21aa7d14272918d1b8835aaa5e6f6b09.pdf
Media
Part of Twórczość plastyczna górnikow cz.1 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5 z.1-2
- extracted text
-
Rejdych
Bronisław.
Cementownia
w Brzeszczach.
Fot. H.
Makasiewiczowa.
TWÓRCZOŚĆ PLASTYCZNA GÓRNIKÓW
Cz. I .
Plastyczna twórczość robotnicza jest zjawi
skiem artystycznym prawie przez badacza nie
tkniętym, rozpatrywanym dotychczas jedynie na
marginesie badań nad sztuką ludową, bądź zgo
ła lekceważonym, jako pewien odłam dyletantyzmu.
Złożyła się na to — być może — z jednej
strony trudność uchwycenia jej w rozproszo
nej w wielkich środowiskach miejskich klasie
robotniczej, z drugiej znów strony wiązać się
to mogło z wybitnie rubieżnym charakterem
tej sztuki zdecydowanie oscylującej pomiędzy
kulturą środowiska wiejskiego i mieszczańskie
go.
Dopiero kiedy w Polsce Ludowej, artystycz
na twórczość amatorska została otoczona opie
ką państwa, zagadnienie to wystąpiło z całą wy
razistością. Już pierwsze wystawy prac ama
torskich organizowane przez poszczególne zwiąż
ki zawodowe, a także pierwsza, ogólnopolska
wystawa prac plastyków - amatorów urządzo
na w Muzeum Narodowym w Warszawie w
ŻYWIRSKA
MARIA
1949 roku, zasygnalizowały istnienie tego typu
twórczości.
Okazało się wtedy, że obok całego szeregu
prac mających charakter utworów „z drugiej
ręki", które Stefan Szuman nazywa pracami
dyletantów wtórnych, niesamodzielnych, obok
szeregu mniej lub więcej udanych prób naśla
dowania tzw. wielkiej sztuki, wyłoniła się pew
na grupa swoista, grupa orginalnyeh twórców
o własnym, indywidualnym charakterze, którą
wiąże wiele nici wspólnych.
Jedną z pierwszych jest środowisko z którego
pochodzą ci artyści - amatorzy i wykształcenie.
Są to robotnicy fabryczni, rolni, czy kopalnia
ni mający ukończoną jedynie szkołę powszech
ną. Wyrośli ze środowiska robotniczego czy
chłopskiego. Rysować uczyli się jedynie w szko
le podstawowej. W wolnych chwilach od pra
cy zawodowej poświęcają się sztuce dla własnej
przyjemności, toteż twórczość ich jest bezinte
resowna, szczera i bezpośrednia, ponieważ nie
liczą się z odbiorcą. W obrazach swych skom43
plikowane zjawiska plastyczne wyrażają środ
kami zrozumiałymi dla siebie i swego otocztenia.
Twórczość ich wyraźnie świadczy o tym, że
operowanie elementami formalnymi leży poza
ich świadomością. Widoczna deformacja przed
stawianej rzeczywistości, cechująca tak wybit
nie ich twórczość wypływa z nieświadomości
i nieudolności, gdyż pragną oni dać realistycz
ną formę swoim wizjom artystycznym.
Możnaby o nich powiedzieć, że wszyscy mają
podobny start możliwości technicznych, choć
każdy niesie w sobie ładunek talentu i osobo
wości artystycznej o innym ciężarze gatunko
wym.
W dotychczasowych rozważaniach na temat
tego typu przejawów twórczych określanych
pojęciem prymitywu, padały różne określenia:
„talenty samorodne" — najbardziej popularne
i najbardziej niefortunne, „naiwny realizm"
(użyte między innymi przez Białostockiego) )
„dyletanci pierwotni" (Stefan Szuman) ) , czy
„sztuka laicka" (Michajłow) ) , czy ,,les peintres populaires de la realite" — użyte przez
Luquet' cl, Si które to określenie przyjmuje za
nim Gralewski w swych rozważaniach nad sztu
ką prymitywną.
