1b219b1942efe91f650d1bc8e96f4792.pdf
Media
Part of Dyskurs lokalny o sprawach publicznych - przykład Podhala / ETNOGRAFIA POLSKA 2006 t.50
- extracted text
-
„Etnografia Polska", t. L: 2006, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
A N N A MALEWSKA-SZAŁYGIN
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW,
Warszawa
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA
- PRZYKŁAD PODHALA
Polityka jest jednym z najczęstszych tematów potocznych rozmów. O polityce
rozmawiają ludzie, którzy się pierwszy raz spotkali, sąsiedzi, przyjaciele, rodziny.
Rozmowami o polityce wypełnia się czas w podróży, czas oczekiwania, niekiedy
czas pracy. Takie rozmowy często towarzyszą rodzinnym spotkaniom, biesiadom,
słowem są jednym z najpopularniejszych sposobów współbycia ludzi ze sobą.
Nie są zarezerwowane dla czasu świątecznego, nie wymagają specjalnej prze¬
strzeni, toczą się w różnych miejscach i czasie łącząc na chwilę ludzi bliskich
sobie lub obcych. Tego typu rozmowy, zwykle związane z tym, co Piotr Kędziorek
nazwał chłopskim zrzędzeniem (Kędziorek 1996) uczyniłam przedmiotem moich
badań prowadzonych od 1999 do 2005 r. we wsiach powiatu podhalańskiego
i na miejskim targowisku w Nowym Targu.W badaniach uczestniczyli studenci
Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego.
Zważywszy, że rozmowy, jakkolwiek mocno osadzone w kontekście zacho¬
wań, mają charakter werbalny zdecydowałam się na narzędzie analizy adekwatne
zarówno do badania języka, jak też kultury, jakim jest pojęcie dyskurs (MalewskaSzałygin 2004). Odwołując się do podziału dyskursu publicznego zaproponowa
nego przez autorów książki Rytualny chaos. Studium dyskursu politycznego
(1997) uznałam wiejskie rozmowy za rodzaj potocznego dyskursu o polityce.
Warto przy tym dodać, że dyskursu marginalizowanego. Ta marginalizacja i brak
zainteresowania może okazać się groźna w sytuacji, gdy ludzie słabo wykształ¬
ceni, mieszkający na wsi, stanowią znaczny procent wyborców.
Rozmówcy w dużym stopniu podzielali pewne wyobrażenia, które, za Durkheimem, można nazwać zbiorowymi. Arjun Appadurai nazywa je obrazami, rozu
miejąc pod tym określeniem kontekstowe i nieustannie modyfikowane konstrukty
myślowe (2005, s. 52), efekty działania wyobraźni rozumianej jako proces spo¬
łeczny (s. 49). Mimo wielu elementów wspólnych dla wypowiedzi wszystkich
rozmówców trzeba podkreślić wyraźne różnice pomiędzy ludźmi starszymi (60,
70 czasem 80 lat), a tymi w średnim wieku (30, 40, 50 lat). Poglądy pierwszych
były bardziej spójne, bardziej „magiczne" - oni częściej mówili o sile wyższej,
wyrażane były przy użyciu bardziej tradycyjnych sformułowań i zwykle wypo
wiedziane gwarą. Ludzie młodsi - czynni zawodowo: rolnicy, chłopo-robotnicy,
rzemieślnicy, drobni przedsiębiorcy, targowi sprzedawcy, mniej chętnie uogólniali
102
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
i teoretyzowali. Zwykle to, co mówili obrazowali przykładami konkretnych
sytuacji, a często drobiazgowymi wyliczeniami, używali określeń stanowiących
odpryski wiedzy szkolnej i dyskursu medialnego, rzadziej mówili gwarą, jeśli
nie liczyć przeklinania polityków. Z osobami młodszymi niż trzydzieści lat właś¬
ciwie nie udało nam się porozmawiać. Młodzi ludzie na wsi zgodnie twierdzili,
że o polityce nie mają pojęcia i w ogóle ich to nie interesuje.
Przyjęcie perspektywy dyskursywnej zakłada skupienie się na pojęciach,
porównaniach i innych środkach językowych, których analiza i interpretacja
pozwala ujawnić wyobrażenia nie tyle ukryte poza słowami, ile, jak twierdzi
Clifford Geertz, przez nie wyrażane, kształtowane i tworzone. Przystępując do
badań w 1999 r. nie znałam jeszcze określeń i wyrażeń charakterystycznych dla
lokalnych rozmów o polityce. Rozpoczynając je, musiałam wyjść od pojęć, jakimi
w debacie na ten temat posługuje się filozofia polityki, politologia, historia myśli
politycznej. Naukowe rozważania, toczące się pośród nieustannych zmian defi¬
nicji i koncepcji, ogniskują się wokół terminów takich jak państwo, władza, poli¬
tyka, demokracja, wolność, reprezentacja, partie polityczne i one właśnie stano¬
wiły punkt wyjścia do rozmów prowadzonych pod sklepem, w wiejskich domach
i obejściach (w latach 1999-2000) oraz na targowisku w Nowym Targu (w latach
2001-2004). Rozmowy - nagrane, a potem zamienione w tekst pisany, były
pogrupowane według ścieżek tematycznych wyznaczonych przez pojęcia, które
rozważaliśmy. Jednym z takich tropów było pojęcie państwa.
1
Podhalańskie rozważania na temat państwa nieodmiennie zaczynają się od
konstatacji, że państwo musi istnieć, jest bowiem jedną z fundamentalnych kate¬
gorii porządku świata. Jego istnienie jest podstawą tożsamości. Warto tu zazna¬
czyć, że właściwie wszyscy nasi rozmówcy mieli za sobą doświadczenie pracy
za granicą: większość z nich pracowała w USA, wielu w Niemczech, Włoszech
czy w Austrii. Zwykle za granicą pracują też ich krewni, a w wielu przypad¬
kach jest to tradycją kilkupokoleniową. Masowe migracje, zgodnie z tezą Arjuna
Appadurai (2005) powinny osłabiać ideę państwa narodowego. Tymczasem
górale wydawali się do tej idei bardzo przywiązani. Opowiadając np. o pracy
w USA, dzielili ludzi, z którymi pracowali na kategorie narodowe, przypisując
im bardzo wyraziste cechy, w ich mniemaniu typowe dla tych narodów. Państwo
narodowe funkcjonuje nadal jako podstawowa kategoria porządkującą i ustana¬
wiającą ład w lokalnych wyobrażeniach o świecie i jego różnorodności.
2
Dlatego pierwszą wymienianą cechą charakteryzująca państwo jest jego wy¬
miar terytorialny, a przede wszystkim granice. Są one ważne, można się o nie
zasadnie spierać: dawniej nie było państwa, były plemiona, ale też była granica
[... ] Państwo to jest moim zdaniem wspólnota w granicach - tłumaczył młodym
1
Ciekawe są rozważania Arjuna Appadurai o ideach, będących elementami oświeceniowego
światopoglądu, który obecnie stracił spójność i stał się „luźno ustrukturyzowanym politycznym
synopticonem" pojęć, które można wykorzystywać w różnych politycznych sytuacjach i które
ulegają zaskakującym redefinicjom w czasie „globalnych wędrówek słów" (2005, s. 56).
Określenia górale używam w najszerszym znaczeniu - mieszkańców całego powiatu Nowy
Targ, który był terenem naszych badań.
