8aeb470dc5ec35090f6d933071784549.pdf
Media
Part of Z perspektywy Siedmiogrodu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4
- extracted text
-
Z perspektywy Siedmiogrodu
Drogi Aleksandrze,
Na Twoją propozycje rozmowy odpowiadam - tak jak to
j u ż kiedyś się zdarzyło - listem. Poprzedni pisałem do Ciebie
w okresie kiedy przygotowywałeś świetny numer „ K o n t e k s
t ó w " poświęcony antropologii teatru i kulturze alternatywnej.
Ja byłem wówczas w „ P o d r ó ż y na W s c h ó d " z zespołem, który
w t y m właśnie - 1990 roku stworzył F u n d a c j ę „ P o g r a n i c z e "
a później Ośrodek „ P o g r a n i c z e - sztuk, kultur, n a r o d ó w "
z siedzibą w Sejnach.
Dzisiaj przygotowujesz wydanie „ K o n t e k s t ó w " poświęco
nych Litwie, bywałeś u mnie w domu w drodze do W i l n a
i K o w n a , zapisując adresy i trudne do z a p a m i ę t a n i a nazwiska.
To, że tutaj przecinają się nasze drogi, że taki jest obecnie
kontekst naszej rozmowy, dowodzi najoczywiściej ewolucji
jakiej uległy nasze poszukiwania. Dzisiaj z a a n g a ż o w a n i jesteś
my w rozpoznawanie Litwy, w obecność Litwy. Dzisiaj
powtarzamy coraz płynniej nazwiska, uczymy się melodii
słów. które są w ustach Polaka nie oswojone zupełnie, jakby
przywoływały glos nie z sąsiedztwa trwającego wieki, a z dale
kiego kontynentu.
A przy tym wszystkim proponujesz - co jest jeszcze jednym
dowodem Twojej diabelskiej intuicji - nazwać naszą r o z m o w ę
„ Z perspektywy Siedmiogrodu", co od razu ustawia przed
miot naszych dociekań we właściwym, szerszym wymiarze.
Tak więc przywołuję w pamięci wszystkie nasze rozmowy
w Cimochowiznie. Sejnach. Warszawie
wszystkie stawiane
przez Ciebie pytania i zabieram się do pisania.
Dlaczego perspektywa Siedmiogrodu jest ważna dla naszej
rozmowy? C h o ć b y dlatego, że umieszcza Polskę i Litwę
w pewnym systemie naczyń połączonych, wzajemnie uwarun
kowanych i silnie na siebie oddziałujących. Ten system to
oczywiście pogranicza Europy Ś r o d k o w o - W s c h o d n i e j ze swo
im piętnem historycznych p o w i ą z a ń , zmieniających się granic,
kulturowych powinowactw. D o l e g o doszło jeszcze piętno
wspólnoty obozu socjalistycznego, co do k t ó r e g o łudzimy się,
że szybko ulegnie zatarciu, a w rzeczywistości z m a g a ć się
będziemy z nim jeszcze przez dziesięciolecia. Samo pojęcie
„ p o g r a n i c z e " nie jest w obecnej dobie tutaj popularne.
Związane to jest z t y m , że godząc się na rzeczywistość
pogranicza godzisz się na rezygnację z wyłączności np. litewskości czy polskości na danym obszarze. W e ź chociażby takie
Wilno - L i t w i n i tyle się nawalczyli, aby mieć je za swoje, za
swoją stolicę. A tu teraz Białorusini głoszą światu, że ich
d u c h o w ą stolicą jest W i l n o i spokojnie p r o p o n u j ą , aby to
miasto stało sie stolicą nas wszystkich: Litwinów P o l a k ó w ,
Białorusinów, Ż y d ó w . . . Tak to j u ż tutaj u nas jest. T u żaden
n a r ó d nie ma wszystkiego na własność.