J
form i techniki i motywów swojej sztuki jest
kontynuatorem sztuki już i s t n i e j ą c e j " ) - Ina
czej może precyzuje swój sąd o tego rodzaju
sztuce Białostocki omawiając pierwszą, ogólno
polską wystawę plastyków - amatorów. „Dzie
ła tak zwanych, nowoczesnych prymitywistów
— pisze on „odkrytych przez Jarry'ego, Apollinaire'a, Маха Jacoba, Wilhelma Uhde zmu
siły nas do uznania nowej klasy twórców, któ
rzy nie są artystami, jak współcześni im ma
larze o fachowym wykształceniu, ale których
dzieła odznaczające się indywidualnymi znamio
nami stylistycznymi nie dają się zaliczyć do
anonimowej i tradycjonalnej twórczości ludo
wej" ).
7
8
Powyżej podane rozważania omawiają isto
tę tej twórczości; jednak, jak Gralewski, tak
i Szuman łączą ją ze sztuką ludową i sztuką
dziecka, Białostocki zaś domaga się dla niej, w
wielkiej rodzinie sztuki oddzielnego miejsca.
2
: !
Jednak, według Gralewskiego, sztuka prymi
tywna — to sztuka „pierwiastkowa" stojąca,
jak gdyby na początku łańcucha rozwojowego.
Do niej zalicza sztukę dziecka, sztukę ludową,
sztukę ludów pierwotnych, jednak także i prace
„les peintres populaires de la realite". Luquet
dalej twierdzi, że „wszystkie są one pierwsze,
choć w innych szeregach rozwojowych, a przytem mają cechy w s p ó l n e " ) .
5
Nieco odmienne jest stanowisko Stefana Szumana, który tę dziedzinę twórczości plastycznej
nazywa sztuką „dyletantów pierwotnych t j . sa
morodnych i dzięki temu swoiście w swej twór
czości jeszcze niezależnych i oryginalnych".
Poza tym pisze on dalej, że sztuka ich: „prowa
dzi na ogół do sztuki szczerej i bezpośredniej
— mimo prostoty techniki i prymitywizmu wy
powiadania się — ciekawej, wdzięcznej, solid
nie i z wielkim smakiem skomponowanej"...")
(artyści ci) . . . „szczęśiliwie znajdują drogę
do rozwoju szczerej i własnej wypowiedzi
i twórczości artystycznej, bo posługują się „ję
zykiem", który stosunkowo łatwo można za
równo opanować, jak — zależnie od potrzeb>
wyrazu artystycznego — ukształtować, prze
twarzać i rozwijać". W końcu jednak powiada:
„w języku tym samorodny artysta — t j . w re
zultacie prawie każdy, może się wypowiedzieć
indywidualnie twórczo mimo, że w zakresie
44
A prawda zdaje się leżeć pośrodku. Trudno
jest bowiem, zgodzić się tu z Gralewskim i pod
ciągnąć pod jeden wspólny mianownik sztukę
robotniczą i sztukę ludową; z drugiej jednak
strony, trudno byłoby nie uwzględnić zasadni
czych; istotnych śladów sztuki ludowej, które
zostawiła w polskiej sztuce robotniczej. Na ra
zie dzieli je jednak cały szereg elementów cy
wilizacji miejskiej, której mimowoli — dużo
więcej ulega twórca robotniczy, a od której jest
wolny, czy właściwie był — twórca ludowy.
Raczej możemy sądzić, że ułatwione środki ko
munikacyjne i zdobycze techniczne w szybkim
tempie zbliżają wieś do miasta, przy czym zno
wu ulegnie zmianie wzajemny stosunek czynni
ków kształtujących twórczość ludową i robot
niczą.
W chwili obecnej, jesteśmy jedynie świad
kami jednego z niezliczonych etapów rozwojo
wych, jakim podlegają oba te odłamy.
W polskiej sztuce robotniczej możemy wy
odrębnić dwa takie etapy: przed i po roztocze
niu opieki nad twórczością amatorską przez
państwo. Ten niezmiernie interesujący i ważki,
a nawet przełomowy moment ma tu swoją spe
cyficzną wymowę.
Jest rzeczą zrozumiałą, że zagadnienie to na
poszczególnych odcinkach naszego życia robot
niczego i w różnych okręgach naszego państwa,
może mieć inny charakter, bowiem podlega in
nym normom rozwojowym,
kształtowanym
przez warunki ekonomiczne, ruchy ludnościowe
wreszcie — mniej lub więcej silne miejscowe
tradycje kulturowe.
Wróbel
Paweł.