2
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
103
badaczkom starszy rolnik. Wagę istnienia granic widać wyraźnie w jednym z naj
bardziej poetyckich objaśnień pojęcia państwo, jakie zgromadziliśmy. Przedstawił
je pięćdziesięcioletni gazda, wykorzystując często stosowany zabieg opisywania
spraw odległych i skomplikowanych poprzez sprowadzenie ich do rzeczywistości
swojskiej: Pani widzi tu ten ogródek zagrodzony? Co to jest? Łobszar z grani
cami! I tak prosto, najkrócej o państwie można powiedzieć. Wyraźne granice są
istotne również dla poczucia wspólnoty pomiędzy obywatelami państwa, co ren
cista, były pracownik kombinatu „Podhale", objaśniał nam obrazowo: Jest Pani
wierząca? Tak? No to: co to jest kościół? Kościół to wspólnota, parafialna, nie?!
To państwo tyz takjest: wszyscy ludzie w obrębie tych granic co mieszkają. Nie?!
Państwo postrzegane jest jako wyraźnie ograniczone terytorium, zamieszkiwane
przez ludzi tworzących wspólnotę.
Tu dochodzimy do idei suwerenności. Jest ona bardzo istotna dla naszych
rozmówców, którzy, nie posługując się tym słowem, odwołują się do niej, gdy
z mocą podkreślają, że państwo musi być samorządne i samowystarczalne, czyli
niezależne politycznie i gospodarczo. Wszelka ingerencja kojarzy im się z zależ¬
nością gospodarczą PRL od Związku Radzieckiego albo z okupacją niemiecką
i kontyngentami. Dlatego państwo musi mieć swoje zasady, swoje łobszary, swoje
granice. Każdy swojego pilnuje i to od wieków tak jest, swojego się patrzy. [...]
Ty jesteś w tym państwie, tu masz siedzieć i o to państwo dbać! - niezwykle
emocjonalnie podkreślali dwaj rolnicy w średnim wieku. Dlaczego tak jest? Dla
czego państwa nie powinny się łączyć w większe całości jak np. Unia Europej¬
ska? Odpowiedź jest prosta - narusza to utrwalony porządek międzynarodowy
i do niczego dobrego nie prowadzi: jeśli granice będą otwarte i będzie jedno, to
będzie jeden bajzel. To przekonanie wyrażali zwykle ludzie starsi, zawsze z wiel¬
kim zaangażowaniem emocjonalnym: państwo swoje ograniczenia daje, a jakby
państwa nie było, tylko jedna Europa cała, to by był jeden burdel. Po wejściu
Polski w struktury Unii Europejskiej, po wypłacie dopłat i ułatwieniu migracji
do pracy w krajach U.E., takie wypowiedzi były coraz rzadsze.
Suwerenne państwo często było porównywane do gospodarstwa chłopskiego,
czyli mówiąc po góralsku - gazdówki. Wyobrażenia o rzeczywistości odległej,
o makroskali państwa czy świata, są konstruowane poprzez rozszerzanie wiedzy
o rzeczywistości dobrze znanej człowiekowi z mikroskali codziennego życia.
Odległe zjawiska są objaśniane przez porównanie do bliskich realiów rodziny
lub pracy. Państwo jest zatem jak gospodarstwo: ma ściśle wytyczony obszar - o te
granice można toczyć wojny, tak jak można się latami procesować z sąsiadami
o miedzę. Na terytorium państwa zamieszkuje wspólnota narodowa, bardzo często
porównywana do wspólnoty rodzinnej. Naród, podobnie jak rodzina, jest wspólno¬
tą zhierarchizowaną: składa się na nią władza i społeczeństwo. W gospodarstwie
władzę sprawuje gospodarz, na bacówce - baca, a w rodzinie zwykle ojciec,
choć kobiety, z którymi rozmawialiśmy czasem twierdziły, że matka. Opisując
wzór dobrej władzy państwowej nasi rozmówcy mówili: władza powinna być
jak dobry gazda, żeby ludziom nie brakowało ani chałupy, ani chleba. Na pierw¬
szym miejscu chleba! [... ] Władza to powinna być taka kierownica, to tak samo
104
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
jak na przykład gospodarz na wsi [...] Jak mówi góralskie przysłowie „jak nie ma
gazdy, głupi kazdy" [...] Powinno być jak na bacówce, jak ni ma bacy - nic z tego.
Porównanie państwa do gospodarstwa ukazuje wiele aspektów wyobrażeń
o państwie. Jakkolwiek jest ono zaczerpnięte z dyskursu lokalnego i jest środ¬
kiem stylistycznym często stosowanym przez naszych rozmówców, zamierzam je
wykorzystać jako narzędzie analizy budując wokół niego interpretację lokalnych
wyobrażeń o państwie. Przyjęcie figury gospodarstwa wiejskiego jako modelu
ułatwia interpretację wiejskiego dyskursu: po pierwsze, ujawnia lokalne wyobra¬
żenia o władzy, po drugie, mówi wiele o miejscu społeczeństwa w tym układzie,
po trzecie, objaśnia relację między władzą a społeczeństwem.
Trzymając się tej metafory można opisać zadania władzy - dotyczą one przede
wszystkim spraw gospodarczych. Od tego jak udolnie gazda gospodarzy na swo¬
jej gazdówce zależy byt całej rodziny. Jeśli trwoni pieniądze, nie umie dobrze
zaplanować działań gospodarskich, rodzina żyje w biedzie. Inaczej, gdy gospo¬
darz jest zaradny, ma głowę do tego, jest pracowity i zapobiegliwy, wówczas
wszyscy cieszą się wypracowanym dostatkiem. Podobnie jest z władzą, której
naczelnym zadaniem jest takie zarządzanie państwowym gospodarstwem, żeby
zapewnić ludziom dobrobyt. Jeśli ludzie władzy działają na rzecz dobra wspól¬
nego, a nie tylko prywatnej korzyści, kraj jest bogaty, ludzie mają pracę i warun¬
ki ekonomiczne do tego, by się dorobić. W opinii naszych rozmówców, dobrym
gospodarzem jest władza w USA czy w Niemczech, złym władza w Polsce ,
którą charakteryzuje prywata, działanie dla własnej korzyści, zaniedbywanie pań¬
stwowego gospodarstwa, a zwłaszcza mieszkańców wsi.
3
Tak jak gospodarz jest zobowiązany dbać o bezpieczeństwo rodziny i dobytku,
tak władza powinna dbać o bezpieczeństwo obywateli i o majątek narodowy.
Rzeczywistość opisywana przez naszych rozmówców od roku 1989 była zdetermi¬
nowana przez niewywiązywanie się władzy z tych podstawowych zadań. Staty¬
stycznie udokumentowany wzrost przestępczości, a przede wszystkim upowszech¬
nianie informacji o przestępstwach przez media, stworzyły w oczach górali obraz
szalejącej przemocy. Często porównywali lata dziewięćdziesiąte z czasami PRL
twierdząc, że nastąpiło zupełne załamanie społecznego poczucia bezpieczeństwa.
Państwową dbałość o majątek narodowy oceniali równie negatywnie. Prywa¬
tyzacja, opisywana jako wyprzedaż mienia wypracowanego przez całe społe¬
czeństwo przez pięćdziesiąt powojennych lat, niesłychanie ich oburzała. Wyjątko¬
wo emocjonalnie mówili o upadku kombinatu obuwniczego „Podhale" w Nowym
Targu. W ich oczach fabryki, huty, kopalnie stanowiły część majątku, który był
własnością narodu w takim samym stopniu, jak pola, inwentarz, budynki gospo¬
darcze są własnością rodziny. Gospodarz (ojciec) nimi zarządza, ale nie są one
jego indywidualną własnością, nawet, jeśli są na niego prawnie zapisane. Jeśli
je sprzedaje, działa na szkodę rodziny - okrada ją. Przenosząc te zasady na skalę
makro nasi rozmówcy z ogromnym rozżaleniem mówili o kradzieży dobra spo¬
łecznego przez ludzi władzy i o wyprzedaży, którą interpretowali albo w katego3
Należy tu przypomnieć, że nasze materiały gromadzone były w latach 1999-2004.