W konsekwencji stoją przed nami zawsze dwa możliwe
scenariusze p o s t ę p o w a n i a : albo będziemy chcieli mieć wszyst
ko na własność i wówczas zaczniemy wypisywać na murach
hasła w rodzaju „ P o l s k a dla P o l a k ó w " i gorliwie b u d o w a ć
wizerunek każdego innego j a k o obcego i wroga, albo dom
swój zbudujemy otwarty, trudząc się nad d o b r o s ą s i e d z t w e m
i poszanowaniem innego. Istotny problem w tym przypadku
nie tkwi w tym, że przyjmujemy pierwszy scenariusz, bo
świadomych i aktywnych nacjonalistów jest u nas niewielu,
a przypadłość ksenofobii, choć rozpowszechniona, pozostaje
jednak w większości środowisk cechą wstydliwą Problem
polega na t y m , że ogromna większość z nas u w a ż a , iż
wystarczy nie być nacjonalistą, mieć demokratyczne p o g l ą d y
i sprawa załatwiona. Tymczasem dom otwarty trzeba b u d o w a ć; tutaj potrzebna jest wielka praca do wykonania, wielkie
serce.
Podobnie jest z pojęciem tolerancji; samo słowo łacińskie
tolerare - znosić, ma w sobie coś z bierności i wówczas rację ma
Jan Paweł I I m ó w i ą c „Tolerancja to za m a ł o . . . " .
Ale o tolerancji później.
14
Teraz chcę tylko zaznaczyć, że to pole budowania, zawiązy
wania nici wspólnoty w momencie narastającej fali procesów
dezintegracji na pograniczach, uznałbym za jedno z najistot
niejszych pól działania naszego o ś r o d k a w Sejnach.
O t ó ż dla mnie osobiście przełomem w spojrzeniu na po
granicze j a k o na system scalający całą tę naszą część Europy
w jeden oVganizm, były p o d r ó ż e do Siedmiogrodu Wcześniej
były tylko intuicje, pojedyncze tropy, lektury książek.
Była na przykład dyskusja o Europie Ś r o d k o w e j w latach
80-tych zainicjowana słynnym esejem Kundery Zachód po¬
rwany albo tragedia Europy Środkowej, w której wzięli udział
m , : Miłosz, Havel, K o n r a d , Venclova, M i c h n i k i Jancar. Ale
wówczas idea Europy Środkowej pojmowana była zbyt w ą s k o
i zbyt silme uzależniona od przeszłości Poza tym p o w s t a w a ł a
przede wszystkim w opozycji do Rosji do Z w i ą z k u Sowiec
kiego W momencie gdy słabła g r o ź b a uzależnienia od
Moskwy i pojawiła ię szansa^wcieleniai idei w życie dyskusja
udchb
m K
arenę w k r o c z ™
n
r p o d r n s a n e ^ ^ ^ S ^ ^ S ^ S - ^ ^ o
hcznvch d ą s ó w i o ? ó r ó w
- ^ ^ ^ b J T S t ó e t o H
Szowane
jedymeT^
Jesień 1989 r o k u zakończyła pewien rozdział w podejściu do
problemu Europy Środkowej. I choć był to rozdział c ekawa,
obfitujący w świetne eseje, błyskotliwe analizy historyce
n o - k u t u r o w e . to jednak o b n a ż o n e zostały wszystkie jego
słabości: pewen akademizm, brak przebicia i umocowania
w realiach bieżącego życia Powoli stawało się jasne że E u r o p ę
Środkową
zaczyna
zastępować
Europa
Środka
wo-Wschodnia i obok Węgier Czech Słowacji i Polski jest
także Litwa R u m u n a i inne^ kraje że na n k t u a się z d a d z ą
wszelkie k a l k i
S ^ ^ ^ ^ y ^ ^ i ^ S T S .
wym w y z w a ć
Europy D o m S R o i a S
B
nrzed^ m z v s t k i m na
nfewieTeztoffi^
ba nomiedzv ludzi
SałanTe
^
^
S
o
i
^
z
T
i
^ ^ ^
rozpocząć
W ten s p o s ó b otwiera się obszar pracy organicznej, który
stoi przed nami do wykonania. T r u d n o sobie wyobrazić
jakikolwiek rodzaj ideologii, choćby najbardziej szlachetnej,
który byłby w tej sytuacji p o ż ą d a n y i skuteczny. Potrzebny jest
raczej w a r s z a t, który przysposabiałby ludzi do życia na
pograniczu w sytuacji otwartości i szansy na godne współist
nienie.
