiatą lub w oborze, otrzymały
nowe domy od Fundacji Dobroczynności firmy ATLAS oraz Fundacji POLSAT
("Rzeczpospolita" z 10 kwietnia 2000 r.).
Osiedla domków dla powodzian oddawano sukcesywnie od jesieni 1997 roku rodzinom, które utraciły własne domy. Przeważnie lokalizowano je na obrzeżach miasta,
z dala od rzeki (w Opolu przy ul. Witosa). Domki sterylne, przestrzennie uporządkowane, pod kątem prostym ustawione wzdłuż osiedlowych uliczek wyłożonych taką samą
kostką, doklejone do siebie bliźniaczo lub oddzielone regularnymi czworokątami ziemi, z wejściem wprost z chodnika. Ta nowa przestrzeń podmiejska tworzyła stabilną
konstrukcję, nadającą zasiedlającym osiedle powodzianom symbolikę zbiorowości
ocalonej. Architektoniczny porządek osiedla stawał się przestrzenną ekspresją wspólnoty, mieszkańców naznaczonych tożsamymi doświadczeniami. Natomiast zasiedlanie domków przez powodzian oznaczało przede wszystkim oswajanie bezimiennej
przestrzeni, wyodrębnienie w niej "miejsc świętych prywatnego świata", między innymi poprzez uobecnienie wartości wypływających z utopii ,,miejsca".
Do antropologicznej analizy tej sytuacji zainspirował mnie Roch Sui ima, który
śledził co prawda konstytuowanie rzeczywistości świata działkowego (ten smutek
warzywnych ogródków), ale czynił to również w kontekście rozwiązywania istotnych dla wspólnoty sprzeczności i konfliktów egzystencjalnych. Napisał wprost: "tak
jak można, w perspektywie historii społeczeństw i tradycji ludzkiej kultury, mówić
o rytuałach "przekraczania" czy ,,zdobywania" (...) tak - być może - przychodzi
36
Janina Hajduk-Nijakowska
nam dziś mówić o rytuałach "wycofania", rytuałach obronnych, ukierunkowanych
m.in. na odtworzenie się w ,,małej skali"; rytuałach ,,rezygnacji", towarzyszącej każdemu autentycznemu doświadczeniu ludzkiemu" (SuIima, 2000, s. 27).
Analiza zachowania rodzin zasiedlających nowo otrzymane domki dowodzi przydatności kategorii rytuału "wycofania" do wyjaśnienia zachodzących w tych zbiorowościach procesów. W psychicznym opanowaniu nowej sytuacji stworzonej przez
nową przestrzeń, w odnalezieniu się w nowej zbiorowości, w zaakceptowaniu zmian,
bez wątpienia pomocny był ów rytuał "wycofania", swoisty mechanizm adaptacyjny (obronny) umożliwiający przyłączenie nowej przestrzeni "do sfelY ładu" i zbudowanie tym samym nowej, własnej, czytelnej przestrzeni kulturowej.
Dostaliśmy mieszkanie w domkach rządowych w nowo wybudowanym osiedlu Warszawy-Centrum. Weszliśmy w puste mieszkanie, w gołe ściany, (...) zaczęliśmy pomalutku żyć. (oo.) Przy kłodzkim Opsie utworzono biuro pomocy psychologicznej dla
powodzian. Niektórzy ludzie chodzili, ja się buntowałam. Uważałam, że najpierw muszę mieszkać, a leczyć będę się później. Najlepszym lekarstwem dla mnie będzie rodzina pod jednym dachem, a nie psychoanaliza (Kaleta, 1999, s. 101-102).
Jak byliśmy już na własnych kątach, to szukaliśmy różnych rzeczy, które znajomi
brali w czasie powodzi do siebie. Część się odnalazła. Z każdej rzeczy znalezionej
w kartonie człowiek się cieszył, radowaliśmy się, że się znalazło. To były nasze własne
rzeczy (Kaleta, 1999, s. 104).