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
105
riach paserstwa, albo wręcz zdrady narodowej: oni obcym interesom służą! Nie
o Polskę dbają! Jak można - pytała retorycznie pięćdziesięcioletnia rencistka
- sprzedać fabrykę czy dom towarowy jednemu człowiekowi, jak to było budowane
przez cały naród? To przecież nie jest jednej osoby, to przecież nie jest władzy.
Teraz to nie wiadomo komu sprzedają, a to było całego narodu! Czem tu mają
rządzić, jak wszystko sprzedali! O takim postrzeganiu majątku narodowego pisał
w odniesieniu do dwudziestolecia międzywojennego Józef Chałasiński: „Jest to
przeniesienie na życie wielkiej nowoczesnej społeczności narodowo-państwowej
tej samej zasady, która w dawnych społecznościach wiejskich odwiecznie obowią¬
zywała: że ziemia ze swoimi bogactwami i życiodajną siłą jest podstawą bytu całej
grupy, a nie terenem indywidualistycznej eksploatacji" (Chałasiński 1938, s. 162).
Porównania „gospodarskie" niosą jeszcze inne przesłanie. Są zdecydowanie
przeciwstawne idei władzy kolektywnej. Gazda czy baca uosabiają władzę jedno¬
osobową, odpowiedzialną i stanowczą: to musi być stanowczy człowiek, żeby
mógł coś zrobić! Tak jak gazda jest stanowczy. [...] To tak jak pasterz idzie owce
paść, to som takie, co sie dobrze pasom i takie, co uciekajom. Dla tych to pasterz
musi być ostry, musi je kochać i gonić. Kara musi być! Dyscyplina! Żeby sie bali
pasterza! W tych słowach teoretyczne rozważania, czym jest władza zostały od¬
niesione do specyfiki polskiej, a polskie społeczeństwo porównano do stada nie¬
sfornych owiec. Wielokrotnie spotykaliśmy się z poglądem, że Polacy są społe¬
czeństwem zwaśnionym i trudnym do rządzenia, a przez to wymagającym
szczególnie silnej ręki. Zapewne to założenie było podstawą twierdzenia, że
podstawową cechą dobrej władzy w Polsce jest, żeby umiała rygor trzymać.
Czterdziestoletni elektryk uściślał ten pogląd: Dla Polaków to rząd silnej ręki
najlepszy. Wtórował mu siedemdziesięcioletni rolnik: No jesce się taki nie uro
dził, abo nie dorósł taki, co by to chycił w łapy i to tak twardo na 100%. Polsce
potrzebna straśnie twarda władza! Bardziej wykształceni rozmówcy mówili
o potrzebie zmiany uprawnień polskiego prezydenta. Uważali, że silna władza
prezydencka, na wzór amerykańskiej, byłaby w Polsce formą optymalną. Ame¬
rykański dobrobyt przytaczali jako koronny argument na rzecz tej tezy.
Kontynuując rozważania w ramach modelu gospodarskiego łatwo ulec wra¬
żeniu, że poprzez to porównanie władza została sprowadzona do zrozumiałej
rzeczywistości, straciła więc odium obcości. Tak nie jest. Oczywiście, opisywa¬
nie władzy jako gospodarza, ojca czy bacy pozwala oswoić j ą na tyle, by można
było o niej mówić, należy jednak podkreślić, że władza jest uważana za sferę
odległą, obcą, groźną. Widać to najlepiej w często pojawiających się opisach
przemiany zwykłego człowieka w człowieka władzy: Targowi sprzedawcy mieli
jasny obraz takiej transformacji: Nie ma człowieka, który idzie do władzy, żeby
zachował swoje cechy. Traci wtedy swoją tożsamość, traci honor, wiele, wiele
traci. Idzie tak jak koń z klapkami na oczach, on rządzi i wszystko. Nie ma czło¬
wieka u władzy, żeby coś nie przeskrobał. Władza zmienia ludzi. Wstępując do
tego środowiska nawet porządny człowiek przechodzi przemianę i nabiera nega¬
tywnych cech: staje się kimś „wyższym", obytym, bogatym i zaczyna się intere¬
sować wyłącznie własnym dobrobytem. Należy do sfery, na którą, jak twierdzili
106
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
wszyscy nasi rozmówcy, zwykły człowiek nie ma żadnego wpływu. Ta przemia¬
na pokazuje, że pomimo prób oswajania jej za pomocą gazdowskich porównań
władza pozostaje sferą odmienną ontologicznie. Ta obcość ma wiele wymiarów.
Podstawowym wymiarem jest przepaść społeczna - władza i polityka są pań¬
ską sprawą. Pisał o tym w latach trzydziestych Józef Chałasiński: „zespół spo¬
łecznych wartości, które historycznie należą do panów, to polityka i zarządzanie
[... ] Na historii politycznej chłopa w Polsce niepodległej zaważyły również dwa
przeciwstawne wzory: chłopa do roboty i pana do rządzenia. Dla znacznej części
chłopów polityka wciąż jeszcze jest sprawą pańską i stąd ich bierność polityczna.
[... ] Dla wielu zaś, politycznie aktywnych, polityka była tym, czym wykształ¬
cenie - drogą do zostania panem" (Chałasiński 1938, s. 99) Mimo napływu chłop¬
skich posłów do polityki, polityka nie przestała być domeną szlachetczyzny.
„Polityka robiła się wprawdzie przy udziale chłopskich delegatów, ale poza war¬
stwą chłopską i bez jej udziału jako całości" (tamże, s. 100). Obecnie dawna
stanowa przepaść opisywana jest w kategoriach wykształcenia, zamożności, oby¬
cia. Nasi słabiej wykształceni rozmówcy, używając słowa władza, zaskakująco
szeroko zakreślali jego pole semantyczne: to ci tam we Warszawie, [...] no to ci
bogaci, no. Jakkolwiek te objaśnienia są nieprecyzyjne i niejasne władza kojarzy
się z wyższą sferą: władza to te wszystkie, co som na stanowiskach, a my to ino
pionki. My tu daleko od Warszawy, to tak musimy robić jak uni każą [...] władza
to zawse musi być wyzsa jako my bidni ludzie. To ci, co na stanowisku. O jak
ksiądz! On tyz jest na stanowisku. No to juz jest wyzso, bo on sie na to kształci.
No tacy [ludzie władzy - A.M.Sz.] oni tez sie na to kształcili żeby cosi wiedzieli
jak trzeba rządzić. [...] to musi być ktoś, kto głowę ma na to, co się orientuje w tej
polityce, w tem wszystkiem. Bo my to nie, my som za głupie na takie coś. Tam
musą być ludzie wykształcone i mądrzejsze, nie takie jak my, co tam dozo gadać.
Władza to ludzie przygotowani do wyższych zadań, człowiek nie obyty, nie
wykształcony, nie ma po co tam iść.
Inny ważny wyznacznik władzy, także związany z pańską sferą, to zamoż¬
ność. Ludzie władzy są bogaci: Warszawa ma lepiej, bo przy żłobie jest, nie!?
To zdanie sugeruje, że władza „promieniuje" pieniędzmi. Kto jest bliżej władzy,
ma większe szanse zarobić. Sądzę, że czasownik 'promieniować' prowadzi nas
do ważnego aspektu wyobrażeń o władzy. Władza ma swoje centrum - miejsca,
gdzie jej atrybuty: stanowiska, pieniądze, są najbardziej skondensowane. Z tego
ośrodka rozchodzą się koncentrycznymi kręgami, rozmywającymi się w miarę
oddalania. Na wieś splendory władzy centralnej nie docierają.