O t ó ż nasze miejsce jest właśnie przy t y m warsztacie. M o ż n a
powiedzieć, że to co robimy w Sejnach, to pewnego rodzaju
laboratorium, w k t ó r y m poszukujemy nowych form działania,
aktywności kulturalnej i edukacyjnej nowych s p o s o b ó w * 5
macji życia w małych ojczyznach które o d p o w i a d a ł o b y
wyzwaniom czasu
Nie jest to łatwe. O p ó r materii jest ogromny.
Przede wszystkim jesteśmy nieprzygotowani do zmierzenia
się z rzeczywistością, która nagle się przed nami wyłoniła. Żeby
cokolwiek tutaj b u d o w a ć trzeba znać swoich sąsiadów, rozu
mieć ich punkt widzenia, z d o b y w a ć dystans wobec własnej'.
megalomanii. T y m sposobem trzeba też pogłębiać poznanie
samego siebie Przecież jednym z najdramatyczniejszych py
tań jakie się wyłoniły obecnie to jest pytanie o własną
tożsamość.
Tymczasem, gdyby p r ó b o w a ć określić nasz stopień facho
wości w tych dziedzmach, to śmiało m o ż n a powiedzieć, że jest
dyletancki. I ciągle nie widać jakiejkolw.ek istotnej zmiany
w podejściu do tych p r o b l e m ó w w szkołach, parafiach c z j
mass mediach. Istnieją oczywiście różne pojedyncze inic
jatywy, w tym wydawnicze W czasach .podziemnych" poja¬
w i Ę książka B o h d a S
S K c z y p i e ™
-
Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" nie j e d n ą cegiełkę
wniosła w tej budowie. T o jednak ciągle za m a ł o i myślę, że
rozumiesz dlaczego tak upieram się przy tym warsztacie.
Tak sobie myślę teraz, że ten okres - mityczny j u ż prawie
_ niezwykłego współistnienia n a r o d ó w i kultur, opisywany
orzez Vincenza i Stempowskiego, to był okres dziecięcy,
Ł - r e f l e k s y j n y , pewnej naturalności i przezroczystości ist
niejącego p o r z ą d k u . D o tej epoki nie ma powrotu tak jak nie
Sa powrotu do dzieciństwa. Dzisiaj jesteśmy w okresie
dojrzałości, przebudzonej refleksji i bez rozwoju świadomości,
Ł g o jej pogłębiania, nie damy sobie tutaj rady. Dotyczy to
nie tylko elit ale nas wszystkich. I dlatego jeszcze raz
powtarzam - warsztat, bowiem ś w i a d o m o ś ć jest przecież dla
nas kwestią życiowego praxis.
Powiesz, że tych w a r s z t a t ó w uruchamianych obecnie jest
bardzo d u ż o : warsztaty języków obcych (zachodnich oczywiś
cie), komputerowe, menadżerskie, marketingu i t d . Zgoda.
One wszystkie są potrzebne. Ale na tej samej zasadzie potrzeb
ny jest warsztat ś r o d k o w o e u r o p e j s k i odnoszący nas do naszeco miejsca zamieszkiwania. I tak samo prosty i oczywisty jest
fego cel: być w pulsie życia, nie stać się anachronicznym,
zasklepionym w p u d e ł k u rodem z X I X wieku jeszcze.
M i m o że ta praca powinna być obliczona na długie lata, że
powinna być gruntowna i niespieszna, to jednak dokonuje się
pod wielkim ciśnieniem czasu i okoliczności. Jest niepokój
j pośpiech. P ł o n ą Bałkany, a przecież to u nas się pali! 1 co robić
w tej sytuacji: o r g a n i z o w a ć k o n w ó j humanitarny czy brać się
za pracę u siebie, za przygotowanie spotkania młodzieży
polskiej i litewskiej na przykład? Jedno i drugie jest tym
samym
Oczywiście aby p r z e k o n a ć się do tej pracy, aby położyć pod
nią właściwy fundament, nie m o ż n a kierować się strachem
i myśleć jedynie o działaniach prewencyjnych. Nie w y o b r a ż a m
sobie tego inaczej jak tylko pracy twórczej, odwołującej się do
mocy pozytywnych, ich energii duchowej i trzeźwego budowa
nia.