Nawieźliśmy już trochę ziemi do ogrodu, chcemy zrobić trawnik. Zasieję kilka grządek, żeby mieć swoje warzywa i kwiaty. Kwiaty bardzo lubię (studentka 2000 r.).
Ofiary kataklizmu przeniesione przy wtórze medialnego nagłośnienia w nowe
siedliska, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, od początku stwarzały nie tylko
nową przestrzenną rzeczywistość, konstruując stałe punkty odniesienia podmiejskiego komunikatu przestrzennego; nie tylko tworząc "instancję indywidualną" przesądzały o nowej "instancji zbiorowej", gwarantującej trwałość układu, "wintegrowanie podmiotów ludzkich w tekst miasta (...), co umożliwia pojmowanie miasta
. jako zespołu interrelacji i interakcji między podmiotami a przedmiotami" (Greimas,
1989, s. 179) - ale również współuczestniczyły w powstawaniu nowej lokalnej
społeczności, integrującej się na bazie nowych wartości. Wzruszającym przykładem tego procesu jest opowieść kobiety zapisana w 1999 r. przez studentkę
w Kłodzku:
Najlepsza była nasza pierwsza wigilia. Byliśmy jużjako tako urządzeni, robiliśmy
z mężem pierogi. Ciasto zagniecione, wszystko powyciągane, mąż pyta: gdzie wałek?
No tam w szufladzie - odpowiadam. On pyta, w jakiej szufladzie - Co ty, nie wiesz,
gdzie jest w kuchni wałek? - pytam go. Słuchaj mama, przecicż jesteśmy po powodzi, nie mamy wałka! - Akcja wałek na Centrum Warszawy. Mieszka nas tu trochę
z uliey Braci Gierymskich. Młodszy syn do jednej sąsiadki, do drugiej - nie ma. Oka-
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
37
zalo się, że jest jeden wałek na całe osiedle, na sto rodzin. Był wypożyczony na 25
minut. Pierogi były w takim tempie robione, a były tak pyszne, jak nigdy (Kaleta, 1999,
s.104).
* * *
Miejsca nawiedzone kataklizmem powodzi w 1997 roku w większości sąjuż
dzisiaj nie do poznania. Odremontowane, odbudowane ... Proces oswajania przestrzeni, choć przebiegał z różnymi kłopotami, stał się ważnym doświadczeniem
społecznym dla mieszkańców dorzecza Odry i Wisły. Ale jednocześnie zaktywizował on pamięć społeczną, wzbogacił wiedzę lokalnych zbiorowości o grożących jej
niebezpieczeństwach ze strony rzeki. Bo rzeka, która przez wieki kreowała człowieka, wyznaczała rytmjego życia, wypadła przecież ze świadomości społecznej.
Człowiek odwrócił się od niej, budując bez niej świat swoich odniesień. Lipcowa
powódź 1997 roku zmusiła go do przewartościowania własnej przestrzeni, do zwrócenia się na powrót w jej stronę.
BIBLIOORAFIA
Adamowski 1.
1999
Kategoria przestrzeni w folklorze. Studium etnolingwistyczne, Lublin.
BaumanZ.
1997
Wśród nas, nieznajomych - czyli o obcych w (po)nowoczesnym mieście,
w: Pisanie miasta. Czytanie miasta, red. Anna Zeidler-Janiszewska, "Studia
Kulturoznawcze", Poznań.
Benedyktowicz D., Benedyktowicz Z.
1992
Dom w tradycji ludowej. Encyklopedia Kultury Polskiej X¥ wieku. Studia
i Materiały, Wrocław.
Czamowski S.
1956
Podział przestrzeni ijej rozgraniczanie w religii i magii, w: tenże, Dzieła
t. 3, oprac. N. Assordobraj i St. Ossowski, Warszawa.
EcoU.