Władza, jak każda obca rzeczywistość, fascynuje. Opowieści na temat życia
polityków zawierają elementy marzeń naszych rozmówców: bankiety, drogie sa¬
mochody, posiadłości i do tego lekka, nie fizyczna praca. Jednak obcość to nie
tylko fascinosum, ale i tremendum (Benedyktowicz 2000). Władza jest groźna
- ustanawia prawo wyzyskujące zwykłych ludzi. Pięćdziesięcioletni stolarz
ujmował to słowami: oni się tam zbierajo, codziennie siedzo tam no i radzo,
ażeby kogoś upieprzyć. No i zawsze tego robotnika, tego rolnika upieprzo! Siebie
przecież nie upieprzo! Działalność władzy jest zatem świadomie wroga i obli-
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
107
czona na wyzysk bezbronnych wobec niej ludzi. Politycy mają moc szkodzenia
innym, moc, która nie jest dostępna prostemu narodowi, tym bidnym ludziom.
Jest to moc wroga, mroczna i tajemna.
Przekonanie o fałszu i obłudzie władzy osłaniającej pięknymi słowami swoje
prawdziwe oblicze jest istotnym elementem wyobrażeń. Władza nie mówi prawdy,
zataja j ą przed zwykłymi ludźmi po to, by ich izolować od wpływu na decyzje.
Kłamstwo okrywa poczynania władzy, czyni je bezkarnymi. Fałsz władzy poniża
ludzi, którzy uważają się za odsuniętych - niegodnych uczestniczenia we współ¬
decydowaniu o sprawach państwa. Pozwolę sobie zacytować wyjątkowo kwieci¬
stą wypowiedź siedemdziesięcioletniej, niepiśmiennej gaździny: A żeby ślak ich
wszystkich trafił! Po co to fałszystwo?! My proste, biedne ludzie, skoły nie mamy,
a w ten telewizor teraz troszkę popatrzymy i to widzimy, że tam chamstwo, cygań¬
stwo jest! Bedom sie kochać, kiedy bedom chcieć. Fałszywe takie! Cymu jeden
drugiemu tak dokuca?! Cymu ich tam taka kupa?! W Ameryce to ich jest dzie
sięciu, a nie dziewięciuset dziewięćdziesiąt dziewięć. Uni uceni!!! A dać im
łopate niech idom rowy kopać! W państwie bieda, nauczycielom mało pensji nie
płacom, pielęgniarkom tyz, a łoni majom! Łoni majom! Jeno siedzo i sie obyczajo! Po co ten fałsz?! [...] A cygaństwo jak sie widzi to az śkoda patseć na to.
Ja to w swoim głupim rozumie rozumiem i jak widze posła to bym tak napluła
w ocy. Jakoś to oni skromniej powinni! A nie, żeby im brzuchy rozsły a my ze
karkami zgiętymi!! Zakłamanie, nieustanne swary, wreszcie pycha i pogarda uzu¬
pełniają obraz „ciemnej strony mocy".
Wracając do modelu gospodarskiego warto rozważyć powinności władzy,
której zadaniem jest organizowanie gospodarki tak, aby ludzie mogli pracując
w kraju dorobić się, aby małe przedsiębiorstwa mogły działać i zatrudniając
pracowników zmniejszać bezrobocie. Tymczasem jest inaczej - ludzie władzy
zamiast gospodarką zajmują się polityką. Jest to zajęcie niegodne. Z rozmów
toczonych wokół pojęcia polityka wynika, że jest to gadanie po próżnicy - dywa¬
gowanie na tematy polityczne, rozwlekłe, niekonkretne, słowem - marnowanie
czasu na gadanie, które „nie przekłada się" na czyny: Polityka to jest głupstwo
dla takich wolnych ludzi co nie muszą robić, to łoni politykują, a jak już ktoś
pracuje to ni ma casu - twierdził pięćdziesięcioletni góral z wykształceniem
zawodowym, politykować to można godzinę, dwie, a resztę to trzeba pracować.
Dla naszych rozmówców polityka to nie-praca, rodzaj pańskiego próżniac¬
twa. Gdy pytaliśmy wprost: czy polityka to praca? - wszyscy mieli wątpliwości:
to nie jest normalna praca. W rozmowach okazywało się, że jest to niemoralne,
aczkolwiek bardzo dochodowe zajęcie: polityka to kurestwo. Kilkakrotnie usły¬
szeliśmy (z męskich ust oczywiście), że polityka to dziwka lub polityka to pro¬
stytutka. Porównania te mają podkreślać fakt, że polityka jest antytezą działania
dla dobra społecznego, jest dobrze opłacanym pozorowaniem „miłości" wobec
społeczeństwa. Politycy to ludzie bardzo podejrzanej konduity: oni aferują
miliardami. Nasi rozmówcy czasem porównywali politykę do gry, mówiąc: to
jezd gra! Gra o fotel, o pieniądze! Zwłaszcza o pieniądze! [...] Politycy to politykujo, rozmawiajo i myslo jak drugiego wypieprzyć! Ta gra przypomina nieco
108
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
szulerskiego pokera, w którym każdy z graczy usiłuje wykiwać pozostałych.
Oczywiście prostytucji, malwersacjom i hazardowi musi towarzyszyć alkohol.
Pijaństwo polityków bulwersowało zwłaszcza nasze rozmówczynie. Inaczej oce
niali to mężczyźni. Oni do polityki stosowali zasady, które obowiązują ich sa
mych: wódke niech pijo, ino po robocie! Każdy potrzebuje, ino nie w pracy!
Pytani czy istnieje jakiś wzór pozytywnej władzy, nie opartej na wyzysku,
nasi rozmówcy byli zgodni: Jan Paweł I I i ewangeliczna idea władzy jako służby:
władza nie powinna być władzom, tylko po prostu służyć, tak jak papież, nasz
Ojciec Święty. On jest autorytetem, oni powinni się od niego uczyć. On niby rzą
dzi całym światem, ale służy. Władza sprawowana zgodnie z chrześcijańską ideą
służby bliźniemu możliwa jest tylko przy wsparciu ponadludzkiej mocy. W przy¬
padku Jana Pawła I I chodziło o siłę duchową, którą nasi rozmówcy uważali za
tak wielką, że zdolną przemieniać ludzi i narody: on był tą iskrą potrzebną
w narodzie, żeby się ludzie obudzili, żeby uwierzyli po prostu w to, że pewne
rzeczy są możliwe. Ludzie stali się dużo odważniejsi, takiej otuchy nabrali, bo
w ten cas był jesce taki ustrój komunistyczny i to tak różnie było, po prostu my
tacy byli zniewoleni, że nic nie wolno było mówić, nic tego [...] i po prostu ludzie
takiej otuchy nabrali. Ta moc duchowa pochodziła z innej, ponadziemskiej rze
czywistości, przez którą władza została papieżowi nadana. Tę tezę potwierdza
opowieść, którą słyszeliśmy wielokrotnie: takie zdarzenie było, że jak było koro¬
nacjo tej Matki Boskiej Ludźmierskiej w 1963, to te figurę jak podnosili, to jakoś
im się pochyliła i berło jej wypadło z rąk i on to chwycił, żeby nie upadło na
ziemię. Chwycił to berło! I zaraz śmiali się z niego księża i biskupi, śmiali się
z niego, że wróży mu się jakaś władza i potem było właśnie ta władzo! Opisy¬
wane zdarzenie nasi rozmówcy interpretowali jako znak z nieba, rodzaj objawie¬
nia woli bożej, element planu bożego wcześniej wiadomy i zakomunikowany
wybranym (góralom oczywiście). Odwołując się do sakralnego pochodzenia wła
dzy, o którym pisał zarówno Eliade, Roux jak i inni autorzy, sądzę, że można
pokusić się o przeciwstawienie władzy pochodzenia boskiego i władzy państwo¬
wej. Władza z boskiego nadania, którą Bóg ustanawia i wzmacnia swą siłą, po
zwala wybrańcowi przemieniać duchowo całe narody. Dlatego ten rodzaj władzy
stanowi niedościgły wzór dla władzy ludzkiej - grzeszącej prywatą, nepotyzmem
i innymi ludzkimi przywarami. Jan Paweł I I w oczach górali ma wszelkie cechy
„bożego pomazańca", wybranego przez Boga pośrednika pomiędzy światem ludzi
i sferą sacrum. Tak ujęty pozytywny wzór władzy zakłada również ontologiczną
odmienność tej sfery, źródłem władzy jest jednak w tym przypadku moc boża
- a więc „jasna strona mocy".