Józef
Wieczorek
przemawiający
Na tym miejscu spróbujemy rozpatrzyć go
jedynie na odcinku Śląska i to w grupie górni
czej.
Należy przyjąć, że w punkcie wyjściowym
pierwszego etapu, świat twórcy ludowego i ro
botniczego był prawie jednakowy. Kształtowały
go wąskie granice bytowania w gamach swojej
społeczności. Tak, jak twórca ludowy nie opu
szczał nieraz przez całe życie swojej rodzinnej
wsi, podobnie robotnik żył w obrębie swojej osa
dy fabrycznej, czy kopalnianej. W wielu wy
padkach osada ta była dawną wsią, której lud
ność małorolna zaczynała pracować w pobliskiej
kopalni, bądź też przeniosła się do zbudowanej
osady z pobliskiej wsi. Element napływowy,
często drogą małżeństw wsiąkał w społeczność
miejscową. Tak więc ludność osady pozostawała
nadal częścią grupy etnicznej, z której wyrasta
ła. W t y m momencie, twórcę ludowego i robot
niczego, mogła różnić tematyka ale środki wy
razu pozostawały te same.
Stopniowo normy życia kulturowego, prze
niesione w inne warunki ekonomiczne, przecho
dziły powolną ewolucję, adoptując nowe czynni
ki ; na gruncie oddziedziczonych po swojej gru
pie etnicznej wartości, kształtuje się nowy, od
mienny świat.
na wiecu. 1950 r. — tempera
Ułatwiony — dzięki sieci komunikacyjnej —
kontakt z większymi ośrodkami miejskimi, po
zwala twórcy robotniczemu korzystać ze zdo
byczy technicznych i cywilizacyjnych. Od wcze
snego dzieciństwa bardziej dostępne mu były
książki z ilustracjami, a nawet reprodukcje do
brych mistrzów, barwne reklamy na słupach
ogłoszeniowych, czy w dużo okazalszych niż na
wsi sklepach, oleodruki w traktierniach, czy re
stauracjach, wreszcie świat jego wyobraźni
wzbogacało ruchliwe, różnorodne otoczenie a w
końcu kino. Życie robotnicze — jego zakładu
pracy — rozszerza treści jego przeżyć.
Piękno oglądanych reprodukcji zachęciło go
do kopiowania, czy naśladowania zostawiając
nieraz podświadomy ślad w pamięci artysty.
Obok postaci z dawnych starych legend ludo
wych zapełnili teraz jego wyobraźnię bohate
rowie widzianych filmów, czy przeczytanych
książek. Równolegle jednak, w świat jego do
znań artystycznych wtargnął smak drobnomieszczański zachwaszczając go balastem ogląda
nych w budach jarmarcznych „landszaftów",
okolicznościowych pocztówek - widokówek, czy
błyszczących malowanek, fabrykowanych dla
„szerokich mas".
45
W t y m konglomeracie różnorodnych elemen
tów kształtujących jego stosunek do sztuki,
łatwo mogły się zagubić istotne wartości talen
tu, ratowane częstokroć jedynie jego nieskrystalizowaną wolą twórczą. Bowiem artysta ro
botniczy tworzył nadal na marginesie życia
kulturalnego całego narodu zamknięty w cia
snym kręgu swojej klasy społecznej. Podobnie,
jak u twórcy ludowego, sztuka ta była zrozu
miała dla jego otoczenia. Twórczość więc arty
sty robotniczego pozostała zawsze wyrazem za
potrzebowań artystycznych tej grupy społecz
nej, z której wyrastał i całkowicie z nią zgodna.
Wyrażała się ona przede wszystkim w tema
tyce. Były to więc sceny dewocyjne, sentymen
talne motywy rodzajowe, bukiety kwiatów sto
sowane na kartach z życzeniami, wreszcie nai
wne interpretacje zasłyszanych legend, czy
przeczytanych książek lub oglądanych filmów.