1996
Superman w literaturze masowej. Powieść popularna: między retoryką
a ideologią, przeł. 1. Ugniewska, Warszawa.
EliadeM.
1974
Sacrum, mit, historia. Wybór esejów, przeł. Anna Tatarkiewicz, wyboru dokonał i wstępem opatrzył M. Czerwiński, Warszawa.
1999
Sacrum i profanum. O istocie religijności, przeł. R. Reszke, Warszawa.
EliaszA.
Psychologia ekologiczna, Warszawa.
1993
GiddensA.
2001
Nowoczesność i tożsamość. "Ja" i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, przeł. A. Szulżycka, Warszawa, Biblioteka Socjologiczna.
38
Janina Hajduk-Nijakowska
Górny K., Marczyk M.
2(XX)
Obraz miasta jako przestrzeni kreowanej iprzestrzeni kreującej tożsamość
kulturowąjego mieszkańców. Przyczynek do antropologii Wroclawia, "Studia Etnologiczne i Antropologiczne", t. 4: Przestrzeli kulturowego współistnienia, red. Irena Bukowska-Floreńska, Katowice.
Greimas AJ.
1989
Ku semiotyce topologicznej, w: Leach E., Greimas AJ., Rytuał i narracja,
tłum. A. Grzegorczyk, E. Umińska-Plisenko, Warszawa.
Greta J., Słota H., Zieliński J. (red.)
1999
Dorzecze Wisły. Monografia powodzi łipiec 1997, Warszawa.
Grygierczyk M.
1999
Ponowne oswajanie miejsc oswojonych: stosunek do swojego miejsca zamieszkania ludzi dotkniętych kłęską powodzi, w: Naturalna katastrofa
i społeczne reakcje. Studia nad przebiegiem i następstwami powodzi na
Opolszczyźnie w 1997 roku, red. K. Frysztacki i T. Sołdra-Gwiżdż, Opole.
HallET.
Ukryty wymiar, przeł. T. Hołówko, słowem wstępnym opatrzył A. Wallis,
1976
Warszawa.
1987
Bezgłośny język, przeł. R. Zimand i A. Skarbińska, Warszawa.
Jałowiecki S.
1999
Powódź a system wartości, w: Naturalna katastrofa ..., dz.cyt.
Jonderko F.
1999
Straty w mieszkaniach i uwarunkowania odbudowy, w: Naturalna katastrofa ..., dz.cyt.
Kaniasty K.
Klęska żywiołowa czy katastrofa spoleczna? Psychospołeczne konsekwen2003
cje polskiej powodzi 1997 roku, Gdańsk, Psychologia w monografiach
naukowych, nr 6.
Kowalski P.
Leksykon znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa-Wrocław.
1998
LachK.
2001
O jlichtowaniu i jlichtlingach. Zmiana przestrzeni życiowej ludności pogranicza śląsko-morawskiego w latach 40. XX wieku, w: Przestrzenie. miejsca, wędrówki. Kategoria przestrzeni w badaniach kulturowych i literackich. Studia pod red. P. Kowalskiego, Opole.
LejmanJ.
1999
Wprowadzenie do antropologii przestrzeni (na przykładzie" Uczty" Platona),
w: Wokół antropologii kulturowej, red. M. Haponiuk, M. Rajewski, Lublin.
Łukaszewski W.
1997
Potop ipo, "Charaktery" nr 9.
Ostałowska L.
1997
Czepielowice po wodzie, "Gazeta Wyborcza" - "Magazyn Gazety"
30.10.1997.
Pasierbiński A.
1999
Elementy spontanicznej samoorganizacji społecznej w sytuacjach klęsk
żywiołowych w: Naturalna katastrofa ..., dz.cyt.
Ruszczewska V.
1999
Ludzie wobec strat: radzenie sobie w sytuacji zagrożenia, w: Naturalna katastrofa ..., dz. cyt.
Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej kataklizmem
Sitek W.