Przywołując ponownie model gazdówki, należy stwierdzić, że na wspólnotę
gospodarczą prócz gospodarzy - ojca i matki, składają się członkowie rodziny:
dzieci, starzy rodzice, najmowani do pomocy robotnicy sezonowi. W makroskali
państwa ich ekwiwalentem będzie społeczeństwo. Nasi rozmówcy bardzo rzadko
używali słów społeczeństwo lub obywatele. Najczęściej mówili o sobie: prosty
naród albo bidne, proste ludzie, przy czym te kategorie przeciwstawiali ludziom
władzy, politykom. Istotą przeciwstawienia był brak wykształcenia i pieniędzy
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
109
umożliwiających, ich zdaniem, udział we współrządzeniu. Komu brak wiedzy
i bogactwa nie ma co marzyć o wpływie na sprawy państwa. Wolne wybory
niczego nie zmieniają, są raczej rytuałem, którego należy dopełnić, bez specjal¬
nej wiary, że to coś zmieni. Mimo przekonania, że nie mają wpływu na cokol¬
wiek, nasi rozmówcy uważają, że w wyborach należy uczestniczyć. Argument,
jakim wspierają to przekonanie jest nieco magiczny: bo może to coś zmieni,
nigdy nie wiadomo! Aby nie na gorsze! Wyborcze zaklinanie przychylności wła¬
dzy nie zmienia ich przekonania, że władza jest sfera odległą, obcą, na którą nie
mają żadnego wpływu. Niestety relacja jest jednokierunkowa, władza poprzez
politykę podatkową, składki na ZUS i inne świadczenia fiskalne ma ogromną
moc zrujnowania drobnych przedsiębiorców, powiększania bezrobocia i zmusza¬
nia naszych rozmówców do emigracji zarobkowej.
Prosty naród albo ci, co robiom ogniskowali swój autoportret wokół dwóch
wyznaczników: niskiego wykształcenia i fizycznej pracy, wyraźnie przeciw¬
stawiając fizyczną robotę pańskiej pracy biurowej. Zaskakujące, jak wciąż
aktualnie brzmią słowa, w których Józef Chałasiński charakteryzował sytuację
międzywojenną: „Z przeciwstawnością wzorów chłopa i pana wiąże się trady¬
cyjna postawa [...] polegająca na tym, że wszystkie wartości nie wiążące się
z pracą fizyczną, są pańskie" (1938, s. 74). W przeciwieństwie do pana chłop jest
do roboty. Nie on nadaje sens robocie, ale robota jemu. Racją istnienia chłopa
jest robota (1983, s. 72). O współczesnej aktualności przeciwstawienia pańskie
- chłopskie nich zaświadczą dwie wypowiedzi zanotowane w 2001 r.: Jak starzy
ludzie gadajo, to jedynie za Austryje to był dobrobyt. Tak starzy ludzie gadali, że
wtenczas było dobrze, ale rządowi było źle, bo chłopom było dobrze, robotnikom
było dobrze, a panom było źle, bo oni chcieli rządzić. A dziś jest odwrotnie. Teraz
to dopiero są pany! Teraz jest ich pełno po rządach! Pełno wszędzie! A wadzą się
jak! Jak chłopu jest źle to im wtenczas dobrze! [...] Mówił mi brat, że dawniej tak
było, że chłopy tego pana piłą przerzynali. I teraz proszę panią też tak będzie, że
i piłą będą przerzynać! - mówił, mając na myśli polityków, sześćdziesięcioletni
szewc, były pracownik „Podhala".
Praca, tak wyraźnie różnicująca warstwy społeczne, okazała się także bardzo
istotną kategorią w relacji państwo - obywatel. Model gazdowski dobrze to
tłumaczy: w gospodarstwie również praca jest relacją organizująca cały układ.
Nasi rozmówcy zgodnie wygłaszali peany na temat wartości pracy i jej konstruk¬
tywnego znaczenia dla człowieka.: na to się człowiek urodził, żeby pracował!
Jak człowiek pracuje to i inteligencje mo! Praca kształci człowieka. Kształci! No
on mo ten obowiązek i żyje normalnym życiem [... ] Praca uszlachetnia człowieka,
jak on będzie miał zajęcie, będzie miał i satysfakcję. Pytani przez nas czy praca
w gumiarni kombinatu przemysłu skórzanego „Podhale" była rzeczywiście
takim szczęściem odpowiadali, że każda robota jest błogosławieństwem: bo jak
ludzie gadają: chleb i praca ludzi wzbogaca, a jak nie ma pracy to ni ma chleba,
ni ma nicego! To jest na pierwsym początku! Robota nikogo nie podli! Robota
to jest dla cłowieka zdrowie i wszystko! Jak jest robota to są pieniądze i ciesy
wszysko. W rozmowach na temat demokracji mówili z sarkazmem: teraz to jest
110
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
taka wolność, że i od roboty człowiek został uwolniony. Bezrobocie jest głównym
powodem narzekań i najcięższym argumentem w negatywnej ocenie przemian
politycznych i gospodarczych, jakie dokonały się po 1989 r. Praca jest podsta¬
wową kategorią lokalnego dyskursu, wokół niej wszystko się skupia, jest kluczo¬
wa nie tylko dla zrozumienia relacji państwo - obywatele, ale w ogóle obrazu
świata naszych rozmówców. Podobne były konstatacje Anny Zadrożyńskej od¬
noszące się do dawnej kultury ludowej: „miała więc praca w modelu kultury
tradycyjnej szczególne znaczenie. Stwarzała konieczność współdziałania wielu
ludzi, dawała możliwość satysfakcji psychicznej, mogła przynosić prestiż spo¬
łeczny, była tworzeniem nowych treści i dóbr. Stanowiła «węzeł» o charakterze
społeczno-ekonomiczno-psychiczno-kulturowym" (1983, s. 49).
Scharakteryzowawszy obie strony układu gospodarskiego można powiedzieć,
że łączy je rodzaj niepisanej, zwyczajowej ugody. Gospodarz zarządza możliwie
jak najlepiej, a pozostali członkowie rodziny i pracownicy najemni pracują jak
najlepiej na wspólny dostatek. Tak wygląda wersja idealna. Niestety, można uro¬
dzić się lub nająć do pracy w rodzinie lenia, utracjusza czy pijaka. Wówczas,
pomimo wszelkich starań i ciężkiej pracy, nie uda się wypracować dobrobytu.