W obrazach dewocyjnych chętnie posługiwano
się kopiowaniem, opierając się na starych wzo
rach warsztatowych, sięgając niekiedy do re
produkcji dobrych mistrzów, jak Rubensa, czy
Rafaela. Wzorów do scen rodzajowych szukano
wśród widokówek czy oleodruków. Jedynie ilu
strując legendy, artysta robotniczy operował
względnie samodzielnymi środkami wyrazu, l i
cząc się ściśle z jak najdokładniejszym oddaniem
wszelkich atrybutów z daną legendą związa
nych. I tak, naprzykład, zły duch według le
gend śląskich spuszczał się na ziemię po nowiu
księżyca ubrany w zielony mundur strzelca —
tak go więc przedstawił Ociepka w jednym ze
swoich, najlepszych obrazów „Szachy". W in
terpretacji właśnie wątków legendarnych spo
tykamy najsilniejsze reminiscencje duchowej
kultury ludowej Śląska,
Specyficzny i typowy charakter mają ilustrac
je do przeczytanych książek czy oglądanych f i l
mów, scen z najbliższego otoczenia, w których
bodaj najwyraźniej wystąpi pomieszanie daw
nych ludowych tradycji z elementami życia miej
skiego. Rzadko sięgał artysta robotniczy w tym
okresie po temat mu najbliższy — temat pracy.
Materiał techniczny.którego używał artysta
robotniczy był nieco bogatszy, aniżeli u twórcy
ludowego. Mógł, bowiem mieszkając w mieście,
łatwiej nabyć farby wodne, olejne, różnorodne
ołówki, odpowiedni karton. Jednak posługiwano
się nim nieudolnie, zwłaszcza farbami, malując
na niegruntowanym kartonie t r a k t u j ą c olej,
tak jak wodę. Większość z nich zakładało ukoń
czony obrazek lakierem chcąc uzyskać błyszczą
cą powierzchnię obrazu. Odpowiadało to sma
kowi środowiska upodobniając obrazy amato
rów do jarmarcznych oleodruków.
46
W operowaniu elementami formalnymi da się
zauważyć wszystkie niemal cechy wspólne sztuce
prymitywnej, a więc sztuce dziecka, sztuce lu
dowej, czy wreszcie „naiwnych realistów". Ma
my więc tam dążenie do uproszczenia przedsta
wianych wyobrażeń przy jednoczesnym prze
świadczeniu, że dają im realistyczną, prawdziwą
formę, radość z bogactwa barwy szafując nią
z całą rozrzutnością. Szczegółowo da się to prze
śledzić przy omówieniu twórczości poszczegól
nych amatorów.
Wszystkie te wnioski można było wysunąć
oglądając nadesłane przez amatorów prace na
pierwszą, ogólnogórniczą wystawę zapoznawczą
zorganizowaną we wrześniu 1948 roku w So
snowcu. Warunki ogłoszone w prasie wyklucza
jące kopie, a zarazem zachęcające do samodziel
nej twórczości, dały narazie nikłe rezultaty.
Przeważały kopie, ckliwe landszafty, rodzajowe,
pocztówkowe sceny. Ulubionym motywem była
dziewczyna z bukietem w ręku przewiązanym
wstążką z barankiem u nóg, jeleń na skraju lasu,
czy wagon z kwiatami z wyraźnym śladem za
leżności od małomiasteczkowych wzorów. Rza
dziej dawano sceny batalistyczne z ostatniej
wojny z naiwną przesadą jej okrucieństw.
Jednak już wtedy zarysowała się indywidual
ność Adamusa, Bubały, Gawła, Dworczyka, czy
Ociepki. W wystawionych przez nich pracach,
jak martwa natura Bubały „Po szychcie", „Wnę
trze kopalni" — Dworczyka, czy „Moja kopal
nia" — Adamusa, „Po robocie, przy sobocie" —
Gawła, czy w pełnych symboliki obrazach Ociep
ki, widać było zdecydowaną dążność do samo
dzielnego interpretowania tematu, trud porania
się z brakiem wiadomości technicznych, zasada
mi perspektywy, układem kompozycji, kolorem.
Ten szczupły materiał zebrany na podstawie
jednorazowego pokazu, przy braku szerszych
danych o poszczególnym amatorze i jego dro
gach twórczych, nie pozwolił wydać określo
nego sądu o tym nowym odkrytym zjawisku
artystycznym.
Dopiero, dzięki trwałym kontaktom stało się
możliwe prześledzenie rozwoju poszczególnych
indywidualności artystycznych, uchwycenie mo
mentów adaptacji przez nich wiadomości tech
nicznych — odkrycia tych dróg, jakimi poszedł
artysta robotniczy, kiedy twórczość jego została
ujawniona i uznana. Stało się to z chwilą roz
toczenia opieki nad artystyczną twórczością
amatorską przez państwo.