Cała moja nadzieja opiera się na przekonaniu, j a k ż e często
już w życiu sprawdzonym, że te siły na naszych pograniczach
są w przewadze. One są m o ż e bardziej ukryte, nieśmiałe
i często n i e u ś w i a d a m i a n e . Brakuje impulsów do ich wy
zwolenia. Wszyscy jeszcze tutaj stoimy na słabych nogach więc
nadrabiamy miną, baczymy kto ważniejszy i nie kwapimy się,
aby pierwszemu wyciągnąć rękę.
Tym ważniejsze jest więc przełamywanie tego stanu rzeczy,
odnajdywanie miejsc siły i czerpanie z nich energii do działa
nia. W tym miejscu pora j u ż p o w r ó c i ć do przywołanego przez
Ciebie Siedmiogrodu, który wywołał wszystkie moje dotych
czasowe refleksje. T o jest niewątpliwie miejsce siły Gdybym
miał je p o r ó w n a ć do innego znanego mi miejsca w tej części
Europy, to bez wątpienia p o r ó w n a ł b y m je do Wilna. Nie ma
miasta w Siedmiogrodzie, k t ó r e m u o d p o w i a d a ł o b y W i l n o , ale
stopień kondensacji mocy duchowych związanych z bogact
wem kultur i tradycji j a k i posiada stolica L i t w y znajduje swój
odpowiednik w całej sieci miast i m i k r o r e g i o n ó w Siedmio
grodu zajmujących powierzchnię ponad stu tysięcy kilomet
rów kwadratowych I nie jest to banajmniej ż a d n a przy
graniczna prowincja - region Cstk zamieszkały przez seklerów
bardzo przywiązanych do swych tradycji karpackich Węgier
to samo centrum współczesnej R u m u n i i I takjest w p r z y p a l
ku Wilna czy choćby Rusi Kijowskiej co najmniej dwa
współczesne narody upatrują w Siedmiogrodzie kolebki swej
kultury i swego narodowego odrodzenia A obok R u m u n ó w
i Węgrów sentymemdcTtej ziemi mają Sasi .Szwabi Żydzi
Rusint, C y g T m e T
Przy pierwszym zetknięciu z tym żywiołem dzisiaj masz
wrażenie, że okres panowania „Geniusza K a r p a t " ostatecznie
ten ogród zdewastował, co jest pozorne. Wystarczy zajść do
mieszkań, w k t ó r y c h na p o r z ą d k u dziennym są bogate biblio
teki, cenne obrazy, misterne wyroby rzemiosła ludowego,
wystarczy p o r o z m a w i a ć z ludźmi, a przekonasz się, że tradycja
tutaj zachowała swoją ciągłość. Że nie zamilkły uniwersytety
* środowiska inteligencji że żywa pozostaje w dalszym ciągu
kultura ludowa, A co z tego wynika na dzisiaj, na jutro?
Przede wszystkim pewna postawa ś w i a t o p o g l ą d o w a , pe
wien format duchowy człowieka, który określiłbym k r ó t k o
jako głęboko tolerancyjny. W y d a w a ł o b y się, że to tak niewiele.
Przecież każdy z nas jest tolerancyjny. Również tam u Ciebie
w Warszawie kogo byś nie spytał to jest oczywiście tolerancyj
ny. N o tak, tylko że dopiero tam, w Siedmiogrodzie, staje się
jasne o czym w rzeczywistości m ó w i m y . Tolerancja to po ecie
które do chwili gdy pozostaje w sferze naszych intencji
i wyobraźni, jest całkowicie czcze, puste i nic nie znaczJedynie życiowe p r ó b y , nieustannie ponaw.ane, coraz to
trudniejsze, powoli wypełniają je znaczeniem. A w Siedmio
grodzie pod t y m względem jest jak w ulu - trwa nieprzerwana
P^aca i to już od wieków.
W tym sensie postawa, o której m ó w i ę jest czymś o wiele
ważniejszym, czymś co może stać się d o m i n a n t ą życia społecz
nego, czy wręcz całej cywilizacji. Oczywiście zaledwie m o ż e się
stać, bowiem stawiać musi czoła całym z a s t ę p o m złych sił.
konfliktów, ksenofobii itd.