Jest w tym pewien fatalizm, siła wyższa, która przeczy kategorii ugody, ale też
nie jest to umowa spisywana świadomie i racjonalnie pomiędzy stronami. Zwy¬
czajowa ugoda, jak wszelkie prawo niepisane, jest rodzajem relacji koniecznej,
zewnętrznej, przymusowej. Przenosząc rozważania na skalę państwa, sprawa jest
objaśniana analogicznie. Ludzi i władzę łączy rodzaj niepisanej ugody, podobnie
nieuchronnej. Nie jest to umowa społeczna w rozumieniu Locka czy Rousseau,
raczej ugoda pomiędzy suwerenem a ludem, jaką opisywał Hobbes - ugoda, za¬
wierana także pomiędzy ludem podbitym, a jego władcą. Na mocy tej relacji
władza powinna zapewniać ludziom bezpieczeństwo w zamian za daniny. Nasi
rozmówcy rozszerzali jednak powinności władzy o nowy obowiązek - zapew¬
nienia pracy. Uważali, że współcześnie jest to powinność równie istotna i ko¬
nieczna jak bezpieczeństwo: ich obowiązkiem jest ludziom pracę zapewnić! To
jest tak na całym świecie i to jest wpisane w konstytucji. Ale kto ją da? Widzi
Pani co się teraz robi! [...] Państwo się nie wywiązuje! A na papierze i według
konstytucji należy ci się! Proszę bardzo! No, ale niech Pani idzie! Ciekawe
czy Pani dadzą pracę?! Oceniając działanie państwa i poczynania ludzi władzy
jeden z naszych rozmówców odwołał się do analogii gospodarskiej, u nas wła¬
dza to jak ojciec, co patrzy ino, żeby się napić, a na dzieciaki, żeby miały co do
gęby włożyć, to już nie patrzy! Politycy są oskarżani przede wszystkim o działa¬
nie dla własnej korzyści: każdo kuro ku sobie grzebie, każde grabie ku sobie
grabiom [... ] oni chcą sami pojeść na nas nie patrzą, na wieś, na tych robotni¬
ków, chłopów w ogóle nie patrzą.
Relacja pomiędzy władzą a społeczeństwem wymusza wzajemność. Ekwiwa¬
lentem pracy na gazdówce są podatki i inne świadczenia, które obywatele winni
są państwu: jak to się mówi co cysarza to cysarzowi, a co boskie - Bogu. No
podatki się płaci, bo się płaci. To na wspomożenie państwa idzie, na polityków.
„Kleptokracja" państwa, prawo władzy do pobierania świadczeń, jest oczywistą
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
111
dla wszystkich konsekwencją ugody. Tym, co razi naszych rozmówców jest roz
buchany fiskalizm, który nazywają wyzyskiem. Na przypomnienie hasła o zielo
nym świetle dla rozwoju przedsiębiorczości prychają tylko i przytaczają argu
menty o nieustannym podnoszeniu opłat takich jak ZUS czy VAT, które czynią
działalność małej firmy coraz mniej opłacalną. Państwowe ciężary fiskalne okreś
lają po swojemu - są to zusy francowate albo zusy-śmusy. Jako przedsiębiorcy są
dobrze zorientowani w cyfrach i narzekają na fiskalizm przytaczając konkretne
sumy: w tej chwili prywatny jak robi [chodzi o firmę jednoosobową] to 600 i coś
złotych tego ZUS-u musi zapłacić, a oni planują podnieść ZUS do 120% średniej
krajowej! Średnia krajowa jest w granicach 1080 zł, to ZUS będzie 1300 zł mie
sięcznie. No, niech Pani tyle zarobi tu na targu! Ipodatki opłaci, i rodzinę utrzy
ma! Nie ma mowy! Irytację budzi sama wysokość średniej krajowej. Kto tyle
zarabia? - pytają nasi rozmówcy, podczas gdy normalni ludzie robią za 1000 zł
i to uważa, że dużo zarobił. Często górale porównują polski fiskalizm z ame¬
rykańskim, dobrze im znanym z wielopokoleniowych już kontaktów. W USA,
jak twierdzą, prowadzenie działalności gospodarczej nie wymaga wielu formal¬
ności, a przede wszystkim nie jest tak obciążone opłatami na rzecz państwa:
u nas w Polsce inaczej niż w Ameryce, wszystko ovatowane i to jak! Kto widział
takie rzeczy! Wszyscy z Polski uciekają! A my u siebie mamy roboty dość! Tylko
żeby państwo ludziom nie przeszkadzało! Tych ciężarów tyle nie nakładać!
Gdy pracuje się u gospodarza, który wyzyskuje robotników, jedynym ratun¬
kiem jest wymówienie umowy. W skali państwa emigracja jest najskuteczniejszym
i najpowszechniej stosowanym sposobem na to, żeby w dzisiejszych czasach pra¬
cą fizyczną zarobić na życie. Siedemdziesięcioletnia gaździna informowała nas
z dumą: ja mam dwie klasy - pisać i cytać to nie umim, ale żem zrobiła w Ameryce
obywatelstwo i wszystkie dzieci żem wypchała i wszystkich wnuków. Ja sześcioro
dzieci miała i wszystko żem wypchała, bo co tu biedaki mieli robić!
Scharakteryzowany tu model wyobrażeń na temat państwa jest pochwałą sil¬
nej władzy skoncentrowanej w jednym ośrodku, skupiającej się na zarządzaniu
gospodarką. Ten model właściwie zupełnie pomija to, co jest istotą polityki:
wyłanianie przedstawicieli, którzy będą reprezentować grupę, negocjowanie
celów, uczestnictwo różnych opcji w podejmowaniu decyzji . Również elemen¬
ty, które wykraczają poza ramy modelu - ontologiczna obcość władzy, jej fascinosum i tremendum, „ciemna i jasna strona mocy" - stanowią bardzo tradycyjny
sposób opisu. Jest to zaskakująca konstatacja, mieszkańcy Podhala nie stanowią
bowiem izolowanej grupy, żyjącej życiem tradycyjnej wsi, znanej z modelowych
ujęć kultury ludowej. Podhale jest regionem, w którym migracje zarobkowe są
wyjątkowo dawne, a współczesne migracje szczególnie masowe. Dlaczego za¬
tem w podhalańskich rozmowach o państwie nie pojawiają się idee fundamental¬
ne dla współczesnych liberalnych demokracji ? Czy rzeczywiście wyobrażenia
4
5
4
Podstawowa dla antropologii politycznej definicja polityki brzmi następująco: „The pro
cesses involved in determining and implementing public goals and [...] the differential achievement
and use of power by the members of the group concerned with these goals" (Political... 1979, s. 6).
112
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
ujawniające się w lokalnych rozmowach o polityce wywodzą się z chłopskiej
kultury tradycyjnej?
Aby na to pytanie odpowiedzieć warto przywołać opinie etnologów i socjolo
gów o wyobrażeniach ludu na temat państwa, charakterystycznych dla przełom
wieków X I X i X X . Jan Stanisław Bystroń tak opisywał postawę chłopów wobec
spraw państwa, wyniesioną z okresu pańszczyźnianego: „uzależniono włościan
od woli i kaprysu pańskiego i wytworzono tę tak charakterystyczną bierność
pańszczyźnianego chłopa, który z rezygnacją pracował na pańskiej roli i z rezyg¬
nacją pił w pańskiej knajpie" (1947, s. 199). W swoim opracowaniu zamieszczo¬
nym w zbiorze Etnografia Polska. Przemiany kultury ludowej (1976) Edward
Pietraszek twierdził, że w drugiej połowie X I X w. państwo jawiło się chłopom
przede wszystkim jako poborca podatków i rekruta. Franciszek Bujak pisał,
że około 1880 r. chłopi byli przekonani, że Galicja pozostaje pod władzą miło¬
ściwego cesarza, który dba o dobro swoich poddanych i chciałby ulżyć ich
biedzie. Uniemożliwiają to wrogo nastawieni do ludu panowie, którzy, siedząc
na urzędach, wymyślają coraz to cięższe dla chłopa prawa i powinności, a naj¬
chętniej powróciliby do pańszczyzny. Podtrzymywaniu międzystanowej wro¬
gości, aktywnie umacnianej przez austriackich urzędników, służyli także powra¬
cający do wsi żołnierze, którzy, będąc dla wsi znaczącym autorytetem w zakresie
politycznym, „stawali się nauczycielami lojalizmu i serwilizmu zaborczego"
(Bystroń 1947, s. 331). Zawiązanie sejmu krajowego dla Galicji wymuszało ko
nieczność działań oświatowych, zmieniania postaw i wyobrażeń. Działalność
tego rodzaju, zapoczątkowana przez galicyjskich ludowców, przynosiła efekty
niewspółmierne do włożonej w nią pracy, a wieś długo nie umiała skorzystać
z „wywalczonego przez mieszczaństwo prawa wyborczego" (Bystroń 1947,
s. 431). O sejmach wiedziano, że gdzieś tam daleko w mieście radzą nad spra
wami, w których prosty człowiek się nie orientuje. Kłócą się przy tym, a gdy coś
uzgodnią, to są to nowe podatki i ograniczenia. Dlatego też chłopi nie intereso¬
wali się wyborami, pozostawali obojętni, a jeśli w nich uczestniczyli głosowali
„jak przykazał dziedzic, proboszcz, czy też ktoś z urzędników powiatowych"
(Bystroń 1947, s. 432). Uważano, że „państwo to [...] sprawa «pańska», a nie
chłopska" (Wilkin 1987, s. 214), chłop bowiem do polityki jest niezdatny z racji
braku wykształcenia, a także dlatego, że chłopski poseł i tak nie przebije się
z problemami wsi w sejmie zdominowanym przez panów, którzy mają wspólne
interesy, przeciwstawne wobec chłopskich.