Tu nastąpił zasadniczy przełom w życiu twór
cy robotniczego, kiedy wraz z szeregiem do
niosłych zmian, został wysunięty przez Państwo
Ludowe postulat zupełnie nowy, nienotowany
Ociepka Teofil. Urok hałdy. 1950 r. olej. Fot. J. Rendhin.
dotychczas w życiu żadnego państwa kapita
listycznego: postulat opieki nad artystyczną
twórczością amatorską. Zagadnienie to nowe,
niezmiernie trudne, nie miało bowiem prece
densu w dotychczasowym naszym życiu kul
turalnym. Dla jej organizatorów, łączyło w so
bie radosny posmak pracy odkrywczej z wiel
kim niebezpieczeństwem prób doświadczalnych.
Z jednej, bowiem strony chodziło o udostępnie
nie szerokim masom źródeł kultury narodowej
i obcej, z drugiej strony o włączenie potencjal
nych — dotychczas — sił twórczych, drzemią
cych wśród klasy robotniczej w całokształt obli
cza kulturalnego narodu.
Akcja opieki nad ruchem amatorskim za
początkowana została i prowadzona w obrębie
poszczególnych związków zawodowych. Wśród
górników, ruch amatorski zorganizowany został
najwcześniej, pozwolił też prędzej wysnuć na
tle ich twórczości pewne, ogólniejsze wnioski.
Pierwszym krokiem był apel skierowany przez
prasę ogólnopolską i zawodową do plastyków—
amatorów zachęcający do ujawnienia ich zainte
resowań artystycznych. Nawoływał on do wzię
cia udziału w I ogólnogórniczej wystawie, która
miała się stać punktem wyjściowym w zorga
nizowaniu opieki nad artystyczną twórczością
amatorską. Zachęta ta stała się silnym bodźcem
nie tylko dla tych, którzy oddawna poświęcili
się sztuce, ale obudziła w innych niewyżyte siły
artystyczne. Już po nawiązaniu pierwszych kon
taktów po wystawie objawił się żywiołowy pęd
do wypowiedzenia nagromadzonych zda się —
oddawna doznań i przeżyć artystycznych.
Otwarcie w kilkunastu ośrodkach kopalnianych
kursów — poradni dla plastyków — amatorów
ściągnęło nie tylko tych, którzy zdawna malo
wali, czy rysowali, ale zachęciło innych do spró
bowania swych sił na tym polu. Z napływającej,
wielkiej fali pragnących nawiązać kontakt ar
tystycznych ze źródłami „wielkiej sztuki" —
amatorami, wyłoniła się sztuka
nika.
polskiego
gór
Dała temu w pełni wyraz następna, I I ogólno
górniczą wystawa zorganizowana w rok póź
niej również w Sosnowcu, już po udziele
niu pomocy fachowej i materialnej.
Stała
się ona spontaniczną manifestacją żywioło
wego ruchu plastycznego wśród górników po
zwalając tym samym na szerszej płaszczy
źnie
rozpatrzyć problem
nowoujawnionej
sztuki. Okazało się, że krąg „naiwnych realis
tów" został znacznie powiększony. Wśród wielu
prac o znamionach prymitywu uderzyły swoją
oryginalnością pejzaże Karola Adamczyka, sce
ny rodzajowe Pawła Wróbla, specyficzny kolo48
yyt architektury Bronisława Rej dycha,, w żół
tych tonacjach utrzymane obrazki Żołny, żywe
sceny z życia robotniczego Gerharda Urbanka
i wiele, wiele innych.
Po bliższym zapoznaniu się z artystami oka
zało się, że wielu z nich po raz pierwszy zaczęło
malować zapisawszy się na kursy. Z całym za
pałem neofitów chłonęli wskazówki, starali się
w jak najszybszym czasie opanować wiedzę
techniczną. Nie tylko korzystali ze wskazówek
otrzymanych na kursie, odwiedzali także wy
kładowców w ich pracowniach, nie opuścili żad
nej dostępnej im wystawy. Głód wiedzy arty
stycznej starali się zapełnić jak najprędzej,
nie żałując czasu ani trudu na kilkakrotne,
żmudne próby w domu. Charakteryzowało to
nie tylko „nowych", ale i „starych" amatorów.