Docieramy teraz do rzeczy, myślę, niezmiernie istotnej dla
naszej rozmowy. Oto mamy bowiem z jednej strony p o s t a w ę
tolerancji, obok której ciągle nieśmiało stawiamy potencjalne
„ m o ż e " . Ale ta postawa wywołuje i o b n a ż a tu na pograniczach
nieubłagalnie swoje przeciwieństwo - p o s t a w ą zamknięcia,
wrogości, nietolerancji. O t ó ż ta dychotomia, ten dramat
przeciwieństw jest dniem codziennym mieszkańców pograni
cza, jest koniecznością dokonywania w y b o r ó w , pracy nad
samym sobą i w obrębie wspólnoty. T y m dla mnie tak
n a p r a w d ę jest Europa Ś r o d k o w o - W s c h o d n i a : dramatem,
w k t ó r y m postawa otwarcia, pobratymstwa i szacunku dla
inności zmaga się z postawą wąskiego partykularyzmu, egoiz
mu narodowego i ksenofobi,. X X wiek przyzwyczai) nas do
sytuacji, w których ta druga postawa zwyciężała i w związku
z tym nie próbujemy nawe* sobie realnie wyobrazić rzeczywis
tości, w której to postawa jej przeciwna u W ł a b y w pełni do
głosu. A przecież będzie musiała dojść do głosu W żaden
fposób s,ę od tego nie wykręcimy N e uporamy się ze sobą
z życiem wspólnoty bez wypracowania w sobie postawy
głębokiej tolerancji A za tym idzie przecież wielka praca
światopoglądowa .duchowa
I to jest właśnie fascynujące tutaj, stanowiące zapowiedź
wielkiego potencjału kulturowego i cywilizacyjnego. M y w Po
lsce mamy często wyobrażenie o Litwinach j a k o nacjonalis
tach, zaślepionych na punkcie swojej n a r o d o w o ś c i i nieufnych
wobec sąsiadów. Jest to niesprawiedliwe uogólnienie, a głoszą
cym te opinie Polakom warto by odpowiedzieć w ó w c z a s , że
np. w Hiszpanii mówi się o K a t a l o ń c z y k a c h „ P o l a c c o " , mając
na myśli ich skłonności do nacjonalizmu.
T y m niemniej zapoznając się kilka lat temu z Litwinami
obserwowałem u nich pewną egzaltację n a r o d o w ą i n e r w o w ą
o b r o n ę przed wszystkim, co s t a n o w i ł o jakiekolwiek zagroże
nie dla litewskości, co w y d a w a ł o m i się wówczas zrozumiałe
biorąc pod uwagę historię. Ale piszę o tym dlatego, że ten stan
w przypadku moich znajomych był stanem dynamicznym
i podlegał przemianom za sprawę Wilna przede wszystkim.
O t ó ż byli ludzie, dla których ksenofobia czy nietolerancja były
czymś obrażliwym. A ponieważ życie w Wilnie ciągle z m u s z a ł o
ich do konfrontacji postaw, do współistnienia z o d m i e n n o ś c i ą ,
to w ciągu tych laV obserwowałem ich ewolucję w stronę
otwartości i tolerancji. Oto przykład p o d s k ó r n e j pracy jaka
ciągle się dokonuje na pograniczach A za tym sto. przecież
w istocie nie problem stosunku do n a r o d o w o ś c i czy religii czy
obyczaju, ale formatu duchowego j a k i człowiek posiada
Na koniec myślę, że nie od rzeczy będzie przypomnieć
opowieść Jerzego Stempowskiego o t y m j a k przybył ze swojej
doliny Dniestru do Polski centralnej, do Warszawy chyba
i jakiego rozczarowania d o z n a ł kiedy s p o t k a ł się tam - sięgam
po cytat - „ z uczuciami narodowymi objawianymi hałaśliwie,
wyzywająco, niemal bezwstydnie Manifestacje takie wydały
mi się czymś w bardzo złym smaku, d o b r y m co najwyżej dla
dorobkiewiczów i p r o s t a k ó w " .
Trzymaj się w tej Warszawie, Aleksandrze!
Krzysztof Czyżewski
75