Wyobrażenia na temat państwa zmieniły się nieco w dwudziestoleciu mię¬
dzywojennym. Powszechne prawo wyborcze i możliwość realnego udziału
w życiu politycznym Polski aktywizowały ugrupowania chłopskie, prowadzące
intensywną działalność edukacyjną. Jednakże oddźwięk tej pracy terenowej
musiał być niesatysfakcjonujący skoro Józef Chałasiński twierdził, że „napływ
chłopskich posłów do parlamentu nie zmniejszał przepaści między warstwami,
5
Pojęcie demokracja było w naszych rozmowach objaśniane w sposób zaskakujący. Zainte¬
resowanych odsyłam do mojego tekstu ( Malewska-Szałygin 2005, s. 7-18).
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
113
nie powodował też, że sprawy wsi były z całą mocą stawiane na forum parla
mentu: chłopski poseł na równi z innymi [...] lekceważył wieś, patrzył na jej
sprawy pańskimi oczami, jako na sprawy mało ważne" (1938, s. 100). Florian
Znaniecki szeroko i wnikliwie opisywał ludowe wyobrażenia o państwie na po
czątku X X w.: „nieograniczona władza przypisywana państwu oraz tajemnica,
jaką w wyobraźni chłopa otoczeni są przywódcy, sprawia, że często chłop wiąże
z nimi najbardziej niedorzeczne nadzieje lub daje dostęp najbardziej czasem
absurdalnym obawom. Nawet, jeśli bowiem przywódcy kierują się motywami
zrozumiałymi dla chłopa, działają prócz tego w nieograniczonym kręgu niezna¬
nych mu motywów i planów, dokładnie tak jak Pan Bóg. Przeto w państwie,
jakim go widzi chłop, istnieje sprzeczne wewnętrznie połączenie nieosobowej
metodyczności, zawartej w zwyczajowych czynnościach, z prawie kapryśną
zmiennością. Reprezentując nadprzyrodzony porządek, państwo jest również
źródłem nieograniczonych możliwości" (Thomas, Znaniecki 1976, s. 133). Ta
znakomita charakterystyka ukazuje wszechpotężnego molocha, który jest równie
obcy i niepojęty jak byty, które w myśleniu tradycyjnym określano mianem sa¬
kralnych. Jawią się one jako przerastające znany porządek, a więc jako element
chaosu. Fascynują i przerażają zarazem.
We współczesnych wypowiedziach słychać echa dawnych przekonań. Rozwa
żając tezę o kontynuacji tradycyjnych wyobrażeń należy przyjrzeć się czasom PRL.
Czy ówczesne relacje państwo - obywatel zmieniły, czy utrwaliły wcześniejsze
przekonania? Aby odpowiedzieć na to pytanie muszę sięgnąć do opracowań
socjologicznych, które podkreślają, że u podstaw ówczesnego sytemu politycz¬
nego leżało zakłamanie, generujące szereg instytucji pozornych: państwo „ludo¬
we", demokrację socjalistyczną, wybory zwane kontraktowymi, wreszcie pozorną
niezależność polityczną państwa i pozorną politykę. Według Mirosławy Marody,
w czasach PRL „obszar spraw należących do polityki lub z polityką związanych
lub mających znaczenie polityczne [... ] obejmuje wszystkie zasadnicze dziedziny
życia społecznego z wyjątkiem... polityki właśnie" (1991 s. 133). Słowa i działa¬
nia w dziedzinie gospodarki, kultury, życia społecznego mogły „godzić w sojusze"
i mieć konsekwencje polityczne. W tym samym czasie wszelkie decyzje doty¬
czące spraw państwa były podejmowane w zamkniętej przestrzeni debat partyj¬
nych, po czym obwieszczano je społeczeństwu. Jak pisał Vaclav Havel: „wszelkie
życie polityczne, w tradycyjnym znaczeniu, zostało uśmiercone" (1988, s. 64).
Jeśli przez udział w polityce rozumieć udział w podejmowaniu decyzji - społe¬
czeństwo było od niej odsunięte. Kreowanie fikcji istnienia demokratycznych
instytucji władzy wzmacniało, zdaniem Hanny Swidy-Ziemby, polaryzację na
„my"-społeczeństwo i „oni" - władza. Państwo jawiło się wówczas jako pozo¬
stające poza zasięgiem obywatela. „Polityka jako świat obcy i odrębny od świata
społecznego, choć jednocześnie przenikający go w każdym jego najdrobniejszym
szczególe; polityka jako domena władzy, której jednakże nie można ufać; poli¬
tyka jako sfera przymusu, któremu społeczeństwo ulega, ale do pewnych tylko
granic [...]. Jest to obszar specyficznego sacrum (sacrum negatywnego), którego
oddziaływanie promieniuje na wszystkich, lecz którego granice przekraczane
114
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
są niechętnie i tylko w sytuacjach wyższej konieczności (Marody 1991, s. 138).
Taką sytuacją kontaktu z władzą były wybory traktowane, według wyników ba¬
dań Marody i Nowaka, jako rytuał: „dla ludzi w nim uczestniczących stanowił
bezpieczną, choć często nużącą formę kontaktów zwykłych śmiertelników z sa¬
crum, od którego na co dzień należało trzymać się z daleka" (Marody 1991
s.140). Ówczesne postawy społeczne wynikały z przekonania o potędze państwa
i władzy. O sile wrogiej społeczeństwu i trudnej do przezwyciężenia, wobec
której obywatel jest bezradny, będąc nieznaczącym trybikiem w wielkiej pań¬
stwowej maszynie. Jeżeli nie będzie się przeciwstawiał - Lewiatan pozwoli mu
żyć, jeśli zechce się buntować i domagać wpływu na sprawy państwa - zostanie
zniszczony. Hanna Swida-Ziemba w pracy Człowiek wewnętrznie zniewolony
pisze o jeszcze innym, istotnym dla moich rozważań, aspekcie ówczesnej władzy:
„Aparat był więc przedstawiany jako prawomocny reprezentant społeczeństwa
oraz spadkobierca idei rewolucyjnych, a zarazem jako «pan feudalny» - właści¬
ciel poddanych, którzy winni mu są wdzięczność i posłuszeństwo" (1998, s. 295).