Przykładem mogą być: Bubała i Gaweł, któ
rzy z ogromnym zapałem zaczęli próbować
swoich możliwości artystycznych w grafice,
choć obaj mieli już swoje przyzwyczajenia, pra
cowali przeszło dwadzieścia lat w kopalni na
dole dobiegając obecnie pięćdziesiątki.
Jeśli chodzi o tematykę — to wszechwładnie
zapanowało zagadnienie pracy. Już teraz nie
wahali się czerpać tematu z najbliższego im oto
czenia, nie tylko z swoich warsztatów pracy
dając wyraz plastyczny zagadnieniom nurtują
cym ich samych, alei całe społeczeństwo (ryc. 1).
Szczerość wypowiedzi artystycznej przebijała
poprzez wszystkie ich próby.
Z chwilą roztoczenia opieki nad twórczością
amatorską, powstała dla amatorów możność zet
knięcia się ze sztuką dojrzałą, z różnorodnymi
technikami, z fachową radą zawodowego wy
kładowcy. Pozwala to robotniczemu twórcy roz
budować i poszerzyć jego możliwości artystycz
ne i poznać właściwe drogi sztuki. Entuzjazm,
z jakim chłonie wszelkie wskazówki i wiado
mości, wprowadza często chaos w jego dotych
czasowe pojęcia o sztuce. Powoli jednak, w za
leżności od skali talentu, umie wybrać te czyn
niki, które najbardziej odpowiadają jego indy
widualności artystycznej.
I wtedy staje u progu twórczości świa
domej .
Gdy zechcemy teraz podsumować te wszyst
kie spostrzeżenia, to uderzy nas problem nie
zmiernie ważki, w pewnej mierze decydujący,
jeśli chodzi o zasadnicze określenie elementów
formujących pojęcie sztuki robotniczej. Przed
stawiciele, bowiem „naiwAego realizmu" z
pierwszej wystawy — to wszystko ludzie,
którzy oddawna uprawiali sztukę dla siebie
i swego otoczenia. Tworzyli bez żadnej, zewnę-
trznej podniety. Każdy z nich miał już za sobą
pewną jemu tylko właściwą drogę artystyczną,
drogę przeważnie samotną, intuicyjną.
Tymczasem nowoujawnione talenty na wy
stawie drugiej, jak Adamczyk, Rej dych, Urba
nek czy Wróbel są do pewnego stopnia osiągnię
ciem nowym, wydobytym ze stanu inercji przez
opiekę nad ruchem amatorskim. Możnaby za
ryzykować twierdzenie, że jedynie podnieta ze
wnętrzna, inspirowana przez stworzenie dogod
nych warunków, ułatwione możliwości w zdo
byciu środków malarskich i życzliwa opieka od
powiednich czynników — skierowała ich na
drogę artystyczną.
Gdy zestawimy ich prace z twórczością „sta
rych" amatorów-górników, choć powstałe w od
miennych warunkach wykażą, że łączą je ele
menty wspólne, gdyż w obu wypadkach twór
czość ich wyrosła z dawnych tradycji kulturo
wych i cywilizacyjnych. Oczywiście, nowa, buj
na rzeczywistość, siłą rzeczy, narzuciła im zgo
ła inną tematykę, daleką od dawnej. Jednak
wyrażanie tej rzeczywistości środkami malar
skimi zrozumiałymi dla nich samych, było jed
nakowe. Łączy ich prace to samo, podświadome
dążenie do szematyzacji formy, choć jednocze
śnie przejawia się wyraźna troska o zgodność
przedstawianej koncepcji artystycznej z rze
czywistością. Rejdych pragnąc namalować w i
dok kopalni, w której pracuje (kopalnia „Brze
szcze" (ryc. 2), najpierw usiłuje zrobić z natu
ry szkic zabudowań kopalnianych i dopiero ma
lując w domu puszcza wodze fantazji, jeśli cho
dzi o kolor. Jednak wierzy, że obrazek jego
przedstawia rzeczywistą kopalnię, gdyż starał
się wiernie rozmieścić jej budynki. Ociepka ma
lując las świerkowy w „Uroku hałdy" (ryc. 3 ) ,
chce, aby to był ten sam, który otacza osadę ko
palnianą. Łamie więc gałązki w janowskim lasku
i posługuje się nimi, jako modelem. Wróbel,
przystępując do namalowania sceny z wiecu, na
którym przemawiał działacz związkowy, Jan
Wieczorek (ryc. 4), którego imieniem nazwana
została kopalnia, gdzie pracuje obecnie, dokład
nie zbadał całość otoczenia, usytuowanie schod
ków zastępujących mównicę. Nawet usiłował od
dać koloryt pobliskich domów
Pomimo więc różnych czasokresów, w których
rozpoczęli sw oją pracę artystyczną, przedstawi
r
ciele obu grup znajdują się w tym samym punk
cie wyjściowym, gdyż wyrastają z tego samego
środowiska i mają te same wewnętrzne możli
wości startu artystycznego.