1997
39
Wrocławianie wobec wielkiej powodzi. Wspólnota i zagrożenie. Socjologiczny przyczynek do analizy krótkotrwałej wspólnoty. Wrocław.
StommaL.
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa.
1986
SulimaR.
2ro.l
A ntropologia codzienności, Kraków.
Gło~y tradycji, Warszawa.
2001
Szacki P.
Pamiętać, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", nr 3~.
2003
Sztandara M.
"Miejsca święte i miejsca przeklęte ". Szkic o antyurbanizmie " Wiejskich
2001
Społeczności Alternatywnych", w: Przestrzenie, mi~isca, wędrówki ..., dz.cyt.
SztompkaP.
2ro.l
Trauma wielkiej zmiany. Społeczne koszty transformacji, Warszawa.
Tuan Vi-Fu
Przestrzeń i miejsce, przeł. A. Morawińska, Warszawa.
1987
WolickaE.
Zamiast wprowadzenia, w: Miejsce rzeczywiste. Miejsce wyobrażone. Stu1999
dia nad kategorią miejsca w przestrzeni kultury, red. M. Kitowska-Łysiak,
E. Wolicka, Lublin.
Znaniecki F.
Socjologiczne podstawy ekologii ludzkiej, "Ruch Prawniczy, Ekonomiczny
1938
i Socjologiczny", PoznaJl.
1971
Nauki () kulturze. Narodziny i rozwój, przeł. 1. Szacki, wstępem opatrzył
1. Szczepański, Warszawa.
MATERIAŁ Y ŹRÓDŁOWE W CZASOPISMACH
1997
"Gazeta Wyborcza" - dodatek "Gazeta w Opolu".
1997
"Nowiny. Tygodnik Ziemi Rybnickiej, Wodzisławskiej i Raciborskiej".
1997,1998,2000,2001
"Rzeczpospolita" Warszawa (skrót RP).
PRACE MAGISTERSKIE
Sokła M.
2ro.l
KaletaL.
1999
MojL.
2ro.l
Powódź w Rzeczycy w lipcu 1997 roku z perspektywy folklorysty. Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. UO dr hab. T. Smolińskiej, Uniwersytet Opolski.
Powódź w Kłodzku (1997), Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof.
UO dr hab. T. Smolińskiej, Uniwersytet Opolski.
Powódź w Nysie (lipiec 1997 rok). Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. UO dr hab. T. Smolińskiej, Uniwersytet Opolski.
40
Janina Hajduk-Nijakowska
RĘKOPISY
Terenowe materiały zebrane przez studentkę Małgorzatę Matysiak, Racibórz, 1999 r., pod
kierunkiem 1. Hajduk-Nij3kowskiej.
Janina Hajduk-Nijakowska
THE CULTURAL CONTEXT OF ADAPTATION TO
A DISASTER DEGRADED SPACE
(SummaI)')
Using an anthropological perspective, the author analyses the process of adaptation to
the immediate space by Polish people hit by the 1997 flood. Places oftheir residence have
been branded with disaster and the feeling ofbeing lost and harmed has been intensified
by the awareness ofthe loss of everything they owned. In order to feel fulfilled in the new
situation flood victims had to display an exceptional fortitude and perseverance. It turned
out that most ofthe flood victims worked laboriously to recover their individual space from
the time before the flood, to rebuild the feeling of cultural continuity, to reconstruct (or
create from scratch) their "sacred places oftheir private life". The adaptation ofthe degraded space meant also adaptation of the social space, restoration of relations with other
people. This condition triggered the natural need to talk, to tell others about the recent
experiences, which greatly helped to overcome the trauma caused by the flood, "slow down"
the emotions and start the memory celebration process. The author also analyses the situations ofthe flood victims, who were forced to change their place ofresidence, who had to
settle new, strange spaces, who created a new spatial reality (most often on the periphery
of the city) and cooperated in the establishment of a new, local community.