Inne, znaczące dla tego wywodu cechy rzeczywistości PRL to polityzacja go¬
spodarki i postrzeganie polityki przez pryzmat gospodarki, które „uniemożliwiło
artykulację interesów politycznych w klasycznym tego słowa znaczeniu" (Marody
1991 s. 146). W efekcie żądania i postulaty społeczne miały zwykle charakter
gospodarczy, a nie polityczny. Łączyły się z nadzieją na lepsze życie, „które
zostanie zbudowane przez władzę dla społeczeństwa" (Marody 1991, s. 149).
Przytoczone tu fragmenty prac, charakteryzujące stosunek społeczeństwa do
państwa, władzy i polityki w PRL, wydają mi się przekonującym argumentem na
rzecz tezy o kontynuacji tradycyjnego modelu wyobrażeń. Powojenna relacja
państwo-obywatele utrwalała opisywane przez Znanieckiego wyobrażenia o wła¬
dzy jako sile wyższej, na którą zwykły człowiek nie ma wpływu, a która kształ¬
tuje jego życie, odsuwając go od współuczestnictwa w decyzjach. Czy jednak
współcześnie tak tradycyjne nastawienie można tłumaczyć jedynie kontynuacją?
Sądzę, że nie do końca.
Mam wrażenie, że w obliczu ogromnych przemian model postrzegania państwa
i władzy zakorzeniony w kulturze tradycyjnej został zagrożony nieadekwatnością.
Zmiany, o których mowa, mają zasięg globalny. Appadurai sprowadza je do upo¬
wszechnienia migracji i nowych technologii komunikacyjnych, uważając, że
współczesna rzeczywistość społeczno-kulturowa jest w znacznej mierze pochodną
tych dwóch czynników. Z punktu widzenia badań na Podhalu, jeszcze ważniejsze
wydają się zmiany, które stały się udziałem państw post-socjalistycznych: prawno¬
-ustrojowe przekształcenia wynikające z wdrażania zasad i praktyk liberalnej
demokracji w skali państwa oraz samorządności w skali lokalnej. Życie politycz¬
ne i publiczne po 1989 r. zostało zasadniczo zmodyfikowane - dyskurs medialny
został zróżnicowany, powstały partie polityczne konkurujące ze sobą, zwiększyła
się możliwość wyboru pomiędzy różnymi opcjami. Wszystkie te nowości przy¬
szły do Polski z zewnątrz i dlatego przez naszych rozmówców są postrzegane
jako zagrożenie dla utrwalonych wyobrażeń i dla jednorodności dyskursu wła¬
dzy. W odpowiedzi tradycyjne przekonania uległy wyostrzeniu. Emocjonalność,
DYSKURS LOKALNY O SPRAWACH PAŃSTWA - PRZYKŁAD PODHALA
115
z jaką są wyrażane sugeruje, że nastapiło wzmocnienie, będące próbą ratowania
znajomego ładu zaatakowanego przez nowe procesy polityczne, gospodarcze,
społeczne i kulturowe, na tyle niejasne, że jawiące się jako chaos - trudny
do zrozumienia i słabo przewidywalny. Reakcją na chaotyczną rzeczywistość
i niepewność jutra jest wzmocnienie znanego porządku, potrzeba „normalności".
LITERATURA
A p p a d u r a i A r j u n 2005, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, Kraków.
B e n e d y k t o w i c z Z b i g n i e w 2000, Portrety „obcego", Kraków.
B y s t r o ń J a n S t a n i s ł a w 1947, Kultura ludowa, Warszawa.
C h a ł a s i ń s k i J ó z e f 1938, Młode pokolenie chłopów. Procesy i zagadnienia
kształtowania
się warstwy chłopskiej, t. 1, Warszawa.
H a v e l V a c ł a v 1988, Siła bezsilnych, [w:] Thriller i inne eseje, Warszawa, s. 182n.
K ę d z i o r e k P i o t r 1996, Chłopskie zrzędzenie, Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, nr 1-2,
s. 114-123.
M a l e w s k a - S z a ł y g i n A n n a 2004, Tradycja stosowania pojęcia dyskurs i jego przydat
ność w antropologii współczesności, Etnografia Polska, t. X L V I I I , z. 1-2, s. 81-97.
- 2005, Pojęcia badawcze i wyniki badań. Góralskie rozumienie pojęcia 'demokracja',
[w:] Rozmowy z góralami o polityce, Anna Malewska-Szałygin (red.), Warszawa, Trio,
s. 7-18.
M a r o d y M i r o s ł a w a 1991, Polityka, [w:] Co nam zostało z tych lat? Społeczeństwo polskie
u progu zmiany systemowej, Mirosława Marody (red.), Londyn, s. 132-153.
P i e t r a s z e k E d w a r d 1976, Władza i autorytety w społeczności wiejskiej, [w:] Etnografia
Polska. Przemiany kultury ludowej, t. 1, Warszawa, Wrocław, s. 521-533.
Political...
1979, Political Anthropology, Marc Swartz, Victor Turner, Arthur Tuden (eds.),
Nev. York: Publishing Company, ss. 309.
R o u x J e a n P a u l 1998, Król. Mity i symbole, tłum. Katarzyna Marczewska Warszawa.
Rytualny
chaos...
1997, Rytualny chaos. Studium dyskursu politycznego, Marek Czyżewski,
Sergiusz Kowalski, Andrzej Piotrowski (red.), Kraków.
S w i d a - Z i e m b a H a n n a 1998, Człowiek wewnętrznie zniewolony, Warszawa.
T h o m a s W i l l i a m I . , Z n a n i e c k i F l o r i a n 1976, Chłop polski w Ameryce i Europie.
Dezorganizacja i reorganizacja w Polsce, t. 4, tłum Irena Wyrzykowska, Warszawa.
W i l k i n J e r z y 1987, Reakcje chłopów na politykę rolną państwa w ujęciu historycznym,
[w:] Rzeczywistość polska i sposoby radzenia sobie z nią, Mirosława Marody, Antoni
Sułek (red.), Warszawa, s. 205-225.
Z a d r o ż y ń s k a A n n a 1983, Homo faber i homo ludens. Etnologiczny szkic o pracy w kultu¬
rach tradycyjnej i współczesnej, Warszawa.
ANNA MALEWSKA-SZALYGIN
LOCAL DISCOURSE ON PUBLIC MATTERS. THE CASE OF PODHALE
Summary
The article deals with local connotations of the term "state", such as were revealed in conver
sations with peasants in villages near the town of Nowy Targ (southern Poland, at the foot of the
Tatra mountains) as well as at the market place in the same town. The local highlanders' images
116
ANNA MALEWSKA-SZAŁYGIN
of the state, authority, power and politics resemble, to some extent, those described by ethnologists
and sociologists as belonging to traditional folk culture. Taking such concurrence into considera
tion we can raise a question: how their present views are the continuation of the older ones?
A short review of the results of sociological studies on the relationships between the socialist
state (i.e. before 1989) and its citizens allows the author to perceive this as continuation, at least
to some extent. Nevertheless it is not a completely exhaustive answer. People's attachment to
traditional image of nation-state and its responsibilities, expressed in an emotional way, seems
to get reinforced in the face o f far-reaching technological, social and cultural changes. Due to the
global character of the latter, the villagers, as Arjun Appadurai put it, pose a threat to the idea of
the nation-state. A l l post-socialist countries have been affected by deep political and economic
transformations. I n common people's perception the changes often seem incomprehensible and
unpredictable. That is why they breed anxiety which reinforces attachment to the old, well-known
order familiarized through generations. As well as the old images of state and authority.
Translated by Anna
Adres Autorki:
Dr Anna Malewska-Szałygin
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej U W
ul. Żurawia 4, 00-503 Warszawa
anmalsz@wp.pl
Kuczyńska