Gdybyśmy teraz — rozpatrując ich twórczość
na tle ustalonych teorii, chcieli przyjąć okreś
lenie Gralewskiego dla pojęcia prymitywu —
„sztuka pierwiastkowa" i razem z nim odrzu
cili popularne twierdzenie, że sztuka prymityw
na — to sztuka pierwotna, czy nawet nieudol
na, to będziemy musieli stwierdzić, że sztuka
robotnicza, sztuka górnicza — nie mieści się
w tym określeniu. Odbyła już pewną drogę, od
dzieliło j ą od punktu pierwiastkowego cały sze
reg nalotów cywilizacyjnych, choć wyrosła na
żyznym podglebiu polskiej kultury ludowej.
Możnaby tu przyjąć definicję Luquet'a, któ
ra —• być może — ma swoje uzasadnienie w
układzie życia kulturalnego we Francji, jednak
w Polsce musi ulec zmianie. Bowiem: SZTUKA
LUDOWA I SZTUKA ROBOTNICZA M A J Ą
CECHY WSPÓLNE, CHOĆ SĄ W I N N Y C H
SZEREGACH ROZWOJOWYCH, PRZY CZYM
POLSKA SZTUKA LUDOWA JEST WZGLĘ
D E M POLSKIEJ S Z T U K I ROBOTNICZEJ
PTERWSZA.
Da się to do pewnego stopnia uzgodnić ze
zdaniem profesora Szumana, który mówi, że
„artystą jest on (dyletant pierwotny) właśnie
dlatego, że samorodnie kontynuje i twórczo
i indywidualnie rozwija formy i motywy tra
dycyjnej ludowej s z t u k i " ) .
Definicja ta jednak nie wyczerpuje zagad
nienia i nie da się rozciągnąć na wszystkie, cie
kawsze indywidualności artystyczne reprezen
tujące plastykę polskiego górnika. Jest, bo
wiem, zamknięta w ramach zbyt wąskich. Tym
niemniej jest próbą określenia stanowiska pol
skiej sztuki ludowej robotniczej względem pol
skiej sztuki ludowej na odcinku grupy górni
czej. Uwagi powyższe, wysnute na podstawie
materiału zebranego wśród amatorów - górni
ków, są jedynie podsumowaniem spostrzeżeń
dokonanych w okresie badawczym; winny jed
nak znaleść swoje uzasadnienie w podanych po
niżej szkicach monograficznych najbardziej
wybitnych i charakterystycznych dla swego
środowiska indywidualnościach artystycznych
wśród górników.
9
P R Z Y P I S Y
Białostocki Jan: Zagadnienia twórczości amator
4. Gralewski Jan: Sztuka prymitywna i jej pozycja
skiej. Z okazji wystawy w Muzeum Narodowym
w rozwoju sztuki Przegląd filozoficzny, rocznik
w Warszawie, Kuźnica rok 1949 nr. 23 str. 6
X L V . zeszyt 1 — 2
5. Gralewski Jan op. cit. str. 175
2. Stefan Szuman Pochwała dyletantów. — Warsza6. Szuman Stefan op. cit. str. 12
wa 1947
7. Szuman Stefan op. cit. str. 14
3. N. Michaiłów: Zur Beriffsbestimmung der Laien
8. Białostocki Jan op. cit. str. 6
malerei. Zeitschrift fur Kunstgeschichte, 1935
9. Szuman Stefan op. cit. str. 12
Materiał ilustracyjny z archiwum pracowni filmowo fotograficznej przy Zarządzie Głównym Związku Z a wodowego Górników w Polsce.
